Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Suszarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Suszarnia   01.06.17 21:40

First topic message reminder :

Suszarnia

Pomieszczenie znajdujące się tuż obok głównej sali pełniącej funkcję lazaretu, niewielkie, ciasne, to suszarnia, w której przechowywane są zioła na lecznicze maści i eliksiry. W powietrzu nieustannie unosi się tutaj ostry zapach roślin, które akurat zostały porozwieszane; od lawendy i lubczyku, przez pieprz, czosnek czy koper, po szałwię, rozmaryn, kolendrę i inne, znacznie mniej znane zioła. Łodygi suszonych roślin wiszą na upiętych pod sufitem. Światło wpuszcza do środka niewielkie, wąskie okno przyciemnione jasną zasłonką.
Pośród porozrzucanych ususzonych liści leżą dwa koce, kiedy lecznica jest przepełniona lub przyjmowani są pacjencji, którzy z innych powodów powinni zostać odizolowani od pozostałych, zwykle są - bez luksusów - kładzeni tutaj.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   13.02.18 21:48

The member 'Lysandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8/34
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   20.02.18 1:37

Upięty bukiet ostu zwisał z jednego sznurka, tuż obok kołysał się świeżo zawieszony - wciąż słodko pachnący - bukiecik cykorii, dalej kilka gałązek wrotyczu i właśnie obwiązywała rzemieniem grube łodygi ciemiężycy, a kilka dni powinny nabrać odpowiednich właściwości. Anomalie pogodowe nie sprzyjały ziołom, skwary lejące się naprzemiennie z lodowymi śnieżycami wyniszczyły wszystko, co było w stanie wyrosnąć na dziko. Głos Lysandry jej nie wystraszył, znała go zbyt dobrze i pamiętała, że niebawem miało skończyć się działanie jej eliksiru. Nie zapomniała o nim - nie podała kolejnej dawki umyślnie. Dziewczynka przeleżała zbyt wiele dni, musiała zacząć chodzić, żeby nie odczuć skutków uśpienia na stałe. Musiała upewnić się, że nie zaczynają się jej robić żadne odleżyny. I, przede wszystkim, musiała coś zjeść. Przygotowała dla niej jabłka, ostatnimi czasy częściej niż zwykle pozwalała jej jeść przekąski zamiast pełnowartościowych posiłków, zasługiwała na chwilę przyjemności - ale nie zapominała, że organizm musiał też czerpać siły. Z pewnością nie potrzebował ich tak wiele, jak wtedy, kiedy chodził.
- Jedzą - odpowiedziała łagodnie, nie odwracając się w kierunki dziewczynki, przywiązując spięte łodyżki do zwisających sznurów. - Ale są wredne i lubią bawić się jedzeniem. - Sen Lysandry był wieloznaczny, ale najpewniej oznaczał nieśmiertelną ofiarę: nie szkodzi, że dziewczynka z tłumaczeń matki prawdopodobnie niewiele zrozumie. Lepiej dla niej, jeśli wciąż w pełni rozumieć nie potrafiła. Wizje Cassandry były bardziej dosłowne od zawsze. Dopiero, kiedy bukiet został upięty pod sufitem, przybrawszy na twarz ciepły uśmiech zwróciła się ku dziewczynce. - To nieładnie, bawić się jedzeniem - dodała, choć przypuszczała, że jej córka dobrze zdawała sobie z tego sprawę. - Jesteś głodna - bardziej stwierdziła, niż zapytała, kiedy usłyszała dźwięk dochodzący z brzucha Lysy. Zupa lada chwila powinna być gotowa. - Zaraz zjemy. Jak się czujesz? - Z dorosłymi było prościej, sami byli w stanie dookreślić swój stan, wyznać, w jakim aktualnie znajdowali się stanie, dzieci zbyt wielu reakcji nie rozumiały i wciąż za słabo znały same siebie. - Nie bój się, podejdź - dodała, odruchowo ruchem ręki wyczuwając pod kieszenią szaty różdżkę. W razie czego musiała zdążyć albo obronić siebie albo unieszkodliwić ją, ale nie zamierzała dać po sobie poznać tego stresu. Żadne cholerne anomalie nie mogły być silniejsze od miłości matki i trzeba było znacznie więcej niż koniec świata, żeby rozdzielić ją z córką.
- Chcesz mi pomóc? - zapytała, przykucając, z trzymanym w rękach skromnym bukietem goździków, w drugiej trzymała rzemień - najwyższy czas, żeby nauczyła się wiązać supły. - Musimy związać te łodyżki razem, żeby się nie rozsypały - wyjaśniła pokrótce, fakt faktem, mogła przyśpieszyć proces suszenia odpowiednimi zaklęciami, ale teraz, kiedy anomalie rządziły również jej różdżką, nie zamierzała niepotrzebnie ryzykować. Zwłaszcza po odejściu Alisy - pewna, że czarownica zlekceważyła moc anomalii dokładnie tak, jak tamtego hipogryfa. Ostrożnie położyła dłoń na drewnianej podłodze, zsuwając się niżej, aż w końcu przysiadając na ubrudzonych krwią panelach - podwijając bose jak u córki stopy pod poły czarnej spódnicy. Po dniu pełnym ciężkiej pracy finalny odpoczynek wydawał się błogosławieństwem.





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   02.03.18 21:55

Szybko nauczyła się dystansu, kiedy w maju odezwały się w jej ciele pierwsze oznaki wybuchu anomalii w Anglii. Nieposkromiona moc była nieprzewidywalna i wystarczyła iskra zapalna, by skumulowana magia szybko odnalazła ujście w ciele dziewczynki, zaatakowała znane jej twarze, poparzyła, wywołała skrzywienie i syk bólu. Nie chciała tego, zwłaszcza, odkąd gwałtowna burza, jaka nadeszła wraz z cieplejszymi dniami, wstrząsnęła nokturnowymi dachami i zabrała jej nagle matkę. Wtedy, tamtej nocy, schowała się pod łóżkiem, płacząc donośnie, z tęsknotą, w swoich wyobrażeniach szamocząc się wśród rozrzuconych gałązek ich gniazda. Samotnie. Nie chciała jej krzywdzić, kiedy powróciła do domu, pełna ran i krwistych przetarć, ale też nic nie powstrzymało jej przed uściśnięciem jej jasnych, silnych ramion tak mocno jak tylko było to możliwe. Umhrze również nie poskąpiła uwagi. Burczał jękliwie za każdym razem, gdy dostało mu się rykoszetem. Patrzył na nią z wyrzutem, nie rozumiał, ale też szybko zapominał. Kilka dni później znów mogła z nim rozmawiać jak ze swoim dobrym, starym przyjacielem, który nie czuł się nieuczciwie potraktowany, zraniony.
Dobrze się czuła, kiedy wiedziała, że dzieli ją, powód spalonych zasłon, zwęglonych śladów dłoni na podłodze, krwistych odcisków na zmęczonej skórze, od matki spora odległość. Stała naprzeciwko niej, co prawda odwrócona tyłem, ale była cała i zdrowa. Mimowolnie objęła się za drobne ramiona, kuląc się jeszcze bardziej. Było zbyt zimno.
To okropne – odpowiedziała tylko, krytykując kocura z sennych mar za sposób traktowania swojego pożywienia. Nie mogła przyzwyczaić się do urwanych pieśni traw, do źdźbeł, które oddzielały się od wiatru, by otoczyć jej wyobraźnię ciszą. – Ich skrzydła tak pięknie lśnią przy księżycućmy, mamo, na pewno wiesz. Ty jedyna zawsze wiesz.To okropne też, że tak lecą do płomieni. Są ślepe?
Wzięła nieco głębszy wdech, napełniła drobne, czułe nozdrza zapachem świeżo ususzonych ziół, których aromat nie był już tak intensywny, ale wciąż potrafił wsiąknąć w ubranie, przypomnieć o ciepłych dłoniach, spojrzeniu szmaragdowych tęczówek. Suszarnia była jednym z niewielu miejsc, gdzie obecność Matki Wrony wyczuwalna była nawet, jeśli jej samej nie było w pobliżu. Pokiwała głową, przytakując na bystrą, matczyną uwagę. Tak, była głodna. – Mogłabym zjeść wilka z pazurami – jej usta zafalowały w odpowiedzi na uśmiech Cassandry, tak dobry, tak znany. Podeszła nieco bliżej, chociaż czuła opory i znajome, choć niechciane ciepło rozchodzące się po ciele. Dziwne to było ciepło. Gorące, ale nie rozgrzewające. – Dobrze – odpowiedziała cicho, niepewnie, bo chociaż czuła się dobrze, coś mówiło jej, że to tylko wrażenie. Niepostrzeżenie zacisnęła drobne, choć zwinne paluszki na spódnicy matki, za chwilę na sztywnym materiale rękawa. Bała się, że jeśli dotknie jej dłoni, stanie się coś złego. Bolesnego.
Uśmiech nie opadł, prędko podtrzymany propozycją pomocy. Nie pracy, ochotniczej zabawy, bliskości z Wroną, za którą Lysandra zdążyła już zatęsknić. Usiadła w ślad za nią, bystrym, ożywającym spojrzeniem przeskakując między gałązkami.
Chcę – odparła ochoczo. – A to? Co to takiego? Te są takie same, ale na górze zawsze wiszą inne – wskazała palcem na gałązkę ziela, szybko przenosząc spojrzenie na twarz matki. – Wyglądają jak te, za którymi chowają się zające, kiedy zbliża się wilk.
Może i nie była uważana przez większość znanych sobie sylwetek za dziecko, ale nigdy nie mogła odmówić sobie dziecięcej ciekawości.






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   02.03.18 21:55

The member 'Lysandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8/34
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   15.03.18 0:59

Uśmiechnęła się, lekko, niepewnie, Lysandra była całym jej światem i gdyby tylko mogła, ochroniłaby ją przed wizjami, które tak brutalnie wdzierały się do jej świata. Była małą nią, pamiętała przecież dobrze swoje pierwsze zetknięcia ze strasznymi snami, z ludzką podłością i, wreszcie, ze śmiercią. Pamiętała też śmierć samej Lysandry, najokrutniejszy z okrutnych snów – wciąż budzącą lekki niepokój bo chodź Vasyl zniknął, jego cień mógł żyć: sny nigdy nie były dosłowne. Jej córka jeszcze o tym nie wiedziała.
- Ślepota byłaby adekwatnym wytłumaczeniem – stwierdziła z zastanowieniem, utkwiwszy wzrok na jasnej buzi córki, wciąż ze smutnym uśmiechem. – Są po prostu naiwne – jak ciocia Mia, której już więcej najpewniej nie zobaczysz. Głupie, uściśliła w myślach, bo tym właśnie była naiwność – zwrot być może jeszcze dla Lysy za trudny. - Dają zwodzić się w pułapki, w które nie powinny wchodzić, bo nie są ostrożne. Możesz spróbować je nauczyć, że trzeba uważać  - ty o tym wiesz, prawda? – Nigdy nie była normalnym dzieckiem, życie w tym okrutnym miejscu wymagało od niej dojrzałości. Musiała dorosnąć szybciej niż inne dzieci – i wciąż dorastała od nich szybciej. Cassandra często darzyła ją zwrotami, których nie była w stanie jeszcze zrozumieć – wierząc, że nawet w zapamiętanych pozornie bezsensownych zdaniach znajdzie naukę, kiedy stanie naprzeciw problemu. Dziewczynka taka jak Lysandra zawsze musiała być gotowa. – Płacą śmiercią za głupotę  - za głupotę zawsze się płaci, tego też zawsze ją uczyła – tylko grzeczne dziewczynki mogą dożyć jutra. Jak się nie jest nieostrożnym, można spotkać złego wilka – albo, co gorsza, aurora. Pozostała w spokojnym bezruchu, kiedy dziewczynka podeszła do niej bliżej, powoli muskając materiału jej odzienia, wpierw spódnicy, potem koszuli – niepewnie, matka wiedziała, skąd brała się ta niepewność, matka przecież wiedziała wszystko. Objęła dziewczynkę ramieniem, przytulając ją do siebie bliżej: nie bała się jej mocy i chciała, żeby o tym wiedziała – choć bała się o nią. Mogła z niej wycisnąć ostatnią kroplę krwi, przeżyje, żeby móc uwarzyć dla niej kolejną porcję eliksiru nasennego, bo póki spała, nie musiała się bać. Podążyła spojrzeniem za jej wskazaniem, spoglądając na suszący się pęk trujących roślin. Zawsze podwieszała je wysoko, poza zasięgiem dziewczynki - była mądra i ostrożna, ale głupotą byłoby kusić los.
- To wilcza jagoda - stwierdziła, unosząc lekko kącik ust, kiedy zdała sobie sprawę ze zbiegu okoliczności - dobra nazwa dla czegoś, czego Lysandra nigdy nie powinna włożyć do buzi. - Wiesz, co to może znaczyć? - Z zastanowieniem spojrzała na dziewczynkę. Lubiła na nią patrzeć, kiedy myślała. - Nienajlepsze miejsce na kryjówkę, kryjówka musi być bezpieczna - Często uczyła ją na zasadzie skojarzeń, często sprawdzało się to bardzo dobrze: wilk był zły, a wszystko co wilcze - jeszcze gorsze. Gałązki goździków wypadły jej jednak z rąk, podobnie jak rzemień, kiedy jej stopy - nagle - oderwały się od posadzki; poczucie nieważkości było dziwne, inne, zacisnęła dłoń na ramieniu Lysandry, w nerwach być może czyniąc to nieco zbyt mocno, początkowo nie rozumiejąc, co się dzieje. W pierwszym odruchu spojrzała na córkę - upewniając się, że nic jej nei jest - dopiero w drugim zaczęła odnajdywać się w sytuacji. Zaczęła latać - świetnie - szkoda, że nad tym nie panowała.
- Lysa, to...  - Twoja sprawka? Nie, nie mogła zapytać o to w ten sposób - zresztą, dziewczynka i tak nie znałaby przecież odpowiedzi - to tylko zabawa - zakończyła bez pewności, dotykając dłonią sufitu, ponad który się wzniosła - lekko się od niego odepchnęła, pojąwszy, że jej ciało stało się dziwnie lekkie - i może nawet nie tak trudne do opanowania. W powietrze poderwały się również wszystkie leżące na parapetach i podłodze zioła, na swoim miejscu pozostały jedynie te, które zostały przywiązane do sznurków. Nie zdążyła zrobić tego z goździkami, wszystkie rozsypały się wokół nich. Prześcieradło z zakrwawionego legowiska pozostałego po pacjencie z rana zaplątało się w stopę Lysandry, otoczyły ich pyłki kwiatów i drażniący nos ostry zapach zmieszanych ziół. Gdzieś obok lewitowało wiadro, a ona czuła, że nie panuje nad tym, że jej ciało właśnie odwraca się głową w dół. Kontrolnie zerknęła przez okno, wyglądało na to, że ta naprawdę dziwna anomalia zadziała się wyłącznie w jej domu - więc ośrodkiem musiała być Lysandra. - Cóż - stwierdziła, z przerażeniem obserwując chaos - będzie musiała to wszystko doprowadzić do porządku, segregując rośliny, wiele z nich będzie musiała wyrzucić - nigdy nie mogły mieszać się z innymi, żeby zachowały swoje właściwości niezbędne do maści. - Następnym razem musimy wiązać nieco szybciej - Fakt, odkładała to od paru dni  - ale zwyczajnie nie miała na to wcześniej czasu. Wymieniła prawą dłoń z lewą, uchwyciwszy dziewczynkę lewą, do prawej chwytając różdżkę, by spróbować wyszeptać inkantację:
- Finite - która jednak niczego nie mogła zmienić.





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   15.03.18 0:59

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   30.03.18 15:38

Nokturn był dobrym podłożem, dobrą pożywką dla nauki. Wszystko należało poznać i to jak najszybciej, bo w innym wypadku wyjątkowo boleśnie płaciło się za brak ostrożności i rozeznania w realiach. Ból i cierpienie, oczy zasłonięte szarą błoną, czerwone światła, pozbawione zębów, upiorne uśmiechy – z tym znacznie lepiej udawało jej się przyzwyczaić do otaczającego świata, zaadaptować się do niego, oddzielić ziarno od plew, odnaleźć miejsca, gdzie w odpowiednich sytuacjach powinna się ukryć. To właśnie była jej rzeczywistość. Obce były jej rozjaśnione twarze modnych londyńczyków, surowe i fałszywe wydawały się ich uśmiechy. Kontrastowały z kojącym cieniem Nokturnu.
Odnalazła swoje miejsce na drzewie pełnym cierni i to między nimi nauczyła się poruszać.
Pokiwała pewnie głową, ozdobioną czarnymi pasmami włosów, niemal identycznymi jak te matki.
Nie chcę być ślepa jak ćmy, mamusiu – tylko przy niej zdradzała jakiekolwiek cechy dziecięctwa, tylko przy niej czuła się na tyle bezpiecznie, żeby nazywać łagodnie rzeczy, które wyjątkowo dobrze jej się kojarzyły. Przy innych była bardziej skryta, ostrożniejsza i nieufna. – Spróbuję im to powiedzieć, jeśli tylko będą chciały mnie słuchać. Wydaje mi się, że są mądrzejsze niż motyle.
Bo niektórzy słuchać nie chcieli. Odwracali się, gdy Wrona opowiadała o śmierci, spluwali, gdy dowiadywali się, że czeka ich cierpienie. Woleli karmić się kłamstwem i fałszywym spokojem, by z tym samym kłamstwem i spokojem oddać się w objęcia śmierci. Zamiast posłuchać przestrogi, odtrącali ją od siebie.
Przytuliła się mocno, czując, że matka ją do siebie przyjmuje. Pełnymi garściami nabierała jej obecności, tak ograniczonej w tym czasie, tak oddalonej. Nie puściła jej, kiedy objaśniała, z czym dziewczynka miała do czynienia w suszarni. Zagadki i skojarzenia w tym wieku były dla niej najlepszym sposobem na poznawanie świata. Nie znała suchych formułek ani skomplikowanych definicji. Wszystko poznawała narzędziami zmysłów – oczami, palcami, nozdrzami. Kolory i zapachy pozwalały jej przyporządkować właściwości eliksirów i maści, które stosowała Wrona; sugestywne nazwy, kształty liści i owoców uzupełniały jej wiedzę o kolejne okazy ziół. Uczyła się szybko – jeśli byłoby inaczej, wiele okazji, w których mogłaby stracić zdrowie, a nawet życie, doszłoby do skutku.
To coś złegowilcza; czerwone ślepia czające się za drzewami, obnażone kły i złowrogie warczenie. – To nie te same jagody, z których robisz czarny sok i słodki dżem, prawda?
Kiedy poczuła, jak jej stopy znów stają się gorące, ale nie rozgrzane, pomyślała, że nie powinna była się tak przytulać, że to złe, że to przez nią za chwilę obie zaczęły odrywać się od ziemi. Mimo to nie puściła mamy, przestraszona z powodu tego, co się dzieje. Spojrzała na nią, potem na oddalające się od nich, wystrzępione deski. Oplotła nogi Cassandry mocniej, niż kiedykolwiek.
Zabawa? Nigdy się tak nie bawiłyśmy – powiedziała, nie kryjąc w swoim głosie obawy. Majtała stopami, co w ogóle nie było potrzebne. I znów zaburczało jej w brzuchu. – I w powietrzu chyba nie da się jeść i wiązać łodyżek.
Unosiły się coraz wyżej, a razem z nimi wszystkie przedmioty zgromadzone dookoła. Chciała wspiąć się wyżej i nawet zaczęła ciągnąć za spódnicę mamy, tworząc sobie w ten sposób element podparcia, ale zbyt chaotycznie machała przy tym nogami i stare prześcieradło owinęło się wokół jednej z nich, co było okrutnie niewygodne. Pochwyciła w ostatniej chwili wzlatujące pod sufit uschnięte łodygi polnych ziół i pokazała je Wronie. Małe zwycięstwa zawsze przecież cieszyły.
Uda nam się złapać pozostałe. Trzymasz mnie, mamusiu? – uśmiechnęła się do niej. Strach opadł ciężko i bezwładnie na starą podłogę. Okazało się, że ta „zabawa” mogła być nawet całkiem pouczająca.






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   30.03.18 15:38

The member 'Lysandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8/34
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   08.04.18 1:31

Stan nieważkości zapewne okazałby się wygodny, gdyby tylko potrafiła rozluźnić swoje ciało; nie potrafiła. Nie wiedziała, co ise wydarzyło, nie wiedziała, co działo się aktualnie, a przede wszystkim nie wiedziała, jak z tym wszystkim skończyć. Lysandra trzymała się maminej spódnicy i nóg, ale to mogło być za mało - mogła się nie utrzymać. Co gorsza, prędzej czy później mogły runąć w dół. Kiedy poszybowała w stronę sufitu, odepchnęła się od niego lekko, odkrywając, że w ten sposób jest w stanie się poruszać. Przepłynęła w stronę pustego karnisza, chwytając się go jedną dłonią. Ostatecznie, dało się w tym wszystkim odnaleźć stabilność.
Uśmiechnęła się samym kącikiem ust, słysząc zaprzeczenie z ust córki:
- Więc bądź bystrą ćmą i trzymaj oczy szeroko otwarte - odparła bez zająknięcia, jeśli miałaby bowiem odnaleźć swoją córkę - i siebie samą - w niezbadanym mikroświecie, zapewne odnalazłaby je w odbiciach skrzydeł nocnych motyli. Lysandra poruszała się po metaforycznym świecie przyrody sprawniej, niż o tym wiedziała, instynktownie odnajdując trafne porównania. Miała rację, ćmy były znacznie mądrzejsze od pięknych motyli. Wciąż jedną ręką trzymając się karnisza, drugą wyciągnęła w kierunku córki, zamierzając uchwycić ją za dłoń. Wyglądało na to, że jej córka równie łatwo poruszała się w górnych partiach pomieszczenia. Latanie może nie było dla Cassandry niczym nowym, ale nigdy na podobne wrażenia nie narażała swojego dziecka.
- Prawda - przytaknęła, podciągając córkę w górę, ku falującym w przestrzeni łodyżkom uwiązanej wilczej jagody. - Z wilka nie da się zrobić smacznej konfitury, jest zepsuty - Tłumaczenie świata takim, jakim jest, na niewiele by się zdało, nudne rzeczy trudno się zapamiętywało, a Lysa - najlepiej zapamiętywała plastyczne obrazy. - Przyjrzyj się owocom - poprosiła ciepło, odciągając jej myśli od wszystkiego, co działo się wokół - zupełnie jakby zaburzenia grawitacyjne były zdarzeniem nazwyklejszym w świecie. Panikowała, ale nie chciała tej paniki przerzucić na dziecko. - Na pewno znajdziesz wilczą różnicę - szepnęła, powracając ku niej wzrokiem, zawsze lubiła oglądać na jej twarzy konsternację - niewiele kwestii budziło w niej dumę równie zasadną co mądrość siedmioletniej Lysandry.
- Ostatnio wiele zdarzeń, które dzieją się w okół, sprawiają wrażenie niecodziennych, prawda? - Może i nigdy się w ten sposób nie bawiły, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Chciała, żeby Lysa poczuła się bezpiecznie: nawet, jeśli niekontrolowana pozycja nie była dla niej tą wymarzoną.
- Doskonale! - pochwaliła córkę, odbierając od niej wiązkę polnych kwiatów. - Złapiemy pozostałe  - przytaknęła jej, splatając własne palce z jej palcami - tylko jedną ręką. - Nie puszczę cię, nie musisz się trzymać - wyjasniła spokojnie, bo wszystko wydawało się pod kontrolą. Przypominało to nieco efekt pewnego transmutacyjnego działania, z jej wiedzy wynikało, że ten po paru chwilach znikał. - Przyjrzałaś się kiedyś, co robi ćma, kiedy próbuje wzbić się w powietrze? Spróbuj to powtórzyć, najpierw jedną wolną ręką - Były w końcu wewnątrz jej lecznicy, tutaj nic nie mogło się stać. Zamknięte okna dawały gwarant bezpieczeństwa. - Odepchnij się od powietrza i spróbuj uchwycić kolejną wiązkę. - Chwilę mogła odczekać: jeśli po dłuższym czasie nic się nie wydarzy, powinna zacząć się martwić. Po chwili zawahania - odepchnęła się lekko od ściany ręką, szybując ku centralnej części pomieszczenia, wciąż pod sufitem. - Zwiążemy je kiedy indziej. A zaraz - spróbujemy przedostać się do kuchni. - Morgano, jeśli wszystkie garnki lewitują tam pod sufitem, będzie po tym sprzątać przez najbliższy miesiąc.





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   20.04.18 23:55

To zaczynało jej się coraz bardziej podobać – cała ta zmiana oddziaływania stóp na podłogę, która zazwyczaj działała tak, że trzymała je przy sobie z uporem maniaka. Nie dało się latać pod sufitem, kiedy się chciało, a jeśli już, to na miotle, z której Lysandra nie miała jeszcze okazji korzystać. Widziała tylko kilka razy matkę, kiedy ta wylatywała z lecznicy, wracając niedługo potem z koszem pełnym pachnących, polnych ziół. Teraz zabawa faktycznie była pewną rozrywką, zupełnie niecodzienną – dopóki jej krótkie paluszki były w stanie przytrzymać się matczynych nóg i spódnicy. W pobliżu bezpiecznej przystani mogła być ćmą wędrującą po pustym pokoju. Chociaż o wiele bardziej podobało jej się jednak bycie młodą wroną. Uśmiechnęła się nieco pewniej, machając lekko ramieniem, wyobrażając sobie, że to skrzydło pokryte w połowie puchem i młodymi, lśniącymi piórami. Na jasnych dotąd policzkach zakwitły pierwsze rumieńce, gdy wzleciała jeszcze wyżej. Tak jak w snach, gdy trzepotała nierówno skrzydłami za swoją matką.
Dokładnie tak jak w snach.
Złapała zręcznie jeden pęczek splecionych ze sobą gałązek i wychwyciła szybko kilka czarnych owoców. Obejrzała je dokładnie, by za chwilę spojrzeć do góry, w oczy swojej matki. Uśmiechnęła się rozbawiona jej słowami. Wilcze konfitury nie mogły być smaczne.
Te trujące są lśniące i pękate. I twarde – nacisnęła je, ale na tyle delikatnie, żeby nie prysnąć sobie sokiem wprost do oka. Były przecież trujące. – Słodkie jagody są bardziej niebieskie i miększe.
Oddała gałązki mamie, szukając następnych, które mogłaby złapać. Z tej pozycji było to trudne, ale za chwilę przyszła z pomocą jasna, znana dobrze dłoń Cassandry. Lysa bez wahania ujęła ją swoimi paluszkami. Zerknęła na nią, kiedy jej lewe ramię stało się na tyle długie, że mogła złapać w porę suche, upstrzone pożółkłymi płatkami łodyżki. Spojrzała na liście. Wyglądały, jakby ktoś zrobił w nich igłą wiele malutkich dziurek. Roślina wydawała się znajoma, choć nie pamiętała jej nazwy. Słysząc pytanie matki, jej umysł szybko odnalazł drogę do pierwszego maja. Okropna, straszna noc pełna zła.
Pokiwała głową.
Ale póki jesteśmy razem, nic nam się nie stanie – odpowiedziała pewnie. Kiedy rozdzielono ją z Wroną, czuła się bezradna, zamknięta między łóżkiem a szafą jak w klatce, bez możliwości odnalezienia jakiegokolwiek wyjścia. Ale kiedy wróciła do domu, chociaż poraniona i poobijana, pewność bezpieczeństwa wróciła. Z rozkoszą pomogła jej wtedy opatrzyć wszystkie rany. Oddała pojedynczą łodyżkę, lekko majtając w górze nogami. Ucieszyła się na propozycję udawania ćmy. – Widziałam, jak ty to robisz! Nie tylko w snach. Mogę być wroną? Jak ty?
Spojrzała na stopy bose stopy i spróbowała odepchnąć się nimi od powietrza, jak podpowiedziała jej matka. Wyglądała jak wierzgająca odnóżami żaba, aż nie spróbowała zamachać jednym ramieniem, drugim mimowolnie nadając równowagę ciału, jednak wciąż usilnie trzymając ciepłą dłoń matki. Z zaskoczeniem, kolejnym dzisiaj, zauważyła, że znów się unosi. Z uśmiechem na ustach pochwyciła kolejną gałązkę, znów z żółtymi kwiatami, ale tym razem z zupełnie inaczej wyglądającymi liśćmi.
Powiesz mi, co złapałam, mamo? One są zupełnie inne – powiedziała, czekając aż z góry przyciągnie ją nieco ku sobie. Okazywało się, że wzlatywanie było znacznie łatwiejsze niż obniżenie swojej pozycji.
Już chciała z tego miejsca łapać kolejne, kiedy do jej uszu dotarł dziwny jęk. Spojrzała na mamę – to ty?, pytał jej nieco zagubiony wzrok. Za chwilę odgłos się powtórzył, a towarzyszące mu paniczne drapanie po drewnie zmusiło Lysę do uchwycenia się mocniej maminego ramienia i wtulenia się w nią w instynktownej chęci odnalezienia bezpiecznego azylu. Pierwszą zobaczyła czarną łapkę wystającą zza szafy, próbującą najwyraźniej wydostać się zza lewitującej, ciężkiej szafy. Potem jakimś sposobem pojawiły się czarne uszy.
To kot? Czy nietoperz? Duży szczur? – spytała niepewnie, wyraźnie przestraszona.






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   20.04.18 23:56

The member 'Lysandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8/34
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   06.06.18 3:32

Jej usta uniosły się w grymasie podobnym uśmiechowi, Cassandra nie przybierała go często, ale spośród wszystkich tych nieczęstych razów - najczęściej robiła to właśnie przy córce. Lubiła te momenty, w których mogła być z niej dumna - Lysandra była zaradną, mądrą i inteligentną dziewczynką, bystrą i dość spostrzegawczą, by uchwycić takie niuanse, ja twardość jagody. Dziecięcy umysł chłonął najlepiej - im więcej pojmie teraz, tym lepiej dla niej w przyszłości. Łagodnym ruchem przejęła od niej gałązkę, następnie splatając własne palce z jej, choć podobnymi kształtem, to jednak znacznie mniejszymi. Dostrzegłszy konsternację na jej twarzy, kiedy pochwyciła kolejną wiązkę - zerknęła jej przez ramię i była niemal pewna, że trzyma w dłoniach dziurawca, uśmiechnęła się nieco szerze, miał długą nazwę.
- Podpowiem ci, jak się nazywa, jeśli powiesz mi, do czego służy - zaproponowała cierpliwie, łagodnie, w formie uczciwej wymiany; jak na dziewczynkę w swoim wieku Lysandra posiadała olbrzymią wiedzę - lubiła upewniać się, że ta wiedza nie zostanie zapomniana. - Przecież powiedziałam, że cię nie puszczę - dodała, wciąż ciepło, nieco mocniej ściskając dłoń córki. - Ani teraz, ani nigdy. Więc nigdy nam się nic nie stanie - Kłamała, ale kłamała gładko. Nie mogła tego wiedzieć - musiała też mieć obawy, że to wszystko wcale nie może pójść po jej myśli. Anomalie ją przerażały i choć dobro córki zawsze stawiała na pierwszym miejscu, miała obawy, czy zdoła poznać ich naturę - nawet z rycerskim wsparciem - na tyle, by zatrzymać te wybuchy u Lysandry. To wszystko musiało się skończyć, nie mogła czekać, aż jej córka otrzyma różdżkę - u starszych dzieci anomalie nie występowały. Przejąwszy gałązkę, skinęła jej głową w niemym podziękowaniu - przyglądając się próbom utrzymania równowagi. - Jesteś wroną - sprostowała, odpychając się w powietrzu ramieniem, by za nią nadążyć - i nie zostawić jej samej. - Ale wciąż bardzo młodą. Uda ci się zamienić dopiero, kiedy dostaniesz swoją pierwszą różdżkę. - Choć może nie od razu - animagiczna forma była wygodna, dawała niezachwiane poczucie bezpieczeństwa i wydawała się łatwą, prostą ucieczką od każdej sytuacji zagrożenia. Wiedziała, że w przyszłości zadba, żeby Lysandra nie zaniedbała tej sztuki - mogła jej się przydać. - Dobrze ci idzie - pochwaliła, bo choć bliżej jej było do żaby niż do ptaka, to próbowała - i nie powinna nigdy bać się próbować. - A to - przejęła od córki kolejne z rozrzuconych łodyżek - to jest nostrzyk. Pamiętasz, kiedy zdarłaś sobie kolano? Powstał ropień, do którego przykładałyśmy zioła. - Nie używała przy niej prostego języka, każdy dzień był nową lekcją - każda nowa lekcja dawała jej lepsze życie kiedyś.
Dziwny dźwięk dotarł również do niej - pokręciła głową na pytające spojrzenie córki, czy to nie był kot? Objęła ją czule, ciasno, podążając za jej spojrzeniem - i, nie wypuszczając jej z rąk, spróbowała przetransportować je obie bliżej, łokciem odbijając się od sufitu. Czarne uszy rzeczywiście wynurzały się zza lewitującej nieopodal szafki. I, co gorsza, zaraz zostaną przygniecione. Anomalia przypominała działanie zaklęcia defluxio, a to nie trwało ponoć w nieskończoność - koty zaś miały swoje zalety. Przede wszystkim - potrafiły zapracować na swoje utrzymanie, a to już więcej, niż niektórzy ludzie. A ona - nie tak dawno temu widziała szczurzą norę w swojej pracowni.
- To kot, jeszcze bardzo młody. Zupełnie tak jak ty - stwierdziła z zastanowieniem, przesuwając objęcie wokół pasa dziewczynki; wciąż trzymając ją ciasno, ale oswobadzając jej ręce. - Spróbujmy mu pomóc - zaproponowała, wyglądając przez ramię córki. - Dosięgniesz go? Spróbuj, kochanie, weź go na ręce - poprosiła, podsadzając ją bliżej szafki, mając nadzieję, że zdoła przyciągnąć ją z powrotem bliżej siebie zanim grawitacja zechce wrócić do normy. - Nie bój się, to on się boi. Jest przerażony, że zaraz spadnie i rozumie z tej sytuacji jeszcze mniej, niż my. Pomóżmy mu. - Co prawda koty jedzą wrony, ale ten jest znacznie mniejszy od nas. W dezorientacji obejrzała się na lewitujące nieopodal zioła, które nagle, zbyt szybko, straciły wodę. Początkowo chciała odwrócić uwagę dziewczynki od anomalii kotem, ale ostatecznie ten skutek był całkiem przyjemny - Spójrz, jaka z ciebie zdolna czarownica. Dziękuję, to zaoszczędzi mi mnóstwo czasu - pochwaliła tedy córkę, winna wiedzieć, że jeśli nieświadomie potrafiła robić zamieszanie - to miało to również swoje dobre strony. Na krótki moment objęła ją jednym ramieniem, wolną dłonią sięgając po różdżkę, która została w kieszeni szerokiej spódnicy. - Lento - wymruczała pod nosem, zapobiegliwie - nie wiedząc, kiedy powinna spodziewać się powrotu na ziemię.





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   06.06.18 3:35

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 89

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   24.06.18 22:17

Nie było dnia w lecznicy, kiedy mała Lyssandra nie nauczyłaby się czegoś nowego. Naukę ułatwiały obrazy – gromadziła je w albumach swojego rozwijającego się, dziecięcego umysłu jak szczegółowe fotografie, dokładnie opisane wspomnieniami z niedalekiej i nieco dalszej przeszłości. Część z nich z biegiem lat zaczęła się wycierać, ale większość zachowana była niemal idealnie. Zioła łączyła ze sposobem ich przyrządzania, który obserwowała znad stołu, wspinając się na palce na tyle mocno, by wszystko dostrzec. Gdy mama zapytała o przeznaczenie tej pojedynczej gałązki, jej myśli od razu rozbiegły się jak wypuszczone z klatek szczury – szukała odpowiedniego obrazu, który mogłaby połączyć z żółtymi płatkami ułożonymi naprzeciw siebie, z postrzępionymi liśćmi i cieniutkimi łodyżkami. Skupiła na mamie bystry wzrok.
Sarna. Przyszła z pękającymi bąblami przy ustach, na policzkach. Powstał stan zapalny – pamiętała ją. Sylwetkę kobiety, która śniła jej się dawno temu, jeszcze zanim ludzie zamarzali na śmierć we własnych łóżkach. Pamiętała jej oczy, lśniące, przestraszone, ale piękne. Błyszczące. Nie mogła mówić. Spuchnięty język jej to uniemożliwiał. Najpierw Wrona użyła na niej magii, potem podała nalewkę – nieco żółtawą, dokładnie jak płatki ziela, który właśnie trzymała w palcach. – Kilka dni później przybiegła do nas i tak ci dziękowała. Zapłaciła w chlebie – to rzadko się zdarzało i za każdym razem Lyssandra patrzyła na to z dystansem. Nie była zaznajomiona z tak wyrażaną wdzięcznością. Ale kromki chleba z chrupiącą jeszcze skórką były przepyszne. Zwłaszcza z odrobiną poziomkowego dżemu.
Oddała matce gałązkę, uśmiechając się do niej w swoim dziecięcym, dobrotliwym geście. Ona również nie rozdawała ich każdemu napotkanemu – gdyby tak robiła, zostałaby uznana za dziecko, które nie ma pojęcia o tym, gdzie żyje. To był Nokturn, naiwność i dziecięcy urok traktowane były jak prowokacja do powzięcia bardziej agresywnych kroków – tego akurat mała Lyssandra nauczyła się najszybciej. Była Wroną – młodszą wersją swojej matki – więc musiała zachowywać się jak i ona; posiadać wiedzę dorównującą tej matczynej. Ale na to przyjdzie jeszcze pora.
Kiedy to będzie? – zapytała, nie kryjąc podszytej niecierpliwością ciekawości. Nie spieszyło jej się do zamczysk, obcych dzieci i przekazywanej przez obce usta wiedzy. Spieszyło jej się do bycia Wroną – tą, która czasami składała skrzydła przy oknie w kuchni; tą, której paciorkowate ślepia błyszczały w świetle płomieni liżących dno kociołka. Spojrzenie zielonych oczu opadło na podawane przez jasną, spracowaną dłoń matki zioło. Znała je. Zwłaszcza jego zapach, odróżniający go na tle innych. – Leczy też chore oczy.
Do nauki animagii również było daleko, na tyle, by do tego czasu zgromadziła mądrość płynącą z nauk matki.
Czuła coraz mniejszy napór ze strony ograniczenia wibrującego w powietrzu – stopy nie ciągnęło już w stronę sufitu, a w stronę podłogi. Nie puściła Wrony, sądziła, że to zwiastuje kolejną magiczną niespodziankę z jej strony, w końcu od początku maja było ich bez liku. Kot najwyraźniej musiał chować się za szafą i wzlecieć razem z nimi, skoro teraz tak łapczywie chwytał się jedną łapką drewna, ścierając na nim swoje pazurki. Przytuliła się do jej boku, ale raczej z przyzwyczajenia, a nie strachu – ten znikł, jak tylko zobaczyła przerażone, jasne ślepia zwierzęcia. Czarny. Jak czarna pantera. Szybko pojęła powagę sytuacji – one mogły opaść na ziemię, ale on może za chwilę zostać przygnieciony albo tyłem mebla albo jedną z jego ciężkich nóg. Czując znajome ramię zaciskając się wokół swojej chudziutkiej sylwetki, spróbowała unieść się lekko ku górze, żeby stworzyć sobie samej jak największe pole ruchu. Podpłynęła do szafy, ale kot, całkiem przerażony intruzami, miauknął żałośnie, próbując czmychnąć za szafę.
Schował się – powiedziała, za chwilę wydając z siebie krótki pisk i cofając dłoń. Podrapał ją. Bronił się, nie zna jej, nic dziwnego. – Ale dosięgnę go! – musiała go stamtąd wyciągnąć, inaczej stanie mu się coś złego. Nastawianie złamanych kości zawsze było dla ludzi bolesne, dla zwierząt, zwłaszcza tak małych, nie mogło być czymś przyjemnym. – Chodź do mnie – poprosiła, wyciągając w jego stronę drugą dłoń, patrząc w rozszerzone źrenice, niemal całkiem zasłaniające złote, kocie tęczówki. Strzygł uszami w różne strony, szukał ratunku. Chciała mu go dać, o ile tylko jej posłucha. – Jeszcze… jeszcze trochę – w końcu udało jej się pochwycić go za miękkie, nastroszone futro i pociągnąć w swoją stronę. Wczepiał się w drewno pazurami, ale zebrała go i przytuliła do siebie. – Uratowany!
Kolejny do kolekcji zwierząt, które odnalazły cząstkę swoje życia w lecznicy na Nokturnie.
Zatrzymamy go? – uśmiechnęła się do niej prosząco. Kiedy chciała, potrafiła być urokliwą siedmiolatką. – Teraz ma tylko nas!
Zaczęła go głaskać po czarnym łebku, wciąż tuląc się do rodzicielki, i rozejrzała się po pływających w przestrzeni ziołach – jeszcze przed chwilą były świeże, ledwie zerwane z ziemi.
To naprawdę ja? – policzki oblały się czerwonym pąsem. Znajome, ciepłe uczucie rozlało się po jej niewielkich rozmiarów ciałku. Tęskniła za pomocą matce w codziennych obowiązkach, przez zmaganie się z ciągłym snem coraz rzadziej bywała na dole. Pomogła, chociaż zupełnie tego nie planując. – Dużo już umiem.






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   19.07.18 18:06

The member 'Lysandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
 

Suszarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Lecznica-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18