Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Sala główna
AutorWiadomość
Sala główna [odnośnik]05.04.15 22:16
First topic message reminder :

Sala główna

★★
Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora, i smak waszych ust, hiszpańskie dziewczyny, w noc ciemną i złą nam będzie się śnił... Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover i znów noc w kubryku wśród legend i bajd...  

W tawernie już od wejścia czuć przejmujący swąd nade wszystko męskiego potu, a w drugiej kolejności - męskiego moczu. Silny zapach alkoholi drażniąco przesyca powietrze, skądinąd wyczuć można również nuty aromatów zgniłych ryb. Huk pijackich przyśpiewek dominuje nad wszechobecnym gwarem - prawie nie słychać przechwalającego się przy szynku mężczyzny, który opowiada o swojej ostatniej batalii, w której rzekomo wypatroszył morskiego smoka, mało kto zwraca uwagę na marynarzy tłukących się po mordach po przeciwległej ścianie. Zrezygnowany barman dekadencko przeciera brudną szklankę brudną szmatą, spode łba łypiąc na drzwi, które właśnie otworzyłeś...

Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, kościanego pokera
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:27, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala główna - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sala główna [odnośnik]13.05.20 21:48
Lubiła ten stan, kiedy nie brakowało jej zleceń i zajęć. Wtedy galeony płynęły do jej kieszeni szerszym strumieniem i mogła sobie pozwalać na więcej przyjemności, choćby na zaspokajanie swoich kolekcjonerskich ciągotek niewątpliwie odziedziczonych po ojcu. A także, oczywiście, mogła fundować sobie lepsze napitki i ubrania bardziej odpowiednie dla jej czystokrwistego statusu.
Rozmyślała też o planach na jutro, kiedy to miała nabyć całkiem obiecujący przedmiot, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem, jednak do tamtego momentu pozostała jeszcze ponad doba; mogła zatem się zrelaksować i rozluźnić, skupić na domykaniu obecnie załatwianej sprawy. Po chwili było już po wszystkim i znów została sama, ale nie przeszkadzało jej siedzenie samej przy stoliku. Już lata temu przestała się czuć z tym głupio. Przywykła do samotności, do tego że mogła mieć sojuszników czy partnerów w interesach, ale nie przyjaciół. Bycie półkrwi w Hogwarcie przekreśliło jej szanse na znalezienie prawdziwych przyjaźni, niewielu Ślizgonów było skłonnych potraktować ją na równi, a nie jak coś gorszego, a bycie gorszą jej nie satysfakcjonowało, więc wybierała samotność i skupiała się w tym czasie na nauce i rozwoju. A teraz była na tyle przyzwyczajona do samotniczego trybu życia, że nawet nie wiedziałaby, jak zyskać przyjaciół i nie widziała potrzeby ich usilnie szukać. Była silna i niezależna, a przywiązywanie się emocjonalne do drugiej osoby było słabością. Nie chciała więcej wpuszczać kogoś za swoje mury tak, jak kiedyś wpuściła Theo, pokochała go, a on to zniszczył, odrzucił ją gdy poznał prawdę. Czy raczej coś, co wtedy oboje mieli za prawdę.
Nie była problematyczną klientką, nie szukała guza ani nie robiła awantur, a także zawsze płaciła. Wiedziała, że z obsługą odwiedzanych miejsc lepiej żyć w zgodzie, zwłaszcza jeśli czasem załatwiało się w ich przybytkach sprawy nie do końca legalne. Poza tym była kulturalną czarownicą z dobrego domu, więc potrafiła się zachować i nie należała do pospolitych portowych obszczymurków jacy po paru kieliszkach już brali się do rozrób.
Spostrzegawcze oko dostrzegło sylwetkę pani Boyle, która kazała zaproponować jej kolejną porcję napitku. Zabini zgodziła się; wpadła na pewien pomysł.
- Może zechciałaby mi pani powróżyć, pani Boyle? – zapytała; nie należała do osób wierzących w gusła, choć znała osoby jasnowidzące i wiedziała, że istnieli czarodzieje zdolni naprawdę widzieć przyszłe wydarzenia. Ale czy pani Boyle mogła do nich należeć? Tego nie wiedziała. Pewnym było, że wielu czarodziejów znało wróżbiarskie sztuczki, ale nie każdy z nich jasnowidził. W każdym razie prośba o wróżenie była głównie pretekstem do nawiązania interakcji z kobietą.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Sala główna [odnośnik]10.11.20 13:42
Barman leniwie ruszył w stronę klientki, zanim jednak zdążył przejść pod ladą, dziewczyna wyraziła swoją wolę. Dorothea miała już odpuścić jej obserwację (bo przecież jednak zechciała coś wypić) i obrać sobie kogoś innego jako cel, gdy ta nagle się odezwała. Tego Boyle się nie spodziewała. Myślała, że czarownica zwyczajnie nie chciała dotychczas żadnego zbędnego towarzystwa. Była dość spokojną osobą, przynajmniej dotychczas, a i nigdy (o ile dobrze Dorothea pamiętała) nie pytała o wróżbę. Po co więc potrzebowała popatrzenia w karty? Czy w ogóle wierzyła w to, że coś jej pokażą?
Pani Boyle kiwnęła mimo wszystko głową i zniknęła na chwilę na zapleczu. Musiała sięgnąć nie tylko po swoje karty, ale przede wszystkim chciała zyskać trochę na czasie i przygotować się do wróżby. Może Dorothea zbyt wiele myślała i była zbyt ostrożna z powodu tego, co się działo w ostatnim czasie w Londynie? Być może, ale musiała uważać, nawet jeżeli czarownica wydawała się być przyjemną i spokojną osobą. W barze działo się wiele ciemnych transakcji nad którymi Dorothea czasem nie miała kontroli. Chwyciła za karty i jedną świecę, by następnie znowu wrócić do właściwej części baru i przedrzeć się pomiędzy stolikami do tego jedynego, gdzie czekała na nią ciemnowłosa klientka.
Wskazała na krzesło, jak gdyby pytała czy może się przysiąść, ale nie czekając na odpowiedź, zaraz zajęła swoje miejsce przy stoliku.
Ktoś tobie kiedykolwiek wróżył? – Zapytała, chcąc wiedzieć czy powinna jej wytłumaczyć co za chwilę powinna zrobić. W tym czasie pani Boyle zapaliła świecę i przeszła bardzo szybko kartami nad ogniem. Sprawdziła też czy karty były ustawione w odpowiedniej kolejności i dopiero wtedy podsunęła je dziewczynie. – Proszę cię, podziel lewą dłonią karty na trzy części. A potem zbierz karty od lewej do prawej i zwróć je mnie – wyjaśniła krótko. – Chciałabyś wiedzieć coś konkretnego? – Zapytała, bo było to ważne. Po pierwsze, pomagało to kartom. Po drugie, było jej łatwiej zrozumieć co mówiły karty. Po trzecie, nie lubiła ogólnych wróżb, bo były czasem zbyt ogólne, właśnie ze względu na punkt pierwszy i drugi. – Staraj się skupić na pytaniu i nie uciekać myślami w inną stronę. – Brązowe oczy wpatrywały się w czarownicę bardzo uważnie i analizowały każdy jej ruch.



nectar and balm
Dorothea Boyle
Zawód : Szefowa Parszywego; tarocistka
Wiek : 47
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Nie patrzcie na mnie, żem śniada, że mnie spaliło słońce.
Śniada jestem, lecz piękna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8286-matilda-dorothea-boyle#239983 https://www.morsmordre.net/t8307-friedel https://www.morsmordre.net/t8306-pani-boyle#240503 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8309-skrytka-bankowa-nr-1867#240509 https://www.morsmordre.net/t8308-d-boyle#240506
Re: Sala główna [odnośnik]11.11.20 13:06
Lyanna przez większość życia była dość sceptyczna wobec wróżbiarstwa, ale jako osoba w gruncie rzeczy ciekawa świata i lubiąca próbować nowych rzeczy uznała, że to w sumie całkiem niezły pomysł – przekonać się, co karty pokazałyby jej. Czy w ogóle wykazałyby jakąś zbieżność z jej życiem, czy pokazałyby coś zupełnie oderwanego od rzeczywistości? I czy w ogóle mogły naprawdę pokazać przyszłość, czy było tylko kwestią czystego przypadku? Skoro i tak aktualnie była sama i nie robiła niczego ważnego, mogła zabić czas sprawdzając możliwości pani Boyle. Może przy okazji, podczas pogawędki, dowie się czegoś ciekawego nie tylko o kartach?
Pani Boyle była, mimo wieku, wciąż atrakcyjną kobietą. I silną, skoro dawała sobie radę w takim miejscu jak to, na ogół niezbyt przyjaznym dla płci pięknej. Lyanna sama kilka razy się o tym przekonała, a jednak wciąż przychodziła. Łączyła w sobie dwie skrajności; z jednej strony ciągnęło ją do miejsc przeznaczonych lepszym (do których sama mogła zaliczać siebie dopiero od niedawna), napawało ją dumą przebywanie w lokalach przeznaczonych tylko dla czystokrwistych, miała też pewną słabość do cennych rzeczy i chętnie sięgała po droższe jedzenie i napitki, gdy miała taką okazję – ale z drugiej strony, czasem ciągnęło ją do miejsc szemranych. Takich jak Nokturn i Doki, gdzie mogła poczuć dreszczyk ryzyka i mocniej docenić swoje umiejętności, które mogły stanowić jedyną ochronę przed zakusami opryszków. W takich zakątkach mogła też załatwiać sprawy nie nadające się do wymuskanych, eleganckich części miasta. I mogła dowiadywać się potencjalnie ciekawych rzeczy, jakich nie usłyszałaby w żadnym spokojnym i ugrzecznionym miejscu. Może podobnie jak jej znienawidzony ojciec miała dwa oblicza: to oficjalne, mające dawać pozory bycia przykładną czystokrwistą czarownicą, i to ukryte, oddające się sprawom zakazanym takim jak czarna magia.
Skinęła głową, kiedy pani Boyle postanowiła usiąść przy jej stoliku; nie miała nic przeciwko. Sama poniekąd zaprosiła ją do towarzystwa, pytając ją o wróżbę.
- Prawdę mówiąc, nie. Jeśli nie liczyć lekcji wróżbiarstwa w szkole, ale szybko porzuciłam naukę tego przedmiotu, nie potrafiąc dojrzeć w filiżance herbaty nic ponad kupkę rozmokłych fusów – przyznała. Zdecydowanie nie miała daru jasnowidzenia ani nawet wróżenia, a wróżbiarstwo tylko zapychało jej plan lekcji, więc zrezygnowała z niego przy pierwszej sposobności. I tak chodziła na wszystkie przedmioty poza wróżbiarstwem właśnie i pogardzanym mugoloznawstwem, więc jej plan zajęć był dostatecznie napięty. – Ale nigdy nie wróżył mi prawdziwy wróżbita. – Czy pani Boyle miała prawdziwy dar, tego nie wiedziała. Traktowała to więc jako ciekawostkę, choć zdawała sobie sprawę z tego, że istnieli ludzie, którzy naprawdę mogli odczytywać przyszłość. Nie było ich jednak wielu, i większość osób trudniących się wróżbami go nie miała.
Obserwowała poczynania kobiety z ciekawością, i w odpowiednim momencie wyciągnęła dłoń, dzieląc karty na trzy części i zbierając je, by następnie podać pani Boyle z powrotem.
- Chciałabym dowiedzieć się, co przyniesie mi nadchodząca przyszłość i czy będzie dla mnie pomyślna – rzekła. – I czy muszę na coś szczególnie uważać.
Jej tryb życia nie należał w końcu do bezpiecznych. Ale skupiła się na tym, czego chciała się dowiedzieć; niezależnie od tego, czy karty w ogóle mogły pokazać przyszłość, czy były kwestią losowości, dostosowała się do polecenia.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Sala główna [odnośnik]20.11.20 8:22
Czy Boyle miała dar do wróżbiarstwa… to było całkiem dobre pytanie. Wiele wiedziała o wróżbach, to było pewne. Jednak sama czasem powątpiewała w swoje umiejętności odczytywania kart i ludzi. Ludzie byli najbardziej problematyczni. Z całą pewnością miała dar jasnowidzenia, który pomagał jej czasem w życiu, a czasem był wielką udręką. Szczególnie, że pojawiał się nagle i niespodziewanie. Pomagał mimo wszystko w trakcie wróżb, choć i to zależało od osoby i nie tylko.
Jak większość – odpowiedziała dziewczynie na jej słowa o porzucaniu nauki wróżbiarstwa. Niewiele młodych czarodziejów i czarownic chciało się zajmować tą dziedziną. Wielu ją zwyczajnie nienawidziło i była tego świadoma. Doskonale pamiętała rówieśników, którzy te lekcje traktowali jak dobrą zabawę, zupełnie jak gdyby poszli do Hogsmeade i widzieli coś zabawnego. Nie oceniała jednak dziewczyny. Nie wszyscy musieli lubić to samo. Co by ją zresztą obchodziło. Dla niej była to mniejsza konkurencja. – Rozumiem – przytaknęła, gdy czarownica wyraziła swoją opinię. – Sama nie lubię wróżenia z fusów – dodała, chcąc nawiązać jakąś nić porozumienia. W rzeczywistości wcale tak nie było, choć fusy sprawiały jej trudność. – Czy będę prawdziwym wróżbitą, zobaczymy za kilka dni, miesięcy lub może lat – rzuciła niby w formie żartu, niby ironicznie. Miała na myśli to, że jej wróżby czasem sięgały odległego w przyszłości czasu. Oby w tym przypadku miała do czynienia z czymś znacznie bliższym.
Uważnie przyglądała się poczynaniom czarownicy. Musiała skontrolować czy robiła to dobrze. Gdyby zrobiła to inaczej, cóż, wyszłaby jakaś wróżba, ale mogła by być skrzywiona. Miała też nadzieję, że jej klientka nie myślała ironicznie o kartach, bo te potrafiły sobie okropnie zażartować z osoby, która źle o nich myślała.
Przejęła z powrotem karty i kiwnęła głową, gdy usłyszała pytanie. Całkiem ogólne, choć konkretne. Karty nie powinny mieć problemu ze zrozumieniem prośby. Dorothea zaczęła je tasować, obserwując przy tym uważnie siedzącą przed nią czarownicę po raz kolejny. Do momentu aż nie rozłożyła kart w formie krzyża i nie zaczęła kolejno odkrywać kolejnych kart. Musiała uważnie je zanalizować, żeby nie popełnić żadnego błędu. Poprawiła je z pedantyczną precyzją i odchrząknęła głośno.
Zaczniemy od samego początku. – Wskazujący palec Dorothei łagodnie wylądował na centralnej i krzyżującej ją karcie. – To twoje dwie karty. Pokazują, że znajdujesz się w dobrym i sprzyjającym ci okresie. Czerpiesz satysfakcję z tego, co robisz i jesteś zwyczajnie zadowolona z tego, co się wokół ciebie dzieje. Jedynie czasem sama zatrzymujesz tę radość – tu przeszła palec na piątą kartę, ale zaraz przeniosła palec na trzecią. – Problemem albo czymś zaskakującym może okazać się osoba, którą znasz, ale która ponownie pojawi się w twoim życiu. To mężczyzna, całkiem ci bliski, a przynajmniej był bliski. Jeżeli chodzi o bliską przyszłość… czeka cię awans i uznanie wśród ludzi.
To jednak nie było wszystko, co miała do powiedzenia. Na wytłumaczenie czekały jeszcze cztery karty. Wpierw jednak chciała zobaczyć jak miała zareagować na to wszystko czarownica. Każdy jej komentarz mógł pomóc w dalszej analizie kart i przyszłości.



nectar and balm
Dorothea Boyle
Zawód : Szefowa Parszywego; tarocistka
Wiek : 47
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Nie patrzcie na mnie, żem śniada, że mnie spaliło słońce.
Śniada jestem, lecz piękna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8286-matilda-dorothea-boyle#239983 https://www.morsmordre.net/t8307-friedel https://www.morsmordre.net/t8306-pani-boyle#240503 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8309-skrytka-bankowa-nr-1867#240509 https://www.morsmordre.net/t8308-d-boyle#240506
Re: Sala główna [odnośnik]21.11.20 14:02
Nie można było być dobrym we wszystkim. Lyanna ewidentnie nie miała predyspozycji wróżbiarskich, podobnie jak większość jej szkolnych kolegów. Nie widziała znaków w fusach, a w kryształowych kulach kłębiła się wyłącznie biała mgła, która nijak nie chciała przyjmować konkretnego kształtu. Wielu mniej lub bardziej jawnie drwiło sobie z tego przedmiotu, niektórzy wybrali go tylko dlatego, że wydawał się łatwiejszy niż skomplikowane numerologia czy starożytne runy. Dla Lyanny to właśnie runy okazały się tą właściwą dziedziną, w której odnalazła pasję oraz późniejsze źródło zarobku. Ale świat byłby nudny, gdyby wszyscy potrafili robić to samo i tym samym się interesowali. Na swój sposób była ciekawa nowości i chciała spróbować czegoś, co do tej pory nie zajmowało jej umysłu, tym bardziej, że była to dobra okazja do nawiązania rozmowy z właścicielką tego przybytku.
- Oczywiście – rzekła, prostując się lekko. Bystre spojrzenie błękitnych oczu uważnie przyglądało się kobiecie siedzącej naprzeciwko niej. – Często pani wróży swoim gościom? Czy raczej nie każdy wie, że się tym pani zajmuje poza obowiązkami właścicielki tego miejsca?
Była ciekawa, co czarownica wyczyta z kart w jej przypadku. Starała się podejść do zadania bez lekceważenia i drwiącej postawy, bo zrażenie do siebie pani Boyle nie było jej na rękę. Musiała okazać należny szacunek jej pasji i umiejętnościom. W przyszłości mogła potrzebować jej przychylności, jeśli kiedyś wpakowałaby się tu w jakieś tarapaty. Zrobiła więc to, o co poprosiła, nie będąc pewną, czy zrobiła to dobrze, ale trzymała się wskazówek. I naprawdę była ciekawa odpowiedzi, nawet jeśli jej wiara we wróżby pozostawała dość ostrożna i zdystansowana. Nie należała do ludzi, którzy traktowali wróżby śmiertelnie poważnie i przejmowali się nimi, choć byli czarodzieje, którzy tak właśnie podchodzili do wróżenia, przesądów i tego typu kwestii. Ale Lyanna przesądna nigdy nie była, nie trzęsła się ze strachu na widok czarnego kota ani nic z tych rzeczy.
Słuchała więc z uwagą tego, co czarownica miała jej do powiedzenia na temat odkrytych kart. Pokiwała głową; rzeczywiście znajdowała się teraz w dość dobrym okresie, po kryzysie spowodowanym anomaliami i mniejszą ilością zleceń mogła się wreszcie odbić i nie narzekała na brak pracy i zarobku. I oczywiście czerpała z tego satysfakcję, bo magia run i klątw była jej pasją. Ale… kim mogła być ta osoba, która miałaby się pojawić w jej życiu? Czy jej brat miał powrócić z zagranicy? Czy może chodziło o kogoś innego? Nie miała pojęcia, że już jutro się o tym przekona, kiedy los postawi na jej drodze byłego kochanka.
- To wszystko brzmi dobrze i w zasadzie potrafiłabym to dopasować do mojego życia – powiedziała, bowiem to co dotyczyło teraźniejszości się zgadzało, a zapowiedź awansu była jak najbardziej pozytywną wieścią, ciekawe tylko, na ile się sprawdzi i jak długo będzie musiała poczekać na upragnione uznanie. Ale taki omen na pewno podobał jej się o wiele bardziej, niż dajmy na to wróżba małżeństwa i powicia gromadki dzieci, czemu nie dałaby zbyt dużej wiary i uznałaby, że karty się mylą. Bo przecież w jej życiu nie było miejsca na tego typu role, nie chciała się w nich widzieć mimo tego, że okazała się mieć czystą krew. Ale całe dotychczasowe życie spędziła w przekonaniu, że jest zbrukana i że ktoś taki jak ona nigdy nie powinien mieć męża ani dzieci. W końcu żaden szanujący się czystokrwisty czarodziej nie chciałby żony półkrwi. Theo też nie chciał, dlatego ją porzucił. Po nim nigdy więcej się z nikim nie związała. – Ciekawi mnie tylko, co znaczy to „zatrzymywanie radości”. I co to za mężczyzna, ale cóż, może przyszłość rozwieje moje wątpliwości.
Właściwie tego typu wróżby były dość uniwersalne i łatwe do dopasowania do jej rzeczywistości. Takim mężczyzną z przeszłości mógł być właściwie każdy, kogo kiedyś znała, ale bardzo niewielu ludzi na świecie mogłaby określić mianem bliskich, więc to znacząco zawężało ilość opcji. Lyanna nigdy nie miała przyjaciół. Była też ciekawa, co w takim razie odkryją kolejne karty, bo jeszcze nie wszystkie zostały odsłonięte. Spojrzała na nie z uwagą.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Sala główna [odnośnik]22.11.20 14:55
Pieniądz nigdy nie śmierdział, nawet jeżeli klienci śmierdzieli, byli pijani i ledwo się dało z nimi wytrzymać, bo śpiewali te same bezczelne piosenki. Nie mniej jednak istniały granice. Nigdy nie wróżyła komuś, kto wyśmiewał się z jej zdolności, a tym bardziej z kart. Nie wróżyła też komuś, kto ledwo trzymał się na nogach i istniało zagrożenie, że zamierzał zwrócić zawartość swojego żołądka na nią i karty. Klienci, którzy przychodzili tutaj regularnie, wiedzieli o jej umiejętnościach. Trudno było tego nie zauważyć, kiedy zdarzyło jej się układać tarota na sali. Niektórzy też zaglądali tutaj tylko po to, żeby otrzymać swoją wróżbę, ale nigdy nie sięgali po tutejszy alkohol.
Dość często – przyznała otwarcie i szczerze. – Tylko nowi klienci nie wiedzą o tym, że wróżę – dodała, żeby rozjaśnić tę kwestię. Nic więcej jednak nie powiedziała. Nie miała co dodać.
Dalej milczała i analizowała karty. Była wyjątkowo skupiona. Musiała przecież łączyć znaczenia wszystkich kart, a to wymagało uwagi. Niektóre karty w towarzystwie innych zmieniały swoje znaczenie, a przez to były całkiem kłopotliwe.
Tak – przytaknęła na słowa czarownicy. Owszem, brzmiało to dobrze, ale widząc kolejne karty… na czole pani Boyle pojawiły się zmarszczki od zamyślenia. Pokazywały one problemy, a Dorothea doskonale wiedziała, że klienci ich nie lubią. Pozostawało więc pytanie czy powinna być z dziewczyną szczera i zdradzić jej prawdziwe znaczenie kolejnych kart, czy może też powinna jakoś ją uspokoić.
Na całe szczęście jej klientka zaczęła wypytywać o szczegóły, a to dało pani Boyle odrobinę czasu.
Zaraz zobaczymy – odpowiedziała jej i sięgnęła po resztę kart, które stały w kupce na stole. Przetasowała je kilkanaście razy i wyciągnęła sześć kart, które ułożyła poziomo po trzy w dwóch rzędach. Jeden rząd odnosił się do pytania o radość, a drugi do tajemniczego mężczyzny. – Ten problem z radością związany jest z tym, że wiele się od ciebie wymaga – nie wiedziała jak dokładnie zinterpretować karty, dlatego trochę wzruszyła ramionami. Być może karty trochę sobie zażartowały albo nie potrafiły pokazać tego, co miały na myśli. – A tajemniczy mężczyzna… karty mówią o związku. Zapewne były chłopak.
Znowu musiała wrócić do głównych kart. Stukała przez chwilę w każdą z nich, czasem wracając palcem do poprzedniej. Zacisnęła usta.
Dalsze karty mówią o krwi, o czymś mrocznym. Nie jestem jednak w stanie odczytać czy to twoja krew, czy kogoś innego. W każdym razie… uważaj – odezwała się po dłuższym milczeniu. Mimo wszystko zdecydowała się na otwartość. – Ale na końcu wychodzi na to, że wszystko będzie w porządku, przynajmniej jeżeli chodzi o twoją karierę zawodową, twoje zdrowie i szczęście. Karty podpowiadają, żeby po awansie trochę zwolnić z pracą, bo możesz spotkać się z wypaleniem i ogólnym zmęczeniem. No i żebyś uważała na to, co mówisz, bo ktoś może wykorzystać to przeciwko tobie. – Tu zastukała w siódemkę mieczy, kartę która przedstawiała mężczyznę noszącego miecze.
Teoretycznie zakończyła wróżbę, ale jeszcze kilkukrotnie śledziła każdą z kart w nadziei, że odczyta coś więcej.
Nie wiem na ile cię to zadowala.



nectar and balm
Dorothea Boyle
Zawód : Szefowa Parszywego; tarocistka
Wiek : 47
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Nie patrzcie na mnie, żem śniada, że mnie spaliło słońce.
Śniada jestem, lecz piękna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8286-matilda-dorothea-boyle#239983 https://www.morsmordre.net/t8307-friedel https://www.morsmordre.net/t8306-pani-boyle#240503 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8309-skrytka-bankowa-nr-1867#240509 https://www.morsmordre.net/t8308-d-boyle#240506
Re: Sala główna [odnośnik]23.11.20 1:33
Lyanna, niezależnie od tego co mogła myśleć o wróżbiarstwie pamiętanym ze szkoły, wiedziała że pewne uwagi czasem lepiej zachować dla siebie. I choć była osobą dość aspołeczną, nie potrafiącą nawiązywać głębokich relacji z innymi, to wiedziała, że niektórych ludzi lepiej do siebie nie zniechęcać. Bo niektórzy ludzie się przydawali, dlatego lepiej było pozostawać z nimi w poprawnych lub przynajmniej neutralnych stosunkach. Jako że była regularnym gościem Parszywego Pasażera, to poprawne stosunki z jego właścicielką i obsługą były bardzo przydatne. Poza tym na swój sposób szanowała ludzi z pasją – o ile, oczywiście, nie była to pasja do świata mugoli i tego typu spraw. Pani Boyle wydawała się jednak czarownicą myślącą rozsądnie, a w każdym razie nie obnoszącą się z żadnymi niewłaściwymi poglądami.
Nie śmiała się, nie drwiła, a zachowywała się z powagą i godnością odpowiednią dla czarownicy czystej krwi, słuchając słów kobiety i przyglądając się temu, jak sprawnie radziła sobie z kartami. Zapewne od wielu lat wróżyła, może nawet dłużej niż Lyanna istniała na świecie. To, co dla Lyanny było po prostu namalowanymi obrazkami, dla pani Boyle posiadało konkretne znaczenie.
Rzeczywiście świat wymagał od niej wiele. Sama też wiele od siebie wymagała. Pragnęła dążyć do perfekcji w swoim fachu, ale nie tylko. Chciała zasłużyć na swoje miejsce w świecie rządzonym przez czystą krew. Zawsze przecież aspirowała do tego, by być traktowaną jak inni czystokrwiści.
Bardziej zmroziło ją kolejne zdanie, to dotyczące mężczyzny. Lyanna miała w swoim życiu tylko jedną miłość. Tylko raz była w związku, tylko raz pozwoliła sobie uwierzyć w to, że mimo skalanej krwi samotność nie musi być jej pisana.
- To nie może być on – szepnęła bardziej do siebie niż do kobiety. Nie widziała Theo od lat, od dnia ich rozstania. Nie wiedziała nawet, czy w ogóle był w kraju ani czy żył. Przez tak długi czas wszystko mogło się wydarzyć. Ale może w tym przypadku karty kłamały? Przecież to były tylko pomalowane kawałki papieru. Skąd mogły wiedzieć o Theo? Cóż, czas pokaże, ale nie miała najmniejszej ochoty na ponowne spotkanie tego, który nią wzgardził i porzucił.
Jeśli chodziło o krew, to też dało się dopasować do jej życia, w końcu była zaangażowana w wojnę, a na wojnie, jak wiadomo, krew lała się obficie i pewnym było, że ręce Lyanny nie pozostaną czyste. Już nie były, jej sumienie też nie. Od dłuższego czasu kroczyła ścieżką zła, choć sama nie postrzegała tego jako zło. Sama też mogła zginąć, ale miała nadzieję, że wróżba o krwi dotyczyła cudzej krwi, nie jej własnej, bo nie spieszyło jej się na tamten świat. Ale… może to ona odeśle tam kogoś innego?
- Będę uważać – zapewniła, nie zdradzając ani słowem swoich przemyśleń. Nie chwaliła się postronnym swoim zaangażowaniem w konflikt. Dla personelu Parszywego Pasażera była po prostu klientką, pojawiającą się tu czasem klątwołamaczką szukającą zleceń. O tym, że musiała uważać na to, co komu mówi, wiedziała i bez kart. Ludziom nie można było ufać. I tak jak rycerze mieli swoje wtyki w różnych miejscach, tak mógł je mieć i nieprzyjaciel, dlatego swoje sekrety chroniła i pozostawała osobą jawiącą się jako dość tajemnicza i zamknięta w sobie. – Zawsze lepiej być ostrzeżonym przed tym, co potencjalnie może przynieść przyszłość, dlatego pozostaje mi podziękować za wróżbę – rzekła po chwili. – Nasz świat nie jest ostatnio zbyt spokojny ani bezpieczny, więc ostrożności nigdy za wiele. Różnych dziwnych ludzi można spotkać, także tu, w dzielnicy portowej… - Subtelnie poruszyła ten temat, ciekawa czy pani Boyle go pociągnie i szepnie coś, co mogłoby ją zainteresować. Zachowywała się jak normalna czarownica zatroskana sytuacją w kraju. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała na kogoś, kto sam też był niebezpieczny i kto wcale nie musiał się bać ministerstwa, patroli ani rycerzy walpurgii. A cóż, prawdę mówiąc prawdopodobnie była groźniejsza niż większość ludzi siedzących teraz w tym pomieszczeniu, ale jej piękna, anielska twarzyczka była bardzo myląca. Miała też dość wyczucia, by nie pytać o nic wprost, bo to mogłoby wzbudzić podejrzliwość, a niby mimochodem odniosła się do wróżb oraz ich możliwego przełożenia na obecny burzliwy świat.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Sala główna [odnośnik]24.11.20 12:36
Z całą pewnością nie była przekonana do mugoli, ani do ich świata. Nie oznaczało to tego, że była skłonna do ich gnębienia lub zupełnego nienawidzenia. Po prostu ich nie lubiła. Nie mniej, w pamięci miała obrazki z Niemiec z lat trzydziestych i to jak potraktowano wtedy jej rodzinę. Często żałowała, że właśnie przez gromadkę niezrównoważonych nie-czarodziei musiała opuścić swój kraj. Nie miała jednak nic do mugoli czarodziejskiego pochodzenia, o ile nie zamierzali podążać za szalonymi pomysłami nieczarodziejskiego świata. Zwyczajnie kochała czarodziejski świat i magię. Nie mniej wiedziała, że swoją opinię należy trzymać za zębami, szczególnie w porcie i w obecnej sytuacji. Nigdy nie wiadomo z kim rozmawiała, ani tym bardziej jak ktoś zamierzał wykorzystać jej słowa. Żaden pieniądz, jak to zostało już przedstawione, nie śmierdział.
Żałowała, że nie była w stanie zrozumieć o dokładnie kogo chodziło, z imienia i nazwiska. Jej ciekawska natura była niezaspokojona, bo nie mogła dowiedzieć się czegoś więcej o czarownicy. Tym bardziej żałowała, kiedy nie dosłyszała ego, co wyszeptała dziewczyna. Czy powiedziała imię, czy coś chciała powiedzieć? Nie była pewna, mówiła za cicho. Przez moment Dorothea gryzła się sama z sobą czy powinna dopytać czy mówiła coś do niej, czy być może do siebie… ale nie… nie była aż tak wścibska.
Przytaknęła, kiedy Zabini obiecała, że będzie na siebie uważać. Kimkolwiek była i bez względu na to po której stronie bariery się znajdowała, i co robiła poza łamaniem klątw – kobiety powinny się trzymać razem. A ta wojna zapewne miała okazać się dramatyczna dla wielu z nich. Uśmiechnęła się na bardzo krótki moment, kiedy dziewczyna jej podziękowała, po czym postanowiła się wtrącić, jak gdyby trochę niszcząc przyjemny nastrój ich rozmowy:
Nigdy nie dziękuj za wróżbę. Taki przesąd – a pani Boyle w przesądy wierzyła i chciała ostrzec innych na czas. Mówili, że ci, którzy dziękowali, pakowali się w jeszcze większe kłopoty. – Tak, niestety – westchnęła. Podejrzewała, gdzie zmierzała kobieta ze swoją opinią, ale zamierzała zejść na zupełnie inny temat. Nie da się wrobić w pokazywanie komu bardziej kibicowała, choć możliwym było to, że nie to miała dziewczyna na myśli. – Mam coraz więcej pasażerów, którzy uciekają przed płaceniem. Nie mam jak z nich ściągnąć długi, bo to w większości przeklęci marynarze, którzy znikają ze swoim statkiem lub łodzią i nigdy więcej ich nie widzę – brzmiało to tak, jak gdyby się zwierzała, ale zwyczajnie nie chciała wdawać się w tematy polityczne. – Jak tak dalej pójdzie to będę na jednym wielkim minusie.



nectar and balm
Dorothea Boyle
Zawód : Szefowa Parszywego; tarocistka
Wiek : 47
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Nie patrzcie na mnie, żem śniada, że mnie spaliło słońce.
Śniada jestem, lecz piękna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8286-matilda-dorothea-boyle#239983 https://www.morsmordre.net/t8307-friedel https://www.morsmordre.net/t8306-pani-boyle#240503 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8309-skrytka-bankowa-nr-1867#240509 https://www.morsmordre.net/t8308-d-boyle#240506
Re: Sala główna [odnośnik]24.11.20 14:06
Wychowanie ukształtowało Lyannę w konserwatywny sposób – przynajmniej jeśli chodzi o czystość krwi, bo w kwestii roli kobiet miała bardzo postępowe poglądy jak na osobę wywodzącą się z tradycyjnej rodziny. Sama żyła też w dość postępowy sposób, jako jednostka niezależna nie pozostająca pod wpływem ani ojca, ani męża – ojciec nie żył, zaś męża nie miała nigdy mieć. Ale czystość krwi była dla niej bardzo ważną wartością, zawsze dawano jej bowiem odczuć, że czystokrwiści czarodzieje są kimś, a nieczyści są gorsi. Zbrukani i niegodni. Tak właśnie traktowała ją jej własna rodzina, dla której była wyrzutkiem i prawdziwą plamą na honorze, czarownicą półkrwi zrodzoną w czystokrwistej rodzinie. Ojciec nigdy jej nie pokochał i wciąż zastanawiało ją, dlaczego w ogóle ją wychował pomimo tego, jaką pogardą darzyli ją jego krewni, i jak on sam nią gardził za to, że była owocem związku z kobietą, która go uwiodła i oszukała, bo przecież nigdy z własnej woli nie poślubiłby kobiety nieczystej krwi, wiedząc że dzieci z takiego związku byłyby brudne i niegodne. W takim poczuciu wyrosła Lyanna, co naznaczyło ją mnóstwem kompleksów na tle swojego statusu, i dopiero z chwilą poznania prawdy o faktycznym pochodzeniu nie poznanej nigdy matki mogła zrzucić z siebie ten ciężar i unieść z dumą głowę jako pełnowartościowa czarownica czystej krwi, już nigdy więcej mieszaniec.
Ale dotychczas to, że była ledwie półkrwi, oprócz kompleksów podsycało w niej też ambicje, bo pragnęła w inny sposób zasłużyć na szacunek społeczeństwa, skoro nie miała go zagwarantowanego samym pochodzeniem. Choć czuła zawiść wobec tych, którzy urodzili się czystej krwi i bezbrzeżną pogardę wobec tych, którzy ją zdradzali, odrzucając tym samym to, czego ona tak bardzo pragnęła, dążyła do samorozwoju przez całą swoją edukację oraz później, i wstąpiła na pewnym etapie swojego życia do Rycerzy Walpurgii. Półkrew miała tylko jeden, jedyny pozytyw – ojciec nie wydał jej za mąż krótko po szkole, jak zapewne postąpiłby, gdyby fakt jej czystej krwi był znany od zawsze. Ale córka półkrwi była wybrakowanym egzemplarzem, jakiego nie przyjąłby żaden szanowany czystokrwisty czarodziej, dlatego miała spokój i mogła być starą panną. Nikt nie próbował aranżować jej związku, mogła wybrać ścieżkę samorealizacji. Wiedziała, że ktoś taki jak ona nie powinien przekazywać brudnej krwi dalej, ale kiedy poznała Theo… cóż, zakochała się w nim i naprawdę uwierzyła, że mogą razem być. Przemilczała przed nim fakt swej nieczystej krwi, ale prawda wyszła na jaw i jedyny mężczyzna jej życia ją porzucił, a jej nie pozostało nic innego niż praca i rozwój.
Czy to naprawdę możliwe, by ich ścieżki znów miały się przeciąć? Wolałaby, żeby ta wróżba się nie spełniła i żeby Theodore Wilkes na zawsze pozostał przeszłością.
- Dobrze – pokiwała głową, bowiem takiego przesądu nie znała. Nie miała skąd, skoro raz że przesądna nie była, a dwa, do tej pory nie korzystała z usług wróżki.
Nie chodziło jej tyle o poglądy samej pani Boyle, a o to, czy nie widziała ostatnimi czasy czegoś podejrzanego. Wyraziła się nieprecyzyjnie, miarkując zaniepokojenie obecną sytuacją w porcie i nie tylko, ale nie zdradzając po sobie czym faktycznie się interesowała. Pani Boyle mogła jednak zrozumieć jej słowa na swój sposób, poza tym skupiona na swoich obowiązkach mogła nie widzieć ostatnio nic szczególnie dziwnego, albo największym problemem faktycznie byli dla niej niepłacący klienci i dlatego to ten temat przebrzmiał w jej słowach. Dla ludzi prowadzących własną działalność ważnym było, żeby klienci płacili. Sama też coś o tym wiedziała, ale miała swoje sposoby karania niepokornych. Klienci, przynajmniej ci, którzy wiedzieli o jej umiejętnościach zaklinania, także woleli nie ryzykować, że padną ofiarą jakiegoś przekleństwa. Oszukiwanie zaklinacza nigdy nie było rozsądne. – O tak, w takim miejscu jak port, pełnym podróżnych którzy czują się anonimowi i którzy dzisiaj są tu, a jutro zupełnie gdzieś indziej, niektórym wydaje się, że wszystko im wolno – pokiwała głową, podtrzymując ten temat. Nie zrażała się, może dowie się czegoś ciekawego na dalszym etapie rozmowy, albo od kogoś innego. Ludzie czasem szeptali różne rzeczy, niektórzy zupełnie nie przejmowali się tym, co komu mówią, choć wzrastała też liczba osób zachowawczych i ostrożnych. Do takich najprawdopodobniej zaliczała się pani Boyle, bo przez całą ich rozmowę nie wspomniała o niczym, co mogłoby Lyannę zaniepokoić.
Porozmawiała jeszcze trochę, a potem uznała, że czas się pożegnać i ruszyć dalej. Oczywiście zapłaciła za wypity trunek, a potem opuściła pub, wracając do swoich spraw.

| zt. x 2
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Sala główna [odnośnik]25.01.21 21:35
| 4 listopada

Naprawdę nie rozumiała czemu wszyscy są dziś tacy ponurzy. Wiadomo, w Londynie aktualnie panowała wojna, ludzie nie mieli co jeść, tracili prace i rodziny, no ale żeby nikt się z nią nie chciał napić? Wszyscy tylko gburowato zaglądali w swoje szklanki rzucając w stronę Yv od czasu do czasu dziwne spojrzenia. No ona przecież wie, że oni ją nigdy w takim stanie upojenia alkoholowego nie widzieli, ale bez przesady, przecież róg jednorożca nie wyrósł jej nagle na czole. A może? W przerażeniu poklepała się po czole w poszukiwaniu nowej i zdecydowanie niechcianej części ciała, ale niczego na szczęście nie znalazła. Odetchnęła z ulgą, aby zaraz wypić za tak dobre wieści. No, ale naprawdę, człowiek raz w życiu, no może nie raz, ale rzadko, chce się zabawić w doborowym towarzystwie, a towarzystwo jakieś takie sztywne. Nawet szanty nikogo nie rozweseliły! A ona przecież tak ładnie śpiewała.
- Ciiiiiiiiiiiiiiiiiii...- Przyłożyła palec do ust uciszając samą siebie i swój syreni śpiew. Nie będzie śpiewać skoro tak bardzo to wszystkim przeszkadza. Może nie była śpiewaczką operową, ale tragedii przecież też nie ma. Nadąsała się z żalem odwracając wzrok od marynarzy. Jacy oni dramatyczni! A może po prostu wrażliwi? W sumie, to i ona tutaj piła z jakiegoś powodu, ale za nic w świecie nie mogła sobie przypomnieć co to niby było. Taka słaba pamięć, przynajmniej mocna głowa. Respektując ewidentnie zły humor jej współtowarzyszy zaczęła śpiewać sobie pod nosem, choć i tak może nieco za głośno, ale przynajmniej się starała. - Pij bracie, pij na zdrowie, jutro Ci się humor przyda, spirytus Ci nie zaszkodzi, sztorm idzie – wyrzygasz. - Uderzyła głośno szklanką o stolik, w oczach zebrały jej się łzy, a po sali rozniósł się jej gromki śmiech. Oczywiście była to najśmieszniejsza zwrotka jaką kiedykolwiek w życiu słyszała, nie żeby słyszała ją już wcześniej.  Tą pozornie niekończącą się karuzelę śmiechu zatrzymało pojawienie się w Parszywym kolejnej, zbłąkanej duszy. - Johnny! Johnny! Jak ja cię już dawno nie widziałam! Napijesz się ze mną? - Wstała szybko z krzesła, jeszcze szybciej starając się znaleźć zgubioną gdzieś przy piątej szklance równowagę i godność kurczowo łapiąc się za stolik. Gdy udało jej się w końcu odnaleźć jedną z dwóch tych rzeczy ponownie swój wzrok przeniosła na Bojczuka uśmiechając się od ucha do ucha. - Ze mną się nie napijesz? - Rzuciła wyzywająco mając cichą nadzieję, że choć on nie zawiedzie jej i przyszedł się tu równie dobrze bawić co i ona.

[bylobrzydkobedzieladnie]


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.



Ostatnio zmieniony przez Yvette Baudelaire dnia 06.08.21 18:54, w całości zmieniany 1 raz
Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 30 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Sala główna [odnośnik]07.02.21 18:56
Kiedy w porcie robi się chujowo i smutno pojawiam się ja, cały na biało. Mnie nie trzeba namawiać - jeśli słyszę, chcesz się ze mną napić?, to od razu podstawiam szklankę. Co byśmy nie łykali, ważne, że łykamy, a jeszcze ważniejsze, żeby pożegnać trzeźwość; ta bywa męcząca, tym bardziej w tych zjebanych czasach. Alkohol nie przynosił ulgi, tak? Ktoś, kto to powiedział chyba nigdy nie pił, albo kosztował jeno kieliszka i dziękował. Ulgę przynosiło prawdziwe zniszczenie, kiedy wlewasz w siebie tyle, że ci się ulewa, ale masz to w dupie i ładujesz dalej. Jest dobrze jak ostatecznie padasz na mordę i śpisz aż do trzeźwości, gorzej jeśli umysł odpada, a ciało dalej chce melanżować i stajesz się takim... imprezowym zwierzęciem, albo pijaną pożogą, która pochłonie wszystko. Moje usta wyciągają się w szerokim uśmiechu, jak tylko do uszu docierają słowa, wpierw rzucone z ust, których nie mogę znaleźć, ale w końcu spojrzenie zatrzymuje się na znajomej sylwetce, dziwacznie rozchwianej i bardziej frywolnej niż zwykle. Łapię ją w objęcia, kiedy o mało nie pada na podłogę, kurczowo przytrzymując się stolika - Z tobą, Yvette, zawsze. Choćbym miał później zdychać przez miesiąc, albo wyrzygać wszystkie wnętrzności, albo cokolwiek gorszego - nie zawiodę - kiwam głową, a skoro już ją przytrzymuję, to otulam jedną ręką dziewczęcą talię, palce drugiej splatam z jej palcami i w skocznym, tanecznym kroku, prowadzę ją aż pod sam bar. Między kolejnymi salwami śmiechu zataczamy się na ladę, a stojący za kontuarem barman wywraca oczami. To nie zmiana Philippy? Szkoda, miałem nadzieję ją tu spotkać, może namówić na szybkiego szota na zapleczu, ale... właściwie towarzystwo portowej uzdrowicielki było równie wyborne. Wypuszczam dziewczę z mocnego uścisku, chociaż jedna z moich dłoni wciąż błąka się po talii; tak dla bezpieczeństwa, bo gdyby tu nagle jebnęła to przypał, jeszcze by nam nie sprzedali więcej alkoholu... ta jasne, w Parszywym nie obowiązywały zasady mówiące, że nietrzeźwym alkoholu nie sprzedajemy, dostawał każdy kto płacił, a ja rzucam na blat kilka złotych monet - Polej nam czegoś mocnego, reszta dla ciebie - taki jestem hojny. Potem zwracam twarz w kierunku kobiety i uśmiecham się do niej głupkowato - Ależ ty jesteś pijana, Yvette, dobrze się bawisz? - śmieję się. Właściwie to nawet ciekawa zamiana ról, bo zwykle to ja słaniałem się na nogach.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Sala główna [odnośnik]11.02.21 10:37
Choć jeden jej nie zawiódł. Choć na niego mogła naprawdę liczyć i to w najbardziej kryzysowej sytuacji jak ta. Ktoś tam mądry co powiedział, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie miał jednak racje. A jaka bieda to była! No żeby w porcie nikt się nie chciał z nią napić, toż to aż wstyd. A jednak Johnny chciał. Może i zawsze chce, więc zaszczyt ją jakiś wielki nie spotkał, no ale aż ciepło na sercu się jej zrobiło. - Tyś mym rycerzem? - Zapytała łapiąc go za ramię. No nieco się za nim stęskniła, trochę się już nie widzieli, ale takiej czułości się po nim nie spodziewała. Co za dobry chłopak z niego.
- Tylko na ciebie można liczyć w tych, zam, zamierzch, zmierzch, zamierzłych, złych czasach. - No kto na Merlina wymyśla takie ciężkie słowa? Po co tak utrudniać sobie i innym życie? Istne okrucieństwo. Wraz z mężczyzną skocznym krokiem udali się w stronę baru. Ah! Jak ona by sobie potańczyła. Ale dziś jakoś kręciło jej się dziwnie w głowie, więc może jednak powinna sobie darować piruety? Śmiejąc się przytrzymała się za bok, który nagle zaczął ją kuć, drugą zaś rękę oparła o bar dla stabilizacji, choć w którymś momencie ich wspólnej przeprawy bez trzymającego ją mężczyzny zapewne skończyłaby na starej, poplamionej podłodze.
- Teraz to mnie obraziłeś. - Powiedziała z wyrzutem wskazując na niego palcem niemal trafiając go w oko. - Absolutnie nie jestem pijana. Lekko rozchwiana, ale to przez tą wilgoć. - Zaczęła się tłumaczyć gorliwie gestykulując i choć nie było w tym ani krzty sensu, czy powinno to kogokolwiek dziwić? - Żeby każdy pił tyle co ja to Parszywy by już dawno splajtował. Wypiłam. Trochę. Naprawdę niedużo. Ale tak, żeby od razu od pijanych wyzywać, no naprawdę... - Człowiek raz chce się napić, odstresować, a ci już od pijackich mord go wyzywają. Co za świat, żeby się w spokoju napić nawet nie można było! To jedno, ale żeby się nie miało z kim napić? To dopiero była tragedia. Na szczęście Johnnego Yvette pamiętała o tym, że jako jedyny okazał się być wiernym przyjacielem, no i postawił jej drinka, a to się szanuję.
- Bawię? Bawię! Ale nie mam z kim. Znaczy teraz mam, bo ty tu jesteś, ale wcześniej nie miałam, bo ciebie nie było, a ja byłam i się nie bawiłam, teraz mogę się bawić, bo ty tu jesteś i mam w końcu z kim, bo wcześniej nie miałam... - Wybełkotała chwytając za postawioną przez barmana, napełnioną nową dawką powolnej trucizny szklankę. Czy będzie tego żałować jutro? No cóż, to będzie jutro - pomyślała wypiwszy trunek jednym duszkiem. Pod czujnym spojrzeniem barmana odstawiła na blat szklankę, naprawdę lekko, no ona nie wie czemu ten tak się krzywił, aby obetrzeć usta rękawem w zdecydowanie mało eleganckim geście. - Masz bardzo ładne włosy, podobają mi się. Zawsze je miałeś? Czego używasz, żeby robiły ci się takie loczki? - Wyciągnęła rękę w stronę włosów Johnnego zakręcając kilka ich kosmyków na swoim palcu. A ona się tak stara! I wcierkę sobie ziołową robi i układa te swoje włosy codziennie rano chyba z piętnaście minut, żeby choć trochę je pokręcić, a on? On się taki urodził. Wzięli go wyjęli i od razu piękne, bujne loczki i gdzie tu jest sprawiedliwość? - Chciałbyś może popływać? Popływałabym - Rzuciła naglę odpychając się od blatu co zapewne nie skończyłoby się za dobrze bez jej asekuranta. - Tamiza przecież nie może być aż tak zimna o tej porze roku.
Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 30 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Sala główna [odnośnik]11.03.21 0:59
Wieczór był jeszcze wczesny; atmosfera panująca na głównej sali Parszywego Pasażera wydawała się senna, oscylując gdzieś pomiędzy momentem, w którym z pubu zniknęli ostatni odsypiający poprzednią popijawę marynarze, a chwilą, gdy mieli zacząć schodzić się znowu. Wewnątrz lokalu zajętych było zaledwie kilka stolików, przy których mniej lub bardziej pijani bywalcy pochylali się nad kuflami i szklankami – a mimo to ciche dudnienie, które rozległo się na zewnątrz, początkowo nie zaalarmowało nikogo. Hałas, przypominający szum wzburzonego morza lub tupot wielu par idących w marszowym tempie stóp, nasilał się stopniowo, aż zadźwięczał tuż przed wychodzącymi na portową alejkę drzwiami… po czym gwałtownie się urwał. Cisza, która zapadła, trwała może dwie sekundy, po których główne wejście otworzyło się na oścież, a do pubu wszedł wysoki, ubrany w mundur mężczyzna.
Już na pierwszy rzut oka było widać, że był to czarodziej wysoko postawiony, w ministerialnej machinie pełniący zapewne istotną rolę; ubrany w długi, sięgający niemal kostek płaszcz, cały czarny – nie licząc przypiętego do klapy odznaczenia, z którego sens wysnuć mogły wyłącznie osoby obeznane w obowiązującej w Magicznej Policji hierarchii. Na głowie nosił czapkę, stanowiącą część munduru, a w dłoni trzymał elegancką laskę, choć nie wyglądało na to, by jej potrzebował: szedł pewnym krokiem, wyprostowany, z dłońmi splecionymi za plecami i wysoko uniesioną głową, lustrując przy tym pomieszczenie z pewnością, która świadczyła o tym, że czuł się tak, jakby wszedł do siebie. Jego buty, ciężkie, podbite, zadudniły wyraźnie o drewnianą podłogę, zwracając uwagę przebywających w Parszywym Pasażerze gości oraz barmanki. Twarz miał jasną, zaciętą, naznaczoną wiekiem; mógł być około pięćdziesiątki, wzdłuż jego żuchwy biegła podłużna, jasna blizna; włosy miał jasne, starannie przystrzyżone, oczy czujne, choć zdradzające również ślady zaciekawienia.
Mężczyzna zatrzymał się na środku pomieszczenia, po czym uniósł prawą rękę i wykonał nią szybki gest – po którym w sali zaroiło się nagle od funkcjonariuszy magicznej policji. Ubrani identycznie, wchodzili dwójkami, co najmniej sześć par, rozchodząc się sprawnie wzdłuż ścian – wydawało się, że wiedzieli, co mieli robić. – Zabezpieczyć wejście – odezwał się czarodziej. Nie odwrócił się za siebie, pewny, że jego podwładni usłuchają jego polecenia – i rzeczywiście tak się stało, dwóch policjantów uniosło różdżki, machnęło nimi w identycznym geście, po czym obaj na baczność stanęli przy drzwiach. – Dobry wieczór! Arnold Montague, główny komendant Magicznej Policji. Proszę wszystkich o spokojne odłożenie różdżek na podłogę, a następnie ustawienie się pod ścianami – powiedział mężczyzna, wykonując zamaszysty gest dłońmi, którym wskazał na dwie przeciwległe ściany. Niemal nie podnosił głosu, a jednak był doskonale słyszalny; jego ton wydawał się spokojny, prawie konwersacyjny, choć czujne ucho byłoby w stanie usłyszeć w nim jakąś groźną, trudną do uchwycenia nutę. Kącik jego ust drgnął, jakby w uśmiechu, pozbawionym jednak wesołości czy szczerego rozbawienia; jego oczy pozostały przy tym chłodne. – Sprawdźcie piętro. Zablokujcie wyjście na zaplecze – wyrzucił kolejne rozkazy. Towarzyszący mu policjanci usłuchali natychmiast, czwórka zniknęła na schodach prowadzących na piętro, dwóch w bocznym korytarzyku. Sam komendant podszedł powolnym krokiem do baru, żeby zwrócić się do stojącej za nim barmanki. – Proszę zawołać właściciela. Madame – powiedział, opierając się o ladę niemal nonszalancko; chociaż uśmiechnął się do młodej dziewczyny stojącej za barem, był to uśmiech pozbawiony jakiejkolwiek serdeczności. – A państwa proszę o przygotowanie dokumentów potwierdzających rejestrację różdżek – dodał, rozglądając się po sali w pozycji, która pozornie mogła wydawać się swobodna; tylko bystre oko zauważyłoby, że dłoń czarodzieja cały czas spoczywała na rękojeści przytroczonej do pasa, eleganckiej laski.

Mistrz gry wita wszystkich serdecznie.

Fabularna data wątku zostaje ustalona na 4 listopada. Czas na odpis wynosi 72 godziny, do tego czasu w temacie mogą pojawić się wszystkie postacie, które mają na to ochotę, i których obecność tego dnia w Parszywym Pasażerze może zostać w jakiś sposób usprawiedliwiona.

Mistrzem gry jest William, w razie pytań – zapraszam.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala główna - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala główna [odnośnik]11.03.21 3:38
Cornelius Sallow nie mógł przepuścić takiej okazji. W październiku poczuł się upokorzony własnym nonsensownym z perspektywy czasu zauroczeniem, a choć Celine gościła zbyt często w jego myślach, to był człowiekiem ceniącym kontrolę i tchórzliwym. Ta mieszanka cech osobowości, przyprószona typowym dla rodziny Sallowów (z nielicznymi wyjątkami, niech Solasowi ziemia lekką będzie) narcyzmem, kazała mu skapitalizować swój wypadek. Upokorzenie w oczach funkcjonariuszy i tego portowego wielkoluda, przekuje w propagandowy spektakl ku własnej chwale. Znaczy, ku chwale Ministerstwa i praworządności i Czarnego Pana. Sprawa tego, że odpowiadał bezpośrednio przed Deirdre Mericourt, nadal była bolesnym kolcem w jego sercu. Wykaże się i jeszcze jej pokaże. Co prawda, jego priorytetem miało być w tej chwili co innego, ale program edukacyjny Hogwartu pewnie nie ucieknie.
Zmarszczył lekko nos, pojawiając się przed Parszywym Pasażerem. Śmierdziało, jak to portem. Odruchowo wygładził swoją długą, modną, czarną szatę, mimowolnie zastanawiając się, czy wygląda w niej na dużo niższego od postawnego komendanta policji. No nic, i tak im wszystkim pokaże. Pewnie pamiętali jego upokorzenie (szczególnie ten wielkolud), pamiętali jak policjanci wynosili go stąd, wyrywającego się. Pewnie się śmiali, choć nie pamiętał - ale tak czy siak, już nie będzie im do śmiechu.
Wszedł do środka wraz z komendantem i policjantami, z dumnie zadartą głową i lekko pogardliwym uśmieszkiem. Upajając się chwilą, rozejrzał się po sali.


wejście skonsultowane z mg
ekwipunek: różdżka
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sala główna - Page 12 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Sala główna [odnośnik]11.03.21 15:01
Szykowała się do kolejnej zmiany. Stała przed połamanym lustrem, któremu brakowało kilku kawałków i upinała swoje włosy w idealny kok. Niemiecki porządek zmuszał ją do perfekcyjności. Względnej. Ciężko było być idealnym w miejscu takim jak Parszywy, była tego świadoma. Potem poprawiła swoją ciemną, ciężką suknię i upewniła się, że wszystko było na właściwym miejscu. Zarzuciła na siebie szal, który miał jej pomóc w ogrzaniu się w tę chłodną porę. Przy okazji zgarnęła talię kart ze stołu, wrzuciła je do woreczka, który przewiązała na dłoni. Różdżkę miała przy sobie. Wyglądała jakby szła na pogrzeb… choć większość pracowników uznałaby to za normalny wygląd.
Nie miała pojęcia gdzie był jej mąż. Jego i tak najczęściej w ogóle nie było albo grał w karty i upijał się do nieprzytomności w gronie jakiś wyjątkowo szemranych osób. Westchnęła ciężko. Wspomnienie niedawnej randki, w Noc Duchów, sprawiało że czuła się wyjątkowo zaniedbana. Miała ochotę pozbyć się męża, ale nie wiedziała tylko jak. Jej pracownicy z kolei przygotowywali lokal na kolejną turę pijanych marynarzy. Szczotki same czyściły podłogę, a szmatki ściany, kufle i inne powierzchnie. Ona z kolei przygotowywała swój mały kącik do wróżenia.
Kiedy usłyszała dziwny hasał, myślała z początku, że marynarze rozpoczęli kolejną burdę. Wywróciła oczami, wyraźnie zniecierpliwiona ciągle powtarzającymi się problemami. Miała ich dosyć. Serdecznie dosyć. Gdyby tylko była w stanie zmienić ten lokal. Nie wyszła od razu, uznając że albo barmanka albo ktokolwiek zajmie się tymi przeklętymi alkoholikami. Szmery nie ustawały, a nawet zbliżały się do zaplecza, gdzie akurat przebywała, co sprawiło, że się zaniepokoiła.
Barmanka pojawiła się nagle, wyraźnie przestraszona. Krótkie oświadczenie brzmiało „policja”, a za tym usłyszała imię głównego policjanta. Boyle przymknęła na chwilę oczy. I co teraz? Co chcieli? Co mogli by chcieć? Westchnęła ciężko. Ruszyła za dziewczyną w stronę głównej sali. Na ilość znajdujących się tutaj policjantów odrobinę się wystraszyła, ale nie dała po sobie tego poznać. Zachowywała się, jak gdyby było to normą… bo do jakiegoś stopnia było. Ręką machnęła wszystkim pracownikom, żeby się uspokoili. Zabawnie było widzieć marynarzy, którzy w końcu wykonywali jakieś polecenia. Jej nie słuchali, ale policję już tak. Skomentowała ten widok po niemiecku, rugając się swoim parszywym klientom, ale bez uśmiechu.
Guten Abend. Boyle. Matilda Adel – przedstawiła się krótko prawdziwym imieniem i nazwiskiem męża. Widząc policjantów z różdżkami w rękach, uniosła dłonie do góry, a potem powoli je spuściła. – Współwłaścicielka. Mój mąż nie jest obecny – dodała z ciężkim niemieckim akcentem, bo mimo wszystko obecna sytuacja trochę ją stresowała. A starego gada nigdzie nie było. Zapewne szwendał się gdzieś po porcie. Oczywiście. W ogóle nie można było na niego liczyć. – Co się stało? Czy mój mąż coś zrobił? – Zapytała niepewnie, bo podejrzewała, że to on jest winny całemu zamieszaniu. Pewnie jego „załatwię transport” oznaczało „ukradnę go”, a teraz mieli problemy. Przeklęty niech będzie dzień, kiedy zgodziła się za niego wyjść. Policjant wyglądał na takiego, z którym nie należało dyskutować, nie mniej chciała spróbować dowiedzieć się o co chodziło. Ale jednocześnie nie chciała przechodzić żadnych granic. Głupio też byłoby się rządzić, kiedy wiadomo było jak funkcjonowała nowa władza w Londynie.
Nie miała dokumentów rejestracji. Nie chciała rejestrować różdżki, mając w pamięci złe doświadczenia z Niemiec z lat trzydziestych. Z tym, że były one związane z mugolami, a nie czarodziejami i rejestracją różdżek. Jednak wystarczyło to, żeby nie ufała nikomu, kto próbował siebie kreować na władzę. Nie lubiła być upokarzana przez urzędników. Nie lubiła tym bardziej, kiedy ktokolwiek dotykał jej różdżkę. Informację o opuszczeniu różdżek na ziemię nie dosłyszała, bo była w tym czasie na zapleczu.
Jej surowy wzrok zatrzymał się na Corneliusie Sallowie, którego nie znała z imienia i nazwiska. Przypominał jej kolegę z dzieciństwa. Mugola, który jednego dnia zjawił się w pięknym, nowym czarnym mundurze. Tego samego, który z miłego chłopaka stał się podłym człowiekiem; który z uśmiechem na twarzy uderzył jej brata w twarz i zmusił do kłaniania się. Ciarki przeszły ją na samą myśl. Ręce złożyła przed sobą, na swojej sukni i cierpliwie czekała na wyjaśnienie zajścia.
Wyglądała dumnie, ale i śmiertelnie poważnie. Przeniosła spojrzenie z powrotem na głównodowodzącego policjanta. Nie uśmiechnęła się, bo nie było jej do śmiechu. Dopiero teraz zaczęła się naprawdę bać, ale wciąż po sobie tego nie okazywała.

Wyposażenie: niezarejestrowana różdżka, przejrzysty woreczek z talią tarota zwisa mi na nadgarstku



nectar and balm
Dorothea Boyle
Zawód : Szefowa Parszywego; tarocistka
Wiek : 47
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Nie patrzcie na mnie, żem śniada, że mnie spaliło słońce.
Śniada jestem, lecz piękna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8286-matilda-dorothea-boyle#239983 https://www.morsmordre.net/t8307-friedel https://www.morsmordre.net/t8306-pani-boyle#240503 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8309-skrytka-bankowa-nr-1867#240509 https://www.morsmordre.net/t8308-d-boyle#240506

Strona 12 z 20 Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13 ... 16 ... 20  Next

Sala główna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach