Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Pub Rozbrykany Hipogryf
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Pub Rozbrykany Hipogryf

W powietrzu czuć przyjemny zapach piwa, smażonej ryby, frytek oraz papierosowego dymu. Do uszu dociera odgłos cichej muzyki, szmer rozmów, a od czasu do czasu głośniejszy toast. Za barem kobieta z zapamiętaniem poleruje kufel, żeby po chwili nalać do niego złocistego płynu ozdobionego białą pianą. W znajdującym się w Dolinie Godryka pubie czas płynie leniwie, spokojnie, a wszystkie zmartwienia życia codziennego wydają się błahostkami wobec przyjemności płynącej z kontemplacji uroków życia zapijanych whisky z lodem, tutejszym specjałem. Wnętrze urządzone jest ze smakiem, typowo dla podobnych lokali rozsianych po małych mieścinach na całych Wyspach Brytyjskich. Przy barze ciągnie się rząd wysokich stołków bez oparcia, na brązowej, nieco zakurzonej miejscami podłodze przy stoikach ustawione są obite skórą krzesła. Na oknach naklejono ruchome wycinki z różnych gazet. Do pubu przychodzą wyłącznie czarodzieje, a sam budynek skryty jest za prostą iluzją podniszczonej kamienicy z zablokowanym wejściem.

Możliwość gry w darta.


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 14.01.21 21:21, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub Rozbrykany Hipogryf - Page 13 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Kerstin Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 47
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub Rozbrykany Hipogryf - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Stałam więc spokojnie i wpatrywałam się w kobietę z blond włosami. Nie była moim celem, nie byla moim zadaniem. Znacznie bardziej interesował mnie właściciel tego miejsca, który miałam wrażenie, zapadł się pod ziemię. Może wlazł do kanałów niczym szczur i tam też zamierzał zostać? Na szczęście jego zamiary mało mnie obchodziły. Miał być żywy, dopóki nie wyda reszty swoich towarzyszy, a wtedy mógł odejść w spokoju, nawet na sześć stóp pod ziemię. Wiedziałam, że to miejsce może być wylęgarnią szlamolubów czy mugoli, wpływy Czarnego Pana były tu słabe. Nie byłam jednak skończoną idiotką. Nie tworzyłam jednoosobowej armii i nie mogłabym rzucić się na głęboką wodę. Kiwnęłam więc głową, gdy kobieta okłamała mnie w sprawie swojego imienia. - Carol - wyciągnęłam dłoń w jej stronę, przekładając różdżkę do drugiej ręki, z nadzieją, że ją uściśnie. Jak już kłamiemy, to głupio by było, aby jedna z nas powiedziała, prawdę, nieprawdaż? Patrzyłam do środka, ale jeszcze tam nie weszłam. Budynek nie był w tragicznym stanie, ale moją obawę stanowiły ewentualne zastawione pułapki. Czy powinnam ryzykować teraz, ryzykować sama? Drzwi pozostały otwarte, ale ja spojrzałam na Corę. - Kilka butelek, gazet... - odpowiedziałam zresztą zgodnie z prawdą i zamknęłam ponownie drzwi. - Aż strach samemu wchodzić - krótki śmiech wydobył się z moich ust, gdy obserwowałam przestrzeń na kobietą, wypatrując tam kogokolwiek, kto mógłby okazać się mi nieprzyjazny. - To dzieci mojej siostry... Są jeszcze za małe... - odpowiedziałam delikatnie rozproszona, wzrokiem wracając znów do mojej nowej towarzyszki. - Donald ma 4 lata, a Timothy 2. Ich ojciec zginął w walce. Wie Pani, na pewno jest tu spokojniej niż... - urwałam, czekając czy kobieta dokończy po mnie zdanie. Musiała wiedzieć co się działo, tylko idiota by nie wiedział. Czy była idiotką? Londyn nie witał ciepło promugolskich braci, to też ucieczka z niego dla wielu była jedynym słusznym wyborem. Dzisiaj ten stanowił twierdzę, a jedynie tereny takie jak półwysep kornwalijski przeszkadzały w realizacji celu, jakim miała być Anglia, a potem cały świat. Właściciel tego miejsca o tym wiedział i zrobił wszystko, aby umknąć władzom. Ale władzy miały mnie, a ja miałam talent do przemykania, do pozostania niezauważoną. - Pani ma dzieci? - spytałam jeszcze ponuro, chociaż ta wydawała mi się młoda i zbyt niewinna, a na palcu nie widniała obrączka. Ciekawa byłam, czym kobieta się zajmuje. Czy w takim miejscu jak to, które poprzysięgło odróżnienie od nowego lepszego świata, w ogóle było coś do roboty? Szukanie sztuki nie należało do moich ulubionych rozrywek, ale może rosły to trupy artystyczne? Tylko czy mnie to obchodziło? Drzwi do lokalu pozostawały już zamknięte, nie będę go przecież przeszukiwać przy obcej kobiecie, dodatkowo kłamczuszce. Różdżkę z powrotem przełożyłam do prawej ręki, ale ta teraz spoczywała w dole, luźno zaczepiona o kieszeń płaszcza. Zastanawiało mnie tylko, czemu kobieta widzi coś innego niż ja i miałam pewne podejrzenia.

rity rzut na wykrycie, kerstin sporny


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

Uścisnęła wyciągniętą dłoń, ponieważ nic nie wskazywało na to, by mogło to być posunięcie nierozsądne. Ciepła skóra, stwardniała od pracy i wielokrotnych zakłuć przy szyciu, zetknęła się z chłodną ręką kobiety, której przenikliwe spojrzenie zdawało się przenikać wprost do duszy Kerstin. Im bardziej skupiała się na tym, aby nie popełnić błędu, tym mniej dostrzegała - przygląda się przecież nieznajomej w sposób jawnie ostentacyjny, od stóp do głowy i z powrotem, jakby w zagięciu płaszcza, w konstelacjach piegów, miała skrywać się prawda o człowieczej naturze. Kim była Carol, skąd się tutaj wzięła i dlaczego tak ciężko dziś okazać sympatię?
Sama Kerstin zachowywała się jak otwarta księga, rozpostarta i podarta, bez kartek - to, co pozostało, rozciągało się od wstępu do zakończenia. Wola niesienia pomocy i wola ucieczki przed tym, czym wojna mogła sypnąć w oczy.
- Może lepiej nie... - przyznała, zabierając rękę i w ostatnim momencie powstrzymując się przed wytarciem wnętrza dłoni o spódnicę. Zamiast tego zgięła palce, zdrapując przypadkiem trochę naskórka. - Dawno już go zamknęli, nie wiadomo, co tam teraz można znaleźć. To pustostan - Starała się mówić spokojnie i z rozmysłem, ale ciężko było opisać to, czego nie widziała. - Pani nie wchodzi tam sama. Lepiej zgarnąć jakiegoś mężczyznę z rynku, tam się zawsze ktoś kręci - Schyliła się nieznacznie, żeby złapać w rękę swój koszyk z jajkami. Czy ona wyglądała na kogoś, kto mógł pomóc przy plądrowaniu opuszczonej kamienicy? Opuszczonego baru? A gdzież tam.
Przełknęła ślinę i z ponurą miną skinęła głową, gdy urwane w pół zdanie zasugerowało okropności stolicy. Teraz łatwiej było uwierzyć w to, że kobietę spotkało nieszczęście, a na wyobrażenie dzieci, takich małych i niewinnych, serce Kerstin zmiękło mimowolnie. Półsieroty, takie maleństwa, nigdy nawet nie poznają swojego ojca... coś zapiekło ją za mostkiem, gdy zdała sobie sprawę, że miała szczęście, żegnając matkę jako dorosła kobieta. Tyle czasu spędziła w żałobie, a przecież nadal miała dobre wspomnienia; ile ludzi urodzonych w czasie wojny zapamięta z dzieciństwa wyłącznie strach i okrucieństwo?
- Moja matka też zginęła... w wojnie - powiedziała cicho, bo czuła potrzebę sympatyzowania, bo łatwiej było powiedzieć coś o sobie w odpowiedzi na cudze wyznanie. Śmierć w wojnie była bardzo ogólnym pojęciem cierpień, przez jakie przeszła ich rodzina, ale na dobrą sprawę Kerstin nigdy nie dowiedziała się, co naprawdę stało się z ich mamą. Justine nie zamierzała zdradzać prawdy. - Nie mam. Nie - Zarumieniła się lekko, coś w sercu zaprotestowało przed tą myślą; była przecież porządna, młoda, niezamężna! Ale czy dwadzieścia cztery lata to jeszcze była młodość? - Pani Carol, rozrywek miejskich tu dużo nie ma, ale jest sporo zielonego terenu, lasy, jeziora, jak ktoś lubi spokój i ciszę, to znajdzie je tutaj. Jest też plac zabaw, no i... do szkoły dzieciaki dojeżdżają do miast obok, ale takie małe będą się jeszcze mogły uczyć w szkółce albo w domu. - Przyłożyła drugą dłoń do policzka, odsuwając się jeden, niepozorny krok. - O pracę trzeba patrzeć na tablicy ogłoszeń, na rynku jest. Proszę pani, ja nie wiem... - ja nie jestem czarownicą, tak bardzo chciała już powiedzieć i odejść, bo przecież czego mogłaby oczekiwać czarodziejka od mugolki? Z drugiej strony, nie miała przecież mówić takich rzeczy, to nieodpowiedzialne. Czy ktoś nie mógłby przejść tą uliczką i zagadać Carol, by mogła wymknąć się niepostrzeżenie? - Ja już muszę iść za chwilę, ale
może ma pani chęć... kupić trochę jajek?
- zapytała nagle, kołysząc wiklinowym koszem. To był bezpieczniejszy temat, mogła na nim coś ugrać. - Swojskie, od domowych kur, duży wybieg mają, to i jajka dobre znoszą.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Nie lubiłam gdy na mnie patrzono, a na pewno nie w ten sposób, jednak wydawało się to całkowicie logicznym i nieszczególnie uniknionym. Byłam w końcu obca. Pierwszy raz zjawiłam się tu, w tym mieście. Byłam Carol, która usilnie próbowała odnaleźć swoje miejsce, ale żebym została przez nią jako Carol zaakceptowana, musiałam brzmieć wiarygodnie. Uśmiechnęłam się, gdy uścisnęłyśmy sobie dłonie, niczym dwie porządne silne kobiety, stojące pośrodku wietrznego listopada w samym centrum promugolskiego do zrzygania miasta. - Oh, no racja, przecież - potwierdziłam jej słowa, chociaż głęboko w poważaniu miałam jakichkolwiek mężczyzn z jakiegokolwiek rynku. - Widzę, że ludzie są tu pomocni - cóż, właściwie nie kłamałam. W Londynie prawdopodobnie nikt nawet nie zwróciłby na mnie uwagi, a co dopiero wspominał o pomocy okolicznych samców przesiadujących gdzieś w centrum miasta. Tam tego typu szlamoluby już by zresztą nie żyły. Kiwałam głową ze zrozumieniem, gdy wspominała o swojej matce, a ja nabierałam jedynie pewności, że rozmawiam z kimś wyjątkowo nieprzychylnym mojej stronie. To nic, nie był to dzień na zabawę, miałam jasno określony cel, w jakim tu przybyłam i nie zamierzałam spuszczać z niego wzroku, żeby skupiać się na pogawędkach z przypadkową blondyneczką. Udawałam, że wyjątkowo mocno interesuje mnie pogawędka o terenach zielonych, o lasach i spokoju i ciszy oraz szkołach, czy wszelkich innych okolicznych rozrywkach. Nie mogłam się tu spalić, nie było ku temu żadnego powodu, ta kobieta, nie była aż tak ważna. - O lasy! Jak byłam mała, to wspinałam się na drzewa - powiedziałam, chociaż o wiele bardziej z dziką roślinnością kojarzył mi się połamany krzak agrestu w ogrodzie, o nim jednak wolałam nie wspominać. - Mój ojciec zbudował kiedyś mi tam domek. Wie pani... Taki z oknem i dywanem w środku, gdzie można było spędzać całe wakacje - widziałam takie kiedyś w książce. - Ale dość tego, nie będę zajmować pani więcej czasu... - bo ja też miałam swoje sprawunki do załatwienia i zrealizowania. Nagle zadała mi pytanie o jajka. Mimowolnie brew powędrowała mi ku górze. - Takich jajek to nie jadłam z dziesięć lat... - zadumałam się, chociaż ich jakość naprawdę nieszczególnie mnie obchodziła. - Chętnie! - entuzjastycznie okazałam swoje zainteresowanie. Najwyżej zjem je na kolacje, albo obrzucę nimi jakiś dom. Eh, nie obrzucę. Nie marnowałabym jedzenia. Życie, wojna i problemy gospodarcze były wystarczająco pojebane, aby jeszcze marnować jedzenie. Jajka tak świeże na pewno zresztą przydadzą się Cassandrze, ona ma większe potrzeby niż ja. - Sprzeda mi pani dziesięć sztuk? - zajrzałam do wiklinowego kosza, obserwując ich wielkość i wyciągając z kiszeni płaszcza kilka monet, chociaż nie do końca byłam pewna, czy w ogóle tu uznają tego typu walutę. Obserwowałam uważnie jej dłonie, to co zrobi i to jak się zachowa. Czy przyjmie magiczne pieniądze i czy w ogóle je rozpozna?


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

W małej społeczności zaakceptować obcego było bardzo trudno i nie było to jedynie znakiem wojennych czasów. Miasteczka takie jak Dolina Godryka rządziły się swoimi prawami na długo przed tym, jak widok ciał i spływającej w szczelinach bruku krwi przestał być niecodziennym koszmarem. Tutaj, żeby się dopasować, trzeba było wsiąknąć, wejść między ludzi i zostać przez nich zaakceptowanym. W innym wypadku na zawsze zostawało się tym człowiekiem, na którego spogląda się nieufnie, o kim mówi się przez płot, którego życie - wcale nie tak dobrze poznane - staje się ulubioną rozrywką rozleniwionych po ciężkiej pracy ludzi.
Carol też to spotka, a Kerstin trudno było zdecydować, czy będzie jej ciężej, czy prościej. Z jednej strony z otwartymi ramionami przyjmowali uchodźców, niewinne kobiety i dzieci pokrzywdzone w stolicy, w miastach zdominowanych przez magów. Z drugiej, tak trudno było zaufać. Kerstin miała wrażenie, że z miesiąca na miesiąc coraz trudniej, że nic nie idzie ku dobremu.
- Ja też miałam domek. Tata mi zbudował, zrobił mi też domek dla lalek i huśtawkę... - Właściwie im, ponieważ każda z tych rzeczy powstała przed jej urodzeniem i przeszła zwyczajnie ze starszego rodzeństwa na młodsze. Dla niej osobiście tatuś przyniósł kotka, razem zrobili mu wybieg z atrakcjami i ścieżkami. Potem kotka zagryzła kuna. - Nie zajmuje mi pani czasu - rzuciła automatycznie, bezmyślnie, a potem uśmiechnęła się z zażenowaniem, wzruszyła ramionami, speszyła. W rzeczywistości chciała odejść, czekała aż rozmowa się skończy, ze stresu jednak plotła co jej ślina na język przyniosła, dobre maniery i sympatia splotły się dziwnie z niepokojem i skończyły jak włóczka poplątana przez Toma. - Oczywiście! Jedno jajko za jednego szylinga albo dwa knuty. - Z tym czuła się pewniej, to dobrze znała, od dawna już sprzedając swoje jajka czarodziejom i mugolom z Doliny, czasem w ich domach, a czasem na głównym targu niedaleko placu zabaw.
Dobrze myślała, że w dłoniach młodej czarownicy pojawiają się monety srebrne i brązowe. Te srebrne były syklami, brązowe knutami i istniały jeszcze jakieś złote, ale tych zbyt często w domu nie mieli. Michael wszystko jej wytłumaczył, żeby nikt jej na targu nie próbował kantować.
- Dwadzieścia knutów za dziesięć jajek - Uśmiechnęła się lekko, to nie było dużo. Akurat tyle, żeby uboższych ludzi z Doliny było stać na zjedzenie czegoś świeżego i dobrego.
Nie miała przy sobie opakowania na jajka, więc wyciągnęła z torebki płócienny woreczek i zapakowała do niego odpowiednią ilość najładniejszych, najbardziej czystych.
- Trzeba uważać, żeby się nie potłukły. - Zaznaczyła, oferując towar za zapłatę.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Obserwowałam budynek, gdzieś w tle słysząc słowa, które wypowiadała do mnie kobieta. Skupienie na celu misji stanowiło dla mnie priorytet, a przecież ta rozmowa nawet nie przypominała klasycznego przesłuchania. Rozchodzące się po ciele zimno nie zachęcało do sterczenia tu, a ja musiałam znaleźć inną drogę do informacji, jakie tu na mnie czekały. Przez lata pracy nauczyłam się już podzielnej uwagi, byłam w stanie skupić się na terenie, na otoczeniu, na przetwarzaniu informacji i słuchać tego, co tak kobieta miała mi do powiedzenia. Stonowana mina sugerowała jedynie spokój, a przynajmniej taką miałam nadzieję, gdy opowiadała mi o domku dla lalek. Po co mi było teraz rozpamiętywać fakt, że ja go nie miałam? Zabawa z ołowianymi żołnierzykami, była o wiele ciekawsza i przyjemniejsza, niż trzymanie na rękach drewnianych lalek o oczach z guzików. Chociaż, w nich też można było coś odnaleźć. Augustus zapewne znalazłby tam liczby, a Cassandra śmierć. - Będę uważać - wręczyłam kobiecie dwadzieścia knutów, uznając, że to cena wyjątkowo niska. Nie miałam zamiaru zresztą szczególnie negocjować, już bez przesady. Płócienny woreczek trzymałam w dłoni, rzeczywiście dbając o to, aby nie potłuc tak uczynnie sprzedanego mi towaru. - Dobrze wiedzieć, że w niespokojnych czasach są jeszcze mili ludzie - mrugnęłam do niej, będąc już niemalże pewną, że mam do czynienia z kimś, kto nie podzielał moich poglądów. Ponownie spojrzałam na budynek, upewniając się, że drzwi są ponownie dobrze zamknięte. Miałam zamiar poczekać gdzieś w okolicy, obserwując ją, do ciemnego wieczoru, a potem odwiedzić wnętrze tego pubu, aby wydobyć z niego wszelkie informacje, jakie były mi potrzebne. Kobieta nie wiedziała nic, a przynajmniej takie wrażenie sprawiała, tak mi się zdawało, gdy obserwowałam jej reakcje i zachowanie. Nie wyglądała na zrelaksowaną, a przecież byłam taka miła. Zawsze mogłam złapać ją za szyję, przycisnąć do ściany i różdżką wygrzebać wszystko to, co wie, nawet tylko po to, by potem pochować ją gdzieś w lesie, tak, aby znalazły ją kilka dni później psy. To nie było jednak celem, nie miałam też powodu, aby szastać legilimencją na lewo i prawo. - Mam nadzieję, że będziemy się często widywać, Coro - wyciągnęłam w jej stronę dłoń uśmiechając się delikatnie. Mina pełna zadumy miała wyrażać potencjał, jaki widziałam w tym miejscu. Pociągnęłam jeszcze nosem, otulając się mocniej płaszczem. - I dziękuję - uniosłam nieco wyżej płócienną torebkę do góry. - Jeśli plany mojej siostry wobec tego miejsca się ziszczą, zapewne będziemy potrzebować więcej jajek - to nie miała być żadna propozycja, a jedynie element okazanego zaufania, które przecież i tak ostatecznie miało nic nie znaczyć. - Wrócę tu z jakimś mężczyzną, nie będę ryzykować - potwierdziłam jej jeszcze, zgadzając się z jej wyobrażeniami na temat tego budynku, bo sama nie widziałam w nim zagrożenia.

zt


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

Może się pomyliła. Może instynkt zawiódł ją po raz kolejny, nie dostrzegając oczywistych zagrożeń i zmuszając do ostrożności wtedy, gdy nie miała ona najmniejszego celu. Chciała zachować się odpowiedzialnie, na dłuższą metę pewnie tak zrobiła. Michael, Gabriel, Justine, wszyscy byliby z niej dumni i ona sama winna być dumna z siebie, nawet jeśli pod tą świadomością kotłował się smutek, ból - nie chciała ciągle musieć dokonywać oceny, na każdym kroku obracać się przez ramię i trzymać na dystans ludzi, którzy byli dobrzy. Wystarczająco dobrzy, żeby sprawdzić, czy miejsce, do którego chcą się przenieść, jest odpowiednie dla dziecka. Wystarczająco dobrzy, by porozmawiać bez ogródek z nieznaną sobie kobietą, zachować sympatię. I w końcu dość dobrzy, aby kupić od niej parę jajek w akcie dwustronnej pomocy; Carol otrzymała trochę taniego jedzenia, Kerstin dostała pieniądze. Nigdy nie zawyżała cen, bo miała świadomość, że gdyby chciała się handlować, nie znalazłaby w Dolinie Godryka zbyt wielu kupców. Ludzie tu po prostu nie mieli pieniędzy.
- Dobrze wiedzieć - potwierdziła, dygając leciutko. Fartuszek zatrzepotał, gdy ugięły się zgrabne kolana. - Cieszę się, że cię poznałam, Carol - dodała nieco przyciszonym głosem, próbując w pewnym stopniu zadośćuczynić kobiecie swoją widoczną nieufność. Musiała zrozumieć. Biorąc pod uwagę doświadczenia ich wszystkich; zapewne rozumiała. - Do zobaczenia wkrótce! Jeżeli będziesz chciała mnie znaleźć, mam maleńki straganik na rynku, niedaleko starego placu zabaw. Sprzedaję jajka, ale też czasami trochę domowych powideł i własnoręcznie dziergane ubrania, poszewki, koce... Szyję też na życzenie. - Nie starała się nachalnie reklamować, sądziła, że będzie to wiedza dla Carol przydatna, miała w końcu przeprowadzić się z rodziną, dobrze było, żeby miała świadomość, że nawet w tak maleńkim mieście dało się dostać podstawowe produkty, prężnie działał handel zagrodowy, gdzie ludzie wymieniali się różnymi drobiazgami, coraz rzadziej za pieniądze. - Powodzenia!
Po wypowiedzeniu ostatniego pożegnania, poprawiła koszyk, chwytając go pewniej w dłoń i ruszyła uliczką, zmierzając w kierunku Mostu Godryka. Choć ciarki przechodziły jej po plecach i co chwilę czuła impuls, by obejrzeć się przez ramię, nie zrobiła tego. Nie zrobiła tego ani razu.

/zt <3




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

20.01.1958

To była ciężka noc, ale był zadowolony. Udało im się zapewnić w jakiś sposób bezpieczeństwo ludziom, którzy doświadczyli terroru ze strony Rycerzy Walpurgii i ich sojuszników. Dawno nie był świadkiem czegoś takiego, więc nie dziwił się sobie, że kiedy dotarło do niego co tak naprawdę wydarzyło się w tym miasteczku, aż się w nim zagotowało. Miał po prostu chęć mordu wymalowaną w oczach i na twarzy. Nawet jego to trochę przestraszyło, zwłaszcza kiedy znów usłyszał w głowie ten dziwny głos, podpowiadający mu, że należy poturbować jeńca, a ten z pewnością powie im wszystko co chcą wiedzieć. A on co? A on posypał mu otwartą ranę solą, dopuszczając się po prostu tortur. Ale osiągnęli to co chcieli i potem, kiedy już dotarli na miejsce, w którym winni masakry przetrzymywali porwanych ludzi, doszło do walki. Pojedynek był wyrównany, ale ostatecznie po niesamowicie potężnym zaklęciu Foxa, przeciwnicy padli bez ducha. Tylko on, Gabriel Tonks, miał takie szczęście, że nie zdążył obronić się przed równie silnym zaklęciem i przyjął go prosto na klatę, co skończyło się odrzuceniem na kilka ładnych metrów i oczywiście okropnym bólem całego ciała. Wrócił do domu, ale ból z godziny na godzinę robił się coraz gorszy. Zaczął się obawiać, że coś sobie złamał.
I tak już nie zmrużył oka tej nocy. Po prysznicu i jakimś śniadaniu, na który składała się kanapka z serem, wyszedł z domu. Powoli, piechotką wybrał się do Doliny, gdzie miał w planach zakupić jakieś maści przeciwbólowe. W ich domu niestety nikt nie znał się na magii leczniczej. Co prawda Kerstin była pielęgniarką, ale nie chciał jej niepokoić.
Dotarł do Doliny po jakimś czasie, będąc już praktycznie pewny, że ma coś połamane. A tym czymś najprawdopodobniej były żebra, gdyż przy każdym oddechu bolały go niemiłosiernie. Chodząc między straganami, chcąc nie chcąc usłyszał jak ludzie między sobą rozmawiają, że w pubie przyjmuje uzdrowicielka. Ostatnia noc dla całego Somerset była ciężka, więc domyślił się, że uzdrowiciele przyjmowali w różnych miejscach by pomóc poszkodowanym. Stwierdził, że nie zaszkodzi pójść i spytać się czy jego też przyjmą. Zawsze to szybciej dojdzie do siebie i będzie mógł wrócić do działania, po tym jak obejrzy go uzdrowiciel niż jak on sam by sam się opatrzył. Już kilka blizn miał na ciele przez swoje nieudolne opatrywanie samego siebie. Co prawda większość na plecach i torsie, więc rzadko je ktoś widział na szczęście.
Przed pubem nie było kolejki, więc na spokojnie wszedł do środka. Tam już tłoczyło się trochę więcej osób. Pewnie będzie musiał zaczekać chwilę.
- Dzień dobry… - zagadnął do barmana – Ja do uzdrowiciela, duża kolejka jest? - spytał spokojnie rozglądając się po pomieszczeniu.
- No kilka osób jeszcze czeka. To jedna uzdrowicielka, a ma ręce pełne roboty. - odparł barman kiwając głową – Trzymaj, chociaż się ogrzej, dzisiaj zimnica okropna. - dodał podając mu kubek herbaty.
Tonks podziękował mężczyźnie skinieniem głowy. Przeszedł przez salę, po czym widząc małą dziewczynkę siedzącą pod ścianą podszedł do niej.
- Hej, masz, napij się czegoś ciepłego. - uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym wręczył jej swoją herbatę, którą dziewczynka przyjęła z wdzięcznością.
Gabriel dopiero po chwili zauważył znajomą twarz. Na początku ciężko mu było połączyć fakty, skąd ją zna, ale potem przypomniało mu się wszystko. No tak, Thalia kiedyś wspominała, że jej znajoma jest uzdrowicielką.
- Dzień dobry Pani Baudelaire. Miło Panią tu widzieć. – przywitał się podchodząc bliżej.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946

Powrót do góry Go down

Była zmęczona i wściekła. Widziała już różne rzeczy, wiele twarzy cierpienia, krzywd wyrządzonych przez ludzi względem ludzi. Każdy poprzedni raz nie czynił jednak następnego łatwiejszym. Nie rozumiała i nie chciała zrozumieć. Takie okrucieństwo nie miało wytłumaczenia. Nie dla niej. Nie mogła wiele. Nie miała nic do zaoferowała prócz swych własnych umiejętności. Bezradność przerodziła się w gniew, a gniew w determinacje. Dopiero po powrocie do mieszkania poczuła jak bardzo jest zmęczona i fizycznie i psychicznie. Wciąż jednak horror tego co widziała na długi czas sprawił, że nie była w stanie zmrużyć ze spokojem powiem. W końcu jakoś się do tego zmusiła zdając sobie dobrze sprawę, że jutro też jest dzień, a ona musi wypocząć. Korzystała z magii codziennie. Lecząc musiała być całkowicie na tym skupiona, a zmęczenie w tym nie pomagało, ni zadręczanie się ciemnymi myślami. Cierpienie tych ludzi, ich tragedie, wszystko to co się działo nie było jej obojętnie, ale jej żal, czy współczucie nie miało im pomóc.
Wstała wczesnym rankiem porządkując najpierw sprawy w lecznicy, później dopiero wybierając się do Somerset chcąc zobaczyć na własne oczy jak wyglądała tam sytuacja z racji, że ona sama wczorajszy wieczór spędziła w Gloucestershire. Razem z panną Fancourt zajęły się rannymi ocalałymi, którzy odnaleźli schronienie w sąsiednim hrabstwie. Karmiły ich zapewnieniami bez pokrycia, o tym, że pomoc przybędzie, o tym, że Zakon przybędzie. Nie była co do tego przekonana, ale w coś musieli wierzyć, mieć jakąkolwiek nadzieję, powód do wstania o poranku, powód do walki. Koniec końców jednak mogła mieć tylko nadzieję, że ich jednak nie okłamała.
Ostatecznie trafiła do Doliny Godryka postanawiając, że skoro już tu jest to może się do czegoś przydać. Pub nie funkcjonował już tak jak dawniej. Ekonomia wysp była w tragicznym stanie, o dostawy było trudno, a i nikt za bardzo nie miał ochoty, ni czasu na przesiadywanie w takich miejscach i zabawy. Dziś jednak drzwi tego miejsca stały otworem przygarniając wszystkie zmarznięte i zbłąkane dusze. Korzystając z uprzejmości właściciela i ona się tam zatrzymała oferując swoją pomoc. O dostęp do uzdrowicieli było teraz trudniej. Wieść szybko rozeszła się po okolicy, a próg pubu zaczęły przekraczać osoby z najróżniejszymi problemami - od przeziębienia, przez urazy pozaklęciowe, po zakażenia.
Po nastawieniu barku jednego z pacjentów upiła łyk zimnej już herbaty, a jej wzrok wylądował na znajomej twarzy, która właśnie obdarzała uśmiechem małą dziewczynkę. Uśmiechnęła się pod nosem doceniając miły gest z jego strony, po czym odstawiła kubek na blacie stolika akurat w momencie gdy Gabriel się do niej zwrócił. - Pan Tonks. Chciałabym móc powiedzieć to samo, ale domyślam się, że nie stał pan w kolejce bez powodu. - Przywitała się podchodząc nieco bliżej. - Ciężka noc? - Bardziej stwierdziła, aniżeli zapytała skanując wzrokiem stojącego przed nią mężczyznę w poszukiwaniu czegokolwiek niepokojącego - urazów, skaleczeń, sińców.
[bylobrzydkobedzieladnie]


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.



Ostatnio zmieniony przez Yvette Baudelaire dnia 04.12.21 22:22, w całości zmieniany 1 raz
Yvette Baudelaire
Zawód : Portowy uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f315-doki-darnley-street-142 https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466

Powrót do góry Go down

Zaśmiał się cicho na słowa kobiety, czego od razu pożałował, bo ból jaki go ogarnął sprawił, że aż się musiał oprzeć o krzesło.
- Jakby Pani zgadła, chociaż nie ukrywam, że bywało gorzej. Nie było jednak opcji, żebym siedział z założonymi rękami, kiedy niewinni ludzie cierpieli. - powiedział uśmiechając się do kobiety delikatnie.
Taka była prawda, Gabriel od najmłodszych lat nie potrafił przejść obojętnie obok cierpienia niewinnych. Ile razy to wylądował na szlabanie w szkole za pobicie jakiegoś oprawcy niewinnych i to bez użycia magi. O nie, wyznawał wtedy politykę, że jak dostanie w pysk to bardziej zapamięta. W zasadzie zostało mu to do tej pory. Czasami wolał użyć po prostu siły fizycznej żeby komuś coś wbić do głowy niż używać magii.
- Ale nie narzekam na stanie w kolejce. Z pewnością ma Pani bardziej wymagających pomocy pacjentów. Proszę się nie martwić, ja poczekam. Nigdzie mi się nie śpieszy. - dodał po chwili i powoli usiadł na krześle, o które jeszcze przed chwilą się opierał.
Dopiero teraz bardziej rozejrzał się po wnętrzu pubu. Zauważył kilku mężczyzn z widocznymi ranami, które niedawno jeszcze pewnie krwawiły, trzy kobiety krążyły między ludźmi i rozdawały im koce oraz ciepłe napoje, gdzieś w rogu pochlipywał chłopiec mówiąc do matki, że bardzo go boli ręka. Dziewczynka, której przed chwilą oddał swoją herbatę, wtulała się w ramię kobiety, zapewne matki, jednocześnie zerkając na niego, z delikatnym uśmiechem. Gabriel również się do niej uśmiechnął i puścił jej oczko.
- Dzisiejsza noc była ciężka dla wszystkich w Somerset. - odezwał się, te słowa kierując do pani Baudelaire – To szlachetnie z Pani strony, że taki kawał do nas tu Pani przybyła. Thalia opowiadała, że prowadzi Pani klinikę w Londynie, to prawda? - spytał spokojnie ciekawy.
Nie pamiętał kiedy był w Londynie. Kiedyś tam mieszkał, ale teraz, kiedy dwójka z trójki jego rodzeństwa uśmiechała się do niego z plakatów gończych, nie miał zarejestrowanej różdżki oraz jego ojciec był mugolem, nie koniecznie mógł się tam pojawić. Miał wrażenie, że wystarczy, że postawi nogę na chodniku, a od razu go namierzą. Z pewnością była to tylko jego paranoja, ale ostatnimi czasy nauczył się, że niewinna paranoja może mu i innym uratować życie. Tonks już się powoli pogodził z tym, że już raczej nigdy nie będzie normalny, w każdym razie na tyle normalny jaki był przed wojną. Wszystko co wydarzyło się od jej rozpoczęcia sprawiało, że się zmienił i choć starał się to ukrywać przed najbliższymi jak tylko mógł, to powoli zaczynało go to przerastać. Ostatnio myślał o tym częściej niż do tej pory. Powodem było to, że miał coraz więcej na głowie, wojna wchodziła w kolejny etap, czego przedsmak mieli dzisiaj w nocy. Miał tylko nadzieję, że to wytrzyma, musiał, nie miał wyjścia, jeśli chciał nadal robić to co do niego należało.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946

Powrót do góry Go down

Ostatniej nocy wielu ludzi udało się do Somerset, Dorset, czy Gloucestershire. Walczyli, uspokajali, przemawiali, leczyli, zabezpieczali. Niektórzy z ramienia Zakonu, inni wychodząc z własną inicjatywą. Cel jednak mieli ten sam. Wszyscy chcieli pomóc. To co się wydarzyło było tragedią, jedną z wielu, które miało miejsce, niestety też i nie ostatnią. Wciąż jednak miło spoglądało się na takie zjednoczenie. W historii jej kraju było wiele rewolucji, tych w magicznym świecie i tych mugolskich. Dłonie w uścisku, pieśń na ustach, różdżki w górze. Był to piękny obraz. Sama wojna jednak nie była już tak poetycka. Nawet ta o ideę. Nawet ta o wolność. Prawdziwa wojna nie była skryta w wersach pieśni, a w ziemi skąpanej krwią. W ludzkiej tragedii.
Zaalarmowana zachwianiem się mężczyzny postąpiła krok do przodu wyciągając w jego kierunku rękę. Opuściła ją jednak widząc, że ten odzyskał równowagę. Zmarszczyła brwi w z martwieniu odkładając pusty już kubek. - Niech pan usiądzie. - Zaproponowała woląc uniknąć konieczności podnoszenia go z podłogi. Był tak osłabiony? A może była to wina urazu? - Cieszę się, że los tych ludzi nie jest panu obojętny. - Bezinteresowność była wyjątkowo szlachetną cechą mówiącą o ogólnej empatii człowieka. Otaczała się raczej ludźmi, którym jej nie brakowało, ale zdawała sobie bardzo dobrze sprawę, że nie wszyscy byli tak uczynni. - Jest pan pewien? Jeśli to coś naglącego mogę zająć się panem od razu. - Kolejka to jedno, ale jeśli ktoś był poważnie ranny ta go nie obowiązywała.
Widząc jednak, że mężczyzna woli poczekać zajęła się innymi pacjentami. Nie były to poważne przypadki, więc nie powinno to długo potrwać. Najpierw zajęła się złamanym nadgarstkiem chłopca rzucając Stillabunt i usztywniając rękę, zwracając chłopcu i jego matce uwagę, że nie powinien przez najbliższe dwa tygodnie nadwyrężać ręki. Kolejny był mężczyzna z raną, w którą wdało się zakażenie. Pozbyła się z niej nagromadzonej ropy, wyleczyła i zabandażowała ranę i na koniec podarowała mu gotową maść dokładnie instruując jak powinien jej używać.
- Zgadza się i to żaden problem. Często opuszczam Londyn. Faktycznie skupiam się głównie na swojej lecznicy, ale z czegoś muszę też ją utrzymać, a w porcie ciężko o pieniądz. Poza tym staram się pomóc gdziekolwiek tylko mogę. - Często nie brała niczego w zamian za swoje usługi. Zapewne mało rozsądne było to z jej strony, podobnie jak i porzucenie ciepłej posady w Mungu i sporej, comiesięcznej pensji. Nigdy nie chodziło o pieniądze. Uzdrawianie było jej misją. Nie miała serca odbierać ludziom postawionym pod ścianą ostatniego knuta. Często odwdzięczali jej się w inny sposób za dumni, aby przyjąć darmową pomoc. Z czegoś jednak żyć musiała. Ingrediencje, eliksiry, czy jedzenie też się same nie kupią, więc musiała zarabiać biorąc się za zlecenia u kogokolwiek kto mógł jej za pracę zapłacić i chciał w ogóle skorzystać z usług portowej uzdrowcielki, która z powodu miejsca, w którym pracowała nie cieszyła się za dobrą renomą.
- Dobrze zna się pan z Thalią? - Jeśli ta wspominała jej o którymś z braci Tonks, to raczej o tym starszym.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Portowy uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f315-doki-darnley-street-142 https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466

Powrót do góry Go down

Uczestniczył w tym wszystkim od samego początku, był świadkiem jak konflikt z dnia na dzień ewoluował z przepychanki słownej w potworne czyny, które mało kto mógł pojąc rozumem. Sam stracił wiele w tym konflikcie, jego przyjaciele znikali lub ginęli, jego matka została im brutalnie odebrana...on sam stracił życie i chociaż powrócił z zaświatów, nadal gdzieś tam w środku czuł, że jednak czegoś mu brak. Wmawiał sobie, że jeśli znów zacznie brać udział w walce, jeśli znów zacznie pomagać innym i przestanie się nad sobą użalać to wtedy może odzyska to czego mu brakuje. Więc działał, brnął w to, chwytał się pracy, biegł do walki i w obronie bezbronnych i niewinnych używał różdżki. Miał tylko nadzieję, że się w tym nie zatraci.
- W zasadzie nigdy nie był mi obojętnych los niewinnych. Już za czasów szkolnych nie raz wylądowałem przez to na szlabanie. - powiedział z lekkim rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
Tym razem pamiętał żeby się nie roześmiać. Ale zawsze kiedy wspominał swoje szlabany to się uśmiechał. W zasadzie nigdy nie wylądował na szlabanie, bo coś zmalował czy wywinął komuś głupi żart. Nie, przeważnie na nich lądował, bo obił komuś pysk i tak się składało, że przeważnie był to jakiś ślizgon. Owszem, było też kilku puchonów, który uważali się za lepszych i im też trzeba było kilka razy przypomnieć gdzie jest ich miejsce, ale Gabriel nigdy nie żałował tego co zrobił. Może nie uważał się za obrońce uciśnionych i nie wiadomo jakiego bohatera, ale w jego mniemaniu robił to co należało.
- Spokojnie, nie umieram. Ma Pani innych pacjentów. - uśmiechnął się do niej łagodnie.
Oparł się wygodnie o krzesło, tym samym odciążając trochę żebra i obserwował jej prace. Działała szybko, sprawnie i dzięki temu dawała ludziom ukojenie w bólu. Nie raz obserwował uzdrowicieli w akcji i zawsze w jakiś sposób sprawiło mu to przyjemność. Ich praca była ich pasją, spełniali się w tym co robili, dawało im to satysfakcję, a fakt, że pomagali innym jakby ich uskrzydlał. W każdym razie takie zawsze odnosił wrażenie.
- Rozumiem co ma Pani na myśli. - odparł spokojnie kiwając głową – Idzie Pani tam gdzie jest Pani potrzebna, niosąc ukojenie w bólu i chorobach. - uśmiechnął się łagodnie patrząc na nią.
On działał podobnie. Może nie uzdrawiał, bo nie znał się na tym kompletnie, ale pomagał w inny sposób. Zdobywał informacje, pomagał przy rozwiązywaniu konfliktów, ścigał złoczyńców czy nawet brał udział w budowaniu schronień dla uchodźców. Jakby nie patrzeć można to było zaliczyć do pomagania.
Słysząc pytanie na temat Thali uśmiechnął się lekko.
- Znamy się ze szkoły jeszcze. - odpowiedział kiwając lekko głową – Poznałem ją jeszcze jako Lavinię. Więc można powiedzieć, że znamy się już dobry kawał czasu. - dodał z uśmiechem. - A Pani? Thalia bardzo dobrze o Pani mówiła, domyślam się, że również znacie się już jakiś czas.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946

Powrót do góry Go down

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Pub Rozbrykany Hipogryf

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach