Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Uliczka

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Uliczka  - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Uliczka  - Page 4 Empty
PisanieTemat: Uliczka  [odnośnikUliczka  - Page 4 I_icon_minitime06.02.17 13:08

First topic message reminder :

Uliczka

Jedna z wielu uliczek znajdujących się na obrzeżach. Jest tu dużo spokojniej niż w tłocznym, hałaśliwym centrum miasta i momentami można zapomnieć, że to nadal jest część Londynu. Domów jest niewiele i są do siebie bardzo podobne, zamieszkane głównie przez mugoli, a uliczką z rzadka przesuwają się użytkowane przez nich pojazdy. Tuż obok ulicy znajduje się także park, ale jest bardziej zapuszczony niż te miejskie, a znajdujące się tu alejki i ławeczki powoli niszczeją. Po zmroku budzi nieco niepokojące wrażenie, szczególnie w miejscach oddalonych od ulicy i wątle oświetlanych alejek, ale za dnia to zwyczajne, ciche miejsce uczęszczane głównie przez okolicznych mieszkańców. Zarówno w parku, jak i na otaczających go uliczkach i niepozornym osiedlu niewiele się dzieje.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Farley
Alexander Farley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

how do I know?
because I'm not stupid


OPCM : 51
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Uliczka  - Page 4 Xnfq1wg

Uliczka  - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka  [odnośnikUliczka  - Page 4 I_icon_minitime27.05.21 21:22

Ostatnie kilka dni było jak prawdziwie nieprzyjemne skutki uboczne po przeterminowanym eliksirze. Nie był pewien czy w przeciągu tego tygodnia jego skóra nie widziała aby największej ilości maści na oparzenia niż przez całą resztę swojego żywota – niestety choćby bardzo chciał, nie był w stanie sprawdzić tej teorii. Ach, słodka pamięć, ten tylko wie ile cię trzeba cenić, co cię stracił.
Świat jednak nie zamierzał czekać na to, aż się wyleczy. Świat od niego wymagał, wymagała też Tonks z którą umówił się przecież na bardzo konkretne działania i wystawienie jej teraz do wiatru nie miało racji bytu. Oboje byli odpowiedzialnymi, dorosłymi ludźmi i skoro spotykały ich reperkusje ich czynów – w jego przypadku felernego końca potyczki z Rycerkami w Niebieskim lesie – musieli zacisnąć zęby, zażyć eliksir przeciwbólowy i iść dalej.
Ubrał się ciepło, na czarno i dość standardowo, w solidne buty z grubą podeszwą, wytrzymałe spodnie, ciepły i zaskakująco niegryzący sweter z golfem i sięgający kolan płaszcz. Wciąż wrażliwe po oparzeniu dłonie chował w skórzanych rękawiczkach i przypasał sakwy, w których kryło się osiem fiolek z eliksirami: podstawowym antidotum, eliksirem przeciwbólowym (jego ulubiony trunek ostatnimi czasy), kocim krokiem i wzrokiem, wężowymi ustami, niezłomności i dwiema porcjami złotego eliksiru. Wziął ze sobą jeszcze dwa białomagiczne kryształy i, rzecz jasna, różdżkę, a także broszę z alabastrowym jednorożcem otrzymaną od Bertiego, czerwony kryształ, bransoletę z włosów syreny i fluoryt. Nie ruszał się nigdzie bez nich i dziś nie zamierzał tego zmieniać. Jego stroju dopełniła czarna chusta, którą naciągnąwszy na nos zasłonił większość swojej twarzy, od niedawna ozdobionej nienachalnym zarostem, a na głowę wcisnął czarną czapkę, którą podkradł Louisowi. Doskonale chroniła uszy przed mrozem, mógł też bez problemu związać i wcisnąć pod nią swoje nieco przydługie włosy. Uporczywe loki były jednak dość ciężkie do poskromienia, toteż wciąż wystawały spod brzegu czapki, nie wchodząc jednak w bystre, szaroniebieskie oczy, które nawet nieco zamroczone krążącym w ciele przeciwbólowym specyfikiem pozostawały czujne. Musiał tu pójść na ten kompromis, bowiem inaczej nie był w stanie utrzymać za długo różdżki w dłoniach.
Wyszedł kilka godzin przed tym, jak miał spotkać się z Tonks. Musiał jeszcze poobserwować trochę szpital,a to nie miało być zajęcie, które zajmie mu kwadransik, po którym zawinie się do domku na herbatkę z pokrzywy i grzankę. Musiał dostać się do Londynu, a później pokręcić się po uliczkach, wejść na jeden dach, drugi, trzeci. Od jakiegoś już czasu śledził szpitalne schematy z odległości, szukał potwierdzenia wzorów w funkcjonowaniu szpitala, które poznał od podszewki i które miały mu zapewnić sukces. I potwierdzenia te znajdował, lecz nie dziś. Dziś coś się zmieniło. W medycznym mrowisku ruch był dziś nad wyraz wysoki, a kiedy patrzący z góry Alexander dostrzegł przy wejściu do szpitala bogato ubraną delegaturę w ministerialnych szatach wiedział już, że będzie musiał poczekać – i ani trochę mu się to nie podobało.
Kiedy pojawił się na miejscu czekała już na niego. A przynajmniej po krótkiej grze w podchwytliwe pytania był pewien, że to ona. Przykucnął za załomem muru, spoglądając na Tonks, po czym pokręcił lekko głową.
Odpuszczamy dziś moje, zostajemy przy twoim. Mają dziś jakąś wizytację z Ministerstwa i to zbyt duże ryzyko – mruknął, nie do końca zadowolony z faktu, że musiał przełożyć na później swoje plany. – Spróbujemy jutro, dzień po wizycie powinni być w generalnym rozprężeniu – dodał, wiedząc, że Justine na pewno dostrzeże to samo, co widział w tym on. Szansę, aby z ich włamania do Munga wycisnąć więcej, niż początkowo zakładał. – Zamieniam się więc w słuch – rzucił cicho, spoglądając z iskrą w oku na Tonks, po czym nieznacznie wychynął zza załomu, aby rozejrzeć się, czy nikt się nie zbliżał. Było pusto.





it is said that ignorance kills
but sometimes we die because we are so bloody smart

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Zawód : partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Uliczka  - Page 4 Just6

Uliczka  - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka  [odnośnikUliczka  - Page 4 I_icon_minitime28.05.21 13:08

Oczekiwanie nie przeciągało się długo w zmienionych ciemnych włosach pozostawała skryta pod naciągniętym na głowę kapturem. Widoczne były jedynie przenikliwe, niebieskie jak niebo w słoneczny dzień oczy, które niby od niechcenia przesuwały się po otoczeniu wyglądając zagrożenia. Sprawa – a może bardziej sprawy, które mieli do ogarnięcia nie należały do łatwych. Ale też oni nie należeli do przeciętnych. W ciągu mijającego czasu zyskali na sile – zarówno ona, jak i Alexander. Zawsze wiedziała, że zaangażowanie jest jedną z podwalin samorozwoju. Zaparcie, uparta kontynuacja powziętej myśli. Codzienne ćwiczenia i treningi, monotonne zgłębianie się w największe tajemnice białej magii przyniosło swoje owoce. Pozwoliło jej się rozwinąć do poziomu, do którego nie sądziła, że jest w stanie dojść. Tak naprawdę, nie była nikim szczególnym. Posiadała wyjątkową umiejętność i równie ponadprzeciętny upór. Tylko tyle.
Albo aż.
Nie czekała długo w końcu dostrzegając znajomą jednostkę, ale nie pozwalając by wzrok ją zwiódł. Musiała wiedzieć, a oni wszyscy musieli być… nieufni. Wiedziała, że nie tylko oni posiadali metamorfomagów. Macnair był jednym z nich. Wątpiła, że byłby w stanie podszyć się pod Alexandra, ale wolała zakładać i taką możliwość. Zadała pytanie, a potem odpowiedziała na te, zadane przez Farleya, ostatecznie skinając krótko głową. Ciemne włosy ciasno miała spięte z tyłu głowy, tak by żaden z kosmyków nie wydostał się i nie był w stanie przeszkodzić jej w czymkolwiek, czego dzisiaj się podejmą.
Sprawdziła jeszcze raz kieszenie, żeby upewnić się, czy w lewej znajduje się druga różdżka, ta, która należała wcześniej do Edgara Burke – wolała być przygotowana na wszelką ewentualność i to, że ta jej, może znów wymknąć się z jej dłoni. Poprawiła palce prawej dłoni na białym drewnie znajdującego się wewnątrz kieszeni.
Zrobione wcześniej rozeznanie pozwoliło się chociaż trochę… zorientować i przygotować do tego, czego miała się podjąć. Zima dopiero się rozpoczynała, a wojna trwała w najlepsze - jasnym było, że zapotrzebowanie na medykamenty tylko wzrośnie. Nie tylko przez fakt nadchodzącej pory roku, ale i przybywających każdego dnia potrzebujących. Wzięła powietrze w płuca, wypuszczając je, tworząc wokół ust niewielki obłoczek.
- Pamiętam jedną sprzed dwóch lat, cieszyłam się ze pracuje w terenie. – przyznała ze spokojem, unosząc rękę, żeby odgarnąć za ucho w charakterystycznym geście włosy, mimo, że te znajdowały się w szczelnym upięciu. Na przyjęcie rewelacji z jego strony skinęła krótko głową. – Co trzeci dzień, zawsze trochę po szóstej wyrusza transport z Apteki Zabinich, wyjeżdża z miasta tą uliczką, a później kieruje się w stronę Bedmond. – zaczęła, brodą wskazując drogę niedaleko. Nie podnosiła głosu, nie musiała. Oczy jednak rozważnie sprawdzały otoczenie. – Zasadzimy się już za miastem, w pewnym momencie muszą przejechać przez dość zalesioną trasę. Obłożymy ją Salvio Hexią – spojrzała na zegarek – Jeśli wyruszą jak wcześniej mamy godzinę – wtrąciła, chowając go do kieszeni. – Kiedy wjadą petryfikujemy prowadzących i cóż, dwa wyjścia, możemy pomniejszyć transport i zniknąć w lesie, albo ukraść wóz- ten z pewnością bardziej będzie rzucał się w oczy. – uniosła rękę, żeby podrapać się po policzku. – jak myślisz? – zapytała Alexa, zawieszając znów na nim spojrzenie.





And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Powrót do góry Go down
 

Uliczka

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21