Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Gabinet Lupusa
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Gabinet Lupusa

Mieszczący się tuż obok sypialni gabinet jest miejscem, w którym Lupusa można najczęściej zastać. Jeśli aktualnie nie pracuje nad żadną sprawą dotyczącą pacjenta, to na pewno rozrysowuje kolejne drzewa genealogiczne arystokracji. Twarde, hebanowe biurko zawsze jest zawalone mnóstwem ksiąg oraz pergaminów; na ścianach widnieją nieruchome portrety przodków, regały uginają się od różnych tomów, a barek przechowuje najlepsze wersje Toujours Pur.
Na gabinet nałożone jest zaklęcie Muffliato.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Lupus Black dnia 05.09.17 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down


Ciałem Rookwood targało skrajne zmęczenie i osłabienie. Zarówno przez odniesione rany, jak i długą, wyczerpującą walkę. Włożyła naprawdę wiele siły woli w to, aby się tu jakoś dostać, prawdę mówiąc, ledwo widziała już na oczy i nie dostrzegała szczegółów. Lord Black mógłby zaprezentować się tu teraz w łachmanach, a najpewniej nie zwróciłaby na to uwagi. Skinęła mu głową, gdy go ujrzała. Od razu zbliżył się do niej, z czego była rada; znalazła się w gorszym stanie od Zabini. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że cholerne anomalie się na nią uwzięły jak nigdy.
Opadła na miękką kanapę, zmuszając się do uniesienia dłoni i rozpięcia guzików koszuli (a raczej tego, co z niej zostało), aby odsłonić poranioną skórę. Nie krępowała się nigdy, a teraz pragnęła jak najszybciej pozbyć się doskwierającego bólu - co jednak nie nastąpiło prędko. Zacisnęła zęby, gdy Black przemył rany alkoholem. Piekło jak cholera, zniosła to jednak w milczeniu. Nie był to ani pierwszy, ani drugi raz, gdy to czuła. Sama nierzadko przemywała drobniejsze rany w ten sposób. Nie miała pojęcia o magi leczniczej, a nie mogła z każdym zadrapaniem pędzić do lecznicy Cassandry.
Rozchylała już usta, aby odpowiedzieć mężczyźnie, lecz Lyanna ją ubiegła. Sigrun otworzyła oczy jak oparzona i posłała jej piorunujące, wściekłe spojrzenie. Naprawdę mogła zachować dla siebie tak krępujące szczegóły ich porażki. Będą musiały opowiedzieć o tym podczas najbliższego spotkania, lecz teraz... Rookwood ściągnęła usta w wąską kreskę; zaklęcie Blacka nie przyniosło żadnego efektu, a ona czuła się coraz słabsza.
-Taa... Nigdy nie widziałam takiego patronusa. Słyszałeś o czymś takim? - burknęła w końcu pytająco w stronę uzdrowiciela. Był częścią jednostki badawczej Rycerzy Walpurgii, z pewnością posiadał ogromną wiedzę. - Wchłaniał nawet silne zaklęcia - dodała, czują, że złość budzi się w niej na nowo. Podniosła się nieco, bezceremonialnie i bez pytania sięgając po butelkę alkoholu, którym Lupus przed chwilą dezynfekował jej rany. Nie mogła tak stać i się marnować, więc pociągnęła z niej zdrowo - tak w ramach znieczulenia.


evil comes when you call my name
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Powrót do góry Go down

Aurorzy nieprzerwanie budzili niesmak, tak samo jak inni członkowie Zakonu Feniksa. Nie miałem złudzeń, że zaatakowały je służby ministerialne, te zdawały się być w rozsypce. Nikt nie interesował się naprawą anomalii, te psy jedynie warowały przy ich źródłach nie dopuszczając nikogo do środka, zapewne w obawie, że ktoś mógłby okazać się skuteczniejszy od nich. Gardziłem nimi otwarcie, po cichu zresztą też. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego zależało im na zniszczeniu magicznego świata, społeczeństwa, którego podobno byli częścią. Gotowi na rozrzedzenie krwi oraz zanik umiejętności władania magią, przychodziło im to z taką łatwością, że to aż nie do uwierzenia. Skoro tak bardzo mieli gdzieś zaprzepaszczenie wielowiekowego dziedzictwa, to nikt im nie bronił porzucić różdżek i zmieszania się w tłum mugoli, żyjąc tak jak oni. Oszczędziliby nam zmartwień, choć sobie wstydu niekoniecznie. I tak go nie mieli patrząc na to, co wyczyniali. Niepojęte jak można było być takim ignorantem, idiotą i bezmyślną istotą, która nie potrafiła zrozumieć konsekwencji swoich poczynań. Po głowie krążyło mi wiele epitetów, jednak żadnego z nich nie wypowiedziałem na głos uznając to za zbyteczne.
Zamiast tego zająłem się leczeniem, ale zmarszczyłem brwi widząc, że nic z tego nie wyszło. Z magicznego drewna uleciał lekki wiatr i nic poza tym. Zdenerwowałem się jeszcze mocniej, ale w tym samym czasie nasłuchiwałem co mówiła Lyanna. To musieli być Zakonnicy, teraz byłem tego pewien. Przypomniałem sobie w końcu jedno ze spotkań Rycerzy w jakich ostatnio uczestniczyłem. – Nie widziałem na własne oczy – odpowiedziałem Sigrun. Na szczęście. Wiedziałem jednak, że to mogła być jedynie kwestia czasu. Oby jak najbardziej odległego, obawiałem się, że oprócz wyrywania zęba nie umiałem bronić się w żaden inny sposób. Rozwijałem się przede wszystkim pod kątem leczenia. – Jednak inni się z tym spotkali – uzupełniłem, wspominając właśnie ostatnie spotkania w La Fantasmagorie. – Wielka szkoda – skwitowałem opowieść, że nikt nie zdołał ujarzmić anomalii. – Trzymam kciuki za ich martwe truchła – mruknąłem bardziej do siebie niż do kobiet. Zaaferowany tym, że zaklęcie się nie udało. – Curatio Vulnera Horribilis – powtórzyłem inkantację, ignorując poprzednie myśli. Zamierzałem próbować z silniejszym zaklęciem, bo dzięki temu sprawę załatwimy jednym czarem, nie dwoma. Gorzej, jak magia przestanie ze mną współpracować i wyjdzie dłużej niż tymi dwoma urokami, ale musiałem też trenować te trudniejsze zaklęcia, skoro chciałem się rozwijać. Rookwood wypiła alkohol, więc powinno być jej wszystko jedno.

[url= https://www.morsmordre.net/t6659-leczenie-30-08-56#171741]Potem tu[/url] przechodzę.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 30

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Gabinet Lupusa - Page 8 HXm0sNX
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Lupusa - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Aurorzy. Istny temat rzeka. Rookwood krzywiła się na samą myśl o nich od długich lat, lecz przez ostatnie tygodnie wyjątkowo mocno zaleźli jej za skórę. Pokrzyżowali plany misji w Azkabanie pewnej czerwcowej nocy, raz po raz stawali na jej drodze w Klubie Pojedynków, a teraz - w rezerwacie jednorożców należącym do rodu Parkinson. Stanowili zagrożenie dla czarodziejów tacy jak oni. Byli nierozumni, zbyt głupi, aby zrozumieć istotę i piękno czarnej magii, zbyt głupi, by sięgnąć po moc, jaką oferowała; dość jednak uzdolnieni i bystrzy, by im zagrażać. Nie powinna była ich lekceważyć; zwłaszcza teraz, gdy Minister Magii zdawał się tracić rozum - albo wprost przeciwnie. Zezwolenie na użycie Zaklęcia Niewybaczalnego przez stróżów prawa komplikowało sprawę. Czy byłabyś zdolna użyć tego czaru, Jackie? Czy masz w sobie w ogóle tyle mocy?, zastanowiła się Rookwood.
- Będą martwi - odpowiedziała Blackowi tonem śmiertelnie poważnym, pełnym determinacji i nienawiści jaką teraz czuła do tej dwójki gówniarzy. - Wyrwę im wątroby i nakarmię ich nimi - ciągnęła dalej nienawistnym głosem, we własnej głowie snując fantazje o torturach jakim pragnęła ich poddać. To przynosiło jej pewną ulgę, podobnie jak i kolejne zaklęcie uzdrowiciela. Poczuła jak ból ustępuje. Otworzyła oczy, zerknęła w dół, na swą klatkę piersiową, ujrzała jak rany zasklepiają się, lecz... Po chwili wszystko zniknęło w czarnej mgle. Był chłodny, rześki poranek, zrobiło się jej jednak niezmiernie duszno, a zarazem... Zimno. Dreszcze przebiegły Sigrun wzdłuż w kręgosłupa, dłonie zaczęły drżeć.
Nie wydostanie się stąd. Nie wydostanie z tej mgły. Ona ją zabije, udusi, odbierze ostatni oddech. Zaczerpnęła powietrza gorączkowo, nerwowo, jak ryba wyrzucona na brzeg, a oczy otworzyły się szerzej. Nie mogła tu przecież umrzeć - nic jej nie zagrażało, a jednak nie mogła oprzeć się temu wrażeniu, że ta mgła zaraz ją zabije.
Po chwili opadła, znowu ujrzała Lupusa i Lyannę, którym posłała zdezorientowane spojrzenie, jakby niewidzące. Dopiero po chwili poczuła jak napięcie ją opuszcza, jak zdenerwowanie mija, kiedy już promień zaklęcia wchłonął się w miejsce, gdzie winno być serce. Przestało bić tak nerwowo i mocno. Odetchnęła z ulgą.
Niewiele później i ból przestał jej doskwierać, zarówno na piersi, jak i w plecach. Zniknęły rany cięte, obtłuczenia i siniaki; wróciła do formy, czuła się jedynie strasznie zmęczona. Na to pomóc mógł jednak już tylko sen.
- Dziękuję, Lupusie - wymamrotała niezręcznie - nie była skora do podziękowań, trudno przechodziły jej przez gardło, była jednak wyraźnie uspokojona i wyciszona; przeciągnęła się lekko i z rozkoszą odkrywając, że ruchy nie sprawiają już dyskomfortu. Bezpardonowo sięgnęła po butelkę alkoholu, którym Lupus przemywał jej rany. A wtedy, gdy Black zajmował się Lyanną, zamiast wiązki czaru z jego różdżki - wydostało się szkło, które wbiło się w odsłoniętą skórę przedramion Sigrun.
- Pieprzone anomalie - warknęła; miała ich dziś już dość.


evil comes when you call my name
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Powrót do góry Go down

Wciąż czuła się podenerwowana tym, co zaszło w rezerwacie. Przeklęci aurorzy. Miały realną szansę ujarzmić drugą anomalię, ale bezczelnie im przeszkodzono. W dodatku ten mężczyzna zaskoczył je swoją zdolnością. Gdyby nie te patronusy, czarna magia Sigrun oraz jej uroki z pewnością by im porządnie dopiekły. Niestety musiała mu co nieco zdradzić, była ciekawa jego wniosku, potwierdzenia tego, co mogła tylko podejrzewać. Czy to mógł być Zakon Feniksa? Byle ministerialne kmiotki raczej nie miały takich umiejętności. Z tymi z Kontroli Magicznej prawdopodobnie z łatwością by sobie poradziły. Cóż, pocieszające było to, że przegrały z silnymi przeciwnikami i zdobyły parę cennych informacji, jak działanie i kształt patronusa mężczyzny, czy tożsamość kobiety. Następnym razem przygotują się lepiej i nie dadzą się tak zaskoczyć ani tym bardziej pokonać.
- Jeśli kiedyś jeszcze ich spotkamy to odpowiednio się nimi zajmiemy. Cokolwiek się z nimi stało po anomalii – rzuciła do Sigrun, która wydawała się buzować złością. I nic dziwnego, Lyanna także była wciąż zła o tę cholerną porażkę, o to że przez aurorkę i jej towarzysza z patronusem nie dokończyli naprawy magii. Ale nic więcej nie mogły na ten moment zrobić poza wyciągnięciem wniosków z własnych błędów i pomstowaniem w duchu na taki obrót spraw.
Pozwoliła by Black zajął się najpierw Sigrun i cierpliwie czekała na swoją kolej, kiedy on łatał rany drugiej z kobiet, która została poraniona mocniej. Widziała, że anomalie dawały się Blackowi we znaki, utrudniając proces leczenia, jednak uzdrowiciel znał się na rzeczy. Po uleczeniu Sigrun ruszył w jej stronę i zaczął zaleczać stłuczenia, których doznała, wpadając do dołu po Orcumiano. Po jego zaklęciu ból zaczął ustępować, a zasinienia zniknęły. Niestety przy ostatniej inkantacji coś znów się stało. Z różdżki Lupusa wytrysnęła fontanna sproszkowanego szkła, które poraniło odsłoniętą skórę rąk Lyanny i osiadło na jej ubraniach oraz fotelu, w którym siedziała. Zaklęła pod nosem, ale wiedziała, że to nie wina Blacka. To były anomalie.
- Dzięki, Lupusie – rzuciła również, po czym sięgnęła do wewnętrznej kieszeni po czerwony kamień który znalazła w lesie podczas Festiwalu Lata i przytknęła go do zranień od sproszkowanego szkła na dłoniach, a drobniutkie ranki zaczęły znikać. – Znalazłam to na Festiwalu Lata. Ktoś musiał zgubić w lesie – rzekła, pokazując Blackowi kamień. Słyszała, że podobno wzmagał magię leczniczą, ale sama nie miała pojęcia o tej sztuce, choć znała podstawy anatomii nie potrafiła rzucić żadnego leczącego zaklęcia, nigdy się tego nie uczyła, więc poza leczeniem drobnych przecięć nic więcej nie mogła z tym zrobić. Może Blackowi przydałby się bardziej?
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Aurorzy byli tylko zbędnym elementem magicznego społeczeństwa, któremu nie zaszkodziłaby twarda ręka prowadząca różdżką czarnomagiczne inkantacje. Może nauczyliby się wreszcie odpowiedzialności oraz wagi tradycji, którą próbują złamać swoim rewolucyjnym poglądem na temat świata magicznego. Skoro nikt nie nauczył ich szacunku, może dałoby się wzbudzić w nich posłuszeństwo poprzez strach. Wręcz wypadałoby tak robić, skoro sami nie umieli zmobilizować się do jedynie słusznych prawideł dyktowanych przez wieki dziedzictwa znakomitych czarodziejów. Westchnąłem aż do swoich myśli, nie mogąc wprost uwierzyć, że te wrzody na czterech literach porządnych obywateli ośmielali się ścigać z tymi, którzy chcieli naprawić to, co tamci zepsuli. Co więcej napadali na kobiety; choć nie nazwałbym ich bezbronnymi czy słabymi, to nie zasługiwały na tę bitwę właśnie przez wzgląd na płeć oraz to, że głosiły prawdę. Prawdę niewygodną dla tych, którzy postanowili hołubić zgubnej tolerancji oraz przewrotom mającym doprowadzić nasz świat do upadku. Nędznicy. Nie zasługiwali na nic ponad śmierć w męczarniach.
Spojrzałem uważnie na Sigrun, która tak poważnie odgrażała się aurorom i choć trudno było mi to przyznać, to doceniałem jej upór i odwagę. Pokiwałem z uznaniem głową. – To i tak zbytek łaski – odparłem, uśmiechając się lekko. – Powinni zdychać w męczarniach za to, co robią i jak przyczyniają się do zniszczenia wszystkiego, co cenne – dodałem z wyraźną dezaprobatą w głosie. By krótko potem przystąpić do leczenia obu czarownic, ale to nie było takie proste jak się spodziewałem. To znaczy, zaklęcia jak zaklęcia, raczej leczyły, przynajmniej w większości przypadków zaleczenie ran było od razu, ale te anomalie… kiedy zobaczyłem tę mającą zwiastować klątwę ponuraka to przeraziłem się nie na żarty. – Przepraszam – mruknąłem, uważnie obserwując Rookwood. – Dobrze się czujesz? – spytałem gdzieś pomiędzy kolejnymi zaklęciami, które po prostu musiałem rzucić. Picie alkoholu w ogóle mnie nie zdziwiło, zasługiwały zresztą na poczęstunek, który załatwił skrzat. Potem zacząłem leczyć Lyannę i kiedy właściwie już kończyłem… kiedy z końca różdżki trysnęło szkło raniąc nas lekko. Warknąłem niezadowolony; miałem ochotę połamać to głupie drewno na pół, ale w ostatniej chwili się opamiętałem. Moją uwagę przykuł zresztą kamień, który wkrótce zaleczył nasze drobne rany. – To czerwony kryształ, bardzo cenny. Wzmacnia umiejętności lecznicze – orzekłem oglądając przedmiot. – Niezwykle piękny, miałaś wiele szczęścia, że go znalazłaś – dodałem wkrótce. – Zostaniecie odpocząć czy koniecznie chcecie wrócić do domów? – spytałem obie kobiety kiedy oddawałem kamień Zabini. Starałem się je ugościć najlepiej jak umiałem, uważałem, że powinny odpocząć, ale nie zamierzałem narzucać im swojej woli.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

Lyanna nigdy nie darzyła aurorów sympatią, jak większość osób dorastających w konserwatywnych rodzinach, gdzie nielegalne sprawki i czarna magia były w mniejszym lub większym stopniu obecne. Trudno było lubić tych, którzy węszyli i mogli zagrozić tym sprawkom. Zwłaszcza kiedy była dorosła i rzeczywiście maczała palce w czarnej magii oraz należała do nielegalnej organizacji. Odkąd dołączyła do rycerzy, jej niechęć do aurorów i innych ministerialnych służb znacząco wzrosła, zwłaszcza że utożsamiała je z przeciwną stroną barykady. Była przekonana, że wśród aurorów z pewnością znajdowali się członkowie szlamolubnego Zakonu Feniksa. I dzisiaj prawdopodobnie to właśnie ci cholerni miłośnicy mugolskiego brudu pokrzyżowali im plany naprawienia anomalii w rezerwacie Parkinsonów.
Nie rozumiała, dlaczego niektórzy tak bardzo pragnęli wpuszczenia do ich świata szlamu i zrównania wszystkich. Choć również miała w połowie brudną krew, nigdy nie utożsamiała się ze szlamami ani nawet innymi mieszańcami. Niestety nie miała wpływu na to, że jej matka była, kim była i to jej status krwi zaważył na tym, że i Lyanna miała ją brudną, a jej ojciec nigdy nie pogodził się z tym, w jaki sposób został oszukany i nie zaakceptował córki w pełni – właśnie przez jej status krwi.
Ale cierpliwie i w spokoju zniosła leczenie, konieczne do tego, by szybko wrócić do normalnego funkcjonowania. Black wykonał dobrą, rzeczową robotę, pokazując, że nie był uzdrowicielem tylko za nazwisko i koneksje swojego rodu.
Spojrzała na posiadany przez siebie kryształ. Była to ładna i cenna błyskotka, ale Lyanna wiedziała, że jej samej się nie przyda, bo nie znała się na magii leczniczej i raczej nie planowała się jej uczyć. Pochłonięta nauką innych, bardziej niezbędnych jej umiejętności, nie miała czasu ani chęci, by pochylać się nad bardziej zaawansowaną anatomią oraz leczniczymi inkantacjami. Które niewątpliwie były przydatne, ale musiałaby poświęcić zbyt dużo czasu, by przyswoić je w stopniu wystarczającym, aby mogła sobie pomóc kiedy ulegnie zranieniom.
- Tak, jest piękny – potwierdziła; miała słabość do ładnych błyskotek. Ale wiedziała, że w jej przypadku byłaby tylko błyskotka do postawienia na półce, żeby ładnie wyglądała. Black mógł go spożytkować lepiej. – Jeśli chcesz, możesz go zatrzymać. Mnie i tak się nie przyda, nie potrafię rzucić nawet jednego zaklęcia leczniczego. Nie mam umiejętności, które mógłby wzmacniać – powiedziała. Nie czyniła tego całkowicie bezinteresownie, poniekąd odwdzięczała się Blackowi za dawne przysługi, kiedy kilka razy leczył ją po tym, jak została zraniona podczas zdejmowania klątw, ale i za przyszłe, które niewątpliwie nadejdą. Wiedziała, że musiała żyć w dobrych stosunkach z uzdrowicielami rycerzy, bo nie znała dnia ani godziny, kiedy znowu będzie potrzebowała pomocy, zarówno w kwestiach związanych z organizacją, jak i własną pracą. Nie z każdą sprawą będzie się mogła pojawić w Mungu, skoro nie wszystkie zlecenia, którymi się zajmowała, były w stu procentach legalne.
- Prawdopodobnie wolałabym wrócić do siebie – powiedziała. Nie chciała się narzucać, we wnętrzach Grimmauld Place czuła się jak intruz, a i szlachecka rodzina Blacka nie powinna raczej zauważyć pałętającej się tutaj czarnej owcy rodziny Zabini. Po leczeniu nie czuła się źle, więc nie potrzebowała szczególnych względów i opieki.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Czysta krew była wielkim szczęściem, niestety niezwykle rzadkim już w tych czasach. Strach było pomyśleć co będzie dalej. Całkowita eksterminacja czarodziejów? Do tego dążyli sympatycy brudu, na co nie mogliśmy przystać. My, magowie, którzy nie chcieli po prostu ginąć w zapomnieniu. Stawać się coraz bardziej mugolscy, wyplewiać z siebie magiczne zdolności. To nienaturalne i powinno budzić obrzydzenie zamiast poparcia. Aurorzy byli kolejnymi głupcami, którzy sądzili, że czarna magia zagrażała światu. To ich rewolucyjne poglądy dążące do zrównania wszystkich z niemagicznymi nieudacznikami była szkodliwa dla wszystkich. Ale oni tego nie widzieli, zaślepieni w swoim braku rozumku. Nawet nasza działalność niczego w nich nie obudziła, dalej próbowali kąsać i krzyżować nam plany. Zgroza. Niestety nie mogłem znacząco wesprzeć Rycerzy w walce o ten należny nam świat, ale byłem w stanie uleczyć ich rany i sprawić, by znów byli gotowi do poświęcenia się dla dobra czarodziei. Byłem im wdzięczny, że brali tę odpowiedzialność na siebie i że dzięki nim mogłem czuć się odrobinę spokojny. Na pewno jednak nie na długo, skoro wciąż dochodziły nas słuchy o kolejnych akcjach Zakonu Feniksa. Musieliśmy się ich pozbyć raz, a dobrze.
Niestety leczenie nie poszło mi aż tak dobrze jak zakładałem, ale po upewnieniu się, że moim pacjentkom nic nie było, mogłem się nieco zrelaksować. I obejrzeć piękny kryształ należący do Lyanny. To dzięki niemu uleczyliśmy drobne rany powstałe wskutek paskudnej anomalii. Rozsypane szkło wciąż walało się po podłodze, ale szybko wezwałem skrzata, by zrobił z tym porządek.
Nie spodziewałem się jednak propozycji padającej z ust Zabini. Owszem, często ją leczyłem po wypadkach, o których nie powinny się dowiedzieć władze, a o to w Mungu bardzo prosto; ale nie myślałem, że wdzięczność nadejdzie w ten sposób. Głównie wystarczała mi współpraca między nami, ale widać czarownica miała honor. Wiele osób półkrwi powinno się od niej uczyć. Tego, jak powinni się zachowywać i w co wierzyć. – Będę wdzięczny. Dziękuję – powiedziałem, znów biorąc kryształ do ręki. Był piękny i posiadał niezwykłą moc, godną najlepszych uzdrowicieli. – Na pewno przyda się całej organizacji – dodałem. Bo to nie tak, że miałem go trzymać przy sobie i leczyć tylko tych, co mi się podobali. Byłem na usługach Rycerzy, Czarnego Pana, to im byłem winny ofiarowywać swoje umiejętności. Im bardziej były wzmocnione, tym mocniej przysługiwałem się sojusznikom. W tym Lyannie, choć w prywatnych sprawach również zawsze odnajdywała u mnie pomoc leczniczą. – Nie będę naciskał, ale to nie problem – rzuciłem spokojnie. To zabrzmi dziwnie, ale rodzina się już trochę przyzwyczaiła, że sprowadzam do kamienicy nieznanych lub podejrzanych dla nich osobników. Że wpadają znienacka w nocy i że ich leczę. Ojciec nie zadawał już pytań, miałem jego poparcie, więc gościna nie była niczym zdrożnym. Najważniejsze, by poszkodowani odzyskiwali swoje siły.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

Niestety czystość krwi dla wielu coraz mniej się liczyła. Nawet wśród szlachetnych rodów znajdowało się coraz więcej czarnych owiec. Sama poznała takich ludzi jeszcze w czasach Hogwartu. W niektórych przypadkach okazywało się, że ona, będąca mieszańcem pogardzanym nawet przez własną rodzinę, miała więcej godności i poszanowania dla tradycji niż wiele osób o czystej krwi. I choć sama miłowała sobie niezależność i możliwość samostanowienia, nie rozumiała, jak ci, którzy mieli wszystko, mogli chcieć porzucić to wszystko i odwrócić się od swoich rodzin, by bratać się ze szlamem i żyć jak oni. Dla Lyanny, która (gdyby tylko było to możliwe) zrobiłaby wiele, żeby mieć czystą krew, było to nie do pojęcia. Gdyby czysty status można było tak po prostu uzyskać byłaby gotowa nawet zabić – ale wiedziała, że piętna zmieszanej krwi nie zmaże nic. I musiała z tym żyć, służąc ideologii czystości krwi mimo faktu, że sama posiadała skazę i nie mogła pochwalić się odpowiednim statusem. Kiedy była dzieckiem i nastolatką długo marzyła o tym, że pewnego dnia okaże się, że jej matka jednak miała czystą krew, i ojciec oraz rodzina Zabinich mogliby wreszcie uznać ją za w pełni swoją, ale taka radosna wieść nigdy nie nadeszła. I w końcu z biegiem czasu przestała marzyć, niechętnie akceptując to, co jest i starając się jak najrzadziej poruszać temat swojego pochodzenia, licząc na to, że nie każdy wie o tym, że w przeciwieństwie do reszty rodziny była wybrakowana. Zawsze jednak szanowała społeczną hierarchię i głęboko wierzyła w wyższość czystej krwi czarodziejskiej.
Tak czy inaczej miłośnicy wpuszczania do świata magii szlamu i mieszania czystej krwi z mugolską byli bardzo szkodliwi i Lyanna aż się krzywiła na myśl o czymś tak obrzydliwym – a Zakon Feniksa i wielu myślących podobnie zdawało się przyklaskiwać podobnym pomysłom. Zaakceptujmy mugolaków, zmieszajmy się z nimi i wszyscy bądźmy równi – obrzydliwość.
Zdawała sobie sprawę, że ktoś taki jak Black musiał mieć mocno radykalne poglądy. Ciekawe, jak przyjmował fakt, że wśród rycerzy byli też mieszańcy? Było to nie do uniknięcia, osoby o statusie półkrwi stanowiły większość społeczeństwa i prezentowały pełny przekrój światopoglądów od promugolskiego, przez neutralny aż po konserwatywny, a wszystko to zależało od wychowania.
Niemniej jednak Lupus Black wiele razy jej pomógł i był bardzo kompetentnym uzdrowicielem. Teraz dobra współpraca z nim mogła okazać się szczególnie istotna, bo o ile z obrażeń uzyskanych podczas łamania klątw mogła się wytłumaczyć w Mungu, tak z eksperymentów z czarną magią i zaklinaniem przedmiotów czy prób naprawiania anomalii niekoniecznie. Była pewna, że zrobi z tego kryształu dużo lepszy użytek niż ona, zwłaszcza że leczył nie tylko ją, ale służył całej organizacji.
- Na pewno zrobisz z niego dobry użytek – powiedziała, pozwalając, by wziął kamień. Ot, drobna zapłata za dawne przysługi oraz za te, które nadejdą. – I dziękuję za poskładanie. Czuję się dużo lepiej.
Obicia i otarcia już nie bolały, Black sprawnie je zaleczył. Wyleczona była gotowa do tego, by wkrótce zmierzyć się z anomaliami po raz kolejny. Musiała zmazać wspomnienie dzisiejszej nocnej porażki, bo organizacja nie chciała klęsk, a sukcesów. I musiała ich dostarczyć.
Po wszystkim pożegnała się z nim oraz z Rookwood i wróciła do swojego domu pod Londynem, wiedząc jednak, że na pewno jeszcze kiedyś znajdzie się w rezydencji Blacków. Przystępując do rycerzy Lupus musiał liczyć się z tym, że teraz często będzie mieć nagłych gości takich jak ona.

| zt.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Nie mogłem lubić czarodziejów półkrwi, ale byłem od nich poniekąd zależny; społeczeństwo to przede wszystkim oni, więc unikanie ich byłoby głupstwem. Należało po prostu odsiać tych, którzy w imię wstrętnej równości pragnęli walczyć ze starym, dobrym porządkiem i ich skazać na potępienie. Ale ci, którzy rozumieli wagę czystości krwi i dążyli do jej zachowania dla przyszłych pokoleń zasługiwali na szacunek. Zwłaszcza kiedy angażowali się w konkretną, mającą wymierne skutki walkę. Tak jak choćby Lyanna. Z początku trudno było mi się przyzwyczaić do jej statusu, ale później, poznając dokładnie jej poglądy, stało się to łatwiejsze. Teraz niemal nie zauważałem żadnych różnic, jakie mogłyby istnieć z powodu kobiety nieczystej krwi magicznej; prezentowała się raczej jak każdy inny czarodziej. Poza arystokracją, ale to było oczywiste stwierdzenie.
Kamień był naprawdę piękny. Majestatyczny. Szkoda, że czerwony, ale także czerwień mieliśmy w herbie. Zresztą, to nic nieznaczący dodatek do mocy, jaką kryształ prezentował. To ona była najważniejsza. Zdecydowałem, że zlecę skrzatowi przywieszenie przedmiotu na srebrnym łańcuszku, bym mógł go mieć zawsze przy sobie, na szyi. Było to dużo praktyczniejsze niż chowanie po kieszeniach. Mógłbym kiedyś przez przypadek zapomnieć go zabrać z szaty i nieszczęście gotowe. Na razie jednak obracałem go w dłoni, uważnie obserwując, aż wreszcie wetknąłem do kieszeni.
Kiedy skrzat sprzątał podłogę, pomogłem kobietom wstać. Skinąłem im głową, Zabini w kolejnym podziękowaniu. Były bardzo tolerancyjne na te anomalie, jakie wynikły z moich uzdrowicielskich czarów, więc byłem im za to wdzięczny. – Cieszę się – odparłem na zapewnienia o lepszym samopoczuciu. To było dla uzdrowiciela najważniejsze; zdrowie pacjentów. Odetchnąłem więc z ulgą, odprowadzając czarownice do wyjścia. Miałem nadzieję, że dobrze robią nie korzystając z noclegu. Ale patrząc na to, że były już w dużo lepszym stanie, to chyba nie miałem się czym martwić.
Wróciłem więc do gabinetu. Był już czysty, a skrzat czekał na dalsze instrukcje. Wyjąłem więc z kieszeni czerwony kryształ i kazałem mu spełnić moje życzenie odnośnie jego oprawy. Z samego rana. Kiedy stworzenie zrozumiało o co mi chodziło, podążyłem do łaźni, a potem sypialni, zamierzając zdrzemnąć się jeszcze chwilkę.

z/t
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

| 03.09

Kilka dni po poprzednim pobycie tu, podczas którego Black leczył ją z obrażeń uzyskanych podczas walki przy anomalii, znowu się tu pojawiała. Gdy wychodziła stąd ostatnio nie myślała, że przyjdzie jej ujrzeć rezydencję Blacków tak szybko, i pewnie nie miałoby to miejsca, gdyby nie przynależność do rycerzy. Bo była przekonana, że sprawa, w związku z którą Lupus chciał ją widzieć, była ściśle powiązana z organizacją. W końcu który Black chciałby zaprosić do swej posiadłości mieszańca z własnej, nieprzymuszonej woli, nienarzuconej żadną wyższą koniecznością? Nie, to zdecydowanie nie była wizyta towarzyska spowodowana nagłym stęsknieniem się Blacka za jej osobą, choć spędzili razem w Hogwarcie dobrych siedem lat. Nie byli jednak przyjaciółmi, ale nie łączyła ich również niechęć. Ich szkolne stosunki można było nazwać dość neutralnymi. Lyanna była osobą, która przez większość edukacji trzymała się na uboczu i skupiała się na nauce, dlatego praktycznie nie miała przyjaciół, co dodatkowo było spowodowane jej statusem krwi zbrukanym przez podłą, zdradziecką matkę. Była czarną owcą Zabinich, wstydem dla swego ojca, co odbiło się na jej relacjach z rodziną i z rówieśnikami w szkole, a w konsekwencji uczyniło z niej osobę dość aspołeczną i niezbyt przyjacielską, przyzwyczajoną do tego, że większość relacji z ludźmi to transakcje wymienne, nastawione na jednostronną bądź obopólną korzyść. Szczęśliwe życie rodzinne nie było jej pisane, więc skupiała się na tym, na czym się znała najlepiej – na runicznej wiedzy i łamaniu klątw oraz nauce ich nakładania. Rozwijała wiedzę i umiejętności, dążąc do tego, by stać się naprawdę utalentowaną i silną czarownicą, która będzie budzić respekt – nie swym pochodzeniem, a umiejętnościami. Od paru miesięcy w jej codzienności pojawił się też nowy cel, odkąd wprowadzono ją do rycerzy Walpurgii, co sprawiło, że nie mogła już myśleć tylko egoistycznie o własnym dobru i korzyściach, a o ogóle organizacji i celach, do których wszyscy dążyli. Choć Lyanna zawsze była osobą dość niezależną, służba Czarnemu Panu sprawiła, że widziała przed sobą konkretniejszy cel niż tylko życie z dnia na dzień i łapanie przygodnych zleceń na zdejmowanie klątw.
Gdy pojawiła się w rezydencji na Grimmauld Place, skrzat poprowadził ją do pomieszczenia, które już znała – gabinetu Lupusa. Zapukała do drzwi i po usłyszeniu potwierdzenia weszła do środka. Na swój sposób pasowała do tych ponurych wnętrz ze swoim upodobaniem do czarnych ubrań o staromodnym kroju, kontrastujących z niezwykle bladą skórą. Na spowite w czarną pelerynę chude ramiona spływała także gęsta burza ciemnobrązowych włosów.
- Chciałeś mnie widzieć, Black. Mniemam, że nie z tęsknoty za moim towarzystwem – odezwała się, przyglądając się sylwetce dawnego szkolnego rówieśnika, dziś dumnego lorda Blacka i uzdrowiciela, który czasem ją składał, kiedy wpadała w tarapaty. Kącik jej ust lekko uniósł się w górę. Zawsze była zadowolona z jego umiejętności doprowadzenia jej do ładu, ale zastanawiała się, w jakim celu sprowadził ją dziś, bo w liście nie zdradził zbyt wiele. Przybyła jednak, bo jeśli to była sprawa rycerzy, nie mogła tego zignorować – a Black należał do jej jednostki badawczej i mógł mieć dla Zabini konkretne zadanie.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Właściwie już jakiś czas temu przestałem myśleć o Lyannie w kontekście statusu krwi; ta sprawa nie zaprzątała mi głowy tak mocno jak kobieta mogłaby sądzić. Raczej patrzyłem na nią szerzej, pod kątem poglądów oraz oddaniu sprawie, a to było ogromne. Mogłem to stwierdzić bez trudu, kiedy dołączyła w szeregi Rycerzy Walpurgii i wraz z innymi starała się naprawić anomalie. Nie potrzeba było mi niczego więcej. Większość magicznego społeczeństwa to byli przeciętni obywatele z krwią mieszaną, nie przeszkadzało mi to. Dopóki nie postanowili mieszać się ze szlamami lub pokazywać mugolom nasz świat. To wręcz niedopuszczalne, brzydziło mnie to i złościło jednocześnie, bo skazywało magię na powolne wyginięcie. Jako członek starożytnego, magicznego rodu musiałem stanąć w opozycji do tej paskudnej praktyki i pomóc ze wszystkich sił w zwalczaniu destrukcyjnych zapędów tolerancyjnych terrorystów.
To jednak nie o tym chciałem rozmawiać, zostawiając temat czystości krwi jako wiecznie aktualny, ale już dość przemaglowany w naszych strukturach organizacyjnych. Musiałem pozyskać testerów do badań nad eliksirem natychmiastowej regeneracji i potrzebowałem do tego dwóch czarodziejów chorych i jednego zdrowego. Właściwie nie wiem dlaczego to Zabini przyszła mi do głowy, kiedy zacząłem pisać do niej list z prośbą o spotkanie. Może dlatego, że była tu kilka dni temu i wydawała się być zdeterminowana do pomocy? A może coś jeszcze innego? Sam nie wiedziałem, grunt, że przyszła i że naprawdę chciała mnie wesprzeć, a przynajmniej tak wywnioskowałem po tym, jak skrzat zaanonsował jej pojawienie się w Grimmauld Place. Pokiwałem głową, by przyprowadził ją po ruchomych schodach na górę, a sam wstałem oczekując na przybycie kobiety. Skrzat odprowadził ją do drzwi, a ja zaprosiłem do środka.
- Ciebie też miło widzieć Lyanno – rzuciłem w odpowiedzi na prowokujące przywitanie. – Usiądź, proszę – powiedziałem od razu, dłonią wskazując na krzesło naprzeciwko biurka. – W istocie, nie tęsknota targnęła mną do napisania ci listu – przyznałem, ale nie chciałem tak od razu rzucać wszystkich kart na stół. Nawet jeśli faktycznie miałem zamiar szybko przejść do konkretów. – Napijesz się czegoś? – spytałem neutralne, kiedy stanąłem przy barku. Do jednej ze szklanek zdążyłem nalać już Toujours Pur, ale z drugą wstrzymałem się oczekując decyzji czarownicy.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

Lyanna wychowała się w rodzinie czystej krwi, więc siłą rzeczy przejęła światopogląd krewnych i solidaryzowała się z tą czystszą częścią swojej krwi, nie z matką-mieszańcem, która nigdy nie zrobiła dla niej nic poza urodzeniem jej. To Zabini ją wychowali i wpoili jedyne słuszne poglądy. Od dziecka uczono ją niechęci do mugoli, która pogłębiła się z biegiem czasu, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w dzieciństwie miała pewną nieprzyjemną przygodę z mugolem, która sprawiła, że nauki ojca padły na podatny grunt. I choć Vincent Zabini zawsze traktował ją gorzej, zdawała sobie też sprawę, że czystość krwi tak naprawdę nie ma wiernego przełożenia na talent magiczny, bo w Hogwarcie często wyprzedzała wynikami w nauce szlachcianki. Respektowała jednak wyższość czystej krwi, bo szły za nią wiekowe czarodziejskie tradycje, podczas gdy szlamy przychodziły znikąd i żerowały na dorobku stworzonym przez społeczeństwo już wcześniej. To zdecydowanie należało ukrócić, podobnie jak szlamolubne tendencje części społeczeństwa – ale te przejawiali przecież nie tylko mieszańcy, ale też niektórzy czystokrwiści, a nawet szlachetnie urodzeni, co z perspektywy Lyanny wydawało się zdradą i pluciem na własny status. Zdrajcy byli równie źli jak szlamy.
Poglądy Zabini pozostawały jednak zawsze po tej właściwej stronie, popierającej zachowanie czystości krwi i wrogość wobec intruzów z zewnątrz, dzieci mugoli oraz samych niemagicznych, którzy niszczyli czarodziejski świat i zmuszali ich oraz magiczne stworzenia do życia w coraz większym ukryciu. A to nie czarodzieje powinni się bać. Nic dziwnego, że z takimi poglądami zainteresowała się potęgą Czarnego Pana i ideologią rycerzy Walpurgii, została jedną z nich, gotowa zaoferować swoje umiejętności w walce o słuszną sprawę.
Pomaganie członkom grupy badawczej również leżało w zakresie ich obowiązków, tym bardziej że Lupus pomagał jej, gdy potrzebowała jego leczniczych umiejętności, więc i ona mogła pomóc jemu, tym bardziej, że mogła w przyszłości jeszcze potrzebować leczenia. Pojawiła się w jego rezydencji następnego dnia po otrzymaniu listu i została doprowadzona do znajomego już gabinetu. Pozwoliła sobie na drobną, ale w gruncie rzeczy niezłośliwą uszczypliwość na powitanie, w głębi duszy ciekawa, o co chodziło dokładnie.
Uśmiechnęła się nieco szerzej, gdy Black odpowiedział w podobnym tonie, po czym usiadła we wskazanym miejscu.
- Chętnie – rzekła, widząc butelkę Toujours Pur; szlachetnie urodzeni mieli w swych zapasach trunki wysokiej jakości, znacznie lepsze niż sikacze z podrzędnych pubów, więc nie zamierzała pogardzić odrobiną czegoś mocniejszego. – Tak podejrzewałam, że chodzi o jakąś konkretną sprawę. Potrzebujesz złamania jakiejś klątwy lub dostarczenia rzadkiego przedmiotu? Czy może rzecz tyczy interesów rycerzy, a może... potrzebujesz jakiejś mojej pomocy w badaniach? – zapytała. Jeśli potrzebował ingrediencji, mogła poruszyć stare kontakty ojca i coś mu załatwić, chyba że chodziło o coś innego. Tak czy inaczej była gotowa go wysłuchać i poznać propozycję, którą niewątpliwie dla niej miał.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Mogłem tej pomocy poszukać gdzieś indziej, ale to nie zmieniało faktu, że krew zdrowego czarodzieja, choć oczywiście ważna, to nie będzie mieć aż tak wielkiego wpływu na przebieg badań. W przeciwieństwie do pomocy osób chorych. Właściwie nie wiem dlaczego nie mogłem przetestować tego eliksiru na sobie; może powinienem być w pełni sił kiedy nadejdzie czas na spisanie wniosków? Prawdopodobnie tak. Westchnąłbym, ale nie wypadało. Zresztą, to nie było głównym problemem, testerzy zawsze się znajdą; jeśli nie dobrowolni wolontariusze to przymusowi ochotnicy.
Domyślałem się, że Lyanna nie zamierzała mi pomóc z dobrego serca, bo choć eliksir nie będzie nastręczał żadnego problemu i zostanie najpierw przebadany na zwierzętach, to mimo wszystko upuszczanie cennej krwi nigdy nie spotykało się z entuzjazmem. Podejrzewałem, że tak będzie i tym razem. Nie miałem jej tego za złe, nawet jeśli fizycznie nie miałem na razie czego. Musiałem jednak zebrać myśli, przedstawić swój szalony plan w możliwie korzystnym świetle i pomimo znacznego dorobku w wysławianiu się, to dzisiaj wyjątkowo miałem pustkę w głowie. Jakbym nie miał żadnych kuszących perspektyw dla tych, którzy odważyliby wspomóc proces powstawania mikstury. Mogłem im nawet zapłacić, ale czy to miało wystarczyć?
Oczekując na potwierdzenie lub zaprzeczenie wciąż układałem w myślach słowa, jakie powinny paść na początku i w środku tej konwersacji. Wreszcie zapełniłem i drugą szklankę, podając ją Zabini. Dopiero wtedy wziąłem swoje naczynie i usiadłem za biurkiem. Uśmiechnąłem się lekko, uważnie słuchając domysłów czarownicy.
- Nie, spokojnie – zaprzeczyłem krótko po nich. – Moja prośba jest dużo mniej skomplikowana – zaznaczyłem od razu. Jeszcze nie napiłem się alkoholu, zamiast tego obracając szkło w palcach, jakbym intensywnie się nad czymś zastanawiał. Cóż, tak było w istocie. – Potrzebuję trochę twojej krwi oraz wstawiennictwa w końcowym etapie moich badań – zacząłem wreszcie bez owijania w bawełnę. – Tworzymy eliksir natychmiastowej regeneracji, wspominałem o nim na jednym ze spotkań – kontynuowałem, choć nie mogłem sobie przypomnieć czy Lyanna była wtedy, chyba jeszcze w La Fantasmagorie. – Potrzebuję kogoś, kto odważy się być testerem. Zdrowym. Pomyślałem o tobie – ciągnąłem dalej. – Mogę zapewnić, że ryzyko jest zerowe. Najpierw napoję nim zwierzęta. Zresztą, wszystko będzie kwestią dawki, nie pozwolimy wam spróbować źle uwarzonej mikstury – zapewniłem. Szczerze. Nie miałem żadnych obaw, ale czekałem na wątpliwości i pytania. Dopiero teraz zresztą zauważyłem, że niepotrzebnie dałem czarownicy alkohol, krew nim skażona do niczego się nie przyda. Chyba, że pobrałbym ją zanim etanol dotrze do krwioobiegu; ewentualnie spotkamy się innym razem. Przecież nie mogłem zabrać jej szklanki, skoro zaproponowałem poczęstunek. Mogłem pomyśleć o tym wcześniej, po prostu.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

Lyanna rozumiała, jak dużą wagę miały prowadzone badania. Potrzebowali zdolnych alchemików i uzdrowicieli, tym bardziej że ich misje nie należały do szczególnie bezpiecznych. Samo obcowanie z czarną magią również stanowiło zagrożenie, było ceną, którą płacili za posmakowanie potęgi. Domyślała się, że Lupus jest dla organizacji bardzo cenny, nie tylko przez wzgląd na nazwisko i wiążące się z nim koneksje, ale także na umiejętności.
Jak dotąd nie miała szczególnie wielkiego wkładu w działanie organizacji poza naprawieniem anomalii i udaremnioną próbą naprawienia kolejnej, a także uczestnictwem w końcowych pracach remontowych w Białej Wywernie i nieudaną wyprawą do domu starego Slughorna, była wśród nich stosunkowo krótko i nie zdążyła się zasłużyć, ale miała zamiar to w przyszłości zmienić, planowała też kolejne próby zmierzenia się z anomaliami. Pomoc członkowi grupy badawczej również mogła mieć pewne znaczenie podkreślające jej zaangażowanie w ważne sprawy i nie umywanie rąk od zobowiązań. Potrzebowała w swoim życiu celu, a dążenie do większej sprawy wydawało się bardziej obiecujące niż tylko życie z dnia na dzień i oddawanie się samej pracy, rozwijaniu wiedzy czy drobnym przyjemnościom.
Przyjęła szklankę i powoli wysączyła z niej łyk, przypatrując się uważnie poważnemu, dostojnemu Blackowi zasiadającemu po drugiej stronie ciężkiego mebla, słuchając jego słów.
- Chyba coś pamiętam, choć chętnie dowiem się więcej. Na jakim etapie są prace? – była jak dotąd tylko na jednym spotkaniu, lipcowym, i oczywiście miała zamiar pojawić się na kolejnym, planowanym na już za dwa dni. – Rozumiem znaczenie tych badań dla naszej organizacji i przyszłych działań. Zdaję sobie też sprawę z tego, że nowy eliksir, by mógł powstać, musi przejść cały szereg prób i błędów, zanim będzie się nadawał do użytkowania – mówiła, mimowolnie będąc pod wrażeniem. Zawsze bardzo szanowała wiedzę, mądrość i umiejętności, świadoma tego, że potrzeba było ich wiele, by stworzyć coś nowego, nieznanego wcześniej, a zdolne naukowe umysły przecierały dotąd niezbadane szlaki.
Bycie testerem nosiło posmak ryzyka, ale pewnie nie większy niż łamanie klątw w dobie anomalii. Poza tym ufała że Black przetestuje eliksir na zwierzętach bądź złapanych przez kogoś mugolach zanim poda go komukolwiek z rycerzy.
- Jeśli potrzebujesz, by eliksir przed ostatecznym dopuszczeniem do użytku przetestował ktoś z nas, mogę podjąć się tego zadania, choć nie ukrywam, że najpierw wolałabym poznać rezultaty prób na zwierzętach. Mogę nawet schwytać dla ciebie jakiegoś mugola do prób, jeśli okaże się to potrzebne – uśmiechnęła się pod nosem. Mugole jawili się jako dobre króliki doświadczalne, a zniknięcie jednego czy dwóch budziło mniej pytań niż zniknięcie czarodzieja, nawet szlamy. Nie potrzeba było też wybitnych umiejętności w zakresie czarnej magii, tego co potrafiła Lyanna z pewnością wystarczyłoby, by złapać dobry obiekt badawczy.
- A co do krwi... Do czego będzie ci potrzebna? Mam naciąć sobie palec, byś mógł utoczyć jej do fiolki?
Odłożyła szklankę z alkoholem; jak dotąd wypiła tylko łyk i to przed chwilą, więc raczej nie zdążył jeszcze rozejść się po jej organizmie. Miała co prawda pewne opory przed upuszczaniem sobie posoki, nie ze strachu przed bólem czy jej widokiem, a przez świadomość, do czego mogli używać krwi doświadczeni runiści – ale Black był uzdrowicielem, nie zaklinaczem. Sama uczyła się nakładania klątw, więc wiedziała, jak to działa, ale z drugiej strony, Black w przeszłości miał niejedną okazję, by trochę jej podebrać, no i stali po tej samej stronie, więc raczej nie proponował tego, by jej w jakiś sposób zaszkodzić. Niemniej jednak Lyanna chciała wiedzieć, do czego potrzebował jej krwi. Ot, zwykła zawodowa ostrożność.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Gabinet Lupusa

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach