Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stara oranżeria
AutorWiadomość
Stara oranżeria [odnośnik]26.12.16 19:22
First topic message reminder :

Stara oranżeria

Położona blisko legowisk większości smoków stara oranżeria wciąż zachwyca nie tylko swoim przeznaczeniem, ale również wykonaniem. Składająca się wyłącznie ze szkła i metalu sprawia wrażenie niezwykle delikatnej przy podopiecznych rezerwatu. Przeróżni artyści, pasjonaci czy architekci odnajdywali w jej wnętrzu ukojenie. W środku znajdują się przeróżne rośliny kojące gości pięknymi zapachami, kawiarenka, a także miękkie fotele, w których można się rozsiąść i podziwiać Trójogony Edalskie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stara oranżeria - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stara oranżeria [odnośnik]01.03.20 3:50
Było zbyt wcześnie na zaczęcie pracy - może nawet na podniesienie się z łóżka po nieprzespanej nocy. Ostatnie wydarzenia mające miejsce w Wielkiej Brytanii pozostawały więcej niż przerażające i Greengrass obawiała się tego, co miało dopiero nastąpić. Rodzina nieustannie zapewniała ją, że na Grove Street pozostawała bezpieczna, jednakże jak długo? Świat na zewnątrz stawał się coraz niebezpieczniejszy; najgorsze mogło nadejść w każdej chwili. Powinna mieć się na baczności, przy czym nie popadać w paranoję zaniedbując tym samym rodowe obowiązki. Jednym z nich niezmiennie była opieka nad smokami - czy to tymi mniejszymi, czy tymi schorowanymi. Każdy potrzebował pomocy kogoś, kto znał się na naturze tych niezwykłych stworzeń. Kochała je całym sercem, dlatego zamiast zamartwiać się nad rzeczami, na które Eunice nie miała wpływu, powinna zrobić coś konstruktywnego. Zmierzyć się z lękami, aczkolwiek cudzymi. Tam mogła odnaleźć upragniony spokój.
Niestety, na niektóre przypadłości mitycznych gadów nie istniało żadne lekarstwo. Pamiętała jeszcze podróże po europejskich rezerwatach, gdzie w niektórych w ogóle nie borykali się z podobnymi problemami lub również znajdowali się w trakcie opracowywania antidotum. Nie chciała być gorsza, pozwolić na obumarcie jakiegokolwiek istnienia znajdującego się pod ochroną Greengrassów - i miało to poniekąd swoje podwójne dno w całej tej historii. Najprawdopodobniej to ten bodziec wybudził czarownicę z głębokich rozmyślań wokół tego, jak bardzo nie potrafiła z ukojeniem zmrużyć powiek. Zamiast tego przygotowała się do wyjścia, ledwie nadgryzając przygotowane śniadanie; ku rozpaczy panny Downright, bezpośredniej służki nie tak już młodej arystokratki. Nice posłała kobiecie jedynie przepraszający uśmiech nim ruszyła do Peak District. Dość szybkim tempem, chociaż zdołała po drodze podziwiać krajobraz zieleni dookoła. Mieszkała tu tyle lat, a mimo to Derby zachwycało nieustannie; może stęskniła się za domem po niedawnej tułaczce?
Do oranżerii wpadła mało elegancko, z góry zakładając, że będzie w pomieszczeniu sama. Pomyliła się, ową pomyłkę odnajdując niedaleko sterty papierzysk. Kąciki ust drgnęły rozbawione, gdy rozum poznał z kim miał do czynienia. - To najtragiczniejsze miejsce w całym rezerwacie - odezwała się, przełamując ciążącą wokół ciszę. Hałas zrobiony wcześniej sprawił, że ciężko było się wystraszyć tej nagłej przemowy. - Można podziwiać smoki, ale jedynie przez szybę - dodała po krótkiej pauzie. Rozbawienie chowała w środku, na zewnątrz zostawiając powagę płynącą ze swoich słów. Myślała, że Keat się z nią zgodzi, acz czy na pewno? - Mogę się przyłączyć? - zagaiła, przybliżając się nieuchronnie. Przecież nie chciała być intruzem, mimo to stała się nim. Niechcący, aczkolwiek teraz brnęła w ten stan z pełną świadomością. Z rozwagą stawiała trzewiki na twardej podłodze, z rozmysłem wwiercała się uważnym spojrzeniem w sylwetkę mężczyzny. Nie powinna, oczywiście, że nie powinna. U niej zawsze wszystko wychodzi samo z siebie.


don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Eunice Greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Re: Stara oranżeria [odnośnik]27.03.20 11:19
Stukot obcasów zaanonsował jej przybycie, oczy oderwały się w końcu od tekstu gęstego od rubryczek i wykresów, które poddawał pobieżnej analizie, szukając pośród wszystkich wiadomych jednej niewiadomej; uśmiechnął się pod nosem, gdy to twarz Eunice wyłoniła się zza rozłożystej zieleni. - Lady - powstał, witając się z nią - z szacunku do niej samej, nie zaś szlacheckiego tytułu, który kiedyś paraliżował go, gdy znajdowała się zbyt blisko; teraz zdążył już przywyknąć - i zawsze zaskakiwała go jej bezpośredniość, to, jak zwyczajnie można było z nią porozmawiać, bez budowania sztucznych podziałów - dzieliło ich wszystko, ale nawet przez taką przepaść byli w stanie siebie zrozumieć, bo ta jedna rzecz, która łączyła ich od dawna, urastała w nich samych do rangi najważniejszej. Smoki były jej dziedzictwem, Greengrass wiedziała o nich szczegóły, którymi dzieliła się chętnie. Słuchał tego, co ma do powiedzenia, ale czasem po prostu z błąkającym się na twarzy uśmiechem obserwował ją - lubił ją też za bezsprzeczne sygnały wysyłane przez nią - nie mówiła jedynie, że smoki są całym jej życiem, można to było dostrzec na pierwszy rzut oka.
Jak teraz - gdy cała jej mimika krzyczała o tęsknocie za podopiecznymi rezerwatu.
- Jeśli patrzysz na to z naszej perspektywy, faktycznie można to tak odebrać - smoki były blisko, ale zawsze w przestrzeni odgrodzonej niemożliwą do sforsowanie barierą - niewidoczną, łatwo było tkwić w złudzeniu, w przekonaniu, że ona nie istnieje wcale, a gdy wyciągało się dłoń, napotykała ona w końcu opór, wiedziałeś już, że one są tylko jak obraz, niezwykły, ale na zawsze tkwiący w bezpiecznych ramach, a kto, jak nie smokolodzy, zdawali sobie najlepiej sprawę z tego, że to w niebezpieczeństwie, które niósł za sobą kontakt z gadami, tkwiło również ich piękno. - Ale może szyba nie jest dla nas? Tylko dla smoków? By odgrodzić je od nas, by wizytatorzy nie zakłócali rytmu ich życia? - by to one czuły się bezpieczne? Właśnie po to, żeby ciekawskie spojrzenia mogły je co najwyżej podziwiać - ale nic więcej? - Zapraszam - rzucił lekkim tonem, przesuwając stertę dokumentów w swoją stronę. - Słyszałaś o Erthone? Zieje ogniem z niekontrolowaną przez nią częstotliwością, to zaczyna się robić niebezpiecznie też dla niej, zaobserwowano krwotoki z nozdrzy, uzdrowiciele nie mają pojęcia, czego to mogą być objawy, badania krwi nie wykazują żadnych zmian, poza jedną, obniżonym poziomem tych, hm, heterofili? Białek odpowiadających za poziom odporności. W każdym razie - ponoć miała już podobne objawy, lata temu, ale przeszły samoistnie; wtedy lord Greengrass zajął się dokładną analizą stanu zdrowia smoczycy, mam znaleźć te notatki... są gdzieś tutaj - z rezygnacją raz jeszcze powiódł wzrokiem po nagromadzonej stercie, nie starał się już nawet wyglądać przesadnie entuzjastycznie. Zajmie mu to przecież wieki.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Stara oranżeria [odnośnik]25.04.20 3:20
Każdy dzień napawał ją zdumieniem, jak wiele osób spoza rodziny oddawało swoje życie smokom w Peak District - nie tylko przychodząc odbębnić swoje, żeby za uczciwą pracę otrzymać stosowne wynagrodzenie. Wiele z nich zostawało po godzinach przejmując się losem podopiecznych, do których tak właściwie nie mieli żadnych praw. Wystarczyło słowo lorda Ofera, żeby bezpowrotnie zamknąć im drogę do pielęgnowania rozbujałej dotąd pasji. Mimo tej świadomości działali wytrwale w celu zapewnienia trójogonom najlepszą opiekę - to pozostawało godnym podziwu. Podziw ten zawsze dzierżyła w swoim sercu; za każdym razem, gdy tylko przekraczała próg rezerwatu. - Eunice - poprawiła go odruchowo, prawdopodobnie po raz tysięczny w ciągu ich znajomości. Dopóki wokół nich nie znajdowali się członkowie jej rodu, nie musieli trzymać się tych sztywnych formułek. Nie lubiła ich nadużywania, tak jak nie przypominała przewrażliwionej na swoim ego arystokratki. Od zawsze wierzyła, że wszyscy z nich na koniec dnia byli po prostu ludźmi, równymi wobec śmierci oraz innych przeciwności losu. Czasem mogło się wydawać, że sfery wyższe żyły w jakimś ścisłym kokonie bezpieczeństwa, acz nie była to do końca prawda. Cierpienie panowało wszędzie - podczas licznych podróży Greengrass przekonała się o tym aż za dobrze. Krzywda nie oszczędzała nawet smoków, z czym borykali się także za granicą Wielkiej Brytanii.
Wolała jednak nie wracać myślami do spojrzeń przepełnionych bólem oraz nadzieją na pomoc. Z tego co zdążyła się rozeznać, tych miała wystarczająco dużo tutaj, w rodzinnym azylu dla magicznych gadów. Nie lubiła nierozwikłanych zagadek podczas których cierpiały niewinne stworzenia - dlatego postanowiła znaleźć rozwiązanie choćby miała go szukać w samym piekle. Nie do końca trafiła właśnie tam, ponieważ nogi zaprowadziły ją raptem do oranżerii, aczkolwiek w Nice pojawiła się nowa nadzieja. Nadzieja, że może tym razem uda jej się znaleźć odpowiedzi na najbardziej nurtujące kwestie.
Zastanowiła się nad słowami Keata, pogrążając się tym samym w kilkusekundowym zamyśleniu. Wreszcie skinęła głową. - To nieprawdopodobne jak wiele osób chciałoby je dla siebie zagarnąć. Z jednej strony to przerażające, z drugiej co najmniej oczywiste. Są najpiękniejsze i najmądrzejsze na świecie - stwierdziła po prostu, neutralnie. - Wychodzi na to, że wszystko ma zawsze dwie strony medalu? - dorzuciła chwilę później, już mniej pewnie. Zdanie to bardziej przypominało nieśmiałe pytanie niż jakiekolwiek stwierdzenie. Westchnęła, a przycupnięciu na miejscu towarzyszyło nerwowe odchylenie włosów ze zmęczonej twarzy. Oparłszy ją na ręce słuchała uważnie mężczyzny - zmartwienie coraz mocniej uwypuklało się w kobiecej mimice. Myślała dość intensywnie nad przedstawionym problemem. - A co jeśli za mocno skupiamy się na tym, że krwotoki to skutek? Może to przyczyna niekontrolowanego ziania ogniem? Nie, to głupie - myślała na głos, jednocześnie od razu zabierając się za wertowanie jednej części z pokaźnych papierowych wież. Tak, szukanie w istocie miało zająć wieki, tak przynajmniej sądziła po ich ilości. - Trochę brzmi jak smocza serpentyna - rzuciła żartobliwie, choć próżno było doszukiwać się w głosie rozbawienia. - W tych notatkach są jakieś sensowne wnioski czy szukamy ich już bardziej z desperacji? - spytała między jednym szelestem pergaminu, a drugim. Była ciekawa jak wyglądały rokowania.


don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Eunice Greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Re: Stara oranżeria [odnośnik]04.06.21 22:53
30 października

Pragnęła tych odwiedzin. Smoki przypominały bowiem większe ptaki, uskrzydlone, potężne i niezwykle mądre, zrodzone jakby z baśni, które kiedyś do snu czytała jej stara niańka. Rozbudziło to dziecięcą wyobraźnię i zaklęło w niej tęsknotę do zobaczenia podobnej istoty na własne oczy, a kiedy pewnego dnia jej serce zatrzepotało w piersi zbyt silnym uderzeniem, Livia odłożyła czytaną na temat eliksirów i tworzenia mikstur księgę na blat stołu, po czym poinformowała towarzyszącego jej zazwyczaj eks aurora, że właśnie dziś odwiedzą prowadzoną przez Greengrassów knieję dla magicznych istot. Po uprzedniej zgodzie otrzymanej od pana ojca, młoda lady wyruszyła w swoją podróż, chroniona czujnym okiem wprawionego w obronie przed czarną magią czarodzieja, którego zadaniem było nie pozwolić, by włos choćby spadł jej z głowy. Przez lata spełniał swą funkcję nienagannie, obdarzony rodzinnym zaufaniem, a i z czasem stał się jej powiernikiem, cichym obserwatorem wydarzeń oscylujących wokół małej łani zrodzonej pod herbem Abbottów. W otoczeniu swej pani krzątała się także służka, pilnie doglądająca tego, czy gdzieniegdzie obity białym futrem płaszcz nie zsuwał się z ramion, a kokarda prawidłowo podtrzymywała ciepło kasztanowe pukle.
W rezerwacie zjawiła się kilka minut przed godziną czternastą, skierowana do budynków administracji, gdzie do zarządcy zgłosiła się właśnie Estelle, jej służąca, konkretnym, acz bardzo melodyjnym głosem obwieszczając jej nadejście.
- Lady Livia Abbott, córka lorda Remulusa Abbotta, pragnęłaby prosić o możliwość zwiedzenia rezerwatu w obecności wybranego przez państwa smokologa - wypowiedziała miękko, podczas gdy młoda arystokratka pozostała poza gabinetem, wpatrzona w ryciny, obrazy i wszelkie instrukcje umieszczone na ścianach, które powiedzieć mogły jej więcej o tym enigmatycznym miejscu. W tym czasie polecono, by pracownik rezerwatu odnalazł Volansa Moore'a, który taką wycieczkę mógłby dlań poprowadzić, więc gdy służka opuściła pomieszczenie i na powrót znalazła się na korytarzu, na ustach Livii rozkwitł radosny uśmiech. Winno się udać - najwyraźniej.
Z niecierpliwością dreptała wte i wewte, podczas gdy do administracyjnej siedziby sprowadzano smokologa, który wedle otrzymanych informacji miał podjąć się obowiązku zapewnienia lady Abbott interesującej wyprawy. Od czego zaczną? Czy stanie dziś pośród smoków, czy będzie jej dane wspiąć się grzbiet masywnej istoty i szybować w przestworzach? Naiwne, nastoletnie serce wybiegało w przyszłość w krainę fantazji... A dnia następnego miała nastąpić tradycyjna Noc Duchów, co za wspaniałe pasmo okoliczności! Czy sam kraniec października można było spędzać weselej?


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
Re: Stara oranżeria [odnośnik]06.06.21 22:00
W rezerwacie, w którym pracował na co dzień, zawsze było sporo pracy począwszy od dbania o zamieszkujących go podopiecznych przez oprowadzanie gości po nielubianą przez chyba wszystkich papierkologię. Volans najbardziej lubił zajmować się samymi smokami, w mniejszym stopniu oprowadzać zwiedzających. Grupy odwiedzających to miejsce potrafiły zmęczyć człowieka bardziej, by uciekanie przed smoczym ogniem. Opowiadał im o tych wspaniałych stworzeniach, pilnował tego, aby się nie rozłazili albo by nie zrobili czegoś głupiego.
Najbardziej nie przepadał za pracą biurową, która czasem spadała na jego barki. Siedzenie za biurkiem nie było dla niego. Co więcej, nie wyobrażał sobie siebie na kierowniczym stanowisku, niezależnie od jego prestiżu. Ogólnie nie narzekał, wszak opiekowanie się tymi bestiami było tym, co kochał robić. Ponadto, miał stałą i całkiem dobrze płatną pracę w czasach kryzysu. To było naprawdę ważne. Nie chciał zostać zwolnionym. Gdyby przyszło co do czego, jako osoba posiadającą dużą wiedzę i doświadczenie, przy odrobinie szczęścia dosyć szybko znalazłby nową pracę.
W chwili przybycia tak znamienitych gości, przebywał on w smoczym zagajniku i doglądał młodych smoków. Młodziaki rosły jak na drożdżach. Będą z nich naprawdę wspaniałe gady. Po skończeniu obserwacji miał zamiar udać się na w pełni zasłużoną przerwę. Widocznie będzie musiało to poczekać do zakończenia nie uwzględnionej w jego grafiku.
Po drodze do części administracyjnej rezerwatu został wprowadzony w sytuację. Dostrzegł też czekającą na korytarzu lady, której posłał szczery i promienny uśmiech. Na pierwszy rzut oka była w podobnym wieku, co jego najmłodszy brat.
To właśnie to ją będzie oprowadzać albo ją i towarzyszącego jej ochroniarza i służącą, co wcale nie powinno go zaskakiwać. Zastanawiał się, jak ta wycieczka będzie przebiegać przy ewentualnej obstawie córki lorda Abbotta. Na dłuższą metę mogą oni bardziej przeszkadzać, niż pomagać ciągłym chuchaniem i dmuchaniem na tę młodą damę. Z drugiej strony może spotkać go pozytywne zaskoczenie.
Witaj. Jestem Volans i dzisiaj będę twoim przewodnikiem po tym rezerwacie. Proszę, nie oddalaj się ode mnie — Podszedł do zniecierpliwionej młodej damy,  do której zwrócił się z uśmiechem. Stał on w pewnej sprzeczności z poważnym tonem jego głosu. Miał na uwadze jej bezpieczeństwo i obowiązujące tutaj zasady. Wszak dla zwiedzających były przeznaczone tylko ogólnodostępne rejony rezerwatu.
Wycieczkę rozpoczniemy od udania się na wzgórza rezerwatu. Proszę za mną — Poinformował lady, kierując się w stronę wyjścia. Czekała ich droga na wzgórza, na którym znajduje się punkt widokowy dla gości. Taki długi spacer pozwalał utrzymywać ciało w odpowiedniej kondycji. Szlachetnie urodzonym tez nie zaszkodzi trochę ruchu.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 19 +3
UROKI : 15 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Stara oranżeria - Page 4 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Stara oranżeria [odnośnik]08.06.21 0:59
Zanim nadszedł wyznaczony przez rezerwat smokolog, do małej świty Livii dotarł sługa, który szeptem poinformował towarzyszącego jej ochroniarza, że został wezwany do odwiedzającego Derbyshire krewnego Abbottówny. Mężczyzna skonsultował to ze służącą dziewczęcia, nim znikł z budynku administracyjnego i udał się w sobie znanym kierunku, wierząc, że w strzeżonym dobytku pod patronatem Greengrassów nic nie będzie jej grozić. Ze strony ludzi - z pewnością, strzec należało się natomiast wyłącznie smoków, bo te, jak mówiły baśnie, bywały nieprzewidywalne, kapryśne i indywidualne.
Livia została zatem wyłącznie w obecności Poppy, poczciwej kobiety zbliżającej się do kwiecia wieku, która doglądała jej codziennych potrzeb; chadzała za lady z parasolką, podawała nową parę rękawiczek czy składała zamówienia, gdy odwiedzały przeróżne herbaciarnie. Nie było ich wiele, co prawda, w hrabstwie Somerset, szczególnie w czasie wojennej zawieruchy, lecz Abbottówna sumiennie starała się wspierać ostatki lokalnej gastronomii, byle tylko potrzebującym i najbardziej doświadczonym przez prawne zmiany żyło się odrobinę lepiej. A i dla niej było to przyjemnością.
Objawienie się nieznajomego mężczyzny młódka przyjęła z zachwytem. Wpatrywała się w niego podekscytowana, przynajmniej dopóki nie zaszczycił ją pierwszym słowem. Zwracał się do niej na ty? To nie należało do elementów codzienności, nic zatem dziwnego, że delikatne brwi powędrowały lekko ku górze - jednak to Poppy, jej służąca, odezwała się pierwsza i wyraźnie oburzona zaoferowanym przez czarodzieja nietaktem.
- Nie uprzedzono pana? To lady Livia Abbott! Córka lorda Romulusa Abbotta. Powinien pan okazywać szacunek podczas zwracania się do lady - zauważyła pochmurnie.
- Miło mi pana poznać, panie Volansie - odezwała się po chwili niewzruszona arystokratka, po czym dygnęła z wdziękiem, jaki od najmłodszych lat wpajano każdej przykładnej młodej damie odbierającej odpowiednie wychowanie. Zdawała się wcale nie słyszeć uwagi padającej z ust służki. - Bardzo dziękuję, że znalazł pan dla mnie czas. Czy będę dziś mogła dotknąć smoka? - zapytała, podczas gdy milion ogników rozmarzonej radości rozbłysło w głęboko zielonych oczach, a ona dziarskim, lecz wciąż zwinnym krokiem ruszyła za swoim przewodnikiem. Z ramion zsunęła jeszcze szal z lisiego futra i oddała go Poppy. Choć nie było wokół nich smoczego ognia, już czuła się ogarnięta gorącem ożywienia. - Jak wysokie są tutejsze wzgórza? Domyślam się, że żyją na nich smoki? - W podniebnych królestwach, wysoko w chmurach, niedoścignione, niedosięgnięte! Dziecięca kreatywność sugerowała, że Livia będzie zdolna nie tyle zetknąć się z gadzim przedstawicielem, co i jednego dosiąść, by na jego grzbiecie poszybować w nieznane... A na szczyty z pewnością dotrą za pomocą powozów. Przecież to taka długa droga. - Och, proszę opowiedzieć mi o pana podopiecznych, taka jestem ich ciekawa - zwróciła się do mężczyzny z uśmiechem.


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
Re: Stara oranżeria [odnośnik]16.06.21 2:50
Zostali sami ze służącą lady Abbott. Oznaczało to, że będzie oprowadzać nie jedną osobę, a dwie. Okazało się to nad wyraz problematyczne. Żyli w dziwnych czasach, kiedy do osób noszących pewne nazwiska należało zwracać się ze wszystkimi honorami, nawet, jeśli ich dotychczasowym osiągnięciem było przyjście na świat w odpowiedniej rodzinie.
Dla niego większe znaczenie miało to, kto jakim był człowiekiem i to, czego dokonał, niż to, w jakiej rodzinie się urodził. Była to powierzchowna wartość, kiedy te wyznawane przez niego były trwałe. Wysoki status można było stracić, a tego co się osiągnęło samemu nie sposób stracić.
Dodatkowo lady Abbot była w wieku zbliżonym do jego najmłodszego brata. Wszystko to potęgowało ten dysonans między wyznawanymi przez niego wartościami a dopominanie się przez arystokrację szacunku na podstawie przysługującego im tytułu i nazwiska. Nie pierwszy raz bogactwo psuło ludzi. Nie zazdrościł im wszystkich zbytków.
Uprzedzono. Lady Abbott, proszę mi wybaczyć ten brak manier z mojej strony. Mi również miło panienkę poznać — Z niemałym trudem te słowa przeszły mu przez gardło, dlatego musiał dołożyć wszelkich starań, by brzmieć równie naturalnie, co wcześniej. Na końcu języka miał stwierdzenie, że na prawdziwy szacunek trzeba sobie zasłużyć. Większość arystokratów dostawała od niego jedynie ten pozorowany. Na dygnięcie skinął głową. Być powinien rozważyć ukłonienie się, jednak nie zwykł kłaniać się w pas komukolwiek. Nikt też nie nauczył jak to zrobić we właściwy sposób.
Dołożę wszelkich starań, tak by panienka była zadowolona z wycieczki. Ze względów bezpieczeństwa taka możliwość jest niedostępna dla odwiedzających. Mogą to robić tylko opiekunowie smoków — Zapewnił lady Abbott o zapewnieniu jej niesamowitych wrażeń. Jednocześnie już teraz musiał ją rozczarować. Dotykanie smoków przez gości nie wchodziło w grę. Opiekunowie tych gadów również rzadko to robili, ale dziewczyna nie musiała tego wiedzieć. Nie wiedział na kogo trafił i czy ktoś nie obiecał jej zabawy ze smokami, ale miał nadzieję, że nie była tak rozpuszczona by to zrozumieć i że nie dostanie kolejnej reprymendy z powodu, że nie spełni oczekiwań panienki.
Niektóre są na tyle wysokie, że sięgają niemalże samego nieba i można się na nie wspiąć, teleportować albo albo dostać się na nie wyłącznie na smoczym grzbiecie. Żyją. Będziemy je obserwować z punktu widokowego dla gości — Powiedział do panny Abbott. Nie była to do końca prawda, ale też można było trochę pofantazjować. Oswojenie smoka było trudne, natomiast tresura skrajnie nieprawdopodobna.
Droga na punkt widokowy była naprawdę długa, ale za to jaka satysfakcjonująca. Często można było zobaczyć przelatujące pod nieboskłonem smoki. Dla niego takie wejście na punkt widokowy było niczym przyjemny spacerek. Czasem zwracał uwagę na pannę Abbott, chcąc upewnić się jak sobie radzi podczas pieszej wędrówki.
W rezerwacie przebywają trójogony edalskie i nieliczne ogniomioty katalońskie. To naprawdę wspaniałe gatunki smoków. Trójogony to główna rasa smoków, które trzymamy w rezerwacie. Opiekujemy się zarówno dorosłymi, jak maluchami. Na swobodne loty wypuszczamy te wychowanie w tym miejscu. Te ostatnie występują głównie w zagrodzie wschodniej. Nasza para tych smoków jest bardzo wiekowa i wyjątkowa spokojna, jak na smoki. Przebywają u nas od roku. Przy odrobinie szczęścia zobaczymy je w drodze powrotnej — Snuł swoją opowieść z wesołym uśmiechem, nierzadko też żywo gestykulując. Teraz był w swoim żywiole.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 19 +3
UROKI : 15 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Stara oranżeria - Page 4 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Stara oranżeria [odnośnik]19.06.21 23:19
Przeprosiny przyjęła z serdecznym dygnięciem. Choć samej Livii nie czyniło to szkody, Poppy wydawała się wciąż pochmurna, urażona brakiem odpowiednich manier zaprezentowanych przez pracownika miejsca podlegającego szlacheckiej rodzinie. Starsza od nastoletniej Abbottówny kobieta miała wysokie wymagania co do osób, z którymi spotykała się jej pani, jej podopieczna, lecz nie odezwała się już więcej, skoro dziewczątko wydawało się nieurażone.
Entuzjazm przygasł troszeczkę na wieść o tym, że możliwość dotykania smoków przeznaczona była wyłącznie dla ich opiekunów. Z drugiej strony... Młoda pannica wychodziła z podobnego założenia, gdy na wokandzie rozpatrywano kwestie znikaczy, wciąż zagrożonych i niezwykle delikatnych stworzeń, o wiele mniejszych i mniej niebezpiecznych od ich uskrzydlonych, ziejących ogniem pobratymców.
- Och, rozumiem, oczywiście... Proszę mi zatem powiedzieć, panie Volansie, czy tutejsi smokolodzy często mają okazję dotykać swych podopiecznych? Czy dotyk mimo wszystko wciąż jest im obcy, choć doglądane są przez ludzkie oczy? - zapytała z zainteresowaniem, ruszywszy w podróż za Moore'm. Mieli udać się do punktu widokowego, lecz Livia nie podejrzewałaby, że będą zmierzać do niego o własnych siłach. Nie posiadano tu powozów? Wychodząc z budynku administracyjnego przystanęła na chwilkę i rozejrzała się dokoła w poszukiwaniu pojazdu, jednak mężczyzna podążał dalej na nogach, zatem ona, chcąc czy nie chcąc, musiała uczynić to samo. I zrobiła to bez zająknięcia o niewygodzie. Volans wykazał się bowiem wobec niej ogromną życzliwością, gospodarując czas na oprowadzanie gości, czas, który mógł przecież spożytkować na opiekę nad tutejszymi stworzeniami.
- Naprawdę? Więc młode mają okazję uczyć się od starszyzny, to wspaniałe! Czy biorą państwo udział w narodzinach smoków? - podpytała zaintrygowana, gdy mężczyzna wspomniał o wychowywaniu maluchów w obrębie rezerwatu. Pracownik placówki opowiadał żywo i pięknie, wiedząc jakby bardzo dokładnie, w jaki sposób rozbudzić jej wyobraźnię, podczas gdy szmaragdowe oczęta spoglądały na niebo wiszące nad ich głowami w poszukiwaniu przelatujących okazów. - W rezerwacie znikaczy, w którym dane mi jest spędzać dużo czasu, obserwujemy klucie jaj za pomocą magii, by nie przeszkadzać w naturalnym procesie pokonywania bariery skorupki. Chcemy mieć pewność, że maleństwa poradzą sobie z pierwszym i najważniejszym zadaniem pojawienia się na świecie. Tutaj zapewne jest podobnie? - kontynuowała z uprzejmym uśmiechem. Smoki musiały posiadać znacznie więcej siły niż niewielkie, eteryczne ptaszyny, jakimi los okrutnie zabawił się na przestrzeni lat, ku uciesze Macmillanów i ich popleczników.


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
Re: Stara oranżeria [odnośnik]28.06.21 2:16
On natomiast po raz kolejny mógł poświęcić chwilę na zastanowienie się nad tym, dlaczego niektórzy ludzie decydują na służenie arystokratom. Rozumiał to, że niektórych do podjęcia takiej decyzji popchnęła ich niekorzystna sytuacja życiowa. Służąca panny Abbott zdawała się wprost uwielbiać pełnioną funkcję. Pracowanie w miejscu podlegającym arystokratom nie sprawiało, że człowiek od razu nabierał pożądanych manier. Może maleńki ułamek.
Wędrówki po smoczych rezerwatach rządziły się swoimi prawami. Priorytetem było bezpieczeństwo zwiedzających i pracowników, nie zaś spełnianie marzeń.
Stosunkowo często. Doglądamy ich, w razie potrzeby leczymy te stworzenia czy opiekujemy się młodymi, do których na pewnym etapie jest łatwiej zbliżyć niż do dorosłego osobnika. Jako pracownicy tego rezerwatu staramy się, by ograniczać nasz kontakt ze smokami do niezbędnego minimum. Rzecz jasna, za wyjątkiem tych, które pozwalają nam latać na swoim grzbiecie — Odparł po chwili zastanowienia nad tą kwestią. Udało mu się całkiem nieźle wybrnąć z kolejnej serii pytań z ust dociekliwej panny Abbott.
Jeszcze nie porzucił tego swoistego żartu o lataniu na smoczych grzbietach. Coś takiego musiało być o wiele lepsze od samego latania na miotle. Nieporównywalnie lepsze. Nawet, jeśli to wszystko pozostało w sferze jego marzeń.
Droga do punktu widokowego była naprawdę warta poświęconego na nią wysiłku. Zwłaszcza, kiedy w końcu tam dotarli. Widok, który ukazał się ich oczom, zdecydowanie zapierał dech w piersi. Rozległe wzgórza, wzniesienia i wypoczywające stada smoków albo szybujące pod nieboskłonem.
Jesteśmy na miejscu. Pięknie, prawda? — Rzekł, gdy już znaleźni się na terenie punktu widokowego dla gości rezerwatu.
Tak. To naturalna kolej rzeczy. Człowiek nie zastąpi młodym smokom dorosłych osobników. Możemy się jedynie starać w określonych sytuacjach. Samice ogrzewają swoim ognistym oddechem jaja. Wykorzystujemy magię do tego by zapewnić smoczkom jak najlepsze warunki rozwoju. Panuje tam niesamowite gorąco, doglądanie jaj za pomocą magii to jeden z lepszych sposób na to. Jeśli jajo nie zostało zaniedbane, smok powinien sobie poradzić bez naszej pomocy. Dawno nie byłem w rezerwacie znikaczy — Opowiadał wyczerpująco na pytania gościa rezerwatu, poruszając temat szerszego wykorzystania magii w opiece nad smokami w pierwszym etapie ich życia. W kolejnych smoki nie potrzebują tak ścisłej opieki.
Naprawdę dawno nie był w tym rezerwacie znikaczy. Zgadzał się z tym, że jego ulubiony sport obszedł się bardzo okrutnie z tymi ptaszkami, drastycznie zmniejszając ich liczebność. Znikacze potrafiły być bardzo pocieszne, zwłaszcza, gdy zdarzały się te momenty, w których zwalniały tempo i dały się przyuważyć.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 19 +3
UROKI : 15 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Stara oranżeria - Page 4 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Stara oranżeria [odnośnik]29.06.21 21:58
Livia kiwnęła ze zrozumieniem głową. Nie było to dla niej łatwe - spacerować pod górę, podczas gdy trzewiki na niskim obcasie raz po raz wpadały w wyrwy między kamieniami tworzącymi chodnik, lecz mimo wszystko starała się sumiennie skupiać na słowach swego rozmówcy. Pragnęła dziś dowiedzieć się od niego jak najwięcej.
- Nie jestem biegła w tematach smoków, ale wydaje mi się to bardzo mądrą, pełną szacunku praktyką. Niektórych stworzeń winno się nigdy nie udamawiać. Tutaj mogą cieszyć się wolnością - choć w kontrolowanych i bezpiecznych warunkach - zadumała się na moment, wyobraziwszy sobie smokologów dosiadających grzbietów tych potężnych stworzeń. Ona, cóż, mogła poznawać świat z wysokości obłoków jedynie w swych pięknych marzeniach. Zasady były zasadami, należało cieszyć się z tego, że prywatni co do odwiedzających Greengrassowie byli na tyle życzliwi, by przystać na jej prośbę i wyznaczyć kogoś do oprowadzenia młodej pannicy po rezerwacie, o czym wielu mogło jedynie ubiegać się miesiącami, może i latami. Niestety - naiwna nastolatka nie wyczuła w słowach Volansa żartu, zaś jej oczy rozświetliły się zachwyconym migotem. - Często ma pan okazję to robić? Latać na grzbietach swych podopiecznych? Och, jak wygląda ziemia z tak ogromnej wysokości? - pytała podekscytowana.
Jedynie Poppy westchnęła cicho pod nosem, nieprzekonana co do doboru słów Moore'a. W jej mniemaniu czynił sobie żarty z młodziutkiej lady Abbott, na co kobieta w każdych innych warunkach przystawać nie zamierzała - ale zachowała ciszę, ciekawa reakcji mężczyzny. Zakłopotaniem i przeprosinami mógł jeszcze uratować tę sytuację; czasem aż dziw brał na to, że panią łatwiej było zadowolić niż jej służkę.
Gdy dotarli już na szczyt punktu obserwacyjnego, zaczerwieniona z wysiłku Livia łapczywie łapała oddech, nie tracąc jednocześnie wrodzonej elegancji i dobrego wychowania; daleko było jej do narzekania na dyskomfort wędrówki, nawet jeśli pierwotnie nie zakładała, że droga będzie tak daleka. Po chwili odpoczynku wyprostowała się w pełni i przyjrzała widokom rozpościerającym się tuż przed jej oczyma; z tej wysokości widziała padoki, na których poruszały się smoki, najprawdziwsze smoki! Coś w tej świadomości ścisnęło ją za serce, wzruszyło.
- Wspaniałe... - westchnęła z zachwytem, oczarowana światem, który pokazywał jej pracownik rezerwatu. - Ten płomienny oddech, czy to on odpowiada za wykształcenie się zarodków w jajach w pełnoprawne maluchy? Czy może pozwala po prostu łatwiej przełamać skorupkę podczas narodzin? - spytała, nie oderwawszy jednak wzroku od skrzydlatych figur poruszających się w oddali. Dopiero gdy czarodziej wspomniał o placówce pod protekcją Abbottów Livia obróciła się lekko w jego kierunku i uśmiechnęła promiennie. - Zapraszam więc pana do naszego rezerwatu w ramach podziękowania za pana uczynność tego dnia. To... Och, nigdy nie widziałam takich stworzeń - rozanieliła się ponownie i na powrót skierowała spojrzenie na smoki.


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
[odnośnik]19.07.21 22:33
Widząc co rusz jakie trudności w poruszaniu się napotykała starał się powstrzymać od zapytania lady albo towarzyszącej jej służącej, dlaczego główna zainteresowana założyła nieodpowiednie do okazji obuwie. Czasem naprawdę nie rozumiał kobiet niezależnie od ich wieku. W szczególności dotyczyło szlachcianek, które stroiły się w piórka. Nie żeby chętnie nie patrzył na szykowne ubrane dziewczęta, ale dla niego większe znaczenie miała wygoda.
Bo tak jest w istocie. Wszystkie magiczne stworzenia nie stanowią naszej własności i trzeba je chronić przed ludźmi. A my możemy cieszyć się możliwością obserwowania ich w zbliżonym do naturalnego środowisku — Odrzekł po raz kolejny z uznaniem. Szlachcianka w tym aspekcie wydawała się wykazywać się pewną mądrością.
To było również i jego marzenie, które może kiedyś uda mu się zrealizować. Do odważnych świat należy. Może żart nie był adekwatny do sytuacji, ale któż nie marzyłby o dosiadaniu smoka i zwiedzania w ten sposób świata oraz o przeżywaniu przygód ze swym wiernym, budzącym u wszystkich strach wierzchowcem?
Zdawał sobie sprawę z tego, że w końcu powinien przerwać ten żart... jednak młoda lady zadawała się być zachwycona jego opowieścią. Żartowanie w ten sposób nie było stosowne, jednak o wiele gorsze byłoby uświadomienie dziewczyny o tym, że pogrywa sobie z nią w ten sposób. A też przypomniała jego młodsze rodzeństwo, któremu w młodości opowiadał bajki na dobranoc.
Przychodzę w tym celu do rezerwatu w niektóre dni wolne. Bardzo malutka, zupełnie jakbym to ja był olbrzymem, który może dosięgnąć chmur. Domy i pola są zaledwie kwadracikami, a ludzie niczym mrówki — Kontynuował swoją opowieść. Nie było to dalekie od prawdy, gdyż naprawdę przychodził w to miejsce w dni wolne od pracy. Nawet, jak to było jego wyobrażenie, będące luźno oparte o wszystkie odbyte loty na miotle, nie musiał udawać podekscytowania. Bo trudno nie być podekscytowanym takim doświadczeniem.
Regularne wędrówki po wzgórzach tego rezerwatu jedynie nieznacznie pogłębiły jego oddech i skłoniły go do zsunięcia marynarki. Postanowił odczekać aż młoda dama złapie oddech. Nie krył jednak swojego zdziwienia tym, że nie utraciła wrodzonej czy też nabytej elegancji i dobrego wychowania. Nie było to dla niego naturalne.
Obserwowanie tych niesamowitych stworzeń nigdy mu się nie znudzi, więc doskonale rozumiał ten zachwyt u Livii. Ich podopieczni byli bezpieczni i zdrowi, a ich populacja była na zadowalającym poziomie. Dzięki ich staraniom.
To jeden z istotnych czynników gwarantujący prawidłowy rozwój zarodka wewnątrz skorupki. Równie istotna jest prawidłowa budowa smoczego jaja, które stanowi pierwsze środowisko smoka i które musi zapewnić mu wszystko, co niezbędne do czasu wyklucia. Tlen i podstawowe substancje odżywcze — Dzielił się z lady swoją wiedzą na ten temat. Ognisty oddech matki to nie wszystko. Smoczątka - podobnie jak dziecko w łonie matki – potrzebują również tlenu i substancji do prawidłowego rozwoju w skorupce. Jego zdaniem było to podobne do rozwoju jaja kurzego, tylko znacznie większego.
Mogli teraz podziwiać szybujące w powietrzu smoki.
Dziękuję za zaproszenie, panno Abbott. Z chęcią przyjdę. Są fascynujące — Rzekł z wdzięcznością. Chętnie zwiedzi ten rezerwat. Ciekawe, ile będzie mieć swobody w obserwacji znikaczy w ich nowym naturalnym środowisku. Zdawał sobie sobie sprawę z tego, że może być mu trudno zachowywać się jak typowy odwiedzający, ale jak trzeba to trzeba.
Czy możemy udać się jeszcze w jedno miejsce? Czy lady chce nadal obserwować smoki na wzgórzach? — Zwrócił się do niej. Chciał zaprowadzić ją na pomost widokowy, ale to oznaczało dla nich dłuższą wędrówkę na miejsce.

zt x2 > Pomost widokowy
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 19 +3
UROKI : 15 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Stara oranżeria - Page 4 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Stara oranżeria [odnośnik]26.07.21 19:26
27.X (?)

Jak każde inne stworzenia, smoki go przerażały i fascynowały jednocześnie. Nie radził sobie z żadnym rodzajem żywych stworzeń, mimo usilnych prób jeszcze za dziecka czy w szkole, ale nie potrafił zrozumieć co było tego przyczyną. Ale smoki… w świecie mugoli to tylko legendy i baśnie, a on za dziecka miał i tak zbyt wybujałą wyobraźnię, że z pewnością z pewnych rzeczy nie zdążył nigdy wyrosnąć zanim ktoś by mu skłamał, że one jednak nie istnieją. Miał szczęście, że był czarodziejem - chociaż jego życie właśnie wyglądało jak takie szczęście w nieszczęściu potykające się o czterolistnej koniczyny na każdym rogu.
Czy gdyby ktoś mu powiedział jeszcze zanim otrzymał list z Hogwartu, że gdzieś na wyspach istnieje rezerwat smoków, uwierzyłby? A może jego umysł nawet nie próbowałby takiego stanu rzeczy kwestionować, chcąc wierzyć, że jest to prawdą?
Nie miał jednak zaufania ani do oranżerii, w której się znajdował, ani tym bardziej do stworzeń, które ich otaczały. Czy to wszystko nie runie nagle, czy smok się nie wbije w jedną ze szklanych ścian rozzłoszczony czymś? Co tak właściwie mogło rozzłościć smoka, a może coś mogło go ukoić? Nie wiedział do końca, ale nauczył się, że nawet jeśli czegoś do końca nie wiedział to zawsze mógł to zmyślić - tak jak robił podczas opowiadania bajek i grania na harmonijce. Zawsze coś mogło pójść lepiej lub gorzej, ale najważniejsze, aby zachował spokój. Nikt nie musiał wiedzieć, że nie był żadnym ekspertem z dziedziny smoków, nieprawdaż?
Obserwował jedno ze stworzeń, które zbliżyło się zadziwiająco do ścian oranżerii. Wydawało się być dość młode, a może po prostu mniejsze? Nie to jednak było najważniejsze, bo zaczął obserwować smoka, a on wydawał się i obserwować jego. Chciałby móc pogłaskać takie stworzenie, zobaczyć jakie to jest uczucie… Może ich łuski są gładkie i zaskakująco miękkie? A może twarde i chropowate? Nigdy nie miał okazji do dotknięcia czegokolwiek pochodzącego od smoka… A może miał w Hogwarcie, ale już o tym zupełnie zapomniał?
W jednym momencie jednak, wyraźnie odlatując już w kierunku rozmyślań jak opisać uczucie dotyku łusek bez ich wcześniejszego dotknięcia, smok jakby się rzucił do jego zaatakowania, na co Thomas momentalnie pobladł i odskoczył do tyłu, potrącając jakiegoś nieznanego mu przy tym mężczyznę.
Oczywistym było, że smok nie mógł się dostać do środka - w innym wypadku przecież w oranżerii nie znajdowałoby się inni czarodzieje! Jednak to był odruch Tomka, przyzwyczajonego, że różnorodne stworzenia magiczne, jak i te zwykłe zwierzęta, od czasu do czasu lubią go zaatakować.
Wpatrywał się jednak dłuższą chwilę w smoka, który wyraźnie się otrząsnął po nieudanym ataku i jeszcze moment obserwował niczemu winnego cygana, zanim zdecydował się oddalić od ściany oranżerii. Chłopak dopiero po tym zerknął w kierunku mężczyzny, którego moment wcześniej potrącił, posyłając mu zaraz delikatny i przepraszający uśmiech. Chociaż może był nieco przy tym zażenowany? I stanowczo wciąż wydawał się być bledszy z przerażenia.
- O… Przepraszam, nie chciałem. Po prostu… Chyba zapomniałem, że smoki tu nie mogą wejść jak tak naskoczył w moją stronę. Bo… chwila, nie mogą, prawda? - rzucił, chwilę się jeszcze zastanawiając nad tym. Na pewno nie mogły, na pewno na ścianach oranżerii były jakieś zaklęcia ochronne nałożone… Był tego prawie pewny.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Stara oranżeria - Page 4 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Stara oranżeria [odnośnik]30.07.21 14:06
Oranżeria nie była typowym miejscem pracy smokologa, bo choć nadawała się doskonale na chwilę odpoczynku lub bierną obserwację zachowań trójogonów, zbyt często kręcili się tutaj goście spoza rezerwatu, aby pracownicy badawczy byli w stanie się skupić. Czasem wykorzystywał oranżerię nocną porą, ale preferował świeże powietrze, gwieździste niebo nad głową i pracę w terenie; znali swoje smoki na tyle, by czuć się z nimi znacznie bezpieczniej niż przeciętny obserwator za szybą. Niemniej jednak Elric musiał przyznać, że koncepcja szklanego ogrodu w okolicy lęgowisk była strzałem w dziesiątkę. Trójogony, początkiem nieufne, szybko przyzwyczaiły się do niewielkiego budynku, który wkomponowywał się w krajobraz i w niczym im nie zawadzał. Od tamtej pory nie miały żadnych skrupułów przed spacerowaniem najbliżej, jak tylko się da, czym zachwycał się każdy siedzący na ławeczce laik. Dawniej często spotykał tu przygodnych badaczy, ale w obecnych czasach gości było mniej, zwłaszcza młodszych, bezbronnych. Nikogo w swoim rezerwacie nie dyskryminowali, a jednak czarodzieje rozsądnie trzymali się zasady, że nigdzie nie jest do końca bezpiecznie.
Tego dnia wpadł do oranżerii jedynie na chwilę, bo miał ją po drodze. Chciał dopić kubek mocnej, zbożowej kawy, postać chwilę w ciepłym, zanim wyruszy w trasę wzdłuż wschodniego wzgórza. Im dalej w jesień, tym bardziej spadała temperatura, a w parnej oranżerii mógł sobie pozwolić na odpięcie skomplikowanych sprzączek płaszcza i zsunięcie z dłoni skórzanych rękawiczek bez palców. Dzień zapowiadał się dobrze, chociaż kawa zbożowa nie smakowała tak dobrze jak dawna, prawdziwa.
Cóż, lepsza taka niż żadna, o czym przekonał się wkrótce, gdy zderzył się ze szczupłym, młodo wyglądającym chłopaczkiem.
- Ożesz... - zaklął pod nosem, bo zdecydowana większość ciemnego napoju znalazła się na przedniej części jego koszuli i płaszcza. Parzyło, ale był przyzwyczajony, pracował w końcu ze smokami i miał różdżkę z rdzeniem z łuski popiełka. - Nic się nie stało... - dodał jednak pojednawczo, bo chociaż kawy szkoda, nie zamierzał robić młodemu awantury. Zwłaszcza, gdy powiedział, że przestraszył się trójogona. - Nie mogą, nie mogą, nie martw się, młody, tu jesteś bezpieczny - Poklepał chłopaka przyjacielsko po ramieniu. - Nazywam się Elric, swoją drogą, możesz mówić Ellie. A ty jesteś? - Nie był pewien, czy to jakiś nowy stażysta w rezerwacie, czy zwyczajny gość.
[bylobrzydkobedzieladnie]



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here


Ostatnio zmieniony przez Elric Lovegood dnia 02.08.21 18:12, w całości zmieniany 1 raz
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Stara oranżeria [odnośnik]30.07.21 14:39
Uśmiechnął się przepraszająco do mężczyzny, raczej nie wydając się być kimś kto sprowadzałaby na innych kłopoty czy szukał zaczepki - Thomas w końcu całe życie uciekał przed konfliktami, a przynajmniej się starał, bo nie wszyscy jego koledzy, przyjaciela i członkowie rodziny byli tak samo tchórzliwi jak on. Nauczył się dzięki temu uników, czasem mocniejszych ciosów... Ale przecież nie musiał się bić w takim miejscu jak to! A przynajmniej wolałby tego uniknąć, szczególnie ze starszymi osobami. Nie mówiąc już o tym, że zawsze istniało ryzyko zostania smoczym obiadem. Z jednej strony chętnie by takiemu stworzeniu się przyjrzał bliżej... Ale chyba wolał nie ryzykować przyglądaniem się mu aż tak blisko.
- Czasem można zapomnieć, są niesamowite. I można je obserwować tak blisko... - rzucił wesoło, tym bardziej dostając sygnał, że Ellie jednak był bardziej niż mniej przyjazny. Choć żeby się przedstawiać tak nieznajomemu w takim miejscu? Po podróżach po Anglii w ostatnim czasie raczej była to rzadkość. Czasem nawet nie poznawał imienia swoich dorywczych pracodawców czy współpracowników, a sam niejednokrotnie karmił napotykanych ludzi fałszywymi danymi.
- Miło mi, ja jestem Steffen, ale większość woła na mnie Steff - od razu się przedstawił z uśmiechem jak gdyby nigdy nic. Skąd ktoś, kogo nigdy wcześniej nie widział na oczy miałby wiedzieć, że przedstawia się nie swoim imieniem? A czasem bezpieczniej było nie podawać imienia, nawet jeśli Thomasów było na pęczki na wyspach brytyjskich. W końcu jego ojciec nie był nigdy kreatywnym typem - aż dziw, ze swoim synom nie dał tego samego imienia.
- Niesamowite miejsce, naprawdę. Zgaduję, że oranżeria jest częściej odwiedzana, tutaj też są prowadzone badania czy głównie odwiedzający mają wstęp? W dzisiejszych czasach ciężko o podróże, na pewno rezerwat na tym też cierpi... Chociaż nie wiem czy smoki nie wolą ciszy i spokoju. Chociaż czarodzieje im pewnie nawet nie przeszkadzają... Bycie tak blisko smoków, niesamowite stworzenia, chociaż wciąż wiem o nich mało. W Hogwarcie nie było do tego wielu okazji, żeby im się przyjrzeć, a ogromna szkoda - zaczął mówić, zagadywać i może nieco sugerować, że dopiero co ukończył szkocką szkołę czarodziejów, ale tam dwa trzy lata w jedną czy w drugą stronę - nikt mu przecież nie będzie wieku wypominał, prawda?
Chociaż zastawiał się też czy miał do czynienia z pracownikiem rezerwatu, czy raczej stałym bywalcem?
- Pewnie najlepszy widok na Trójogony jest poza oranżerią, chociaż przy aktualnej pogodzie łatwo zmarznąć... Dopiero wróciłeś z obserwacji, Ellie? - rzucił, chcąc nieco wybadać grunt, starając się brzmieć jakby rezerwat był miejscem, w którym młody Steffen absolutnie powinien przebywać.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Stara oranżeria - Page 4 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Stara oranżeria [odnośnik]03.08.21 16:13
Właściwie zastanawiał się, w którym momencie wpuścili młodego do starej oranżerii. Skoro odwiedzał ich rezerwat jako gość, chyba powinien mieć przewodnika; być może któryś z zapracowanych smokologów zostawił go w ciepłej, bezpiecznej przystani, jaką była szklarnia, polecił, żeby tutaj posiedział. Jeśli tak, wyglądało na to, że stosuje się do poleceń i dobrze dla niego; w innym wypadku mógłby ściągnąć konsekwencje nie tylko na siebie, ale również na nich.
Widoczny w ciemnych tęczówkach zachwyt nieco zmiękczył serce Elliego, bo przypominał mu o jego własnej młodości, pierwszych wyprawach, podczas których miał okazję na własne oczy oglądać wszystkie stworzenia zbyt wielkie lub zbyt niebezpieczne, aby przedstawiali je żywcem na zajęciach opieki nad magicznymi stworzeniami...
- Witaj, Steff. - Ellie wyciągnął płasko ułożoną dłoń, aby przybić chłopaczkowi piątkę. Miał nadzieję, że zrozumie; sam chyba nie był jeszcze aż tak stary, by nie wiedzieć, jak się komunikować z młodszym pokoleniem?
Na początku Steffen wyglądał Elrickowi na takiego, który szybko się spłoszy, przeprosi za rozlaną kawę i będzie próbował subtelnie wykręcić się od rozmowy, ale nie mógł bardziej się pomylić. Nie zdążył powiedzieć właściwie nic, a młody już nadawał jak najęty, do tego stopnia, że smokolog miał problem, aby wtrącić mu się w słowo i jakoś odpowiedzieć na mnożące się pytania.
- Oranżeria jest bezpieczna, ściany wzmocnione ochronnymi zaklęciami - potwierdził najpierw, bo to wydawało się najważniejsze dla ich dalszego komfortu. - Częściej pojawiają się tu odwiedzający oprowadzani przez pracowników rezerwatu, ale czasem i nam zdarza się podglądać zachowanie smoków przez szybę... choć jako badacze preferujemy pracę na świeżym powietrzu i w naturalnych warunkach. - Uśmiechnął się znacząco. Nie była to praca łatwa i zdecydowanie nie całkowicie bezpieczna, ale Elric nie wyobrażał sobie własnego życia bez tych ciągłych zastrzyków adrenaliny. - Tak naprawdę to dopiero zmierzałem na obserwację... chciałem najpierw napić się kawy w ciepłym - wyjaśnił i przysiadł na ławeczce, dopijając duszkiem pozostałą na dnie kubka resztkę. Za pomocą różdżki oczyścił koszulę z plam, a potem zatknął ją sobie na nowo do skórzanego pokrowca przy pasie. - Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o smokach, możesz odwiedzić naszą bibliotekę, to dobre miejsce, żeby zacząć. Kto cię wprowadził? - zagadnął pogodnie, przyglądając mu się już bez śladów nieufności.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Stara oranżeria
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach