Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Justine Tonks

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Justine Tonks   28.12.16 17:03

| kwiecień - data dowolna

Był ciepły, kwietniowy wieczór - za oknem rozkwitały pąki na drzewach, a niebo dopiero zaczynało ciemnieć. W salonie w kwaterze na nieodłącznym fotelu spoczywała Bathilda Bagshot; gdy Justine przekroczyła próg pomieszczenia, kobieta zajęta była robótkami ręcznymi. W półmroku panującym w pokoju błyskały metalowe druty, którymi Bathilda poruszała nie za pomocą magii, lecz własnymi dłońmi.
- Kochana, witaj - rzuciła ciepło, powoli unosząc troskliwe spojrzenie i lokując je na uzdrowicielce. Dziergany szal opadł jej na kolana. - Usiądź, proszę, musimy porozmawiać.
Zza fotelu wyłonił się jasny kot, którego Bathilda pieszczotliwie pogłaskała, oczekując, aż Justine zajmie swoje miejsce. Uśmiech Bathildy nieco zgasł, stał się słabszy, smutniejszy, choć wciąż życzliwy, aż wreszcie przekształcił się w subtelne westchnięcie.
- Miła Justine, mogłabym mówić długo, snuć niekończące się historie i każde ze słów owijać w bawełnę, lecz... lecz zamiast tego pozwolę sobie na szczerość, którą dyktuje mi tylko i wyłącznie troska. Już pierwszy raz, gdy ujrzałam cię w kwaterze w trakcie marcowego spotkania, dostrzegłam w twoich oczach coś... co napawało mnie lękiem, przypominało błysk, który dojrzałam już wcześniej. Długo nie wiedziałam, z czym to powiązać, ale martwiłam się, tak bardzo się martwiłam. Jednak w końcu uświadomiłam sobie, co było przyczyną wszystkich moich odczuć. Nie bój się, muszę teraz uczynić coś, co ostatecznie potwierdzi moje obawy. - Powiedziawszy to, Bathilda uniosła swoją różdżkę i machnęła nią lekko, nie wypowiadając żadnej inkantacji. Powietrze wokół nich zadrżało, nabrało barwy mleka, a oczy starszej czarownicy już do cna wypełniły się żalem i smutkiem. - Czy wiesz, droga Justine, że zostałaś przeklęta? Może przed laty, może przed paroma dniami, nie potrafię tego określić. Liczy się jednak to, że... że dopóki piętnuje cię czarna magia, nie mogę pozwolić sobie na dopuszczenie cię do Próby. Przykro mi, moja miła.
Kot cicho miauknął, ocierając się o łydki Bathildy, ale zaraz pomknął w stronę cienia.
- Pozbądź się tego ciężaru, rozmów się z medykiem, z łamaczem klątw, niech pomogą ci rozprawić się z własnymi demonami - kontynuowała Bathilda, nawet na chwilę nie wyzbywając się troskliwego tonu. - Nałożona na ciebie klątwa czyni cię nieprzewidywalną, a także gubi twoją duszę w mroku, sama nie potrafię określić, jakie skutki przyniosłaby Próba przeprowadzana w tym stanie. A gdy uda już ci się powrócić do zdrowia... zadbaj o praktykę, kochana. Jesteś uzdrowicielką, nie zaznałaś w życiu smaku batalii, nie trenowałaś potyczek w chwilach stresu, strachu i kryzysu, a życie Gwardzisty opiera się na walce. By być gotową na poświęcenie, musisz nauczyć się bronić, aby nie polec, aby nie zaprzepaścić szans, aby bez celu nie oddać swojego życia. Musisz nauczyć się atakować, by dotrzeć do celu, by ocalić tych, którzy potrzebują ratunku, by stać się oparciem dla swoich współtowarzyszów. Potrzebujesz czasu, Justine, potrzebujesz ćwiczeń, potrzebujesz przygotować się, zanim ostatecznie podejmiesz tę decyzję. Pośpiech nie jest twoim przyjacielem.
Choć dotychczas Bathilda zaprzestała robienia na drutach, znów uchwyciła jasną wełnę w dłoń i oddała się pracy, choć kątem oka wciąż obserwowała rozmówczynię.
- Zanim przygotujesz się do Próby, twoje zdolności uzdrowicielskie z pewnością przydadzą się całemu Zakonowi - czarownica na odchodne wysłała jej najcieplejszy z uśmiechów, zanim znów poświęciła się swojemu zajęciu.

| Justine - aby móc przystąpić do Próby Zakonnika, musisz uleczyć się z nałożonej na ciebie klątwy. Oprócz tego potrzebujesz praktyki: weź udział w zagrażającym życiu wydarzeniu Zakonu Feniksa oraz rozegraj trzy pełne wątki uwzględniające naukę walki z bardziej wykwalifikowanymi Zakonnikami.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   28.12.16 18:43

3 kwietnia ?

Nie sądziłam że podniosę się do pionu. Serce nadal zdawało się posiadać w sobie ciernie i kłuć niemiłosiernie przy każdym kroku podstawiając przed moją twarz obraz Potterów z tego dnia w salonie. Z tego dnia, gdy tak mocno zazdrościłam im tego co mają. Z tego dnia gdy byli tacy szczęśliwy. Z tego dnia, gdy zdawało się, że nic nie może pójść źle. Uśmiech Dorei gdy z czułością patrzyła na swojego syna. Duma bijąca z oczu Czarliego, gdy wzrok kierował w kierunku swojej rodziny. Byli szczęśliwi. Mieli wszystko. A teraz ze wszystkiego byli obdarci.
Dziwne otępienie zaatakowało moje ciało gdy świadomość tego co zaszło, brutalności świata do mnie dotarła. Ale nie nadeszła ona od razu. Najpierw było wyparcie. Nie chciałam uwierzyć. Nie mogłam.
Długo zastanawiałam się co robić. A może inaczej. Jak dalej iść, gdy wszystko zaczynało tracić sens. Wiedziałam, że muszę odnaleźć go na nowo. Znaleźć zaczynek do tego by wstać i dalej brnąć przed siebie mimo przeciwności.
Przekraczając próg kwatery byłam gotowa. Zdecydowana. Nie chciałam. Nie… wręcz nie mogłam pozwolić na to, by świat funkcjonował dalej w ten sposób. Sposób który krzywdził ludzi o dobrych sercach. Usiadłam zgodnie z poleceniem Bathildy. Nieuzasadnione wrażenie, że coś jest nie tak nie dawało mi jednak spokoju. A może to nie wrażenie a uśmiech który w moją stronę kierowała kobieta o tym właśnie zdawał się mówić.
Peszę się gdy mówi iż dostrzegła coś w moich oczach. Czyżby mój demon pokazał się i jej? Tego nie wiem, milczę jednak, słuchając uważnie każdego z jej słów. Badam spojrzeniem zmarszczki gdy mówi, a potem zerkam na różdżkę. Nie boję się z jej oczu bije dobroć. I wtedy powietrze wokół nas drży i nabiera barwy mleka a oczy Bathildy wypełnia smutek. Czuję jak supeł zawiązuje mi się na sercu. Zapiera mi dech w piersiach. Robię się blada. Zaciskam dłoń na oparciu fotela otwierając szerzej oczy. Drżą mi usta. Drżą też dłonie. Przeklęta. Obija się o moją głowę. Cała fala uczuć atakuje prosto we mnie sprawiając, że końcówki bieleją. Zostałam przeklęta. Bezsilność. To odczuwam najmocniej. Tak wielką niemoc, że aż wypełnia całe moje ciało. Mam w sobie zło, takie o które nigdy się nie podejrzewałam. Czy to ono jest autorem mary z mojej głowy? Czy tylko jej dodatkowym wsparciem? Jestem bezużyteczna. Niepotrzebna. A co najgorsze, nieprzewidywalna. Przymykam powieki. Próbuję wziąć wdech, ale nadal nie mogę. Serce związało mi się w supeł i odmawia pompowania krwi. Płuca też postanawiają zamrzeć.  W głowie łomocze mi się tylko jedno słowo.
Bathilda mówi dalej a ja próbuję przebrnąć przez jej słowa i myśli które w desperackim pędzie przedzierają się przez moją głowę. Pozbyć się ciężaru. Przecież to takie proste. Nie, nie proste, ale możliwe. Tak oczywiste. Czy gdyby nie ona dalej trwałabym w zawieszeniu pozwalając by mrok niezauważenie wdzierał się w moją duszę? Jestem zła, a może bardziej bezsilna i ta bezsilność mnie złości. Ale jednocześnie też dostrzegam coś na kształt nadziei. Tli się lekko uświadamiając mnie że mogę się pozbyć ścigających mnie demonów. Że nie zostały one przypisane do mojej jednostki na stałe. Mogę być wolna.
W końcu kończy mówić. A ja nadal siedzę. Nie jestem zła… może trochę rozczarowana. Ale nie zła. Wiem, że nie robi tego przez zwykła złośliwość. Robi to dla dobra nas wszystkich. Poza tym daje mi to, czego nie spodziewałam się znaleźć nigdzie. Daje mi możliwość na wolność. Daje mi czas, które chyba nawet nie byłam świadoma, że potrzebuje. Przyjmuje jej słowa z pokorą. Muszę stać się najlepszą możliwą wersją samej siebie. I mogę. I zrobię to. Poczynając od pozbycia się tego co od zawsze uważałam że chorobę. W końcu podnoszę się z miejsca, nadal czując ciężar wbijający się w serce.
-Wrócę. – obiecuję jej i sobie. O próbę mi chodzi. Nie zamierzam przestać pomagać Zakonowi. Wiem, bo postanowiłam. Ta rozmowa tylko mocniej utwierdziła mnie w postanowieniu podjętym wcześniej. Unoszę dłoń i zakładam za ucho kilka kosmyków. Próbuję się uśmiechnąć, ale moje usta odmawiają tego gestu. Wychodzi on marny. Przypomina cień jego, a może odległe wspomnienie. Ruszam do drzwi by odejść. Ale zatrzymuję się z dłonią na klamce odwracają głowę w stronę kobiety. – Dziękuję pani profesor. – mówię spokojnie. Jestem jej wdzięczna. Mimo, że nie nadszedł jeszcze czas bym przeszła próbę. Mimo, że zdawać by się mogło że wychodzę stąd z niczym – nie jest to prawdą. Dłonie mam pełne nadziei. Umysł spowija świadomość. A ja w końcu wiem jak przegonić swoje demony. Rozmowa z nią dała mi więcej niż mogłam się spodziewać. Zamykam za sobą drzwi, muszę wrócić do domu. Dzisiejszej nocy nie usnę. Dzisiejszej nocy ułożę plany. Wyruszę do walki o samą siebie. Do walki, którą mogłabym przegrać gdyby nie ona.
Dziękuję

|zt





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   16.07.18 14:01

| 28 sierpnia 1956 roku

Ostatnie dni wakacji były ciężkie od deszczu, zmywającego zapach spalenizny, spowijający Londyn po spopieleniu Ministerstwa Magii Szatańską Pożogą. Krople zatrzymywały się na końcach ciemnozielonych liści drzew, drążyły także błotne koleiny w ścieżce prowadzącej ku miejscu, w którym do niedawna znajdowała się Stara Chata. Powolna odbudowa dobiegała końca, nad polaną górował szkielet budynku, niewykończonego, ale choć w zarysie przypominającego swą dawną świetność - o ile opuszczony budynek na odludziu kiedykolwiek mógł takową się poszczycić.
Kiedy Justine znalazła się na miejscu, krocząc ku ciemnemu cieniowi domu, deszcz ciągle kropił. Podłoże było grząskie i wilgotne a wokół panował prawie nieprzenikniony mrok. Wąski pasek księżyca zasłoniły gęste chmury, korony drzew zlewały się z niebem. Drogę do schodków, prowadzących na ganek starej chaty, oświetlał jedynie dziwny ognik - światło w ciemnościach, pokazujące kobiecie odpowiednią drogę. Gdy podeszła bliżej, w słabej poświacie topiącej się świecy, mogła dostrzec ubraną w ciepły płaszcz Bathildę Bagshot. Staruszka była zamyślona, wyraźnie zmęczona, ale uśmiechnęła się lekko na widok pojawiającej się w kręgu światła czarownicy.
- Kochana Justine, dotarłaś bez problemów? - spytała troskliwie, dzięki wysokości stopni równając się z kobietą wzrostem. - Cieszę się, że mogę widzieć cię w dobrym zdrowiu i pełni sił - dodała po chwili, wpatrując się prosto w oczy Tonks. Jej wzrok zdawał się prześwietlać i badać, ale robił to w delikatny i czuły sposób. Pomimo kapiącego na głowę blondynki deszczu, poczuła ciepło, przenikające ją pomimo zdenerwowania i niepewności. Po powitaniu zapadła dłuższa cisza, przerwana dopiero donośnym miauknięciem. To biały kot wyskoczył nagle z mroku. Z dumnie uniesionym ogonem przedefilował przed Justine, wskakując na kolejne schodki, by otrzeć się o odziane w grube rajstopy łydki Bathildy i usiąść tuż obok jej nóg. Z wzrokiem również utkwionym w moknącej powoli czarownicy.
- Jesteś gotowa, Justine? - spytała cicho Bathilda, a jej uśmiech zmienił się na odrobinę smutny - ale i dumny. Chciała upewnić się w odpowiedzi. - Zrobiłaś to, co niezbędne, by podołać postawionym przed tobą zadaniom? - dopytała cicho, wspierając sękatą, pomarszczoną dłoń na balustradzie schodów. Lewitująca tuż obok nich świeca zamigotała, kilka gorących kropel wosku spadło na drewniane stopnie, wywołując u białego kota niezadowolone prychnięcie. Nie ruszał się jednak z miejsca, śledząc poruszane wiatrem kosmyki włosów Tonks.



| Mistrz Gry wita na Próbie. W razie zmiany daty wątku, pytań, wątpliwości lub innych uwag, zapraszam na PW do Deirdre. Na odpis masz 48h.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   17.07.18 22:50

Było już późno, miarowe tykania zegara na ścianie rozchodziło się po kuchni w której siedziała popijając ciepła herbatę. Czytała księgę, kolejną, a może zwyczajnie następną nadal wrzucając się w siebie każde niezbędne informacje. Już za chwilę miała zacząć kurs, musiała być możliwie jak najbardziej przygotowana.
Uniosła głowę, gdy kątem oka zarejestrowała świetlistą obecność patronusa. Przelotnie zerknęła na zegar, którego wskazówki mozolnie zmierzały ku północy. Wysłuchała słów posłańca, który przemawiał ochrypłym, jednak znanym jej głosem.
Nadszedł czas.
Kawalkada emocji przebiegła przez jej ciało, gdy zamykała księgę podnosząc się do pionu. Od lekkiej ekscytacji, aż po strach biegnący wzdłuż kręgosłupa. Dłoń jeszcze chwilę dotykała okładki, nim palce całkowicie ją zostawiły. Nie wahała się jednak - była pewna swojej decyzji. Dźwięk pióra sunącego po pergaminie rozszedł się po pomieszczeniu nim wsunęła stopy w brązowe, już znoszone botki a na ramiona zarzuciła kremowy płaszcz sięgający prawie ziemi. Przed wyjściem sprawdziła kieszenie, wieczny płomień nadal w niej spoczywał nie wychodziła z domu bez niego. Rozłożyła różdżkę na dłoni, spoglądając na nią, nim zacisnęła ją w prawej dłoni, i obie - zaciśnięte w pieści - wcisnęła w kieszenie. Chwilę później zamknęły się za nią drzwi. O jej obecności świadczyła do połowy wypita herbata i krótka notka, że wyszła zmierzyć się z sobą.
Kolejny egzamin. Ledwie kilka dni temu przeszła ten, prowadzący ją na inną ścieżkę kariery, ale i życia. Ciężką, ale gdzieś w głębi duszy przeczuwała, że ten przed którym stanie dzisiaj, będzie tym najcięższym. Najbardziej wymagającym. Najtrudniejszym. Nie miała pojęcia, jak wyglądały próby innych zakonników, ale nie liczyło się to. Ceną wszystkich było poświęcenie i całkowite oddanie sprawie. Zmierzenie się z samym sobą i pokonanie siebie. Pożegnanie z dawnym jestestwem.
Pogoda w ostatnie dni sierpnia zdecydowanie nie rozpieszczała. Lot na miotle na miejsce nie należał do przyjemnych. Dłonie zmarzły jej całkiem, gdy mżawka osiadała na ramionach nim dotarła na miejsce. Płynnym ruchem zsiadła z miotły - z lotu od razu przechodząc do chodu. Nie biegła, zmierzała spokojnie za ognikiem, który wskazywał jej drogę. Chłodne powietrze trzeźwiło lekko, uspokajając rozszalałe serce.
- Noc skrywa wiele, ale łatwiej się też w niej ukryć. - odpowiedziała skinając głową. Zerknęła na Bahildę, dostrzegając jej zmęczenie, jednak nie zamierzała go komentować ani o nie pytać - nie czuła, by była to jej rola. Czasy w których żyli żerowały na ich czasie i siłach. Każdy miał własną cenę do zapłacenia.  - Mnie również cieszy pani widok, pani profesor. - słowa popłynęły z jej ust, cicho, rozmyły się w wietrze, który je otulił, jednak zdążył dotrzeć do kobiety przed nią. Pamiętała dokładnie spotkanie sprzed kilku miesięcy. To dzięki Bathildzie dowiedziała się o klątwie, którą nosiła na ramionach. Gdyby nie ona, możliwie że nadal zgłębiała by się w szaleństwie klątwy.
- Tak. - udzieliła odpowiedzi na pierwsze z zadanych jej pytań a w głosie nie wybrzmiała nawet jedna nuta zawahania. Biło z niego tylko zdecydowanie i pewność. Uniosła lekko podbródek. Bo była pewna własnych decyzji i obranych ścieżek. Choć to, czy była gotowa, miało dopiero się okazać. Szczerze wierzyła w to, że odpowiedź jest twierdząca.  - I tak. - potwierdziła, wiedziała dokładnie o czym mówiła Bahilda - najważniejsze, ściągnięcie klątwy. I praktyka, której podejmowała się codziennie. Zerknęła w stronę zwierzęca, gdy prychnięcie wydobyło się z jego pyszczka. Uniosła dłoń, by założyć za ucho kosmyki włosów, które rozwiał wiatr. I tylko ten gest mówił tym, którzy był wtajemniczeni, o jej zdenerwowaniu. Bo choć odwaga paliła się mocno w jej sercu, to nadal obawiała się, że może okazać się niewystarczająca, zbyt słaba.
Znała to uczucie zbyt dobrze, miała nadzieję, że dzisiaj okaże się inaczej.


mam porcje wiecznego płomienia





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   19.07.18 14:59

Zdecydowane odpowiedzi Justine wyraźnie ucieszyły Bathildę. Uśmiech ze smutnego przeszedł w zadowolony a staruszka kiwnęła kilka razy głową, jakby właśnie tego się spodziewała. Wierzyła  w zdolności Tonks, wierzyła też w nią samą, widząc w niej potencjał także podczas pierwszego podejścia do Próby. Nie od razu skomentowała jednak zdawkowe wyznania – być może spodziewała się bardziej rozbudowanej wypowiedzi, akcentującej działania, których podjęła się czarownica, a być może ponownie pogrążyła się w swoich myślach, nie spuszczając jednak spojrzenia ze stojącej przed nią blondynki. Ciszę przerywało tylko dudnienie deszczu o świeżo położony dach starej chaty oraz ciche posykiwania kota, niezadowolonego z kapiącego tuż obok jego pyszczka deszczu.
- Dobrze, Justine – powiedziała po chwili zamyślenia, splatając sękate ręce przed sobą, na wysokości serca. – Wykazałaś się odwagą oraz poświęceniem i włożyłaś wiele w pracy w to, by móc stanąć w obliczu prawdziwej Próby – zaczęła, mówiła poważnie, i choć cicho, to kobieta mogła bez problemu usłyszeć każde słowo. –Ale to dopiero początek. Czy jesteś całkowicie pewna, że chcesz do niej podejść? – spytała, uważnie przyglądając się Tonks. – Zostawisz życie, które prowadziłaś. Porzucisz plany, które snułaś. Wyrzekniesz się siebie i swoich marzeń, także tych najważniejszych. To nie jest łatwa decyzja, kochana Justine – a przy tym, to decyzja ostateczna. Gdy przejdziesz Próbę, nie będzie odwrotu – kontynuowała, a głos staruszki brzmiał przy deszczowym akompaniamencie coraz wyraźniej i mocniej. Nawet kot zaprzestał miauknięć, wpatrując się w czarownicę z taką samą uwagą, z jaką czyniła to pani profesor. – Nie przywołałam cię tutaj bez powodu, wierzę w twoje oddanie sprawie. Udowodniłaś, że jesteś silną i oddaną Zakonowi Feniksa czarownicą. Posiadasz szeroką wiedzę, odnalazłaś w sobie siłę, by pozbyć się nękających cię koszmarów, zrzucić z ramion ciężar klątwy. Jesteś młoda, młoda i zdolna, wyczuwam też w twoim sercu cieplejsze uczucia wobec innych osób – tu zawiesiła głos, uśmiechając się ponownie odrobinę smutno; mówiła o bliskich, mówiła też o tym, który dla Justine mógł nosić miano najważniejszego. Westchnęła cicho, powracając do przerwanego, rozbudowanego pytania. – Zostawisz to wszystko za sobą? Czy jesteś pewna, że chcesz oddać się w pełni wojnie ze złem, poświęcając tej walce całe swoje życie? I życie tych, których kochasz? – zawiesiła głos, a w jej oczach zalśniły poważne iskierki. Przed Tonks pojawiała się niezmiernie trudna decyzja, wyzwanie, wybór, który decydował o wszystkim, co było dla niej najistotniejsze. – Ta decyzja jest brutalna i ostateczna. Jeśli już zwiążesz swoje serce i duszę z magią Zakonu Feniksa, ze śpiewem tego wspaniałego stworzenia, nic nie będzie w stanie zerwać tej więzi. Czy jesteś gotowa podjąć się Próby, Justine? – ostatnie pytanie wybrzmiało w powietrzu. Wraz z ciszą tuż przed gankiem pojawił się lśniący przedmiot. Lewitował w powietrzu niedaleko Tonks, mieniąc się światłem i ciepłem; Bathilda przesunęła ku niemu swoje spojrzenie. – Jeśli tak, pochwyć go. On doprowadzi cię do prawdziwego światła– powiedziała cicho. – Jeśli nie, zrozumiem twoją decyzję. Możesz przysłużyć się Zakonowi tak, jak robiłaś to do tej pory, pomagając nam na wiele sposobów – dodała, w milczeniu oczekując na odpowiedź Tonks.


| Na odpis masz 48h.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   19.07.18 17:25

Była pewna, i wydawało jej się, że jest gotowa. Od kilku miesięcy pracowała nad sobą, codziennie rozwijała się bardziej. Zmierzała w tym kierunku od momentu, gdy tylko przystąpiła do Zakonu - wiedziała, że tak. Kilka dni wcześniej mierzyła się już ze sobą i własnymi niedoskonałościami podczas egzaminu na kurs aurorski. Choć gdzieś w głębi duszy wiedziała, że to przed czym stanie dzisiaj miało być o wiele trudniejsze.
Słuchała spokojnie słów Bahildy wyciągając dłonie zaciśnięte w pieści z kieszeni. Opuściła ręce wzdłuż ciała rozprostowując palce. Włożyła wiele pracy w to, by być lepsze, by być gotową. Choć wiele doświadczeń, które ją wzmocniło, nie było dziełem jej woli. I choć były bolesne, choć rzuciły ją na kolana z siłą przygniatając do ziemi, wiedziała, że i one jej pomogły.
Głos kobiety był cichy, jednak w otaczającej ich ciszy przetkanej jedynie szumem deszczu, słyszała wyraźnie każde słowo. Była całkowicie pewna, dlatego napisała list, dlatego zjawiła się tutaj dzisiaj. Uchyliła lekko wargi, jednak nim odpowiedziała cichy głos potoczył się dalej. Podchodząc do próby miała wyrzec się życia, wyrzec się siebie i planów które snuła. A jednak, od dawna nie zakładała niczego ponad krótki okres w przód. Walczyła i chciała walczyć, choć wiedziała, że cena będzie największa. Sama zapłaciła już pierwszą jej część tracąc matkę. Przymknęła na chwilę powieki. Na kilka sekund, gdy wspomniane zostały marzenia. Kiedyś, wcześniej, zdawały się tak łatwe do osiągnięcia - może nie łatwe, ale łatwiejsze niż dzisiaj.
Opis jej jednostki w ustach Bathildy brzmiał odrobinę dziwnie - dla niej samej - nadal widziała w sobie mniej niż inni ludzie. Zwyczajnie może nie ceniła siebie tak wysoko, jak powinna. Przestąpiła z nogi na nogę, gdy wspomniała o cieplejszych uczuciach. Jej myśli samoistnie powędrowały w stronę Skamandera. Był na nią zły, zdawało jej się, za każdym razem gdy podejmowała decyzje inne niż te, które on dla niej przewidział. Wiedziała, że kierowała nim troska, ale on też musiał zrozumieć - a może wiedział już i tak - że nie była w stanie usiedzieć w miejscu, zamknięciu, czekając w bezpiecznym schronie aż burza nad ich głowami minie.
- Pani Profesor. - zaczęła, nie podnosząc wyżej głosu. Nie było takiej potrzeby. Nie przerywała jej wcześniej, dopiero gdy padło ostatnie, finalne pytanie pozwoliła by słowa płynęły z jej ust. - Pyta pani, czy jestem pewna i gotowa. - wzruszyła leciutko ramionami. - Nikt chyba nigdy prawdziwie nie jest, póki nie zmierzy się z tym co czeka na niego. Ale teraz i dzisiaj, moja dusza mówi mi, że tak. Moje serce, nie chce godzić się na taki świat. Nie chcę pozwalać, by ci, którym stajemy na przeciwko mogli bezkarnie chodzić po ulicach, nie chcę godzić się na to, by tragedie spotykały ludzi, ludzi całkowicie dobrych, jednak kompletnie bezbronnych. - nie odejmowała spojrzenia od twarzy staruszki. Nadal myślała o Lily, którą zniszczono całkowicie tylko za krew, na którą nie miała wpływu, która nie była też żadnym wyznacznikiem. - To nie jest prosty  wybór, ale przecież nie może być, prawda? - zapytała unosząc leciutko kącik ust. Kochała, kochała tak mocno, że miłość ta aż czasem sama zadawała jej ból. Jednak jej miłość, uczucie które żywiła, osiadło na ramionach innego gwardzisty. Póki trwała wojna, póki toczyła się walka żadne  z nich nie mogło być szczęśliwe. A ona, była  w stanie poświęcić własne szczęście, by inni nie musieli. By dziecko Eileen mogło wychowywać się w świecie lepszym, spokojniejszym. - Jestem gotowa, pani profesor. - zakończyła trochę koślawo, sięgnęła do prawej kieszeni i wyciągnęła z niej różdżce, na której zacisnęła dłoń. Uniosła spojrzenie na przedmiot, który pojawił się przed gankiem. Lewitował zaraz obok Tonks, mieniąc się światłem i ciepłem. Skinęła głową na ostatnie ze słów kobiety, zmarszczyła lekko brwi, jeszcze raz biorąc wdech. Ostatni, mający przygotować ją do próby. A potem uniosła lewą dłoń zaciskając ją na przedmiocie.
Nie było już odwrotu.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   21.07.18 13:11

Oczy Bathildy zalśniły - być może ze ze wzruszenia oraz kolejnej porcji dumy - w półmroku, odbijając chybotliwe światło świecy. Justine mówiła pewnie, bez zawahania, udowadniając, że znała ciężar podjętej decyzji, odpowiedzialność, która miała spocząć na jej barkach, stanowiąc zarówno zbroję jak i trudne do udźwignięcia brzemię. Przemyślała swój wybór, rozumiała, co może utracić. Bagshot powoli, trzy razy, kiwnęła głową. Przestała się uśmiechać, jej poznaczona zmarszczkami oraz zmęczeniem twarz spoważniała. Biały kot gdzieś zniknął, przemknął obok nóg Tonks, i rozmył się w otaczającym ich mroku. - Jeśli posiadasz coś oprócz różdżki, Justine, zostaw to tutaj. Jedyne, co będzie ci potrzebne masz w swoim sercu - powiedziała spokojnie. - Pamiętaj też, że w każdej chwili możesz zrezygnować. Gdy poczujesz, że coś, co pojawi się na twej drodze, jest ponad twoje siły, gdy zwątpisz - wystarczy jeden znak, by zakończyć Próbę - dodała, informując o możliwości odstąpienia, przerwania Próby. Magia Zakonu Feniksa stawiała przed Zakonnikami bolesne, tragiczne wyzwania, lecz sprostanie im było wyłącznie ich wyborem, samodzielną decyzją, bez wywierania jakiejkolwiek presji.
Deszcz padał coraz głośniej i mocniej a Justine czuła, że przemaka coraz bardziej. Krople wody ściekały po twarzy oraz dłoni, która zacisnęła się na wygaszaczu. W pierwszej chwili Tonks poczuła bijące od przedmiotu ciepło, przenoszące się na całą rękę - a sekundę później coś mocno szarpnęło jej ciałem, wciągając ją w gęstą pustkę. Ciemność nie trwała długo, nieprzyjemne doznanie przenoszenia się także - bolesne okazało się dopiero wypadnięcie z owego niebytu. Czarownica uderzyła plecami o coś twardego; wokół panował całkowity mrok, wyczuła jednak, że znalazła się na bruku. Wilgotnego od ciągle padającego deszczu. Gdy usiadła, zorientowała się, że dostrzega coraz więcej szczegółów. Zarys kamiennych balustrad, rząd zbitych latarni, specyficzny zapach nieco zgniłej wody - słyszała też narastający szum, najpierw cichy, potem wręcz nieznośnie głośny. Znajdowała się na moście - moście, który dobrze pamiętała, choć prezentował się on nieco inaczej. Obydwa brzegi mostu przesłaniała gęsta, czarna mgła, niebo przesłonięte było chmurami a sam most wyglądał na zniszczony. Obrastał go trujący bluszcz, część kamieni odpadła od jego podmurowań. Dołem płynęła rzeka, czarna i gęsta, z załamującymi się z hukiem falami. Podmywała podstawy mostu, o które rozchlapywała się woda, sięgająca odpryskami wody aż do stojącej na środku przeprawy Justine. Czarownica poczuła lęk i zwątpienie; coś było nie tak, coś jej zagrażało, zbliżało się coś okropnego - co wzbudzało w niej coraz większy niepokój. Powróciły do niej wspomnienia z Hogwartu, szloch dzieci, trzask uderzenia deski, syk płomieni. W buzującej pod jej stopami wodzie widziała twarz matki; z otwartymi, martwymi oczami, z fioletowym językiem, spuchniętą i bezwładną. Po obydwu stronach mostu dostrzegła natomiast dziwne płaszcze; pełzły po ziemi, zbliżały się leniwie, ale nieuchronnie a wraz z nimi przerażenie Tonks stawało się równie mocne, co przeszywający ją chłód.

| Na odpis masz 48h.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   21.07.18 17:02

Nocne powietrze przecinał dźwięk padającego deszczu, pytania zadawane przez Bathilde i ciche odpowiedzi Tonks. Justine była pewna - najbardziej, jak tylko mogła. Oczywiście, że kilka wątpliwości kłębiło się na dnie jej serca, ale była pewna, że nie jest w stanie wyzbyć się ich całkowicie. Najważniejsze było to, że towarzyszyło jej przeświadczenie iż wybiera właściwie, że to decyzja jedna z tych, których nie będzie żałować. Bezinteresowność, chęć niesienie pomocy, nie mogła być zła. Bezinteresowności nie plamił egoizm, dlatego jej odcień przybierał biel, najczystszą z możliwych.
Zamrugała kilka razy na słowa Bathildy, jakby wyciągnięta z głębokich rozmyślań, dopiero po krótkiej chwili sobie przypomniała, że jak zawsze w jej lewej kieszeni spoczywa wieczny płomień. Sięgnęła lewą dłonią do kieszeni i wyciągnęła niewielką fiolkę, którą położyła na ziemi przed sobą. Dziwnie się czuła bez niego, towarzyszył jej już od kilku miesięcy. Cieszyła się, że nie musiała go użyć, jednak lubiła go mieć przy sobie - tak na wszelki wypadek.
Uśmiechnęła się leciutko, niemrawo w stronę Bathildy, poprawiając płaszcz. Czuła jak ciężkie krople spadają coraz liczniej, jej ubranie nasiąkało wodą. Ale to nie mogło mieć dzisiaj znaczenia. Mogła przerwać Próbę w każdej chwili. Ale miała nadzieję, że nie sięgnie po to. Nie chciała. We własnym postanowieniu zakazała sobie sięganie po tą ostateczność. Tylko, czy była dość silna wewnętrznie, by nie ugiąć się pod ciężarem własnych słabości? Miała się o tym przekonać.
Ciepło rozniosło się po jej dłoni. Owinęło ciało, zatoczyło krąg wokół wątłego organu pod zebrami. Było inne... miłe.
Szarpnięcie, które potem nastąpiło było silne.
Wokół nastała ciemność. Samotna, okrutnie pusta, a może ona nie dostrzegała nic wokół. Nie miała pojęcia jak długo istniała w pustce choć zdawało jej się, że tylko chwilę a jej samej towarzyszyło jedynie uczucie przenoszenia.
Upadła, uderzając łopatkami o bruk. Kamienie, obiły jej plecy, jednak nie był to dokuczliwy ból. Miał za chwilę minąć. Jej oczy przyzwyczajone były już do mroku, choć po chwilowej ciemności potrzebowała na nowo złapać ostrość widzenia. Uniosła się odrobinę dostrzegając przed sobą balustradę, jakby znajomą. Zmrużyła lekko oczy podnosząc się. Zrobiła krok w jej kierunku.
Znała ją.
Przypominała tą z mostu Westminister. Wspomnienia odnalazły się równie szybko. To na ten most przyszła walczyć z własnymi słabościami i to właśnie na tym moście Mulciber wykorzystał je.
Ale teraz nie była już tamtą wersją siebie. Choć myśl o byciu na moście nadal zdawała jej się niewygodna, nie paraliżowała jej tak, jak wcześniej. Czuła zapach wody, jakby zgniłej - nie taką ją pamiętała. Rozejrzała się na boki, szybko i uważnie - oba pokrywała gęsta mgła przynosząc wrażenie, jakby nie posiadał żadnych stabilnych krańców. Ruszyła jeszcze krok, a potem następny podchodząc do krawędzi. Uważając, by nie dotknąć roślin. Widok sunąc fal, roztrzaskujących się o podstawy muru, załamująca się tak wysoko, że sięgała aż do jej wysokości. Coś wywróciło się w jej brzuchu.
Coś było nie tak. Ten most był inny - nie wiedziała czemu, ale miała wrażenie, że tak właśnie jest. Zwątpienie osiadło na jej ramionach. Rozejrzała się raz jeszcze nie dostrzegając nic w świetle usłanych równomiernie latarni. I nagle ją uderzyły - wspomnienia, choć nie wiedziała czemu akurat te. Nie rozumiała powiązania mostu z Hogwartem, jednak jej głowę żywo roznosił krzyk sasabonsama, prawie jak realny, dźwięk deski zderzającej się z magiczną bronią. Czuła jak tętno jej przyśpiesza. Zerknęła na wodę, która przynosiła nadal nieprzyjemne uczucie.
I wtedy ją dostrzegła. Matkę. Postąpiła jeszcze dwa kroki znajdując się na krawędzi.
- Nie. - cichy szept wydarł się z jej ust mimowolnie. Pokręciła głową, jakby próbując samą siebie przekonać, że widok jest przekłamany. Ale martwe oczy zdawały się wpatrywać wprost w nią. Cofnęła się, nie mogła patrzeć. Za szybko, potknęła się o jeden z kamieni znów upadając, jednak nie przestała przesuwać się w tył po moście.
Gdzie była i dlaczego przeżywała na nowo ten sam koszmar?
Koszmar - to jedno słowo ją otrzeźwiło. I chłód, który zdawał się napływać do niej z każdej strony. Spojrzała najpierw w lewo, a potem w prawo, by zauważyć... właśnie co? Zwęziła lekko oczy oddychając ciężko. Myśleć, musiała myśleć.
- Expecto Patronum! - wybrała zaciskając mocniej dłoń na modrzewiowej różdżce, mając nadzieję, ze jej towarzysz zjawi się i jej nie zawiedzie. Co więcej liczyła ze odgoni zbliżające się w jej stronę istoty. Tylko czy nie pomyliła się, i czy czający się w sercu strach jej nie przeszkodzi?





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   21.07.18 17:02

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 69


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   22.07.18 20:48

Strach narastał a wraz z nimi coraz realniejsze stawały się koszmarne wizje, przemykające przed oczami Tonks. Na jej oczach ginęły niewinne dzieci - a czarownicę przeszyło potworne poczucie winy. Zawiodła, spóźniła się, nie przygotowała się odpowiednio, a przez popełnione błędy cierpieli inni, zbyt słabi, by móc się obronić. I po co ci to było, Justine? W głowie blondynki odezwał się cichy głosik, głos, który już kiedyś znała, który nawiedzał ją nie raz, wpędzając w szaleństwo. Naprawdę nie widzisz, że zawiodłaś? Że byłaś tylko przeszkodą? Że byłaś bezradna? Pytania padały coraz częściej, a z każdym z nich niewidoczny ciężar na piersi kobiety rósł, utrudniając nabieranie wilgotnego powietrza do ściśniętych z przerażenia płuc. Było coraz chłodniej, mroźna mgła podnosiła się znad wody i gęstniała na końcach mostu, zamykając czarownicę w potrzasku. Pokryty mchem bruk zaczął szklić się od chłodu a trujące pędy roślin powoli zamarzały, martwa natura, na zawsze zaklęta w tej samej pozycji. Jak ty sama, Justine, nieudolna, samotna, skazana na porażkę. Zawiodłaś Garretta - a on ci zaufał. Zawiodłaś matkę, widzisz, do czego doprowadziłaś? Tonks ogarniało coraz większe zwątpienie i przerażenie, jednak tlący się w sercu zapał pozwolił jej zorientować się w sytuacji. Pełznące ku niej obłe kształty podniosły się - już nie mogła pomylić śmierciotul z dementorami. Zbliżali się, całkowicie realni, naprawdę zagrażający. Wydarzenia z Azkabanu otworzyły im drogę na wolność, Justine była dziwnie pewna, że ich obecność tutaj jest zwiastunem potwornej, bezpośredniej wojny - i jednocześnie zapowiedzią jej końca. Z uniesionej różdżki wydostała się jedynie błękitna mgiełka, szybko niknąca w mroku. Czarownica nie przywołała żadnego radosnego wspomnienia, które mogłoby pomóc jej w sięgnięciu po tak potężny i wymagający czar. Ponownie ogarnęło ją zwątpienie i strach, lęk; została sama w ciemnościach, za jedyne towarzystwo mając uporczywy głos w głowie oraz paraliżujący ją strach.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   25.07.18 19:23

Czuła jak mrożące, a może bardziej paraliżujące uczucie strachu wspinało się po jej stopach ku górze, obejmując każdy skrawek jej ciała. Obrazy przemykające w głowie - wspomnienia - zdawały się okrutnie realne. I wtedy usłyszała .
Nits.
Obróciła się wokół własnej osi poszukując mary, przecież czasem przybierała realny kształt, postać, pod którą mogła rzucać jej spojrzenia i mamić. Nie dostrzegła jednak nikogo, poza dwoma kreaturami, które nadal się zbliżały.
Po co jej to było? Wiedziała po co, przecież wiedziała. Dlaczego odpowiedź uciekła, zostawiając ją teraz samą. Pokręciła przecząco głową, przymykając na kilka sekund powieki.
Zawiodła. Kolejny raz. Ile razy miała jeszcze zawodzić? Nie tylko siebie, ale wszystkich, którzy pokładali w niej wiarę. Każdego jednego po koli. Spojrzenie Skamandera znad jeziora zdawało się posiadać w sobie zawód. Nie tylko jego. Gabriel zdawał się myśleć podobnie co on.
Bezradna. Zbyt słaba. Czy właśnie tak ją postrzegali? Ale przecież zmieniła się. Wiedziała, że tak, chociaż teraz zastanawiało się, czy nie wmówiła tego sobie. Może nie zmieniła się wcale, może jedynie dobrze udawała odważniejszą, nadal nie będąc nikim więcej, ponad zwykłym tchórzem.
Oddech przyśpieszył, stał się ciężki. Otworzyła powieki, dostrzegając powoli mknący po moście, po roślinach szron. Wraz z kolejnymi słowami, brzmiącymi tylko w jej głowie.
Zawiodła Garretta. Zawiodła matkę. Kogo jeszcze zawiodła, nie będą tego nawet świadomą? Czy tylko to miała teraz już robić? Niezmiennie i ciągle zawodzić?
Wyprostowała się nagle. Samotna, dźwięczało w jej głowie, jako jedyne brzmiąc inaczej. Przecież nie była samotna. Nie mogła być, mając tyle ciepłych serc wokół siebie. Mragaux, Wilde, Bena, Freda, Hankę i Jackie, Aydena. Nie mogła być.
Rozejrzała się raz jeszcze. Postacie zbliżały się w jej stronę z każdą chwilą. Jednak ona nadal walczyła z sobą. Nie, bywała samotna. Ale samotność przecież bywała domeną i przywarą ludzi. Mama mówiła jej kiedyś żeby pamiętała o tym, że rodzimy się i umieramy samotnie - ale to, czy i tak przejdziemy życie zależy od nas.
A ona nie wybrała samotnego życia. Wybrała życie wśród przyjaciół, przy rodzinie, wsród miłości. To oni pomogli jej się podnieść. Wstać. Nawet Ci, którzy nie musieli. Wspomnienia pognały na boisko Jastrzębi, głupi pojedynek z Billym.
Nie była samotna, miała towarzyszy, ludzi którym ufała. Ludzi, którzy ufali też jej. Razem, przeciw plugastwu tego świata. Była częścią czegoś. Częścią Zakonu. Częścią siły, która zamierzała postawić się złu, kryjącemu się w mroku.
Machnęła różdżką, jednak niedostatecznie skupiona. Musiała je odnaleźć - wspomnienie. Nie jedno, kilka, musiało jej się udać. Nie mogła się poddać - nie kiedy dementorzy mogli zaatakować nie tylko ją. Ale kogoś innego, bezbronnego. Nie, kiedy kolejna wojna tliła się a horyzoncie. Trudniejsza, gorsza. Dzisiaj musiała wygrać tylko ze sobą. Skupiła się więc na miłości, którą widziała w spojrzeniu rodziców gdy opowiadali historię swojego poznania, choć uczucie to nie było całkowicie szczęśliwe, teraz barwiło się niebieskim kolorem straty. Myślała o miłości. O cichej obietnicy szeptanej przez Samuela, o momentach, chwilach, czasem sekundach, będących jedynie tchnieniem szczęścia. Jego urywkiem, jednak jak mocnym.
- Expecto Patronum! - wypowiedziała raz jeszcze, z mocą i pewnością, choć strach i niepewność nadal krążyły obok niej. Musiała być silna, nie tylko dla siebie, ale dla każdego kto tego potrzebował. Nie mogła zawierzyć głosom we własnej głowie. Wygrała z nimi już dwa razy, mogła wygrać i trzeci.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   25.07.18 19:23

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 91


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   25.07.18 20:09

Wspomnienie dotyczące ciepła domu i wsparcia rodziny okazało się zbyt słabe; z różdżki Justine ponownie wyfrunął ledwie strzęp jasnobłękitnego cienia, słaba mara, nie mogąca ochronić ją przed nadchodzącym zagrożeniem. Lodowaty bruk promieniował chłodem, przeszywającym całe jej ciało; zwątpienie stało się dominującym uczuciem. Zawiodła - ta myśl opanowała ją całą, odbijała się w umyśle niczym złośliwe echo, powtarzane jeszcze słodkim głosikiem Nits. I co teraz, Justine? Nie potrafisz się obronić, dotarłaś aż tutaj, wzgardziłaś najbliższymi, odrzuciłaś Samuela, którego tak kochasz - i zginiesz tutaj, wśród dementorów, obdarzona najpodlejszym pocałunkiem. Tonks skuliła się, czuła coraz większy strach, w jej sercu zapanował chłód. Myślenie o najbliższych nie dawało jej sił, wręcz przeciwnie, osłabiało. Potrzebowała czegoś silniejszego, gorącej myśli, ocieplającej serce i duszę; poświęcenia, które mogłoby wykrzesać z niej pełnię magicznych sił. Coś, co przyświecało w mroku, dając nadzieję na lepszą przyszłość. Justine wiedziała, że ma w sobie tę moc, ale musiała ją odkryć, odkopać, uczynić swoim priorytetem. Myśli, które działały do tej pory, wydawały się niewystarczające; poświęciła przecież rodzinę i miłość dla Zakonu Feniksa, oddała życie w ręce magii, łączącej ją z organizacją walczącą o dobro.
Dementorzy zbliżali się, ich ciemne płaszcze trzepotały na wzmagającym się wietrze. Wilgoć w powietrzu stawała się nieznośnie ciężka, dławiła Tonks, utrudniała oddychanie, zapowiadała najgorsze - lepki pocałunek, złożony na jej spierzchniętych wargach. Czy właśnie przegrywała? Czy właśnie zawodziła? Czy tak miała skończyć się jej próba? Rozpacz przenikała blondynkę na wskroś, trzęsła się z zimna, ciągle jednak dzielnie trzymając w wiodącej dłoni różdżkę.


| Twoja nieobecność się zakończyła. Na odpis masz 48h.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   26.07.18 17:34

Nie rozumiała.
Choć miała nadzieję, że to kwestia czasu, gdy świadomość nawiedzi jej głowę. Widziała niedostrzegalne linie między słowami, potrafiła czytać z pomiędzy wierszy - była przecież krukonem. Rozwiązywanie spraw, zagadek, problemów, było jej chlebem powszednim.
A jednak nie rozumiała, za pierwszym razem, gdy rzuciła patronusa a z jej różdżki pojawiła się jedynie mgiełka myślała, że nie skupiła się dostatecznie, że nie użyła odpowiedniego wspomnienia. Ale przecież kolejna próba - tak jej się wydawało - wzmocniona była wspomnieniami, nie jednym a kilkoma, mocnymi silnymi.
Czemu więc i tym razem jej różdżkę opuściła tylko błękitna mgiełka?
Trzęsła się - uświadomiła to sobie w krótkiej chwili oddechu. Zimno ogarniało ją coraz mocniej, a cichy, znajomy głos nie przestawiał mówić. Skuliła się, przymykając powieki, miała chęć objąć się ramionami, czuła się słaba.
A jednak właśnie głosik w głowie sprawił, że zmarszczyła brwi, jak zawsze, nieświadomie, czasem wcześniej niż zrozumiała co znalazła. Wzgardziła rodziną, wzgardziła uczuciem, ale przecież nie z zwykłej zachcianki, czy też okrucieństwa. Miała powód. Postanowiła oddać duszę sprawie w którą wierzyła całym sercem.
Odradzali jej przecież, mówili że nie chcą dal niej tego losu. Wiedziała, że z miłości. Ale życie w trudnych czasach wymagało trudnych decyzji. Decyzji, które ktoś musiał podjąć. A oni, uświadomiła sobie z bólem, nadal byli wrażliwi i słabi. Zakon, choć łączył wielkie serca, skupiał też ludzi, którzy nie potrafili walczyć, nie miała tego za złe nikomu, ale nie chciała też biernie stać z boku. Nie mogła ciągle liczyć na czyjąś pomoc, na to, że sprawy rozwiążą się samodzielnie. Same nie mogły się rozwiązać. Pozostawione same sobie, nie były też w stanie dojść w dobrym kierunku, już od jakiegoś czasu stało się źle.
A ona powiedziała, że jest w stanie zapłacić cenę. Wielką cenę. Czy to było odpowiedzią. Czy to nazywano właśnie próbą? Momentem, w którym godziłeś się całkowicie z poświęciem na które się zdecydowałeś. A może momentem w którym uświadamiałeś sobie to.
- Expecto Patronum! - wypowiedziała więc raz jeszcze, czując zbliżające się dementorzy a wraz z nim coraz mocniej przejmujące ją zimo. Tym razem nie myślała o rodzicach, nie wspominała dziadka, odrzuciła myśli o Samuelu. Skupiła się na Zakonie, na ich celu, na jej uczuciach względem ugrupowania, na wierzy w ich możliwości. Na swojej decyzji by oddać siebie, całą, ciało i dusze mocy Zakonu, by powstrzymać zło, które zbliżało się w ich stronę wielkimi krokami.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Justine Tonks   26.07.18 17:34

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 52


Powrót do góry Go down
 

Justine Tonks

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Stara chata :: Próby Zakonników-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18