Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Amerykański sen Sophii, zima 1951
AutorWiadomość
Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]06.05.17 21:28
| styczeń 1951

Sophia czasami nie potrafiła uwierzyć, że minęło już kilka miesięcy odkąd przyjechała do swojego brata do Chicago. To miały być tylko wakacje, odpoczynek między ukończeniem Hogwartu a rozpoczęciem kursu aurorskiego. Tymczasem kurs rozpoczął się już parę miesięcy temu, a ona nadal była w Chicago. Czasami sama dziwiła się, jak to się stało, że tak łatwo przyszło jej odłożenie w czasie czegoś, o czym myślała jeszcze w szkole. Wielu jej znajomych mając te piętnaście lat myślało o zostaniu aurorem, później większość zmieniała plany, ale nie Sophia. Do niedawna była bardzo konsekwentna w swoich zamierzeniach i wyobrażała sobie siebie na kursie aurorskim... dopóki nie spotkała jego.
James Westwood, przystojny, starszy od niej mężczyzna zmienił jej poglądy na niektóre sprawy. Niespełna dziewiętnastoletnia Sophia uświadamiała sobie, że w którymś momencie po prostu zaczęła czuć coś więcej do młodego uzdrowiciela, z którym spotykała się regularnie od czasu pierwszego, zupełnie przypadkowego spotkania w parku. Sophia, idąc szybkim krokiem nie spojrzała przed siebie i nieoczekiwanie poczuła, że na kogoś wpada, a jak się później okazało, warto było się wywrócić, obić kolana i zrobić dziurę w ulubionej spódnicy. Kolejne spotkania były już mniej przypadkowe, a mimo kilku lat różnicy wieku Sophia zaczęła odkrywać w Jamesie swoją przyjazną duszę. Kogoś, z kim mogła porozmawiać praktycznie o wszystkim i kto zawsze cierpliwie jej słuchał. Spotkania stawały się coraz częstsze, ale jej brat nadal o niczym nie wiedział. Przez większość czasu pracował, a nawet gdy był w domu, zwykle mówiła mu, że idzie na spacer lub w odwiedziny do koleżanki. Nie miał pojęcia, że jego młodsza siostrzyczka, w której wciąż uparcie widział dziecko, właśnie doświadczała pierwszego młodzieńczego porywu uczuć.
Ale nie mogła okłamywać go wiecznie, nie mogła też ciągle mamić go, mówiąc, że została na dłużej, by zastanowić się nad przyszłością. Oczywiście to też było jednym z powodów, dla których nie wróciła na jesieni do Anglii, ale głównym powodem był James i to, że tak trudno było jej wyobrazić sobie rozłąkę i znalezieniu się kilka tysięcy kilometrów od niego, mając do dyspozycji jedynie z rzadka wysyłane listy.
Jeszcze pół roku temu wyśmiałaby osobę, która powiedziała, że opóźniła swoje plany ze względu na uczucia, a tymczasem okazało się, że sama to przeżywała i co gorsza, nie czuła większych wyrzutów sumienia, że odsunęła w czasie pójście na kurs.
Nadszedł w końcu ten dzień, kiedy, w porozumieniu z Jamesem, postanowiła wyznać bratu, że wbrew temu, co myślał, już nie była osobą samotną. Raiden nie zasługiwał na kłamstwa. Był jej starszym bratem, w którego zawsze była wpatrzona, był jej wzorem i zawsze tęskniła za nim, gdy najpierw poszedł do Hogwartu, a potem wyjechał za granicę, przez co widywali się jeszcze rzadziej.
Kiedy wrócił z pracy, zaproponowała mu wspólne wyjście do pobliskiej knajpki. Spodziewała się, że łatwo na to przystanie; w końcu żadne z nich nie radziło sobie zbyt dobrze w kuchni, a Sophia czasem coraz bardziej tęskniła za talentem kulinarnym matki, którego niestety po niej nie odziedziczyła.
- Myślę, że nam obojgu przyda się trochę przerwy od kanapek i przypalonego lub niedogotowanego jedzenia. Mam ochotę na coś dobrego, choć wiadomo, chyba nigdzie nie jest tak dobrze, jak u mamy – zaczęła, kiedy usiedli przy jednym ze stolików gdzieś na uboczu, między ścianą a oknem, przez które roztaczał się widok na typową amerykańską ulicę. Był to zupełnie zwyczajny lokal na miarę ciężko pracującego magicznego policjanta i jego młodej siostry. – Pewnie po tylu latach od zamieszkania tutaj tęsknisz za nimi jeszcze bardziej niż ja, chociaż może to kwestia przyzwyczajenia do nowego życia? Myślisz, że i ja się przyzwyczaję... jeśli zostanę tu na dłużej?
Myślała o tym coraz poważniej, biorąc pod uwagę, kim był dla niej James, i kim najwyraźniej ona była dla niego, skoro sam ją namawiał, by powiedziała o nim bratu i zaaranżowała ich przyszłe spotkanie zapoznawcze. A wybór tego miejsca na wyznania nie był do końca przypadkowy; Sophia liczyła, że w miejscu publicznym Raiden nie będzie robił jej scen ani wyrzutów. Poza tym oboje naprawdę potrzebowali spędzić trochę czasu wspólnie, skoro jej brat ciągle przesiadywał w pracy, a ona przez większość dnia szwendała się po mieście.
Nie zaczęła jeszcze właściwego tematu, póki co racząc brata błahymi opowiastkami o swoim dzisiejszym dniu.
- Mam nadzieję, że w pracy nie było dzisiaj tak źle i nie trafiła się żadna nieprzyjemna sprawa – odezwała się jeszcze, gdy już złożyli zamówienie na swój dzisiejszy obiad.
[bylobrzydkobedzieladnie]



Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.



Ostatnio zmieniony przez Sophia Carter dnia 02.10.18 14:11, w całości zmieniany 1 raz
Sophia Carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]13.05.17 21:02
Wsparcie ze strony Sophii było niesamowicie budujące. W końcu nie było go już jakiś długi czas w domu, więc zdecydowała się, że przyjedzie do niego na wakacje. Co prawda wakacje już się skończyły, ale kogo to obchodziło? Jeśli jego siostra potrzebowała czasu do rozeznania siebie, powinna odetchnąć i właśnie tym się zająć - odpoczynkiem. Nie zamierzał jej wyganiać do domu, bo i po co? Siedziałaby tam bez sensu, a tutaj mogli spędzić ze sobą trochę czasu. Raiden chciał jej pokazać tyle rzeczy, miejsc. Zresztą co najważniejsze tęsknił za nią. Oczywiście. Za rodzicami była oddzielna tęsknota, ale Sophia zawsze była jego małą siostrzyczką, której pilnował jak oka w głowie. Będąc na innym kontynencie nie mógł tego robić. Teraz było co innego. Miał ją obok siebie i chociaż odwlekała decyzję o pójściu na kurs, nie popędzał jej. Dobrze żyło im się we dwójkę. Potrzebowali tego czasu. Było to w pewnym sensie odbicie sobie lat rozstania na czas Hogwartu. Owszem - mieli ze sobą bliski kontakt, widywali się w domu, ale zawsze żałował, że nie spotkali się w zamku. Pomagał jej we wszystkim, gdy musiała wejść w nowe środowisko, pójść na zakupy, cokolwiek. Zawsze był u jej boku. A gdy została przydzielona do Puchonów, jego tam nie było. Co prawda nie miał żadnych problemów z tym domem, ale w pewnym sensie oszczędziło mu to bólu spowodowanym, że nie dzielili tego samego Pokoju Wspólnego. Zdarzało się...
Miał swoje życie. Tutaj w Chicago. I chociaż przez ostatnie miesiące wcale nie było tak przyjemnie jak wcześniej, dawał sobie radę. Był Carterem do cholery. Kto jak nie on miał się otrzaskać? Zresztą nawet w jego myślach brzmiało to beznadziejnie - czuł się niepewnie przez to, że pewna dziewczyna wróciła do Anglii. Przecież były ich miliony. A setki spotykał codziennie na swojej drodze. W czym był problem? Nigdy zresztą nie miał odczucia, że zwyczajnie było mu żal. Nie znał Grace za długo, ale polubił ją. Jak dużo dziewczyn przed nią, ale to było coś innego. Nie zamierzał się przed nikim, a na pewno nie przed samym sobą, że to miało znaczenie. Znaczy... No, wiadomo miało. Było fajnie, ale czy zamierzał przez to rozmyślać jak nastolatek o tym co mogło być? Cóż, trudno. Na szczęście miał swoją kochaną siostrzyczkę, która zaraz jak wrócił z pracy zasugerowała mu coś, czego nie można było podważyć. Wspólny wypad do knajpy. A Raiden zawsze był głodny. O każdej porze dnia w każdym dniu tygodnia. Co prawda Sophia nie mogła narzekać na jego kuchnię, ale nie miał siły jeszcze stać w kuchni. Pewnie zwyczajnie wrzuciłby wszystko do bułki i pochłonął. Najwyraźniej jednak Sof chciała go uratować przed taką jedzeniową herezją, co przyjął naprawdę z wdzięcznością.
- Nie wiem o co ci chodzi - odparł na jej słowa, zaraz łapiąc za menu, by przejrzeć i zamówić jak najszybciej te pyszności. - Chcesz mi powiedzieć, że to co robię jest dziadowskie? - spytał, patrząc na nią i unosząc brwi. Zaraz jednak rudowłosa odezwała się ponownie, a Raiden wzruszył ramionami. - Tak to jest. Kiedyś trzeba wylecieć z gniazda i te sprawy.. Wiesz... Chicago jak i cała Ameryka są dla mnie bardzo łaskawe i odpowiada mi to życie - przerwał, gdy podeszła do nich ładna dziewczyna, by przyjąć zamówienie. Carter uśmiechnął się oczywiście szeroko, a ona oddała grzeczność. Już w głowie miał plan, żeby później spytać kiedy kończy. - Wiadomo, że za nimi tęsknię, ale jestem już dużym chłopcem. Nauczyłem się żyć bez opieki - kontynuował, gdy kelnerka już zniknęła w głębi sali, a on puścił oczko młodszej siostrze. - Jesteśmy z tej samej gliny, Sof. To pewne że przywykniesz. Pytanie tylko czy zamierzasz naprawdę tu zostać? Zawsze sądziłem, że kochasz Anglię i wrócisz do niej. Po roku dwóch... Ale wrócisz.
Nie miał pojęcia o tym, że rudowłosa kogoś ma. Przecież była jeszcze dzieckiem. Niewinnym i pozbawionym doświadczenia w tych sprawach. Zresztą gdyby ktoś chciał się do niej dobrać, musiałby stanąć przed Raidenem i gorzko by tego pożałował. Była mądrą dziewczyną i na co jej było coś takiego jak związki? Jej brat się w nie nie pakował, a ona wydawała się być ponad to. W życiu by nie wpadł na to, dlaczego go tutaj zaciągnęła.
- Trupy, gwałty... Wiesz... Normalny dzień gliniarza - odparł jej niewzruszony, ale widząc jej minę, zaczął się śmiać okrutnie na cały lokal. Szturchnął ją, kręcąc głową z niedowierzania. - Żartuję. Było dość nudno. Ostatnio na nic nam nie pozwalają. Jakieś prawa się zmieniają. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale liczę, że nie wpłynie to za bardzo na moją pracę. Czeka mnie przecież niedługo awans.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Amerykański sen Sophii, zima 1951 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]19.05.17 11:14
Pobyt tutaj był dla Sophii okazją do nadrobienia straconego czasu. Jakby nie patrzeć, w dotychczasowym życiu dość mocno się rozmijali. Była małą dziewczynką, gdy Raiden poszedł do Hogwartu, który sama zaczęła wtedy, gdy on już go skończył. Później wyjechał, przez co nie mogli widywać się nawet przez wakacje. Nic dziwnego, że brakowało jej Raidena, który przez te wszystkie lata rzadkiego widywania się uchodził w jej oczach za niemal mityczną postać, wyidealizowaną sylwetkę starszego brata. Oczywiście, że żałowała, że nie dane im było chodzić razem do szkoły i spędzać tego czasu więcej, ale, miała nadzieję, w dorosłym życiu uda im się stać rodzeństwem w pełnym tego słowa znaczeniu. Zależało jej na dobrych relacjach z bratem i mieszkając u niego, starała się mu w żaden sposób nie przeszkadzać ani nie sprawiać kłopotów. Szczególnie na początku po jej przybyciu do Chicago musieli spędzić sporo czasu, żeby Raiden nauczył ją poruszania się po tym mieście, tak różnym od Londynu, w którym dorastała. Choć to z Ameryki wywodziła się spora część ich rodziny, wychowana w brytyjskich realiach Sophia miała spore luki w wiedzy i musiała to nadrobić. Po kilku miesiącach radziła już sobie całkiem nieźle i nie potrzebowała asysty brata, żeby poruszać się po mieście. Przynajmniej po tych jego częściach, które były jej znane.
Tym właśnie sposobem poznała Jamesa, o czym do tej pory nie wspominała bratu. Może raz czy dwa napomknęła, że ma nowego znajomego, którego poznała w parku, i na tym się kończyła jego wiedza o mężczyźnie, z którym się zaprzyjaźniła i który stopniowo zaczął wkradać się do jej serca. Był wyjątkowy, zupełnie inni niż drętwi brytyjscy mężczyźni, jeszcze nigdy nie interesowała się w ten sposób żadnym mężczyzną. A tymczasem, gdy jej relacje z Jamesem coraz bardziej się zacieśniały, powrót do kraju i pójście na kurs aurorski w Anglii zeszły na daleki plan. Od pewnego czasu myśli Sophii częściej krążyły wokół pójścia na kurs aurorski tutaj, w Ameryce. Oczywiście chęć przebywania z Raidenem też miała sporą rolę w tym, że została dłużej, ale nie był jedynym powodem, choć mógł tak myśleć.
- Niee, skądże – zaprzeczyła, gdy zapytał, czy to, co robił, było dziadowskie. – Po prostu uważam, że oboje potrzebujemy odmiany od naprędce skleconych dań. – To też był dobry powód, ale tak naprawdę przyjście tu miało stanowić wstęp do poważnej rozmowy. – Miło wiedzieć, że lubisz swoje obecne życie. Rodzice na pewno mimo wszystko też cieszą się, że jesteś szczęśliwy, nawet jeśli nie mogą cię widywać. Zawsze mówili, że są dumni z tego, jak sobie radzisz – zapewniła go. Liczyła, że pochlebstwa nieco go zmiękczą, zresztą mówiła samą prawdę, rodzice zawsze byli dumni z Raidena, który radził sobie w wielkim świecie.
Zamyśliła się na moment. Jak ona miała mu to wszystko wyjaśnić? Jasne, że lubiła swoje brytyjskie życie i tęskniła za nim, ale w ostatnim czasie myślała o nim coraz rzadziej, zaś więcej uwagi poświęcała tu i teraz. Ale, żeby zyskać na czasie, wolała odnieść się do jego słów do pracy i póki nie przyniesiono im zamówionego obiadu, z zainteresowaniem wypytywała brata o jego pracę i mający go czekać awans, wciąż zastanawiając się, jak przejść do sedna sprawy. Łatwo było rozmawiać o codziennych tematach, ale trudniej rozmawiać o takich sprawach, tym bardziej, że Sophia nigdy dotąd nie musiała tego robić. W Hogwarcie ominął ją ten etap zauroczeń i westchnień, w swoich kolegach widziała tylko i wyłącznie kumpli do gry w quidditcha czy pojedynków. Była chłopczycą obojętną na męskie wdzięki, wysoko ceniła sobie niezależność i to się nie zmieniło - ale James wcale nie oczekiwał od niej zostania kurą domową.
- Braciszku... niedawno poznałam... kogoś – wypaliła w końcu; zapewne zabrzmiało to bardzo nieporadnie, wręcz karykaturalnie. – I wiesz, myślę, że powinniście... poznać się ze sobą. Wiele mu o tobie opowiadałam, więc chyba czas najwyższy... żebyś i ty wiedział, że mam... przyjaciela.
Cholera, gdzie się podziało jej dawne wygadanie? W dzieciństwie nie miała problemów z bajerowaniem dzieciaków i opowiadaniem im różnych historyjek, ale teraz w jakiś dziwny sposób miała problem ze skleceniem kilku zdań bez zająknięcia. Przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywała się w swój talerz, pospiesznie pakując do ust kolejne kąski i zastanawiając się, jak zareaguje Raiden i jakie pytania padną zaraz z jego ust.
[bylobrzydkobedzieladnie]



Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.



Ostatnio zmieniony przez Sophia Carter dnia 02.10.18 14:15, w całości zmieniany 1 raz
Sophia Carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]23.05.17 18:24
Mimo że dzieliła ich różnica siedmiu lat, Raiden nigdy nie chciałby, że ona się zwiększyła bądź zmniejszyła. Oczywiście że żałował, że nie mógł być z nią w Hogwarcie, ale potrafili od zawsze się porozumieć. Nawet wtedy kiedy Sophia nie umiała jeszcze mówić, siadał lub stał przy jej łóżeczku i opowiadał o swoim dniu albo o planach kolejnego psikusa, którego planował zrobić. Zdarzało się nawet że czytał jej książki, a mały rudy bobas jedynie się ślinił, ale nie odpowiadał bratu. Z czasem się to zmieniło i na każdym kroku Carter chronił swoją młodszą siostrzyczkę. Zresztą Sophia nigdy nie była dzieckiem sprawiającym kłopoty. Jak już to Raiden był tym specjalistą, a co najwyżej wciągał w to Sofi, która i tak była za mała, żeby mieć czynny udział w przekrętach brata. Uwielbiał ją. Zresztą wszyscy Carterowie byli do siebie nawzajem niezwykle przywiązani. Prócz jednej czarnej owcy, ale policjant nie chciał o nim myśleć. Miał o wiele ważniejsze sprawy na ten wieczór i cieszył się z tego, że jego siostra pomyślała, by go nakarmić. Dawno nigdzie wspólnie nie wychodzili, a brak okazji jedynie sprawił, że poczuł tę ich niezależną więź, której mogli pozazdrościć niejeden brat i niejedna siostra. Może i był naiwny, ale w tamtym momencie na pewno nieświadomy. Nie wiedział nic o życiu uczuciowym Sophii, zakładając, że żaden mężczyzna nie był dla niej wystarczająco dobry. Sądził, że to wiedziała i była ponad sprawy damsko-męskie. Jej brat był dość otwartą osobą, jeśli o to chodziło, ona nigdy nie wspominała mu o żadnych chłopakach, dlatego Raiden nigdy nie wyobrażał sobie jej z kimś u boku. Nawet przez myśl mu to nie przeszło. Sam nigdy nie dzielił się z nią swoimi ekscesami. Jedynie pisując listy z Hogwartu do domu, rzucił jedno zdanie lub dwie o jakiejś dziewczynie, ale były sprawy ważniejsze. Nie miał też zamiaru wspominać siostrze o spotykaniu się z Grace, bo i co by to jej dało? Dziewczyna przyjechała na kilka miesięcy po wyjeździe Wilkes, a nie był sentymentalny, by opowiadać o wszystkim, co się u niego działo w międzyczasie. Zresztą jego życie nie było skomplikowane i wszystko toczyło się swoim rytmem. A przynajmniej musiał się przyzwyczaić do myśli, że ktoś na kim zaczynało mu zależeć zniknął.
- Masz po mamusi tę łatwość w dobieraniu słów - odparł z uśmiechem, słysząc słowa Sophii, która oczywiście, że musiała zaprzeczyć jakoby Raiden nie umiał gotować. Chociaż sam uważał, że zdecydowanie się poprawił od wyjazdu z Anglii. - Myślę, że powrót na ziemie przodków dobrze mi zrobił - odparł, wzruszając ramionami. Też tęsknił, ale nie można było być wiecznie dzieckiem. Chciał zasmakować trochę przygód i nic dziwnego, że tak szybko postanowił wyjechać i zrobić coś więcej ze swoim życiem. Wiedział, że rodzice chcieli dla niego jak najlepiej i nie zatrzymywali go przed tą decyzją. Znali swojego syna jak nikogo innego i zdawali sobie sprawę, że gdziekolwiek by był, zawsze sobie poradzi. Pewnie gdyby jego tutaj nie było, Sofi nawet nie wybrała się za wielką wodę. Mimo wszystko cieszył się, że byli tutaj we dwójkę i na razie nie zapowiadało się, żeby rudowłosa dokądś się wybierała. Najwyraźniej jej też się tu spodobało. Nie wiedział jednak jak bardzo.
Pozwolił siostrze mówić, nie wiedząc, co też chodziło jej po głowie. Jemu chodziły dokładnie dwie - nadchodzący hamburger i nogi tej dziewczyny. Więc chyba to w sumie aż trzy rzeczy. Zrobił duże oczy, gdy kelnerka postawiła przed nim jedzenie, które zaraz zaczął pochłaniać, słuchając słów Sofi. W pewnym momencie stało się coś, czego się nie spodziewał. W pewnym momencie przestał jeść, a żuchwa zatrzymała mu się w połowie przeżuwania. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął. I tak jeszcze kilka razy.
- C-co? - spytał w końcu, nie za bardzo rozumiejąc to, co usłyszał. Patrzył na siostrę z nietypową dla siebie dezorientacją, która przeradzała się w strach. - Mu? - powtórzył za nią, wędrując spojrzeniem po stoliku, aż trafił na bułkę, którą odłożył z niesmakiem. Nie był już głodny. Potem patrzył już tylko na siedzącą naprzeciwko panienkę Carter. - Mu?
Wcale nie wyglądał już na przerażonego, a czekającego na odpowiedź ojca.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Amerykański sen Sophii, zima 1951 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]24.05.17 12:44
Sophia nie pamiętała najwcześniejszych lat dzieciństwa, ale pamiętała te nieco późniejsze, w których zawsze była wpatrzona w brata i chciała być taka jak on. Kiedy wyjechał do Hogwartu, bardzo za nim tęskniła, ale zaczęła marzyć o tym, żeby samej tam kiedyś trafić. Gdy tylko nauczyła się czytać i pisać, zaczęła wysyłać mu nakreślone koślawymi literkami i pełne błędów dziecięce listy, do których czasami dołączała równie koślawe malunki. Nigdy nie potrafiła ładnie rysować, ale mimo to będąc małą dziewczynką zadręczała brata malunkami członków rodziny Carterów (bardziej przypominającymi parkometry z kępkami na głowie). Jego powroty do domu na letnie wakacje zawsze były wielkim wydarzeniem, podczas których Sophia chciała dobrze wykorzystać te dwa wolne miesiące i nacieszyć się obecnością brata. Nawet, kiedy znowu wracał do szkoły, nie przeszkadzało jej to w chwaleniu się nim przed okolicznymi dzieciakami. Nawet później, gdy sama trafiła do Hogwartu, Raiden nadal uchodził w jej oczach za wzór i trudno było się pogodzić z kolejną rozłąką, tym, że nagle mieli znaleźć się od siebie jeszcze dalej. Teraz mogli znowu korzystać ze wspólnego czasu, chociaż z powodu pracy Raidena był okrojony. Sophia przywykła do tego, potrafiła zresztą sama się sobą zająć pod nieobecność brata. Ciekawość świata nie pozwoliła jej siedzieć po całych dniach w pokoju czekając na niego, szybko zaczęła zwiedzać miasto i poznawać jego uroki. Nie lubiła tkwić w miejscu, czuła się lepiej, mogąc rozładowywać swoją energię i ciekawość, a życie w Chicago dostarczało mnóstwa wrażeń, z których wielu nie znała z życia w Londynie. Snuła też śmiałe marzenia o zwiedzeniu całego kraju, choć nawet do tej pory miała już okazję zobaczyć trochę miejsc poza miastem, w którym zamieszkała z bratem. Bardzo kuszącą perspektywą wydawało się zjechanie całych Stanów. Oczywiście gdyby miała do tego odpowiednie towarzystwo. Może Raiden by się kiedyś skusił? Albo... James? Na myśl o wspólnej wyprawie z Jamesem poczuła przyjemny dreszcz ekscytacji, oboje na pewno świetnie by się bawili, spędzając czas jak równy z równym i przeżywając przygody. Młody uzdrowiciel posiadał sporą wiedzę na różne interesujące tematy i potrafił ciekawie opowiadać, dzięki czemu rozmowy z nim zawsze były czystą przyjemnością, co zapewne miało duży udział w tym, jak szybko Sophia go polubiła i jak dobrze się przy nim czuła. To nie tak, że Sophia była taka wybredna i uważała, że jest ponad takie rzeczy; po prostu do tej pory w ogóle nie myślała o związkach, kolegów traktując tylko jako kumpli i nic poza tym. Ominął ją etap nastoletnich zauroczeń i westchnień, bo miała ciekawsze zajęcia, a chłopcy wydawali jej się dużo ciekawsi jako partnerzy do gry w quidditcha lub pojedynków, bo potrafili bawić się ciekawiej niż większość dziewczyn, które wzdrygały się na myśl o ubrudzeniu nienagannych sukienek. A jednak pewnego dnia pojechała do Ameryki, poznała pewnego inteligentnego i przyjacielskiego uzdrowiciela, który przypomniał jej, że mimo bycia chłopczycą nadal jest kobietą i posiada w sobie uczucia. To było naprawdę niezwykłe odkrycie.
Tylko jak powiedzieć o tym Raidenowi? Był jej bratem, powinien znać ważne szczegóły z jej życia. Wolała, by dowiedział się o tym od niej, niż pewnego dnia przypadkiem zobaczył ją gdzieś z Jamesem, lub gdyby zobaczył ich któryś z jego kolegów... Tak, zdecydowanie nadszedł czas na szczerość i oswojenie Raidena z tym, że ktoś jeszcze pojawił się w jej życiu.
Podczas jedzenia obiadu cały czas stresowała się i próbowała ułożyć sobie w głowie odpowiednią przemowę, ale ostatecznie wyszło jej to dość nieporadnie, zupełnie jakby była małą dziewczynką tłumaczącą się rodzicom z czegoś, co przeskrobała.
Raiden zareagował dość dziwnie, ale, jakby nie patrzeć, musiał być mocno zdumiony jej słowami. W końcu nigdy wcześniej nie wyznawała mu niczego podobnego i może był pewien, że etap zainteresowania związkami jeszcze długo u niej nie nastąpi.
- Ma na imię James. Poznaliśmy się... już jakiś czas temu – wyznała, nie mówiąc, kiedy dokładnie to miało miejsce, żeby nie wydało się, jak długo zwlekała z powiedzeniem mu o tym. – Jest inny niż większość facetów, których do tej pory spotkałam. Poza tym... oboje czujemy, że to coś więcej niż tylko zwykła znajomość... I James naprawdę chciałby cię wreszcie poznać. Ja też uważam, że powinniście się poznać, myślę, że na pewno się polubicie – zapewniła, pragnąc, żeby tak było. To by ułatwiło sprawę, gdyby Raiden polubił Jamesa. Nie musiałaby mieć wyrzutów sumienia, że obdarzyła uczuciami kogoś, kogo nie akceptuje ktoś tak jej bliski jak brat, zresztą wydawało jej się, że kogoś takiego jak James po prostu nie da się nie lubić.
[bylobrzydkobedzieladnie]



Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.



Ostatnio zmieniony przez Sophia Carter dnia 02.10.18 14:18, w całości zmieniany 1 raz
Sophia Carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]27.05.17 13:48
Tak. Tego nie można było im odmówić - byli cholernie zgranym rodzeństwem z normalnym domem, gdzie czekali na nich kochający rodzice. Raiden nie pamiętał nawet, żeby kiedykolwiek był zły na swoją siostrę. Wręcz nie mógł się doczekać, by nie zabrać ją w nowe miejsce, wsadzić ją do prowizorycznego samochodu, który zmajstrował z desek i przepchać przez całą ulicę przed domem. Oboje znali dużo dzieciaków z podwórka w różnym wieku, ale jeszcze nie spotkali się z taką relacją brata i siostry. I chociaż w tym momencie nie krzyczeli najgłośniej jak się dało na placu zabaw to wciąż mieli w sobie tego carterowego ducha. Jednak jeszcze jedno zostało Raidenowi z dzieciństwa - uwielbiał chwalić się przed wszystkimi swoją młodszą siostrzyczką. Tak samo jak w wieku szesnastu lat, chodził wszędzie z dziewięcioletnią wtedy Sofi w przerwie wakacyjnej, żeby podrywać dziewczyny. Przecież nie było nic bardziej rozczulającego od chłopaka, który czuł się dobrze z młodszą siostrą u boku. Zresztą ruda nie mogła narzekać. Dostawała wtedy tyle lodów, ile tylko mogła w sobie pomieścić. Wtedy też Raiden dowiedział się jakie ilości jedzenia pochłaniała Sofka. Chyba potrafił wyprztykać się z pieniędzy zaoszczędzanych cały rok, ale kogo to obchodziło jak można było spędzać czas z kolejnymi dziewczynami. Do tego Sophia była szczęśliwa. Same korzyści! Carter to jednak miał głowę na karku. Co prawda teraz już nie można było tak łatwo przekupić młodszej siostry, a zresztą dogadywanie się z kobietami było dla niego tak naturalne jak oddychanie. Mimo wszystko strasznie tęsknił za tą rudą głową i gdy zobaczył ją po przerwie tak wyrośniętą, trudno było mu w pierwszym momencie zrozumieć, że to ona. Mimo wszystko w jego oczach zawsze miała być tym małym, rudowłosym smarkiem, którego nosił na barana, gdy tylko natrafiła się okazja. Nie miał pojęcia, że spotykała się z kimkolwiek. Co prawda na pewno miała jakieś tak koleżanki czy coś w tym rodzaju. Nie pomyślał w ogóle o facetach, bo młodsza część rodzeństwa Carter owszem, obracała się w ich gronie, ale to było koleżeńskie. Nic z tych rzeczy damsko-męskich. Na samą myśl robiło mu się niedobrze i robił minę jakby właśnie połknął całą cytrynę. Spodziewał się naprawdę wszystkiego. Ale tego zupełnie nie. Było to ostatnią rzeczą, którą chciał usłyszeć w tym momencie. Nie dlatego, że po prostu było mu to nie w smak. Po prostu... Nie spodziewał się czegoś takiego. No, bo jak? Sophia była jeszcze dzieckiem. Co prawda on w jej wieku robił wiele rzeczy, jednak to była... No, właśnie. Sophia. Jego mała siostrzyczka, która nie miała dorastać. Nigdy. Raiden słysząc już imię faceta, rozłożył ręce i opadł załamany na oparcie krzesła, na którym siedział.
- Gdzie te czasy, kiedy każdy facet, który się tobą interesuje, powinien przyjść najpierw do mnie? - mruknął, chowając twarz w dłoni i na moment tak siedział, nie wiedząc, co powiedzieć. Zdecydowanie za dużo informacji. James. Ideał faceta. Więcej niż zwykła znajomość... Samo wyobrażenie, które tworzyło się w głowie policjanta było wydziwnione. Jakiś gach na koniu z wiatrem wiejącym mu w twarz i stojąca obok zachwycona Sophia. Nie, dość. Robiło mu się niedobrze. Odetchnął ciężko. - Yhymm - mruknął w końcu. - Zdaje sobie sprawę, gdzie pracuję? - spytał, będąc gotowym do wszystkiego. Zamierzał oczywiście dowiedzieć się o tym gościu wszystkiego i złapać go, gdyby tylko zrobił coś Sophii. Patrzył na siostrę przez dłuższą chwilę, oddychając ciężko. - Jak długo?


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Amerykański sen Sophii, zima 1951 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]28.05.17 17:49
To były piękne czasy – kiedy oboje byli dziećmi i mogli spędzać czas w tak beztroski sposób. Nie wiedzieli, co przyniesie im przyszłość i byli po prostu szczęśliwi, dorastając w takiej rodzinie i mając siebie. Także Sophia pamiętała te chwile, kiedy Raiden w wakacje zabierał ją ze sobą w różne miejsca i kupował jej lody. A Sophia nigdy nie stroniła zbytnio od słodkości, więc nie potrafiła mu odmówić. Potem, kiedy wyjechał do Ameryki, bardzo jej brakowało tych wspólnie spędzanych wakacji i choć miała znajomych, z którymi mogła spędzać czas, nikt nie mógł zastąpić brata. Obiecywała sobie wtedy, że pewnego dnia, gdy ukończy Hogwart, dołączy do niego... I tak zrobiła. Udało jej się dopiąć swego i tym sposobem od kilku miesięcy mieszkali razem w Chicago. Żadne jednak nie spodziewało się wtedy, że sytuacja nieco się skomplikuje. Sophia przyjeżdżając tu nigdy nie pomyślała, że mogłaby kogoś poznać, ale życie bardzo ją zaskoczyło, stawiając na jej drodze Jamesa Westwooda.
A teraz należało powiedzieć o tym Raidenowi. Rodzice byli daleko, więc to on był tutaj jej najbliższą rodziną, w pewnym sensie jej opiekunem. Musiał wiedzieć o ważnych faktach z jej życia, tak, jak ona chciałaby wiedzieć, gdyby to on kogoś poznał. Ciekawe, jak wyglądałaby ta rozmowa, gdyby sytuacja była odwrotna?
Tak czy inaczej, Raiden zareagował dość dziwnie, choć właściwie mogła się takiej reakcji spodziewać. Wciąż uważał ją za swoją małą siostrzyczkę, nie chciał zauważyć, że już dorosła i przestała być dzieckiem, które lata temu żegnał przed wyjazdem. Była młodą kobietą z głową pełną marzeń i planów, wierzącą że ma przed sobą kolorową przyszłość.
- No cóż... Zawsze można to nadrobić, drogi braciszku – powiedziała, cicho wzdychając. Prawda była taka, że oboje z Jamesem chcieli najpierw upewnić się co do swoich relacji i uczuć, zanim komuś o tym powiedzą. Więc nikt poza samymi zainteresowanymi nie miał pojęcia o tym związku. – Tak, mówiłam mu o tym. – Wywróciła oczami na kolejne słowa swojego brata; zdawała sobie sprawę, czemu o tym wspomniał. – Nie musisz być przewrażliwiony. Przecież wiesz, że nie mam w zwyczaju ufać nieodpowiednim ludziom. – Jako była Puchonka była przyjaźnie nastawiona, ale starała się unikać ludzi, którzy nie byli dobrzy. – James jest naprawdę miłym i uczciwym mężczyzną, świetnie się dogadujemy. I chciałby cię poznać, więc powinniśmy... spotkać się we trójkę w jakimś miłym, sprzyjającym rozmowie miejscu.
Na pytanie, jak długo to trwało, speszyła się nieznacznie.
- Jakiś czas – odpowiedziała w końcu, nie precyzując, ile trwała sama znajomość. Bo o tym, że może to nie tylko przyjaźń, zaczęli przekonywać się dopiero niedawno.



Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Sophia Carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]01.07.17 12:21
Nic nie było ważniejsze dla Raidena nad te wspomnienia. Bo przecież patrzenie na szczęśliwą siostrę, rodziców, którzy cieszyli się z ich każdej wspólnej wyprawy. Nie można było do tego czasu przyrównać niczego przed i niczego po. Owszem. Życie w Chicago było niesamowite i pomimo, że na razie robił za przynieść, podaj, pozamiataj to każdy nowy gliniarz musiał się z tym mierzyć. On nie miał jeszcze tak źle, bo jako były członek brygady miał szersze pojęcie o sprawach związanych z wilkołakami i kiedyś mogło mu się to przydać. Był bardziej przydatny, a na pewno jeśli jeszcze stawał się coraz lepszy w strzelaniu. Nie mówił nigdy o tym Sophii ani rodzicom, ale wraz z postawieniem nogi na ziemi ich przodków postanowił zabrać się za kolejny etap rozwoju. I może nie miało mu się to specjalnie przydać, ale który czarodziej umiał posługiwać się bronią? Pomagał mu w tym fakt, że jego przyjaciel mugol, w Ameryce niemag, miał strzelnicę i zaczął uczyć dzieciaka, co robić, żeby sobie nie odstrzelić tyłka. Im mniej jego młodsza siostra wiedziała o szaleństwach brata tym lepiej. Nie potrzebował martwić Sofi kolejnymi zmartwieniami, bo gdy nie wracał na noc, czasem pojawiała się u niego w pracy w poszukiwaniu jego osoby. Trzeba było przyznać, że miała w sobie krew Carterów i nie dziwne, że poszłaby na drugi koniec świata, żeby dowiedzieć się czy jest bezpieczny. On zrobiłby to samo.
Nie wiedział, że dzisiaj powie mu o tym, że kogoś ma. Wydawało mu się to tak nierealne, że naprawdę musiało chwilę potrwać nim ta wiadomość całkowicie dotarła do jego szarych komórek. W końcu to on z tej dwójki rodzeństwa miał najwięcej do czynienia z płcią przeciwną. Gdyby ktoś ruszył jego małą rudą, zapewne miałby tego żałować. Tylko dlaczego nie widział, że coś się działo właśnie teraz? Trochę zrobiło mu się wewnętrznie przykro. Oznaczało to, że nie poświęcał siostrze wystarczająco dużo czasu, by zobaczyć zmianę, bo może gdyby to robił, wiedziałby co się święciło. Wciąż widział w niej małą pięciolatkę, która wciąż szukała przygód i chciała być u jego boku już na zawsze. On też chciałby, żeby nigdy się nie rozstawali, a ktoś trzeci oznaczał, że nie było to możliwe. Skrzywił się delikatnie na samą myśl.
- To przecież moja robota, prawda? Uważać na moją małą, wredną siostrzyczkę - odparł na jej słowa, przenosząc spojrzenie na wnętrze lokalu. Jakoś trudno było mu się teraz skupić, dlatego nawet nie odwzajemnił uśmiechu dziewczyny przy innym stoliku. Sophia mogła być Puchonką, ale Raiden wciąż był członkiem domu Gryffindora, a to oznaczało, że wciąż chciał działać i chronić swoich. Nigdy nie miał się pozbyć tego uczucia protekcji nad bliskimi. A na pewno nigdy nie miał odpuścić ze względu na Sofi. Gdy powiedziała, że ten jej chłopak chciałby się spotkać z nim, dopiero wtedy zwrócił na nią uwagę z wyraźnym zmieszaniem na twarzy. Nie chciał pokazywać swojego niezadowolenia i tym samym martwić siostrę, ale trudno było mu chować uczucia w takiej chwili. Wywrócił jednak oczami na wymienianie doskonałości tego faceta. - Na pewno jest boski - odparł, czując, że coś ścisnęło mu żołądek i wykręciło go nieprzyjemnie. - Może... - mruknął po chwili na propozycję spotkania. Z jednej strony chciał zobaczyć tego dupka i porządnie mu przywalić za to, że śmiał w ogóle zbliżyć się do niej, a z drugiej nie chciał zwymiotować ze słodkości, którą możliwe że dane będzie mu zobaczyć. Nie miał chyba innej opcji, bo znał swoją siostrę i wiedział, że już postanowiła o zapoznaniu obu facetów. - A co znaczy jakiś czas? - dopytał Raiden, chcąc wiedzieć wszystko. Skoro już zaczęła mówić, powinna skończyć i to dokładnie o wszystkim mu opowiedzieć.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Amerykański sen Sophii, zima 1951 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]04.07.17 21:04
Oczywiście, że nie wiedzieli o sobie absolutnie wszystkiego, tym bardziej, że z racji różnicy wieku minęli się w Hogwarcie i w sporej części jego dorosłego życia, podczas którego ona wciąż była w szkole. A nawet gdy ukończyła Hogwart i dołączyła do niego w Chicago, oboje mieli swoje tajemnice. Sophia dzisiejszego dnia postanowiła podzielić się swoją, uznając dalsze okłamywanie brata za nie w porządku. W końcu to by wyglądało tak, jakby mu nie ufała, a przecież był jej bratem, jedną z najbliższych jej osób na świecie. To Raiden i rodzice byli jej najbliżsi, ale James miał realną szansę dołączyć do tego grona, bo już był jej bardzo bliski, a myślenie o czymś więcej nie budziło w niej lęku czy niechęci. To wydawało się naturalną koleją rzeczy w ich znajomości. A odkąd powiedziała o tym bratu, cała relacja stawała się jeszcze bardziej wiążąca, bo już nie byli jedynymi osobami, które o niej wiedziały. Pierwszy raz przyznała to głośno komuś innemu – spotykała się z kimś. Ale nie miała do Raidena pretensji, że niczego nie zauważył, w końcu sama dokładała starań, żeby to przed nim zataić. Nie powinna tego robić, ale jednak zrobiła, być może trochę obawiając się jego reakcji. A on sam nie miał powodów, żeby coś podejrzewać, w końcu starała się zachowywać zupełnie normalnie.
- I zawsze dobrze się z tego wywiązywałeś. Chociaż czasami brakowało mi tego w Hogwarcie... – O tak, często tęskniła za bratem. Ale jego brak, mimo licznych wad, miał też plusy w postaci większej swobody bez pilnującego jej na każdym kroku brata. A Sophii w pierwszych latach zaiste trzeba było pilnować, bo była w gorącej wodzie kąpana i w przypadku konfliktów wolała wyzywać oponentów na pojedynek zamiast używać rozsądnych argumentów. Potem nabrała więcej ogłady i uspokoiła się, zmniejszyła się także ilość jej szlabanów, a nadmiar energii mogła wyładowywać podczas gry w quidditcha.
- Teraz nie musisz już się tak martwić. Wiesz, że nie robię niczego głupiego i uważam na siebie – zapewniła go. Jego obawy z pewnością były bezpodstawne, zresztą na pewno się ich pozbędzie gdy już pozna Jamesa i porozmawia z nim. O tak, Sophia była tego całkowicie pewna. – A nie powiedziałam ci od razu właśnie dlatego, że wiem, że byłbyś przewrażliwiony. Wolałam zresztą poczekać, aż będę bardziej... pewna – dodała po chwili. Musiała się upewnić, że to jest to, i że nadszedł odpowiedni czas, by porozmawiać z bratem. – Wydaje mi się, że ten czas już nadszedł. Zresztą nie czułabym się dobrze, musząc to dłużej ukrywać przed moim kochanym starszym braciszkiem. – Mrugnęła do niego; liczyła że to małe pochlebstwo nieco go zmiękczy i rozładuje chwilowe napięcie, które wkradło się między nich. A po chwili wróciła znowu do pałaszowania swojego obiadu, czując się nieco lżej na duchu gdy wyrzuciła z siebie to co miała wyrzucić. Teraz mogła w spokoju skupić się na jedzeniu i dokończeniu swojego posiłku zanim wystygnie.



Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Sophia Carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Re: Amerykański sen Sophii, zima 1951 [odnośnik]04.07.17 21:23
Tak to było w rodzinie związanej z prawem. Tak bardzo skupiali się na zadaniach służenia społeczeństwu, że czasem przegapiali dość oczywiste symptomy. Gdyby się przyłożył, może zauważyłby pewne podejrzane zachowanie siostry. Ale Raiden właśnie nie musiał jej o nic nigdy podejrzewać, bo to była jego Sophia. Jego małe, rudowłose coś do zajmowania się i chronienia. Wydawało mu się, że dobrze się z tego zadania wywiązywał. Najwidoczniej aż za dobrze skoro młodsza Carter bez problemu mogła sobie chodzić i poznawać nowych ludzi. Nie żeby miał jej to za złe. Absolutnie. Cieszył się, że była w pełni swobodna w jego mieście, a teraz Chicago należało do ich dwójki. Cóż... No, właśnie. Czas przeszły, bo Sophia miała Jamesa, a Raiden został sam. Często jeszcze wracał wspomnieniami do Grace, ale nie wspominał o niej siostrze. Wolał zająć się pracą niż rozpamiętywać to co było. Co miało mu przyjść z myśleniem nad przeszłością? Na pewno nic dobrego.
- Mi też ciebie tam brakowało. Chociaż miło było dostawać od ciebie trzy słowa na krzyż, gdy uczyłaś się pisać. Jeszcze gdzieś powinienem mieć te listy. Najczęściej pisałaś Kocham cię, Raiden z masą błędów ortograficznych, ale była to najcenniejsza pamiątka z tamtego okresu - odparł na jej słowa, uśmiechając się szczerze i ciepło patrząc na siostrę. Mówił prawdę i nigdy nie miał zapomnieć tych bazgrołów, które wieszał w dormitorium nad łóżkiem dumny jakby były to listy od samego Ministra Magii. Gdyby widział swoją siostrę w akcji, gdy łobuzowała podczas jego nieobecność w Szkole Magii i Czarodziejstwa na pewno byłby dumny, chociaż nikomu nie pozwolił się z nią zmierzyć. Wiadomo. Trzeba było unikać konfliktów, w których mogła stać się jej krzywda. Słysząc o kochanym starszym bracie, Raiden podniósł spojrzenie znad jedzenia na Sofi. - Yhymm - mruknął w odpowiedzi na jej słowa i przybrał nieco nieprzenikniony, typowy dla gliniarza wyraz twarzy, ale wiadomym było, że długo nie pociągnie, bo wewnątrz nie mógł powstrzymać uśmiechu. Sophia była typowym Carterem i nie dało się zaprzeczyć, że było inaczej. Podstępna pannica, która chodziła własnymi drogami, ale te drogi zawsze prowadziły do rodziny. - Żeby nie było. Już zbieram kamienie na tego twojego Romea, jeśli cię zostawi - rzucił, wskazując w dziewczynę widelcem, po czym parsknął śmiechem i wstał. - Wracajmy do domu - rzucił do niej i uśmiechnął się pokrzepiająco, zaraz otaczając ją ramieniem, gdy opuścili jadłodajnię z resztą dań w paczkach.

|zt x2


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Amerykański sen Sophii, zima 1951 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Amerykański sen Sophii, zima 1951
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach