Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pokój gościnny
AutorWiadomość
Pokój gościnny [odnośnik]17.03.17 2:05
First topic message reminder :

Pokój gościnny

Niezbyt czysty, wąski i długi pokój z dwoma ustawionymi łóżkami pod ścianą i drewnianą ławą ciągnącą się przez niemalże całą jego długość. W powietrzu unosi się zapach kurzu, stęchlizny i rozlanego piwa. Przez niewielkie, zaklejone brudem okna prawie wcale nie wpada słońce. Jedynym źródłem światła są trzy zawieszone w powietrzu świece. Podłoga ugina się przy każdym kroku, swoim skrzypieniem przypominając ludzkie jęki. Z racji, że znajduje się na poddaszu, skosy sufitu znacząco utrudniają przemieszczanie się. Osoby, które liczą sobie więcej niż 170 centymetrów, muszą schylać głowy, by nie uderzać czołem w pełen pajęczyn sufit. Klucz do pokoju znajduje się u barmana, a ten wydaje go tylko osobom zaufanym.




Na mapie znajdują się miejsca ustawione wokół podłużnego stołu wstawionego do magicznie powiększonego pomieszczenia, kilka dostawionych krzesełek po stronie drzwi oraz dwa łóżka rozstawione wzdłuż przeciwległych, dłuższych ścian, które na stałe znajdowały się w pokoju gościnnym Świńskiego Łba, a na których zasiąść może do trzech osób. Prowadzący spotkanie zostali oznaczeni oddzielnie, natomiast dziwna numeracja jest ćwiczeniem na orientację w terenie.

Krzesełka zajęte:

1 - Adrien

4 - Bertie
5 - Florek

8 - Sophia

10 - Lucan
11 - Anthony

13 - Josephine
14 - Archibald
15 - Frances
16 - Pomona
17 - Justine

19 - Maxine
20 - Artur
21 - Jessa

25 - Åsbjørn

30 - Vera
31 - Roselyn
32 - Susanne
33 - Charlie
34 - Poppy

łóżko Loża 1

37 - Gabriel
38 - Ben
39 - Fred

łóżko Loża 2

40 - Sam
41 - Hannah

ośla ławka Krzesełka pod ścianą

36 - Kieran
35 - Jackie
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:01, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój gościnny - Page 21 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 14:16
Rano zdążyła mignąć jeszcze w herbarium, by ostatni raz przed wrześniowym spotkaniem Zakonu Feniksa pochylić się nad kociołkiem, towarzyszącym jej przez pierwsze dni tego miesiąca. To on, wraz z bardzo intensywną pracą w lecznicy, pozwoliły jej odciągnąć myśli od traum oraz przykrej rzeczywistości. Sen przychodził z trudem, poprzedzany narastającym szumem myśli, lecz im więcej pracowała, doprowadzając organizm do wycieńczenia, tym łatwiej było usnąć - choćby na chwilę. Na dłuższą metę podobne rozwiązanie było rzecz jasna bardzo nierozsądne, ale świat trudziły w tej chwili gorsze problemy - z takiego założenia wychodziła, unikając eliksirów nasennych i rozwiązań, które mogłyby sprawdzić się na dłuższy czas. Nic takiego nie przychodziło jej zresztą do głowy - mało kto spał teraz spokojnie i nie sądziła, by znalazło się na to nieszkodliwe, uniwersalne remedium. Śpiewając po nocach ciche kołysanki próbowała nie utonąć w złudzeniach i marzeniach o lepszym czasie, usiłowała udowadniać sobie, że jest zdolna do walki, a przeciwnicy nie zmiotą jej z powierzchni ziemi w przeciągu sekundy. Naprawdę chciała być przydatna - to nie odwaga była jej zmartwieniem. Mogła zrywać się do obrony i walki, lecz cóż po tym wszystkim, kiedy nie była wystarczająco silna, by mierzyć się z czarnoksiężnikami? Ćwiczyła w wolnych chwilach, w pamięci mając przepaści - nawet wiekowe. Ze świadomością, że transmutacja może co najwyżej przeciwnika zatrzymać, utrudnić mu walkę, ale nie pokonać, nie czuła się wcale najlepiej.
Odegnanie ponurych myśli nie było proste. Zanim wybrała się do Hogsmeade, znalazła sobie mnóstwo zajęć, zaczynając na ostatnim warzeniu eliksiru, kończąc na konkretnym sprzątaniu Rudery. Na zegarek zerkała zdecydowanie częściej niż powinna, w dziwnej obawie, że nie zdąży. Odpuściła dopiero, gdy znalazła się na miejscu. Uchyliła drzwi pomieszczenia i utkwiła w nim na chwilę, zerkając na obecnych. Nikogo nowego, przynajmniej póki co. Na białych, lekko roztrzepanych od energicznego spaceru włosach, w małym chaosie układały się drewniane, barwione (choć już nieco przetarte) koraliki, do których właśnie sięgała dłonią. Upewniwszy się, że jest na czas (do samego końca miała dziwne wątpliwości), przekroczyła próg i powitała wszystkich.
- Dzień dobry - rzuciła uniwersalnie, przemykając na wolne miejsce obok Charlene.
- Charlie, udało mi się uwarzyć parę rzeczy - szepnęła do panny Leighton, zdejmując płaszcz. Była zadowolona z efektów i chciała się tym szczęściem podzielić.

32


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Pokój gościnny - Page 21 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 14:20
Nie lubiła, kiedy Lucan nie mówił jej dokładnie, dokąd szedł. Zważywszy na to, co działo się teraz w Anglii, wcale jej się nie dziwił. Ale z jakiegoś powodu nie potrafił skłamać jej w żywe oczy. Nawet jeśli rzucenie błahego "Idę się spotkać z Tonym. Nie martw się, nie wypiję dużo, przecież mnie znasz" nie kosztowałoby go wiele. Nawet jeśli była to w sumie zawoalowana prawda - zwyczajnie nie potrafił. Wyszedł więc z domu, zostawiając żonę z wyrazem troski na twarzy i jednocześnie wyrzutami sumienia ciążącymi mu na sumieniu. Miał tylko cichą nadzieję, że spotkanie zakonu przebiegnie dość sprawnie i zdąży wrócić do domu, zanim ona naprawdę zacznie się zamartwiać.
Widok Hogsmeade był niemal nostalgiczny. Przywoływał wspomnienia z czasów, kiedy generalnie wszystko było raczej beztroskie - a duże problemy były sprawami, którymi zajmowali się dorośli. I to się nie zmieniło. Zmienili się tylko ci, którzy pełnili wartę - teraz nadeszła ich kolej. Kiedy więc Lucan przekroczył próg Świńskiego Łba, a potem także pokoju, w którym miało się odbyć spotkanie, minę miał dość poważną i zdeterminowaną. I mina ta jeszcze bardziej spochmurniała, kiedy mężczyzna dostrzegł jak dokładnie wygląda teraz Ben. Nie wyglądało to pięknie - i pewnie swoim wyglądem jeszcze niejednego dziś Wright przestraszy. W połączeniu z tą masywną posturą to już w ogóle będzie postrachem.
- Witajcie - odezwał się, spoglądając także po reszcie zgromadzonych. Na widok kilku pozostałych znajomych i, na szczęście, całych twarzy, zdołał unieść kąciki swoich ust w lekkim uśmiechu. Skinął jeszcze głową Jessie a potem ruszył wzdłuż krzeseł, by finalnie zasiąść obok Anthony'ego. Przewiesił swój płaszcz przez oparcie, uścisnął przyjacielowi dłoń i finalnie spoczął na swoim miejscu. A potem przeniósł wzrok na Alexandra.
Wrodzona troska, z jaką traktował członków swojej bliższej i dalszej rodziny, niemal od razu wkradła się do jego spojrzenia. Zważywszy na wiele czynników, o chłopaka martwił się szczególnie, nie dał tego jednak po sobie poznać w żaden sposób - po prostu w milczeniu obserwował obu gwardzistów, zajmujących miejsce u szczytu stołu.  

| Zajmuję miejsce nr 10


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 16:10
Nie łatwo było mu zorganizować czas na podróż do Hogsmeade. Podróżowanie między Sandal, a Mungiem pożerało lwią cześć jego wolnego czasu. Piętrzące się z każdej stron obowiązki zaciskały z radością szpony na drobnych chwilach wytchnienia. Promieniem słońca w obliczu tych wszystkich przeciwności była słodka myśl o Inarze. Pragnienie jej szczęścia mobilizowało go do działania, lecz jak na ironię - czy z tego powodu nie poświęcał jej mniej czasu? czy faktycznie popełniane wysiłki przybliżały go do zbudowania azylu dla niej i wnucząt? Czy były już to tylko bezowocne próby naiwnego głupca...? Nie powinien zostawać sam na sam ze sobą na stałej ziemi ze swymi myślami. Zaczął więc kroczyć w stronę miasta, ludzi pozostawiając za plecami swego wierzchowca. Odnalazł gospodę i znaną ścieżka wspiął się po schodach na jej szczyt. Pochylił czoła nad niską framuga drzwi pokazując się wśród zakonników po raz pierwszy od dłuższego czasu. Oblekł spojrzeniem już zebranych. Widział wiele nowych twarzy...a nie, jednak nie tak wiele - jedno z oblicz było znane, lecz Carrow nie od razu rozpoznał w plejadzie opuchlizny i szram Benjamina. Po niemym powitaniu skierował swe kroki w stronę krzeseł. Zauważył Rinehearta. Nie mógłby zapomnieć tego człowieka i tak właściwie mógł przypuszczać, że kiedyś zawita do Zakonu. Teraz gdy jednak miało już to miejsce minął go pozostawiając za plecami tak jak pytanie o to, czy uraza wciąż przeżerała jego ciało. Niedługo mieli podjąć o wiele bardziej skomplikowane rozważania mające znaczącą wagę dla Anglii.
Adrien usiadł blisko samych prowadzących - na przeciwko Poppy. Poprawił pelerynę z dobrego gatunkowo materiału, a jednak jednolicie brązową. Skrywał pod nią koszulę szaty o wyszyciach w rodowych barwach. Po malujących się na twarzy pierwszych zmarszczkach przymykało się faktyczne spracowanie uzdrowiciela i coś ponurego o kształcie oraz przyczynie niemożliwej do odgadnięcia przez kogokolwiek z będącego w tej sali. Lada moment wszystko miało się zacząć.

|1
Adrien Carrow
Zawód : Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
Wiek : 46
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa https://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow https://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t3097-skrytka-bankowa-nr-357#50695 https://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 17:01
OBudził ją nieznośny ból głowy w okolicach czoła, przez który przez pierwsze kilka minut po przebudzeniu nie mogła otworzyć oczu, a kiedy wreszcie to uczzynila - ostre światło poranka bolało. Szerokie łóżko skrzypnęło, gdy podniosła się do pozycji siedzacej i capnęła za dzbanek z wodą stojący na nocnym stoliku; jej chłód ja ocucił, rozbudził, ale nie ukoił bólu głowy. Nie powinna była wczorajszego dnia pić rumu; rum źle na nią działał, ale jak mogła sobie go odmówić, skoro zawitały z Diggory do pubu Wilk Morski? Dobrze,ze nie miała dziś treningu na stadionie Harpii z Holyhead, miała czas, aby wziąć się w garść, nim wyruszy na północ, do Hogsmeade, gdzie miało odbyć się kolejne spotkanie Zakonu Feniksa. Drugi, w jakim weźmie udział; tym razem miała więcej do opowiedzenia, niż kilka nieudanych prób poskromienia magii i przykre wspomnienia z przeszłości. Udało się jej naprawić energię w dwóch miejscach! Z Pomoną odnalazły okruch kamienia wskrzeszenia, a przynajmniej o tym były przekonane.
Mocna, czarna kawa i śniadanie przyrządzone przez młodsza siostrę postawiły Maxine na nogi. Zimny prysznic, kilka uszczypnięć w policzki i była gotowa do drogi; wyruszyła wcześniej, obiecała Jean, ze odwiedzi Miodowe Królestwo i zrobi dla niej drobne zakupy. Powiedziała jej, że umówiła się ze znajomymi; nie czuła się dobrze z tym, że wciąż mijała się z prawdą, że wciąż nie wytłumaczyła jej dlaczego z końcem sierpnia wylądowała w szpitalu św. Munga - ale nie mogła zdradzić jej tajemnicy istnienia Zakonu. Była na to stanowczo za młoda.
Kilka godzin później przemierzała już Hogsmeade ubrana w lekka, ciemną szatę; w torbie, przewieszonej przez ramię dźwigała kilka tabliczek czekolady i innych słodyczy z Miodowego Królestwa. Żałowała, że spotkania nie mogły odbywać się w Trzech Miotłach - podawali tam o wiele lepszy, nierozcieńczony alkohol, do tego nie pachniało tak dziwacznie. Barman łypnął na nią nieprzyjemnie, gdy przekroczyła - odwzajemniła się tym samym. Bez zawahania ruszyła w stronę schodów, odnalazła odpowiednie drzwi, a gdy je pchnęła i rozejrzała się po sali... Przystanęła na chwilę, gdy spojrzenie modrych oczu odnalazło twarz brata Josepha - a raczej to, co z niej zostało. Wybałuszyła lekko oczy, zszokowana i zaniepokojona, ale prędko doprowadziła się do porządku, maskując zaskoczenie.
- Witajcie - odezwała się cicho; przypuszczała, że jeszcze usłyszy skąd wzięły się te rany. Usiadła na jednym z krzeseł, blisko Justine, a zaraz potem pojawiła się Jessa, którą przywitała skinięciem głowy.

| 19



That girl with pearls in her hair
is she real or just made of air?

Maxine Desmond
Zawód : Szukająca Harpii z Holyhead
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

she's mad, but she's magic
there's no lie
in her fire

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
mad max
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5560-maxine-desmond https://www.morsmordre.net/t5599-leopoldina#130569 https://www.morsmordre.net/t5602-mad-max https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5601-skrytka-bankowa-nr-1376#130573 https://www.morsmordre.net/t5600-maxine-desmond#130571
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 18:17
Była bardzo podekscytowana swoją dzisiejszą lekcją z uczniami pierwszego roku. Grupki Puchonów i Krukonów przez całą godzinę powtarzały formułkę zaklęcia lewitującego próbując zmusić do lotu pióra i arkusze pergaminu, a ona wciąż nie do końca wierzyła, że w końcu jej się udało. Kiedy miesiąc temu udawała się na spotkanie Zakonu, dzisiejszy dzień wydawał jej się bardzo odległy, a tymczasem kiedy już nadszedł, Fran miała nawet wrażenie, że minęła zaledwie chwila od ostatniego zebrania. Wakacje minęły za szybko, a letni festiwal był już tylko jasnym, trwającym ułamek sekundy przebłyskiem zamkniętym w przeszłości. Nie minął jeszcze tydzień od początku roku szkolnego, a Frances jakby na dobre wsiąkła już w porządek życia w Hogwarcie, wielka zmiana nie była już niczym szczególnym – i wystarczyło na to tylko kilka dni.
Po ostatniej tego dnia lekcji wypiła w swoim gabinecie filiżankę herbaty, a potem przez godzinę, a może i dłużej, przechadzała się nerwowo przed kominkiem, w którym dogasał już ogień. Martwiła się tym, co może usłyszeć w gospodzie pod Świńskim Łbem tym razem, obawiała się, że spotkanie znowu położy się cieniem na jej życiu. Próbowała mieć nadzieję, że będzie raczej rozbłyskiem nadziei, ale i tak zwlekała z opuszczeniem zamku do ostatniej chwili. Wychodząc nie napotkała nikogo, kto także mógłby zmierzać do Hogsmeade z Hogwartu, ale może to i lepiej? Najbezpieczniej dla wszystkich będzie, jeśli zachowają tyle dyskrecji, ile się da. Przemknęła więc ścieżką, którą zwykle jadą powozy wiozące uczniów do zamku, zwalniając dopiero za boiskiem do quidditcha. Chociaż nie spieszyła się zbytnio, szybko dotarła do wioski graniczącej ze szkolnymi terenami.
Szła wzdłuż głównej ulicy Hogsmeade, owinięta starą kraciastą chustą jak kocem. Nie było szczególnie zimno, wszystko wskazywało na to, że lato odchodziło w tym roku wyjątkowo powoli, a jednak Frances miała jakąś niewyjaśnioną potrzebę, by się czymś okryć, przynajmniej na czas przejścia przez obskurne wnętrze pubu. Przemknęła przed oczami właściciela pospiesznie, żeby nie było aż tak widać, że pasuje do tego wnętrza jak pięść do nosa – a przecież kiedyś lubiła takie miejsca. Trochę zapuszczone, żeby nie powiedzieć brudne ale za to niezaprzeczalnie z charakterem.
Wspięła się po schodach nie zwracając na siebie szczególnej uwagi i już po chwili weszła do znajomego pokoju. Zakonnicy zbierali się wewnątrz powoli, Frances najwyraźniej tym razem dotarła przed czasem. Stanęła na chwilę w progu, by się rozejrzeć. Dostrzegła Poppy siedzącą już przy stole; posłała jej wesoły uśmiech, ale w oczach wciąż miała jakiś niepokój. Szukała jego, to jasne, chociaż dla świętego spokoju napisała już chyba osiem listów (z czego żaden nie został wysłany) i w międzyczasie sprawdziła dobrze ponad sto wypracowań. Powinna może liczyć na to, że w ogóle nie przyjdzie, albo nie zobaczą się w zebranym na spotkaniu tłumie, ale kiedy tylko pojawiła się okazja, by o nim pomyśleć, Frances rzuciła się ku niej nie zdążywszy powstrzymać odruchu. Dostrzegłszy Floreana stanowczo zbyt szybko, siedzącego przy stole z Bertiem, rozdziawiła usta, a potem, nie wiedząc, co robić, odchrząknęła głośno i obróciła się na pięcie zupełnie jakby postanowiła już wyjść. Nie sięgnęła jednak do klamki, bo odwróciwszy wzrok od stołu napotkała widok okaleczonej twarzy Benjamina. Zdębiała, wyrwało jej się przerażone „Boże drogi”; zrobiła jednak krok w tył, w kierunku stołu. Przywitała się z zebranymi nieco głośniejszym, ale wciąż nie do końca określonym dźwiękiem i zajęła krzesło przy rogu stołu.

miejsce nr 15
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 18:55
Ja nie wiem. Chata stoi, tym razem na solidnych fundamentach (sam kopałem, to wiem, że solidne) a Ci nadal chcą się kotłować na poddaszu tej ciasnej gospody. Najwyraźniej taka już magia Zakonu, że jego członkowie lubią czuć bliskość i wsparcie.
No dobra, ale bez śmieszkowania, bo jest wrzesień, anomalie nadal sieją rozpierdol i tak naprawdę wcale nie zapowiada się na to, aby mialo być lepiej. Nie do czasu, dopóki porządnie nie weźmiemy spraw w swoje ręce. Chociaż trudno było nie odczuć tego, że cokolwiek w nie trafiało, rozsypywało się niczym domek z kart. Jakby nasze dłonie pozostawały skażone klątwą nieustannych niepowodzeń.
Moje ciało było pełne blizn. Nie tylko tych, które stanowiły ślad po czarnej magii; każda porażka Zakonu Feniksa odznazała się we mnie głęboką bruzdą, dogłębnie pustosząc moje ciało. Czy potrafiłem jeszcze wskrzesić w sobie Fantastycznego Pana Lisa? Uśmiech niby błąkał się po moim obliczu, ale nawet ja sam powoli przestawałem poznawać siebie w lustrze. Żeby to zmienić, potrzebowaliśmy rewolucji. Longbottom mógł być jej zwiastunem - ale zbieżność jego rządów ze szczytem w Stonehenge nie zwiastowała niczego dobrego. Nie chciałem jednak zamartwiać się losem areny politycznej - chciałem wziąć los swwoje ręce, mimo tego brakowało mi odwagi, by postawić stopę w tym magicznym kręgu. Uznano by mnie za szaleńca, to pewne - zakładałem również, że prędzej zaszkodziłbym dyskusjom prowadzonym na temat planów Longbottoma, niż pomógł w jego sprawie.
I była to jedna z tych nielicznych chwil, kiedy pożałowałem, że wyrzekłem się własnego nazwiska.
W drodze do gospody towarzyszył mi nieustannie ten sam rytuał - podróż pod zmienioną twarzą i powrót do własnej postaci zaraz po przekroczeniu znajomego pokoju. Rzuciłem głośnym cześć, jednak w pomieszczeniu było już na tyle dużo osób, iż witanie się z każdym osobiście mogłoby sprawić problemy logistyczne.
Cóż, przynajmniej tym razem nie pomyliłem nikogo z Lovegood.
Mimowolnie skierowałem się w kierunku wolnego miejsca obok Bena - widziałem go już, co nie zmieniało faktu, że krew wrzała mi w żyłach za każdym razem, gdy w myślach wizualizowałem jego sromotną porażkę - za którą Rosier miał słono zapacić.
- W końcu z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że z nas dwóch to ja jestem przystojniejszy. - Nieprzyjemne czasy nieprzyjemnymi czasami, ale ostry żarcik trzymał się mnie zawsze. Wiedziałm, ze Ben zrozumie. Przecież w gruncie rzeczy właśnie sprawiłem mu najlepszy komplement za całe trzydzieści dwa lata życia!

wiadomo, że 39 czeka na mnie!


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Pokój gościnny - Page 21 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 19:10
Wyszła z domu wcześniej niż musiała, aby na czas dotrzeć do Gospody pod Świńskim Łbem. Założyła prostą, granatową i dopasowaną w górnej części szatę ze stójką, spiętą srebrnymi guziczkami. Skromną, niezbyt szykowną, lecz dostatecznie elegancką. Spod niej wylewała się ciężka spódnica w kolorze butelkowej zieleni, która okrywała jej stopy i wysokie sznurowane buty. Włosy splotła w misterny warkocz, który uniemożliwiał wypadanie niesfornych kosmyków, grzywkę zaczesała lekko na bok, na tę samą stronę, na której nosiła czarną opaskę przysłaniającą nowy nabytek. Przywykła już do tego, jak wyglądała. Przestało jej to przeszkadzać, przypominać o niefortunnej walce i strachu, jaki jej towarzyszył. Nie zapomniała jednak o bólu, jakiego doświadczyła, gdy t potwory krzywdziły jej brata. Nie zapomniała jakim okrucieństwem się wykazywali, z jaką łatwością wypowiadali czarnomagiczne inkantację — nie zapomniała krzyku Benjamina, który rozbrzmiewał wciąż w jej uszach, kiedy kładła się spać.
Snuła się po uliczkach Londynu dość długo, przyglądając się mijanym ludziom, budynkom, alejom. Dopiero kiedy na zegarku wybiła pełna godzina, postanowiła udać się na miejsce.
Przybyła, gdy większość była już zgromadzona. Weszła do środka w milczeniu, nie zatrzymując się w progu i nie zwracając na siebie zbytniej uwagi. Obdarzyła uśmiechem Fances, która weszła tuż przed nią i nie szukając wśród zgromadzonych zniszczonej twarzy Benjamina zajęła miejsce obok Samuela — przyjaciela, bratniej duszy, mężczyzny, którego obecność doda jej sił, kiedy zapadnie wreszcie cisza.
— Mogę?— spytała z uśmiechem, przemykając tuż przed nim, lecz usiadła nim jeszcze odpowiedział. Usiadła blisko. Wyprostowana, z głową lekko opuszczoną, wzrokiem jednego oka utkwionym w ziemi. Rozprostowała palce, dłońmi wygładziła materiał spódnicy, który opływał jej kolana. Podniosła na chwilę wzrok — na Alexandra, któremu była ogromnie wdzięczna za opiekę, za to, że to właśnie on mógł być obok, gdy się obudziła, że ją zatrzymał i zrobił wszystko, co było do zrobienia, aby doprowadzić ją do porządku. Czekała niecierpliwie na rozpoczęcie. Ukradkiem zerknęła na zegarek.

| 41



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Pokój gościnny - Page 21 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 19:17
Zmienia się wszystko i nie zmienia się nic - zależy z jakiej perspektywy na to spojrzeć. Wojna trwa i chociaż mienia różne fronty oraz metody zagrywek to pozostaje niezmiennie okrutna w swej brutalności. Wciąż nie wiadomo jak walczyć z wrogiem, bo chociaż zapału nam nie brakuje, to nadal jesteśmy oddaleni od wojennych działań. Przynajmniej my, zwykli ludzie nieborykający się z pojedynkami na co dzień. Pomijając starcia w klubie, które pomimo swej zaciekłości i poważnych uszkodzeń ciała nie opiewały w śmierć. Nad wszystkim czuwają magomedycy. Co będzie kiedy ich zabraknie tak jak w prawdziwej, okrutnej rzeczywistości? No właśnie. Wiem, że w szeregach Zakonu jest wiele utalentowanych i doświadczonych uzdrowicieli, ale niestety nie mogą nas pilnować o każdej porze dnia i nocy. Musimy być przygotowani na najgorsze. I to jest w tym wszystkim najstraszniejsze - jednocześnie nieuniknione.
Z obawą zostawiam Figę z Makiem pod opieką Jaydena. Nie, żebym nie wierzyła w jego zdolności do opieki nad zwierzętami, ale… znając jego roztrzepanie to zapomni, że ma pod swoją pieczą te dwie urocze kulki. Albo wyjdzie z mieszkania i się zgubi po drodze, zostawiając tym samym kotki na pastwę brutalnego losu. Albo przypali je podczas prób zrobienia sobie jedzenia. Tyle możliwości i przerażających scenariuszy! Nic dziwnego, że wychodzę z mieszkania z duszą na ramieniu. Oglądam się za siebie tysiąc razy nim wreszcie ruszam w podróż do Świńskiego Łba. To ciekawe, że spotykamy się tutaj zamiast w starej chacie, ale ja nie narzekam, bo mam bliżej. Raptem kilka kroków i gotowe. Najgorsze jest przechodzenie obok Miodowego Królestwa bez wstąpienia w jego słodkie progi oraz wybrania odpowiedniej ilości pysznych słodyczy. Nie, muszę być skoncentrowana na celu, czyli dotarciu na miejsce oraz być może powiedzeniu czegoś sensownego.
Idę dość pokracznie po tych wszystkich schodach, lekko zadzierając długą sukienkę, aż w końcu wyłaniam się na piętrze. Dobrze, że jestem kurduplem. - Witajcie wszyscy! - rzucam dość entuzjastycznie i posyłam wszystkim pokrzepiający uśmiech. Do momentu, w którym dostrzegam Bena. Wtedy jakoś poważnieję, a wręcz wyglądam na przerażoną. Nie znam historii tego zdarzenia, ale wiem już, że będzie trudno. Że kończy się pewna era. W milczeniu wreszcie postanawiam usiąść między Just a Frances, mając nadzieję, że ich obecność doda mi sił. Bo ja chyba nie umiem nikogo obdarować niczym pozytywnym, więc się do niczego nie przydam. I żałuję, że nie możemy usiąść wszystkie razem, wraz z Poppy i… och, ciekawe czy Eileen przyjdzie? Niecierpliwie poprawiam się na krześle starając się nie utonąć w pesymistycznych myślach.

Jeśli niczego nie zgubiłam po drodze to poproszę nr 16



( i need your teeth )
in me, slow and vicious, to tell me my armor is just skin, bones, only bones


Pomona Vane
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna

ty je­steś tym co księ­życ
od da­wien daw­na zna­czył
tobą jest co słoń­ce
kie­dy­kol­wiek za­śpie­wa



OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 19:37
Widmo nadchodzącego spotkania Zakonu Feniksa, sprawiało że odczuwała rosnące napięcie. Nie czuła się do tego bardziej przygotowana niż w momencie, gdy dowiedziała się o jego istnieniu. Najbardziej trapiło ją to, że nie wiedziała czego ma oczekiwać. Wiedziała naprawdę nie wiele. Zdawała sobie sprawę z tego, że dopiero gdy zobaczy to wszystko na własne oczy, będzie mogła podjąć jakąś opinię. Póki co czuła się rozerwana. Między obowiązkiem chronienia córki, a bycia częścią czegoś co być może mogła przyczynić się do zmian. Terror jaki wypłynął na ulice Londynu coraz bardziej ją przerażał. Czasem myślała o tym, że być może lepiej by było, gdyby ukryła się w rodzinnym domu i tam z dala od centrum wydarzeń miałaby szansę odnaleźć swoją ucieczkę. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie może tego zrobić. Nie była typem, który stał z założonymi rękami. Być może nie posiadała odpowiednich umiejętności, by stanąć naprzeciwko okrutnego przeciwnika i stanąć z nim w szranki. Była jednak uzdrowicielką, a zawód ten podjęła, bo od zawsze chciała pomagać. Jaką pomocą by była, gdyby uciekła jak najdalej i udawała, że wszystko jest w porządku? Przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że tak nie było. Jej matka była mugolaczką. Czarownicą bez rodowodu, bez magicznej przyszłości, a mimo to była najlepszą uzdrowicielką jaką Roselyn kiedykolwiek poznała (chociaż może nieco idealizowała jej postać). W czym była gorsza od czarownicy czystej krwi? Rose znała odpowiedź na to pytanie i właśnie dlatego zdecydowała się zostać w Londynie i wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Bo chciała, by jej córka dorastała w świecie, w którym nie było równych i równiejszych. Ucieczka byłaby aktem tchórzostwa, a Rose chociaż wiecznie umartwiona, nie była tchórzem.
Dlatego pojawiła się o umówionej godzinie w miejscu spotkania. Nieśmiało wsuwając się do środka przez uchylone drzwi. W pomieszczeniu było sporo ludzi. Skinęła głową na przywitanie. Znała kilku z nich. Innych bardziej, drugich tylko z widzenia, a jeszcze niektórych widziała pierwszy raz. Poczuła się dziwnie nie na miejscu, gdy w jej głowie pojawiła się myśl, że większość z nich prawdopodobnie zna się już od bardzo dawna. Wzrokiem odnalazła członków swojej rodziny i zajęła miejsce niedaleko Charlie, mając w zasięgu wzroku kuzyna Benjamina.
/ miejsce 31



what we have become but a mess of flesh and emotion - naked on all counts

my dearest friend


Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the healer has the
b l o o d i e s t
hands.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f415-szkocja-highlands-knieja https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 19:59
Przyzwyczajała się. Do anomalii towarzyszących zaklęciom, do nieustannego niepokoju, do wprowadzonego piętnastego sierpnia stanu wojennego. W oczach Very urastało to powoli do rangi zdefiniowanej na nowo normy, codzienności przemalowanej farbą w trudnym do określenia kolorze. Poranków takich jak ten, spędzonych spokojnie w domu, upływających na rozmowach i niespiesznych przygotowaniach - nie było w jej życiu wiele. Wyłamywały się ze schematu. Pomagała Charlie w pakowaniu przygotowanych eliksirów, dopilnowaniu, by żadna z fiolek przeznaczonych na potrzeby organizacji nie ucierpiała przy transporcie, jak poprzednio zdecydowana nie uszczuplać tego zapasu i w odpowiedniej chwili po prostu zwrócić się z ingrediencjami bezpośrednio do siostry. Na drugie spotkanie zmierzała wolna od wątpliwości, z zaskakująco lekkim sercem i spoczywającą w kieszeni wierzchniej szaty (narzuconej na wygodny, niezbyt stosowny dla kobiety ubiór, złożony z białej haftowanej w kwiaty koszuli i czarnych cygaretek, który to zwyczaj haniebnie zapożyczyła od Sophii) drewnianą figurką, wykonaną dość topornie, ale z wyraźnym podobieństwem do smoczego pierwowzoru. Tknęło ją, żeby skończyć rękodzieło, z grubsza przedstawiające trójogona edalskiego, jak odmalowano go w podręczniku do opieki nad magicznymi stworzeniami. Dziecinny zwyczaj, podchwycony od kuzynów i kultywowany na przestrzeni lat, z różną, ale przeważnie niezbyt chwalebną regularnością - z podtrzymywaniem rodzinnych relacji Leighton chwilami radziła sobie jeszcze gorzej, niż z wyrażaniem troski - i bez wątpienia skutecznie zajmujący myśli. Spotkanie Zakonu Feniksa nie było miejscem do załatwiania prywatnych spraw, miała to na uwadze, ale to na poprzednim ostatnio widziała Benjamina, więc kiedy z siostrą wkroczyły do gospody i przy akompaniamencie skrzypiących schodów przemknęły na górę, przepuściła Charlene w drzwiach i została nieco w tyle. Z obecnymi w pokoju przywitała się skinieniem głowy, cieplejszy uśmiech kierując ku Justine, Jackie, Hannah i Sophii - po czym bezceremonialnie podeszła do kuzyna, z zaległym urodzinowym podarkiem, śladowym poczuciem winy - szybko przyćmionym faktem, że przecież dobrze było widzieć dwójkę Wrightów pośród żywych, z czego cieszyła się nawet przy całym okropieństwie tego, co ich spotkało - i ostrożnym uściskiem, zastępującym z założenia niezgrabny i prawdopodobnie kompletnie nieadekwatny do sytuacji dobór słów. Po chwili zajęła miejsce, w ciszy, tuż obok Roselyn, widok której, nieświadoma targających uzdrowicielką rozterek, również zaliczyła do tych podnoszących na duchu. Wierzchnią szatę przewiesiła przez oparcie krzesła, uwagę przeniosła na prowadzących spotkanie gwardzistów.

| 30
Vera Leighton
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

Never hate your enemies.
It affects your judgment.

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5958-vera-leighton https://www.morsmordre.net/t6046-listy-do-very https://www.morsmordre.net/t6048-vera https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t6045-skrytka-bankowa-nr-1480 https://www.morsmordre.net/t6605-vera-leighton#167815
Re: Pokój gościnny [odnośnik]07.12.18 21:21
Zakonnicy powoli zapełniali pokój gościny. Chwila po chwili, minuta po minucie, na krzesełkach siadali kolejni czarodzieje; Brendan raz za czas unosił spojrzenie, kiwając głową kolejnym gościom i witając się z tymi, których dostrzegł; odwzajemnił rzucane mu spojrzenia, choć bez entuzjazmu - nie czuł się pewnie w obranej roli, przeciwnie, doskonale wiedział, że się do niej nie nadawał. Nie potrafił przemawiać ani kontrolować emocji - ale może dzisiejszy dzień miał być dla niego swojego rodzaju testem. Nie sądził, by mógł go zaliczyć. Wciąż z założonymi rękoma rzucił spojrzeniem na tykający zegar wskazujący godzinę 20.
- Sam, czy mógłbyś? - poprosił przyjaciela, skinięciem głowy wskazując na drzwi. Należało je zamknąć, auror przysiadł na jednym z łóżek, miał zatem łatwy dostęp do przejścia i znajdował się blisko - a ich rozmowy winny pozostać między nimi, nie podsłuchane przez przypadkowych gości tawerny. - Dziękujemy za przybycie - zwrócił się do pozostałych, dopiero teraz obrzucając spojrzeniem całą długość stołu. Chciałby potrafić dobierać słowa na tyle rozsądnie, by nie dopuścić o sytuacji, które wydarzyły się w tym pomieszczeniu już wielokrotnie. Chciałby - ale nie posiadał tego daru. Czuł się trochę jak akrobata tańczący nad płomieniem, którego bolesny upadek pozostawał jedynie kwestią czasu. Co gorsza, tańczący pomimo tego, że sparzył się już wielokrotnie.
- Przez minione dwa miesiące wydarzyło się wiele, choć wydarzyć ma się jeszcze więcej - zaczął, nie patrząc na nikogo, a gdzieś pod własne buty. Jeszcze myślał. - Najpierw zajmijmy się przeszłością, a potem przejdziemy do przyszłości... - zaproponował, zerkając pytająco na Zakonników. - Najistotniejsze wiadomości mają nam do przekazania nasi badacze. Ale, zanim do tego przejdziemy... -  Trochę motał, trochę kręcił, wciąż zagubiony we własnych myślach; dopiero teraz wziął się w garść i przeszedł do rzeczy. Wyciągnął z kieszeni szaty średniej wielkości skórzaną sakwę, wyciągając z niej zbyt mały, by być jej zawartością, błyszczący kamień. Każdy spośród tu zebranych mógł go rozpoznać, jeśli odkrył coś podobnego - był to odłamek kamienia wskrzeszenia. Włożył go z powrotem do sakwy, po czym wręczył ją Adrienowi. - Pomówmy o kamieniu wskrzeszenia - Skinął lekko głową w kierunku Poppy i Adriena mając nadzieję, że nie poczują się urażeni prośbą o odczekanie chwili ze swoimi raportami.
- Wiemy już, że kamień został zniszczony. Profesor Bagshot prosiła, byśmy zebrali dla niej wszystkie odłamki, które zdołaliśmy odnaleźć. Nie była pewna, czy jego odtworzenie jest możliwe, ale chciała się przyjrzeć całości. Komu udało się tego dokonać? Gdzie, w jakich okolicznościach je odnaleźliście? Każda informacja może okazać się na wagę złota: być może dzieląc się szczegółami, odnajdziemy wskazówkę, która pomoże pani profesor. Czy ktoś mógłby to notować? Susanne? - Machinalnie, odruchowo zwrócił się do jednej z młodszych Zakonniczek, zawsze wydawała się chętna do pomocy. Pominął swój udział, pozostawiając tę opowieść Skamanderowi - był od niego starszy stażem, tak jako Zakonnik, jak i jako auror. - To także najlepszy czas, by podzielić się raportami ze spotkań z anomaliami, jakie zdołaliśmy odbyć. - Odnalazł wśród zebranych spojrzeniem Maxine i Jackie. Zostawił im głos, by mogły same podzielić się swoimi sukcesami. Ich przebieg nie napotkał większych trudności. - Raportu wymaga także zużycie ingrediencji zebranych ostatnim razem. Przy okazji, wstrzymajmy się tym razem z ich przekazywaniem - jeśli ktoś zamierza ofiarować coś naszym alchemikom, niech uczyni to dopiero wtedy, kiedy dyskusje umilkną. Teraz skoncentrujmy się na obradach. - Nie był pewien, kto odpowiadał za wykorzystanie ingrediencji - odruchowo odnalazł spojrzeniem Charlene, później pozostałe osoby, o których wiedział, że doskonale radzili sobie z tą trudną sztuką.
- Benjamin wciąż nie jest w stanie mówić - poinformował Zakonników, jeszcze nim zabrali głos, bo było to coś, co powinni wiedzieć, by nie zareagować ze zdumieniem, kiedy ktoś wypowie się w jego imieniu. - Ale może pisać - dodał, ponownie odnajdując jego poranioną twarz wzrokiem.

Wrzucam do sakiewki odłamek kamienia wskrzeszenia


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Pokój gościnny [odnośnik]08.12.18 0:11
Uniosła dłonie by oprzeć łokcie o stół, placami nadal masując lekko skronie, przymykała powieki. Teraz, gdy w końcu usiadła na chwilę Tonks z lekkim zdziwieniem uświadamiała sobie, że boli ją wszystko. Od małych palców u stóp po cebulki włosów. Ale właściwie nie powinna była się temu dziwić. Nadal odczuwała skutki Próby, a na kursie nikt jej nie oszczędzał. Nie oszczędzała się też ona sama, dając z siebie możliwie jak najwięcej.
Choć nie potrafiła wyjaśnić jak, poczuła dokładnie moment w którym wszedł do pokoju. Wyprostowała lekko pracy i otworzyła powieki, odnajdując go spojrzeniem. Nie opuściła dłoni w spóźnionej próbie ukrycia przed nim bandaży. Uniosła lekko brodę nie zmieniając swojego oblicza. Wiedziała, że nie usiądzie obok, a jednak cicho na to liczyła. Kochała go, ale ten jeden wybór musiała podjąć całkowicie sama. Nadal pamiętała dokładnie wszystko, co zdarzyło się w tamtym świecie i patrzenie w jego kierunku było przez to o wiele trudniejsze. Widziała w jego odbiciu cząstki twarzy dzieci. Ich dzieci. Dzieci, które zostawiła z nim, by ruszyć walczyć. Choć starała zbierać w sobie całą pewność i przelewać ją na twarz, nie potrafiła powstrzymać krótkiego drgnięcia wag.
Wiedziała, że je dostrzeże, ale nie miało to znaczenia. Rozmowa była przed nimi, ona miała zadecydować o wszystkim. Położyła ręce płasko na stole i prawą zacisnęła w pięść patrzyła na niego jeszcze chwilę nawet nie zauważając wchodzących ludzi. Dopiero ruch obok Skamandera zdawał się ją otrzeźwić. Hannnah. Odwróciła w końcu wzrok spoglądając na własne dłonie - jedną zaciśniętą, drugą rozciągnięta na stole. Dopiero ruch na krześlo obok wyciąga ją z własnych myśli. Spojrzenie trafia na pomonę, wyprostowała się na krześle i uśmiechnęła do niej słabo. Dłoń najpierw uniosła się, by założyć kilka kosmyków za uszy, a potem na kilka krótkich sekund złapać dłoń przyjaciółki. Puściła ją jednak nim gdy Brendan się odezwał, nim zdążyła zapytać o Figę i Mak.
Zaczęło się spotkanie.
Zwiesiła niebieskie spojrzenie na aurorze, który znajdował się właściwie na przeciw niej. I nie zastanawiała się długo nim zabrała głos.
- Na jednym z ostatnich dyżurów trafiłam na człowieka w lasach Caringroms, sprawa oscylowała wokół zarówno niewłaściwego użycia czarów jak i owadzich ugryzień których nazwę z pewnością może przytoczyć Sue zainteresowanym. Nie to jednak było najważniejsze a fakt iż główny poszkodowany mamrotał i w amoku wypowiadał słowa które mogły nieść w sobie prawdę. Razem z Suanne i Cyrillą sprawdziłyśmy to miejsce poszukując amuletu o którym mówił. Udało nam się go zdobyć. - powiedziała spokojnie, a gdy woreczek dotarł do niej wrzuciła kamień epatujący jasnym blaskiem do środka i podała go dalej. - Stworzyłyśmy też kopię, którą zwróciłyśmy właścicielowi.
Tak, była zadowolona z tego, że udało jej się dokonać czegoś w tej konkretnej sprawie - była ona dla nich ważna. Prawdopodobnie gdyby nie pomoc kobiet zadanie byłoby cięższe. To Sue wiedziała, jak poradzić sobie z owadami. Słuchała jak reszta mówiła o swoich częściach kamienia, by następnie zabrać głos odnośnie anomalii.
- Szwalnie z Arturem i Cemantarz z Foxem. - stwierdziła jedynie - te udało nam się naprawić. - nie wspominała o miejscach w których zawiodła, w jednym z nich była z Brendanem w kolejnych z Verą i Kieranemm, nie wszystkie chciały poddać się ich woli. Opuściła głową na chwilę, gdy znów mówili inny, gdy raporty odnośnie napraw się skończyły uniosła wzrok. Odchrząknęła chcąc zabrać ponownie głos.
- Byłam z Eileen w mieszkaniu Alana. - powiedziała choć w spokojnym tonie dało się dosłyszeć smutek. - W mieszkaniu nie było nikogo, nic na nas nie czekało. Samo mieszkanie zdawało się zostawione jakby ktoś wyszedł przed chwilą, kurz na rzeczach i meblach zdawał się poświadczać o czymś innym. - zamilkła na chwilę, chcąc by ta wiadomość była jasna dla wszystkich. Ich znajomy, przyjaciel, towarzysz - Alan - prawdopodobnie już nie żył. Albo pozbawiony pamięci jak Alex i Josie próbował na nowo odnaleźć się w życiu. - W połowie sierpnia złożyłam też wniosek odnośnie popełnienia przestępstwa przez Mulcibera. - referowała dalej, zerkając w kierunku Foxa. Tak w dużej mierze to on się do tego przyczynił. Wzięła głębszy wdech. zostało jej do powiedzenia tylko jedno. - Uważam, też że powinniśmy podjąć się próby zinfiltrowania naszych przeciwników. To może zająć miesiące - kto wie, może nawet dłużej. Jednak w wypadku powodzenia, będziemy mogli szybciej przeciwdziałać ich kolejnym krokom. - zawiesiła na nowo spojrzenie na Brendanie. Była metamorfomagiem, niegdyś ratowniczką teraz stażystką na aurora. Wiedziała, że jeszcze nie jest w stanie ukrywać się tak dobrze, jak powinna, jednak była w stanie się tego podjąć. Nie wskazywała siebie, bardziej proponowała. Ale decyzja nie należała do niej. Byli organizacją, a ona podlegała pod tych, którzy stali w hierarchii wyżej niż ona.

| też wkładam kawałek kamienia do woreczka



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Pokój gościnny - Page 21 Atomic-blonde-ice-bath
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Pokój gościnny [odnośnik]08.12.18 1:53
Od ostatniego spotkania minęły zaledwie dwa miesiące, a Archibald miał wrażenie jakby minęło co najmniej pół roku. To chyba przez ten szał związany z Festiwalem Lata - przez większość wakacji musiał martwić się jego organizacją, co zajmowało o wiele więcej czasu niż by sobie tego życzył. Przyjął jego uroczyste zakończenie z ulgą, bo to oznaczało chwilę odpoczynku. Naprawdę podziwiał wuja Eddarda za ogarnianie tego wszystkiego, on by sobie z tym nie poradził. Chociaż na swój sposób cieszył się, że otrzymał od niego taki kredyt zaufania - przejęcie pieczy nad festiwalem to nie lada zaszczyt, szczególnie, kiedy kochało się go tak jak Archibald. Łączył z nim tak dużo wspomnień! Przede wszystkim z dzieciństwa, kiedy biegał między straganami i bawił się w chowanego. Kiedy podziwiał konkursy jazdy konnej albo sam brał w nich udział na powolnym kucyku. O, albo rok, w którym nareszcie mógł dosiąść prawdziwego konia i sprawdzić swoje umiejętności. Tym razem nie miał okazji wzięcia udziału w zbyt wielu atrakcjach, ale bycie gospodarzem też miało swoje plusy.
Tak czy inaczej tegoroczny festiwal już był przeszłością. Niedługo po nim wprowadzono stan wojenny, co przypomniało o problemach, które należało jak najszybciej rozwiązać. Archibald spędził większość dzisiejszego dnia w szpitalu - miał wyjątkowo dużo pracy, na jego oddział trafiła pięcioosobowa grupa przyjaciół otruta przedziwnym specyfikiem. Znalezienie antidotum okazało się dużo trudniejsze niż sądził. Nadszedł koniec jego pracy, a on dalej nie wymyślił żadnego rozwiązania. Łamał się czy powinien zostać czy pędzić na zebranie, ostatecznie decydując się na to drugie.
Wszedł do Gospody pod Świńskim Łbem, kierując swoje kroki ku dobrze znanemu pokojowi gościnnemu. - Cześć - ubrany po mugolsku w wygodne spodnie i jasną koszulę, zajął pierwsze lepsze wolne miejsce, dopiero teraz zauważając, że spotkanie już się zaczęło. - Przepraszam. Lorraine też się spóźni - powiedział i zamilkł, nie chcąc przeszkadzać. Oparł dłonie o blat stołu, zauważając na nich dziwne zaczerwienienie i niewielkie bąble. Czyżby to zatrucie było zaraźliwe? Zaczął dokładniej mu się przyglądać aż zaczęło go to przeraźliwie swędzieć więc zaczął się drapać, chociaż jako uzdrowiciel doskonale wiedział, że to jest niewskazane. Dopiero wtedy zauważył twarz Bena, która, cóż, wyglądała fatalnie. Nie zareagował jednak zdziwieniem, jedynie złością, że coś tak okropnego przydarzyło się jednemu z nich.
Skupił się na słowach Brendana, spoglądając na zebranych Zakonników. Nie brał udziału w naprawie anomalii ani szukaniu odłamków kamienia wskrzeszenia. Nie miał wiele do powiedzenia, ale coś mu się przypomniało. - To może nie jest bezpośrednio związane z tematem, ale na festiwalu Lorraine naszedł jakiś mężczyzna. Znał mnie. To znaczy wszyscy mnie tam znali, ale ten facet był podejrzany. Znał Magnusa Rowle'a. Lorraine twierdzi, że to jasnowidz - zaczął, kiedy tylko Justine skończyła opowiadać o swoich zeszłomiesięcznych (swoją drogą, naprawdę godnych pochwały) osiągnięciach. Nie wiedział na ile ta informacja może okazać się istotna, ale wolał się nią podzielić. Poza tym musiał poznać tożsamość tego mężczyzny. - Alex, może moglibyście skorzystać z myślodsiewni? - zaproponował, przenosząc wzrok na kuzyna. On go nie widział, ale wspomnienia Lorraine na pewno mogły pomóc. - Jeżeli chodzi o eliksiry, przyniosłem po dwie porcje eliksiru niezłomności, przeciwbólowego, psa gończego i eliksir wzmacniający krew - powiedział, teraz zauważając brak Lucindy wśród zebranych. Miał nadzieję, że przyjdzie, ostatni eliksir warzył specjalnie z myślą o niej. - Niedużo, ale wierzę, że się przydadzą. Oczywiście mogę uwarzyć więcej, dajcie tylko znać czego potrzeba. A, mam też parę ingrediencji dla chętnych, ale może faktycznie załatwmy to na końcu - zgodził się z Brendanem, nie chcąc rozpoczynać niepotrzebnego chaosu.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Pokój gościnny [odnośnik]08.12.18 2:12
Odprowadził Roselyn od momentu jej pojawiania się w pokoju, aż do chwili w której zasiadła przy stole. Jej obecność wprawiła go w nieznaczne spięcie, którego nie okazał żadnym słowem ani gestem. przymknął na moment oczy, a po ich ponownym otworzeniu na nowo skupił się na już przemawiającym Brendanie, a potem Justine. Były w końcu rzeczy ważne i ważniejsze. W tym momencie prywatne relacje wiążące go z którymkolwiek z zakonników były pyłem w obliczu celu oraz zagrożenia z którym walczyli.
Skamander zatopił dłoń w wewnętrznej kieszeni szaty wyciągając z niej połyskujący fragment kamienia wskrzeszenia. Położył go na stole przed sobą, a gdy mieszek dotarł do niego to umieścił go w jego wnętrzu i podał dalej.
- Szóstego sierpnia wraz z Malcolmem McGonagalem namierzyliśmy potencjalnego posiadacza fragmentu. Był to portowy złodziej przesiadujący w Wilku Moskim. Nie wiem w jakich okolicznościach zdobył odłamek, lecz zdecydowanie nie zdawał sobie sprawy z wartości posiadanego przedmiotu - dzień w dzień spędzał przy barze zalewając się w trupa, a odłamek nosił przy sobie. Zdobyliśmy go podstępem pomagając mu w przyśpieszaniu odpłynięcia drinkiem z eliksiru słodkiego snu, a następnie popełniliśmy przeszukanie. - zrelacjonował przypominając sobie okropny grog, którym odbijało mu się przez kolejne trzy dni. Powstrzymał skrzywienie. Po kolejnych raportach dotyczących kamieni nastąpiło przejście do anomalii.
- Wraz z Samuelem z początkiem lipca udało nam się opanować anomalię w Ruinach Waltham Forest. Z powodzeniem również poskromiliśmy wraz z Maxime anomalię w zaułku Pokątnej. Prócz tego pod koniec sierpnia ponownie w towarzystwie Samuela podczas patrolu postanowiliśmy spróbować zasadzić się na czarnoksiężników przy anomalii w okolicach Alejka nad brzegiem Tamizy. Szczęśliwie bądź nieszczęśliwie natknęliśmy się tamtego wieczoru na dwójkę czarnoksiężników - kobietę oraz mężczyznę. Oboje bardzo sprawnie władali czarną magią. Kobieta ze swobodą po wielokroć inkantowała avadę. Magia przy anomalii była szczęśliwie wyjątkowo niestabilna... - westchnął spuszczając wzrok na blat stołu. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to własnie dzięki temu, a nie umiejętnościom mógł dziś tu być i o tym mówić - Musieliśmy się wycofać. Nim jednak to nastąpiło dzięki zaburzeniu magii udało mi się wyszarpać informację o tym, że kobieta miała na imię Deirdre. W widzianym wspomnieniu relacjonowała wykonanie rozkazu nieznanego mi mężczyźnie. Zdawała się mu podlegać - poruszył brwią odpychając przywołane wspomnienie cudzej bliskości świadczącej o tym, że podlegała mu pod wieloma aspektami - Odnalazłem również imię Ignotius oraz nazwisko Sauveterre. Jeden miał związek z jakimś przyjęciem(?), a drugi z obecnością na spotkaniu w którym prawdopodobnie uczestniczyli wszyscy wspomniani - a przynajmniej pewny był, że niezidentyfikowany mężczyzna, Deirdre oraz Sauveterre w nim uczestniczyli w innym wypadku ten nie odwoływałby się do tegoż, a kobieta nie zareagowała by taką emocjonalnością na przywołane przez niego wydarzenie - Wszcząłem śledztwo i na chwilę obecną udało mi się wstępnie ustalić dane osobowe kobiety - Tsagairt Deirdre - Stone była za stara, McCave zdecydowanie za młoda, Davies zdradziłby natychmiast okropny, kanadyjski akcent, którego kobieta w Alei nie posiadała. Był tego pewien - dużo mówiła. Wzrostem, posturą pasowała również do spotkanej na pojedynkowej arenie miesiąc wcześniej czarownicy - Nad identyfikacją reszty wciąż pracuję - skończył myśląc o wąskiej liście potencjalnych Sauveterrów. problem tkwił w tym, że jak na razie nie wiedział jaka emocjonalna relacja łączyła Francuskiego czarodzieja z podejrzaną z tego powodu musiał brać pod uwagę młodych, jak i starych.
- Dostałem też przyzwolenie na uczestniczenie w śledztwie powołanym przez Longbottoma dotyczącego nielegalnego handlu ingrediencjami w rezerwacie w Kent w które zamieszany jest Tristan Rosier - czy wkładał zbyt wiele kijów w mrowisko na raz...?

|wkładam odłameczek do woreczka i podaję go dalej


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Pokój gościnny [odnośnik]08.12.18 10:34
Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie, wszyscy członkowie Zakonu zdawali sobie sprawę – musieli zdawać, gdy dołączali do organizacji – że ich misja nie potrwa jedynie kilka tygodni, po których z tarczą powrócą do swoich domów, a całe zło tego świata ugnie się przed ich czystymi sercami i wzniosłymi ideami. Jessa wiedziała, na co się decydowała, gdy postanowiła zostać jedną z nich i z dużą dozą pewności sądziła, że jej koledzy i koleżanki zebrani w gościnnym pokoju szkockiej gospody na pewno nie znaleźli się tu przypadkiem. Mimo wszystko ciężko było spoglądać na spustoszenie, jakiego dokonała walka ze złem i nie chodziło jedynie o pokiereszowane twarze czy obandażowane części ciała – morale Zakonu zdawały się opadać, a choć kolejne pojawiające się w pomieszczeniu osoby wykazywały entuzjazm, w ogólnym rozrachunku atmosfera nie była zbyt pokrzepiająca. Uśmiechy nie sięgały oczu, a smutne miny zdradzały nawet więcej, niż nieobecność niektórych Zakonników.
Rudowłosa czekała na oficjalne rozpoczęcie spotkania, a gdy Brendan Weasley wreszcie przemówił, wlepiła w niego czujne spojrzenie i cierpliwie wysłuchała wszystkiego, co miał im do powiedzenia. Informacje o kamieniu wskrzeszenia wzbudziły jej ciekawość, a tlący się płomień nadziei zyskał odrobinę metaforycznego tlenu – skoro profesor Bagshot chciała przyjrzeć się odłamkom, być może nie wszystko było jeszcze stracone?
Informacje przekazane przez Justine, Archibalda i Anthony’ego uznała za ważne, lecz nie był to czas na zadawanie pytań. Zanotowała ich sobie kilka w pamięci, a gdy Skamander dołożył swoje części kamienia do sakiewki, Diggory postanowiła zabrać głos.
- Piętnastego sierpnia przeszukaliśmy wraz z Bertiem mieszkanie Horacego Slughorna, lecz nie udało nam się znaleźć niczego, co przypominałoby kawałki kamienia – to nie o niepowodzeniach chciała mówić, lecz musiała poczynić wstęp – Nie byliśmy sami, w mieszkaniu pojawiła się dwójka zakapturzonych czarnoksiężników, kobieta i mężczyzna, z dużą dozą prawdopodobieństwa szukali tego samego, co my. Walczyliśmy, a gdy upewniliśmy się, że w domu profesora nie mamy już czego szukać, zaczęliśmy się wycofywać. Bertie wysłał Patronusa do Biura Aurorów, gdyż nasi przeciwnicy wciąż panoszyli się po mieszkaniu Slughorna, lecz nie doczekaliśmy się informacji o tym, jakoby kogokolwiek tam ujęto – wciąż czuła żal, że wezwane wsparcie nie nadeszło.
Zrobiła minimalną pauzę, po czym kontynuowała swoją opowieść.
- Próbowałyśmy z Max okiełznać anomalie w przystani w Dover i na stadionie Os, lecz bezskutecznie, dlatego gdyby ktoś chciał spróbować swoich sił, może to uczynić właśnie tam – sama nie znała wszystkich miejsc, w których wystąpiły anomalię, dlatego nie wahała się wspomnieć o niepowodzeniach, jeśli przy okazji mogła nakierować kogoś bardziej utalentowanego do lokacji, które miały szanse zostać wyleczone z niestabilnej magii – Za to ostatniego dnia sierpnia odnieśliśmy z Lucanem sukces w rezerwacie w Gloucestershire – odszukała spojrzeniem Abbotta i posłała w jego kierunku lekki uśmiech.
Zanim zdecydowała się opowiedzieć ostatnią z historii, jakie jej się przytrafiły, sięgnęła do torby przewieszonej przez ramię krzesła i wyjęła z niej nieswoją różdżkę. Obróciła drewno niepewnie w palcach i zerknęła na Sophię, zanim zdecydowała się ponownie zabrać głos.
- Osiemnastego sierpnia naprawiłyśmy z Sophią anomalię w Dziurawym Kotle. Zostałyśmy zaatakowane przez czarnoksiężników posługujących się naprawdę okropnymi zaklęciami – na własne oczy widziała, co uczynił czarnomagiczny rykoszet  – Mam przy sobie różdżkę jednego z nich, podsłuchałyśmy jego imię i nazwisko, był to Edgar Burke. Wraz ze swoim kompanem schowali się przed nami w szafie – kąciki jej ust uniosły się w lekko kpiącym uśmieszku, lecz doskonale pamiętała, że wtedy w pokoju numer czternaście, wcale nie było jej do śmiechu – Dalsza część tej historii to abstrakcja wywołana anomalią, jednak… na poprzednim spotkaniu poruszaliśmy kwestię zaufania wobec nowego Ministra i jeśli zdecydujemy się z nim współdziałać, jestem skłonna mimo wszystko przekazać swoje wspomnienia z tamtej potyczki, jeśli tylko pomogą doprowadzić do ukarania winnych. Różdżkę z wielką chęcią przekażę komuś bardziej odpowiedniemu już teraz – spojrzała przez ramię, odnajdując spojrzenie Kierana. To o nim pomyślała w pierwszej chwili i jeśli tylko chciał, mogła mu oddać swój zwycięski łup.


when the river's running red and we begin to falter, we'll hang on to the edge...come hell or high water

Jessa Diggory
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
when it all goes
up in flames
we'll be
the last ones
s t a n d i n g
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Pokój gościnny - Page 21 Ce647ec3fe24bd170c32be56a874bb97
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467

Strona 21 z 28 Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22 ... 24 ... 28  Next

Pokój gościnny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach