Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Gabinet Lupusa

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Lupus Black
Lupus Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime27.02.17 10:25

Gabinet Lupusa

Mieszczący się tuż obok sypialni gabinet jest miejscem, w którym Lupusa można najczęściej zastać. Jeśli aktualnie nie pracuje nad żadną sprawą dotyczącą pacjenta, to na pewno rozrysowuje kolejne drzewa genealogiczne arystokracji. Twarde, hebanowe biurko zawsze jest zawalone mnóstwem ksiąg oraz pergaminów; na ścianach widnieją nieruchome portrety przodków, regały uginają się od różnych tomów, a barek przechowuje najlepsze wersje Toujours Pur.
Na gabinet nałożone jest zaklęcie Muffliato.

[bylobrzydkobedzieladnie]




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.


Ostatnio zmieniony przez Lupus Black dnia 05.09.17 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
Victoria Parkinson

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime02.04.17 23:06

| Data?

Mogłam się domyśleć, że mój ojciec nie będzie długo próżnował i szybko zabierze się do ponownego szukania dla mnie partnera. Już niedługo ponownie miałam zostać ubrana w piękną zieloną suknie, zapewne z kokardą w pasie i pięknie się uśmiechać, gdy mój partner będzie nazywać mnie swoim prezentem. Tak bardzo słowa lady Nott zapadły mi w pamięć, że nadal nie mogłam pozbyć się tej myśli, że byłam jedynie rzeczą, ładnie zapakowaną i wystawioną na sprzedaż temu, który da za mnie więcej. Wątpiłam bowiem, aby ojciec dbał o to, abym trafiła w dobre ręce. Liczyła się dla niego szybkość i łatwość transakcji. Oczywiście, nigdy nie odważyłabym się powiedzieć tego na głos. Nie chcę wiedzieć jak bardzo się zezłościł, gdy poprzednie zaręczyny zostały zerwane. Może lady Nott moja osoba mi się jednak nie spodobała? Kto wie. Nie przypuszczałam jednak, że będzie szukać dla mnie mężczyzny tak blisko. Przecież Lupusa znałam od małego, był dla mnie czymś w rodzaju starszego brata, z którym bardzo lubiłam rozmawiać i tańczyć, ostatnio spędziliśmy bardzo miłe chwile na ślubie mojej bliskiej koleżanki. Ponownie sobie zaufaliśmy rozmawiając o rzeczach o których być może nie powinniśmy. Może dlatego poczułam taką łatwość w podjęciu decyzji, że powinnam spróbować porozmawiać z nim o tym, czego się dowiedziałam.
Była końcówka kwietnia, późne popołudnie. Starannie przeczesywałam włosy przed toaletką, gdy na zegarze wybiła godzina za dziesięć piąta. O piątej zapowiedziałam swoją obecność przy Grimmuald Place 12 i absolutnie nie chciałam się spóźnić. Moja przyzwoitka oczekiwała mnie już przy kominku i przy pomocy sieci Fiuu obie przeniosłyśmy się pod wskazany adres. Dzisiejszego dnia rodziców nie było w domu dlatego nie musiałam tłumaczyć się z tego gdzie i w jakim celu idę i dlaczego do mężczyzny. Będąc w jego posiadłości nie było mowy o tym, aby wieść o moim wyjściu z domu miała do nich dotrzeć, planowałam wrócić do posiadłości przed ich powrotem. Pojawiłam się przed kominkiem na Grimmuald Place i czekając aż służba lorda Black’a do mnie podejdzie, zajęłam się otrzepywaniem swojej skromnej, aczkolwiek bardzo ładnej, zielonej sukienki z pyłu. Naprawdę nie chciałam urazić Lupusa swoim nieodpowiednim wyglądem. Służba ukłoniła mi się nisko i poinformowała, że lord Black oczekuje mnie w swoim gabinecie, do którego podążyłam. Delikatnie rozglądałam się po ścianach i pomieszczeniach, które miałam, ponieważ ciągle gdzieś z tyłu głowy miałam myśl, że być może już niedługo to miejsce stanie się także i moim domem. Ciemność i ponurość tego domu niezwykle mnie przytłaczała. Jakże różne było to miejsce od mojej jasnej sypialni, wypełnionej zielenią z balkonem wychodzącym na ogród. Szybko jednak musiałam oderwać się od tych ponurych myśli, gdyż już po chwili znalazłam się przed gabinetem, którego drzwi zostały przede mną otworzone.
- Zostań tutaj - zwróciłam się do swojej przyzwoitki, nie chciałam, aby wchodziła głębiej. Nie było to potrzebne.
Drzwi nie zostały do końca zamknięte, tak aby moja opiekunka mogła spokojnie nas obserwować i pilnować, czy aby nie robimy czegoś nieprzyzwoitego. Ufałam jej jednak i wiedziałam, że to co zobaczy tutaj to tutaj zostanie. Była młodą i miłą kobietą, z którą złapałam przyjemny kontakt.
- Lordzie Black - przywitałam mężczyznę uśmiechając się do niego.
Weszłam do środka, a gdy znalazłam się już na odpowiedniej odległości dygnęłam nisko, tak jak nakazywała etykieta, uprzejmie schylając głowę. Darzyłam go ogromnym szacunkiem, pamiętałam jako przyjaciela swojego brata. Chłopca, potem mężczyznę, którego znałam od małego i naprawdę nie mogłam sobie wyobrazić, że już za jakiś czas będę jego. Ale czy on zdawał sobie w ogóle z tego sprawę?
- Miło mi cię widzieć, znowu, Lupusie. Cieszę się, że nie miałeś nic przeciwko mojej wizycie, mam nadzieję, że nie odciągnęłam cię od jakiejś ważnej pracy? - zapytałam.
Spojrzałam na jego biurko, na którym znajdowało się bardzo dużo pergaminów i ksiąg o nieznanej mi treści. Może gdzieś tu znajdowały się te drzewa genealogiczne, o których jeszcze niedawno mi opowiadał?





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime04.04.17 15:41

/22.04?

Nie spodziewałem się tego, co miało nastąpić. Dzisiejszy dzień był jednym z wielu, które zwyczajowo starałem się przeżyć. Po nocnym dyżurze wróciłem do domu, by zaznać trochę snu oraz odpocząć po trudach pracy. Przez to wstałem dość późno, praktycznie obudzony przez dobijającą się do okna sowę. Niechętnie podniosłem się z łóżka, by przeczytać treść nadesłanej wiadomości. Nie domyślałem się o co może chodzić, ale przystałem na spotkanie. Ostatni raz widzieliśmy się na ślubie Nottów, później wymieniliśmy raptem kilka mało znaczącej korespondencji. Podświadomie wyczuwałem napięcie w nakreślonych starannie tuszem słowach, ale może byłem zwyczajnie przewrażliwiony? Nie poświęcając tej sprawie więcej czasu niż raptem kilka chwil, przygotowałem się należycie do mającej się odbyć o piątej wizycie. Ojciec wcześniej wyszedł na spotkanie (wkrótce miałem się dowiedzieć gdzie się podziewał cały ranek), matka przygotowywała plan niewielkiego przyjęcia, które miała zamiar zorganizować w rezydencji Blacków. Nie wtrącałem się w te sprawy, dlatego miałem jeszcze chwilę czasu na przejrzenie przywleczonej z Świętego Munga dokumentacji. Potarłem w zastanowieniu brodę, ślęcząc nad kolejną kartą zmarłego pacjenta, kiedy z własnego chaosu myśli wybudził mnie skrzat oznajmujący przybycie lady Parkinson. Z niedowierzaniem spojrzałem na stojący na komodzie zegar; faktycznie dochodziła siedemnasta. Wziąłem głęboki wdech, naprędce chowając papiery do szuflady biurka. Kiedy drzwi uchyliły się ponownie, wstałem z siedziska okrążając drewniany mebel zawalony niestety innymi szpargałami. Posłałem wchodzącej kobiecie ledwie widoczny, ale niewymuszony uśmiech.
- Victorio – powitałem ją, ujmując jej drobną dłoń oraz ucałowując jej wierzch. Krótko, przelotnie, jak nakazywały zasady dobrego wychowania. Przyzwoitkę uraczyłem namiastką spojrzenia, widząc, że co jakiś czas zerka do wnętrza pokoju. Ostatecznie zignorowawszy jej obecność wykonałem gest zapraszający. – Usiądź proszę – odparłem jeszcze zanim zadała swoje pytanie. Odsunąłem jej krzesło, natomiast ja sam usadowiłem się po drugiej stronie. Nieprzerwanie lekko bawiła mnie jej kurtuazja oraz zachowywanie odpowiednich zwrotów nawet przy nieoficjalnych spotkaniach. Jednak nie mogłem jej tego zabronić, a zwracanie uwagi nie leżało w dobrym guście, więc powściągnąłem język pozostawiając jeszcze na swojej twarzy nikłe rozpogodzenie, znikające równie szybko co się pojawiające.
- Umówione spotkanie to umówione spotkanie. Zgodziwszy się na nie musiałem liczyć się z tym, że swoje sprawy odłożę na bok – zacząłem z wolna, przysuwając się bliżej blatu. – Na szczęście jestem po nocnym dyżurze oraz drzemce, a żadne naglące sprawy mnie nie trapią – dodałem, by całkowicie uspokoić jej sumienie. – Napijesz się czegoś? – spytałem mimochodem, przenosząc wzrok z jej twarzy na niezwinięte pergaminy, o których oczywiście musiałem zapomnieć. Zaraz jednak uniosłem spojrzenie ponownie. – Przyszłaś z jakąś konkretną sprawą czy w celach wyłącznie towarzyskich? – zadałem kolejne pytanie, będąc po prostu ciekawy dlaczego Parkinsonówna postanowiła zjawić się przy Grimmauld Place 12 tak szybko.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
Victoria Parkinson

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime04.04.17 21:45

Trzeba było chociaż na początku spotkania zachować te wszystkie zasady dobrego zachowania, tym bardziej, że dzisiejszego dnia na moje poczynania patrzyła moja przyzwoitka. Faktycznie, mieliśmy dobry kontakt i wiedziała, że to o czym będziemy rozmawiać, nie wyjdzie poza mury Grimmuald Place 12, to jednak musiałam odpowiednio się zachowywać, aby nie być narażona na jej karcące spojrzenie i ruganie po powrocie do domu. Dygnęłam nisko, podając mu swoją dłoń i niemal na zawołanie zarumieniłam się, gdy jego usta musnęły moją skórę. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, nie byłam po prostu przyzwyczajona do takiego traktowania, nawet mój dawny narzeczony mnie tak nie traktował. Może Lupus okaże się lepiej wychowanym mężczyzną, który będzie potrafił się odpowiednio zachować?
- Dziękuję - odpowiedziałam krótko.
Usiadłam na wygodnym siedzeniu, delikatnie oparłam się o oparcie, dbając jednak o to, aby absolutnie nie zgiąć pleców; dłonie ułożyłam na swoich kolanach, delikatnie przyglądając materiał sukienki. Spojrzałam na niego i na jego zmęczoną twarz. Widać było, że musiał ciężko albo długo pracować. Ucieszyłam się jednak, że znalazł dla mnie czas i mimo tego, że był zmęczony, to zechciał się ze mną spotkać. Zmartwiłam się jednak, że miał tak krótką chwilę na odpoczynek. Gdybym wiedziała, to na pewno nie zapowiadałabym się na dzisiaj, a przyszła jutro albo nawet pojutrze. Nie był to naglący temat, nie dla niego, a dla mnie nie powinien.
Gdybym wiedziała, naprawdę nic by się nie stało, gdybym przyszła jutro albo w twoim w dniu wolnym od pracy, przepraszam - odpowiedziałam jednak.
Tego wymagało moje dobre wychowanie. Naprawdę, ostatnie czego chciałam to zawracać mu sobą niepotrzebnie głowy. Natomiast, gdy zapytał o cel mojej wizyty, to lekko odwróciłam wzrok.
- Chętnie napiję się herbaty - odpowiedziałam najpierw. - I, jeśli miałabym być szczera, to czymś pomiędzy.
Uśmiechnęłam się nawet lekko, żeby przypadkiem nie wystraszył się, że dzieje się coś strasznego. I bynajmniej nie dotyczyło to mojego zdrowia, wtedy na pewno nie odwiedziłabym go w domu, więc i tę kwestię mógł odrzucić. Miałam jednak na myśli coś innego, coś, czego do końca nie wiedziałam jak nazwać ani jak zacząć. W ciszy poczekałam aż skrzat postawi przede mną, i być może przed Lupusem, filiżankę herbaty. Filiżanki herbaty były bardzo dobrym wyznacznikiem czasu, ile powinno trwać spotkanie. Nigdy nie lubiłam bywać u kogoś dłużej, jeśli owa osoba mi sama tego nie zaproponowała. Wydaje mi się, że to odpowiedni okres czasu, idealny na wypicie ciepłego napoju i spokojną rozmowę.
Niestety nie mogłam dłużej milczeć, lord Black napewno zaczął by się niecierpliwić, nie chciałam jednak zaczynać tak z grubej rury od razu.
- Ciężką miałeś noc w pracy? - zapytałam. - Mam nadzieję, że twoja poranna drzemka była dla ciebie wystarczająca. Właściwie to… wiesz, że twój ojciec był dzisiaj od rana u mnie w posiadłości? - zagadnęłam.
Nie bardzo wiedziałam czy dobrze zaczynam, ale chciałam, aby brzmiało to jak najbardziej naturalnie i by nie wyczuł w moim głosie czegoś nieodpowiedniego. Uśmiechnęłam się nawet do niego delikatnie, jak gdyby nigdy nic, po czym uniosłam filiżankę i, mimo że herbata była gorąca, upiłam z niej niewielki łyk. Spoglądając w dół, na zawartość naczynia, czułam na sobie uważne spojrzenie opiekunki.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime10.04.17 12:33

Nie byłem zaznajomiony z instytucją przyzwoitki. Nie miałbym nawet pojęcia, że do ich zadań należy ruganie arystokratek po powrocie do domu, kiedy te zrobią coś niewłaściwie. Szczerze bym się nawet zdziwił, gdyby takowe informacje do mnie dotarły, bo jak to, podnosić głos na szlachciankę? Na wyżej urodzoną damę? Wydałoby mi się to skrajnie niedorzeczne, ale jestem tylko mężczyzną, nie mogę mieć o tym żadnej wiedzy, ani nie powinno mnie to nawet interesować. Tak jak nie interesowała mnie kobieta zaglądająca przez uchylone drzwi. Była jedynie służącą. Cała uwaga należała się Victorii, co też zresztą niezwłocznie uczyniłem, patrząc jedynie na nią. Lata jej służyły, mógłbym nawet przysiąc, że z każdym spotkaniem piękniała, ale zachowałem tę uwagę dla siebie. Taki komplement mógłby być jednak zbyt odważny jak na nasze relacje; gdybym tylko wiedział, że te mają się za jakiś czas zmienić, może nabrałbym śmiałości w kontakcie z Parkinsonówną. A może wcale nie, wiedząc, jak mocno te wiadomości rozerwą mi serce?
Niczego nieświadomy, całkowicie beztroski oddałem się z namaszczeniem prawidłom etykiety, by zaraz zasiąść oraz rozmówić się z siedzącą naprzeciwko mnie kobietą. Nie czułem się zmęczony, nawet nie poirytowany, wręcz całkowicie odprężony. Zdążyłem chwilowo zapomnieć o wyczytanych z karty pacjenta informacjach, zamiast tego płynnie przechodząc w tryb towarzyskiego Blacka chętnie nawiązującego kontakty lub zacieśniający dotychczasowe sojusze. Uniosłem lekko brwi, kiedy powiedziała o dniu wolnym. Chyba pierwszy raz od dawna zaśmiałem się; krótko i cicho, ale jednak.
- Victorio, obawiam się, że trudno byłoby ci się do mnie dostać w dzień wolny od pracy – odparłem ze słabnącym rozbawieniem. – Nie martw się, jestem już przyzwyczajony do takiego trybu życia. Jestem jeszcze młody, krótkie drzemki są wystarczające na zregenerowanie sił – doprecyzowałem już z powagą, licząc na zrozumienie. Chciałem się z nią spotkać po dość długiej przerwie, nie widziałem w tym nic niestosownego patrząc na formę tej wizyty. Dlatego nie potrafiłem mieć wyrzutów sumienia lub cienia wątpliwości.
Kiedy lady Parkinson odezwała się, że chciałaby napić się herbaty, szybko wezwałem skrzata oraz poprosiłem o jej dwie filiżanki. Zaraz potem skierowałem wzrok na mojego gościa, będąc coraz mocniej zaintrygowanym. Czymś pomiędzy? To brzmiało naprawdę tajemniczo. Spojrzeniem wręcz przewiercałem twarz Victorii w celu poznania jej myśli, ale oczywiście z powodu braku takich umiejętności nie potrafiłem nic wyczytać ani z jej mimiki, ani oczu. Nie zainteresowałem się nawet powrotem skrzata; ledwie zerknąłem kątem oka na parujący przede mną napój. Wtem… och, tak, najpierw kurtuazyjne zwroty grzecznościowe. Z powodu zainteresowania prawie o tym zapomniałem.
- Na szczęście nie – odpowiedziałem spokojnie. – Tak. Hm, wiedziałem tylko, że wyszedł. Zjawił się u was? Ciekawe – skwitowałem w zamyśleniu. Nie pytałem o co chodziło, przecież nie mogła tego wiedzieć. Nawet ja tego nie wiedziałem. – Może mieli jakieś sprawy do obgadania – dodałem neutralnie, wręcz obojętnie, nie domyślając się nawet o co może chodzić. – A jak tobie minął dzisiejszy dzień? – zmieniłem temat, poprzedni uznając za zbyteczny. Ot, cała nieświadomość.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
Victoria Parkinson

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime13.04.17 19:14

Jego słowa trochę mnie uspokoiły. Naprawdę nie chciałam mu przeszkadzać, jednak jeśli uważał, że tak nie było, a on wypoczął dzięki swojej krótkiej drzemce, to ja nie miałam powodów, aby mu nie wierzyć. Uśmiechnęłam się jedynie, lekko kiwając głową. Chociaż tak prawdę mówiąc, to nie bardzo było się z czego cieszyć, może jeszcze kilka dni temu nie przejęłabym się zwrotem, że dużo czasu spędza w pracy i nie ma zbyt dużo dni wolnych, ale dzisiaj, kiedy posiadałam wiedzę taką a nie inną, to zmartwiły mnie jego słowa. Czyżbym miała zostać skazana na samotność, gdy mój mąż dnie i noce będzie spędzał w Mungu, a gdy wróci, będzie na tyle zmęczony, że nie będzie chciał zajmować się moją osobą? Zacisnęłam usta, szybko jednak ponownie przyjmując na twarz uprzejmy uśmiech, mając nadzieję, że umknie to uwadze zmęczonemu uzdrowicielowi. Szybko też mogłam zająć swoje dłonie filiżanką, która się przede mną pojawiła i skupić na dalszej części naszej rozmowy.
Lupus zdawał się faktycznie nie wiedzieć co u nas robił jego ojciec, a może wiedział, tylko nie chciał mi powiedzieć? Patrzyłam na niego uważnie, gdy odsunęłam filiżankę od swoich ust. Naprawdę nie wiedział? Nie spodziewał się tego, co jego ojciec dla niego szykuje? Nie czuł, że kończy się jego czas wolności? Że już niedługo nie zostanie kawalerem? Źle się czułam wiedząc, wolałam nic nie wiedzieć i zostać postawiona przed faktem dokonanym, przynajmniej nie miałabym nic do powiedzenia (cóż z tego, że teraz też nie miałam), ale nie zawracało by to moich myśli, a ja mogłabym skupić się na czymś innym, a nie na tej wiadomości. Naprawdę, nie potrafiłam sobie wyobrazić Lupusa jako swojego męża, w tej chwili nie potrafiłam spojrzeć na niego jak na mężczyznę, oczywiście był bardzo przystojny, dobrze wychowany, był idealnym kandydatem, jednak, był dla mnie przyjacielem mojego brata, zbyt mocno mi się z nim kojarzył.
- Lupusie - zaczęłam ostrożnie, postanawiając najpierw nakreślić mu całą sytuację. - Dzisiaj kazałam jednemu ze skrzatów w posiadłości się ukarać, nie robię tego często, nie powinnam zajmować się takimi sprawami, ale… oh, zachował się okropnie i jeszcze przyszedł z tym do mnie, gdyby mój ojciec się dowiedział, to zapewne kazałby go ściąć, albo co gorsza, dałby mu kawałek ubrania.
Mogło to wyglądać tak, że przyszłam porozmawiać z mężczyzną, aby mu się wyżalić i być może ulżyć swojemu sumieniu, w żadnym wypadku, skrzaty nie stanowiły dla mnie żadnej wartości, a ich cierpienie nie robiło na mnie wrażenia. Byli służbą i tyle, niczym ważnym. Dlatego, zanim Lupus zabrał głos, uprzedziłam go i zaczęłam kontynuować.
- Ale przyszedł do mnie z tą informacją, która absolutnie do mnie nie powinna dotrzeć i jest mi bardzo źle z tym, że o tym wiem. Ale pomyślałam, że skoro ja wiem, to może ty też powinieneś. Twój ojciec przyszedł rozmawiać z moim ojcem w twojej sprawie, pokazywał mu pierścionek i pytał, czy rozmiar będzie odpowiedni…
Spojrzałam na niego niepewnie. Nie powinnam była się dowiedzieć, co planuje ojciec Lupusa oraz, że jest to związane z moją osobą. Niedawno zerwano moje zaręczyny, cierpliwie czekałam na kolejną szansę, nie zdawałam sobie sprawy, że mój ojciec nie próżnuje i znowu kogoś mi szuka. Teraz miałam zostać ubrana w kolejną piękną suknię, zapewne z kokardką u boku i zostać oddana Black’owi w prezencie. Nie byłam pewna, czy byłby ze mnie zadowolony, czy przyjmie ze spokojem informację, że to ja miałam stanąć u jego boku, czy w ogóle mnie zaakceptuje? Ja nie miałam wyjścia, Lupus mógł spróbować zaprotestować. Ale czy to zrobi?





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime26.04.17 11:44

Wiedziałem, że niedługo nadejdzie ten dzień, kiedy zostanę poinformowany o znalezieniu odpowiedniej kandydatki na żonę oraz ukrócenia własnej swawoli związanej z pracowaniem na własną karierę. Oraz wyniki otrzymywane w pracy. Jednak mój mózg wypierał ze świadomości ten moment, wysyłając uspokajające mrzonki o informacji to nie dziś. Zresztą, mając taki ogrom zajęć nie miałem zbyt wiele czasu na roztrząsanie spraw mojego nieistniejącego życia osobistego. Owszem, spotykałem się z ludźmi, uczęszczałem na przyjęcia, wdawałem się w dyskusje z mężczyznami odnośnie różnych tematów społeczno-politycznych, ale to wszystko wyglądało powierzchownie. Starałem się przede wszystkim wyrzucić swoje uczucia do kobiety, której już nigdy nie zdobędę; strasznie zepsułem relacje między nimi, a ona była na tyle uparta, by nie dać mi kolejnej szansy. Ból był palący, a brak czasu skutecznie go niwelował. Nie myślałem wtedy o własnych porażkach, które mi jako Blackowi nie powinny w ogóle się wydarzyć, ale nie miałem już na to wpływu. Im mniej próbowałem, tym mniej błędów popełniałem. Pollux nie byłby zachwycony, gdyby tylko o tym wiedział: obecnie był przekonany, że poświęcam się pracy w celu osiągnięcia wyżyn zawodowych. Tak w istocie było, pragnąłem tego najbardziej na świecie, ale przed sobą samym nie mogłem udawać, że ten zabieg nie miał żadnych ukrytych intencji. Miał, tylko nigdy się nikomu do tego nie przyznam.
Podejrzewałem, że po ślubie i tak będę musiał trochę zwolnić tempo. Wtedy zapewnienie ciągłości rodu będzie najważniejszym zadaniem, ważniejszym nawet od samego rozwoju w pracy. Jak dotąd nadal pozostawałem po prostu uzdrowicielem, dlatego tym bardziej nie spodziewałem się tego, co miało nadejść. Sądziłem, że ojciec da mi czas na awans, a dopiero wtedy nakaże mi wziąć ślub. Z kobietą, której nie kochałem, być może nigdy nie pokocham. Taka jednak była nasza rola, a mi przez myśl nie przeszło buntowanie się tym zasadom.
Słuchałem uważnie, przyjmując wyprostowaną pozycję oraz ścisnąłem ze sobą obie dłonie układając je na blacie. Nie wiem, czy bardziej się zdziwiłem czy zirytowałem kiedy mój gość zaczął mówić o skrzacie. Spodziewałem się, że to wstęp do babskich plotek, których nie chciałem słuchać. Świat kobiet mnie nie interesował, tak samo jak ich dramaty dotyczące sukien lub skandali w życiach prywatnych innych osób. Nie dałem po sobie poznać tych wszystkich emocji zachowując neutralny wyraz twarzy. Lubiłem i ceniłem siedzącą naprzeciwko Parkinsonównę, nie chciałem jej urazić, ale jej słowa naprawdę w tym momencie mnie nie interesowały.
Zastanawiałem się nad tematem, na który mógłbym poprowadzić dalszą konwersację, kiedy uświadomiłem sobie sens tej całej przemowy. I tego, co chciała mi przekazać. Nagle wszystko pękło: brwi powędrowały do góry, a mięsień policzka drgnął niespokojnie. Paradoksalnie będąc od początku istnienia przygotowany na taki obrót spraw, nie spodziewałem się go w tej chwili. Nie z nią. Choć była cenną dla mnie osobą, nie wyobrażałem sobie zostać jej mężem. Nie była nią, utraconą ukochaną, która rozszarpała mi serce oraz dumę.
Milczałem długą chwilę, starając się na powrót przybrać chłodny dystans, ale nie potrafiłem. Miałem wrażenie, że na mojej twarzy wręcz wypisane są wszystkie negatywne emocje, jakie mogły mnie dopaść. Przełknąłem ślinę, przenosząc wzrok na biurko, zacząłem nerwowo okręcać spodek od filiżanki wokół własnej osi.
- Ach tak – odezwałem się wreszcie głosem, w który wdarło się lekkie załamanie. – Jak ukarałaś skrzata? – spytałem, zupełnie zmieniając temat, w dodatku nie na ten, o którym myślałem jeszcze kilka minut temu. Co miałem zresztą powiedzieć? Oboje doskonale wiedzieliśmy, że nawet gdybym w tym momencie tupnął nogą, nic by się nie zmieniło. Nie mieliśmy na to wpływu. Na ich decyzje. Gdybym pragnął się wykłócać, podając argument przytoczony podczas naszego spaceru na kwietniowym ślubie, nic by to nie dało. Skoro nasi ojcowie to uzgodnili, to Pollux pewnie i tak wszystko już wie oraz zgodził się na ten ślubny scenariusz pomimo tej wiedzy. Zatem nie miałem żadnej możliwości manewru. Pomijając, że nigdy nie sprzeciwiłbym się żadnemu Blackowi. Jedynym wyjściem było się z tym pogodzić. Gdzieś w głębi duszy odczuwałem ulgę, że trafiło właśnie na Victorię, kogoś, kto był mi w pewnym sensie bliski, a nie na nieznaną lub irytującą pannicę, którą mógłbym wyobrażać sobie w trumnie, a nie we własnym domu. Wszystko to jednak zostało zalane złością oraz rozczarowaniem, które nie pozwoliło mi na nic innego, jak rzucanie kobiecie jedynie krótkich, umykających spojrzeń.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
Victoria Parkinson

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime28.04.17 20:36

Po Lupusie spodziewałam się innej reakcji. Na początku na moje słowa nie zareagował tak, jakbym to sobie wyobraziła, chyba nie bardzo zrozumiał mój wstęp, a ja zaczerwieniłam się ze wstydu, że zrobił się on taki przydługi i trochę nieskładny. Mogłam od razu przejść do rzeczy, a nie informować go najpierw o całej tej otoczce, która de facto, była przecież niemal całkowicie zmyślona. Bo to nie skrzat mnie o wszystkim poinformował, a ja sama siebie, oczywiście przez przypadek podsłuchując część rozmowy między moim ojcem a lordem Black. Serce kołatało mi w piersi, gdy przykładałam ucho do drzwi, aby dosłyszeć o czym rozmawiają i niemal dostałam zawału, gdy dźwięki w pomieszczeniu zaczęły wskazywać na to, że mają zamiar opuścić gabinet. Sama nie wiem jakim cudem uwierzyli mi, że tylko przechodziłam. Ale nie to było ważne, tylko to jak zareagował, czy też właśnie nie zareagował, Lupus. Spodziewałam się raczej albo złości z jego strony i reprymendy, albo delikatnego uśmiechu i skwitowania, że o wszystkim wiedział i cieszy się, że to ja. Za to kompletnie nie spodziewałam się tej neutralności, braku zainteresowania, to było straszne i bolało najbardziej. Patrzyłam na niego przez chwilę, na mojej twarzy wymalowało się zdziwienie, gdy zapytał o skrzata. Zaczerwieniłam się i odwróciłam wzrok.
- Niczego nie wymyśliłam, kazałam mu to po prostu zrobić - odpowiedziałam, ale głos mi lekko zadrżał.
Nie wiedziałam czego mam się teraz spodziewać, ale doskonale wiedziałam, że moje słowa w tym momencie były całkowicie zbędne. Dlatego siedziałam przed nim, wbijając swój wzrok w jego dłonie, swoje nienagannie trzymając na kolanach. Gdybym mogła skusiłabym się i najchętniej zapadła w ziemię. Pożałowałam, że w ogóle się tu pojawiłam i rozpoczęłam rozmowę. Nie powinnam, tak jak nie powinnam wielu innych rzeczy, które się dzisiaj wydarzyły.
Tak jak i on, ja również zdawałam sobie sprawę z tego, że klamka zapadła. Porównując Lupusa ze swoim poprzednim narzeczonym, miałam wrażenie, że trafiłam zdecydowanie lepiej. Przynajmniej nie miałam obawy, że będzie traktował mnie jako swój przedmiot, zabaweczkę, która ma ładnie wyglądać i tylko być. Oczywiście, gdy na moim palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy z głową lwa byłam niezwykle szczęśliwa, czułam, że moja powinność się spełnia, coś do czego byłam od małego przygotowywana. I nagle wszystko się skończyło i nikt nie raczył poinformować mnie dlaczego. Mogłam mieć tylko nadzieję, że gdyby była to moja wina, to lord Black nie zgodziłby się na ślub swojego syna z moją osobą. To pocieszenie nie sprawiło jednak, że się nie bałam. Słowa lady Nott o mnie jako o prezencie mocno zapadły mi w pamięć, długo je potem analizowałam i przywołując działania ojca wobec mnie utwierdziłam się w przekonaniu, że byłam jedynie rzeczą, którą można dysponować. Czy dla Lupusa też miałam być prezentem? Czy będzie ze mnie zadowolony? Czy będzie traktował mnie z szacunkiem, jako kobietę i swoją żonę czy jako zabaweczkę, którą wykorzysta tylko do spłodzenia potomka? Znałam go przecież tyle lat, ale nie miałam pojęcia jakim będzie mężem. W końcu mógł przede mną tylko grać.
Niepewnie spojrzałam mu w oczy, starając się wyszukać w nich coś więcej, coś, co zdradziło by mi jego emocje. Ale on również unikał moich spojrzeń, dlatego nasz wzrok się nie spotkał. Siedziałam więc w ciszy i czekałam na jego reakcje. Jeśli każe mi wyjść, to oczywiście go posłucham, w końcu już niedługo miał zostać moim narzeczonym. Spotkamy się niedługo znowu i to już w konkretnym celu. Może powinnam zacząć szukać nową suknię z piękną kokardą w pasie, aby jako ładny prezent się zaprezentować?





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime08.05.17 15:20

Nie wiem jakiej reakcji spodziewałem się po sobie samym. W moim idealnym, wyśnionym świecie przyjąłbym tę wiadomość z kamienną twarzą niewyrażającą absolutnie żadnych emocji. Rzuciłbym przyszłej narzeczonej kilka uprzejmych, kłamliwych słówek o tym, jak bardzo jestem uradowany, że trafiło właśnie na nią; niestety to były jedynie mrzonki, niemające z rzeczywistością zbyt wiele wspólnego. Walczyłem ze sobą w środku. Walczyłem ze wszystkimi skrywanymi do tej pory emocjami, starałem się hamować mimowolne drżenie mięśni, strun głosowych oraz nawet gałek ocznych. Coś we mnie pękło, coś się skończyło w moim życiu, a ja tego nie chciałem. Wzbraniałem się przed tym na wszystkie możliwe sposoby, aż wreszcie mnie dopadło. Nie byłem najmłodszy, powinienem już dawno mieć żonę, przynajmniej jedno dziecko. Miałbym, gdyby mną nie wzgardziła. Sądziłem, że wkrótce wyleczę się z tego destrukcyjnego, bezsensownego uczucia, ale nic takiego nie nadchodziło. Mijały kolejne lata, a ja czułem się niemal tak samo podle jak po powrocie z Francji, napotykając na czynny opór. Mur, którego nie potrafiłem od tamtej pory zburzyć. Miałem to sobie za złe po dziś dzień; że dałem się ponieść emocjom i zareagowałem tak impulsywnie. Nie powinienem był. Teraz było już za późno, a klamka zapadła ze wszech stron. Teraz również z mojej. Nie umiałem tego przyjąć do wiadomości, pogodzić się z własnym losem. Nie tak od razu.
W tym wszystkim zupełnie nie zwracałem uwagę na to, jak czuła się siedząca naprzeciwko Victoria. Prawie na nią nie patrzyłem skupiony na własnym odczuwaniu, na targających mną tragediach oraz wewnętrznej wojnie, którą stoczyć musiałem sam. Nikt mi w tym nie pomoże. Słyszałem tylko przyspieszone bicie własnego serca oraz szuranie porcelanowego spodku o drewniany blat. Sekundy dłużyły się w godziny, powoli zaczynałem sądzić, że Parkinsonówna siedzi tutaj już całą wieczność, przez którą ja starałem się skryć. Wreszcie przestałem wykonywać nieskoordynowane ruchy dłońmi, te ułożyłem sztywno na biurku, zakładając na siebie palce mające trzymać ręce w ryzach.
Oddychałem ciężko zbierając wewnętrzną równowagę. Nie zrozumiałem znaczenia słów mojego gościa, ale to chyba nie było zbyt istotne. Musiałem zmienić temat, za wszelką cenę. Lub wyjaśnić parę spraw. Nie powinienem napawać zmartwieniem kobietę, bez względu na moje osobiste problemy z tym związane.
- Przepraszam cię Victorio za moje zachowanie, to po prostu… niespodziewana nowina. Nie spodziewałem się jej usłyszeć akurat dziś i akurat od ciebie – zacząłem uważnie, odważniej też na nią spoglądając. – Dla mnie byłaś młodszą siostrą przyjaciela, przyjaciółką, stąd to zaskoczenie – dodałem, wiedząc, że akurat jej mogę powiedzieć co myślę. A przynajmniej część z tych myśli zamienić w słowa. – Cieszę się, że nasze rody zawiążą sojusz, a my będziemy mogli się bliżej poznać. Bez karcących spojrzeń – zakończyłem, mając nadzieję, że ta przemowa nie była za mocno nieudana, że dość zgrabnie skomentowałem zaistniałą sytuację oraz że naprawę wybaczy mi ten drobny nietakt. I że zostanie on tylko między nami. Nie chciałbym z takiego powodu denerwować ani mojego ojca, ani jej ojca.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
Victoria Parkinson

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime10.05.17 11:46

Czekałam nie ważąc się wypowiedzieć jakiegokolwiek słowa, aż w końcu Lupus zdecyduje się do mnie odezwać. Nawet nie potrafię wyrazić jak ciężką walkę przechodziłam ze sobą, aby tylko nie pokazać swoich emocji, które tak bardzo chciały opuścić moje ciało w postaci łez, które popłynęły by po moich policzkach. Ale mocno zaciskając pięści udało mi się jakoś powstrzymać, chociaż mój nastrój nie był najlepszy. Czułam tą niezwykle ciężką atmosferę między nami i nie bardzo wiedziałam, co z tym zrobić. Nie chciałam znowu wyskakiwać i zaczynać mówić, jeżeli Lupus sobie tego nie życzył, a najwyraźniej nie życzył, skoro sam nie zdecydował się nawet na mnie spojrzeć. Czasami zerkałam na niego i nie potrafiłam określić, co widziałam w jego oczach. Czy to była pustka? Jakaś złość? Nie miałam pojęcia co teraz czuł i jak to odczytać. Na moje nieszczęście widziałam w nim swojego brata, odkąd pamiętam spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, widząc Lupusa ciągle miałam wrażenie, że Aaron wyjdzie nagle gdzieś z za rogu, ale tak się nie działo, a ja po mimo upływu lat nadal czułam ogromny ból w sercu. Nie potrafiłam wytłumaczyć dlaczego tak bardzo jego brak nadal mnie bolał. Oczywiście kochałam go… ale przecież jak brata, prawda?
Uniosłam posłusznie wzrok, gdy tylko usłyszałam głos Lupusa. Zmusiłam się do tego, aby na moich ustach pojawił się uśmiech, nie chciałam by pomyślał, że nie cieszę się z tego powodu. Cieszyłam się bardzo, ale chyba dzisiaj nie potrafiłam tego okazać. Wyprostowałam się i delikatnie kiwnęłam głową, to co mówił było prawdą. Nasze rody miały ze sobą przyjazne stosunki, ale każdy ślub pomiędzy młodymi jego członkami, te relacje jeszcze dodatkowo wzmacniały. W tych trudnych czasach takie sojusze były na wagę złota.
- Wybacz mi, naprawdę nie chciałam cię tak bardzo zaskoczyć, chciałam jednak zachować się w stosunku do ciebie uczciwie i nie chciałam zostawiać cię bez tej wiedzy, kiedy dotarła ona do mnie - odpowiedziałam. - Wybacz, jeśli cię tym w jakiś sposób uraziłam. Ja również się bardzo cieszę, że będziemy mogli się jeszcze lepiej poznać.
Ostatnie słowa wypowiedziałam już ciszej, może trochę wstydliwie. Delikatnie opuściłam wzrok i pozwoliłam, aby rumieńce pojawiły się na moich policzkach. Pozwoliłam sobie na to chwilowe onieśmielenie i nie uznałam tego, za nic złego. Byłam tylko młodą panną, którą targały jeszcze różnego rodzaju emocje i nad którymi nie zawsze potrafiłam jeszcze poprawnie panować, a ostatnie wydarzenia sprawiły, że było ich nieco więcej. Miałam tylko nadzieję, że Lupus nie odbierze mojego zawstydzenia w jakiś pokraczny, nieodpowiedni czy negatywny sposób. Zawstydzenie nie było niczym złym, prawda? Tym bardziej przy perspektywie zaręczyn i ślubu z mężczyznom. W dodatku nie mogłam powiedzieć, jakoby Lupus nie był przystojny, wręcz przeciwnie, był, ale mi nie wypadało głośno o tym wspominać. Zawsze i Lupus i Aaron niezwykle dobrze się prezentowali i mogli się podobać, wiedziałam o tym już w czasach Hogwartu, a wtedy rozpierała mnie duma, z tego, że posiadam takiego brata i przyjaciela. I nawet do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś to mi będzie dane stanąć u jego boku. Cisnące się do oczu łzy nagle odeszły, moje myśli krążyły już wokół zupełnie innej kwestii.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime15.05.17 10:36

Kobiety były delikatne, czasem nawet za bardzo, o czym zapominałem. Musiałem więc do nich podchodzić ostrożnie, ważąc wszystkie słowa oraz przede wszystkim powściągając emocje. Nie udało mi się to w pierwszej chwili z powodu natłoku negatywnych uczuć jakie mnie dopadły. Powoli wygrzebywałem się ze stanu rozczarowania, rozpaczy oraz frustracji; moja twarz nabierała zwyczajnego wyrazu, spojrzenie nie iskrzyło złością, a dłonie przestały drżeć oraz znajdywać sobie zajęcie, choćby w postaci niekontrolowanego obracania spodka od filiżanki. Starałem się odnaleźć wewnętrzny spokój, wyciszyć się na rewelacje, które zasłyszałem. Tak naprawdę powinienem być jej wdzięczny, że niejako zostałem przygotowany na oznajmienie prawdy przez ojca. Gdybym w ten sposób zareagował w jego obecności, miałby nie lada problemy. Zaczęłoby się dopytywanie o dosłownie wszystko oraz wyrażenie swojej skrajnej dezaprobaty dla mojego postępowania. Dałbym mu kolejny powód do zmartwienia, a przy tym zasiał w nim obawy na temat mojej osoby. Co było niedopuszczalne, nie w naszej rodzinie. Złagodniałem z tego powodu, nie powinienem był w żaden możliwy sposób okazywać własnych słabości. Nawet przed lady Parkinson, której ufałem. Skoro miała stać się moją żoną… to musiała wiele znosić oraz przede wszystkim umieć dochować tajemnicy. I miałem nadzieję, że tak właśnie będzie, w przeciwnym razie to małżeństwo okaże się koszmarem. Tę informację zachowałem jednak dla siebie.
Spojrzałem na nią przychylniej, bez emocji, bez zbędnych rozmyślań. Nie domyślałem się, że prywatnie mógłbym uchodzić w jej oczach za przystojnego; do tej pory jedną część twarzy szpeci blizna po spotkaniu z wilkiem, co w paniach prędzej budziło strach oraz zniesmaczenie niż pozytywne odczucia. W tym przypadku miałem nadzieję, że Victoria oswoi się z tym widokiem. Nie był na szczęście aż tak widoczny oraz nieestetyczny jak przykładowo wygląd tkanek po oparzeniu. Wtedy na pewno zostałbym skazany na życie starego kawalera. Czy to by było takie złe?
- To nie twoja wina – odparłem już spokojniej, powracając do dawnej równowagi oraz wyglądu sprzed uzyskania tych zaskakujących informacji. – Dziękuję, że odważyłaś się mi o tym powiedzieć. To dla mnie bardzo ważne – dodałem, starając się nawet na kilka sekund uśmiechnąć, byleby tylko złagodzić nieprzyjemne wrażenie oraz gęstą atmosferę między nami. Wyszło to raczej tragicznie, bo nie zwykłem tego robić, ale o tym mam nadzieję również nikomu nie powie.
Rumieńce wyglądały naprawdę uroczo, gdybym nie był sobą, może bym się nimi zachwycił. Raczej poczułem lekkie zadowolenie, zawstydzenie dobrze świadczyło o kobiecie. Lub o jej aktorskim talencie. Pozostawałem sceptyczny oraz niewzruszony, ale wątpiłem, by Victoria celowo mnie oszukiwała; na tyle, na ile ją znałem, wydawało mi się to nieprawdopodobne. Wszystko wyjdzie zresztą z czasem.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy chcąc dopić resztki herbaty. Następnie podziękowałem jej za spotkanie oraz pożegnałem ją z zachowaniem etykiety. Po wyjściu lady Parkinson starałem się na nowo zająć pracę, ale myśli uciekały w innym kierunku. Poddałem się.

z/t oboje




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
One more time for my taste

I'll lick your wounds
I'll lay you down
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime02.09.17 17:24

| 3 maja, południe

Dostojna kamienica przy Grimmauld Place budziła w Deirdre najgorsze wspomnienia, lecz na szczęście już nic nie było w stanie zaboleć ją mocniej. Po maratonie dni przykrych, cierpiętniczych, niewygodnych i przygnębiających, nawet starcie z duchami niedawnej przeszłości nie mogło wprowadzić ją w gorszy nastrój, dlatego też pojawiała się na progu rezydencji bez zbytniej opieszałości, wynikającej z psychicznych przygotowań. Nie potrzebowała ich, tak samo jak balastu historii, łączącej ją z pewnym reprezentantem starożytnego rodu Blacków. Pojawiała się tutaj całkiem świeża, nieskalana bliznami popełnionych błędów, niosąc ze sobą dobrą nowinę. Wczorajsze spotkanie Śmierciożerców zaszczepiło w niej dość pochmurną wizję przyszłości, w której mogli potrzebować większej liczby sojuszników. Tacy jak Lupus liczyli się podwójnie; szlacheckich koneksji nigdy zbyt wiele, zwłaszcza sięgających tak daleko jak te roztaczane przez Blacków. Profesja mężczyzny także należała do tych potrzebnych, wręcz niezbędnych: niewielu było w Jego gronie uzdrowicieli, a ostatnie wydarzenia udowodniły, że wiedza z zakresu magicznej medycyny jest więcej niż przydatna. Odciążenie Cassandry, zmagającej się z napływem poturbowanych Rycerzy, znajdowało się na czele listy prywatnych powodów, jednak to te wspólne, rozsądne, pozbawione uczuć przodowały, popychając Deirdre do podjęcia decyzji. Słusznej, tego była pewna, tak samo jak pewna była Lupusa. Znała go od wielu lat a początkowe nieporozumienie zmieniło się w trwały sojusz. Nazwanie go przyjacielem zakrawałoby o skrajną ignorancję, ale w tych chwiejnych czasach wzajemny szacunek znaczył więcej od czułej, emocjonalnej więzi. Granie na uczuciach, prośby, groźby; nie, to znajdowało się znacznie niżej możliwości Tsagairt, przekonanej o pomyślnych owocach tego spotkania.
Kołatka drzwi wejściowych zaledwie raz zastukała o drewno - tuż potem Deirdre została wprowadzona do środka przez mamroczącego pod nosem skrzata. Łaskawie postanowiła zignorować dość nieprzychylne spojrzenie stworzenia, po prostu pozwalając doprowadzić mu się do gabinetu lorda Blacka, gdzie miał oczekiwać ją Lupus. Nie rozglądała się po wnętrzach, patrzyła prosto przed siebie, z dłońmi luźno opuszczonymi wokół ciała, w żaden sposób nie okazując, że przebywanie w siedzibie jednego z najstarszych, arystokratycznych rodów robi na niej duże wrażenie. Zaanonsowana przez skrzata, przekroczyła próg, od razu posyłając siedzącemu za biurkiem mężczyźnie lekki uśmiech. Ostatnio widzieli się przelotnie na ślubie Percivala i Inary, wcześniej: równie krótko na korytarzach Ministerstwa Magii. Upływ czasu nie odcisnął na Lupusie żadnego piętna, pozostał przystojny, z typową dla siebie lordowską powagą wypisaną na twarzy, a blizna dodawała mu tylko surowości niezbędnej u dorosłego mężczyzny.
- Lordzie Black - powitała go uprzejmie, darując sobie dygnięcie, którego i tak nie mogła wykonać w pełni poprawnie, niezaznajomiona ze szlachecką etykietą. Poczekała, aż za skrzatem zamkną się drzwi i dopiero wtedy ruszyła w kierunku dużego biurka, rozpinając broszę wierzchniej peleryny. Zsunęła ją z ramion i przewiesiła przez oparcie zdobionego krzesła, nie przerywając kontaktu wzrokowego z Lupusem. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam w pracy - dodała miękko, zerkając na zawalony stosami ksiąg i dokumentów blat. Ambitny, jak zawsze. Pracoholik, jak ona. - Czy powinnam rozpocząć naszą rozmowę od uroczych pytań o pogodę, plany małżeństwa i zdrowie nestora, czy też możemy, jak za starych, nieeleganckich czasów, przejść do rzeczy? - spytała, z subtelnym rozbawieniem wspominając nastoletnie dyskusje toczone w Pokoju Wspólnym Ślizgonów, wyciągając z zakamarków peleryny równo złożoną marynarkę. - Dziękuję za troskę i ochronę mojego względnego negliżu - dodała z całą możliwą powagą, podając mu wyprasowany materiał drogiego ubrania, które pożyczyła od niego na pamiętnym ślubie. Uśmiechnęła się do niego raz jeszcze, lekko, nie odrywając spojrzenia od męskich oczu: spojrzenia badawczego, wnikliwego, mogącego wprowadzić go w drobny dyskomfort.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins


Ostatnio zmieniony przez Deirdre Tsagairt dnia 24.09.17 20:40, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime05.09.17 19:52

List od Deirdre nie był w ostatnich dniach tym, czego się spodziewałem; tak naprawdę zapomniałem już nawet o tym nieszczęsnym wypadku oraz marynarce, którą pożyczyłem kobiecie chcąc nieco złagodzić nieprzyjemne odczucia spowodowane zniszczeniem kreacji. Zapewne drogiej, tylko w takich czarodzieje przybywali na salony. Nie zrobiłem jednak tego z premedytacją, ostatnio działo się wystarczająco dużo, by móc w tym chaosie zatracić głowę. Szpital pękał w szwach, zjawiali się amatorzy pojedynków, ofiary czarnomagicznych klątw i inni poszkodowani, którzy wymagali natychmiastowej pomocy. Oparzenia, ataki bazyliszka, to tylko kropla w oceanie kwietniowo-majowych wydarzeń. Z odrobiną obawy patrzyłem w przyszłość sądząc, że niedługo doczekam się wojny, a ta nie lubiła dawać uzdrowicielom wolnego. Wręcz przeciwnie, mógłbym wręcz ugrząźć w szpitalnych korytarzach, dalekich od sterylności, za to ostatnio przemielających zatrważające ilości pacjentów.
Tym bardziej zdziwiłem się, że ktoś w tych czasach zawracał sobie głowę drobnostkami. Być może faktycznie lubiłem tę marynarkę, ale nie tak mocno, by domagać się jej zwrotu. Obiecane drugie dno zawarte w treści korespondencji interesowało mnie już dużo bardziej, co pozwoliło mi bardziej zrozumieć potrzebę spotkania. Na ósmego maja nie miałem żadnych planów i jeśli nie mogłem na razie dostać wolnego, to akurat miałem mieć nocną zmianę. Względnie wypoczęty dopilnowałem, by w gabinecie lśniło, a także by nikt nas nie mógł podsłuchać. Skoro to poważna sprawa, wymagała ona równie poważnych kroków.
Ubrany w elegancką, choć raczej domową szatę oczekiwałem nadejścia gościa siedząc za biurkiem oraz przeglądając starą medyczną dokumentację. Przybycie skrzata wyrwało mnie z intensywnych rozmyślań, a zjawienie się u progu Tsagairt całkowicie oderwało moje myśli od poprzedniego tematu rozważań. Gestem dłoni zaprosiłem ją do środka, jednocześnie informując skrzata, by nikt nam teraz nie przeszkadzał. Mimo wszystko podejrzewałem, że i tak zaraz będę musiał zawezwać go na nowo; teraz jednak całkowicie skupiłem się na Deirdre. Dość nieelegancko przyglądałem jej się dłuższą chwilę, wydawało mi się, że wyglądała inaczej niż przy naszym ostatnim spotkaniu (czy to wyłącznie kwestia formy, opakowania?), ale nie potrafiłem uchwycić oraz zrozumieć powodu takiego wniosku.
- Witaj Deirdre – powitałem ją krótko, ale bez oziębłości w głosie czy surowości na twarzy. Musiałem sprawiać całkiem przystępne wrażenie. – Nie, właśnie skończyłem – odparłem, zresztą dziwnym byłoby stwierdzenie inaczej pamiętając, że się umówiliśmy. – Powinnaś, ale masz rację, darujmy sobie te kurtuazyjne rozmowy. Nasz czas jest cenny, dobrze byłoby go oszczędzać – przytaknąłem. Mój wzrok na chwilę przeniósł się z twarzy kobiety na portret wiszący na ścianie; wskazówka zegara przesunęła się.
- Usiądź proszę – zaproponowałem, wskazując na krzesło naprzeciwko mnie. Na twarzy pojawił się drobny cień uśmiechu. – Żałuję, że w ogóle było to konieczne – odparłem z nieukrywanym niezadowoleniem. – Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty, czegoś mocniejszego? – spytałem, bo mimo wszystko nie powinienem rezygnować z choćby minimalnych zasad gospodarza. Jednak patrząc na nią zastanawiałem się czy nie powinienem nakazać podać kolację, wyglądała naprawdę mizernie. Cóż, skrzywienie zawodowe.
Po uzyskaniu odpowiedzi ułożyłem dłonie na śliskim blacie. – Z czym do mnie przychodzisz, Deirdre? – zadałem kolejne pytanie, nie chcąc przedłużać ani ciszy, ani dalszego marnotrawstwa czasu.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
One more time for my taste

I'll lick your wounds
I'll lay you down
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime05.09.17 23:03

Kontrolne spojrzenie, jakim obdarzył ją Lupus, nie umknęło jej uwadze, ale nie speszyła się ani nie zafrasowała w żaden sposób: tak, zmieniła się, odkąd ostatnio widzieli się na dłużej niż kilka urywanych uprzejmości wśród ślubnego chaosu, a fakt, że stało się to na tyle zauważalne, by mógł spostrzec to Black, przejął ją raczej dumą niż frustracją. Nie była już dawną Deirdre, jaką poznał na szkolnych korytarzach; nie była też Deirdre, która rozmawiała z nim później, po opuszczeniu murów Hogwartu, wymieniając się informacjami o zdobytych stażach i rosnącym doświadczeniu. Stopnie świetlanej kariery, jaka rozpostarła się przed nią w Ministerstwie Magii, rozsypały się w proch, lecz nie pogrzebały jej pod ciężkimi zwałami niesprzyjającego losu: wyszła z tej tragedii mocno poturbowana, ale silniejsza. I taka też stawała przed Blackiem, odwzajemniając spojrzenie z lekkim uśmiechem. Skinęła głową na propozycję zajęcia miejsca, nie śmiała zrobić tego wcześniej; dopiero po oficjalnym wyrażeniu zgody zajęła wygodny fotel tuż przed biurkiem. Założyła nogę na nogę, ręce oparła o podłokietniki i - ciągle uśmiechnięta, a nie była równie przystępna od dawna, wysłuchała dalszych troskliwych propozycji.  Black był lordem w każdym calu, uprzejmym dla przyjaciół, okrutnym dla wrogów: i oby te złote zasady przełożyły się na rychłą przyszłość.
- Nawet najzwinniejszym damom zdarzają się potknięcia - skomentowała po raz ostatni niewygodną sytuację z wesela, która w ogóle jej nie kłopotała. Podejrzewała, że dla lady Parkinson było to potwornie stresujące wydarzenie, ale miała nadzieję, że szybko o nim zapomniała, pochłonięta w wirze typowo damskich zajęć. - Nie, dziękuję - odparła miękko na propozycję napitku; przyjmowała jeszcze eliksiry i choć nie pogardziłaby magicznym laudanum to wątpiła, by lord Black posiadał taki prymitywny frykas w swym barku, bliższy ziołolecznictwu niż alkoholowej przyjemności. Ułożyła ręce jeszcze wygodniej, zaciskając dłonie na końcach podłokietnika - przestała się uśmiechać, teraz spoglądała na mężczyznę z całkowitą powagą, podszytą jednak pewną sympatią, odrzucającą od razu podejrzenia o przekazaniu złych wieści. Zamierzała przecież przekazać mu te dobre, porządkujące wszechświat i ustawiające ostatnie wydarzenia w odpowiedniej perspektywie. - Jesteś dobrym obserwatorem, Lupusie - zaczęła łagodnie, spokojnie i nieśpiesznie - mieli czas. - więc z pewnością zdajesz sobie sprawę z pewnych wydarzeń, które miały miejsce w ciągu ostatnich miesięcy - Mroczne Znaki pulsujące żywym szmaragdem nad londyńskim niebem, morderstwa szlam i zdrajców, seria okrutnych zbrodni, niepokój, wylewający się z Nokturnu czarną falą - niepowstrzymaną aż do momentu potężnego pożaru, wstrząsającego Białą Wywerną. - I nie mam na myśli szaleńczych anomalii, które tak boleśnie nas dotknęły - uściśliła delikatnie, wiedząc, że lord Black z pewnością jest na bieżąco z wszystkimi informacjami dotyczącymi czystości krwi. - Nadeszła burza, potężna, dająca szansę wszystkim odpowiednim czarodziejom na osiągnięcie pełni swej magicznej mocy. Burza zagrażająca szlamom i zdrajcom krwi, pozostawiająca nasz świat czystym i gotowym na nowe wyzwania - kontynuowała, uważnie obserwując reakcję Lupusa. Była więcej niż pewna jego poglądów, ale ciągle istniała jedna na milion możliwość utracenia przez Blacka zdrowych zmysłów - musiała więc być wyczulona na drobne niuanse, odczytywane z twarzy mężczyzny. - Wierzę, że poglądy niesione przez wiatr zmian są bliskie twojemu sercu, dlatego też pojawiam się tutaj z pewną propozycją - dodała zdecydowanie a ostre spojrzenie dopowiadało to, co nie zostało zwerbalizowane: nie była to lekka i niefrasobliwa propozycja, możliwa do odrzucenia lub wyśmiania. Znał ją od lat, wiedział, jak poważnie podchodzi do życia, dlatego nie sądziła, by podawał w wątpliwość siłę wypowiedzianych przez nią słów. Cierpliwie czekała na ostateczną reakcję, upewniającą ją, że Lupus kroczy tą samą ścieżką wiary w siłę czarodziejskiego świata, zbudowanego na wiekowych podstawach i mocnej wiedzy - nie bojącej się sięgać po czarnomagiczne dziedzictwo.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Gabinet Lupusa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Lupusa   Gabinet Lupusa I_icon_minitime13.09.17 19:38

Szybko zrzuciłem spostrzeżenia na karb przewrażliwienia bądź omamów, skoro w niczym nie potrafiłem dopatrzeć się źródła osobistych odczuć. Być może to przez wychudzenie rzucające się w oczy mi jako uzdrowicielowi, a być może chodziło o coś zupełnie innego. Nie drążyłem tematu we własnej głowie, to nie była moja sprawa w żadnym calu. Szanowałem Deirdre, naszą znajomość, ceniłem ją, ale równie mocno ceniłem prywatność. I coś mi podpowiadało, że Tsagairt również. Najrozsądniejsze z rozwiązań uznałem za niedopytywanie o szczegóły prywatnego życia kobiety, skoro to nie one ją do mnie skierowały. Coś wisiało w powietrzu i jeśli miałem wierzyć słowom kobiety (bo dlaczego nie) to sprawa do omówienia była poważna. Niecierpliwiłem się wewnętrznie, nie mogąc powstrzymać własnej ciekawości krążącej w żyłach po całym organizmie. Usiłowałem być spokojny, poważny oraz wyważony; w środku mnie jednak skręcało i tak naprawdę żałowałem, że mój gość nie zdecydował się uraczyć swoje podniebienie czymś wyrazistym. Na barkach czułem nieodpartą potrzebę relaksu, a nic nie rozprężało równie dobrze co alkohol. Dobry alkohol. Z drugiej strony… potrząsnąłem lekko głową, chcąc wybić absurdalne myśli z pracującej na szybkich obrotach głowy. Nie był to czas ani miejsce na tego typu wspomnienia.
Zasiadłem na swoim miejscu kiedy i Deirdre to uczyniła; z wdzięcznością przytaknąłem jej odpowiedzi postanawiając przekazać ją Victorii, która mocno przeżyła wydarzenia tamtejszego wieczoru. Osobiście zajmowałem się ważniejszymi rzeczami, co było gwarantem zapomnienia o mniej istotnych sprawach, choć wspomnienie marynarki pozwoliło im odżyć na nowo. Temat został ostatecznie zamknięty, co pozwoliło na wdarcie się odrobiny ulgi do zmęczonego ostatnimi dniami umysłu.
Usiadłem wygodniej w fotelu, uważnie słuchając wypowiedzi Tsagairt. Notowałem w głowie każde jej słowo, obserwowałem jej mimikę oraz gesty jakby to właśnie one miały mi dać odpowiedź na to, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Potarłem w zamyśleniu brodę, nie przerywając jej ani razu w tym monologu; raz, że nie wypadało, a dwa, że intensywnie myślałem przetwarzając każdą informację. Szukałem niedopowiedzeń, aluzji oraz powiązań z historią, by nie brać wszystkiego dosłownie i domyślać się urwanych myśli. Musiałem przyznać, że byłem zaciekawiony, ale wrodzona natura nie pozwoliła mi tego okazać, malując na twarzy zwykłą neutralność, niepodszytą jednak niczym głębszym.
- Domyślam się, z czym to jest związane – zacząłem ostrożnie, kiedy kobieta zamilkła wyraźnie oczekując mojej reakcji. Tak naprawdę nie domyślałem się; obawiałem się jedynie, że wszystko, o czym mówiła krążyło wokół czarnej magii, a w tym względzie nie mogłem im się na nic przydać. Ta dziedzina magii interesowała mnie jedynie w teorii, w kontekście ściśle uzdrowicielskim; nie potrafiłem nią władać pomimo, że mój ród się nią nie brzydził, a wręcz przeciwnie. Sam nie miałem nic przeciwko niej, chętnie bym się nawet czegoś nauczył, ale byłem przede wszystkim ostrożny. Widziałem jakie powikłania występują po jej użyciu.
- Nie chcę jednak zgadywać na ślepo. Chętnie wysłucham tej propozycji – dodałem zdecydowanie. Podświadomie czułem, że mogła mnie czymś jeszcze zaskoczyć, choć nawet nie wyobrażałem sobie wtedy jak bardzo. Jednocześnie uznałem, że nie muszę nikogo zapewniać o własnych poglądach, tak jak nie muszę niczego udowadniać; znaliśmy się na tyle, by wiedziała, po której stronie stanąłbym w otwartym konflikcie.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
 

Gabinet Lupusa

Powrót do góry 
Strona 1 z 9Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Dalsze dzielnice :: Grimmauld Place 12-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19