Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Sypialnia
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Sypialnia

Stosy książek zajmujące większość przestrzeni oraz zawsze nieposłane, niewielkie łóżko to element charakterystyczny tego pomieszczenia. Służy ono do odpoczynku, ale także pracy, więc w każdym kącie można dostrzec wyrwane, dziennikowe kartki wypełnione literami, runami albo naszkicowanymi obrazami. Szafa zwykle stoi pusta, albowiem cała garderoba wisi na oparciu krzesła.
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down



07 X 1957

Błądząc wzrokiem po ostatnim otrzymanym liście, nie wiedziała czego się spodziewać. Dziwne zachowanie Drew oraz obecna tajemniczość w spisywanych słowach, budziły pytania na które najwyraźniej nie miała dostać odpowiedzi szybciej niż w chwili, kiedy mężczyzna znajdzie się w zasięgu wzroku, a najpewniej dopiero, gdy znikną z ulic. Nie obawiała się niczego z jego strony, mimo wszystko ufając mu, stopniowo coraz bardziej. W tym wszystkim tylko ciekawość grała na jej niekorzyść, gdy czas do umówionej godziny dłużył się niesamowicie, a ona niekoniecznie miała czym zająć myśli, aby minuty popłynęły szybciej. Pierwszy raz od dawna nie miała ochoty pochylać się nad kolejnymi księgami, zgłębiać wiedzę w dziedzinach, które żywo ją interesowały. Ostatnie parę dni zdawało się trochę leniwych, co zaczynało oddziaływać i na nią. Odpowiednio szybciej, aby się nie spóźnić, opuściła mieszkanie zbiegając po schodach. Na dworze czuć było już jesień, powietrze od dwóch dni było chłodniejsze i deszczowe, otoczenie zmieniało się zauważalnie. Wsunęła dłonie w kieszenie lekkiego płaszcza, który otulał jej sylwetkę, nie dopuszczając chłodu do rozgrzanej skóry. Dotarcie na miejsce zajęło jej więcej czasu niż przypuszczała, lecz na Pokątną weszła przed osiemnastą. Spokojnym krokiem przechodziła od jednej witryny sklepowej do drugiej, by na dłuższą chwilę zatrzymać się przed Różdżkami Ollivandera. Żadna konkretna myśl nie pojawiła się, żaden wniosek zabarwiony aprobatą lub nie, jedynie ciemne tęczówki prześlizgnęły się z obojętnością po tabliczce na drzwiach, informującej, że sklep był zamknięty.
Odwróciła głowę, kiedy zorientowała się, że ktoś stanął obok niej. Kąciki ust drgnęły na widok Macnaira.- Lubię twoją punktualność.- szepnęła zamiast powitania. Ceniła tą cechę, którą nie każdy mógł się szczycić, a która przynajmniej dla niej była dość istotna. Chyba jak większość uzdrowicieli nie znosiła spóźniających się ludzi, a już zwłaszcza tych, którzy nosili miano pacjentów. Zbliżyła się do niego, by złożyć krótki pocałunek na męskim policzku. Zwykle nie potrzebowała wielu drobnych gestów i nawet jeśli je wykonywała miały swój cel, były częścią zabawy z drugą osobą. Dziś jednak kierowała nią szczera chęć i nie widziała powodów, aby powstrzymać się przed tym. Z drugiej strony była to również podpowiedź, że po ich ostatniej rozmowie zrezygnowała z trzymania dystansu, nawet jeśli finał spotkania był mniej przyjemny. Nie podejmując już żadnego tematu, podążyła za Nim czując znów mieszankę ciekawości i zaniepokojenia, gdy z Pokątnej weszli na Nokturn. W ostatnich miesiącach bywała tu częściej niż dawniej, ale nadal miała wrażenie, że budzi to w niej te same odczucia za każdym jednym razem. Spojrzała krótko na Drew, gdy weszli do kamienicy, tylko raz miała okazję być u Niego, chociaż wtedy w konkretnym celu. Teraz pozostawało jej czekać na wyjaśnienie. Kiedy znaleźli się wewnątrz mieszkania, zsunęła z ramion płaszcz, by zawiesić go na wieszaku i zaraz zsunąć z nóg botki.- Co uknułeś? – spytała w końcu, tracąc na cierpliwości, chociaż ton pozostawał całkiem pogodny. Weszła w głąb mieszkania, oglądając się jednak na mężczyznę i czekając na odpowiedź.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

konsekwencje poeventowe + opis idk

Kreśląc do niej listy bardziej chciałem wytłumaczyć się przed samym sobą, że naprawdę nic złego nie miało miejsca. Łudziłem się, szukałem prostych rozwiązań, jednak im dłużej zagłębiałem się w ostatnim obłędzie, tym rzadziej przychodziło mi godzić się z jego naturą. Czułem, iż coś było nie w porządku, istna mieszkanka emocji, nagłe wybuchy, wycofanie i ponowne wyjście przed szereg nie były w moim stylu. Nigdy nie przykładałem większej wagi do autoprezentacji, ale wyjątkowa nonszalancja zdawała mi się jeszcze bardziej obca, niżeli nadmierna dbałość o każdy detal. Budziłem się rano, otwierałem powieki i nie wiedziałem, czy jeszcze byłem sobą, czy już kimś innym – pozbawionym granic oraz przyjętych przeze mnie norm. Opuszczenie podziemi Gringotta miało mnie zmienić już na zawsze i nasuwało się jedynie pytanie, czy w tej paranoi kiedykolwiek jeszcze będę sobą.
Od rana siedziałem z ognistą w ręku i leniwie spoglądałem za drewnianą okiennicę w poszukiwaniu czegokolwiek interesującego. Irytował mnie brak zajęcia wszak od ciągłego prostowania nóg w fotelu można było zacząć gnić, jednakże kompletnie nie miałem ochoty wstać i przenieść się chociażby do Mantykory. Patrzenie na te zachlane mordy, zaglądnie pod ławki w poszukiwaniu trupa lub kompletnie zalanego idioty zdawało się jeszcze nudniejsze, niżeli sączenie trunku w samotności. Nawet myśl o odwiedzeniu Francisa w jego kurwidole sprawiła, że tylko przewróciłem znużony oczami. Na moment przeniosłem spojrzenie na runiczne manuskrypty, nieopodal leżały i rachunkowe księgi, ale kompletnie nie wiedziałem po jakiego licha trzymałem to w mieszkaniu. Było tu i tak mało miejsca, a jeszcze dodatkowo zagracałem przestrzeń stertą śmieci. Co za kretyn by to w ogóle czytał?
Kiedy zbliżała się godzina spotkania, zrezygnowany podniosłem się z fotela i odstawiłem szkło na blat stolika. Wiedziałem, że powinniśmy pogadać, wyjaśnić sobie parę kwestii, ale nieszczególnie paliło mi się do robienia smutnych oczu i zgrywania skruszonego. Chciałem po prostu przez to przebrnąć i powrócić do jakże interesującego wpatrywania się w brudną szybę.
-No, ja też- odparłem w ramach powitania, którego w zasadzie nie było z żadnej ze stron, po czym nachyliłem się widząc, że zbliżyła się do mej twarzy. Posłałem jej lekki uśmiech, choć zapewne bardziej przypominał grymas i ruszyłem alejką wzdłuż kamienicy, aby czym prędzej dostać się do własnego mieszkania. Nie chciało mi się wdawać w żadne słowne potyczki, przepychać ze zgrają baranów, a tym bardziej ratować dam z opresji.
Minąwszy próg rzuciłem niedbale płaszcz na ziemię i przeczesałem dłonią włosy, pozostawiając je w kompletnym nieładzie. Ziewnąłem przeciągle opadając na swój ulubiony fotel, a następnie zwiesiłem na niej znużone spojrzenie. Blada twarz wskazywała na zmęczenie, podobnie jak podkrążone oczy. Naprawdę nic mi się nie chciało. -Nic, a miałem coś?- rzuciłem opierając dłoń o blat stolika. Palcami zacząłem wybijać tylko sobie znany rytm, tak o, dla zabicia czasu.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Uśmiechnęła się delikatnie, gdy Drew nachylił się lekko, umożliwiając jej ten krótki pocałunek. Zadowolenie odbiło się w ciemnych tęczówkach i mimice, bo mimo wszystko nie spodziewała się tak swobodnej reakcji. Cofając się, zauważyła, wygięcie ust mężczyzny, któremu bliżej było do grymasu? Milczała, chcąc przez chwilę zbyć to ciszą, a finalnie pozostawiając bez komentarza całkowicie. Idąc obok, miała wrażenie, że nie na rękę była mu jej obecność, wydawał się znudzony, może zniechęcony. Nie rozumiała, co się stało, a to dziwne odczucie pogłębiło się, gdy drzwi mieszkania zamknęły się za nimi. Obserwowała go z uwagą, kiedy porzucił płaszcz na ziemi i opadł zaraz na fotel. Przechyliła lekko głowę, nie spuszczając z niego spojrzenia, a jedynie na krótką chwilę dopuszczając myśl, że wyglądał bardziej szczeniacko, gdy przeczesane niedbale włosy układały się tak, jak chciały. Ostatnim razem miała wrażenie, że zachowanie Macnaira odbiega w jakimś stopniu od normy i liczyła, że więcej niespodzianek jej nie czeka, ale najwyraźniej dziś miało być podobnie. Pocieszające, że byli u Niego, wiec najpewniej nie ucieknie, a jeśli i ten fakt go nie zatrzyma… będzie mocno zdziwiona. Uniosła delikatnie brew, kiedy w kontrze padło pytanie, przez krótki moment nie wiedziała nawet, jak zareagować.
- Chciałeś, żebym przyszła.- przypomniała mu, skoro najwyraźniej zapomniał. Próbowała zrozumieć, co się dzieje, co się zmieniło od wczoraj, gdy w listach wybrzmiewał inaczej.- Skoro nic nie uknułeś, to po co? – spytała, chociaż pytanie piętrzyły się stopniowo.- Wszystko w porządku? Wyglądasz na mocno zmęczonego i znudzonego.- padło kolejne, nawet jeśli miała wrażenie, że dziś przyjdzie jej obserwować to znudzenie dominujące w jego postawie i może niekoniecznie czegokolwiek się dowie. Przeszła się powoli po pomieszczeniu, odrobinę nerwowym ruchem wygładzając materiał czarnej jak noc sukienki, która podkreślała talię.- Dziwnie się ostatnio zachowujesz.- rzuciła w końcu, podchodząc akurat do okna, by przysiąść na parapecie. Chciała wiedzieć, co się dzieje, czy dopytywać i mieszać się w to. Może nie chciał, może zaraz usłyszy, aby się odczepiła? Uniosła dłoń, by rozetrzeć nerwowo kark, zdradzając tym samym, że nie czuje się zbyt komfortowo teraz. Chciała mu pomóc, jeśli tylko tego potrzebował, ale nie mogła niczego narzucać. Ciemne tęczówki prześlizgnęły się po jego sylwetce, zatrzymały na krótką chwilę na dłoni wybijający tylko jemu znany rytm.
Powiedz mi, powiedz cokolwiek, żebym przestała się martwić, chciała to powiedzieć, lecz słowa nie uleciały, nie zawisły w powietrzu czekając na reakcję.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Chciałem, żeby przyszła. Pamiętałem o listach, szczeniackich tłumaczeniach i próbie wyjścia z nieco krępującej sytuacji, kiedy to jak ostatnia pizda uciekłem z jej mieszkania. Najzabawniejsza jednak nie była sama zamiana we mgłę, ale moment, który mnie do tego zmusił. Czyżby kobiecy dotyk wzbudzał we mnie dyskomfort? Śmieszny strach? Co do zasady nie byłoby to niczym dziwnym lub niespotykanym, jednakże nigdy wcześniej nie przyszło mi się z takowym zmierzyć. Wychodziłem z założenia, że było to ten pierwszy i ostatni raz, irracjonalny wyskok, jaki nigdy więcej miał się nie powtórzyć. Nawet wówczas, gdy byłem wyjątkowo znużony i niechętny do podejmowania jakiegokolwiek tematu, nie czułem, abym musiał uciekać z powodu ewentualnej bliskości.
-To nie mogliśmy spotkać się tak bez powodu?- zmrużyłem oczy spoglądając wprost na nią.
-Czy z góry musi być ustalony powód? Kolejne leczenie, ratowanie po przeholowaniu alkoholu?- wygiąłem wargi w ironicznym wyrazie wiedząc, że daleko mi było do uprzejmego. Wcale nie zamierzałem kłócić się, czy robić jej po złości, ale nie rozumiałem pytania.
Westchnąłem pod nosem, po czym sięgnąłem do szklanki wypełnionej trunkiem i upiłem jej zawartości. Faktycznie byłem znużony i liczyłem, że jakoś wyrwie mnie z tego stanu, lecz najwyraźniej zamierzała jedynie drążyć temat, który nie istniał. -Źle sypiam od jakiegoś czasu- przyznałem ze wzruszeniem ramion. Nie kłamałem, naprawdę coraz trudniej było mi zasnąć, a nawet jeśli jakimś cudem uciąłem krótką drzemkę, to po pierwszych marach wybudzałem się zlany potem. W mojej głowie wciąż pokazywały się te same obrazy; labirynt zakrwawionych korytarzy oraz granatowy błysk z charakterystycznym zapachem gnijących ciał.
Przytłaczała mnie świadomość, że byłem coraz mniej przydatny. Szwankująca głowa, trzęsące dłonie i odsłonięcie na zewnętrzne wpływy czyniły mnie słabszym, znacznie mniej solidnym towarzyszem. Musiałem wziąć się w garść, stanąć na nogi, jednakże dzisiaj zupełnie nie chciało mi się nad tym rozwodzić. -Skąd ten wniosek? Może po prostu jestem dziwny- odburknąłem ponownie skupiając wzrok na jej twarzy. Była na mnie zła? Miała mnie dość? Nie zdziwiłbym się, albowiem sam nie byłem w stanie ze sobą wytrzymać. Wahania nastrojów, szalejące emocje i nieustanna zmiana nastawienia oraz frontu doprowadzały mnie na skraj, do cholernego szału.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Sama nie wiedziała, czego teraz oczekiwała od niego, miał przecież rację, że mogli spotkać się bez powodów. Przecież miło było zobaczyć go po prostu, gdy fizycznie zdawał się w dobrej formie i nie znajdował chociaż raz od dłuższego czasu w naprawdę złym stanie. Próbowała zgonić dociekliwość na fakt, że nie przywykła do podobnych sytuacji, kiedy częściej spotykali się z konkretnego powodu. Przyjrzała mu się uważniej, a ciemne tęczówki ponownie prześlizgnęły się powoli po męskiej sylwetce, gdy pozwoliła sobie jeszcze chwilę milczeć.- Mogliśmy.- odparła w końcu, odpuszczając. Zmrużyła delikatnie oczy, słysząc jego ton i słowa, jakie padały.- Jakoś milszy jesteś, jak potrzebujesz leczenia.- w głosie pobrzmiewała cierpkość, której nie próbowała tłumić. Niby przywykła do jego ironii i kpiny, jakiej czasami nie szczędził, ale nadal dawała się złapać na chwili, gdy budziło to rozdrażnienie. Mimo to ostatnie czego chciała to zacząć się z nim kłócić z jakiegoś durnego powodu. Kwestii, które wisiały w powietrzu, bo żadna ze stron nie chciała wdawać się w dyskusję. Po rozmowie sprzed kilku dni wydawało jej się, że mają ten problem za sobą, ale najwyraźniej nadal nie potrafili. Skupiła na nim uwagę, słysząc o problemie ze snem.- Dlaczego nic nie mówiłeś? – czyżby był tym przeciętnym typem pacjenta, który wspaniałomyślnie postanawia przemilczeć problemy lub złe samopoczucie? Najwyraźniej.- Eliksir słodkiego snu, powinien ci pomóc. Po zażyciu zaśniesz, ale nie będziesz miał żadnych snów i obudzisz się dopiero, kiedy wypoczniesz. W zależności jak bardzo zdążyłeś nadszarpnąć organizm, może to trochę potrwać.- dawała mu pewną opcję, lecz ani myślała zmuszać do wypicia eliksiru. Był dużym chłopcem, więc miał zdolność decydowania o sobie, a przynajmniej na to liczyła.
Odepchnęła się lekko od parapetu, by podejść do niego powoli. Dziwnie denerwował ją taki znudzony, bo zwykle, nawet jeśli nie wydawał się czymś wyjątkowo zainteresowany to i tak, był inny. Nie umiała określić tego dokładniej, ale po prostu odbiegał od normy swym znużeniem.- Zawsze jesteś, ale nie w ten sposób.- odparła z lekkim uśmieszkiem i przysiadła na podłokietniku fotela, smukłe uda układając na udach Drew. Zawsze wydawał jej się specyficzny, trochę dziwny, ale zdawało się to idealnie wpisane w jego sposób bycia i do tego zdążyła przywyknąć. Teraz było inaczej. Założyła lekkim ruchem nogę na nogę, świadomie wykorzystując fakt, że materiał sukienki uniósł się trochę, odsłaniając więcej długich nóg. Nie myślała nad tym co robi, chcąc po prostu skłonić go do innych emocji, nawet jeśli miałyby to być negatywne. W końcu nie wiedziała, cóż dziś siedzi mu w głowie, jakie myśli dominują oraz czego spodziewać się za chwilę.- Prawie rok, wystarczy, aby kogoś poznać i wiedzieć, kiedy jest normalnie dziwny, a kiedy po prostu coś nie gra.- rzuciła z cieniem rozbawienia, opuszkami palców przesuwając po męskim karku.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Pokiwałem wolno głową na jej przytaknięcie, nie szczędząc przy tym ironicznego uśmiechu, jakobym czerpał satysfakcję z przyznania mi racji. Rzecz jasna nie odczuwałem jej, właściwie w ciągu całego dnia nic nie poruszyło mnie na tyle, abym poświęcił temu dłuższą chwilę. Rad byłem, że nie szukała z owego powodu kłótni, bowiem w końcu kobiety miały to do siebie, że lubiły wyolbrzymiać i za wszelką cenę trzymać się własnego zdania. Wyszukane argumenty, babranie się w przeszłości i wyciąganie na wierzch brudów zajmowały sporo czasu, nierzadko więcej niżeli byśmy tego chcieli. Czy miałem ochotę słuchać o własnych błędach? Nie, miałem je głęboko gdzieś.
-Już nie przesadzaj- wzruszyłem lekko ramionami, po czym przyłożyłem dłoń do ust, aby ukryć przeciągłe ziewnięcie. Zapewne i tak mi się to nie udało, ale chociaż nie wyszedłem na totalnie niewychowanego. Kto chciałby oglądać szeroko otwartą gębę? -Bywam nieznośny, ale chyba zdążyłaś się już przyzwyczaić?- posłałem pytanie, które zapewne spotka się z przeciągłym milczeniem i wymownym spojrzeniem, albowiem było retoryczne. Nie dało się przyzwyczaić do moich wybryków, choć mogła mieć pewność – w co zapewne mi nie uwierzy – że więcej nie zamierzałem robić głupstw. Wolałem spędzić czas w mieszkaniu, w ciszy i spokoju, zamiast narażać własne życie. Ile do cholery miałem już szans? Los naprawdę był dla mnie łaskawy. -Już więcej nie będę go potrzebował, bo nie chce mi się po raz kolejny przechodzić rekonwalescencji- rzuciłem otwarcie, aby przywykła zawczasu do myśli, iż nie zamierzałem ponownie zajmować kozetki.
Wysłuchałem jej słów, choć nie byłem przekonany co do działania specyfiku. Nieustanne znużenie wręcz wołało mnie do łóżka, ale po kilkudziesięciu minutach leżenie również stawało się nudne. Naprawdę nie mogłem zasnąć. -Sądziłem, że polecisz mi własne towarzystwo, bowiem jak powszechnie wiadomo po niektórych czynnościach znacznie łatwiej zmrużyć oko- uniosłem wymownie brew nie kryjąc szelmowskiego uśmiechu. -Jesteś w stanie przyrządzić ten eliksir?- dodałem po chwili nieco poważniejąc. Doszedłem do wniosku, że nie szkodzi spróbować.
Słyszałem tuż za sobą kroki, które echem odbijały się od drewnianej podłogi. Nim zdążyłem obrócić głowę w jej kierunku dostrzegłem na swych kolanach zgrabne, kobiece nogi, co wywołało na mej twarzy wyraźną aprobatę. Jednym ramieniem otuliłem smukłą sylwetkę, a wolną dłonią powędrowałem w okolice uda i przysunąłem ją bliżej siebie. Poczucie beznadziejności i znudzenia nie odeszło, jednakże jej zapach oraz dotyk pobudzał iskry w moich oczach. -Wszystko gra, nie martw się- odparłem zgodnie z prawdą. Jego prawdą.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Mógł się cieszyć, że zwykle unikała kłótni z głupich powodów, wyszukiwanych na szybko i bez planu, co dalej. Czasami oczywiście, podły humor brał górę i niewiele było trzeba, aby zaciekle broniła czegoś na czym nawet jej nie zależało, jakiegoś poglądu, który w krótkim przebłysku pojawiał się, lecz nie był wart zbyt wiele. Wtedy oczekiwała, że jej słowo będzie ostatnie, że postawi na swoim, by kilka godzin później nawet nie pamiętać, o co poszło. Dziś, nawet jeśli Drew nieco ją drażnił, zachowywała rozsądny spokój, naruszany tylko odrobinę emocjami, którymi barwiła wypowiadane słowa.
Cień grymasu pojawił się na jej twarzy, gdy Macnair próbował zamaskować ziewnięcie, ale nie wyszło mu w nawet najmniejszym stopniu. Był zbyt znudzony, aby każdy kolejny gest podkreślający ten stan, jakkolwiek mógł umknąć jej uwadze. Prychnęła cicho pod nosem, posyłając mu sceptyczne spojrzenie, gdy padło pytanie, którego nawet nie chciała komentować. Coraz częściej myślała, że zdążyła przywyknąć do tego, co też potrafił wywinąć, ale wcale tak nie było. W takich chwilach zastanawiała się jedynie czy było to możliwe? Czy istniała na świecie osoba, która całkowicie przyzwyczaiła się do tego, jak nieznośny potrafił być czasami? Chętnie poznałaby takową i poprosiła o zdradzenie sekretu, skąd wziąć tyle cierpliwości oraz obojętności, by nie wykończyć się nerwowo.
- Jasne.- rzuciła, nie ukrywając powątpiewającej nuty w głosie.- Już widzę, jak zaczynasz wieść spokojne i bezpieczne życie, bez sukcesywnego sprawdzania, gdzie leży granica zza której żaden uzdrowiciel Cię nie wyciągnie.- musiałaby być głupia i naiwna, aby mu uwierzyć. Nawet nie znając go dłużej lub widząc pierwszy raz w życiu, wystarczyło poobserwować Macnaira kilka minut, posłuchać i wymienić parę zdań, żeby można było zaszufladkować jego osobę.
Eliksir, który mu proponowała był często stosowany w szpitalu, bezpieczny i prosty działał w każdym przypadku, dając szansę na odpoczynek pacjentowi potrzebującemu tego, a z jakiegoś powodu nieumiejącemu zasnąć bez pomocy.
- Prawda, łatwiej zmrużyć, ale wydajesz się tak znudzony, że nie zaryzykuję pogłębienia tego stanu.- uśmiechnęła się delikatnie, nieco zadziornie.- Eliksir to szybsza metoda i bez wątpienia skuteczniejsza.- dodała, zmniejszając już dystans między nimi.- Zobaczę. Mocno zaniedbałam swe umiejętności z zakresu alchemii, ale to stosunkowo prosta mikstura do przyrządzenia, więc nie powinno być większego problemu.- może to był w końcu moment, gdy ruszy się i pozbędzie kurzu zalegającego na kociołku. Wiedziała, że przydałoby się rozwinąć jeszcze w tym zakresie, bo niedługo sama podstawowa wiedza może okazać się zbyt mała.
Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać, ostatnio zwątpiła w oczywistość reakcji Drew, ale nic nie stało na przeszkodzie, aby sprawdzić. Ostatnio zareagował paniką i ucieczką, lecz dziś najwyraźniej miało być inaczej. Kącik jej ust zadrżał, by chwilę później ulec uśmiechowi dominującemu na pełnych ustach, kiedy poczuła obejmujące ją ramiona, stanowczo przesuwające bliżej. Taka reakcja przypadała do gustu zdecydowanie bardziej niż to, co zaserwował ostatnim razem. Położyła dłoń na dłoni mężczyzny, która spoczęła na jej udzie, by zaraz przesunąć palce na męskie przedramię. Drugą ręką nadal ze spokojem muskała skórę na karku.- Łatwo powiedzieć, bym się nie martwiła.- stwierdziła cicho.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

W każdej innej sytuacji zapewne dostrzegłbym zmiany na jej twarzy, podobnie jak niepewność, którą starała się w możliwie staranny sposób maskować. Dziś jednak byłem zniechęcony, zmęczony i nader bardzo pochłonięty wpatrywaniem się w brudną szybę, co musiała mi wybaczyć. Właściwie obojętna była mi jej reakcja, mogła opuścić mieszkanie z głośnym trzaśnięciem drzwiami lub wypełnić moje usta nieznanym mi specyfikiem, o którego podanie bym jej nie podejrzewał. Nie czułem wielkiej potrzeby zadbania o bezpieczeństwo, irracjonalnie brzmiała konieczność dogłębnej analizy. Po co? Dla kogo? Nie byłem zagrożeniem, nie zamierzałem też na takowe się skazywać poprzez nieprzemyślane decyzje tudzież zbędny heroizm. Wojna za oknami nie była już moim problemem, wolałem spędzać czas tutaj – w swej pieprzonej samotni. Lubiłem swoją nudną codzienność równie mocno, co dobry trunek.
-Widzisz, a jednak. Koniec z tym. Będę robić tylko to, do czego zobowiązałem się- odparłem mając w pamięci słowa wieczystej przysięgi. Nie złamałbym jej, ale w końcu nie zobowiązywała mnie do nieustannej pracy i narażania karku za innych.
-Wolę spędzać czas tutaj, pić ognistą i zastanawiać się, czy mam co jeszcze do gęby włożyć- wzruszyłem ramionami mówiąc prawdę. Na mojej twarzy nie było krzty ironii, nie był to w końcu temat do żartów. -Zwykle chciałem robić wszystko sam, machać różdżką niczym opętany i wyręczać innych, którzy w następstwie mogli pić wino oraz cieszyć się towarzystwem panienek, kiedy ja leżałem nieprzytomny na kozetce- rzuciłem i prychnąłem pod nosem. Nie zamierzałem być tarczą, cholernym paziem od brudnej roboty. -Mantykorę sprzedam, na cholerę mi ten biznes. Smród i zapijaczone mordy to żaden sukces- kontynuowałem swój lament, który pewnie nudził ją równie mocno, jak mnie wszystko inne.
-Znudzony, przemęczony, spragniony snu i ognistej. Polejesz coś?- mruknąłem przesuwając w jej kierunku szkło, jakie chwilę wcześniej opróżniłem. -Poradzisz sobie, w końcu jest prosty- pokiwałem wolno głową i wyciągnąłem się nieco bardziej na fotelu. -Pamiętam jak mówiłaś, że możesz mi szykować bazy pod klątwy. To trudniejsza sztuka?- spytałem, choć zupełnie mnie to nie interesowało. W zasadzie nie mogło się to wiązać z niczym wyjątkowym, sam potrafiłem uwarzyć kilka, a moje pojęcie o mieszaniu w kociołku było porównywalne do umiejętności gotowania – żadne.
Uśmiechnąłem się leniwie pod nosem, kiedy poczułem delikatny dotyk w okolicy karku. O dziwo uspokajał mnie, lubiłem jej bliskość i zapach, mogliśmy częściej przy sobie milczeć. Przymknąłem powieki i oparłem głowę o jej ramię, po czym przesunąłem nosem wzdłuż szyi, podobnie jak dłonią wzdłuż uda. -Zostań dzisiaj u mnie- mruknąłem bez żadnych dwuznaczności. Wizja spędzenia następnych godzin w tym samym miejscu była równie dobra, jak plądrowanie wzrokiem ciemności za brudną okiennicą.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Mimo że działał jej na nerwy, nie planowała wyjść stąd obrażona na niego. Martwiła się dziwnym zachowaniem, mając w pamięci, co też działo się z nim pod koniec września i tego ile potrzebował przez kolejne parę dni, zanim przestał przesypiać większość doby. Taki stan musiał odcisnąć się na nim, ale czy to jaki był teraz, mogła powiązać z tamtą nocą? Sama nie wiedziała, mając zbyt mało wiedzy i zbyt dużo pytań. Zamierzała więc poobserwować go, dowiedzieć się maksymalnie wiele i spokojnie wywnioskować jak daleko sięgały nietypowe dla niego zachowania, humorki o które nie podejrzewałaby go zwykle. Taki był właśnie minus sytuacji, gdy zależało jej na kimś bardziej niż na innych. Nie potrafiła odpuścić, machnąć ręką i zignorować daną osobę, aż wszystko wróci do normy. Chociaż niedawno groziła mu, że poda mu truciznę, jeśli będzie ją denerwował i uciekał, nie zrobiłaby tego. Miała tę świadomość.
- Oczywiście.- odparła jedynie, nie widząc sensu w sprzeczaniu się w tej kwestii. Znając go już wystarczająco, widząc w jakim stanie do niej trafiał i pamiętając, co mówił w piwnicy Mantykory, nie wierzyła, aby nagle miał stanąć z boku. Nie był tym typem osoby, nawet jeśli obecnie słowa przeczyły temu.- Mało ambitne plany na przyszłość. Siedzenie na tyłku i zalewanie się ognistą brzmi słabo.- nadal próbowała brzmieć neutralnie, bo miała przeczucie, że przy kolejnym spotkaniu usłyszy już coś całkiem innego.- Oh, więc to cię boli? Że nie mogłeś pić wina i cieszyć się panienkami wokół? – uniosła delikatnie brew, próbując opanować cisnący się na usta uśmieszek. Chyba bawiło ją to, że właśnie coś podobnego stawało się argumentem.- Daj spokój. Skoro angażowałeś się ponad to, co musiałeś, znaczy, że chciałeś działać i masz ku temu cel. Zaleganie w fotelu i gapienie się w okno nie pasuje ci, przecież to strata czasu.- rozmowa była co najmniej dziwna. Wychodząc z domu, nie spodziewała się czegoś takiego, gdy zwyczajnie nie nadawała się na osobę, która będzie wyprowadzać z błędu kogokolwiek w kwestii rzeczy typowych dla danej jednostki.
- Bo jest twój? – własny biznes to nigdy nie było byle co, ale tego powinien być przecież świadom.- Żaden sukces? Przecież zamierzasz sączyć ognistą i siedzieć na tyłku, czego innego oczekujesz? Za to nie ma sukcesów w życiu.- prychnęła pod nosem, przyglądając się jego twarzy i prawie zerowym zmianą, jakie zachodziły.
Znudzony, przemęczony, spragniony snu i ognistej. Parsknęła cicho, dusząc w sobie nieco kpiący śmiech.- A gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie? – spytała zaczepnie, ale nie zależało jej na jakiejkolwiek konkretnej odpowiedzi. Zerknęła na szklankę przesunięta w jej stronę. Zgarnęła szkło, by nie podnosząc się z jego kolan wychylić się po butelkę ognistej, stojącą nieco dalej i zapełnić szklankę alkoholem. Upiła mały łyk, by resztę oddać mężczyźnie.
Przemilczała kwestię czy sobie poradzi, pamiętała przecież, jak problematyczne potrafiły być eliksiry. Czasami nawet najbardziej banalne, okazywały się łatwe do zepsucia, a to przynosiło różne konsekwencje.- Powiedziałam, że mogłabym przygotowywać bazy, ale wtedy nie planowałam tego robić.- sprostowała, jakby zapomniał, jakie miała wtenczas stanowisko względem ich współpracy na tym poziomie.- Ale jeśli nadal chcesz, mogę się tym zajmować w wolnej chwili. Trochę zleceń mi się przyda, żeby ponownie nabrać wprawy w warzeniu.- dodała zaraz.- A względem tego, czy to trudniejsze… zależy. W tym konkretnym przypadku jest to podobny stopień trudności, jedno i drugie wymaga identycznych umiejętności oraz wiedzy.- wyjaśniła spokojnie.
Uśmiechnęła się lekko w reakcji na to, co robił i przygryzła delikatnie dolną wargę. Przesunęła dłoń z męskiego karku na potylicę, wsuwając palce w krótkie włosy. Nie powstrzymywała go w tym, gdy jego dotyk był przyjemny i pożądany. Zaczynała doceniać ciszę, znajdując w niej równie wiele, jak w słowach, które padały między nimi. Nagła propozycja nieco ją zdziwiła, chociaż nie była przecież niczym niesamowitym.- Zostanę.- potwierdziła cicho. Nie musiała wracać do siebie, nie miała niczego, co koniecznie ściągało ją do domu na noc. Tutaj za to był ktoś, z kim chciała spędzić wolny czas, komu mogła poświęcić godziny, skoro najwyraźniej tego chciał.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Codziennie miewałem inne nastroje oraz podejście, zmieniały się one niczym w kalejdoskopie, przez co coraz częściej nachodziły mnie myśli, że po prostu oszalałem. Czy był to efekt wyprawy do Podziemi Gringotta? Czy naprawdę moc kamieni była na tyle ogromna, aby zdewastować hierarchię wartości i podkopać pewność, która zwykła mnie nie opuszczać? Z każdym dniem trudniej było zebrać myśli, skupić się na założonym planie i kontynuować go, kiedy nieustannie kierowały mną skrajne pobudki. Nietypowe pokłady agresji mieszały się ze skrajną troską, wybuchy śmiechu z gniewem oraz złością, elegancja z nonszalancją i wyglądało to równie abstrakcyjnie jak brzmiało dla osoby trzeciej. Próbowałem na to zaradzić, nawet na pewien czas odstawiłem mocniejsze trunki pragnąc sprawdzić, czy to aby na pewno nie ich nadmiar mieszał mi w głowie, lecz na nic się to zdało. Czasem bywało nawet gorzej, a sen przychodził z jeszcze większą trudnością. Koszmary przeplatały się ze sobą, nadchodziły momentalnie i mimo swej nierealności zdawały się być namacalne, pozbawione obłudy sennej mary. Pozostała nadzieja, złudne pragnienie powrotu do normalności, do codzienności, w której nie było czasu na szaleństwo, na słabość i emocjonalne zachwianie. Czy mogłem zrobić coś więcej? Uchronić się przed fatalnymi konsekwencjami? Na te rozważania było już nader późno, stało się i prawdopodobnie nie było na to rady. Być może los zachował dla mnie choć jedną dobrą kartę, zapisał rychłą śmierć na polu walki, jaka byłaby na tyle godna i honorowa, aby zatuszować ostatnie wariactwa. Nie chciałem, żeby musiała to oglądać, była ostatnią osobą, która zasłużyła na użeranie się z moim obłędem.
-Jaki byłby lepszy?- spytałem unosząc na nią zmęczone, znudzone spojrzenie. Liczyłem na prostą, pozbawioną konstruktywnych argumentów odpowiedź, albowiem odnoszenie się do takowej zmusiłoby mnie do rozmyślań. -Mogłem pić wino i cieszyć się twoim towarzystwem. Im więcej kobiet, tym więcej problemów- wzruszyłem ramionami pokrętnie dając jej do zrozumienia, że nie potrzebowałem gromadki przedstawicielek płci pięknej, aby spędzić miło czas. -Nie tego chciałaś? Przecież w końcu przestałbym narażać skórę i tym samym częściej odwiedzałbym cię w jednym kawałku- uniosłem brew przyglądając się jej w zastanowieniu. Niejednokrotnie powtarzała, abym na siebie uważał, nie ryzykował przesadnie, bo w końcu może zabraknąć jej możliwości do postawienia mnie na nogi. Ilekroć pragnąłem myśleć rozważnie, to zawsze kłopoty znajdowały mnie same.
-Sukcesy nie są mi potrzebne, tak samo jak te nudne podróże i klątwy. Wiesz ile jest z tym zachodu?- pokręciłem głową na wspomnienie pierwszej fazy przygotowań do wyprawy. Przeglądanie ksiąg, szukanie tropów, liczne rozmowy i opróżnianie mieszka wypełnionego galeonami za informacje – już tego nie potrzebowałem. Podobnie sprawa miała się z przekleństwami, które tylko czekały, żeby dać mi nauczkę za praktyki.
Machnąłem ręką, gdy wspomniała, iż może przygotować kilka baz. Jeśli dla własnego treningu to nie widziałem przeszkód, jednakże mi nie były już przydatne. W Londynie pojawiło się wiele osób parających się ową sztuką, dlatego zniknięcie jednego z nazwisk nie zrobi większego przewrotu, a tym bardziej starty.
Uśmiechnąłem się lekko na przytaknięcie w kwestii niewinnej propozycji. Nie widziałem powodu, dla którego musiałaby wracać do siebie i tym samym wystawiać niczym na tacy lokalnym moczymordom. Była piękną, zjawiskową kobietą i tylko głupiec przeszedłby obok niej obojętnie, dlatego istniało ogromne ryzyko, że nie uda się jej przemknąć niezauważoną. Uniemożliwiona teleportacja miała swoje plusy, lecz największym jej minusem było to, iż nawet my nie mogliśmy z niej korzystać.
-Czyli ponudzimy się razem?- uniosłem kącik ust, po czym musnąłem wargami delikatną skórę tuż pod jej uchem. Pachniała obłędnie.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Przyglądając mu się i łapiąc co pewien moment spojrzenie ciemnych oczu, nie do końca wiedziała, co obecnie martwi ją bardziej. Dominujące zmęczenie, które odciskało się również w mimice czy jednak znudzenie, jakiemu dawał wydźwięk od początku, gdy przekroczyli próg mieszkania, a które początkowo jedynie drażniło. Słysząc pytanie, nie odpowiedziała na nie od razu, zastanawiając się chwilę, co mu powiedzieć. Wątpiła, aby nagle przytaknął jej słowom, by dźwignął się na nogi, wyrywając z dziwnego nastroju, w jaki popadł. Czy był więc sens, proponować cokolwiek konkretnego?
- Każdy inny, niż obecny.- nie czuła się osobą, która jest w stanie przekonać go do czegokolwiek. Pokazał przecież swój skomplikowany charakter nie jeden raz i była skora przypuszczać, że w jego podstawie nie leżała chęć słuchania byle kogo. Uniosła delikatnie brew, słysząc sprostowanie do swoich słów.- Mogłeś, ale czy to, że działasz i robisz więcej, kłóci się z jednym i drugim? – odpowiedź wydawała się jasna, a przynajmniej dla Niej, lecz nie wykluczała, że Drew może ją czymś zaskoczyć.- Moim towarzystwem możesz się cieszyć, póki tego chcesz.- dodała, przesuwając palcami po linii jego szczeki, czując pod opuszkami palców lekki zarost. Nie trzymała się panicznie nadziei, że tak będzie zawsze, co prawda chciała, aby ten stan, ta relacja utrzymała się jak najdłużej. Mimo to wiedziała przecież, jakie jest życie, oboje byli dorośli i raczej znali realia każdego związku. Pozostawała więc realistką, nawet jeśli coraz częściej łapała się na tym, że odruchowo szuka tego konkretnego męskiego spojrzenia.
- Chciałam, póki nie zrozumiałam, że Ty i kłopoty to nierozłączny duet.- odparła z cieniem uśmiechu.- Teraz trzymam się już tylko nadziei, że z każdych problemów wyjdziesz żywy, a to byś wrócił do formy, jest już moim zmartwieniem. Nawet jeśli mam sobie szargać nerwy za każdym razem i denerwować się, że wystawiasz na próbę moje umiejętności lub innego uzdrowiciela.- nie sądziła, że będzie musiała mówić mu coś podobnego, wyjaśniać jak zmieniała podejście przez wzgląd na niego. Tak jednak było, akceptowała pewne kwestie, wiedząc, że nie ma na nie większego wpływu.
Przechyliła delikatnie głowę, a brązowe tęczówki z większą przenikliwością skupiły się na twarzy Macnaira.- Nie chcesz sukcesów? Nudne co…? – powtórzyła, chcąc się upewnić, że naprawdę to usłyszała.- Twoje wcześniejsze zapewnienie, że wszystko jest w porządku, jakoś traci na sile przy takich słowach.- zdecydowanie nie było okej. Im dłużej z nim rozmawiała, tym początkowy niepokój stawał się większy, nawet kiedy próbowała to tłumić i okazać jak najmniej. Nie wierzyła, że nagle mógł stracić cały zapał, który zdradzał wcześniej. Naprawdę w ciągu kilku dni czy tygodni zmieniłby się tak bardzo? Szczerze w to wątpiła.
Uśmiech, który pojawił się na jego ustach, odwrócił nieco jej uwagę od martwiących kwestii. Kąciki jej ust uniosły się lekko, odpowiadając podobnym uśmieszkiem. Nie myślała o zagrożeniach, jakie czyhały na Nokturnie, powoli poruszając się po nim swobodniej niż kiedykolwiek i pewnie był to duży błąd, za który może kiedyś zapłacić. Teraz jednak to nie unikanie kłopotów zachęciło do pozostania, a zwykła chęć, by zostać tutaj z nim. Poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele we wręcz elektryzującym odczuciu, reagując na to niewinne, lekkie muśnięcie.- Możemy. Ewentualnie jest jeszcze opcja, że skoro zatrzymujesz pod swoim dachem uzdrowiciela… pomogę ci trochę odpocząć.- pochyliła się lekko, muskając ustami męski policzek i chwile później składając krótki pocałunek na ustach. Podniosła się z jego kolan, decydując się w końcu nabrać nieco dystansu. Nie czuła potrzeby, aby pozostać na dotychczasowym miejscu, a ciągłe łaszenie się do niego, groziło w końcu znudzeniem, które i tak okazywał dość otwarcie, nawet jeśli jeszcze nie dotyczyło jej osoby. Przeszła parę kroków, by opaść miękko na drugi fotel i dopiero spojrzeć znów na niego.- Więc jak? Trochę nudy czy skusisz się na parę godzin spokojnego snu? – uniosła lekko brew. Przypuszczała, że kilka zaklęć wyciszających i uspokajających, podziała wystarczająco, aby mógł się zdrzemnąć, a wydawało się, że tego właśnie potrzebuje, bardziej niż czegokolwiek innego.

| zt x2

[bylobrzydkobedzieladnie]



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

10.02.59'

Misje w hrabstwach wymagały nie lada zaangażowania, dlatego spodziewałem się, iż wkrótce otrzymam sowę z prośbą o eliksiry. Przez cały pobyt w Londynie udało mi się uzbierać ich całkiem pokaźną kolekcję i choć większość pochodziła z kradzieży, to nie dbałem o to. Niejednokrotnie poznałem jak wielką miały wartość, kiedy to w tracie walki działanie jednego mogło przechylić szalę zwycięstwa na moją stronę, a ponadto dodać sił tudzież powierzchownie wyleczyć rany. Nigdy nie miałem do nich ręki, nie potrafiłem tworzyć ich sam, ale wiedziałem, że jeśli będę jakiś potrzebować, to mogłem zwrócić się do Rycerzy Walpurgii i sojuszników, dlatego nie widziałem żadnej przeszkody przed podzieleniem się posiadanymi.
List od Elviry przyszedł po przeszło miesiącu od spotkania. Zawierał szczątkowe informacje odnośnie akcji w Wawrick, a także prośbę o kilka fiolek leczniczych, które miała przekazać w ramach akcji charytatywnej. Domyślałem się, że chodziło o ludzi zamieszkujących jedną z ciemniejszych ulic tamtejszej stolicy, o jakich zapomnieli inni mieszkańcy oraz władze skazując na głód i ubóstwo. To był dobry cel, widziałem w tym przyszłość i wierzyłem, że wśród nich była przeważająca ilość prawdziwych czarodziejów. Skażona, pozbawiona magicznej cząstki krew nie była nam potrzebna, choć co do zasady można było wykorzystać ich jako mięso armatnie; czyż nie pięknym było patrzyć na bratobójczą wojną, z której zyski zbieraliśmy tylko i wyłącznie my? Im większy zamęt wprowadzimy w szeregach przeciwnika, tym mniejsza ilość naszej posoki zbruka uliczki. W chwilach, kiedy brakowało podstawowych rzeczy do marnej egzystencji ludzie byli gotów zaniechać własnych ideałów, zapomnieć o historii i korzeniach.
Wyjąłem z szafki trzy folki oznaczone kolejno: maść z wodnej gwiazdy, eliksir uspokajający oraz oczyszczający z toksyn. Zapakowawszy je w niewielki pakunek przymocowałem do nóżki Avari, po czym uchyliłem okno, aby mogła wręczyć je Multon. Liczyłem, że dobrze je wykorzysta i przeciągnie na naszą stronę kilku przydatnych czarodziejów.

/zt




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

18.01

Keep making me laugh
Let's go get high
The road is long, we carry on
Try to have fun in the meantime

Przygotowując się do wyjścia późnym popołudniem osiemnastego stycznia czuła specyficzne, wysoce nieprzyjemne uczucie odrealnienia. Winą za to mogła obarczyć fakt, że tak długo tego wieczoru wyczekiwała, tęskniąc i obawiając się jednocześnie. Od czasu Sabatu nie mieli okazji zobaczyć się z Drew w miejscu innym niż pole egzekucji w Stoke-on-Trent, nie była jeszcze w pełni pewna, czy zdoła utrzymać rozsądek, nie zdradzając sobą niczego z tych palących emocji i żądz, których nie potrafiła zrozumieć. Wieczór u Tatiany i to, co tam mówiła, pamiętała ledwo, choć po zejściu ze szczytu jaki zapewniły im Widły, pozostał jej na to pewien ogólny ogląd. Nie była przekonana, czy jest zdolna do tych wszystkich rzeczy, które wtedy obiecywała. Nie była nawet pewna, czy ich chce. Przede wszystkim potrzebowała odzyskać nad sobą kontrolę - to oraz odzyskać przyjaciela. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że jest zdolna za kimś tęsknić, dopóki nie zaczęła tęsknić za tymi durnymi przekomarzaniami, dziwaczną, pseudo-szlachecką manierą głosu Drew oraz stukaniem się szklankami z whisky.
Czy to wszystko mogło jeszcze wrócić? Zapewne się przekona.
Pozytywnym aspektem pozostawało, że z całego stresu i oczekiwania prawie zapomniała o tym, że ma urodziny. Nie kłamała, gdy pisała w liście, że nie cierpi swoich urodzin, że nie kojarzą jej się z niczym dobrym. Zazwyczaj spędzała je sama, choć w tym roku miało się to zmienić. Dlatego dwudziesty dziewiąty rok życia zaczęła od mocnej kawy oraz długiej, relaksującej kąpieli w letniej wodzie z olejkiem lawendowym. Potem długie, jasne włosy wyczesała i czasowo spięła w warkocz, by nie przeszkadzały; przed wyjściem miała zamiar na nowo je rozpuścić. Niespotykanie dużą wagę przykładała do tego, by wyglądać dobrze, wciągając na uda czarne pończochy i wyciągając z dna szafy sukienkę w brawie ciemnego szmaragdu, którą dawniej dostała w prezencie i chyba nie miała jeszcze okazji założyć. Była długa, ale miała biegnące wzdłuż sylwetki rozcięcie; ze śliskiego materiału, z dekoltem i zwiewnymi rękawami nadawała jej dojrzałego wyglądu, który trudno było jej osiągnąć w zwykłych szatach. Kiedy pędzelkiem z czernidłem obrysowywała krawędź powieki, doszła do wniosku, że o to w tym wszystkim chodzi - o dojrzałość. Po prostu chciała wyglądać dojrzale.
Kiedy nadeszła pora, złapała magicznie pomniejszoną płócienną sakwę z prezentami. Nie wysilała się zbytnio z tym, by ją ozdabiać, mając świadomość, że ani ona ani Drew nie przywiązywali wagi do takich bzdur. Zawartość była znacznie bardziej cenna. Z szacunku do własnych nóg zrezygnowała z wędrowania przez zapuszczony Nokturn w obcasach; włożyła płaskie, czarne buty, zarzuciła płaszcz na ramiona i jeszcze chwilę przed wyjściem bawiła się włosami w lustrze przy drzwiach, okręcając je wokół palców.
Droga do kamienicy numer trzynaście nie zajęła długo, choć może chłód i subtelne ukłucia ekscytacji zaburzały jej poczucie czasu. Wiedziała, że się jej o tej godzinie spodziewa, więc nie czuła żadnego zawahania przed tym, by po trzykrotnym zapukaniu do drzwi po prostu wejść do środka.
- Przyszłam, mam nadzieję, że mój tort już czeka - obwieściła, zsuwając płaszcz z ramion i po odwieszeniu go na haczyk okręcając się na pięcie, by posłać Drew krzywy uśmiech perfekcyjnie zsynchronizowany z opartą o biodro dłonią. - Żartuję, nie zjem niczego, co sam upiekłeś. - Zbliżyła się, żeby wspiąć na palce i złożyć na jego policzku krótki pocałunek pachnący lawendą. - Wszystkiego najlepszego, Drew. Masz - powiedziała niezbyt elokwentnie, nie zaznajomiona z procedurą wręczania ludziom prezentów. Wewnątrz torby znajdowała się spora butelka najlepszego bimbru jaki dorwała oraz męski skórzany pas ze srebrną sprzączką z subtelnym grawerem ćmy i niewielkim kryształem. - To nie jest tylko zwyczajny pasek. Czujesz, prawda? - Nie miała wątpliwości, że gdy dotknie metalowej sprzączki, poczuje ukrytą w niej magię run. W przeciwieństwie do niej, doskonale się na tym znał. - To talizman spod ręki samej lady Burke. Wszyscy jesteśmy ostatnio słabsi, a to ma pomóc chronić twoje życie; Primrose nazwała to runą zdrowia. - Machinalnie uniosła dłoń, muskając własną broszę z ćmą; ten sam, choć nieco słabszy talizman.

przynoszę ze sobą litr bimbru, talizman runa kwitnącego życia (+36 do żywotności na stałe) oraz kadzidło straconego serca.
Talizman i bimber przekazuję Drew
rolling


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Zwykle wstawałem bladym świtem, poświęcając na sen zaledwie kilka godzin, zaś dzisiaj wyjątkowo obudziłem się późnym popołudniem. Nieprzespana noc dała się we znaki, lecz nie miałem do siebie żadnych pretensji wszak już wcześniej postanowiłem te dwa dni przeznaczyć na poczet rozrywki i relaksu, a nie nieustannych problemów oraz ryzyka. Wbrew pozorom podobny oddech od codzienności mógł zapewnić nowe siły i energię, której wówczas potrzebowałem. Uwolniony od nękających głosów wciąż odczuwałem zmęczenie, albowiem mroczna moc kamienia nadal dawała o sobie znać, choć pod inną postacią. Czy mogła dziś ponownie się obudzić i zniszczyć równie prozaiczne plany? Szczerze liczyłem, że jeśli miała takie zamiary to odłoży je w czasie. Mimo wszystko odłożyłem na bok nękające myśli i chwyciłem butelkę alkoholu, aby wypełnić jego zawartością niską szklaneczkę. Z jego pomocą istniała większa szansa, że będę w stanie na dłużej o tym zapomnieć.
Spodziewałem się dziś gościa, a więc uporządkowałem mieszkanie za pomocą kilku prostych zaklęć, aby nie wyjść na niechluja. Elvira nieustannie czepiała się porządku, który nawet jeśli był to i tak jej zdaniem daleki od ideału. Zdawałem sobie sprawę, że główną rolę grała tutaj złośliwość i choć w żaden sposób mi to nie przeszkadzało, to dziś miałem zamiar ją zaskoczyć. Sama okolica budziła spore wątpliwości, podobnie jak reszta budynku, ale na to nic nie byłem w stanie wskórać. Śmiertelny Nokturn miał to do siebie, że żaden znawca tudzież wielbiciel architektury nie miałby na czym zawiesić wzroku, a wręcz by nim uciekał. Do wszystkiego można było się jednak przyzwyczaić, nawet smrodu, który unosił się przy wejściu na parter.
Zaraz po tym, jak przygotowałem na jej przyjście butelkę trunku, słodkości w postaci czekolady mlecznej, marcepanu, który był niezwykle ceniony nawet na salonach, a ja sam stroniłem od jego smaku oraz prezentu, udałem się do sypialni w celu zmiany garderoby. Narzuciłem na ramiona koszulę, jaką podwinąłem w rękawach do łokci oraz czarne, klasyczne spodnie. Nie odbiegało to zbytnio od mojego codziennego ubioru, ale z pewnością rzeczy były bardziej zadbane. Przez moment z wyraźną dumą przyglądałem się mrocznemu znaku, po czym powróciłem do salonu, gdzie wkrótce miała zjawić się blondynka.
Trzykrotne pukanie do drzwi zwróciło moją uwagę, dlatego wstałem z krzesła i ruszyłem w ich stronę. Nie pokwapiłem się zaprosić dziewczyny do środka, albowiem byłem przekonany, że to nie będzie dla niej stanowić żadnej przeszkody i tak czy owak pociągnie za klamkę. Nie myliłem się.
-Jasne, przygotowywałem go przez ostatni tydzień- rzuciłem w odpowiedzi z wyraźną ironią w głosie. Mój talent kulinarny zaczynał się dokładnie w tym samym punkcie, co się kończył, dlatego pieczenie jakichkolwiek słodkości było dla mnie zadaniem niemożliwym do wykonania. -Boisz się trucizny?- uniosłem pytająco brew, po czym uścisnąłem ją lekko w ramach powitania czując jak lawendowy zapach wypełniał moje nozdrza.
Kiedy wysunęła przed siebie torbę z domniemanym prezentem nie kryłem zdziwienia. Nie byłem przyzwyczajony do otrzymywania upominków, ale najwyraźniej w tym roku byłem wyjątkowo grzeczny. -Nie trzeba było- mruknąłem nie potrafiąc pokusić się o pospolite dziękuję i zamiast tego otuliłem ją ramieniem. Podobno czasem gestem można powiedzieć więcej, jak słowem. -Bimber? Cudownie- zaśmiałem się, nie mogąc powstrzymać się przed zaglądnięciem do środka. To jednak nie alkohol zwrócił na dłużej moją uwagę, ale pasek z metalową sprzączką okraszoną grawerem oraz kryształem. Wyczułem bijącą od niej moc i mimowolnie przesunąłem palcem po powierzchni znajdując potwierdzenie własnych myśli w szczerym wyjaśnieniu Multon. To był naprawdę wyjątkowy prezent. -Obarczony klątwą?- uniosłem wzrok na wysokość jej oczu, po czym wygiąłem wargi w szelmowskim uśmiechu. -Naprawdę jestem zaskoczony, będzie idealnie pasować- dodałem czując, że z tęczówek biła mi wdzięczność i zainteresowanie klamrą.
-Też mam coś dla Ciebie, ale postanowiłem Ci to dać na sam koniec spotkania- rzuciłem zapraszając ją gestem do stołu, na którym położyłem torbę. Chwyciwszy butelkę bimbru rozlałem go do dwóch niskich szklanek i uniosłem w geście toastu. -Bo jeśli wyprowadzisz mnie z równowagi, to będę mieć czas, żeby się rozmyślić- zaśmiałem się pod nosem próbując dać jej do zrozumienia, że żartowałem. Naprawdę tak było. -Wszystkiego najlepszego Elvira, wypijmy Twoje zdrowie- zaproponowałem.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 20
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia  - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Sypialnia

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach