Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Stoliki [część restauracyjna]
AutorWiadomość
Stoliki [część restauracyjna] [odnośnik]06.04.15 16:28
First topic message reminder :

Część restauracyjna

★★★★
Podłużna sala, w której zależnie od wymagań dyktowanych przez zmieniającą się liczbę gości przybywa bądź ubywa stolików. Wenus swoją ofertą zadowoli najbardziej wymagających gości, niezależnie czy poszukują miejsca na romantyczną kolację, spotkanie w większym gronie czy też oficjalny obiad biznesowy. To właśnie tu odbywają się znane na cały Londyn wieczory z muzyką na żywo, a przestronny parkiet stanowi idealne miejsce do zaprezentowania swoich umiejętności tanecznych. Jedynym mankamentem jest selekcja gości powodowana wysokimi cenami i wcześniejsza rezerwacją miejsc, przez co Wenus stanowi idealne miejsce dla spotkań członków czystokrwistych rodów - wszak krążą niepotwierdzone opinie, że właściciele znani są z nieprzychylnych spojrzeń w kierunku mugolaków.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:49, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stoliki [część restauracyjna] - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stoliki [część restauracyjna] [odnośnik]29.07.22 13:03
| do tych państwa

Przechyliła z zaciekawieniem głowę, lustrując profil Deirdre, wyłapując teatralne zdumienie przy stwierdzeniu o zamknięciu się we troje w ciasnocie powozu. Dopiero słysząc je wypowiadane na głos, pozwoliła rozgościć się intrygującej wizji, a śmiałe obrazy wypełniły umysł, odcinając na moment Evandrę od toczonej tuż obok rozmowy. Uśmiechnęła się kącikowo, gdy dotarły do niej strzępki o ożywczej dyskusji i świeżości przemyśleń, odczuwając jednocześnie mało przyjemny ścisk w dole brzucha, wywołany ubolewaniem braku kameralnej przestrzeni na wyciągnięcie ręki.
- Zawsze możemy wspólnie udać się w drogę powrotną - wyrwało jej się nagle, nieco nieśmiało i ściszonym tonem, jakby sama dopiero rozważała tę opcję. Czując na sobie wyczekujące rozwinięcia myśli spojrzenia, nabrała więcej powietrza w płuca. - Sądzę, że prędko nie zabraknie nam tematów do rozmów, a nie ma lepszego sposobu na świętowanie, od spędzenia czasu w oświeconym, wrażliwym na sztukę towarzystwie - nawiązała do Tristanowego stwierdzenia, jakoby półwila częściej poświęcała się właśnie tej kwestii.
Stała tak zapatrzona w madame Mericourt, z wolna zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo wyczekuje jej kolejnych słów, jak chce spijać tę toksyczną słodycz, którą ta nadal toczy napięciem złośliwości. Z trudem rozróżniała które z nich wypowiadane są szczerze, które podsycać miały rzekomą niechęć, a które kładły się na języku z zamiarem podpuszczenia - czyżby podłapała grę, sprawdzając jak daleko można się w niej posunąć? Kto odpuści pierwszy, a kto zdecyduje się przekroczyć granicę? Czy w zaistniałej sytuacji, niejasnych powiązań i gęstniejącej atmosfery, istniała jakakolwiek granica?
- Twoje niezwykłe umiejętności nie są tajemnicą, a i ja nie ukrywam, że liczę na zapoznanie z tajnikami. - W istocie nie uznawała Deirdre za rywalkę - jak mogła się z nią równać, jak stawać w szranki i mierzyć się jedną miarą, gdy były tak od siebie różne? Udowadniała jej to na każdym kroku swoją chęcią bezwzględnego stanowienia kontroli, utrzymania się na powierzchni - dlaczego by jej tego nie ułatwić? Otworzyć się szerzej, pozwolić zadziałać i pochwalić pełnią potencjału? Słowami szafować mógł każdy, lecz nie każdy miał możliwość podparcia ich działaniem, a w umiejętności Deirdre nie wątpiła. Myśli na krótko powróciły do ptaszarni i technik zwinności palców czarownicy, którym wszak daleko do kojenia zmęczenia, ale za to blisko do rozwiania trosk. Z wielką wprawą i zadziwiającymi, godnymi podziwu umiejętnościami poprowadziła wpół świadomą półwilę wąskim, wybranym przez siebie torem. Tamtego dnia, ani żadnego kolejnego nie była w stanie wyrzucić jej z głowy, próbując wciąż wzniecić namiastkę zaznanego płomienia. Choć zakosztowała spełnienia, miała świadomość, że pozwoliła jej ledwie zamoczyć usta w kielichu rozkoszy, z którego oni we dwoje czerpali bez ograniczeń. Chciała pochwycić go w obie dłonie, zachłysnąć się i skąpać bez opamiętania, a wychylony dziś szampan wyłącznie potęgował to pragnienie, coraz odważniej domagając się sięgnięcia po to, czego chce i za czym woła, a co nieudolnie próbuje stłumić.
- Niezgodność zdań nie wynikała z wątpliwości wobec samej propozycji, a okoliczności jej złożenia - wyjaśniła ze spokojem, którego uzyskanie graniczyło już niemal z cudem, gdy myśli mąciły nie tyle wspomnienia, co żywa wyobraźnia, nie mająca nic wspólnego z przyzwoitością. - Może problem nie tkwił też w różnicach, a w braku jakiegoś istotnego elementu? - zwróciła się do męża bez szerokiego, uprzejmego uśmiechu, na który nie chciała się już silić. Tamtego dnia w ptaszarni ewidentnie brakowało im równowagi, tego kto mógłby nadać im rytm, zadbać o harmonię wśród mnogości dźwięków. Stał teraz obok, na wyciągnięcie dłoni, którą naraz zwolniła z czułych objęć i przesunęła na brzeg jego grubego, skórzanego pasa - dlaczego musiał stale ubierać się w tak sztywne, wielowarstwowe szaty? - W pewnych kwestiach pośpiech jest marnym sprzymierzeńcem, można się łatwo poparzyć, lecz przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by zatańczyć z ogniem, prawda? - Tkwiąc tak z zadartą brodą, nie odejmowała od niego wzroku, coraz śmielej pozwalając sobie na odrzucenie woalu, za jakim przyszło im się ukrywać w towarzystwie. Jak bardzo tajemnica kusiła swoją intymnością i elektryzującym napięciem, tak cierpliwość nie była jej najmocniejszą stroną. Zwłaszcza, gdy słaba, półwila głowa została napojona szampanem i mieszaniną zdegustowanych win. Prędko zmieniła zdanie, przesunęła się z niechęci wobec zapraszania Tristana do ich duetu w stronę niemal pełnej transparentności, tym samym odbierając sobie możliwość dalszego podpuszczania Deirdre. Za bardzo kusiło, by poznać jego reakcję, najchętniej spotkać się z aprobatą. Wpatrywała się w męża z lekko uniesionymi brwiami, jakby mętne słowa miały tłumaczyć mu wszystko, a nie pozostawiać niedopowiedzenia.
Otrzymując kieliszek miała wreszcie chwilę, by zerknąć przez ramię na resztę pogrążonej w dyskusjach oraz tańcu sali. Goście restauracji znajdowali się tuż obok nich, a jednak jakby w oddali, zupełnie nieświadomi emocji, jakie gromadziły się wewnątrz swoistego trójkąta. Ta różnica potęgowała duszność i powstałe napięcie, zwłaszcza gdy wyciągnięta dłoń nestora na powrót przyciągnęła uwagę Evandry. Kieliszek zatrzymał się wpół drogi do ust, a spomiędzy karminowych warg wydostawały się urywane wydechy. Łomoczące w piersi serce zagłuszało dochodzące zewsząd dźwięki, niczym tykanie zegara, świadczącego o upływie czasu. Nie było już odwrotu.
- Nigdy nie odmawiam przyjemnościom - powtórzyła za nim bezwiednie, a szampan wreszcie zmoczył przeschnięte wargi. - Wybaczcie, że przerywam to preludium, ale potrzebuję świeżego oddechu - wtrąciła się na pytanie o polecane menu, a na zarumienionej twarzy znów pojawił się lekki uśmiech. Przestąpiła krok ku Deirdre, delikatnie, acz wcale nie niepostrzeżenie przesuwając dłonią po jej ręce w kierunku łokcia i ujęła ją pod ramię, zaciskając nań mocniej palce. Nachyliła się ku niej, choć wcale nie ściszyła głosu, by mieć pewność, że Tristan dosłyszy jej słowa. - Byłabyś tak miła zaprowadzić mnie w bardziej ustronne miejsce? - Utkwiła w czerni tęczówek czarownicy wyczekujące spojrzenie. Po raz pierwszy od tamtego dnia lutego znajdowała się znów tak blisko niej, ogarnięta przez te same emocje, które doprowadziły ją wtedy do białej gorączki. Znów mogła wprowadzić do płuc jej zapach, zawalczyć z przemożną chęcią sięgnięcia do jej ust. - Dołączysz? - Odwróciła się jeszcze do męża, nie wierząc że subtelne aluzje okażą się dla niego wystarczające. - Więcej przekąsek już nam chyba nie potrzeba.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Stoliki [część restauracyjna] [odnośnik]30.07.22 14:22
Szczególna więź. Zamrugała szybciej, gdy z ust Tristana padły te słowa. Czym była w ich przypadku? Uzależnieniem, mającym doprowadzić ją do katastrofy? Syndromem sztokholmskim, sprawiającym, że uznawała sól sypaną przez niego na rany - które sam jej zadał - za najdroższe lekarstwo? Nienawiścią, podsycaną krótkimi momentami trzeźwości? A może miłością, obdartą z banalności romantyzmu, wypaczoną, zhańbioną, wystawioną na setki prób. Jeśli tą ostatnią, była to miłość jednostronna, zdeformowana wersja lustrzanego odbicia, uwieczniającego małżeńską czułość na niezniszczalnym płótnie pamięci. Śledziła dotyk dłoni męskiej obejmującej Evandrę, potem jej palców muskających pas szlachcica, istotniejsze od tych drobnych, raniących ją gestów, były jednak słowa, drżące między nimi napięcie. Którego stała się...przyczyną czy celem? Upiła łyk wina, kolejny, nie komentując już metafory tresury, nie musiała, wiele zadziało się w jej roziskrzonym, pijanym, urażonym i oddanym wzroku, który utkwiła na kilka długich sekund w oczach Tristana. Mocniej niż wstawionego, dawno nie widziała go w tak rozrywkowym nastroju, potęgującym jeszcze mocniej wszystkie - nawet na trzeźwo intensywne - cechy. Butny, nonszalancki, wyniosły, pewny siebie, przekraczający granicę przywoitości, o ile pozwalała na to sytuacja; teraz miała do czynienia z wręcz niebezpiecznym poziomem drapieżności. Także dlatego, że bestie polowały w grupie, w tym wypadku w zaskakującym duecie. Czy była ofiarą czy łowcą? Rolę obróciły się tak gwałtownie, a przy tym subtelnie, że zaśmiała się krótko, z nieodgadnioną melodią, ni to uznania dla śmiałych słów lady doyenne, ni zdziwienia, że szlachcianka tak śmiało podążała w stronę płomieni, niepomna wcześniejszych ostrzeżeń.
- Nie wiedziałam, że preferujesz taki sposób celebracji, Evandro - odparła z uprzejmym zdziwieniem na propozycję dyskusji w karocy. Wyobrażała sobie szlachciankę zupełnie inaczej, a każde kolejne spotkanie udowadniało coraz mocniej, że wizja ta nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Dlaczego więc, mając u boku kobietę tak bezwstydnie otwartą, Tristan szukał odskoczni u Miu? Nie pojmowała tego, nie rozumiała też, jaką rolę miała tu odegrać; zabawki, prowokatorki, prowodyrki tej gry w niedopowiedzenia? - Wspólny powrót brzmi kusząco, nie wiem jednak, jak długo planujecie tutaj zabawić, ja zaś wręcz marzę już o znalezieniu się w sypialni - dodała ciszej, pochylając się ku parze małżonków, tak, jakby zdradzała nieco nieprzystający sekret. W tym wypadku dotyczący zmęczenia, tak, chodziło wyłącznie o to. Nie zamierzała przecież dzielić się sekretami alkowy - uśmiechnęła się jednak do Evandry jeszcze bardziej ujmująco. - Proszę przestać, bo się zarumienię. Mistrz iluzji nie zdradza tajemnic swych występów, ja również wolę zachować najbardziej efektowne techniki dla siebie, ale kto wie, może pozwolę ci zajrzeć za kulisy i się zainspirować - mrugnęła do jasnowłosej prawie zawadiacko, jednocześnie stawiając granicę i oferując jej przekroczenie: na jej warunkach. Ciągle w rozkołysanej alkoholem głowie odbijało się pytanie dlaczego, odsuwała je jednak w niepamięć, czując dreszcze przeskakujące po kręgosłupie. Lubiła słyszeć w głosie Tristana zmysłowe rozbawienie, lubiła, gdy na nią patrzył - w ten sposób, zwłaszcza publicznie, czuła się wtedy ważna. Miał rację, powinna budować pewność siebie wewnętrznie, nie polegając na opinii innych, nie potrafiła jednak wyzbyć się łaknącego głodu jego aprobaty. Wskoczyłaby dla niego w ogień: i czyż nie to właśnie robiła, wystawiając się na płomienną atencję jego żony?
- Ma lord rację, pokonałam wiele przeciwności, nie powinnam więc wątpić w to, że zostałam stworzona do wyjątkowych rzeczy i czerpania z życia wszystkiego, co hojnie oferuje. A jeśli tego nie robi: do wyrwania mu tego, co mi należne - zadeklamowała elegancko, nawet jeśli ktoś podsłuchałby ich konwersację, jakimś cudem wyłapując kolejne zdania spomiędzy szumu rozmów, muzyki i dźwięków innych atrakcji, nie wyczułby drżących dwuznaczności. Padających głównie z ust kobiet, wyjątkowo zgrały się w tym tańcu, oczy Deirdre roziskrzały się coraz bardziej, niemal czuła na sobie kuszące spojrzenie Evandry, tak, jakby błękitne oczy fizycznie muskały policzki, szyję i skryty pod materiałem sukni dekolt.
- Wydaje mi się, że okoliczności były więcej niż sprzyjające - weszła szlachciance w słowo, ale nie kontynuowała wesołej, werbalnej przepychanki, pozwalając przedstawić czarownicy historię ich bliskiej współpracy, znacznie wykraczającej poza troskę o dobro La Fantasmagorii. Kątem oka wyłapywała reakcję Tristana, rozmytą alkoholem - nie dostrzegła jednak szoku, furii ani zazdrości, być może również upojenie zwycięstwem sprawiało, że nie reagował na powolne i nieoczywiste odsłanianie prawdy tak, jak zrobiłby to na trzeźwo. Podświadomie Deirdre bała się jego odzewu, na mniejsze zatajenia czy przemilczenia z jej strony reagował furią. Nieobecną teraz, choć sięgnęła śmiało po coś dla niego najcenniejszego, po jego żonę. Nie traktował jej - ich? - poważnie? Nieistotne, to wszak on był brakującym elementem, wspomnianym śmiało przez Evandrę. Źrenice Mericourt rozszerzyły się jeszcze bardziej, dotąd uważała namiętną konwersację za nieszkodliwą zabawę, ta jednak szybko przeradzała się coraz śmielej w rzeczywistość. Pajęczyna sugestii gęstniała, powietrze dławiło; przeniosła wzrok na Tristana, szukając w jego oczach złości lub szoku - przeliczyła się, wydawał się upojony, drapieżny, zadowolony, syty i głodny ich towarzystwa zarazem. - A więc wypijmy za zaproszenie do tańca ognia - uniosła kieliszek tuż po słowach Evandry, dopijając szampana do końca - I za pośpiech. Bywa niewskazany, owszem, ale w wyjątkowych przypadkach dobrze iść za ciosem, by przekonać się, czy płomienie nas pochłoną, czy tylko oczyszczą ze zbędnych zahamowań i słabości - a więc robiła krok w nieznane, śmiało, ignorując ryzyko i pewność, że skomplikuje to i tak poplątaną, szczególną więź, która łączyła ją z Rosierem. Robiła to dla siebie, robiła to dla niego, dla nich, jakkolwiek by nie definiowała tej wspólnoty; spojrzała z góry na Evandrę, prowokująco, władczo, łącząc barwny opis Salome, deklamowany przez szlachcica, z jej sylwetką. Nie wiedziała, co wydarzyło się w operze, być może Tristan za kulisami skorzystał z hojności wschodzącej solistki, lecz pasja z jaką opowiadał o artystycznym doświadczeniu popychała myśli Dei ku półwili. Nie zdążyła skomentować zachwytów mężczyzny ani zaproponować skosztowania orientalnego dania - arystokratka skutecznie przekierowała uwagę, brawurowo kończąc preludium. Czarne oczy napotkały te jasne, a Mericourt wahała się tylko chwilę. Nie było czasu ani miejsca - w narkotycznych oparach triumfu, podniecenia i alkoholu - na dłuższe rozmyślania, rachunki zysków i strat, ważenie potencjalnego ryzyka. Szła za tym, co podpowiadało...może nie serce, ale chuć i to dzikie, niezdrowe pragnienie zaznaczenia swej pozycji, wzięcia tego, co dla Tristana było świętością, rozsmakowania się w przeznaczonym tylko dla arystokraty pięknie, zrównania się z nim w pewien pokrętny sposób. Dodatkiem - czy aby na pewno, Deirdre? nie robisz też tego dla niego? nie chcesz dać mu tego, o czym zapewne nie śmiał nawet marzyć? - było zadowolenie Rosiera.
- Myślę, że znam miejsce, w którym lady będzie mogła odpocząć i zebrać siły na resztę wieczoru - odpowiedziała w końcu śmiało, z uśmiechem nawet nie tyle już drapieżnym, co wręcz złowrogim, budzącym dreszcze: strachu i podniecenia. Odstawiła kielich i nie czekając na dokończenie wypowiedzi minęła Evandrę, muskając delikatnie dłonią jej ramię, zachęcając, by podążyła za nią: przystanęła jednak w pół kroku, odwracając się ku Tristanowi. Podniosła na niego wzrok, prowokacyjny, władczy - zobacz, jak idę w twoje ślady. Duma nie pozwalała dopuścić do siebie innych myśli: że to ona podąża wytyczoną przez niego ścieżką, kierowana instynktowną już manipulacją. Zamierzała zabrać półwilę tam, gdzie będzie należała tylko do niej, gdzie w symboliczny sposób pożegna się z tym kim była, stając się Tristanem - toksyczne, niezdrowe, szalone myśli tylko wzniecały mocniej płomienie skrajnych uczuć.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Stoliki [część restauracyjna] [odnośnik]30.07.22 20:51
Przekierował spojrzenie na Evandrę, gdy napomknęła o możliwości wspólnego powrotu do domu; zastanawiał się, na ile półwila zdawała sobie sprawę z dwuznaczności tej metafory. Niewiedza nie była w stanie wstrzymać galopującej wyobraźni, nasuwające się fantazje związane z dwoma kobietami równie mocno różnymi od siebie, co bliskimi jemu, zdawały się bliższe sennym marzeniom, niż rzeczywistości. Lecz ile mogło być przypadku w rozmowach, które przed nim prowadziły? Nad jakimi innymi umiejętnościami jego kochanki mogły się teraz rozwodzić? Choć znajdował się całkowicie poza ich rozmową, obserwował ją z rosnącą fascynacją, jakby miał przed sobą wyjątkowo cenne dzieło sztuki - takie wymagające kontemplacji i takie, którego widok potrafi zachłysnąć wielością przemawiających do wyobraźni bodźców. Nie miał wszak przed sobą przypadkowych kobiet, a białego i czarnego łabędzia, kochankę, żywioną namiętną pasją i krwawym oddaniem, i żonę, trawioną podsycanym we wzburzonej krwi ogniem, gorycz i słodycz, trzaskający mróz i ciepły płomień, piekło i niebo, razem stanowiły o doskonałości. Pragnął ich obu, czy mógłby nie pragnąć ich razem?  W najdalszych fantazjach podobna wizja wydawała się zbyt piękna, by mogła okazać się rzeczywista. Zmącony alkoholem umysł nie szukał przyczyn, nie zastanawiał się nad kłamstwami i niedomówieniami, nad tym, w ilu jeszcze sprawach oszukany mógł zostać, pragnął zaspokojenia i rozsmakowania się w tym, co właśnie podano mu na srebrnej tacy, pragnął tego, co tu i teraz malowało się przed nim najpiękniejszymi pociągnięciami pędzla przewrotnego losu. Dla niego otaczający ich goście przestali istnieć już parę chwil temu, całkowicie zajęty fascynacją Evandry skierowaną ku Deirdre i iskrami w źrenicach kochanki.
Rzadko zdarzały mu się sytuację, w których brakowało mu słów, lecz w tej konkretnej rozchylone wargi nie wydobyły z siebie ni słowa, gdy spoglądał wpierw na jedną, potem na drugą, a w końcu zaśmiał się cicho i nisko, urywanie, krótko, wcale nierozbawiony, ze spojrzeniem przepełnionym nie radością i nie śmiechem, a najczarniejszym pożądaniem, tym silniejszym, gdy z niedowierzaniem przeniósł wzrok na lico żony, gdy złożyła dłoń na jego pasie. Subtelności rozmyły się w lot, nadając kształtu tego, co jeszcze przed momentem pozostawało tylko domysłem zaprawionym zbyt dużą ilością przelanego alkoholu. Wciąż patrząc na Evandrę uniósł kielich szampana zgodnie z życzeniem Deirdre, gdy wzniosła toast i jej śladem opróżnił własne naczynie. Jego uśmiech z wolna przeobrażał się z samozadowolenia triumfalną ceremonią w wilczy uśmiech drapieżnika.
- Ogień ogniem zwalczaj - odparł z rozbawieniem wyczuwalnym w głosie i na ustach, ale wciąż nie w oczach, przemykając wzrokiem z twarzy żony na twarz kochanki. - Jedni błysną i gasną, inni palą się całe życie, w perspektywie mając tylko pustkę. - On zawsze brał to, czego chciał, szukał niezapomnianych wrażeń i nowych doznań, przerażony samą myślą o nudzie lub marazmie. Wolał żałować błędów niż bezczynności. Mieli tę cechę wspólną we troje, właśnie dlatego odnajdywali wspólny język, lecz zaczynał to dostrzegać u Evandry dopiero w ostatnich tygodniach. Ogień mógł przejść pożogą, znacząc swoją drogę zgliszczami, łącząc płomienie stawał się niepowstrzymanym żywiołem; czym byli oni, wielkimi płomieniami, które scalone mogły się przeobrazić w ognistą nawałnicę czy tylko zbrukanym krajobrazem pozostałym po jej przejściu? To nie było jeszcze do końca jasne, ale powietrze wydawało się duszne jak w samym sercu topniejącego pożaru.
Nie powrócił wzrokiem ku Evandrze, gdy powtórzyła jego słowa, lecz wiódł wzrokiem za każdym jej ruchem, każdym gestem, gdy przesunęła dłonią po skórze Deirdre i zgrabnie wślizgnęła się pod jej ramię. - Z rozkoszą - odparł, kiedy zapytała go, czy do nich dołączy i choć w swoich słowach wyraźnie już zdradziła się z tym, że zdaje sobie sprawę z natury relacji tak naprawdę łączącej jego i madame Mericourt, to zdawał się tego teraz nawet nie dostrzegać, nazbyt zaabsorbowany ważniejszymi bodźcami. Dżentelmeńskim gestem odebrał od nich obu puste kielichy po szampanie, oswabadzając im dalszą drogę. Wyminęły go, z zadartą brodą wdychał zmieszany zapach ich perfum, samymi źrenicami podążając za kochanką, gdy zwróciła się do niego. Gdyby wypił jedną lampkę szampana mniej, zatrzymałby ją w tym miejscu i zawrócił, wiedząc, co jej paląca zazdrość mogła zrobić z Evandrą, gdy zostaną sam na sam. Ale ją wypił.
Skrzyżował spojrzenie z prowokacyjnym Deirdre, w jego źrenicach iskrzył już tylko pożądliwy głód. Bezwiednie nachylił się w jej stronę, by w ostatniej chwili oprzytomnieć i zatrzymać się nad nią w połowie tego gestu, tu i teraz nie mógł zasmakować jej ust, których czerwień nachalnie przyciągała wzrok. Nieśpiesznie rozchylił własne:
- Miu was ugości, Czarna Orchideo - zwrócił się do niej, ustronne i wygodne miejsce znajdowało się tak blisko, na wyciągnięcie ręki; drogę do dawnego pokoju Deirdre obydwoje znali doskonale i bez trudu mogli się tam odnaleźć i choć przenikało upokorzeniem kontrastującym wobec orderów pobłyskujących dziś na jej piersi, nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Nie pamiętał już, jak sarkastycznie wypowiedział podobne słowa w trakcie oficjalnej części ceremonii. Skupiliby na sobie wiele spojrzeń, gdyby udali się na zaplecze we troje - sądził, że co najmniej większość gości zdaje sobie sprawę z prawdziwej natury tego miejsca - lecz dwie zmęczone późną porą damy szukające wytchnienia nie powinny zwrócić niczyjej uwagi. Odczeka chwilę i je odnajdzie. Dobrze go tu znali, hojny napiwek powinien zamknąć kwestię dyskrecji i zapewnić im satysfakcjonującą prywatność.

/zt Evandra, Deirdre i Tristan



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stoliki [część restauracyjna] - Page 9 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Stoliki [część restauracyjna]
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach