Wydarzenia


Ekipa forum
Wnętrze
AutorWiadomość
Wnętrze [odnośnik]03.01.17 2:57
First topic message reminder :

Wnętrze

Kawalerka Brendana jest mała, ciasna i skromna; w centralnej części głównego pomieszczenia znajduje się łóżko - niegdyś należące do niego, później odstąpił je siostrze i sam śpi na materacu położonym przy przeciwległej ścianie, na drugie solidniejsze łóżko nie byłoby już dość miejsca. Ubrania i bibeloty, które nie zmieściły się w szafie, leżą w kartonach przy ścianach lub na podłodze, przy malutkim stoliku ustawionym pośrodku znajdują się dwa krzesła. Jedynym ładnym elementem tego miejsca jest wysoki wazon, w którym Neala trzyma świeże kwiaty. Przez duże, choć nieco brudne okno, rozciąga się malowniczy widok na miasto.

Brendana stać na lepsze mieszkanie, ale nigdy dotąd nie miał czasu pomyśleć o jego zmianie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wnętrze - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wnętrze [odnośnik]07.03.19 23:44
Nawet nie wiedziała, jak wiele racji kryło się w jej stwierdzeniu - naturalnie, że jego oko widziało więcej, było bardziej doświadczone, choć Neala była jak na swój wiek niezwykle dojrzała, to rzadkie sytuacje takie jak ta dzisiaj przypominały mu, że wciąż była tylko dzieckiem. Dzieckiem, które chciało dobrze, ale do świata podchodziło z dziecięcą ciekawością i dziecięcą ufnością. Nie mógł tego zignorować - musiała z dzisiejszego dnia wyciągnąć lekcję. Patrzył na nią tylko pozornie spokojny, w rzeczywistości burzliwe emocje ścierały się ze sobą w jego sercu, nie tyle zły na nią, co na siebie. Zapominał o tym, że była dzieckiem - był niewiele starszy od niej, kiedy odeszła od nich matka. Oboje zmuszeni zostali dorosnąć zbyt wcześnie, czy chciał obarczać tym Nealę? Nie chciał - czasem zapominał też, że miała tylko jego. Zawalił po całości, dając jej zbyt dużo swobody. Wierząc, że sobie poradzi.
- Tak - przytaknął jej słowom w zamyśleniu, ściągając je z jej twarzy i przenosząc je na dzielącą ich podłogę. Anomalie nie były bezpieczne, ale jeszcze mniej bezpieczne było zostawiać ją bez oręża. Jeśli miała sobie poradzić, musiała umieć to zrobić. - Zacznę cię uczyć, Neala - obiecał. Nie wiedział, jak, miał tyle pracy, że ledwie starczało mu czasu na sen, a Zakon Feniksa mógł wezwać go o każdej porze dnia i nocy. Ale znajdzie na to czas - musiał znaleźć. - Od przyszłego tygodnia. - Do tego czasu zdąży przejrzeć jej podręcznik, upewnić się, ile zdążyła się nauczyć i porównać to z wiedzą, którą byłaby już w stanie udźwignąć. Była bystra, inteligentna i utalentowana. Mogła więcej, niż jej rówieśnicy - był o tym przekonany. Jeśli miało go kiedyś zabraknąć, nie mógł zostawić jej samej sobie. - To trwa zbyt długo - Oczywistym było, że mówił o anomaliach. Co, jeśli nie znikną nigdy? Czy wtedy miała nigdy nie pochwycić już różdżki w celu innym niż kuchenne prace? Pewnie tak byłoby lepiej - ale ona była jego siostrą, co samo w sobie było już ciężarem. Skinął głową, przyjmując jej zapewnienie, niedopowiedzianą obietnicę poprawy - znała ten wyraz twarzy, wiedziała, że brał to na poważnie.
Zatrzymał się pod drzwiami, z płaszczem przewieszonym przez przedramię kalekiej ręki, spoglądając na siostrę z wyczekiwaniem, kiedy zatrzymała go w pół kroku.
- Zrobisz to sama, jutro z rana - zgodził się, po wysłuchaniu jej słów. Nie dlatego, że tego potrzebował, nie dlatego, że nie chciał wydawać na tę książkę swoich pieniędzy - ale dlatego, że wydanie własnych mogło ją nauczyć więcej. I dlatego, że chciała zachować się, jak należy, a tym nigdy nie powinno się przeszkadzać drugiemu czarodziejowi. Jej dalszych słów wysłuchał w nie mniejszym zamyśleniu. Tu, o, miałbyś swój pokój wybrzmiało w jego głowie wieloznacznie; nie chodziło wcale o niego, choć nie sądził, by Neala kryła w swoich słowach niedopowiedziane intencje, nagle z impetem dotarło do niego, że jego mała siostra skończyła już piętnaście lat i była dorastającą panienką - którą przed momentem mogła skrzywdzić pijacka menda. Czerwone policzki Neali zinterpretował po swojemu - być może wstyd jej było przed nim o pewnych sprawach głośno mówić. Miał trochę odłożonych oszczędności, mógł pracować dłużej, wziąć kilka dodatkowych patroli - przecież to nie problem. - Zobaczymy - odpowiedział lakonicznie, zarzucając płaszcz na ramiona. I tak potrzebował spaceru, może wracając zajdzie do sąsiadki i zapyta ją o rewelacje przekazane przez Nealę. - Wrócę niedługo - zapowiedział, wkrótce znikając w ciemniejącej klatce schodowej chwilę po tym, jak zatrzasnęły się za nim drzwi.

/zt x2 chlip


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Wnętrze [odnośnik]04.04.19 0:29
2 - 17 listopada
Nie do końca rozumiał, jak to działało. Siła anomalii zdecydowała się ich wesprzeć; stanęła po ich stronie, zechciała współpracować. Przeobrazili jej moc podług własnej woli i mogli ją wykorzystać, jednak jej istota wciąż znajdowała się poza pojęciem, poza namacalnym poznaniem. Kiedy dowiedział się, że Poppy jest w stanie wzmocnić jego różdżkę, wykorzystując do tego białe moce anomalii, które w cudowny sposób związały z rdzeniem jego różdżki, chciał z tego skorzystać. Skontaktował się z uzdrowicielką niemal natychmiast, w milczeniu wysłuchując planu; nie wydawał się skomplikowany, choć mógł być niebezpieczny - musiał zwiedzić z czarownicą przynajmniej cztery miejsca naznaczone anomalią, w których próbował zapanować nad złowieszczym chaosem. Nic dziwnego, że jako pierwszy cel tej podróży, na samym początku, wspólnie obrali sklepik w szpitalu świętego Munga - byli tam razem, całkiem zresztą niedawno walcząc o życie nie tylko swoje, ale i mężczyzny, którego Poppy dobrze znała, a który stał się kolejną przypadkową ofiarą strasznych anomalii. Tylko już nie bezimienną.
I jak dziwnie było widzieć Joela stojącego za ladą, nieszczególnie przypominał sylwetkę tego mężczyzny, którego pamiętał. Wyglądał młodziej, zdrowiej, jego twarz nabrała rumieńców, a oczy zdały się mniej zmęczone. Nigdy nie wątpił w uzdrowicielskie zdolności Poppy, fakt, że przywróciła go do tak wysokiej sprawności, nie mógł budzić zaskoczenia  - a jednak wzbudzał fascynacje możliwościami magii, którą mogli objąć w posiadanie czarodzieje. Wielka szkoda, że nie każdy używał ich do celów równie pięknych, co jego przyjaciółka - to samo, co potrafiło zbudować tak wiele, niszczyło jeszcze więcej. Początkowo proponował przyjść tutaj pod osłoną nocy, kiedy nikogo nie będzie, ale Poppy była rozsądniejsza; słusznie zauważyła, że o wczesnej godzinie to miejsce świeci pustkami, a sklepikarza dało się zająć na dłużej niż chwilę bez większej trudności - i z pewnością bez wzbudzania jego podejrzeń, miał przecież u uzdrowicielki niemały dług wdzięczności - musiałby się okazać potworną szują, żeby podejrzewać ją dziś o cokolwiek nienaturalnego. Intuicja kobiety jej nie zawiodła, kiedy tylko znaleźli się na miejscu, Brendan podszedł do Joela, zamawiając dwie kawy i przez chwilę zajmując się rozmową o jego samopoczuciu i o samym Mungu, upewniając się, że wokół niego nie działo się nic niecodziennego. Jego słowa to potwierdziły, choć wiedzieli już, że ponowne rozbudzenie się anomalii było tylko kwestią czasu - chyba, że wyprawa do Azkabanu odniesie wcześniej oczekiwane rezultaty. Kiedy wracał do Poppy razem z odebranym zamówieniem, było już po wszystkim - ale dzisiejszy dzień był jedynie preludium do dalszej podróży, pierwszym i najprostszym przystankiem. Kolejne miały być mniej przyjemne.
Powrót na Picadilly Circus, chociażby, niósł wiele wspomnień, zostało tutaj stoczonych wiele bitew - ostatecznie ta ich okazała się zwycięska. Rookwood trafiła do Azkabanu, jej towarzysz zbiegł - a dziś historia zatoczyła koło, rycerka wciąż chodziła na wolności, a anomalia miała rozbudzić się lada dzień. Zebranie substancji, ingrediencji, jakkolwiek to właściwie nazwać, jeszcze kilkanaście dni temu w tym miejscu nie mogłoby się odbyć bez zbędnego zwracania na siebie uwagi, ale dziś czarne chmury kłębiące się na niebie i siąpiący z niego deszcz skutecznie rozganiał z ulic tłumy. Z londyńskiej mgły nie wyłaniali się ani czarodzieje ani mugole, a Brendan roztoczył nad nimi bezpieczny kokon protego totalum. Deszcz spływał po zewnętrznej krawędzi kopuły, pozwalając im przejść suchą - a przede wszystkim bezpieczną - nogą. Obawiał się nade wszystko o same próbki, słyszał, że potrzebny był pył, który w taką pogodę mógł przecież rozmoknąć doszczętnie - jednak pod zadaszeniem jednej z kamienic, pomiędzy cegłami muru, udało się odnaleźć suche fragmenty. Poppy odnalazła również drugą część niezbędnych ingrediencji - i kiedy tylko oświadczyła, że ma już wszystko, odprowadził ją do domu, by kolejnego dnia móc udać się w dłuższą wyprawę.
Rezerwat znikaczy mieścił się nieco dalej od Londynu, ale bliżej jego rodzinnych stron - i w innych okolicznościach nawet ucieszyłby się z wizyty. Gdyby po czarnym niebie nie błąkały się strzeliste, rozłożyste jak pajęczyny pioruny, gdyby z nieba nie padał gwałtowny deszcz i gdyby podmuchy wiatru nie odbierały stabilności podczas lotu na miotle; nie działała teleportacja, nie byli w stanie przenieść się do Somerset kominkiem, miotła była jedynym rozwiązaniem. I choć umyślnie czekali na spokojniejszy dzień, spokojniejszą chwilę, to zaledwie po kilkunastu minutach lotu pogoda załamała się ponownie. Wylądowali w pobliżu lasu przemoczeni do suchej nitki; Brendan podobnie jak poprzednio wpierw objął ich obu ochroną protego totalum, potem odczekał, aż Poppy przesuszy ich ubrania - i choć kolejne wypowiadane zaklęcia wzmagały błyskawice tańczące na niebie, to bariera protego totalum nie mogła przepuścić pioruna. Z niepokojem wpatrywał się w niebo, jeszcze przed tym, jak ruszyli wgłąb rezerwatu. Po ptakach nie było dziś ani śladu - stworzenia pochowały się przed deszczem, taką miał przynajmniej nadzieję: gdyby nie pochowały się same, musiałyby stąd zniknąć - choćby i za sprawą przebudzonej na nowo anomalii. Podtrzymywał zaklęcie, podążając za uzdrowicielką - tutaj nie prościej było znaleźć pył po anomalii, ale Poppy zdołała go wypatrzeć w jednej z drzewnych dziupli. Nie zostali na miejscu dłużej, niż było to konieczne - wkrótce wrócili do Londynu, szarpiąc się z wiatrem w trakcie lotu; lecieli nisko i powoli, gdzie się dało, kryjąc się za koronami drzew lub wyższą zabudową - jednak dotarcie z powrotem do domu kosztowało ich mnóstwo energii. Nie zdołał wyperswadować Poppy, że syrop na gorączkę nie będzie mu potrzebny.
Wesołe miasteczko było ostatnim przystankiem - już wygodniejszym, bo również mieszczącym się pod Londynem, dotarcie na miejsce ograniczało się do skorzystania z transportu Błędnym Rycerzem. Ostatnie z czterech miejsc również mieściło się pod gołym niebem - ale wciąż nadawało się na obchód bardziej, niż pozostałe, które zwiedził. Wejść na zaplecze Ollivanderów byłoby trudno - nie chciał, by Julia musiała prosić męża o przysługę, a krótkowzrocznie nie wiedział jeszcze, że Ulysses bez wątpienia wyświadczyłby ją sam z siebie, jako świeży członek Zakonu Feniksa. Nie wydawało mu się też dobrym pomysłem zajrzenie do Świata Dyni - czy też Dyni na Parę po ostatniej zabawie - choć jego właściciele nie znali jego twarzy, wolał się tam nie pokazywać - zresztą, lokal z pewnością został dokładnie uprzątnięty po remoncie. Protego totalum zaczynało stanowić nieodłączną część rutyny ich spotkań, kopuła ponownie chroniła ich przed deszczem - kiedy zbliżyli się do bestialskiej karuzeli, dziś tak nieruchomej, jak przed miesiącami, nim anomalie odznaczyły tutaj swoje piętno. Zwierzęta, w które się wpatrywał, budziły w nim dziwny niepokój, kiedy po raz kolejny osłaniał Poppy przed deszczem, nie potrafiąc pomóc jej mocniej podczas pracy. Musieli wejść między nie, zadaszenie karuzeli pomimo porywistego wiatru osłoniły przed deszczem niewielki fragment, z którego udało się zebrać niezbędne substancje. To już wszystko - oddał różdżkę w ręce Poppy; poprosił ją o list z uzdrowicielską pieczęcią, którą przesłał do Bones, usprawiedliwiając swoją nieobecność w pracy - bez różdżki nie mógł się tam pojawić, ale jej chwilowy brak miał podnieść jego skuteczność w okresie późniejszym. Zostawił Poppy samą - nie zamierzał patrzeć jej na ręce, kiedy pracowała, nikt tego nie lubił. Wrócił do domu, jeszcze niedawno postrzegając chwile życia bez dostępu do magii jako katastrofę - w dobie anomalii z wolna przyzwyczajał się już do robienia pewnych rzeczy manualnie.
Kiedy odebrał różdżkę - po podziękowaniach, w ramach których przyniósł jej bombonierkę czekoladek oraz torebkę fasolek Bertiego - natychmiast wrócił do domu, gdzie zamierzał przetestować jej działanie. Neala była na lekcjach - był sam - kiedy jął wyczarowywać kolejno tarcze: protego, protego maxima, protego horribilis. Osłony błyskały jasnym światłem, a on miał wrażenie, że przychodziły mu one prościej, niż wcześniej. Zgodnie ztym, co mówiła Poppy, różdżka została nasycona białą magią - zatem to właśnie takie zaklęcia zamierzał sprawdzić. Lamino scutio wybiło kolce wokół niego, zataczając się w wirującym szale - również wyczarowane z dziwną lekkością; ledwie wypowiedział inkantację, a okrąg już się uformował - i przeciął oparcie pobliskiego krzesła, od którego Brendan jedynie się odsunął, obiecując sobie naprawić je w wolnej chwili. Lekko wywołane Abesio przeniosło go dwa metry dalej, pozostawiając na jego dłoni jedynie płytką, mało znaczącą ranę. Speculio pozwoliło mu poznać swojego klona - w którego wpatrywał się z zadowoleniem, ciesząc się raczej z osiągów różdżki, niż z widoku własnej facjaty. Na sam koniec z mocą wypowiedział zaklęcie Expectro patronum obserwując niedźwiedzia w pełni swojej chwały, wyrazistego, jasnego, silnego - i jak chyba nigdy gotowego, by stanąć do walki.

zt


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Wnętrze
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach