Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów
AutorWiadomość
Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]23.01.17 12:24
13 grudnia 1949r.

Śnieg prószył nieustannie, przykrywając całe Surrey białą płachtą lepkich płatków. Nie zastanawiała się, ile jest stopni poniżej zera na zewnątrz, kiedy podnosiła się od stołu i opuszczała rodzinną rezydencję, zgarniając jedynie po drodze swój wyjściowy płaszcz. Nie obchodziło jej to, że brodziła w śniegu po kostki, mając na nogach pantofelki, które przecież nie były przeznaczone do takiej pogody. Miały ładnie wyglądać za salonach i puszystych dywanach. Była zbyt wściekła, aby przejmować czymkolwiek innym niż swoją przyszłością i tym, co czeka ją za zaledwie kilka tygodni. Nie mieli prawa jej traktować w ten sposób. Dopiero wróciła z prawie drugiego krańca świata, była skołowana i oderwana od rzeczywistości, a oni potraktowali ją jakby była zwykłą marionetką w ich rękach, z którą można robić, co im się żywnie podoba. A może właśnie była? Kobieta nigdy nie miała zbyt wiele do powiedzenia w szlacheckich rodach. Mogła jedynie spełniać wolę mężczyzn i być im posłuszna. Jeśli ich celem było sprowadzenie jej na ziemię, to faktycznie, zrobili to w wielkim stylu.
Oddychała szybko, wciągając do płuc ogromne ilości mroźnego, wieczornego powietrza. Chciała otrzeźwieć, bo może cała ta sytuacja była wytworem jej wyobraźni i zbyt dużej ilości wypitego Toujours Pur? Gęsia skórka pokryła jej całe ciało, a Ziva pocierała swoje ramiona, próbując się trochę rozgrzać. Czuła jak mróz zaczyna szczypać jej opalone policzki, a płatki śniegu przylepiają się do brwi i długich rzęs, utrudniając widzenie. Przetarła dłońmi twarz, próbując oczyścić ją z zalegających śnieżynek. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że płakała. Coraz bardziej oddalała się od rodzinnego domu, ale wiedziała, że nie może dłużej pozostać na terenach rodu Crouch. Ojciec zaraz wyśle skrzaty, aby ją sprowadziły z powrotem, ale jeszcze zwlekał, dając szansę córce. Miała sama sięgnąć po rozum do głowy i wrócić na kolację, aby przeprosić swoich bliskich za ten akt niesubordynacji. Strach pomyśleć, jak zostałaby odebrana taka reakcja Zivy, podczas oficjalnego ogłoszenia zaręczyn w czasie sabatu. Teraz miała kilka dni na przespanie się z tą myślą, zanim cała śmietanka towarzyska zacznie jej gratulować rychłego zamążpójścia. Kobieta zdecydowała się teleportować przed jeden z domów rodu Ollivander. Zastukała kilka razy kołatką w drewniane drzwi, ale kiedy nie otrzymała żadnego odzewu, uderzyła parokrotnie otwartą dłonią. Zrezygnowana i załamana, że jej ostatniej deski ratunku nie ma w domu, usiadła na schodach prowadzących na werandę, podciągnęła kolana pod brodę i rozkleiła się całkowicie.


So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Ziva Burke
Zawód : Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke https://www.morsmordre.net/t3596-karmelek https://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]28.01.17 3:36
Grudzień pogrążał drzewa w głębszym śnie, odrywając Ulyssesa od pracy na pobliskich terenach, wyciągając w znacznie dalsze krańce świata, po drewno żywe i chętne do współpracy. Ten rok różnił się jednak - postanowił zostać w domu i spędzić więcej czasu z Ophelią, która przed świętami trajkotała radośnie o prezentach dla Constantine'a, Artemisii i rodziców, chętnie sięgając rady starszego brata. Wybrali się na długi spacer, pozwalając płatkom śniegu topić się na policzkach. Dziewięciolatka, niezrażona ograniczonym entuzjazmem Ollivandera, pożytkowała energię na rysunki w śniegu, bałwany z koślawymi tiarami oraz, ostatecznie, na szaleńczy bieg do domu. Widząc, jak zatrzymuje się w połowie drogi, Ulysses przyspieszył kroku, stając dokładnie obok siostry, kiedy dostrzegł znajomą postać, skuloną na schodach. Polecił Ophelii oddelegowanie skrzata do przygotowania ciepłych napoi i koniecznego osuszenia się, zaznaczając, że nie chce, aby mu przeszkadzano. Do Zivy podszedł więc samotnie, mając szczerą nadzieję, że nie tkwi na stopniach zbyt długo. Skrzywił się nieznacznie, widząc, w jakich butach przyszło jej znosić mróz, a ogólny stan, w jakim ją zastał, nie wróżył dobrze. Kucnął przy przyjaciółce, otulając dłonią jej policzek, mokry od łez.
- Ziva - rzucił na przywitanie, nieco surowym tonem, kiedy wstał, ujmując jej dłoń w swoje palce, dając znać, że również powinna się podnieść. - Na Rowenę, czemu nie wysłałaś sowy? - zapytał z lekkim rozdrażnieniem, choć wiedział, że sytuacja musiała być bardzo świeża. Nieczęsto oglądało się szlachcianki w tak skrajnych stanach emocjonalnych. Pamiętał dobrze, że ledwo wróciła z podróży.
Ciepłe powietrze zderzyło się gwałtownie z temperaturą, jaką zafundowała im zima, kiedy przekroczyli próg domostwa. Ollivander poinstruował skrzata, aby wyswobodził przemarznięte nogi lady Crouch ze zdradzieckich pantofli i wcisnął jej na stopy ciepłe kapcie, nie przejmując się tym, że nie pasują do stroju. Płaszcz pozwolił jej zdjąć dopiero w niewielkim i przytulnym salonie, w którym zwykł czytać książki. Przywołał ciepłą pierzynę, kiedy wrzątek parował w filiżankach, pojawiających się na stole, i usadził roztrzęsioną kobietę na kanapie, kucając obok, przypatrując się jej uparcie i podejrzliwie, co u niego mogło oznaczać ni mniej, ni więcej, niż troskę.
- Nie muszę chyba mówić, że wyglądasz niepokojąco? - dopytał dla pewności, zaciskając lekko palce na jej łokciu. - Mów, jeśli czegoś ci potrzeba - poprosił i nie czekając na odpowiedź rzucił proste zaklęcie rozgrzewające, bo niewiele więcej mógł. Na szczęście specjalna, zimowa herbata, sprowadzona z Norwegii, działała cuda. O ile lady Crouch była teraz w stanie wypić jakąkolwiek herbatę.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]28.01.17 20:23
Słyszała skrzypienie stopni, sugerujące, że ktoś po nich wchodzi, czuła drżenie drewnianych desek pod sobą, ale nie zwróciła na to całkowicie uwagi. Była pogrążona we własnych myślach i odłączyła się od świata zewnętrznego. Nawet mróz i prószący śnieg jej nie przeszkadzały. Dopiero, czując na swoim policzku ciepłą dłoń, podniosła wzrok na Ulyssesa. Nie widzieli się rok i miała jednocześnie ochotę uścisnąć go ze szczęścia, a z drugiej strony chciała przytulić się do niego tylko po to, aby zamoczyć mu szatę swoimi łzami. Nie mogła się swobodnie cieszyć ze spotkania z przyjacielem, nie w takich okolicznościach. Podniosła się ze schodków dopiero, kiedy mężczyzna pociągnął ją za rękę. Była jak szmaciana lalka, którą każdy mógł do woli przestawiać. Nie zwróciła uwagi na to, że skrzat ściąga jej pantofle ze stóp i zakłada ciepłe, miękkie kapcie. Nie zareagowała nawet, gdy mężczyzna zdjął z jej ramion płaszcz, odsłaniając wieczorową sukienkę. Sądząc po porze i stroju kobiety, lord Ollivander mógł bez trudu się domyśleć, że Ziva właśnie opuściła jakieś przyjęcie. Posadzona na kanapie, nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w parujące napoje. Ulysses troszczył się o nią bardziej niż własna rodzina. Spojrzała na niego i spróbowała uśmiechnąć się lekko, kiedy rzucał na nią zaklęcie rozgrzewające.
- Dziękuję. - szepnęła, mając na myśli to wszystko, co dla niej robił. Nabrała głęboko powietrza w płuca, chcąc wydusić z siebie powód całego zajścia. - Ojciec na kolacji powitalnej oznajmił mi, że wychodzę za mąż. - powiedziała, zaciskając zęby ze złości i bezradności. Zwykle imprezy powitalne mają charakter ciepłego przyjęcia, podczas którego wszyscy cieszą się z czyjegoś powrotu. Szkoda, że ród Crouch całkowicie inaczej to interpretował. Chociaż może wiadomość o zamążpójściu, nie była w ich mniemaniu niczym strasznym? - Za Edgara Burke. Mam wyjść za z Burke’a, rozumiesz? - głos jej drżał, a po policzkach znowu zaczęły płynąć łzy, które teraz uparcie wycierała dłońmi. Wszyscy słyszeli o interesach prowadzonych przez ród jej przyszłego męża, znali ich skłonności do maczania palców w czarnej magii. Ziva obawiała się samego faktu wyjścia za mąż, czy może tego, że może przypłacić to zamążpójście swoim życiem, a w najlepszym przypadku, zdrowiem? Chwyciła filiżankę z herbatą w drżące dłonie i zaczęła pić, nie przejmując się faktem, że napar parzy jej usta.


So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Ziva Burke
Zawód : Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke https://www.morsmordre.net/t3596-karmelek https://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]01.02.17 22:24
Podobną rozbieżność w uczuciach miał on sam - dobrze było zobaczyć Zivę, ale zdecydowanie nie chciał widzieć jej w takim stanie. Życzył jej raczej jak najlepiej, a zalewanie się łzami na progu domu, do tego, o zgrozo, jego domu, nie zapowiadało obiecującego początku nowej przygody życia. Miał jednak nadzieję, że sprawa, która sprowadziła lady Crouch do tak przykrych chwil, nie jest przegrana. Rozpalił sprawnym zaklęciem w kominku, choć w pomieszczeniu nie było zimno - miał zwyczajnie świadomość, że często drobne elementy atmosfery pozwalały skleić się w jedną całość i przynieść choć krztę spokoju we wzburzonym świecie. Gdyby nie charakter dzisiejszego spotkania, mogliby spędzić przyjemny wieczór, razem z Ophelią, przy trzaskającym na palenisku ogniu, w cieple, kiedy za oknem śnieg prószył w najlepsze, upiększając świat swoją nieskazitelną bielą. Mężczyzna pokręcił głową, analizując do końca jej strój. Nie ulegało wątpliwości, że opuściła jakąś uroczystość rodzinną, a na takie wybryki nie patrzyło się przychylnie. Nigdy. Niezależnie od nazwiska, jeśli było szlacheckie, nigdy nie było to coś akceptowalnego z przymrużeniem oka. Czekał cierpliwie, widząc jej zbłądzone spojrzenie. Nie naciskał, nie było takiej potrzeby. Skoro była tu teraz, wiedziała, że może wyrzucić z siebie wątpliwości i strapienia. Uniósł brwi, w lekko zdziwionym geście, jednak pierwsze z jej słów nie wprawiły go w osłupienie. Taka była kolej rzeczy. Sam już nieraz słyszał podobne stwierdzenia, ale największa różnica leżała w rozbieżności między rodami. On miał wybór, był mężczyzną, był Ollivanderem. Sytuacja Zivy była skrajnie różna. Czekał więc dalej, zaciskając jedynie mocniej palce wokół jej łokcia, aby dać znać, że słucha, choć wcale nie było to potrzebne.
- Burke? - dopytał, tym razem łapiąc się na nucie zaskoczenia, przebrzmiewającej w tym krótkim powtórzeniu. Nie było przesadnie zaakcentowane, bo to w słowach zdarzało mu się rzadko, ale wyczuwalne. - Powiedzieli ci, dlaczego? - zapytał, siadając na miejscu obok, nie spuszczając z kobiety uważnego spojrzenia. Powody mogły być różne, a on sam nie lawirował w polityce na tyle sprawnie i regularnie żeby wyznaczyć konkretną przyczynę. Każda rodzina miała też swoje wewnętrzne, ciche sprawy. Nazwisko Burke wiało jedynie czarną magią i był to powód wystarczający, aby zrozumieć wzburzenie Zivy.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]10.02.17 13:17
Rozumiała zasady tej gry, w której była tylko pionkiem. Wystarczająco długo uciekała przed małżeństwem. Tak jakby chciała, aby to, co nieuniknione, nigdy jej nie dosięgnęło. Wyjazd dawał namiastkę pozornej wolności, której chciała chłonąć jak najwięcej. Teraz jednak dopadła ją rzeczywistość i nie mogła dłużej się przed nią bronić. Tylko dlaczego akurat czarodziej z rodu Burke? Mało było innych szlachetnych rodzin, których nazwiska nie wywoływały gęsiej skórki i nie kojarzyły się tylko z czarną magią? Małżeństwo z założenia miało być wypełnianiem powinności wobec obu rodów, a nie walką o przetrwanie. Ziva niestety nie wróżyła sobie pomyślnej przyszłości u boku Edgara Burke’a, który przecież szybko może stać się wdowcem.
Gdy usłyszała pytanie Ulyssesa, przeniosła na niego wzrok, sprawiając wrażenie, jakby go nie rozumiała. Jakie to miało znaczenie? I tak miała zostać wkrótce lady Burke, więc czy istotny był powód decyzji nestora? Może chciał zacieśnić więzy między rodami; może chciał pozbyć się starej panny; może obie rodziny planowały zorganizować płynny przepływ informacji pomiędzy Ministerstwem Magii, a interesem na Nokturnie; a może wszystko naraz.
- Nie zdążyłam zapytać. - odpowiedziała, zachłystując się powietrzem i odstawiła filiżankę na spodek. Odruchowo wygładziła sukienkę dłońmi, zapominając że jej wygląd pozostawia wiele do życzenia. Kiedy coś zaszeleściło w salonie, kobieta rozejrzała się nerwowo, ale nie dostrzegła niczego niepokojącego. Leander Crouch nie był głupi, wiedział do kogo może udać się jego córka i z pewnością poczeka jeszcze trochę, a następnie pośle po nią skrzata. Kiedy lord Ollivander usiadł obok niej, oparła głowę o jego ramię. - Boję się, Uly. Tak bardzo się boję… - nie znała swojego przyszłego męża. Pewnie widywała go na korytarzach w Hogwarcie, ale różnica wieku była wówczas zbyt duża. Nigdy nie zamieniła z nim nawet słowa, a za parę tygodni miała przysięgać mu miłość i wierność na ślubnym kobiercu. Człowiekowi, który czarną magię wyssał z mlekiem matki.


So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Ziva Burke
Zawód : Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke https://www.morsmordre.net/t3596-karmelek https://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]23.02.17 10:37
Pytanie wydało mu się logiczne i bardzo istotne, zważając na to, jaki charakter mogły przybrać późniejsze lata. On także był świadomy, jak działała ta gra - pionki były pionkami - wolał jednak wiedzieć, w które zakątki planszy są spychane wbrew własnej woli. Co nie znaczyło, że dziwił się przyjaciółce - pamiętał swoją reakcję na podobne ustalenia, stanowczo zbyt emocjonalną choć umysł trzymał się sprawnie w ryzach, kiedy rzucał sprawne argumenty przeciwko decyzji rozporządzających jego losem, ale drogę do wybrnięcia z nich miał nieporównywalnie prostszą. Tak układał się ich świat, trudny i nie tak idylliczny, jak starali się pokazać. Zepsuty pod warstwą bogactwa. Nie mógł wygłaszać pustych zapewnień, że będzie dobrze, że wszystko da się odkręcić, że znajdzie jeszcze innego męża i ustatkuje się na swój sposób. Życzył jej tego, życzył też sobie, ale choć marzenia ryły się wyraźnie i odciągały od obowiązku, wciąż pozostawał on czymś, co należało wypełnić. Zacisnął szczękę, odwracając głowę i wpatrując się chwilę w ogień. Trzaskał w kominku, nieświadomy smutku, żalu i rozczarowania, krążącego po pomieszczeniu. Ollivander zatrzymał spojrzenie w jego jasnych rozbłyskach, milknąc i dzieląc obecność między płomienie a przyszłą lady Burke, zastanawiając się, jak prawdopodobne było powodzenie tego związku. Z zawieszenia wyrwały go słowa kobiety i jej nieznaczny ciężar, kiedy oparła się o ramię. Jak przez mgłę, wyczuł jej perfumy.
- Ciemność jest straszna dopóki nie nauczysz się w niej poruszać, Ziva - mruknął posępnie, przerywając krótką ciszę. Pragnął ją pocieszyć, a uczucie to nieczęsto gościło w progach jego świadomości, zarezerwowane dla wyjątkowych, bliskich. Cóż jednak z pustych słów? Nie używał ich, nie strzępił języka na darmo. Żadne z nich nie miało wpływu na rozwój krzywdzącego planu. Im szybciej ochłonie i przyjmię do siebie wiadomość, tym lepiej. Jako kobieta nie miała do gadania zbyt wiele, nad czym ubolewali w tej chwili razem. - Sprecyzuj swój strach. Ujmij go w słowa, szybciej go oswoisz. Przeszłaś wiele jako lady Crouch. Jako lady Burke nie dasz się stłamsić.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]23.02.17 21:04
Wysłuchiwała różnych historii od Krukonek podczas nauki w Hogwarcie. Wzdychały ukradkiem do starszych Ślizgonów, a następnie dochodził do ich uszu głos rozsądku, mówiący z czego słyną rody, posiadające swoich dziedziców w większości w domu Węża. Między innymi, przewinęło się nazwisko Burke, albo Malfoy. Według pogłosek, świeżo upieczone żony tychże dziedziców, czasem znikały w niewyjaśnionych okolicznościach, a ich imionom przypinano plakietkę dezerterów i wymazywano z rodzinnych drzew genealogicznych. Nigdy się nie zastanawiała nad prawdziwością tych stwierdzeń, ani nie śmiała nigdy zapytać ojca o ich zgodność z rzeczywistością, obawiając się, że posądzi ją o naruszanie godności zaprzyjaźnionych rodów. Teraz stanęła przed faktem. Miała poślubić Edgara Burke’a. Ślizgona z krwi i kości, łamacza klątw. Swoją drogą, profesja też niezbyt chlubna. Przynajmniej tak uważała Ziva.
Wyczuła zmieniający się nastrój Ulyssesa. Już nie był zaniepokojony jej stanem, a jedynie chłodno starał się wytłumaczyć przyjaciółce całą sytuację. Z punktu widzenia trzeciej osoby, mogło się to prezentować odrobinę bardziej optymistyczne, niż jej się wydawało. Ciemność jest straszna dopóki nie nauczysz się w niej poruszać. W tym stwierdzeniu była spora część prawdy. Gdyby tylko dotyczyło czegokolwiek poza dziedziną nielegalnych artefaktów i czarnej magii. Nie widziała siebie w roli przerażającej czarownicy, która para się nielegalnymi profesjami. Pogrążona przez moment we własnych myślach, spoglądała na płomienie ognia, które lizały tylną ścianę paleniska.
- Boję się tego, że jeśli zrobię krok w kierunku tej ciemności, ona mnie pochłonie. I nigdy nie odda. - odezwała się wreszcie. Mówiła z przekonaniem w głosie, rzeczywiście obawiając się swojej nieuniknionej zmiany w zachowaniu. Jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one. - A nawet jeśli, to nigdy nie będę już tą samą osobą, którą jestem teraz. Boję się, że nie odnajdę się jako żona i matka. - była przekonana, że sama obrączka na palcu nie uczyni z niej lady Burke. Na jej barki spadnie o wiele większa odpowiedzialność. Będzie musiała godnie reprezentować nowe nazwisko, dbać o ogień ogniska domowego i przede wszystkim, urodzić dziedzica. Na to nie da się przygotować, tego trzeba doświadczyć, nauczyć się z tym żyć. - A przede wszystkim… - wzięła głęboki wdech ciepłego powietrza, pachnącego lasem. - Boję się, że on mnie zabije, jeśli nie sprostam jego wymaganiom i oczekiwaniom.


So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Ziva Burke
Zawód : Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke https://www.morsmordre.net/t3596-karmelek https://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]26.02.17 22:15
Historie były charakterystycznym wytworem faktów i wyobraźni, przenikając się ze sobą tak zgrabnie, że nie sposób było wyczuć konkretne elementy i rozdzielić je na te dwie kategorie. Ponoć w każdej plotce było ziarno prawdy i nie śmiał temu zaprzeczać. Zawsze brał pod uwagę te skrajne wersje, nawet podane w formie całkiem wiarygodnej opowieści, ale nigdy nie wierzył na słowo. Nikomu. Momentami zaskakiwał tym najbliższych, często poddając w wątpliwość ich relacje - twierdził, że ludzie są zbyt podatni na własne emocje, zakrzywiające tym sposobem tor prawdy. Naginali lekko rzeczywistość, nieświadomie, pragnąc wybielić się i oczyścić imię - własne, rodu, przyjaciela - lub oczernić czyjeś. Wina mogła leżeć po obydwu stronach, mogła też zawisnąć tylko po jednej, ale najbardziej bolała wtedy, gdy w jakiejkolwiek części znajdowała się po stronie opowiadającego.
Być może zapatrywał się na czarną magię trochę inaczej niż Ziva. W jego domu, dokładnie tu, gdzie teraz siedzieli, także była obecna. Nie pod jawną postacią - klątw czy magicznych artefaktów o aurze i mocy zdolnej przeciąć linię życia ostatecznym ciosem. Chowała się między kartami potwornych ksiąg, ale nie wszystkie zdobiły makabryczne ilustracje - większość przetrzymywała wiedzę potrzebną w ollivanderowskiej specjalizacji. Był to dział fascynujący, bez wątpienia kuszący tajemnicami i specyficznym rodzajem odczucia, niemożliwym do opisania. Zakazane kusiło najbardziej. Nie mógł oszukiwać przyjaciółki i przekonywać, że lordowie z rodu Burke byli niesłusznie oskarżani o praktyki magii ciemności i zniszczenia. Pamiętał dobrze dzierżone przez nich różdżki. Wiedział o sklepie na Śmiertelnym Nokturnie. Ulysses, w przeciwieństwie do Zivy, nie widział wszystkiego przez pryzmat ostateczności. Nie wypierał się swojej cichej fascynacji, ale i nie wyciągał jej na światło dzienne, dając ludziom wierzyć w światłe ideały - Ollivanderowie przyczyniali się przecież dla dobra ogółu, zapewniając magiczne, rzeźbione drewienka od wieków. Mało kto przesuwał się w stronę cienia i skrytego w nim oczywistego faktu - narzędzia zbrodni również wychodziły spod ich palców.
Zaniepokojenie wciąż się go trzymało, ale priorytetem było przekonanie Zivy, że jest zdolna do przetrwania w tym małym dramacie, jaki szykowała jej rodzina, dlatego postarał się przekazać jej więcej pewności niż w rzeczywistości posiadał. Wciąż widział ich związek w dosyć ponurych barwach. Wysłuchał słów, nie widząc w jej lękach nic wyolbrzymionego. Lęki a rzeczywistość były wciąż innymi płaszczyznami.
- I w tym wszystkim dzielnie przelewasz strach na słowa. Co innego lepiej udowodni twoją siłę, Ziva? - zapytał cicho, ledwo pozwalając słowom wybić się ponad trzask drewna, otulonego płomieniami. Wyczuwalny spokój sprawiał, że ton, mimo tak niskiego natężenia, utrzymał się w przestrzeni przez chwilę, z niezłomną pewnością udowadniając szczerość. - Bałaś się kiedyś irracjonalnie? Lęk jest najgorszy, kiedy nie potrafisz go skonkretyzować. Paraliżuje. Uniemożliwia unik i krok do przodu. Świadomość to broń w twojej dłoni - subtelna, ale sprawna. Wyzwania hartują, doświadczenia rozwijają - zakończył miękko, zwlekając jeszcze moment z podjęciem kwestii najgorszego ze scenariuszy, jaki malował się w jej głowie. - Nie potrafię sobie wyobrazić, że nie możesz sprostać wymaganiom. Ustaw sobie większą poprzeczkę niż tę stawianą przez Edgara Burke. Nie bądź więźniem własnych słabości. Rozwieję tyle twoich wątpliwości, ile będę w stanie, jeśli tylko nie zapomnisz mi o nich wspominać.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]04.04.17 18:23
Zakazane kusiło najbardziej, wiedziała to doskonale. Była dawną, ciekawską Krukonką. Chciała chłonąć każdy rodzaj wiedzy, nawet ten najmocniej strzeżony. Jednak nigdy nie śmiała wykorzystać swojej plakietki prefekta, aby przemknąć do Działu Ksiąg Zakazanych w Hogwarcie. Nie chciała, aby ktokolwiek opisywał ją w sposób “cicha woda brzegi rwie”, bo z pewnością wyszłoby na jaw złamanie przez nią szkolnego regulaminu. Nie przeszukiwała też gabinetu swojego ojca. Na półkach jego prywatnej biblioteki z pewnością można było znaleźć niezbyt legalne pozycje, ale ostatnim czego chciała Ziva, to ściągnąć na siebie gniew Leandra. Dlatego zachowywała się niczym mysz pod miotłą, nie zgłębiając wszystkich tajemnic skrytych na regałach w rodzinnym domu. Czarna magia napawała ją i strachem, i ciekawością, ale nie była gotowa na poślubienie człowieka, który używa najniebezpieczniejszych zaklęć na porządku dziennym.
- Chyba wolałabym nie wiedzieć. - stwierdziła beznamiętnym tonem. Podniosła głowę z ramienia przyjaciela, aby na niego spojrzeć. Te wszystkie historie o rodzie Burke, plotki o ich sklepie na Śmiertelnym Nokturnie, to one pobudzały wyobraźnie, która tworzyła wiele obaw, w sporej części wyimaginowanych. - Niewiedza zaoszczędziłaby mi wielu stresów. - już miała przed oczami scenę, kiedy podczas czujnego snu, ściska w dłoni swoją różdżkę, ukrytą pod poduszką. Jak drży podczas każdego skrzypnięcia łóżka, które może zwiastować, że Edgar się podnosi i może zechce ją zaatakować. - Jednak jeśli, zakładając optymistycznie, nauczę się poruszać w ciemności, nigdy nie będę już tą samą osobą. Zmienię się pod ich naciskiem. - dodała zrezygnowana. W tamtej chwili nie docierało do niej, że życie wśród Burke’ów może ją zmienić, ale jednocześnie zahartować i pomóc wypracować nowe cechy charakteru, które od zawsze było tłamszone przez Crouch’ów. Wszystko ma swoje złe, ale i dobre strony. Szkoda, że o tych dobrych mówiło się przy rodzie Burke bardzo rzadko, niemal wcale. - O ile nie zabronią mi pisać listów do przystojnych kawalerów, to oczywiście, będę Ci o nich wspominać. - rozmowa z Ulysessem trochę ją uspokoiła, umożliwiła skupienie rozszalałych myśli w jednym punkcie, a przede wszystkim, dodała jej wiary, że przetrwa to małżeństwo.


So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Ziva Burke
Zawód : Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke https://www.morsmordre.net/t3596-karmelek https://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]11.04.17 13:31
Nic specjalnie nie łączyło go z rodem Burke - poza, rzecz jasna, interesami. Mimo tego nie sądził, by praktyki czarnomagiczne wpisywały się w codzienny rozkład dnia mężczyzn o owym nazwisku. Nic dziwnego, że Ziva odczuwała strach, każdy o zdrowych zmysłach, mający przynajmniej podstawowe pojecie o tym, co magia zniszczenia oferuje, wzdrygnąłby się na myśl, że miałby zostać nią potraktowany - kto bowiem reagowałby entuzjastycznie na poddawanie torturom? Dom nie był miejscem na podobne ekscesy - tak jak w normalnym domu na porządku dziennym nie było  używanie zaklęć stricte ofensywnych, tak nie mógł wyobrazić sobie lordów szastających na prawo i lewo czarami mającymi uczynić jawną i trwałą krzywdę rodzinie. Nie znał rodu, który wyróżniałby się brakiem poszanowania dla własnej rodziny i Burke'owie nie różnili się w tym względzie od reszty. Skoro Crouchówna miała być wżeniona, prawdopodobnie widzieli, co robią.
Stres minie. Większą krzywdę wyrządziłby ci szok, gdybyś dowiedziała się później - stwierdził, pewien swego. Liczył na to, że mu ufała - jemu i jego rozsądkowi, trzeźwemu i analitycznemu umysłowi. - Nie skrzywdzi cię. Nie miałby w tym żadnego pożytku. Nie znasz go, ale nie jesteś mu wrogiem i warto się postarać, aby tak właśnie pozostało.
- Na Rowenę, Ziva - burknął pod nosem niezadowolony, z lekka markotny, nie dając jednak dojść do głosu rozczarowaniu, bo nie była to na nie pora - i miał nadzieję, że taka pora nie nadejdzie w przyszłości. - Brzmisz jakbyś nastawiała się na to, że oni cię zmienią. Kontroluj własne zmiany. Zmienisz się, zmieni się wszystko - gdyby wybrali innego lorda, również byś się zmieniła, kto wie, czy nie bardziej - podsunął, zgodnie ze swoim sumieniem i opinią. Naprawdę w nią wierzył, była silna i zniosła w życiu wiele. Uśmiechnął się nieznacznie, z przekorą i krótkim błyskiem w oku, kiedy rzucił jej spojrzenie.
- Zadbaj o kompromis w tej sprawie - poprosił, za zabawne uważając ucinanie tak niezagrażającej korespondencji. - I zastanów się, czy wszystkie plotki o Crouchach znajdują swoje odzwierciedlenie w życiu. Dobrze znać pozory, ale nie warto brać ich za pewnik - zakończył znacznie łagodniej, lecz wciąż niezłomnie, sięgając po filiżankę z herbatą. Cóż, Burke'owie zapewne pili ją również, nie sadził by zastępował ją jakiś tajemniczy eliksir niewiadomego pochodzenia.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów [odnośnik]11.04.17 17:58
Nie umiała sobie wyobrazić jaki sposób czarownice zaraz po ukończeniu Hogwartu stawały na ślubnym kobiercu, aby wymówić sakramentalne “tak” przed mężczyzną niejednokrotnie od nich starszym i nieznanym. Dziękowała Merlinowi za to, że ojciec zgodził się na jej dalszą edukację. Zapewniając prywatne lekcje u Bathildy Bagshot, dał niepodważalną gwarancję wiedzy młodej Crouch’ówny. Mogła się rozwijać, a wczesne zamążpójście zamknęłoby przed nią wiele dróg, którymi w miarę swobodnie kroczyła sobie do dzisiaj. Dzisiaj zapadł wyrok skazujący ją na wzięcie brzemienia odpowiedzialności na swoje barki. Jego wykonanie nastąpi dopiero za miesiąc, łaskawie dając czas na poznanie swojego przyszłego małżonka. W styczniu 1950 roku pogrzebane zostaną jej marzenia, o których spełnianie tak długo walczyła.
Ziva uśmiechnęła się lekko na słowa Ulyssesa, który wspomniał o tym, że szok minie. Oczywiście, że minie. I wtedy zacznie ponosić konsekwencje swoich czynów, której w żaden inny sposób jak niepokornością, usprawiedliwić nie będzie można. Leander od dawna powtarzał, że ktoś kiedyś całkowicie ją poskromi. Chyba tym kimś miał być właśnie Edgar Burke.
- Będę starać się wypracowywać kompromisy. - bardzo życzyłaby sobie, aby jej mąż okazał się człowiekiem, z którym można prowadzić negocjacje. Cóż, pewnie gdyby chodziło o czarnomagiczny przedmiot ze sklepu na Śmiertelnym Nokturnie, negocjacje byłyby jak najbardziej wskazane, ale czy tak samo będzie w przypadku wspólnego życia?
Prawdę mówiąc, nigdy nie zastanawiała się nad plotkami, które dotyczy jej rodu. Może, że Crouche są dosyć pazerni na władzę i chcieliby kontrolować każdy departament Ministerstwa Magii. Niektórzy posiadali też aspiracje na stołek ministra, ale obawiano się wprowadzenia władzy dyktatorskiej. Jednak nikt z pewnością nie posądzał ich o praktykowanie czarnej magii na porządku dziennym. Nie mieli też szemranego biznesu. Wydawali się względnie bezpieczniejszym rodem niż Burke’owie.
Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nagle w salonie aportowała się skrzatka należąca do jej rodziny. Bumelka trzymała w ręku kopertę i wręczyła ją Ulyssesowi. Nietrudno było się domyślić, kto jest nadawcą tego listu. Lord Crouch wiedział, do kogo pierwszego jego córka zwróci się z problemem. Ziva patrzyła jak przyjaciel czyta lekko pochylone pismo jej ojca.
- Nic nie mów. Wiem, co mam zrobić. - westchnęła, nie pozwalając dojść mu do słowa. Nie chciała też wnikać w szczegóły tej korespondencji. Gdyby nie obecność Bumelki, przytuliłaby na pożegnanie Ulyssesa, jednak się powstrzymała, ograniczając się do ciepłego dotknięcia jego dłoni. Wierzyła, że rozumiał czemu żegna go w ten sposób. - Dziękuję, że mnie wysłuchałeś. - dodała i podniosła się z kanapy. Unosząc lekko swoją sponiewieraną suknię, podeszła do skrzatki i chwyciła ją za dłoń. W tej samej sekundzie deportowały się do rodzinnej posiadłości lady Crouch.


List:
Spoiler:

KONIEC


So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Ziva Burke
Zawód : Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke https://www.morsmordre.net/t3596-karmelek https://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Grudzień 1949, rezydencja Ollivanderów
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach