Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Bar [część restauracyjna]
AutorWiadomość
Bar [część restauracyjna] [odnośnik]06.04.15 17:57
First topic message reminder :

Bar za lustrem

★★★★
Okrągły, szlifowany bar z ciemnego drewna oddzielony jest od sali restauracyjnej ciężkimi kolumnami. Częstsi klienci mogą zauważyć, że za każdym razem obsługuje ich brodaty barman o ciepłym spokojnym uśmiechu - nazywa się Ben. Przynajmniej tak się przedstawia i na to wskazuje imienna plakietka wisząca dumnie u jego piersi. Zdawałoby się, że obsługuje bar codziennie, o każdej porze dnia i nocy, stąd przypuszczenia, że to dobrze opłacani rzadko zabierający głos bliźniacy. Prawdę znają jedynie również milczący pracownicy lokalu oraz szefostwo.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:49, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Bar [część restauracyjna] - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]20.02.20 18:19
Przychodząc do Wenus, miał w głowie tylko jedną myśl. Był nim poszukiwany wilkołak, którego zamierzał odnaleźć i nie planował zostawać tam na dłużej. Ani interesować się kimś innym, kto spędzał czas w ów przybytku. To miała być rutynowa sprawa — ile razy już znajdował miejsce, w którym ostatni raz widziano uciekiniera i ile razy zadawał to samo pytanie, po czym wychodził i nigdy już tam nie wracał? Lupin wiedział, co miał robić i mówić i chociaż czasami dowiedzenie się czegoś konkretnego wymagało większego wysiłku lub dosłownie przyciśnięcia świadków, nigdy nie zaburzało to jego toku pracy. Zawsze wychodził z informacjami. Bądź bez nich, gdy okazywało się, że wywiad został przeprowadzony błędnie. Takie sytuacje jednak zdarzały się bardzo rzadko i w większości brygadziści dostawali to, czego chcieli. Tego dnia miało być tak samo. Nie spodziewał się, że jak na ironię Wenus, pojawi się tam jedna kobieta, która miała zaburzyć dotychczasowe, zimne opanowanie czarodzieja. Żadna inna czarownica nie była w stanie równać się z Laurel, ale żadna napotkana przez niego nie posiadała nawet cienia podobieństwa. Aż do tej chwili, gdy z niezamierzoną tęsknotą wpatrywał się w zarządzającą burdelem przedstawicielkę płci przeciwnej. Wydawało mu się, że zaczynała uzależniać go po tym krótkim momencie, bo w końcu ostatnie lata spędzał na pałaniu coraz większym uczuciem do kogoś, kto już nigdy nie miał wrócić. Czasami Lyall łapał się na tym, że twarz ukochanej umykała mu i zamieniała się we mgłę, by kiedyś zaniknąć na dobre. Że nigdy nie miał już poczuć bzu, który zbierała i stawiała na stole w kuchni. Że nigdy już nie miały się one łączyć z zapachem malin rosnących tuż przy ich domu. I te oczy... Oczy kryjące w sobie nieprzeniknioną tajemnicę i kojącą nawet największy gniew. Czy kiedykolwiek mógł podejrzewać, że znajdzie się w pułapce czegoś tak banalnego, ale równocześnie przejmującego? To zestawienie pobudzało masę wspomnień, zalewając umysł brygadzisty na zmianę z szalejącymi emocjami, którym nie chciał się poddawać. Nie mógł się im poddawać, bo w końcu... Ona nie była Laurel. Nie mogła być, a jednak mieszanka oczu i perfum nie była w stanie ulecieć mu z głowy. Sądził, że był to tylko szok wywołany pierwszym uderzeniem, lecz idąc do gabinetu kobiety, przeczuwał, że miał się mylić. W ten kolejny, druzgocący sposób.
Nie chciał dyktować warunków, jednak równocześnie nie zamierzał wplątywać się w ryzykowną grę, której bał się podjąć. Dobrze wiedział, że miało się to źle skończyć, bo tu już nie jego cel był najważniejszy, a opanowanie własnych, rozdygotanych emocji oraz galopujących myśli. Pilnował się, żeby się z niczym nie zdradzić i nie zachować jak nastolatek, który nie miał pojęcia, co się z nim działo. Stojąc po drugiej stronie pokoju, chronił się niejako przed wrażeniem, które wywołała na nim Giovanna Borgia, ale dostrzegł ruch mający zwabić go ku niej. Wyłożona na biurku legitymacja była wystarczającym wołaniem o swoje. Zamiast jednak wyjść jej naprzeciw, skierował wzrok wpierw ku komodzie, na której stała rzeźba czarnego koguta i dopiero wtedy usłyszał padające pytanie. Przeniósł uwagę na siedzącą za biurkiem kobietą i znów zderzył się z pięknem odbijającym się w jej oczach. Tak boleśnie znajomych. - Widziano go tutaj przedwczoraj. Jest pani wzrostu, ma czterdzieści lat, chociaż wygląda na starszego. Najczęściej chodzi w znoszonym garniturze. Ma bliznę rozciągającą się od lewego policzka aż do żeber, którą pewnie ukrywa dzięki magii. - Przypomniał sobie o pamiątce, którą zostawił wilkołakowi po ich ostatnim spotkaniu jeszcze sprzed dwóch lat. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że podczas mówienia zbliżył się o kilka kroków w stronę swojej gospodyni, jakby przyciągany niewidzialną siłą. - Raczej nie bywa agresywny, jednak jest wybuchowy, zirytowany przed okresem pełni i po niej. Może któraś z pani dziewcząt skarżyła się lub wspominała o szczekającym lub warczącym przez sen kliencie - próbował naprowadzić ją na dalsze tropy. Nie wiedział, jak dokładnie to działało i czy w ogóle Blishwick zostawał na noc. To nie był tani lokal, a on nie wyglądał na takiego, który śmierdział groszem. Jednak nie wykluczał żadnej możliwości... Dopiero gdy zamilkł, Lyall zdał sobie sprawę, że mówił więcej niż zazwyczaj, a od biurka dzieliły go już jedynie wystawione przed nim fotele. Nieco zdezorientowany brakiem kontroli nad własnym ciałem, zerknął raz jeszcze, tylko na chwilę w stronę czarnego koguta.


i’ll tell you a secret. the really bad monsters never look like monsters.
ALL DARK, ALL BLOODY,
MY HEART.
Lyall Lupin
Zawód : Brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]20.02.20 21:36
Stopa Borgii zaczęła lekko drgać w rytm piosenki, której nikt nie słyszał. Melodię w jej głowie wygrywały biegnące myśli, przeczesujące wszelkie zakamarki pamięci w poszukiwaniu mężczyzny, którego trop zawiódł Lupina aż do Wenus. Jej uwadze ie umknęło jednak to, jak brygadzista krok po kroku zbliżał się w jej stronę, na myśl przywodząc kogoś, kto mechanicznie podążał za starym nawykiem. Lub pszczołę, która wiedziona instynktem podążała do kwiatu nawet wtedy, kiedy nie wiedziała dokąd tak naprawdę zmierza. Rozbawiłoby to ją, gdyby nie sprawy większej wagi. Nie mogła pozwolić sobie na to, aby progi jej lokalu odwiedzał wilkołak. Niosło to ze sobą zbyt wielkie ryzyko: Giovanna od dawna wolała zapobiegać ryzykownym sytuacjom niż liczyć na to, że jakoś to będzie albo że na pewno uśmiechnie się do nas szczęście. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie była w stanie przewidzieć wszystkiego: nie wykluczała faktu, że nie był to pierwszy wilkołak, który sypiał pod dachem Wenus, lecz nie sprawiało to bynajmniej, że powinna zignorować Blishwicka. Takie istoty były niebezpieczne, niemożliwe do opanowania i całkowicie nieprzewidywalne. Oczywiście Ministerstwo wynalazło lek na likantropię, ale nie była na tyle głupia by pokładać nadzieje w obcym mężczyźnie i wierzyć, że bierze eliksiry. Skoro interesowała się nim brygada to najwyraźniej miał swoje za pazurami, pewnie nawet nie będąc zarejestrowanym.
Rozważania Borgia prowadziła w akompaniamencie słów Lupina. Nie pamiętała człowieka z blizną, ale...
Wydaje mi się, że widziałam tego człowieka – oznajmiła, przypominając sobie wieczór z przedwczorajszego dnia. Jak zwykle kręciła się późnym wieczorem po sali, przyjemnie zadowolona bo obiedzie w towarzystwie Francisa, całkiem w humorze. Wszyscy zdawali się dobrze bawić poza jednym gościem, który przeszedł przez salę dość prędko, jakby wiedziony na sznurku. Skupiając się na wspomnieniu Włoszka delikatnie ściągnęła brwi, a między nimi pojawiła się malutka kreska. Niepasujący do bawiącej się klienteli jegomość wydał jej się w pierwszym momencie kimś kto lekko wystawał poza obręb ich zwyczajowych gości, lecz nie na tyle aby poświęciła mu więcej myśli niż przelotną konsternację.
Nocą słyszałam, jak jedna z moich pracownic rozmawiała z innymi dziewczętami, że miała u siebie klienta, który zupełnie nic nie mówił, rzucając się na nią tak, jakby chciał skonsumować ją na parę sposobów – powiedziała, podnosząc się z krzesła. – Na pewno miała okazję przyjrzeć się mu lepiej niż ja, więc sądzę, że byłaby w stanie rozwiać pańskie wątpliwości – zapytała bardzo rzeczowo, przechodząc na tę samą stronę biurka co Lyall, a tęczówki o barwie gorzkiej czekolady posyłając na spotkanie niebieskich oczu brygadzisty. Musiała przyznać, że było w nim coś ciekawego, coś do czego chciałaby się dostać i to odkryć: Giovanna uwielbiała grać w grę, kochała zgłębiać mężczyzn, lecz nie miała na to teraz czasu. Mogła jedynie zauważać drobne detale dotyczące Lupina, zapamiętać je i odłożyć na później.
Przeszła obok niego, zatrzymując się dopiero przy ścianie naprzeciwko drzwi. Otworzyła szafeczkę, w której zamiast półęk znajdowały się złote dzwoneczki z ozdobionymi haftem jedwabnymi kutasami. Pociągnęła za jeden z nich, a dzwoneczek drgnął: nie wydał jednak z siebie żadnego dźwięku. – Za moment powinna przyjść – oznajmiła, wiedząc, że Iris miała w tej chwili wolne. Przeszła znów obok Lupina, roztaczając wokół siebie woń bzu i malin i ponownie siadając na swoim miejscu. – Miałby pan ochotę napić się czegoś? – zapytała uprzejmie, okrywając zafrasowanie tą całą sytuacją niewielkim, choć całkiem szczerym uśmiechem. Rozumiała bowiem, że chociaż Lupin jedynie wykonywał swoją pracę to równocześnie wyświadczał jej wielką przysługę, a te Włoszka ceniła na równi z pieniędzmi – jako waluta przysługi miały bowiem tendencję do nie wychodzenia z łask.


wszystkie jej słowa są żartem
jak już balować, to z czartem,

bardzo by kochał ją Makbet

Giovanna Borgia
Zawód : zarządzam Wenus, zaklinam
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

no one calls you honey
when you're sitting on a throne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7919-giovanna-maddalena-borgia#225181 https://www.morsmordre.net/t7933-listy-do-g#226041 https://www.morsmordre.net/t7932-mow-mi-dobrze#226038 https://www.morsmordre.net/f248-pokatna-37-2 https://www.morsmordre.net/t7934-skrytka-nr-1917#226043 https://www.morsmordre.net/t7931-g-m-borgia#226024
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]21.02.20 8:18
Chociaż nie można było zaliczyć Borgii do kobiet łatwych do przejrzenia, Lyall dostrzegał niewidoczne dla wielu ślady skupienia się i zaangażowania w sprawę, która zawiodła ich do jej gabinetu. Żadne z nich nie zamierzało dopuścić do tego, żeby wilkołak grasował bez smyczy narzuconej mu na szyję, bo Blishwick nie był i nie zamierzał się rejestrować, licząc na to, że uda mu się wyprowadzić Ministerstwo Magii w pole. Niestety brygadziści mu na to pozwalali, ale Lupin nie zamierzał już odpuszczać. Dawne sprawy powinny zostać domknięte, dlatego jeszcze silniej skupiał się na tym, by dopaść uciekającego w kółko czarodzieja. Na szczęście dla niego, zbieg posiadał słabość taką samą jak każdy inny mężczyzna i zajrzał do najsłynniejszego burdelu w Londynie, tym samym zapisując się w pamięci ludzi. Lyall nie kojarzył podobnych spraw, a przynajmniej nigdy nie musiał się skupiać na Wenus i przebywających weń osobach, jednak z reguły wilkołaki trzymały się nieco bardziej z tyłu i nie ryzykowały odkrycia czy przekazania genów. No, chyba że nie posiadały najmniejszego poczucia odpowiedzialności lub robiły to wręcz specjalnie. O podobnych intencjonalnych szaleństwach słyszał i był świadkiem nie raz — przemiany i rzezi, która później z zeznań schwytanego mówiła tylko o jednym. O tym, że chciał rozpętać piekło i powybijać ludzi, wykorzystując siłę oraz odporność do własnych celów. Nic więc dziwnego, że im dłużej Lupin pracował w tej branży, tym coraz mocniej jakiekolwiek współczucie czy miłosierdzie odchodziło w niepamięć. Zrozumiał to dopiero po śmierci Laurel, że nigdy nie powinien był dostrzegać w wilkołaku człowieka, bo nie to było jego prawdziwą naturą. Miał widzieć przed sobą całą stertę ciał, które mogły się kryć za jedną sylwetką — czy to już przeszłych, czy przyszłych. Nie było różnicy. Był brygadzistą, a nie rzecznikiem praw objętych klątwą ludzi. Dlatego mogąc spojrzeć w oczy kogoś, kto to rozumiał i jeszcze wychodził naprzeciw, by wyeliminować podobną jednostkę ze społeczeństwa, było dobrym sygnałem. Nie posiadał co prawda zdjęcia Blishwicka, ale nietrudno było go rozpoznać, a przynajmniej po jego zachowaniu i wyróżnianiu się na tle klienteli poruszającej się na co dzień po Wenus.
Wydaje mi się, że widziałam tego człowieka.
Jej słowa momentalnie przykuły uwagę brygadzisty i równocześnie po raz kolejny złapały go w pułapkę wspomnień. Tym razem wystarczyła drobna zmarszczka przy ściągnięciu brwi i skoncentrowane na myśleniu oczy. Lupin za wszelką cenę skupił się więc na zgłoskach, które padały z ust kobiety, tworząc zdania istotne w swoim znaczeniu. Mógł się spodziewać, że najistotniejszą kwestią interesującą pracownice ów przybytku będą upodobania charakteryzujące poszczególnych klientów. Jednak nie zrobiło to na nim większego wrażenia, ale sposób, w który opowiadała o tym Borgia, przyciągnął jego uwagę. Kilka dni po pełni mogło oznaczać powolne wracanie do zdrowia dla wilkołaka po powrocie do ludzkiej postaci, ale bardzo często towarzyszyło temu szczególne rozgoryczenie. Jeśli Blishwick przyszedł do domu uciech, mógł starać się za wszelką cenę udowodnić sobie i dziewczynie, że daleko było mu do słabeusza. A nadchodząca wiosna pobudziła kolejne instynkty. Dziewczyna, o której mówiła kobieta siedząca za biurkiem, mogła być przydatnym źródłem informacji. Wyłapując na moment spojrzenie Giovanny, Lyall nie odwrócił wzroku, chociaż wiedział, że bardzo by chciał. I nie dlatego, że bał się konfrontacji, lecz bał się, że nie będzie w stanie już o nich zapomnieć. Im dłużej się w nie wpatrywał, tym spojrzenie Laurel zamieniało się w to, należące do Borgii.
Za moment powinna przyjść.
- Dziękuję - odparł głęboko, zastanawiając się, czy to naprawdę mógł być poszukiwany przez niego mężczyzna. Musiał też wiedzieć, czy był tam tylko jednorazowo, czy może zachodził częściej. Czując znów ten odurzający zapach, spiął wszystkie mięśnie i pamięć ciała, żeby tylko nie zrobić kroku w stronę tego, za czym tęsknił. - Herbaty jeśli można. - Znów ta zachrypnięta nuta, która towarzyszyła mu zawsze, lecz w niektórych momentach uwypuklała się bardziej niż zazwyczaj. Normalnie nie pokusiłby się o przystanie na propozycję, lecz potrzebował czegoś, co mogło go odwieźć od zagłębiania się we wspomnienia. I chociaż delikatnie odwróciłoby jego uwagę od Borgii. Zanim miało to jednak nastąpić, chciał poruszyć jeszcze jedną, istotną kwestię. Nie tylko dla niego, lecz dla kobiety zarządzającej burdelem. - Rozumiem, że dziewczęta są pod stałą opieką i nie ma możliwości zajścia w ciążę? - spytał jeszcze przed przyjściem wspomnianej czarownicy, patrząc wprost w oczy Giovanny i niewerbalnie przekazując jej swoją obawę. Musiała sobie zdawać sprawę i słyszała, chociażby w szkole, o tym, że geny wilkołacze, mimo że bardzo rzadko przekazywane, były wyjątkowo silne.


i’ll tell you a secret. the really bad monsters never look like monsters.
ALL DARK, ALL BLOODY,
MY HEART.
Lyall Lupin
Zawód : Brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]24.02.20 15:22
Giovanna czuła na sobie powracający zbyt uważny wzrok Lupina, nie wiedząc do końca co o tym myśleć. Czy była to jedynie wszczepiona w zawodzie dokładność i podejrzliwość? Coś było w tym spojrzeniu, a ona nie potrafiła tego nazwać. Nie spodziewała się, żeby brygadzista nie podchodził na poważnie do rozmów dotyczących jego zawodu, dlatego zdecydowała się skłonić ku temu wyjaśnieniu i nie zaprzątać sobie tym głowy. Na razie. Na razie zostawi to tak, jak leżało, skupiając się na kwestiach zagrożenia. Przeczesywała umysł w poszukiwaniu wszelkich przebłysków dotyczących Blishwicka, jednak nie ważne jakby się nie starała to w jej głowie pozostawało tylko i wyłącznie to jedno wspomnienie z głównej sali. Liczyła jednak żarliwie na to, że Iris będzie pamiętała zdecydowanie więcej – oczywiście, jeżeli to ona faktycznie miała nie do końca prawdziwą przyjemność gościć wilkołaka pomiędzy nogami. Uśmiechnęła się nieznacznie  do Lyalla i sięgnęła po różdżkę, którą machnęła w kierunku herbacianego zestawu stojącego na pobliskiej komódce. Taca poderwała się w powietrze i, po tym jak Giovanna na moment otworzyła drzwi, wyfrunęła na korytarz. Włoszka usiadła na powrót za biurkiem, spotykając się z pełnym obaw spojrzeniem Lupina. Jej oczy pozostały jednak spokojne, a w ciemnych tęczówkach zalśniło nawet coś na kształt sympatii względem brygadzisty. Myślał kompleksowo.
Naturalnie – odpowiedziała. – Zajmuję się tym osobiście, dłużej niż piastuję to stanowisko – powiedziała, odrywając spojrzenie od jego oczu. Przeniosła je na swoją dłoń która delikatnie pogładziła wypolerowany blat biurka. – Będzie już siedem lat – jej głos uderzył w lekko nostalgiczną nutę, lecz ta umknęła nim zdążyła w pełni wybrzmieć. Ogromna ręka Dmitrija otworzyła drzwi, a do gabinetu wleciała na powrót taca z filiżankami, brązowym i białym cukrem, miodem, łyżeczkami i niewielkimi włoskimi biszkoptami, które wciąż pozostawały delikatnie ciepłe i perfekcyjnie kruche po wyjęciu z pieca. Ich zapach przyjemnie mamił nosy i zachęcał do wzięcia głębszego oddechu.
Panie Lupin, jeżeli mogłabym pana o coś prosić – powiedziała Giovanna, jej głos na powrót rzeczowy. – Byłabym wdzięczna, jeżeli nie wyjawiałby pan bezpośrednio przed Iris powodu, dla którego została wezwana. Wie pan jakie są kobiety, zaraz ta historia mogłaby się zamienić w opowieść o niemalże śmierci przy zaspokajaniu wielkiej, włochatej bestii – zadrwiła lekko, nalewając herbaty, ale wyraz jej twarzy zdradzał, że mówiła w pełni poważnie. Dziewczęta kochały plotkować, wyolbrzymiając i koloryzując. Gardziła tą cechą i jeżeli ktoś chciałby tylko według niej kategoryzować na płci to wolałaby zostać okrzyknięta mężczyzną.
Nie minęło zbyt wiele czasu nim drzwi otworzyły się ponownie. Do pokoju weszła dziewczyna najwyżej dwudziestotrzyletnia, o gęstych i grubych blond włosach. Jej szare oczy błyszczały wyraźną domieszką fioletu, który przywodził na myśl właśnie płatków irysa. Jej delikatnej urody twarz wciąż nosiły ślady snu, a w narzuconej na ciało zwiewnej sukience trzeci guzik dekoltu został pominięty przy zapinaniu, przekrzywiając prawy rękawek.
Coś się stało, Giovanno? – zapytała z niemożliwym do przeoczenia francuskim akcentem, zaciekawione spojrzenie posyłając w kierunku Lyalla.
Nic się nie stało, słońce – powiedziała Borgia z ciepłym uśmiechem, podnosząc się z krzesła. – Pan Lupin – wskazała w stronę brygadzisty – ma do ciebie parę pytań – wyjaśniła, podchodząc do Iris i z matczyną troską poprawiając jej krzywo zapięty dekolt, na koniec wygładzając sukienkę na wąskich ramionach dziewczęcia.


wszystkie jej słowa są żartem
jak już balować, to z czartem,

bardzo by kochał ją Makbet

Giovanna Borgia
Zawód : zarządzam Wenus, zaklinam
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

no one calls you honey
when you're sitting on a throne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7919-giovanna-maddalena-borgia#225181 https://www.morsmordre.net/t7933-listy-do-g#226041 https://www.morsmordre.net/t7932-mow-mi-dobrze#226038 https://www.morsmordre.net/f248-pokatna-37-2 https://www.morsmordre.net/t7934-skrytka-nr-1917#226043 https://www.morsmordre.net/t7931-g-m-borgia#226024
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]24.02.20 20:03
Wiedział, że spojrzenie, którym za nią wodził było nadto intensywne, jednak nie potrafił inaczej. Odkąd wszystko się zmieniło, oczy przyzwyczajały się jedynie do śledzenia celu, nie potrafiąc przestawić się na ciepłe lub normalne. Przebywając dwa lata w praktycznie pozbawionej ludzkich warunków dziczy i przenosząc się z miejsca na miejsce, łatwo było wyzbyć się ostatnich związanych z człowieczeństwem odruchów. Dodatkowo jego dawna część umarła wraz z Laurel, dlatego to, co tworzyło się wewnątrz niego nie zaznawało emocji związanych z dobrem. Wolał się takiego — wycofanego, oddalonego od innych i skupionego tylko na własnym zadaniu. Nie potrafiłby znów wbić się w życie normalnego obywatela, bo porzucił ten status na rzecz czegoś odmiennego. Na rzecz spełniania własnych celów i wykorzystywania tych umiejętności, które zdobył w określonym celu. Wilkołaki od zawsze towarzyszyły mu w życiu od momentu ukazania się w nim magii, aż po dzień dzisiejszy, gdy pojawił się w Wenus, gdzie również miał za zadanie złapanie uciekającego celu. Przeliczył się jednak i jego oczy na moment odwróciły się od Blishwicka i spoczęły tam, gdzie od dawna nie zawieszał wzroku. Nigdy nie przypuszczałby, że ponownie będzie badać kobiece ciało i odczuwać ponadpercepcyjne przyciąganie mające podstawę w dawnych wspomnieniach. Nie sądził, że stanie się coś podobnego właśnie w domu publicznym przy spotkaniu burdelmamy, szczególnie że zdążył już zapomnieć, czym była kobieca aura. Giovanna miała nad nim przewagę, z której nie zdawała sobie sprawy, jednak Lyall dbał o to, żeby się o tym nie dowiedziała. Zresztą liczył na to, że więcej nie miało im się przyjść spotkać, a całe to zamieszanie zostanie szybko zapomniane w nawale codzienności. W końcu gdzie indziej mieliby się zetknąć w tłumie kilkumilionowych mieszkańców miasta?
Zajmuję się tym osobiście, dłużej niż piastuję to stanowisko.
Sposób, w jaki wybrzmiało ostatnie spłaszczenie zgłosek w wypowiedzi kobiety, przyciągnął jego uwagę. Sądząc po wcześniejszej wymianie zdań, Borgia trzymała się konkretów i nie rozszerzała interesujących ich kwestii. Dlaczego więc pozwoliła sobie na te słowa? Kolejne były jedynie potwierdzeniem czegoś nowego w jej postaci, lecz Lupin nie miał czasu, żeby się w to zbytnio zagłębiać i próbować zanalizować to, czego był świadkiem. Siedem lat było jednak pewną tajemniczą liczbą, za którą kryło się coś znacznie odmiennego. Jako pracownik Ministerstwa Magii teoretycznie mógłby zdobyć akta na interesujące go nazwisko, lecz nie chciał tego zrobić. Nie mógł zacząć znów się katować jeszcze bardziej. Szczególnie że miało to być ich jedyne spotkanie. Słysząc swoje nazwisko z jej ust, zwrócił na nią uwagę. Słowa układające się w zdania były dla niego lekkim utrudnieniem w prowadzeniu przesłuchania, ale uczył się również i tego, by zdobywać informacje w inny sposób, nie ten klasyczny, czysto bezpośredni. Giovanna zapewne oczekiwała potwierdzenia, lecz brygadzista nie zdążył odpowiedzieć na prośbę, bo w tym samym momencie do pomieszczenia weszła młoda dziewczyna. Lekko zaspana wydawała się jeszcze nie do końca rozbudzona, ale szybko odnalazła spojrzeniem swoją opiekunkę, by później zatrzymać dłużej wzrok na jego osobie. Lyallem wstrząsnął fakt, że była zapewne rówieśniczką jego młodszej siostry, a spojrzenie oraz twarz posiadała niebywale niewinne. Zupełnie... Niepasujące do tego miejsca. Ale czy Wenus nie słynęła z wszelkich udogodnień?
Przedstawiony przez Borgię, zrobił kilka kroków w stronę prostytutki, zatrzymując się w odpowiednim dystansie. - Witaj, Iris - zaczął, pozbywając się z tonu głosu poprzednich emocji, pozostając jedynie na sferze głębokiego zachrypnięcia. Nie wiedział, czy przeinaczenie faktów miało zostać uznane za wiarygodne, ale jeśli było trzeba, zdawał sobie sprawę, że miał Giovannę jako swoje uwiarygodnienie. - Szukam brata i podobno był twoim klientem. Przedstawia się nazwiskiem Blishwick. Tego wzrostu, burkliwy, czasami bywa dość... Nieokrzesany. Wygląda na czterdzieści, pięćdziesiąt lat. Ma bliznę po lewej stronie ciała - stąd dotąd - mówił, pokazując na swoim ciele, o jaką strefę mu chodziło. - Pewnie ją ukrywa. Raczej nie ubiera się najlepiej. Jest potrzebny w sprawach rodzinnych i zależałoby mi na jego znalezieniu - niemalże poprosił, unosząc delikatnie brwi w geście wyczekiwania odpowiedzi. Czy Blishwick mógł sypiać z tym dzieckiem? Chciałby powiedzieć, że nie, ale przy twierdzącym odzewie, mógł go szybciej namierzyć i zlokalizować, potwierdzając, że to on znajdował się kilka dni temu w Wenus. I równocześnie mogła być możliwość, że chciał wrócić.


i’ll tell you a secret. the really bad monsters never look like monsters.
ALL DARK, ALL BLOODY,
MY HEART.
Lyall Lupin
Zawód : Brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]27.02.20 11:51
Borgia wygładziła sukienkę dziewczyny i uśmiechnęła się, zadowolona z tego jak jej mała Francuzka się prezentowała. Odsunęła się jednak od kurtyzany, ponieważ nie chciała swoją obecnością w jakikolwiek sposób przeszkodzić Lyallowi. Zdecydowała się sprawiać wrażenie nie do końca zainteresowaną całą rozmową, żeby nie wzbudzić w dziewczęciu niepotrzebnych emocji i stresu. Musiała przyznać, że Lupin był dobry: grał naprawdę przekonująco. Zaginiony brat, który decyduje się na odcięcie od rodziny? Bravissimo. Większość dziewcząt miała tu na punkcie rodziny hopla, mniej lub bardziej pozytywnego. Niektóre zatrudniające się w Wenus młode kobiety decydowały się poświęcić swoje ciało po to, aby zapewnić bliskim lepszy żywot. Inne z kolei robiły to, aby od rodziny się uniezależnić. Lyall stąpał więc po grząskim gruncie; lecz te dwa rodzaje powodów nie były jedynymi. Były też sieroty, które nie raz tęskniły do tego, co albo utraciły, albo nigdy nie miały. I na taką właśnie małą, francuską sierotkę trafił brygadzista. Jej oczy momentalnie pokryły się sympatią, błyszcząc swoim fioletowym współczuciem na sylwetkę czarodzieja i kiwając głową.
Gościłam go dwa dni temu – potwierdziła. Opowiedziała mu wszystko: dobrze pamiętała człowieka z blizną, był inny niż pozostali jej klienci. Obiecał, że wróci. Przez sen mamrotał coś o parszywej syrenie, kimkolwiek by ona nie była. Borgia słuchała uważnie, a kiedy dziewczę nie miało nic więcej do powiedzenia podziękowała jej za pomoc i odesłała znów do snu. – Mam nadzieję, że znajdzie pan brata – powiedziała z niewinnym uśmiechem, po czym pożegnała się i wyszła. Giovanna została z Lyallem znów sam na sam, obserwując go uważnie.
Dziękuję – powiedziała, mając na myśli oczywiście to, jak ustosunkował się do skierowanej do niego prośby tuż przed tym, jak dołączyła do niego Iris. – Oby jej relacja w czymś panu pomogła, panie Lupin – wyraziła swoją nadzieję, chociaż jej słowa Iris niewiele mówiły. Na całe szczęście to nie ona z tej dwójki była łowcą wilkołaków.
Musiała przyznać, że chętnie porozmawiałaby z Lupinem jeszcze trochę, jednak oboje mieli swoje obowiązki. Kiedy jednak pożegnała brygadzistę i obserwowała, jak oddala się od niej Włoszka nie mogła oprzeć się wrażeniu, że to nie ostatni raz kiedy go widzi.

| zt x2?


wszystkie jej słowa są żartem
jak już balować, to z czartem,

bardzo by kochał ją Makbet

Giovanna Borgia
Zawód : zarządzam Wenus, zaklinam
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

no one calls you honey
when you're sitting on a throne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7919-giovanna-maddalena-borgia#225181 https://www.morsmordre.net/t7933-listy-do-g#226041 https://www.morsmordre.net/t7932-mow-mi-dobrze#226038 https://www.morsmordre.net/f248-pokatna-37-2 https://www.morsmordre.net/t7934-skrytka-nr-1917#226043 https://www.morsmordre.net/t7931-g-m-borgia#226024
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]11.03.20 21:16
25 maja

Wojna wojną, ale Wenus musi być otwarte. Mi to wprawdzie lata i powiewa, ale martwię się o pracowników, zwłaszcza tych fizycznych. Dziewczęta nie są w żadnym wypadku głupie, aczkolwiek to klasyczne przypadki dam w potrzebie, więc słusznie się obawiam, że porwie je gorączka złota i zrobią coś niezbyt mądrego. Na przykład wyjdą na ulicę, co aktualnie oprócz wysokiego ryzyka złapania jakiejś paskudnej choroby, niesie ze sobą możliwość zgarnięcia na dołek za wykroczenie poważniejsze niż obnażanie się w miejscach publicznych. Bo nierząd, o ile jeszcze dobrze się w przepisach orientuję, jest jak najbardziej legalny. O ile stary Malfoy niczego nie wywrócił do góry nogami, chociaż teoretycznie stoimy po tej samej stronie. Może niedługo śnieżka stanie się legalna, to znacznie utnie koszty kitrania się z dostawami, a ja wówczas sypnę groszem na trzynastą pensję albo chociaż jakąś miłą premię nie tylko dla pracownika miesiąca.
Ruch sukcesywnie się zmniejsza, ale póki co, tragedii nie ma. Panuje większy luz. Na Ginnie nie krzyczą księgi rachunkowe, każda z moich tutek w ciągu dnia swobodnie korzysta z masaży i zabiegów upiększających, a Ben z Ethanem drinki serwują w sposób widowiskowy. Podpalony, zamrożony, wyłaniający się z pary, skrzętnie korzystają z różnych stanów skupienia, co przy pełnej sali jest po prostu niewykonalne. Moje rzeczy do robienia także się nieco dezaktualizują. Co miałem zrobić dziś, zrobiłem wczoraj: istne szaleństwo, bo nie jestem pierwszorzędnym ogarniaczem spraw. Kompletnie nie pojmuję, jak ten pierdolnik działał przed Giovanną. Marszczę brew i zapisuję sobie na ręce, żeby wysłać jej kwiaty. Tak naprawdę co dzień powinienem jej dziękować za opiekowanie się Wenus. I mną. Doskonale wiem, że widzi we mnie wyrośniętego chłopca, ale olewam te protekcjonalne uczucia, póki potrafi skutecznie je wyciszać. Dobrze nam razem, a jeśli chce mnie niańczyć - proszę bardzo. Otworzę usta, jak będzie mnie karmić.
Aktualnie z braku laku zmierzam na drzemkę - na chatę wracać nie chcę, a jak zajmę się kolejną butelką wina, ani chybi zostanę alkoholikiem. Kieliszek do śniadania, obiadu i kolacji to i tak sporo, wolę nie wychodzić więc poza ustalone pory do picia. No ale do swojego gabinetu finalnie nie docieram, zatrzymuję się pod drzwiami komnaty Diany, dziewczyny przyjętej na początku marca. Raczej nie wyciszamy pokojów - względy bezpieczeństwa - toteż wyraźnie słyszę zdławiony szloch i spazmatycznie łapany oddech. Kurwa, to zawsze oznacza kłopoty. Wzywać Dimitrija? Wparować tam samemu? W otwartej walce nie czuję się pewnie, a o Dianę raczej nie zagramy w pokera. Kurwa, kurwa, kurwa. Dobra, bierz się w garść, Lestrange - takie słowne reprymendy dobrze na mnie działają, zwłaszcza, jeśli powiem je sobie głosem mości nestora czy kogoś, przed kim faktycznie kładę uszy po sobie. Naciskam klamkę i wchodzę do pokoju, w którym wciąż jeszcze pachnie seksem, prędko lokalizując dziewczynę, jeszcze półnagą, zwiniętą w kłębek na wielkim łóżku. Jest sama, jej amant już się wyniósł, bo w komnacie brak śladów męskiej obecności. Żadnych porzuconych fragmentów garderoby, butów, nawet papierośnicy. Przynajmniej nie ryzykuję wpierdolem, bo żeby nie było, parę razy władowywałem się między dziewczynę a typa i zbierałem bęcki, później chwaląc się wręcz podbitym okiem i rozpowiadając, że tamten drugi wygląda gorzej. Otwieram okno i siadam na brzegu łóżka.
-Co się stało? - pytam po prostu, wyciągając do niej rękę z paczką Jerelli. Zdenerwowanie dobrze wyleczyć odruchem. Zaciągnie się, wypuści powietrze, powtórzy to kilka razy. Będzie lepiej. Diana wynurza się spod kołdry i wreszcie widzę więcej, niż jej krótką, nastroszoną czarną fryzurkę. Ma bladą twarz i zapuchnięte oczy, lecz poza tym brak wyraźnych śladów czegoś niepokojącego. Milczy, jej usta drżą, ale wyciąga dłoń po papierosa i jakby nigdy nic odpala go pstryknięciem palcami. Nie zasłania się, siedzi odwrócona profilem do mnie, więc doskonale widzę jej drobne piersi, o wciąż zaczerwienionych, podrażnionych sutkach. Stoją wyprężone na baczność jak żołnierze, Diana pali, a ja wiercę się na skraju łóżka.
-Mogę? - pytam, bo to był mój ostatni, a niezręcznie tak siedzieć i tylko obserwować. Dziewczyna nadal bez słowa podaje mi fajkę i tak w tej ciszy palimy na zmianę. Z jej oczu nadal płyną łzy, wielkie jak grochy, tylko dyskretnie. Żłobią w jej policzkach wielki kanion i kapią na usta, które za chwile staną się suche i przeżarte przez sól. Daję jej ostatniego bucha, a ona kończy i gasi papierosa o ścianę za łóżkiem, wypalając w pozłacanej tapecie idealnie okrągłą dziurkę.
Powinienem być zły?
Niszczy moje mienie, ale mało mnie to obchodzi - jeśli Borgia zapyta, wezmę to na klatę. Tak proszę państwa pokazuje się, że jest się dorosłym. Dziwne, że wolę brać odpowiedzialność za cudze błędy, ale za swoje już nie potrafię.
-Chyba jestem w ciąży - Diana przerywa ciszę, mówi pewnie, głośno i jakoś obojętnie. Po raz pierwszy odkąd tu siedzę, a będzie już z pół godziny, odwraca głowę i patrzy się na mnie z autentycznym przerażeniem i rezygnacją wypisaną na twarzy. Nawet nie w spojrzeniu, wszystko kotłuje się na wierzchu. Nastroszone brwi, usta dygoczące w niestabilnym rytmie, błyszczące ścieżki łez na jej policzkach aż krzyczą, że jest jej źle - on uderzył mnie w brzuch. Myślałam, że to dobrze, że może... że może poronię - mówi dalej, wciąż na mnie patrząc, ale nadal bez wyrazu. Po prostu skupia się na jednym z wielu możliwych punktów, który obrała, żeby nie spaść - ale ja nie chcę - kończy ciszej, jej ramiona się rozluźniają, jakby wypuścić z nich powietrze, a Diana dalej siedzi praktycznie nieruchomo, tępo wpatrzona wprost we mnie.
-Doszło do krwawienia? - pytam beznamiętnie, pierwsze, co muszę wiedzieć, jeśli zaraz nie chcę tu mieć histerii. To dokładnie taka sytuacja, w jakich koncertowo sobie nie radzę. Diana jednak kręci głową, a ja mogę odetchnąć z ulgą.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie - mówię, chwytając ją lekko za ramiona, by nieco przywrócić jej przytomność. Ledwo kontaktuje, nie wiem, czy naćpała się czymś z klientem, czy to skutek oszołomienia dobrą nowiną - na dziś już koniec. Zostaniesz tutaj, weźmiesz kąpiel, przebierzesz się w jakąś czystą sukienkę, a ja postaram się sprowadzić uzdrowi... - nie mogę skończyć, bo dziewczyna przerywa mi głośnym krzykiem.
-Nie! Nie! - wrzeszczy, w końcu żywa, rzuca się na mnie z pięściami - nie zmusisz mnie, nie zrobię tego! Wyrzuć mnie, proszę bardzo, ale nie pozbędę się tego dziecka - drze się, a ja nie mam innego wyboru, niż obezwładnić ją zaklęciem. Rzucam pertyfikusa, a ona sztywna pada na pościel. Biedna się boi, że chcę t a k przeprowadzić zabieg, ale inaczej bym jej przecież nie wytłumaczył.
-Sprowadzę uzdrowiciela, który cię zbada i stwierdzi, czy z dzieckiem wszystko w porządku - kończę stanowczo, dla mnie to decyzja oczywista - teraz cofnę zaklęcie, a ty się uspokoisz i powiesz mi, po kogo mam posłać. Chcesz, żeby ktoś przy tobie był podczas badania? - pytam, jednym machnięciem różdżki zdejmując urok. Dziewczyna łypie na mnie podejrzliwie, lecz w końcu obrażonym tonem mamrocze imię swojej przyjaciółki.
-Doskonale. Oczywiście nie możesz w tym stanie dłużej pracować - stwierdzam, świdrując ją wzrokiem. Brzuch jeszcze nie odstaje, ale to tylko kwestia czasu. Niektórzy goście lubią ciężarne i specjalnie mnie proszą o takie, lecz wolę wówczas je wypożyczać niż oddawać im którąś z moich dziewcząt, którym statystyka spłatała psikusa - znajdę ci jakieś zajęcie - zapowiadam, bo przecież nie wyrzucę jej na bruk. Kurwa, ile ona tu jest? Dwa, trzy miesiące, a ja już bawię się w dobrego Samarytanina, bo rusza mnie takie ustrojstwo w środku, co się nazywa sumieniem. Oby to się nie stało jakąś falą, bo zwyczajnie nie wyrobię.
-Doprowadź się do porządku - przykazuję jej raz jeszcze i ściskam lekko jej dłoń. To wszystko, co mogę dla niej zrobić, a kiedy zamykam drzwi i tak słyszę ponowny wybuch szlochu. Mam nadzieję, że Wilkes zajęty nie jest i przybędzie tu w try miga, bo widać nie uspokoiłem jej dostatecznie. Koduję sobie też w głowie, by sprawdzić, kto spędzał z Dianą upojne chwile tuż przed tym incydentem, prosiak więcej tu nie wejdzie.

zt


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Bar [część restauracyjna] - Page 6 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]17.07.20 11:26
| 25/05/1957

Godzina rozpoczęcia pracy zbliżała się, a Shannon jak zawsze z zapałem i uśmiechem na ustach szykowała się do przejęcia obowiązków barmana w Wenus. Restauracja z niezwykłą renomą różniła się od jej poprzedniego miejsca pracy, zdecydowanie miała okazję rozwinąć skrzydła wprawnie lawirując słowami wśród Lordów i śmietanki towarzyskiej Londynu. W kwestii serwowania wyśmienitych drinków, prowadzenia głębokich rozmów i bycia powiernikiem, spowiednikiem była naprawdę uzdolniona. Lubiła słuchać ludzi i pakować się w kłopot, choć raczej na tym pierwszym wolała skupić całą swoją uwagę. Praca w Wenus umożliwiała jej na poznawanie nowych, ciekawych osobowości, gromadzenia ciekawych informacji i zdobywanie doświadczenia. Zupełnie nieprzejęta tym, że Lord Francis Lestrange pomylił ją z prostytutką, do pracy chodziła raczej wesoła i pełna zapału. Jednocześnie dało jej to do myślenia, że za kulisami tej renomowanej Restauracji kryje się o wiele, wiele więcej. Świat był ciekawy, miał wiele do zaoferowania i skrywał wiele tajemnic, które jej niepokorna dusza chciała poznawać i zgłębiać... Przynajmniej do czasu, aż podda się rutynie i pokornie wróci do rodzinnego domu, aby przejąć hodowlę ojca i skupić się na jej rozwoju. Handel międzynarodowy mógł jej wiele zaoferować, na razie jednak planowała skupić się na eksplorowaniu świata i zgłębianiu jego tajników. Wszystko było przed nią.
Uchyliła lekko drzwi i weszła do środka. Przywykła już do ozdobnego, pięknego żyrandola wiszącego przy suficie, do pięknie i szczegółowo wykonanego kontuaru, za którym stała. Zjawiała się w pracy dużo szybciej, aby sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu. Puste lub kończące się butelki wypełnione alkoholem wymieniała na pełne, kuszące zapachami i kolorem. Alkohol był naturalny w takich miejscach, a różne rejony jego pochodzenia kusiły rozmaitością i nakłaniały do skosztowania, zamoczenia ust i delektowania się wyśmienitym smakiem. To nie podrzędne piwo rozcieńczone z wodą, a wysokiej jakoś trunki cieszące podniebienia i gardła wybrednych Lordów i wysoce urodzonych mężczyzn. Kobiet pijało znacznie mniej. Podczas swojej pracy w tym miejscu zauważył, że głównymi gośćmi byli mężczyźni szukający ucieczki w alkoholu lub innego rodzaju ucieczki od szarej rzeczywistości. Nie dziwiła im sie, zauważyła, że szlachta miała mocno ograniczone życie, dostosowując się do zasad i reguł, ale też tradycji, które nie pozwalały im tak po prostu swobodnie lawirować na salonach. To musiało być niezwykle przytłaczające, a ona jako osoba wykwalifikowana miała zagwarantować im dobrą zabawę i ucieczkę od tego, od czego akurat próbowali uciec.
Każdy element na barze stał w odpowiedniej kolejności, wyeksponowany, ułożony w idealny sposób. Każde szkło, którym operowała Lyon było w idealnym stanie, bez śladów rys, zatarć czy zabrudzeń. Tak renomowana restauracja nie mogła sobie pozwolić na uchybienia, a jej obowiązkiem było dbanie o miejsce swojej pracy. Nie chciała przecież zawieść Lorda Lestrange swoim nagannym zachowaniem, skargi składane przez klientów wpływały na opinię całego lokalu, a ona chciała pracować tu dłużej niż kilka chwil, dlatego dokładała wszelkich starań, aby jej pracodawca był zadowolony z wykonywanych przez nią czynności. W wysokich szpilkach, stojąc za kontuarem prezentowała się wyjątkowo dobrze. Natura poskąpiła jej długich nóg, dlatego musiała wspomagać się wysokimi butami. Makijaż, upięte włosy, idealnie ułożone odzienie. Pasowała do tego miejsca, raczej starła się pasować na tyle, na ile to możliwe. Zerknęła na zegarek, został kwadrans do otwarcia i wtedy zjawi się tu tłum złakniony przygód. Minuty upływały bardzo szybko i już po chwili pojawili się pierwsi klienci.
Delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy ciężka ręka oparła się o drewniany blat. Zdobny zegarek, z pewnością niebotycznie drogi przekręcił się nieco na szczupłym nadgarstku. Mężczyzna, który pojawił się przy barze był przystojny, dobrze ubrany, z nienaganną fryzurą. Z pewnością miał przy sobie górę pieniędzy. Spojrzał na nią z lekkim uśmiechem, lustrując wzrokiem... Przywykła do tego, większość oceniała po wyglądzie. Shannon miała wiele więcej do zaoferowania niż szczupłą sylwetkę, długie i czarne włosy, czy krągłe piersi. Wielu jednak przychodziło tu obejrzeć ją, jak klacz na wybiegu. Bogaci Lordowie jednak z reguły okazywali więcej szacunku i zachowywali się o niebo lepiej niż podbici ludzie z doków, którym w głowie były tylko zabawy i przygodny seks za górą skrzyń. Te dwa światy różniły się od siebie. Zasadniczo i znacznie, mało kto był w stanie dostrzec tak wiele szczegółów i ostatecznie to zaakceptować. Flirciarski uśmiech pojawił się szybko na jej twarzy, zapytana o specjał odwróciła się bokiem prezentując za sobą ladę wyśmienitych alkoholi.
- Wszystko jest wyjątkowe... Zależy od potrzeb klienta i tego, na co ma właśnie ochotę. Coś mocniejszego, palącego w gardło, pobudzającego zmysły... A może delikatniejszy alkohol, który równie szybko sprawi, że zaszumi w głowie. - odpowiada uroczo, bez zbędnego skrępowania. Nie zamierza się ograniczać, ani tym bardziej grać mimozy, która jest maszyną podającą drinki. Klienci lubili te rozmowy, flirciarski ton, uśmieszek, trzepotanie rzęsami. Odpowiedź uzyskała bardzo szybko. Nie chciał delikatności i subtelności, mocny alkohol, który rozgrzeje wnętrze i będzie palił w gardło, bez zabawy w rozdrabnianie się... Szklana butelka ląduje w jej dłoni, obróciła ją wprawnie, przekładając szyjkę między palcami. Nie była wypełniona po brzegi co zdecydowanie ułatwiło procedurę. Na koniec przechyliła ją, patrząc jak gęsty, nieco schłodzony alkohol wlewa się po ściance szkła, wypełniając naczynie do odpowiedniej wysokości. Dwie kostki lodu wylądowały w nim, nie zmarnowała się ani kropla. Szklanka wylądowała przed klientem, który w mało subtelny sposób chwycił ją tak, aby musnąć skórę panny Lyon. Przywykła, wielu mężczyzn było zainteresowanych jej osobą i chciałoby czegoś więcej, choć bez zobowiązań. Wiele osób powtarzało jej, że jest naprawdę piękną kobietą, która podoba się wielu mężczyzną. Czy właśnie jemu wpadła w oko? Patrzył na nią, kiedy unosił szkło ku górze i zanurzał usta w alkoholu. Nie rumieniła się, z satysfakcją spoglądała na mężczyznę, który delektował się alkoholem. Chyba jednak zamierzał zostać przy barze nieco dłużej, zasiadając na wysokim krześle. Nie był jednak jedynym klientem Czarnowłosem, musiała na moment odebrać mu swoje towarzystwo kierując się w stronę innego klienta. A jednak, wciąż czuła się obserwowana, sama od czasu do czasu rzucając spojrzenie w jego stronę. Skupiała się na pracy, obsługiwała kolejnych klientów serwując zamówienia niemal jeden po drugim. To przyjemne, kiedy sala restauracyjna Wenus wypełniała się, rozmowy stawały się głośniejsze, zapach papierosów unosił się w powietrzu, a alkohol lał się strumieniami.
Podliczała właśnie rachunek, kiedy ktoś z impetem postawił szkło przed jej oczami. Uniosła wzrok widząc szanownego jegomościa, któremu najwyraźniej skończył się alkohol. Nie liczyła, który to już z kolei, wszystko dopisywała do rachunku, który na koniec będzie regulował. Może jak będzie robiła do niego ładne oczy dostanie napiwek? Dodatkowe pieniądze zawsze się przydawały. Przygryzła lekko wargę i puszczając mu oczko podała szklankę wypełnioną tym samym trunkiem.
- Duży dziś ruch... - zagadał w końcu, a Shannon z uśmiechem kiwnęła głową. Przyjemne patrzeć na salę przepełnioną gośćmi. Musiała przyznać mu rację, tego wieczoru ruch był wyjątkowo duży. Miała całkiem sporo pracy, a mężczyzna najwyraźniej był tym faktem zawiedziony. Czyżby miał wobec niej jakieś większe plany?
- Po północy się uspakaja. Ale muszę przyznać rację, dziś wyjątkowo duży ruch. - odparła z subtelnym uśmiechem nachylając się lekko w jego stronę. Bycie miłym dla klientów to coś zupełnie naturalnego. Lubiła podtrzymywać konwersację i z przyjemnością odpowiadała na pytania. Rozmowa była długa, choć moc alkoholu, który wybrał sobie szanowny jegomość była przytłaczająca. Nie wiedziała co chciał osiągnąć, ale zdecydowanie nie poszło to po jego myśli. Uregulował rachunek, uznając, że jest już na tyle zmęczony... że powinien iść spać. Zniknął za drzwiami, zostawiając ją nieco zawiedzioną.
Bar pustoszał z każdą chwilą. Aż ostatni klienci opuścili lokal. Posprzątała wszystko, ogarnęła bar i zadbała o przygotowanie miejsca na kolejny dzień. Zmiana dobiegała końca, mogła iść do domu i położyć się spać. Potrzebowała zbierać energię na kolejny dzień, miała tak wiele do zrobienia i tak wiele chciała osiągnąć! Wszystko przed nią...

[KONIEC]


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]17.07.20 11:53
| 02/06/1957

O mały włos nie spóźniła się do pracy! Wszystko szło po jej myśli, a przed samym wejściem do Wenus napotkała kłopoty natury nieprzyjemnej. Jakichś dwóch frajerów doczepiło się do niej i próbowali nakłonić ją do mało moralnych kwestii. Nie prosiła się o kłopoty, ani tym bardziej nie chciała spóźnić się do pracy. Wzięła głęboki oddech i na ratunek przyszedł jej jakiś miły młody mężczyzna... Chociaż tyle, nadal można było liczyć na uczciwość innych osób, które nie chciały tylko jednego - wykorzystania niewinnych i tak dalej. Do pracy wbiegła na ostatnią chwilę, poprawiła się ułożyła włosy i dosłownie na moment przed otwarciem stanęła za barem, na szybko sprawdzając wszystko, co było jej potrzebne do pracy. Oby dzisiejszy dzień był luźniejszy, ale z reguły w środku tygodnia bywało normalnie. Prawdziwe oblężenie przychodziło dopiero w weekendy, co było raczej normą, wszak w tygodniu większość ludzi poświęcała się pracy i rodzinie.
Co nie oznaczało, że nie przychodził zupełnie nikt. Tym bardziej zdziwiła się, kiedy zobaczyła znajomą twarz. Uśmiechnęła się delikatnie na widok kuzynki, choć zaczęło dręczyć ją pytanie co tu robiła. Utrzymywała dobry kontakt z rodziną, choć od czasu opuszczenia hodowli ojca miała do tego ograniczone możliwości. Nigdy nie przepadała za wielkimi rodzinnymi spotkaniami, czując się jak cholerna czarna owca, ale takie towarzyskie schadzki były jej na rękę. No, może niekoniecznie podczas godzin pracy, stąd zapewne jej zdziwienia obecnością kuzynki.
- Witaj. Mogę coś podać? - spytała zachowując pełen profesjonalizm, w końcu stała za barem i płacili jej za robienie ludziom drinków, a nie za pogaduszki. Ludzi nie było dużo, więc istniała ogromna szansa na to, że będą mogły porozmawiać. Nie to, że zamierzała bagatelizować innych, co to, to nie, ale kiedy tylko ktoś zjawiał się przy kontuarze od razu zostawał obsłużony. - Nie spodziewałam się, że wpadniesz do Wenus. - dodała jeszcze, spoglądając nieco wnikliwym wzrokiem w stronę kuzynki.


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]19.07.20 0:02
Purpura rozkwitła pod oczami, lamentowała nad nieprzespaną nocą, nagłym wyrwaniem ze snu; gdy tylko udało się jej skomplementować wszystkie zamówienia i w końcu położyć się na zasłużony odpoczynek, niebo rozświetliło się pierwszymi promieniami czerwonego słońca, a chwilę później do okiennej szyby zapukał dzióbek ministerialnej sowy. W pierwszym momencie dreszczem przeszedł ją strach - czyżby wykryto nieprawidłowości jej rzeczywistej działalności, mylnie odebrano jej stosunek do mugoli? Założono, że nie byli dla niej towarem zaskarbiającą handlową popularność i galeony, ale istotami o życiu wartym uratowania od wojennej pożogi? Merlinie, w myślach już żegnała się ze swą skrytką w Gringotcie, pospiesznym ruchem rozdarła kopertę - i odetchnęła z ulgą. Treść listu nie była martwiąca, zmieniała jedynie jutrzejsze plany. Ale towarzyszące mu emocje sprawiły, że tego dnia nie zasnęła już snem spokojnym. Krótka drzemka, później odwiedziny u jej źródełek, standardowe, nowe żniwa. Wren musiała uzupełnić zasoby krwi, ostatnie z fiolek opuściły schłodzone szafki poprzedniego wieczora, a na ich miejsce miały trafić kolejne, świeżutkie. Wieczorem zapomniała nawet, zmęczona, ile mugolek finalnie udało jej się odwiedzić; zamiast ruszyć w kierunku mieszkania na Pokątnej, postanowiła zmienić kurs i samą siebie zaprosić na należytego drinka.
Gdy dotarła do barowej części restauracji, z przyjemnym zaskoczeniem zauważyła, że za kontuarem nie stoi Ben, a jej kuzynka, Shannon. Szczerze mówiąc po drodze zupełnie wypadło jej z głowy, że czarownica akurat tutaj podjęła pracę - ze zmęczonym uśmiechem na ustach ruszyła w jej stronę i zasiadła na wysokim krześle, rozprostowała zmęczone długim spacerem nogi. Tego dnia rzeczywiście w Wenus nie było tłumów. I dobrze, przynajmniej będą miały chwilę, by porozmawiać bez nieproszonych wtrąceń.
- Byłam w okolicy - odparła ni to szczerze, ni nieszczerze, splatając dłonie na blacie lady. - Poleć mi coś, Shannon. Zdaję się na ciebie - zmęczony uśmiech poszerzył się nieznacznie na potwierdzenie tych słów, w końcu ufała kuzynce w kwestii alkoholi znacznie bardziej niż własnemu osądowi. Gdyby to Wren miała dokonać wyboru, pewnie polegałaby jedynie na barwie drinka i skończyła wymiotując gdzieś w gorszącej części doków. - Jak się masz? - spytała z zainteresowaniem. Nie widziały się od dłuższego czasu.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]30.07.20 13:08
W pracy skupiała się na obowiązkach zawodowych. Nie chciała zawieść Lorda Lestrange, który dbał o dobro swojego lokalu. W zasadzie, miała wrażenie, że ktoś robił to za niego, bo sam Lord był dość specyficzną osobą. Nie mogła zapomnieć o rozmowie kwalifikacyjnej i pytaniu, które padło w jej stronę. Francis skrywał więcej tajemnic niż mogłoby się spodziewać, a gdzie są sekrety tam i są kłopoty, więc Shannon lgnęła do takich miejsc. O dziwo... Jeszcze jej się nie znudziło, ale najwyżej skończy ciekawie i z fajerwerkami, może ktoś kiedyś napisze o niej książkę. Przepadała za swoim życiem, było o wiele ciekawsze niż to, które prowadziła na rodzinnej farmie, hodowla roślin to coś pięknego, ale brakowało jej emocji, adrenaliny i... tego wszystkiego co niósł ze sobą świat. Dlatego wylądowała tutaj.
Spojrzała na kuzynkę... Ich kontakt nie był najlepszy. Za dziecka były blisko, łączyła je nawet przyjaźń, ale matka Wren specjalnie utrudniała im kontakty. Shannon pamiętała z jakiego powodu, aczkolwiek uważała, że to raczej głupota i nic wielkiego się nie stało. Przecież Wren stała przed nią cała i zdrowia, miała wszystkie kończyny i niczego jej nie brakowało. Jej matka chyba była trochę nadopiekuńcza, skoro postanowiła tak cudownie ograniczyć ich wspólne spotkania. Nie mogła jej mieć za złe, wiele się zmieniło od tamtej pory. Niemniej jednak, miło, że postanowiła ją odwiedzić. Shannon od razu zabrała się za robienie jednego z lepszych drinków i postawiła ozdobną szklankę przed kuzynką. Żeby nie stać bezczynnie zabrała się za polerowanie szkła.
- Całkiem nieźle. Pracuję tu od niedawna, odnawiam stare znajomości... na razie nie zamierzam dać się zamknąć na rodzinnej farmie.- odparła przesuwając wzrok ze szkła na kuzynkę. - A u Ciebie? Dawno Cię nie widziałam. - dodała. Tak już jest, kiedy drogi się rozchodzą i nie mamy na to specjalnego wpływu. Ciekawa była jak potoczył się los Wren i jak to wszystko u niej teraz wygląda. Ciekawość, pierwszy stopień do piekła, ale najwyraźniej Shannon wybrała sobie to jako drogę życia.


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]30.07.20 20:13
Paranoja Yolandy przez lata przybierała nader dziwne formy. W izolacji dziecka od innych małolat dopatrywała się sposobu na zapewnienie jej bezpieczeństwa, bo kiedy pewnego razu powróciła do rodzinnych pieleszy po lipcowym pobycie u krewnych i jej kolano pokrywał czerwonawy siniak, matka obrała to za osobisty afront. Najwyraźniej krewniacy nie potrafili zapewnić jej pociesze odpowiedniej opieki. Nie doglądali bawiących się samopas dziewczynek, nie zaleczyli w kompetentny sposób odniesionego obrażenia, narazili ją na poważny ubytek zdrowotny - i tym zakończyła się historia wakacyjnych wyjazdów do kuzynki, z którą Wren swego czasu przepadała się bawić. Na następne lata ponownie połączył je Hogwart, ale Chang nigdy nie odważyła się przyznać matce, że kontakt przetrwał pomimo wyraźnego zakazu jego pielęgnowania - bo Lyonowie są nieodpowiedzialni, bo tylko z nimi kłopoty, bo nic do nich nie dociera, a przecież nie tłumaczyła im niekompetencji w archaicznych słowach.
Czarownica przechyliła z zaciekawieniem głowę na widok przedziwnej barwy zaserwowanego alkoholu. Zdawała się mienić różnymi kolorami zależnie od tego, jak akurat na szkło padało światło. Unoszący się znad kieliszka aromat sugerował słodkie składniki zmieszane z odrobiną cytrusa i, zaintrygowana, sięgnęła po drinka, w dziwnym zwyczaju najpierw próbując go koniuszkiem języka. Nie oznaczało to braku zaufania do koktajlowych umiejętności Shannon, a do nieznanego, niepitego wcześniej trunku - smakował jednak przyjemnie, intensywnie, tego właśnie potrzebowała.
- Staruszek wciąż jest niepocieszony, próbuje cię nawrócić? - spytała z nieukrywanym zainteresowaniem. Sytuacja rodzinna kuzynki była jej znana w odrobinę rozmytych już szczegółach, niemniej Wren pamiętała wystarczająco, by zaintrygować się rozwojem wydarzeń. - Za czarne owce w szeregach ambitnych rodzin - mruknęła jeszcze w toaście, już zdecydowanie ciszej, nim przez gardło przelał się pierwszy prawdziwy łyk alkoholu. Procent musiał być niemały, bo tkanki zapiekły, a do żołądka pociągnął się ślad zbawiennego, mącącego zmysły ciepła. Oby w jednym kawałku dotarła tego wieczora do domu. Co u niej? Wren rozważała przez moment jak odpowiedzieć na zadane przez Shannon pytanie, co właściwie powinna powiedzieć? Że działalność spuszczania krwi z mugolskich, dziewiczych żył rozkwitła lepiej, niż początkowo przewidywała? Że pod ciężarem pracy dusiła niewygodne emocje? - Wciąż Pokątna, wciąż ingrediencje, niewiele się zmieniło, Shan. Ale mam psa - odparła dość wymijająco, wzruszając ramionami, po czym lekkim gestem dłoni wskazała na kontuar, za którym stała kobieta. Bezpieczniej było jej rozprawiać na tematy, które nie dotyczyły Wren bezpośrednio, stare nawyki były trudne do wyplenienia. - Nie męczy cię obcowanie z podpitymi bogaczami? - W swoim przeświadczeniu spodziewała się, że właśnie tacy klienci odwiedzali Wenus. Tacy klienci - i ona. - Bardzo dobre, nigdy wcześniej czegoś takiego nie piłam. Jak to się nazywa? - dopytała jeszcze, nim Shannon skupiła się na poprzednim pytaniu, i uniosła szklaneczkę delikatnie ku górze. W nowym świetle niebieska dotychczas barwa błysnęła pomarańczem.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]05.08.20 0:05
- Nigdy nie był pocieszony faktem, że jego córka to buntownik przeciwko rodzinnym tradycją. - odparła swobodnie i wzruszyła ramionami. Jej ojciec niespecjalnie mógł się pogodzić z faktem, że jego córeczka jest przeciwnikiem tradycjonalnego podejścia i stała się poszukiwaczką własnej drogi. Nigdy nie było mu na rękę to, że jest tak niestabilna i co chwilę zmienia zdanie. To źle wróżyło przyszłości hodowli, którą prowadził. Z jednej strony Lyon nie chciała sprawiać mu przykrości, ale nie chciała dać się uwiązać w uroczych ogrodniczkach już na zawsze. To nie było w jej stylu, najpierw życie, a później dopiero może rozważyć powrót do nudnej rzeczywistości, która i tak ją czeka. Była nieco rozkojarzona i spragniona przygód, ale nie była też głupia. O hodowli wiedziała wszystko i wiedziała też, że to jedyne co może dać jej stabilną przyszłość. Uprawa i handel, nic innego.
- Pies to zawsze dobra opcja. Chociaż... pewnie tatuś powiedziałby, że paprotka byłaby lepsza. - zaśmiała się lekko i pokiwała głową. Jej rodzina zajmowała się roślinami, nic więc dziwnego, że na zwierzaki nie było czasu. - Jakaś konkretna rasa? - spytała przygryzając lekko wargę. Lubiła rozmawiać z Wren, nawet jeśli ta rozmowa na chwilę obecną była dość lakoniczna. Nie gadały ze sobą dłuższy czas, to normalnie, że nie zaczną tutaj opowiadać wszystkiego ze szczegółami, szczególnie, że Shannon była w pracy i musiała zajmować się pozostałymi klientami również. Zapewne dlatego na moment zniknęła, aby z wdziękiem obsłużyć bogatego jegomościa.
- Wolę podpitych bogaczy, sypią szczodrymi napiwkami. Przedtem pracowałam w knajpie w dokach, uwierz mi... Ci są o wiele lepsi. - mruknęła nachylając się w stronę Wren. Ci mężczyźni mieli klasę, choć często tracili rezon, kiedy w grę wchodziły naprawdę duże ilości alkoholu. Niemniej jednak, lepiej obcować z bogaczami niż z pijanymi łotrami lub innym dziadostwem. Nie to, że oceniała czy coś.
- Talisker Skye. Destylowana w Carbost, rok założenia destylarni 1830. Ta akurat jest dziesięcioletnia. Lekki posmak torfu i słonawa w smaku. Nietypowa, ale wyśmienita. - odparła. Akurat o alkoholach wiedziała sporo, tu musiała się nauczyć jeszcze więcej, bo jeśli ktoś spyta, musiała znać odpowiedź. A mówią, że nauka kończy się po szkole... Idioci. Wzięła kolejną szklankę i polała kuzynce inny rodzaj whisky. - Laphroaig. Ostry, torfisty smak, ale można wyczuć morskie akcenty i słodkie nuty jęczmienia. Jedna z najbardziej aromatycznych. - przedstawiła kolejną propozycję z lekkim uśmiechem.


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]05.08.20 20:17
Ach, ile miał wspólnego z jej matką... Choć Yolanda forsowała tradycje swojej własnej rodziny, tej, z której krwi się wywodziła, zamiast zaadaptować poglądy męża, podporządkować mu się w ważnych dziedzinach życia. Przypominała lwicę, która nad lwiątkiem roztacza pieczę i nie pozwala lwu zbliżyć się zanadto do latorośli, tylko po to, by finalnie samej rozerwać mu gardło i zdominować stado. Przynajmniej pod tym względem zasługiwała na szacunek.
- Cicho, Shan. Lepiej w ogóle nie używaj tego słowa - przestrzegła konspiracyjnie, marszcząc brwi. Nawet w Wenus musiały być ostrożne, opowiadając rodzinne historie, streszczając emocje, wszelkie zawiłości. Uszy Ministerstwa były wszędzie, a ich słuch wydawał się być dość selektywny. Zmącenie faktów nie byłoby w obecnym czasie niczym nadzwyczajnym. - To nie jest dobry czas na bycie buntownikiem. Jakimkolwiek, nawet rodzinnym - dodała, zniżyła ton głosu do szeptu, by dosłyszeć go mogła wyłącznie kuzynka. Nie daj Merlinie skojarzono by je z rebelią zatruwającą żyły magicznej społeczności, opowiadającą się za mugolskim prawem do równego życia, wtedy na długo pożałowałyby tak swobodnego doboru słów.
Wren rozluźniła się jednak, utwierdzona w przekonaniu, że dokoła nie czaiło się jeszcze - lub już - żadne niebezpieczeństwo i mogła w spokoju oddać się rozmowie powracającej do swej przyjemnej, lekkiej formy. Sama nie potrzebowała, by rozprawiały na tematy trudne, dotykające skrzętnie skrywanych na co dzień emocji czy przeżyć; bar w Wenus nie był na to dobrym miejscem. Z pewnością znalazłyby na to bardziej odpowiednią okazję.
- Doberman. Yuan - odparła i pozwoliła sobie na dość dumny uśmiech. - Narwana bestia, ale właśnie w takim towarzystwie czuję się bezpieczniej. Ostatnio często bywałam w dokach i uznałam, że to odpowiedni moment, by sprawić sobie kompana do podróży. - Nie jeden raz donośny szczek i wściekłe warknięcia odstraszyły majaczące w pobliżu cienie, zniechęciły potwory czające się pośród szemranych kątów. - Też powinnaś kupić sobie takiego kompana. Paprotka nie odsłoni kłów, kiedy - jeśli - będziesz w niebezpieczeństwie. Tatuś zrozumie - zaśmiała się krótko na pamięć wuja. Nie należał do osób szczególnie bliskich jej sercu, jednak miał konkretny udział w stworzeniu Shannon, której do owego miana brakowało już naprawdę niewiele. Niezależnie od tego, ile kłód rzucało im pod nogi przeznaczenie, z jaką zajadłością starało się je rozdzielić.
- Torfu? - powtórzyła, niegrzecznie wchodząc w słowo kuzynce, gdy ta wyjawiała czarownicy tajemnicę pochodzenia trunku. - Dajesz mi do picia ziemię? - Brwi uniosły się ku górze, głos przybrał z kolei droczący ton. Rozumiała, oczywiście, o czym mówiła do niej Lyon, jednak nie mogła odmówić sobie odrobiny przyjacielskiej uszczypliwości. Po kolejnym łyku odstawiła szklaneczkę z powrotem na blat i sięgnęła po drugą, upijając z niej część kolejnego trunku. - To chyba mniej w moim stylu. Za ostre. - Wren zmarszczyła nos i na powrót sięgnęła po Talisker Skye, szybko zmieniając smak. - Co za skarby jeszcze tam masz? - W oczach igrały świetliki zainteresowania, nawet jeśli domyślała się, że jutrzejszego poranka może ów ciekawości solidnie żałować.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Bar [część restauracyjna] [odnośnik]18.02.21 11:59
6.10.1957 - wieczór


List lorda Lastrange, który przekonał Primrose aby wyjaśnili sprawę od razu mocno ją zaniepokoił. Cała sytuacja była dość delikatna, ale nie chciała omawiać tej kwestii z przyjaciółką bez zebrania większej ilości informacji. Taka wieść mogła zniszczyć jej małżeństwo, zwłaszcza jeżeli była wyssana z palca lub przeinaczona. Jeżeli jednak temat był rozdmuchany należało go zdusić w zarodku, jeżeli zaś kwestia była poważna, a główna zainteresowana o niczym nie wiedziała, a inni wiedzieli i za jej plecami kwestię omawiali nie mogła dalej stać w cieniu nieświadomości. Nie od dziś było wiadomo, że małżeństwa szlachty były z rozsądku, dla dobra rodzin i ich układów, gdzie małżeństwo było jego gwarantem. Lordowie mieli kochanki, a czasami dziedzice byli bardziej podobni do lokaja niż do pana domu. Problematyczne było też to, że lord Rosier nie był byle kim. Tak znacząca persona stała cały czas na świeczniku, musiał dbać o opinię nie tylko swojego rodu ale też swoją. Choć przymykano oczy na wybryki mężczyzn częściej niż na kobiece to jednak prędzej czy później skandale wychodzą. Primrose nie chciała aby Evandra została takowym zaskoczona. Lady Burke zaś sama wolałaby wcześniej wiedzieć by móc temu zaradzić i być przygotowaną na ewentualną burzę czy też sztorm.
Niebo nad Londynem było pochmurne od czasu pogrzebu lord Blacka kiedy usłyszała wymianę zdań pomiędzy Francisem a Aresem. Wciąż pamiętała jak to ją zaskoczyło oraz słowa jakich użył lord Lestrange, a nie przebierał w nich, był wzburzony, zatem nie mógł ich sobie wymyślić. Zresztą kto by wymyślał takie rzeczy o mężu własnej siostry? Ciężkie krople wody spadały na chodnik kiedy przemierzała ulicę w drodze do Wenus. Nie miała okazji jeszcze tam przebywać choć parę razy słyszała  tym przybytku. Wkroczyła do środka zdejmując wełnianą pelerynę zapinaną na srebrne zapinki. Czerwony toczek z małym piórkiem przyczepioną broszą w kształcie ćmy został na głowie będąc ozdobą czarnego koka zebranego tuż nad karkiem. Krwistoczerwona spódnica układała się elegancko i falowała przy każdym kroku czarownicy, a całości dopełniała czarna koronkowa bluzka. Zdejmując skórzane rękawiczki i sprawdzając czy różdżką jest na swoim miejscu w odpowiednio przystosowanej do tego kieszeni w spódnicy usiadła przy ladzie baru.
-Gin z tonikiem – poprosiła Bena, który od razu zabrał się za przygotowanie drinka dla młodej czarownicy. Francis nie kazał na siebie długo czekać i już zobaczyła jak przystanął obok niej. – Dziękuję za możliwość spotkania, lordzie Lestrange.
Zwróciła się do niego uprzejmie uważnie mu się przyglądając. Nie wyglądał najlepiej,  wyglądał jakby nosił na ramionach problemy całego świata.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't



Ostatnio zmieniony przez Primrose Burke dnia 07.03.21 13:42, w całości zmieniany 1 raz
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Bar [część restauracyjna] - Page 6 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Bar [część restauracyjna]
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach