Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Rodowa biblioteka (parter)
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Rodowa biblioteka

Z pewnością jedna z największych, jakie posiadają szlacheckie rodziny. Zdaje się, że ma nieskończoną ilość regałów wypełnionych książkami oraz krętych korytarzyków, w których za pierwszym razem można się zgubić. W jej lewej części znajdują się stoliki z krzesłami, przy których można usiąść i spokojnie wyszukać interesujących tomów. Te są o różnorodnej tematyce: od powieści romantycznych dla pań aż po te traktujące o czarnej magii, skrzętnie schowane oraz zabezpieczone przed niepowołanymi rękoma.

[bylobrzydkobedzieladnie]
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down


Zza idealnej maski nie przebijało szyderstwo, lecz doskonale utwierdzone na niej uprzejme zrozumienie było niczym innym jak groteską. W spojrzeniu Mulcibera odnajdywał pobłażliwość, z którą nie potrafił się pogodzić, nawet jeśli miała ona mocne fundamenty aby zaistnieć. Na nowo musiał sobie przypomnieć, że byle kto nie wtargnąłby do siedziby Blacków. To nie były odwiedziny szkolnego kompana, ale istotna wizyta poplecznika Czarnego Pana, który był na tyle przekonany o swojej wyższości, że pozwalał sobie na wiele. Emocje musiał stłumić w sobie, na chwilę zapomnieć o własnej dumie, choć od najmłodszych lat uczony był, że należy ją traktować jak skarb i nie dawać nikomu szansy na jej zdeptanie. Rozsądek jednak podpowiadał żeby przecierpieć zniewagi. Dym papierosowy nie zrażał go, póki nie był mu serwowany prosto w twarz. Był w stanie znieść fakt naruszenia jego sanktuarium przez obecność osoby w żaden sposób z nim niespokrewnionej. Pragnął wiedzieć, dowiedzieć się jak najwięcej, zarazem świadom tego, że nie zostanie mu powiedziane wszystko. Nie miał nawet żadnej pewności, czy aby na pewno z biegiem czasu zostaną mu wyjawione wszystkie tajemnice, bo z pewnością nie każdy dostępował tego zaszczytu. A jednak Lupus wybrał właśnie tę drogę i robił wszystko, aby mieć jak największy wkład w zwycięstwo Rycerzy Walpurgii nad miłośnikami mugoli. I nie tylko on chciał mieć udział w tym wielkim dziele. Każde wymienione nazwisko rzecz jasna było mu znane, choć nie wszystkie budziły cień sympatii. Potrafił jednak uznać siłę tak szeroko zakrojonej koalicji przedstawicieli szlachetnych rodów. Nie mógł to być w żadnym razie sojusz jawny, a jednak był w stanie budzić respekt, wystarczyło tylko wyobrazić sobie korzyści z niego płynące. Czarodzieje z szanowanych rodzin stojąc ramię w ramię w walce o słuszne ideały.
Na pochlebstwo zmarszczył brwi, zwyczajnie go nie oczekując, a już tym bardziej mu nie ufając. To i tak był wstęp do ważniejszych kwestii. Wreszcie miał ujrzeć spektrum działań Lorda Voldemorta z odpowiedniej perspektywy.
Twoje pytanie tylko potwierdziło moje przypuszczenia – odrzekł spokojnie, nie pozwalając sobie na wypowiedzenie dawnego miana Lorda Voldemorta na głos. Nie bez powodu Mulciber również tego unikał. W jego słowach pobrzmiewał nie tyle szacunek, co nabożna cześć. Były również przestrogą. Czarny Pan to nie był już Tom Riddle, charyzmatyczny uczeń Hogwartu sprzed lat. Teraz potrafił budzić zachwyt i strach. Nie warto mu się przeciwstawiać. Ale czy naprawdę mógł zyskać tak wiele, jak sugerował jeden z popleczników ponoć najpotężniejszego czarnoksiężnika? Od zawsze ciągnęło go, aby poszerzać swą wiedzę o magii, jej istocie, każdej jej gałęzi. Rzucanie czarnomagicznych zaklęć niekiedy wydawało mu się o wiele prostsze niż próby operowania urokami. Chciał w świata, w którym żaden rodzaj magii nie będzie zakazany. Świata, w którym będzie mógł być sobą, przynosząc jednocześnie chlubę swojemu rodowi. Akceptacja ze strony rodziny była dla niego wszystkim. Nie łudził się, że Ramsey uderzył w ten czuły punkt nieświadomie. – Rozumiem, że to propozycja, której nie radzisz odrzucać, prawda? – spytał wreszcie, na chwilę zrywając z ostrożnością, prowokująco zaglądając prosto w oczy rozmówcy. Nie był głupi, jeśli się zdecyduje, nie będzie już odwrotu. Czy Lupus miał podobne wątpliwości? Chciał wierzyć, że tak, ale znał go tak dobrze. Jego młodszy brat nie stawiał przed sobą muru dylematów, lecz szybko niszczył każdą wątpliwość precyzyjnymi konkluzjami.
Spojrzał w stronę jednego z wielkich regałów, pozwalając sobie na chwilę namysłu. Myślał już wiele praktycznie od maja, dlatego wierzył, że podjęta decyzja nie jest podyktowana chwilowym kaprysem. Zaraz podniósł się z krzesła i dumnie wyprostowany spojrzał z góry na swojego rozmówcę.
Zależy mi na magii – wyrzucił z siebie wreszcie, przechodząc do własnych deklaracji. – Zależy mi na tradycji mojego rodu, na zachowaniu kultury naszego świata, uchowaniu jej przed mugolskimi wpływami – na samą myśl o brataniu się z żałosnymi mugolami skrzywił się lekko, nie do końca panując nad własną odrazą. – Zrobię wszystko, aby dopomóc Czarnemu Panu we wprowadzeniu nowych porządków.
Alphard Black
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black

Powrót do góry Go down

Całe to spotkanie i jego charakter nie było oddane przypadkowi. Mulciber dobrze się bawił planując cały ten teatr, począwszy od bezbarwnego wtargnięcia na posesję, po randkę w ciemno, twarz okrytą maską i lekceważący stosunek do gospodarza. Cały spektakl musiał być kompletny - od przedstawienia możliwości, pewności siebie, pozycji i władzy. Dziś niedostępnej Blackowi, ale wyciągnięcie ręki. Miał być obietnicą, przyrzeczeniem, jak i groźbą, której nie wypowiedział głośno. Zamierzał mu obrazowo przedstawić z kim ma do czynienia, komu służy. Chciał być wzięty na poważnie, skłonić Alpharda do przemyśleń, zanim wypracuje swój schemat działań i priorytetów. Widział po jego twarzy, że mu się to udało. Był zadowolony z efektów, zadowolony ze sposobu, w jaki to osiagnął. Zaciągnął się jeszcze papierosem powoli, tym razem podczas wydechu upuszczając parę nosem. Strugi dymu rozwiały mu się wokół twarzy i ramion. Black był ambitny. Pamiętał to jeszcze ze szkoły. Pamiętał żądze wiedzy i głód, bo sam go odczuwał równie mocno. Nienasycenie wiedzą, którą zdobywał i coraz większe potrzeby, pragnienia. Wydawało mu się, że rozumie go doskonale, że czyta z jego oczu, jak ze swoich własnych. Obietnice uzyskania odpowiedzi na dręczące go pytania nie były kłamstwem, nie miały na celu go omamić, oszukać, zdradzić. Proponował mu szansę na coś lepszego niż miał w tej chwili, ale jeśli był tak samo dumny, jak arystokraci, których znał, mógł nie chcieć mu wierzyć. Teraz miał już pewność. Widział w jego gniewie, że osiągnął sukces, że miał go już w garści. Jednak nie był dla niego zwykłym, nędznym wróblem. Był wielkim krukiem, którego dziób był twardy i zdolny do czynienia krzywdy, którego szpony mogły wydrapać oczy. Jemu i wszystkim innym. Dlatego wbrew postawie jaką prezentował, był z siebie zadowolony. Black był wartościowym sojusznikiem, mądrym czarodziejem, który z dumą będzie stał po stronie Rycerzy Walpurgii.
— Nie — odpowiedział spokojnie, tym razem bardzo poważnie, już bez zbędnej kpiny, sztucznego uśmiechu i wystudiowanej pozy. Dobrze odczytał jego zamiary. Alphard nie miał wyjścia, musiał podjąć decyzję — czy jest z nimi, czy przeciwko. Czy wesprze ich i stanie się sługą Czarnego Pana, czy każe traktować się jak wroga, którego wezmą siłą. Na jego prowokację nie odpowiedział jednak tym samym. Dotarł do miejsca, w którym nie chciał go rozjuszać ani wprowadzać w błąd, aby mylnie odebrał intencje. Uśmiech, który utrzymywał się przez dłuższą chwilę spłynął z jego twarzy szybko, pozostawiając ją kamienną, bez wyrazu, czy jakichkolwiek emocji. Stalowe spojrzenie bez mrugnięcia utkwione było w roziskrzonych oczach Blacka. Prowokacyjnie drżących, głębokich i groźnych. Był gotów strzec tego, co już miał, a jedynie sięgać po więcej. Dobrze, przecież o to właśnie mu chodziło.
Podążył spojrzeniem za jego twarzą, którą odwrócił, by spojrzeć na rodowe dziedzictwo, stosy ksiąg, wzbite aż po szczyt pułki z osadzonymi nań grubymi tomami, skrywającymi arkany magicznej wiedzy. Po kilku wywodach ich obu otuliła cisza, którą łamały powolne oddechy i iskrząca bibułka papierosa, kiedy palił. Kiedy się podniósł z krzesła, by zaznaczyć swoją sylwetkę - nie tylko dumną i wyprostowaną, ale symbolicznie dominującą, jakby te pertraktacje odbijały się na jego zasadach, wrzucił niedopałek do szklanki z wodą, którą mu chwilę wcześniej zapewnił. I również wstał.
— Ani przez chwilę nie sądziłem inaczej — odpowiedział mu, ponownie krzyżując z nim spojrzenie. — Czarny Pan będzie zadowolony z twojej decyzji. — Twojej, nikogo innego. Bo od teraz sam będziesz dźwigał to brzemię, a potem zbierał pyszne owoce z tego drzewa. Jakby nie potrzebował ani wsparcia, ani rad starego przyjaciela, którego wizyta właściwie była zbędna. — Piątego września przybądź do Wywerny. Zapytaj barmana o spotkanie, wprowadzi cie.
Nie musiał mówić więcej. Wiedział, co nastąpi — nim uda się na spotkanie Rycerzy Walpurgii rozmówi się z bratem. Ale i to było dobrą wróżbą. Pożegnał go skinięciem głowy, w tej samej chwili wokół ponownie zrobiło się jasno, a iskrząca pod sufitem kula wydawała się zbędna. Chwilę później zniknął w kłębach dymu i opuścił bibliotekę tak samo, jak wcześniej ją nawiedził.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Rodowa biblioteka (parter) - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber

Powrót do góry Go down

Bezwzględnie szczera odpowiedź niezbyt go zszokowała, właściwie takiej oczekiwał i tylko taką był gotów w pełni zaakceptować. Sprawę należało postawić jasno i naprawdę cenił sobie tę klarowność. Żaden z nich nie mógł pozwolić sobie na niedopowiedzenie w tej kwestii, zarazem obaj nie zamierzali wchodzić w szczegóły, zapewne drastyczne, gdyby Blackowi przyszło na myśl odrzucić zaproszenie do jakże zacnych szeregów popleczników Czarnego Pana. Jesteś z nami albo przeciwko nam, mówiło chłodne jak stal spojrzenie Mulcibera, które może zlękłoby wielu czarodziejów, lecz nie potomka szlachetnego rodu przyzwyczajonego do różnorodnych ludzkich wejrzeń skierowanych w jego osobę. Dobrze wiedział, że każdy jego gest jest uważnie studiowany przez człowieka bystrego, zatem nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek zawahanie, a już na pewno nie na błąd. Z jeszcze większą starannością dobierał słowa i uważał na własne emocje, rozbudzając w sobie wszystkie pokłady zdrowego rozsądku.
Powstanie było podkreśleniem nie tylko pozycji, ale również pewności co do obranej ścieżki. W głowie nadal tłukła się myśl, że nie ma już odwrotu. Dumnie przypieczętował swój los, splatając go ściśle z ludźmi o podobnych przekonaniach, choć jeszcze nie miał okazji ujrzeć ich na własne oczy. Swą postawą dał początek iskrze zaledwie, lecz ta w najbliższym czasie mogła przekształcić się w dziki płomień, jeśli tylko da temu szansę. Na razie musiał dowiedzieć się jak najwięcej o sposobach działaniach organizacji, jak i o jej członkach. Wciąż nie wiedział nic, usłyszał raptem kilka szanowanych nazwisk i kuszące obietnice. Lecz to nie im dał się zwieść. To Lupus stanowił doskonały klucz do jego osoby. Z jednej strony pragnął z nim porozmawiać jak najszybciej, uczynić z niego swoje źródło informacji, spytać o powody jego nieufności, bo przecież takie musiały istnieć, skoro swoją przynależność do Rycerzy Walpurgii utrzymywał w tajemnicy. Ale zarazem nie chciał z nim rozmawiać, nawet widzieć go na oczy, póki nie przekona się jakimś sposobem, że milczenie nie wynikało z braku zaufania.
Czekał na chwilę, w której Ramsey odejdzie i zostawi go samemu sobie, rzuci na pastwę pędzących szaleńczo myśli. Uważnie obserwował go, gdy pozbywał się niedopałka i podnosił z krzesła. Nie tylko jego spojrzenie było stalowe, cały zdawał się być stalą. Opanowany, pozbawiony cienia zwątpienia, pewny siebie, że aż kuło to w oczy. Udzielił wytycznych bez mrugnięcia okiem, ewidentnie przyzwyczajony do wydawania poleceń. Musiał być kimś wśród innych Rycerzy.
Przyszedłeś z własnej woli – nie pytał, stwierdził beznamiętnie oczywistość. Znał swoją wartość i nie widział powodu, aby sam Czarny Pan upomniał się o jego usługi, gdy miał już po swojej stronie innego Blacka. To Mulciber wyszedł z tą inicjatywą, przybył tu nad wyraz zuchwale i nieproszony przez nikogo. Przez ułamek sekundy Alphard chciał spytać dlaczego, ale miał już dość jego towarzystwa. Odprowadził go spojrzeniem do okna, aby zaraz obserwować jego przemianę w czarną mgłę, jakże nieuchwytną i złowieszczą. Długo nie chciał przyznać, że to zrobiło na nim wrażenie.

| z tematu :pwease:
Alphard Black
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black

Powrót do góry Go down

/01.09

Niestety nie byłem znawcą tematu chorób genetycznych. Posiadałem podstawy wpojone mi podczas uzdrowidzielskiego kursu, ale nic poza tym. Musiałem więc przysiąść do tego tematu, jeśli chciałem, by eliksir był bezpieczny dla wszystkich. Nie tylko dla zdrowych czarodziejów, w naszej organizacji istniały również osoby chore na różne dolegliwości związane z krwią, chciałem, by wywar był bezpieczny także dla nich. Może nawet przede wszystkim. Dzięki temu nie musieliby się obawiać utraty cennej krwi, mogliby przecież zażyć odpowiednią ilość tego specyfiku i walczyć bez strachu o własne zdrowie. Tak, ta mikstura miała niewątpliwie swój potencjał.
Od razu poszedłem na dół do biblioteki z wieścią, by nikt mi nie przeszkadzał. Musiałem się dostatecznie skupić na zadaniu. Nie chciałem, by cokolwiek mnie rozpraszało. Dlatego sięgnąłem po kilka grubych ksiąg i ułożyłem je na brzegu jednego ze stolików, przy drugim usiadłem ze skupioną miną. Otworzyłem pierwszy tom.
Zacząłem od śmiertelnej bladości. Paskudna rzecz. Nietrwająca ciągle, a fazowo. Uśpienie oraz zaostrzenie objawów. Muszę to wszystko zanotować. Pomyśleć jaki to może mieć wpływ na miksturę, czy raczej eliksir na te dwa odmienne stany. Koniecznie muszę pobrać krew z obu tych stanów i je porównać. Tak samo przy testach gotowego wywaru muszę te zmienne wziąć pod uwagę. Zanotowałem na pergaminie wszelkie uwagi, wczytałem się też w możliwą strukturę krwi określoną przez jednego z magomedyków. Powinienem porównać zapisane przez niego tezy z moimi obserwacjami, do jakich bez wątpienia dojdę. Osłabienie. Dobrze byłoby, by produkt końcowy posiadał w sobie coś, co doda choremu sił. Uzupełni braki w osoczu. Tak, to świetny pomysł. Eliksiry rozgrzewające, o, to też dobry zapisek. Rozgrzewanie.
Sięgnąłem jeszcze po kilka podobnych tomów, ale nie dostrzegłem nigdzie żadnych dodatkowych informacji. Dlatego nadszedł czas na traumę krwi, też straszna choroba. Choć mam wrażenie, że nie aż tak jak śmiertelna bladość. Znów pojawia się wzmocnienie krwi, dlatego koniecznie muszę to dopisać do uwag. Niedotlenienie, czyli dużo żelaza, by odpowiednio natlenić wybrakowane osocze. Zacząłem sądzić, że będzie trudno w upchnięciu tych wszystkich składników w miksturze, ale tym będzie martwił się alchemik. Ja tylko zrobiłem śledztwo, spisałem uwagi od strony medycznej, poszerzyłem też swoją wiedzę. Jeszcze trochę poczytałem o wszelkich niuansach związanych z tymi chorobami i chyba nadszedł czas na badanie praktyczne.

/anatomia poziom IV (+100); etap I punkt 3
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 78
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rodowa biblioteka (parter) - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

/01.09

Po skompletowaniu wszelkich notatek dotyczących właściwości poszczególnych chorób genetycznych, faktów, przypuszczeń oraz niuansów ich dotyczących, nadszedł czas na badania. Najważniejszą część sprzętu udało mi się znieść, reszta była możliwa do wykonania w warunkach domowych, na szczęście. Wolałbym nie pokazywać się w szpitalu z prywatnymi zadaniami, nie wiedziałem jak zareagowaliby na to ordynator i dyrektor Świętego Munga. Wolałem założyć, że domowe zacisze da mi więcej prywatności i spokoju niż niepewność obskurnej sali w miejscu publicznym.
Od razu zabrałem się do pracy. Odkaziłem wszystko, co było do odkażenia, notatki ułożyłem gdzieś na bok. Potem wziąłem poszczególne fiolki krwi i obserwowałem je uważnie. Ich strukturę, wygląd, właściwości jakie powinny wykazywać i porównywałem to z informacjami znalezionymi w książkach. Musiałem po prostu wrócić nie tyle, co do czasów kursu, ale też do bardziej szczegółowej wiedzy z zakresu chorób genetycznych. Bo o ile osocze zdrowej osoby nie przyniosło żadnych nowości ani uwag, tak fiolki należące do chorego na śmiertelną bladość oraz traumę krwi różniły się już znacząco. Liczbą płytek krwi, erytrocytami, strukturą hemoglobiny… było tego naprawdę sporo. Oglądałem je więc z większą uwagą oraz zapałem, co rusz robiąc notatki z obserwacji.
To było interesujące. Te odchylenia od normy i konsekwencje z tego płynące. Śmiertelna bladość w dwóch różnych stadiach chorobowych też wykazywała się odmienną formą krwi, co też było interesujące. Dość długo badałem zawartość każdego naczynia, patrząc również na gęstość czy lepkość a nawet kolor osocza. Trochę babrałem się w tej całej praktyce, ale wolałem to od kilkugodzinnego siedzenia nad książkami. Przeżywałem to często w pracy, miałem dość. Byłem uzdrowicielem, przede wszystkim liczyła się praktyka.
Krew zamierzałem przechować na później, by w razie czego powrócić do tego tematu. Tak to usystematyzowałem wszystkie notatki, zrobiłem nawet poglądowe rysunki mające ukazać różnice pomiędzy poszczególnymi typami krwi oraz stopniem trawiącej jej choroby. Zajęło mi to cały dzień, miałem już dość nauki na dzisiaj, dlatego posprzątałem wszystko i ruszyłem na górę do swoich komnat.

z/t, anatomia poziom IV (+100); etap I punkt 4
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 36
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rodowa biblioteka (parter) - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

| 11.09

Była zdziwiona, gdy tak szybko otrzymała wiadomość od Blacka, zawiadamiającego ją o gotowości do testów. Nie umniejszając umiejętnościom Lupusa i innych badaczy, była przekonana, że fazy dopracowywania eliksiru i testów potrwają dłużej, może kilka tygodni, a nawet ponad miesiąc. Tak jej się wydawało z punktu widzenia osoby, która nigdy nie przodowała na eliksirach i po Hogwarcie już się nimi nie zajmowała; o magii leczniczej tym bardziej pojęcia nie miała. Najwyraźniej jednak poważnie ich nie doceniła i udało im się stworzyć wywar szybciej niż myślała – oby tylko byli pewni, że rzeczywiście jest gotowy, bo Zabini nie chciała się otruć tym, co dziś wypije.
Odczarowywanie paru przeklętych przedmiotów, które trzymała na biurku w gabinecie swego zmarłego ojca mogło poczekać, sprawom rycerzy nadawała swoisty priorytet. Opuściła podmiejski dom i znowu udała się do rezydencji Blacków, naprawdę ciekawa rezultatów badań Lupusa. Nie co dzień miała styczność z pracami badawczymi – nawet jeśli w tym przypadku nie miała żadnego wkładu wiedzowego w same badania ani nie przyglądała się procesowi twórczemu, a jedynie przyjmowała niezbyt wdzięczną, ale jakże istotną rolę testera, pierwszej osoby z organizacji, która wypije nowy specyfik. Kto wie, może kiedyś zostanie dopuszczona do jakichś badań w innej roli, może będzie miała okazję dołączyć do procesu udoskonalania czegoś lub tworzenia nowego z niczego.
Tym razem jednak skrzat zaprowadził ją nie do gabinetu Blacka, a do rodowej biblioteki. Nie mogłaby powiedzieć, że jest niezadowolona z takiego obrotu spraw, bo chętnie obejrzałaby rodowy księgozbiór Blacków, przy którym ten w domu Zabinich z pewnością prezentował się nadzwyczaj nędznie. Podejrzewała jednak, że nie dane jej będzie otworzyć i przejrzeć nawet jednej książki, a szkoda. Była pewna, że znalazłaby tu wiele pozycji traktujących o interesujących zagadnieniach, może i o czarnej magii.
Pomieszczenie rzeczywiście było imponujące i roztaczało podobną aurę co biblioteka w Hogwarcie, przesyconą przyjemną wonią starych ksiąg, więc od razu jej się tu spodobało. Biblioteki były chyba najciekawszymi dla niej częściami szlacheckich posiadłości, bo w wymuskanych salonach czułaby się cokolwiek nie na miejscu, przyzwyczajona do wolności pozbawionej niewidzialnych prętów złotej klatki więżącej jej szlachetnie urodzone rówieśniczki, w większości już zamężne i posiadające dzieci, podczas gdy ona w samotności cieszyła się swobodą. Była to chyba jedyna zaleta skalanej krwi, bo gdyby w jej żyłach płynęła czysta posoka, pewnie od dawna byłaby żoną jakiegoś znajomego ojca z rodziny o podobnej pozycji i poglądach co Zabini.
- Naprawdę niezwykłe miejsce – podsumowała na widok Lupusa, kiwając z uznaniem głową. – Aż żałuję, że nie dane mi będzie zapoznać się z tymi skarbami, które twoja rodzina gromadziła zapewne przez wieki, ale przechodząc do rzeczy... Prace badawcze zostały już zakończone? Godna podziwu szybkość – odezwała się po chwili, a w jej słowach można było wychwycić zawoalowaną wątpliwość: czy eliksir na pewno nie wywoła skutków ubocznych dla jej zdrowia? Nie była tchórzem i nie zamierzała się wycofać, ale zdawała sobie sprawę, jak wiele ufności wkładała teraz w ręce Blacka. Zażywanie nieznanych eliksirów zawsze było ryzykowne, zwłaszcza eliksirów które wcześniej nie istniały.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Postawiliśmy nie tylko na szybkość, ale też na dokładność. Prace bywały żmudne, czasem też dość trudne, ale udało się. Mogliśmy cieszyć się z oczekiwanych, udanych efektów naszych prac. Byłem wręcz dumny, że na ostatniej prostej spięliśmy się i dopięliśmy wszystko niemalże na ostatni guzik. Niemalże, bo do pełni szczęścia brakowało jeszcze ostatniego etapu. Ostatniego, czyli fazy testów na ludziach. To była już tylko formalność. Eliksir został uwarzony poprawnie, przetestowany, więc nie spodziewam się żadnych komplikacji. To wręcz zakrawałoby o jakiś cud, jednak ten o niepożądanych efektach. Takiego, którego się zwyczajnie nie chce, by się zdarzył.
Po wszystkim uporządkowałem swoje notatki, pozapisywałem nowe wnioski oraz zrobiłem wszystko inne, co wymagało interwencji. Cała sterta zapisanych pergaminów, z odręcznie narysowanymi obrazkami poglądowymi, również z instrukcjami od Quentina. I tak wątpiłem, by ktokolwiek inny mógłby stworzyć ten wywar, ale w razie czego cała procedura została opisana. Żadnych tajemnic. Poza tą jedną, konkretną. Jak zareagują na to obiekty testowe.
Nie tylko Lyanna. Oczywiście zaprosiłem również Ovidiusa oraz Arianę, by towarzyszyli nam dzisiejszego popołudnia. Ojciec mnie zabije jak się dowie, że przyprowadziłem do rodowej kamienicy jakiegoś męta i prostytutkę, ale miałem wyjścia. Chciałem przetestować wpływ mikstury na wszystkie trzy osoby, zdrowe i chore. To wymagało pofatygowania się do nas. Przecież ja nie będę w kółko biegał za nimi. Dostałem uczulenia na sam pomysł, bym miał wrócić do Nokturnu lub Wenus. Niech teraz oni ruszą się trochę z zapyziałej dziury w jakiej mieszkali i poznali co to lepsze życie. Przynajmniej na te kilka minut pobytu w kamienicy.
Pierwsza zjawiła się Zabini i wcale mnie to nie dziwiło. Wszedłem za nią do biblioteki, tylko chwilowo rozglądając się przez ramię czy ktoś nie nadchodzi. Potem rozejrzałem się po imponujących półkach uginających się od książek i byłem dumny, że to wszystko należało do naszego rodu. Tak, to był powód do zadowolenia. – Tak, właśnie wczoraj domknęliśmy wszystkie sprawy – przyznałem z zadowoleniem. – Musisz mi bardziej ufać – dodałem chwilę później, po czym zachęciłem Lyannę do zajęcia miejsca.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

Lyanna nie była obecna na etapie badań i kolejnych prób i błędów z eliksirem, ale naprawdę zaskoczyła ją tak szybka wiadomość Lupusa po ich poprzednim spotkaniu. Zapewne jednak korzystał z pomocy alchemików, których mieli w organizacji, bo zdawała sobie sprawę z tego, że wybitne umiejętności uzdrowicielskie nie zawsze idą w parze z talentem alchemicznym. Uzdrowiciele w Mungu też po coś mieli odrębnych alchemików, którzy warzyli różne specyfiki, i nie robili tego sami.
Tak czy inaczej, skoro eliksir już powstał i został przetestowany na zwierzętach, Zabini pozostawało nazajutrz po otrzymaniu listu zjawić się na Grimmauld Place i pójść tam, dokąd doprowadził ją skrzat, a była to pokaźna rodowa biblioteka. Aż zadziwiające, że takie pomieszczenie zmieściło się w wcale nie tak ogromnej kamienicy, ale zapewne dawno temu nałożono na to miejsce różne zaklęcia, by przestrzeń mogła pomieścić członków kilku gałęzi rodziny, a także wszystkie inne niezbędne staremu rodowi pomieszczenia. Jak dotąd widziała jednak tylko korytarz i gabinet Lupusa, a teraz i bibliotekę, która zrobiła na niej ogromne wrażenie, bo fascynował ją fakt, ile tu było ukrytych mądrości, które można by zgłębiać miesiącami, a i tak pewnie nie przeczytałoby się wszystkiego. Szlacheckie latorośle naprawdę miały wyjątkowo dobry start w życie, jeśli chodzi o zaplecze, z którego mogli korzystać, by się rozwijać, choć zdawała sobie sprawę z tego, że większość dziewcząt nawet z tego nie korzystała, woląc wyrastać na salonowe lwice oraz przyszłe żony i matki. Kto wie, może też by taka była, gdyby urodziła się jako szlachcianka i nie musiała sama się o siebie troszczyć? Już kiedy była dzieckiem książki i nauka stanowiły dla niej odskocznię od rzeczywistości, w której, jeśli nie liczyć brata, była bardzo osamotniona. Ojciec nigdy się nad nią nie roztkliwiał, dlatego wyrosła na osobę dość chłodną i zaradną.
- Dobrze to słyszeć – przytaknęła, po czym usiadła we wskazanym miejscu. – Ufam twoim umiejętnościom uzdrowicielskim, bo wiem, że świetnie znasz się na magii leczniczej, ale nigdy dotąd nie byłam testerem nieistniejących wcześniej eliksirów – dodała. Tu już pojawiał się pewien margines nieufności, bo choć wiedziała, że Black nie naraziłby żadnego członka rycerzy z premedytacją, pozostawała kwestia tego, czy na ludzi eliksir zadziała równie dobrze jak na zwierzęta, i jak jej własny organizm zareaguje na tę konkretną miksturę. Życie nauczyło ją ostrożności, która przy obcowaniu z klątwami była niezbędna. – Swoją drogą, jak poszły testy na zwierzętach? Czy mikstura działała na nie w pożądany sposób? I kiedy już go zażyję, jak sprawdzisz, czy zadziałał? Będę się musiała jakoś... zranić czy coś? – dopytywała, ciekawa jak zamierzał sprawdzić efekty. Przypuszczała że będzie musiała się zranić, ale była na to gotowa.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Eliksir był wyjątkowo ważny z różnych powodów. Musieliśmy zrobić go jak najprędzej. Na szczęście alchemicy z organizacji nie zawiedli; czy raczej ten jeden konkretny. To nie miało większego znaczenia tak naprawdę. Prace trwały już od jakiegoś czasu, ale zostały spowolnione różnymi wydarzeniami, w tym poważnymi misjami Rycerzy, po których musiałem ich leczyć. Osób było niezwykle dużo, a uzdrowicieli nieproporcjonalnie mało. Ciekawy byłem czy odnajdziemy jeszcze kogoś do pomocy, bo przecież nie wiedziałem o pewnych sprawach dopóki nie odbędzie się kolejne spotkanie ugrupowania. O tym jednak jeszcze nie myślałem, musiałem całkowicie poddać się badaniom i doprowadzeniu ich do samego końca.
Co było już dużo prostsze kiedy istniał eliksir i zbadaliśmy go pod kątem wpływu wywaru na zwierzęta. Cieszyłem się, że testy przebiegły tak pomyślnie. Pozostała sprawa ludzi. Zdrowych lub chorych, każdy powinien bezpiecznie móc zażyć ten specyfik. Dzięki testerom miałem okazję przekonać się, że będzie dobrze, czułem to w kościach, choć nie było to naukowym podejściem. Koniecznym było zbadanie przypuszczeń empirycznie oraz wyciągnięcie odpowiednich wniosków.
- Rozumiem twoje obawy – potwierdziłem łagodnym tonem. – Jednak zapewniam, że wszystko jest bezpieczne – dodałem. Powinna mi zaufać, nie roztrząsać tego tak bardzo. Była Rycerzem Walpurgii, służyła Czarnemu Panu; ewentualne efekty uboczne nowego eliksiru były niczym w stosunku do tego co mogło ją spotkać. Powinna o tym wiedzieć i nie zadręczać się niepotrzebnymi myślami. Nie ryzykowałbym swojej pozycji, zdrowia i życia dla czegoś niepewnego, gdzie miałbym choćby cień wątpliwości. Nie byłem typem idealisty ani szalonego naukowca, co to tworzy coś tylko po to, by eksperymentować. Nie mogłem zresztą taki być. Nie w obliczu pozostanie sługą Lorda Voldemorta.
- Bardzo dobrze. Po podaniu odpowiedniej dawki eliksiru i zadania zającom ran, te zasklepiły się momentalnie. Nie przyniosły skutków ubocznych. No, może poza wzrostem adrenaliny w żyłach, zwierzęta stały się bardzo ruchliwe. To jednak głównie przez strach jaki odczuwały – zreferowałem krótko. – Tak, potrzebne będzie zranienie – przytaknąłem, nie kontynuując tematu, bo nadeszli w końcu goście. Niemili, ale nie miałem wyboru. – Poznaliście się na ostatnim spotkaniu – skwitowałem w kierunku całej trójki. Ovidius, męt z Nokturnu i Ariana, prostytutka. Doborowe towarzystwo. Grunt, że byli przydatni organizacji, inne sprawy mnie nie interesowały. – Siadajcie proszę – zachęciłem nowoprzybyłych do zajęcia miejsca przy stole.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

Każda rzecz, która mogła się przydać w przyszłych starciach ze szlamolubami, mogła być cenna. Lyanna przekonała się już, jak to wygląda, i może gdyby wtedy miały taki specyfik, szala zwycięstwa przechyliłaby się na ich stronę, bo nie zostałyby osłabione przez rany. Byli silniejsi, bo znali czarną magię i nie posiadali zahamowań moralnych, jakimi cechowali się miłośnicy mugoli, ale to nie znaczyło, że tamci nie stanowili żadnego zagrożenia. Nie mogli lekceważyć przeciwników, którzy mogli być zdolni zwracać ich klątwy przeciw nim samym i również posiadali własne ukryte moce, jak te dziwne patronusy zdolne odbijać zaklęcia. Lyanna widziała takie coś na własne oczy po raz pierwszy.
Zadawała Lupusowi dużo pytań, bo choć z reguły nie była gadułą, tak cechowała się dociekliwością, jeśli chodzi o wiedzę, a w tym przypadku dodatkowo chodziło o zupełnie nowy eliksir stworzony na potrzeby organizacji i mający zostać przetestowany na grupce chętnych, w tym Lyannie. Zgodziła się, bo chciała uczestniczyć w czymś ważnym, a perspektywa ryzyka owszem, budziła w niej ostrożność powodowaną instynktem samozachowawczym, ale nie zniechęcała ani nie budziła realnego strachu i wstrętu. Gdyby była tchórzem bojącym się zaryzykować, nie dołączyłaby do rycerzy. Zresztą zażycie takiego eliksiru i tak wydawało się błahostką w porównaniu z tym, co robiła na co dzień jako łamacz klątw, ale runy i klątwy były dla niej gruntem już znanym, nawet jeśli każdorazowo nieprzewidywalnym, a alchemia – dużo mniej. Na polu leczniczym zawsze musiała ufać Lupusowi, bo sama nie potrafiła rzucać nawet najprostszego zaklęcia z tej dziedziny. Oni wszyscy często powierzali swoje życie uzdrowicielom i alchemikom, pokładając ufność w ich umiejętnościach.
Wysłuchała opisu badań na zającach, kiwając z aprobatą głową. Zaraz miało okazać się, czy rany na ludziach zagoją się równie sprawnie jak na zwierzętach.
- Zaraz się więc przekonamy. I skoro to konieczne, oczywiście to zrobię – odrzekła, wyrażając gotowość na konieczne zranienie się dla sprawdzenia czy mikstura zasklepi ranę, bo nawet jeśli nie, to obok i tak będzie uzdrowiciel, który ją wyleczy. Ale nie zdążyła powiedzieć już nic więcej, bo nadeszła pozostała dwójka. Lyanna zmarszczyła się nieznacznie, widząc, że jej kompanami w testach miał być podrzędny opryszek i prostytutka. Może i była mieszańcem, ale wcale nie uważała się za równą marginesowi społecznemu, mimo wszystko wywodziła się z szanowanej rodziny i nie klepała biedy, więc swoje miejsce w hierarchii społecznej widziała wyżej. Najwyraźniej jednak to właśnie tacy ludzie najchętniej zgodzili się na testy... oni i sama Lyanna. Nie dała po sobie poznać nieprofesjonalnego niezadowolenia z takiego stanu rzeczy, nawet nie pozwoliła swojej twarzy się skrzywić, czując nieświeży zapach bijący od Ovidiusa. Była jednak na Nokturnie na tyle dużo razy, że przywykła do tłoczących się tam społecznych mętów, a jeśli niektórzy z nich mogli być użyteczni dla rycerzy, to dobrze. Black raczej też nie był zadowolony z obecności takich ludzi w swoich progach. Ciekawe, co powiedzieliby jego krewni, widząc w bibliotece tak doborowe towarzystwo?
- Zaczynajmy więc – powiedziała, zerkając w stronę Lupusa. Chciała mieć to wszystko już za sobą, więc spojrzała na niego wyczekująco, czekając na główną część tego spotkania, czyli wypróbowanie eliksiru.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Rycerze Walpurgii zdecydowanie częściej powinni zgłaszać nam jakieś uwagi odnośnie tego, co potrzebują lub co mogłoby im się przydać. Niestety nie jestem zaznajomiony w walce, nigdy nie musiałem tego robić; to leczenie było moją domeną. Może to był mój błąd, że skupiałem się wyłącznie na tej dziedzinie magii (i poniekąd całego życia), ale tego właśnie potrzebowałem do rozwijania swoich pasji i osiągnięcia celów wygłodzonej ambicji. Uczestnictwo w ugrupowaniu spadło na mnie właściwie bardzo nagle i od tamtej pory nie zmotywowałem się do nauki magii ofensywnej czy nawet tej z dziedziny najplugawszej. Jednak wiedziałem, że muszę liznąć choćby podstawy, by być czasem na coś użyteczny. Poznać nie tylko mechanizm zadawania ran, ale także móc w razie czego zaatakować w chwilach zagrożenia. Na razie to mogłem jedynie wyrywać zęby, bardzo słaba perspektywa.
Jednak to nie był czas na takie rozważania. Najważniejsze były badania, których dopięcie było już tak blisko, że bliżej być nie mogło. Wystarczyło podać eliksir i obserwować efekty, jednak na razie czekaliśmy na resztę uczestników. Chciałem mieć ich wszystkich razem, obserwować konsekwencje podania specyfiku na każdym z trojga testerów, bo też prawda taka, że chciałem załatwić to w miarę sprawnie. Wycieczki każdego po kolei o różnych porach albo i dniach były mi wybitnie nie na rękę, bo tym bardziej zwróciłyby uwagę niepożądanych plotkarzy. Rodzina chyba już się przyzwyczaiła, że od jakiegoś czasu sprowadzam im pod dach różnych ludzi… lord Acrux ani ojciec na razie nie zająknęli się ani słowem, zresztą wiedzieli mniej więcej, że chodzi o Czarnego Pana i dlatego nie oponowali.
Skinąłem Lyannie głową, a kiedy przyszli również Ovidius i Ariana, nie dałem po sobie niczego poznać. Zaprosiłem ich do środka, a oni z lekką obawą zasiedli w końcu do stołu, naprzeciwko Zabini. – Na początek chcę podziękować, że znaleźliście dla mnie czas – zacząłem już bardziej oficjalnie. – I chcę oznajmić już wszystkim, że testy na zwierzętach wypadły więcej niż zadowalająco. Teraz zostaje kwestia ludzi, czyli was. Napoję was odpowiednią dawką eliksiru, spiszę wnioski, a potem będziecie musieli dać się zranić. Mniejsza i większa rana będzie w porządku, w razie czego zaleczę was od razu, ale nie sądzę, by było to konieczne – dodałem po krótkiej pauzie i faktycznie odmierzyłem potrzebne porcje wywaru podając je każdemu z osobna. – Jeśli nie ma pytań to wypijcie swoją część i powiedzcie mi jak się czujecie – stwierdziłem na koniec i przysiadłem się z pergaminem i piórem do stolika, by od razu sporządzić notatki z obserwacji. Nie powinni odczuwać nic prócz ewentualną ekscytacją, ale okaże się czy miałem rację.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

Lyanna po spotkaniu była zadowolona z tego, co dostarczyli alchemicy i zaopatrzyła się w kilka przydatnych mikstur. Była też zadowolona z dotychczasowych usług leczniczych Blacka. Niewątpliwie z czasem okaże się, co było najcenniejsze w walce, różne eliksiry lecznicze i bojowe z pewnością mogły się przydać.
Lyanna była dość wszechstronna, bo nie rozwijała się tylko w zakresie run, ale też magii obronnej i uroków, czarną magię zaczęła odkrywać stosunkowo późno, od czasu tamtego pamiętnego pobytu w Norwegii, gdzie przekroczyła swoje granice i zasmakowała w zakazanym owocu, jakim była ta groźna moc. Nie szarżowała jednak, zwłaszcza w dobie anomalii, nie miała też skłonności do okrucieństwa bez określonego celu i powodu, nie traktowała tej mocy jak zabawę, a raczej jako środek do osiągania celów. Zainteresowała ją też odwrotność zdejmowania klątw – ich nakładanie. Zamierzała szkolić się w tym nadal, by móc przydać się rycerzom nie tylko jako łamacz, ale i zaklinacz. Nie potrzebowali w końcu jednostek pozbawionych jakichkolwiek użytecznych talentów, a skoro nie miała koneksji związanych z nazwiskiem i szlachetną krwią, musiała przydać się w inny sposób – tym, co potrafiła.
Niedługo po pojawieniu się Zabini w bibliotece byli już w komplecie i mogli przejść do rzeczy, czyli do prób z eliksirem. Lyanna była przygotowana, więc na słowa Blacka pokiwała głową, zdążył jej co nieco powiedzieć już wcześniej, przed przybyciem Ovidiusa i Ariany. Patrzyła, jak odmierzał porcje specyfików i przyjęła swoją, lekko zaciskając palce na fiolce. Spojrzała na jej zawartość. Chyba nie miała już więcej pytań, dowiedziała się wszystkiego, co chciała, więc pozostawało wypróbować eliksir w praktyce i przekonać się, czy był tak dobry, jak twierdził Lupus. Miała nadzieję, że tak.
- To do dna – mruknęła pod nosem, przechylając fiolkę. Wypiła całą zawartość, przełykając eliksir i zastanawiając się, czy czuła się jakoś inaczej, ale zapewne efekty będą widoczne w momencie zranienia się. Póki była cała i zdrowa, nie czuła tego. – Na ten moment czuję się... normalnie. Nie odczuwam zmian, ale to pewnie dlatego, że jestem zdrowa i jeszcze nie odniosłam żadnych obrażeń, na które eliksir mógłby zadziałać – odezwała się, gdy poprosił o informację odnośnie ewentualnie odczuwanych zmian. – Ty nas zranisz, czy mam sama rozciąć sobie skórę na ręce? – spytała, zdając sobie sprawę, że kiedy wszyscy już wypili zawartość swoich fiolek, Lupus musiał sprawdzić, czy ich rany zasklepią się tak, jak należy.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Powrót do góry Go down

Właściwie to sam czułem podekscytowanie. Na myśl, że byliśmy tak blisko osiągnięcia celu. Wszystko zdawało się składać w idealną całość, po którą wystarczyło tylko sięgnąć. Co właśnie robiłem, choć nie udałoby mi się stworzyć tego wszystkiego bez pomocy ludzi, którzy niekoniecznie coś z tego mieli. No, może pieniądze wspierające tych najbardziej potrzebujących z szeregów Rycerzy trochę usatysfakcjonują, ale na przykład Lyanna nie miała nic z tego mieć. Oprócz ewentualnego eliksiru, który później można było dystrybuować między poplecznikami Czarnego Pana. Na razie starałem się o tym nie myśleć, raczej doprowadzając sprawę po prostu do ostatecznego końca. Zapiętą na ostatni guzik. To było w tamtej chwili najważniejsze. Dopełnić końca badań, a potem… potem wszystko się okaże.
Nikt z zebranych nie wyglądał na zachwyconego, ale to nie o to tu chodziło. Nie byłem klaunem, który miał im nadskakiwać, tylko badaczem, a oni mieli mi we wszystkim pomóc. Zacząłem mówić, a żadne z pytań nie wyrwało się z ust gości, co było dość dziwne, ale nie oponowałem. Widocznie wszyscy chcieli mieć to już za sobą. Skinąłem im głową, by każdemu odmierzyć odpowiednią, działającą dawkę. I czekałem na pierwsze raporty.
Przeniosłem wzrok na Zabini, potem na Arianę i Ovidiusa, ale żadne z nich nie wyglądało jakoś inaczej. Ani nie zbledli ani nie przybrali żadnych innych niepokojących barw, nie wyrosły im też trzecie ręki. To dobrze. Zanotowałem spostrzeżenia.
- Gdyby coś było nie tak, to pewnie skutki uboczne byłyby widoczne od razu. Skoro jednak ich nie ma, to tylko potwierdza to, o czym mówiłem. Eliksir jest bezpieczny – odparłem na poruszoną kwestię. Mężczyzna zgłosił jedynie fakt rozpierającej go energii, co akurat było cechą pozytywną. To także skrupulatnie zapisałem. Kobieta nie zgłosiła niczego.
- Dobrze, to w takim razie zranię was. W razie czego od razu uleczę jeśli coś poszłoby nie tak – powiedziałem spokojnie, po czym wyjąłem z kieszeni nóż. Podejrzewałem, że jako uzdrowiciel najlepiej zrobię odpowiednie nacięcia.
Najpierw wszystkich ukułem lekko w palec i faktycznie, rana od razu się zasklepiła. Potem zacząłem ciąć wzdłuż żył na przedramieniu chcąc wywołać silny krwotok, ale także tym razem skóra od razu zregenerowała się. W każdym przypadku, dlatego uśmiechnąłem się lekko. Z zadowoleniem.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Rodowa biblioteka (parter)

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach