Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Korytarz
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Korytarz

Brudne i zniszczone dywany rzucone niedbale na posadzkę oraz łuszczące się farby na zajętych grzybem ścianach to najmniejszy problem owego korytarza. Gdzieniegdzie można dostrzec zaschniętą krew, a wielkie schody z każdym dniem coraz bardziej podnoszą poziom adrenaliny przy ich pokonywaniu. Na strych jest długa, mozolna i kręta droga.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down


W końcu gospodarz raczył otworzyć drzwi prowadzące do swego lokum, na co Caelan zareagował cichym, znaczącym chrząknięciem. Naturalnie, usta Drew wyginał zaczepny uśmiech, do którego żeglarz zdołał się już przyzwyczaić; inna sprawa, że to nie Macnair dopiero co przemókł do suchej nitki, przedzierając się przez spływające deszczem ulice Londynu, dobrze więc, że dopisywał mu humor - dzięki temu nie musiał obawiać się, że do napisania tego enigmatycznego listu zmusiły go poważniejsze problemy.
- Zwłaszcza gdy mam wodę w butach - odpowiedział sceptycznie, bez chwili zwłoki, wodząc po twarzy druha spojrzeniem zmrużonych złowróżbnie oczu. Był to już rytuał, słowne przepychanki, krzywe miny i zawadiackie uśmiechy. Nie czekał na zaproszenie; szybko przekroczył próg, a gdy tylko znalazł się w korytarzu prowadzącym w głąb mieszkania, zdjął z siebie ociekający wodą płaszcz i przewiesił go przez obręcz schodów. - Ta pogoda to jakieś szaleństwo - dodał jeszcze, a jego twarz wykrzywił szpetny grymas. Na szczęście wziął ze sobą rum, on powinien pomóc mu się rozgrzać. Ruszył śladem Drew, w ciszy kierując się ku jednemu z dalszych pomieszczeń; liczył na to, że prędko dowie się, co chodziło znawcy klątw po głowie. Po chwili i on zajął wolne miejsce przy stole, wzdychając przy tym mimowolnie, z cichym stuknięciem odstawiając butelkę na blat. Skinął krótko głową na pierwsze ze słów druha. - Miałeś szczęście, że naprawdę chciałem opuścić towarzystwo swej wspaniałej rodziny - mruknął, pozwalając sobie na krótki uśmiech. Drażnił się z nim, Drew musiał o tym wiedzieć; list rozbudził jego ciekawość, zaś każda prośba Macnaira była dla niego ważna. Nie zwlekałby ze spotkaniem dłużej, niż byłoby to konieczne. Z wdzięcznością przechwycił szklankę z ognistą, biorąc z niej pierwszy łyk; alkohol rozlewał się po przełyku przyjemnym ciepłem. - Co mnie zainteresuje, Drew? - zapytał, wspierając się o blat stołu, wwiercając się w twarz towarzysza uważnym, czujnym wzrokiem. Tu byli bezpieczni, mogli rozmawiać o wszystkim, wierzył w to. Całe mieszkanie z pewnością było obłożone zaklęciami ochronnymi, nikt nie mógł ich podsłuchać, dlatego przyjaciel nie musiał już owijać w bawełnę i bawić się z nim w kotka i myszkę.



paint me as a villain
Caelan Goyle
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874

Powrót do góry Go down

Szatyn nie ukrywał błądzącego, kpiącego uśmiechu na drobną uwagę towarzysza. Faktycznie pogoda nie rozpieszczała, jednak ulewy były jej najmniejszym minusem; w końcu to burze i silne wyładowania niejednokrotnie jeżyły włosy na karku. Macnair podobnie jak Goyle znali jej przyczynę, ale wbrew pozorom nie była ona wiwatem na cześć zwycięstwa, a gorzkim przypomnieniem o wielkiej, bolesnej przegranej. -Sądziłem, że towarzystwo wody nie jest dla Ciebie szczególnym problemem.- uniósł kącik ust rozsiadając się wygodniej na krześle. Obracając w dłoni szklaneczkę z alkoholem przyglądał się Caelanowi, który szybko poszedł w jego ślady i już po chwili sam dzierżył między palcami trunek. Lubił jego towarzystwo, obydwoje nie stronili od pokaźnej ilości ognistej whisky, a przy takiej najlepiej rozmawiało się o interesach. Ponadto nie gardził jej jakością – ważne, że była mocna i dobrze opiekowała się ich smutnym stanem trzeźwości.
-Nie zapowiada się na poprawę.- skwitował kwestię pogody rzucając krótkie spojrzenie na szybę, przez którą dało się dostrzec silne strugi deszczu i liczne, jasne pioruny. Nie było mu to na rękę, warunki atmosferyczne właściwie kompletnie uniemożliwiały podróże w obrębie kraju. Domyślał się także, że i sam Goyle borykał się z podobnymi problemami.
-Pomyślałem, że warto wyrwać Cię z czterech ścian, bo jeszcze skończysz jako pantofel druhu.- do takowego było mu daleko, jednakże Macnair lubił od czasu do czasu nadepnąć mu na odcisk, rzecz jasna w żartobliwym kontekście.
Gdy przeszedł od razu do kluczowego tematu ich spotkania brew szatyna powędrowała ku górze. Pochyliwszy się do przodu oparł łokcie o blat stołu i upił nieznacznej ilości trunku, a wzrok zawiesił na wysokości jego twarzy. -Od dawna chodzi mi po głowie, aby rozkręcić interes tu na miejscu. Nie sądziłem, że zatrzymam się w Londynie na dłużej, jednakże pewne sprawy uzmysłowiły mi, iż to słuszna decyzja.- rozpoczął kładąc w szczególności nacisk na słowo „pewne”, aby dać do zrozumienia Goylowi, co konkretnie miał na myśli. W końcu obydwoje służyli tej samej sprawie.
-Nokturn nie jest zjawiskową lokalizacją do prowadzenia jakiegokolwiek biznesu, ale otwiera nam więcej możliwości na wykorzystanie przestrzeni. Prowadzenie baru jest dobrą zasłoną dymną do mniej legalnych ruchów.- uśmiechnął się przebiegle i wyprostował ponownie opierając plecami o stare krzesło. -Z resztą nie ma co ukrywać, tutaj nigdy nie przestaje się pić.- zaśmiał się pod nosem, po czym upił ognistej wyczekując pierwszej reakcji. Właściwie mógłby sam zakupić nieruchomość i czerpać z niej całkowity zysk, jednakże nie chodziło tutaj tylko o gotówkę, ale aspekty, które można było rozwijać w przestronnych piwnicach lokalu. Ponadto obiło mu się o uszy, że Goyle znał się na tej bardziej mozolnej, technicznej stronie dbania o biznes, co dla szatyna pozostawało zagadką. Praca w podobnym miejscu nie uczyła wszystkiego od podszewki.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Podejrzewał, co było źródłem tej pachnącej czarną magią anomalii pogodowej, która rozpołowiła Big Bena i która nie wyglądała, jakby miała się skończyć w najbliższej przyszłości, nie chciał jednak wypowiadać swych obaw na głos, a przynajmniej - jeszcze nie teraz. Z pewnością będą mieć na to czas później, kiedy już przedyskutują sprawę, z którą chciał zwrócić się do niego Macnair. Skrzywił się wyraźnie, gdy gospodarz wbił mu szpilę, nie był tym jednak zaskoczony.
- To nie jest towarzystwo wody, Drew, tylko chędożona, nieustająca burza, która niesie ze sobą śmierć i zniszczenie - odparł mu bez większych emocji, mimo to grymas niezadowolenia nie znikał z jego ust. Nawet niedalekie morskie wycieczki miały zostać utrudnione przez wysokie, gwałtowne fale i szarpiący żagle wicher. - Niestety - dodał w odpowiedzi na uwagę towarzysza, samemu zerkając w stronę okna, by następnie wznieść szklankę do ust i posmakować Ognistej po raz kolejny. Było mu już cieplej, alkohol pomagał się rozgrzać, lecz wciąż nie mógł zapomnieć o szalejącej na zewnątrz burzy. Powoli zdjął skórzane rękawiczki, w których skrywał swe spracowane, poznaczone odciskami dłonie i odłożył je na bok. - Do tego mi daleko - burknął ostrzegawczo, gromiąc towarzysza wzrokiem; znali się już długo, zdawał więc sobie sprawę z faktu, że wyprowadzanie go z równowagi musiało sprawiać Macnairowi niemałą satysfakcję. Mimo to wciąż dawał się w to wciągać. Tematy czcigodnej małżonki czy domniemanego pantoflarstwa łatwo wzbudzały w nim irytację.
Odchylił się w krześle, wspierając plecy na oparciu, obserwując rozmówcę z uwagą; kiwał głową, gdy ten zaczął odkrywać przed nim karty, zdradzać się z powodem, dla którego go zaprosił. Był zaskoczony, nie spodziewał takiej decyzji, ba, przez myśl mu nie przeszło, że Drew mógłby myśleć o otworzeniu własnego lokalu. Jednak czy była to zła decyzja? Doskonale rozumiał, że przynależność do Rycerzy uniemożliwiała wielomiesięczne wyprawy w poszukiwaniu drogocennych artefaktów czy, jak w jego przypadku, odległe podróże przemytnicze.
- Masz już coś na oku? - zapytał, pocierając w zamyśleniu pokrytą zarostem brodę. - Nokturn może nie jest, jak to ująłeś, zjawiskową lokalizacją, jednak ma ewidentne plusy. Wszystko zależy od tego, co miałoby przynosić największy zysk - alkohol czy ten mniej legalny aspekt interesu. - Myślał o roztoczonej przed nim wizją lokalu, a w jego głowie kiełkowały kolejne pytania. Nigdy nie prowadził baru, miał jednak pewne pojęcie o organizowaniu i zarządzaniu, wszak przykrywką dla przemytu był całkowicie legalny statek handlowy, które był kapitanem. - Miałbyś konkurencję, wierzę jednak, że przy odpowiedniej strategii udałoby się zainteresować nie tylko biednych pijaczków, ale też bogatszych bywalców dzielnicy i wybić w ten sposób ponad Wywernę czy Mantykorę - mruknął cicho; wszystkie knajpy Nokturnu były takie same, obskurne, brudne, pełne mętów i oszustów. - Stać cię na to? Czy myślałeś o pożyczce? - zapytał rzeczowo. Goyle nie był wielkim fanem banku Gringotta, był więc gotów wesprzeć druha nie tylko dobrą radą, ale też pieniędzmi, gdyby ich tylko potrzebował. - I o jakich dodatkowych atrakcjach myślałeś? - dodał jeszcze, po czym upił kolejny łyk alkoholu. Próbował ustalić jak najwięcej szczegółów, by następnie móc skupić się na naświetlaniu luk czy potencjalnych zagrożeń.



paint me as a villain
Caelan Goyle
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874

Powrót do góry Go down

Obserwował towarzysza z uwagą, gdy ten z wyraźną niechęcią opowiadał się za szalejącą aurą. Wcale mu się nie dziwił, miał podobne odczucia, jednakże w każdej sytuacji szukał plusów i nawet w podobnej udało mu się takowe znaleźć. -Póki pioruny celnie trafiają szlamy i płaszczących się przed nimi zdrajców to mogę im wybaczyć całokształt.- rzucił półżartem, albowiem doskonale wiedział, iż ofiary były zupełnie przypadkowe. Na wyładowania mógł natknąć się każdy; przypadkiem, świadomie, a nawet podczas korzystania z magii, która w ciągu ostatnich dni niosła za sobą jeszcze większe ryzyko niżeli wcześniej. Myślał, że wtem anomalie sięgnęły szczytu swej siły – mylił się.
-Pozostaje pytanie czy nie będzie tylko gorzej. Nieustannie nurtuje mnie myśl jak wielką moc dzierżą w sobie poszczególne źródła i jak wiele można by było zyskać, gdyby nie tylko je poskromić, ale w pewien sposób przejąć. Zaczerpnąć z nich energii.- dodał zamyślając się na moment. Już dawno porzucił złudne pragnienie odkrycia ów tajemnicy, bowiem skoro do tego czasu nikomu nie udało się tego uczynić, to z pewnością i jego starania spełzną na niczym. Był biegłym runistą z miernym zakresem wiedzy o numerologii – a przypuszczał, iż owa dziedzina nauki stanowiła fundament. Rzecz jasna Czarny Pan dał im wytyczne, pokazał jak należy wyciszać szalejącą siłę i czerpać z takowej korzyści, jednakże miały one swe zastosowanie jedynie w danym miejscu.
Uniósł kącik ust, gdy Goyle jasno wyraził swe zdanie w kwestii pantoflarstwa. Szatyn doskonale zdawał sobie sprawę, iż nigdy nie był upięty do smyczy i właściwie czynił to na co miał ochotę, jednak reakcja na ów temat zwykle warta była kolejnej kąśliwej uwagi. -Jakżeby inaczej.- skwitował nie zamierzając dłużej go męczyć, bowiem mieli o wiele ważniejsze tematy do obgadania. Kwestia żonki mogła poczekać.
Upijając sporej ilości trunku ze szklanki obserwował uważnie reakcje Caelana na przedstawiony pomysł. Był ciekaw czy druha zainteresuje pewna współpraca, dodatkowy dochód, a przede wszystkim miejsce, w którym będą mogli prowadzić swoje interesy z mniejszym ryzykiem wykrycia. Najciemniej zawsze było pod latarnią. Mimo wszystko nie dało się ukryć, że pub stanowił wyjątkowo solidną zasłonę dymną, a coraz większa liczba zleceń zmuszała Macnaira do szukania nowych rozwiązań w aspekcie klątw – nie mógł nieustannie czynić tego w domu. Liczne odwiedziny zwróciłby uwagę nawet zapijaczonych sąsiadów i co gorsza może jeszcze uznają, że jest jedynym w swoim rodzaju chłopcem lekkich obyczajów? Ta myśl sprawiła, że na jego ustach zagościł szelmowski uśmiech, nieustannie go to bawiło. -Po co robić konkurencję, skoro można takową wykupić?- uniósł brew spoglądając wprost na swego towarzysza. -Gdybyśmy ulokowali gotówkę w Karczmie Pod Mantykorą to nie tylko zyskamy ich klientów, ale i unikniemy niechcianych wizyt.- celowo użył liczby mnogiej chcąc zasugerować mu, że widzi go jako wspólnika. -Nikt nie musi wiedzieć o zmianie właścicieli, więc pewien problem mamy z głowy.- pokiwał wolno głową przez moment zastanawiając się nad jego pytaniem, a być może odpowiedzi jakiej oczekiwał. -Obawiam się, że z nami w okolicach baru na alkoholu będzie wyjątkowo sroga strata, jednak to będzie najmniejszy problem. Pod lokalem znajdują się przestronne, niewykorzystane piwnice. Z pewnością znajdziesz sposób, aby je wykorzystać.- prowadził brudne interesy, ściągał nielegalne artefakty. Po co zatem było ryzykować? Pozostawienie tam łupów zapewniało czyste ręce. -Wystarczająco by wejść w to z Tobą na równym pułapie. Ty znasz się na papierologii, ja zajmę się prowizorką w postaci dalszej działalności lokalu.- zaproponował mając w swym doświadczeniu zajmowanie się podobnym interesem na wschodzie. Atrakcje chciał pozostawić na koniec, gdy już Goyle przemyśli sprawę – czuł jednak, że nie będzie potrzebował na to zbyt wiele czasu.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

- Źródła anomalii? - dopytał, choć odpowiedź zdawała się oczywista. - To z pewnością byłoby cenne, gdybyśmy mogli przejąć choć fragment ich niszczycielskiej mocy. Nie wiem tylko, na ile to wykonalne. - Caelanowi nie brakowało wiary w jednostkę badawczą Rycerzy, jednak o wielu tematach nie miał większego pojęcia, a już zwłaszcza tych związanych z działaniem takiej magii, toteż trudno było mu snuć domysły, co jest możliwe, a co leży poza zasięgiem wszystkich, nawet tych najwybitniejszych czarodziejów. Przy naprawianiu anomalii posłusznie kierował się wskazówkami otrzymanymi za pośrednictwem Śmierciożerców, a które przekazał im sam Czarny Pan.
Doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że odpowiedź Mulcibera podszyta była dalszą kpiną. Nie zamierzał go jednak zachęcać do kontynuowania tego tematu; posłał mu ostatnie krzywe spojrzenie, po czym ponownie zerknął ku szalejącej za oknem burzy. Wolał skupić się na temacie, który nakłonił Drew do wysłania listu, niż kontynuować odbijanie piłeczki. Po krótkiej chwili powrócił wzrokiem ku twarzy druha, w samą porę, by dostrzec szelmowski uśmiech wykrzywiający jego usta - co mu chodziło po głowie? Słuchał o planach rozkręcenia na Nokturnie własnego biznesu, dopiero po dłuższej chwili orientując się, że cały ten czas mówił o tym w liczbie mnogiej. Był nieco zaskoczony, do tej pory nie planował inwestycji innych niż dotyczących rodzinnej łajby, nie oznaczało to jednak, że był przeciwny. Im dłużej o tym myślał i im dłużej Drew snuł swoją wizję, tym bardziej zaczynał się nad tym zastanawiać. - Sprytnie - odparł, gdy towarzysz zaproponował wykupienie Mantykory; potarł porośniętą zarostem brodę w zamyśleniu, powoli układając sobie wszystko w głowie. - Skąd wiesz o tych piwnicach? - Wyglądało na to, że zaklinacz miał sprawdzone źródło informacji, które poinformowało go nie tylko o tym, ale i o możliwości przejęcia lokalu. Wszak nie każdy byłby chętny do sprzedaży knajpy, która musiała przynosić stały dochód. - Faktycznie przejęcie istniejącego już, posiadającego stałych bywalców interesu powinno zaoszczędzić nam kilku problemów - mruknął po chwili, myśląc nie tylko o zapewnieniu ruchu, ale i tym mniej legalnym aspekcie interesu. Obecny minister powinien trzymać zarówno policję, jak i aurorów z daleka od Nokturnu, a przynajmniej - uniemożliwiać im oficjalne naloty. - Pozostawałoby mieć nadzieję, że nasza tożsamość pozostanie nieznana, albo raczej, że wiadomość o zmianie właścicieli nie wydostanie się poza grono zaufanych nam ludzi - ciągnął dalej; nie łudził się, by udało im się utrzymać przejęcie Mantykory w tajemnicy, a przynajmniej nie przed wszystkimi. - Załóżmy, ze się zgodzę - odezwał się znowu, tym razem głośniej, pewniej, z krzywym uśmiechem wyginającym usta. Rozparł się na krześle i upił kolejny łyk alkoholu, odszukując przy tym wzrok siedzącego na przeciw towarzysza. - Że zajmę się papierologią, pomogę dopiąć sprzedaż na ostatni guzik, a przy tym upewnię się, że obecni właściciele nie zrobią nas w konia. Co dalej? Od czego chciałbyś zacząć? Od zagospodarowania piwnic? I skąd pewność, że chęć pozbycia się lokalu nie jest podyktowana jakimiś problemami? Długiem, niewielkim dochodem... - Przerwał wyliczać, obserwując z uwagą twarz Drew. Propozycja ta wydawała się ciekawa, dawała nowe perspektywy, a może także stałe źródło dochodu. Wolał jednak wypytać o wszystko teraz, gdy jeszcze nie wpakowali się w ten interes, niż po fakcie.



paint me as a villain
Caelan Goyle
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874

Powrót do góry Go down

Pokiwał głową na pytanie, a następnie stwierdzenie towarzysza. Był przekonany, iż każdy mający choć jednokrotnie do czynienia z ów niszczycielską mocą posiadł świadomość jej siły i tylko naiwny był gotów ją zignorować. Nim nie przestaną im dokuczać – jeśli w ogóle istniała szansa zniszczenia głównego źródła – mieli jeszcze szansę, badacze mogli odkryć swego rodzaju podłoże nagromadzonej magii i zaczerpnąć z nich wiedzy tudzież w najlepszym przypadku korzyści. Stanowiło to jednak na tyle odległy i trudny plan, że nie było większego sensu pokładać w tym większych nadziei. Pamiętał słowa na spotkaniu odnośnie wzmacniania różdżek, co było znacznym przełomem niosącym pozytywne efekty, jednak ostatnia przepaść sugerowała, iż na tym miało się to zakończyć. Mimo wszystko podziwiał i niezwykle szanował włożoną, w ów kwestię, pracę. Mieli w swych szeregach wyjątkowo umiejętnych i uczonych czarodziejów.
Trapiło go podejście Goyla do tematu wspólnego biznesu, jednak nieustanne zainteresowanie i brak ironicznych uśmiechów sugerował, że przynajmniej zapragnął to przemyśleć. Stanowiło to dobry znak, w końcu szatynowi przeszło przez myśl, iż z góry mógł przekreślić jego plan chociażby z uwagi na brak wystarczających funduszy, czy doświadczenia. -Puściłem nieco wici. Nie szedłbym w nic w ciemno.- uniósł brew spoglądając na twarz Caelana, a następnie upił ognistej czując przyjemne pieczenie w gardle. -Wymagają generalnego remontu, zaklęć ochronnych i zabezpieczeń. Dodatkowo opróżni to nasze kieszenie, ale dzięki temu znacznie poszerzy horyzonty.- dodał nie zamierzając „wsadzić” towarzysza na minę. Wolał od samego początku mówić wprost jak mają się pewne sprawy – ubarwianie rzeczywistości nie mogłoby przynieść żadnych pozytywnych efektów, poza ewentualnym początkowym sukcesem. Z resztą liczył na konstruktywne uwagi, bowiem zważywszy na swój brak doświadczenia mógł pewne elementy po prostu przeoczyć i był tego w pełni świadom.
-Dokładnie.- potwierdził jego słuszne spostrzeżenie o ominięciu kilku problemów. Lokal był odpowiednio dostosowany i zaaranżowany, nieustannie działał mając swoją klientelę, a dodatkowo każdy mieszkaniec Nokturnu wiedział gdzie się znajdował. Dzięki temu bez trudu mogli wstrzymać się ze zbędnymi wydatkami, które w przypadku nowego miejsca byłyby nieuniknione i znacznie wyższe niżeli różnica przy wykupie Karczmy.
-Jeśli pragniemy zadbać o anonimowość możemy pokusić się o zapewnienie sobie takowej poprzez znalezienie odpowiedniej osoby.- rzucił wyginając wargi w ironicznym wyrazie. -Rzecz jasna nie musimy się obawiać o jej brak zgody.- uniósł brew wymownie. Gdyby faktycznie pokusili się skazać kogoś na świecenie nazwiskiem za ich występki, to istniała szansa, że chociażby w pierwszej fazie jakichkolwiek problemów skutecznie uda im się zatrzeć ślady. Szatynowi nie zależało na rozgłosie, a wręcz przeciwnie – planował nieustannie działać pod inną maską.
Uniósł szkło w chwili, gdy ten zasugerował zgodę, a następnie w geście niemego toastu upił kolejny łyk. -To już Twoja działka by zapoznać się z dokumentami na tyle, byśmy nie wpadli na minę. Nikt o długu nie wspominał, więc rzekomo go nie ma, jednak wolałbym się upewnić.- stwierdził jasno dając Goyle’owi do zrozumienia, iż nie miał nader wielkiego pojęcia o wszelkich zapisach tudzież umowach. -Zacząłbym od razu, aby nikt nie domyślił się, że zaszły jakiekolwiek zmiany. Doprowadzeniem do stanu używalności piwnic zajmowałbym się w ciągu dnia, kiedy drzwi lokalu będą zamknięte. Jeśli postanowimy je ukryć, to nikt nie będzie zadawać niewygodnych pytań, bo po prostu nie będzie mieć pojęcia o ich istnieniu.- zwieńczył skupiając wzrok na towarzyszu. Czuł, że ten będzie mieć kolejne pytania oraz wątpliwości, a może nawet sugestie – i dobrze, o to chodziło.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

- Na remontach zdążyliśmy się już poznać - sarknął, przypominając sobie niedawne prace przy odbudowie Wywerny. Szkoda, że mimo włożonego w to wysiłku - i utopionych tam środków - miejsce spotkań Rycerzy nie było już tak bezpieczne jak kiedyś. - Zaklęcia obronne, zabezpieczenia, to również nie jest coś, czego nie bylibyśmy w stanie zapewnić - dodał, na powrót stając się poważniejszy, skupiony na temacie. Rozważali w końcu dość poważny krok, który mógł im przynieść znaczne korzyści, ale również mógł okazać się ryzykowny, zapewnić im zbędną przecież uwagę organów ścigania. Caelan nie planował takiej inwestycji, pozbywania się lwiej części oszczędności z myślą o przyszłych zyskach, zdawał sobie jednak sprawę z faktu, że to powinno przyśpieszyć gromadzenie galeonów; wraz z przyjściem na świat drugiego dziecka wydatków miało przecież tylko przybyć.
- Odpowiedniej osoby... Masz kogoś na myśli? - dopytał, choć bardziej od personaliów kandydata interesowało go ryzyko, na które się decydowali. Goyle nie miał okazji do wprawienia się w rzucaniu Imperiusa, nie wiedział więc, na ile bezpiecznym rozwiązaniem było ukrywanie swej tożsamości pod przykrywką stale kontrolowanej marionetki. Czy nikt nie zauważy czegoś niepokojącego w jej zachowaniu? Czy nie jest to rozwiązanie, które wydaje się kuszące na krótszą metę, lecz w długoterminowej perspektywie nie zdaje egzaminu? - Wziąłbyś na siebie podporządkowanie tego kogoś naszej woli? - odezwał się znowu cicho, przenosząc na twarz Drew uważne spojrzenie zmrużonych w zamyśleniu oczu. - Kandydat... lub kandydatka, musieliby być samotni, możliwie jak najbardziej wycofani z towarzystwa, by nie wzbudzać podejrzeń swym niecodziennym zachowaniem. Jednocześnie nie powinni wzbudzać niechęci swą reputacją. - Przyłożył szkło do ust, wziął kolejny łyk alkoholu, który rozlewał się po przemarzniętym ciele przyjemnym ciepłem. Pokiwał krótko głową, gdy Macnair kontynuował swój wywód. Naturalnie, będzie musiał zagłębić się w księgi Mantykory, by dojść do tego, w jakim tak naprawdę stanie znajdował się lokal. Średni miesięczny przychód, wysokość wydatków, rozbieżności między faktycznym stanem pieniężnym a wpisami w oficjalnych rejestrach - inna sprawa, czy obecni właściciele Mantykory mieli dość chęci i oleju w głowie, by prowadzić skrupulatne zapiski przychodów i rozchodów. O tym jednak miał się przekonać już niebawem... O ile, oczywiście, przystanie na warunki Drew i zostanie jego wspólnikiem. Z każdą kolejną chwilą plusy coraz bardziej przesłaniały ewentualne minusy. - W porządku - odparł oszczędnie, obaj zdawali sobie sprawę, że przebrnięcie przez papierologię miało należeć do jego obowiązków. - Jak chcesz doprowadzić je do stanu używalności? Własnoręcznie? Czy masz może zaufanych pracowników, lub kolejnych kandydatów do podporządkowania naszej woli? - zadał kolejne pytania, woląc poznać wizję druha na wylot, niż później żałować swego pochopnej zgody. - Jeśli chodzi o mnie, nie będę udawać, że mój statek przestanie być moim priorytetem, Drew. Jeśli jednak nie przeszkadza ci ten fakt - i fakt, że nie będę mieć wiele czasu, by zajmować się Mantykorą na bieżąco - to możesz na mnie liczyć. Zajmę się księgami, umowami i innymi papierami, upewnię się, na czym stoimy i czy lokal nie tonie w długach. Naturalnie, wyłożę też połowę sumy potrzebnej na przejęcie. Zaraz przedyskutujemy sprawę piwnic i tego, jak doprowadzić je do porządku... A także jak je zagospodarować. - Kącik ust drgnął mu lekko, przestronne pomieszczenia pod karczmą dawały wiele możliwości. - Czy do tej pory brzmi to dla ciebie akceptowalnie? Czy wyobrażałeś to sobie inaczej? - zatrzymał się, spoglądając ku twarzy gospodarza z uwagą. Mówił więcej niż zwykle, powstrzymywał się przed nerwami czy drwiną, wszak do interesów zawsze podchodził z powagą i zimną głową. Zamarł w bezruchu, ze szklanką w połowie drogi do ust.
Kiedy już odpowiedzieli sobie na wszystkie pytania, a także opróżnili butelkę albo dwie, Caelan opuścił mieszkanie Drew. Miał wiele do przemyślenia, jeśli faktycznie chcieli przejmować Mantykorę.

| zt



paint me as a villain
Caelan Goyle
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874

Powrót do góry Go down

Faktycznie kwestia remontów nie była dla nich obcym tematem, bowiem obydwoje wkładali swe siły w odbudowę Białej Wywerny, która za pomocą wielu pracowitych rąk powróciła do dawnej świetności. Uśmiechnął się zatem na jego słowa i lekko skinął głową by po chwili zamoczyć usta w alkoholu. Nie musiał potwierdzać tego, co dla ich obu było jasne. Zaklęcia ochronne, mimo że wymagały dużych umiejętności, mogli „załatwić” bez osób trzecich, chyba że zamierzaliby zabrać się za te wyjątkowo trudne – wtem jednak mogli skontaktować się z odpowiednimi osobami. Podobnych w szeregach Rycerzy nie brakowało.
Uniósł wymownie brew, gdy Calean zszedł na temat personaliów ich głównego pionka w grze, którego bez skrupułów mogli nazwać typowym biznesowym słupem. -Jestem przekonany, że poznałeś wielu majętnych żeglarzy, niekoniecznie z Wielkiej Brytanii, którzy zapragnęli zapuścić korzenie i osiedlić się w Londynie na dłużej.-rzucił ironicznie, choć z pewnością w głosie, bowiem fakt jak ubiorą historię ów człowieka było tylko i wyłącznie ograniczone ich wyobraźnią. Cieszyło go, że wciąż doskonale się rozumieli – nierzadko bez słów – bowiem Goyle właściwie od razu podłapał myśl i powiedział głośno to czego szatyn jeszcze nie zdążył. Samotnik, najlepiej obcokrajowiec, anonimowy dla każdego w mieście był dla nich szansą, a jeśli nawet cokolwiek mogło się nie udać to mogli ich wymieniać w nieskończoność. Biznes nigdy nie był prosty, dzielnica nie należała do prosperujących i z ambicjami, dlatego zmiana nazwiska nie mogła nikogo dziwić – chyba, że faktycznie działoby się to nader często. Na podobną rotację nie mogli sobie pozwolić.
-Wszystko w swoim czasie. Wpierw przemyśl najważniejszą kwestię, bowiem mimo że ryzyka nie widzę, to z pewnością po drodze wyjdą pewne problemy. Będziesz chciał się z nimi uporać?- spytał, choć znał już odpowiedź. Calean nie należał do tchórzy. -Czy zrobimy to sami, czy czyimiś rękami to o koszty bym się nie obawiał. Nie będziemy trwonić galeonów na aspekt, który można załatwić prościej.- uśmiechnął się kąśliwie, a następnie opróżnił szkło do końca czując przyjemne pieczenie w gardle. Wiele tematów pozostało do omówienia, jednak najpierw chciał mieć jasną deklarację – tak lub nie. Proste.
-Oczywiście, że wezmę to na swe barki. Nie pierwszy raz, przyjacielu.- skinął pewnie głową pamiętając jak pod wpływem jednego z niewybaczalnych zaklęć przejął kontrolę nad złotą rączką, która odwaliła za niego najbrudniejszą robotę. Władza przypadła mu do gustu - szczególnie ta, która równała się z bezpodstawną podległością jego woli.
Rozmawiali jeszcze długo, wymieniali się poglądami i własnymi wizjami kolejnych planów oraz wiążących się z nimi problemów. Czy Goyle chciał czy też nie to szatyn czuł, iż uściśnięcie dłoni pozostało tylko formalnością. Ciekawość i błysk w oku mówił sam za siebie. Wkrótce wszystko miało się wyklarować, pozostało tylko czekać.
/zt





The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Noc 18/19 lipca

Emocjonalna huśtawka, którą przeżywała od początku lipca, sprawiała, że Elvira zaczynała pomału obawiać się samej siebie. Nigdy, nawet jako najbardziej rozwydrzona nastolatka w świecie, nie zachowywała się w taki sposób. Traciła kontrolę na wszystkich frontach i jeżeli tylko nie zajmowała się akurat niczym absorbującym i ważnym, wspomnienia wracały do niej uporczywie, nie pozwalając spać, odbierając rozsądek niepohamowaną, irracjonalną wściekłością. Na kogo była zła bardziej? Z początku na siebie i nie zliczy ile fiolek, czy szklanek rozbiła na ścianach swojej kuchni po to tylko, by je potem naprawić Reparo, ile butelek wina otworzyła wieczorami, ile petów wyrzuciła przez parapet okna. Nie chodziło wyłącznie o kwestię dziewictwa, choć po części też, gdyż nie mając przez całe życie nikogo bliskiego, zaczęła we własnej głowie szczycić się faktem, że nikt jej nigdy nie miał (nie będzie miał). A jednak dużo dotkliwszy okazał się wstyd, nad którym nie umiała zapanować - to, że była wyuzdana, to jedno, ale czy nie zatraciła czasem siebie w tym wszystkim, czy nie powinna darzyć nienawiścią tej części męskiej natury, która w najprymitywniejszy sposób rościła sobie władzę nad ciałem? Jej ciałem? Gdyby tylko wiedziała na pewno, że od początku do końca zmogła ją obłąkańcza magia, gdyby pamiętała to słabiej, z mniejszą ilością szczegółów, wtedy nie miałaby problemów z ukierunkowaniem nienawiści. Nie było to jednak tak proste i zżerała ją odraza do siebie; nie mogła uwierzyć w to, że świadomie mogłaby się stać tak uległa, łatwa, jak jakaś dziwka z portu. Szok okazał się tak wielki, że szybko ułożyła sobie to w głowie inaczej i zaczęła oskarżać Macnaira - bo wina leżała i po jego stronie, bez wątpienia, nawet jeżeli nie gwałtu, to tego, że doprowadził ją do tak żałosnego stanu, że pozwolił jej się zeszmacić, jeszcze pewnie czerpał z tego satysfakcję i na samą myśl o tym, że go to bawi wpadała w szał i miała ochotę wbić mu szpony w oczodoły i zerwać skórę z twarzy.
Może zachowywała się idiotycznie, może nie umiała pohamować emocji - sama to zauważała, ale zamiast zaufać refleksji i powściągnąć złość, ten chaos odbierający klarowność myślenia dodatkowo potęgował furię. No bo tak, chętnie by się uspokoiła, gdyby mogła, ale jakoś kurwa nie szło i chuj mu do tego i sam był sobie winny, że tu dzisiaj przyszła, powinien się cieszyć, że za te parszywe listy nie pokroiła jego sowy na sztuki i nie odesłała mu jej w kawałkach.
Najchętniej wzięła by wszystkie te pergaminy i wepchnęła mu je do gardła, ale nie miała tyle cierpliwości, podarła je już we własnym mieszkaniu.
Do śmiechu mu było, że ona przeżywa załamanie światopoglądu? Zabawne, że przez te kilka lat zdążyła zapomnieć, jacy mężczyźni byli w rzeczywistości; pozbawieni jakichkolwiek wartości, prymitywni i wulgarni, bez honoru, bez godności, bez krztyny szacunku do siebie. I teraz ona była zatruta tym wszystkim i nie, nie płakała ani razu - jeżeli coś jej uwierało, to miała w zwyczaju to niszczyć, a nie nad tym ryczeć.
Tamtego dnia zbiegała po tych schodach o czwartej nad ranem, uciekając w nieswoich ubraniach, w dłoniach mając tylko różdżkę, butelkę Ognistej i trochę fajek. Wystraszona tym, jak dobrze czuła się w męskich ramionach, jak bardzo wcale nie chciała opuszczać jego mieszkania, panikując na samą myśl, że mógłby obudzić się przed nią i zmusić ją do rozmowy. Otrzeźwiło ją dopiero chłodne powietrze i niebezpieczny Nokturn, na którym co chwilę obracała się przez ramię, biegnąc na Pokątną tak szybko, że zgubiła buta w rowie. Upokorzenie nie mogło trwać wiecznie, rozpłynęło się w iskrach złości, gdy w domu położyła się wreszcie w wannie, obolała jak nigdy.
Ale z tym jeszcze poradziłaby sobie w samotności, to jego kpiny dolały oliwy do ognia i sprawiły, że po tygodniu od ostatniego listu dość miała spontanicznych wybuchów wściekłości; doszła do wniosku, że albo się z nim skonfrontuje albo kogoś przez przypadek rozszarpie.
Nie dała dojść rozsądkowi do słowa, nic ją już nie obchodziło, że przychodząc tu tej nocy być może z nim przegrała. Żadnego to nie miało znaczenia, gra pozorów się skończyła, przynajmniej z jej strony. Miała w zamiarze przede wszystkim zakończyć to raz, a dobrze - nie dlatego, że chciała odejść od nich wszystkich, przeciwnie wręcz. Zaangażowała się w sprawę Rycerzy za jego pośrednictwem i nie zamierzała wycofać z powodu takiego idiotyzmu. Co za tym idzie, nie mogła unikać go wiecznie, to musiało zostać rozwiązane.
Najlepiej przemocą.
Zacisnęła zęby i pokręciła głową, pokonując stopnie powoli i w milczeniu. Wybrała późny wieczór, bo największa szansa, że go zastanie - chociaż gdyby go nie było, też by nie przeżywała, po prostu by się tam włamała i zdewastowała ten pierdolnik, który nazywał mieszkaniem. Ubrała spodnie i płaszcz, buty na twardym obcasie, włosy związała niedbale, bo to nie miało znaczenia. Różdżka wystawała jej z kieszeni zaraz pod dłonią, na łokieć zarzuciła sobie jego ciuchy, wyprane a jakże, niech poczuje choć raz jak pachnie porządek. Tak jak tamtej nocy, w drugiej dłoni ściskała Ognistą. Otwartą, zanim wdrapała się na strych, zdążyła upić z niej kilka łyków.
Do drzwi zapukała grzecznie i cicho, całą wolą powstrzymując pragnienie wykopania ich zaklęciem z zawiasów. Nie było sensu od razu obwieszczać zamiarów, zwłaszcza, że gdzieś pod skórą drażniło ją przeczucie, że jeszcze za to wszystko oberwie. Ona, bo na swoje nieszczęście nie była biegła w czarnej magii i znalazła sobie chujowego nauczyciela. Wcześniej ostrożność nakazała jej wybrać Wywernę, potem po prostu go unikać, ale teraz już wszystko jej było jedno.
Dalej, niech pokaże, jaki jest silny, jaki straszny.
Niech da jej powód do nienawiści, którego nie będzie musiała się wstydzić, niech się poleje krew.
Ale najpierw alkohol - przygotowana była i wykonała ruch, gdy tylko drzwi się uchyliły, nie dbając o to, czy otworzy jej on, czy kto inny. Zamachnęła się butelką, nie do uderzenia, które mógłby odparować, ale by chlusnąć mu Ognistą w oczy, twarz, kołnierz, wszystko, do ostatniej kropli.
- Dobry wieczór - powiedziała od razu, uśmiechając się jak szaleniec i może rzeczywiście oszalała, przemawiałby za tym pogodny ton, który nijak nie pasował do sytuacji. - Wybacz, że przeszkadzam, przyszłam ci oddać, co twoje. To są ciuchy, a to była Ognista. Wzięłam sobie ostatnio butelkę, chyba się nie gniewasz - Spojrzała na niego wreszcie i im dłużej patrzyła, tym bardziej się trzęsła. Żeby to zamaskować, rzuciła pustą butelką z impetem o ziemię, a szkło roztrzaskało się pod ich stopami i rozprysnęło po korytarzu. - Czekam na swoją sukienkę. Bo godności już chyba nie odzyskam - Obnażyła zęby; nic w tym nie było z histerii, płaczliwości; jedynie czysta, nieposkromiona furia.


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Nigdy w życiu nie przypuściłby, że jedna upojna noc może kogoś do tego stopnia wyprowadzić z równowagi. Miał kilka panienek, ale jeszcze żadna nie zrobiła mu awantury o to, iż na własne życzenie wepchnęła mu się do łóżka i tym samym pozostawiła otwarte zaproszenie do spędzenia kilku rozkosznych godzin. Zwykle korzystał z podobnych okazji, w końcu nie miał nikogo na stałe, a co za tym szło nie miał nader wiele do stracenia. Od zawsze udzielała mu się słabość do pięknych kobiet; lubił patrzeć na ich cudowny uśmiech, błyszczące oczy, smukłą talię oraz rzecz jasna inne, pobudzające wyobraźnię, wdzięki. Nie widział nic złego w swym zachowaniu, bowiem nigdy nie przyszło mu nawet na myśl, aby do czegokolwiek przymuszać tudzież robić jeszcze gorsze rzeczy. Brzydził się osobami potrafiącymi działać w ten sposób, gdyż on sam nie wyobrażał sobie chociażby popchnąć czy uderzyć przedstawicielki płci pięknej – rzecz jasna wyjątkiem byli wrogowie wobec, których nie miał żadnej litości – dlatego list od Elviry wyraźnie go zaszokował i znacznie bardziej poirytował. Czy ona do reszty zdurniała?
Wiedział, że pierwsze kroki wykonała pod wpływem magicznych właściwości wylosowanego jabłka, lecz przekazując go jej nawet do głowy by mu nie przyszło, iż może być ono nafaszerowane afrodyzjakiem, który nie tylko powstrzyma wszelkie hamulce, ale i ironiczną oraz lekceważącą naturę. Była to kwestia przypadku, nie element ściśle utkanego planu, bowiem naprawdę sądził, że spotkają się zupełnie w innym celu. Uwiodła go, użyła asa z rękawa, jakiemu wielu mężczyzn nie było w stanie postawić się; błądziła dłońmi kusząc ciepłym dotykiem, wodziła wargami skutecznie wygłuszając racjonalizm, całowała z pasją i pożądaniem. Nie pozostawał bierny, nie był też obojętny i bez winy, jednakże, gdyby nie jej słodkie usta i przepełnione pożądaniem tęczówki do niczego by nie doszło. Kiedy zdecydowali się udać do jego mieszkania – a szczególnie już w samej drodze na Śmiertelny Nokturn – nie czuł już w jej głosie początkowej niewinności. Była zdecydowana, niecierpliwa, a wręcz sprawiała wrażenie głodnej, choć gdy wykonywał wobec niej bardziej śmiały gest, to nie potrafiła ukryć swego rodzaju niepewności. Nie miała ona związku z niechęcią wobec zbliżenia, ale jakoby sugerowała nowość pewnych doświadczeń i ich ciekawość, co tylko przez moment zajęło jego myśli, bowiem wraz z zamknięciem drzwi nie chcieli marnować ani minuty więcej.
Spędzili wspólnie kilka godzin łącząc przyjemności z luźnym, przepełnionym ironią dialogiem oraz butelką dobrego trunku. Był przekonany, że magia przestała na nią działać jeszcze w sadzie, bowiem odzyskała czarny humor i spojrzenie, które nie było już wlepione tylko w jego osobę. Odsłona Elviry pod urokiem była na tyle odmienna od tej prawdziwej, że prawdopodobnie nawet ktoś kto nie miał okazji jej bardziej poznać byłby w stanie je odróżnić.
Nie zastanawiał się nad tym co będzie rano, gdyż wychodził z założenia, że obydwoje podchodzili do tego nieobowiązująco – w końcu byli dorośli i odpowiedzialni za własne czyny. Budząc się o świcie w pustym łóżku nie poczuł urazy, czy nie targnęło nim niezrozumienie; mogła powrócić do siebie – choć wizja samotnie pałętającej się po Nokturnie nieco go zirytowała – bez pytania. Kilkukrotnie powtórzyła mu, że chciałaby to powtórzyć, dlatego nawet nie pomyślałby, że wkrótce jej sowa przyniesie mu ten parszywy list. Dawno nie był równie zaskoczony i zniesmaczony czyimś zachowaniem, więc bez cienia zawahania dolewał oliwy do ognia. Była po prostu głupia, jeśli sądziła, że zrzuci winę na niego i postawi w wyjątkowo plugawym, pozbawionym honoru świetle. Z resztą jaką winę? Do niczego jej nie nakłaniał; sama do niego przylgnęła, całowała, rozbierała, dotykała i finalnie rozłożyła kilkukrotnie uda. Furiatka.
Nie brał jej gróźb na poważnie i nie zamierzał w najbliższym czasie się z nią zobaczyć, bowiem z pewnością zmusiłaby go do użycia różdżki. Była nieobliczalna, chamska i pozbawiona krzty godności prawiąc podobne dyrdymały i czuł, że jego widok wcale nie ostudzi zapału do kłótni. Nie miał pojęcia czy cierpiała na jakieś rozdwojenie jaźni, nie potrafiła opanować własnych emocji, czy po prostu była porządnie trzepnięta.
Właściwie zapomniał już o tej wymianie zdań, dlatego słysząc pukanie ściągnął brwi zerkając w stronę drzwi. Było za późno na biznesowe wizyty, zatem musiało się coś stać. Bez zastanowienia naciągnął na siebie koszulę, chwycił wężowe drewno, po czym ruszył w kierunku wejścia i otworzył je. Nim zdążył dostrzec pusty, blond łeb oczy zapiekły go niemiłosiernie na skutek rozbryźniętego na twarzy alkoholu, lecz nie miał problemu z rozszyfrowaniem przybyłego gościa, bowiem jej dźwięczny głosik odbił się echem w jego głowie. Uśmiechnął się kpiąco, choć więcej było w tym złości jak rozbawienia i gdy rozbiła butelkę zacisnął dłoń na jej ramieniu, aby wciągnąć ją do środka. Przetarłszy krańcem rękawa powieki otworzył w końcu oczy i zmierzył ją od góry do doły nie mówiąc nic, żadnego pieprzonego słowa. Zamiast tego trzasnął drzwiami, skierował na nią różdżkę, a z jego ust padła inkantacja - Petrificus Totalus-. Miał dość jej gierek, miał dość jej gadania, braku wychowania i cwaniakowania. Przesadziła i wnet miała to zrozumieć.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 74
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k8' : 2, 3, 8, 2, 7, 6, 3, 1
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Na tym etapie już w dupie miała, czy przesadza, czy nie. Nie chodziło o to, kto miał rację, kto powiedział kilka słów za dużo, kto zawinił - i czy w ogóle istniała jakakolwiek wina. Nie zamierzała walczyć o to, aby go przekonać, że wziął ją gwałtem, ba, sama w to nie wierzyła. Tylko czy nie właśnie w tym tkwił problem? Sięgając wgłąb własnej bezmyślności, przegrywając po raz kolejny ucieczkę przed obrazami, które nie dawały jej spokoju, Elvira dojść musiała do wniosku, że wolałaby być wzięta gwałtem. Nienawidzić, szukać zemsty, stracić szacunek do drugiego człowieka - nie pierwszy raz, nie ostatni. Ale stracić szacunek do siebie? Jej narcystyczny umysł nie mógł tego zaakceptować, miotała się i traciła rozum, rozciągnięta między emocjami tak sprzecznymi. Nie było bowiem kłamstwem, ani przez chwilę, gdy łapczywie wodziła palcami po jego nagim ciele, odważnie otwierała na nowe doznania, wraz z pocałunkami zostawiała na skórze słowa wielbienia. I gdy leżeli razem w łóżku i gdy obiecała, że wróci. Rozpoznawała w tych obrazach siebie, ale jak nastolatka przed lustrem usilnie doszukiwała się dowodów, że odbicie jest krzywe. Przecież nie była tak łatwa, nie potrzebowała nikogo, prócz siebie - a on nie miał prawa wytrącać jej tej pewności spod nóg. Dopiero światło dnia objawiło jej, że się sprzedała; sprzedała za jedną noc rozkoszy. Prześladowało ją, że Drew, patrząc na nią, już zawsze będzie widział jakąś swoją pierdoloną zdobycz.
Nie mogła na to pozwolić, nie mogła z tym żyć, zwłaszcza nie po tych wszystkich kpinach, które tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że ma rację. Wiedziała, że nie zaplanował takiego rozwiązania ich spotkania, ale uznać, że miał wobec niej podobne zamiary od dawna było zwyczajnie łatwiej. Zaślepiona gniewem, niepoważna, przyszła więc, by odebrać sobie choć tę jedną rzecz: własny spokój.
Wolała, by Drew w pierwszej kolejności kojarzył się jej z furią, ogniem, bólem niż smakiem pocałunków świeżo po północy. To był absurd, że jeszcze nie zaczęła tego wszystkiego wypierać, ale nadęty palant nadszarpnął jej godnością zbyt mocno.
Wariatka, czy nie, pokaże przynajmniej, że nie jest pierdoloną księżniczką, którą można ignorować do woli.
Chyba się jej nie spodziewał, nie wziął sobie do serca obietnicy, bo po otwarciu drzwi nawet nie próbował się osłaniać. Oślepiła go na krótki moment i zwieńczyła ten niewielki sukces dźwiękiem tłuczonego szkła i szyderczym śmiechem, który w brudnych, starych korytarzach niósł się echem, zwielokrotnił.
Gdyby nie była tak zaślepiona parciem do własnego celu bez względu na wszystko, może odczułaby, że pod tą całą arogancją kryje się też szczypta lęku - ale nie był to lęk, który obezwładniał, przeciwnie. Buzująca adrenalina, szybkie tętno i rumieńce na gładkich policzkach pozwalały jej trzymać się hardo. Napędzała ją ta sama nieposkromiona odwaga, co podczas zbiegania pędem z wysokiego wzgórza; gdy traciło się już kontrolę, a zyskiwało pewność, że w tej całej euforii prędzej czy później wykręci ci się kostka.
- Czekam! Zapomniałeś języka w gębie? - rzuciła zaczepnie, a uśmiech zmienił się w grymas.
Nawet nie próbowała uchylać się, gdy schwycił ją mocno za ramię i pociągnął do środka. Szkło zachrzęściło, pękając pod podeszwami, część odłamków wkopała do mieszkania, gdy niezdarnie zahaczyła stopą o próg i zachwiała się, ale nie dość, by upaść. Wiedziała, że zatrzaśnie te pieprzone drzwi jeszcze zanim to zrobił i miała czas powiedzieć:
- No dalej, podnieś na mnie rękę! Niczego innego nie potrafisz! - bo gdyby milczała, to może nie daj Merlin dałaby po sobie poznać, że z każdą sekundą ulatuje z niej pewność. A na to już było za późno, już dość, nie więcej. - Nie miałeś prawa! - warknęła finalnie.
Na krawędzi spojrzenia dojrzeć mogła, że sięga po różdżkę, ale ona nawet nie próbowała łapać za swoją, zbyt blisko siebie stali, zbyt bezczelnie na nią patrzył. Nie nawykła do tego rodzaju kontry, lecz dość miała w sobie furii i sił, żeby zamachnąć się na niego całym ramieniem (bo dłonie zdały jej się do tego za drobne). Gdyby była wyższa, wycelowałaby w głowę, ale wygodniej było próbować niżej. W żebra, pomyślała wpierw, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie i spróbowała przyrżnąć mu łokciem w krocze.
I więcej niestety nic, nie obroniła się przed czarem, nie próbowała nawet, więc po chwili straciła kontrolę, zesztywniała i ścięło ją z nóg. Zacisnęłaby zęby, gdyby zaklęcie nie zrobiło już tego za nią.
Skurwysyn. To nie był koniec tej rozmowy.

1 - Wyważony cios w krocze (bo silnego nie umiem) 2 - Walczę z Petryficusem
[bylobrzydkobedzieladnie]


You know I love the thrill of the rush




Ostatnio zmieniony przez Elvira Multon dnia 13.11.20 20:46, w całości zmieniany 1 raz
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 30

--------------------------------

#2 'k100' : 95

--------------------------------

#3 'k8' : 6
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Szafka zniknięć

Nie wiedział co Elvira planowała uzyskać wchodząc do jego mieszkania jak do siebie, a tym bardziej oblewając go trunkiem, który zdecydowanie bardziej wolał wlać we własne gardło jak ścierać z twarzy. Zirytowała go i choć początkowo brał listy za kretyński żart, to finalnie jej wizyta wzbudziła w nim swego rodzaju wściekłość, jakiej przynajmniej początkowo nie zamierzał ujawniać. Cóż ona sobie myślała? Sądziła, że przyjdzie tutaj jakby nigdy nic i zrobi mu awanturę o absurdalne rzeczy, a on grzecznie przeprosi obiecując, iż nigdy się to nie powtórzy? Do cholery jasnej była dorosłą – choć najwyraźniej niezbyt rozwiniętą umysłowo – czarownicą, musiała zdawać sobie sprawę z konsekwencji własnych decyzji. Do niczego jej nie przymuszał, nie wlewał alkoholu do gardła, a tym bardziej nie dobierał się wbrew jej woli, więc jeśli chciała zachować resztki, skrawki parszywej godności wolałby, aby czym prędzej zniknęła mu z oczu. Wówczas było jednak już zbyt późno, doskonale wiedział co pragnął uczynić w ramach nie tyle co zemsty, ale nauczki na przyszłość.
-Zapomniałaś języka w gębie?- spytał zerkając w kierunku spetryfikowanej, spętanej kajdanami dziewczyny. Była bezbronna i mogła co najwyżej żywić nadzieję odnośnie podkładów jego litości – musiał ją zasmucić, bowiem nie posiadał takowej w sobie ani grama. -Zwykle tylko na wroga podnoszę rękę, a ty nim jeszcze nie jesteś- odburknął, po czym opadł na krzesło znajdujące się nieopodal Elviry. Trochę szkoda, że nie do końca wyszło mu ostatnie zaklęcie i musiała leżeć na ziemi, ale póki co nie zamierzał go ponawiać. Musiał się napić, nieco ostudzić buzujące emocje i finalnie przystąpić do krótkiej operacji. Jej wygoda nie była dla niego żadnym priorytetem.
-Nie miałem prawa?- uniósł brew nie tyle, że zaskoczony – w końcu doskonale wiedział, że obwiniała go za feralną noc – ale znużony tą kwestią. Naprawdę nie miała innych powodów do zmartwień, tylko za coś takiego robić podobną chryję? Nie była już dzieckiem, nie była też arystokratką, zatem w czym rzecz? Jeśli sądziła, że zamierzał biegać z kąta w kąt i chwalić się na prawo, i lewo to była w błędzie – nie była na tyle wyjątkowa, aby chciało mu się robić coś podobnego. Z resztą to nie było w jego stylu, prywatne sprawy zwykle pozostawały tajemnicą.
Uzupełniwszy szkło uniósł je ku górze i wolno obrócił w dłoni. Nie spieszył się, miał dużo czasu. Upijając łyk trunku odstawił je na blat drewnianego stolika, po czym wstał i ruszył w kierunku drzwi, u których podstawy leżało rozbite szkło. Chwyciwszy jeden z większych kawałków zbliżył się do komody zabierając z jednej z szafek pustą, zakorkowaną fiolkę. Powróciwszy do Elviry kucnął przy jej ramieniu i pewnym ruchem podciągnął rękaw materiału płaszcza. Na moment skupił wzrok na jej oczach uśmiechając się przy tym szelmowsko, a następnie wbił odłamek w wewnętrzną część jej przedramienia i przesunął nim w poziomie. Nie miał zielonego pojęcia gdzie należało rozciąć skórę, aby krew spłynęła w miarę szybko, dlatego pozostało jej liczyć na jego fart, a mu po prostu czekać. Zębami odkorkował pojemnik, po czym podsunął go pod uniesioną kończynę, którą trzymał za dłoń. Zirytował się widząc, że krew spływała do dołu łokciowego zamiast do fiolki, dlatego przesunął ją w okolice wspomnianego miejsca i obserwował jak wypełniała się – kropla, po kropli.
W miarę upływu czasu miał już wystarczająco dużo szkarłatnego płynu, więc puścił jej rękę i wstał na równe nogi. Ponownie zakorkował szklane naczynie i chwycił w dłoń wężowe drewno, aby móc zdjąć z niej petryficusa, co właściwie zaraz uczynił niewerbalnym zaklęciem Finite. Wciąż miała na sobie kajdany, więc była nieszkodliwa.
-Czy teraz będziesz grzeczna?- spytał domyślając się, że mogła wydedukować na cholerę była mu jej krew. -Ładnie przeprosisz i pójdziesz do swego mieszkania- rzucił z przekonaniem w głosie ruszając w kierunku jej różdżki.


|Akcja przyspieszona za zgodą drugiego gracza




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Korytarz

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach