Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hol główny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
with the lights out, it's less dangerous, here we are now;
entertain us
[x]
9
10
0
0
10
5
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Hol główny   05.05.17 12:17

Hol główny

Nadchodząc od strony dziedzińca i przekraczając próg ogromnych, drewnianych drzwi, znajdziemy się w głównym holu posiadłości - stąd rozchodzą się schody do wszystkich części rezydencji. Pomieszczenie nie zostało urządzone z przesadnym przepychem, choć znajdują się tu popiersia oraz obrazy przodków rodziny Lestrange, jest za to doskonale oświetlone; słońce wpada przez ogromne okna, a wieczorem płonie niewielki żyrandol i kandelabry.
Pod schodami znajduje się niewielki pokój z jedynym w zamku kominkiem podłączonym do Sieci Fiuu.

Na to pomiesczenie nałożone są zaklęcia: Cave imicum, Bubonem, Tenebris.




Here I come again with my soul on my sleeve while we all pretend. And you look the other way while I play the fool trying to fit in. This is the social club -will I ever be enough?
Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Hol główny   11.02.18 0:18

Tup. Tup. Tup. Tup. Tup. Dzięki obcasów uderzających o posadzkę, wkomponowanych w białe pantofle echem roznosiły po głownym holu gdy stawiała krok za krokiem. Wysoko uniesiony podbródek, błękitne, lekko szarawe, stalowe spojrzenie lustrowało jasne wnętrzne. Znała je, jednak nie tak jak kto, po którym przemieszczała się już od ponad dwudzistu lat. Włosy dzisiaj leniwie opadały na kark, splecione w luźny, dobierany warkocz. Jasne pantofle wyłaniały się spod długiej spónicy o barwie przypominającej róże z ich ogrodu która kończyła się wysoko na talii. Spod niej wyzieral czarny golf, który skutecznie osłaniał ciało. Wokół szyi zawisła rodowa kolia. Uszy dziś nie dźwigały ciężaru ciężkich kamieni.
Choć nie spodziewała się tego, kontakt, linia porozumienia której nie potrafiła zdefiniować wytworzyła się między nią a Lestrengami, przynajmniej ich kobiecymi przedstawicielkami. Evandra była miła i mądra, przynosiła radość Tristanowi i Melisande nie mogłaby nie uznać jej starań. Marine była jeszcze młoda, ale w spojrzeniu miała coś dziwnie znajomego, umysł bystry i otwarty. Chciała być dla niej przyjaciółką, pomocą, siostrą. Nie zapowiadała się wcześniej, licząc że podczas weekendu uda jej się ją po prostu zastać. I tak musiała gdzieś wyjść, ruszyć się poza budynki laboratorium czy, też własnego zamku w którym od kilku dni siedziała nad dokumentami związanymi z wyprawą w której brała udział. Nawet jeśli miała nie trafić na młódkę, potrzebowała krótkiego spaceru, odpoczynku od tony papierów - mimo że interesujących, to w równie męczących gdy za dużo czasu wpatrywała się w skreślone przez siebie słowa.
Zaczęła pokonywać schody, jeden po drugim, spokojnie, bez pośpiechu - dziś czas był jej sprzymierzeńcem. Była już na pierwszym piętrze pokonawszy wszystkie schody, gdy usłyszała ciche pyknięcie świadczące o pojawieniu się skrzata - nie zdziwiło jej ono, zdawało się nawet wpisane w miejsce. Ich skrzatka - prymulka, zjawiała się równie szybko, by służyć swoim właścicielom. Zdecydowanie ułatwiała im życie. Jednak słowa które padły z ust tego stworzenia zatrzymały lady Rosier, która przystanęła by przenieść spojrzenie w dół po raz pierwszy od wejścia i momentu pojawiania się skrzata poświęcając mu chwilę uwagi.
- Przekaż Marine, by napisała do mnie list z dogodną dla niej datą spotkania. - poleciła odwracając się na pięcie zaczęła schodzić w dół by opuścić posiadłość. Nie miała tutaj innego celu do zrealizowania. Nieobecność młodej lady nie była wielkim zdziwieniem z pewnością miała inne zajęcia, skore wyciągnąć ją z komat.
Dłoń przesuwała się po metalowej poręczy. Czarnej, ale i chłodnej w dotyku. Nie był to jednak niepokojący rodzaj zimna, zwyczajny, kompletnie naturalny. Patrzyła przed siebie, stawiając kroki na schodach. Poczuła spojrzenie, które zawiesiło się na niej w krótkiej chwili, gdy pozwoliła sobie na odpłynięcie myślami, gdy dłoń nieświadomie skubnęła wargę, rozważają potencjalne gatunki z którymi można i należałoby skrzyżować rybaczkę. Uniosła wzrok prosto na właściciela spojrzenia, trudno było powiedzieć dlaczego - przecież Throness Manor zamieszkiwało sporo czarodziejów - przeczuwała, że będzie to właśnie on.
- Lordzie Lestrange, miłego popołudnia. - powiedziała opuszczając dłoń, nie przerywając dalszej wędrówki w dół schodów. Nie chciała, nie mogła z nim rozmawiać. A jednak zdawało jej się, że ciekawość - wredna, złośliwa, całkowicie w tym wypadku nieprzydatna - mimowolnie, podświadomie namawia ją, by została. Ale nie było takiej opcji. Wszedł na nie swoje tereny, dopuścił się przewinienia za które istniała tylko jedna kara - wypędzenie.


Powrót do góry Go down
Flavien Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 https://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 https://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
24
Szlachetna
Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
15
10
0
0
0
10
10
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol główny   30.03.18 13:02

Przedpołudnie było niezwykle pracowite. Musiałem trochę pomóc wujowi w operze, bo napłynęło do nas kilka zgłoszeń kobiet zainteresowanych śpiewem dla naszej rodzinnej opery. Musiałem najpierw zająć się papierkową robotą, później umówić terminy spotkań oraz zrobić rozeznanie wśród znajomych tych czarownic; biedny Jean Claude, miał dziś mnóstwo listów do rozesłania. Aż zasłużył na przysmak swoim niezachwianym trudem. Kiedy powrócił wyraźnie zmęczony po ostatniej dostarczonej korespondencji pozwoliłem mu odpocząć, samemu jednak kreśląc jeszcze kilka starannych zdań widniejących na pergaminie.
Po południu miałem wreszcie zawitać w posiadłości, zjeść obiad oraz oddać się przyjemnościom takim jak choćby podziwianie najnowszej sztuki wystawionej w jednej z londyńskich galerii, ale moje plany dość szybko zostały pokrzyżowane. Niedługo miałem odbyć kolejne spotkanie w sprawie opery, dlatego nawet nie zaczynałem wdrażania własnych widzimisię opiewające w bezkresny, bardzo w tamtej chwili pożądany relaks. Zamierzałem dopiąć wszystko na ostatni guzik. Zawezwałem skrzata, ale ten nie przychodził i nie przychodził. Traciłem cierpliwość, bo ostatnio nasza służba za bardzo sobie folgowała. Bez kontroli, bezwstydnie zaniedbując swoje obowiązki. Chwilę później zjawił się oznajmiając mi, że wezwała go lady Rosier, która szukała Marine.
Miałem mieszane uczucia. Im bardziej starałem się zbliżyć do Melisande, tym mocniej ona mnie odpychała. Czasem z lekką nostalgią wracałem myślami do czasów naszego pierwszego sabatu oraz podeptanych nóg; widziałem później jej niesamowity talent w sztuce baletowej, który ona wolała zaprzepaścić pogonią za smokami, co w ogóle nie przystawało damie. Nie wiedzieć dlaczego, skoro nie powinno mnie to w ogóle interesować, nie mogłem przeboleć takiej straty w poczcie uzdolnionych artystycznie dusz, którą moim zdaniem powinna pozostać. Moja bezradność zamieniła się wreszcie w niechęć, jaką jedna z Róż żywiła względem mnie. Nie zdając sobie sprawy, że jej siostra (z początku?) także nie pałała do mnie sympatią, maskując wszystkie emocje wprawną grą aktorską. Z drugiej strony, czyż sam w listach nie popłynąłem na fali zabawy, która dopiero z czasem urosła do rangi… właśnie, do jakiej? Starałem się nie rozprawiać nad tematami trudnymi oraz delikatnymi w swej kruchej strukturze, to niemal zawsze zwiastowało tarapaty. Nie były mi one potrzebne. Lubiłem moje beztroskie życie poświęcone jedynie walką o rodzinę oraz drogocenną sztukę. Nie widziałem siebie w innej roli, choć świat zdawał się wariować na tyle, bym zaczął podejrzewać, że coś niebezpiecznego wisiało nad nami.
Wchodziłem powoli po schodach z rękoma założonymi za plecami i to wtedy spotkałem Melisande. Uśmiechnąłem się do niej blado. Uprzejmie. Trochę sztucznie, ale nie mogła mnie za to winić. Nie, kiedy na każdym kroku umniejszała mojej wartości. Nie musiała tego mówić; wystarczyło spojrzenie, spięte mięśnie twarzy, drżenie brwi by wiedzieć, że każde spotkanie naznaczone było coraz grubszą warstwą ostrych, różanych cierni.
- Lady Rosier – przywitałem ją pewnym siebie głosem i skłoniłem z szacunkiem głowę. Zatrzymując się. W pewnej chwili musiałem obejrzeć się za siebie, bo gość umykał zbyt szybko, by w moim tempie móc powiedzieć coś więcej. – Już lady wychodzi? Nalegam na wypicie herbaty w naszej nowo odmalowanej jadalni, na pewno jej jeszcze lady nie widziała. Swą sztuką ozdobił Douqette, najlepszy czarodziejski malarz, ale ta informacja z pewnością jest lady znana – dodałem szybko, po czym odwróciłem się w jej stronę i zszedłem kilka schodków starając się z nią zrównać stopniem. – Skoro już się lady pofatygowała, szkoda byłoby się trudzić na darmo. Piękne, kobiece nogi wymagają odpoczynku – powiedziałem jeszcze. Nie mogłem się powstrzymać. Uśmiech poszerzył się nieco, w oczach coś błysnęło, a ja odnalazłem zagubioną przyjemność w obcowaniu z jej osobą. Nawet jeśli podszyte to było drobną, niewinną złośliwością.




na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Hol główny   15.04.18 4:03

Melisande nie potrafiłaby oddać się całkowitemu nic nie robieniu. Nie na stałe. Popijanie popołudniowych herbatek, wyszywanie wzorów czy granie dla urozmaicenia czasu słuchaczom nie leżało całkiem w jej charakterze. Oczywiście, nigdy nie odmówiłaby gdyby została o to poproszona. Ale zwyczajowe zachwycanie otoczenia jedynie swoją obecnością należało do Fantine. To ona lubiła pławić się w blasku poświęcanej jej uwagi i pijała ją niczym najwyborniejszy trunek. Melisande była inna, bardziej skryta, mocniej trzymająca swoje sekrety, myśli i uczucia dla siebie. Jedynie jej rodzeństwo znało ją całkowicie, ale zdawało jej się też że to brat zna ją dogłębniej, że lepiej potrafił ją rozłożyć na czynniki pierwsze. A może powodem ich niewerbalnego zrozumienia była fakt, iż dzielili zainteresowania a on od zawsze był jej cichy bohaterem i wzorem.
Dygnęła przed nim zgrabnie z gracją - dokładnie tak jak uczyła ją matka, być może tym razem byłaby z niej dumna, choć i w to wątpiła. Wsłuchiwała się w wypowiadane przed Flaviena słowa nie wierząc w to, co dociera do jej uszu. Czy nie dostatecznie wiele razy dała mu do zrozumienia iż nie istniał grunt, na którym ich dwójka może równocześnie się poruszać? A może lubił kusić los, lub też - opcjonalnie - dręczyć ją samą swoją osobą. To też nie było wszak tak, że ich znajomość nie mogła potoczyć się inaczej. Gdyby tylko wydarzenia które wykreowali sami były inne - cóż, może teraz miałaby już inne nazwisko, tożsame z jego. Ale wszedł na ziemię święta, naruszył ją bez pozwolenia a potem był ośmielił się radzić jej na temat ścieżki, którą winna obrać w życiu. A teraz, tutaj na schodach w głównym holu ich posiadłości proponował jej herbatę. Absurdalną, zwyczajną herbatę. Jakby ona mogła zmienić cokolwiek, choć nie zmieniała nic. Wiedział jednak, że nie powinna odmawiać. Mogłoby to być afrontem i w ich przypadku zdecydowanie właśnie tym by było. Usta stanowiły jedną wąską linię. Dłoń powędrowała ku górze, by założyć kosmyk falowanych włosów za ucho.
- Winien lord interesować się jedynie nogami, które znajdują się w lorda jurysdykcji. - odpowiedziała  i zamiast powstrzymać własne reakcje których przecież powinna pilnować, być godna miana damy, westchnęła. Ale nie tylko wewnątrz, niezauważalnie, jak robiła już niezliczoną ilość razy. Tym razem westchnęła naprawdę, stalowe spojrzenie podobne do tego Tristana zwieszając na stojącym obok mężczyźnie który właśnie przystanął przed nią. Szła dalej, ale nie posunęła się zbyt daleko, zatrzymując się o krok później jakby zatrzymana siłą własnego sumienia. Odwróciła się na pięcie w jego stronę. - Czemu to robisz, Flavienie? - zapytała melodyjnym głosem bacznie go obserwując. - Filiżanka herbaty wydłuży jedynie czas naszego wspólnego obcowania - dlaczego pytała? Nie potrafiła odpowiedzieć. Może kierowała nią zwykła ciekawość, którą przejawiała w jego kierunku już od dawna i którą przez większość czasu potrafiła skrzętnie i dokładnie skrywać pod pozorami które nauczyła się doskonale zachowywać. Ale dzisiaj, dzisiaj chyba była już zwyczajnie zmęczona i oczekiwała odpowiedzi. Najlepiej takiej, która byłaby w stanie ją ukontentować.


Powrót do góry Go down
 

Hol główny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Wyspa Wight, Thorness Manor-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18