Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pracownia
AutorWiadomość
Pracownia [odnośnik]15.05.17 11:02
First topic message reminder :

Pracownia

racownia mieści się na parterze i prowadzi do niej osobne wejście, z zewnątrz. Wcześniej pomieszczenie to pełniło rolę składzika, jednak na urodziny Solene wujostwo przerobiło je na prywatną pracownię, w której dzieje się magia. To tutaj pobiera miary i prezentuje swoje projekty nierzadko wybrednej klienteli. Poza wygodną kozetką jest również parawan, za którym można się przebrać; duże lustro a przed nim niewysoki podest. Ponadto, na wieszakach wisi zazwyczaj kilka nowych sukien, koszul czy szat, które młoda projektantka wyszywa z uporem maniaka.
Przeważnie na wizytę trzeba się wcześniej umówić, jednak nie wygania zbłąkanych dusz, potrzebujących czegoś na ostatnią chwilę.


[bylobrzydkobedzieladnie]


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.


Ostatnio zmieniony przez Solene Baudelaire dnia 27.05.17 12:45, w całości zmieniany 1 raz
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 11 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire

Re: Pracownia [odnośnik]26.04.20 1:16
Współpraca z przedstawicielami klasy arystokratycznej bywała różna, miała prawie tyle samo plusów, co minusów, a tego, czego z pewnością nie mogła odmówić była umiejętność zaskakiwania jej za każdym razem nie tylko wymyślnymi pomysłami, lecz również niezdecydowaniem, czy niemożliwą do przegadania konkretną wizją danego pomysłu. Zwykle większość z tych rzeczy dotyczyła kobiet, rzadko kiedy mężczyzn, lord Lestrange zdawał się być wyjątkiem potwierdzającym regułę, choć pomimo ogólnego nie najlepszego nastroju, cieszyła się w głębi ducha z rzuconego wyzwania. Bo tak traktowała nie tylko projekty, nad którymi będzie musiała popracować dłużej, niż zwykle, a także same w sobie spotkania z Francisem.
Reakcja lorda na drobną sugestię była na tyle interesująca, że nie kryła krótkotrwałego zdziwienia, które pojawiło się na nieskazitelnie gładkiej twarzy wraz z ujęciem jej ręki pomiędzy męską dłoń i szybkiego porzucenia myśli o wykonywanej pracy. Nie sądziła bowiem, że ta manipulacja, sugestywny ton, czy nie tak kokieteryjny, jak zwykle w takich sytuacjach, uśmiech trafi Lestrange do tego stopnia, zwłaszcza, że jeśli dobrze kojarzyła fakty, jego urocza siostra również posiadała ten piękny gen. Widać jednak nawet wychowywanie się z półwilą nie uodporniało człowieka na aurę innej, niezwiązanej w żaden sposób więzami krwi, potomkini.
Monsieur? – odezwała się niepewnie, nie dlatego, że obawiała się nieprzewidzianego, gwałtownego ruchu ze strony mężczyzny, lecz z prostego powodu: nie przypominała sobie, by kiedykolwiek ktokolwiek zareagował na wilą aurę, czy sugestię w podobny sposób. Przyzwyczajona była do używania uroku w sytuacji zagrożenia, bądź też wgapiania się w nią cielęcym spojrzeniem, zapominaniem języka w gębie i zniżania się do naprawdę absurdalnie niskiego poziomu... tymczasem ten z zaskakującą ostrożnością przekraczał pewne cienkie granice, subtelnie naruszając jej strefę komfortu.
Francisie, wszystko w porządku? – wiedziała, że nie i miała świadomość, że nazajutrz prawdopodobnie Francis połączy wszystkie kropki, orientując się co zaszło pomiędzy kamiennymi ścianami przy Lavender Hill. Żałując przez moment swojego czynu, zaczęła zastanawiać się czy podminowany humor i chęć chwili spokoju była tego warta oraz jak szybko utraci to całkiem opłacalne i intrygujące zlecenie, a przy tym naprawdę pokaźną sumę pieniędzy. Wiedziała też, że w tej chwili właściwie nie mogła już nic zrobić; mleko się rozlało, rzucony urok nie był odwracalny na pstryknięcie palcem, ona zaś stała jak osłupiała, kierując się już chyba tylko zwyczajną ciekawością, skoro nie była w stanie w tym przypadku przewidzieć następnego ruchu. W tej grze nie wyznaczała właściwie zasad, jak to zwykle miało miejsce. Niewiedza nie wprawiała jej jednak w strach. Lestrange nie był groźny; wystarczyło tylko jedno jej słowo, a on, chcąc czy nie, musiał się w tej chwili do niego dostosować bez żadnego sprzeciwu. Ujęła szorstkie policzki lorda w chłodne dłonie i odrywając go delikatnie od swojej piersi, nakierowała jego twarz ku sobie.
Powinieneś wrócić do domu, chyba źle się poczułeś... – powiedziała spokojnie, ale urwała swoją wypowiedź w połowie, gdy poczuła sunący wzdłuż łopatek dotyk. Delikatny, równie ostrożny, a jednak drażniący skrytą pod materiałem sukni skórę do tego stopnia, że jej ciałem wzdrygnął dreszcz, od którego odwykła już wiele lat temu. Za dreszczem nadszedł rozsądek i napięcie wszystkich mięśni, o których istnieniu zdołała już zapomnieć. Nie zrobiła mimo to nic więcej, biorąc głęboki oddech i spod wachlarza gęstych rzęs zlustrowała zaróżowioną twarz Francisa. Wydawał się być całkiem uroczy, kiedy tyle nie mówił.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 11 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Pracownia [odnośnik]26.04.20 12:34
Jej wibracje wyczuwam od razu, jeszcze na progu domostwa. Rośliny kwitną tu piękniej, słońce chętniej świecie w szyby okien, już przy drzwiach czuć przyjemny zapach wypieków - to akurat zasługa ciotki i jej rogalików - oraz tą specyficzną, kręcącą w nosie woń świeżego dziewczęcia, wypielęgnowanych włosów i lekkiej mgły nowych materiałów. Czy robi mi to jakąś różnicę?
Żadną.
Otóż, do takiego piękna przywykłem. Obracam się pośród niego, zaryzykowałbym stwierdzeniem, że się w nim zatapiam. Znam doskonale te powłóczyste spojrzenia, wiem, co skrywają gorseciki przewiązywane różowymi wstążkami, gdzie kończą się delikatne pończochy. Nie tracę głowy, nie dla kobiet i mimo, że uroda Solene zapiera dech w piersiach i od czasu do czasu muszę się napomnieć, to nie rozpraszam się za każdym jej oddechem i wystudiowanym odgarnięciem kilku złotych loków opadających na policzek. Uwielbiam kobiety, nie chcę temu przeczyć, ale dokładam wszelkich starań, by mierzyć je swoją miarą. Dziś jestem tu w interesach, ale kto wie, może zaproszę madame Baudelaire na wino albo trzy i wówczas pierwsze skrzypce zagra ona, a kolejne jej niezwykła prezencja.
Teraz ręce są najważniejsze i na nie się patrzę, gdy Solene tak lekko stroi manekina w strój ze skomplikowanymi upięciami. Ja takie lubię, Ginnie trochę mniej. Dla mnie to tylko kolejna okazja do zabawy, a ona, biedna, szarpie się wtedy z niecierpliwością. Zbyt często odwiedza mnie bez stanika, bym miał jeszcze jakieś wątpliwości do jej upodobań, a ona woli szybko. Ale, ale, Giovanna pojawia się na chwilę w mych myślach, by zaraz z nich wyparować z cichym pyknięciem. W ogóle czuję się, jakby mój umysł uległ restartowi, robi się w nim jakoś przestrzenniej, pusto. Jeśli zawołam, mogę się założyć, że odpowie mi echo.
Ktoś z zewnątrz przywołuje mnie wkrótce do porządku, francuski akcent sprowadza mnie na ziemię, moje oczy patrzą niewidzącym wzrokiem po komnacie, aż w końcu natrafiają na Solene. I to pozwala mi oprzytomnieć, połączyć fakty, które dotychczas pływały sobie w rozkosznym niebycie i uśmiechnąć się do niej, pięknie i zachęcająco.
-Tak, madame? Wybacz, musiałem się zamyślić - odpowiadam prędko - obym jej nie uraził - skłaniając lekko głowę w ramach subtelnych przeprosin. Inny kąt daje mi zaś drugie wniknięcie w miękkie rysy jej twarzy, lekko zadarty nos i zaróżowione policzki. W dotyku muszą przypominać wypolerowane przez morze kamienie, niesamowicie gładkie i ciepłe. Słońce ma dla niej specjalne względy, nie wątpię w to ani przez sekundę i zastanawiam się, czemu kwiaty nie wyrastają spod jej stóp. Załatwiłbym to, jedno słowo i dostanie ode mnie, co tylko zechce, zamroczony ja nie mam oporów przed obiecywaniem cudów na kiju i składaniem deklaracji na wzór miłosnych. Wzdycham głęboko do madame Buadelaire, przekrzywiając lekko głowę i wpatrując się w nią spojrzeniem godnym rozmarzonego szczenięcia, choć moje poczynania kwalifikują mnie raczej jako onieśmielonego kochanka, gotowego wyskoczyć oknem, gdy tylko posłyszy kroki ojca adorowanej panienki. Dalej wspinam się dłońmi po jej plecach, chłonąc napiętą skórę skrytą pod skromnym materiałem, głaszcząc ją lekko, gdy moja twarz wnika w jej szyję. Usta spoczywają gdzieś w okolicach obojczyka, lecz nie poważam się na nic więcej, po prostu oddycham tuż przy jej ciele, chcąc zaszyć się tak i pozostać jak najbliżej Solene. Jedna moja dłoń spoczywa już na jej ramieniu, a druga dalej obejmuje plecy i przez chwilę czuję się, jakbyśmy tańczyli wyjątkowo intymny układ, oparty na drganiu naszych mięśni, wyjątkowo sobie przychylnych. Pozwalam jej, by pochwyciła moją twarz i pokierowała ją - mam nadzieję - do swych ust, lecz ona zamiera, a mi zostaje już tylko mgliste wspomnienie tych lekkich palców na policzkach i małe zadrapanie zostawione przez nieuwagę.
-Ja... muszę się położyć - mamroczę niezbyt wyraźnie, godząc się potulnie z Solene, choć moje ciało wyraźnie woła, abym został, doprosił się o jeszcze pięć minut. Jasnoniebieskie oczy mrugają do mnie pociesznie, a ja skłaniam się - coraz bardziej niezdarnie - Służę, madame Baudelaire - jąkam się, starając się ustać na miękkich nogach - Orchideus - mruczę do siebie, a z końca różdżki wystrzeliwuje bukiet kolorowych polnych kwiatów, który ofiarowuję kobiecie. Z pustymi rękami człapię do wyjścia, ale kilka razy oglądam się za siebie. Zanim znikam za drzwiami, macham jeszcze do Solene, wrócę do niej, przysięgam.

ztx2 :pwease:


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Pracownia - Page 11 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Pracownia [odnośnik]03.04.22 14:29
1 kwietnia
Jeszcze przed trzema miesiącami pracownia stała w stanie takim, w jakim zostawiła ją przed wyjazdem nieco ponad rok temu. Początkiem stycznia, w przeciągu tygodnia doprowadziła pomieszczenie do względnego ładu, wysprzątała i nieco odświeżyła, przeprowadziła inwentaryzację starych materiałów, które cierpliwie czekały na nią na zapleczu, gotowe do ponownego działania na angielskim rynku. Ku swojemu zaskoczeniu nie czekała długo na pierwszych klientów; najwidoczniej wieść o jej powrocie obeszła starą grupę zleceniodawców szybciej, niż zdążyła się zastanowić nad tym co dalej i tym samym kalendarz bardzo powolnie zapełniał się następnymi terminami i zleceniami. Wprawdzie nie było tak, jak wtedy, gdy działała regularnie i czasami brała na siebie aż nadto, jednak była cierpliwa – czuła, że prędzej czy później ponownie dotrze do tego momentu lub kto wie, tym razem wykaże się zdrowym rozsądkiem i nie będzie próbowała nadwyrężać zdrowia. Od powrotu minęło już trochę czasu; tygodni, przez które powoli zaczynała odczuwać trudności z ograniczonym zaopatrzeniem – choć od zawsze jadała jak ptaszek – ale jak na razie, cała reszta wydawała się jej całkiem normalna, tak jak przed opuszczeniem tego kraju.
Na dzień dzisiejszy pracownia ponownie tętniła życiem, przyjmowała nowych zleceniodawców i widziała powtarzane wielokrotnie schematy. Dzisiejszy poranek zaczęła na spokojnie, w dalszym ciągu niewyspana po ostatniej zarwanej pracą nocy, która rozregulowała jej tryb, choć lekkie podirytowanie, ze zamówienie nie okazało się tak pilne i nie trafiło do rąk nowej właścicielki wczoraj, już jej przeszła. Głównym problemem dzisiejszego dnia było to, że bardziej niż kiedykolwiek odczuwała nieznośne lenistwo a każda czynność, nawet ta najmniejsza, powodowała, że materia stawiała opór. Kiedy ostatecznie uporządkowała splątane nici, doszła do wniosku, że ten pierwszy krok w stronę zrobienia czegoś produktywnego zasługiwał na nagrodę w postaci przerwy. Rozłożyła się więc po całej długości na szezlongu zwróconego tyłem do wejścia, ale ledwie po paru minutach usłyszała otwieranie drzwi.
Już prawie zdążyłam zapomnieć jak to jest na ciebie czekać – odezwała się na powitanie, nie wstała jednak z miejsca wbrew zasadom dobrego wychowania. Zamiast tego uniosła do pozycji półleżącej, ułożyła ręce na krawędzi mebla i splatając palce ułożyła nań podbródek, uśmiechając się przy tym czarująco. – ...i widzieć – zatrzepotała rzęsami, wpatrując się niebieskimi oczyma w Ramseya. Ostatnie przeczucia, że tym razem był na fali wznoszącej, wyglądał po prostu dobrze, się potwierdzały; widać dalej intuicja nie zawodziła jej w pewnych kwestiach.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 11 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Pracownia [odnośnik]08.06.22 23:24
Zgodził się odebrać osobiście suknię dla swojej towarzyszki, choć początkowo zamierzał nająć jakiegoś chłopca, by to zrobił. I tak musiał, w końcu trzeba było ją dostarczyć do panny Lyon na czas, a fatygowanie się o tej porze nie wchodziło w grę. Dzisiejszy wieczór miał być wyjątkowy i pierwszy raz miał pojawić się na towarzyskim wydarzeniu w towarzystwie kobiety. Wiedział, że to było zobowiązujące, oznaczało pewne zamiary. Miał je względem młodej kobiety. Była ledwie dziewczęciem, chłonnym, ślicznym, delikatnym — od razu gdy ją zobaczył wiedział, że była kobietą, którą chciał mieć. Nie była jedyną. Podobne myśli nawiedzały go w towarzystwie Solene za każdym razem kiedy ją spotykał. Nie wierzył w niezgodność charakterów, a jednak z Baudelaire ścieżki nieustannie się rozchodziły, jej ciągłe wyjazdy sprawiały, że zainteresowanie jak samo szybko się pojawiało, tak i znikało. Był pewien, że wkrótce wyjedzie, nie miał więc skrupułów, by prosić ją o to wyjątkowe choć nieco bezczelne zlecenie.
Zjawił się przed drzwiami jej pracowni po czasie, spóźniony w ten nieelegancki sposób, ale zawsze miał zbyt wiele do zrobienia, by zjawić się o czasie. I tak większość dnia spędzi na innych w gruncie mało istotnych rzeczach, a ostatecznie na przygotowaniach do wieczornej uroczystości. Od publicznych wydarzeń wolał pracę w Departamencie Tajemnic, studia nad czarną magią i praktyki, które mogły go rozwinąć. Wolał obserwować innych, doszukując się słabych lub silnych stron niż być obserwowany a dziś miał być postawiony na świeczniku jak jeszcze nigdy dotąd.
Melodyjny głos powitał go już od progu. Uśmiechnął się szelmowsko, zamykając za sobą drzwi.
— Nigdy nie pozwolę ci o tym zapomnieć — odpowiedział od razu. — Przynajmniej tą jedną rzecz będziesz mogła wspominać we Francji.— Zbliżył się do niej, leżącej na szezlongu i nie zamarzającej go nawet powitać. Wsunął dłonie w kieszenie spodni i spojrzał na nią z góry z powątpiewaniem. — Pracowity dzień? — Utkwił spojrzenie szarych oczu w jej błękitnych, ukrytych pod firaną gęstych i długich rzęs. Czarujący uśmiech przypomniał mu skutecznie o tym, jaka była piękna i jak trudno było odjąć od niej wzrok; magnetyzująca, słodka i urocza. Wymiana spojrzeń odciągała go od celu tej wizyty. — Masz dla mnie to, o co prosiłem? — spytał jednak jak to on, skoncentrowany na konkretach.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Pracownia - Page 11 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Pracownia [odnośnik]09.06.22 10:06
Ich relacja była zawiła, czasem niezrozumiała, z góry skazana na porażkę i zdziwiłaby się, gdyby stało się inaczej. Wielokrotnie mijali się i schodzili ponownie, bardziej z przypadku, jakby ktoś celowo nagle plątał ich drogi i miał z tego tytułu niezły ubaw.
Muszę cię zmartwić, ale tym razem nigdzie się nie wybieram – nie celowo – okazuje się, że Francja powinna była pozostać mrzonką lub co najmniej pomysłem na chwilę, nie na stałe – wracając do Londynu znajdowała się w dziwnym punkcie swojego życia. Z jednej strony rzeczywiście pobyt we Francji ją zmęczył i utwierdził w przekonaniu, że nie chciała tam być, a z drugiej podobnie odczucia miała względem Anglii. Z jednej strony narzekała na Brytyjczyków i miewała ich dość, właściwie wróciła zmuszona okolicznościami losu, z drugiej zaś, tu czuła się jak u siebie. Różnica między tymi dwoma krajami była też taka, że tu nie musiała zaczynać od zera i przechodzić przez drogę kariery od zera. Z kolei tam nie miała bagażu negatywnych wspomnień, sytuacji i relacji. Jak mawiali: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, jednak nie zamierzała psuć nikomu nastroju swoimi duchowymi rozterkami.
Oczywiście – odparła machinalnie, nawet nieco oburzona, że śmiał zadać jej to oczywiste pytanie, po czym podniosła się i wygładzającym ruchem poprawiła opinającą talię, bardziej niż zwykle, sukienkę. – Powinieneś już wiedzieć, że w pewnych kwestiach nie zawodzę – przygotowane zamówienie początkowo zapakowała do pudełka wyłożonego czerwonym, ozdobnym papierem, jednak po namyśle uznała, że skoro Mulciber fatygował się po nie osobiście, to pewnie będzie chciał zobaczyć, czy towarzyszka wpisze się w dress code wydarzenia.
Muszę przyznać, każde następne zlecenie z twojej strony to dla mnie wyzwanie – przyznała, przynosząc kreację z zaplecza – tylko szaleniec podjąłby się szycia w ciemno, bez wskazówek i rozmiarów, ale cóż, najwidoczniej moje szaleństwo nie zna granic – sam fakt, że nie pierwszy raz szyła dla jego kobiety wznosił ją na wyżyny masochizmu, ale jednocześnie z tym nie była o niego – raczej – zazdrosna. Bardziej zaciekawiona wyborami, rozstrzałem między doborami kreacji – bo chociaż nigdy tych kobiet nie widziała na żywo, potrafiła mniej więcej określić ich charakter wyborem ubrania. Poprzednia zdawała się mieć mocny, pewny siebie charakter, tymczasem ta była raczej niewinna i bardziej dziewczęca, niż rzeczywiście kobieca, ale ostatecznie nie jej było oceniać gusta Ramseya i z kim chodził do łóżka. – Powinnam wdawać się w szczegóły wykończenia, czy zamierzasz sprawdzić to na własną rękę, chéri? – spytała uszczypliwie wprost, bo rozumiała, że te mogły go wcale nie interesować.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 9
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila
Pracownia - Page 11 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire

Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Pracownia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach