Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Stare magazyny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Stare magazyny - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Stare magazyny - Page 12 Empty
PisanieTemat: Stare magazyny   Stare magazyny - Page 12 I_icon_minitime10.03.12 23:09

First topic message reminder :

Stare magazyny

Są to rozległe zabudowane tereny ulokowane w odległości trzydziestu jardów od nieczynnego już londyńskiego portu. Stare i wysłużone, obecnie zapomniane zarówno przez władze, jak i społeczeństwo, otoczone zostały betonowymi murami uwieńczonymi wielką żeliwną bramą wjazdową, od lat zamkniętą na kłódkę i chroniącą magazyny przed niepowołanymi gośćmi - głównie ze względu na niebezpieczeństwo zawalenia się niektórych konstrukcji, dziś przeżartych przez rdzę i wysłużonych. Ponure klockowate budowle górują ponad okalającymi je murami, strasząc powybijanymi szybami i odcinając się upiornie od tła, które stanowią urocze kolorowe domki mieszkalne należące do mugoli, niegdyś pracowników tegoż przybytku.
Miejsce to zdaje się żyć własnym życiem. Bujna roślinność, jeszcze jakiś czas temu rosnąca w odpowiednio wygospodarowanych do tego miejscach, dziś pokrywa niemalże większość betonowych placów a także - wdzierając się do środka - magazynowych podłóg pełnych najróżniejszych skrzynek, paczek i kartonów, tymczasem wszędobylskie góry śmieci sprawiają wrażenie rosnąć z każdym kolejnym dniem, zupełnie przez nikogo nieusuwane. Niekiedy dostrzec w nich można prawdziwe zabytki, chociażby puszki po konserwach sprzed kilkunastu lat. Wszechobecna rdza wyżarła w magazynowych drzwiach dziury, które z biegiem czasu stały się coraz większe, kusząco zapraszając do środka niepowołanych gości, zwłaszcza w obliczu zupełnej obojętności ze strony władz miasta, z czego najchętniej korzystają bezpańskie koty oraz psy, urządzając tutaj swoje legowiska.
Magazyny mają jednak swych amatorów także i wśród ludzi, szczególnie czarodziejów, podczas wojny stając się idealnym miejscem do wszelkich tajemnych pojedynków, załatwiania podejrzanych interesów, sekretnych spotkań, jak i kryjówką - czy to dla siebie samego, czy to dla cennych skarbów, których z pewnych względów nie powinno się trzymać nigdzie indziej. Podobno znaleźć tu można najprawdziwsze czarnomagiczne artefakty, nocami zaś spotkać najgroźniejszych z przestępców, szepczą między sobą ludzie, obserwując coraz to kolejnych Aurorów zapuszczających się w te tereny, zawsze jednak bez powodzenia. Lecz sprawa ta nigdy nie została nagłośniona, stając się tematem tabu - mało kto bowiem ma odwagę o tym mówić, bojąc się konsekwencji. Zwłaszcza po tym, gdy tydzień temu tuż za bramą odnaleziono ciało jednego z czołowych dziennikarzy Proroka Codziennego, jedynego, który odważył się zabrać głos w tejże sprawie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sybilla Vablatsky
Sybilla Vablatsky

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5842-sybilla-vablatsky-budowa https://www.morsmordre.net/t7664-parapet-sybilli https://www.morsmordre.net/t5860-lustereczko-powiedz-szczerze https://www.morsmordre.net/f166-doki-parszywy-pasazer-pokoj-4 https://www.morsmordre.net/t6086-skrytka-bankowa-nr-1440 https://www.morsmordre.net/t6087-sybilla-vablatsky
Zawód : wróżbitka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

she walked with darkness
dripping off her shoulders;
I've seen ghosts
brighter than her soul

OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz
Stare magazyny - Page 12 Tumblr_p1vjte0A1B1tfh1dfo3_400

Stare magazyny - Page 12 Empty
PisanieTemat: Re: Stare magazyny   Stare magazyny - Page 12 I_icon_minitime26.05.19 23:14

Lodowaty, siąpiący z nieba deszcz nie był w stanie zmyć z niej resztek senności, gdy – opatulona czarnym, zbyt obszernym dla jej sylwetki płaszczem – przemykała portową dzielnicą, starając się przede wszystkim nie rzucać w oczy. Nie żeby było to trudne; mdły, szary poranek nie zasługiwał już co prawda na miano wczesnego, oddalając się od świtu i mozolnie zmierzając w stronę południa, ale ta część doków miała obudzić się do życia dopiero za kilka godzin, zapraszając w swoje progi przemytników o chytrych twarzach i drobnych sprzedawców, których znakiem rozpoznawczym bywało najczęściej niepełne uzębienie; brudnych mężczyzn przesyconych smrodem potu i zwietrzałego portera starego sue. Widziała ich niejednokrotnie, choć głównie z oddali, gdy szerokim łukiem wymijała otoczone betonowym ogrodzeniem magazyny, nie czując chęci ani potrzeby do przeciśnięcia się przez brakujące szczeble żeliwnej bramy, wprost do nienaniesionego na żadną mapę królestwa nielegalnych interesów.
Tego dnia zrobiła to po raz pierwszy; zawahała się tylko na sekundę, wystarczającą, by obejrzeć się dookoła – po czym jak gdyby nigdy nic zagłębiła się między niszczejące budynki, dla postronnego obserwatora przypominające raczej opuszczony labirynt, w którym góry śmieci walczyły o dominację z rozrastającą się w najlepsze, brzydką roślinnością. Owinęła się ciaśniej połami płaszcza, gdy jej kroki, choć lekkie i ciche, odbiły się echem wzdłuż łysych ścian. Kompletnie pustych – Sybilla nie szukała jednak wcale ich niepisanych gospodarzy, w głębi ducha ciesząc się z ich nieobecności. Nie potrzebowała zbyt drogo okupionych przysług ani niedostępnych nigdzie indziej ingrediencji; pragnęła odpowiedzi, i pragnęła ich wystarczająco mocno, by na kilka chwil porzucić starannie tkaną warstewkę ostrożności, na ogół powstrzymującą ją przed opuszczeniem progów Parszywego Pasażera.
Stwierdzenie, że niezwykle rzadko zdarzało jej się podążać śladami bohaterów swoich wizji, stanowiłoby niedopowiedzenie. Nie robiła tego nigdy, czyniąc wyjątek jedynie raz – lata temu, gdy bez śladu zniknęła jej matka, przez jakiś czas nawiedzając ją jednak na tle mrocznych obrazów, rozgrywających się zazwyczaj w ponuro-londyńskiej scenerii. Tylko wtedy posłuchała głosów wołających ją z mglistych odbić, ale po drugiej stronie wykrzywionego lustra nie znalazła niczego, co ukoiłoby jej tęsknotę. Później więc już tylko obserwowała: biernie, śledząc losy ludzi sobie znanych i nieznanych, ale z zasady się w nie nie angażując, przekonana, że ślepa pogoń za przyszłością nie mogła przynieść niczego dobrego. Tylko co, jeśli przez przypadek udało jej się zobaczyć kogoś, kogo od dawna uważała już za zmarłego?
Prawdę mówiąc, nie była pewna. Na powierzchni słabej herbaty dostrzegła jedynie zarysy: kobiecą twarz skrytą za plątaniną ciemnych włosów, tak podobnych do jej własnych, tak podobnych do jej poskręcanych pukli; rozpoznała też okolicę, którą prędkim krokiem przemierzała, ścigając się z wstającym słońcem, a mimo że podskórnie zdawała sobie sprawę, że to nie mogła być ona, to coś nie pozwalało jej tego nie sprawdzić. Skryć się za rogiem, zerknąć z ukrycia; nie miała zamiaru się ujawniać, nie robiła sobie też płonnych nadziei, chciała tylko…
Och.
Nagłe zderzenie pozbawiło ją równowagi, przeszkoda – twarda, solidna – zdawała się wyrosnąć na jej drodze znikąd, bezpardonowo posyłając ją na ścianę, na którą wpadła z nieprzyjemnym łupnięciem, wdzięczna jednak za jej obecność, bo w innym wypadku z całą pewnością zatrzymałaby się dopiero na mokrym betonie alejki. Wilgotne włosy opadły jej na twarz, na chwilę znacznie ograniczając pole widzenia, a ją samą owionął zapach – obcy, ale wcale nie, mocna kawa, papierosy i coś jeszcze, co odbierała na poziomie zarówno rzeczywistym, jak i odległym, nierealnym. Rozpoznała go – niemal natychmiast, zanim jeszcze podniosła na niego spojrzenie, ale nie dlatego, że w pamięć wbiła jej się ta charakterystyczna woń, ani nawet nie ze względu na docierający do jej uszu głos; nie potrafiła uchwycić żadnego sensownego detalu, ale bliskie zderzenie posłało wzdłuż jej kręgosłupa falę znajomych dreszczy – i już nie mała wątpliwości, czyją twarz zobaczy przed sobą. A może tak naprawdę wiedziała to od samego początku; od chwili, w której opuszczała pokój, gnana wizją zbyt podobną do poprzednich, by mogła być dziełem przypadku. – Przepraszam – mruknęła szybko, zerkając na niego tylko raz, krótko – a potem natychmiast opuszczając spojrzenie, licząc na to, że mężczyzna jej nie rozpozna. Wypuściła spomiędzy palców materiał oplatającego jego ramię płaszcza, dopiero wtedy orientując się, że w ogóle się go złapała. Odbiła się od ściany, ignorując wyciągniętą w jej stronę dłoń, skręcając gwałtownie, chcąc go wyminąć – choć jeśli miałaby być szczera, ani przez moment nie wierzyła, że ten taktyczny manewr przyniesie oczekiwany skutek.




it's not the fall that kills you;
it's the sudden stop at the end


Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść

ja też
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Stare magazyny - Page 12 Ebde439cada73dc1df7fe2255fd11bf1

Stare magazyny - Page 12 Empty
PisanieTemat: Re: Stare magazyny   Stare magazyny - Page 12 I_icon_minitime27.05.19 14:23

–  Nic pani jest? – spytałem ze szczerą troską, zmartwiony, że wpadłem na drobną, wątłą kobietę ze zbyt dużym impetem, a uderzenie o ścianę mogło okazać się bolesne.  Przeprosiłem natychmiast, biorąc na siebie winę za niefortunne zderzenie, powinienem był bardziej uważać; to wszystko przez tę nieszczęsną, niedopitą kawę, na powiekach wciąż miałem jakąś senność. Ciało nie rozbudziło się jeszcze, ruchy miałem ociężałe i zmęczone, pomimo mrozu poranka szczypiącego w policzki i lejącego nieustannie deszczu.
Wyciągałem już dłoń, by ją kobiecie podać, kiedy zacisnęło kurczowo palce na materiale mego płaszcza, ogniskując jednocześnie spojrzenie na bladej twarzy. Wystarczyła zaledwie chwila, abym dopasował piękne rysy do nazwiska, poznanego nie dalej jak kilka tygodni wcześniej. Sybilla Vablatsky. Zapadało w pamięć. Nie tylko przez obce brzmienie, sugerujące wschodnie korzenie, nie przez niesprzyjające okoliczności, w jakich przyszło nam spotkać się po raz pierwszy. Nie była pierwszą kobietą noszącą to nazwisko, którą znałem, choć świadomość tego uderzyła we mnie dopiero, kiedy wróżbitka zatrzasnęła za mną drzwi swego pokoju w Parszywym Pasażerze.
Cóż za zbieg okoliczności, chciałoby się rzec. Problem w tym, że nie dawałem wiary w podobne.
Opuściła wzrok, odwróciła twarz, chcąc jak najszybciej mnie wyminąć, dość nieporadnie, rzekłbym, z łatwością zacisnąłem dłoń na jej przedramieniu, zatrzymując wróżbitkę w miejscu. Uścisk odrobinę za silny, poluzowałem go dopiero po chwili, nie pozwalając jej jednak odejść.
Dearborn?
Zza pleców dobiegł mnie głos wezwanego na miejsce łamacza. Nie wierzyłem, by tak prędko uporał się z przełamaniem klątwy, dlatego nie zdecydowałem się zawrócić i podejść do niego bez zwłoki. Mógł chwilę zaczekać.
Zaraz przyjdę – odkrzyknąłem, nie ruszając się z miejsca. Próbowałem uchwycić wzrok wróżbitki, sprowokować, by spojrzała mi w oczy. – Panno Vablatsky – zacząłem uprzejmie, w moim głosie rozbrzmiała jednak dziwnie twarda nuta, której próżno było szukać podczas naszego ostatniego spotkania. Nie wiedziałem wtedy. Nie wiedziałem jeszcze, że miałem przed sobą krewną – córkę, siostrę, siostrzenicę? – czarownicy, którą sam doprowadziłem przed wymiar sprawiedliwości. – Niech panna będzie tak uprzejma i wyjaśni mi swoją obecność tutaj. Dość nietypowe miejsce na spacer dla zdrowotności. Pogoda także nie sprzyjapoprosiłem tonem stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu, tym razem wwiercając w nią surowe spojrzenie.
Nie wierzyłem w podobne zbiegi okoliczności.
Zaledwie kilkanaście metrów dalej, za moimi plecami, wciąż na bruku spoczywało zakrwawione, zmaltretowane truchło kobiety. Pomiędzy opuszczonymi magazynami, w cuchnących rynsztokiem dokach, gdzie nikt o zdrowych zmysłach nie wybierał się na przechadzki. Dokładnie w tej chwili, na miejscu zbrodni, w gwałtowną burzę, kiedy uliczka spływała brudną wodą i krwią, pojawia się ona. Krewna kobiety parającej się czarną magią.
Nie powinienem był oceniać kobiety przez pryzmat krewnej. Być może Irina była jedynie czarną owcą, o której wszyscy pragnęli zapomnieć, wyprzeć się  jej, wymazać z rodzinnej historii. Rodziny się wszak nie wybierało. Trudno było mi jednak odepchnąć od siebie podejrzenia, kiedy Vablatsky znów pojawiała się na miejscu zbrodni. Przypadek?




World needs bad men.
We keep the other bad men from the door.


Powrót do góry Go down
Sybilla Vablatsky
Sybilla Vablatsky

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5842-sybilla-vablatsky-budowa https://www.morsmordre.net/t7664-parapet-sybilli https://www.morsmordre.net/t5860-lustereczko-powiedz-szczerze https://www.morsmordre.net/f166-doki-parszywy-pasazer-pokoj-4 https://www.morsmordre.net/t6086-skrytka-bankowa-nr-1440 https://www.morsmordre.net/t6087-sybilla-vablatsky
Zawód : wróżbitka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

she walked with darkness
dripping off her shoulders;
I've seen ghosts
brighter than her soul

OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz
Stare magazyny - Page 12 Tumblr_p1vjte0A1B1tfh1dfo3_400

Stare magazyny - Page 12 Empty
PisanieTemat: Re: Stare magazyny   Stare magazyny - Page 12 I_icon_minitime02.06.19 23:37

Nie – odpowiedziała krótko, z naciskiem, bardziej wyrzucając te słowa w powietrze, niż kierując w stronę aurora, pilnując się, by nie spojrzeć mu w oczy. Chyba nie mogła już wyraźniej dać mu do zrozumienia, że nie ma ochoty na pogawędkę – ale on, dokładnie tak, jak się spodziewała, zdawał się tym faktem kompletnie nieprzejęty. Tacy właśnie byli w jej doświadczeniu mężczyźni, o tych rzekomo pilnujących magicznego prawa już nie wspominając: zbyt pewni siebie i aroganccy, poruszający się w otaczającej ich przestrzeni tak, jakby do nich należała, spoglądający na świat z wymalowaną na twarzach wyższością. Najchętniej splunęłaby mu w te przystojne rysy, wydrapała czujnie śledzące ją oczy, albo na dobre pozbawiła przecinającego powietrze głosu, przez ułamek sekundy przesyconego troską; stłumiła prychnięcie, zanim wydobyło się spomiędzy jej warg, skupiona na wyminięciu czarodzieja – i wzdrygnęła się odruchowo, kiedy silne palce zacisnęły się nagle na jej przedramieniu, zatrzymując ją w miejscu, i sprawiając, że znieruchomiała pod jego dotykiem.
Przerażająco wręcz realnym; nie powinno jej to dziwić – nie śniła przecież, kiedy po raz pierwszy stanęła z nim twarzą w twarz, oddzielona jedynie wątłą futryną równie wątłych drzwi mieszkania – ale do tej pory była jeszcze w stanie udawać, że jej wizje, te, których był stałym gościem, wcale się nie ziszczały; że był jedynie ulotną marą, przemykającą pewnego dnia przez jej życie, tylko się o nie ocierając; koszmarem, który minął i miał już nigdy nie wrócić. Ten moment był jednak inny, niezaprzeczalnie czuła lekki ból rozchodzący się wzdłuż nieprzyjemnie napiętych nerwów – i ta realizacja jednocześnie ją wystraszyła i rozgniewała; skupiła się na tym drugim uczuciu, odwracając się nieznacznie, na tyle, na ile pozwalał jej uścisk zaciśniętych mocno męskich palców, i spojrzała prosto w orzechowe oczy, ze złością mrużąc własne. – Proszę mnie puścić – wysyczała, również nie prosząc, a żądając, po czym szarpnęła gwałtownie ramieniem, licząc na to, że uda jej się uwolnić z fizycznej pułapki.
Nieznajomy głos, rozlegający się gdzieś przed nią, widocznie ją zaskoczył; spuściła na moment wzrok z twarzy aurora, dopiero teraz dostrzegając, że nie byli w uliczce sami – a kilkanaście metrów dalej kręcili się ludzie, prawdopodobnie jego współpracownicy. Skrzywiła się lekko, jej szanse na niepostrzeżone przeszukanie przejścia między magazynami właśnie drastycznie stopniały – ale tymczasowo miała do rozwiązania znacznie bliższy jej myślom problem. Nadal wpatrujący się w nią badawczo i wypowiadający jej nazwisko tonem, którego szczerze nienawidziła – tak samo jak faktu, że miał czelność żądać od niej jakichkolwiek wyjaśnień. – Panie Dearborn – zwróciła się do niego, naśladując dokładnie ten sam ton, którym się do niej odezwał. – Niech pan będzie tak uprzejmy i wyjaśni mi, od kiedy spacer jest czynnością wymagającą usprawiedliwienia? I czy Biuro Aurorów prowadzi jakiś oficjalny rejestr miejsc do tego typowych i nietypowych? – zapytała niewinnie, wtłaczając jednak między głoski tyle jadu, ile tylko była w stanie wyprodukować; nie miała zamiaru dać mu się zastraszyć – nie jemu, człowiekowi odpowiedzialnemu za śmierć jej matki, a tym samym za jej obecność tutaj. – A pogoda nie sprzyja od dwóch tygodni, i nic nie zapowiada, żeby miała szybko zacząć. Jeżeli jeszcze pan nie zauważył – dodała, unosząc wolną dłoń i palcem wskazując na zasnute chmurami niebo – jakby starała się wyjaśnić trzylatkowi, że to stamtąd właśnie spadają hektolitry wlewającej mu się za kołnierz wody.




it's not the fall that kills you;
it's the sudden stop at the end


Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść

ja też
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Stare magazyny - Page 12 Ebde439cada73dc1df7fe2255fd11bf1

Stare magazyny - Page 12 Empty
PisanieTemat: Re: Stare magazyny   Stare magazyny - Page 12 I_icon_minitime11.06.19 22:05

Nawet gdybym głośno, wylewnie i - co najważniejsze - szczerze zapewnił, że nie chciałem, by stała się jej krzywda, nie chciałem narazić obcej kobiety na dyskomfort, to byłem pewien, że i tak nie dałaby wiary w moje słowa. Dla takich kobiet jak ona mężczyźni byli całym złem tego świata. Albo to ja nim byłem, nie mogłem oprzeć się temu wrażeniu, odkąd ujrzałem Sybillę Vablatsky po raz pierwszy.
- Nie tak prędko, gdzie się panienka wybiera?
Nie zamierzałem pozwolić, aby odeszła stąd bez wyjaśnienia, lecz prawda była taka, że nie miałem prawa jej dotknąć, podnieść na nią różdżki, dopóki nie da mi wyraźnego ku temu powodu. Zazwyczaj nie zaciskałem dłoni na kobiecych rękach tak gwałtownie i mocni, wobec płci pięknej starałem się zachowywać pewną łagodność, ale w przypadku Vablatsky zadziałała instynktownie - bo starała się czmychnąć jak kot, który zrzucił z parapetu doniczkę z ulubioną pelargonią.
A pozbawiony tej możliwości, przyłapany na gorącym uczynku, śmiało unosił spojrzenie intrygujących oczu jakby mówił: "i co mi zrobisz?".
- Panno Vablatsky - powtórzyłem uparcie, pozornie niewzruszony jej prześmiewczym, przedrzeźniającym mnie tonem. Nie mogłem zaprzeczyć temu, że w pewien sposób osiągnęła swój cel (bo sądziłem, że taki właśnie miała przedrzeźniając mnie). Sybilli udało się wprawić mnie w lekką irytację, co nie udawało się innym zbyt często, miałem spokojną i cierpliwą naturę. Bezczelność jednak, z jaką odniosła się do mnie wróżbitka, zbiła mnie z pantałyku, cały ten jad, tak doskonale wyczuwalny, bo sączony z pełną premedytacją, działał mi na nerwy. Zachowywała się jakby wiedziała, a przecież wiedzieć nie mogła. W czasie śledztwa, podczas którego tropiłem Irinę Vablatsky, nikt i nic nie doprowadziło mnie na trop żadnej Sybilli. Jej imię nie widniało w dokumentach, nie była śledzona, nie miała ze sprawą - pozornie - związku. Nie miała zarazem też prawa, by wiedzieć kto stał za aresztowaniem i zebraniem materiału dowodowego. Wgląd do akt sprawy posiadali nieliczni pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Wróżbita ani nie była jednym z nich, ani nie wyglądała, jakby otaczała się na tyle wpływowymi znajomymi.
Może była po prostu bezczelną, nieuprzejmą dziewczyną, której niechęć do przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości wynikała ze środowiska w jakim funkcjonowała? Nie powinno się sądzić całej rodziny, po czynach jednego, ale czyż przysłowie nie mówiło, że niedaleko pada jabłko od jabłoni?
- Śpieszę z wyjaśnieniem, skoro sytuacja pozostaje dla panienki niejasna.
Czy musiałem teatralne gestykulować, tak jak ona, by zwróciła uwagę na krew spływającą wraz z deszczem ulicą i martwe ciało kilkanaście metrów od nas?
- Otóż sam w sobie spacer nie jest niczym, z czego musiałaby się - chyba, że przed ojcem - tłumaczyć, chociaż dziwi mnie, że smród rynszoka, zgniłych ryb i szemrane towarzystwo tych magazynów mogą sprzyjać przemyśleniom egzysrencjonalnym młodej kobiety i pozwalają się cieszyć urokami natury, czy miejskiej architektury, ale... Cóż, spacer w miejscu zbrodni, obawiam się, wymaga wyjaśnienia. Zadziwiający zbieg okoliczności, że akurat panienka pojawia się w tym miejscu, o tej porze. To nie pierwszy raz, kiedy kręci się pani blisko. Zaskakujące te przypadki, prawda?
W pierwszych kilku słowach wyraźnie rozbrzmiało rozdrażnienienie, ale szybko zamaskowałem je grubą warstwą chłodu aż zbyt oficjalnego tonu biurokraty. Brakowało jedynie, bym zadarł wysoko nie i wyprostował się, jak gdyby wsadzono mi w pewną część ciała kij od miotły. Sybilla machała dłonią na niego, ale nie spojrzałem w tamtę stronę; patrzyłem prosto w jej oczy z zaciśniętymi ustami i coraz mocniej spiętymi mięśniami, przez lekceważenie jakie tak jawnie mi okazywała.
Sam nie wiem dlaczego nie ugryzłem się w język, nim wypaliłem następnych kilka słów bez zastanowienia.
- Mam nieco więcej na głowie, niż spoglądanie w kryształową kulę, by skontrolować aurę pogodową na najbliższe tygodnie. Nie myślała pani o pisaniu przepowiedni do rubryki pogodowej w Proroku Codziennym? Z pani językiem i talentem mogłaby panienka odświeżyć tę kolumnę.




World needs bad men.
We keep the other bad men from the door.


Powrót do góry Go down
Sybilla Vablatsky
Sybilla Vablatsky

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5842-sybilla-vablatsky-budowa https://www.morsmordre.net/t7664-parapet-sybilli https://www.morsmordre.net/t5860-lustereczko-powiedz-szczerze https://www.morsmordre.net/f166-doki-parszywy-pasazer-pokoj-4 https://www.morsmordre.net/t6086-skrytka-bankowa-nr-1440 https://www.morsmordre.net/t6087-sybilla-vablatsky
Zawód : wróżbitka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

she walked with darkness
dripping off her shoulders;
I've seen ghosts
brighter than her soul

OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz
Stare magazyny - Page 12 Tumblr_p1vjte0A1B1tfh1dfo3_400

Stare magazyny - Page 12 Empty
PisanieTemat: Re: Stare magazyny   Stare magazyny - Page 12 I_icon_minitime13.07.19 16:10

Nie potrafiła powstrzymać drgnięcia warg, zaciskających się w przepełnioną uporem, cienką kreskę; nie panowała też nad ciemnymi brwiami, które w jednym momencie zbiegły się ku sobie, nadając jej twarzy wrogiego wyrazu, komponującego się idealnie z ostrzegawczym błyskiem w zielonych tęczówkach, spoglądających na stojącego przed nią mężczyznę z intensywnością płomienia, gotowego spopielić wszystko na swojej drodze. A przecież wcale nie planowała zrobić mu na złość; nie była typem szukającym zaczepki, a dotrwanie we względnie jednym kawałku (nie licząc blizny po rozszczepieniu, która wciąż szpeciła jej przedramię ciemną plamą czerwieni) do swoich dwudziestych pierwszych urodzin zawdzięczała głównie strategii zakładającej bardziej niezauważone przemykanie między konfliktami, niż angażowanie się w nie. Początkowo miała więc zamiar zwyczajnie wyłgać się z przypadkowego (czy na pewno?) spotkania i zapomnieć o Cedriku Dearbornie w ciągu następnych kilkunastu minut, ale im dłużej jego silne palce wpijały się w jej skórę, i im więcej sarkastycznych zdań padało z jego ust, tym goręcej wrzała zgromadzona gdzieś na dnie jej umysłu buta. Nie znosiła, gdy ktoś tak ostentacyjnie okazywał jej swoją wyższość, patrząc na nią z góry tylko przez wzgląd na to, jak wyglądała, gdzie mieszkała, i czym się zajmowała, za nic mając sobie fakt, że przecież tak naprawdę wcale jej nie znał; a jeszcze bardziej – nie była w stanie pogodzić się z tym, że robił to on. – Nigdzie – odpowiedziała uparcie, nawet nie siląc się na wymyślenie wiarygodnego kłamstwa. Chciała go sprowokować, sprawdzić, jak daleko się posunie, żeby postawić na swoim; kącik jej ust drgnął nieznacznie, gdy wydało jej się, że dojrzała u niego cień irytacji – słaby, tlący się gdzieś między głoskami jej własnego nazwiska, które wciąż ośmielał się bezkarnie wypowiadać.
Starała się patrzeć mu prosto w oczy, nie dając po sobie poznać, że niezmiernie irytowała ją konieczność ciągłego zadzierania głowy w górę, sprawiająca, że wciąż uderzające w nich fale deszczu zmuszały ją do niekontrolowanego mrugania zalewanymi wodą powiekami. Nie drgnęła nawet, gdy padły słowa miejsce zbrodni, chociaż coś lodowatego zacisnęło się w jej żołądku; czy powinna jednak się dziwić? Urywki rozcieńczonej deszczem wizji mieszały się z rzeczywistością, oczywiście, że chodziło o morderstwo – z jakiego innego powodu pojawiłoby się tutaj Biuro Aurorów? Przełknęła ślinę. – Och, wybaczy pan, panie Dearborn – odezwała się; w jej głosie trudno byłoby dopatrzeć się choćby mdłej nuty przeprosin. – Chyba zbyt pochopnie założyłam, że ktoś pełniący tak wymagającą profesję, jak pan, posiada umiejętność logicznego łączenia faktów. Już spieszę z wyjaśnieniami. – Zdawało się, że nie mogła już wyżej unieść wycelowanego w niebo podbródka, ale jakimś cudem jej się to udało. – Dzielnica portowa, w której się obecnie znajdujemy, stanowi również moje miejsce zamieszkania – tym samym, chcąc przedostać się w jakikolwiek inny rejon miasta, jestem zmuszona przejść jej ulicami. Jednocześnie wskaźnik przestępczości jest tutaj – co niezmiernie mnie martwi – niepokojąco wysoki, stąd przypadkowe natknięcie się na stróżów prawa wykonujących swoje obowiązki, nie jest niczym nietypowym. Mówię: stróżów prawa, ponieważ miejsce wspomnianej przez pana zbrodni, o ile się nie mylę, znajduje się za pana plecami, czyli w przeciwnym kierunku niż ten, z którego tutaj przyszłam. Cokolwiek więc pan sugeruje, jest oparte na błędnych, lub w najlepszym wypadku mocno naciąganych założeniach – ciągnęła, tym razem kłamiąc już jednak jak z nut; nie było mowy, by powiedziała mu o wizji – wyśmiałby ją, nie mówiąc już o tym, że nie miała najmniejszego powodu, żeby mu ufać. Wprost przeciwnie, znajdowała póki co same argumenty przeciw.
Jak na przykład ten, że tak otwarcie z niej drwił, bezczelnie robiąc to, co w innych czarodziejach irytowało ją najbardziej: sprowadzając jej dar do śmiesznej festiwalowej sztuczki, trywialnego oszustwa; bagatelizując cały ciężar konsekwencji, które niosło za sobą jasnowidzenie. Zacisnęła zęby, czując, jak ogień, który początkowo tylko tlił się niemrawo za jej mostkiem, dusi ją lodowatym gorącem, wylewającym się na policzki w postaci dwóch nierównych plam szkarłatu. Gdy odezwała się znowu, z jej głosu biła pogarda – ale już nie chłodna i wykalkulowana, a chaotyczna, przemieszana z emocjami, których wcale nie chciała wyciągać na zewnątrz. – Jeżeli potrzebuje pan spoglądania w kryształową kulę lub rubrykę w gazecie, żeby zauważyć, że wiadro wody wlewa się panu za kołnierz, to jest pan jeszcze gorszym śledczym, niż początkowo sądziłam. – Nie powinna była wypowiadać następnych słów, ale kiedy już padły, za późno było na ich cofnięcie. – Co właściwie wiele by wyjaśniało. – Zrobiła krok do tyłu, doskonale świadoma, że jego uścisk powstrzyma ją przed ucieczką. – A teraz proszę mnie puścić, zanim oskarżę pana o nieuzasadnioną napaść – wysyczała, celowo podnosząc głos; groźba była pusta, wiedziała o tym – zapewne wiedział o tym również Dearborn – ale chciała przerwać tę dziwną, niewyjaśnioną iluzję, wprawiającą ją w nieznośne przekonanie, że mimo niedalekiej obecności przynajmniej kilku innych czarodziejów, byli w zmywanej deszczem uliczce zupełnie sami.




it's not the fall that kills you;
it's the sudden stop at the end


Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść

ja też
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Stare magazyny - Page 12 Ebde439cada73dc1df7fe2255fd11bf1

Stare magazyny - Page 12 Empty
PisanieTemat: Re: Stare magazyny   Stare magazyny - Page 12 I_icon_minitime26.07.19 0:04

Ja myślę – burknąłem. Jeszcze z tobą nie skończyłem, Sybillo, mówiła moja mina. Musiałem (i chciałem) znać powody jej obecności tutaj. Nie wierzyłem bowiem w aż tak dziwaczne zbiegi okoliczności. W moim zawodzie nikt w nie nie wierzył. Dobitnie wyraziłem swoją wątpliwość co do zwyczajnego spaceru, wcale nie ukrywając, że w to nie wierzę. Zareagowała tak, jak się tego spodziewałem, wierzgając jeszcze mocniej jak uparty, narwany koń, którego jeszcze nie zdążono ułożyć. Dalej zaprzeczała, sprowadzała to do oczywistości, jakiej ja, głupiec, rzekomo nie potrafiłem zrozumieć. Każde kolejne słowo wróżbitki coraz mocniej wytrącało mnie z równowagi.
Nie wygląda pani na specjalnie zmartwioną – wtrąciłem w pewnym momencie, nie mogąc się powstrzymać, jednakże wróżbitka jak gdyby nigdy nic kontynuowała swoją tyradę. Miałem nieodparte wrażenie, że ta kobieta czerpie wręcz sadystyczną satysfakcję mogąc mnie obrazić, próbowała robić to nieustannie, podważając moje kompetencje. – Taka bystra czarownica jak pani nie zna innych sposobów poruszania się, niż własne nogi? – spytałem, krzywiąc się wyraźnie. Próbowała odwrócić kota ogonem, nie zamierzałem jej na to pozwolić. – Wszystko da się wyjaśnić – i liczę, że w końcu zdobędzie się panna na szczere wyjaśnienie.
Mogłem wyliczyć jej kilkanaście powodów, dla których nadchodziła z naprzeciwka. Zaklęcie Abesio, Ascendio, miotła, świstoklik, może zaryzykowała rozszczepieniem i mimo wszystko próbowała się teleportować? Nie wykluczałem żadnego scenariusza.
Sposób w jaki Sybilla Vablatsky drażniła moje nerwy było dla mnie jeszcze bardziej niepokojące niż trup, którego miałem w tamtym momencie za plecami. Zawsze panowałem nad nerwami, trzeba było naprawdę wiele, by zbić mnie z pantałyku i sprowokować do uniesienia głosu, różdżki, do ataku. Do widoku trupów zdążyłem przywyknąć, do kogoś takiego nie.
Powinienem był ugryźć się w język. Zrozumiałem to, gdy dotarł do mnie sens własnych, wypowiedzianych głośno słów. Sprowokowała mnie do nich swoją bezczelnością, zadartą wysoko brodą, zuchwałością, z którą spoglądała mi prosto w oczy jak mało kto. Dawno nie spotkałem na swojej drodze tak butnej kobiety. Sprowokowała mnie, ale to nie było żadne usprawiedliwienie. Zawsze trzymałem nerwy na wodzy, powinien był zrobić to także teraz.
Krwawe rumieńce, jakie rozlały się po bladych policzkach, wzbudziły we mnie dziwne poczucie winy. Moje słowa musiały uderzyć w czułą strunę, wyprowadziły wróżbitkę z równowagi, kobiecy głos ociekał od pogardy i jadu obficiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Tym razem jednak w pełni na nie zasłużyłem, dlatego przyjąłem je w milczeniu, nie odpowiedziałem kolejnym atakiem na atak.
Panno Vablatsky, proszę mi wybaczyć, nie chciałem panienki i panny daru urazić… – wtrąciłem się, próbując się wytłumaczyć, czułem wyrzuty sumienia i wewnętrzny przymus, aby wyprostować tę sytuację. Słowa, które padły z jej ust zabrzmiały jednak wzbudziły moją czujność. – Co według panny to niby wyjaśnia? – spytałem ostro.
Mogła oskarżyć mnie o napaść, jeśli takie miała życzenie, wytłumaczyłbym się z tego szybko i bardzo prosto. Pojawiła się, po raz drugi w przeciągu krótkiego odstępu czasu, na miejscu zbrodni, przy ognisku czarnej magii, miała powiązania z czarnoksiężnikami, była córką kobiety, którą wtrąciłem za mury Azkabanu, istniały wiec podstawy, aby przypuszczać, że z owymi przestępstwami mogła być powiązana. Ja to wiedziałem i ona także z pewnością także zdawała sobie z tego sprawę. Mimo wszystko wydawała się bystrą kobietą.
Poluzowałem uścisk palców, cofnąłem dłoń, pozwalając, aby się cofnęła, jeśli chciała. Nie w mojej naturze leżały pokazy siły, by udowodnić, że dominuję nad kobietą mężczyzną fizyczną, by poczuła się zagrożona, zapędzona w kozi róg. Sam uczyniłem krok w tył, zwiększając pomiędzy nami dystans, świadom, że jeśli spróbuje uciec, to i tak zdołam ją zatrzymać. Miałem nadzieję, że ona także to wie.
Coś pani przede mną ukrywa, panno Vablatsky. – To było bardziej stwierdzenie faktu, niż pytanie. Nie mogłem oprzeć się temu wrażeniu odkąd pierwszy raz ją ujrzałem, a raczej od chwili, w której to ona pierwszy raz spojrzała na mnie. Wyglądała jakby zobaczyła ducha, jak to mówią mugole, bo w naszych kręgach spotkanie ducha nie było niczym zaskakującym.
Tylko co?
Podczas śledztwa w Parszywym Pasażerze i na statku, o którym wspomniała podczas przesłuchania wróżbitka, nie wyszedł na jaw jej związek z podejrzanymi. Ostatecznie zdawała się naprawdę jedynie wówczas śpiewać podczas nocnej swawoli i im śpiewać. Teraz sama, swoją obecnością tu i pełnymi tajemnicy słowami, ściągała na siebie mój wzrok i wątpliwości.




World needs bad men.
We keep the other bad men from the door.


Powrót do góry Go down
 

Stare magazyny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki :: Opuszczone magazyny-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19