Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Korytarz
AutorWiadomość
Korytarz [odnośnik]15.04.17 1:45
First topic message reminder :

Korytarz

Brudne i zniszczone dywany rzucone niedbale na posadzkę oraz łuszczące się farby na zajętych grzybem ścianach to najmniejszy problem owego korytarza. Gdzieniegdzie można dostrzec zaschniętą krew, a wielkie schody z każdym dniem coraz bardziej podnoszą poziom adrenaliny przy ich pokonywaniu. Na strych jest długa, mozolna i kręta droga.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Re: Korytarz [odnośnik]09.06.22 0:23
7 maja

Hep! Kolejne szarpnięcie, kolejny wir przed oczami. Świat zakręcił mu się w głowie. To niemożliwe, pomyślał, ale było już za późno, by zrobić cokolwiek. To działo się znowu, powtórzyło się. Co to było, czemu przytrafiło się właśnie jemu? Twarz tamtego mężczyzny zniknęła mu sprzed oczu, a wraz z nim dziwne przeczucie, że może jednak wszystko będzie dobrze. Mogło być? Co jeśli wyląduje na środku oceanu? Jak wróci do domu? Nie spodziewał się, że to wydarzy się znów i tak nagle. Nie zdążył się przygotować, nastawić na to, co mogło mu się przytrafić. Nie bał się już tak, jak wcześniej, ale uczucie niepokoju szarpnęło nim wraz ze smrodem krwi. Zrobiło mu się niedobrze. Aportował się na ziemi, siedział z rękami podpartymi przed sobą, utopionymi w plamie krwi. Nim dobrze rozejrzał się po miejscu, w którym się znalazł natrafił na to, czego nie chciał już nigdy oglądać. Na ludzkie ciało. Zmasakrowane w taki sposób, zniszczone, napadnięte, w dziwaczny sposób zgwałcone i naruszone. Jego dłuższe włosy lepiły się do twarzy i do ziemi — były mokre z krwi, podobnie jak lepkie i błyszczące w bladym blasku słońca wpadającego przez pojedyncze okna ubranie. Był ranny. Był martwy? Zrobiło mu się niedobrze, ale zareagował tak, jak wtedy, kiedy zobaczył ciała swoich bliskich na dopalającym się wzgórzu. Oczy zeszkliły mu się momentalnie, przed oczami stanęły mu tamte obrazy. Cofnął się w tył, ale zaraz po tym organizm jakby zwolnił, a do niego na moment przestały napływać wszystkie bodźce. Kątem oka widział też kobietę, nachylającą się nad mężczyzną — czy była sprawcą? Nie, niemożliwe. Kobiety nie były zdolne do takich okrucieństw, takiej masakry. Pomagała mu? Nie zdążył się nad tym zastanowić, powoli łapiąc powietrze w płuca, wpadając na chwilę w dziwny letarg. Serce paradoksalnie zwolniło, każde uderzenie było coraz słabsze i wolniejsze. Zaschło mu w ustach. Patrzył przed siebie nieprzytomnie, nie wiedząc jeszcze co się działo, co tak naprawdę się wydarzyło, co powinien dalej zrobić. Kiedy zniekształcone dźwięki zaczęły do niego nadciągać, podniósł wzrok na kobietę. Czuł, że reaguje z dziwnym opóźnieniem, nie miał szans się obronić. Wyciągnął różdżkę i wymierzył nią w czarownicę, jak szaleniec gotów zrobić wszystko, a jednocześnie niezdolny do zrobienia czegokolwiek w tym dziwnym stanie.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Korytarz [odnośnik]12.06.22 22:15
Przywykła do brzydkich widoków i do okropnych ran wszelakiego pochodzenia. Pełen przegląd obrażeń dostawała codziennie pod nos, wraz z kolejnymi przypadkami, jakie trafiały do szpitala. Rzadko zdarzało się, że żołądek zaciskał się nieprzyjemnie, a przełyk drażniła jakaś specyficzna gula w reakcji na ilość krwi. Po kilku latach pracy na urazach pozaklęciowych pojawiała się pewna obojętność i nawet najgorsze widoki wydawały się jakby zwyczajne. Tylko raz na jakiś czas, coś wymykało się spod kontroli. Najczęściej już poza murami szpitala, zwykle w mieszkaniu, do którego trafiał jakiś niezapowiedziany ktoś, bez zapowiedzi i ostrzeżenia. Tak było i dziś, w towarzystwie łoskotu, cichego przekleństwa oraz pełnego bólu jęku. Unosząc spojrzenie znad książki, zerknęła w kierunku drzwi. Pełna napięcia cisza, złudna nadzieja, że jednak się przesłyszała. Nie byłaby sobą, gdyby nie sprawdziła. Na Nokturnie wypadki częściej spotykały przypadkowe osoby i lokalne moczymordy, którzy po burdzie w pubach pluli posoką. Dlatego wiedziała, że za drzwiami spotka ją nieprzyjemny widok. Ciche westchnięcie opuściło usta, zanim nacisnęła klamkę, a moment później oczom ukazało się to, czego najpewniej nie zniosłaby dobrze przeciętna osoba. Nawet brutalność trwającego konfliktu nie uodparniała na coś takiego.
W krótkim nerwowym geście zacisnęła mocniej palce na różdżce. Palce nawykłe do kierowania ohią w zgodzie z szeptanymi inkantacjami. Przyklęknęła przy mężczyźnie, którego mimo stanu rozpoznawała. Mieszkał piętro niżej, typowy pijaczyna, który przyciągał do siebie kłopoty. Zerknęła na kałużę krwi, która rozlewała się powoli wokół niego. Czas uciekał, grając na niekorzyść rannego i jej, jeśli znów zamierzała mu pomóc. Nie zastanawiała się wiele, szepcząc pierwszą z kilku inkantacji, jakie były teraz niezbędne. Nie zdążyła wypowiedzieć kolejnej, powieść dłonią wzdłuż nieruchomego ciała. Dźwięk tuż obok i czyjaś obecność wytrąciły ją ze skupienia. Poderwała głowę, wbijając ciemne tęczówki w obcego chłopaka. Parę sekund wcześniej, nim sam ją zauważył. Mimowolnie aż wstrzymała oddech, spinając się w odruchu. W bliźniaczym geście uniosła różdżkę, która moment wcześniej tkała zaklęcia uzdrowicielskie, a teraz mierzyła w nieznajomego. Nie była wprawiona w obronie, nigdy nie pielęgnowała umiejętności, które sądziła, że nie przydadzą się jej. Może to był naprawdę błąd, a teraz miała się o tym przekonać, jak nigdy wcześniej.
- Ej, ej... spokojnie.- odezwała się, gdy ocknęła się z pierwszego szoku spowodowanego kolejnym towarzystwem.- To nie wygląda najpewniej zbyt dobrze, ale chcę mu pomóc.- wymusiła uśmiech, ten kojący i łagodny.- Opuść różdżkę albo będziesz miał Go na sumieniu.- mówiąc to, skinęła lekko w kierunku mężczyzny. Chyba udało jej się zamknąć ranę, która powodowała krwotok zewnętrzny, ale musiała to sprawdzić. Z drugiej strony nie była pewna czy chłopak przejmie się jej słowami, był kolejnym, który odbierał życie z poczucia konieczności?
- Jeśli potrzebujesz, tobie też pomogę, ale potrzebuję paru minut. Muszę poświęcić mu trochę uwagi.- dodała zaraz. Powoli opuściła swoją różdżkę, by zaraz wsunąć dłoń po przesiąkniętą posoką i najpewniej potem koszulę rannego pijaczyny. Nie myliła się, rana zasklepiała się powoli.- Kim jesteś?- spytała, zerkając jeszcze w kierunku chłopaka. Był młody i zdezorientowany, tyle mogła ocenić na pierwszy rzut oka. Wystraszony? Pewnie też. Zastanawiało ją, dlaczego się tu zjawił i jakim cudem teleportował w Londynie. Przecież to było niemożliwe... czy coś się zmieniło?



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Korytarz
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach