Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Ulice

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ulice - Page 13 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Ulice - Page 13 Empty
PisanieTemat: Ulice [odnośnikUlice - Page 13 I_icon_minitime05.04.15 20:55

First topic message reminder :

Ulice

Dolina Godryka nie może poszczycić się dużą ilością ulic. Zaledwie jedno większe skrzyżowanie, kilka małych zaułków i jedna główna aleja przechodząca przez główny plac, łącząca wjazd i wyjazd z wioski. Wzdłuż niej, podobnie jak i przy innych, ciągną się rzędy domów, w większości zbudowanych z kamienia według starej mody. Stając na placyku i patrząc przed siebie można odnieść wrażenie, jakby cofnęło się o kilkaset lat. Na ulicach nie ma wielu samochodów, a od czasu do czasu potrafi pojawić się nawet wóz zaprzęgnięty w konie. Nocą nikłe światło dają elektryczne latarnie stylizowane na stare. Zaułki oddalające się jednak od głównej ulicy giną w mroku, który rozjaśnia jedynie odrobina blasku bijącego z okien stojących przy nich budynków.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar

Ulice - Page 13 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice [odnośnikUlice - Page 13 I_icon_minitime12.01.21 16:11

Kerry – głos Gwen załamał się ponownie, a na jej policzku pojawiły się pojedyncze łzy – masz rację, że nikt, to nie powinno się zdarzyć. Zdarzać. Gdziekolwiek, kiedykolwiek – powiedziała, szukając w głowie kolejnych słów pocieszenia, ale żadne kolejne nie przyszły jej do głowy. To chyba było wszystko, co miała w zanadrzu.
Bezsilność przerażała. Nie mogła nic zrobić, nie miała żadnego narzędzia, aby ją pocieszyć. Nie, dopóki sprawa Justine się nie zakończy. Gwen z całych sił chciała mieć pewność, że starsza siostra Kerstin już wkrótce będzie z nimi, cała i zdrowa, ale nie miała tej gwarancji. Nikt nie mógł jej mieć.  Chyba pozostało jej więc jedynie trwać u boku jasnowłosej, pozwalając jej wylać wszelki żal, smutek i złość, nawet jeśli w przypływie emocji postanowiłaby skierować je w jej stronę.
Shhh, nie bój się, nie mam zamiaru nic takiego robić, nie martw się – zapewniła, mając nadzieję, że jeśli uda jej się porozmawiać z Michaelem, będzie w stanie zrobić to tak taktownie, jak tylko potrafiła. – Czemu nie? – zmarszczyła brwi, zaskoczona.  – Przecież dopiero co u was byłam.
Odwróconym wzrok Kerstin był wyraźną podpowiedzią, że panna Tonks nie mówiła jej wszystkiego. Gwen poczuła się jeszcze bardziej zaniepokojona. Właściwie w ruchach pielęgniarki było coś podobnego do tego, jak zachowywał się Michael wtedy, na treningu, gdy nie chciał powiedzieć jej wszystkiego i…
Coś jeszcze się stało – stwierdziła, bardzo wyraźnie zaniepokojona.  – Ja…Kerry, jak nie chcesz mówić, to nie mów, ale może… może wtedy będę mogła jakoś pomóc? Wiesz, że ja… nie ważne, co się stało, nie powiem nikomu, obiecuje. – Nie miała zamiaru naciskać, ale przecież znała Kerstin na tyle, aby zauważyć tak wyraźne sygnały.
Malarce przeszło na myśl, że ma… że może mieć to jakiś związek z Michaelem. Wiedziała, że coś łączyło go z Hannah (nie wiedziała jednak dokładnie co, nie pamiętała wesela najlepiej). Poza tym Kerstin kładła za duży nacisk na to, że z jej bratem coś było nie tak.
Gdyby wiedzieli… ale „Prorok codzienny” jest w podziemiu i… nie stworzymy przecież legalnej gazety. Nie teraz. – Pokręciła głowa. – Nawet nas na to nie stać. A poczta pantoflowa nie jest w stanie dotrzeć do wszystkich, Kerry. Ja… nie wiem, jak moglibyśmy dotrzeć do wszystkich, nie stworzymy samodzielnie gazety czy rozgłośni radiowej. Co, mogłybyśmy nasyłać sowy na Londyn? – Machnęła ręką, w dalszym ciągu pozbawiona cienia nadziei na cokolwiek. Chwilę później ścisnęła ramię Kerry, chcąc dodać jej otuchy.




Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Powrót do góry Go down
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
Fools
said I
You do not know
Silence, like a cancer, grows
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak
kto powie mi jak

Ulice - Page 13 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice [odnośnikUlice - Page 13 I_icon_minitime12.01.21 16:13

W pewnym momencie zaczęły szlochać obie - jeżeli nawet Gwen nie pozwoliła sobie rozkleić się kompletnie, siedząc tak blisko, praktycznie podpierając się nawzajem ramionami, Kerstin musiała dostrzec połyskujące łzy w wielkich oczach przyjaciółki. Widok ten przyprawił młodą pielęgniarkę o dotkliwszy ból głowy, podsycony wyrzutami sumieniami. Myśląc logicznie, Gwen miała takie samo prawo jak wszyscy rozpaczać z powodu pojmania Justine, lecz Kerry zostawiła logikę porzuconą między deskami domowego tarasu i natychmiast uznała to za własną winę.
Z tego powodu pociągnęła nosem po raz ostatni, obiecując sobie w duchu, że skupi się teraz na rozmowie, na konkretnych informacjach, zamknie te rozsypane emocje przynajmniej do czasu drogi powrotnej na wybrzeże. Wyciągnęła dłoń i troskliwym gestem otarła piegowate policzki Gwen, usiadła bardziej prosto i mocno zacisnęła palce na połach własnej sukienki.
Dziewczyna zaoferowała jej już dość wsparcia, by zrzucać na nią więcej odpowiedzialności. Zdawała sobie z tego sprawę, nie chciała więc zachęcać jej do latania za zdesperowanym Michaelem, im dłużej jednak rozmawiały, tym jaśniej dostrzegała, że ona i tak nie odpuści, czegokolwiek by nie powiedziała. Mogła przynajmniej zadbać, aby pozostawała ostrożna.
- Na nasz dom nałożone są teraz zaklęcia ochronne. Nie wiem jakie, nie pamiętam. - Pokręciła głową, odwróciła wzrok ze wstydem. - Ale nikt tam nie może wejść, jeżeli nie zostanie zaproszony. Nie przeze mnie, oczywiście, ja nie mam mocy. - Nie mogła zaprosić do siebie już nikogo, ale nie złościła się z tego powodu, rozumiała konieczność bezpieczeństwa.
Wygięła usta w podkowę i zaczęła szurać pantoflami po piasku przy ławce, jak dziecko przyłapane na kłamstwie. W ostatnim czasie zatajanie czegokolwiek nie przychodziło jej prosto, a Gwendolyn i tak miała godne pozazdroszczenia wyczucie.
- Wiem, że nikomu nie powiesz. Ufam ci, naprawdę tak jest. - Złapała przyjaciółkę za dłoń. - Ale to nie chodzi tylko o mnie, ja nie chcę... opowiadać za innych ich własnych historii. - Zwłaszcza, że gdy Mike ścigał Hanię po domu w wilkołaczej formie, Kerstin tam nawet fizycznie nie było. - Jedyne, na czym mi zależy, to żebyś była ostrożna, kiedy będziesz rozmawiać z Michaelem na taki temat. Nie chcę cię straszyć, on by ci w życiu nie zrobił krzywdy! - Prawda? - Teraz jest po prostu... trudniej. Z nim również, zdarza się mu... no wiesz przecież. - Nie mogła wydusić z siebie słów, lecz nie chciała też, by Gwen zrozumiała to jakoś opatrznie. - Jeżeli jest bardzo zły albo smutny, nie zawsze panuje nad swoją chorobą - powiedziała wreszcie, bardzo, bardzo cicho, bo choć nie wspomniała jasno, o co chodzi, i tak obawiała się, że ktoś może ich podsłuchać.
Swój pomysł z propagowaniem pokoju od początku uznawała za nietrafiony, rzucony wyłącznie pod wpływem chwili, bo w tej obrzydliwej bezradności nie była w stanie wymyślić niczego innego, jak tonący brzytwy trzymała się więc prostych pomysłów. Nie spodziewała się nawet, że Gwen jakkolwiek na to odpowie, chyba, że w zamiarze sprowadzenia jej na ziemię.
Co zresztą zrobiła, choć jedynie częściowo.
- Masz na myśli sowy jak nalot, czy sowy... - Pokręciła głową, parsknęła niewesoło. - Chodzi ci o listy, oczywiście. Wiesz, to nie tak, że taki pomysł nigdy nie został zrealizowany. Jak była mugolska wojna, alianci zrzucali w Trzeciej Rzeszy ulotki na miasto... tylko że oni to robili z samolotów, a my nie mamy samolotów i żaden nie poleci nad Londynem. - Wbiła wzrok we własne dłonie. - I nie mamy tyle papieru... ani tyle sów - Wzruszyła ramieniem. Jeden Baron nie będzie w stanie niczego zdziałać, nawet gdyby pomogła mu sowa Gwen.




Let's not fightI'm tired,
can't we just sleep tonight?


Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar

Ulice - Page 13 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice [odnośnikUlice - Page 13 I_icon_minitime12.01.21 16:14

Starała się oddychać spokojnie, aby być dla Kerry jak największym wsparciem. Nie miała zamiaru jej opuszczać ani pozwalać na choćby chwilę samotności, gdy przyjaciółka tego potrzebowała, toteż, nawet jeśli Tonks nie chciała jej zbyt angażować, nie miała na to większego wpływu. Panna Grey najzwyczajniej w świecie już była za bardzo zaangażowana.
Wiem, o czym mówisz – powiedziała, kiwając głową. – Michael jest strażnikiem tajemnicy, tak? – spytała tylko dla pewności. W końcu najstarszy z nich wszystkich i jeśli ktoś miał pełnić taki obowiązek to właśnie on. Poza tym, skoro tak, wystarczyło się go spytać, czy nie może jej wpuścić. Kerstin nie mogła przecież całych dni spędzać w pustym domu, a zdradzenie tajemnicy jej nie byłoby przecież żadnym niebezpieczeństwem.
Chciała wiedzieć. Nie dało się tego ukryć. Myślała, że Kerstin, jak większość dziewcząt w jej sytuacji, po prostu o wszystkim jej opowie i nie da się długo prosić, pozwalając, aby ciężar tego, co miało miejsce, rozłożył się też na inną osobę. Tak było łatwiej. Jasnowłosa pielęgniarka zaskoczyła jednak Gwen, która musiała przełknąć odmowę. Nie miała oczywiście zamiaru naciskać, rozumiała argumentacje, ale jednocześnie doskonale wiedziała, że o niebo łatwiej byłoby, gdyby... Zaraz.
Spojrzała na Kerstin oczami, w których błysnął strach.
Kerry? Czy on... czy on... ? – Nie miała zamiaru dokańczać. Przełknęła zalegającą ślinę: – Ja... potrzebujecie jakiś eliksirów? Mogę załatwić... coś na uspokojenie... dla niego i... ciebie też, jeśli potrzebujesz, ale nie wiem... nie wiem, czy na ciebie zadziałają – powiedziała, choć w głowie jednak tkwiło jej coś innego. Czy Michael mógł zaatakować Kerry? Czy mógł zrobić jej krzywdę? Na Merlina, oczywiście, że tak. A ona nie miała się jak bronić i...
To mogło skończyć się naprawdę tragicznie.
Odgoniła te myśli. Cokolwiek zaszło, Michael na pewno się opanował. Na pewno nie skrzywdziłby Kerstin. To dobry człowiek, a dobrzy ludzie nie robią takich rzeczy. Och, gdyby tam była mogłaby chociaż... właściwie co by mogła? Nie znała czarów uspokajających. Ale z drugiej strony w starciu z wilkołakiem to ona miała większe szanse. Mogłaby dać Tonks przynajmniej czas na ucieczkę. Czemy Hannah odeszła? Nie rozumiała, że w takiej sytuacji Kerstin szczególnie potrzebuje pomocy i ochrony. Poczuła nagłą irytacje na czarnowłosą czarownicę. Zostawiła ich. Porzuciła ludzi, którzy przyjęli ją pod własny dach. Och!
Pomysł z propagandą był jednak wcale nie mniej angażujący od wilkołaczej kwestii:
Słyszałam chyba o tym, ale byłam mała i... Kerry, jak nie mamy sów? Większość naszych przyjaciół ma. Pożyczymy, słyszysz? I są sowiarnie, z nich też weźmiemy ptaki – zaproponowała. – To będzie trudne, ale jak poprosimy kilka osób o pomoc to na pewno... jakoś to wymyślimy. I zorganizujemy.




Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Powrót do góry Go down
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
Fools
said I
You do not know
Silence, like a cancer, grows
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak
kto powie mi jak

Ulice - Page 13 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice [odnośnikUlice - Page 13 I_icon_minitime12.01.21 16:18

Na upartego Gwendolyn mogłaby uznać, że Kerstin wymiguje się od odpowiedzi na zadawane pytania, lecz nie było w tym ani krzty braku zaufania lub chęci duszenia czegokolwiek w sobie. Wiele by dała, aby poczuć się dość swobodnie, by wygadać się ze wszystkiego co jej ciążyło i nie mieć później wyrzutów sumienia z powodu plotkarstwa - ale to nie było takie łatwe. Gdyby jeszcze te sekrety były niewielkie, niewinne, może wtedy przychodziłoby jej to łatwiej, ale sytuacja rozwijała się zbyt szybko, zbyt dramatycznie, aby dało się o tym opowiedzieć w prosty, jasny sposób, bez nieopatrznego wyrządzenia krzywdy. Trzymała się tego, co istotne, nie miała wystarczająco woli oraz sił, aby w tym momencie decydować, o czym słusznie byłoby powiedzieć, a o czym nie w porządku.
- Nie - mruknęła przez ściśnięte gardło, przesuwając podeszwami po kamykach przy ławce i osłaniając wrażliwe oczy przed wyglądającym zza chmur słońcem. Kiedy na rzęsach wciąż zalegały łzy, światło było jakieś bardziej drażniące. - Michael nie jest strażnikiem. Justine była... jest. - Przyłożyła dłoń do ust, żeby stłumić szloch. - Rozumiem tylko podstawy tego, jak to działa.
Bardzo szybko jednak pojawiła się okazja, aby skupić na czym innym - musiała uspokoić przyjaciółkę, bo już dostrzegała, że jej tłumaczenie nie wyszło tak zgrabnie, jakby sobie życzyła. Gwen zdawała się przerażona, co dla Kerstin stanowiło efekt odwrotny od zamierzonego.
- Nie, nie potrzebujemy. Tak myślę. Gwen, on... - Złapała ją za obie dłonie, ścisnęła mocno i pociągnęła na własne kolana. Musiały sobie spojrzeć w oczy, musiała jej uwierzyć. - Nic się nie stało, wszystko jest już dobrze. Michael nie zrobił nikomu krzywdy. - Ostatnie zdanie podkreśliła mocno, akcentując każdą zgłoskę. Od siebie by jeszcze dodała, że nie zrobił i nie zrobi, ale nie mogła w ten sposób usypiać czujności przyjaciółki. To, że sama wolałaby chyba umrzeć niż zwątpić we własnego brata, nie oznaczało, że Gwendolyn nie powinna zachować ostrożności; choćby częściowej. - Nie daj mu, proszę, poznać, że o tym mówiłam. Albo przynajmniej, że cię ostrzegłam. To nie tak, że to wielka tajemnica, ale... - Podrapała się z zażenowaniem po ramieniu. - Będzie mu przykro.
Spodziewała się, że spotkanie będzie dobiegało końca, wyrzuciła z siebie wszystko, co miała wyrzucić i po prawdzie czuła się już trochę zmęczona; ostatnio wcale nie wychodziła z domu, w niebywale krótkim czasie zdążyła odzwyczaić się od przebywania na zewnątrz. A może była to jedynie kwestia bezsenności? Gwen jednakowoż okazała się podejrzanie podekscytowana pomysłem o listach.
- Pożyczymy... od wszystkich? - bąknęła trochę niemądrze, na szybko próbując policzyć w głowie, ile by tego wyszło. Jakby zapytała w lecznicy, w Oazie, napisała do znajomych... och, ale to głupie, w jaki sposób by takie prośby uargumentowała, przecież chyba by zauważyli, że pożycza ich tak wiele? - Potrzebowałyśmy więcej ludzi, Gwen, we dwie wzbudzimy za wiele podejrzeń, tylko... co właściwie byśmy napisały w tym liście? I czy to jest bezpieczne? Ktokolwiek będzie chciał pomóc? - Miała wiele wątpliwości, lecz w oczach przyjaciółki już pojawiła się charakterystyczna iskierka. Kerstin natomiast odniosła wrażenie, że płomyk ten rzuca światło wprost na jej serce i przymusza je do szybszego bicia. A jeżeli znajdą się chętni?
- Myślę, że możemy to rozważyć. Ale na razie w tajemnicy, dobrze? Nie chcę, żeby Michael się dowiedział. - Czuła bowiem podświadomie, że brat nie byłby zadowolony z niczego, co obejmowałoby angaż jego najmłodszej siostry.

/zt x 2




Let's not fightI'm tired,
can't we just sleep tonight?


Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 45
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Ulice - Page 13 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice [odnośnikUlice - Page 13 I_icon_minitimeYesterday at 12:01

|czerwiec-wrzesień

Słońce wisiało wysoko na niebie. Powietrze było suche, szorstkie. Ziemia od wielu dni nie miała okazji spijać deszczu więc każdy krok podnosił w powietrze tumany kurzu. Pył osadzał się na spodniach, drażnił nos. Koszula przyklejała się do spotniałego ciała. W myślach odliczał czas do zachodu słońca. Zielone oczy z ukrycia obserwowały budynek do którego godzinę temu wszedł Jorge. Miał go śledzić, obserwować zgodnie z wolą zleceniodawcy, który zgłosili się do Findlay, a która to wskazała mu, że za taką fatygę dostanie sykla lub dwa. Jeszcze rok temu trwonił pieniądze na drogie talizmany, zachciewajki. Tyle ile miał dziś zarobić wydawał na obiad na mieście, a teraz miała być to jego dniówka. Chociaż bardziej dwudniówka bo wczoraj również obserwował mężczyznę, który jednak zniknął mu z oczu. Nie nadążał za nim i by nie zostać odkrytym porzucił zadanie, a potem kolejnego dnia ponownie spróbował złapać kontakt z celem co się szczęśliwie udało. Tym razem nie zgubił go z oczu. Nie był metamorfomagiem, ani też animagiem, nie umiał się sprawnie i niezauważenie przemieszczać za celem w efekcie czego teraz robił nadgodziny. Mało ciekawe nadgodziny. Szczęśliwie mu to akurat nie przeszkadzało. Był cierpliwy, nie potrzebował nieustannie być w ruchu, potrafił usiedzieć w miejscu więc siedział, przez kolejne cztery godziny w niemalże pełnym słońcu obserwując budynek usytuowany przy ulicy Liliowej 54. Budynek opuścił dopiero pod wieczór i udał się do swojego domu świetlikiem. Mieszkał w innej miejscowości, w innym hrabstwie. Z tego co udało się Skamanderowi ustalić zaciągając dyskretnie języka, mieszkanie należało do starszej wdowy, której mąż zmarł gdzieś jeszcze podczas anomalii w trakcie załatwiania biznesowych interesów w stolicy. Była bardzo sytuowaną osobą. Może Jorge odwiedzał dotrzymywać starszej kobiecie towarzystwa? - pomyślał, jeszcze chwilę przed tym, jak zdawał sprawozdanie byłej wiedźmiej strażniczce by dowiedzieć się, że człowiek ten tak właściwie zajmował się uwodzeniem samotnych, bogatych wdów. Samo zaś zlecenie przyszło od innej już wiekowej oraz zazdrosnej czarownicy. Cóż... miał wrażenie, że bez tej wiedzy też potrafiłby przeżyć. Chociaż czy naprawdę robiło mu to różnicę do czego odnosiła się jego praca...? Ważne, że kilka srebrnych monet szemrało znów w mieszku, a on będzie miał za co zjeść. Jutro miał umówioną akcję w Londynie.

Ciężko było nie natknąć się na trupy. Zwłaszcza, kiery poruszało się ścieżkami, które były ryzykowne. Tymi, uczęszczanymi przez zbiegów, do których lgnęli również i strażnicy kuszeni wizją premii za złapanie kolejnych winnych. Ciała ofiar zwykle zalegały w rynsztokach, lub były wciśnięte między wąskie uliczki. Wysoka temperatura sprawiała, że odór rozkładu niósł się na wiele metrów w przód. Nim jeszcze dało spostrzec się ciało do uszu dochodził dźwięk namolnych much. Nocą znośniejszy niż za dnia. Skamander umiał już czytać podobne sygnały. Być może nie było to odpowiednie, właściwe, lecz nie omijał szerokim łukiem podobnych niespodzianek. Nieraz los mu dawał do zrozumienia, że należało z podobnych okazji korzystać. Przy niektórych martwych można było znaleźć czasem różdżki ułatwiające przemieszczanie się po Londynie, a jeszcze kiedy indziej mniej lub bardziej cięższe sakiewki. Ostatnimi czasy bardziej mniej, lecz to nie zaskakiwało. Anthony nie interesował się biżuterią. Jeszcze, kiedy nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ciężko sprzedać takie rzeczy pozwalał sobie i na to, lecz teraz wiedział, że nie było to warte zachodu. Nie interesował się tymi najbardziej śmierdzącymi, najgłośniej brzęczącymi wiedząc, że ktoś już zdążył przed nim podjąć się szabrunku. Nie to było jednak jego głównym powodem zjawienia się. To był jedynie dodatek pomagający mu przetrwać codzienność. Szukał Dementorów, uciekających z Londynu, strażników z których mógł wydobyć informacje. Dlatego kiedy przemieszczał się dalej i kiedy natrafił na ślady walki prowadzące do na wpół zrujnowanego budynku nie zignorował tego. Poprawił chwyt na różdżce i ostrożnie zaczął przemieszczać się po ciemnym wnętrzu. Przyzwyczajające się do nowej ciemności oczy skanowały wnętrze, tak jak uszy wyczulały się na dźwięki. Jedynymi słyszalnymi były kroki aurora. Przynajmniej dopóki nie udało mu się dojść na półpiętro. Jeszcze na schodach znalazł martwego strażnika patrolu egzekucyjnego. Kiedy przykucnął dostrzegł ślady krwawych stóp na kolejnych stopniach. Te nie pasowały do taktycznego obuwia pracownika patrolu. To zaalarmowało wszystkie jego zmysły, każąc mu z jeszcze większą uwagą podążać za śladami prowadzącymi przez hol do zatrzaśniętych drzwi. Klamka również była obsmarowana na wpół zeschniętą krwią. Stojąc na przeciw wejścia wyinkantował niewerbalnie zaklęcie umożliwiające mu pogląd tego co znajdowało się po drugiej stronie drzwi. Dostrzegł kolejnego czarodzieja zapierającego się plecami o te. Siedział bezwładnie na podłodze. Gdy podszedł jeszcze bliżej to nie uszło jego uwadze, że spod progu wyciekała krew. Zaczął się już domyślać. Uchylił drzwi, a bezwładne ciało upadło martwo na posadzkę. Krew w kałuży zachlupotała. Czarodziej którego widział był ubrany w spanachane, mugolskie ubrania. Wtedy też w stan gotowości wprawił go niespodziewany dźwięk. Uniósł brwi wyżej. Postąpił kolejny krok wchodząc do łazienki - bo tym też było to pomieszczenie. Wypowiedział zaklęcie lumos by upewnić się, że widzi to co faktycznie widział. W wannie, skulony i zasmarkany leżał chłopiec. Rękami zaciskał uszy. Wyglądał tak, jakby znajdował się na granicy zmęczenia z histerycznego płaczu. Kiedy zauważył Anthonego był w jakimś apatycznym stanie - nie spłoszył się, a załkał głośniej. Poruszyły się jedynie jego źrenice.
- Zabiorę cię stąd - zapowiedział spokojnie biorąc na ręce chłopca w wieku siedmiu lub dziewięciu lat - Zamknij oczy - jeżeli ten chciał stawiać opór to nie miał siły. Anthonemu ciężko było również ocenić, czy zamierzał podążyć za jego nakazem. Byłoby dobrze, gdyby jednak darował sobie widok martwego, rozciągniętego po podłodze mężczyzny. Właściwie dwóch. Droga poza Londyn z takim niespodziewanym dodatkiem miała być trudniejsza. Nie marnując czasu ruszył wykorzystując ciemność wokół.

Skamander stronił od pomocy oferowanej od rodziny. Chodź coraz częściej zarobienie pieniędzy wiązało się z przełamywaniem kolejnych moralnych zasad tak niechętnie przychodziła mu myśl, że miałby otrzymać zapłatę od własnego ojca. Z jakiegoś powodu wydawało mu się to bardziej upokarzające niż klęczenie przed własnym wrogiem. Uległ jednak, kiedy po znajomości otrzymał propozycję by był ochroną. Chodziło o transport większego ładunku z jednego z przymorskich miast hrabstwa Lancastshire do siedziby Abbottów. Sieć Fiu w dalszym ciągu nie funkcjonowała należycie. Korzystano z siły pociągowej magicznych stworzeń. Taki transport nie był więc do końca bezpieczny, zwłaszcza, że musiał przelecieć nad nieprzychylnymi terenami. Polityka między szlachetnymi rodami się zaogniała. Wrogowie byli coraz bardziej jaskrawsi. Wszyscy byli podejrzliwsi, ostrożniejsi. Należało również wziąć pod uwagę zwykłych ludzi, którym coraz bardziej dokuczał głód, a więc i coraz częściej sięgali po rozwiązania, które do tej pory znajdowały się poza ich pojmowaniem. Granice wszystkich się przesuwały.
Anthony rozumiał zagrożenia i zgodził się przystać na proponowane warunki. Jeszcze przed świtem udał się w podniebną podróż w stronę portowego miasteczka w którym to doglądał z końskiego grzbietu, czujnym okiem całego przeładunku oraz okolicę w której doszukiwał się podejrzanych ruchów, zachowań. Być może jego krytyczne, aurorskie oko rozbiło to zbyt skrupulatnie, lecz niektórych nawyków nie dało się po prostu zignorować. Kilka inkantacji wykrywających dziwne niepożądane efekty nie wykryło jednak niczego. We względnym spokoju trzy powozy wzniosły się w powietrze. Poruszający się na grzbiecie niezaprzęgniętego eatonana, Anthony ze swobodą przelatywał to na przód, to zaraz cofał się do ostatniego w szyku powozu. Z wysokości spoglądał na ruch dziejący się pod nim, to nieraz koło niego w formie przelatujących na miotłach innych czarodziei. Ostatecznie wylądowali na ziemi, nieopodal samej posiadłości do której wszystko miało trafić. Czy tak będzie za każdym razem?




What kind of monster do you think I am...?


Powrót do góry Go down
 

Ulice

Powrót do góry 
Strona 13 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Somerset, Dolina Godryka-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21