Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pracownia
AutorWiadomość
Pracownia [odnośnik]15.05.17 11:02
First topic message reminder :

Pracownia

racownia mieści się na parterze i prowadzi do niej osobne wejście, z zewnątrz. Wcześniej pomieszczenie to pełniło rolę składzika, jednak na urodziny Solene wujostwo przerobiło je na prywatną pracownię, w której dzieje się magia. To tutaj pobiera miary i prezentuje swoje projekty nierzadko wybrednej klienteli. Poza wygodną kozetką jest również parawan, za którym można się przebrać; duże lustro a przed nim niewysoki podest. Ponadto, na wieszakach wisi zazwyczaj kilka nowych sukien, koszul czy szat, które młoda projektantka wyszywa z uporem maniaka.
Przeważnie na wizytę trzeba się wcześniej umówić, jednak nie wygania zbłąkanych dusz, potrzebujących czegoś na ostatnią chwilę.


[bylobrzydkobedzieladnie]


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.


Ostatnio zmieniony przez Solene Baudelaire dnia 27.05.17 12:45, w całości zmieniany 1 raz
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 8 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire

Re: Pracownia [odnośnik]22.10.18 20:30
Tak po prawdzie to wcale nie powinno jej tutaj być. U progu domu na Lavender Hill siódmego września w godzinach około południowych. Pojawiła się tu ubrana w czarną, powłóczystą spódnicę i wpuszczoną w nią zieloną koszulę; jasne i proste jak nitki kukurydzy włosy pozostawiła rozpuszczone, okalały miękko bladą twarz o ostrych rysach. Była ciekawa, czy Solene zapamiętała jej twarz ze swojej wizyty w Ministerstwie Magii, które odwiedziła, aby złożyć donos na swego sąsiada. To nie ona powinna francuską projektantkę odwiedzać, lecz jej klient; Normund Rookwood zwykł jednak wysługiwać się swymi dziećmi, a Sigrun wciąż sama nie wiedziała dlaczego czasami wciąż się na to zgadza. Z westchnieniem zapukała do drzwi, a zapytana o cel wizyty, odpowiedziała, że ma odebrać zamówienie od panny Solene Baudelaire. Wskazano jej odpowiednią drogę. Czuła się nieswojo w tak jasnych, eleganckich pomieszczeniach. Drogę pokonała w milczeniu, a po przekroczeniu progu pracowni od razu skupiła spojrzenie na eterycznej postaci półwili.
- Panno Baudelaire - odpowiedziała nie mniej uprzejmie, choć od tych wszystkich uprzejmości zazwyczaj chciało się jej śmiać; teraz jednak bawiło ją zgoła co innego - ona sama w pracowni krawieckiej, w otoczeniu wszystkich tych drogich, bądź mniej, materiałów. - Nie odnalazła panny moja sowa? - odparła nieco zdziwiona; kilka dni wcześniej nakreśliła na pergaminie parę słów wyjaśnienia, aby projektantka nie czuła zaskoczenia, gdy zamiast jej surowego ojca, ujrzy ją samą. Najwyraźniej jednak Astrid zbłądziła, może wcale domostwa Baudelaire'ów nie odnalazła; nie chciało się jej w to wierzyć, młoda sowa, którą zakupiła na Pokątnej z początkiem maja, dotychczas sprawdzała się niezawodnie, lecz nie mniej - to wciąż był jedynie ptak. Sigrun wzruszyła lekko ramionami, nieśpiesznie czyniąc kilka kroków w głąb pomieszczenia. - Mój ojciec złożył u panny zamówienie na szaty - wyjaśniła po chwili, odpowiadając na jej pytanie. Normund Rookwood był czarodziejem niezwykle surowym i szorstkim w obejściu, zajmował jednak wyższe stanowisko w Ministerstwie Magii, a ono wymagało, aby prezentował się należycie. Najpewniej Solene nudziła się niezwykle pracując nad nimi; musiały być zachowawcze, lecz eleganckie - a przy tym monotematyczne przez ciemne barwy i proste kroje. - Wszystko gotowe? - spytała krótko, spojrzeniem poszukując czegoś, co mogło tym zamówieniem być.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Pracownia [odnośnik]31.10.18 23:23
Pamiętała. Jak mogłaby zapomnieć osobę, której twarz najpierw przybrała barwę pergaminu, żeby po chwili przybrać kolor zieleni? Jak mogłaby zapomnieć kogoś, komu pomogła, tym razem zaskakująco bezinteresownie oddając cenną miętę? Oczywiście nie zamierzała wspominać tamtego spotkania, wiedząc, że ani Rookwood nie czułaby się z nim komfortowo (o ile nie zaprzeczyłaby, że ją pamięta), ani ona, zmuszona do wejścia w znienawidzone korytarze ministerstwa, przyprawiające ją o bóle głowy. Po opuszczeniu instytucji tamtego popołudnia, zepchnęła ten dzień w najdalsze odmęty pamięci, niespecjalnie też poruszając temat z wujkiem, przez którego jej noga tam w ogóle stanęła.
Uniosła mimowolnie brwi, zapytana o sowę – czyżby pominęła któryś z listów? Chociaż nigdy jej się to nie zdarzyło, zawsze musiał być ten pierwszy raz, nawet jeśli wątpiła, że taka sytuacja miała miejsce: była profesjonalistką, nie pozwalała sobie na potknięcia, nawet tak drobne i na szczęście nic nie znaczące, ale nie zamierzała przepraszać za to niewielkie niedopatrzenie. W końcu list nie niósł za sobą żadnych ważnych informacji. Dlatego też nie odpowiedziała, zbywając pytanie uprzejmym uśmiechem i szybko przechodząc do kolejnej poruszonej kwestii. Najwidoczniej nie miała do czynienia ze zbiegiem okoliczności, choć nie dostrzegała jak na razie wielu podobieństw Sigrun do ojca.
Tak, wszystko gotowe – potwierdziła, znikając na krótką chwilę na zapleczu a potem powróciła z porządnie zapakowanymi szatami, kładąc je na niedużej kozetce stojącej na środku pracowni. – Zgodnie z prośbą skróciłam i zwęziłam materiał tam, gdzie było go za dużo, marynarka również uszyta jest na miarę – dodała, wątpiła jednak, by kobieta powtórzyła te słowa swojemu ojcu – gdyby były jednak jakieś zastrzeżenia, proszę o wiadomość – nietrudno było jej zauważyć skrępowanie blondynki, choć nigdy go nie potrafiła zrozumieć. Pomieszczenie utrzymane w jasnych barwach nie było aż tak eleganckie i przede wszystkim znajdowały się w nim ubrania wszelkich kolorów; nie tylko zwiewne sukienki godne szlacheckich księżniczek, ale i ciemne kreacje, męskie, normalne. Każdy mógł znaleźć tutaj coś dla siebie, a jeśli nie – potrafiła przenieść myśli klienta na papier, zaś później projekt na materiał, odwzorowując go niemal dokładnie.
Ma pani chwilę? – spytała, biorąc w dłonie szkicownik i otwierając go na stronie z projektami, które – jak sądziła – mogły spodobać się Rookwood. – Skoro już pani tutaj jest, może to dobra okazja do odświeżenia garderoby? – nie była niemiła, ani nachalna, ot, potrafiła zauważyć zużycie materiału i ocenić mniej więcej jak długo dana rzecz była użytkowana a przy okazji spełnić sugestię ojca Sigrun.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 8 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Pracownia [odnośnik]07.11.18 14:15
Ich ostatnie spotkanie najchętniej wyparłaby z pamięci, choć w przypadku Solene zapamiętanie jej było całkowicie zrozumiałe; Rookwood musiała w tamtej chwili wyglądać niemal komicznie, a to zwykle właśnie takie momenty zapisywały się w cudzej pamięci - niestety. Nie zamierzała jednak do tego wracać, ani poruszać tego tematu; Solene zapisała się jednak w jej pamięci ze zgoła innego powodu, nie mięty, którą dobrodusznie jej ofiarowała. Raczej z powodu opowieści Mulcibera, z których pamiętała, że dziewczyna zajmowała się projektowaniem szat - zajęcie odpowiednie dla delikatnej nimfy. Nigdy nie miała jednak okazji, aby sprawdzić, czy w istocie była tak utalentowana - cóż za zbieg okoliczności, że ojciec ze wszystkich krawcowych zdecydował się akurat na nią.
Nie odniosła się już więcej do tematu zagubionego, bądź nieodczytanego, a może po prostu zapomnianego listu. Sprawa nie była aż tak istotna, aby to drążyć, a nawet jeśli Astrid tym razem zawiodła, to uczyniła to po raz pierwszy; była młodziutką sową i miała prawo do błędu. Solene zbyła to pytanie milczeniem, a Sigrun puściła temat w niepamięć, uznając ot po prostu już za nieistotne. Ważne, że sprawa została już wyjaśniona, a jej obecność w pracowni panny Baudelaire, zamiast ojcowskiej, nie była problemem.
Na twarzy Sigrun próżno było szukać podobieństw do ojca. Normund Rookwood był mężczyzną wysokim, barczystym, o silnie zarysowanej szczęce i stalowoszarych oczach, ciemnych włosach przyprószonych dziś siwizną; Sigrun była skórą ściągniętą z matki, wiedziała to dzięki fotografiom, bo to jedyne co po Gudrun Borgin dziś zostało. Choć gdyby dobrze się przypatrzeć... Może oboje uśmiechali się podobnie. W ten sam zimny, cyniczny sposób.
- Świetnie - odparła z zadowoleniem; a więc nie spędzi tu zbyt wiele czasu w oczekiwaniu na ostatnie poprawki. Profesjonalizm panny Baudelaire wynagrodził jaj obowiązek pojawienia się tu. Uwagi o skróceniu i zwężeniu materiału wpuściła jednym uchem, a drugim wypuściła; po powrocie do Harrogate najpewniej nie będzie już o tym pamiętać. - Och, może być panienka pewna, że jeśli będzie niezadowolony, to powiadomi o tym - zaśmiała się z rozbrajającą szczerością; miała jednak wrażenie, że Solene mogła przekonać się już, że Normund Rookwood był czarodziejem szorstkim i trudnym w obyciu. Zbliżyła się, aby odebrać starannie zapakowane szaty, a wówczas piękna dziewczyna wysnuła zaskakującą propozycję. Sigrun uniosła brwi zaskoczona; odłożyła pakunek na najbliższy kredens i zajrzała do szkicownika. Nie potrafiła powstrzymać się jednak przed podchwytliwym pytaniem.
- Sugeruje panna, że się źle ubieram? - spytała z przekąsem, choć na usta wychynął uśmiech; nie odebrała tego pytania w sposób złośliwy - nie dziwne, że projektantka pragnęła sprzedać jak najwięcej. Zerknęła do szkicownika na prezentowane przez Solene projekty.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Pracownia [odnośnik]12.11.18 11:44
Uśmiechnęła się w odpowiedzi, bo podejrzewała, że zada jej podobne pytanie; może rzeczywiście niezbyt odpowiednio dobrała słowa a już na pewno nie pragnęła sprzedać jak najwięcej. Była w tym momencie życia, że sprzedaż jednego projektu więcej, czy mniej, nie robiła jej – na szczęście – żadnej różnicy. Wyrobiła sobie markę, zaopatrywała w ubrania większość rodów i ludzi o równie wysokiej pozycji z jej klasy społecznej, a w dodatku roztaczała się przed nią wizja współpracy z ministerstwem magii i teatrem – na ten moment po raz kolejny potrzebowała chwili oddechu, by mogła na spokojnie zebrać siły do dalszego działania.
Nie – odparła spokojnie, podchodząc powoli do Sigrun – zauważyłam, że niedługo materiał pani ulubionej bluzki może ulec zniszczeniu – ostrożnie i bez pytania ujęła jej nadgarstek i wskazała na szew biegnący wzdłuż ręki; potem zabrała rękę – dlatego pomyślałam, że mogę uszyć coś podobnego lub całkowicie nowego, odpowiedniego na zbliżającą się zimę – póki miała na to czas. Zauważyła w pewnym momencie dziwną tendencję czekania na ostatnią chwilę i równie dziwnego zaskoczenia, gdy zima wreszcie nadeszła, i nigdy nie potrafiła jej zrozumieć. Nie prościej było się przygotować zawczasu? W efekcie z sukien ślubnych rzucała się na drugą stronę medalu, czyli ubrania specjalnie docieplane, czy płaszcze, choć i tu zdążyła znaleźć rozwiązanie sytuacji dla mniej wybrednych i zapobiegliwych, w postaci odpinanej podszewki.
Oczywiście czarne, eleganckie i klasyczne – dodała, powoli badając grunt. Chciała zorientować się, czy Sigrun była nastawiona bardziej na tak, czy bardziej na nie, bo mimo wszystko nie zamierzała się jej narzucać w żaden sposób. Mówiąc to, przewróciła kartkę szkicownika na kolejną stronę, pokazując swojej rozmówczyni projekt szyfonowej bluzki z wszytymi koronkowymi wzorami w połączeniu ze spódnicą; projekt ten był odpowiedni do pracy na poważnym stanowisku, jak sądziła, ale mogły mieć odmienne zdania w tej kwestii. Zaraz po tym pokazała jej projekt odważny sam w sobie, bo zamiast spódnicy były spodnie, lecz na tyle szerokie, że z daleka do złudzenia przypominały spódnicę: sama posiadała w swojej garderobie całe dwie pary. Tu zatrzymała się na dłużej, będąc ciekawa reakcji Sigrun – czy zamierzała ją skrytykować za odrzucenie przyjętego stylowego kanonu?


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 8 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Pracownia [odnośnik]19.11.18 18:30
Nie odebrała pytania w kategoriach złośliwości. Solene Baudelaire nie mogła być przecież głupiutką, pustą laleczką, która nie myśli nad wypowiadanymi przez siebie zdaniami; z jakiegoś powodu Mulciber zwrócił na nią swą uwagę, musiała mieć w sobie coś więcej, niż tylko niezwykłą, magiczną urodę, w istocie godną pozazdroszczenia. W Biurze Kontroli Wilkołaków, gdzie miało miejsce ich ostatnie spotkanie, robiła dobre wrażenie. Rookwood przypuszczała jedynie, że zechciała zdobyć kolejną klientkę; ojciec z pewnością płacił jej niemało. Nie wiedziała, że panna Baudelaire z łatwością poradziłaby by sobie bez zawartości i jej sakiewki, nie wiedziała, że szyje także dla przedstawicieli klasy szlacheckiej, a szkoda - może poczułaby się wtedy ciut lepsza.
Obserwowała uważnie śmiałe ruchy Solene, gdy ta ujęła jej nadgarstek. Rzeczywiście, koszula zdawała się być w dobrym stanie, lecz kiedy tak zastanowiła się, kiedy właściwie ją kupiła, to nie potrafiła sobie przypomnieć. Miała już swoje lata, chyba.
- Szkoda, lubiłam ją - mruknęła zawiedziona, przyglądając się konkretnemu szwu; jak półwila to zauważyła? Dla niej wyglądał tak samo jak każdy inny. Skinęła głową na znak zgody, że chętnie przejrzy projekty, które Solene chciała jej zaprezentować; zajrzała do rysownika, oglądając naszkicowane nań szaty. - Nie wszystkie muszą być czarne - powiedziała po chwili zastanowienia; jej uwagę przykuła szyfonowa bluzka z koronkowymi wzorami. - Niech będzie, kobiecie nie zaszkodzi odświeżenie garderoby - zadecydowała w końcu; pomyślała o Christopherze, którego nie widziała już od kilku miesięcy. Nie wiedziała nawet, czy żył. Pustkę po nim starała się wypełniać obowiązkami, które na siebie wzięła; zarówno zawodowymi, jak i tymi związanymi ze służbą Czarnemu Panu. To pochłaniało w pełni jej uwagę, lecz zastanowiła się - co jeśli wróci? Chciałaby, aby pożałował tego, że ją zostawił, że nawet się nie odzywał, choć był świadom tego, co ich łączyło. W dobrze skrojonej szacie efekt będzie podwójny.
- To jest ciekawe - powiedziała, wskazując dłonią na szerokie spodnie. Uśmiechnęła się lekko. - Nie spodziewałam się, że znajdę u panny spodnie dla kobiety. Ale to chyba znak, że dobrze trafiłam. Przydadzą mi się nowe szaty do pracy. Muszą być wygodnie, nie mogą krępować ruchów, sama rozumiesz - Solene wiedziała już, czym zajmuje się Rookwood - praca w terenie wykluczała noszenie strojnych sukien i spódnic. - Jeśli dostarczę ci futra... Jesteś w stanie obszyć nim pelerynę? - dopytała z ciekawością, mając na uwadze wspomnianą, zbliżającą się zimę.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Pracownia [odnośnik]17.12.18 22:59
Uśmiechnęła się pod nosem, bardziej do siebie niźli do blondynki. Rozumiała jej przywiązanie do ubrań, bo sama wbrew pozorom miała kilka ulubionych elementów w garderobie, które pomimo znoszenia i niezbyt świeżego wyglądu, miały szczególne miejsce w sercu półwili. W ostatnim czasie zresztą rozmyślała o tym nagłym przywiązywaniu się do rzeczy i dziwiła się, że jednak udało jej się wyjść ze stanu rozkapryszonej próżniaczki, którą była przez znaczną część szkoły.
Uszyję ci taką samą – zaproponowała z pewnością siebie, przesuwając spojrzeniem po bluzce Sigrun. Nie był to skomplikowany wzór, właściwie, była w stanie uszyć kopię w jeden wieczór i wzmocnić ją na tyle, by szwy nie rozpruły się przy drobnym zahaczeniu o cokolwiek, o ile oczywiście Sigrun zamierzała wyrazić na to zgodę. Kto wie, może nie uznawała kopii a jedynie oryginał? Nie dodała jednak nic więcej pozwalając kobiecie na spokojne zapoznanie się z projektami; nie była jedną z tych, która zamierzała namawiać klienta i zabiegać o niego mimo wszystko. Nie teraz, gdy miała całe zaplecze zamówień; nie teraz, gdy zamierzała wykonać usługę za pół darmo, na dobry początek i ze względu na specyficzną sympatię względem jej ojca.
Zdradzę ci pewien sekret – uśmiechnęła się lekko, w konspiracyjnym geście nachylając się ku kobiecie, kiedy ta okazała się być zdecydowana na współpracę; nie zwróciła uwagi na to, że w tak szybki, ale i naturalny, sposób przeszły z oficjalnych grzecznościowych zwrotów na per ty – czasami sama noszę spodnie i czekam, aż więcej kobiet zauważy jak praktyczne są – chociaż nie traktowała tego jako swojej prawdziwej tajemnicy, nie zwykła mówić o tym na prawo i lewo mając świadomość jakie zdanie krążyło o kobietach próbujących wzorować się na mężczyznach. A prawda była taka, że spodnie były niezwykle wygodne, lepsze od spódnic i przede wszystkim były praktyczniejsze, szczególnie podczas kilkugodzinnej pracy przy materiałach, projektach i naszywaniu odręcznie wzorów. W przypadku panującej za oknami nieprzyjemnej pogody były też cieplejsze albo tak tylko się jej wydawało; z drugiej strony nigdy nie odważyła się wyjść w spodium dalej, niż do pobliskiego parku najczęściej pozbawionego tłumów.
Pokiwała więc głową na znak, że doskonale rozumie, zgarnąwszy za uszy pojedyncze pukle pszenicznych włosów.
Naturalnie – odparła, niezrażona pytaniem podobnego pokroju; chociaż nie była zwolenniczką futer i skór miała na uwadze to, że cieplejszego materiału nie była w stanie uzyskać w inny sposób. Dlatego mając wzgląd na swoje zdrowie, potrafiła przymknąć na to oko, zaopatrując również i swoją garderobę w ciepły kożuch – biorąc pod uwagę okropną angielską pogodę, dziwię się, że nikt inny jeszcze na to nie wpadł – dodała, może odrobinę mniej taktownie, niż powinna, ale miała przeczucie, że po ostatnim spotkaniu w ministerstwie, gdy dosłownie ocaliła Rookwood od katastrofy, zawiązała się między nimi cienka nić porozumienia – jesteś drugą kobietą, która dostrzegła praktyczny wymiar zwierzęcych skór, kojarzysz może Mildred? Nosicie to samo nazwisko – spytała z czystej ciekawości, nie łącząc obu kobiet jako rodziny mimo takiego samego nazwiska; nauczyła się już, że to jeszcze na nic nie wskazywało, szczególnie w ich  świecie.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 8 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Pracownia [odnośnik]02.01.19 21:22
Nie była aż tak sentymentalna. Nie przywiązywała się do rzeczy, do miejsc, do ludzi. Skała, dom w głębi puszczy u stóp Gór Pennińskich, który odziedziczyła w spadku po zmarłym małżonku, Alphardzie Montague, była pełna pamiątek i absolutnie zbędnych przedmiotów, które pozostały w niej po nim i jego krewnych. Nie trzymała ich jednak z sentymentu, a raczej zwykłego lenistwa - nie posiadała (jeszcze) skrzata domowego, aby za nią sprzątał, nie miał ich więc kto wyrzucić. Jedyną ze słabości były trofea łowieckie. Lubiła na nie patrzeć i wspominać chwile, gdy zdołała pokonać bestię. Trofea stanowiły dowód jej łowieckiego talentu - dlatego z przyjemnością je kolekcjonowała. Do ubrań nie przywiązywała się sentymentalnie, ale propozycja Solene uszycia identycznej spotkała się z aprobatą Rookwood.
- Byłoby świetnie - odparła z zadowoleniem. nie pytała o cenę, choć powinna była, Solene projektowała także i dla przedstawicieli czarodziejskiej arystokracji - a sumy takiej jak oni wyłożyć na odzienie nie potrafiła. Zamierzała zasugerować, by panna Baudelaire dopisała to do rachunku ojca; zarabiał więcej od niej, a za wszystko, czego dokonał - był winien zasponsorować jej kilka drobnych przyjemności. Zdziwiłaby się wielce, gdyby usłyszała o dziwnej sympatii Solene do pana Rookwooda - był on człowiekiem szorstkim i surowym, zimnym jak kamień. A może to po prostu uprzedzenia córki, która znała najgorsze jego oblicze.
- Tak? - spytała zaintrygowana, gdy piękna blondynka chyliła się ku niej, by w teatralny sposób zdradzić sekret. Odpowiedziała na niego szczerym uśmiechem, nie kpiącym, nie szyderczym - spodziewała się czegoś bardziej [i[niegrzecznego[/i], ale niech będzie. - Obawiam się, że nastąpi to nieprędko - odparła zgodnie ze swymi przypuszczeniami; widziała jak reagują inni na czarownicę w spodniach. Mówiąc krótko - nie było w tych reakcjach aprobaty. Czarodziejskie społeczeństwo mentalnie tkwiło w poprzedniej epoce, sama Sigrun po części także - biorąc pod uwagę jej poglądy na czystość krwi. MIała jednak zbyt silną osobowość, by poddać się całkiem patriarchalnemu systemowi, by ulec tradycyjnemu podziału ról - jej talent i moce zmarnowałyby się, gdyby przyjęła jedynie rolę żony. - b[]Jestem ciekawa jak w nich wyglądasz[/b] - rzuciła nieco prowokacyjnie, spoglądając na Solene z niemym wyzwaniem - ciekawiło ją, czy nosiła się tak jedynie w domowym zaciszu, czy narażała na obce, pełne dezaprobaty spojrzenia. Stawiała na opcję pierwszą. Przez drugą mogła narazić swą reputację na szwank, co przełożyłoby się na mniejszą ilość klientów.
- Rzeczywiście dziwne - przyznała jej rację, unosząc brwi w wyrazie zdziwienia; nie przypuszczała, że będzie jedną z nielicznych, która złożyła podobne zamówienie. Angielskie zimy może i nie były srogie (choć w górach potrafiło być cholernie zimno), ale lekkie futro nosiło się z przyjemnością - i świadczyło o statusie społecznym, Nie zdziwiło ją za to wcale, że drugą okaże się Mildred - skoro ojciec Sigrun się tu pojawiał, to czemu nie i ona. - W istocie. To moja kuzynka - przyznała zgodnie z prawdą, przewracając kolejne strony szkicownika - projekty bielizny przykuły jej spojrzenie. - Może zdecyduję się nie tylko na szaty... To jest wyjątkowo odważne. Za to niesłychanie interesujące - zwróciła się do półwili z szelmowskim uśmieszkiem, który przybłąkał się na pełne usta.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Pracownia [odnośnik]10.01.19 15:13
Cena nigdy nie była narzucona z góry a projektantka była otwarta na negocjacje. Oczywiście każda suma uzależniona była od wielu czynników: od materiału, ozdób, czasu wykonania i skomplikowania, więc nie było nic dziwnego w tym, że projekty dla przedstawicieli arystokracji przeważnie były droższe, bo do ich stworzenia wykorzystywała najlepsze elementy. Jednak przykładała się do każdego projektu tak samo i nie sprzedawała ludziom byle czego; długo pracowała na swoje nazwisko, rozpoznawalne raczej wśród magicznej społeczności, dlatego nie mogła pozwolić sobie nawet na najmniejszą rysę, która po pewnym czasie drążąc rozbiłaby jej reputację na kawałki. Uśmiechając się lekko, zapisała przy nazwisku Sigrun orientacyjne hasło a potem uniosła ponownie wzrok na kobietę. Na jej słowa zareagowała z początku uniesieniem ładnie zakreślonej brwi. Podobnych słów spodziewała się raczej ze strony męskiej, niż z ust kobiety.
Przypuszczam, że dobrze – odparła – są szerokie, więc dla osoby niezbyt spostrzegawczej z daleka mogą przypominać długą spódnicę – chodziła w nich jednak tylko po domu, wiedząc, że i nawet w tym przypadku zaryzykowałaby utratę klienteli; nie całej, lecz dużej, niepostępowej części. Jej misja – o popchnięciu czarodziejów do przodu i odrzuceniu zastanych konwenansów – była trudna i miała tego świadomość. Ale próbowała, krok po kroku, póki co dalej wyłapując wśród swoich klientów osoby podatne na zmianę i niebojące się zmian, niewielkich kontrowersji, choć to wcale nie był jej priorytet; chęć wdrożenia w życie kolekcji szat magicznych od pewnego czasu zaprzątała myśli Francuzki coraz bardziej a od tego niedaleko było już do podjęcia prób utworzenia takowej. Nim poprosiła Sigrun o wstanie z miejsca, by mogła bez problemu zdjąć miarę, zerknęła na wskazany przezeń projekt, kwestię Mildred zbywając uprzejmym uśmiechem; nie chciała poruszać jej tematu.
Pasowałoby do ciebie – zgarnąwszy za uszy pojedyncze pukle blond włosów, przesunęła wzrokiem po sylwetce urzędniczki – jest odważne i wygodne, nie ma niepotrzebnych usztywnień jak gorsety, więc nie ściska ciała i pozwala oddychać – dodała, ściągając przerzucony przez ramiona metr krawiecki. W kwestii gorsetów dalej nie zmieniła zdania: nienawidziła ich i nie nosiła już od bardzo dawna, lecz wiedziała, że nie każda kobieta mogła sobie na to pozwolić. – Muszę pobrać miarę – zakomunikowała, prostując się na swoim miejscu.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 8 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Pracownia [odnośnik]16.01.19 22:59
- W to nie wątpię - zaśmiała się cicho Sigrun. - Nie ma chyba szaty, w której wyglądałabyś niedobrze - dodała rozbawiona; nie był to wysłodzony komplement, nie zwykła nimi szafować, nie słynęła z przesadnej uprzejmości. Raczej wprost przeciwnie. Bywała złośliwa, niemiła i gburowata. Naturę odziedziczyła po swoim surowym ojcu, choć on był zdecydowanie bardziej powściągliwy. To nie komplement, a fakt. Z tego, co było jej wiadomo, Solene Baudelaire miała dość specyficznie korzenie, nie w pełni ludzkie, a urok i czar, otrzymany w genach, był najpewniej w stanie obronić nawet i juchtowy worek. Pólwile we wszystkim prezentowały się olśniewająco, a po cóż miała przeczyć tej prawdzie. Ciężko było jednak wyobrazić ją sobie w spodniach. - Ach, takie masz na myśli... Szczerze mówiąc najbardziej lubię takie ze skóry, które przylegają do ciała jak moja własna... - wyznała, a na usta wkradł się szelmowski uśmieszek. Wiedziała, że podobnie ubrana przyciąga spojrzenia; nierzadko zgorszone, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Miała niezwykle przekorną naturę i zwyczajnie ją to bawiło.
- Ufam więc w twój osąd. Niech w takim razie i to znajdzie się na liście zamówienia - oświadczyła z zadowoleniem, jeszcze kilka chwil poświęcając na przejrzenie projektów bieliźniarskich. Na kartach szkicownika prezentowały się odważnie, aż za odważnie jak na lady, które także były klientki panny Baudelaire - ale ona nie nosiła tytułu. Ograniczeniem były dla niej jedynie finanse i czas Francuzki, który najpewniej pragnęła poświęcić na bardziej intratne zamówienia. Gorsety przemilczała. Nie zwykła ich nosić na co dzień, były absolutnie niewygodne, niepraktycznie i niewłaściwe jej klasie społecznej. Nie miała zresztą potrzeby, by je zakładać - jeśli tylko pragnęła węższej talii, szczuplejszej sylwetki, wystarczyło, by zmrużyła oczy i wytężyła siłę woli, a ciało kształtowało się wedle pragnień właścicielki. Zazwyczaj stroniła jednak od tych zabiegów; lubiła własną skórę, smukłą, wyćwiczoną sylwetkę, pełne kobiece kształty.
Skinęła głową, odkładając projekty, kiedy w dłoniach jasnowłosej znalazł się metr krawiecki.
- Mam się rozebrać? - spytała; nie była pewna, czy powinna, ale instynkt mówił, że materiały ubrań niepotrzebnie dodadzą jej komplementów. Postąpiła zgodnie z odpowiedzią panny Baudelaire, jednocześnie stając przed lustrem.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Pracownia [odnośnik]18.01.19 0:43
Z grzeczności, czy raczej resztek wrodzonej skromności, nie zamierzała zaprzeczać słowom Sigrun; doskonale wiedziała, że prezentuje się dobrze we wszystkim, niezależnie od tego, czy były to spodnie, sukienka, czy worek albo całkowity brak ubrań, jednak podziękowała kobiecie ujmującym uśmiechem, szybko powracając myślami do pracy. W końcu po to się tu spotkały, nie zaś na towarzyskie spotkanie przy herbacie, ani na zbędne wymiany uprzejmości, skoro jedna ze stron już na początku spotkania zakomunikowała, że trochę się śpieszy, dopiero w trakcie zmieniając zdanie.
Takie mam na myśli, jednak do ciebie nie pasują – odparła, spoglądając uważnie na blondynkę – może w innej scenerii, wśród natury, pięknych pól, lecz nie tutaj, w miejscu, w którym aura jest tak ponura, że można kroić ją nożem – chętnie wysłuchała wizji kobiety i równie chętnie się do niej przychyliła; była w stanie zrobić podobny projekt, tak przynajmniej sądziła, jednak nigdy nie wątpiła w swoje zdolności krawieckie. Wytwarzała nierzadko coś z niczego, robiła wiele projektów, jak się okazywało, satysfakcjonujących klientelę, w dodatku zamierzała zająć się magicznymi ubraniami i dodatkami – czymże więc była skóra, czy futra, jak nie materiałem gotowym do przeróbek?
Jeśli tak będzie ci wygodniej – mogła, ale nie musiała; przeważnie i tak dodawała dodatkowy centymetr, czy dwa, do danego projektu, by w razie potrzeby mogła go odjąć. W końcu łatwiej było odjąć materiału niż go dodać do końcowego produktu – i jeśli nie masz nic przeciwko, dla niektórych bywa to krępujące – ale czuła, że Rookwood daleko jest do jakiejkolwiek krępacji. Wreszcie podeszła do podestu, a potem przeszła do praktyki; pobrała miarę z odpowiednich miejsc, odnotowując ją na bieżąco w notesie tuż obok nazwiska klientki – nigdy nie zrozumiem dlaczego kobiety nie podkreślają swoich kształtów – zagaiła w międzyczasie, lecz jej twarz pozostała niezmienna; ot, jakby mówiła dalej o pogodzie, czy materiale, z którego zamierza wykonać kolejne zlecenie.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 8 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Pracownia [odnośnik]20.01.19 0:06
W przypadku półwili skromność byłaby zawsze niezwykle fałszywa. Jak można byłoby przeczyć doskonałości ich urody? Ich urok sprawiał, że były tak piękne, że niemal nieludzkie. Sigrun, jako kobieta, nie była nań podatna, ale miała przecież oczy - i dostrzegała piękno anielskich twarzy.
- Spodnie to mają być spodnie, a spódnica do spódnica - wygłosiła ten jakże oczywisty banał rozbawionym tonem, albo jedno, albo drugie; przed oczyma wyobraźni miała jednak pannę Baudelaire w podobnym kroju, z wiadomych względów z jasnych, powłóczystych materiałów - mimo iż spodnie były właściwe mężczyznom, to w wizji tej półwila nie traciła ani trochę na uroku, czy eteryczności.
- Angielska pogoda zawsze była, jest i będzie ponura, mglista i deszczowa. Na wyspach panuje inny klimat, niż na kontynencie - stwierdziła z uśmieszkiem na ustach; podejrzewała, że Solene wcale nie ma na myśli brytyjskiej pogody, a raczej nastroje społeczne, to, co od wielu tygodni wisiało w powietrzu. Wojna, śmierć, niezgoda. Sigrun nie martwiło to wcale; Czarny Pan i Rycerze Walpurgii rośli w siłę. Stawali się coraz potężniejsi.
- Jest mi to obojętne - odparła, wzruszając przy tym ramionami; w ostatecznym rozrachunku zdecydowała się jednak rozpiąć guziki koszuli i zsunąć spódnicę, pozostając w jasnej halce do połowy uda, tak, by Solene mogła dokładnie zmierzyć ją metrem krawieckim. Nie wspominała o tym, że się śpieszy. Na początku, owszem, pragnęła sprawę załatwić prędko; miała zamiar jedynie odebrać zamówienie złożone przez ojca, skoro jednak ostatecznie wyszło na to, że złoży własne, chciała mieć pewność, że będzie z niego zadowolona. - Niewiele jest rzeczy, które są w stanie sprawić, bym poczuła się skrępowana - rzuciła z szelmowskim uśmieszkiem; nie żartowała, to właściwie była prawda. Sigrun bywała bardzo bezwstydna, otwarta, a z jej perwersyjnymi upodobaniami trudno byłoby zgrywać przecież cnotkę. Spojrzała na siebie w lustrze. Na długie, smukłe nogi, nieco szersze biodra, wąską talię i pełne piersi; miała figurę klepsydry, nieco pełniejszą od większości kobiet, ale pod bladą skórą delikatnie rysowały się mięśnie. Nie była wiotka - ale z pewnością była z siebie bardzo zadowolona i nie brakowało jej pewności siebie. Mogła formować własne ciało wedle swojej woli, była metamorfomagiem, ale nie chciała. Lubiła je takim, jakim jest.
- Pewnie dlatego, że społeczeństwo oczekuje od nich bycia cnotkami i udawania kogoś, kim nie są - odpowiedziała Sigrun, a choć na ustach wciąż błąkał się uśmiech, to mówiła poważnie; oczekiwania innych wobec kobiet były niebotyczne. Miała buntowniczą naturę i niewiele ją obchodziły - robiła to co chciała. Ubierała się tak jak chciała.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Pracownia [odnośnik]05.02.19 13:08
Miała na myśli i paskudną angielską i pogodę, i równie paskudne angielskie nastawienie części społeczeństwa. Chociaż nie interesowała się polityką ponad to, co powinna wiedzieć, już dawno zauważyła, że ta niestety warunkowała życie niemal każdego mieszkańca w tym kraju. Dziwiła się, wszak we Francji raczej stawiano na zabawę, dobry nastrój i przyjemne życie, niż ciągłe umartwianie się nad rzeczami, na które szary obywatel raczej nie miał wpływu. Ale cóż ona mogła na to poradzić? Mimo zamieszkiwania Anglii od kilku lat wciąż czuła się tutaj obco, jak i nie raz dawno jej to odczuć; że była tu po prostu intruzem. Nie odezwała się jednak na słowa kobiety, posyłając jej jedynie lekki, niewymuszony uśmiech a myśl, że ten kraj nie należał do normalnych pozostawiła tylko dla siebie. Z ulgą z kolei przyjęła fakt, że Sigrun zadecydowała się pozbyć zbędnej części ubrania; chociaż nie miała nic przeciwko, by w nim została, wiedziała, że później musiałaby się nieco nagimnastykować, żeby odpowiednio dobrać ilość materiału. Dwa, trzy, nierzadko nawet jeden centymetr, w odniesieniu do całości projektu robił czasami ogromną różnicę a Francuzka jedynie chciała, żeby klienci byli zadowoleni z jej usług.
Kobiece ciało nie miało przed nią sekretów a w pracy traktowała je po prostu jako ciało, w żadnym przypadku personalnie; każda klientka była inna, każda nosiła inne znamiona historii na skórze, rzadko kiedy trafiała na egzemplarz nieskazitelnie gładki, pozbawiony nawet najmniejszej blizny, ale nawet to nie sprawiało, że oceniała je w głowie. Zachowywała pełen profesjonalizm, pojęcie prywatnej estetyki pozostawiając już na moment doboru koloru, dodatków. Ze spokojem jednak zanotowała w głowie, że Sigrun była jednym z nielicznych przypadków, który rzeczywiście posiadał jakiekolwiek pełne kształty – wiedziała więc, że przy szyciu nie będzie się zastanawiała jak dodać tu, czy tam, odpowiednich krągłości, by nie spłaszczyć dodatkowo danej sylwetki lub żeby ta w nowej kreacji nie wyglądała niekorzystnie.
A jak nie udają, to wszyscy mają z tym problem – stwierdziła krótko, przesuwając subtelnie i metrem i opuszkami palców po talii kobiety – zazdrośnicy... albo niesamowici hipokryci – i dodała, powoli kończąc mierzenie. Odnotowała wszystko; miarę zebraną z bioder, talii, biustu a nawet z szyi, skoro jednym z projektów była bluzka odpowiadająca ulubionej, lecz zużytej, bluzce Sigrun. – Na szczęście zdarzają się tacy, którzy myślą szerzej – z wymownym uśmiechem posłała blondynce znaczące spojrzenie, jako że to właśnie ją zaliczała do tej kategorii; nie wydała się jej człowiekiem myślącym wąsko, przez utarte schematy czy wsadzone do głowy w dzieciństwie perspektywy, ale nie miała pewności, czy Rookwood rozmawiała z nią w ten sposób tylko tutaj – w bezpiecznych murach pracowni – czy poza Lavender Hill równie śmiało wygłaszałaby swoją opinię.
Powoli kończymy – poinformowała, spokojnie wracając do kozetki; poczekała aż Sigrun ubierze się z powrotem i zaszczyci ją swoją obecnością – pozostaje kwestia materiałów – o ile nie zamierzała zdać się w pełni na nią.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 8 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Pracownia [odnośnik]07.02.19 14:59
To, co dla jednych było paskudne, dla innych było prawdziwie rozkoszne i przyjemne. Źródło upodobań tkwilo najczęściej w najwcześniejszych latach ludzkiego życia. Mgliste wspomnienia z dzieciństwa bardzo często przywodziły na myśl beztroskę, przyjemności, zabawę, miłość. Czas zacierał, to co złe i nieprzyjemne. Solene wychowała się w słonecznej, beztroskiej Francji, gdzie hołdowano zabawie, Rookwood zaś urodziła się na tej ziemi - deszczowej, ponurej i mglistej. Tak jak większość Anglików ponuractwo miała we krwi, a choć jej dzieciństwo wcale nie było beztroskie, za to wspomnienia z niego wyjątkowo bolesne, to brytyjska pogoda w pełni jej odpowiadała. Sigrun bardzo źle znosiła upały, zbyt ostre słońce, męczyło ją to; o wiele lepiej czuła się, gdy niebo było ciężkie i szare od ołowianych chmur, wiatr wył przeraźliwie, a nad taflą jeziora kłębiła się gęsta mgła. Zamiłowanie do podobnej aury pogodowej odzwierciedlało także i jej ponurego ducha, zdecydowane i ostre poglądy na sprawę czystości krwi. Może i w temacie roli kobiet w społeczeństwie horyzonty miała szerokie, a umysł otwarty, zamykał się jednak, gdy rozchodziło się o mugoli i szlamy. Nigdy zbyt wiele się nad tym nie zastanawiała. Ojciec za młodu wpoił jej nienawiść do nich, a przez lata utwierdzała się, że - akurat w tym, wyjątkowo - miał rację. Nic i nikt nie byłoby w stanie przekonać ją do zmiany zdania.
- To prawda - przytaknęła Sigrun, unosząc ręce, gdy tego od niej wymagała i obracając się na wszystkie strony, pozwalając Solene dokładnie i skrupulatnie zebrać miarę. Jeśli już miała wydać galeony na szaty od projektantki, niech będą naprawdę znakomicie uszyte. Nie krępowało jej spojrzenie, nie była płochą i wstydliwą młódką, nigdy nie była. Chyba nigdy nie było w Sigrun choćby odrobiny niewinności.
Kiedy myślała hipokryta, wyobrażała sobie jednak kogoś innego; wyobrażała sobie tych wszystkich lordów i lady, który tak otwarcie wypowiadali się za polityką promugolską, głosili poglądy o tolerancji równości, jak Longbottomowie, czy Prewettowie - a jednocześnie sami nie mieszali się z nimi, wciąż dbając o czystość krwi. Pieprzeni hipokryci.
W pewnym momencie stanęła plecami do Solene i przyglądała się swemu odbiciu w lustrze. Krągłym biodrom, pełnym piersiom, płaskiemu brzuchowi. Skórę gdzieniegdzie znaczyły blizny i liczne pieprzyki. Lubiła jednak swoje ciało, akceptowała je takim jakim było; mogła dowolnie je zmieniać - ale po co?
- Nie znam się na materiałach - burknęła, sięgając po swoje ubranie. - Zaufam ci. Niech tylko nie krępują ruchów.
Szybko ubrała z powrotem bluzkę i powłóczystą spódnicę. Niewiele więcej miała do dodania. Uzgodniła z Solene jeszcze kilka szczegółów i opuściła dom przy Lavender Hill; miała czekać na list od francuskiej projektantki.

| zt x2


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Pracownia [odnośnik]07.02.19 20:07
|13 październik

Przetarł podkrążone, złaknione snu oczy odganiając tańczące mu przed oczami cienie nocnych mar oraz dziwadeł. Wiedział, że chciały pchnąć go w koszmary. Czasami im się to udawało - sprawić, że poddawał się zmęczeniu, zamykał oczy i lądował w ich świecie w którym odgrywał rolę zmyślnego kata-ofiary. Jednak nie tym razem. Świeże powietrze po minionej gradowej burzy iskało jego twarz, szarpało rozpuszczonymi w nieładzie kosmykami włosów, zaglądało pod kołnierz niedopiętej szaty. Nie było ostre, nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie. Wraz ze zbliżającym się wieczorem stawało się z chwili na chwile cieplejsze.
Anthony przemieszczał się mniej zaludnionymi uliczkami nie chcąc się narażać na osadzające spojrzenia którym nie był gotowy wyjść na przeciw. Przynajmniej nie teraz, gdy gniotło go poczucie winy i irracjonalny lęk do przemykających na tle kamienic cieni. Pod ich ciężarem w tym momencie najpewniej w ciszy spuściłby wzrok nie rozpoznając samego siebie w tym zachowaniu. Kawałek po kawałku próbował się więc odnaleźć w bałaganie dziwnych niejasności. Wszystkie jego decyzje były zawsze poukładane, sensowne, zgodne z jego własnym kodeksem przekonań. Wszystko miało swój powód, początek, a jednak nie mógł odnaleźć się w dziwnej nici relacji wiążącej go z panna Baudelaire. Dlaczego darzyła go wstrętem, odrzuceniem i dlaczego tak bardzo to przytłaczało, wpędzało w poczucie winy. Skrzywdził ją tak bardzo? Bardziej niż Roselyn? Wiszący na szyi oprawiony w srebrny łańcuszek fluoryt który mu po tym darowała dziwnie nie pasował w tym wszystkim. A przecież kamień istniał, był realny, posiadał go. Nie ubzdurał sobie niczego. Więc dlaczego? Z jakiejś racji pomimo wszystkiego była mu spolegliwa? Co zrobił na Brick Lane, że go nienawidziła, a jednak mimo to obdarowywała talizmanem? Te pytania przygnały go pod jej pracownie. Nie zapowiedział się listem obawiając się, że mogłaby odmówić mu wizyty lub zignorować. Obrazy utkwionego we wspomnieniach spojrzenia które mu serwowała aż nadto o tym go przekonywały. Zapukał więc do drzwi domostwa Baudelairów. Zastanawiał się co powie, jeżeli otworzy ktoś inny niż ona, jednak niepotrzebnie.
- Zaprosisz mnie do środka? - spytał nie wiedząc czego powinien oczekiwać, jakiego wyrazu powinien szukać na jej twarzy. On sam prócz zmęczenia i jakiejś obawy sprawiał wrażenie zdeterminowanego. wyraźnie chciał o czymś porozmawiać. jednak nie stojąc w wejściu.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Find your wings




Ostatnio zmieniony przez Anthony Skamander dnia 12.02.19 23:19, w całości zmieniany 2 razy
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Pracownia [odnośnik]07.02.19 20:48
Powoli rozkwitający sezon jesienno–zimowy motywował Francuzkę do wzięcia się za siebie i przyśpieszenia tempa prac, które w ostatnich dniach nieco podupadło. Odnajdując przyjemność we wszystkim, byle nie w nowych projektach, zauważała, że coraz więcej spadało na jej głowę a czas proporcjonalnie do odrzucania obowiązków kurczył się i utwierdzał w przekonaniu, że uprawianie prokrastynacji nie było dla niej. Uznając więc, że tego wieczoru dokończy to, co zaczęła i co było już na ostatniej prostej, tkwiła w czeluściach pracowni od wielu godzin. Ubrana w wygodne ubranie – długie, szerokie i zwiewne spodnie, lecz z materiału ciepłego, by nie zmarzła i bluzkę – tak niestosowane poza murami Lavender Hill zwinnie przemieszczała się pomiędzy wyznaczonymi celami, obowiązkami i porozrzucanymi po ziemi projektami, nad którymi musiała jeszcze trochę pomyśleć. Ze spokojem przyjęła myśl, że dzisiejszej nocy na pewno nie pośpi, i nie miała ku temu nic przeciwko skoro sen niósł za sobą koszmary zamiast upragnionego odpoczynku, a stukanie w drzwi przywiodło kolejną: że być może dzisiaj zginie.
Podchodząc do drzwi w dłoni zaciskała różdżkę, na wszelki wypadek, bo poniesienie konsekwencji jednego ze spotkań nie było czymś, na co była przygotowana, kiedy zamiast swojego potencjalnego mordercy ujrzała przyjemną twarz Skamandera, opuściła rękę wzdłuż tułowia.
Anthony? – wychrypiała, spodziewając się ujrzeć w progu pracowni raczej Macnaira chętnego zemsty za ostatnie wrześniowe spotkanie, niż aurora. Nie spojrzała jednak nań z obrzydzeniem, którego tak próbował się doszukać w jej twarzy, lecz w ogromnym zaskoczeniu, że odwiedził ją sam, bez zapowiedzi i bez żadnego powodu. Ich znajomość, choć osobliwa, raczej polegała na przypadkowym wchodzeniu sobie w drogę w miejscach, które do spotkań niespecjalnie się nadawały. Znając go zaledwie od maja, potrafiła dostrzec, że coś go trapiło – naturalny błysk w oku, tak często przezeń dostrzegany, nieco przygasł ustępując miejsca emocjom, których nie potrafiła jeszcze nazwać. Wiedziała jedno: wcześniej nie widziała u niego czegoś podobnego, nawet wtedy, kiedy próbował uratować ją z opresji.
Wejdź – i wpuściwszy go środka, zamknęła drzwi pracowni, podchodząc powoli do mężczyzny – akurat pracowałam, ale przyda się towarzystwo – uśmiechnęła się lekko, ruchem głowy wskazując na stolik; talerzyk z ciasteczkami, nieruszoną filiżankę oraz czajniczek z dopiero co przygotowaną aromatyczną mieszanką herbaty – częstuj się – nie przedłużając wróciła do swojego zajęcia. Długa suknia balowa nałożona na manekin wymagała ostatnich ulepszeń, w tym naszycia dodatkowych pereł i ozdób na poszczególne elementy, co też robiła od około trzydziestu minut. W skupieniu i z uwagą wyciągnęła igłę z poduszeczki krawieckiej oplecionej wokół szczupłego nadgarstka a po tym nawlekła na nią igłę, odszukując wzrokiem porzucony wcześniej w pobliżu pojemniczek z ozdobnymi perełkami.
Zaskoczyła mnie twoja wizyta – nie musiała chyba wyjaśniać powodu swojego stwierdzenia, ale również nie zamierzała pytać wprost czy wszystko było z nim w porządku. Może tym razem przeczucie zawiodło i Skamander zdecydował się tutaj pojawić po koleżeńsku?


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 8 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire

Strona 8 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next

Pracownia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach