Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet Lupusa
AutorWiadomość
Gabinet Lupusa [odnośnik]27.02.17 10:25
First topic message reminder :

Gabinet Lupusa

Mieszczący się tuż obok sypialni gabinet jest miejscem, w którym Lupusa można najczęściej zastać. Jeśli aktualnie nie pracuje nad żadną sprawą dotyczącą pacjenta, to na pewno rozrysowuje kolejne drzewa genealogiczne arystokracji. Twarde, hebanowe biurko zawsze jest zawalone mnóstwem ksiąg oraz pergaminów; na ścianach widnieją nieruchome portrety przodków, regały uginają się od różnych tomów, a barek przechowuje najlepsze wersje Toujours Pur.
Na gabinet nałożone jest zaklęcie Muffliato.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Lupus Black dnia 05.09.17 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]13.09.17 21:38
Uprzejmości, skrócone do niezbędnego minimum - bliskiego wręcz niewychowaniu, nie zapytała przecież o zdrowie nestora ani o komentarz dotyczący ostatniego wydania Proroka Codziennego, nie wspominając już o wyrażeniu ubolewania z powodu szalonej pogody - ucichły całkowicie, pozwalając Deirdre zebrać myśli. Pojawiła się na Grimmauld Place z pewnością: zarówno Lupusa jak i tego, co miała mu przekazać, jednak jak zwykle pieczołowicie dbała o to, jakie słowa padną z jej ust. Umiejętność odpowiedniego przekazania informacji, także tych szczęśliwych, była równie ważna co biegłość w posługiwaniu się różdżką i klątwami, niekiedy nawet istotniejsza. Świetnie radziła sobie na niepewnym gruncie, prawie mistrzowsko posługując się manipulacją, wspartą retorycznymi sztuczkami i urokiem osobistym, ale tutaj, w gabinecie mężczyzny, którego znała od prawie piętnastu lat, nie potrzebowała wyostrzonego doświadczeniem oręża. Jeśli sam charakter Lupusa pozostawiałby jakiekolwiek wątpliwości, to nazwisko - starożytne i szlachetne, słynące z politycznego zacięcia i pielęgnowania czystości krwi - rozwiałyby je w proch. W siedzibie konserwatywnego rodu nie spodziewała się plugawych, zdradzieckich żmij; potrafiła docenić prawdziwą arystokratyczną potęgę, nawet pomimo własnych bolesnych wspomnień.
Nie spuszczała uważnego spojrzenia z Blacka, dostrzegając zarówno krótkie spojrzenie w stronę barku, jak i wyraźne zaciekawienie podjętym tematem rozmowy. Może jednak przesadziła z sterylnością spotkania: ostatnio coraz częściej powracała do zachowań prawdziwej siebie, ostrych, nudnych i wyzbytych jakichkolwiek emocji, odsłanianych wyłącznie przy jednym, żywym wspomnieniu. - ...ale ty nie musisz się krępować, moja wstrzemięźliwość wynika z drobnej niedyspozycji zdrowotnej - dodała po swoim podziękowaniu i po kilku sekundach przerwy, skłaniając głowę w stronę barku. Nie zamierzała tłumaczyć się dalej, wiedząc, że Lupus, nawet kierowany zawodową ciekawością, nie będzie drążył tematu. Mieli poważniejsze kwestie do omówienia: pragnęła skrystalizować jego domysły i zamienić je w pewność.
- Chciałabym, byś dołączył do Rycerzy Walpurgii- zaczęła spokojnie, konkretnie, zostawiając metaforyczny wstęp za sobą - nie musiała dobudowywać mitologii, ta tworzyła się sama, na oczach czarodziejskiego świata. - organizacji, założonej przez najpotężniejszego czarnoksiężnika, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi, przez Czarnego Pana, Lorda Voldemorta, którego moc przekracza granice dotychczasowej wiedzy - kontynuowała tym samym tonem, lecz w jej ciemnych oczach zalśnił jednocześnie strach i fascynacja, szacunek zmieszany z oddaniem; Black znał ją, nie kłamała, nie schlebiała, zawsze krytyczna i zdystansowana, jej słowa miały więc tym większą wagę. - Zgromadzeni wokół niego czarodzieje, oddani sprawie, dzięki Jego mocy i naukom, sprowadzają na nasz świat czystość i ład. Pozbycie się szlamu, zniszczenie zdrajców, zadbanie o ochronę czystej krwi, celebrowanie czarodziejskiego dziedzictwa, wydobywanie z mocy, tego, co najsilniejsze, a co dotychczas pozostawało zakryte lub zabronione - zatrzymała się na chwilę, wygodniej opierając głowę o zagłówek fotela. Uważnie obserwowała twarz Lupusa, musiał coś słyszeć na ten temat, był Blackiem, był szlachcicem, obracał się w kręgach, w których coraz więcej mężczyzn zdecydowało się na walkę w słusznej sprawie. - Służy Mu wielu potężnych czarodziejów, wielu przedstawicieli arystokracji, wielu mężczyzn i kobiet gotowych do walki z rozpętującą się coraz gwałtowniej burzą, wszczętą przez plugawych zdrajców i miłośników szlam, pragnących zrównania nas z tymi zwierzętami. Służę Mu także ja - przymknęła na chwilę oczy; nie musiała odkrywać rękawa szaty, ciągle czuła Mroczny Znak, gorące, czarne znamię, tatuaż na zawsze wsączający się w jej krew i ciało. - Wierzę, że staniesz się przydatnym elementem naszej misji, posiadasz wielką wiedzę i magomedyczne doświadczenie. U jego boku stoją także uzdrowiciele i alchemicy, miłośnicy ksiąg i łamacze klątw, ludzie światli, skupieni na poznawaniu sensu czarodziejskich mocy, mających służyć tym, którzy na nią zasłużyli - zakończyła spokojnie, chyląc niego głowę, drobne pochlebstwo nie mijało się z prawdą. Zamilkła na dłuższą chwilę, bacznie sprawdzając reakcje Lupusa, pewna jednak, że spotka się z jedyną słuszną - i zarazem jedyną możliwą - odpowiedzią.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]18.09.17 11:01
Moje wychowanie również nie należało do najlepszych, skoro też nie spytałem ani o zdrowie, ani nie zadałem innych kurtuazyjnych pytań, które powinienem był wypowiedzieć w ramach bycia wzorowym gospodarzem, godnym potomkiem rodu. Skoro jednak ustaliliśmy, że nie mamy czasu na podobne gierki słowne, skoro istniało coś ważniejszego, wymagającego niezwłocznej dyskusji, to nie powinniśmy zaprzątać sobie głów nic nieznaczącymi w tej sytuacji drobiazgami. Zdążyłem już o nich zapomnieć myślami wędrując ku istocie sprawy oraz własnych domysłów. Nie potrafiłem ukryć ciekawości, nie posiadłem tak wielkiego wachlarza aktorskich umiejętności, zdarzał mi się też brak opanowania. Wszystkie możliwe wady starałem się przekuwać w zalety lub pozbywać się ich jak powinno pozbywać się szlamy, ale nie w każdej sytuacji potrafiłem być do końca panem własnego spojrzenia. Iskrzącego delikatnie pod wpływem obietnicy poznania wielkiej, interesującej tajemnicy, którą złożyła na samym początku Deirdre. Słuchałem jej uważnie, równie intensywnie przyglądając się jej mimice, choć wiedziałem, że nie będę mógł jej rozgryźć. To nic, byłem pewien, że trening czyni mistrza, że jeszcze kiedyś posiądę wszystkie umiejętności, którym powinienem się charakteryzować jako ktoś, kto pragnie być kilka kroków przed wszystkimi innymi. Wierzyłem, że starania kiedyś wydadzą owoce, które wtedy z pieczołowitością zbiorę delektując się smakiem sukcesu.
Oparłem się wygodniej, przez twarz przeszedł nikły cień uśmiechu słysząc o wstrzemięźliwości. Powinienem w tym momencie dopytać o zdrowie (i tak mnie ono ciekawiło z czystej zawodowej fascynacji chorobami i innymi niedyspozycjami organizmu), ale obiecaliśmy sobie nie wchodzić na prywatną stopę. Skoro nie powiedzieliśmy A, nie mogliśmy powiedzieć B. Dlatego skinąłem jedynie głową; nie wypadało mi się raczyć trunkiem w towarzystwie, kiedy miałbym być jedynym pijącym. Zawsze mogłem to uczynić w samotności, po spotkaniu. Nie byłem alkoholikiem, nie trzęsły mi się ręce, nie potrzebowałem tego natychmiast, nawet pomimo korcącej nuty gdzieś podświadomie. To wszystko przez te poważne sprawy, których rozwiązania się niecierpliwiłem.
Rycerze Walpurgii. Czarny Pan. Czystość i ład. Im dłużej słuchałem, tym większe ogarniało mnie zdumienie, że o niczym nie wiedziałem. Czytałem gazety, domyślałem się, że dzieje się bliżej nieokreślone coś, co doprowadzało do mało subtelnych, ale bardzo słusznych rozwiązań w magicznym oraz niemagicznym świecie, ale nigdy nie przypuszczałbym, że miałbym się znaleźć tak blisko tego. Pragnąłem, by faktycznie ktoś wreszcie wziął sprawy w swoje ręce, przywrócił czarodziejom należny im szacunek oraz wprowadził ów ład na nasze terytorium, ale nigdy nie podejrzewałem, że sam miałbym wziąć w tym czynny udział. Nie dlatego, że nie chciałem, a raczej dlatego, że praca wysysała ze mnie wszelkie soki. Wstyd się przyznać, że nie szlifowałem sztuk czarnomagicznych z zamiarem zaprowadzenia porządku na ulicach, a prawdopodobnie powinienem ze względu na nazwisko oraz idee łączące mnie zarówno z rodziną jak i resztą czystokrwistego społeczeństwa. Skupiony wyłącznie na karierze nie kłopotałem się światem zewnętrznym, czego odczułem gorzki posmak na końcu języka kiedy wszystkie słowa wypłynęły z ust mego gościa. Jej słowa były wystarczającym potwierdzeniem na to, jak potężny musiał to być czarodziej, a wzmianki w Proroku, niepokojące znaki, to wszystko zaczęło się układać w logiczną całość. Zupełnie, jakbym doznał olśnienia; coś, co było jedynie tłem, poszatkowaną rzeczywistością, nagle stało się pełnym, klarownym obrazem. Kuszącym, nieskreślającym mnie całkowicie. Bo zamierzałem zaprzeczyć bojąc się swojego braku umiejętności, ale wizja wykorzystania magomedycznego wykształcenia oraz umiejętności skutecznie odwiodła mnie od negacji. Wręcz poczułem, że mogłem połączyć przyjemne z pożytecznym, nadając swej pracy nowego sensu. Tylko głupiec zmarnowałby tak ogromną szansę, a ja nie uważałem się za jednego z nich.
Jednak milczałem dość długo, porządkując w głowie wszystkie zasłyszane fakty, nie spiesząc się z odpowiedzią. Daleko mi było do człowieka podejmującego decyzje raptownie, bez przemyślenia tego. Jedynym minusem była służba, ale odnosiłem wrażenie, że warto, skoro nawet Deirdre na nią przystała, a znałem ją na tyle, by nie doszukiwać się w niej potrzeby poddańczości byle czemu i byle komu. To tylko coraz mocniej utwierdzało mnie w fakcie o słuszności podjętej decyzji.
- Dobro czystej krwi leży na moim sercu, tak jak na sercu mojej rodziny, która restrykcyjnie podchodzi do tej sprawy. Sama zresztą wiesz. Dlatego jeśli jest coś, co mogę zrobić dla tej słusznej sprawy, to tak, oddam wam moją różdżkę – odpowiedziałem w końcu. – Jednak póki co mogę ją wspomóc jedynie wiedzą oraz medycznymi umiejętnościami. Niestety nie poznałem jeszcze tajników czarnej magii od strony praktycznej, nie teoretycznej – wyznałem. Trochę mnie to zawstydzało, w końcu to przyznanie się do własnych słabości, ale musiałem to powiedzieć. Prędzej czy później prawda wyszłaby na jaw, nie było sensu oszukiwać. Być może zdobyłbym doświadczenie do czasu, aż musiałbym z tych umiejętności skorzystać, ale to były tylko domniemania. Poza tym skoro Deirdre zaufała mi powierzając te informacje, to chyba mogłem zdobyć się na to samo. – Jak to wygląda? Są jakieś spotkania? To on nas wzywa do siebie? – zadałem jeszcze kilka pytań, ciekaw o mechanizm prężnie działającej grupy. Musieli się jakoś kontaktować, gdzieś się spotykać, wątpliwe, by działali na własną rękę bez przemyślunku. Chciałem wiedzieć czego się spodziewać.
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]19.09.17 19:18
Cisza, która zapadła po wygłoszonym spokojnym tonem monologu Deirdre, w ogóle jej nie zakłopotała ani nie speszyła. Znała Lupusa, a ostrożność w wydawaniu osądów była jedną z cech, którą w nim naprawdę lubiła: zawsze wyważony, spoglądający na rzeczywistość z odpowiedniego dystansu, kierujący się zdrowym rozsądkiem. Te cechy przydadzą mu się w walce - o ile do takiej kiedykolwiek dojdzie, struktury Rycerzy Walpurgii stawały się coraz bardziej klarowne, pozwalają na poszerzenie zasięgu czarnomagicznych sił, nieograniczających się już jedynie do bezpośrednich starć. Zgłębianie tajemnic okrutnych czarów, przekraczanie granic znanych do tej pory uzdrowicielom - wiedziała, że skusi to Blacka, wykazującego się wielką ambicją i pracoholizmem. Jeśli istniała szansa na to, by stał się jeszcze lepszy w swoim fachu, jednocześnie przyczyniając się do słodkiej eksterminacji szlam, lęgnących się nawet tuż pod nosem starożytnego rodu, w miejscach niegdyś należących jedynie do czarodziejów, Lupus z pewnością z niej skorzysta. Nie kłopotała się więc przedłużającym się milczeniem, kwitując je jedynie lekkim uśmiechem, pozbawionym wesołości czy kokieterii. A gdy w końcu z wąskich warg Blacka padły następne słowa, Deirdre przyjęła je krótkim skinieniem głowy. Podejrzewała, jak niewygodne musiało być przyznanie się do czarnomagicznej niewiedzy przez dziedzica tego konkretnego szlacheckiego rodu, ale Tsagairt w żaden sposób nie okazała niedowierzania bądź zawodu. Znał się doskonale na uzdrowicielskim fachu i anatomicznych tajemnicach, mogących doprowadzić go do wspaniałych odkryć - to na razie wystarczy.
- Cieszą mnie twoje poglądy i oddanie sprawie - skomentowała płynnie, prostując się nieco na wygodnym fotelu. - które zatuszują pewne braki, szybkie do nadrobienia. Dziedzictwo twego rodu z pewnością odezwie się w twych żyłach, gdy zaczniesz kosztować potęgi czarnej magii - co do tego nie miała wątpliwości; posiadając tak doświadczonych nauczycieli, Lupus mógł wzbogacić swój asortyment klątw, pozostając przy tym skutecznym uzdrowicielem. Skutecznym - na różne sposoby. Spodziewała się następnych pytań, zahaczających o konkrety związane z organizacją, do której dołączał. - Spotykamy się w miarę regularnie. Naszą siedzibą do niedawna były piwnice Białej Wywerny - zaczęła powoli, starając się skupić na rzeczowych informacjach. - jednak ta została zniszczona szatańską pożogą, wyczarowaną przez Czarnego Pana tuż po tym, gdy zamordował szefa Biura Aurorów - Lupus powinien wiedzieć, co naprawdę wydarzyło się niedawno na Nokturnie i kto pozbawił życia potężnego aurora. Gazety przedstawiały kłamliwą wersję wydarzeń, wygładzonych i błędnych: odkrycie prawdziwej czarnoksięskiej mocy i połączenie tajemniczych zaginięć z Mrocznymi Znakami wydawało się poza ich możliwościami lub było elementem zaplanowanej gry. W ochronienie społeczeństwa przed prawdą? Nieistotne, ta i tak wyjdzie na jaw, przynosząc czarodziejom nowy, lepszy świat. - Planujemy jej odbudowę, do której także możesz się przyczynić dzięki swym koneksjom - dodała; wsparcie arystokratów znacznie przyśpieszy odtworzenie siedziby, ale nie to było obecnie najważniejsze. - Poinformuję cię o spotkaniu oraz o wszystkich detalach. Obecnie koncentrujemy się na innym zadaniu - kontynuowała, postanawiając na razie nie mówić o szaleńczym wypadzie do Azkabanu. - ale działamy prężnie przez cały czas. Czarny Pan - nawiązała do kolejnego pytania a w jej głosie mimowolnie zabrzmiał podszyty szacunkiem lęk - nie pojawia się już podczas naszych zgromadzeń. Przekazuje najważniejsze informacje i zadania Śmierciożercom, najbliższym Mu zwolennikom - odparła powoli, opierając mocniej ręce o podłokietniki. - Posługa w Jego imieniu nie przeszkodzi ci w wykonywaniu obowiązków wobec rodu i szpitala, ale musisz wiedzieć, że nasza sprawa jest od tej pory twoim najwyższym priorytetem   - podkreśliła raz jeszcze, musiała upewnić się, że Lupus rozumie powagę sytuacji, w jakiej się znalazł. Czarny Pan mógł napełnić jego życie triumfem i pasją, sprawić, że przesłania rodu ziszczą się tak, jak w najśmielszych czas o zwycięstwie polityki czystej krwi, ale mógł też życie zniszczyć, zdusić jednym ruchem różdżki lub nawet tej różdżki nie dobywając. Pamiętała los Samaela, Deimosa i innych, okazujących Mu nieposłuszeństwo, i nie chciała, by podobny spotkał Blacka - lecz święcie wierzyła w jego zdrowy rozsądek.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]22.09.17 14:49
Być może ojciec miał konkretny plan nie przekazując mi wiedzy na temat czarnej magii (byłem wręcz przekonany, że poznał jej tajniki nie tylko od strony czysto teoretycznej), albo po prostu największe nadzieje pokładał w Cygnusie. Znów. Nie było to dla mnie niczym zaskakującym; przyjąłem na barki swoje brzemię. Możliwe, że nie chciał mnie zniszczyć widząc mój potencjał do naprawy nie zaś destrukcji, ale to było mało prawdopodobnym scenariuszem. Świadom byłem praktyk najbliższego mi otoczenia, ale podświadomie nie interesowało mnie to na tyle, by samemu spróbować zanurzyć się w tej czystej, niszczycielskiej sile. Nigdy poza szpitalem nie widziałem jej potęgi, nie zdołałem jej zapragnąć. Interesowała mnie pod kątem naukowym, w celu sięgnięcia władzy w świętym Mungu poprzez stanie się najlepszym ze wszystkich uzdrowicieli. Borykałem się w końcu ze skutkami czarnej magii zaatakowanych czarodziejów, to temu poświęciłem swoje młode wciąż życie. Kilka razy przeszło mi przez myśl, że mógłbym stanąć po drugiej stronie tej barykady, ale nie miałem przy sobie nikogo, kto mógłby mnie ku realizacji tego planu poprowadzić. Powoli zaczynałem rozumieć jak wiele straciłem oraz jak trudno byłoby mi teraz wziąć się za naukę i nadgonić lata pełne luk w umiejętnościach. Nie dostrzegłem na twarzy Deirde zniesmaczenia lub jakiejkolwiek innej oznaki niezadowolenia, ale wewnętrznie czułem, że się tam pojawiło. Prawdopodobnie to nie tego się po mnie spodziewała; nie mogłem mieć jej tego za złe. Po kimś o nazwisku Black wręcz powinno się oczekiwać więcej. Najwięcej.
W tym samym momencie poczułem rozczarowanie samym sobą jak i zaciekawienie. Przede mną rozpościerały się niesamowite możliwości, nawet jeśli nie zachwycałem się tym naiwnie. Byłem ostrożny, dlatego też nieco podejrzliwie stąpałem po wizji roztaczanej przez siedzącą naprzeciwko kobietę. Nie miałem powodu nie wierzyć, ale nie miałem też powodów do utwierdzania się w przekonaniu, że będzie to dokładnie tak wyglądać. Wizja wydawała się piękna, ale to może być tylko złudną fatamorganą. Zwykle piękno należy okupić krwią oraz niezmordowanym trudem; do wszystkiego trzeba dojść, a biletem była własna krwawica. Te słowa wystarczyły, by wzbudzić we mnie zaintrygowanie skutkujące obietnicą ciężkiej pracy. Nauczę się wszystkiego choćby miało mi to zająć resztę życia, bo rozmówczyni tchnęła we mnie ducha rywalizacji. Nakarmiła głodnego potwora ambicji, do tej pory mocno śniętego, ale widocznie czekał na odpowiedni moment przebudzenia.
- Być może nie znam się na wszystkim; za to jestem bardzo pilnym i oddanym uczniem – przytaknąłem spokojnie, jakbym chciał ją zapewnić o własnej gotowości do nadrabiania zaległości. Już sama świadomość, że byłem w czymś gorszy działała niezwykle motywująco.
Słuchałem więc dalej, będąc tym razem ciekaw konkretów, nie przepięknych i kuszących wizji. Biała Wywerna; zanotowałem nazwę w pamięci, nie orientując się zbyt dobrze w topografii Śmiertelnego Nokturnu. Sama okolica brzydziła mnie, nigdy się tam sam nie zapuszczałem. Zdarzało mi się korzystać z kominka, by dostać się do Borgina & Burkea, czasem zlecałem komuś dostarczenie niektórych rzeczy stamtąd, ale w pierwszym odruchu nie skojarzyłem umiejscowienia tego lokalu. dopiero dalsze słowa, wspomnienie o artkule z Proroka rzuciły światło na tę sprawę. I nie tylko tę właściwie.
Szatańska Pożoga wywołała we mnie niekontrolowany grymas twarzy. Kojarzyła mi się z niezbyt chlubną przeszłością rodu kiedy stanęliśmy przeciwko Crouchom, co moim osobistym zdaniem było posunięciem lekkomyślnym, nawet jeśli w rezultacie tamtych wydarzeń doszliśmy do niejako kompromisu i zawieszenia konfliktu. Nie lubiłem sobie o tym przypominać. Szybko się zreflektowałem, na nowo wyglądając neutralnie.
- Czyli to członków Rycerzy wtedy leczyłem – mruknąłem trochę zamyślony, bardziej do siebie niż do Deirdre. Wszystko układało się w logiczną całość. I jeśli to wszystko jest prawdą, a nie miałem powodów uważać, że nie, to nie mogłem wątpić w potęgę Czarnego Pana. Zaciekawiły mnie nagle jego personalia; znów poczułem podobieństwo do własnego rodu zapoczątkowanego przez nikogo innego jak Edwarda Blacka, Czarnego Księcia. I choć to mógł być jedynie ciekawy zbieg okoliczności, to nie mogłem się powstrzymać przed zadaniem tego pytania. – Kim właściwie jest Lord Voldemort? – spytałem, nie wiedząc czy mój gość może mi na to odpowiedzieć.
- Jeśli tylko mogę pomóc, z chęcią to uczynię – powiedziałem przekonany, że w ten sposób mógłbym się na coś realnie przydać. Zainteresowało mnie również inne zadanie, ale domyślałem się, że niektórych rzeczy jeszcze wiedzieć nie mogę. Dlatego nie dopytywałem o szczegóły, jeśli uzna, że może mi je wyznać, na pewno sama zdradzi cokolwiek. – Bardzo mi się podoba, że to nie tylko spotkania dla spotkań, ale faktyczne działania – przytaknąłem z aprobatą, co jeszcze bardziej przekonało mnie do tego ugrupowania. – Kim są śmierciożercy? Różnicą się czymś od Rycerzy oprócz cieszenia się większym zaufaniem Pana? – spytałem, nie lubiąc nie mieć pełnych informacji, choć z tym będę musiał żyć. – Rozumiem – dodałem i skinąłem głową. To oczywiste, że oczyszczanie świata ze szlamu ma większy priorytet, nawet jeśli nie miałem brać w tym bezpośrednio udziału.
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]23.09.17 17:13
Powody, przez które Lupus pozostawał przez ostatnie miesiące neutralny, niewtajemniczony w sens sprawy bliskiej szlacheckim sercom i umysłom, nie zaprzątały przesadnie głowy Deirdre - doświadczenie nauczyło ją nie zagłębiania się w arystokratyczne zawiłości bardziej, niż było to konieczne. Niesnaski wewnątrz rodów, walka o dominację, podporządkowanie się nestorowi, próby sforsowania własnego pomysłu na życie i karierę: nie tylko przedstawicielki płci pięknej borykały się z ograniczeniami narzuconymi przez błękitną krew, mężczyźni także toczyli własne wojny - nie o wyrwanie się spod jarzma odpowiedzialności, a o władzę. Rozumiała to, poniekąd znała rodzeństwo Lupusa, nigdy jednak nie interesując się za bardzo rodzinnymi perypetiami, nie mogła więc wiedzieć o zawodzie, wątpliwościach i irytacji Blacka, a nawet jeśli miałaby o nich jakiekolwiek pojęcie, zareagowałaby z takim samym spokojem. Wierzyła w niego, to znaczyło w hierarchii Czarnego Pana wystarczająco dużo, by siedzący przed nią mężczyzna poczuł się pewniej.
Krótkie skrzywienie nie umknęło jej uwadze. Według niej, Szatańska Pożoga powinna kojarzyć się Blackom przyjemnie - o ile to z różdżki ich przodka wymknęła się ta niszczycielska moc - a płonące połacie miasta stanowić satysfakcjonujące dziedzictwo, nawet biorąc pod uwagę upadek miasta, lecz te myśli także pozostawiła dla siebie, słuchając kolejnych wypowiedzi Lupusa z zadowoleniem. Zdawał sobie sprawę ze swych braków, okazywał sprawie należny szacunek, co więcej: wydawał się szczerze zainteresowany, zafascynowany tym, co mógł osiągnąć u boku Rycerzy. Którym i tak, najwyraźniej, już pomagał; Deirdre skinęła tylko lekko głową, nie znała szczegółów, ale zapewne Black był jednym z pierwszych uzdrowicielskich wyborów, których dokonali poranieni w pożarze Białej Wywerny szlachcice. - Dlatego też twoje medyczne zdolności będą nam niezwykle przydatne - potwierdziła jedynie, wiedząc w Blacku szansę na odciążenie Cassandry. Większość czarnomagicznych obrażeń nie nadawała się do leczenia w Mungu, należało unikać oficjalnych miejsc, wścibskiego personelu i dokumentacji - a Rycerze odniosą jeszcze wiele ran. Była tego pewna, brali przecież udział w wojnie, nie chowali się przed konfrontacją, nie unikali poświęceń, gotowi przelać krew i oddać życie w imię Czarnego Pana. Pragnęli jednak służyć mu tak długo, jak to będzie możliwe, doświadczony uzdrowiciel był więc więcej niż przydatny, był niezbędnym elementem nadchodzących starć.
Kiedy padło następne pytanie, zamilkła na dłuższą chwilę - jak krótko i rzeczowo opowiedzieć o osobie, która wymykała się już człowieczeństwu? Lord Voldemort nie był już wyjątkowo uzdolnionym, bystrym chłopcem, genialnym młodzieńcem, przekraczającym magiczne granice mężczyzną; na ich oczach stał się kimś wielkim i przerażającym, budzącym grozę nawet wśród najwierniejszych popleczników. - To najpotężniejszy czarnoksiężnik naszych - i zapewne wszystkich - czasów - powtórzyła powoli: czyż w tych słowach nie zawierało się wszystko? Postrach, szacunek, wierne oddanie; ubranie w słowa tego, do czego Czarny Pan był zdolny, wydawało się niemożliwe. - Posiadł wielką wiedzę i moc, które ciągle pogłębia. Potrafi czerpać siłę z anomalii - i także nas tego nauczył - kontynuowała, koncentrując się na rzeczowych informacjach, chociaż gdy otworzyła oczy, lśnił w nich trudny do sklasyfikowania blask; strachu i fascynacji. - Nigdy nie spotkałam się z czarodziejem o tak ogromnym talencie, nawet na kartach ksiąg czy w szeptanych opowieściach - dodała trochę ciszej, jakby znów dyskutowali przy kominku w Pokoju Wspólnym o swej ambicji, wzorach do naśladowania i przyszłości, w której mieli zmienić świat na lepszy. Teraz otrzymali ku temu najlepszą możliwość - obydwoje przydatni sprawie na swój sposób. Gdy wspomniał śmierciożerców, Deirdre prawie niezauważalnie drgnęła. Wspomnienie nocy w laboratorium dalej pozostawało żywe, potworne i zachwycające zarazem; pamiętała rozkosz snutej przed nią wizji, ale także koszmarne cierpienie, ból rozsadzający ją na kawałki, parzący, niszczący - i oznaczający tatuażem. - To Jego najwierniejsi słudzy, który sprostali postawionemu przed nimi zadaniu; czarodzieje oddani, zdolni, zgłębiający tajniki czarnej magii, gotowi poświęcić wszystko, w tym swoje życie, Czarnemu Panu - odpowiedziała, podnosząc wzrok na Lupusa - zadawał trafne pytania. - Zostali naznaczeni przez Niego Mrocznym Znakiem, tym samym, który roztacza szmaragdową łunę nad miejscami, w których wymierzana zostaje sprawiedliwość - nad domami zdrajców, szlam, plugawymi siedliskami zgnilizny. Black powinien wiedzieć, że działają nadzwyczaj prężnie, zostawiając za sobą krwawe ślady rządów słusznego prawa, oddzielającego słabych od potężnych  i godnych czarodziejskiej mocy. Uśmiechnęła się lekko, nie odsłaniając jednak przedramienia oznaczonego tatuażem: nie czuła potrzeby przechwalania się i zaznaczania swej pozycji, służyła Mu z pokorą i oddaniem, dziś wprowadzając w szeregi Rycerzy Walpurgii kolejnego przydatnego czarodzieja, zdolnego uzdrowiciela, dziedzica starożytnego, poważanego rodu. - Zdaję sobie sprawę z nadmiaru informacji i chęci dowiedzenia się więcej, ale wierz mi, wszystko rozjaśni się z czasem - a twoje zaangażowanie nie zostanie zapomniane - zakończyła powoli, posyłając Lupusowi lekki uśmiech, nie obejmujący jednak chłodnego, poważnego spojrzenia. - W razie jakichkolwiek wątpliwości, możesz kontaktować się ze mną o każdej porze - wcielając Lupusa do Rycerzy stawała się w pewien sposób za niego odpowiedzialna: nawet jeśli widziała jego przyszłość w jednostce badawczej, podejrzewała, że i tak będzie potrzebował wsparcia, chociażby w zgłębianiu tajników czarnej magii. Nieśpiesznie podniosła się z fotela, nie chciała zajmować mu zbyt wiele czasu - zresztą podejrzewała, że on także potrzebował chwili dla siebie; był zabójczo ambitny i poukładany, a odnalezienie się w nowej rzeczywistości wymagało rozsądnego zaplanowania swych działań. - Cieszy mnie, że stajesz po dobrej, słusznej stronie - powiedziała miękko, kurtuazyjnie, przerzucając przez ramię czarne włosy. Przed nimi długa droga, lecz wiedziała, że przy wsparciu zdolnych magomedyków, będzie to wędrówka znacznie bezpieczniejsza - a przy okazji pozwalająca sięgać dalej w zdobywaniu okrutnej wiedzy.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]27.09.17 11:23
Wychodziłem z założenia, że lepiej jest budować niż niszczyć, choć niektóre rzeczy należało stworzyć na nowo. Przez destrukcję właśnie; w tym konkretnym przypadku destrukcję niemagicznego świata oraz jego popleczników, by zaraza nie szerzyła się już więcej. Jednak stawanie oko w oko z wrogiem, rzucenie Szatańskiej Pożogi wiedząc, że się zginie oraz zrujnuje prawie całe miasto (i to nie byle jakie, a stolicę) znajdujące się na arystokratycznej ziemi wydawało mi się zwyczajnie niemądre. Uważałem, że każdy dobry strateg powinien wiedzieć, kiedy należy stanąć do otwartej walki, a kiedy załatwić sprawę po cichu. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby otrucie wstrętnego Croucha, ewentualne zamordowanie go podczas snu czy w sytuacji, której by się tego nie spodziewał. Zostałoby ocalone miasto, całkowicie podporządkowane Blackom; niestety wskutek impulsywnych działań musieliśmy się wycofać, by dojść z wrogim rodem do porozumienia, a to uważałem za klęskę. Nawet jeśli powinienem być dumny z mocy magicznej mojego przodka: nie każdy potrafiłby rzucić tak potężne, czarnomagiczne zaklęcie. Na tym polu faktycznie byłem zadowolony z samego spokrewnionego ze mną mężczyzny; jeśli chodziło o historię, jej przebieg oraz moim zdaniem smutny koniec, odczuwałem rozczarowanie. Widoczne na mojej twarzy w postaci niesubtelnego grymasu. Nie zastanawiałem się nad tą sprawą dłużej, rozmawialiśmy przecież o dużo istotniejszych sprawach. Wszystkie te myśli były jedynie krótkim przerywnikiem wynikającym z uruchomienia wspomnień.
To, co działo się teraz było nie tylko istotniejsze, ale też ciekawsze. Każdy z prawdziwych arystokratów posiadał coś zbliżonego do megalomanii, tuczonej przez komplementy i piękne wizje. Szczególnie bliskie sercu, dotyczące władzy; i ja jej pragnąłem. Byłbym podłym kłamcą, gdybym powiedział, że dzierżenie mocy jest dalekie od moich planów. Deirdre doskonale to wiedziała, znaliśmy się w końcu nie od dziś. Może nie zamierzałem od razu władać światem, ale marzyłem o posadzie ordynatora, później samego dyrektora szpitala. W celu osiągnięcia tych planów musiałem pracować nie tylko ciężko, ale też skutecznie. Do tego potrzebna była potęga, której słodki zapach obietnicy unosił się w gabinecie. Władza, koneksje, poplecznictwo, stworzenie nowych, wspaniałych możliwości niewyobrażalnie napędzało wyobraźnię. Gdyby powiedział mi o tym ktoś inny, prawdopodobnie nie uwierzyłbym. Skoro jednak sama Tsagairt wierzyła w swoje słowa, to nie miałem powodu do zwątpienia. Nawet jeżeli była wyśmienitą aktorką, to wiedziałem, że sprawa była zbyt poważna, by zrobić z niej przedstawienie, właściwie w niewiadomym celu.
Skinąłem lekko głową, nie uznając, by słowa wymagały komentarza. Z lekką niecierpliwością oczekiwałem odpowiedzi na zadane pytania, byłem ich po prostu nazbyt ciekaw. Niestety nie doczekałem się konkretnych informacji, ale poniekąd spodziewałem się tego. Musiało wystarczyć mi to, co miałem, co kobieta zdecydowała się mi przedstawić. Po wysnutej opowieści wiedziałem też, że nie dane mi będzie zostać Śmierciożercą, ale akurat tego nie uważałem za ujmę. Zdawałem sobie sprawę, że każdy prawdopodobnie ma swoje miejsce w hierarchii organizacji, a posiadałem atut w postaci leczenia, to tam więc spełniłbym swą rolę, nie na wojnie. Choć kto wie jak sprawy się potoczą?
- Masz rację. Co za dużo, to niezdrowo – odparłem, a lewy kącik ust powędrował nieznacznie ku górze. – Jestem ci wdzięczny za cierpliwość i przekazanie mi tak cennych informacji. Zawsze stawałem po stronie wiedzy, a dzięki tobie otworzyły mi się oczy na wiele istotnych spraw – dodałem; zauważając, że Deirdre podnosi się z krzesła, sam także się uniosłem znad biurka. – Ty również nie krępuj się z pisaniem lub przybyciem na Grimmauld Place jeśli będziesz czegoś potrzebować – stwierdziłem spokojnie. – Odprowadzę cię – dopowiedziałem, wymijając hebanowy mebel. Otworzyłem przed kobietą drzwi, gdzie oddałem ją w ręce skrzata. Tutejsze schody bywały czasem trudne do ujarzmienia.
Długo jeszcze myślałem o tym wszystkim w swoim gabinecie. Aż wybiła pora obiadowa, czyli spotkanie na dole z rodziną. Nawet przyszli zdobywcy musieli uwikłać się w osnowy codzienności.

z/t oboje
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:12
/Dalej 25.06, noc, przybywamy z lasu

Wędrówka była dość wymagająca. Na szczęście pamiętałem jak trafiłem do miejsca docelowego, więc powrót nie przysporzył nam zbyt wielu problemów. Wszystko rozciągało się w czasie przez kiepskie oświetlenie oraz bolącą nogę Rhysanda. Jednak ostatecznie opuściliśmy las i skierowaliśmy się ścieżką do karczmy nieopodal. Po drodze przekazałem konkretne informacje co wypowiedzieć podczas przenosin kominkiem i chwilę później faktycznie byliśmy już w podróży. Dotarłem na Grimmauld Place jako ostatni, by w razie czego udać się w pogoń za Marianną lub drugim arystokratą i sprowadzić ich w odpowiednie miejsce. Jednak żadne z nich nie miało problemów z trafieniem do londyńskiej kamienicy. Skinąłem im głową i otworzyłem drzwi pokoju dziennego zapraszając ich do dalszej wędrówki. W części wspólnej nie mogliśmy zostać, zresztą ojciec chyba dostałby zawału widząc kogo przyprowadziłem do domu.
- Tak jak poprzednio, ciepła herbata, jedzenie i koce – poinstruowałem skrzata, który w mgnieniu oka zjawił się w salonie. My zaś stanęliśmy na ruchomych schodach. Zawiozły nas one na ostatnie, czwarte piętro, co trwało całe wieki, ale one były już wiekowe i z prędkości nie pozostało im już nic. Najważniejsze jednak, że dotarliśmy na miejsce.
Skierowałem ich od razu do mojego gabinetu, bo nie było żadnego innego odpowiedniego miejsca na tym piętrze. Salon był chwilowo wyłączony z użytku, a moja sypialnia była intymną częścią mieszkania.
- Siadajcie – poleciłem im, wskazując na kozetkę stojącą pod ścianą. Przytargałem ją tam stosunkowo niedawno, ale idealnie nadawała się dla ewentualnych poszkodowanych. Zaraz potem oboje zostali poczęstowani ciepłym napojem, pożywieniem i kocem. Musieli się rozgrzać, w lesie było okropnie zimno.
- Doleczę wam stłuczenia i możecie zdecydować czy chcecie wracać do siebie czy zostać na noc. Lord Yaxley już skorzystał z jednego z gościnnych pokojów, więc nie musicie się krępować – rzuciłem spokojnie, szykując się już jednak do dalszego leczenia. Postanowiłem zacząć od kobiety, bo tak chyba zresztą wypadało. – Episkey Maxima – powiedziałem więc bez ostrzeżenia, kierując różdżkę na czarownicę. I naprawdę miałem nadzieję, że się uda.
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:12
The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 9

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Gabinet Lupusa - Page 2 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Lupusa - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:16
Niestety nie udało się. Mogłem to zauważyć po krótkiej chwili, która pokazała mi, że może jeden siniak nieco zbledł, ale to nic nie pomogło. Na pewno nie przyniosło Mariannie ulgi. A miałem nadzieję, że proces uzdrawiania przebiegnie sprawnie, bo było już dość późno. Westchnąłem, ciesząc się w duchu jedynie z tego, że nie odezwała się żadna anomalia utrudniająca pracę. Zmuszony byłem jednak na ponowienie zaklęcia i naprawdę wolałem, by wreszcie się udało.
- Episkey Maxima – powtórzyłem niezmordowanie, licząc, że magia zwróci się w moim kierunku, nie przeciwko mnie. Powinna, bo nie zasługiwałem na taką porażkę. Byłem uzdolnionym magomedykiem, wiedziałem o tym i żadne buntownicze działanie czarodziejskiej mocy nie miało zmienić mojego podejścia do tej sprawy. Musiałem działać i zamierzałem próbować do skutku, nawet jeśli miało mi to zająć całą noc. Choć oczywiście miałem nadzieję, że nie będzie to konieczne.
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:16
The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 78

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Gabinet Lupusa - Page 2 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Lupusa - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:22
Z zapartym tchem wyczekiwałem dalszych efektów swoich kolejnych prób na przywrócenie Mariannie sił witalnych. Przede wszystkim zniknięcie tych wszystkich siniaków, zadrapań oraz innych uszkodzeń skóry powodujących bolesność. Zupełnie niepotrzebną. I kiedy koniec różdżki rozżarzył się jasnym światłem, poczułem przyspieszone bicie serca. To z powodu konieczności posiadania wiary, że naprawdę będzie dobrze. I zdołam ich wyleczyć do końca, w miarę szybko.
Moje modlitwy zostały wysłuchane. Zdecydowana, większa część poturbowanego ciała uzdrowicielki została zaleczona. Siniaki zaczęły znikać, skóra ładnie się goiła tworząc nieskalane niczym płótno. Zostało jeszcze kilka otarć i podskórnych krwiaków, ale największa część była już za nami.
- Episkey – powiedziałem więc, dalej skupiając się na czarownicy. Skorzystałem tym razem ze słabszego zaklęcia, bo nie zostało już zbyt wiele do leczenia. I przede wszystkim zaklęcie to było prostsze, a zatem łatwiej było o osiągnięcie upragnionych efektów.
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:22
The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 14

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Gabinet Lupusa - Page 2 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Lupusa - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:27
Znów ta chwila oczekiwania na to, co miało nastąpić. Najbardziej obawiałem się anomalii, bo magia była paskudna. I bezlitosna dla każdego, także dla mnie, choć starałem się tej dwójce pomóc. Na szczęście kilka sekund oczekiwania oraz obserwacji promienia zaklęcia dało jasny pogląd na sytuację. Udało się, resztki siniaków i innych uszkodzeń zostały zaleczone. W tej chwili Mariannie już nic nie dolegało, więc mogła w spokoju delektować się ciepłym napojem i nabrać sił dzięki jedzeniu. Nie wiedziałem ile czasu byli na misji, ale domyślałem się, że będą potrzebowali strawy, by wzmocnić nadwyrężony organizm. Nawet jeśli zapewne nie byli głodni lub tak im się tylko wydawało.
- Episkey Maxima – powiedziałem, tym razem magiczne drewno nakierowując na mężczyznę. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to zakończę sprawę w dwóch zaklęciach i to byłby najlepszy scenariusz. Przynajmniej takie było moje życzenie, bo chyba wszyscy byliśmy już zmęczeni tym wszystkim. Nawet jeśli ja tylko brałem udział w leczeniu, a nie pozbywaniu się anomalii.
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:27
The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 38

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Gabinet Lupusa - Page 2 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Lupusa - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Lupusa [odnośnik]07.04.18 22:44
Z zaciekawieniem wpatrywałem się w uszkodzenia na ciele mężczyzny, by w razie czego móc w porę zareagować. Nie doczekałem się skutków ubocznych pojawiających się wraz z wypowiedzeniem formuły zaklęcia. I to mnie cieszyło. Nie wiedziałem tylko czy zaklęcie okaże się wystarczająco silne, by zaleczyć wszystkie stłuczenia. To znaczy, wszystkich i tak by się nie udało, ale przynajmniej większą część. I tak, udało się. Chwilę później mogłem zaobserwować gojenie się siniaków oraz innych, mało przyjemnych otarć i towarzyszącemu temu bólu. Mogłem praktycznie odetchnąć z ulgą, byliśmy już u samego końca.
- Episkey – rzuciłem na Croucha ostatnim zaklęciem, jakie było potrzebne do jego całkowitego wyleczenia. Istniała niewielka szansa, że się nie powiedzie, ale wolałem sądzić, że to było już zwieńczenie całego procesu doprowadzania czarodziejów do idealnego zdrowia. Tak, to musiało się udać, a ja powinienem w to święcie wierzyć.
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Strona 2 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Gabinet Lupusa
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach