Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jezioro Loch Lomond

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Jezioro Loch Lomond   08.01.17 21:18

First topic message reminder :

Loch Lomond

Jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Szkocji, największe jezioro Wielkiej Brytanii - Loch Lomond. Na samym jeziorze znajdują się niewielkie wyspy, na które turyści, jak i mieszkańcy od czasu do czasu się wybierają, szczególnie letnią porą. Dookoła jeziora znajduje się także kilka niewielkich, głównie mugolskich mieścin. Warto wspomnieć, że ludzie w tych okolicach mówią tak silnym szkockim dialektem, że rodowity Anglik może mieć niemałe problemy ze zrozumieniem ich.
W okolicach gór nie trudno spotkać także typowe dla Szkocji rude krowy oraz pokaźne stada płochliwych, acz bardzo hałaśliwych baranów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
6
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Jezioro Loch Lomond   14.08.17 14:32

Często wymagali od siebie za dużo. Chcieli by wszystko szło po ich myśli choć rzadko zdarzało się, że właśnie tak było. Chcieli być wspaniałymi rodzicami, niesamowitymi pracownikami, szlachcicami, o których można było mówić z dumą i wojownikami, których działania przyniosą lepsze jutro. Dawali z siebie wszystko nie myśląc o tym, że niszczą samych siebie. Zmęczeniem, ciągłym stresem i presją. Brali na swoje barki to o czym inny człowiek nawet by nie pomyślał by dźwigać samemu. Często w milczeniu przyjmowali swoje obowiązki bo właśnie tym były. Rzeczami, które należało zrobić. Niestety zdarzało im się zapominać, że nikt nie oczekuje od nich pracy na najwyższych obrotach. Liczyły się takie momenty jak ten i takie dni jak te. By bez pośpiechu cieszyć się zapachem wody, delikatnym wiatrem smagającym po policzkach, śmiechem dzieci, upływającymi godzinami. Nie musieli zastanawiać się nad szczęściem lub jego brakiem bo to dryfowało w powietrzu niczym latawiec. Szlachcianka spoglądała na biegnącego z synem u boku męża i trzymającą w dłoniach powierzone zadanie córkę. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu nie czuła się winna. Temu, że jest szczęśliwa, temu, że świat staje na drodze, a ona pozwala sobie na te drobne przyjemności, które potrafią zmienić cały dzień. Nie czuła się winna, że oddała myśli o tym co ma nadejść, pięknej pogodzie i dniu spędzonemu z rodziną. Patrzyła jak latawiec wzbija się w powietrze i zaczyna dryfować zmieniając kształty. Słysząc pytanie Miriam dotyczące kształtu jednego ze zwierząt uniosła brew spoglądając na męża. - No Archie, co to za ptaszek. - kącik ust drgnął jej w delikatnym uśmiechu. Ona znała go aż nadzwyczaj dobrze. Lorraine ujęła delikatnie dłoń córki i pogładziła ją po policzku. - Jest magiczny co wcale nie oznacza, że jest nieprawdziwy. - mruknęła przenosząc znowu spojrzenie na latawiec, a po chwili na syna. - Oczywiście, a to nie było proste zadanie. Niektórym nie wystarczy tylko jedna próba, trzeba ćwiczyć. - odpowiedziała pewnie spoglądając na męża. - Na co macie teraz ochotę? Może pójdziemy coś zjeść? - zapytała gdy latawiec zmienił swój kształt po raz kolejny. Tak pięknie unosił się na wietrze. Jak żywy.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Loch Lomond   15.08.17 1:32

Przyglądał się latawcowi ze szczerym zachwytem, wcale nie mniejszym niż dało się zauważyć u dzieci, choć miał już na karku całe trzydzieści lat. To przez tę słoneczną pogodę, autentycznie pięknego latawca z papieru i doborowe towarzystwo. Zdecydowanie częściej musieli spędzać wolne dni w podobny sposób, szczególnie teraz, kiedy nie mogli być pewnym jutra. Archibald miał momenty poważnych wątpliwości czy jest sens aż tak się angażować w działania zakonu, choć oficjalnie przed każdym zarzekał się, że nigdy takowych nie miał. Bo i co podzielenie się taką myślą by spowodowało? Zapewne cały ciąg zupełnie niepotrzebnych dyskusji, poza tym Archibald wiedział, że skoro już powiedzieli A to powiedzą również B i nie cofną wcześniej podjętej decyzji. Zbyt długo się nad tym zastanawiali, zbyt długo analizowali każde za i przeciw. Miał prawo posiadać cień wątpliwości, przynajmniej tak uważał, może inni zakonnicy zaczęliby nim przez to gardzić. Tego nie wiedział, nie rozmawiał z nimi o ich powołaniu i powodach do walki. Każdy miał swój, zapewne dobry, skoro ostatecznie wszyscy spotkali się w tym samym miejscu. Czasem zastanawiał się czy Lorraine mówi mu całą prawdę czy również zdarza się jej mieć wątpliwości. Miał nadzieję, że ich nie posiada.
- Synu, już ci pomagam! - Rzucił donośnym głosem, schylając się i łapiąc za sznurek. Tym samym w zasadzie on nim manewrował, nie Winnie, ale najwidoczniej wcale mu to nie przeszkadzało. Podziwiał papierowego ptaka, zmieniającego kształty przy każdym mocniejszym powiewie wiatru. Sam również się w niego zapatrzył aż nie usłyszał pytania Miriam i rozbawionego powtórzenia Lorraine. Rzucił jej znaczące spojrzenie, na moment przywdziewając poważniejszy wyraz twarzy. Dobrze wiedziała jaką posiadał wiedzę na temat zwierząt i magicznych stworzeń - w zasadzie żadną. - Lepiej ty powiedz, wiesz o nich więcej niż ja - odpowiedział zatem z równie dużą wesołością, kiedy latawiec z kolibra zaczął zmieniać się w dorodnego pelikana. Ach, czego to czarodzieje nie wymyślą. - Nie wiem jak wy, moje drogie dzieci, ale ja faktycznie bym coś zjadł - stwierdził, choć nie był przekonany co do wielkości ich prowiantu. Skrzatka coś wpakowała do dużego wiklinowego kosza, ale co? Tego nie wiedział, bo (o dziwo) jeszcze tam nie zaglądał. - A potem Miriam może spróbować puścić latawca, a potem sami możemy trochę polatać - zaproponował, w końcu nie bez przyczyny zabrali swoje miotły. Poza tym skrząca się tafla jeziora aż prosiła o podziwianie jej z każdej strony, przede wszystkim z góry.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Miriam Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett https://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 https://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
żywa tabliczka do liczenia
6
Szlachetna
Panna
in a world
where you can be
anything
be kind
0
0
0
0
0
0
1
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Jezioro Loch Lomond   21.08.17 23:36

Na szczęście Miriam była daleka od kombinowania, jak tu Edwina zakręcić, żeby padł twarzą w piasek. Być może z tego prostego względu, że Edwin był po prostu brzydki, kiedy płakał. Jak ona, wiedziała o tym! Obu im z nosa leciały smarki i cali się czerwoni robili. Tak czerwoni, że piegi wyglądały na ich twarzach jak odpryski od soku marchewkowego, który już dawno zasechł i nie było go jak zetrzeć z brudnej, dziecięcej twarzyczki. I tak ich wtedy ciągnęło do ramion jakiegoś dorosłego, najlepiej mamy, a mama nie zawsze przecież miała czas. Płakanie było więc zasadniczo niewygodne – podsumowując wszystkie wnioski, które wyliczyła w swojej małej główce przykrytej ryżą czuprynką.
Rozmyślając, patrzyła na rodziców – to na tatę, to na mamę – rozprawiających o tym, kto ma odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie. Wiedziała, że tata nie lubił zwierząt. Frędzel był wyjątkiem, który i tak był przemycony do domu tajnym sposobem. Tym wyjątkiem były również sowy, przynoszące i wynoszące liściki do i z domu do różnych osób. Ale nie było mowy o żadnych pieskach, króliczkach, kotkach, małych tygryskach, niedźwiadkach, żyrafach z opowieści cioci, kózkach, owieczkach, smokach, myszkach i szczurkach. Proszę mi wierzyć, Miriam próbowała już wszystkiego. Tata był twardym przeciwnikiem.
To co to jest w końcu za ptaszek? Ja chcę wiedzieć! – ton zabrzmiał władczo i butnie (jak na sześciolatkę), ale Miriam wcale wcale nie miała zamiaru walczyć o te informację do ostatniej kropli swojej krwi. Doskonałym dowodem na to była nagła zmiana stanowiska i zwrócenie uwagi na mamę, kiedy zasugerowała, że pora by coś zjeść. Tak się składało, że kiszki Miriam grały bardzo głośny marsz! – Czy kanapeczki z konfiturą pani Picks? I czy mamy te słodkie bułeczki z budyniem? A czy jest soczek z jabłków? Mamooooo!
Skakała w miejscu, ciągnąc mamę w stronę ich koca, na którym znajdowały się wszystkie ich piknikowe przybory. Wokół było mnóstwo piasku. A gdyby tak…
Winnie, zbudujemy zamek?! – krzyknęła do niego, chociaż coś w środku niej wywracało oczami i wzdychało, mówiąc „Dobra, tylko ten jeden raz. Po prostu Winnie robi najlepszą fosę”. – Winnie!




Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce

Powrót do góry Go down
Edwin Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4363-edwin-prewett https://www.morsmordre.net/t4371-kremowka https://www.morsmordre.net/t4433-maly-lord#94684 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow
Mały lord
5 lat
Szlachetna
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Loch Lomond   12.09.17 12:54

Patrzyłem jedynie na unoszący się wysoko latawiec, zastanawiając się czy można by zbudować taki, który porwałby mnie wysoko w niebo! Mnie i Oscara oczywiście, bo byłoby mu przykro, gdybym go tak zostawił. Zresztą z kim bym się ścigał, jeśli nie byłoby go ze mną? Z Miriam? Nie, nie. Jeśli już coś miałem odkrywać to z Oscarem albo wcale. Patrzyłem z ciekawością to na mamę to na tatę, czekając na odpowiedź, co to był za ptak! No, nie znałem przecież ich wszystkich, a ciekawość dosłownie we mnie drżała.
- Mamusiu, powiedz mi! Ty mi powiedz - zaśmiałem się, pociągając za sznurek, który trzymałem tylko dwoma paluszkami. Sterować latawcem nie potrafiłem tak dobrze jak tata, ale sprawiało mi to tyle samo przyjemności i radości jakbym naprawdę robił to sam. Zaraz otworzyłem usta, wskazując na zabawkę i zapowietrzając się na chwilę, gdy papier zaczął się zmieniać w coś nowego. Nie miałem pojęcia, co to właśnie powstawało, ale... Chciałem więcej! I tutaj moja uwaga została odwrócona, bo wspomniane zostało jedzenie, które na chwilę zapanowało nad moim dziecięcym umysłem.
- Kanapeczki! - zapiszczałem, klaszcząc w malutkie dłonie i na chwilę puszczając sznurek latawca. Na szczęście obok był tata i szybko go złapał!
- Pani Picks robi robi najlepsze konfitury! - stwierdziłem poważnie mając nadzieję, że w koszyczku znajdą się kanapeczki właśnie z truskawkową.
W mojej główce zaraz pojawiły się te wszystkie smakołyki, ślicznie zapakowane bułeczki, słoiczki z przepysznym soczkiem. Po tej zabawie bardzo chciało mi się pić i aż oblizałem usta nie mogąc się doczekać.
- I nie jabłków - westchnąłem, wywracając na chwilę oczami. - Japkuw, Miriam - odparłem, wypinając dumnie pierś.
Wyprzedziłem ją i mamę, doskakując do ogromnego kosza. Zupełnie zapomniałem o latawcu i tacie, który go trzymał. Uderzałem delikatnie dłońmi w kosz, chcąc, żeby w końcu mama go otworzyła i pokazała co ma w środku. Oby kanapeczki!
- Zamek? - spojrzałem na Miriam przechylając lekko główkę. - Dobra, ale zrobimy wielki most, po którym będzie mógł przejść smok, dobra? - uśmiechnąłem się szeroko.
Budowanie zamku z piasku było zawsze cudowną zabawą, tym bardziej, gdy piasku było aż tyle!




Jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzieŚwiat, w którym baśń ta dzieje się
Malutki Edwin mieszka w nim
I wiedzie wśród czarodziejów prym

Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
6
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Jezioro Loch Lomond   13.09.17 10:39

To był piękny dzień i nie tylko dlatego, że pogoda im dopisała, a miejsce, które wybrali było zachwycające. Archie i Lorri doskonale zdawali sobie sprawę, że może minąć bardzo dużo czasu zanim kolejny raz znajdą czas i okazje by uczynić z jednego wolnego dnia taką świętość. Prawdopodobnie nawet dzisiaj by tego nie zrobili gdyby nie chęć odrzucenia wszystkiego co złe z myśli i skupieniu się na tych dobrych i przyjemnych chwilach w życiu. Nie chciała by ten dzień się kończył. Choć do zachodu słońca mieli jeszcze trochę czasu to i tak biegł on nieubłaganie i nie mogli nic, zupełnie nic na to poradzić. Nawet czarodzieje nie potrafią zatrzymać ukochanych chwil na dłużej i dłużej. Kochała to, kochała swoje życie i kochała swoją rodzinę. Nie myślała o tym co czeka ich jeszcze w przyszłości. Sama nie lubiła się nad nią zastanawiać zbyt długo, ale czasami odczuwało się to po prostu w sobie. Wizję przyszłego zagrożenia. Uśmiechnęła się do męża. Nigdy nie wyobrażała sobie takiego szczęścia. Był wszystkim czego potrzebowała i nie wyobrażała sobie sytuacji, w której mogliby teraz nie być w tym momencie życia. Nie wyobrażała sobie siebie u boku innego mężczyzny, nie wyobrażała sobie żyć bez West Lulworth. Dał jej wszystko czego potrzebowała, czego chciała i czego nawet nie wiedziała, że potrzebuje. - To koliber – zaczęła przenosząc spojrzenie na Miriam, a po chwili także na Edwina. - Ten ptaszek ma dla mnie szczególne znaczenie. To mój patronus, czy Pani Picks wspominała wam kiedyś czym jest patronus? - zapytała bo guwernantka często zaskakiwała Lorraine informacjami, które zdążyła przekazać dzieciom. Tym samym często była w szoku, że te wiedzą tak dużo i potrafią tak dużo. - Pani Picks i Grusia spakowały nam cały koszyk pysznego jedzenia. Soczek z jabłek znajdzie się na pewno. - odparła podkreślając odpowiednią formę i uśmiechając się szeroko na przekręcane słowa. - Chodźmy… zobaczymy co mamy w zapasie. - dodała czekając aż Archie podejdzie bliżej by zaraz złapać go za ciepłą dłoń. Zawsze lubiła mieć go blisko siebie. Była wtedy pewna, że wszystko jest na swoim miejscu. Takiego dnia jak ten nie istniało nic innego i nie potrafiła się z tego nie cieszyć.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Loch Lomond   15.09.17 1:04

Anglia była znana z deszczowej pogody, szczególnie w kwietniu, kiedy wiosna stawiała dopiero pierwsze nieśmiałe kroki. Archibald przygotował atrakcje na wypadek ulewy, dobrze wiedząc, że jeżeli dzisiaj nie uda im się spędzić razem czasu to już długo nie będą mieli ku temu okazji. Nie tylko z powodu jego wymagającego zawodu, do którego przywykł jeszcze jak sam był dzieckiem, ale również ze względu na ich przynależność do Zakonu. To potrafiło zabrać równie dużo cennego czasu i Archibald skłamałby, mówiąc, że nigdy nie myślał o porzuceniu walki. Czasem przechodziło mu to przez głowę, przede wszystkim podczas takich beztroskich chwil jak ta. Miał wyrzuty sumienia, że zaniedbują dzieci, choć oddawali się w słusznej sprawie. - Co takiego mama ma z kolibra, że jest jej patronusem? - Zastanowił się na głos, spoglądając z ciekawością na brykające dzieci. - Przecież nie jest taka malutka jak one - dodał, idąc powoli z nimi w kierunku koszyka z jedzeniem. Nie zwinął jeszcze latawca, cały czas próbując utrzymać go w powietrzu, przez co w większości szedł tyłem. - Wiecie co jest moim patronusem? - O mało się nie przewrócił z powodu tego poświęcenia, poza tym wiatr w tym miejscu nie był aż tak dobry, więc niechętnie zaczął zwijać latawiec. - Żółw wody - powiedział tak jakby zdradzał przed nimi tajemnicę stulecia. Zaśmiał się cicho, samemu nie będąc pewnym dlaczego akurat to zwierzę postanowiło stać się jego patronusem, ale przez to odczuwał w stosunku do nich sentyment i nawet je lubił. Tak, mógłby hodować żółwie.
Skończył zwijać sznurek, a latawiec powrócił do swojej formy śpiącej mewy. Dogonił Lorraine, widząc jak dzieci coraz bardziej się od nich oddalają, pędząc do kanapek ich przewspaniałej pani Picks. Uśmiechnął się, kiedy Lorraine złapała go za dłoń, mocniej zaciskając palce. - Tylko coś nam zostawcie! - Krzyknął, choć był przekonany, że dzieci w ogóle go nie usłyszały. Zaśmiał się, całując Lorraine w policzek. - Musimy częściej znajdować czas na takie wypady - stwierdził, obserwując Edwina i Miriam. Naprawdę brakowało mu tak beztroskich dni.

|zt wszyscy :moh:




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
 

Jezioro Loch Lomond

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Jezioro Loch Lomond
» Zwykłe Jezioro
» Mroczne Jezioro
» Jezioro Zmian
» Jezioro Iluzji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18