Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Droga między magazynami
AutorWiadomość
Droga między magazynami [odnośnik]05.03.17 14:08
First topic message reminder :

Droga między magazynami

Pomiędzy dwoma większymi magazynami wiedzie okryta mrokiem i nadgryziona zębem czasu ścieżka; jest długa, wąska, schowana w czymś na kształt lichego, kamiennego tunelu. Jako że korytarzowi często zdarza się podtopić (czy to wskutek niedawnej ulewy, czy dziwnych, ciemnych interesów, którymi często zajmują się tutejsze oprychy), na jego środku została ułożona krzywa, nadpleśniała i wiecznie wilgotna kładka. Pada na nią światło przebijające się przez podziurawiony, zapadający się sufit.
Droga jest długa i czasem za słupami bądź zakrętami czai się coś, czego odwiedzający to miejsce nigdy by się nie spodziewali - podejrzani handlarze przeklętymi amuletami, mocno obity, nieprzytomny jegomość balansujący na pograniczu śmierci czy krwiożercze i zmutowane chochliki kornwalijskie atakujące przechodniów. Zazwyczaj panuje tu jednak całkowita cisza, która jednak wcale nie uspokaja, a napełnia jeszcze większym niepokojem.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Droga między magazynami  - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Droga między magazynami [odnośnik]02.08.21 1:52
- Hm, wygląda na to, że masz ciekawą pracę. Po użeraniu się z ghulem sądziłam, że nic w niej nie wyda mi się interesujące - stwierdziła spokojnie, szczerze. Na poddaszu wciąż czuła czasem ten ciężki do absolutnego wyplenienia swąd stworzenia goszczącego w jej rodzinnych pamiątkach, a to odstraszyło Wren na tyle, by nie próbowała nawet zająć się niuchaczem, który wraz ze swoim rozwojem zaczynał przyprawiać o coraz większy ból głowy. Zepchnęła ten problem na kogoś innego, jak tamtego dnia zepchnęła ghula na Forsythię. Wspomnienie ekscentryczności Francisa skomentowała natomiast wymownym wywróceniem oczu. Był specyficzny, był nietypowy, był też zgniłym jabłkiem w rodzinnym sadzie, które nie nadawało się już do spożycia, a jedynie zatruwało plony; doprowadzał do szaleństwa jak ten świergotnik właśnie, ją samą sprowadzając na manowce, kusząc, by finalnie zniszczyć destrukcją opętania. Czy widziała siebie w mijanych marynarzach? Słyszała własne naiwne, dziewczęce obietnice w ich przyśpiewkach? Trudno powiedzieć.
Jej uwagę zaskarbił sobie jedynie komplement. Azjatka sięgnęła do ciemnych pukli i założyła je za ucho, prezentując je dumnie swojej znajomej; wyglądało jakby zawsze tam było, pasowało jak ulał. - Prawda? Uzdrowicielka spisała się na medal przy jego przeszczepie. Gdybyś kiedyś straciła kończynę, daj znać: zaanonsuję cię - wargi znów wykrzywił niekoniecznie łagodny, niekoniecznie subtelny uśmiech; kiwnęła jeszcze w potwierdzeniu na prośbę Crabbe. - Nie pierwszy raz trzymam zbirów z daleka od ciebie - przypomniała, chełpiąc się swoim wyczynem jak to miała w zwyczaju, gdy stykały się ze sobą żywiołami. Wcierała sól we wspomnienie bezradności, polerowała marmur dumnego popiersia bohaterki, a jednocześnie z dziwną nostalgią rozdrapywała ranę ich pierwszego spotkania, tego, co otworzyło wrota do następnego igrania lodu z ogniem. Gdyby tamtego dnia nie zdecydowała się nagiąć własnego zachowania i pomóc nieznajomej, głupiutkiej panience w ramionach rozochoconego brutala, pewnie dziś minęłyby się bez kolejnego słowa tuż po wymianie przeprosin.
Słowa marynarza były niewyraźne, ale z ruchu warg rozumiała, że nie mówił niczego pożytecznego. A gdy Forsythia sięgnęła po pióro, później mierząc swoją różdżką w poobijane stworzenie, ciemny kształt wyleciał na nią z cienia pośród kamieni; marynarz trzymał w ręku drewnianą kłodę, którą chciał wykorzystać po to, by kobietę uderzyć w głowę. Narażała przecież jego miłość. Zagrażała syrenie. - Everte stati! - Wren zareagowała szybko i instynktownie, a promień zaklęcia ugodził go w pierś, odrzucił, głową uderzając o zimną ścianę; z rany polała się krew, a mężczyzna zdawał się stracić przytomność. - Nie możesz go zwabić jakimś ziarnem? - głośno zwróciła się do Forsythii, wskazując wolną ręką miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą migotały różowe pióra. I wtedy pojawiła się pokusa: mrowiła pod skórą, rozpalała od środka słodyczą wyobraźni, mogłaby przecież spróbować na nieprzytomnym marynarzu czarnomagicznej inkantacji, której nauczyła się ostatnio u boku Deirdre. Mogłaby... Spojrzała na niego przeciągle i krótko oblizała usta, w kontemplacji. A może to śpiew ptaszyska rozbudzał w niej takie żądze? Postąpiła krok do przodu, przyciskając kraniec buta do pokrytego szczeciną policzka. Właściwie to dlaczego nie?



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Droga między magazynami [odnośnik]02.08.21 1:54
Jej praca była interesująca, póki nie dochodziło do kilkudniowego spędzania nad papierami w biurze z uwagi na goniące terminy lub wtedy gdy należało uporać się z petentami nie do końca potrafiącymi zrozumieć działanie ministerialnego systemu. – Najwyraźniej nie słuchałaś mnie dokładnie, gdy odwiedzałyśmy Zacisze Kirke – zauważyła nieco złośliwie, wszakże tam przecież Crabbe podzieliła się niejako częścią wrażeń ze swojej pracy.
Potem zerknęła jeszcze raz na odsłonięte ucho i słysząc o uzdrowicielce przekrzywiła głowę. – To ktoś z Munga? – spytała w zaciekawieniu. Może jakaś ich wspólna znajoma lub zmarłego Persiego, który miał wiele intrygujących znajomości z sal szpitalnych. Na wzmiankę o zbirach uśmiechnęła się jakoś dziwacznie, ni to faktycznie rozbawiona, ni zniecierpliwiona. Nie przepadała gdy ktoś zachowywał się w stosunku do niej w ten sposób, jednak zwykle byli to mężczyźni, a z kobietą było… po prostu inaczej, lżej, ego tak nie bolało, a duma nie jeżyła się niczym futro wściekłego kocura.
Już miała kreślić przed sobą protego, gdy obok niej błysnął urok powalający dosyć prędko oszalałego rzezimieszka, a zaraz potem padło pytanie, które głucho przebiło się przez woskowinę. Niby z ust powinno paść "dziękuję", przecież Azjatka mimo wszystko uratowała kobietę, a jednak uprzejmość zapodziała się gdzieś, dostosowując do obrazu zastosowanej przemocy. - Ziarnem? – uniosła brew, zerkając z powątpiewaniem na pannę Chang. – To mięsożerny gatunek. Potrzebowałabym… szczura albo myszy – bąknęła, rozpościerając dłonie na boki. W porcie roiło się od gryzoni, chociaż te w głównej mierze panoszyły się obecnie pod deskami domostw, gdzie było znacznie cieplej niżeli na dworze. Niemniej jednak zachęcania ptaka przynętą w momencie gdy ewidentnie był straumatyzowany nie było najlepszym pomysłem, szczególnie że prawdopodobnie zdążył już się posilić jakimiś resztkami mięsa zalegającymi po zdechłym szczurze. Ciemne spojrzenie przeniosło się z Wren na mężczyznę i strugę krwi, jaką zostawiała jego rana. Crabbe przymknęła na chwilę oczy, ciężko wzdychając, a potem pokręciła głową z niedowierzaniem. – Załóż mu jakiś bandaż na głowę i… zajmij się nim, nie chcę, żeby potem przylazł do Ministerstwa, prosząc o odszkodowanie. Wymarz mu pamięć, nie wiem, cokolwiek – wyrzekła pospiesznie, zdając sobie sprawę z możliwych konsekwencji zaklęcia rzuconego przez Chang. Może miałaby więcej serca dla nieszczęśnika, gdyby nie irytacja jego atakiem i tym, co poczyniła z nim Wren – było wiele innych zaklęć, które unieszkodliwiłyby mężczyznę w mniej dramatyczny sposób, a jednak doszło do tego, że łupnął o ścianę niczym wór. Karcąco spojrzała na buta, którego Chang usytuowała przy policzku nieszczęśnika, a potem odwróciła się w kierunku różowego ptaszyska moszczącego się wygodnie na paru skrzyniach. Uliczka wydawała się w tej chwili opustoszała, jak gdyby wraz z brakiem śpiewu świergotnika, marynarzy wywiało w dalszą część portu. Ucichł na tę krótką chwilę, sądząc, że najwyraźniej tym samym zgubi latające za nim promienie zaklęć, najwyraźniej srogo się mylił. – Animal somni – wyrzekła dosyć bezwzględnie, a zaraz za tym zaklęciem pobiegło niewerbalne Silencio. Oba promienie uderzyły w ptaka, rozbłyskując się w malowniczy sposób na tle brudnych ścian. Bez większego entuzjazmu podeszła do drzemiącego na skrzyniach ptaka, a za kolejnymi machnięciami różdżek jednak z pustych skrzyń zyskała kilka dziur na powietrze, a potem weń znalazł się świergotnik. Zamkniętą skrzynię Crabbe uniosła z pomocą różdżki i nakazawszy lewitowanie za sobą, zwróciła się w stronę Wren, wyciągając zatyczki z uszu. – Załatwione.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Droga między magazynami [odnośnik]02.08.21 1:55
Ach, Zacisze Kirke. Przyjemne wspomnienie na powrót osiedliło się w pamięci, gdy pośród wszechobecnego bogactwa kąpały się w gorącej wodzie wcierającej w skórę solny aromat. Wren uśmiechnęła się trochę szerzej, spojrzeniem przesuwając od czubka głowy kobiety aż do jej stóp, - Powinnyśmy niebawem to powtórzyć - zasugerowała w rozbawieniu, a na pytanie odnośnie Munga pokręciła przecząco głową. Zbyt wielu było tam konowałów, ludzi bezwładnie rozkładających ręce gdy pytała o permanentne remedium na rozrost albioni; z pomocy miejsca sponsorowanego przez Blacków korzystała wyłącznie przy napadach genetycznego przekleństwa, ale od kiedy poznała Cassandrę, sprawy mogły obrać zupełnie nowy kurs. - Z Nokturnu - odparła lakonicznie, już beznamiętnie. Plugawa część Londynu przestała robić na niej wrażenie w momencie gdy częściej przyszło jej odwiedzać weń Schmidta; szmalcownik eskortował ją przez brudy i zagrożenia, a ostatnio ten obowiązek przyjęła na siebie Elvira, respektowana w dzielnicy ze względu na swój status Rycerza Walpurgii.
Mięsożerny gatunek? Azjatka nie znała się na magicznych stworzeniach, właściwie wszystkie szczegółowe informacje na temat świergotnika były jej zwyczajnie obce, ale i nie tym gagatkiem przyszło jej interesować się w pociemniałym korytarzu będącym ścieżką między starymi, chyba nieużywanymi już magazynami. W jej podbrzuszu płonęły iskry podniecenia wzniecone przez możliwość przyglądania się poszkodowanym marynarzom, gdzieś w głowie rozbrzmiewał śpiew różowego, egzotycznego ptaka, który dostał się do jej zmysłów mimo wosku wsuniętego w kanały słuchowe. Chciała poddać się tej rozkosznej żądzy. Pozwolić sobie popłynąć wraz z nurtem, usłuchać instynktu rozbudzonego przez Deirdre; umiała już tak dużo, a jednak wciąż niewiele. Podczas gdy Forsythia zajęła się ujarzmianiem ptasiego oponenta, kasztanowiec w ręku Azjatki zapłonął żywą pasją. Zachęcał ją, czuła to. Zapraszał. - Nie martw się, nie sprawi ci problemów - zapewniła Crabbe i znów oblizała usta. Już ja się o to postaram, by nigdy więcej nie postawił stopy w twoim drogim Ministerstwie, księżniczko. Sama powiedziałaś, bym zrobiła cokolwiek. - Corio - wyszeptała lubieżnie, mocno skoncentrowana, celując szpicem ciemnej różdżki wprost na twarz mężczyzny, tam, gdzie jeszcze chwilę temu znajdował się czubek jej buta - a potem westchnęła w cichej ekstazie na widok odrywającego się od mięsa płata skóry. Rozciągał się aż od dolnej powieki do linii żuchwy, torturując nieprzytomnego. Skupienie było w niej silne, a czarna magia łaskawa; nie ukarała Wren mieczem obosiecznym, przynajmniej jeszcze nie. - Betula - dodała po chwili, celując tym razem w jego klatkę piersiową. Wiązka zaklęcia rozcięła materiał pobrudzonej, marynarskiej koszuli, bowiem w swoim szaleństwie zimowy płaszcz musiał zrzucić z siebie kilka minut wcześniej. Szkoda, mógłby posłużyć za swego rodzaju zbroję - a tak nic nie stało jej na drodze. - Sangelio - zaintonowała kolejny czar, którego nauczyła ją Deirdre, na co z nosa mugolaka obficie trysnęła krew. Nie mógł jej zatrzymać, nie mógł zatamować, obezwładniony nieprzytomnością; Wren z impetem wciągnęła powietrze do płuc, dumna, w międzyczasie wyciągając też z uszu kawałki wosku; śpiew świergotnika wzmocnił jej postawę, ułatwił posługiwanie się czarną arkaną. Szkoda, że nie płakał. Nie błagał o litość. A kiedy zrozumiała, że wokół nie było już ów toksycznego śpiewu... Wydawała się oprzytomnieć. Czarne oczy na powrót błysnęły opanowaniem, gdy tak obojętnie przyglądała się wykrwawiającemu się ciału u swych stóp. - To było konieczne - wymamrotała pod nosem, raczej do towarzyszki niż do siebie samej. - Obliviate nie wymazałoby tego szaleństwa, a on widział w nim nasze twarze - kłamała, oczywiście, że kłamała. Ale czy to miało znaczenie? Forsythia miała swojego ekstrawaganckiego ptaka.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Droga między magazynami [odnośnik]02.08.21 1:57
Poczuła ten wzrok i westchnęła na trywialność gestu Chang, który godny był raczej portowego chłystka niż dobrze wychowanej panny. Godny lubieżnego artysty, przyglądającemu się kolejnej modelce odwiedzającej atelier. – Gdy będzie okazja – zasugerowała nieco chłodno. Kwestią udania się do renomowanego miejsca nie były pieniądze, a raczej czas, który należało poświęcić relaksacji. Kiedy ostatnio właściwie Crabbe pozwoliła sobie na ten rodzaj odpoczynku? Mięśnie wciąż pobolewały, ciało czuło nieprzespane noce, a po tanecznym wieczorze z początkiem grudnia odczuwała ten ból w stawach jeszcze przez kilka dni, mierząc się ze sztywnością niezregenerowanych w pełni mięśni. Nadwyrężała siebie, swoje zdrowie – psychiczne, jak i fizyczne, doprowadzając do ciągłego wyczerpania, które pogłębiało się w cieniach pod oczami i kolorycie skóry, bledszym niż dotychczas, nagminnie eksponowanym przez gąszcz ciemnych włosów otulających twarz.
Uzdrowiciele z Nokturnu byli dla niej… nieznani – to byłoby najlepsze słowo, którego była w stanie użyć. Zwykła trzymać się pokątnej, munga lub zapraszać znanych przyjaciół rodziny, którzy parali się uzdrowicielstwem, oszczędzając sobie wizyt w tak spaczonych miejscach jak Nokturn. Kiwnęła więc jedynie głową, ni to z uznaniem, ni to z dezaprobatą, zaledwie akceptując fakt istnienie takiego kontaktu. Czy przydatnego? To mogło okazać się z czasem.
Crabbe najpewniej nie wiedziałaby tak wiele o świergotnikach gdyby nie bezpośrednia styczność z gatunkiem podczas jednej z podróży w Afryce. Być może również wtedy niejako przyzwyczaiła się do magicznych dźwięków śpiewu ptaszyny, a może po prostu od dawna była już w odmętach szaleństwa, skutecznie opierając się pieśni, która najwyraźniej zdążyła dosięgnąć zajmującą się marynarzem panną Chang. Wiśniowe drewno kołysało się w dłoni, prowadząc na niewidzialnej smyczy lewitującą skrzynię z zamkniętym magicznym stworzeniem. Dziarskie kroki jednak przystały, gdy oczy spoczęły na zatrważającym widoku dokonanego… morderstwa. Znieruchomiała. Ciemne źrenice zlewające się niemal z tęczówkami zastygły na gołym torsie mężczyzny, wędrując potem wyżej. Jakie to były zaklęcia? Czy Chang… Każdy wydawał się w takim razie spaczony piętnem czarnej magii, a obecne rządy musiały najwyraźniej zachęcić obywateli do eksplorowania mrocznych ścieżek tajemnic, które dotychczas pozostawały zakazane. Różdżka opuściła skrzynię na śnieg z głośnym westchnieniem wyrwanym wraz z obłokiem ciepłego powietrza płuc czarownicy. Dłoń z różdżką powędrowała do twarzy, wsparłszy czoło palcem wskazującym i serdecznym, zaś kciukiem kość policzkową. Łokieć zaś podtrzymywała zaciśnięta w pięść lewa ręka. Poza istnego myśliciela rozważającego wszelkie za i przeciw zaistniałego losu świata. Zapach wiśniowej emalii różdżki rozdrażnił zmarznięty nos, a umysł wirował w przypływie gorąca pląsającego się po ciele. – Konieczne? – rzuciła pytanie, unosząc brwi i prostując głowę. Zakręciła różdżką między palcami, spojrzeniem sięgając kałuży krwi, przemykającej nieopodal jej trzewików. Odsunęła się z jakimś obrzydzeniem na twarzy, lecz zaraz potem machnęła różdżką, unosząc pudło, by przejść nad krwią, robiąc duży krok. Potem kilka drobniejszych, aż stanęła po drugiej stronie, ponownie odkładając pudło. Odpowiedź jej nie usatysfakcjonowała, niezależnie czy była prawdą czy nie, miały przed sobą… trupa? Nie wiedziała, czy żył, nie znała się na tym, póki coś nie zaczynało gnić, niemniej jednak bez skóry na twarzy zdawał się być martwy. Słyszała o tym, że w porcie znalezione zwłoki często ignorowano – przecież to tylko port, prawda? A gdyby była to Philippa lub Keat? Zgrzytnęła zębami w zastanowieniu, sięgając do kieszeni płaszcza. Wyciągnęła zeń haftowaną, niebieską chusteczkę, którą wystawiła w kierunku Chang. – Krew leci ci z nosa, zapłaciłaś cenę za te zaklęcia… – zauważyła, zerkając na Azjatkę. Wciągnęła powoli powietrze, krzywiąc się na zapach krwi i odwróciła głowę w kierunku dalszej części ulicy, zastanawiając się, czy ktoś był tu jeszcze, kto nie był opętany szałem świergotnika. Wyobrażenie ojca stanęło jej przed oczami, widząc go dokładnie w takiej samej roli, w której obecnie znajdowała się Wren, a obok leżał martwy mugol. Mugol. Sumienie zadrżało, a wymówka sama cisnęła się na usta. Wiedziała, co trzeba było zrobić, lecz nie śmiała podnosić różdżki, to nie był jej trup. – Był szlamą – rzuciła w stronę Chang, zaciskając chłodno usta. – Jeśli ktoś cię o to spyta, był nieczystej krwi i wspierał Zakon Feniksa. Wiesz, co się z takimi robi, prawda? Dokończ to i spraw, żeby nikt nie odkrył jego prawdziwej tożsamości. Najlepiej złam mu różdżkę i ją zabierz – dodała, wydychając powoli powietrze. Tak załatwiali sprawy Crabbe’owie, Goyle’owie, Sallowowie i Blackowie, a to z nimi była związana krwią. Czystą krwią. Przeklętą krwią, która wyrzekła podszept poradzenia sobie z balastem. Nie był to jej trup, dała zaledwie rozwiązanie i podszept do ucha. Zła na siebie, na świat, na Wren. A mogła ją odesłać, odgonić, zachować się zupełnie inaczej. Godniej. Plama na sumieniu poszerzyła się, dokładnie tak jak czerwień rozlewająca się po bruku. – Salvio Hexia – wyrzekła, odgradzając barierą niewidzialności siebie, Chang i mężczyznę, a zaraz potem uniosła skrzynię z ptakiem. – Poczekam na ciebie – stwierdziła, przechodząc za barierę i stają po środku uliczki uważnie obserwując czy w ich kierunku nikt nie zmierzał. Czuła do siebie wstręt, paskudny i obrzydliwy wstręt. Chciała wyjąć to wspomnienie z głowy, zapomnieć o nim, jak najprędzej. Wiedziała co zrobi gdy tylko wróci do domu, bo nie chciała tego pamiętać. Przecież… nie chciała być potworem.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Droga między magazynami [odnośnik]02.08.21 1:57
Konieczne. Nic, co zadziałoby się w pozornie wątłym sercu Forsythii nie byłoby w stanie naruszyć zbudowanego z żelaza postanowienia Wren, która bez obrzydzenia, a obojętnie wpatrywała się w twarz konającego w męczarniach mężczyzny. Miał nieszczęście znaleźć się w nieodpowiednim miejscu i czasie, choć dla niej było to okolicznością jak najbardziej satysfakcjonującą. Miała w końcu szansę wypróbować nauki Mericourt samodzielnie, niby to w samoobronie, niby w nauczce. Drugi raz nie popełniłby tego samego błędu, była pewna, ale drugiego razu nigdy już nie będzie: wykrwawiał się na zimnym kamieniu pokrytym cienką warstwą grudniowego śniegu, najpierw smagany szaleństwem świergotnika, a potem jej własnym. Dobrze mu tak. Mógł nie podnosić ręki na Crabbe, nie zamachiwać się z podgniłą kłodą; skoro był głupi, musiał umrzeć.
Nie odpowiedziała, nie odezwała się, z chłodnym zdziwieniem spoglądając na zaoferowaną chusteczkę - i dopiero słowa Forsythii uświadomiły jej, że w chwilowym omamieniu nie poczuła, jak czarna magia odpowiedziała jej bólem. Smagnęła wówczas skronie pulsem, a wilgoć metalicznego płynu dotarła do ust, barwiąc górną wargę, wsuwając się także między jej granicę z dolną. Wren machinalnie uniosła dłoń ku górze i zanurzyła palce we własnej krwi, patrząc na nie później z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Bolało, ale musiało boleć. Ta nauka nie przychodziła w błogości. Moc nie rodziła się wśród obłoków. - To nic - odparła obojętnie na uwagę Crabbe, ale przyjęła od niej materiał i otarła nim twarz, ścierając czerwień spod nosa i z ust. Jej resztki wciąż barwiły skórę, ale przestały zalewać nowymi falami; skutek zaklęć zdawał się uspokajać miarowo, chociaż w głowie wciąż odczuwała jego pokłosie. Rozbijało się o ściany czaszki i łomotało wśród myśli. - Za wszystko co potężne należy zapłacić cenę. Jedynie tchórze się przed tym wzbraniają - wyartykułowała ze stalowym spokojem. Ona nie była tchórzem. Tamtego wieczora w cierniowym zakątku zdecydowała się postawić wszystko na jedną kartę - oddała kontrolę nad swoim istnieniem w ręce wspaniałej Mericourt, byle tylko móc uczyć się pod jej czarnym skrzydłem, rozwijać, spalać się i powstawać na nowo w okowach tortur, spełnienia. Ekstaza mieszała się z cierpieniem. Tłumiona agresja wyłamywała kraty w złotej klatce, instruowała w jaki sposób wykrzesać z siebie siłę mogącą odpowiedzieć na wezwanie ciemnych, zakazanych mocy: Azjatka spijała soki tego egzotycznego owocu w absolutnym poświęceniu. Nie była już dawną Wren, była nową kreacją swojej nauczycielki - gotową zginąć, jeśli to miało zapewnić jej siłę. - Nie pouczaj mnie, Forsythio - odparła bez złości, jedynie rzeczowo, upominająco; to ona dokonała tej wspaniałości, to do niej należał zaszczyt, to ona poniosłaby konsekwencje swojego działania - to ona mordowała tego marynarza na własnych zasadach. - I nie obawiaj się, nikt go nie znajdzie. Weź tego świergotnika, odejdź, tak; poczekaj na mnie tam dalej. Kiedy skończę, odnieśmy twojego ptaka do Ministerstwa, a potem wstąp do mnie do domu - po to, by porozmawiać, by zanurzyć się w kłamstwach w akompaniamencie wina, jeśli znalazłaby je w swoich szafkach. Czasy były trudne. Dostęp do alkoholu znikomy. Ale Azjatce wystarczyło upicie się dziś cierpieniem tego Merlina ducha winnego mężczyzny, który znalazł się na szali jej chwilowego szaleństwa - i permanentnej brutalności zaszczepionej w mięśniach, w szpiku. - Haemorrio - wypowiedziała pewnie, mimo bólu, a krew chlusnęła obficiej z konającego truchła nieszczęśnika. Karmin zalewał podeszwy jej butów, ale nie dbała o to, zniknie prędzej czy później w bieli śniegu; podobne ślady nie były obce portowej dzielnicy, tu zawsze ktoś ginął. Na moment pochyliła się jeszcze nad nieznajomym. Do nozdrzy zaprosiła zapach jego agonii, rozkoszowała się nim z uśmiechem, odwrócona plecami do oddalonej Crabbe, by potem wyszeptać rozkosznie, - Putredo. - Jak obiecała, tak też się stanie: czarnomagiczne zaklęcie jęło przyspieszać rozkład martwego ciała, jego wnętrze pęczniało bardziej i bardziej, pozwoliwszy wreszcie Wren wyprostować plecy, obrócić się na pięcie i odejść na bezpieczną odległość, nim marynarz... Po prostu wybuchł. To, co było wcześniej jego formą zbrodniczo pokryło kamień i śnieg, wypuszczając ze środka trujące opary. Nikt o zdrowych zmysłach nie zdecydowałby się podejść do obnażonych kości i próbować identyfikować zmarłego - nie było też po czym. - Chodźmy - powiedziała tylko do Forsythii, z różdżką męczennika w wolnej dłoni, krocząc dalej przed siebie, spokojna, niewzruszona - ale chwiejna, otumaniona bolesnością i w środku absolutnie podniecona tym, czego dokonała. Z jej nosa znów sączyła się krew, łomot rozganiał myśli, mamił nieco rozmazanym światem - ale to nic, to nic, Merlinie, to nic.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Droga między magazynami [odnośnik]02.08.21 1:58
Za wszystko, co potężne należy zapłacić cenę. Jedynie tchórze się przed tym wzbraniają. Słowa Wren zabrzmiały, jak te które wypowiadał Faustus. Znała je za dobrze, a natychmiastowe obrzydzenie przemierzyło granice umysłu oraz ciała, wywołując nerwowy skręt pustego żołądka. Bynajmniej motyle latały pośród trzewi, a raczej paskudne bazyliszki wydawały się pasożytami roszczącymi sobie prawo do posiadania miejsca między wnętrznościami. Serce zakuło w niewytłumaczalnym bólu popełnionego błędu. Zwykła praca, zwykłe zlecenie, które zmieniło się w koszmar. Tylko… czy ktoś w tym spaczonym mieście faktycznie przejąłby się tym nieszczęśnikiem? Co z jego rodziną? Czy w ogóle kogoś miał? Nie pouczaj mnie, Forsythio. Kolejna fala zwątpienia, złości i dziwnego żalu zaplątała się pod czaszką, mrowiącego skórę głowy. A potem wstąp do mnie do domu. Zmierzyła ostrym spojrzeniem pannę Chang, dystansując się od jej osoby. Uniosła wyżej brodę, przyglądając się sporo niższej Azjatce spod przymrużonych powiek. Nie odpowiedziała jej już żadnym słowem, jedynie zima mogła odpowiedzieć za nią dławiąc płuca swoimi chłodnymi powiewawami. Serce waliło, tłumiąc parszywe dźwięki, oczy lustrowały łapczywie przestrzeń, bojąc się winy – a przecież to nie była jej wina. A może jej? To ona kazała się Azjatce zająć marynarzem. Cokolwiek. Jak mogła być tak głupia? Dlaczego nie posłała po pomoc? Aż tak bała się konsekwencji? Tylko obecne konsekwencje były jeszcze gorsze – z jednego bagna, wpadła w kolejne, głębsze zasysające prędzej i srożej, odbierając wszystko, co niewinne.
Ruszyła gdy tylko Chang wyłoniła się zza bariery. Finite zakończyło ukrywanie tego co zadziało się w uliczce, jednak Crabbe nie obejrzała się za swoje ramię, posłusznie, jak wielu obywateli odwróciła wzrok od spaczenia jątrzącego się w londyńskim sercu. Chciała stawać przeciwko temu, nie chciała mieć z tym nic wspólnego, a jednak los zmuszał, raz za razem – w osobie ojca, w osobie rodziny, w osobie Ministerstwa, w osobie Chang. Musiała w tym przetrwać, przetrwać, aż znów będzie normalnie, będzie przepięknie. Tylko czy kiedykolwiek miało jeszcze być?
Pierwszy raz od dawna poczuła się na ministerialnym progu bezpieczniej, gdy spoglądała na Chang zza fasady obowiązków, bo tak jej rzekła. – Muszę zostać, nagły wypadek – proste wytłumaczenie, pozwalające zaszyć się w biurze i odprawić morderczynię z przysłowiowym kwitkiem. Nie chciała wchodzić w paszczę lwa, nie chciała jej widzieć, patrzeć na twarz czy słyszeć głosu, póki nie pozbawi się parszywego wspomnienia. Skupiała się na pracy, na nakreśleniu raportu, przekazaniu świergotnika w odpowiednie ręce. Wszystko, byleby przedłużyć pracę, z jakiej chciała uciec jeszcze kilka godzin temu do pobliskich pubów. Wróciła więc do domu późno, mając wrażenie, jak gdyby wciąż słyszała za sobą czyjeś kroki, a cień wędrował tuż za jej plecami. Poczucie winy? Sumienie? Nie miała pojęcia. A może szaleństwo świergotnika? Zatrzasnąwszy się w pokoju, przyłożyła różdżkę do skroni, wydobywając wspomnienie. Pozbywając się bólu i sumienia, zamykając w szklanej buteleczce z etykietką bez dopisku, usytuowaną w szufladce z podwójnym dnem, gdzie brzęczało od innych fragmentów życia, jakich chciała się pozbyć. Skryte wspomnienie, do jakiego nie chciała nigdy powrócić, by móc przejść do standardowego porządku dziennego.

| ztx2


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Droga między magazynami [odnośnik]23.08.21 4:50
20 stycznia 1958

Praca, praca i praca!
Ostatnimi czasy życie Connora kręciło się tylko i wyłącznie wokół pracy, a każdy kolejny dzień spędzony na pakowaniu i roznoszeniu towaru utwierdzał go w przekonaniu, że on najzwyczajniej w świecie tej nieszczęsnej pracy nienawidzi! Jak miał lubić robotę, która zabierała mu tak wiele czasu? Nigdy nie wiedział, o której godzinie i w jakiej sytuacji dostanie znak od klienta - czy będzie w tej chwili ćwiczył, gotował a może przygotowywał się do bardzo ważnego spotkania? Teoretycznie mógłby powiedzieć, że jest w danej chwili niedostępny, ale... ale potrzebował pieniędzy. Dlatego się poświęcał - chodził po całym Londynie, wykonywał różne zlecenia, zaniedbując tym samym nie tylko relacje z bliskimi, ale i samego siebie. Masakra.
I pomimo że tak zawzięcie obiecywał sobie, że niedługo to rzuci, że rozpocznie spokojne życie młodego czarodzieja, to doskonale zdawał sobie sprawę, że chwilowo jest to niemożliwe. Musiał w tym siedzieć! Nie miał innego wyboru. Znalezienie uczciwej pracy graniczyło z cudem, a poza tym szczerze wątpił, że jakakolwiek fucha przyniosłoby mu tyle zysków, co handel narkotykami. Dlatego nieustannie poświęcał się - tydzień temu, wczoraj i teraz, gdy przemierzał zaśnieżoną ulicę z dłońmi w kieszeniach, w których to pobrzękiwały liczne monety. Potrzebował tych monet. I choć zazwyczaj ciężko wydawało mu się pieniądze, to w tej sytuacji niespecjalnie się tym przejmował - przecież wszystko miało się zwrócić, pewnie z jakimś zyskiem, no nie? Tej myśli się trzymał i z taką myślą wkraczał do dzielnicy portowej, rzucając krótkie "cześć" do kilku osób, które kojarzył nieco lepiej od pozostałych bezimiennych twarzy.
Teraz dwa razy w prawo, potem w lewo... pamiętał tę drogę na pamięć. Widywał się z nim już kilka razy, umówili się "tam gdzie zawsze", a że pamięć miał bardzo dobrą, to trafienie na miejsce nie stanowiło dla Connora problemów. Wkrótce znalazł się w jednej z ciemnych uliczek, która - choć znał ją bardzo dobrze - zawsze napawała go dziwnym niepokojem. Nie chodziło nawet o fakt, że w każdej chwili mógł zarobić pod żebro kosę i nijak nie mógłby na to zareagować... najzwyczajniej w świecie niepokoiła go ta dziwna cisza. No, a poza tym spowita w ciemności sprawiała jeszcze gorsze wrażenie! Jakieś takie mroczne. No, ale dobre to dobre miejsce do załatwiania interesów. Najlepsze.
Zresztą, jak mus to mus! Zaczął iść trochę wolniej i ostrożniej, uważając przy tym, żeby spoczywające w sakiewce monety za bardzo się o siebie nie obijały, bo hałas pieniędzy mógłby zwołać niepożądanych oprychów, a w tej chwili zdecydowanie wolał unikać kłopotów. Były mu całkiem niepotrzebne! Choć tak właściwie to niby unikał oprychów, a właśnie zamierzał z jednym z nich - i to z nie byle jakim - się spotkać. A może sam kwalifikował się do tego zaszczytnego grona? W sumie to nie dbał o to - miał do załatwienia interes, tyle go interesowało.
Po krótkiej chwili zauważył majaczącą w oddali rosłą postać. Od razu rozpoznał w niej cel swojej podróży - choć Remy wyglądał jak jeden z wielu stereotypowych typów spod ciemnej gwiazdy, to jednocześnie wyróżniał się z tłumu, czy to wzrostem czy samą sylwetką. Kiedyś, gdy Connor nie zajmował się jeszcze handlem i był jedynie obracającym się w nieodpowiednim towarzystwie chłopcem z dobrego domu, Remy wywoływał w nim dziwne uczucie niepokoju, a teraz... teraz nie czuł strachu, choć zaliczał go do osób, do których powinno czuć się respekt, których zdecydowanie nie powinno się źle traktować lub - co gorsza - lekceważyć. I tak też robił.
- Siemanko, Remy. Jak leci? - rzucił pogodnie, choć niezbyt głośno, bo przecież wciąż nie potrzebowali niepotrzebnej uwagi.
Zaraz wyciągnął do niego dłoń, zawieszając ją przez chwilę w powietrzu, a drugą zanurzając w kieszeni, palcami oplątując sakiewkę, celowo wywołując dźwięk obijanych pieniędzy, sygnalizując tym samym, że mogą dokonać transakcji.


z/t, bo współgracz wyszarzony
Connor Multon
Zawód : diler
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Ze wszystkich rzeczy ja najbardziej pragnę życia
To dlatego, że je mogę skończyć nawet dzisiaj
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
gdy patrzę na błędy - widzę mnie
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10363-connor-multon https://www.morsmordre.net/t10413-brawurka#314806 https://www.morsmordre.net/t10411-twoj-wattpadowy-bad-boy#314802 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10419-skrytka-bankowa-nr-2309#314881 https://www.morsmordre.net/t10415-connor-multon#314816

Strona 12 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Droga między magazynami
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach