Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Polana
AutorWiadomość
Polana [odnośnik]05.03.17 21:50
First topic message reminder :

Polana

Jedna z polan w lesie, która roztacza wokół siebie specyficzną magiczną aurę, gdyż to właśnie to miejsce jednorożce upodobały sobie najbardziej i to właśnie tutaj najczęściej można je spotkać. Od głównej drogi prowadzi do niego mała wąska ścieżka, która jest trudna do odnalezienia dla odwiedzających, ale wszyscy pracownicy dobrze wiedzą gdzie ona się znajduje. Polana otoczona jest w większości przez drzewa iglaste, które odgradzają ją od głównej drogi i sprawiają, że dla osób niewiedzących, gdzie powinny szukać, staje się naprawdę trudna do odnalezienia.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Polana - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Polana [odnośnik]21.02.21 0:06
Para nr 28

Po ugryzieniu zaklętego ciastka padliście ofiarą niechcianej teleportacji – a po krótkiej chwili wylądowaliście tutaj: postać A w miękkim, lekko wilgotnym od wieczornej rosy mchu; postać B pośród kwitnących pięknie konwalii. Wystarczyło, że podnieśliście wzrok i dostrzegliście swoją obecność.

Gdy tylko wasze spojrzenia się spotkają, ogarną was silne emocje, do złudzenia przypominające miłość: będziecie mieć wrażenie, że dla drugiej osoby zrobicie absolutnie wszystko, poczujecie oddanie, szczęście i tęsknotę do czegoś, czego nie będziecie potrafili określić; wyda wam się najpiękniejsza na świecie; będziecie gotowi poświęcić wiele, by spędzić z nią resztę życia.

Postać B, natchniona nagłym przypływem uczuć, poczuje nieodpartą potrzebę nazbierania rosnących wokół niej konwalii i stworzenia z nich bukietu dla miłości swojego życia. Jeśli posiada biegłość zielarstwa na co najmniej II poziomie, będzie wiedziała, że kwiaty te symbolizują subtelność, delikatność, lecz również i nieśmiałość. Podarowane ukochanej mówią wprost: jesteś piękna. Gdy staniecie naprzeciwko siebie, okaże się, że w międzyczasie wieczorna rosa utworzyła na ubraniu postaci A wzory upodabniające strój do balowej sukni. Nie zauważycie momentu, kiedy niedaleko was pojawi się namiot, w którym znajdują się przygotowane koce, poduszki oraz malutki stoliczek z koszem pełnym waszych ulubionych łakoci. Tuż nad nim unoszą się trzy duchy nucące najpiękniejsze z pieśni. Kręcące się po okolicy jednorożce nie zbliżą się do was przez cały czas waszego bytowania na polanie, ale będziecie słyszeć roznoszące się po okolicy rżenie.


Rzut kością
W dowolnym momencie trwania wątku możecie wykonać rzut na dodatkowe zdarzenie kością podpisaną jako Kupidynek.

Konsekwencje
Efekty zjedzenia zaklętego ciastka ustąpią następnego dnia, wraz ze wschodem słońca; po romantycznej schadzce pozostaną wam wspomnienia i potężny ból głowy, który ustąpi dopiero po 24 godzinach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Polana - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana [odnośnik]21.02.21 1:40
31.10

Michael nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł ciasto. Chyba we wrześniu...? Uczył się już żyć bez kawy i z pustawą spiżarnią. Zawahał się tylko przez sekundę - był głodny jak wilk, a sowa nie przyniosłaby chyba nic niebezpiecznego do domu zabezpieczonego zaklęciem Fideliusa. W dodatku, dyniowa tartaletka pachniała naprawdę apetycznie. Nie tylko dynią, ale jakby... masłem orzechowym, ognistą whiskey i rumem? Może to ciasto z alkoholową wkładką?! Byłoby wspaniale. Zza uchylonego okna w domu Michaela czuć było morską bryzę i zapach powietrza po burzy (dziwne, dzisiaj nie padało...), a ciasto nęciło... Żarłocznie wgryzł się w smakołyk, zupełnie jakby nie jadł od dawna. Co prawda, nie głodował, ale likantropia naprawdę wzmagała apetyt.
Nagle poczuł znajome szarpnięcie w okolicach pępka - świstoklik? Niemożliwe! Zanim zdążył choćby zamrugać albo zakląć w myślach, wylądował w obcym dla siebie miejscu.

Zmrużył oczy, czując woń konwalii, która nadal splatała się z zapachem jego amortencji. Co do...? Choć smak ciasta i roztaczający się wkoło zapach zdawały się go uspokajać, to Tonks i tak poczuł instynktowny niepokój. Był aurorem, buntownikiem, żołnierzem w tej wojnie. Ostatnim, czego mu brakowało, była niespodziewana podróż. Podniósł wzrok i...
...natychmiast zapomniał o wojnie. Poczuł tęsknotę, rozdzierającą mu serce, ale zarazem ogarnęło go szczęście, jakiego nie czuł od bardzo dawna. Krew szybciej popłynęła mu w żyłach, w ustach mu zaschło.
Choć nawet nie widział jeszcze wyraźnie twarzy postaci na przeciwległym krańcu polany, to wiedział, że jest mu w tej chwili najdroższą istotą na ziemi. Zapomniał o całym świecie, o wojnie, o zmartwieniach, o obowiązkach. Nogi same rwały się do przodu, chciał pobiec do przodu i wziąć ją w ramiona...
...ale zaraz, nie wyrwie się tak z pustymi rękami! To niezwykłe spotkanie wymaga odpowiedniej oprawy. Zerknął pod swoje nogi i prędko się nachylił, by nazbierać konwalii. Co za szczęście, że wylądował akurat tutaj! Zebrawszy pokaźny bukiecik, chaotycznymi i szybkimi ruchami, chwycił mocniej kwiaty i pobiegł do przodu, gotów wręczyć swój skromny prezent...


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Polana - Page 4 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Polana [odnośnik]21.02.21 19:28
Zastanawiała się, rozpisywała, czytała by znów coś zapisać. Imponując brwi marszczyły się co kilka chwil, kiedy widocznie ino próbowała coś wziąć i zrozumieć. Ale niekoniecznie jej to dzisiaj szło, jakby wszystko sprzysięgło się przeciw niej i nie chciało ni tak ni siak wziąć i w jakąś logiczną całość się połączyć. Potrzebowała herbaty, bo ta którą miała była już zimna i do niczego się nie nadawała. Zgarnęła różdżkę wrzucając ją w wszytą w granatową sukienkę kieszeń i przeszła do kuchni tam kilkoma machnięciami nastawiając czajnik. Czekając nadal myślała unosząc rękę, żeby potrzeć nią czubek nosa i co jakiś czas westchnąć przeciągle bo… ciągle coś się nie zgadzało. Z parującym kubkiem wróciła do pokoju i… wtedy ją dostrzegła dyniową tartaletkę i nie wiedzieć jak i czemu ale pachniała nie tylko samym wypiekiem, ale zdawała się wyraźnie czuć zapach mroźnego poranka połączonego z cytryną i cynamonem. Zmarszczyła znów brwi patrząc na ciastko które leżało. Z początku je ignorując, ale tęczówki niezmiennie wracały do niego raz po raz i z każdym razem coraz trudniej ino było jej brać i ignorować jego obecność. Aż w końcu wzruszając lekko ramionami wyciągnęła po nie dłoń, by wgryźć się w nie bez większego zastanowienia. Przymknęła powieki w samej przyjemności jedzenia słodyczy, jednak zanim pomknęła kawałek ciastka poczuła charakterystyczne szarpnięcie w okolicy pępka.
Że jak?
Otworzyła oczy w pierwszej chwili trochę zaczynając panikować. Nie bardzo wiedziała co się dzieje, a właściwie, to dlaczego się w ogóle dzieje. I że ciastka mogły w ogóle kogokolwiek teleportować? Co też za dziwy zaczynały się dziać.
Lądowanie było miękkie. To szybko ino zrozumiała, kiedy jasne tęczówki znalazły się na mchu, na którym upadła. Zapach wieczornego powietrza uderzał w nozdrza, nadal czuła zapach cynamonu i pomarańczy. Podniosła się powoli, rozglądając, obracając wokół własnej osi, próbując dostrzec cokolwiek czy może spróbować dowiedzieć się gdzie właściwie była. Ale z każdą chwilą ta myśl ustępowała. Z momentem w którym dostrzegała jednostkę która zbliżała się w jej stronę. Ale nie obawiała się, nie zastanawiała z każdą chwilą czując jak coś tłukące się pod zebrami wyrywa się w tamtym kierunku sprawiając że nie do końca rozumiała znów. Właściwie nie rozumiała wcale. Nie rozumiała nic. Wiedziała tylko, że to właśnie w tamtą stronę powinna się poruszać. Ku jednostce, do której ciągnęła ją każda komórka ciała.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Polana [odnośnik]05.04.21 16:17
Brakowało mu delikatności, wyczucia i ręki do kwiatów. Zrywał konwalie chaotycznie, pragnąc jak najprędzej znaleźć się przy niej. Na szczęście, trudno było zepsuć bukiecik akurat konwalii. Po zaskakująco trzeźwej chwili namysłu, zerwał jeszcze kilka szerokich liści, które zasłoniły nierówne łodyżki. Szybko odgonił dziwną myśl, że powinien pognać do kwiaciarni i kupić jej największy możliwy bukiet. Tak, jak za starych dobrych czasów, gdy beztrosko trwonił na kwiaty dla dziewcząt aurorską pensję. Musiałby sobie wtedy przypomnieć, że nie miał już ani regularnej wypłaty ani możliwości dostania się do ulubionej kwiaciarni w Londynie. Beztroski szum w głowie i przyśpieszone bicie serca skutecznie zagłuszały jakiekolwiek... niespokojne myśli. Lepiej nie myśleć, lepiej uwierzyć, że te konwalie wystarczą, że się jej spodobają. Chciał, by były idealne - jak o n a.
Widział już wyraźnie jej twarz i nie mógł uwierzyć, że był takim ślepcem. Praca jak zwykle przesłoniła mu to, co się liczyło - blabla, wtedy martwił się o klątwę, blabla, o wilkołaki, blabla, o wojnę.
Teraz zmartwienia zniknęły, a on jak na dłoni widział to, co umknęło mu w Boltby.
Ideał.
Sam też czuł się inaczej niż przy ich poprzednim spotkaniu, inaczej niż przez ostatnie dwa lata. Z typową dla dawnego Michaela odwagą zapragnął znaleźć się przy Tangwystl, Tangie, Anu jak najszybciej. Nie liczyły się żadne troski, kompleksy, ani fakt, że zasługiwała na piękniejszy bukiecik. Nagle uwierzył w to, że ma u niej szanse.
Logiczne zresztą, że ma u niej szanse. Tak pięknie, tak odważnie, tak tolerancyjnie przemawiała do Podmore'a i innych wilkołaków! Merlinie, była otwarta, była dobra, była czuła, powinien był zauważyć to wcześniej. Musiał się pośpieszyć, jeszcze jakiś inny likantrop go uprzedzi. Z zaborczą zazdrością omiótł wzrokiem polanę, podejrzliwie przyglądając się drzewom - ale byli sami, na szczęście.
Kilkoma krokami skrócił odległość, która dzieliła go od dziewczyny. Stanął przed nią, wzruszony, uśmiechnięty, z dziwną pokorą wyciągając przed siebie bukiecik.
--Anu. - mógł jej tak mówić? Sama go prosiła. To chyba najodpowiedniejsze zdrobnienie, miękkie, czułe, piękne jak ona sama. Zawsze lubił brunetki. -To dla Ciebie. - wychrypiał, próbując powiedzieć coś jeszcze, coś szczerego albo flirciarskiego, ale głoski same mu uciekały. Nie był sam pewien, czy jest nieśmiałym wilkołakiem, błagającym ją o miłość; czy może dawnym Tonksem, który z wyćwiczoną pewnością siebie zaprosi ją do tańca w świetle gwiazd. Zresztą, to nieważne, bo w głowie miał tylko jedną myśl:
-Jesteś piękna. - wyszeptał, na wypadek gdyby kwiaty komunikowały to mniej czytelnie.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Polana - Page 4 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Polana [odnośnik]05.04.21 16:17
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'Kupidynek' :
Polana - Page 4 HQt04sw
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Polana - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana [odnośnik]19.04.21 19:07
Postawiła krok, czując jak materiał ubrań porusza się w ślad za nią. Nie zerknęła jednak w dół, spojrzenie wpatrywało się tylko w jednej póki. Kolejny. Mający przybliżyć ją bardziej, bliżej, do momentu, do tego co do czego ciągnęło ją ciało. Następny, szybciej, zdecydowanej, odsuwając prawą dłoń, żeby przesunąć nią po mijanej roślinie. I znów, kawałek w przód, nie odsuwając spojrzenia, nie wahając się przy każdym kolejnym kroku, które nabierały na szybkości, kiedy potrzebowała, żeby dotrzeć tam, gdzie ciągnęło ją całe ciało, dokąd pchał ją wszechświat. Potrzebowała tam być, blisko, zaraz obok niego, mimo, że w ciemności z daleka nie widziała jeszcze twarzy czuła ino - głęboko w sercu - coś, czego wcześniej nie znała. Czego zrozumieć nie potrafiła, ale czuła też, że wcale nie musiała. Że jedyne, co ważnym było to by poddać się temu, pozwolić przejąć, objąć, bo w końcu zdawała się znaleźć to, czego od zawsze szukała, chociaż nigdy nawet nie zdawała sobie sprawy, że czegoś szuka.
Przyśpieszyła, kiedy i on zwrócił się w jej stronę, szybciej, prędzej, jeszcze kilka kroków, by znaleźć się blisko, obok, tam gdzie powinna być od zawsze. Na zawsze. Nie wiedziała czemu, ale była tego pewna, całkowicie o tym przekonana, nic innego nie miało w tej chwili znaczenia poza tym, że znalazła miejsce do którego należała.
Zatrzymała się gwałtownie, cało wymknęło się do przodu i cofnęło kawałek. Nie wiedzieć czemu, czuła dokładnie tłoczące się w piersi serce, które wybijało dokładny rytm. Nowy, słyszała go pierwszy raz, ale wydawał się tak banalnie znajomy, jakby słyszała go przez cały czas, tylko nie umiała odpowiednio odebrać.
Wyciągnęła rękę po bukiet, który dla niej stworzył. Dla niej. Rzadko kiedyś coś dostawała, to on należała do tych, co dawali, mało kiedy zamierzając coś brać. Kiedy odbierała bukiet palce dotknęły jego skóry, poczuła elektryzujące uczucie, które pomknęło przez rękę aż na kark. Przeniosła spojrzenie z Kornwalii na jego twarz, unosząc nieśmiało oczy. Skinęła krótko głową, kiedy z jego ust wymknął się krótki pseudonim, usta rozciągnęły się w uśmiechu, a brwi nabrały łagodniejszego wyrazu.
- Dziękuję. - szepnęła, nie mając pojęcia dlaczego słowo, zdawało się bardziej bliżej westchnienia pełnego ulgi, niż czegokolwiek innego. Na kolejne słowa jej brwi uniosły się w krótkim niezrozumieniu, ale łagodny uśmiech odsunął wątpliwości. Nie była, ale to nie było ważne, jeśli on uważał, że jednak była, a nie była.
- To dziwne, prawda? - zapytała, po tym jak skinęła głową w podziękowaniu za komplement. - Nic nie rozumiem, ale jednocześnie jakby wszystko tak. - błękitne tęczówki przesuwały się po jego twarzy, pragnąc nic ponad wpatrywać się w oczy należące do niego. Otworzyła usta żeby jeszcze coś powiedzieć, kompletnie z początku ignorując fakt pojawienia się czegoś, kogoś innego. Dopiero, kiedy nocną ciszę przeciął fałsz wykrzywiła usta w niezadowoleniu z ociąganiem odrywając wzrok od niego.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Polana [odnośnik]07.06.21 18:28
Im bardziej mu zależało, tym większą czuł tremę - zawsze. Łatwiej było zbliżyć się, przynajmniej fizycznie, do przygodnych znajomych. A gdy robiło się poważnie - uciec. Amortencja mieszała te dwa instynkty. Zależało mu teraz jak chyba nigdy w życiu, ale omamiające uczucie nie pozwalało się wycofać. Przejęty, stał więc przed Tangwystl, przed Anu (tak kazała się przecież nazywać, a zdrobnienie wydało mu się nagle najcudowniejszą i najbardziej melodyjną sylabą na świecie) jak słup soli, z kwiatami w zastygłej dłoni.
Przyjęła je. Ulga rozlała się w sercu, biegnąc do niego elektrycznym impulsem od koniuszków palców. Uśmiechnął się, w źrenicach zatańczyły złote iskry. Anu właśnie przyznawała, że nie rozumie, co się dzieje. Za to on rozumiał. Pożądał już wcześniej. Za to nie... nie kochał chyba jeszcze wcześniej, nie tak, bo w porównaniu z uśmiechem Anu bladły wszystkie inne wspomnienia. A miłość przyćmiła pożądanie - wraz z miłością nadszedł szacunek i nadeszłyby też zagubienie i strach, gdyby coś nie podpowiadało Michaelowi, że wszystko będzie dobrze. Faeria zapachów, tak oszałamiających, że wilkołacze zmysły były wobec nich jeszcze bardziej skołowane niż ludzkie. To polana tak pachniała? Kwiaty? Anu? Morska bryza, wrzosy, drewno, ognista whiskey, a nawet nuta masła orzechowego - wszystko splotło się w przedziwnej woni, upajającej czystym szczęściem.
-Ja... chyba rozumiem. - wyszeptał, uśmiechając się promiennie. Nigdy nie miała okazji oglądać go takiego. Podczas szkolenia w Ministerstwie i wspólnej misji dla Zakonu zawsze zachowywał pełne powagi skupienie, a towarzysząca mu od powrotu z Norwegii melancholia nigdy nie znikała. Nigdy, aż do teraz.
-Byłem taki ślepy, Anu... - pomimo euforii, zdobył się na pewną skruchę. Powinien być zauważyć to wszystko wcześniej, znał ją w końcu nie od dziś. Dlaczego wcześniej był zbyt zaaferowany runami lub wilkołakami, by dostrzec jak cudowną była kobietą? Nic nie pamiętał teraz z tamtego szkolenia w Ministerstwie, nic poza jej miękkim głosem.
-Ja... - kocham cię, chciał powiedzieć, ale nawet teraz było mu trudno zebrać się na odwagę. Szukał więc słów i śmiałości bardzo powoli, aż nagle coś zmąciło ten moment.
Najpierw poczuł zapach, obcy, choć apetyczny. Woń... mięsa? (Od jak dawna nie jadł mięsa?) i jakby pomidorów i dyni... gwałtownie wdarła się do nozdrzy, na moment przyćmiewając wszystkie inne zapachy. Zamrugał, a choć amortencyjny trans nadal trwał, to głód odrobinę go przyćmił. Hipnotyczne spojrzenie Anu oderwało się zresztą od twarzy Michaela, pozwalając mu w końcu oderwać od dziewczyny wzrok.
Dynia...? Co ona tu robiła?
Uniósł brwi, widząc jak dynia pęcznieje i pęcznieje. Instynktownie stanął o krok przed Anu, chcąc osłonić ją przed potencjalnym zagrożeniem.
-Reducio! - sięgnął po różdżkę i wycelował w intruza.

Reducio połowicznie udane...


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Polana - Page 4 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Polana [odnośnik]21.07.21 18:19
Czym to było, to co kotłowało się w niej całej. To, czego nie czuła nigdy wcześniej i nie potrafiła właściwie nazwać. Marszczyła brwi odrobinkę, zastanawiając się nad konkretnym doborem słów. Nad tym, czym to było, co robiło, co robiło z nią, a może dla niej. Dłońmi obejmowała niewielki bukiet, który otrzymała, unosząc go do nosa, by zaciągnąć się nim dokładnie. Chociaż nie była pewna skąd, miała wrażenie, że czuje zapach pomarańczy. Nie poddawała tego pod wątpliwość, to była niemal pewność, że właśnie je czuje, chociaż nie dostrzegła żadnych w pobliżu. Kąciki ust mimowolnie oblekały jej usta w łagodny, spokojny uśmiech, kiedy na wierzch wydobywała z siebie pewne słowa. Uniosła jasne tęczówki ku jego oczom, równie jasnym, spoglądając w nieufnie, bez strachu czy obaw.
Uśmiechnęła się, kiedy stwierdził, że rozumie. Jej się zdawało, że w jakiś sposób też pojmuje wszystko, jednocześnie nie wiedząc nic. Cała logika, wszystkie pytania, które gdzieś pojawiały się w głowie jednocześnie były trafne i nie miały żadnego znaczenia. Dlaczego nie wiedziała tego wcześniej? Czy potrzebowała tyle czasu żeby zrozumieć właśnie, bo wcześniej nie rozumiała wcale? Odpowiadała na kierowany ku jej uśmiech, wpatrując w znajomą już przystojną twarz.
Kolejne słowa sprawiły, że jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu a na twarzy zalśniła prawdziwa troska przysunęła się, łapiąc jedną z jego dłoni swoimi, razem z trzymanym niewielkim bukietem.
- Ale wyleczyli cię z tego? Widzisz już dobrze? - chciała wiedzieć, widocznie zatroskana nie za ciekawym stanem swojego towarzysza. Bo mówił w czasie przeszłym i zdawał się widzieć teraz normalnie. Poszukiwała jakiś oznak, mogących oznaczać że jednak wszystko w porządku nie było.
- Ja też… - potwierdziła, chociaż nie wiedziała, czy to samo. Czuła jakoś ino tak w środku, że właśnie o tym samym myśli. A to powodowało jakąś pewność, której nie potrafiła wyjaśnić.
Nagły śpiew odciągnął jej spojrzenie od niego ku dyni, która zakłócała ich spokój, ich chwilę, którą mieli dla siebie, która mogła się już nie powtórzyć. Patrzyła jak wyciąga różdżkę i rzuca zaklęcie. A zmniejszająca się dynia ukazuje swoje wnętrze.
- Zjemy? - zapytała odwracając na niego spojrzenie, zawierzając mu w podjęciu każdej decyzji, bo ino, zdawał się i tak posiadać już na jej życiem całkowitą kontrolę.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Polana [odnośnik]13.09.21 22:17
Uśmiechała się tak pięknie. Jakby cała promieniała - i w istocie tak było. Obydwoje dzisiaj promienieli, rozpierani niemalże narkotyczną radością, która wydawała się w tej chwili najbardziej realną rzeczą na świecie. Zniknęły gdzieś wojenne troski, wspomnienia z Azkabanu, myśl o rodzinie w Somerset (zniknął z domu tak nagle, miał chyba pomóc w czymś Kerrie - ale zdążył już o tym zapomnieć...), liczyła się tylko ta chwila, ta polana, kwiaty i Anu. Spoglądając jej w oczy, rozumiał, że i ona widzi teraz tylko jego, że i on jest dla niej ważny.
Dawno się tak nie czuł. Tak beztrosko, nieskrępowanie, bez żadnych zmartwień i kompleksów.
-Co...? - wyrwało mu się z lekkim zdziwieniem, gdy spytała o zdrowie i wzrok. Romantyczny nastrój zachwiał się tylko na krótką chwilę, bo Mike szybko zrozumiał, co naprawdę miała na myśli. Co za piękna metafora!
-Tak, już się wyleczyłem. - zapewnił z ciepłym uśmiechem, ostrożnie muskając jej ciepłą dłoń palcami. Może i niegdyś sądził, że pewne rany nie zaleczą się nigdy, a droga do spokoju była długa, ale się mylił. Zniknęły widma Azkabanu, rozmył się cień likantropii, zapomniał o poprzednich związkach, o odpowiedzialności i wątpliwościach. Wystarczyła prawdziwa miłość, by zaradzić temu wszystkiemu, wystarczyła Anu.
-Widzę ciebie, a to się liczy. - wyszeptał, błogo nieświadom, jak mogą brzmieć te słowa jeśli zostaną dosłownie zinterpretowane. Jego zdaniem pojmowali wszak świat tak samo, nadając na podobnych falach.
Dynia zmniejszyła się, ukazując zawartość. Nozdrza lekko mu zadrżały, w brzuchu zaburczało, zakłopotał się wyraźnie. Przyziemne sprawy, takie jak obiad, nie powinny przysłaniać bliskości ukochanej kobiety, ale...
...Anu rozumiała go nawet teraz, wyraźnie świadoma faktu, że każdy mężczyzna potrzebuje czasem porządnie zjeść. Zanotował w pamięci, że będzie wspaniałą towarzyszką życia i z entuzjazmem pokiwał głową.
-Zjedzmy. - potwierdził radośnie, nie pamiętając, kiedy ostatni raz jadł mięso.
Naprawdę nie pamiętał. Zaniepokoiłoby go to, gdyby nie fala amortencyjnej euforii.
-Wina? Napijmy się, za nas. Za to, że odnaleźliśmy... siebie. - zaproponował, szarmancko sięgając po butelkę by ją odkorkować. Zanim zdążył, zaczarowany makaron już pchał mu się do ust.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Polana - Page 4 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Polana
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach