Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stonehenge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Stonehenge   22.04.15 0:36

First topic message reminder :

Stonehenge

Na terenach Wiltshire, w pobliżu miasta Salisbury znajduje się, pochodzący z epoki neolitu albo brązu, krąg Stonehege, który od wieków skupia naukową społeczność czarodziejów. Przy kamiennych głazach odbywa się większość istotnych dla niemugolskiego świata konferencji, których głównymi gośćmi są przede wszystkim głowy czystokrwistych rodów i najznakomitsi czarodzieje swojej epoki zasłużeni pozycją jak i dokonaniami. Stonehege ma także wielkie znaczenie dla wszystkich astronomów - dzięki niemu można odczytać więcej z gwiazd niż byłoby to możliwe przy wykorzystaniu tradycyjnych narzędzi. Jednak nie jest to zadanie łatwe, tylko kilku znawców nieba na świecie wie, jak posługiwać się siłami zaklętymi w kamieniach.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 1:02

Od urodzenia brał udział w przeróżnych zebraniach arystokracji, dlatego przyzwyczaił się do nich i nigdy nie czuł przed nimi żadnego lęku. Tym razem było inaczej i naprawdę się stresował. Czuł na karku oddech wuja Eddarda i cały czas przypominał sobie jego słowa - po raz kolejny został obdarzony przez niego zaufaniem, ale to było coś innego niż prowadzenie Festiwalu Lata. W tym momencie wydawało mu się to błahostką, chociaż wówczas wydawało mu się niezwykle skomplikowane i odpowiedzialne. To szczyt w Stonehenge miał być niezwykle skomplikowany i odpowiedzialny, przecież miały się tam ważyć losy magicznej Anglii. Nie potrafił przypomnieć sobie takiego spotkania, na którym byli przedstawiciele absolutnie wszystkich rodów. Nestor takie pamiętał, ale on żył na tym świecie o wiele dłużej niż Archibald.
Ubrał się w czarną szatę wyjściową z nielicznymi pomarańczowymi akcentami, do której miał przyczepioną broszkę w kształcie liścia paproci. Została uszyta specjalnie na tę okazję, ale od razu przypadła mu do gustu. Była niezwykle wygodna, a choć dominowały w niej ciemne barwy, kolorowe akcenty nadawały jej... tego czegoś, dzięki czemu Archibald po prostu dobrze się w niej czuł. Na to narzucił płaszcz w podobnej kolorystyce na wypadek gdyby zawiało chłodem, a było to wielce prawdopodobne.
Pojawił się w Stonehenge tuż przed rozpoczęciem szczytu wraz ze swoim ojcem i wujem nestorem. Szybko zauważył powiewającą chorągiew w rodowych barwach Prewettów, w kierunku której skierował swoje kroki. Zauważył już kilka innych osób, z którymi przywitał się uprzejmym skinieniem głowy. Próbował odnaleźć pod obcymi chorągwiami którąś ze swoich sióstr, ale niestety żadnej jeszcze nie było, lub żadna miała dzisiaj nie przyjść. W zasadzie nie zauważył jeszcze nikogo ze swojej dalszej lub bliższej rodziny (zauważył za to znienawidzonych Nottów), ale był pewny, że niedługo wszyscy się pojawią. Dzisiaj mieli przybyć wszyscy.
Wziął ze sobą różdżkę, fluoryt i czerwony kryształ. Wszystko bezpiecznie spoczywało na dnie kieszeni płaszcza, gotowe do szybkiego wykorzystania. Chciał jednak wierzyć, że to spotkanie obejdzie się bez magii. W oczekiwaniu na rozpoczęcie zamówił sobie niewielki kieliszek koniaku.

Zajmuję sektor pomarańczowo-beżowy.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Lysander Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6435-lysander-nott#164145 https://www.morsmordre.net/t6486-cornelius#165528 https://www.morsmordre.net/t6487-wieczny-chlopiec#165550 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6483-skrytka-bankowa-nr-1625#165520 https://www.morsmordre.net/t6484-lysander-nott#165521
Zawód : mistrz tańca
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Almost nobody dances sober, unless they are insane.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 9:16

Gdy tylko podróż świstoklikiem zakończyła się, Lysander z gracją opadł na wilgotną trawę, nawet na moment nie tracąc równowagi. Otrzepał jedynie poły ciemnozielonej, eleganckiej czarodziejskiej peleryny, spiętej na piersi złotą broszą z wygrawerowanym lwem. Ubranie wierzchnie miało chronić go przed chłodem, odsłaniając przy tym równie wystawny ubiór. Szary komplet męskich szat lśnił nowością, podkreślając silną i sprężystą sylwetkę szlachcica. Lśniącego niczym rodowy sygnet po prapradziadku, zdobiący dłoń: najmłodszy z lordów Nott prezentował się godnie i wspaniale - gdyby nie nieco skwaszona mina.
Naprawdę nie chciał tu być, nie dość, że był potwornie skacowany, to nie znosił podniosłych spędów i chociaż cenił politykę, szanując parających się nią magów, to zdecydowanie wolał załatwiać takie sprawy w bardziej przyjemnych okolicznościach. Sale balowe, konwersacje w przytulnych salonikach, wspólne palenie cygar w lożach dla dżentelmenów - wychował się w takich ramach, był przecież Nottem, pochodzącym prosto z linii twórcy skorowidzu czystości krwi i organizatorów najlepszych Sabatów. Chciał dbać o wspólnotę czarodziejską, ale absolutnie nie interesował się polityką jako taką, ignorując niewygodne sprawy. Pragnął tańczyć, zdobywać niewieście serca oraz zrywać kwiaty ich niewinności, a potem upijać się do nieprzytomności Toujours Pur. Reprezentował przy tym godnie ród lwów salonowych - salonowych, no właśnie, a nie upchniętych na kamiennych, niewygodnych ławach.
- Na Merlina, liczę, że to nie potrwa długo - jęknął cicho, bardziej do siebie niż do braci, po czym ruszył za nimi. Gdyby nie wyjątkowa gracja tancerza oraz dobre wychowanie, pewnie powłóczyłby nogami i kopał wszystkie kamyki na szerokiej alei prowadzącej do Stonehenge. Był jednak dorosły i w miarę odpowiedzialny, szedł więc wyprostowany, rzucając Eddardowi krzywe spojrzenia. - Mam nadzieję, że będziemy blisko Parkinsonów. Na ostatnim Sabacie debiutowała ta mała Lilienne - gdybyście zobaczyli jej figurę, ta smukła kibić, te krągłe biodra. Co prawda z twarzy nie umywa się do Alix, ale - przerwał ciszę dychawicznym szeptem, w końcu zrównując się z braćmi. Musiał jednak gwałtownie przerwać, znaleźli się już w oficjalnym miejscu spotkania. Zamknął więc usta i ruszył za Percivalem i Eddardem, po drodze kiwając z szacunkiem głową członkom rodu oraz chyląc czoło przed surową sylwetką ojca. Przeszył go chłód, coś we wzroku Corneliusa zapowiadało kłopoty: dopiero siadając obok Percy'ego zaczął zastanawiać się nad powagą tego spotkania. Zmrużył oczy; nie czytał ostatnio gazet, nie był na bieżąco z polityką - czy działo się coś złego? Błękitne oczy lśniły lekkim niepokojem, silniejsze było jednak nie tyle niezadowolenie, co znudzenie. Lysander powędrował wzrokiem, najpierw ku miejscom zajętym przez Lestrange'ów, później Parkinsonów, by spocząć na kamiennych ławach zajmowanych przez Rosierów. Nie widział jeszcze Tristana - a to głównie przez niego się tutaj zjawił. Westchnął, sięgając szybko po kielich wina. Jeśli nie chciał zwariować z nudów i stresu wywołanego bliskością ojca, musiał jak najszybciej się upić. - Nie możemy po prostu zabić tego szlamoluba Longbottoma i wszyscy iść do Wenus? - wyszeptał prawie bezgłośnie do ucha Percivala, pewien, że tylko on i Eddard zdołali usłyszeć tę rzeczową propozycję.

| siadam z Percivalem i Eddardem, mam przy sobie różdżkę


Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
As I arrived I thought I saw you leaving, carrying your shoes. Decided that once again I was just dreaming of bumping into
you
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 13:55

Tak jak wielu jego krewnych było przyzwyczajonych do wszelkiego rodzaju uroczystości, tak on przez ostatnie osiem lat zdołał trochę zapomnieć jak te wyglądają. Wyjazd odcisnął na nim piętno niewiedzy. Żadne ze spotkań, na których przebywał przed swoim wyjazdem, nie wspominał dobrze. Nie lubił tych przeklętych zagrywek, okropnej i brudnej polityki. Nie lubił braku szczerości i fałszywego szacunku. Wiele rodów nie darzyło sympatią Macmillanów, co także zniechęcało go do tego rodzaju zjazdów. To spotkanie, czego się zdołał się dowiedzieć, miało być jeszcze gorsze niż wszystkie poprzednie. Po pierwsze zwołał je ród Malfoyów. Choć Macmillanowie mieli z nimi neutralne stosunki – mógł spodziewać się tylko nieprzyjemności. Anthony dostrzegał w tym wszystkim nie  tylko samą politykę, ale i chęć pogorszenia dobrego imienia zaprzyjaźnionego rodu. Rodu, z którego wywodziła się jego matka. Tak też, mógł nie lubić tego rodzaju spotkań, ale w tym przypadku chciał wiedzieć co się dzieje i w razie możliwości – zareagować, o ile pozwoliłby mu na to sam nestor. Nie było mowy o przemilczeniu czegokolwiek, gdyby ktoś próbował zarzucić winę Haraldowi Longbottomowi.
Pogoda odzwierciedlała jego samopoczucie. Być może odpowiadała całej tej atmosferze, która (jak zdawało się Anthony’emu) panowała w Stonehenge. Szedł zaraz za nestorem i swoimi dalekimi (po krwi) i starszymi wujkami. Wszyscy odpowiednio się ubrali. On z kolei miał granatowe nakrycie głowy, przypominające w pewnym sensie duży i szykowny beret. Ten ozdobiony został wąskim paskiem złotych elementów mających odzwierciedlać herb jego domu. Jego granatowa (choć w obecnym świetle przypominająca bardziej czerń), delikatnie zdobiona szata była długa po tyle. Złote guziki przedstawiały z kolei miniaturowe znikacze, co miało odnosić się do powiązania pomiędzy Macmillanami, Quidditchem, a tymi wyjątkowo uroczymi stworzeniami. Spod szaty wystawały krawędzie błękitnej koszuli ze złotym, jakby liściastym haftem. Koszulę i jednocześnie eleganckie spodnie ściskał gruby i długi ozdobny pas.
Rodzina nie zapomniała z kolei, żeby zmusić Anthony’ego do założenia i broszy Pogromcy, którą zdobył podczas Festiwalu Lata, a która obecnie błyszczała na kołnierzu szaty. To oczywiście irytowało i jednocześnie zawstydzało młodego Macmillana. Nie chciał wyglądać i przede wszystkim czuć się jak paw. Z przedmiotów, które postanowił ze sobą zabrać znalazła się różdżka, która znajdowała się po wewnętrznej stronie szaty oraz biała perła, którą zdobył podczas Festiwalu, a którą umieścił w jednej z niewidocznych na pierwszy rzut oka kieszeni. W innej kieszeni znajdowała się bogato zdobiona koperta, w której znajdowały się wypisane na papierze, przedstawione przez lorda nestora Sorphona dokonań lorda Harolda Longbottoma. Ich nauczył się na pamięć, choć podejrzewał, że nie zabierze głosu podczas tego spotkania. Na małym palcu prawej dłoni błyszczał pierścień rodowy. Wszyscy przedstawiciele rodu zasiedli pod granatowo(lub ciemnobłękitnymi)-złotymi barwami. Nestor zajął wyznaczone i wyróżnione dla siebie miejsce. On z wujostwem znajdowali się zaraz za nim. Miał nadzieję, że i pozostali członkowie rodu niedługo do nich dołączą.
Ze zbierającego się towarzystwa dostrzegł Archibalda. Natychmiast wstał, żeby skinąć czapkę i delikatnie skłonić się w jego stronę. Miał nadzieję, że ten dostrzeże ten minimalny gest, szczególnie że zdawał się być zajęty przywitaniami z innymi przedstawicielami rodów.

| Macmillanowie zajmują odpowiednie dla swojego rodu pole o wyraźnie granatowo-złotych barwach (przy czym na mapie granat ten przypomina bardziej błękit)
| Wyposażenie: różdżka, biała perła, brosza Pogromcy, koperta




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 17:24

Blaise Lestrange
info

Doskonale pamiętał czasy, w których Stonehenge zapełniało się wielkimi nazwiskami świata nauki, a dysputy w kromlechu trwały dniami i nocami. Pamiętał swoją pierwszą konferencję w tym miejscu, podczas której był jedynie obserwatorem, a także ostatnią, gdy jego dwugodzinna przemowa zebrała niesamowity odzew, w większości pozytywny. Między kamieniami mijał wtedy innych numerologów, runistów, światowej sławy uzdrowicieli i ludzi, których zasługi kroczyły w parze z nieskazitelną reputacją. Dziś to nie nauka miała grać pierwsze skrzypce – jej miejsce zajęła polityka, a wraz z nią pojawiło się plugastwo.
Bardzo chciał wierzyć, że nie napotka dziś w Salisbury żadnego mugolaka, a zdrajcy krwi nie zostaną dopuszczeni do głosu, lecz reputacja Longbottoma wyprzedzała go, karząc Lordowi Lestrange obawiać się o jakość sproszonych przez Ministra Magii gości. Jedyna nadzieja w Malfoyach, którzy jako organizatorzy spędu na pewno mieli okazję do dogłębnej selekcji przybyłych. Blaise liczył, że lordowie z Wiltshire staną na wysokości zadania, choć zasłyszane ostatnio wieści przyniosły informacje o przygotowaniu miejsc dla czarodziejów nieposiadających szlacheckiego statusu. Nic o nas bez nas. Czyż mantra ta nie doprowadziła w przeszłości do zguby?
Na miejscu pojawił się przed czasem, a towarzyszyli mu trzej synowie oraz oczywiście nestor Percival. Nie było wśród nich kobiet, bo choć stanowiły ozdobę oraz wsparcie, dziś ich zadaniem było trwanie w wierze o pomyślność dyskusji, nic ponad to. Podążyli szeroką aleją, nie wymieniając między sobą żadnych uwag – wszystko, co mieli sobie do powiedzenia, przedyskutowali wcześniej. Mówili jednym głosem, a ich reprezentantem był dziś Blaise, dumnie kroczący nieco z przodu. Poruszał się powolnym, dystyngowanym krokiem, a mahoniowa laska stukała tuż przed jego butem. Ubrany był w doskonale skrojoną czarną szatę, spod której wystawał wysoki kołnierz; w brustaszy znajdowały się okulary w skromnej oprawie, a materiał przebity był srebrną broszą przedstawiającą syrenę z rodowego herbu. Spinki od mankietów posiadały perłowy połysk, a w głębokiej kieszeni szaty spoczywała różdżka, gotowa do użycia w każdej chwili. Blaise był człowiekiem słowa, to prawda, lecz nie łudził się, że dzisiejsze obrady przebiegać będą spokojnie.
Pogoda zdawała się odzwierciedlać nastrój uczestników spotkania, a deszczowe chmury kłębiły się nad ich głowami, niczym gotowe do ataku. Mijając patrol egzekucyjny, lord Lestrange nie zaszczycił jego członków spojrzeniem, które utkwił w swoich sojusznikach, zbierających się już na swoich miejscach. Nott, Rosier, Yaxley. Jego piękne wnuczki przysłużyły się sprawie, a choć były tylko pionkami na szlacheckiej szachownicy, Blaise potrafił docenić każdą z nich nie tylko przez pryzmat zamążpójścia. Skinieniem głowy powitał zebranych w poszczególnych sektorach zaprzyjaźnionych gości, odszukując także lordów Crouch i Slughorn. Wraz z rodziną dotarł wreszcie do przydzielonego im miejsca, a nestor spoczął na wyznaczonym mu kamieniu; skinieniem dłoni przywołał kieliszek piołunówki, która miała postawić go na nogi po nieprzyjemnej podróży świstoklikiem.
Blaise nie spoczął, a zamiast tego trwał dumnie wyprostowany, oczekując na przybycie wszystkich znamienitych gości oraz samego Ministra. Podziały między rodami były widoczne już na etapie wymieniania pozdrowień, a cała ta przepaść miała się jeszcze pogłębić. To nie Longbottom był wszystkiemu winny, lecz swoim zachowaniem niewątpliwie jątrzył ranę na szlachetnej powłoce. Nadszedł czas, by go powstrzymać i raz na zawsze zaprowadzić ład w czarodziejskim świecie.

Ród Lestrange zajmuję sektor morsko - niebiesko - piaskowy
Przy sobie: różdżka, okulary, mahoniowa laska




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Eddard Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6094-eddard-nott https://www.morsmordre.net/t6134-icarus https://www.morsmordre.net/t6133-you-can-t-be-trusted-around-me https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6135-eddard-nott
Zawód : zgredzę, przeklinam i szukam artefaktów
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
nie chcę biec do gwiazd, niech gwiazdy biegną do mnie
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 18
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 17:49

Wypełnił płuca zapachem roztaczającym się w Salisbury, spojrzeniem przeczesując rozległy teren, rozciągający się przed trojgiem eleganckich lordów. Zarówno w głowie, jak i w sercu Eddarda panował niczym niezmącony spokój. Zupełnie jakby nie odczuwał nadchodzącej burzy, rewolucji, która być może będzie miała początek właśnie dzisiaj. W świecie, w którym dotychczas funkcjonował idea zachowania czystości czarodziejskiej krwi, jak i rodzina były połączone w parę nierozrywalnym węzłem. Te dwie wartości zazębiały się, wtapiały się jedna w drugą. Co się stanie, gdy los zmusi go do odseparowania tychże dwóch pojęć grubą linią?
Szedł w milczeniu w ślad za Percivalem, odpowiedziawszy skinięciem głowy na jego pytanie. Niestety, nie mógł ignorować irytującej paplaniny, przypominającej sensowną wypowiedź, która wypływa z ust młodszego brata, Lysandra. - Przypomnę ci drogi bracie, że to spotkanie polityczne, a nie kolejny sabat - rzucił cierpko w stronę Lysandra, nawet nie racząc go spojrzeniem. Chociaż często krył się za maską obojętności i spokoju, a w słowach był powściągliwy to jego cierpliwość miała swoją nie tak znowu odległą granicę. Niemniej jednak, nie miał zamiaru wdawać się w ożywione dysputy z młodszym bratem, nie na spotkaniu gdzie pojawia się ogół szlachty, a gospodarzami są Malfoyowie, w obecności których powinien powściągać swoje gwałtowne reakcji i mocno gryźć się w język.
Ponownie, niczym cień szedł za starszym bratem i patrząc na podobieństwo między nimi w istocie można by wziąć Eddarda właśnie za cień Percivala. Był nim właściwie od najmłodszych lat, kiedy niezbyt miłe były im wszelkie lekcje przeprowadzane w bibliotece, w obecności już nieżyjącego Juliusa. Pełnym szacunku skinięciem głowy witał mijanych jegomościów, uparcie prąc na przód. Również jego strój kolorystyką wpisywał się w rodowe barwy, który wydawał się kompatybilny z osobowością lorda, pod ciemnozieloną peleryną znajdował się szary komplet. Jedynym elementem odznaczającym się była lwia, złota brosza spinająca pelerynę. Na palcu znajdował się rodowy sygnet, a w wewnętrznej kieszeni spokojnie spoczywała różdżka. Miał nadzieję, że nie przyjdzie mu jej dzisiaj używać. Pokornie także przywitał się z ojcem, którego wyraz twarzy zwiastował to, na co przygotował się sam Eddard. Nie wierzył w zjednoczenie się pod wspólnym hasłem, wiedząc że część rodów opowie się za rządami tego szaleńca. To samo zdawało się wyrażać czujne spojrzenie Corneliusa, który zdawał się przeszywać każdego ze swych synów wzrokiem, chcąc odgadnąć ich najskrytsze tajemnice? Przestrzec przed jakąkolwiek próbą niesubordynacji? Zajął miejsce obok braci, a na spostrzeżenie Lysandra, jedynie się uśmiechnął, prawdopodobnie wyczekując rzeczowej odpowiedzi ze strony Percivala. - Jak raz musiałbym się z tobą zgodzić - odparł jedynie, a jego czarne oczy mimowolnie powędrowały spojrzeniem w stronę miejsca oprawionego barwami Malfoyów. Wzrokiem szukał jej i sam nie do końca wiedział, jakiego rezultatu oczekiwał.

| siadam z braćmi, przy sobie mam różdżkę


Powrót do góry Go down
Cyneric Yaxley
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3851-cyneric-yaxley https://www.morsmordre.net/t3906-bagienna-poczta#73780 https://www.morsmordre.net/t3899-trolle-tez-sa-fajne#73626 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3907-skrytka-nr-974#73782 https://www.morsmordre.net/t3908-cyneric-yaxley#73784
Zawód : treser trolli
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
There is a garden in her eyes, where roses and white lilies flow.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 20:16

Chłodne powietrze rozciągające się dookoła idealnie oddawało nastroje panujące w duszy każdego z arystokratów. Każdy jeden obawiał się o polityczną przyszłość magicznego społeczeństwa, chociaż lęki przyjmowały różne formy, w zależności od prywatnych poglądów danej osoby. Cyneric nie miał pojęcia jak potoczy się całe to spotkanie, lecz wiedział, że musiał na nim być. Chciał na nim być. Próbować zrobić coś, co ostatecznie pozwoli zapanować nad szaleństwem Longbottoma, który przekroczył wszelkie granice w swoich absurdach. Wiadomość, jakoby ten człowiek szykował się do gruntownego sprawdzenia handlu trollami wzburzyła krew w Yaxley’u - wszakże czuł się częścią wielkiego, rodowego interesu, dokładał doń cegiełkę pragnąc świetności władców Cambrigeshire, a ten tutaj szlamolub zamierzał położyć na tym łapy. Zbezcześcić piękną, rodzinną tradycję swoim fanatyzmem, zatruciem oraz brudnymi rękoma - zapewne tymi samymi witał się z jakimś podrzędnym mugolem lub mugolakiem. To napawało tresera wstrętem ogromnym - do tego stopnia, że nie mógł odmówić zjawienia się w tym miejscu i wsparcia najbliższych chociażby samym trwaniem obok. Panowie Fenland nie zwykli strzępić języka, jednakże w razie potrzeby mówili szczerze oraz dosadnie, stojąc na straży dawnych zwyczajów oraz cennego dziedzictwa jakim była magia płynąca w żyłach najszlachetniejszych.
Dość długo przygotowywał się do spotkania, starając się wyglądać jak najlepsza wersja samego siebie. Bujna broda oraz włosy zostały poddane pielęgnacji na tyle, żeby prezentowały się nienagannie, zadbanie. Dwurzędowa koszula w barwie ciemnej zieleni ozdobiona została czarnym halsztukiem uwieńczonym srebrną sprzączką w kształcie lilii wodnej, zaś szustokor pozostawał w tych samych, neutralnych barwach, przeszyty srebrną nicią. Całość prezentowała się wytwornie - i przede wszystkim mocno staromodnie, ponieważ Yaxley'owie raczej nie szli z duchem czasów, a stanowili raczej uosobienie skostniałej, lecz dumnej przeszłości. Przy piersi spoczywała brosza czarnej czapli, na palcach znajdowały się sygnety oraz oczywiście obrączka; zupełnie nieodczuwalna podczas nerwowego oczekiwania na sygnał gotowości do zajęcia przysługujących im miejsc. Cyneric co rusz zdejmował na chwilę elegancki kapelusz, kiedy na horyzoncie pojawiał się ktoś znajomy - i to ktoś, kto na pozdrowienia zasługiwał. W gruncie rzeczy czuł się dość dziwnie w aż tak wytwornej wersji siebie, lecz zdawał sobie sprawę z tego, że czasem trzeba. Trzeba odrzucić wygodę oraz zrobić to, co trzeba, co jest słuszne - obowiązek zawsze silnie wpisywał się w ich ród. Dziś nie miało być inaczej. Prezencja była potwierdzeniem szacunku do gospodarzy, do polityki, do tego, że leżało im na sercu dobro magicznego świata i że zamierzali o niego walczyć. Na razie słowem - czy spotkanie miało zakończyć się zgoła mocniejszym akcentem?
- Oczywiście - potwierdził słowa Morgotha. Ułożył mu lekko dłoń na ramieniu, chcąc dodać mu otuchy. Wszakże to właśnie jego kuzyn miał dzisiaj przemawiać w imieniu ich wszystkich. To wielka odpowiedzialność, jednakże treser trolli był przekonany, że jego młodszy krewny poradzi sobie z tym obowiązkiem. Pokazał już swoją siłę - siłę w sprawie rodziny oraz w szeregach Rycerzy Walpurgii. To było jedynie kolejnym etapem do dorosłości. Ruszyli zatem bez obaw, zajmując miejsce w pierwszym rzędzie - za nestorem. Musieli być dziś blisko niego, skoro Morgo miał angażować się w sprawę bez reszty, z dużym bagażem powinności. Cynek zaś miał dodawać mu otuchy i pomagać w razie czego, chociaż nie spodziewał się, że będzie to konieczne. - Nie mogę zrozumieć jak im nie wstyd - powiedział cicho do człowieka będącego mu bratem. Jak było nie wstyd niektórym zjawić się tutaj? Skoro tak mocno ciążyły im szlacheckie wartości, powinni się ich wyzbyć. Przestać ośmieszać arystokrację i po prostu zniknąć z jej radarów, oddając się zapomnieniu. I wyginięciu. Zamiast tego w swej hipokryzji zajmowali miejsca i zapewne mieli czelność popierać tego terrorystę ministra. Było mu niedobrze. Aż zerknął w bok, na sektor, w którym winni znaleźć się Weasley'owie. Oby to miejsce zostało puste, tak jak zapowiadali. Mimowolnie ścisnął różdżkę spoczywającą w kieszeni szaty.





Sanguinem et ferrum potentia immitis.

Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle https://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 https://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 https://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t4473-skrytka-bankowa-nr-1156#95529 https://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
Zawód : łącznik z duchami w MM
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Death is not the end.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 20:42

To był wielki dzień. Sądny, nakropiony licznymi obawami oraz nadziejami. Że coś się ruszy, że dyplomacja nie zawiedzie i wspólnymi siłami wszelkie konserwatywne rody zdołają odsunąć ministra od władzy. To, że był niepoczytalny - to oczywista oczywistość, zatem winien być zdjęty i oddelegowany do zakładu zamkniętego, nie do sprawowania władzy nad magicznym społeczeństwem. Louvel interesował się polityką i potępiał jej wszelkie odchylenia od normy. Wychowany w duchu skostniałej rzeczywistości nosił wszelkie znamiona człowieka nieustępliwego, rządzącego się prawami ustawionymi przed całymi wiekami. Może ród Rowle nie należał do najstarszych, lecz z pewnością do jednych z najbardziej zajadłych jeśli chodziło o czystość krwi. Przez szumną historię nabrali sporo nienawiści w stosunku do szlam - nienawiść ta przetrwała wiele lat, wciąż w nienaruszonym stanie. Lou nieco odchodził od obrazu typowego przedstawiciela swej rodziny. Nie walczył tak fanatycznie i z taką zaciętością co Magnus, woląc zajmować się w większej mierze swoimi sprawami, lecz zawsze sercem stał za polityką lordów Cheshire. Nie tolerował osób mieszanej krwi, tak jak nie tolerował niemagicznych oraz innych wykolejeńców, ponieważ te wszystkie kreatury godziły w idealny świat zajmowany tylko przez tych najszlachetniejszych. I to było sednem sprawy. Teraz bowiem ta rzeczywistość, której pragnął dla swoich dzieci, trzęsła się w posadach. Chybotała się, drżąc złowieszczo - obwieszczała rychły koniec jeżeli nie wezmą spraw w swoje ręce. Zrujnowana ziemia, po której mieli stąpać potomkowie rodu Rowle nie napawała optymizmem - wręcz przeciwnie.
To właśnie na okoliczność spotkania w Stonehenge przestał przypominać niedbającego o wygląd urzędnika; przystrzygł zarówno włosy jak i brodę, pragnąć prezentować się nienagannie. Lord Salazar był człowiekiem wyjątkowo krytycznym oraz surowym, zaś Louvel nie zamierzał mu podpadać na żadnej płaszczyźnie, zwłaszcza, że jako wciąż wdowiec - nie żonaty - stanowił skuteczną sól w jego oku. Mężczyzna dołożył zatem wszelkich starań, żeby ciemnopurpurowa szata uszyta według modły z poprzednich wieków prezentowała swoje bogactwo materiału. Srebrne nici poprzetykane na wykończeniach ubioru, brosza w kształcie wilka, srebrne spinki oraz czarny halsztuk i taki sam musznik, to wszystko składało się na elegancki wygląd nie pozostawiający wątpliwości co do przynależności Rowle'a do szlachty.
Stał chwilę sam, witając wszystkich mijających go arystokratów, a nawet… arystokratki, których obecność przyjął z nieskrywanym zdziwieniem. Oczywiście pomimo tego pozostał dobrze wychowany, jednakże myśli szatyna nie należały do zbyt pochlebnych. Niewiasty i polityka - to dwa antagonizmy, które nie powinny nigdy się spotkać.
Z Magnusem spotkali się prawdopodobnie na miejscu, bowiem Lou miał jeszcze kilka spraw do załatwienia przed samym szczytem, lecz ostatecznie zajęli miejsca w swoim sektorze, możliwie jak najbliżej przodu czyli nestora. W kieszeni czarodzieja spoczywała różdżka, tak na wszelki wypadek; nie brał natomiast niczego więcej ze sobą. Pełen nadziei, że krasomówstwo zebranego tutaj towarzystwa rozwiąże wszelkie problemy - oczywiście w jeden, konkretny sposób. Doprowadzając do zwycięstwa priorytetową ideę czystości krwi.

Rowle'owie zajmują oczywiście sektor swoich barw, czyli czarno-różowo-fioletowy.




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 42
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 21:09

/Blackowie siadają w sektorze oznaczonym barwami czarno-granatowymi

Denerwowałem się. Musiałem, kiedy lord Acrux obwieścił, że to mnie mianował na swój głos podczas nadchodzącego zjazdu w Stonehenge. Szeroko otworzyłem wtedy oczy ze zdumienia, ale oczywiście podziękowałem za tak ogromną nobilitację i zapewniłem, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by przynieść rodzinę dumę. Nie miałem zresztą żadnego wyjścia. Blackowie surowo karali wszelkie nieposłuszeństwo czy błędy, dlatego tym bardziej czułem się, jakbym miał nóż na gardle. Oczywiście, że nie zamierzałem robić niczego głupiego, ale podczas tremy ludzie robili nieodpowiednie rzeczy. Ta świadomość powodowała, że ostatnim czasie nadal chodziłem rozdrażniony. Niby żadna nowość biorąc pod uwagę moje ostatnie emocje oraz to, że mój brat miał żenić się z kimś, z kim zdecydowanie nie powinien; nie dla mojego zdrowia psychicznego. Jednak wszystko zmierzało ku jednemu i nic już nie dało się z tym zrobić. Klamka zapadła, a ja mogłem jedynie robić dobrą minę do złej gry oraz przełykać stojącą w gardle dumę.
Brakowało mi Alpharda. Naszych rozmów. Tego, że nie mieliśmy większych zmartwień ponad wymagania ojca oraz nestora. Brakowało mi naszego porozumienia, ale nie umiałem się do tego przyznać. Coś w nas pękło. Nie chciałem, by między nami stanęła kobieta; żadna z nich, choćby najbardziej wyjątkowa, nie powinna mieć wpływu na braterskie relacje. A jednak działo się całkowicie inaczej i nie umiałem sobie z tym poradzić. Gwoździem do trumny wydała mi się decyzja seniora Blacków. Cygnus wciąż pozostawał na politycznej delegacji, mógłbym więc przysiąc, że w roli mówcy ma spełnić się drugi w kolejności co do starszeństwa brat. Choćby dlatego, że siedział mocniej w polityce oraz ministerialnych zagrywkach niż ja. A jednak lord Acrux go ominął i czułem się w związku z tym co najmniej niezręcznie. Może niekoniecznie wierzyłem w to, że Alphard zapragnął przemawiać przed tymi wszystkimi ludźmi, ale na pewno chciał zostać zauważony. Nie wiecznie pomijany w planach starszyzny.
Ale byliśmy Blackami. Starożytnym, dumnym rodem. Nie mogliśmy okazywać uczuć, zwłaszcza słabości. Musieliśmy więc udźwignąć to brzemię odpowiedzialności, któremu i tak nie mogliśmy się sprzeciwić. Poprosiłem brata, byśmy wybrali się na to spotkanie wszyscy razem. Wraz z nestorem i ojcem. Chciałem, by tam był ze mną, choć podyktowane to było moim egoizmem, nie troską. Nie czułem się z tym dobrze, ale odkąd się urodziłem, wiedziałem, że musiałem podporządkowywać się zasadom oraz rzeczywistości.
Patrząc w lustro na swoje elegancko ubrane odbicie starałem się zapanować nad targającymi mną uczuciami. Wpatrywałem się w surowo ściągniętą twarz, w szpecącą policzek bliznę, idealnie przystrzyżone włosy. Tylko oczy zdradzały burzę jaka się we mnie rozpętała. Czarna jak moja dusza szata opadała długą peleryną wokół ramion, docierając prawie do ziemi. Wyglądała klasycznie, ale wciąż drogo, perfekcyjnie. Bez żadnego pyłku lub brudu, z granatowym przeszyciem, spiętą na wysokości szyi srebrną klamrą w postaci kruka. Oszczędny minimalizm, ale nigdy nie lubiłem przesadnej ilości błyskotek. Kłóciło się to z moją pedantycznością, która mi przyświecała.
Dopiero wtedy poczułem się gotowy do wyjścia. W jednej kieszeni miałem różdżkę, w drugiej kartki z zapisanymi przeze mnie słowami; poprawianymi zresztą w nieskończoność, ale i tak nie byłem zadowolony z efektu. Miałem tylko nadzieję, że okażą się pomocne jeśli o czymś zapomnę powiedzieć. O ile w ogóle dojdę do głosu.
Będąc na miejscu przywitałem się zarówno z wujem Yaxleyem jak i Morgothem oraz Cynericiem, potem dostrzegłem chyba też kuzynów Rowle, z którymi wymieniłem uprzejmości. Nottom nie ufałem po ich ostatniej nieobecności na spotkaniu Rycerzy Walpurgii, ale skinąłem jeszcze głową Anthonyemu, który mimo wszystko był rodziną, choć akurat Blackowie woleliby o tym zapomnieć. Po przywitaniu się z każdym innym, kto tego przywitania wymagał, skierowałem się prosto do naszych miejsc. Po raz ostatni spojrzałem na lorda Acruxa oraz ojca, ale u żadnego z nich nie zobaczyłem zrozumienia. Tylko wciąż ta sama surowość i niewerbalne ostrzeżenie. Usiadłem ociężały, ostatecznie utkwiwszy wzrok w Alphardzie. Po raz pierwszy słowa utknęły mi w gardle.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Zawód : łamacz klątw, B&B, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 25
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 21:19

Z niecierpliwością czekał na dzisiejszy dzień. Podobny szczyt powinien był zostać zwołany już dawno temu, przecież czarodziejski świat od dłuższego czasu schodzi na psy. Ciekawiło go czy faktycznie pojawią się przedstawiciele wszystkich szlachetnych rodów. Czy naprawdę wszyscy są zainteresowani obecną sytuacją polityczną? Oczywiście poza Weasley'ami, których obecność w Skorowidzu Edgar nadal traktował jako mało śmieszny żart. Wyczytał w gazecie, że nestor ich rodu nawet śmiał zbojkotować całe wydarzenie. Doprawdy, że ten stary szaleniec ma w ogóle prawo do głosu.
Edgar nałożył na siebie ciemnobordową szatę wyjściową, wpadającą w czerń przy dziennym świetle. Była wystarczająco ciepła, żeby nie narzucać na nią żadnego płaszcza. Do tego wygodne skórzane buty, wypastowane przez skrzata zaraz przed skorzystaniem ze świstoklika, i był gotowy do wyjścia. Do kieszeni włożył nową różdżkę, której wciąż nie ufał tak mocno jak tamtej starej, utraconej w tak przykrych okolicznościach. Oprócz tego wrzucił niedawno zakupiony fluoryt, niestety zdobyty u Prewettów na festiwalu, ale z przykrością musiał przyznać, że każdego lata da się u nich znaleźć coś przydatnego. Do tego wziął ze sobą szkatułkę, którą otrzymał dzień wcześniej od nestora. Przykuwała wzrok: ciemna, lśniąca, oznaczona rodowym herbem. Edgar uwielbiał tajemnice, a otwieranie takich rzeczy robił zawodowo, dlatego niezwykle trudno było mu dotrzymać słowa i nie otworzyć jej aż do szczytu w Stonehenge. Ostatecznie musiał ją zamknąć w szufladzie mosiężnego biurka, chowając ją tym samym przed swoim dociekliwym wzrokiem. Zaufał nestorowi, tak jak zawsze, może dlatego usłyszał od niego wiele pochlebnych słów.
Pojawił się w Stonehenge niedługo przed rozpoczęciem szczytu. Stanął pośrodku kręgu, rozglądając się z ciekawością dookoła, obserwując jak został przygotowany na dzisiejszą uroczystość. Dopiero wtedy skierował kroki w stronę sektora, wyraźnie przygotowanego dla jego rodziny. Zawsze lubił te oszczędne barwy, pasowały do ich mało wybuchowego charakteru, do pracy w cieniu prawa. Longbottom nie powinien się nią interesować, sklep istniał od wielu lat i to na pewno nie ulegnie zmianie.
Edgar podziękował za wszelkie przekąski i napoje. Świętować będzie po powrocie do domu.

Burkowie zajmują szaro-szary sektor




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Some men just want to
watch the world
burn
OPCM : 10
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 18
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 23:09

Wiedział, że na szczycie nikt nie pozwoli sobie na potknięcie, bo każdy błąd zostanie wykorzystany, a nawet śmiało wytknięty przez innych wysoko urodzonych. Musiał mieć nad sobą samym pełną kontrolę, dlatego przez wiele dni bił się z własnymi myślami, po każdej batalii coraz łatwiej się w nich odnajdując. Starał się odseparować własne emocje, po prostu odłożyć je na bok. Chyba z tego powodu unikał rozmów z bratem, a już zwłaszcza poruszania przy nim drażliwych tematów. Matce także na to nie pozwalała, wszelkie wzmianki o ślubie kończąc stanowczym wspomnieniem zbliżającego się szczytu. I nawet decyzja nestora o oddaniu głosu Lupusowi nie wytrąciła go z równowagi, bo przecież było to logiczne rozwiązanie. Rozumiał więc prośbę brata o to, aby na miejscu udali się razem w towarzystwie ojca i nestora, byli niczym jeden mąż. Miał powody, aby przypomnieć Alphardowi jak istotna jest jedność wśród członków rodziny, nawet jeśli tylko pozorna. Zapomniał o tym raz, a wszystko przez ślepą dumę, niepotrzebną urazę, przez emocje, którymi każdy Black powinien gardzić.
Przygotowanie merytorycznych argumentów do dyskusji niekiedy wydawało się łatwiejsze niż wybór stroju. O elegancji wdzianej przez Alpharda szaty świadczyć miała jej prostota. Niezbyt wymyślny krój na dobrą sprawę podkreślał dobry gatunek czarnego materiału opadającego bez przeszkód, aby zawisnąć tuż nad ziemią, uparcie unikając zbierania za sobą jakiegokolwiek brudu. Końce rękawów zostały zwieńczone prostym i jednolitym wzorem wyhaftowanym granatową nicią, dzięki czemu niezbyt odznaczała się na tle ciemnego materiału. Guziki również nie rzucały się w oczy, skrzętnie skryte za czarnym suknem. Przy prawej piersi przypiętą miał srebrną broszę przedstawiającą kruka z profilu, dumnego i spokojnego, którego oko zaprezentowane zostało niewielkich rozmiarów onyksem. Na jednym z palców prawej dłoni również gościł onyks, większy, wygładzony, zamknięty w srebrnej obwolucie grubego sygnetu. Tuż przed opuszczeniem rodowej siedziby chwycił biały kryształ – jeden z pary przynależący do niego – i wcisnął go do kieszeni spodni. Jakimś cudem poczuł się lżej. Choć to chwycenie sekundę później za różdżkę przyniosło prawdziwe ukojenie.
Dumnie kroczył przez szeroką aleję kończącą się przy kamiennym kręgu, w którego wnętrzu przygotowano im miejsca. Krótkimi skinięciami głowy powitał obecnych już na miejscu Yaxleyów, Rowle’ów, Burke’ów i Nottów[/u], a obecność Lysandra pomiędzy braćmi komentując ledwo widocznie uniesionym kącikiem ust, bo zbyt dobrze znał stosunek przyjaciela do polityki. Następnie spojrzeniem sunął po reszcie zgromadzonych w poszukiwaniu znajomej kobiecej sylwetki. Po cichu liczył na obecność Aurelii wśród Carrowów, lecz jego wzrok przykuła obecność funkcjonariuszy Patrolu Egzekucyjnego. Aż dziw brało, że Minister nie zdecydował się zastraszyć arystokracji swoimi aurorskimi pupilkami. Obecność członków jednego z ministerialnych organów ścigania świadczyła o słabości Longbottoma. Ale musiał zapomnieć o dalszych rozważaniach w tym kierunku, gdy ruszył za krewniakami ku ich miejscom.
Ledwo widocznie przechylił się w stronę brata, odpowiadając w ten sposób na jego spojrzenie. Byli sobie bliscy w dzieciństwie, wychowywali się razem, dlatego rozpoznawali u siebie okruchy uczuć, choć przyznawać się do nich nie mogli.
Masz moje wsparcie – wyrzucił z siebie ochrypłym szeptem, panując jednak doskonale nad własnym głosem, jak i szybko zabijając w sobie chęć odchrząknięcia po przerwaniu w końcu własnego milczenia. Najważniejsze było, że nie skłamał. Spoglądał na Lupusa ze spokojem i zrozumieniem, za nic go nie potępiając. Zawsze widział w nim wielką nadzieję ich starożytnego i szlachetnego rodu, więc nawet nie był zaskoczony decyzją nestora, że to on właśnie powinien przemawiać. Był Blackiem i śmiało mógł chwalić się cechami wyróżniającymi go spośród pospólstwa, a nawet spośród reszty szlachty, gdyż i wśród niej odnaleźć można było zepsucie. Sam pozostawał zbyt chwiejny, pomimo swego wieku, profesji, jak i przekonań pozostających w zgodzie z rodzinnymi wartościami. Ale wciąż zdarzały mu się chwile zwątpienia, wówczas reagował emocjonalnie.

| towarzystwo: Lupus, ojciec Pollux, nestor Acrux
strój: czarna szata, pod nią ciemna koszula, czarna kamizelka i czarne, garniturowe spodnie
przy sobie: różdżka, biały kryształ





Dojrzałem,
moje ciało jest czułą kołyską
dla mocy,
w których płaczu
zawiera się wszystko,
leżą w pięknym posłaniu
i miłość i głód
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 18
UROKI : 18
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   02.12.18 23:24

Pierwsze kwiaty zaczynały już schnąć, smętnie zwieszając płatki i opuszczając matowiejące liście - ta drobnostka skutecznie pochwyciła myśli Ollivandera, choć na krótką chwilę uwalniając od wizji spotkania w Stonehenge. Nie uchylał się przed polityką, kiedy dobijała się do drzwi z gwałtownością godną największych sztormów, lecz wolał ograniczać swój udział w żywych dyskusjach i starciach poglądów. Tym razem podobna możliwość pozostawała daleko poza zasięgiem, budząc niepokój, machinalnie spychany na skraj świadomości, by umysł pozostawał całkowicie czysty i racjonalny - przygotowywał się w ciszy, bez pomocy skrzatów i służek, w otoczeniu dobrze znanych mebli i ksiąg. Czarna, długa peleryna, wedle wskazań Ulyssesa, nosiła na sobie nienachalne zdobienia. Złota, cienka nić została poprowadzona tylko przy krawędziach i kołnierzu, układała się zaś w roślinne wzory, wśród których nie zabrakło liści rodowego drzewa. Wyraźniej połyskiwała tylko na karku, tam też zdobienia uformowały się w dębowe gałęzie. Pod peleryną, dosyć ciężką i spiętą elegancką sprzączką, kryły się lekka marynarka oraz prosta kamizelka, również czarne, nieznacznie wyszywana tą samą nicią. Biała koszula była praktycznie niewidoczna pod warstwami materiałów - przebłyskiwała jedynie przy czarno-złotym plastronie, wprawiającym różdżkarza w potworny dyskomfort - mimo przyzwyczajenia, nie znosił niczego, co miało czelność owijać się ciasno wokół szyi. Spoczywające na piersi bursztyn z pazurem gryfa oraz fluoryt nie szargały nerwów ani nie ukazywały się spojrzeniom, a brosza z trzema różdżkami została przypięta do peleryny. W lustro zerknął tylko pobieżnie, oceniając stan eleganckich butów i upewniając się, że włosy pozostają w ładzie. Żadnej brody. Wyglądał z nią zdecydowanie mniej poważnie. Dla pewności, jak zawsze, sprawdził jeszcze mocowanie na różdżkę, umieszczone po wewnętrznej stronie marynarki.
Rozmowę z Julią przeprowadził parę dni wcześniej, z góry przewidując jej skutki i nie spodziewając się nagłych cudów oraz potulnych zgód - na przyszykowanie odpowiedniego stroju potrzebny był czas. Pozostawił kobiecie decyzję co do udziału w spotkaniu, lecz wyłożył prosto oczywistą prawdę - lepiej, by została w Lancashire. Wolał, by tak się stało. Nie podjął kłótni, zaznaczając tylko krótką prośbę, a nawet żądanie, wedle którego miała zachować milczenie i pojawić się w Stonehenge wyłącznie jako obserwator. Kwestia zaufania była w tym momencie ciężką sprawą - jedno nieodpowiednie słowo, a przecież potrafiła rzucać je bez namysłu, mogło skutkować konsekwencjami, o których wolałby nie myśleć, a co więcej, brać za nie później odpowiedzialności.
Czekał cierpliwie w gabinecie, z początku próbując skupić się na liczbach i numerologicznych dociekaniach, od długiego czasu zajmujących główne miejsce na ciężkim biurku - dopiero po paru nieudanych próbach pozwolił dłoni na spisywanie ponurych myśli i przewidywań, przelewając na papier najgorsze scenariusze. Zarówno te, które z lekkością sięgały w abstrakcyjne wyobrażenia, jak i realne, prawdopodobne zdarzenia. Nie wodził wzrokiem po zapisanych linijkach - puścił je w niepamięć, spalił, pozwalając nikłemu płomieniowi pożreć zapisy, traktując to jako wstęp do oczyszczenia umysłu. Ogień dogasał, kiedy gotowa Julia stanęła w drzwiach. Chwycił przygotowaną sakiewkę i przekazał ją zgrabnym dłoniom, przyciągając je lekko do siebie.
- Świstoklik - rzucił krótko, w ramach jakże wylewnego wyjaśnienia, otulając blade palce własnymi dłońmi. W kieszeni marynarki miał drugą sakiewkę, schowaną również dla Julii, gdyby postanowiła bawić się w sprzeciw w najmniej sprzyjających ku temu momentach. - Jeden świst zaklęcia i znikasz ze Stonehenge. Nie reprezentujesz już Prewettów, więc pozwól im mówić za siebie - dorzucił ponuro, ale spokojnie, nie pozwalając sobie na żadne oznaki zdenerwowania. Za nas mówię ja. Musiało wystarczyć porozumiewawcze spojrzenie, słów miało paść wiele - to wiedzieć powinna. Mimo zwyczajowej powściągliwości emocjonalnej, martwił się o nią tak samo, jak o dobro rodu.  
To nie krąg przykuł pierwsze spojrzenie Ollivandera, gdy zjawili się w Salisbury, lecz ciemne chmury, złowieszczo kryjące niebo. Niespiesznym krokiem - mieli zapas czasu - przemierzyli odległość dzielącą ich od miejsc. Znajome twarze pojawiały się tu i ówdzie, uwadze Ulyssesa nie umknęli też przedstawiciele patrolu egzekucyjnego. Skinął głową Archibaldowi, a podczas zajmowania miejsc wymienił krótkie spojrzenia z Percivalem.

| Ollivanderowie zajmują sektor czarno-złoty (na prawo od Nottów)
| Ulysses ma ze sobą różdżkę, fluoryt, pazur gryfa oraz świstoklik




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   03.12.18 0:21

Działo się naprawdę źle. Plotki o rzekomym handlu smoczymi ingrediencjami mijały się z prawdą pomijając ukartowany zamach na asystenta ministra magii; następnym razem winni celować w samego ministra - to Longbottomowi zawdzięczał problemy w rezerwacie. Nie zamierzał tolerować Ministerstwa próbującego wścibiać nos w ich interesy; smoki były ich dziedzictwem, ich własnością, skarbem okupioną krwią i życiem jego przodków. Nie zamierzał pozwolić się do nich dostać każdemu, kto sobie tego zażyczy - nie zamierzał grać tak, jak chciało tego ministerstwo. Nie zamierzał pozwolić ograbić się ze swojego dziedzictwa. Kiedy przy pomocy przygotowanego świstoklika pojawili się na łące nieopodal Stonehege, dłoń Tristana zaciskała się na ramieniu Melisande - chciał pomóc jej utrzymać równowagę, kiedy ich stopy znajdą się na miękkiej trawie. Nie wypowiedział w jej kierunku ani słowa, wspierając ją jedynie gestem: ich reprezentacja okazała się skromna, stary wuj-nestor, znużony swoją rolą w coraz trudniejszych czasach i oni dwoje - młodsze latorośle rodu. Jego ojciec był już martwy, a otulona żałobą matka straciła swoją hardość - w oczach Melisande widział jej odbicie, nawet, jeśli ona sama nigdy by tego nie przyznała. Kobiety Rosierów były silne - domyślał się, że będzie tu jedną z nielicznych przedstawicielek swojej płci. I nie widział w tym powodu do wstydu, jej mądrość zawstydziłaby niejednego ze zgromadzonych tu mężczyzn. Wbrew temu, co miałcy kastraci usilnie próbowali jej w ostatnich tygodniach przetłumaczyć. Wziąwszy ją pod rękę - wraz z nią udał się za nestorem ku sektorowi oznaczonemu ich chorągwią w barwach szkarłatu i złota.
Miał przy sobie różdżkę, złe przeczucia nie opuszczały go ani na krok, a w kieszeni eleganckiej szaty wolna dłoń zaciskała się wokół puzderka wysadzanego rubinami. Raz za czas podnosił niespokojny wzrok na wyprzedzającego go nestora, niepewny jego planów i niepewny przyszłości. Eleganckie wysokie buty, podkute męskim obcasem, wykonane ze skóry podkreślały pewny chód; szata była barwy nocy, urozmaicona ciemnym szkarłatem założonego na wierzch kaftana; okazja była wyjątkowa - i należało prezentować się adekwatnie do niej. Aksamitny fular upięty pod szyją zdobiła rodowa brosza, złoto grawerowane w kształt róży najeżonej kolcami. Starannie ułożone włosy zaczesano w tył, przystrzyżone na tyle, by nie wymagały wiązania. Na jego twarzy malowała się powaga - powaga i skupienie. Dzisiejsze spotkanie pod kamiennym kręgiem musiało przynieść zmiany - a on był jednym z tych, którym zależało na nich najmocniej. Nie zamierzał zawieźć człowieka, który szedł kilka kroków przed nim. Wpierw miejsce zajął wuj - później przodem Tristan przepuścił siostrę, wraz z którą wspiął się na ławę za nestorem. Wziął dwa kielichy wina - jeden z nich wręczając Melisande.
Wciąż w milczeniu powiódł spojrzeniem po już zgromadzonych, ci, którzy wydawali się najważniejsi, byli już na miejscu. Brakowało mu Crouchów - miał z nimi do pomówienia. Ale nie zawodzili nawet ci, którym na zmianach zdawało się nie zależeć wcale - pobieżnie zerknął na Lysandra - bo nawet tacy musieli wreszcie zacząć interesować się światem. Nadeszła wojna - a wraz z nią zmiany, których byli nie tylko świadkami, ale i piewcami.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stonehenge   03.12.18 0:46

| Julius Fawley – Opis

Na tak doniosłym wydarzeniu nie mogło zabraknąć i przedstawicieli Fawleyów. Choć polityka nigdy nie znajdowała się w sferze ulubionych zainteresowań członków rodu artystów, nie mogli zignorować kwestii dotyczących przyszłości ich rodu i bezpieczeństwa wszystkich jego członków. Przybywając na miejsce spotkania w Stonehenge Julius wytrwale towarzyszył swojemu wujowi nestorowi, Lanfordowi, w którego imieniu miał przemawiać. Nestor obdarzył go wyjątkowym zaufaniem; najwyraźniej poglądy Juliusa pokrywały się z aktualnym rozwojem polityki rodowej i starzec wierzył, że mężczyzna godnie zaprezentuje ród i poradzi sobie z trudnymi politycznymi dyskusjami.
Julius zawsze był nieco konserwatywny, szczególnie w starszym wieku, i choć nie był fanatykiem ziejącym nienawiścią do innych, to nie popierał mającego miejsce ostatnimi czasy rozluźnienia obyczajów, zatracenia starych tradycji i poświęcania życia czarodziejskiego w obronie mugoli. Fawleyowie nigdy nie byli wrogami niemagicznych i nie szukali z nimi zwady, ale nie zamierzali też podążyć zgubną drogą, którą zapoczątkowali Weasleyowie i zaczęli sprowadzać na manowce i inne dobre rodziny. Odetchnął z ulgą, kiedy wuj nestor zawrócił z tej zgubnej drogi i podążył za głosem tradycji, ścieżką którą podążała większość starych rodów. Był niezwykle dumny z tego, że to mariaż jego syna z lady Cressidą Flint przyczynił się do nawiązania sojuszu z tym rodem. Teraz musieli tylko udowodnić innym rodom szczerość swych zamiarów i gotowość wsparcia słusznych czarodziejskich tradycji a także zawarcia nowych, korzystnych sojuszy. Julius naprawdę nie sądził, by dalsze relacje z Longbottomami nadal miały rację bytu, skoro członek ich rodu bezczelnie lekceważył i deptał tradycje, obrażał i oskarżał członków znakomitych rodów i za nic miał kwestie czystości krwi. Nie rozumiał, dlaczego reszta rodu dawała Haroldowi przyzwolenie na to, by hańbił tytuł ministra magii. Dalsza przyjaźń ich rodzin nie była już w tych czasach możliwa.
Naprawdę liczył na to, że rodom uda się dojść do porozumienia i w obliczu kryzysu przemówić jednym głosem, ale choć w głębi duszy tego pragnął, zdawał sobie sprawę, że to nierealne. Takie rody jak Longbottomowie czy Prewettowie nie poprą reszty, a będą uparcie brnąć pod prąd, na przekór stuleciom dbałości rodów o utrzymanie szlachetnego statusu. A choć Julius nie należał do grona fanatyków, czystość krwi była dla niego wartością istotną. Na szczęście jego syn był podobny do niego, wyznawał podobny światopogląd, i obdarzył względami pannę z Flintów, a ich małżeństwo zostało już uświęcone narodzinami równie szlachetnego potomstwa. Julius był z tego faktu niezwykle dumny i nie zamierzał narażać na szwank wciąż świeżego sojuszu rodowego.
Razem z nestorem skierowali się w stronę sektora ozdobionego barwami Fawleyów. Był ubrany bardzo elegancko, w długą, ciemną szatę z błękitnymi akcentami i herbem rodu wyrzeźbionym na guzikach oraz na sygnecie zdobiącym jego dłoń. W wewnętrznej kieszeni miał różdżkę, choć miał nadzieję, że nie będzie musiał jej używać.
Na miejscu powoli zbierali się członkowie różnych rodów, a choć Julius trochę już na tym świecie żył i od dawna udzielał się w życiu wyższych sfer, przeczuwał, że to spotkanie będzie inne niż wszystkie, które przeżył i może przynieść daleko idące skutki. Miał nadzieję, że podejmowali dobrą decyzję, dzięki której zadbają o dobro swego rodu; to miało dla Juliusa znaczenie nadrzędne, zwłaszcza odkąd doczekał upragnionych wnuków. Chciał zadbać o to, by mogły dorastać w świecie, w którym dorastał i on sam, w świecie w którym rodowe tradycje mają znaczenie.
Skinął głowom osobom, które znał, powitał z szacunkiem gromadzących się członków rodów. Teraz pozostawało czekać, aż zgromadzą się wszyscy i spotkanie się rozpocznie.

| zajmuję miejsce w błękitno-błękitnym sektorze przypisanym Fawleyom!




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : opiekun smoków
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Through action,
a man becomes a hero.
Through death,
a hero becomes a legend.
Through time,
a legend becomes a myth.
Through hearing a myth,
a man takes action.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 5/72
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   03.12.18 11:30

Byli jednymi z pierwszych, którzy przekroczyli granicę Stonehenge i, chociaż ostatni z wymienionych w skorowidzu czystości krwi, nie zamierzali poddawać się tym represjom pod takim samym względem również i tej nocy. Przybyli przed czasem, lecz nie oznaczało to, że czas na gromadzenie się wkrótce miał minąć. Można było dostrzec, że w przeróżnych miejscach, nie tak oddalonych od siebie, co rusz pojawiały się grupki dwóch, trzech, czasami większej liczby czarodziejów, którzy specjalnymi świstoklikami przybywali do kamiennego kręgu na szczyt. Ubrani niezwykle odświętnie z zachowaniami własnych elementów przynależności dążyli do oświetlonego specjalnie centrum, by nie przegapić jednego z większych, jak nie największego, wydarzeń w ostatnich latach. Morgoth wiedział, że zapętlone niezwykle szybko zdarzenia przyspieszyły gwałtownie od grudniowego sabatu, gdzie tak publicznie dokonała się egzekucja. Nie wątpił, że właśnie tym był ten akt barbarzyństwa, a ów manifest odbił się na wielu rodzinach, które zmuszone były do przetasować we własnych, uszczuplonych kręgach. Chociaż ojciec się nie skarżył, Yaxley wiedział, że wiele decyzji i dalszych planów świętej pamięci nestor trzymał we własnym umyśle. Ciężko było więc było odkryć jego zamiary, chociaż podążanie właściwą ścieżką tradycji było dla mieszkańców Fenland codziennością. Zaledwie czterdziestotrzyletni Leon Vasilas był jednak wyraźnie zmęczony ciągłą niewiadomą - zresztą nie tylko on. W całej rodzinie dało się wyczuć napięcie, a odkąd Ministerstwo rzuciło oskarżenia w kierunku rezerwatu smoków w Kent, kwestią czasu było otrzymanie wiadomości dotyczącej ich trolli. Póki co stworzenia pozostające pod całkowitą kontrolą Yaxleyów zostały zaatakowane politycznymi rozruchami, a nakaz zwiększenia rygoru uderzał haniebnie w ród. To była tylko kwestia czasu. Nic więcej. Jak wiele rodzin miało się spotkać z podobną sytuacją? Morgoth obserwował ich przedstawicieli z uwagą, którzy pojawiali się jeden po drugim. Nott. Prewett. Macmillan. Lestrange. Rowle. Black. Burke. Ollivander. Rosier. Fawley. Miejsca zapełniały się, oznajmiając, że już wkrótce szczyt miał się rozpocząć. Wiedział, że miały się tutaj dzisiaj pojawić również kobiety, ale nie zamierzał tego komentować. Nie umniejszając ról, które odgrywały w arystokratycznym życiu, nie akceptował ich obecności tego dnia pośród nich. Posiadały czasami błyskotliwsze umysły niż niejeden mężczyzna, lecz to dzięki tradycji mieli walczyć tej nocy, a przyprowadzenie żon, sióstr, matek nie miało pomóc w żaden sposób. Strona konserwatywna powinna być o wiele bardziej konsekwentna i surowsza od kontrowersyjnej. Nie pozwolił sobie jednak na nietakt, dlatego przywitał się odpowiednio z sojusznikami tradycjonalistycznej wizji, zatrzymując się chwilę dłużej przy lordzie Lestrange. Uważne spojrzenie starszego mężczyzny przypominało mu o zamordowanym w grudniu dziadku. Reszcie nestorów skinął jedynie niezauważalnie głową, oddając szacunek dla ich wieku - nie zaś poglądów czy poczynań. Pominął pomniejszych przedstawicieli rodów stojących murem za Longbottomem. Opiekun smoków poczuł pewnego rodzaju ulgę, chociażby na moment, gdy mógł wymienić spojrzenia z Lupusem. Uzdrowiciel miał również ważne zadanie, a jego głos miał się przebijać między wielkimi kamieniami na równi z seniorami. Alphardowi najmłodszy z obecnych Yaxleyów skinął praktycznie niezauważalnie głową. Pomimo wewnętrznych konfliktów musieli być tego dnia jednością i utworzyć mur solidny bez wahających się w nim cegieł. Potrzebowali siebie nawzajem. Dopiero wtedy mógł skupić się na słowach Cynerica i je skomentować. - Przekonamy się - odpowiedział krótko, przenosząc wolno spojrzenie na blondyna. Do ostatniego momentu badał nim gromadzących się arystokratów, analizując ich twarze i próbując przewidzieć, który z nich miał zabrać głos. Wyłapał, że treser patrzył w kierunku loży Weasleyów, lecz nie musiał się obawiać. Ich nestor wszak odmówił pojawienia się na szczycie. Jednak Morgoth wciąż miał w głowie słowa mężczyzny. Wiedział, co czuł jego kuzyn. Wiedział, bo sam miał podobne odczucia, jednak póki nikt nie wykreślił nazwisk zdrajców ze spisu rodzin szlachetnych, mieli prawo pojawić się na zjeździe i wygłosić swoje kontrowersyjne, oburzające tezy. Ciężko było jednak uwierzyć, by mieszające się z nieczystą krwią rody miały pozostać długo w dwudziestce ósemce. Ta sprawa na pewno miała zostać poruszona tego dnia. Ona i wiele innych.




death before dishonor



Powrót do góry Go down
Lucan Abbott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stonehenge   03.12.18 15:06

| Ród Abbott zajmuje sektor piaskowo-czarny
Lucan ma przy sobie różdżkę.


Jedno tylko było pewne - pod koniec tego dnia coś miało się zmienić. Porządek rzeczy, jaki był im znany aż do teraz, kruszał i rozsypywał się. Piach i żwir, kamienie i cegły, które w przeszłości tworzyły jego mur, odpadały, lecąc i raniąc głowy szarych obywateli. Lucan potrafił to sobie niemal zobrazować. Widział także mrok, powoli skupiający się i kłębiący się nad Anglią - dlatego też do tego spotkania podchodził nad wyraz poważnie. Ojciec nie musiał go nawet pytać, mężczyzna sam zgłosił się do uczestnictwa w tym wydarzeniu. Jego ród miał być dziś reprezentowany przez dwójkę przedstawicieli - jego samego oraz jego ojca - oraz przez członka pokrewnego im rodu Skamanderów. Rudolf swoim zwyczajem zupełnie zignorował zgromadzenie, jako że nie było ono powiązane z alkoholem i kobietami. Lucan z pewną ulgą, ale jednocześnie też z nutą goryczy pomyślał o tym, że nie będzie musiał pilnować, aby kuzyn przypadkiem nie palnął czegoś kompromitującego przed całym zgromadzeniem dwudziestu ośmiu rodów. A znając go, prawdopodobnie zaraz postanowiłby tak zrobić.
- Gotowy jesteś? - zwrócił się po cichu do Anthony'ego S., zanim jeszcze przyszło im wkroczyć do wnętrza kręgu. Nie mógł powiedzieć, że nie był odrobinę zdenerwowany. Takie zgromadzenia jak dziś, nie zdarzały się często. Cokolwiek się miało wydarzyć, Szczyt w Stonehenge na pewno zostanie zapamiętany i zapisany na kartach historii. Młodsze pokolenia będą się o nim uczyły, więc musieli dać z siebie wszystko, aby był to dzień przełomowy - dzień, który rozpoczął wyrywanie Anglii z łap mroku.
Ubrany w ciemną, elegancką szatę z cienkim futrem wszytym w kołnierz ruszył w końcu przed siebie, aby zająć odpowiedni sektor. W oddali rzuciło mu się w oczy kilka znajomych twarzy, dostrzegł między innymi Archibalda, a nieco dalej również Ulyssesa. Im w pierwszej kolejności skinął na powitanie głową, darując sobie jednak uściski dłoni i ewentualne słowa otuchy. Nie był to ani czas, ani miejsce. Nieco dalej zauważył także Anthony'ego Macmillana, choć na jego widok tylko lekko zmarszczył nos.
Miejsca zajął najpierw jego ojciec, potem do sektora wdrapał się sam Lucan. Usiadł w ciszy, obserwując powoli zbierającą się szlachtę. Był pewien, że pomimo powoli nadchodzących, jesiennych chłodów, atmosfera na zebraniu będzie co najmniej gorąca. Oby tylko obyło się bez kolejnego tragicznego w skutkach pożaru.




We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Powrót do góry Go down
 

Stonehenge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Wiltshire, Salisbury-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18