Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój 6
AutorWiadomość
Pokój 6 [odnośnik]05.04.15 22:16
First topic message reminder :

Pokój 6

★★
Pokoje w Parszywym Pasażerze wynajmowane są przez osoby, którym nie przeszkadza brak luksusu, chcą oszczędzić ostatnie srebrne monety w sakiewce, czy też schować się przed światem. Najczęściej trafiają tutaj lokalni rybacy po męczącym dniu pracy i podróżni marynarze, którzy przycumowali na jedną noc w pobliskim porcie, a odpoczynek na stałym lądzie jest miłą odmianą od kołyszącego się statku... A może po prostu upojeni ognistą whiskey nie są wstanie trafić z powrotem? Na szczęście lokal oferuje lepsze warunki noclegowe, niż można by się spodziewać po widoku głównej sali. Jeżeli nie przeszkadza ci twardy materac, cienka kołdra, z której wylatują, nawet przy najmniejszym ruchu, pozostałości gęsiego pierza, a także doskonale słyszalne marynarskie pieśni i awantury, bez problemu się tutaj odnajdziesz. Pomimo że pokój nie ujmuje za serce swoim urokiem, właściciel gwarantuje, że na łóżku można wypocząć bez obaw o złapanie wszy.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:27, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój 6 - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój 6 [odnośnik]17.01.21 15:08
Skoro obiecał Pani Boyle, że dziewczynom u góry pomoże to pomagać musiał. Poza tym, nie wypadało obojętnie przejść jak ktoś krzyczał i się bał, taki Hagrid nie był. Więc choćby się waliło i paliło to by pomógł, nie dlatego, że praca, a dlatego, że takie serce miał i tyle. Londyn wcale przyjemny się nie wydawał, ale ludzi można było spotkać miłych. Panią Rain już kiedyś widział, chociaż nie rozmawiali za bardzo, widać nie było o czym. Ona się jakaś taka poważna wydawała, zbyt baczne miała spojrzenie i jakieś takie smutne, tak na pierwszy rzut oka. Może dlatego piła? Ważne, że częstowała.
- Podziękował bardzo - wyszczerzył zęby i łyknął całą szklankę na raz, dużo to to nie było. - No coś mówiła, że tu są panie i, że trzeba ochronić, ja żem nie pytał, bo ja wścibski to nie jestem. Dobre to było - spojrzał w szklankę. - Dobra, nie ma. Ja żem mordę zapamiętał to jak wejdzie to go w podskokach wypieprzę, jak ma nie wchodzić to nie ma problema.
Hagrid pojęcia bladego nie miał co się tam u góry wyczynia, ale nie interesował się specjalnie tym. Dopiero 3 dni w Parszywym robił i naprawdę mu zależało co by dobrze wypaść i zostać w tym miejscu. Widok na Londyn dobry, blisko wszędzie, roboty było dużo, pieniądze dawali, żreć co miał. Czego chcieć więcej? Jeśli miałby to wszystko zaprzepaścić sobie, bo by nos w nie swoje sprawy wtrącał to niedoczekanie jego. Swój rozum i godność półolbrzyma miał.
Czasy Hogwartu takie łatwe nie były jak te ostatnie lata na wsi. Wytykanie palcami, śmiechy i groźby, tak jakby sam Hagrid nikim tak właściwie był i nic zareagować nie mógł. To nie to, że się bał, bo nie miał czego. Wstydu ani sobie ani tacie przynieść nie chciał, ale jak tata zmarł to już mu i tak wszystko jedno było. Dobrze, że Aragog chociaż się pojawił na jego drodze, to zawsze jakoś tak raźniej.
- Ojoj - odchrząknął tylko.
Slytherinu nigdy nie lubił, ale ta Rain to mu wcale do tego co sobie zapamiętał ze szkoły, nie pasowała. Ślizgoni byli dla niego nie mili, a ona była bardzo w porządku. Nawet szklaneczkę alkoholu dała, a to było bardzo miłe. No chyba, że coś tam w środku jakaś trucizna być miała, ale to raczej nie, bo przecież sama sobie też nalazła.
- Ja żem z wami nigdy dobrze nie trzymał - powiedział wprost. - Ale uprzedzony nie jestem, a czemu to tam niedobrze było? Ja żem myślał, że jak Czapka Przydziału gdzieś przydzieli to jednak z sensem.
Żuk słodki był, chociaż jakby miał kolce albo zęby to by w ogóle o wiele lepiej wyglądał. Jednak taki zagubiony i mały, to mu trzeba było pomóc. Jeszcze ktoś by go butem zdeptał. Hagrid schylił się i wziął go na palce, a potem położył na parapecie jednego z okien. Niech sobie idzie i będzie szczęśliwy.
- Ta, wiem. Że jak syf dookoła to się wtedy burdel robi, ta - po co z tego od razu afera, jacyś klienci i jeszcze ochrona to nie rozumiał. - Znaczy Parszywy to nie pałac, ja wiem. Ale żeby burdel od razu? Schludno w miarę, bardzo ładny lokal, naprawdę. Ja bym tak nie nazwał, że syf, smród, brud i ubóstwo, ale....
I wtedy go trafiło. Słyszał o takim innym BURDELU. Chłopaki z tartaku czasem coś powiedzieli, nawet wziąć go chcieli, ale odmawiał za każdym razem. Jeśli jedną rzecz o burdelu wiedział, to tylko to, że tam Panie robiły różne rzeczy z różne kwoty i żadnej z tych rzeczy Hagrid spróbować zbytnio nie chciał.



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Pokój 6 [odnośnik]23.01.21 10:40
Osobiście tej Tiarze przydziału nie specjalnie wierzyła. Może na początku, gdy wkładali ją na jej głowę czuła wiarę w moc i wiedzę magicznego przedmiotu. Przecież jak coś przydzieliło tylu uczniów, istnieje od tylu lat, to przecież nie może się mylić? Huxley nigdy jednak nie czuła się dobrze w swoim domu, nie bawiło jej dokuczanie innym uczniom, wymuszanie prac domowych. Większość uczniów Slytherinu była niezwykle wyniosła, bogata, z dobrych domów i Rain, najzwyczajniej w świecie, nie umiała się z nimi dogadać. Może miała w sobie cechy prawdziwego ślizgona, ale do tych dzieciaków co tam mieszkali, było jej bardzo nie po drodze.
- A, uwierz mi Hagrid, że ja również z nimi dobrze nie trzymałam – odpowiedziała z uśmiechem. – Ile ja dla nich punktów potraciłam, a ile szlabanów bo się próbowałam z kimś pobić…
Machnęła ręką kręcąc głową. Ciekawe czasy. Miło było czasami powspominać szkołę, dla niej przynajmniej, bo Hagrid nie wyglądał na szczególnie zadowolonego powracaniem wspomnieniami do okresu wywalenia go ze szkoły i śmierci tamtej dziewczyny. Dlatego zostawiła już ten temat.
Bardziej była zaangażowana teraz w wyjaśnienie mu o co w Parszywym chodzi i co tu się na górze dzieje. Mężczyzna nie wyglądał na zbyt bystrego w tej kwestii, jakby ta część jego męskości była co najmniej mało poznana. Huxley zmierzyła go wzrokiem, od góry do dołu, i stwierdziła, że to w sumie dziwne, bo Hagridowi absolutnie nic nie brakowało. Tak na pierwszy rzut oka.
Tłumaczyła mu to wszystko gdy ten dbał o dobre życie małego żuczka i Huxley miała wrażenie, że był tym tak zajęty, że chyba nie do końca zrozumiał o co jej chodzi. Prawie załamała ręce i przeklinała w duchu starą Boyle, gdy mężczyzna zaczął mówić o bałaganie, syfie i nieporządku. Zaczął jej lokal chwalić, że tu wcale nie ma takiego bałaganu a Huxley przesadza i w pewnym momencie dostrzegła iskierkę w jego oku.
- Na Merlina, załapałeś – mruknęła pod nosem upijając łyk alkoholu. – To ja ci doleję, co Hagrid?
Sięgnęła po butelkę i wlała pełną szklankę dla Hagrida. Sądziła, że mu się to teraz przyda i zaraz skorzysta i wypije więcej. Gdyby Rain miała inny charakter, to może nawet zrobiłoby się jej głupio i żal mężczyzny, że musiała go uświadamiać. Miała nadzieję, że to nie popsuje ich relacji. W sumie, dopiero się poznali, ale Hux miała wrażenie, że całkiem dobrze mogą ze sobą żyć. Tak pozytywnie.
- Słuchaj Hagrid, to nic złego. Praca jak każda inna, ja zarabiam, pani Boyle zarabia, a gdy nie mam klientów to pomagam Philippie na barze. Philippe już chyba poznałeś, co? – dopytała. – A przy okazji można się wiele dowiedzieć, a to się teraz, w tych czasach, przydaje. No i sam przed chwilą widziałeś, niektórzy klienci nie są zbyt mili, a my kobiety, nie zawsze damy sobie radę z nimi sami. Dlatego Boyle cię poprosiła, żebyś miał tu na górze na nas oko. Rozumiesz?


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Pokój 6 [odnośnik]24.01.21 17:24
Co by źle ze Ślizgonimi żyć to on wiedział co znaczy. Niektóre ciemne typy stamtąd to jedyną radość odczuwali jak kogoś wyzwali albo czarem przez korytarz puścili. Ale jak ta głównie punkty traciła dla Slytherinu to może i lepiej, taka ukryta opcja Gryfońska w zielono-srebrnych barwach. Przez chwilę przymknął oczy próbując sobie wyobrazić ją jako dziecko, tak co by zorientować się czy w ogóle pamięta, ale pamięć po latach szwankowała, zwłaszcza gdy emocje jednak trzymały, po tym jak zobaczył jak ją jakiś dupek dusił.
- Ta no, tam ten jeszcze był, jak on miał... - zamyślił się. - Taki profesorek od eliksirów co tam ten, ale ja to z eliksirów dobry nigdy nie byłem - wzruszył ramionami. - Slughorn, o!
Wszystko jakieś takie tory obrało, że się Hagrid nie spodziewał czego o tym miejscu się dowie. Parszywy Pasażer porządny lokal, wszystkim tak mówił i naprawdę w to wierzył, ale do tej pory to myślał, że tu się eliksiry jakieś robią. Nawet fajna to była zabawa pewnie, tak sobie leżeć nad ranem i wyobrażać co tam się w kociołkach za ścianą obok pichci. Czasem jakieś jęki słyszał, ale to wcale złowrogo nie brzmiało. Ale teraz to już wiedział dokładnie co to za jęki. Takie same czasem z toalet knajpy w Keswick słyszał, domyślał się.
- No eee... - aż go wmurowało. - Ta... Może ta - wysunął szklankę do przodu. Oj potrzebował tego alkoholu teraz jak mało kiedy.
Nie chciał sobie dalej wyobrażać co DOKŁADNIE odbywa się na tym łóżku albo co odbywało się na jego łóżku, na którym od kilku dni dzięki uprzejmości Pani Boyle, śpi. Sam zresztą nigdy okazji nie miał żeby, no... Wiadomo co. Nie żeby był jakiś wybrakowany, czasem się zdarzało, że jakaś dziewczyna ze wsi milej podeszła, ale to mu potem koledzy powiedzieli o co jej chodziło, sam się nie zorientował za szybko. Nie tak, że nie chciał. Może i by kiedyś chciał, ale to się wiązało z tym, że trzeba by było przed kimś bliżej być, a przecież to nie takie proste, zwłaszcza jak się jest takim Hagridem. Nikt mu nigdy nie usiadł i nie wytłumaczył, bo i kto? Tatko odszedł dawno, wuja nie pytał, bo to głupio, a w Keswick to już myśleli widocznie, że wie. Dopiero gdzieś tam przy okazji rozmów, jak słuchał co chłopy z tartaku opowiadają, to do niego wtedy dochodziło. Dziwne rzeczy robili, oj dziwne.
- Philippe poznałem, ta... Ale ona też ten? Znaczy się... Mam rozumieć, że to ten tu robicie... - ściszył na chwilę głos i jeszcze się zawahał. - Seksy tu robicie? - aż mu czerwony rumieniec na twarz spłynął.
Chyba pierwszy raz to słowo powiedział, choć przecież słowo jak słowo, normalne zupełnie. Może i powinien poprosić żeby mu pokazała czy opowiedziała co i jak, skoro to prawdziwa specjalistka była, to na pewno by wiedziała, ale jakoś tak głupio. Teraz musiał przetrawić o co w ogóle chodzi.
- Jak to jest? - sam nie wiedział o co w sumie zapytał. - W sensie, że ja szczegółów to nie znam... Mi raczej nie po drodze było z tym, no... e... Tak, że ten - ale może i wypadało się dopytać, skoro taka okazja się trafiła. - Jak się to robi by wszystko było w porządeczku?



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Pokój 6 [odnośnik]24.01.21 23:00
Na wspomnienie o Slughornie tylko zaśmiała się ciepło. Z nim też jakoś specjalnie dobrze nie żyła, nie była prymuską z eliksirów, do jego klubu Ślimaka również nie należała. A wiadomym było, że był to mężczyzna bardzo przyjazny i miły, ale w swojej głowie miał i najbardziej ukochał sobie uczniów albo zdolnych albo pochodzących z dobrych i wpływowych domów. Nie był jednak złym opiekunem, nad wyraz dobrym jak na Ślizgonów. I czasami trochę zbyt pobłażliwym, o czym również się nie raz przekonała.
- A no był – kiwnęła głową. – Też udało ci się wysadzić kociołek?
Zapytała, dopiero po chwili przypominając sobie, że mężczyzna wpadł tu z myślą, że tu się jakieś eliksiry ważą. Uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła tylko głową. Powinna się czasami ugryźć w język, zazwyczaj nie miała problemów z tym by nie powiedzieć za dużo. A dzisiaj, no cóż. Jej powściągliwość w mówieniu pozostawiała dużo do życzenia.
Dolała mu odpowiednią porcję alkoholu, żałowała, że nie mieli w Parszywym większych szklanek. Może powinni mu jakiś taki specjalny, duży kufel zamówić? Skoro już miał z nimi zostać na dłużej, to lepiej by pił z czegoś przystosowanego do jego rozmiarów. Zerknęła na łóżko na którym siedział, podobne miał w swojej izbie. Że też się mieścił i mu było wygodnie, może stara Boyle mu je zaklęciem lekko zwiększyła? Ah, kto ją tam wie.
- Nie, nie nie, Philippa nie – szybko zaprzeczyła. – Philippa zajmuje się tylko barem.
Musiała bardzo się powstrzymać żeby nie parsknąć śmiechem, ale wesołe iskierki zatańczyły w jej oczach. Dawno nie spotkała takiego mężczyzny, na tyle dawno, że już zapomniała, że tacy naprawdę istnieją! Że o kobietach za dużo nie wiedzą, o spędzaniu razem czasu w łóżku w ten albo inny sposób. Wzięła głębszy wdech i przytaknęła głową. Musiała się przez chwilę zastanowić jak to wszystko ująć w słowa, co by go nie wystraszyć. Naprawdę poczuła sympatię do Hagrida. Natomiast zdziwiło ją pytanie, że zaczął drążyć temat. Dopytywać. Zainteresowało go to, na co w pewnym sensie odetchnęła z ulgą. Nie żeby coś miała do tego, sama spędziła cudowną noc u boku przyjaciółki.
- To nie takie trudne, Hagridzie. Trzeba się tylko otworzyć i nie wstydzić – poklepała go po ramieniu. Normalnie poklepała by go po plecach, ale aż tak długiej ręki nie miała. – Żaden mężczyzna nie rodzi się specjalistą w tej kwestii, to trzeba po prostu spróbować i zrobić. Kobieta z mężczyzną pasują do siebie idealnie, twoja męskość w kobiecą piękność, a potem, zaufaj mi, twój męski instynkt już cię poprowadzi.
Postarała się wyjaśnić mu to jak najbardziej… delikatnie. Nie używać głupich porównań, Hagrid nie był półgłówkiem i nie chciała go obrażać. Pytał, chciał się dowiedzieć, może miał jakąś pannę na oku? Kto go tam wie.
- Hagrid – zaczęła poważnie, co by nie myślał, że sobie żartuje z niego czy coś w tym rodzaju. – Widziałam już wiele mężczyzn i naprawdę nie robi to na mnie wrażenia. Wiesz, jak u uzdrowiciela, no nie? Jeżeli kiedyś będziesz chciał, to ja ci mogę wszystko pokazać i wytłumaczyć.
Normalnie wzięłaby za to pieniądze, ale przez tą dziwną sympatię, którą poczuła do mężczyzny, przez tę jego prostotę i szczerość, z którą tak dawno nie miała do czynienia, to naprawdę chciała mu pomóc. Jeżeli tylko będzie chciał jej pomocy, to ona na pewno mu pomoże. Nie był to jednak dobry moment, by tłumaczyć mu to wszystko teraz. Miała wrażenie, że jak na dzisiejszy wieczór to i tak miał za dużo wrażeń.


zt x2 <3


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Pokój 6 [odnośnik]04.02.21 1:13
4 listopada

Nadszedł wtorek, nadeszła wieczorna godzina - więc nęcona możliwością bezkarnego opuszczenia Grimmauld Place Celine już czekała w Parszywym Pasażerze na Rain. Kobieta miała zjawić się lada chwila; och, to piękne, że nawet fakt chwilowej, niespodziewanej rozłąki nie był w stanie zachwiać nicią metafizycznego porozumienia, która zbliżyła je do siebie nierozerwalną miłością wśród portowych mgieł. To dlatego półwila oczekiwała na nią z tak słodką ekscytacją. Jej żyły zdawały się delikatnie łaskotać od środka, świat widziała natomiast do góry nogami - leżąca na wysłużonym łóżku okutanym gęsią pościelą, z nogami opartymi o drewniane wezgłowie i wystającą zza niego chłodną ścianę. Skromna lawendowa sukienka podsunęła się do góry, odsłoniła uda, ornamentalne zwieńczenie białych rajstop, a palce stóp skryte pod cienkim materiałem poruszały się rytmicznie, zginały i prostowały. Rozciągała ospałe, zmęczone mięśnie. Nawet pomimo nieposprzątanego pokoju nie obawiała się Parszywego kurzu, chodzenia po nim boso; zalegał na podłodze jak dywan, całkiem zabawny, a przede wszystkim znajomy - czasem brakowało jej wszechobecnego nieporządku, chaosu, prostoty, bo tu nikt przecież nie dbał o dokładne wypolerowanie mebli, o nienaganne ułożenie warzyw na talerzu czy precyzyjne ułożenie sztućców obok porcelanowej zastawy. A ona? Ku własnemu zdumieniu Celine rozróżniała już widelce do sałatek, dań głównych, ryb, ciast i przystawek.
Kiedy tylko skrzypnęły stare drzwi czarownica instynktownie poderwała się do góry, odgięła głowę do tyłu, niebiesko-zielonymi tęczówkami odszukując znajomą, odzianą w klasyczną czerń sylwetkę. Była równie piękna jak nieco ponad miesiąc temu. Może bardziej zmęczona, może bardziej zatroskana - ale kto teraz nie był?
- Nareszcie - zaświergotała i przeturlała się na łóżku, by zwinnie zeskoczyć z niego na podłogę w akompaniamencie kilku gęsich piór wznieconych w powietrze. Nie musiała, nie mogła hamować radości: zamiast tego skocznym krokiem dopadła do Rain i przycisnęła się do niej w tęsknej desperacji, talię zamykając w uścisku chudych rąk. - Tak się stęskniłam, dziękuję, że przyszłaś; pewnie byłaś zajęta, prawda? A... zostaniesz do rana? Tutaj, ze mną? - spytała Celine z rozmarzonym uśmiechem, w przekrwionych oczach mając tyle miłości, ile tylko pomieścić mogło wile serce. Gdyby nie Rain, gdyby nie Philippa, Bojczuk, Keat, Morgan, Marcel, James, Rubeus - gdzie by dziś była, kim by była?
We wręcz dziecięcym geście pozwoliła sobie delikatnie stanąć na palcach stóp Rain, przylgnęła do niej w dziwnym, paradoksalnie tanecznym bezruchu, niechętna puścić ją choćby na chwilę, jakby przestraszona, że ta zaraz zniknie; miały czas tylko do poranka, zaledwie do szóstej rano, a w kieszeni sukienki spoczywał niecierpliwie wróżkowy pył, którym powinny cieszyć się razem. - Przyniosłam ze sobą też trochę jabłek, jeśli masz ochotę. W porcie pewnie trudno o takie świeże - dodała miękko. W spiżarni Blacków zasobów nie brakowało, Celine mogła korzystać z nich w ramach rozsądku, zawsze wtedy, gdy była głodna, choć niechętnie prosiła o pomoc skrzaty domowe krzątające się po kuchni. Nie przyrządzały jej posiłków tak często jak innym służącym na Grimmauld Place - półwila nie miała bowiem serca by zaprzątać je do dodatkowej pracy, choć ich pichcenie było niepomiernie bardziej zjadliwe od tego, co zdolna była przygotować sama.


there's a part of me that's desperate for changes, tired of being treated like a pawn. but there's a part of me that stares back from inside the mirror, part of me that's scared I might be wrong, that I can't be strong...


Ostatnio zmieniony przez Celine Lovegood dnia 05.04.21 23:51, w całości zmieniany 1 raz
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Pokój 6 [odnośnik]06.02.21 17:01
Gdy tylko weszła do Parszywego i usłyszała, kto ją oczekuje w pokoju numer 6, to niemal podskoczyła z radości. Niemal, bo stóp od ziemi co prawda nie oderwała, ale wewnętrznie ucieszyła się niesamowicie. Tak dawno jej nie widziała. Odkąd jej Celinka zaczęła pracę w domu Black’ów ich kontakt był ograniczony. A jej piękna panna Lovegood w dokach pojawiała się zdecydowanie zbyt rzadko niż sobie Huxley tego życzyła. Ale nie miała zamiaru teraz tego roztrząsać. Znalazła wzrokiem Hagrida, poinformowała, że znika, prawdopodobnie na całą noc w pokoju numer 6 i żeby im nie przeszkadzano, po czym ruszyła po schodach na górę. Wchodząc stopień za stopniem czuła podekscytowanie, zobaczy w końcu swoją piękność. W Celinie było coś takiego, że Rain nie była w stanie odwrócić od niej wzroku. Każda chwila w jej towarzystwie była niezwykłą przyjemnością, a taniec młodej dziewczyny wręcz miodem na serce. To było zdecydowanie coś innego niż to co odczuwała spędzając czas z Philippą czy Matthew. Traktowała ją trochę jak własną córkę, rozszarpałaby każdego na strzępy gdyby włos spadł jej z głowy, chciała o nią dbać i pokazać jak przeżyć w tym ciężkim świecie. Chociaż, ponoć teraz miała zdecydowanie lepiej. Ciepły kąt, posiłek, bo z tego co słyszała, to arystokracji powodziło się całkiem dobrze, tylko musiała służyć jakiejś rozpieszczonej pannicy. Któregoś dnia Rain wybrała się pod Grimmauld Place i akurat trafiła na tą całą lady. Skrzywiła się, że ktoś taki miał jej dziewczynkę dla siebie. Otworzyła drzwi, ze zwyczajnym dla Parszywego, skrzypnięciem.
- Celine – powiedziała tylko, gdy drobna blondyneczka przylgnęła do jej ciała. Uśmiech pojawił się na twarzy Huxley mimowolnie. Objęła ją swoimi ramionami i ucałowała w czoło, jak matka, która dawno nie widziała swojego dziecka. – Moja miła…
Nigdy nie zrozumiała skąd u niej tyle czułości w stosunku do tej dziewczyny. Nie były ze sobą spokrewnione, wiele takich Rain już spotkała na swojej drodze, ale w pannie Lovegood było coś, co pochłonęło niedostępną Huxley w całości. Przepadła, po prostu. I nie miała absolutnie zamiaru się tego sprzeciwiać.
- Spokojnie, Celine. Zajęta? Dla ciebie zawsze znajdę czas, tym bardziej teraz, kiedy tak rzadko tu bywasz – odpowiedziała spokojnie, już typowym dla siebie tonem głosu. – Tak, już poprosiłam Hagrida by nikt nie wchodził do szóstki. Zdążyłaś już poznać Hagrida? Myślę, że byście przypadli sobie do gustu.
Rozbawił ją ten dziecinny ton w głosie Celine, było to niezwykle urocze. Zawsze po spotkaniu z tą dziewczyną Huxley miała parek słodyczy zapełniony po brzegi i wystarczyło jej to do spotkania kolejnego. Nie przeszkadzało jej to, bardzo miła odskocznia od tego z czym zazwyczaj miała do czynienia. Ze strachem i złością wśród marynarzy i czarodziejów mieszkających w porcie, z własnymi problemami, z brakiem jedzenia i dostaw do Parszywego Pasażera, z własnymi problemami. Każdy miał prawo do tego, aby się trochę oderwać, przez chwilę być kimś innym i zapomnieć o rzeczywistości. Przy młodziutkiej półwili to się właśnie stawało z Huxley. Jakby była kimś innym i zdecydowanie zapominała o świecie dookoła.
- Jabłka. Tak, strasznie krucho z dostawami. Statki nie przybijają do portu, jest bardzo mało towaru, a wszystko co lepsze zaraz jest zabierane i transportowane do… tych lepszych – skrzywiła się. – Zostają same ochłapy… chociaż, jesteś głodna?
Rain niechętnie wypuściła swoją córkę, bo z chęcią ją tak nazywała, z ramion i podeszła do stołu. Odstawiła swoje rzeczy na blat, odpięła i przewiesiła płaszcz przez krzesło. A z kieszeni wyciągnęła bułeczkę. Wyciągnęła ją w stronę Celinki.
- Świeża, maślana. Udało mi się zwinąć jak szłam tutaj. Myślę, że będzie ci smakować – uśmiechnęła się i puściła jej oczko. – Alkohol na pusty żołądek nie bardzo… I wróżka. A jak cię znam, tak masz przy sobie. Prawda?
Dopytała, chociaż dobrze znała odpowiedź. A jeśli jej córka nie miała, to Rain miała swoje ostatnie dwie porcje w sakiewce. Tak coś czuła, że dzisiaj może się przydać. Zapowiadała się cudowna noc. Miały przed sobą tyle godzin, tylko dla siebie. I mogły je wykorzystać w każdy możliwy sposób.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Pokój 6 [odnośnik]08.02.21 21:13
Celine natomiast instynktownie, całe życie, poszukiwała matki. Jej zastępstwa, kogoś, kto byłby zdolny wypełnić pustkę nieznanego ciepła, zaspokoić tęsknotę do kobiecego autorytetu, którym nie mógł stać się jej ojciec. Starał się, ale był ojcem, był tatkiem, mężczyzną, którego wrażliwość - choć ogromna, Lovegoodowska - w oczach młodego dziewczęcia pozostawiała tak wiele do życzenia. Do tej pory odnajdywała jedynie poszlaki. Cienie przemykające po twarzach nauczycielek baletu, wymagających mistrzyń, które spoglądały na nią z dumą, myśląc, że tego nie dostrzega, jeszcze nie pojmuje - ale żadna z nich nie przejęła roli tak dobitnie, całkowicie, jak w portowej rzeczywistości uczyniła to Rain. Wyrosła przed nią jak spod ziemi, ubrana w czerń, o splątanych czarnych puklach, w oczach mając dziwną, nieznaną dotąd miłość; kiedy zjednały się ze sobą doszczętnie, kiedy nastąpił moment, gdy zapleciona między nimi nić stała się nagle nierozerwalna? Półwila nie potrafiła przywołać w pamięci tego momentu, wiedziała jedynie, że bez Huxley niebo nad nabrzeżem nigdy nie byłoby takie błękitne, a mewy nie śpiewałyby pięknych melodii. Czasem żałowała, że nie mogła tkwić u jej boku zawsze; czy tamtego dnia, kiedy arystokratka wyciągnęła do niej dłoń, popełniła błąd? Te pytania najczęściej nękały ją w nocy. Budziła się zlana potem, owładnięta powróżkowym otępieniem i lękiem, kuląc się w sobie niczym ledwo ulepiony z gliny embrion, rękoma oplatając kolana - i po prostu płakała, przekonana, że każda z podjętych przez nią, zawsze, decyzji była tą złą.
Ale nie dziś. Dziś było jej dobrze, przyciśnięta do piersi Rain mogła bezkarnie chłonąć jej ciepło, z nosem skrytym w zagłębieniu jej szyi i przymkniętymi powiekami, w końcu oddychając spokojnie. Huxley znalazła dla niej czas - i nie powinno jej to dziwić, bo znajdowała go za każdym razem, gdy Celine o to prosiła, a mimo wszystko ona wciąż była zdziwiona. Wdzięczna, wyobrażająca sobie to, jak po całym jej ciele spływa słodki miód poczucia bycia dla kogoś istotną. Bezinteresownie.
- Przepraszam, chciałabym bywać częściej, wiem, że powinnam, ale... Mam wychodne tylko we wtorki i niedziele - wyjaśniła z cichym westchnieniem, szczęśliwym, bo nawet fakt przytwierdzenia niewidzialnym łańcuchem do Grimmauld Place nie był w stanie zaburzyć wrażenia absolutnej, wszechobecnej nirwany. - Dziękuję, że tu jesteś - czarownica powtórzyła uparcie, do płuc zapraszając znajomą woń Rain. Niech wypełni ją całą po brzegi, przecież była bezpieczeństwem, jego całą esencją, była rodziną, w czasie, gdy tej realnej zaczynało brakować. Na pytanie o pracującego w Parszywym półolbrzyma jej usta ułożyły się w delikatnym uśmiechu, Huxley mogła poczuć jak przylegające do odsłoniętej skóry wargi układają się w jego wyrazie, a z nosa ulatuje ciche, rozbawione świśnięcie. - Ten duży, śmieszny pan, który mógłby nas obie nosić na ramieniu, prawda? Oczywiście, że go znam. Ale nie wiedziałam, że wciąż tu jest - przyznała; wchodząc do karczmy nie przyuważyła obecności Rubeusa, a szkoda, mogłaby się przywitać. Fakt faktem - nie rozglądała się zbyt dokładnie. Przy ladzie zapłaciła jedynie za pokój i prędko pomknęła na piętro, by zaszyć się w nim w podekscytowanym oczekiwaniu na nadejście swojego anioła stróża o czarnych lokach i pięknym głosie.
Celine uniosła potem głowę, otworzyła oczy i spojrzenie różnokolorowych tęczówek wlepiła w bladą twarz Rain. Gdzieś pośród sarniego, niewinnego wzroku błysnęło niewypowiedziane oczekiwanie; z nikim wróżka nie smakowała tak dobrze jak z portową matroną, więc dzisiaj też nie będzie inaczej. Płomień ten szybko jednak zanikł, przykryty cieniem zmartwienia, jakie wznieciły słowa Huxley.
- Naprawdę jest aż tak źle? - zapytała niepewnie. Sama Lovegood nie odczuwała braków pożywienia tak dotkliwie, jak każdy, kto każdego ranka musiał walczyć o byle ochłap; spiżarnia Grimmauld Place gwarantowała jej dostatnie życie. - Powinnam była przynieść więcej... - mruknęła do siebie pod nosem; z owocowych zapasów sięgnęła tylko po jabłka, naiwnie przekonana, że sytuacja Rain i innych portowych pobratymców była jednak odrobinę wygodniejsza - że choćby statki na swoich pokładach przynosiły coś, co po części trafiało do ich żołądków za sprawą wypraktykowanych znajomości. Niedobrze. Z tego wszystkiego nie odpowiedziała na pytanie kobiety, zbyt zatroskana zapewne, by je dosłyszeć, ale wraz z nią podeszła do stołu, na którym Rain zaczęła wypakowywać swoje własności. To samo prędko uczyniła Celine - sięgnęła po ułożoną na ziemi torbę i z jej wnętrza wyjęła materiałowy worek wypełniony kilkoma dorodnymi, czerwonymi jabłkami, z pewnością świeżymi, najlepszej jakości.
- Och - z uśmiechem przyjrzała się bułce wyciągniętej w jej stronę i pochyliła bliżej, by głębokim wdechem nacieszyć się jej zapachem. Słodkawa, maślana woń przywodziła na myśl leniwe śniadania w domu, który odebrano jej po aresztowaniu ojca, kiedyś, wiele lat temu, kiedy niedziele przeznaczone były na wspólne posiłki i gry planszowe. - Chyba będzie smaczna. Ale wolę żebyś ty ją zjadła, ja co najwyżej mogę wziąć gryza - zadeklarowała promiennie i na dowód swych słów skubnęła odrobinę z przekąski, w tym samym czasie na oślep sięgnąwszy do kieszeni sukienki. Odnalazła w niej woreczek z wróżką, który również wylądował na blacie stołu. - Mam tu dość dla nas obu, chcesz? W ramach... prezentu? Na dowód mojej tęsknoty, bo wiesz chyba, że jest we mnie zawsze - Celine zadeklarowała, gdy połknęła już kawałek bułki, wolną dłonią ocierając przyprószone okruszkami usta. - A jeszcze, jeśli miałabyś ochotę, to... Bo pomyślałam, że w sumie dawno nie brałyśmy razem kąpieli... - Słoneczny uśmiech przybrał delikatny wyraz zakłopotania. Podobno obie były już na to za duże, ale kto tak właściwie ustalał te społeczne zasady? Po co, dlaczego? Dla Celine zawsze było to jednym z najlepszych sposobów na relaks, nawet w niepewnej jakości wannach Parszywego.


there's a part of me that's desperate for changes, tired of being treated like a pawn. but there's a part of me that stares back from inside the mirror, part of me that's scared I might be wrong, that I can't be strong...
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Pokój 6 [odnośnik]21.02.21 17:24
Na Celinkę nie potrafiła się gniewać. Było w niej coś takiego, że po prostu nie mogła. I nawet jeśli wydarzyło się coś, za co młodziutka dziewczyna powinna otrzymać niezłą burę, to Huxley nie była osobą, która ją wymierzała. Nie w stosunku do swojej córki. Pewnie robiła źle, Rain sama od swojej matki dostawała w skórę, nawet gdy ta niezbyt się nią interesowała, to podkradanie alkoholu czy papierosów było idealnym powodem by wzniecić awanturę i jakoś Hux wyszła na ludzi. W stosunku do Celinki była zbyt miękka, ale jakoś nigdy tak na to w ten sposób nie spojrzała. Jej odejście z portu bardzo ją zabolało, nadal nie potrafiła tego przełknąć. Momentami była wręcz urażona. Póki nie rozmawiały o rodzinie, w której jej dziewczyna służyła, nie pokazywała tego po sobie. Ale gdy tylko temat schodził na nową pracę Celinki, to grymas pojawiał się na twarzy Rain.
- Wychodne – burknęła pod nosem.
Już miała coś powiedzieć, zacząć ponownie przekonywać dziewczynę do tego, że powinna wrócić i absolutnie nie rozumie czemu wybrała służbę komuś zamiast być wolnym w Porcie, ale Celina rozbroiła ją swoimi słowami, swoją wdzięcznością i oczywiście Huxley przepadła. No cóż, tak już panna Lovegood na nią działała i Rain już dawno przestała się temu opierać. Nie było sensu, bo z jej urokiem nie była w stanie wygrać. Próbowała, kiedyś na pewno, nie chciała się do niej przywiązać. Poznać. Pokochać. Ale stało się i tak o to cierpiała za każdym razem, kiedy blondynka opuszała port by wrócić do Black’ów.
Uśmiechnęła się na wspomnienie o Hagridzie. Coś w niej było takiego dziecięcego, mówiła z taką rozbrajającą szczerością i płynęła od niej taka czystość. Taka, którą Huxley nie mogła się pochwalić nawet w dniu swoich urodzin.
- Tak, ten pan to Hagrid. Pomaga tutaj w Parszywym, pilnuje na piętrze by był spokój. Jeszcze jest i mam nadzieję, że nas szybko nie opuści – zaśmiała się ciepło. – W sumie, to jesteście do siebie trochę podobni.
Porównywanie drobnej kobietki o blond włosach do półolbrzyma z gęstą brodą i wyraźna muskulaturą było dość dziwne, ale ich dusze były bliźniacze. Gdyby mogli spędzić ze sobą więcej czasu, to Rain była pewna, że dogadywali by się wyśmienicie. Szkoda, że Celina pojawiała się tu tak rzadko. Omijało ją bardzo dużo.
- Jest źle – odpowiedziała wracając do tematu zasobów w Porcie. – A to dopiero początek, no nie? Statki jeszcze zawijają, ale widać, że jest ich coraz mniej. Uroki wojny, tak mówią. Słabo będzie jak alkoholu zabraknie, mamy zapasy, ale nie starczy na wieczność. Jak nie będzie alkoholu to nie będzie klientów. A ponoć jak jest wojna, to przy okazji nie ma też pieniędzy, bo wszystko jest kurewsko drogie… ah, naprawdę, szkoda nerwów.
Machnęła ręką. No bo co miała zrobić. Nie będzie przecież teraz Celinie o problemach portu opowiadać. Ma zbyt dobre serce, zaraz zacznie się martwić, a przecież nie o to chodzi. Żyje teraz w bańce dostatku w domu szlachty, może jeść co chce, pić co chce i nie musi wiedzieć, że w porcie nie jest najlepiej. A i tak jej Rain już za dużo powiedziała.
Chcąc nie chcąc przystanęła na propozycję dziewczyny. To w sumie miała być jej kolacja, była gotów oddać Celinie wszystko, ale nie chciała by wieczorem zaczęło burczeć jej w brzuchu. Po bułeczce zaraz nie było śladu. Spojrzenie Huxley padło na wróżkę, która wylądowała na stole. Zbliżyła się do przyjaciółki i czule poklepała ją po pośladkach.
- Mnie się pytasz czy chcę? – zapytała rozbawiona.
Wróżkowy pył był chyba jej ulubionym narkotykiem. Dawno go nie brała, ostatni raz gdy została na noc u Philippy i skończyło się to w sposób bardzo ciekawy. Zaintrygowało ją co wróżka przyniesie im tej nocy. A urocze zakłopotanie na twarzy córki (jak to lubiła ją w myślach nazywać) utwierdzało ją w przekonaniu, że dzisiejszy wieczór będzie jednym z lepszych ostatniego okresu.
- Przygotuję wodę – odpowiedziała tylko.
Idąc do łazienki zdążyła zsunąć buty z nóg, zaczęła rozpinać guziki od koszuli i po chwili było słychać dźwięk wanny napełnianej wodą. Nie były to może najlepsze warunki, ale kąpały się tu już nie raz. Nie było im więc to straszne.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Pokój 6 [odnośnik]27.02.21 17:15
Celine wiedziała kiedy portowa rodzina zaczynała pochmurnieć na wspomnienie jej nowych okoliczności życiowych. Nie podobały im się jej wybory, to jasne, choć sama półwila twierdziła za każdym razem, że była szczęśliwa i na nic narzekać po prostu nie mogła, mimo ich rosnących z każdym dniem trosk. Zarejestrowała różdżkę by móc cieszyć się spokojnym życiem w dziwnym Londynie owładniętym oparami absurdu, odnajdywała też wytchnienie w zajmowaniu się kimś, kto nie był nią samą. Mogła odegnać od siebie złe myśli skupiwszy uwagę na lady Aquili Black, na jej potrzebach, wymaganiach i przyjemnościach, dzięki temu choćby na jeden krótki moment zapominając o ojcu przebywającym za kratami Tower, porzuconych marzeniach podupadłej baletnicy...
Złego było czasem za wiele.
Nie odpowiedziała na niezadowolone burknięcie, jedynie obdarzając swoją słodką Rain przepraszającym spojrzeniem. Właściwie nie miała za co przepraszać, ale nienawidziła gnieżdżącej się w głowie świadomości, że jakkolwiek wyrządzała jej przykrość swoim nowym życiem; dziewczyna sięgnęła jedynie po dłoń Huxley i przycisnęła ją do własnej piersi, do miejsca, w którym biło jej serce, i uśmiechnęła się promiennie. Nie myśl o moim wychodnym, Rain, nie denerwuj się już.
- Tak myślisz? - spytała zdziwiona, kiedy kobieta przyrównała ją do znanego półolbrzyma. Co prawda nie mieli okazji zamienić ze sobą zbyt wielu słów jak dotąd, ale to, co padło w rozmowie sugerowało, że rosły mężczyzna skrywał w sobie niebywale delikatną, wręcz marzycielską duszę. Pod tymi wszystkimi muskułami czaił się łagodny, uśmiechnięty duch, za którym Celine nie mogła nie przepadać. Wydęła lekko usta i uniosła jedną z rąk ku górze, prężąc mięśnie bicepsa. - Może wyzwę go na pojedynek na rękę w takim razie? Moglibyśmy założyć się o coś smakowitego, a skoro tak mi do niego blisko, to niemożliwe, żebym nie wygrała, prawda? - uśmiech Lovegood poszerzył się znacznie, zabłyszczał niewinną radością na bezmyślnie rzucony żart, wszystko, byle tylko sprawić Huxley przyjemność. Szczególnie, że czekała na nie już pochmurna kwestia siekiery wiszącej w powietrzu nad portem; póki co była tylko metaforyczna, tak długo, jak klientów wciąż nie brakowało, ale kto wie co stanie się za kilka dni, tygodni? Celine zadrżała nieznacznie na tę myśl i przygryzła dolną wargę, słuchając swojej przybranej matki w konsternacji. To było... Martwiące. Oczywiście, że było. Gdyby mogła, najchętniej wszystkich portowych bliskich zaprosiłaby na Grimmauld Place numer dwanaście, jednak nawet ktoś tak nierozsądny jak Celine musiał zdawać sobie sprawę z tego, że lady Aquila nie byłaby tym faktem zachwycona.
Już otwierała usta, by powiedzieć jak bardzo krajało jej się serce na myśl, że teraz wszystkim było tak ciężko, ale zanim zdążyła wydać z siebie jakikolwiek dźwięk Rain już odgoniła od nich posępne myśli, zgadzając się na kąpiel - a to na powrót sprawiło, że półwila błysnęła podekscytowaniem.
- Taką gorącą, proszę - zawołała za nią, kiedy Hux ruszyła w stronę przylegającej do sypialni łazienki, samej prędko zdejmując przez głowę sweter. Sięgnęła potem do ramiączek sukienki i halki, które zrzuciła na podłogę, to samo czyniąc z rajstopami, aż została tak naga, jaką przy narodzinach stworzył ją Merlin. Celine zebrała swoje ubranie z posadzki i przewiesiła przez oparcie bujanego krzesła; została tylko wróżka, którą dopadła prędkim, wygłodzonym ruchem, wysypując nieco z białego proszku na stół. Przygotowała z niego dwie kreski, dla Rain i dla siebie, po czym klęknęła przed blatem, zawijając nieco już wysłużoną, twardawą bibułkę.
Zaspokój mnie, wróżko, potrzebuję cię.
Półwila wciągnęła narkotyk do nosa i odetchnęła głęboko, przymknąwszy powieki. Miodowe włosy opadały na plecy swobodną, lejącą się kaskadą, a policzki zarumieniły z radości, zanim podniosła się z ziemi i z nieco brudnawymi kolanami podreptała w kierunku drzwi do łazienki. Oparła się tam o drewnianą framugę, naga, wyprężona, rozmarzona, uśmiechnięta - urzeczona wzbierającą w niej ekstazą.
- Będzie piana? - Celine zapytała, zadowolona. - Dużo piany?


there's a part of me that's desperate for changes, tired of being treated like a pawn. but there's a part of me that stares back from inside the mirror, part of me that's scared I might be wrong, that I can't be strong...
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Pokój 6 [odnośnik]02.03.21 19:57
Zaśmiała się ciepło na słowa kobiety. Naprawdę była podoba do Hagrida, chociaż może nie tak jak sama uważała. Wyzywanie rosłego mężczyzny na walkę na ręce nie było może najlepszym pomysłem. Obawiała się, że Hagrid był w stanie połamać przepiękne paluszki młodej dziewczyny nawet zbyt mocno się z nią witając, ale była też pewna, że zrobiłby wszystko, aby Celinka z nim wygrała i cieszyła się z tego. Tak jak najlepiej potrafiła. Spojrzała na nią i dotknęła jej policzka.
- Myślę, że na pewno byś wygrała – przytaknęła szczerze.
Chciała dzisiaj przestać myśleć o problemach. Chciała się rozluźnić, odpocząć, skupić dzisiaj swoje myśli na czymś innym. Na kimś innym. Każdy czasami potrzebuje, aby uciec od codzienności. Rain także. A Celinka była jedną z takich osób, przy której Huxley była w stanie zapomnieć i się odprężyć. Z chęcią więc pozostawiła temat nieprzyjemny za sobą. Nie chciała już rozmawiać na temat problemów, wałkowała to dzień w dzień, a dzisiaj, kiedy miała tak mało kontaktu ze swoją córką, nie chciała marnować czasu na zamartwianie się. Ta noc miała być piękna, tylko dla nich. Z ochotą poszła do łazienki napuścić wody do wanny, miała być gorąca więc od razu napuściła tej ciepłej. W między czasie zaczęła się rozbierać. Koszula, poluźniła gorset, który szybko również opadł na ziemię. Przy spódnicy zatrzymała się na chwilę, zsunęła ją na chwilę i popatrzyła na swoje blizny. Po woli bledły, powoli znikały. Yvette zrobiła dobrą robotę, ale uprzedziła, że nie znikną wszystkie. Z częścią z nich, z tymi głębszymi, będzie musiała żyć już do końca. Nie przewidziała tego. Nie była pewna jak Celinka zareaguje na nowy nabytek jej ciała. Nie mogła jednak teraz odmówić, powiedzieć, że „Hej, rozmyśliłam się. Kąp się sama”… Po chwili również stała naga w łazience. Nie przejęła się ubraniami na posadzce.
Drgnęła słysząc zbliżające się kroki. Odwróciła głowę w jej kierunku i lekko kiwnęła głową. Piana, piana była ważna. Wzięła więc jakieś środki myjące, te bardziej płynne, wlała je pod strumień wody i piana nagle zaczęła się tworzyć.
- Jak sobie życzysz – odparła. – Przygotowałaś wróżkę?
Huxley przyjęła strategię „nie wspominam o tym póki sama nie zauważy”. Jak gdyby nigdy nic przeszła obok dziewczyny, niby przez przypadek ale w sumie wcale nie, trąciła ją swoim biodrem i zachichotała. Bardzo się od siebie różniły. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny to były jak yin yang. Huxley była czernią, a Celina bielą. A gdy się spotykały, to w pełni się dopełniały. To było cudowne, że nawet w takim miejscu jak zapyziały port można było spotkać kogoś takiego. Z kim można było dobrze się bawić, porozmawiać o czymś przyjemnym, wciągnąć wróżkę, napić się alkoholu i mieć wszystko w dupie. Kiedy skończyły się te beztroskie chwile? Dlaczego ostatnio tak rzadko mogła sobie na coś takiego pozwolić? Gdy to wszystko się skończy zabierze swoją córkę, Philippę oraz Matthew gdzieś, jeszcze nie wie gdzie, ale w miejsce w którym odpoczną i będą się bardzo dobrze bawić. Gdzie zło tego świata przestanie dla nich istnieć.
- Tego mi trzeba – mruknęła podchodząc do stołu.
Ona również, tak jak przed chwilką Celinka, klęknęła przed stołem i poprawiła linię usypaną przez dziewczynę, aby nawet najmniejsza część się nie zmarnowała. Jeden wdech nosem wystarczył, aby wchłonąć narkotyk. Tylko trzeba było teraz poczekać, aby zaczął działać. Aby narkotyzująca przyjemność rozlała się po ich ciałach. Gorąca woda dodatkowo spotęguje efekt. Gdy wstała słyszała już po bulgotaniu wody, że nalało się jej już odpowiednia ilość. Uśmiech pojawił się na jej twarzy i ruszyła w stronę łazienki. A gdy znalazła się obok panny Lovegood chwyciła ją w pasie i zaczęła łaskotać czując ogromną radość z tego, że mogła usłyszeć uroczy śmiech dziewczyny.
- Kąpiel gotowa, milady – powiedziała chwytając ją mocno i unosząc. – Czy milady sobie czegoś życzy?
Zaśmiała się z tego słowa. Milady. Z nich dwóch takie arystokratki jak z psidwaka sowa. Chociaż, jakby nie spojrzeć, to teraz Celince było znacznie bliżej niż Rain.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Pokój 6 [odnośnik]02.03.21 21:24
Celine dumnie wypięła pierś do przodu na zapewnienie Rain. Oczywiście, że by wygrała! Nie z takimi gagatkami jak umięśniony półolbrzym dawała sobie radę, doprowadzając ich do łez tak niemęskiego wzruszenia smutną historią uchwyconą w tańcu; wystarczyło pozwolić jej na kilka ruchów na scenie utkanej z dowolnego drewna, nawet tego najprostszego i najbardziej leciwie wytartego, by herosów przemienić w romantyków. A mięśnie... Cóż, tych też jej nie brakowało, choć Rubeus miał je lepiej wykształcone i takich jak ona powalał jednym silniejszym westchnieniem. Ta wizja jednak, zwycięstwa w konkursie na ręce, pozwoliła jej uśmiechać się szeroko, niewinnie, w rozbawieniu na samo wyobrażenie absurdu podobnej sytuacji. O co by się założyli? O pozwolenie na użądlenie przegranego przez żądlibąka, być może? To by było całkiem zabawne.
Nagość Rain nie była dla niej nowością, nie była też powodem do wstydu czy zażenowania; takimi przyszły na świat, takimi powinny też kiedyś z niego odejść, w negliżu ułożone na łące, wpatrzone w błękit nieba i słońce, szczęśliwe, spełnione i przede wszystkim spokojne. Wśród pnących się ku przestworzom kwiatów i dumnych drzew spoglądających na nie z umiłowaniem. Tego by chciała, nawet dzisiaj, nawet teraz, pozwolić sobie rozpłynąć się w nicości dobrej śmierci, byle tylko trzymać wówczas za rękę kogoś bliskiemu sercu. Ale nie powiedziała o tym głośno - jedynie uśmiechnęła się z miłością do Huxley i zaraz oddała jej lekkim ruchem biodrem o biodro, nie chcąc pozostawać dłużną.
- Jest na stole - odpowiedziała miękko. Ekstatyczne działanie narkotyku rozchodziło się już po jej własnym ciele, Celine czuła się tak, jakby mogła przenosić góry i wypijać oceany, nagle piękniejsza, mądrzejsza, potężniejsza - gdyby teraz rzuciła jakieś skomplikowane zaklęcie, na pewno odniosłoby pożądany skutek, ba!, może jeszcze lepszy niż śmiałaby mieć nadzieję. - Tym razem to bardzo dobra wróżka, nie taka jak ostatnio. Remy miał lepszy towar, zachował trochę dla nas na specjalną okazję, wiesz? Miły z niego... pan - westchnęła w zadowoleniu, patrząc jak Rain zbliża się do blatu, gdzie czekała na nią przygotowana przez półwilę kreska. Nawet sposób jej wzięcia miały podobny - jak rodzina, matka z córką, bo co w rodzinie to ponoć nie ginie. A kiedy Hux przyjęła już dobrodziejstwo białego proszku, Celine wyciągnęła rękę do przodu na widok kobiety powracającej do łazienki; na swoją własną niekorzyść nie dostrzegła w jej aparycji jeszcze niczego niepokojącego, po prostu ucieszona bliskością i znajomym ciepłem, który zapewniał każdy dotyk.
- Dob... - dobre?, o to chciała zapytać, zanim w jej boki uderzyła fala łagodnych łaskotek i zamiast wykrztusić z siebie coś więcej, Celine zaniosła się jedynie donośnym śmiechem, próbując czmychnąć przed wprawionymi dłońmi. - T-tak nie można! - zawołała w rozbawionym oburzeniu, desperacko uderzając czołem o ramię czarnowłosej, jednak bez zbytecznej siły - po prostu na tyle, by było to wyrazem jej buntu, a nie próbą rzeczywistego wyrządzenia krzywdy czy odepchnięcia jej od siebie. Nie, co to, to nie. Nie dziś. Teraz powinny być blisko, jak najbliżej, zatopić się w gorącej wodzie w wannie i zwyczajnie odpocząć od wszelkich trosk; półwila zachichotała kiedy Rain uniosła ją ku górze i podniosła wyżej nogi, pozwalając ostrożnie umieścić się w wannie. Temperatura wody była idealna. Zdolna wypalić smutek, ale nie zostawić śladów okrutnej czerwieni na skórze. Celine westchnęła więc ponownie w poczuciu błogości i osunęła się niżej, na kolana na porcelanowej podstawie, dopiero wówczas mając na wysokości oczu coś, co na moment zalało ją niespodziewanym chłodem przerażenia.
- Rain... - wyszeptała, oczy otwarłszy szeroko. Jej dłoń, mała i delikatna, uniosła się do wnętrza ud kobiety; nie wszystkie blizny zostały zaleczone, wiele z nich wciąż było widocznych w pobladłych czy różowych zgrubieniach skóry, a to przecież nie było miejscem, w którym ktoś blizny mieć powinien. Czarownica poczuła, jak w dół jej kręgosłupa przebiegł pełen przerażenia dreszcz. Przesunęła palcami wzdłuż kilku tych śladów, ostrożnie, byle tylko nie wyrządzić Huxley żadnego bólu. - Co to jest? Skąd to masz, kto ci to zrobił, dlaczego? Czy ty... Czy ty zgłosiłaś to komuś, powiedziałaś choćby Hagridowi? Och, on na pewno go znajdzie, a Phils by pomogła takiemu komuś... wiesz, pokazać... - gdzie raki zimują; martwiła się na głos i odnalazła spojrzeniem ciemne oczy swej przyszywanej matki. To musiało strasznie ją boleć, dlaczego nic o tym nie wspomniała wcześniej? Nie wysłała nawet jednego listu? Celine zadrżała i uchwyciła jej dłoń, zapraszając kobietę do wanny, w której zresztą zrobiła jej już miejsce wśród puchu pięknie pachnącej piany. Może nie były to kosmetyki takie, które znaleźć można było w łazienkach Blacków, ale dziś w zupełności im wystarczyły. - Chodź, umyję cię.


there's a part of me that's desperate for changes, tired of being treated like a pawn. but there's a part of me that stares back from inside the mirror, part of me that's scared I might be wrong, that I can't be strong...
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Pokój 6 [odnośnik]11.03.21 1:01
Przyjemną, panującą w pokoju ciszę, przerwał niespodziewany huk, dobiegający gdzieś z dołu; obie usłyszałyście dudnienie, jakby do sali niżej wparowało co najmniej kilkanaście osób, doleciał do was również podniesiony głos, choć nie byłyście w stanie rozróżnić słów. W następnej chwili hałas rozległ się na schodach, a później w korytarzyku, przy którym zlokalizowane były pokoje. Kolejne drzwi otwierały się z hukiem, jedne po drugich, ktoś krzyczał, aż wreszcie i drzwi prowadzące do waszego pokoju stanęły otworem. Do pomieszczenia weszło dwóch umundurowanych mężczyzn, którzy szybko odnaleźli drogę do łazienki. Widząc was w wannie, zatrzymali się na moment, ale ich konsternacja trwała tylko sekundę. – Ubrać się i zejść na dół – odezwał się jeden z nich. Mówił twardym, nieznoszącym sprzeciwu głosem. Podniósł z ziemi lawendową sukienkę, należącą do Celine, i cisnął nią w jej kierunku. – Już – pospieszył.
Nie odwrócił się, żeby zapewnić wam prywatność; czekał, aż wyjdziecie, a później obaj odprowadzili was na dół, do głównej sali.

Zapraszam tutaj.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój 6 - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pokój 6 [odnośnik]29.06.21 19:36
12 listopada 1957 r.

Pogorzelisko, chaos. Sypiące się ściany i deski w podłodze, które nigdy nie skrzypiały aż tak głośno. Sadza, meble poprzesuwane z kąta w kąt i kurząca się cisza. To był teraz Parszywy Pasażer. To były okna pozasłaniane jak nigdy, to była ciemność i zaduch połączony z jakąś dziwną grozą. Bo przecież to miejsce nigdy nie było tak obce i chłodne. Poobijane kąty znosiły przecież niejedną burdę. Ciężkie, drewniane ławy potrafiły podźwignąć dwóch rosłych piratów i jeszcze po tancerce dla każdego z nich. To była siła i moc dobrze zakonserwowanego wyposażenia. Nie wystarczyło to jednak, kiedy ministerialne buciory wlazły i zajrzały w każdą szparę, byleby pogwałcić śpiew i wieczność tego miejsca. Uprzątnięto wcześniej szkło, resztki jedzenia, sporządzono listę strat i powybierano te przedmioty, które po spotkaniu z szanownymi policjantami nie nadawały się już do niczego. Philippa stanęła pośrodku wielkiej salki, gdzie poprzestawiane ławy i kulawe krzesła utworzyły dziwny labirynt – było jej przykro, kiedy na to spoglądała. Czuła złość i pewien brak sił, ale zamierzała zostać na miejscu i przywrócić ład ulubionej spelunie, która wyrzeźbiła jej charakter, która dała jej siłę, dom – rodzinę. Obróciła się w stronę mężczyzny, który wszedł tutaj za nią. Panował półmrok, chociaż przyszli w środku dnia. Prace na górze i na dole postępowały, ale liczyły się każde chętne ręce. A ona? Nie mogła nie mieć siły. Ten widok przypominał krajobraz po bitwie. Ona jednak wciąż trwała w sercach tych, którzy myśleli o gnijących w celi przyjaciołach.
– Jesteśmy ci wdzięczni, że zgłosiłeś się do pomocy, Herbercie – powiedziała, zbliżając się do niego o krok. – Po tym, co się stało… tym bardziej musimy się podnieść wszyscy. Parszywy musi trwać. Marynarze go nie oddadzą. Taką mam nadzieję… - zamruczała na koniec i podeszła do okna, by zdjąć osłaniającą je deskę i wpuścić do wnętrza nieco więcej światła. – Potrzebuję pomocy z meblami. Trzeba się wszystkim porządnie przyjrzeć. Naprawić to, co się da, magią,  a resztę podrzucić ewentualnie do piwnicy na przeczekanie. No i wyrzucić. Sporo wyrzucić. Już na pierwszy rzut oka widzę, że czeka nas długi dzień – oznajmiła, przechodząc bardziej między stoliki. Obejrzała się lekko przez ramię. – Znasz się na tym? Mieli tylko przeszukać, powywracać wszystko z kąta w kąt, ale wcale nie byli przy tym ostrożni. Pieprzeni służbiści – burknęła wściekle i chwyciła nieco rozzłoszczona za urwaną nogę od stołka. – Obym ich tu więcej nie widziała – wydusiła, dobrze wiedząc, że to jeden z tych snów, który nie miał szansy na spełnienie. Powinni poukładać to, co się nadaje do pracy i spróbować odtworzyć przeszłość, zorganizować przestronne wnętrze tak, by już za kilka, kilkanaście dni dało się wrócić do pracy. Chciała tego. Jeszcze raz usłyszeć śpiew nawalonych marynarzy, jeszcze raz popatrzeć prosto w te świetliste oczy. Wrócić do dawnego rytmu, z którego wszyscy w dokach zostali wybici. Jasna cholera. Sięgnęła po krzesło i obejrzała je dokładnie. Przyłożyła różdżkę do miejsca, w którym odstawał jeden ze szczebli w oparciu. Wypowiedziała formułę zaklęcia.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Pokój 6 [odnośnik]30.06.21 18:39
Nie był w Parszywym tak często jak inni, stali bywalcy, ale kiedy już się zjawiał to miło spędzał czas. nawet wtedy jak Stary Szczur go ograł w kości koncertowo. Tak jednak zaczęła się ich znajomość, jak to trwało nadal; nie wiedział.
Złożył obietnicę, że na tyle na ile potrafił pomoże przywrócić Parszywego do stanu sprzed napadu. Nie dało się inaczej określić tego jak się zachowali przedstawiciele władz. Miał być tego dnia w Parszywym, wybierał się do niego kiedy z ulicy zobaczył burdę i kto jest w nią zamieszany. Jak się okazało, brał w niej udział Mały Jim, któremu pomógł zwiać i przeżyć.
Kiedy przystanął w progu poraziła go ilość zniszczeń jakie zostawili po sobie napastnicy. Gwizdnął cicho pod nosem, miejsce wyglądało jakby przeszło po nim tornado. Ciężkie ławy leżały poprzewracane po całym pomieszczeniu, podobnie jak krzesła z połamanymi nogami. Wybite lustra, dziury w podłogach i na ścianach świadczyły o tym, że rozegrała się tutaj pełnoprawna bitwa na śmierć i życie. Jednego nie rozumiał, dlaczego zaatakowali Parszywego? Doki i port raczej nie opowiedziały się po żadnej ze stron. Nie było tu tajnej komórki Zakonu Feniksa, ludzie starali się przeżyć i przetrwać nie rzucając się w oczy. Być może to był właśnie powód?
-Naturalnie - Odpowiedział powoli Philippie posyłając jej pokrzepiający uśmiech, po czym zdjął kurtkę, którą odwiesił na wystającym gwoździu i podwinął rękawy beżowego swetra podchodząc do jednej z ław. -Naprawiałem meble u nas w domu i postawiliśmy z bratem całą szklarnię, będę w stanie pomóc.
Kucnął by obejrzeć uszkodzenia, ława była solidna więc nadawała się do dalszego użytku. Gorzej miały się krzesła, co prezentowała Philippa wymachując nogą od krzesła. Podszedł do niej powoli -No dobrze - Uchylił się aby nie oberwać drewnianym kikutem.-Zobaczmy co się da uratować. Tam gdzie nogi mają jedynie pęknięcia, podobnie jak blaty można spokojnie naprawić. Jeżeli nogi da się odkręcić to te złamane wymieni się na nowe. Żaden problem. Jednak to… - Wskazał na krzesło, które miało wyłamane wszystkie nogi a oparcie wisiało na pary drzazgach smętnie.-... nie nadaje się do niczego. Chyba, że na drewno do kominka.
Widział, że czeka ich sporo roboty więc wyciągnął różdżkę gotowy do naprawy tego co mógł za pomocą magii. Co do reszty miał ze sobą młotek oraz gwoździe, które wisiały razem z wierzchnim okryciem na gwoździu więc był gotowy do zwykłej, manualnej pracy. - To co da się naprawić odstawiamy w jeden kąt, a to co do porąbania w drugi. Potem spiszesz czego brakuje, co należy zdobyć, stworzyć, kupić.
Mówiąc to połamane krzesło przeniósł w jeden kąt i sprawdził to, które Philippa miała przed sobą. Nogę dało się wykręcić więc krzesło było do odratowania.
-Wiesz dlaczego w ogóle zrobili ten nalot? - Zapytał jeszcze barmanki pochylając się nad stołem, który nosił ślady przypalania praktycznie w każdym miejscu.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Pokój 6 [odnośnik]30.07.21 10:46
Zatem nie miał dwóch lewych. Cudownie. Takich to brakowało. Szczęśliwy los przygnał go właśnie tutaj. Jeszcze raz do niej. Ludzie zaprzyjaźnieni z portem byli jednak zawsze solidarni wobec siebie. Mogli dać sobie w mordę i powybijać wszystkie zębiska, ale chwilę później ramię w ramię wyruszali na krucjatę przeciwko tym, którzy dewastowali świętą dzielnicę. Przeciwko prawu, które dusiło zamiast rozwijać. Przeciwko temu, co tylko umacniało biedę i chłód tych zakamarków. Zima już coraz bliżej. Musieli być dobrze przygotowani. W grudniu marynarze zjeżdżali na ląd. Tłumnie i głośno. Nie zamierzała dopuścić, by tym razem zastali zabitą dechami ruinę. Nie z takiego cholernego powodu. Parszywy miał przetrwać.
– Dobre i to –
wymówiła, lekko wzruszając ramionami, gdy wskazał krzesło, które nadawało się już wyłącznie na opał. – Zawsze oszczędność. Miną wieki, zanim wyjdziemy z tych strat. Domyślam się, że i kontrole będą teraz wzmożone. Nie dadzą nam spokoju. To, wiesz, kara. Połamane krzesła i aresztowani pracownicy. Piraci wrócą, swoje wiedzą. Nie zostawią Parszywego, bo jakiś przemądrzały paniczyk pokręcił nosem. Zapach psów już wietrzeje. Ogarniemy straty i ruszymy do przodu. Tak trzeba – wyjawiła mocno, pewnie. Chciała podnieś się na duchu, chciała dodać sobie i może przy okazji jemu mocy do pracy. Ludzi przy tawernie pracowało teraz więcej. O ile ona jeszcze miała jakiś tam etat, tak Herbert przychodził jak ten ochotnik. Dobry człowiek. Szanowała go, obecnością poświadczył jakąś formę przynależności do tych połamanych kawałków syfu. Do tych morskich ulic i czarnych dziur. Może powinna poznać go bliżej i dowiedzieć się o nim więcej? Podróżnik, złota rączka… kto wie? Może tych dobrych cech skrywał znacznie więcej. – Masz szklarnię? Na bogato. Ludzie teraz odkrywają w sobie kucharzy i ogrodników, a nawet i rzeźników. Z głodu robimy dziwne rzeczy – zauważyła, podejrzewając niejako, że owa szklarnia miała cos wspólnego z pogarszającym się stanem zaopatrzenia w kraju.
Wykończyła pracę nad jednym krzesłem i wzięła się za kolejne. Głowę wychyliła w jego stronę, kiedy zaproponował rozłożenie umeblowania po kątach. – Tak zróbmy. Będzie łatwiej ogarnąć ten chaos. Przyznaję, że krzesła piętrzą się u nas aż do chmur. Zawsze mi się wydawało, że to były dobre krzesła, grube ławy, że nie da się ich tak po prostu rozwalić. Ale cóż, co innego kilka pięści i ciężkich tyłków, a co innego złowieszcza zemsta policji – burknęła, kopiąc pojedyncze drewniane kawałki w kąt. Nie było jasne, z którego mebla pochodziły, ale może jak przekopią się przez cały ten labirynt, to uda im się dopasować elementy. Jak w jakiejś cholernej układance. Parsknęła lekko pod nosem. – Myślisz, że do rana wyjdziemy? – podrzuciła, unosząc lekko brew. Ton był jedna zabawny, nie zamierzała go dobijać przedłużającą się pracą charytatywną. Potem mogła jednak zaproponować porządną dawkę dobrego trunku. Potem, bo jak zaczną, to praca przedłuży się tylko bardziej. – Nie oszczędzili nawet obrazów. Co za szuje – mruknęła niezadowolona i zdjęła ze ściany przekrzywioną ramę. I ona wyglądała tak, jakby wisiała na ostatnim włosku. – A chodziło oczywiście o to, że jakaś ministerialna szycha pomarudziła, nasi ludzie podobno zaleźli jej za skórę. Nie chcę mi się wierzyć, że Hagrid podniósłby rękę na kogokolwiek bez powodu. On ma szlachetne serce, tylko dość naiwne. Ludzie mogą to wykorzystywać. Ale teraz i tak siedzi w pace. Z komendantem przylazł Cornelius Sallow, właśnie ten elegancik. Pokazywał palcem i wygrażał. Dłubał we łbie takiemu jednemu portowemu chłopakowi. Nienawidzę gnoja – opowiedziała pokrótce, wcale nie kryjąc złości wobec przybyszów, przez których teraz Celina i Rubeus zgnili w pace. – Jak ta ława? Będzie coś z niej? Porządnie ją przypiekło, nie? Nie jestem nawet pewna, czy to się nie stało jeszcze przed aresztowaniami. Pani Boyle będzie niepocieszona. Widzę przynajmniej cztery roztrzaskane krzesła – Westchnęła, pochylając się nad drewnianą płytą, która być może jeszcze niedawno robiła za siedzisko. Podstawiła drewno pod ścianę i przesunęła kolejne dwa krzesła. Wydawało się, że potrzebują tylko lekkiego podrasowania.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Pokój 6
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach