Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 wejście do ogrodów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Abraxas Malfoy
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4208-abraxas-cronus-malfoy https://www.morsmordre.net/t4374-serafin#93911 https://www.morsmordre.net/t4350-kronika-niefortunnych-zdarzen#93156 https://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t4602-abraxas-malfoy#99143
znawca prawa, polityk
33
Szlachetna
Żonaty
The strength of a nation derives from the integrity of the home
17
17
0
0
0
1
4
7
Czarodziej

PisanieTemat: wejście do ogrodów   07.03.17 10:57

Ogrody

Z tyłu przestronnego dworu rozciągają się prawie niezmierzone połacie pieczołowicie zaprojektowanych ogrodów. Srebrzysty marmur rzeźb oraz balustrad ciemnieje wraz z deszczem i szare posągi często zamieniają się w czarne postaci, wyraźnie odcinające się od szmaragdowej zieleni. Ciężko jednak znaleźć w tym przepięknym miejscu naturalną dzikość, bowiem wszystkie rośliny zostały posadzone w zaplanowanych miejscach i ogród jest całkowicie okiełznany przez liczną służbę i skrzaty. Równe żywopłoty, stare drzewa rosnące w odpowiednich miejscach w wytyczonych geometrycznych liniach, symetryczne fontanny z kolistymi liśćmi lilii wodnych. Wbrew pozorom (i wytyczonym ścieżkom, prowadzącym przez różne zakamarki), w ogrodzie Malfoyów bardzo łatwo można się zgubić, nie tylko z powodu jego rozległości, ale i złudnego porządku, labiryntu żywopłotów i (podobno) przemieszczających się w nocy rzeźb. Pośród tej roślinnej układanki przechadzają się nieskazitelnie białe pawie, które odnoszą się z przyjazną obojętnością jedynie do członków rodu. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu unikają bliskości obcych, czasem bywając także agresywne - ich dziobnięcia nie należą do najprzyjemniejszych.


Powrót do góry Go down
Larissa Malfoy
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4571-larissa-malfoy https://www.morsmordre.net/t4593-tetyda https://www.morsmordre.net/t4592-lady-malfoy https://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy
matka, żona i arystokratka
29
Szlachetna
Zamężna
Oh Lord, Oh Lord, I’m begging You please
Don’t take that sinner from me
8
12
0
7
1
0
8
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście do ogrodów   09.04.17 14:43

| podobnie jak wcześniej, nie wiem jaka data także się dopasuję


Nie czuła się najlepiej. Zdawało jej się, że powietrze w dworze jest zbyt ciężkie, zupełnie jakby krępowało jej płuca i nie mogła nabrać przez to świeżego powietrza. Przyprawiało ją to o mdłości, dosłownie. Czuła nieprzyjemne bóle brzucha. Dlatego właśnie postanowiła opuścić kamienne mury dworu. A może to nie powietrze, a przytłaczające ją troski? O co mogła martwić się szlachcianka? Głównym powodem jej trosk był mąż. A właściwie jego choroba. Nie wiedziała co ma robić. Od czasu jego powrotu z Francji było jeszcze gorzej. Miała nadzieję, że ten wyjazd pomoże mu jakoś się z tego podnieść i spojrzeć na to w innym świetle. Niestety, Dotyk Meduzy zbierał swoje żniwo. Z trwogą obserwowała postępy choroby. Jak wpływa ona nie tylko na ciało Abraxasa, ale także na jego psychikę. Bała się tego w jaką stronę to szło. Owszem, zawsze był osobą dosyć chłodną i niezbyt wylewną, ale przynajmniej panował nad sobą. Teraz? Nie było to już takie oczywiste. A najgorsze w tym wszystkim było to, że nie potrafiła mu w żadnym stopniu pomóc. Nie chciała, aby takiego zapamiętały go dzieci. Nie chciała, aby jego ostatnie lata wyglądały właśnie tak. Tylko jak miała mu to powiedzieć, aby przebić się przez męską dumę? Nie miała pojęcia. A do tego jeszcze ciągły strach o dzieci. Uważnie je obserwowała i to samo nakazała wszystkim służkom, które w jakimkolwiek stopniu zajmowały się jej pociechami. Sama myśl o tym, że któreś z niej może być chore doprowadzało ją do szału. Nawet nie chciała sobie wyobrażać jakby się czuła, gdyby uzdrowiciel przekazał jej straszną diagnozę odnośnie zdrowia jej najukochańszych dzieci. Wzdrygnęła się na samą myśl. A może to podmuch niezbyt przyjemnego, wczesnowiosennego wiatru? Być może, ale Larissa nie miała ochoty wracać do środka. Promienie słoneczne tańczyły na jej alabastrowej skórze, powodując przyjemne ciepło. Miła odmiana. Dwór Wilton charakteryzował się zimnym powietrzem, do którego na samym początku nie mogła się przyzwyczaić. Kącik ust delikatnie drgnął jej na to wspomnienie.
Larissa lubiła spacery po ogrodzie. Był on uporządkowany, idealny. Cieszył oczy swoją szmaragdową zielenią. Między alejkami z wysokich żywopłotów przechadzały się dumnie białe pawie, które odbijały się na tle wszechobecnej zieleni. W tym miejscu nic nie było przypadkowe. Gdzie nie gdzie kręciła się służba odpowiadająca za doglądanie roślinności. Mogła chociaż chwilę odetchnąć i odpocząć. Na widok Sephory, która wyłoniła się zza zielonej ściany uśmiechnęła się. - Też postanowiłaś udać się na spacer, moja droga? - zagadnęła uprzejmie, kierując swoje kroki w stronę bratowej. Sephora była jej najmilszą duszą w całym dworze. Wiedziała, że może na nią liczyć. W jakimś sensie zastępowała jej siostrę. Pomogła zaaklimatyzować się w nowym miejscu jakim był właśnie rodowy dwór Malfoyów.


Powrót do góry Go down
Sephora Malfoy
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4111-sephora-malfoy-budowa#80905 https://www.morsmordre.net/t4508-blanca#95925 https://www.morsmordre.net/t4507-sanctimonia-vincet-semper https://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy
restauratorka obrazów i gobelinów rodowych
24
Szlachetna
Panna
Swaying like the children,
Singled out for praise
The inside out on the open,
With the straightest face
3
15
0
0
0
8
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście do ogrodów   12.04.17 22:54

W chorobie zdarzały się lepsze i gorsze dni. Te lepsze były jaśniejsze, najbardziej ważne, ale najszybciej niknące w gąszczu innych, przepełnione pewnością, że jutrzejszy dzień będzie taki sam – tak samo dobry i lekki, gdzie kolana nie bolą od wstawania z łóżka, a nadgarstki nie skrzypią niczym stare, zaśniedziałe zawiasy w drzwiach. Ale zdarzały się również te gorsze, gdzie nawet myślenie było trudne, a przepływające przez nerwy impulsy były jak błoto przepychające się siłą przez rury. Wszystko wtedy bolało – od czubka głowy, aż po czubki palców. Wzrok przemykał po wypełnionych kolorem ścianach, zahaczając ledwo o ostre kanty ram troskliwie otaczających obrazy, jakby były to jedyne punkty zaczepienia, jedyne przystanki, na których można mrugnąć i nabrać sił.
Sephora znała oba stany od podszewki.
Gdy wstawała, badała objawy, jakie wysyłał jej świat, by mogła upewnić się, czy dzisiejszego dnia poradzi sobie z kolejną lekcją jeździectwa, czy jednak będzie musiała cały dzień spędzić w łóżku. Wiecznie czujna niczym sarna żerująca na polu, wiecznie ostrożna i reagująca eliksirem, gdy mięśnie zaczynały niepokojąco ciągnąć. Choroba miała ogromny udział w jej połowicznym zgorzknieniu, w rysach twarzy, które stopniowo nabierały coraz więcej stałości, pozostawały niezmienne, naruszone tylko w czasie iskrzących się impulsów, pojedynczych bodźców. Każdy pozytywny błysk, każdą ulgę, która znaczyła ścięgna, przyjmowała z ogromnym dystansem i podejrzliwością, jakby szczęście przysługiwało jej w mniejszym stopniu albo wcale, co oczywiście było wierutnym kłamstwem.
Dzisiejszy dzień był jednak łaskawy. Gdy wstała, czuła delikatne rwanie w ramionach, ale minęło ono po porannej kąpieli w pachnących olejkach z dodatkiem esencji pomarańczowej i anyżu. A potem postanowiła uciec do ogrodów, gdzie zawsze czekał na nią błogi spokój. Gdy opuściła dwór, nieco przyspieszyła kroku, zagarniając poły ciemnozielonej sukni w dłonie, w końcu pozwalając sobie na trucht aż do samej bramy.
Zatrzymała się tuż przed nią, ogarniając wzrokiem swój dom, królestwo swoich przodków, azyl dla swoich przyszłych dzieci. Odetchnęła pełną piersią, opuszczając miękki materiał sukni i wstąpiła na jedną ze ścieżek, które przecież tak doskonale znała. Ściana żywopłotu nie ciągnęła się zbyt daleko, kończąc się nagle niedaleko krzewu bergamotki, której zapach niósł się aż do głównego wejścia do dworu.
I tam właśnie zobaczyła Larissę. Była od niej starsza, ale błękitna krew zapewniła jej dobrobyt i niesłabnącą urodę, dzięki czemu różnica wieku była dla Sephory niewyczuwalna. Powierniczka tajemnic, opoka po śmierci matki, dobra dusza wśród nieprzychylnych spojrzeń. Biała gołębica wśród pawii.
- Risa – na jej ustach pojawił się uśmiech pełen nieskrywanej radości na widok tak dobrze znanej twarzy. – Tak, piękny mamy dziś dzień, prawda? Nie ma potrzeby chronić się w domu w tak ładną pogodę – zaproponowała jej swoje ramię i wskazała ścieżkę wśród krzewów białych róż. Spacer w pojedynkę nie był żadną atrakcją. Gdy podejmowały krok, młoda panna Malfoy musiała przyjrzeć się swojej przyjaciółce. – Coś cię trapi, Larisso? Jesteś dzisiaj jakoś nienaturalnie blada.
Nieco sposępniała, zmartwiona jej samopoczuciem.


Powrót do góry Go down
Larissa Malfoy
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4571-larissa-malfoy https://www.morsmordre.net/t4593-tetyda https://www.morsmordre.net/t4592-lady-malfoy https://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy
matka, żona i arystokratka
29
Szlachetna
Zamężna
Oh Lord, Oh Lord, I’m begging You please
Don’t take that sinner from me
8
12
0
7
1
0
8
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście do ogrodów   15.04.17 19:30

Choroba, która okrutnie odbierała zdrowie jej bliskim napawała niepokojem serce Larissy. Martwiła się, chociaż starała się tego nie okazywać. Malfoyowie to ród dumny. Zauważyła, że ciężko znoszą porażkę, nawet taką na którą nie mieli wpływu. Bowiem jaka ich wina w tym, że w geny przekazane im przez rodziców wkradła się okrutna choroba, odbierająca im sprawność fizyczną. A także spokój ducha. Widziała co bezwzględny Dotyk Meduzy wpływa na jego charakter zmieniając go w osobę jeszcze bardziej zdystansowaną. Frustrowało to ją. Krępowało, przecież przysięgała w zdrowiu i w chorobie, a teraz? Kiedy okrutny los spotkał jej męża ona nie umiała znaleźć światła w tej mrocznej sytuacji. Co miała zrobić? Jeżeli praca już nie wystarczyła, jeżeli rodzina nie spełniała tego zadania. Jedynie cud mógłby sprawić, aby Abraxas nie spędzał tych policzonych niestety dni na dystansowaniu się w stosunku do dzieci, do niej. Cóż ona jednak mogła poradzić? Starała się ignorować zmiany w jego charakterze, udawać że przecież nic się nie działo. Chwytała się każdej okazji do rozmowy, ciągle żyła złudną nadzieją, że sam przejrzy na oczy i zważy na to, że swoim zachowaniem odsuwa się od rodziny. Przecież mieli za sobą dobre lata. W takich chwilach cieszyła się, że ma u swego boku Sephorę, która była dla niej niczym młodsza siostra. Zawdzięczała jej wiele. Dzięki niej poczuła, że Wilton to także jej dom, jej azyl gdzie mogła się schronić przed niebezpieczeństwem. Teraz jednak czuła, że traciła grunt pod nogami.
Dlatego potrzebowała odetchnąć. Przechadzając się wolnym krokiem po perfekcyjnie ułożonym ogrodzie odrywała się od myślenia o tym, że jej życie niegdyś poukładane jak ten ogród traciło ten swój ład. Patrzyła jak dumne, białe pawie kroczą alejkami urozmaicając krajobraz ogrodu. Dzień był cudowny, wyjątkowo kwietniowe słońce grzało bladą skórę lady Malfoy.
Cieszyła się z widoku szwagierki, która przechadzała się alejkami. Perspektywa wspólnego spaceru napawała serce kobiety radością. Miła odmiana, można było spokojnie porozmawiać bez innych członków rodziny. Chociaż szanowała i w gruncie rzeczy lubiła rozmowy z innymi członkami rodziny to czasem w tym wielkim dworze przydałaby się chwila prywatności. Odpoczynku od ciągłych pozornie nieformalnych rozmów i opieki nad dziećmi. Spacer z Sephorą wydawał się być idealną formą relaksu.
- Nie mogę się z tobą nie zgodzić - odparła, mimowolnie kierując twarz w stronę słońca, aby promienie objęły ją całą. Z przyjemnością skorzystała z zaoferowanego ramienia i skierowała swoje kroki w stronę zaproponowanej przez szwagierkę alejki. Na pytanie kobiety zareagowała delikatnym uśmiechem, a jej dłoń delikatnie musnęła ramię szlachcianki, jakby tym gestem miała ją uspokoić. - Nie masz się czym przejmować. Ostatnio czuję lekkie zmęczenie i senność, ale nie jest to nic czym musisz się kłopotać, przy najbliższej okazji zwrócę się do mego kuzyna. Jestem pewna, że wystarczy eliksir wzmacniający - odpowiedziała, wyraźnie bagatelizując swój problem. - Powiedz lepiej jak się dzisiaj czujesz - zagadnęła. Od wiadomości o chorobie męża Larissa wręcz paranoicznie troszczyła się o stan zdrowia bliskich jej osób, a Sephora z pewnością zaliczała się do tego wąskiego grona. Nie chciała również zarzucać jej swoimi troskami związanymi z bratem kobiety.


Powrót do góry Go down
 

wejście do ogrodów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Wejście główne
» Brama wejściowa [Podwórze]
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Hall Wejściowy
» Wejście Główne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Wiltshire, Wilton, rezydencja rodu Malfoy-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18