Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Dom Bathildy Bagshot

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime05.04.15 21:05

First topic message reminder :

Dom Bathildy Bagshot

W sąsiedztwie domu Dumbledore’ów znajduje się posiadłość innej świetnie znanej w magicznym świecie czarodziejki – profesor Bathildy Bagshot. Wybitna znawczyni historii magii budzi skrajne emocje, od nienawiści za bycie ciotką Grindenwalada, po szacunek ze względu na dokonania i przyjaźń, którą darzył ją zmarły Albus Dumbledore. Stąd jej niewielki, szary dom zazwyczaj zamknięty jest dla wszystkich. Nie oznacza to jednak, że nie kręcą się przy nim ciekawscy, chcący poznać jak najwięcej szczegółów z życia dwóch wielkich czarodziejów, którzy stoczyli największy pojedynek magiczny w obecnych czasach. Gdyby jednak ktoś został wpuszczony do środka, znalazłby się w przytulnym wnętrzu, nieco zagraconym, pachnącym kotem, parzoną herbatą i zakurzonym papierem. Potencjalny gość stąpać musiałby bardzo uważnie, by nie zniszczyć wież i piramid stworzonych przez niemieszczące się na półkach książki i nie zdeptać kartek nowego dzieła pani profesor, które wala się po całym domu, spada z parapetów, atakuje na kanapach. Żeby jednak bronić się przed wszechobecnymi stronnicami historii, trzeba zostać do środka zaproszonym bądź spróbować się tam włamać, co trudniejsze jest niż ucieczka z Azkabanu. Przynajmniej tak mówią.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime05.06.20 0:17

Nie spodziewała się, że wychodząc z interwencji w terenie trafi na jednego z sojuszników Zakonu. Ale widok, jaki rozpościerał się przed jej oczami sprawiał, że jej brwi uniosły się w zaskoczeniu. Choć musiała przyznać to, że spotkanie się z atakiem mogło być przeżyciem, to jednocześnie w obecnych chwilach nie powinno spodziewać się tak naprawdę niczego innego. Zwolennicy idei czystej krwi nosili sie po ulicach tak, jakby te należały do nich, niezależnie od tego czy był to Londyn, czy inne miasto. Zaufanie trzeba było teraz odpowiednio ważyć. Rzuciła zaklęcie uspokajające chwilę po tym, jak Gwen wznieciła ogień. Wolała, żeby przez przypadek nie dokonała samopodpalenia. Jasne brwi zmarszczył się na padające słowa.
- Mogła, jak brzmiała inkantacja? - zapytała kiedy Gwen próbowała wytłumaczyć to, co się stało. Ona sama wątpiła, żeby napastnik był w miejscu i potulnie czekał, aż ktoś za nim nie ruszy, albo do niego nie przyjdzie. Całość brzmiała podobnie do zachowania Ramseya przed miesiącami na moście. Ot, chciał się zabawić. Wtedy była całkiem inną osobą. Mimo to jednak wędrowała z kobietą w stronę kościoła wciskając dłoń z różdżką do dużej kieszeni. Propozycja zamknięcia Doliny, tak jak Londynu sprawiła, że Justine uniosła jedną z brwi spoglądając na rudowłosą kobietę obok niej.
- Obawiam się, że to niemożliwe. - odpowiedziała, chwilę po tym jak zmarszczyła brwi żeby zastanowić się nad wypowiedzianymi przez nią słowami. Było wiele technicznych spraw, których nie byli w stanie obejść. A Justine, mimo ponadprzeciętnych umiejętności w białej magii nie była w stanie objąć zaklęciem całej wioski. Do tego dochodziły inne rzeczy, dodatkowe patrole, osoby pilnujące wejść, wyjść i ulic. Zwyczajnie nie posiadali takich sił przerobowych. A ich działania miały skupić się na oswobodzeniu Londynu, nie zaś budowaniu kolejnej Oazy. - Jeśli boisz się o swoje zdrowie, lub życie może powinnaś na razie pozostać w Oazie? - zaproponowała. Do niej, nie mieli wstępu, było tam jedzenie i miejsce dla każdego, kto tego ochrony potrzebował. Nie było problemu, żeby coś tam dostarczyć - oczywiście w granicach rozsądku. To było dobre miejsce do życia, przynajmniej na razie.
- Bardziej powinny sprawdzić się eliksiry ochronne - ochrony, smocza łza. - zauważyła spokojnie, nie bardzo rozumiejąc w jakim celu miałaby nosić ze sobą Czarną Marę. Słyszała o tym eliksirze na zajęciach i jeśli dobrze pamiętała był w stanie wskazać ślady użycia czarnej magii. Ale podobne działanie, choć nie jednakie miało też Festivo. - Do czego chciałbyś użyć Czarnej Mary? - zapytała poddając się w końcu i nie próbując poszukiwać już odpowiedzi na własną rękę.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime23.06.20 13:21

Próbowała przypomnieć sobie słowa, które padły z ust nieznajomego. Mimo, że słyszała je zaledwie przed chwilą, ich dokładne brzmienie wyparowało z głowy Gwen. Emocje zrobiły swoje: sprawiały, że wszystko wokół jakby się rozmywało, nie licząc twarzy nieznajomego i samego faktu ataku. Na twarzy rudowłosej pojawiło się skupienie, gdy próbowała ponownie przywołać słowa.
Eee…. Jakoś… Orantuganus dolor? Orgunus dolor? Chyba coś takiego, ale nie jestem pewna. Ale na pewno były dwa człony zaklęcia – wyjaśniła. – Ale nie wiem, jak działało, tarcza zadziałała.
Doskonale wiedziała, jak wiele pracy ma Zakon. Sama przecież naprawdę rzadko kiedy miała chwilę na odpoczynek, biegając z miejsca na miejsce. Z jednej pracy, do drugiej, z malowania do prania pościeli, z zabaw z Heathem do uspokajania matek, które przez wojnę zostały rozdzielone z dziećmi. Miała wrażenie, że coraz trudniej poskładać jej do wszystko do kupy, że jeszcze chwila i przestanie mieć kontrolę nad własnym czasem i życiem. Jednocześnie nie chciała dopuścić do siebie myśli, że powinna robić mniej; i że ratując jedną osobę, nie jest w stanie pomóc drugiej. Rozumiała więc, że odizolowanie Doliny Godryka byłoby trudne, ale…
To może… może choćby udałoby się nałożyć jakieś… jakieś zaklęcia alarmujące? Takie… zabezpieczające przed czarną magią? – zaproponowała. Istniały takie? Czy to było do zrobienia? Trudno było jej powiedzieć. Nie najgorzej radziła sobie z obroną własną, związaną z pojedynkami, ale nigdy nie nakładała żadnych mocniejszych zabezpieczeń na dane terytorium. Musiałaby zagłębić tę dziedzinę nieco bardziej.
Słysząc propozycje zostania w Oazie, rzuciła jasnowłosej zdziwione spojrzenie.
Ale przecież tam i tak nie ma za dużo miejsca – stwierdziła. – I nic mi nie jest, ja mam różdżkę. Inni nie mają – zauważyła. Jasnym i oczywistym było, że się bała. Była malarką, nie wojskową. Nigdy nawet nie pretendowała do roli obrończyni uciśnionych sama z siebie (wyłączając to dawne, drobne marzenie o zostaniu pielęgniarką), ale widziała przecież, co dzieje się w Zakonie. Naprawdę potrzebowali każdego możliwego wsparcia i Gwen chyba nie wybaczyłaby sobie, gdyby siedziała zamknięta w jednym miejscu, gdy jej pomoc mogła być konieczna gdzieś indziej. Wystarczająco czasu spędziła na ignorowaniu prawdziwych problemów, skupiając się na radosnej sztuce i miłosnych uniesieniach, zamiast na próbie wprowadzenia choćby drobnej zmiany do magicznego świata.
Prowadząc Justine pod kościół, zerknęła na nią z ukosa.
Ale jeśli to była czarna magia, to mara powinna pomóc to wykryć – zauważyła, nie wdając się jednak w głębszą dyskusję, bo oto właśnie stały pod kościołem. – On stał o tam – Wskazała ruchem ręki. – Był taki… dość młody, chyba niewiele starszy ode mnie… miał prosty nos i jasne włosy. Da się jakoś sprawdzić… gdzie mógł pójść? I… i… może powinnam go narysować – mówiła dalej, rozglądając się wokół i próbując znaleźć coś, co mogłoby pomóc im znaleźć nieznajomego.




Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime21.08.20 16:31

Szła obok Grey pozwalając, by ta zaprowadziła ją na miejsce. Co prawda zdawała sobie sprawę, że w Dolinie Godryka i okolicach mieszkało wielu ludzi i promugolskich poglądach, przecież to pewnie był jeden z powodów, dla których Alex zdecydował postawić się niedaleko lecznicę, to w czasie w którym znajdowali się obecni, nie można było - na dobrą sprawę - założyć, że gdziekolwiek jest bezpiecznie. Ludzie którzy wspierali Rycerzy Walpurgii, albo wyznawali te same wartości dostali niejako przyzwolenie, na robienie tego, co im się podoba.
- To z pewnością nie była biała magia, ani urok, magia lecznicza też nie posiada takiego zaklęcia. Możliwe, że transmutacja, ale bardzo zaawansowana. Skoro wcześniej zmienił cię w gęś. - zawiesiła na chwilę głos, wyraźnie myśląc nad tym. Z transmutacji znała większość podstawowych uroków i kilka zaawansowanych, ale nigdy nie wchodziła w nią dalej, bardziej, skupiając się na białej magii. -  I jeśli rzeczywiście była to czarna magia, ciesz się, że nie było dane ci się o tym przekonać. - wiedziała co mówi i było to widać po wyrazie jej twarzy. Plugawe zaklęcia niszczyły, przynosiły ból i cierpienie. Jej plecy nadal nosiły ślady po ugryzieniach czarnogmagicznego węża. Pamiętała jak okrutne potrafi być acuassus, które przynosiło wrażenie duszenia się. Cierpiała pod Crucio i dzięki jednemu z takich uroków zabrano jej nogę.
- Gwen… - zaczęła, marszcząc brwi, spoglądając na kobietę. - Właściwie, dlaczego ten mężczyzna cię zaatakował? Sprowokowałaś go jakoś? - doprecyzowała swoje własne pytanie. Fakt, że zwolennicy lorda Voldemorta poczynali sobie coraz śmielej, ale dlaczego ktoś za cel miałby obierać niepozorną dziewczyną?
- Nie słyszałam o zaklęciach, czy zabezpieczeniach, które całkowicie chroniłyby przed czarną magią. Zdolna jest częściowa ochrona, tak jak choćby Protecta, która działa na danym obszarze, ale nie obejmie całej Doliny. Istnieją też przedmioty, które podobnie jak protecta, częściowo przed nią chronią. Nie należą jednak do tanich. - odpowiedziała jej zgodnie z prawdą. Wątpiła, by istniało zaklęcie, którego nie znała. Zabezpieczenia z białej magii też przestawały skrywać przed nią jakiekolwiek tajemnice. Ilość przeczytanych ksiąg i jej własne umiejętności pozwalały poruszać jej się swobodnie w dziedzinie białej magii. Problemem był jednak obszar o którym razem z Gwen rozmawiała i to, co ta by chciała zrobić. Ministrowi udało się zamknąć Londyn, bo odciął możliwość teleportacji w nim, coś co wcześniej zostało już zrobione w hogwarcie. Jedynie powtórzył sztuczkę, nie wymyślił całej od nowa.
- Na ten moment jest go na tyle dużo, żebyś nie musiała się jego brakiem przejmować. - Oaza była wyspą, na której wcześniej mieścił się Azkaban. Mógł nadejść dzień w którym zacznie robić się tam tłoczno, na razie jednak była to jedynie oddala w czasie obawa. Kolejnych słów nie skomentowała. Kiedy spotkała Gwen ta nie wyglądała, jakby nic jej nie było.
- Powinna. - zgodziła się z nią spokojnie, bo to jednaka informacja z tym, co słyszała na kursie. Nie widziała jednak jej wykorzystania jeszcze w praktyce, choć z pewnością było to kwestią czasu. - W czasie walki nie bardzo jest czas, żeby to sprawdzać. - określiła, zaraz jednak dopowiadając. - A ta informacja, niczego też nie ułatwi. - bo i taka była prawda. Jeśli do walki dochodziło, liczyło się jej wygranie, albo przetrwanie. Zatrzymała się pod kościołem rozglądając na boki. - Nie bezpośrednio, trzeba przeszukać i sprawdzić. - uniosła różdżkę i machnęła nią kilka razy. Jasne brwi zmarszczyły się odrobinę - Możesz to zrobić, ale to prawdopodobnie jeden z wielu którzy poczuli się pewniej. - zauważyła machając różdżką po raz kolejny. - Nikogo w kościele nie ma. - powiedziała, kiedy jej zaklęcie nie wskazywało tego, poza nimi, jednostki rozświetliły się dopiero dalej. Rozejrzała się dookoła po miejscu. Wątpiła, że uda im się znaleźć cokolwiek, co mogłaby ich do niego doprowadzić. Zbyt wiele niewiadomych, zbyt mało informacji. - Jeśli chcemy go znaleźć, najlepiej przejrzeć szkolne roczniki i sprawdzić, czy ktoś nie jest do niego podobny. - zawyrokowała ostatecznie.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime08.10.20 14:50

Przygryzła wargę, słysząc słowa Justine. Zamyśliła się na chwilę. Z dziedziny transmutacji faktycznie miała najmniejszą wiedzę. To nie tak, że nie miała jej wcale. Po prostu podstawy zupełnie wystarczały jej do codziennego użytkowania. Nie potrzebowała zazwyczaj niczego więcej. Potrafiła sprawić, by obraz się ruszał, czasem coś zwiększyła lub zmniejszyła, albo (gdy tego wymagała sytuacja) zmieniła kogoś w gęś. Jeśli jednak tamten mężczyzna faktycznie użył bardziej skomplikowanego lub rzadziej używanego czaru mogłaby go nie rozpoznać. To było całkiem naturalne, ale Gwen i tak miała ochotę samą siebie za to obwiniać. Wciąż wiedziała i umiała za mało.
Ja… możliwe – przyznała. – To nie do końca moja dziedzina. T… tak, chyba dobrze – dodała, na chwilę zawieszając wzrok w przestrzeni. Przynajmniej tym razem nie było jej dane.
Przekrzywiła głowę, a następnie pokręciła nią, cofając się o pół kroku, gdy dotarły do niej słowa Justine.
Co? Nie! To znaczy… Justine, czemu miałabym kogokolwiek prowokować? Byłam przy kościele – zaczęła wyjaśniać. – Ten mężczyzna... wpadł na mnie. Ja po prostu stałam, a on mnie potrącił, zaczął krzyczeć i… i zaatakował – mówiła. – To działo się tak szybko… ale trochę nie miało sensu, wiesz? Jakby coś było z nim nie tak.
Nikt normalny przecież nie zachowywał by się chyba w ten sposób? Nawet zakładając, że ktoś ma złe zamiary raczej by ją podszedł, zaatakował znienacka. A nie specjalnie zaczepiał, chcąc wywołać bójkę. Jeszcze gdyby była mężczyzną! Ale jakiej chwały mogło przynieść dojrzałemu mężczyźnie zaczepiania dość drobnej kobiety?
Całkowicie… tak, oczywiście. Ale może chociaż trochę pomogą? – spytała z wątłą nadzieją w głosie. Justine najwyraźniej nieszczególnie potrafiła bądź chciała w tym względzie pomóc. Trudno było ją za to winić. Może lepiej porozmawiać z Gabrielem? – Przestrzeń jest, tak, wiem. Ale przecież brakuje nam wszystkiego… Dopóki mogę, wolę nie być kłopotem dla nikogo – wyjaśniła, uśmiechając się nieco nerwowo i przepraszająco. – I tak jestem wystarczającym. – Wzruszyła ramionami.
Pokiwała głową, rozglądając się uważnie wokół.
Jak możemy to sprawdzić? Och, faktycznie. Roczniki wydają się dobrym pomysłem. Mamy do jakiś dostęp? Gdy tylko znajdę chwilę będę musiała je przejrzeć – powiedziała. Co prawda ze znalezieniem chwili miała dość duże problemy w ostatnim czasie, ale dla takiej sprawy mogła nawet poświecić trochę czasu przeznaczonego na sen.




Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime11.11.20 0:11

Przeważnie, wolała wiedzieć. Jednak ta iskra, tak pasująca do domu w którym się wychowała paliła się nadal. Czasem lubiła snuć rozważania, ale nie, kiedy chodziło o ich wroga. Tak na szybko, z niepełną inkantacją, nie wiedząc co robiła - a przez to nie będąc w stanie jej dopasować, wolała nie strzelać w ciemno.
- Możemy obejrzeć je później w myślodsiewni. Wtedy będę w stanie stwierdzić dokładnie. - dodała jeszcze zerkając na idącą obok Gwendolyn. Gwałtowna reakcja sprawiła, że zatrzymała się, nie wyciągając dłoni z kieszeni. Niebieskie tęczówki podążyły za nią, twarz jednak nie wyraziła wiele więcej.
- Z takimi wszystko może być nie tak. - stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Po wysłuchaniu wypowiedzianych przez nią słów. Westchnęła lekko kręcąc do siebie głową. - Mnie się jeszcze nie zdarzyło, żeby pacyfikować kogoś zaklęciem, bo na mnie wpadł. Miałaś różdżkę na wierzchu? Może myślał, że jesteś mugolem. - zadała kolejne pytanie, próbując zrozumieć sytuację. Ona sama, swoją, wyciągała w Dolinie tylko wtedy, kiedy była jej do czegoś potrzebna, albo docierała na miejsce interwencji. W innym wypadku trzymała ją schowaną w głębokiej kieszeni płaszcza, albo własnym rękawie. Kolejne słowa Gwen sprawiły, że spojrzała w jej stronę, wyciągając różdżkę z kieszeni. Zatrzymała się, unosząc ją do góry.
- Protecta - wypowiedziała, ale od razu prawie zmarszczyła brwi. Źle, wiedziała to od razu. Ostatnie pociągnięcie nie było odpowiednio szerokie, żeby magia zadziała wedle jej woli. - Protecta. - powtórzyła raz jeszcze, wykonując skomplikowany gest. Tym razem nie dostrzegając w nim błędu, czując, jak biała różdżka odpowiada na jej wezwanie. - Gotowe, możemy przejść się po Dolinie, rzucę ich kilka, ale praktykujący czarną magię ją wyczują. Prawda jest taka Gwen, że tym najpodlejszym to niewiele przeszkodzi. - była realistką. Protectę, można było ściągnąć. Osłabiała przeciwnika, ale wszystko zależało, tylko od siły, jaką on sam posiadał tak naprawdę. Ruszyła dalej, słuchając odpowiedzi dziewczyny. Skinęła jej krótko głową na wypowiedziane słowa, sama nie będąc do końca pewną, czy nie wolałaby by Gwen pozostawała w Oazie. Zdawała się magnesem na kłopoty. Ale znów… czy ona od zawsze nie była tym samym? Czy Skamander kiedyś wręcz nie zarzucił jej, że ściąga je na siebie umyślnie, bo nie zgadza się na bierne siedzenie na tyłku. Była w stanie zrobić dla niego wiele. Być dla niego wszystkim, czego potrzebował. Ale nie potrafiła wycofać się z walki. Może właśnie przez to, nie byli dla siebie dobrze? Odsunęła od siebie te myśli, skupiając się znów na idącej obok kobiecie.
- Susanne przygotowywała tablicę w Zakonie, ona powinna wiedzieć więcej na ten temat. Powinniśmy też mieć jakieś stare gazety - może tam kiedyś o nim wspominano. Możesz go narysować i pokazać kilku osobom, Archibaldowi dla przykładu. Będzie wiedział, czy nie należy do tych wymoczków we frakach. O, albo możesz zapytać Percivala, był w Slytherinie, może on go skojarzy. - oczywiście, że miała na myśli szlachtę, bo kogo by innego. To nie była jedyna możliwość, dlatego dodała też Percivala. - Możesz spróbować też u innych osób. Ja też mogę zerknąć. Ale… - zawiesiła na chwilę głos. - To może być niejednostkowy przypadek. Niestety, ludzie zaczynają pozwalać sobie na coraz więcej, nawet niesprowokowani. Zwłaszcza Ci, którzy nie muszą obwiać się konsekwencji.- oszacowała, bo nie było to też nagłym sekretem. Od momentu przejęcia władzy przez Malfoy’a działo się coraz gorzej. Choć najgorsze, miało dopiero nadejść.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime12.11.20 16:36

Pokiwała głową. Jeśli Tonks będzie miała czas, może to zrobić. Gwen nie miała raczej nic do ukrycia, a przynajmniej nie w tym względzie, wiec Justine mogła sobie grzebać w tym wspomnieniu do woli, zwłaszcza, jeśli to miało pomóc w ujęciu nieokrzesanego złoczyńcy. Gdy w myślach malarki pojawił się ten zlepek słów, miała ochotę sama sobie przyklasnąć. Nieokrzesany złoczyńca. Pasowało.
Nie, Just, nie miałam – odpowiedziała natychmiast, po czym na chwilę się zawahała: – Ale miałam na wierzchu latarkę. Często ja mam przy sobie, wiesz, przydaje się. – W razie czego mogła świecić sobie latarka i jednocześnie czarować różdżką. To było dobre połączenie. – I… chciałam coś sprawdzić. Więc mógł tak pomyśleć, ale… to jest głupie. – Zmarszczyła brwi. Tak losowo przeprowadzony atak nie mógł przecież świadczyć o poczytalności. Ten człowiek nie miał prawa być normalny, prawda?
Gwen uważnie obserwowała, jak młoda kobieta rzuca skomplikowany obronny czar. Znała jego inkantacje, ale nie miała pojęcia, jak powinno się go rzucić, toteż starała się zapamiętać ruchy i gest Tonks. Była mimo wszystko jednak przekonana, że przez nadmiar buzujących w niej emocji i tak niewiele z tego zapamięta. Justine musiałaby jej dokładnie wyjaśnić krok po kroku, jak wyczarować tę barierę, a malarka prawdomównie i tak nie potrafiłaby zrobić tego perfekcyjnie.
To zaklęcie… przeszkadza czarnej magii, tak? – spytała, ot tak, dla pewności. – Wiem – odpowiedziała ze skwaszoną miną. Mogła przez dwa dorosłe lata swojego życia stronic od magii, ale przecież spędziła siedem lat w Hogwarcie, a od miesięcy naprawdę pracowała nad swoja wiedza i umiejętnościami. Wiedziała, że nie istnieje czar, którego nie dało się ściągnąć.
Malarce przeszło przez myśl, że było to trochę niesprawiedliwe: czarna magia zdawała się być potężniejsza od białej, wyglądało na to, że częściej z nią wygrywa. Nie powinno być jednak na odwrót? Czy w baśniach to nie zawsze zło zwyciężało? Ci, którzy używają magii czarnej powinni przestać mieć możliwość korzystania z białej: wtedy przynajmniej może mieliby równe szanse. Wiedziała, że to głupie i niemożliwe do zrealizowania marzonki, ale przecież nie miała zamiaru się z nimi nikim dzielić. Po prostu nie umiała przeżyć i wyjaśnić sobie w pełni tego dziwnego ataku.
Gwen wcale nie czuła się przy tym magnesem na problemy, który powinien siedzieć zamknięty w Oazie. Bywała w tym miejscu tak często, jak tylko mogła i dobrze wiedziała, że jest przepełnione. U Macmillanów była wystarczająco bezpieczna, a nie była przecież zupełnie bezbronna. Miała różdżkę i wiedziała, jak jej użyć, chociaż fakt pozostawał faktem: gdyby trafiła na kogoś naprawdę złego i naprawdę dobrego zostałby po niej najwyżej marny pyl. No albo po prostu trup.
Tak zrobię – obiecała – Zauważyłam… to znaczy, słyszałam. Raczej nie obracam się teraz w obcym towarzystwie. I unikam tłumów. – Pokiwała głową, sama do siebie: – Tylko muszę przecież tez pracować. Trudno teraz o zlecenia. Ludziom nie w głowie sztuka. – I wcale im się nie dziwiła. Ona również w tym względzie ostatnio zdawała się stać w miejscu.




Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : cień
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a jeśli nie uwierzysz,
żeś wolny, bo cię skuto,
będziesz się krokiem mierzył
i będziesz w dłoń ujęty
przez czas, przez czas – przeklęty.
OPCM : 19
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime08.12.20 19:29

dzięki<3

wbijamy stąd


Poczochrał uroczą kuleczkę, którą Marcy bezczelnie zagarnęła na swoje kolana, a potem rzucił Figg wielce rozgniewane spojrzenie, a przynajmniej tak miało wyglądać, chociaż chyba jakoś niespecjalnie sporo serca w to włożył. - Masz go na co dzień - podzieliłabyś się, a nie...
- W sumie to chyba mój dom wyglądałby podobnie, w znaczeniu, że byłby pełen różnych zwierząt - upił spory łyk, jednocześnie namyślając się nad wizją zwierzęcego schronienia - widzę w nim co najmniej trzy psidwaki, może jeszcze jakiś pies dołączyłby do tego stada, ale taki wiesz, bysior, który gabarytami przypomina wilkołaka... widziałaś kiedyś wilczarza irlandzkiego? Mógłbym mieć wilczarza... To tak na start, potem hodowla psidwaków... ale nie jakaś bardzo duża, taka, którą mógłbym zajmować się sam... że sowa, to wiadomo, już i tak przybłąkała się do mnie taka jedna, wiecznie pijana, wygląda, jakby w trakcie lotu trafił w nią piorun, albo przynajmniej jakby przeżyła bliskie spotkanie z wiązką fulgoro... - może nawet Marc miała już (nie)przyjemność zostać przez nią nawiedzoną? - hmm, nie wiem, co dalej, ale to nadal jakoś tak mało kompletnie brzmi, o, wiem, jeszcze dirikraki... - niebieskie i różowe w sumie też, jakoś przeżyje - na pewno żadnych kugucharów! O, i właściwie... trójgłowy pies to byłoby wyzwanie, są urocze, ale trzeba mieć rękę do zwierząt, żeby się ciebie słuchały, wiesz, one lubią udawać takie groźne... no dobra, niczego nie udają, po prostu są groźne, ale potrafią być też potulne jak pufki... poza tym nienawidzę używać określenia groźny w stosunku do jakiegokolwiek stworzenia, one po prostu zachowują się zgodnie ze swoją naturą, nie muszą być przyjaźnie nastawione do ludzi... - którzy najpewniej przetrzebili ich pobratymców, albo przyczynili się w jakiś inny sposób do tego, iż rzadko które zwierzę tak naprawdę żyje w swoim naturalnym środowisku. Jak na to, co zrobili im ludzie, wciąż jeszcze wyzwalają w nich zbyt mało grozy. - I nie wiem, jakoś nadal mało mi tych zwierząt. Prościej byłoby chyba zacząć od tego, czego nie chcę w domu, czyli tych nieszczęsnych kugucharów i... no tak! Niuchaczy, moja siostra ma obsesję na ich punkcie, znosi toto zewsząd, wywleka z dokowych dziur, zrobiła sobie z nich małą armię... - chyba za bardzo się rozgadał, może to przez tą jej podstępną herbatkę, może po prostu temat mu siadł, niemniej, zdecydowanie za dużo mówił. - Te maluchy to najlepsze towarzystwo - zawyrokował, kątem oka zerkając jeszcze na przymilającego się do Figg kłębuszka, a zaraz potem sięgnął po coś do szamki, co dla nich przygotowała. - Ej, dobre to - cokolwiek akurat je, nie robiło mu to zbytniej różnicy - ważne, że smakowało obłędnie. - I jakie zawsze? Zawsze oznacza zawsze - żachnął się, posiłkując się jakże inteligentną definicją - czasem mi się zdarza, ale już nie przesadzajmy... no i cóż, tak się akurat składa, że nie mam swojego pokoju - dodał jeszcze lekkim tonem, choć w sumie sprowadzało się to do tego, że był tak jakby bezdomny. Ale on lubił to nazywać posiadaniem obywatelstwa świata. W jego przypadku - doków. - No w sumie to mieszkam w Parszywym, nie wiem, czy byłaś w którymś z tych pokoi, ale... gwarantuję, w żadnym z nich nie ma lustra, przeglądam się w swojej zapalniczce - to pewnie sporo wyjaśnia na temat jego wyglądu. - Troja? Upadła? To jakaś upadła kobieta? - chyba przespał tę lekcję na historii magii, a może po prostu z perspektywy edukacji w Hogwarcie nie był to temat tak ważny, jak wałkowanie po raz setny wszystkich możliwych walk, bitew, ewentualnie powstań goblinów.
Wracając jednak do najważniejszych kwestii, czyli tego nieszczęsnego dziennika; rzucił Marc nieco zdezorientowane spojrzenie, kiedy podzieliła się z nim swoim odkryciem.
- O kurwa - inaczej tej rewelacji podsumować nie potrafił - powiązanie Oazy z Azkabanem? - przecież, jakby to ktoś znalazł... - ile tam było tych dokumentów? - łudził się, że niewiele.
Zaraz potem, kiedy ona ekspresowo zmieniała strój, zajął się wysłaniem listu, i przejrzeniem raz jeszcze informacji o zabezpieczeniach w domu Bagshot. - Dzięki - poluzował nieco pasek, by w ogóle był w stanie wciągnąć na siebie jej gogle, a potem je nałożył i przez chwilę bawił się w dopasowywanie ich do swojego wielkiego nosa. - Właściwie to pierwsza lepsza nazwa, o której pomyślałem, to nie musi być nic, co potrzebne jest do wygrywania meczów... kiedyś latałem naprawdę nieźle, graliśmy w dokach, ścigaliśmy się, wiesz, jak jest... ale jakoś ostatnio było mi nie po drodze z miotłą, a chciałbym wrócić do tamtego poziomu latania - początkującym nie jest, nawet załapał się do szkolnej drużyny, ale wywalili go szybko za... dokowy styl gry (to się w sumie nazywa faulowanie w powszechnym). Niemniej, do płynnego latania mu daleko, a kto udzieli mu lepszych wskazówek niż była zawodniczka? - To może koło tego jeziora? Na którym w sylwestra ścigaliśmy się - choć w jego przypadku to słowo na wyrost, do dzisiaj boli go wszystko na wspomnienie tamtego żenującego upadku - na łyżwach? - zignorował zaczepkę, obawiając się, że nie miałby z nią najmniejszych szans, gdyby mieli się popisywać, kto sobie lepiej radzi z lataniem na miotle. - Dobra, mogą być i Miotły - jemu było wszystko obojętne.

Dotarli w końcu przed chatkę Bathildy; niepozorny, szary dom nie przyciągałby jego wzroku, gdyby nie wiedział, kto mieszkał tu przez wiele lat. Pokrótce streścił Marcelli pozyskane z notesu informacje, dotyczące zabezpieczeń. Musieli na nie uważać w trakcie próby dostania się do środka. - Alohomora - jeśli tylko gdzieś z tyłu domu znajdowało się drugie wejście, to najpewniej udali się najpierw tam, by nie ściągać na siebie zbędnej uwagi. Nie był pewien, czy ktoś nie obserwował tego miejsca.
- Zaczynamy od góry, czy od dołu? - rzucił półgłosem, zaczerpnąwszy haust zatęchłego powietrza. Zaraz potem zabrał się za przeglądanie pokoi, w poszukiwaniu wszystkiego, co mogło zostać przeoczone przez tych, którzy nie bawili się w subtelności, przeszukując to miejsce.

spostrzegawczość (I); zapoznaję się ze szpargałami batki





innego końca świata nie będzie


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime08.12.20 19:29

The member 'Keat Burroughs' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 73


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime14.12.20 12:32

Najsprawniej było obejrzeć wspomnienie, może pokazać je kilku osobom. Istniała możliwość, że ktoś go rozpozna. Istniała też spora szansa na to, że nikt nie będzie go kojarzył. Nie było tajemnicą, że zaczynało się robić coraz gorzej. A ci, którzy uważali się za lepszych pozwalali sobie na coraz więcej. Brak różdżki i mugolskie urządzenie mogło postawić ją w pozycji mugolaczki - a tych zaatakować się nie obawiali posiadając przewagę. Wysłuchała wypowiadanych przez nią słów, po których wzruszyła lekko ramionami.
- Tacy ludzie nie myślą jak my. - skomentowała jedynie krótko. Bo nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Byli różni ludzie, właściwie każdy był inny. Inaczej spogląda na życie i na świat i nie było w tej różności nic złego. Tak długo, jak długo nie krzywdził innych - czy też nie rościł sobie praw czy własnego zezwolenia do tego, żeby móc robić to, na co tylko ma się ochotę.
Postanowiła rzucić protectę, chociaż nie sądziła, że zaklęcie może pomóc na dłużej. Po pierwsze dlatego, że mógł je ściągnąć każdy a ona nie zostanie po tym fakcie poinformowana. Trudno było też zakładać, że jedno zaklęcie sprawi, że jakiś kolejny wariat nie postanowi zaatakować - tych znajdowało się coraz więcej. Właściwie, wraz z nową władzą zdawali się pojawiać jak grzyby po deszczu.
- Czarna Magia, to plugawa dziedzina. To zaklęcie w pewnym stopniu blokuje swobodny przepływ tego typu energii. - wyjaśniła stawiając kolejne kroki po Dolinie. Choć chciałaby, zabezpieczenie wszystkich wiosek było zwyczajnie niemożliwe. Nawet niewykonalne dla ilości osób, które znajdowały się w Zakonie zwłaszcza, kiedy weźmie się poprawkę na możliwości i umiejętności, tych którzy potrafiliby objąć tego typu zaklęciem wioski nie było aż tak wielu. Niektórych rzeczy nie byli w stanie zrobić. Mieli niewielkie siły i musieli je kierować w stronę tego, co najszybciej pozwoli zakończyć ten konflikt. Im dłużej on trwał, tym wiedziała, że będzie robić się trudniej i trudniej. Zwłaszcza, że dzięki pieniądzom ich przeciwnicy mieli przewagę - w tym konkretnym względzie.
- Priorytety się przesuwają. I jeszcze się przesuną. - skomentowała krótko, kiedy Gwen nawiązała do trudności w przypadku zleceń na obrazy. Nie bardzo wiedziała, co innego mogłaby w tym momencie powiedzieć. Sztuczne wyrażenie współczucia nie leżało w jej naturze. Nie znała się też na sztuce, narysowanie prostych kresek było dla niej wyzwaniem, kiedy śpiewała piała jak kogut z rana, a na ucho nadepnął jej chyba buchorożec. Rozumiała magię, zwłaszcza białą choć jeszcze nie tak dawno temu sądziła, że jej życie związane będzie z uzdrowicielstwem. - Wracajmy do lecznicy. - poprosiła, kierując swoje kroki w tamtą stronę, kiedy zajęła się już rzucaniem zaklęć. Dzień się jeszcze nie skończył. Właściwie, Alex z pewnością będzie chciał wiedzieć, czemu interwencja zajęła jej tyle czasu.

| zt?





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : by walczyć i chronić
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Dom Bathildy Bagshot - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Dom Bathildy Bagshot [odnośnikDom Bathildy Bagshot - Page 7 I_icon_minitime21.12.20 22:31

Teraz to bardzo zastanawiała się czy Keat zawsze był taką gadułą. A może to po prostu patowa-wojenna sytuacja sprawiała, że nagle zaczęło mu się gadać o życiu i o tym jak sobie wyobraża kolejne swoje lata, o ile jakiś wspólnik Ministerstwa Magii ich obojga nie pozbawi głowy wcześniej. Ona miała w miarę ułożone to, jak żyła, podobało jej się wiedzione przez nią żyćko. - Oj nie burcz, zawsze możemy tu wrócić po odwiedzinach w Dolinie. Możesz go głaskać nawet i całą noc. - Przewróciła oczami lekko. Nie miała żadnego problemu z tym, żeby ktokolwiek z Zakonu przebywał u niej nawet kilka dni. Nie miała wprawdzie bardzo dużych zapasów, ale mogła przez jakiś czas żywić kilka osób na chlebie i domowym dżemie. W jej nowym domu rosła na podwórku piękna śliwa, z której będzie można latem robić powidła na kilogramy, o ile nie zaatakują jej żadne szkodniki, ale raczej magia sobie z nimi poradzi. - Nigdy nie widziałam takiego psa, chyba... A jeśli widziałam, to pewnie nie wiedziałam, że to on. Najwyżej mi pokażesz. - Naprawdę dużo się tutaj dowiadywała. Przecież niedawno jeszcze chłopak prawie trafił z nią do wspólnego utopienia się w Tamizie, a teraz? Kilka kieliszków whisky w dworze Macmillanów i stali się prawie jak staży przyjaciele. Nawet jeśli naprawdę rozmawiali ze sobą kilka tygodni. To naprawdę niesamowite, co więcej wcześniej nie spodziewała się, że Keat miał w sobie aż tak dużo z wielbiciela zwierząt. Ba, wyglądał na naprawdę bardzo skupionego na tym... Jakby naprawdę to był jego konik. I niedawno nie powiedziałaby, że siedzi w nim ktoś na tyle wrażliwy, żeby pałać taką miłością do zwierząt. Kiwnęła lekko głową. - Też tak uważam. Nie znam się aż tak na zwierzętach, ale też nie można nazywać ich złymi z natury... Właściwie nikt nie jest taki z natury, prawda? Kto wie, co siedzi w głowach ludzi... - Zastanawiała się jak wiele trzeba było powiedzieć komuś, żeby uznał, że zabijanie innych dla pewnego celu jest w porządku. Wręcz, że jest potrzebne... Żeby uznać, że mugole, którzy byli bezbronni wobec magii cokolwiek tutaj zawinili.
Musiała mu dokładnie wyjaśnić co znalazła w dokumentach. To jednak było ważne. - W skrytce dokumentów było pełno, ale wydaje mi się, że nie mogły pochodzić tylko ze sprawy Bagshot. To pewnie była skrytka na tajne dokumenty, może potrzebne do propagandy. Wzięłam to co leżało najbliżej fletu, ale strażnicy deptali nam już po piętach i właściwie musieliśmy uciekać. Mam nadzieję, że więcej tego nie było, ale wątpię, że pani Bagshot umieszczała takie informacje na każdym dokumencie. Możemy spróbować założyć, że to jedyne miejsce, gdzie to napisała. Widać, że rozpisywała plany... Jak to wszystko ugryźć, wiesz. - To nie było napisane aż tak dosadnie. Nie wiadomo było na tym etapie, kiedy zostało to zapisane, czy w ogóle wejście będzie działało.
Gdy wkładała płaszcz do lotu, uniosła znowu na niego spojrzenie. - Mieszkasz w pokoju w tej melinie? - Nie pamiętała nawet ile razy policja musiała tam interweniować przez zamieszki. Parszywy Pasażer, to miejsce zbiórki policji jakoś przynajmniej raz w miesiącu. Nikt się nawet nie dziwił jak przychodziło zawiadomienie, że ktoś znowu zrobił dym. - To wiele wyjaśnia właściwie. Mógłbyś też włożyć koszulę w spodnie, wypadł Ci materiał. - Niebieskie oczy Marcelli oceniająco przesunęły po Keacie, a na koniec, gdy zatrzymała się na twarzy, uniosła brew zaczepnie.
- Dobra, pokażę Ci kilka sztuczek. Nadążaj.

Oczywiście, że przegoniła go na miotle i gładko wylądowała przy odpowiednim domu. Nie miała ani trochę portowego stylu latania, raczej był bardzo wytrenowany. Marcella zawsze wyglądała na miotle, jakby nic więcej nie robiła w swoim życiu, uwielbiała latać i robiła to ciągle, kiedy tylko mogła. Głównie przez Keata nie zaproponowała, żeby lecieć aż ze Szkocji. Pomijając już, że zajęłoby im to pół dnia, ale ona po prostu cieszyłaby się z tego. Najzwyczajniej to lubiła. Nawet podczas gry w Quidditcha to na tym bardziej się skupiała, nawet niż na rzucaniu piłką do celu. Keat jednak całkiem nieźle ją gonił, więc chwilę później weszli do domu Bathildy wspólnie. Zabezpieczenia, gdy je znali, były całkiem proste do obejścia, a już zwłaszcza po śmierci tej, która takowe nałożyła. Musiały stracić na intensywności.
Rozejrzała się po ciemnym przedpokoju. Machnęła różdżką, by zapalić jej końcówkę, stawiając powoli nogi na nieco spruchniałej podłodze. Nikogo nie było tutaj od trzech miesięcy, o ile nie dłużej. Ciekawe czy Bathilda przebywała właśnie tutaj tylko przed swoją śmiercią.
- Od dołu. Później pójdziemy na górę. - Tak wydawało się po prostu najbardziej logicznie. Przeszła najpierw do kuchni, zostawiając Keatowi zbadanie salonu. W szafkach nie było nawet zepsutego jedzenia, najwyraźniej kobieta wiedziała, jaki czeka ją los. Nie zapisała tego jednak w dzienniku, więc musiało być to nawet bardziej tajemnicze niż samo powstanie Oazy. W kuchni nie znalazła jednak nic specjalnie ciekawszego od starego drewnianego chlebaka. Przeszła do salonu, żeby przejrzeć jeszcze miejsca, do których nie zajrzał Keat. Zerknęła na jedną z półek z książkami i wyciągnęła z niej bardzo starą księgę historyczną. Z pewnością sprzed czasów Bathildy, aż szkoda, że przeszła zapachem pleśni i wilgocią. Trafiła na nią po sprawdzeniu każdej książki po kolei, aż w końcu właśnie z tej jednej wypadła stara ruchoma fotografia. Czarnobiała i poblakła, przedstawiała kilkoro dzieci, śmiejących się ciepło do kamery. Na jej odwrocie widniało pochyłe pismo - sierpień 1896. - Keat, zerknij na to. - powiedziała, przywołując mężczyznę do siebie. Czy istniało prawdopodobieństwo, że jednym z tych dzieci była Bathilda Bagshot?
Na piętrze również było pełno kurzu. Schody były od niego niemal szare. Widać było, że miejsce zostało przeszukane, ale na przykład filiżanki w starej gablocie zostały nieruszone. Podobnie jak zdjęcia kota, ustawione na komodzie w sypialni pani Bagshot. Jej łóżko zaś leżało do góry nogami, przewrócone pewnie przez przeszukujących.




I dont wanna die
so you're gonna have to
Powrót do góry Go down
 

Dom Bathildy Bagshot

Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Somerset, Dolina Godryka-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21