Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Francja 1945-1947
AutorWiadomość
Francja 1945-1947 [odnośnik]18.02.17 7:15

Jej matka była zawsze dla niej autorytetem. Piękna, inteligentna, zawsze wiedziała co powiedzieć, szacowała i oceniała, nigdy nie działała impulsywnie. Może i nigdy nie miała z nią dobrych relacji, ale to nie znaczyło, że nie chciała być taka jak ona. Jej matka prócz faktu, że jest wspaniałą manipulatorką, a etykietę zna lepiej od nie jednej guwernantki jest również uzdolnioną czarownicą. Prócz niezwykłej zdolności w dziedzinie zaklęć jej matka jest również oklumentką. Och, jak wiele młoda Rowan oddałaby aby matka zgodziła się na nauczanie jej tej dziedziny magii. Magia umysłu... tak odległa, tajemnicza, niczym czarna magia. Subtelna i potężna. Matka nie była zadowolona z prośby córki. Od razu nie zgodziła się argumentując to tym, że Rowan nigdy ta wiedza potrzebna do życia nie będzie. Ma się skupić ona na nauce w szkole i cały swój wysiłek włożyć w to aby w przyszłości być dobrą partią do za mąż pójścia. Rowan chciała jednak czegoś więcej. Pamięta dobrze jak serce kołatało jej w piersi gdy wkradała się do pokoju rodziców szukając czegoś przydatnego. Znalazła. Woluminy matki.Mówiły one nie tylko o oklumencji, ale również o hipnozie i legilimencji. Tak potężna i jedynie na wyciągnięcie ręki. A przynajmniej tak jej się początkowo zdawało. Samo czytanie tych woluminów prócz zgłębienia teorii nic więcej jej nie dało, a bez nauczyciela opanowanie tejże dziedziny magii graniczyło z cudem. Wiedziała o tym, bo próbowała. Ale to właśnie te woluminy pomogły jej się ukierunkować. Zdecydowała, że gdy tylko zyska ku temu okazję rozpocznie naukę legilimencji, a nie oklumencji tak jak początkowo zakładała. Ojciec nie bez powodu zawsze jej powtarzał, że najlepszą obroną jest atak. Tak oto jej skromne marzenia na pewien czas zostały odepchnięte w zapomnienie.

Jak się okazało kilka lat później jej marzenia miały okazję się ziścić. wyjazd do Francji otworzył przed nią nowe perspektywy, a poznani tam ludzie ukazali jej ścieżki, którymi mogła podążać. Wystarczyło jedynie chcieć.
W czasie pobytu na obczyźnie miała okazję poznać wielu ciekawych ludzi między innymi wśród nich znalazł się Francis. Był francuzem, czarodziejem czystej krwi. Poznała go w czasie stażu, był jej pacjentem. Od słowa, do słowa znaleźli wspólny język i postanowili, że ich relacja przestąpi progi tamtejszego Munga. Minął miesiąc, a między nimi zrodziło się coś rodzaju przyjaźni. Zadziwia ją to po dziś dzień. Rowan nie jest typem osoby ufnej. Aby kogoś tolerować, zaznajomić się, a co dopiero zaprzyjaźnić ktoś musi sobie zaskarbić jej szacunek. W tym przypadku było inaczej. Dzieliła ich aż dziesięcioletnia różnica wieku, ale nie stanowiło to dla nich żadnego problemu. Mężczyzna z tego co wspominał nie miał rodziny, nie nosił obrączki na palcu, a jednak było widać od razu, że coś ukrywa. Nie pytała. Nie miała do tego prawa. On również nie pytał jej o przeszłość, choć tak naprawdę nie miała też i nic do ukrycia. W jednej z ich rozmów przypadkowo wyszło na jaw, że mężczyzna zna legilimacje oraz podstawy oklumencji. To było dla niej szansą. Szansą, której nie miała zamiaru dać wymsknąć się przez palce.



Nie rozważał długo jej propozycji, zgodził się bez dłuższego zastanowienia, choć zapewne znając jej myśli już dawno poznał jej plany i mógł to wcześniej w spokoju przemyśleć.
-Znając ciebie teorie masz w małym paluszku. -Stwierdził rozbawiony przyglądając się dziewczynie siedzącej naprzeciwko niego. Naburmuszyła się i wywróciła oczami dobrze wiedząc, że mężczyzna ma rację. Prócz woluminów matki korzystała jeszcze z innych źródeł skąd mogła czerpać wiedzę. Ale sama wiedza teoretyczna to za mało. Nagle rozbawienie mężczyzny uleciało gdzieś w zapomnieniu, a on zmierzył ją poważnym spojrzeniem.
-Więc dobrze wiesz jak potężna jest to magia, jakie konsekwencje za sobą niesie i nadal chcesz ją zgłębiać? - Zapytał mrużąc lekko oczy oczekując odpowiedzi. Konsekwencje nie będą jednostronne. Dosięgną również i jego. Jeśli rudowłosa opanuje tą umiejętność jego umysł zostanie w czasie lekcji odsłonięty, nagi, bezbronny. On również podejmował ryzyko. jest bezkompromisowy, nie będzie odwrotu, a ona nie miała najmniejszej ochoty na to aby się zatrzymać i zawrócić.
-Tak.- Odpowiedziała pewnie unosząc przy tym głowę do góry aby podkreślić wagę swych słów. Mężczyzna zadowolony uśmiechnął się półgębkiem, wstał i wyciągnął w jej kierunku dłoń.
-Zacznijmy więc. -Chwyciła ją wpatrując się w niego ufnie. Dopiero teraz zacznie się prawdziwa praca...



Początki nigdy nie są łatwe. Zdawała sobie sprawę od samego początku, że nauka tak potężnej umiejętności do łatwych nie będzie należeć. To tyczyło się zresztą obu z dziedzin magii umysłu. Ofensywa i defensywa, obrona i atak tego co najbardziej chcemy skryć - nasze myśli, pragnienia, wspomnienia. Nigdy nie miała większych problemów z rozszyfrowaniem ludzi. Z większości z nich czytała niemal jak z książki, ale oczywiście zdarzały się wyjątki. Irytujące przeszkody, przez które nie była w stanie przeskoczyć. Może to właśnie to ją zmotywowało? Może dzięki opanowaniu legilimencji żaden człowiek nie będzie stanowił dla niej wyzwania? 
Razem z mężczyzną znaleźli odpowiednie miejsce do nauki. Oczywistym faktem było to, że nikt nie mógł ich przyłapać, ani tym bardziej rozpraszać.
Na naszej pierwszej lekcji zaprezentował na mnie działanie legilimencji. Chciał abym poczuła jej działanie na własnej skórze: wdzieranie się do umysłu, 
i ten brak możliwości obrony. Nie był subtelny. Robił to wszystko gwałtownie, szukał, przeglądał zupełnie tak jakby wszedł do biblioteki, przechodził między półkami znajdując odpowiedni dział i wybierając tę książkę, która na ten moment go interesowała. Po wszystkim nie była pewna, czy była na niego bardziej zła, czym może mu wdzięczna... zapewne obie te opcję były prawdziwe.


Pierwsze lekcje polegały na pokonaniu barier w umyśle mężczyzny. Samo skupienie magii, siebie samej, znalezienie sposobu jak dokładnie to zrobić było chyba najbardziej czasochłonne. Jedyne co otrzymała od mężczyzny to wskazówki, reszta zaś należała już zupełnie do niej. Niestety sztuka nie kończyła się na tym. Pokonanie nie tak jeszcze silnych barier w jego umyśle... to było wyzwanie. Jak ją zniszczyć? Jak znaleźć szczelinę w murze? A może trzeba go obejść? Szukanie odpowiedzi na te pytania trochę zajęło. 
Kilka razy popełniała błędy, te same, monotonnie, niczym dziecko we mgle. Gdy udawało jej się pokonać bariery mężczyzny często się rozpraszała, a to właśnie ten moment był kluczowy. Bariery choć zostały złamane to dawały również sygnał o wdarciu się przez nią do jego umysłu. To właśnie był ten moment gdzie może on ją najzwyczajniej "wypchnąć".
Dopiero po jakimś czasie zauważalne były efekty. Przebicie słabych barier nie stanowiło już wyzwania. Co prawda pozostanie w umyśle sprawiało jej jeszcze problem, ale z czasem i one uległy poprawie. Teraz przed kobietą stało zupełnie inne zadanie: szukanie. 
Obrazy, których nie jest w stanie rozszyfrować. Mgliste, zamazane, nic jej nie mówiące. To było niezwykle frustrujące. Potrafić wedrzeć się do czyjegoś umysłu, ale nie potrafić jeszcze wykorzystać w odpowiedni sposób tej umiejętności. Tak nie wiele, a jednak... Frustracja wywoływała złość i choć ta negatywnie wpływała na jej skupienie to dodawała jej też pewnego rodzaju motywacji. Zaciskając mocno szczękę i próbując uspokoić swój oddech ponownie przeniknęła do jego umysłu. Początkowo widziała tylko pustkę. czerń otaczającą ją z każdej strony. Później usłyszała dźwięki. Dalekie, niewyraźne, z każdą chwilą jednak nabierające mocy. Obraz ukazał się jedynie na chwilę, a zaraz później ponownie została brutalnie wypchnięta z umysłu mężczyzny ze wspomnieniem blondwłosego małego chłopca siedzącego na podłodze w otoczeniu lewitujących wokół niego zabawek.

Woda, słońce, czułe słowa, splecione ze sobą dłonie, ślub, uśmiechy na twarzach, dzień przepełniony szczęściem. Chciałaby widzieć takie wspomnienia zawsze. ciepło, które ze sobą niosły miały wpływ również i na nią odprężając ją tworząc wizje jeszcze bardziej krystalicznymi, czystymi.
-Jest lepiej.- Stwierdził patrząc na nią z góry i krzyżując ramiona na piersi. Nienawidziła tego spojrzenia. 
Tylko nie obrośnij w piórka. To co zdążyłaś się już nauczyć jest wciąż niewystarczające aby zadowolić mnie, czy ciebie samą. - Wiedziała to i bez jego słów. Tym więcej potrafiła, tym bardziej chciała zgłębiać tą wiedzę.Przenikanie umysłu pochłaniało ją coraz bardziej i poświęcała mu cały swój wolny czas.Jej życie we Francji ograniczało się do stażu, brata zawsze czekającego na nią w domu oraz do Francisa. Zadziwiające było to jak mężczyzna potrafił się zmieniać. Jego maska była dopracowana perfekcyjnie, choć on sam nie chciał jej powiedzieć dlaczego musiał nauczyć się ukrywać swoje prawdziwe emocje. W ten oto sposób czarujący i miły blondyn w trakcie ich zajęć przemieniał się w wymagającego i surowego nauczyciela.
-Postaram się bardziej. -Odpowiedziała na co ten zmarszczył brwi i zbliżył się do niej bardziej. 
-Postarasz? -zapytał patrząc prosto na nią, ale tak jakby ją tym spojrzeniem przenikając. Zupełnie tak samo jak jej umysł.
-Zrobię to. - Uniosła głowę do góry rzucając mu podobne wyzywające spojrzenie. Trwali tak przez dłuższy czas, aż w końcu odsunął się on o kilka kroków do tyłu kiwając głową.
-Udowodnij więc...- I podjęła się tego wyzwania i robiła to non stop z lepszym, bądź gorszym skutkiem. Francis wciąż ukazywał jej to co chciał aby ta zobaczyła. Był to sukces, ale znikomy. Zbyt mały jak na jej ambicje.



Od razu gdy weszła do umysłu mężczyzny zauważyła, że coś jest nie tak. Pokonała ją... barierę. Zaskoczyło ją to, ale nie zwlekając zaczęła przeglądać jego wspomnienia. Widziała te lepsze i gorsze dni. Jedne pełne cierpienia, drugie zaś radości. Jednakże jedno z nich przyciągało od początku je uwagę. Nie bez powodu zresztą. Było ono dość dobrze skryte za resztą z nich.
Mężczyzna płacząc tulił do swej piersi małego blondwłosego chłopca. Martwego blondwłosego chłopca. Nigdy w swym życiu nie widziała tak tragicznego obrazu. Mężczyzny wyjącego niema z bólu kurczowo trzymającego wątłe ciało. Dopiero w tym momencie zrozumiała jaką naprawdę moc skrywa legilimencja. Odsłania najgłębiej skrywane tajemnice, emocje. Czyni człowieka nagim, bezbronnym, słabym. Właśnie taki obraz widziała przed sobą i właśnie taki obraz zobaczyła gdy tylko wyszła z umysłu mężczyzny. Na jego twarzy wypiętnowany był wręcz ten ból, który jeszcze kilka sekund temu miała okazję poczuć. Nie wiedziała, nie wyobrażała sobie jak wielką stratą musiała być dla kogoś utrata dziecka. Okrutnie odebrane z tego świata, skrzywdzone przez los. Ten ból piętnował i zostawał na zawsze. Teraz już to wiedziała.
-Na dziś koniec. - Powiedział cicho nie patrząc się nawet na nią, a ona wyszła. Bo go szanowała, bo on tego chciał. Tego dnia niestety nie było jej dane poczuć posmaku satysfakcji.


Tamten dzień przepadł w zapomnienie. Nie rozmawiali na tamten temat, a Rowan nigdy nie pytała. Wiedziała i tak wystarczająco dużo i to rzeczy, o których nie chciała mieć pojęcia. Francis czym ją zaskoczył chciał wrócić do nauki już następnego dnia na co oczywiście przystała. Czas mijał a ona coraz lepiej potrafiła korzystać z nowo nabytej umiejętności. Niestety wszystko musi mieć też i swój kres.
-Dziękuję. - Powiedziała lekko się do niego uśmiechając, a następnie opierając dłoń na jego klatce piersiowej, stanęła na palcach i pocałowała go w lewy policzek szybko jednak cofając się o krok.
-Mogłabyś się lepiej postarać. -Rozbawiona uderzyła go w ramię na co ten się żartobliwie skulił.
-Jeśli ci twoi arystokraci kiedyś cię zdegradują lub znudzi ci się to całe sztywniackie życie, a mnie nie uwiedzie jakiś rudzielec to zawsze możesz wrócić. -Zaproponował, a ona nie do końca była pewna czy mówił to poważnie, czy nie. Z nim nigdy nic nie wiadomo. Była mu wdzięczna i pewnie wróci do Francji pewnego dnia, ale co najwyżej to na wakacje. Miała zamiar spełnić swoje obowiązki i przynieść dumę rodzinie.-Uwierz mi, że gdy tak się stanie z chęcią wrócę i będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie. - Oby jednak ten dzień nigdy nie nastąpił. Pożegnali się, a ona wróciła do rezydencji brata. Musi się przygotować. Jutro ponownie wraca do Anglii. Nowa, odmieniona, niepewna tego co przyniesie jutro, ale pewna tego co potrafi.



Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Francja 1945-1947 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Francja 1945-1947
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach