Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[SEN] Utraconych
AutorWiadomość
[SEN] Utraconych [odnośnik]24.01.17 15:38
Ciemność towarzyszy człowiekowi od dnia narodzin, aż po jego śmierć. To w niej się rodzimy i w niej umieramy. To ona cały czas za nami podąża, aby znów zakleszczyć nas w swoich ramionach. Tak niebezpieczna i tak kusząca.

ciekawa przeniosła wzrok na swoje dłonie obracając je i dobrze się im przyglądając. Były małe, delikatne, a na palcach nie znalazła śladów po żadnym pierścionku. Przeniosła następnie wzrok na sukienkę, w którą była ubrana będąc pewną już, że napotka tam biel. I faktycznie ubrana była w białą, jedwabną sukieneczkę, w której sypiała gdy była jeszcze dzieckiem. Jej stopy były bose, ale nie odczuwała ziejącego zimna od marmurowej posadzki.
Rozglądnęła się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Był to korytarz. Dobrze jej znany zresztą, o był on tym samym, który osadzony był w dworku w Fenland, w którym mieszkała. spowity był teraz półmrokiem. Przeniosła zaciekawiona wzrok na ściany. Musiała unieść dość wysoko głowę aby zauważyć obrazy przodków Yaxleyów, których twarze były teraz tak obco zaciemnione, nie  do rozpoznania. 
Była znów dzieckiem, znów tym samym niewinnym stworzeniem. Znów łanią, na którą łatwo było zapolować. Taka bezbronna, taka słaba...
Skierowała swoje kroki wgłąb korytarza stając naprzeciw drzwi, na które padała dziwna łuna światła pochodząca z nie wiadomo skąd.
Znała te drzwi i za nic świecie nie chciała przekroczyć progu tego pomieszczenia.
Z jakiegoś jednak powodu jej dłoń uniosła się, a dziewczynka stanęła na palcach sięgając dzięki temu klamki. Pociągnęła ją w dół, a drzwi z głośnym skrzypnięciem, którego dźwięk przyprawił ją o zimne dreszcze otworzyły się na oścież.
Weszła do swojej sypialni niepewnie rozglądając się po otulającym go mroku. Jedynym oświetlonym miejscem było łóżko. Łóżko, które było równocześnie jej przekleństwem, drzazgą, której nie mogła się pozbyć, raną, której nie mogła wyleczyć.
Łóżko nie było puste. Ktoś na nim leżał, dobrze znana jej osoba. 
-Longinus...- Powiedziała słabo początkowo nie rozpoznając nawet swojego łamiącego się głosu. Przestąpiła kilka kroków w stronę mebla stając wreszcie przy stronie, po której zwykle ona sypiała. 
Od początku choroby jej męża ich łóżko na jej prośbę przeniesione zostało bliżej okna i właśnie od jego strony Longinus wtedy sypiał aby mógł widzieć świat za nim się rozciągający. Piękny widok na Fenland. Tak niedostępny... Bagna, na których się urodził i na których miał zginąć. Teraz nie jest przekonana czy w ten sposób go ukarała, czy też zrobiła mu przysługę.
Stała przy łóżku wpatrując się w białe prześcieradło nie chcąc patrzeć w stronę mężczyzny. Przygryzła wargę i zaplotła ze zdenerwowania ze sobą ręce wykręcając swoje palce w różne strony. Co miała zrobić?
To samo co zrobiła lata temu. Wypuściła głośno powietrze z ust i z lekkim trudem wdrapała się na łóżko kładąc się obok Longinusa. Nie patrzyła się na niego nie potrafiła. Jej wzrok wbity był cały czas w sufit. A przynajmniej myślała, że właśnie tym on jest gdyż widziała tylko i wyłącznie czerń. 
Nieśmiało wręcz powędrowała dłonią po materiale prześcieradła w stronę mężczyzny odszukując tą należącą do niego. Tak dużą, kontrastującą z tą nią temperaturą. Jego była tak bardzo ciepła, przyjemna, bezpieczna.
-Boisz się?- Słysząc jego głos drgnęła otwierając usta z zaskoczenia. To był on. ten ciepły, znajomy głos o przyjemnym tembrze. Mówiący tak wspaniałe słowa, wywoływujący uśmiech na jej ustach. Teraz brzmiał odlegle, ale to był wciąż ten sam głos. Jego głos.
-Nie.-Odpowiedziała pewnie, choć nie była przekonana czego miałaby się tak naprawdę bać. Jego? Nie miała powodu.
-A śmierci?-Po dość długim czasie usłyszała drugie pytanie, które zbiło jej z tropu. A czemu miałaby? Widziała ją codziennie. mogła zginąć w każdej chwili czy top będąc zbitą, czy ginąc z powodu choroby. czemu miałaby się bać czegoś nieuniknionego.
-Nie.-Odpowiedziała znów z przekonaniem zmuszając się aby przenieść na niego swój wzrok. Blond włosy, znajomy zarost, ciepły uśmiech i te niebieskie oczy, choć teraz przepełnione były szarością. Nie potrzebowała ich jednak widzieć. Dobrze pamiętała ich barwę. 
-Nie swojej śmierci. Czyjejś. -Brnął w pytania dalej, a ona miała już ich dość. Była zmęczona. Miała ochotę wtulić się w jego pierś i zasnąć. Czyjejś... obcej jej osoby? Nie. Wiele ludzi ginęło każdego dnia. gdyby się tego bała żyłaby w ciągłym strachu. A kogoś ci bliskiego? Głos rozbrzmiał w jej głowie. Należał do niej? Longinusa? A może kogoś innego? Nie wiedziała, ale te słowa ją wręcz przeraziły. Oczywiście, że się tego bała. Utrata kogoś jej bliskiego byłaby koszmarem. Kochała swoją rodzinę ponad wszystko i nie chciała nikogo z niej widzieć martwego. 
-Jeśli mnie puścisz nie zniknę. - Powiedział uśmiechając się słabo i wbijając w nią ciepły wzrok. Kłamał? Mówił prawdę? Nigdy jej przecież nie oszukał. Dlaczego miałby robić to właśnie teraz? A ona była tak bardzo zmęczona. Chciała tylko na chwilę odpocząć. Tak bardzo zmęczona...
Puściła niepewnie jego dłoń i w tym samym momencie mężczyzna leżący obok niej zniknął. Rozpłynął się, przemienił w czarną maź, którą zaczął wsiąkać materac i która rozlewała się na boki skapując na podłogę, brudząc białą sukienkę dziewczynki. Jej niewinność, słabość, bezbronność.
Przerażona wpatrywała się w czarną plamę, a po chwili w pokoju rozbrzmiał dziecięcy płacz. Tak gorzki, tak szczery, tak żarliwy i nie należący do niej.
Rudowłosa dziewczynka szybko zerwała się z łóżka w pośpiechu siadając przy ścianie i przyciągając do siebie kolana, w których schowała głowę. Oddychała szybko, a serce bijące jej w piersi złośliwie biło coraz szybciej. Chciała aby całkiem się zatrzymało. 
Po jakimś czasie niepewnie uniosła wzrok do góry widząc na łóżku ciemną sylwetkę. Był to mężczyzna, ale na pewno nie jej mąż. Jej oczy otworzyły się w zdumieniu, a ją samą sparaliżował strach.

A wszystko ponownie zalała ciemność...


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
[SEN] Utraconych 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
[SEN] Utraconych
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach