Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Ogródek na tyłach kamienicy
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Ogródek

Niewielki ogródek umieszczony na tyłach kamienicy. Także chroniony przed wzrokiem mugoli. Można do niego wejść jedynie przez drzwi w jadalni. Jest ogrodzony żelaznym, kutym płotem; na ziemi znajduje się równo przystrzyżona trawa. W centrum stoi niewielka, ciemna, drewniana ławeczka, a dookoła niej rosną kwietne krzewy. W śród roślin dominują białe oraz granatowe, niemal czarne róże.

[bylobrzydkobedzieladnie]
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down


3 listopada 1957, wieczór
Hep!
Pęd czkawki wyszarpnął ją niespodziewanie do lotu, na nowo wzbudzając mdłości. Teraz miała już pewność - dopadła ją teleportacyjna czkawka. W lecie dwukrotnie miała okazję spotkać ogarniętych nią chorych i choć lady Shacklebolt była wzburzona oraz zmęczona nękającym ją stanem, tak profesor Vane podszedł nań zupełnie spokojnie. To nie będzie trwać wiecznie, pocieszała się w myślach, optymistycznie zakładając, że po drodze żadnej tragedii nie stanie się zadość.
Czy do tego można się przyzwyczaić?, przemknęło przez jej myśl, kiedy ponownie miała problem z rozpoznaniem gdzie się znajduje. Przywitał ją półmrok, gdy policzkiem przywarła do jednej z tralek kutego, żelaznego płotu, hamując na nim siłę wyrzucającego ją pędu. Poczuła rozchodzący się w ustach metaliczny posmak, pulsujący w głowie ból skutecznie rozpraszał, nie pozwalając złożyć żadnej sensownej myśli.
Jeszcze przed momentem trzymała ją złość, z trudem powstrzymywała się przed krzykiem i wybuchem. Nie chciała pozwolić wyprowadzić się z ładu, ale utrzymujący się w jej sercu niepokój wskazywał wyłącznie predyspozycję do nagłych zmian. Teraz, walcząc z utrzymaniem równowagi na nowym podłożu i zachłannie łapiąc miejskie powietrze, emocje schodziły na dalszy plan.
Zaczęła przedzierać się przez rozległe krzewy róż o zaskakująco ciemnej barwie. W półmroku każdy płatek zdawał się być smoliście czarny, co tylko dodatkowo wzmogło jej zaniepokojenie. Czyj był to ogród? Tym razem szczerze liczyła, że nie trafi na żadnego ze zwolenników tego zdrajcy, Longbottoma. Poprzednim razem miała szczęście, brak różdżki nie okazał się być problemem. Wolała nie myśleć co by się stało, gdyby natknęła się na kogokolwiek innego. W obawie przed spotkaniem z innym bandytą, zdrajcą bądź rebeliantem, zastanawiała się przez krótki moment, czy może nie przeczekać między gęstymi zaroślami, zaraz jednak duma wybiła jej ten pomysł z głowy i lady Rosier wydostała się spomiędzy krzewów.
Policzek kobiety nosił ślady zadrapań od zakończonych ostro łodyg, jeden z suchych pędów zaczepił się o materiał długiej, grafitowej spódnicy i gdy Evandra sięgała nań, by pozbyć się niechcianego delikwenta, poczuła nagły ból.
- Ah! Co do… - syknęła, unosząc zranioną rękę na wysokość wzroku. Różany kolec utknął w jej dłoni, cóż za ironia losu. Przez krótką chwilę próbowała wyjąć go paznokciem, pojedyncza krwawa kropla spłynęła po palcach, lecz nim uwolniła się od niego na dobre, wyczuła czyjąś obecność.
Dopiero co pisała do niej list, lecz przez nagłą serię wypadków odniosła wrażenie, że od tamtej chwili minęła już wieczność. Stanęła przed nią w milczeniu, lekko rozchylając wargi, jakby z zamiarem przywitania, lecz emocje ze ściśniętego gardła wezbrały z wielką siłą. Ponownie tego dnia błękitne oczy zaczęły napełniać się słonymi łzami, lecz pogodzona ze swoim stanem półwila nie zamierzała ich powstrzymywać. Nie przed nią.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Powrót do góry Go down

Ten dzień należał do tych bardziej męczących. Najpierw godziny przygotowań, potem długi spacer z nim... Przez chwilę poczuła się normalnie, tak jakby wcale miesiąc temu nie chowała pod ziemią własnego brata, jakby Zakon nie czaił się na jej życie, jakby cały świat nie stanął na głowie. Chociaż Londyn skąpał się na dobre w listopadowej pogodzie, Black otuliła się futrem i trzymając butelkę wina w jednej ręce, a kieliszek w drugiej, przeszła przez parter kamienicy przy Grimmauld Place 12, by udać się do ogródka na tyłach. Taka okazja wymagała dobrego alkoholu w wyjątkowym miejscu, a to właśnie takie było. Czarne róże kwitły cały rok, niezależnie od miesiąca na kartce z kalendarza, a ona siedziała na kamiennej ławeczce, której temperaturę wcześniej podniosła dwoma machnięciami różdżki. Futro doskonale chroniło przed zimnem, a dostarczony przez służbę puchaty koc dodatkowo zabezpieczył kolana lady. Mogłaby podnieść temperaturę otoczenia, ale nie chciała. Dzisiaj przyjemny przymrozek łaskotał ją w nos, gdy siedziała i rozmyślała nad ostatnimi tygodniami. Nad jej głową coś zatrzepotało skrzydłami i obok na ławce usiadła sowa. Aquila nie znała się na zwierzętach, jedynie na Moissanite, biała kotce devon rex, która od ponad 2 tygodni spędzała z nią czas. Ta nawet nie zareagowała na sowę, łapą trącając kwiat róży, który opierał się o ławkę. Black zmrużyła na chwilę oczy, rozpoznając do kogo należy ptak. Odebrała list i otworzyła go, uśmiechając się pod nosem. W miarę czytania treści listu bladła, a zadowolenie odchodziło z jej twarzy sekunda po sekundzie. Przez chwilę nawet zakręciło się jej głowie, gdy opuszczała dłoń z zawartością koperty na dół.
Wdech.
I wydech...
Wdech.
I wydech...
Francis nie żyje?

Przełknęła gorzką ślinę, starając się zrozumieć dokładnie słowa Evandry. Pisk w uszach nie ustawał, a serce dygotało jak szalone. Francis nie żyje. Jak? Jakim cudem?! Jeszcze nie dawno wymieniali listy, ba! Miał starać się o jej dłoń, chociaż sam pomysł nie był najbliższy jej sercu to jednak... Co takiego zrobił ten człowiek, że nestor rodu kazał o nim zapomnieć? Myśli tłoczyły się w głowie, a brak odpowiedzi na te pytania rodził tylko kolejne wątpliwości. Musiała się uspokoić. Evandra. Evandra była teraz najważniejsza. Kieliszek przewrócił się na bok, gdy dłoń oparła o ławkę, a wino rozlało, zostawiając czerwony ślad, którym zaciekawiła się kotka. Nagle usłyszała trzask i coś zaszumiało w krzewach. Adrenalina wzięła nad nią górę, bo Black złapała różdżkę i wycelowała nią w źródło dźwięku. Przyszli po nią? Czy to Zakon Feniksa? Czy umrze?! Tak jak Francis? Nie... Tak jak Alphard...
Wsród czarnych róż zabłyszczały jednak w blasku jasne włosy, a znajomy głos, wyraźnie poirytowany, powoli ukazał swe oblicze. Evandra... Od kiedy tu była? Najdroższa Evandra... Black nawet nie zastanawiała się nad tym dlaczego spotkała ją akurat we własnym ogrodzie, akurat wtedy gdy otrzymała list. Nie czekała też ani chwili dłużej. Różdżkę opuściła w dół i niemal biegnąc, rzuciła się w ramiona przyjaciółki, obejmując ją w talii, tak by ta mogła zawiesić się na jej szyi. Rozumiała ten dramat, jakim była śmierć brata, jednak wydziedziczenie go...? Zapomnienie o nim...? Brak żałoby...? - Evandro... Tak strasznie mi przykro... - wyszeptała tylko cicho do jej ucha, wciąż nie wypuszczając jej z uścisku.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Nie spodziewała się takiej reakcji na nagłe, niespodziewane wtargnięcie do czyjegoś domu. Na widok kroczącej w jej stronę Aquili kamień spadł jej z serca. Znalazłszy się na Grimmauld Place 12 mogła czuć się bezpiecznie, odetchnąć z ulgą, nic jej tu nie groziło.
Nie spodziewała się, że wysłany dziś list tak prędko dotrze do Londynu, lecz dzięki temu oszczędziła im obu wielu wyjaśnień. Nie planowała się z nią widywać dziś, ani w ogóle w najbliższym miesiącu. Z nią, ani z nikim innym. Dziecinny plan zakładał wycofanie się, dokładnie w ten sam sposób, co przy narodzinach Evana. Zamknąć się w komnatach pod pretekstem złego samopoczucia. Poddać się i odsunąć w cień. Czy byłaby w stanie przejść przez to wszystko jeszcze raz? W odosobnieniu usychała, kolejne płatki opadały bezwiednie bez szansy na przywrócenie koloru. Nie mogła tak zrobić, nie chciała tak żyć.
Zarzucając zmarznięte ramiona na szyi przyjaciółki, przycisnęła ją do siebie mocno, za nic w świecie nie chcąc wypuszczać jej z objęć. Gwałtownie wpuściła do swoich płuc jej kojący zapach. Spływające po zaróżowionych policzkach łzy wsiąkały w miękkie futro. W odpowiedzi na wyszeptane słowa rozległo się ciche łkanie.
Nie była przy niej, gdy ta jej potrzebowała. Zamknięta we własnym smutku oraz złości na brata i kuzyna, po raz kolejny ją zaniedbała. Aquila nie była jedyną osobą, której w ostatnim miesiącu nie poświęciła odpowiedniej ilości czasu, pomimo składanych samej sobie solennych obietnic, że tym razem będzie inaczej, lepiej.
Zbyt późno zaczęła zdawać sobie sprawę z własnych ograniczeń, wciąż była tylko młodą czarownicą o wygórowanych ambicjach. Nie marzyła o światowej sławie ani wielkiej potędze, lecz o odpowiednim wypełnianiu obowiązków i otoczeniu się ukochanymi osobami. Rodzina w komplecie, bliscy przyjaciele, kraj w dostatku, bezpieczna przyszłość - czy naprawdę tak wiele wymagała? Była przygotowana na trudną walkę, lecz nie spodziewała się, że rzeczywistość zwyczajnie nie będzie grać fair.
- On… po-po prostu… rozsypał się… w mo-moich… rękach, r-rozumiesz? - chlipała cicho w jej ramionach. - N-nic nie mogłam z-zrobić... - Mogłoby się zdawać, że z bezsilnością była już pogodzona. Choć początkowo zawsze stawiała opór, z czasem uginała się, przyjmując wyznaczone jej przeznaczenie.
- Ro-rozsypał się... w proch, z-zabrał go wiatr... Ch-chciałam mu po-pomóc, ale... było j-już za późno. - Nieznacznie rozluźniła swój uścisk, by wziąć głębszy oddech. Wierzchem dłoni wytarła podrapany policzek, zaczerwienione ślady zaczęły piec. - On t-tak bardzo cierpiał. Ni-nigdy nie zapomnę jego krzyku, tego bólu… - Głos znów utknął jej gardle, zachłannie łapała kolejne hausty powietrza, próbując się uspokoić.
Zawodzący śpiew syren odbijał się silnym echem w jej pamięci. Wczoraj nie rozumiała ich gorzkiego lamentu, wciąż łudząc się, że wysiłek nie pójdzie na marne, że wszystko można jeszcze odwrócić, zmienić - a dziś?
- Tak bardzo nie wiem co ze sobą zrobić - wyznała wreszcie, unosząc smutny wzrok na twarz Aquili.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Powrót do góry Go down

Evandra odcinała się od ludzi, których twierdziła, że kochała, że chciała o nich dbać. Nie można było do tego się ot tak przyzwyczaić, ale można jej było to wybaczać za każdym razem, pomimo tego, że nie przepraszała. Czemu zresztą by miała? To jej życie... Black jednak czuła, że jej istnienie bez Evandry nie jest pełne. Dopiero gdy odzyskały kontakt, gdy zdecydowały się porozmawiać po tak długim czasie, dopiero wtedy coś zaczęło wracać do normy. Gdy potrzebowała wsparcia po śmierci Alpharda, przyjaciółka nie wysłała jednak nawet listu z kondolencjami w ciągu pierwszych dni, gdy najmocniej była potrzebna jej pomoc. Dzisiaj jednak nic z tego nie miało znaczenia. Zmarł jej brat, o którym musiała zapomnieć. Niezależnie od wszystkiego, Aquila była tu teraz po to, by okazać jej uczucie. Słuchała, co mówi, gdy płakała w jej ramiona i ani śniło się ją puścić. Dłoń Black spoczęła na głowie Evandry, gdy delikatnie głaskała jej włosy, przytulając i dociskając do własnych piersi mocniej, zamykając w ramionach, by spróbowała poczuć się bezpiecznie. Była bezpieczna. Nikt nie zrobi jej tu krzywdy. To, w jaki sposób zginął Francis Lestrange, było niepokojące. Czy była to jakaś klątwa, czar, który zadziałał dopiero po czasie? A może atak od tyłu? Walczyli...? Nie chciała dopytywać o szczegóły, jeśli Wanda będzie chciała, to sama o nich powie. Rozluźniły uścisk, a ona dopiero wtedy zauważyła krwawy ślad na policzku przyjaciółki. Lekki rozcięcie. Dłoń położyła na tym samym policzku, omijając palcami ranę i przyglądając się jej. Nie znała się na magii leczniczej, ba! To nie był najlepszy moment na wezwanie uzdrowiciela, znała przecież swoją przyjaciółkę, nie potrzebowała tu obcych. - Zraniłaś się, Evandro, ale to nic... Zaraz zawołam uzdrowiciela, tylko odpoczniemy - powiedziała cicho, wyciągając z jednej z kieszeni futra jedwabną śnieżnobiałą chusteczkę i przykładając ją do policzka dziewczyny, by zebrać pozostałą krew, oczyścić ranę. Gdy to się udało, Black odsunęła jeszcze włosy opadające na jej czoło, zakładając je za ucho, po czym ściągnęła z siebie swoje futro i położyła na ramionach towarzyszki. - Usiądź, proszę - złapała ją pod ramię, prowadząc na ławkę. - Geminio - powiedziała jeszcze cicho, różdżkę kierując na kielich, a zaraz potem obok pojawił się drugi, do którego wlała trochę wina, podając je Evandrze. Chciała zadać to pytanie, nie dla własnej wiedzy, a by wiedzieć, jak pomóc, jak poprowadzić rozmowę by poczuła się, chociaż odrobinę lepiej - Nie powiem Ci, że ból minie - wyszeptała, łapiąc ją za dłoń. - Chociaż na pewno będzie mniejszy... Ty jesteś taka silna, Evandro... A jeśli Fran... Jeśli masz o nim... Co się tam wydarzyło...? - mów do mnie, kochanie, jestem tu dla ciebie i zrobię wszystko, byś była szczęśliwa. Jesteś droga mojemu sercu, jesteś moją przyjaciółką, jesteś ciepłem i pięknem, o które muszę dbać. Nie dygotała z zimna, więc kocami, które wcześniej przyniosła służba, otuliła jeszcze nogi Evandry, nie myśląc nawet o tym, że mogłaby zabrać ją do domu. Tu były same, były dla siebie, mogła czuć się swobodnie. W głowie piszczało, nie myślała nawet o własnych odczuciach wobec tej śmierci. Teraz liczyła się ona. W końcu Aquila doskonale wiedziała, jak to jest stracić brata, jednak... Alphard został bohaterem, ogłoszono żałobę narodową i był chowany z honorami. Francis miał pozostać zapomniany i wyklęty.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Uważała się za słabą. Pogrążała sama siebie w ciągłym smutku i poczuciu winy za nie okazane wsparcie, zamiast wyciągnąć rękę i przełamać krąg. Tamtej wrześniowej nocy padło pierwsze oskarżenie o zdradę Francia. Wściekłość Tristana zmusiła ją do ponownego zamknięcia się w sobie i skupieniu na obowiązkach.
Nie sprzeciwiała się, gdy Aquila poprowadziła ją na ławkę i otuliła swoim futrem. Uśmiechnęła się blado i przyjęła także kieliszek wina, trzymała go w obu drżących dłoniach w obawie, że z jednej prędko wypadnie. Duszkiem wypiła jego zawartość, ocierając wierzchem dłoni ostatnie łzy.
- Francis miał wypadek w dniu, gdy… kiedy zginął Alphard. - Czy był to już dobry moment, by wspominać imię zmarłego Blacka w obecności Aquili? - Odwiedzałam go w szpitalu, nie mówił mi całej prawdy. Jakby jej poznanie miało wszystko zmienić. Mówił, że kłamstwa miały trzymać mnie na dystans. Dlaczego? - Nie mogła przyznać jaki był wcześniej - przed wizytą w Gringocie. Nie chciała zdradzić jego wiary w równość mugoli i czarodziejów. Czuła, że tak powinna, kryć brata, bronić jego honoru. - Długo żył w strachu, chciał dla mnie jak najlepiej. Mówił, że niebezpieczeństwo jest bliżej, niż się spodziewam. - Wskazywał bezpośrednio Tristana, kazał wyczulić się na jego zachowanie i notoryczne zniknięcia. Przestrzegał przed tym, że gdy tylko rebelianci się do niej dostaną, będą ją sądzić na równi z jego przewinieniami. Wczoraj zdawał się odwoływać swoje słowa - jakoby buntownicy nie chcieli sprawiedliwości, a po prostu żyć. Skąd ta zmiana?
- Przysięga wieczysta. Nie dostosował się do zasad, to za jej złamanie zgnął. - Powtarzając, że nie mają żadnego prawa, żeby odbierać mugolom życie. - ”Nasze przekonania co do tego, co jest dobre, a co złe, się nie pokrywają” - przytoczyła cicho jego słowa, wbijając wzrok w okrywający nogi koc. - Dostał wybór i wybrał śmierć, Aquilo. Jak mam to zrozumieć, jak wybaczyć? Jak stawić czoła kolejnemu dniu, całemu życiu, wiedząc, że wszystko, co dotychczas mi mówiono, i to, w co wierzyłam, jest kłamstwem? Nie potrafię przestać go kochać, nie mogę o nim zapomnieć - wyrzucała z siebie kolejne słowa pełne rozgoryczenia. - Jestem zła. Na Tristana, Francisa, na ciebie… - urwała nagle, orientując się że mimo chęci, nie było dotychczas okazji, by omówić jedną z nurtujących ją kwestii. W milczeniu uniosła wzrok na Black. Od dnia, w którym Aquila wysłała jej list sprzed lat, nie wiedziała jak go odbierać. Przyjaciółka najpierw unikała jej spojrzenia, a później jakby zapomniała o tym, co się stało. - ”Nie pozwolę by ktokolwiek wiedział o tym co czuję.” - powtórzyła cicho jej słowa. - Ja wolałabym, żebyś wiedziała o tym, co czuję. - Splotła ze sobą ich palce i zacisnęła mocniej dłoń. - Już w szkole o tobie śniłam - wyznała cicho spokojnym głosem. - Lubiłam wywoływać uśmiech na twojej twarzy, towarzyszyć ci, gdy byłaś skupiona, powtarzać, że cię uwielbiam, gdy tak naprawdę, to… kocham. - Nachyliła się lekko, chcąc by wypowiadany przez nią szept został przez Aquilę usłyszany. Nie chciała już żadnych kłamstw, choćby miało to zaważyć na ich przyjaźni. - Już dawno chciałam ci powiedzieć, lecz bałam się, że cię stracę.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Powrót do góry Go down

Drżała. Taka wiotka i delikatna, zapewne przemarzły jej kości, kto wie jak długo była w tym ogródku. I kto wie jak się tam dostała, skoro zabezpieczony był zaklęciami... Może wpuściła ją służba, dużo wcześniej. Jednak, skoro tak, to dlaczego nikt jej o tym nie poinformował? Potem się z nimi rozmówi, teraz musiała skupić się na niej. Zmarszczyła brwi, gdy słuchała przyjaciółki. Może powinna zachować kamienną twarz, dokładnie tak jak ojciec? Nie potrafiła jednak. Historia, którą opowiadała Evandra, była zbyt... Była zbyt. Wspomnienie o Alphardzie zawsze bolało, jednak po niemal 1,5 miesiąca żałoby, było inaczej, nieco lżej, o ile w ogóle można było tak powiedzieć. Po prostu było inaczej niż we wrześniu, gdy dopiero godziła się z tym faktem, gdy jeszcze go nie akceptowała. Kolejne słowa zbijały z tropu, były ciężkie do zrozumienia, a faktów było tak dużo, że Black przez chwilę chciała wręcz zatrzymać ją. Nie zrobiła tego, słuchała dalej, przetwarzając każdą sylabę, otwierając szerzej oczy i zaciskając mocniej dłoń na kieliszku. Wpatrywała się wielkimi oczami w kobietę, przełykając głośno ślinę. - Komu Francis złożył przysięgę...? - dopytała jeszcze, chociaż odpowiedź nasuwała się sama, gdy ona powiedziała, że jest zła na własnego męża. Black musiała się jednak upewnić, przecież mogło chodzić o coś zupełnie innego. Ta wiedza nie była niezbędna, liczyło się tylko to, co czuła przyjaciółka, jednak... Czasy były ciężkie, a ona musiała zdawać sobie sprawę, że jeśli Francis rzeczywiście miał inne przekonania wobec dobra i wobec zła, to mógł być bardzo niebezpiecznym człowiekiem. Człowiekiem, z którym spotkała się nie tak dawno, który miał starać się o jej dłoń, który był w jej domu...
- Jeśli ją wybrał, to znaczyłoby, że tego pragnął... Może... Może on cierpiał? Może potrzebował uwolnić się z tego bólu? - powiedziała, nie wiedząc, czy ma, chociaż odrobinę racji. Aquila potrafiła doskonale dyskutować, rozmawiać o polityce, o historii. Jednak pocieszać w takiej chwili... Czy ktokolwiek potrafił? - Kłamstwo...? Evandro, rozumiem, że jest w Tobie złość, ale... Dlaczego jesteś zła na mnie, na swojego męża...? - odpowiedziała, gdy przyjaciółka uznała, że wszystko, co jej mówiono to kłamstwo. Oczywiście, świat był skomplikowany i czasem należało nagiąć prawdę. Kto ją jednak aż tak okłamał? Czy sam Francis? I wtedy zrozumiała. Kieliszek zatrząsł się w dłoni, gdy ta upijała kolejny łyk. Nie pora była o tym rozmawiać, zresztą, na to nigdy nie będzie dobrej pory, ale nie dzień po śmierci jej brata, o którym kazano jej zapomnieć. Nagle padły słowa, które wybiły ją z rytmu tak bardzo, że pisk w uszach, tak częsty w sytuacjach stresujących, gdy zbliżał się atak paniki, znów się pojawił. Wpatrywała się tępo w lady Rosier, czując, jakby jej głowa była zupełnie gdzieś indziej, gdzieś na błoniach Hogwartu, gdy obydwie śmiały się w głos na pikniku, gdzieś w dormitorium Śliz gonów, gdy jadły cząstki jabłek zapiekane z cynamonem, gdzieś na pierwszych debiutach, gdy po tańcach uciekały do ogrodu, wypatrując świetlików. Zamrugała kilka razy, próbując upewnić się gdzie, tak naprawdę jest, wrócić na ziemię. - Evandro... - zaczęła cicho, przełykając jeszcze ślinę. Nie mogła, to nie mogło istnieć. Była żoną, Aquila miała się nią stać. Były kobietami, obydwie. Przecież gdyby jedna z nich urodziła się mężczyzną, to już dawno wszystko byłoby inaczej, ale tu... Przyjaźniły się, a takie uczucia mogły mieszać się z miłością, chociaż Black czuła, że jest w stanie powiedzieć dokładnie to samo. Kocham Cię, Evandro. Jednak w jakim kontekście? Czy przez wzgląd na stare czasy, gdy emocje brały górę, gdy obydwie jeszcze nie wiedziały, co szykuje dla nich świat i jak sobie z tym poradzę, gdy były takie świeże i niewinne, pochłonięte sobą? A może chodziło tylko o przyjaźń, przecież tak było najrozsądniej... - Jesteś najbliższą mi i nawet czasy, gdy ciebie przy mnie nie było, tego nie zmieniły... Czasem to wszystko przytłacza - wspomniała rozmyślając jeszcze o Alphardzie, o jego oddaniu i śmierci. - A ja mam nadzieję, że obudzę się w lepszym świecie, prostszym... - szeptała, wpatrując się w jej oczy i odwracając je co chwilę, jakby nie mogła znieść błękitu spojrzenia przyjaciółki. - Jednak tak się nie dzieje, chociaż próbuje. Ty jesteś silna, o wiele silniejsza niż ci się wydaje - oczy zeszkliły się, gdy nie była w stanie powstrzymać już emocji. - Powinnaś posłuchać nestora i spróbować zapomnieć - spuściła wzrok niżej, wiedząc, że to będzie najtrudniejsze zadanie, jakie postawił przed Evandrą los. - Zarówno on, jak i Twój mąż z pewnością chcą dla Ciebie jak najlepiej - czy to było kłamstwo? Przecież nie znała każdego faktu. Oczywiście, na temat Tristana Rosiera miała zdanie, które ładnymi słowami można było określić jako niemiłe. Wychowana w niechęci do Rosierów, nie miała zresztą innego wyboru. Nauki, jakie wpajano jej od dziecka, zostawały w głowie i ciężko było odmienić myślenie. Ona była jednak jego żoną. Powinna być ostrożna, uważać na niego, jednak... Małżeństwo było nierozerwalne, wystarczy spojrzeć jak skończyła Isabella Carrow, po zdradzie Percivala Notta, chociaż o takową Tristana nie podejrzewała. Dodatkowo obecność Czarnego Pana na pogrzebie, pokłony, jakie składali mu na Stonehenge przedstawiciele rodów, to wszystko miało wpływ, ale to jego słowa sprawiły, że w niej coś pękło, wtedy 5 października, gdy otwarta trumna przypominała o bohaterstwie brata. Tak było dobrze, tak musiało być, bohaterowie byli potrzebni, by głosić o nich legendy. - Jesteś moją przyjaciółką i zawsze będę cię wspierać, ale gdy pisałam tamten list, byłam... obydwie byłyśmy wtedy młode i zagubione - serce pękało się przy tych słowach, ale tak należało. - Chodź,  jesteś zmęczona... Spałaś cokolwiek tamtej nocy? Evandro, może zabiorę Cię do środka? - spojrzała jeszcze na przyjaciółkę, próbując odciągnąć jej myśli w inną stronę, chociaż właśnie odrzuciła kogoś takiego jak ona. Jak jednak miałoby to wyglądać? Czym tak naprawdę była jej miłość i dlaczego to uczucie jest tak podobne do tej wyjątkowej relacji, którą miały one? Tej wyjątkowej relacji, której nie dało się już nazwać, nie po tych słowach wypowiedzianych głośno.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Nie odpowiedziała na zadane pytanie w obawie, że Aquila zacznie wyciągać z tego własne wnioski, a przecież rzucanie wątpliwości w kierunku Tristana było nie na miejscu. Nie zmusił Francisa do złożenia przysięgi, dał mu szansę, ofiarował życie. Czy naprawdę w jego sercu nie było miejsca na troskę o dobro rodu? ”W naszych nie powinno być więc również miejsca dla niego.” List lorda nestora Percivala był jednoznaczny, ale tak bardzo różnił się od argumentów, jakich używał wczorajszego dnia Francis. To sprowadziło na niego ostateczną zgubę i hańbę.
Cierpiał, to wiedziała na pewno, ale czy aby na tyle, by targnąć się na własne życie? Czy był sposób, by ominąć potężną magię, czy słowa wyjaśnień musiały paść właśnie z jego ust?
- Czy wciąż by żył, gdyby od początku był ze mną szczery? Gdyby wszyscy byli? - Wina nie leżała wyłącznie po jego stronie, a argument, że to “dla jej dobra” już wcale do niej nie przemawiał. - Nie chcę, by moje dobro było ponad życiem innych. Jesteś chyba jedyną, która uważa mnie za silną. Inni obawiają się, że nie udźwignę tego ciężaru.
Zawsze będę cię wspierać. Nie było powodu, by jej nie wierzyć, dawała temu świadectwo za każdym razem, gdy rozświetlała swym słonecznym blaskiem gromadzące się nad półwilą burzowe chmury. To ona była tą mądrzejszą i bardziej rozważną. To ona nie poddawała się słabościom i porywom serca, a jakie od zawsze ściągały Evandrę na złą drogę. Powinna była brać ją za swój przykład, z podniesioną głową znosić każdy trud, iść w zaparte nawet wtedy, gdy najbliższa jej osoba chyli się ku własnej zgubie.
- To dlaczego? - wtrąciła się zaraz, nie mogąc słuchać już ani jednego z jej słów mętnych wyjaśnień. - Dlaczego mi to robisz, po co wysłałaś ten list? Co chciałaś tym osiągnąć? - dopytywała dalej, nie rozumiejąc zachowania przyjaciółki. - Nie chciałaś chyba mnie zadręczyć. - Trudno było zdecydować w co ma wierzyć, kiedy każde słowo brzmiało jak kłamstwo. - Nie chcę, by tak było. Nie chcę tak tego postrzegać.
Nie mogła wymagać od niej po latach innej odpowiedzi, a jednak wbijający się w serce różany cierń wżynał się coraz mocniej i głębiej. Zebranych ran miała już wiele, lecz każda kolejna wciąż bolała równie dotkliwie. Nie powinna była ściągać na nią swoich odważnych przemyśleń, lecz czuła, że jest jej to winna.
- Nie potrzebuję pomocy - powiedziała zdecydowanym tonem, odtrącając zaplanowaną dystrakcję. - Rozumiem do czego dążysz, uczono nas tego samego, pamiętasz? Dobrze wiem, gdzie jest moje miejsce. - Odłożyła koc na bok i podniosła się z ławki. Wróciły mdłości, ścisk w żołądku w połączeniu z pulsującym w skroni bólem nie pozwalał jej się skupić.
- Wiem czego ode mnie oczekują, nie zamierzam się sprzeciwiać, ani kroczyć ścieżką brata. Wszak… - wzięła głęboki oddech - żadnego nigdy nie miałam. - Po raz pierwszy powtórzyła kłamstwo, jakie od dziś miało stać się nową rzeczywistością. Jedyna, słuszna prawda. Zacisnęła usta w wąską linijkę, wypowiadane słowa paliły okrutnie, gdy wyrzekła się dotychczasowego życia. Aquila Black była świadkiem jej upadku, tylko czy miała rację mówiąc, że ma w sobie wystarczająco wiele siły, by znów się podnieść
- Ostatnim, czego pragnę, to zranić cię. Byłam z tobą szczera, ale czy ty ze mną jesteś? A z samą sobą? Nie wracajmy więcej do tego tematu. - Pytania były retoryczne, nie potrzebowała odpowiedzi, podjęła decyzję. Przeszyła ją jeszcze jednym, znaczącym spojrzeniem. To głupie i niedorzeczne, niewarte marnowania oddechu. Tak należało.
Odstawiła pusty kieliszek na blat ogrodowego stolika i z zamiarem uspokojenia się wzięła głębszy oddech. Zwolna oswajała się z tą chwilą, pozwalała, by mimo narzuconego na ramiona futra przeszył ją chłód listopadowego wieczoru. Jej ciało już nie dygotało, a łzy na zaróżowionych policzkach wyschły, pozostawiając nań błyszczące w świetle bladej lampy smugi. Czuła, jakby mogła teraz przyjąć każdą, nawet najboleśniejszą prawdę. Jakby nic nie było już w stanie jej zranić, czara już się przelewała, kolejne krople miały nie mieć na nią wpływu.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Powrót do góry Go down

Jak wiele bólu musiała teraz znosić, jak wiele cierpienia kroiło serce młodej półwili, gdy ta miała o nim po prostu zapomnieć? Było to słuszne, ale niewyobrażalne, chyba niemożliwe... Zapomnieć kogoś z kim spędziło się 23 lata życia... Nawet jeśli okazał się zdrajcą. Evandra przemilczała odpowiedź na pytanie, a Aquila nie miała zamiaru dopytywać. Chociaż wiedza to potęga, to jednak nie to się teraz liczyło, zresztą... To nie miało już żadnego znaczenia. Przysięga została złamana. Nie znała się na nich zbyt dobrze, ale jedno wiedziała. Zadawała trudne pytania co by było gdyby i o ile Black lubiła nad owymi gdybać, tak tutaj jedno złe słowo mogło doprowadzić przyjaciółkę do kolejnego załamania, do psychicznego bólu, który bywał bólem nie do zniesienia. Przecież znała uczucie straty - Nie wiem... - odpowiedziała zgodnie z prawdą, spuszczając głowę w dół, by wysłuchać kolejnych słów kobiety. - Udźwigniesz każdy ciężar, Evandro. Jesteś niczym Herakles, jesteś w stanie wykonać dwanaście trudnych prac, jesteś w stanie wykonać ich sto, bo... Bo nikt ci nie dorówna Evandro - znów podniosła głowę i tym razem obrała stanowczy ton. Chciała powiedzieć więcej, jednak zawahała się, zbyt długo czekała, by słowa odpowiednio wybrzmiały. Wpatrywała się w oczy przyjaciółki, próbując znaleźć w nich wskazówkę na temat tego co chciałaby usłyszeć. Fakt, że umarł Francis Lestrange teraz nie miał dla Aquili znaczenia, liczyło się tylko to, że zmarł brat Evandry, który nigdy nie istniał. Zawahała się na kolejne słowa, czując, jak serce staje jej w gardle, a nieprzyjemne kłucie w żołądku sprawia, że ten wykręca się na drugą stronę. Czy to efekt wypitego wina? - To nie tak... - zaczęła cicho, jednak nie dokończyła myśli. - Zadręczać? Evandro... Nigdy w życiu bym ci tego nie zrobiła, ja... - ja co? - Czułam się taka samotna... Opuszczona i bezsilna. Wiem, dlaczego nie odezwałaś się wtedy słowem, już wiem - nie chciała teraz o tym rozmawiać, dzisiaj liczyło się coś innego, jednak kobieta zasługiwała na słowo wyjaśnień. - Chciałam, tylko byś wiedziała... Nie sądziłam, że... - głos uwiązł jej w gardle.
Kocham Cię, Evandro. Kocham Cię niczym siostrę, niczym powierniczkę. Kocham Cię niczym najpiękniejszy sen, niczym odległe marzenie, niczym muzykę. Kocham Cię niczym najbrutalniejszy cios, niczym złotą koronę na głowie władców, niczym wstęgi otulające prezent od fatyganta. Jesteś mi droga, jesteś mi klejnotem, jesteś mi największym skarbem. Kocham Cię niczym przyjaciółkę, bo jak inaczej mogłabym nazwać tę miłość?
- ...że to dla Ciebie coś znaczy. Jesteśmy sobie bliskie - wstała, by zrównać z nią twarz i złapała za dłoń, która przed chwilą odstawiła kieliszek. - Bliższe, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać - staram się być szczera, Evandro, ale nie mam już w sobie słów, które mogłyby coś zmienić. Liczysz się tylko ty. - Żyjesz w wieży, Evandro - powtórzyła swoje słowa sprzed kilku miesięcy. - Wieży, której mury runęły - kruszyły się od jakiegoś czasu, jednak, w myślach Aquili, to śmierć Francisa wystrzeliła ostatni głaz z katapulty. - Ja słyszę Twój głos i usłyszeć go może każdy, kto będzie mógł Cię wysłuchać. Urodziłaś się bez maski, więc i teraz jej nie potrzebujesz. Jesteś silna, ale każdy... Zaufaj mi, każdy... Każdy potrzebuje odpowiednich warunków, by tę siłę z siebie wydobyć. Nie chodzi więc o to, czego od ciebie oczekują, a o to czego ty oczekujesz od siebie... - po miesiącu od pogrzebu, po powolnym godzeniu się z faktem śmierci Alpharda - łatwo było jej mówić. On został bohaterem, ogłoszono żałobę narodową, był chowany z honorami. Francis miał pozostać zapomniany, wyklęty. Ciężko było w to uwierzyć, ale tak właśnie musiało się stać. Zawsze ją kochał, opiekował się, to było widać. Jednak czy szaleństwo, tak dobrze znane w ich rodzie... Czy szaleństwo nie przysłoniło mu oczu? - Powiedz mi... Proszę... Czego oczekujesz od samej siebie? - pytanie było trudne, ale nie zamierzała go odpuścić, wpatrując się w przyjaciółkę, oczami próbując dać jej znać, że jest tu dla niej. Zawsze i o każdej porze będzie. Nie odejdzie, chociaż nie do końca rozumiała to wszystko, co się między nimi zdarzyło.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Zapał i zaangażowanie, z jakim Aquila zabrała się do podniesienia Evandry na duchu był godny podziwu. Półwila przyjęłaby jej słowa z uśmiechem i wdzięcznością, gdyby nie dzisiejsze emocje, które przekreślały wszelkie racjonalne myśli. Zdolna była nosić ciężary, każdy z narzuconych na nią trudów, tylko w imię czego?
Samotność doskwierała każdemu, zwłaszcza tym, którzy zdawali się być duszami towarzystwa, wszak nie chodzi wyłącznie o kompanów do pogawędki, a osoby najbliższe sercu. Osoby, przed którymi nie wstyd stanąć szczerze we własnej postaci, pozbawionym mglistej zasłony, bez lawirowania w wypowiedziach. Kogoś, kto przygarnie, otuli i wesprze, jak przyjaciółka.
- Wiesz dlaczego się nie odezwałam, ale czy rozumiesz, że było to błędem? - podjęła ostatnią próbę przed pogrzebaniem tej kwestii na wieki. - Milczenie pogłębia dystans, kłamstwo zaprzepaszcza szansę na odbudowę spalonych mostów. - Mogła nie drążyć, nie dopytywać, ani wczoraj Francisa, ani też dziś Aquili. Wystarczyło przecież zignorować, puścić w niepamięć, żyć tak, jakby ich więź była wciąż silna i niezmienna.
Przyjaźnię się z Primrose, przyjaźnię z Rigelem, ale żadne z uczuć, jakie żywię wobec nich, nie może się równać z tym do ciebie.
Potrzeba warunków, by wydobyć z siebie siłę, z tym nie mogła się kłócić. Dążyła do zamknięcia spraw, oczyszczenia pola widzenia, bez tego trudno było cokolwiek planować. Aquila jeszcze przed miesiącem żegnała się z bratem, wykorzystała jednak ten czas, smutek przekuła w siłę. W jej oczach zabłysnął płomień, jaki tylko czekał na moment, by się wreszcie uwolnić. Evandra podjęła podobną decyzję, zwracając się po pomoc do Tatiany, jednak nagła śmierć Francisa zupełnie odebrała jej inspirację do dalszych ćwiczeń.
- Nie wiem - padło nie pierwszy raz dzisiejszego wieczoru. Czego od siebie oczekiwała? - Czy to naprawdę odpowiedni moment, by szukać na to odpowiedzi? - Czuła na sobie palące spojrzenie przyjaciółki. Nie ucieknie jej, nie uchyli się, nie w tym momencie. Znów zacisnęła mocniej palce na jej dłoni, próbując wprowadzić na swojej twarzy uśmiech. Droga przyjaciółko, najsłodsza Aquilo, promyku słońca. - Chcę żyć w zgodzie ze sobą. Przestać się wycofywać i chować, gdy najbliżsi mnie potrzebują, gdy ty mnie potrzebujesz. - Tak jak i Francis potrzebował. Objęła ją ramieniem, wplątała palce między jej włosy i przyciągając bliżej siebie w uścisku. Ukryła twarz w zagłębieniu jej szyi, kiedy kolejne łzy cisnęły się do domu. Nie sposób było tak łatwo wyzbyć się odruchu, porwanych fragmentów wspomnień, powracających nagle i mącących spojrzenie. Powolnym oddechem przywracała sobie spokój, cicho śpiewając słowa kołysanki:
S'il te plaît, chut... mon enfant...
Là... La lune est pleine,
Comme la tête d'un géant effrayant
Qui cherche un enfant qui pleure.

Wyzwoliła ją ze swych objęć i przeniosła futro z powrotem na Aquilę, mniej nawykłą do przenikającego chłodu. Nie wiedziała ile czasu jej zostało na rozmowę z przyjaciółką, nie chciała go więc marnować na burzenie spokoju mieszkańców domu przy Grimmauld Place 12. Wreszcie miała ją na wyłączność, tyle myśli chciała jej przekazać, a jakich papier nie powinien przyjmować. O dziwnym doświadczeniu w towarzystwie nieznajomego, jakie przydarzyło jej się ostatniego dnia października, o podejrzliwości wobec zachowania Prim podczas lekcji muzyki. Uniosła wzrok na antracytowe tęczówki i uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- Dziękuję, że jesteś. Muszę ci powiedzieć, że… - Nagłe szarpnięcie w okolicy pępka, na ułamek sekundy rozwarte w zdumieniu oczy i zostawiła lady Aquilę samą z krótkim odgłosem czkawki w ogródku na tyłach kamienicy.
Hep!

| zt



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Powrót do góry Go down

To czy coś było błędem, była w stanie ocenić właściwie na pierwszy rzut oka, często nawet, chociaż absolutnie nie zawsze, mając ostatecznie rację. To były jednak sprawy błahe, lub wręcz oczywiste. Teraz gdy Evandra zadała pytanie, Aquila zgłupiała, stojąc jak wryta. Czy rozumiała, że to był błąd? Nie... Dlaczego? Tak, było jej wtedy przykro, była taka stęskniona i brak kontaktu ze strony przyjaciółki jedynie ranił jej i tak już popękane serce, cudem posklejane po miesiącu ciągłej walki o samą siebie. Słabość przerodziła w siłę, niemoc w działanie, a smutek w czerwone wino. - Wiesz dobrze, że cenię szczerość i również za to cenię ciebie - powiedziała ze spokojem, podnosząc brwi do góry. Nie dlatego, że była zdziwiona, a dlatego, że usilnie starała się pokazać przyjaciółce, że nie jest zła. Nawet jeśli trochę była, nawet jeśli wciąż czuła, że ten brak Evandry przez tamten tydzień, zaważył na jej załamaniu nerwowym, na atakach paniki, z którymi wciąż się mierzyła. Teraz nie mogła jej tego powiedzieć, przecież droga przyjaciółka, przecież ona... Przecież jej brat... - Błędem było to, że myślałaś, że mnie przez to stracisz - powiedziała krótko, niepewna, czy tak rzeczywiście było. Aquila odgarnęła jeszcze włosy z twarzy towarzyszki, po raz kolejny przyglądając się płytkiej ciętej ranie na policzku. Skąd ona się tam wzięła? Krew zdążyła już delikatnie zaschnąć, ale dalej potrzebowała opieki. Zaraz, gdy tylko skończą rozmowę, zabierze ją do domu, położy na łóżku, przyprowadzi uzdrowiciela i każe służbie przynieść tacę pełną pieczonych jabłek z cynamonem i wielki kubek gorącej herbaty, a potem powiadomi jej męża, że jest bezpieczna i zaopiekowano się nią.
Teraz jednak stały tam dalej same, w ogródku na tyłach kamienicy przy Grimmauld Place 12. Nogi dygotały jej z zimna, ale nawet nie myślała o tym, zbyt skupiona na postaci przed sobą. Tak smutnej, złamanej, kompletnie innej niż pamiętała ją sprzed lat. Świat pędził do przodu, czas nikogo nie oszczędzał, a los potrafił nie tylko płatać figle, ale także zabrać ludzką duszę, wygnieść ją niczym kawałek starej szmaty, kopnąć kilkukrotnie, prosto w brzuch, a potem napluć na twarz. Gdy to się już stało, los czasem zwracał duszę, by potem wyglądała ona tak jak Evandra Rosier teraz lub tak jak Aquila Black na Szklanym Lodowisku niemalże półtora miesiąca temu. Dziwny ten świat, niezbyt sprawiedliwy. - Tak, to najlepszy moment - powiedziała nieco zbyt pewnie, chwile potem orientując się, że przyjaciółka może nie mieć na to siły. Odpowiedziała jednak, zaciskając mocniej palce na jej dłoni. - Jesteś najsilniejszą kobietą, jaką znam, Evandro - powtórzyła raz jeszcze tego wieczora. - To, że tego właśnie dla siebie pragniesz, już cię taką czyni - Aquila położyła wolną dłoń na krtani przyjaciółki, delikatnie, tak aby nie odczuła ona najmniejszego bólu. - Tu będzie cię ściskać - przełożyła dłoń na wysokość żołądka. - Tu skręcać, a tu - przesunęła lekko rozpięte futro na bok i dotknęła palcem wskazującym miejsca nad lewą piersią Evandry, tam, gdzie miała serce. - a tu znajdziesz siłę - odsunęła dłoń i przyjęła futro, nie ubierając go jednak. Nie było sensu, skoro za chwile wejdą do domu.
Ferme tes yeux, mon ange,
Prends ton envol, rejoins-moi,
Un monde merveilleux t’attend,
Des rêves enchantés, pour toi.

Złożyła jeszcze na jej czole delikatny pocałunek. Pocałunek, który świadczyć miał, że jest obok, że wciąż się nie rozpadły, że trwały tak, odporne na wszystkie zawieruchy, odporne na ten okropny los, który nie oszczędzał ich. Nagle... hep? Evandra zniknęła z ogrodu, zostawiając jedynie za sobą zapach perfum i to okropne uczucie, że to jeszcze nie koniec. Nie mogła przecież zareagować inaczej. Teraz jednak martwiła się o nią, zapominając o Francisie Lestrange. Złamał przysięgę wieczystą... Wydziedziczony... Nigdy w życiu nie pozwoli, by coś podobnego spotkało Rigela albo Cygnusa, nigdy też nie spotka to jej, ani Primrose, ani Evandry, ani nawet Cordelii. Wystarczy już, że Isabella wyrzekła nie rodu, nawet jeśli byli to Selwyni. Rodzina była najwyższą wartością, a jej dobro najważniejszym celem. Czemu nie potrafił tego zrozumieć? Francis Lestrange był zatem egoistą. Wybrał samego siebie nad jej dobro.

zt :<



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Ogródek na tyłach kamienicy

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach