Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Łazienka
AutorWiadomość

Łazienka

Ciemna, chłodna, z długim zlewem oraz prowizorycznym prysznicem znajdującym się naprzeciw luster. Mało praktyczna, a jeszcze mniej przestronna. Unosi się w niej zapach czarodziejskich papierosów mieszanych z mocnymi, męskimi perfumami.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down


10 V '57

Nigdy nie sądziła, że dotrze do takiego momentu w życiu, gdy początkowo banalną sprawę będzie musiała załatwiać w zdecydowanie niekonwencjonalny dla niej sposób, a wszystko koniec końców tak bardzo się skomplikuje, że przyjdzie jej łapać się ostatniej deski ratunku, żeby nie wpaść we własne sidła. Nie raz słyszała, że jeśli czegoś nie da się załatwić po dobroci, trzeba sięgnąć po brutalną siłę bądź odrobinę przebiegłości. Pierwsza opcja oczywiście nie była dla niej z logicznego powodu; była zbyt słaba oraz drobna, aby cokolwiek ugrać w ten sposób. Pozostawało więc coś, z czego korzystała nie raz, kobieca przebiegłość z nieprzypadkowym dodatkiem czegoś, co miało powalić każdego bez wyjątku. Odpowiedzią była klątwa. Potrzebowała jednak pomocy, cichego wspólnika.
Posiadając bardzo mieszane i wąskie grono przyjaciół, którym ufała na tyle, by podjąć z nimi temat, wiedziała finalnie kogo podpytać, a kiedy parokrotnie powtórzono jedno imię i nazwisko… nie czuła szczególnego zdziwienia. Czy powinno ją zaskoczyć, że to akurat na Niego padło? Niby tak, gdy raczej przy ostatnich spotkaniach nie poruszali tematu hobby, stąd nie mogła wiedzieć, czym Drew zajmuje się poza pakowaniem w kłopoty i zaczepianiem panienek w kiepskich barach, lecz po prawdzie pasowało to do niego bardziej niż cokolwiek bardziej normalnego… zwyczajnego.
Wysyłając Senu z wiadomością, miała nadzieję, że uda się załatwić to dość szybko i bez zbędnych pytań. Tym razem niewnikanie w szczegóły musiało działać w obie strony, więc skoro ona wywiązywała się z tego, liczyła, że Drew zrobi to samo. Potrzebowała klątwy dość męczącej, aby zaburzyła chłodny i analityczny umysł, osłabiła do tego stopnia, by Bel mogła ugrać swoje, a potem powrócić do Londynu zapominając o całej sytuacji.
Jednak im bliżej było spotkania, tym bardziej czuła, że popełnia błąd… może ominęła jeszcze jakieś inne rozwiązanie? Coś jej umknęło? Czegoś nie rozważyła?
Odetchnęła cicho, przesuwając po raz ostatni spojrzeniem po witrynie sklepowej na Pokątnej. Dostrzegając w odbiciu szyby znajomą sylwetkę za sobą, obejrzała się i ruszyła za Nim, witając się jedynie zdawkowo. Nie miała, póki co humoru na jakiekolwiek docinki i lawirowanie na granicy bezczelności.
Przemierzając Nokturn, brakowało jej tej pewności siebie, która tak widocznie nie uciekała ostatnim razem, kiedy tu była. Podbudowana alkoholem, była najwyraźniej głupio odważna, ale cóż zrobić. Rzuciła krótkie spojrzenie na drzwi lokalu, w którym wtedy bawili, a obecnie jedynie mijali, by zaraz zerknąć na mężczyznę.
Poczuła się spokojniejsza, gdy w końcu zatrzasnęły się za nimi drzwi jego mieszkania. Może wcale nie powinno ją to uspokoić, ale mimo wszystko tak właśnie się stało. Uniosła na niego ciemne tęczówki, podążając za nim niespiesznie i stając w progu pomieszczenia. Łazienka? Hm, nie zamierzała komentować, chociaż w pierwszym odruchu chciała się cofnąć.
Oparła się barkiem o framugę, krzyżując lekko ręce na piersi.
- Najpewniej zorientowałeś się po wiadomości, że mam kompletnie zerowe pojęcie na ten temat – liczyła, że efekt tego, co chciała uzyskać i co opisała, jakkolwiek został przez niego wykorzystany oraz przygotował cokolwiek. Nie chciała zagłębiać się w to bardziej niż konieczne już teraz i pogłębiać pewnego dyskomfortu.- Jak długo to potrwa? – spytała, próbując przekalkulować, ile spędzi tu czasu, chociaż donikąd się nie spieszyła, pozwalało to jednak zachować pewne opanowanie.
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Mknąc wzrokiem po literkach nakreślonych przez Bel nie ukrywał zdziwienia, iż dziewczyna poznała się na jego prawdziwym zajęciu, albowiem w takim razie musiała znać osoby nie działające zgodnie z prawem. W końcu tylko tacy korzystali z jego pomocy i polecali, gdy tylko ktokolwiek inny ze znajomych im osób potrzebował podobnych usług. Czyżby jednak za tą altruistyczną maską kryła się kobieta pragnąca dojść po trupach do celu? Intrygujące. Nie znał powodu, dla którego postanowiła podjąć, aż tak radykalne kroki, jednakże podobnie jak ona nie zamierzał wnikać – to była jej prywatna sprawa i jakiekolwiek ingerowanie w cel świadczyłby o jego niekompetencji. Śmiertelny Nokturn charakteryzował się tym, iż ściany nie miały uszu i liczył, że tak pozostanie.
O odpowiedniej godzinie skierował się na Pokątną, gdzie dostrzegł znajomą sylwetkę. Skinięciem głowy wskazał właściwy kierunek i nie czekając na swą kompankę ruszył w ów stronę nie chcąc zwracać na siebie nader dużej uwagi. Londyn został „odrobaczony”, jednak wciąż roiło się od czarodziejów czystej krwi, którzy tylko czekali na okazję do awantury, rabunku tudzież bójki. Wolałby dzisiejszego wieczora tego uniknąć – nie tylko zważywszy na towarzystwo, ale przede wszystkim dług, który miał wobec dziewczyny. Pragnął czym prędzej go spłacić.
-Coś małomówna dziś jesteś.- rzucił pewnym tonem zerkając w jej kierunku, w chwili gdy zamknął drzwi swego mieszkania. Doskonale wiedział, iż tamten zakrapiany wieczór miał nieco inny charakter; dziewczyna będąc pod wpływem alkoholu nie myślała o swych codziennych zmartwieniach, a co za tym szło nawet dzisiejszym „osobliwym” powodem ich spotkania. Faktycznie ktoś, aż tak mocno zaszedł jej za skórę? Cokolwiek utrudniał? Nie zamierzał wnikać, ale jeśli naprawdę naciskał na jej odcisk mogła powiedzieć, w końcu wyciągnęła go z prawdziwego bagna i on uczyniłby dla niej to samo. Wbrew pozorom nie lubił pozostawiać za sobą niedokończonych spraw, a darmowe, profesjonalnie leczenie takowym było i nie wyobrażał sobie za to się nie odwdzięczyć.
Uzupełniwszy dwie szklanki w bursztynowy płyn podał jej jedną z nich, a następnie upił z drugiej zmierzając w kierunku łazienki. Odkąd wybuchnął mu kociołek obiecał sobie zajmować się tą wyjątkowo trudną i niezbadaną – dla niego – sztuką w obrębie uniwersalnych czterech ścian, a nie centralnego miejsca mieszkania. -Mamy dla siebie całą noc.- odparł nie mogąc powstrzymać kpiącego uśmiechu, który wtargnął na jego usta razem z odpowiedzią. Nie kłamał, klątwy były czasochłonne i jeśli liczyła na dobry efekt musiała uzbroić się w cierpliwość.
Odstawiwszy szkło zerknął w kierunku buzującej wody. Z książki zdążył zapamiętać, iż był to moment, w którym należało dodać niezbędne składniki zaczynając od serca bazy klątwy. Chwyciwszy fiolkę z włóknem z ludzkiego serca przechylił ją pewnym ruchem i na moment zamarł widząc jak na powierzchni zaczęły tworzyć się wielkie bąble. Tak miało być? Nie wiedział, więc pozostało dorzucić kolejny składnik, a mianowicie żądła żądlbąka, co też uczynił. Nieprzyjemna woń uderzyła w jego nozdrza na co dość wyraźnie się skrzywił. Jak do cholery ktoś mógł tym zajmować się na co dzień?
-Cieszysz się?- spytał wracając do tematu ilości czasu, który musieli ze sobą spędzić.





The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 6
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Łazienka  Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nigdy naiwnie nie sądziła, że ludzie, których po długich latach nazywała przyjaciółmi, żyli w zgodzie z prawem. Zdecydowana większość egzystowała wobec zasady, że prawo należy naginać pod siebie, by było prościej w szarej codzienności. Nie krytykowała ich za to, może nawet dzięki Nim nauczyła się, omijać pewne przeszkody i brnąć do celu z korzyścią dla samej siebie.
Z łatwością ukrywała się za maską poukładanej oraz zwykle uśmiechniętej dziewczyny, która była skora pomóc każdemu. Dzięki temu nikt nie podejrzewał ją o cokolwiek złego i nawet w obecnej sytuacji, zagłuszając obawy, mogła posunąć się do drastyczniejszych czynów, wykorzystując takie, a nie inne środki i najpewniej nikt nie powiąże faktów w sposób prawidłowy. Miała przynajmniej taką nadzieję.
Spojrzała na mężczyznę, gdy ten odezwał się chwilę po zamknięciu drzwi. Nieco zdziwiły ją słowa, które padły, bo ostatnie czego mogła się spodziewać to fakt, że zwróci uwagę na ciszę z jej strony. Nie była raczej tym typem kobiety, której potok słów zdawał się nieskończony, lecz może naprawdę poszła teraz w drugą skrajność? Nie wątpiła, że przy poprzednich spotkaniach była bardziej rozmowna, ale dziś to zwyczajnie nie miało szansy zaistnieć, póki myślami wędrowała nadal wokół obaw czy nie przesadza.
- Chyba z nerwów – przyznała z lekkim uśmiechem.- Nie lubię, gdy najbardziej banalne sprawy zaczynają się komplikować – dodała, unikając wchodzenia w szczegóły. Nie miała ochoty wracać myślami do przebiegu spotkania, które miało dać odpowiedzi, a zrodziło tylko więcej pytań i wątpliwości. Pobyt w rodzinnym mieście sam w sobie nie był zbyt przyjemnym doświadczeniem, więc kiedy napotkała przeszkodę oraz wyraźny brak współpracy, musiało, skończyło się to źle dla obu stron. Obecnie jedynie cieszyła się, że wróciła do Londynu, bo z dwojga złego, stolica Anglii była o wiele lepszym miejscem.
Wzięła podane szkło, upijając łyk zawartości. Może w tym była metoda, aby procentami rozwiać niepewności?
Stojąc w wejściu do łazienki, uniosła delikatnie brew, słysząc jego odpowiedź. Chwilę milczała, jakby rozważając, czy podjąć znów grę słów. Czuła, że dziś może ją przerosnąć, ale była gotowa ryzykować.
- Całą, mówisz – kąciki jej ust zadrżały, lecz powstrzymała uśmiech.- Oby była dość efektowna, żeby rano nie wkradło się rozczarowanie – dodała lekko.
Obserwowała go z uwagą, gdy pochylał się nad kociołkiem. Czujne spojrzenie ciemnych tęczówek łapało każdy ruch z przyzwyczajenia, wyrobionego na przestrzeni lat. Pewnych odruchów, nie szło pozbyć się wraz z opuszczeniem szpitala.
- Cieszę? Jeszcze nie wiem – odparła nieco wymijająco.- Przy niezbyt długiej znajomości pokazałeś, że można po tobie spodziewać się wiele, więc cieszenie się z niepewnych godzin w podejrzanym towarzystwie i nieprzyjemnym miejscu… jest dość ryzykowne – stwierdziła po prostu, chociaż w jej głosie pobrzmiewała wyraźna nuta rozbawienia.
Od niespodziewanego towarzystwa w Dziurawym Kotle, przez wykrwawianie na kanapie, aż do klątw… była ciekawa co dalej.
Ktoś z nich postanowi umrzeć lub chociaż spróbować?



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Warknął gniewnie pod nosem, kiedy zauważył, że z bazą działo się coś niedobrego. Bąble zaczęły przedostawać się poza kocioł, a towarzyszący smród, aż mierzwił w nosie, na co wyraźnie się skrzywił odwracając głowę w kierunku wyjścia z łazienki. Gdzie popełnił błąd? Co spieprzył sprawiając, że tak drogą i trudno dostępną ingrediencje musiał wyrzucić do kosza? No idiota, skończony idiota.
-Ja pierdole.- rzucił znacznie głośniej niżeli chciał i dźwignął się na nogi chwytając kociołek, by po chwili wylać jego zawartość. Był pewien, że mikstura na nic mu się nie przyda i będzie zmuszony podjąć drugą próbę jej przygotowania. Nie tylko narobił sobie wstydu, ale dodatkowo stracił cenny czas, albowiem zamiast przechodzić już do kolejnego etapu nakładania klątwy będą musieli zaczynać wszystko od początku. Liczył, że Bel posiadała w sobie znacznie więcej cierpliwości niżeli on.
-Spaprałem to. Dlaczego nie przykładałem się do tych cholernych eliksirów.- warknął właściwie sam do siebie, choć spojrzał przy tym na towarzyszkę jakoby szukając w jej oczach zrozumienia. Była poirytowana, że przyjdzie jej spędzić z nim jeszcze więcej godzin niżeli planowała? Cóż, przekleństwa były wymagające, bowiem spisywanie formuł nierzadko kosztowało nawet całą noc, a dodatkowo należało brać pod uwagę wypadki podobne temu.
-Nikt tego nie lubi, ale uwierz mi, że to rozwiąże Twoje problemy. Nie należy grać czysto jeśli na szali leżą własne cele i ambicje.- rzucił unosząc nieznacznie kącik ust. Może obawiała się oceny? Daleki był od wysuwania podobnych, albowiem sam nigdy nie zwracał uwagi na poniesione koszty – liczyła się tylko zdobycz, morale i kolejny odhaczony punkt na długiej liście. Jeśli droga musiała być usłana trupami to nie miał z tym większego problemu, gdyż w tym świecie każdy patrzył tylko na siebie zachowując przy tym prawdziwą twarz lub przyodziewał maskę fałszywego altruisty. Nie wierzył słowom, wierzył czynom.
Wyczyściwszy starannie kociołek postawił go ponowie na palenisku i oczekując, aż woda zacznie wrzeć chwycił w dłoń szkło, z którego upił. -Wzięłaś piżamę?- spytał wyginając wargi w kpiącym wyrazie. -Nie żebym miał coś przeciwko jeśli wygodniej Ci bez jakiegokolwiek odzienia. Czuj się jak w domu.- zaśmiał się pod nosem nie spuszczając wzroku z jej twarzy. Do tej pory nie chciało mu się wierzyć, że ich pierwsze spotkanie mogło być czystym przypadkiem. Odkąd upili się praktycznie do nieprzytomności nieustannie korzystają ze swej pomocy, jak starzy, dobrzy znajomi, którzy pokładają zaufanie w umiejętnościach. Był rad, że Belvina zdecydowała się znacznie prężniej wspomóc sprawę – potrzebowała czasu, aby zrozumieć pewne kwestie, jednakże finalnie wszystko skończyło się bez przymusowej perswazji.
Chwyciwszy serce bazy klątwy, a mianowicie włókno z ludzkiego serca przechylił fiolkę pewnym ruchem licząc, że tym razem bąble się nie pokażą. Zaraz po tym dodał drugi ze składników - żądła żądlbąka i zaczął wolno mieszać, albowiem wcześniej może robił to nader szybko? Trzy w lewo, dwie w prawą i tak trzykrotnie. -Uważasz owe miejsce za nieprzyjemne?- uniósł brew zerkając na nią. -Podejrzany?- zaśmiał się kręcąc głową w niedowierzaniu. Przyszła ze sprawą w gości i ma odwagę prawić podobne rzeczy. Ciekawe. -Skąd takie zdanie?- spytał nieco retorycznie i przeniósł wzrok na kociołek w nadziei, że tym razem mu się uda.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 100
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Łazienka  Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Skupiła swą uwagę na kociołku, widząc co dzieje się z jego zawartością. Skrzywiła się minimalnie, czując unoszący się w powietrzu smród. Osłoniła grzbietem dłoni nos i usta, mając wrażenie, że odór osiada w drogach oddechowych. Nawet gdyby nie wyraźne niezadowolenie mężczyzny, łatwo było wydedukować, że coś poszło mocno nie tak. Sięgnęła za siebie, popychając lekko drzwi, aby otworzyły się mocniej i wpuściły trochę świeższego powietrza z reszty mieszkania.
Zdecydowanie posiadała więcej cierpliwości, chociaż dziś wolała, by wszystko szło sprawnie i bez przeciągania w czasie z racji kiepskiego humoru. Nie powiedziała tego na głos, wiedząc z doświadczenia, że wszystko, co zmuszało do pracy z kociołkiem, wymagało spokoju i ostatnim czego było potrzeba to popędzanie lub irytowanie zbędnymi komentarzami.
Odsunęła dłoń od ust, gdy nieprzyjemna woń przestała być tak dokuczliwa.
Przechyliła lekko głowę, spoglądając na niego ze spokojem, którego zdecydowanie brakowało mężczyźnie.
- Zdarza się – stwierdziła ze wzruszeniem ramion.- Może czas to nadrobić?– rzuciła lekko, gdy sam wyraźnie wyrzucał sobie, że nie przykładał się do eliksirów.- Skoro Ciebie zna sporo osób, to pewnie Ty znasz alchemika, który miałby dość cierpliwości, aby cię trochę podszkolić – kąciki jej ust drgnęły minimalnie.
Czy była poirytowana? Chyba nie tak bardzo, jak mógł przypuszczać i jak sama zakładała dotąd.
Przecież straciła już w jego towarzystwie jedną noc, której nie żałowała, nawet jeśli poranek był zdecydowanie ciężki, a wszelkie ostre światło i zbyt głośne dźwięki były wtenczas wrogiem. Jeśli teraz miała być kolejna taka noc, chociaż ze zdecydowanie innym finałem, cóż najpewniej też nie będzie rozpaczała. Przecież osiągnie dzięki temu swój cel.
Uniosła szkło, uchylając większy łyk alkoholu i wsłuchując się we względną ciszę, jaka panowała w pomieszczeniu. Przez chwile spoglądała na zawartość szklanki, zastanawiając się nad tym, co usłyszała.
- A co z poczuciem winy, które dopada później? Świadomością, że przesadziło się z użytymi środkami, jeśli można było zrobić coś inaczej? – spytała, w sumie ciekawa co usłyszy w odpowiedzi. Raczej domyślała się, co zaraz padnie, bo to, co powiedział przed chwilą, wiele mówiło już o jego podejściu. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, aby pociągnąć go za język, aby powiedział więcej. Zdecydowanie jej małą słabością było zachęcanie ludzi do mówienia, samej pozostając jedynie słuchaczem niemówiącym wiele o sobie. Przynajmniej w stosunku do tych osób, które poznawała stopniowo i nie dawały się tak łatwo rozgryźć.
Spoglądała przez moment na kociołek, by zaraz przenieść ciemne tęczówki na Macnaira.
- Oh, zapomniałam – odparła, nawet nie próbując udawać zmartwionej na wzmiankę o piżamie. Zaraz jednak uśmiechnęła się lekko.- Skoro mówisz, że mogę czuć się jak w domu… coś wymyślę – dodała z niewinnością w głosie, którą naruszał oczywisty fałsz.
Wychodząc tamtego wieczoru w urodziny, nie sądziła, że będzie miała okazję poznać, kogoś na czyich umiejętnościach będzie w stanie polegać i że zadziała to również w drugą stronę. W przypadkowość spotkania można było powątpiewać, ale najwyraźniej faktycznie znaleźli się w odpowiednim miejscu i czasie, a obecnie spijali jedynie korzyści z tego.
- Mylę się? – spytała jedynie, umykając przed bezpośrednią odpowiedzią i skupiając uwagę znów na kociołku. Tak naprawdę nie była aż tak oceniająca, aby krytykować mieszkanie, bądź jego osobę. Miała świadomość, że On może jeszcze tego nie wiedzieć i w sumie trochę to wykorzystywała.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Porażki zawsze negatywnie wpływały na jego dumę, nawet jeśli ich przyczyna leżała w braku odpowiednich umiejętności. Być może było to płytkie myślenie, jednakże szatyn nie wyobrażał sobie być zależnym od kogokolwiek, dlatego nieustannie próbował sam warzyć – w praktyce naprawdę proste – bazy pod klątwy. Oczywiście mógł skorzystać z pomocy alchemików, mógł odpalić im działkę i z jednych ingrediencji mieć znacznie więcej porcji, lecz wtem nie było to dla niego równie satysfakcjonujące. W pewnym sensie szedłby na łatwiznę i przekleństwo nie byłoby już tylko jego dziełem. Zapewne z uwagi na ilość zleceń szybko zweryfikuje swój sposób postępowania i zacznie ubiegać się o pomoc osoby trzeciej, jednakże wówczas jeszcze trwał przy swoim postanowieniu.
-Z tego co wiem wcale nie muszę go daleko szukać.- uniósł kącik ust spoglądając w jej kierunku. Pamiętał jak wspomniała mu o swoich możliwościach, które nie opiewały jedynie o magię leczniczą. Kto wie może kiedyś nawiążą współpracę? Nie przerażał go fakt, że przyjdzie jej dowiedzieć się z jak dużą ilością klątw musi się rozprawiać, bowiem może wtem zrozumie, iż jej działanie nie jest odstępem od szeroko pojętej normy. Wielu ludzi korzystało z podobnego sposobu na usunięcie swych kłopotów i choć powszechnie uważane było to za zwykłe oszustwo tudzież przestępstwo, to w podziemiach sławiło się jako dochodowy biznes. -Nie przypuszczałem, że w końcu najdzie mnie myśl, aby te bazy po prostu zlecać i odbierać gotowe.- pokręcił głową z wyraźną dezaprobatą, po czym zerknął do środka kociołka z nadzieją, że tym razem nie popełnił żadnego błędu. Płyn delikatnie buzował, zapach był wyraźny, choć nie tak ostry jak poprzednio, co było dobrym znakiem. Musiało się udać, nie miał już właściwie żadnych wątpliwości. -Pierwsza część zabawy za nami.- rzucił z szelmowskim uśmiechem i upił sporej ilości ognistej odczuwając ulgę.
-Na przykład po prostu zabić?- spytał unosząc na nią wzrok, a w jego słowach na próżno można było szukać ironię. Nie żartował, dla niego była to klarowna sprawa – jeśli ktokolwiek stał na jego drodze, to nie zastanawiał się nad podjętymi środkami. W przeszłości, przebywając jeszcze na wschodnich ziemiach, lubował się we wszelakiej maści truciznach i choć własnymi rękami nie przyszło mu zamordować, to i tak miał na nich krew. Obecnie zdarza mu się nałożyć klątwę tudzież być mniej twórczym i wymierzyć promień zaklęcia wprost w pierś wroga, aby zyskać pewność, iż jego serce właśnie zabiło po raz ostatni. Być może podążanie po trupach było społecznie potępiane, lecz dla szatyna była to jedyna opcja umożliwiająca zdobycie założonych przez siebie celów – bez miejsca na litość, czy zwątpienie. -Poczucie winy jest mrzonką przekazywaną z pokolenia na pokolenie przez ludzi słabych, którzy o swą porażkę oskarżają bezwzględność innych.- rzucił bez cienia zawahania zgodnie ze swoimi przekonaniami. Zdążyła już nieco go poznać i z pewnością jego zdanie nie było dla niej niczym nowym. -Śmiać mi się chce z tych wszystkich, którzy w swej altruistycznej naturze widzą lepszą przyszłość. Nie istnieje świat, w którym wszyscy są równi i oddani drugiemu człowiekowi, więc po co z góry ustawiać się na przegranej pozycji?- zerknął na nią unosząc nieznacznie brew. Zaraz po tym przechylił nad kociołkiem fiolkę z krwią ofiary, by po chwili mieszania przelać wystudzoną zawartość do szklanego pojemnika.
-Liczę, że sobie poradzisz.- zaśmiał się pod nosem pozwalając sobie zmierzyć ją dość wymownym wzrokiem. Pewnie nie zamknąłby tak szybko intrygującego tematu, gdyby nie dalsza część rytuału jaki należało wykonać, aby klątwa została poprawnie nałożona. -Możemy iść do kuchni, tam mam już wszystko przygotowane.- nie wdawał się w szczegóły, wiedział że niekoniecznie mogło ją to interesować. -Mylisz się, ale tylko ten kto czuje się winny pragnie się tłumaczyć.- posłał jej kpiący uśmiech, a następnie opuścił łazienkę i skierował się do podłużnego stołu, przy którym usiadł. -Pozostaje Ci zatem uzbroić się w cierpliwość; bądź grzeczna i nie uśmiechaj się zbyt ładnie, bo będziesz mnie rozpraszać.- dodał nie zmieniając swego wyrazu twarzy.
Uzupełniając kałamarz o uwarzoną bazę rozłożył przed sobą pergamin, na którym zaczął wolno kreślić odpowiednie runy. Sporządzenie całej inkantacji wymagało od niego pełnego skupienia, bowiem chwila nieuwagi mogła być fatalna w swych skutkach. Nie musiał dziewczynie tego tłumaczyć – w końcu sama stawiała go na nogi po nieudanej próbie nałożenia przekleństwa. Mijały minuty przeradzające się w godzinę i choć nie czuł jeszcze zmęczenia, to był rad że z każdą chwilą był bliżej końca. Ostatnie wersy, w tym najważniejsza – runa wiodąca.


|Nakładam Klątwę Meduzy




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 61
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Łazienka  Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nie znała nikogo, kto dobrze przyjmowałby porażki, oczywiście każda nieudana próba motywowała do cięższej pracy i rozwijania umiejętności, ale nadal wzbudzała niezadowolenie i ujmowała w pewien sposób osobie, która dopuszczała się pomyłki. Rozumiała to w pełni, musząc nie raz mierzyć się z błędami we własnych działaniach, rzucanych zaklęciach czy zbytnim zaufaniu wobec tego, co potrafiła. Dość okrutne, ale niestety bezgraniczne wierzenie w to, co się dotąd potrafiło, mogło okazać się zwodnicze, ale póki nie zagrażało innym, można było to jakoś przetrwać.
Gdyby usłyszała o niechęci wobec pewnego dzielenia się satysfakcją z rzuconej klątwy, pewnie nie ukryłaby rozbawienia. Niczego innego nie mogłaby jednak spodziewać się po człowieku ambitnym, a póki co taki właśnie wydawał się Drew.
Zerknęła na niego, chwilę nie reagując na to napomknięcie.
- Niby nie, ale może warto poszukać alchemika, który skupia się tylko na tej dziedzinie? – raczej nie przyjmowała prywatnych zleceń, a tym bardziej nikogo nie wprowadzała w podstawy eliksirów, zdecydowanie nie czując się w tym tak swobodnie, jak w magii leczniczej. Co jednak stało na przeszkodzie, aby kiedyś zdecydować się na wyjątek? Chyba nic.
Obserwując mężczyznę, gdy przygotowywał bazę pod klątwę, miała wrażenie, że to dość proste i jeśli inne, obojętnie jakie by były wymagały równie mało umiejętności… wydawały się dość banalne.
- Wolałeś być samowystarczalny? – spytała, chociaż zdecydowanie miała już na to odpowiedź.- Czasami to niepotrzebne, gdy możesz zaoszczędzić trochę czasu – nie dziwiła się potrzebie robienia tego samemu, przecież sama właśnie po to zrobiła kurs alchemika, a sporo wcześniej już zainteresowała się eliksirami. Chciała robić wszystko sama i być pewna tego, co wykorzystywała później.
Specyficzna swoboda rozmowy niespodziewanie zniknęła w jej odczuciu, a dokładnie wraz z pytaniem rzuconym przez mężczyznę.
Spoglądała na niego z uwagą, wyraźnie poważniejąc.
- Domyślałam się, że nie lubisz przebierać w środkach do osiągania celu – przyznała z lekką rezerwą, nie spuszczając z niego wzroku. Mogła się spodziewać czegoś takiego, ale jednak usłyszenie tego tak bezpośrednio sprawiało delikatny dyskomfort. Wiedziała, na co się pisze skłaniając go do mówienia przez rzucane pytania, a mimo to miała mieszane odczucia względem tego, czego właśnie się dowiadywała. Przecież sama przejawiała czasami wręcz altruistyczne zachowanie, stawiając dobro innych wyżej niż własne i równie często łapała się na tym. Sprawiało to, że była śmieszna? Głupia w swym podejściu?
Przemilczała kwestię o poczuciu winy, czując, że kontynuowanie tego jest bezcelowe i w sumie niepotrzebne teraz. Nie było to przecież nic istotnego dla obu stron.
- Byłoby zbyt łatwo, gdyby istniał taki świat – stwierdziła mimowolnie. Równość i oddanie drugiemu człowiekowi, brzmiało za idealnie, może trochę nudno na dłuższy czas.- Nie stawiaj altruistów na przegranej pozycji, zwłaszcza, że większość społeczeństwa w pewnych momentach przejawia taką naturę, bo nikt nie jest skrajnym egoistom – nie broniła ich, ani tym bardziej siebie za podejmowane nie raz decyzje. Sama nie wiedziała, co próbuje osiągnąć, mówiąc to.
Uniosła delikatnie brew, widząc, jak otwarcie została zmierzona wzrokiem. Nie skomentowała jednak jego słów, gdy poprzedni temat nadal gdzieś wisiał w powietrzu, odrobinę ograniczając jej zaczepny charakter i chęć do zareagowania kpiną.
- Czego innego mogłam się spodziewać – wywróciła oczami z lekkim uśmiechem, gdy nie padła żadne konkretna odpowiedź, coś, co faktycznie utwierdziłoby ją w tym, że się myli.
Cofnęła się, opuszczając łazienkę i podążając za nim do kuchni. Tam odstawiła szklankę na kuchenny blat, tracąc ochotę na zawartość szkła i po chwili wahania zajęła wolne krzesło. Nie wiedziała, ile będzie to trwało, a ostatnie czego chciała to stać godzinę lub kilka. Rzuciła mu krótkie spojrzenie, słysząc o nierozpraszaniu. Przez parę minut śledziła wzrokiem każdy jego ruch, by później przenieść spojrzenie lekko w bok i utkwić je w jednym miejscu. Powróciła myślami do rozmowy, którą toczyli jeszcze niedawno.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Skupił na niej wzrok, gdy podjęła próbę delikatnej – w jego odczuciu – odmowy w kwestii „alchemicznych” kontaktów. Czyżby nie była tak dobra za jaką uchodziła? Nie miał okazji widzieć jej przy kociołku, a co ważniejsze podziwiać wyrobów, dlatego jedyne o co mógł się oprzeć to jej słowa, które do tej pory nie mijały się z prawdą. Wspominała o swych umiejętnościach związanych z magią leczniczą i w praktyce okazały się godne podziwu, więc nie miał żadnych podstaw do okrywania jej wypowiedzi fałszem. Może zatem był inny powód niechęci? Brzydziły ją klątwy, ludzka krzywda? Nie przypominała mu miękkiej, zamartwiającej się problemami innych czarownicy, jednakże znał ją zbyt krótko, aby zyskać w owej kwestii pewność.
-Kulturalna odmowa.- zaśmiał się pod nosem nie chcąc drążyć niewygodnego dla niej tematu. Być może kiedyś sama zaoferuje swą pomoc i tym samym przyjdzie im nawiązać na tej linii współpracę. Miała świadomość do czego używał baz, ale przecież nie tylko one były niezwykle istotne; eliksiry bojowe, ochronne i lecznicze nierzadko stanowiły o przewadze w trakcie bezpośrednich starć, których ostatnimi czasy było niezliczenie wiele. Do tej pory miał w pamięci zbawienny wpływ fiolek podczas pojedynku na moście, a także cholerny ich brak w chwili ujarzmiania źródła anomalii. Gdyby tylko miał „coś” pod ręką z pewnością nie spędziłby w Mungu tygodniowego urlopu.
-Nie ma wtedy równie wielkiej satysfakcji.- skwitował jej słowa z szarmanckim uśmiechem. Lubił mieć pewność, że wszystko z czego korzysta podczas swej pracy jest zrobione ze starannością, a przede wszystkim dobrze i tym samym bezpiecznie dla niego samego. W końcu użycie złej bazy tudzież błędnie wykonanej mogło mieć fatalne skutki i tym samym ściągnąć na niego to samo przekleństwo, które pragnął nałożyć. Klątwy były nieobliczalne i zdecydowanie wolał być katem, jak ofiarą.
Zaraz po tym, gdy podzielił się swoim sposobem na pozbycie się problemu zapadła cisza, która wzbudziła jego czujność. Uniósł wzrok na dziewczynę i wygiął wargi w kpiącym uśmieszku dostrzegając zmieszanie malujące się na jej twarzy. Musiała być naprawdę dobrą kłamczuchą, jeśli chwilowe zwątpienie i finalne spoważnienie było tylko aktorską grą, bowiem wyjątkowo ciężko było go oszukać. -Dlaczego tak bardzo Cię to ruszyło?- uniósł brew przyglądając się jej w zaciekawieniu. Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie mogło wiele o niej powiedzieć. -Jeśli jest problem należy czym prędzej się go pozbyć. Gdybym całe życie zastanawiałbym się nad skutkami pewnych czynów to z pewnością nie mielibyśmy okazji do spotkania.- odpowiedział zgodnie z prawdą, po czym upił trunku ze szklanki. Oszukiwałby sam siebie twierdząc, że atmosfera nie uległa zmianie, ale nie zamierzał nic z tym robić tudzież czegokolwiek próbować naprostować byle tylko nie miała o nim złego zdania. Było mu to obojętne, nigdy nie przywiązywał wagi do oceny osób trzecich.
-Nudno.- wzruszył ramionami nie wyobrażając sobie świata przepełnionego równością i tolerancją wobec wynaturzeniom. -Nie zgodzę się.- zaśmiał się pod nosem spoglądając na nią znad pergaminu. Był egoistą pierwszego frontu i nigdy nie zrezygnowałby z własnych planów dla drugiej osoby. Zapewne miewał przejawy szeroko pojętego człowieczeństwa, ale tłumaczył sobie ów fakt własną słabością, którą za wszelką cenę pragnął zwalczyć.
Nie odpowiedział już na jej słowa, bowiem w pełni skupił się na tworzonej inkantacji. Skomplikowane, runiczne ciągi wymagały koncentracji i jeden błąd mógł nader wiele kosztować. Rozproszenie, chwilowe zawahanie, zbyt długie pociągnięcie piórem – wszystko to niosło za sobą paskudne skutki i liczył, że nie będzie musiała zostać ich świadkiem.
W chwili oderwania się od pergaminu odetchnął z ulgą. Uśmiech pojawił się na jego twarzy, a palce zacisnęły na szklance wypełnionej trunkiem. -Oridor.- wypowiedział chwytając wężowe drewno, nim upił łyk ognistej. Klątwa została aktywowana, a jej wróg właśnie zaczął odczuwać jej skutki. Czy była dumna ze swego uczynku? Tego nie wiedział, ale zadanie wykonał. -Jak widzę nie brakowało Ci mojego towarzystwa?- rzucił kpiącym tonem unosząc na nią wzrok.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

To nie tak, że chciała go zbyć i zwyczajnie nie wchodzić we współpracę na poziomie alchemii. Jednak jeśli swoich umiejętności w zakresie magii leczniczej potrafiła być pewna i udowodniła to już, gdy pojawił się ostatnim razem, plując krwią, tak w szeroko pojętych eliksirach czuła się mniej pewnie. Stąd nie chciała oferować niczego, jeśli mogła się pomylić i zrobić coś źle.
Przynajmniej póki co, lecz jeśli czas pozwoli, miała zamiar wziąć się poważniej za tą dziedzinę i znała alchemiczkę, która mogła jej w tym pomóc. Finalnie będzie to korzyść dla więcej niż dwóch stron.
Kiedy skomentował jej słowa, odpowiedziała mu jedynie delikatnym uśmiechem, doceniając, że odpuścił. Może kiedyś przyjdzie im poruszyć jeszcze raz ten temat i wyjdzie na wierzch kilka faktów, które wyjaśnią jej ostrożną odmowę. Dziś nie było na to czasu ani sposobności.
- Domyślam się – odparła jedynie, decydując się na minimalnie uniesienie kącików ust. Satysfakcja była bez wątpienia czymś, co dodatkowo napędzało do samodzielnej pracy i tutaj nie było co się kłócić, a im dłużej rozmawiali, tym bardziej potrafiła wyciągnąć pewne wnioski o mężczyźnie. Cechy, które przypisywała mu podczas pierwszego spotkania, obecnie minimalnie zamazywały się na jego korzyść. Co pewnie i tak go nie obchodziło, stąd nie zdecydowała się powiedzieć czegokolwiek więcej.
Zalążek dobrego humoru i pewnej swobody znikły wraz z dalszym tematem. Zrobiło się poważniej oraz zdecydowanie ciężej, gdy ścierały się dwa różne światopoglądy, lecz na całe szczęście nie skrajnie inne. Nie szokowało ją to mocno, nie wzbudzało realnej obawy o to z kim przebywa. Jednak skłamałaby, gdyby miała przyznać, że taki sposób rozwiązywania problemów jest czymś, co w żaden sposób jej nie rusza.
- Zwykle nie przebywam z ludźmi, którzy otwarcie przyznają się do stosowania takich metod – wyjaśniła nieco wymijająco.- Poza tym, jakbyś zapomniał, jestem uzdrowicielką… ratuje życie, a nie przyczyniam się do jego zakończenia – dodała, odrobinę konkretniej. Nie popierała sięgania od razu po najbardziej krwawe rozwiązania i decydowaniu o życiu lub nie kogokolwiek, lecz mogła zrozumieć, że czasami inaczej się nie dało. Mimo to była praktycznie pewna, że nie spotkałoby się to z jej aprobatą, gdyby była świadkiem takowej sytuacji. To zbyt mocno gryzło się z tym, w co wierzyła, pewnymi wartościami, które akceptowała zawodowo i prywatnie.
Przyjrzała mu się uważniej, gdy po chwili dotarł do niej sens jego słów.
- Aż tak wiele osób, chciało twojej śmierci? – spytała z mieszanką zaniepokojenia, ale i ciekawości.
Wzruszyła delikatnie ramionami, słysząc komentarz.
Nie mogła się z tym nie zgodzić, idealny i tolerancyjny świat był nudny w perspektywie dłuższego czasu, ale pewnie duża część czarodziejów właśnie tego chciałaby. Sama czasami tego potrzebowała.
- Robi się coraz ciekawiej – rzuciła mimowolnie, gdy nie zgodził się z nią. Uważał się za skrajnego egoistę? Nie zamierzała tego potępiać, gdy miała raczej neutralny stosunek do takich osób. Zwłaszcza że zwykle weryfikowały ich czyny, co jednak wolała obserwować z dystansu.
Siedziała w ciszy, wodząc wzrokiem po otoczeniu. Spojrzała na niego ponownie, gdy skończył pracę, obserwując uśmiech, który pojawił się na jego twarzy.
Świadomość, że nie było już odwrotu, a klątwa najpewniej działa, wyjątkowo już jej nie ciążyła. Nieco zdziwiło ją, że wcześniejsze obiekcje teraz wręcz wyparowały z myśli. Może i lepiej, łatwiej będzie wrócić w rodzinne strony i wykorzystać przewagę, którą umożliwiała rzucona przez Macnaira klątwa.
Skupiła uwagę na mężczyźnie, gdy ten znów sięgnął po kpinę.
- Wcale – odparła z nikłym uśmieszkiem, podnosząc się z miejsca, ale tylko po to, aby sięgnąć po odstawioną wcześniej szklankę. Upiła łyk, czując, że to dobry sposób, aby odgonić natrętne myśli.
- Powinno brakować? – spytała zaraz, obstawiając, że spotka się z kolejną porcją kpiny, ale wcale jej to nie zniechęcało. Cokolwiek teraz padnie, najpewniej nie wywoła cięższej atmosfery niż ta, która teraz stopniowo odpuszczała.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Dostrzegł pewną ulgę na twarzy dziewczyny, kiedy postanowił nie drążyć tematu. Drzwi do ponownego rozstrzygnięcia wspomnianej kwestii pozostawały otwarte, więc jeśli przekona się co do współpracy mogła śmiało posłać mu sowę tudzież zadeklarować się osobiście. Mimo wszystko nie wymagał tego od niej, bowiem i tak robiła już nader wiele składając go po każdych wojażach bez cienia zwątpienia, a także chęci stosownej zapłaty. Czym sobie na to zasłużył? Nie wiedział, ale również nie zamierzał pytać.
-Twój zawód nie obliguje Cię do pomocy wszystkim potrzebującym. Nawet jeśli zależy Ci na galeonach to wymagających opieki nie zabraknie.- odniósł się do jej zawodu, który wedle jego światopoglądu nie powinien służyć każdemu, a już na pewno nie tym opowiadającym się za parszywym szlamem. -Widocznie spotykałaś kiepskich ludzi na swej drodze.- wygiął wargi w kpiącym wyrazie nie do końca rozumiejąc, dlaczego tak wiele osób obawiało się głośno mówić o swych przekonaniach lub zaczęło to robić dopiero po wypędzeniu mugoli z Londynu. Czyżby popierali ich, lecz w tej sytuacji kierowali się strachem? Gardził tchórzami, nie miał w sobie krzty litości wobec kłamliwych szui udających sprzymierzeńców. -Przeraża Cię fakt, że jasno opowiadam się za czystą krwią?- spytał, po czym upił trunku ze szkła nie spuszczając z niej wzroku. Z uwagą obserwował zmieniający się wyraz jej twarzy, nieco nerwowe ruchy, a także zamyślenie wskazujące na szybką analizę zaistniałej sytuacji. -Nie dopuszczę, aby ponownie osiedlili się w Londynie.- skwitował jeszcze bardziej przekraczając granicę. Chciał żeby miała pewność, po której stronie walczył i uwierzyła, że warto się za takową opowiedzieć. -Chciałabyś, żeby jakiś pomyleniec zajął Twoje miejsce? Wyobrażasz sobie paskudną szlamę z większą renomą? Nie tylko wtem korzystaliby ze skradzionej nam magii, ale i bogacili się oraz wspinali na sam szczyt Twoim kosztem.- wytłumaczył chcąc wymusić na dziewczynie wyobrażenie sobie podobnej sytuacji. Mieszańce nie zasługiwali na ten dar, a już na pewno nie na stanie ponad prawdziwymi czarodziejami. Uderzyli w czystą społeczność niczym plaga i kiedy tylko na moment odwrócono wzrok zaczęli się wychylać ze swych szczurzych nor. Gdyby tylko miał możliwość powybijałby ich co do jednego – bez cienia zawahania.
-Teraz chce jeszcze więcej.- wzruszył ramionami przyzwyczajony do faktu, iż wiele osób pragnęło się go pozbyć. Był niewygodny, cwany i pałał się paskudnym zajęciem niszczącym nie tylko kariery, ale i życie, dlatego nieustannie musiał oglądać się za siebie. Nie żył w strachu, wówczas był silniejszy niżeli kiedykolwiek, lecz gdzieś z tyłu głowy miał tą świadomość i z tego powodu stronił od zbędnego ryzyka.
Ściągnął brwi, kiedy zaprzeczyła. -Oczywiście, że powinno.- burknął pod nosem z teatralnym oburzeniem, po czym podsunął jej zawiniątko – na pamiątkę. -Pierwszy raz za nami.- zaśmiał się kpiąco upijając trunku. Był przekonany, że jeszcze powróci z podobną prośbą, bowiem ten sposób na usuwanie wrogów nie wymagał żadnego ryzyka – od usługodawcy – a przynosił szybkie i oczekiwane rezultaty.

/zt




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Być może za jakiś czas, przy lepszych okolicznościach i większej pewności we własne umiejętności, zdecyduje się powrócić do tematu, póki co jednak uważała tą kwestią za zamkniętą. W duchu jedynie dziękując, że naprawdę odpuścił. Może nie znała go najlepiej, ale raczej nie stawiała na to, że zostawi temat w spokoju tak po prostu.
- Uzdrowiciele powinni pomagać każdemu, kto tego potrzebuje, a nie interesować się sprawami, które w leczeniu nie mają żadnego znaczenia.– odparła poważnie. Brzmiało pięknie, ale wiedziała, że to dalekie od prawdy… nawet dla niej.- Prywatnie możemy być różni i piętnować poszczególne jednostki, ale zawodowo.. słabo to świadczy o nas.- nie wahała się mówić bardziej ogólnie, wiedząc, jak często przestaje być tak idealnie.
Delikatny grymas wykrzywił jej usta.
- Możliwe – nie chciała oceniać czy faktycznie spotykała kiepskie osoby. Nie skreślała ludzi za wybory i podejście do wielu spraw, każdy miał swoje powody, aby egzystować tak, a nie inaczej. Nie mniej, obecnie nie dało się żyć w Londynie, gdy odbiegało się od schematu i popierało nie tą stronę, co trzeba. Sama musiała się do tego dostosować, mając wrażenie, że zatoczyła koło. To, co wpajano jej za dziecka i od czego uciekała, obecnie było tym, co musiała zaakceptować, chcąc pozostać w stolicy i egzystować jak dotąd. Nie przeszkadzało jej to całkowicie, nawet jeśli gryzło się mocno z podejściem do pewnych spraw, co już zdążyła podkreślić przed chwilą.
- Nie – nie zawahała się z odpowiedzią.- To prędzej niepokój ile jesteś wstanie zrobić dla czystości krwi – wyjaśniła, idąc w szczerość, czując, że w tej chwili kłamstwo zwyczajnie nie wyglądałoby wiarygodnie.
Milczała, słysząc ten jasny nacisk, dopełnienie, gdzie w tym wszystkim, co dzieje się na około, znajduje się Macnair. Pozostawiła komentarz dla siebie, kwitując to po prostu ciszą.
- Gdyby ten pomyleniec okazał się mieć idealne pochodzenie, powinno mnie wtedy pocieszyć, że ktoś taki zajął moje miejsce? – spytała, okazując minimalne zirytowanie.- Nie przekonuje mnie obwinianie o własne niedoskonałości i brak wiedzy, czarodziejów innego pochodzenia. Może i nie powinni być na równi z nami, ale tępienie ich za to, na co nie mają wpływu to przesada - ten temat nie prowadził do niczego jak dla niej, ale czuła, że trzeba po prostu przez to przebrnąć.- Ale jakby nie patrzeć to już bez znaczenia… zadbaliście, aby szlam nie panoszył się w Londynie – dodała, po to, aby urwać rozmowę o tym. Nie miało to sensu, gdybanie co stałoby się, gdyby część mieszkańców stolicy nie była zmuszona uciekać.
Obserwowała go równie uważnie, jak on ją. W tej rozmowie wyjątkowo wypadało mieć na oku rozmówcę, gdy swoboda, jaką wcześniej odczuwała w jego towarzystwie, została naruszona.
- Patrząc na ciebie, jakoś mnie to nie dziwi – odparła z cieniem uśmiechu, który dość szybko znikł. Każda rozmowa z nim pozwalała wyrobić trochę oceny o mężczyźnie i naprawdę nie dziwiło ją, że jeszcze więcej osób chce jego śmierci. Chociaż nie znała wszystkich jego zajęć, nie wiedziała wszystkiego, to miał w sobie coś, co utwierdzało ją w przekonaniu, że jest człowiekiem przyciągającym kłopoty i kolekcjonującym wrogów.
- Prawie uwierzyłam – oburzenie było zbyt nieprawdziwe w obecnej sytuacji, ale jednak obudziło minimalne rozbawienie.
Zerknęła na zawiniątko, które przesunął w jej stronę, by zaraz ponownie skupić ciemne tęczówki na jego twarzy.
- Aż się boję, co będzie dalej – odparła, odwdzięczając się lekką kpiną. Pierwszy raz, doprawdy.

| zt



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Łazienka

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach