Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stolik na uboczu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stolik na uboczu   16.04.17 21:21

Stolik na uboczu

Choć "Zajączek" słynie ze swojej nie za uprzejmej klienteli i szemranych interesów, które są tam na porządku dziennym, to nawet w miejscu takim jak to znajdzie się kąt, w którym nikt nie będzie nikomu przeszkadzać. Jest to idealny rozwiązanie dla gości chcących odrobiny prywatności.


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik na uboczu   10.02.18 21:32

7. czerwca
Poruszał się naprzód z uporem osła, choć nie do końca wiedział, na co jeszcze liczy - żadne poszukiwania nie mogły okazać się zbyt udane w tak okropną pogodę. Osłaniał dłonią oczy, chroniąc je prowizorycznie przed śniegiem, co jakiś czas rozglądając się na boki. Śnieżyca nie dawała za wygraną, z każdą chwilą wiatr stawał się coraz mocniejszy, zażarcie siekąc chłodem. Białym pasmom bliżej było do poziomych linii niż urokliwego obrazka, przywodzącego na myśl bajeczne święta. Kaszlnął kilka razy podczas bezsensownej wycieczki - opuszczając mury Lancaster był pewien, że pogoda okaże się sprzyjająca. Widocznie bardziej mylić się nie mógł - lepsza część dnia przypadła na czas, który spędził między regałami biblioteki, jak na złość nawet drobna śnieżynka nie dała wtedy znać o nadchodzącej zawierusze. Ciemny płaszcz znikał powoli pod warstwą białego puchu, oblepiającą nie tylko jego postać, ale też wszystko wokół; podobnie malała determinacja, z jaką dotychczas oddawał się załatwianiu spraw.
Mimo trudności podejmował skuteczne próby obserwacji drogi przed sobą, prawie gotowy na teleportację w inną część kraju, z dala od Londynu, lecz jak zna złość wokół kręciło się zbyt wielu ludzi - skąd, dlaczego - nawet nie próbował się zastanawiać. Co gorsza, wiatr co chwilę zmieniał kierunek, zawiewając w twarz niezależnie od położenia. Kolejna pojedyncza postać zbliżała się, wyłaniając z wszechobecnej bieli. Zauważył ją zaraz po wyłapaniu niewyraźnego, niezachęcającego szyldu. Nie przeklinał ani okoliczności, ani anomalii z prostego powodu - zdążył przywyknąć do tego, że robią z ludźmi i otoczeniem, na co tylko miały ochotę. Był więc zaskakująco spokojny, gdy odzywał się do rozpoznanej  (przynajmniej względnie, zważając na ich ostatnie spotkanie) kobiety, skłaniając przed nią lekko głowę, choć w zamieci nie musiało to być widoczne ani istotne. Miał wrażenie, że cierpiała na podobny problem - z tego miejsca zwyczajnie nie mogli się teleportować przez wzgląd na niewielkie ilości niepewnych ludzi. Zaczął się zastanawiać, czy w okolicy nie obchodzono jakiegoś święta.
- Nieszczęścia chodzą parami? - zapytał bez słów powitania ani wyjaśnienia. Prawdopodobnie wciąż w trakcie swojej absurdalnej gry, jaką zdecydowała się podjąć dwa miesiące wcześniej. Mogła pytanie interpretować dowolnie.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stolik na uboczu   13.02.18 18:13

Szczelniej okryła się płaszczem jednocześnie próbując przyspieszyć kroku. Jej starania jednak z każdą chwilą przynosiły odwrotny skutek - zwalniała, co jeszcze bardziej zwiększyło jej irytację. Jedyne czego teraz chciała to jak najszybciej dostać się do domu, co byłoby możliwe gdyby nie tak duża liczba potencjalnych mugoli kręcących się w pobliżu. Niestety, wobec niebezpieczeństwa ujawnienia magii (co jedynie pogłębiało zirytowanie) musiała wstrzymać się z teleportacją i zacząć szukać miejsca, które umożliwiłoby jej powrót do rodowej posiadłości. Cudem było, że miała możliwość przemianę w ludzką formę bez żadnych świadków. Inaczej musiałaby marznąć w małym kocim ciele.
Zdecydowanym ruchem odgarnęła z twarzy czarne włosy, które szarpane wiatrem co chwilę jeszcze bardziej utrudniały jej dostrzeżenie czegokolwiek (a było to i tak trudne przez gęsto sypiący śnieg). Ranek nie zapowiadał podobnego załamania pogody, toteż bez obaw opuściła dom. Planowała wykorzystać wolny czas na kształcenie umiejętności w zakresie transmutacji, co było jej teraz wręcz niezbędne. Chciała osiągnąć perfekcję szczególnie, iż na przestrzeni lat stała się to dziedzina bliska jej sercu. Była podstawą animagii, a Elisabeth nie wyobrażała sobie teraz swojego życia bez możliwości przemiany w kota. Jej plany spełzły jednak na niczym - czasu wystarczyło jej zaledwie na krótki spacer, bowiem już po chwili z nieba zaczął się sypać biały puch, wnet przykrywający całe miasto. Z początku próbowała to zignorować, z uporem brnąc przez coraz to wyższe zaspy. Gdy jednak pojawił się silny wiatr a widoczność całkowicie zmalała, nie miała już wyjścia i musiała się zmienić z powrotem człowieka.
Najwyraźniej jednak nie tylko ona miała podobne problemy. Po dość długiej i zaciętej walce z zawieruchą, dostrzegła zbliżającą się znajomą postać. Na twarzy pojawił się delikatny uśmiech, choć brak w nim było ciepła.
- W istocie najwyraźniej tak jest - odpowiedziała, choć tak naprawdę było to zbędne. Rozejrzała się dookoła ze skrywanym niesmakiem patrząc na mijających ich mugoli, a oprócz nich szyld pubu. Budynek już od strony wizualnej pozostawiał wiele do życzenia, lecz coś jej mówiło, iż może to być jej jedyny ratunek. Przeniosła wzrok z powrotem na mężczyznę.
- Wejdziemy? - spytała, wskazując pub i tym samym proponując mu własne towarzystwo na jakiś czas. Kolejna intrygująca konwersacja mogła być obietnicą zabicia minut i przeczekanie tłumów bądź sypiącego śniegu.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik na uboczu   14.02.18 0:11

Zaskoczyła go z lekka swego rodzaju propozycją, zerkając na szyld pubu, nie wyglądającego żadną miarą na lokal klasy wysokiej, a wiedział przecież, że podobne miejsca prędzej arystokratki odpychały, niż zachęcały do wypełnienia popołudniowego czasu. Sam również nie był fanem podobnie niepewnych opcji, wątpliwości nie ulegało, że prędzej spędziłby wieczór przy szklance dobrej whisky w Liquid Paradise, aczkolwiek pierwsza myśl na temat dam z wyższych sfer sięgała bardziej ich niezaprzeczalnej dumy. Spodziewał się, że wzorcowe lady prędzej zgodzą się marznąć nim znajdą coś odpowiedniego, tu miał zaś żywy przykład innego postępowania. Fakt, nie próbował wcisnąć jej w ramy typowej wychowanki szlachetnego rodu, niemniej, wciąż był z lekka zaskoczony. Uniósł uprzejmie ramię, oferując jej niezawodną pomoc w przebrnięciu do wejścia przez zaśnieżoną ścieżkę - przypuszczając, że w ogóle tam była, spod warstwy białego puchu nic już nie było widoczne. Czyżby wchodził w etap życiowy, w którym przebywanie w podobnych spelunach było mu pisane? Krótki pobyt w Parszywym Pasażerze pod koniec maja, teraz to - zerknął rozbawionym wzrokiem na nazwę - Pod Wypatroszonym Zającem.
- Jest lady fanką polowań? - zapytał, posyłając jej krótkie spojrzenie, nie szczędząc ironicznego uśmieszku, raczej z samej sytuacji, niż rozsądnej opcji schowania się przed mrozem. Miał cichą nadzieję, że w środku nie przywita ich żadne wypatroszone zwierzę. On sam niekoniecznie upodobał sobie rozrywkę pod postacią pogoni za zwierzyną, przyzwyczajony do oglądania jej żywej i spokojnej w lesie nieopodal Silverdale. Teraz dom stał się kolejnym zmartwieniem. Zniszczony, ponury, rozdzierający. Nie mógł przyzwyczaić się do myśli, że teraz musiał wracać do innego miejsca.
Otworzył przed znajomą-nieznajomą drewniane drzwi, tym samym odgarniając sporo śniegu spod samego wejścia - w pewnym momencie musiał popchnąć je solidniej, śnieg lepił się i blokował skrzydło przed swobodnym ruchem, ale udało im się wejść do środka. Jeśli z zewnątrz, zabielony i ukryty pod płachtą śnieżynek, budynek wyglądał niezachęcająco, w środku robił jeszcze gorsze wrażenie. Spojrzenia skierowały się na nich, przez chwilę łypiąc, lecz klienteli - jeszcze - nie było zbyt wiele.
- Spróbujmy ugrać coś odpowiedniego - mruknął, posyłając kobiecie kolejne krótkie zerknięcie, nim ruszył z wolna do barmana, przez chwilę negocjując z nim różne opcje. Wyglądało na to, że mogli nawet znaleźć miejsce wolne od wzroku hołoty. Świetnie. Odebrał uprzejmie płaszcz, odsunął krzesło i zajął drugie miejsce, rozglądając się swobodnie po pomieszczeniu. Nie czuł się skrępowany - rzadko kiedy spotykało go to przykre uczucie.
- A więc los jednak posiadł swoje specyficzne sposoby na kontynuacje dworskich gier. Jaką barwę życzy sobie lady w dzisiejszym szkle? - ponoć za dodatkową opłatą koloryt alkoholu mógł być oglądany przez czystą szklankę.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stolik na uboczu   22.02.18 21:29

Domyślała się, iż jej propozycja mogła wydać się zaskakująca. Wszak szlacheckie wychowanie nakazywało omijać podobnych miejsc, nie wspominając już o dumie zakazującej przebywania z motłochem. Elisabeth jednak przywykła do podobnych lokalizacji, wielokrotnie skradając się do takowych pod postacią małego czarnego kota, nasłuchując różnych nowinek i ciekawych sekretów. Nie oznaczało to naturalnie, że sprawiało jej przyjemność siedzieć w zatęchłych barach czy zabrudzonych ulicach. Bardziej postrzegała to jako konieczność i swoistą opłatę za otrzymywane w zamian informacje. Coś za coś...
Bez wahania przyjęła ofiarowaną jej pomoc, chwytając się jego ramienia. Przeprawa przez wciąż rosnące zaspy nie należała do łatwych, a zacinający po twarzy śnieg znacznie utrudniał widoczność. Czy wcześniej ktoś potrafił przewidzieć tak diametralną zmianę pogody? Elisabeth nie podejrzewała o to nawet najzdolniejszych jasnowidzów - od początku maja wszystko rządziło się własnymi prawami.
- Owszem, poluję na zagadkowe rozmowy z intrygującymi nieznajomymi - odpowiedziała z lekkim rozbawieniem. Nie spojrzała jednak na mężczyznę. Liczyła, że w budynku nie przywita ich stłoczona w kupie gromada klienteli. Dzięki pogodzie było to dość prawdopodobnie. Choć sama zaproponowała wejście do środka, to zależało jej na uniknięciu nieprzyjemnych spojrzeń rzucanych przez bywalców podobnych miejsc. Wywoływało to u niej często niekontrolowane obrzydzenie. Już po wejściu jednak ze skrywaną ulgą mogła stwierdzić, że niewiele osób zaszyło się w pubie.
Nie poszła za nim, zostając zaraz przy drzwiach. Próbowała strzepać z siebie lepiące płatki śniegu, które zmieniły wcześniej całkowicie czarny płaszcz w biały płaszcz w czarne ciapki. Słuchała jednak rozmowy z barmanem z zainteresowaniem odkrywając "sposoby" lorda na dobre miejsce. Ich efekt był dość dobry, bowiem dano im możliwość zajęcia jednego z bardziej ustronnych stolików. Tam już w spokoju mogła pozbyć się okrycia wierzchniego, siadając na jednym z miejsc. Dłonią odgarnęła pojedyncze lepiące się do czoła kosmyki w duchu gratulując sobie za spięcie ich w kok. Swobodnie oparła się o oparcie, przy tym jednak dbając o w miarę odpowiednią dla niej pozycję. Mogła nie czuć się skrępowana, co jednak nie oznaczało, iż miała porzucić maniery.
- Przy okazji naszej ostatniej rozmowy padło stwierdzenie, iż los bywa przewrotny - odpowiedziała z uśmiechem. - Dzisiejszy dzień to dość mocny dowód potwierdzający je.
Elisabeth nie była kobietą wierzącą w przeznaczenie czy los. Czyż nie była to jednak gra pozorów?
- Jestem miłośniczką koloru winnego, lecz tym razem skuszę się na złotą barwę Czarodziejskiego Miodu Pitnego - powiedziała po wyraźnej chwili wahania. - Podobno pomaga w przeziębieniach, a i z pewnością rozgrzewa.
Trunek odpowiedni więc na obecne warunki panujące na dworze.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik na uboczu   04.03.18 13:37

Rozmyślania, gdy dał im nieco czasu, zabrnęły dalej, pozwalając na wyprowadzenie kilku przypuszczeń. Przyjmował możliwość, iż razem z pierwszym skrzyżwoanym spojrzeniem początkującym te spotkanie, momentalnie wróciła do podjętej wcześniej gry, sprytnie kryjąc swoją tożsamość, charakter oraz upodobania, znacznie przebijając niechęć ciekawością - co oczywiście mogło mu tylko schlebiać. Ostatnio ulegał również licznym podejrzeniom, spowodowanym chwiejnymi uwarunkowaniami rzeczywistości, tym bardziej niepewnie traktując nieznajomych i dopatrując się w nich objawów nieścisłości - te przecież mogły odczucia potęgować. Zdał się na instynkt, przyjmując tak lekkie wejście do knajpki za nieco zbyt naturalne na pokazowe wystudiowanie. On sam posłał tu i ówdzie niepewne spojrzenie, kontrolując otoczenie ciut bardziej, niż faktycznie miał to w zwyczaju - bez wątpienia czuł się pewniej, niż na to wyglądał. Pobieżnie znał zasady funkcjonowania takich miejsc, z czym nie zamierzał się zdradzać, zaś nieznana mu z nazwiska lady nie tylko pokazała lekkość - została nawet sama przy drzwiach, narażając się na spojrzenia całego przybytku. Niemniej, szlacheccy wychowankowie wyjątkowo często mieli coś za uszami. Spod warstw ich amatorskiego aktorstwa wyczytał pewne wskazówki, lecz gdyby ktoś w aktualnym momencie zmusił go do typowania, raczej nie skłoniłby się na przypisanie ciemnowłosej w szeregi Parkinsonów - idąc krzywdzącymi stereotypami, oczywiście, ignorując wszelkie spektra indywiduów. Mimo wszystko, pewnych podobieństw ciężko było się wyprzeć.
- Najwyraźniej uparł się na wciśnięcie nam do rąk własnych specjalnej historii. Stwórzmy ją, nie mając praw, by mu się sprzeciwiać - zawyrokował potencjalną propozycją, będącą jak pytanie retoryczne, z odpowiedzią postanowioną z góry. W spojrzeniu zaigrała pojedyncza nuta prowokacji, ironicznego rozbawienia i choćby chciał, nie potrafił pozbyć się z błękitnej toni czujności. Nie w tych miesiącach i okolicznościach. Kiwnął głową, z uprzejmością przyjmując życzenie. - W takim wypadku ciepłe, szlachetne złoto. Drobne niedogodności zmuszają mnie do chwilowego pozostawienia lady w samotności - gdyby posłał barmanowi sugestywne spojrzenie, może przywędrowałby do stolika, nie miało to jednak znaczenia. Wrócił po chwili z dwoma złotymi trunkami - miód znalazł się przed Elisabeth, sam zaś między palcami trzymał szkło z Ognistą Whisky. Milczał chwilę, w krótkim zamyśleniu utkwiwszy wzrok gdzieś w kącie sufitu, obleczonego pajęczą nicią, lecz wrócił do znajomych tęczówek.
- Oddaję pierwsze pytanie w twoje ręce, madame - mruknął, ignorując na moment dworskie maniery i odszukując w kieszeni marynarki papierośnicę. Wysunął ją lekko w stronę kobiety, z niemym pytaniem.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stolik na uboczu   18.03.18 13:29

Po ich pierwszym spotkaniu kilka razy przyłapywała się na powracaniu myślami do tak przeprowadzonej przez nich rozmowy. Lubiła wówczas przywoływać wszystkie szczegóły, które udało jej się dopatrzyć - gesty, ton głosu, spojrzenia, dobierane dokładnie słowa... Pod zaprezentowaną przez lorda maską, próbowała się dopatrzyć tej prawdziwej twarzy, która mogłaby naprowadzić ją na pochodzenie rozmówcy. Była tego ciekawa, lecz z drugiej strony próbowała niemalże od razu odrzucać wszelkie domysły. W pewnym stopniu podobała jej się tajemnica okalająca ich znajomość.
Kimże my w końcu jesteśmy, by mu się sprzeciwiać - przemknęło jej przez myśl w odpowiedzi na słowa mężczyzny, nie pozwalając im jednak zawisnąć w powietrzu między nimi. Uniosła jedynie lewy kącik ust, tym jedynie gestem wyrażając swoją zgodę kontynuowanie tej historii. Kiedy zaś tamten na chwilę się oddalił, pozwoliła sobie na chwilę dygresji. Czy już zawsze mieli pozostać dla siebie znajomymi/nieznajomymi? Wątpiła w taką możliwość. Prawdopodobnie jeden wspólny znajomy i oni na sabacie wystarczyło, by cała kotara opadła, ukazując ich sobie w pełnej krasie.
Odgarnęła pojedynczy mokry kosmyk, który spoczął na jej policzku. Nie czuła żalu z powodu niechybnego odkrycia tożsamości mężczyzny. Jednocześnie nie czuła jednak niecierpliwości. Wszystko toczyło się swoim własnym tempem, pozwalając im poznać się nawzajem w ten dość interesujący sposób. Dzisiaj zaś miała nadejść kolejna porcja prawdy i kłamstwa płynące z ich ust.
Spuściła wzrok na postawiony przed nią trunek, którego złota barwa przywoływała rodową biżuterię. Czy kiedykolwiek przeszło mu przez myśl, iż mogła należeć do takiego rodu?
Podniosła wzrok na mężczyznę, opierając się wygodnie o oparcie siedziska. Na chwilę wstrzymała się z pytaniem, utrzymując ciszę pomiędzy nimi. Pokręciła głowa, odmawiając tym samym na propozycję mężczyzny. Nie paliła i prawdopodobnie nigdy nie miała tego zmienić.
- Nie wygląda pan na miłośnika lepienia bałwanów i jeżdżenia na sankach - powiedziała w końcu, tym samym próbując przemycić do swojego stwierdzenia nie wypowiedziane na głos pytanie: Co zatem skłoniło Cię do opuszczenia ciepła pokoju na rzecz przeszywającego chłodem powietrza?
Może tak jak ona nie wiedział, jak drastycznie pogoda się zmieni.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
 

Stolik na uboczu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Pub "Pod Wypatroszonym Zającem"-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18