Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Suszarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Suszarnia   01.06.17 21:40

First topic message reminder :

Suszarnia

Pomieszczenie znajdujące się tuż obok głównej sali pełniącej funkcję lazaretu, niewielkie, ciasne, to suszarnia, w której przechowywane są zioła na lecznicze maści i eliksiry. W powietrzu nieustannie unosi się tutaj ostry zapach roślin, które akurat zostały porozwieszane; od lawendy i lubczyku, przez pieprz, czosnek czy koper, po szałwię, rozmaryn, kolendrę i inne, znacznie mniej znane zioła. Łodygi suszonych roślin wiszą na upiętych pod sufitem. Światło wpuszcza do środka niewielkie, wąskie okno przyciemnione jasną zasłonką.
Pośród porozrzucanych ususzonych liści leżą dwa koce, kiedy lecznica jest przepełniona lub przyjmowani są pacjencji, którzy z innych powodów powinni zostać odizolowani od pozostałych, zwykle są - bez luksusów - kładzeni tutaj.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   19.07.18 18:29

Była mądra. Inteligentna, z pewnością nie po ojcu - zresztą, po ojcu nie miała nic: a może do Cassandra widzieć niczego nie chciała. Kobieta, o której mówiła Lysa, miała na imię Maddy, stan zapalny na skórze był wynikiem oparów eliksirów, które tamtego dnia warzyła - a dziurawiec zmieszany z rumiankiem i szałwią usunął magiczne zakażenie.
- Zgadza się - pochwaliła córkę, z dumą, z pochwałą wyczuwalną w głosie, bo Lysa zawsze powinna czuć się dumna, kiedy przerastała wiedzą swoich rówieśników - a Cassandra nie miała wątpliwości, że tak się właśnie działo. - To dziurawiec - odpowiedziała w końcu; zagadka była trafiona, kiedy w nagrodę za jej rozwiązanie Lysa otrzymywała dalszą wiedzę - takim jak one to nie siła  a mądrość pozwalały przetrwać w miejscu takim jak to, ponurym, strasznym i dalekim od wszystkiego, co być może powinno znać dziecko w jej wieku. Wieku, z którym niekoniecznie się godziła - uśmiechnęła się ku niej zagadkowo, przez chwilę rachując jej pytanie w głowie tak, by odpowiedź przełożyć na język, który znała.
- Za czternastym razem, kiedy słońce wzejdzie na wschodzie i zajdzie na zachodzie po raz setny - odpowiedziała w końcu, cztery lata, nie całe tysiąc pięćset dni, tyle brakowało jej do otrzymania listu z Hogwartu. Mogła liczyć zachody słońca, dzień po dniu, choć była niemal pewna, że po kilkudziesięciu dniach najpóźniej ta zabawa okaże się wyjątkowo nudna. - Cierpliwość jest cnotą, na wielkie wydarzenia należy czekać z pokorą - pouczyła córkę, nie wątpiła w to, że pewnego dnia posiądzie tę sztukę - sama wiedziała już dzisiaj, jak bardzo użyteczna była i zamierzała jej tę użyteczność przekazać. Lysandra była bystra, jej matka nie mogła mieć żadnych wątpliwości, że podoła tej sztuce. Trudnej, pracochłonnej, ale też niezwykle pożytecznej. - Powinnaś się do tego czasu przygotować, nie zapominać nazw ziół i potrafić wymienić te, które służą za składniki poszczególnych eliksirów - Nie strofowała jej, jak na swój wiek i tak potrafiła bardzo dużo - ale zawsze mogła wiedzieć więcej. Póki nie mogła uczyć się animagii - miała czas koncentrować swoje myśli na tym, co leżało w jej zasięgu.
Inaczej niż kot, który z tego zasięgu uciekał; Cassandra mocno oplotła talię córki dłońmi, wyciągając ramiona i ostrożnie manewrując tak, by mieć ją pod kontrolą, a jednocześnie pozwolić złapać zwierzę; koty były pożyteczne, czego nie można było powiedzieć o widoku kota rozgniecionego szafą na oczach siedmiolatki. Ściągnęła niechętnie brew, słysząc pisk córki - wyglądając zza jej drobnego ramienia na zwierzę. - Niech go licho, jesteś pewna? - zapytała jedyne, tracąc przekonanie co do sensu ratunku półdzikiego kota; jeszcze nie wiedząc, że rzucone przekleństwo stanie się mianem zwierzęcia. Miała nadzieję, że nie był chory - i że w krew córki nei wda się zakażenie, ale tym mogła zająć się za moment - magiczna anomalia nie mogła przecież trwać wiecznie. Jednak, ledwie moment później jej córka uchwyciła zwierzę, które najwyraźniej pojęło, że to u Lysy może znaleźć ratunek - i wtuliło się w nią jak dziecko, było w tym obrazku coś dziwnie poruszającego.
- Koty bywają użyteczne - odparła córce, w rzeczy samej na głos zastanawiając się nad argumentami za i przeciw. Bywały też podłe, niezależne, egoistyczne i niezainteresowane innymi ludźmi. Cassandra w przyszłym życiu mogłaby być kotem. Prosząca postawa Lysy nie była bez znaczenia, koty też dużo spały - miała szansę znaleźć pokrewną duszę, mogli teraz spać razem. Od momentu pojawienia się anomalii, małej Lysie było wystarczająco ciężko. - Opiekuj się nim dobrze - dodała, kiedy anomalia przeminęła, a one jęły lekko opadać  na ziemię; rzucone lento sprawiło, że odnalazły grunt bezpiecznie - w przeciwieństwie do mebli. Będzie musiała pozbierać i pogrupować te wszystkie rozsypane zioła.
Stanąwszy pewniej na ziemi, wypuściła z objęć córkę - razem z kotem - nachylając się, żeby pocałować jej czoło. - Naprawdę - szepnęła tylko, to naprawdę ty, Lysa, anomalie sprawiły, że twoje moce są chaotyczne i nie potrafisz ich kontrolować. Ale poradzę sobie z tym: daj mi tylko trochę czasu. Dopiero wówczas z jej dłoni wyrwała się różdżka - i uderzyła w pobliską ścianę, wyrzucając z siebie snop iskier, nie miała wątpliwości, co do źródła dziwnego zdarzenia. Anomalie po raz kolejny dały o sobie znać. Zostawiła różdżkę, nie potrzebowała jej - zamiast tego łagodnie wyciągnęła dłoń w kierunku zaczerwienionego policzka córki. Te zdarzenia nie powinny jej przerażać, nie powinny budzić lęku ani - tym bardziej - wyrzutów sumienia. Nie chciała pokazać po sobie strachu - chociaż bała się okrutnie.
- Pokaż mi, gdzie cię podrapał - poprosiła - zajmiemy się raną, a potem wszyscy troje coś zjemy. Ten bałagan może chwilę poczekać. - Prawdopodobnie i tak nie poustawia tych szaf sama, potrzebowała pomocy kogoś silniejszego - nie miała zamiaru korzystać z magii, już nie. - Pokaż mu potem piwnicę, jakiś czas temu zalęgły się tam bahanki. - Z pewnością potrafił się nimi zająć.
To był już długi dzień, a przecież dopiero się rozpoczynał.


/zt x2,5





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   22.07.18 13:47

1 lipca

Szałwia, bergamotka, waleriana. Charakterystyczna mieszanka zapachu suszonych ziół, których nazwy znał ze słyszenia, a których nigdy nie byłby w stanie rozpoznać za pomocą wzroku. Nie znał ich właściwości, nie znał zastosowania w ziołolecznictwie i eliksirach, znał tylko ich zapach, teraz tak silnie zmieszany z zapachem starej krwi, wilgotnej ligniny i środków odkażających. Nie powinno go to dziwić, to miejsce było przesiąknięte podobnymi aromatami. Brakowało tylko zapachu miodu. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Czuł ciepło na brzuchu, klatce piersiowej i ramionach — słońce? Niemożliwe. Jeśli znajdował się wciąż na Nokturnie, a nie przypominał sobie, aby go opuszczał tej nocy, słońce nie przedarłoby się przez opary kotłów i dym buchający z kominów. Nie otwierał oczu, przedłużając moment przebudzenia już całkiem świadomie, desperacko chwytając się ostatnich chwil błogiego snu, który ostatnio tak rzadko zaspokajał go nocą. Czuł, że gdyby przewrócił się na brzuch i powrócił do swojej najwygodniejszej pozycji, nie zasnąłby ponownie. Nieważne, która była godzina, ani jaki był dzień tygodnia.
Ciepło przerodziło się wreszcie w gorąc, który zaczynał się robić uciążliwy. Ręką chciał zsunąć materiał, który musiał go grzać, lecz zamiast kawałka pościeli jego palce natrafiły na jakąś lepką maź. Nie przeraziło go to, choć na jego do tej pory spokojnej i śniętej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia; brwi ściągnęły się ku sobie, a między nimi pojawiła się pionowa bruzda. Niechętnie rozchylił powieki, zaczynając się wiercić. Kruczy warkocz w rozmiarze dziecięcym był pierwszym, co ujrzał. Dopiero po nim blade, lekko zaokrąglone lica, ciemną sukienkę i maleńkie rączki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ostrze, które błysnęło pomiędzy jej małymi paluszkami. Skierowane w jego stronę, w kierunku nagiego torsu, który — jak spostrzegł — umazany był jakąś zielonkawo żółtą substancją przypominającą smarki trolla. Tuż obok tkwiły jakieś pojemniczki, wyglądające na wyposażenie lecznicy, na stoliku obok fiolki z kolorowymi i mało zachęcającymi miksturami. Jedna z nich, dobrze zakorkowana, dymiła się w środku. Wśród całego osprzętu ujrzał również patyk, a może dziecięcą różdżkę i szmatę, którą doskonale kojarzył z lazaretu. Cassandra często używała jej do zimnych okładów na czoło, przemywała nią twarz i ciało chorego. Ta wyglądała na brudną, zużytą. Miniaturowa kopia Cassandry na moment zastanowiła go nad tym, czy ktoś ich nie zaskoczył — może był zbyt mało uważny, nie zareagował w porę. Przelotnie obejrzał się, poszukując oznak walki i śladów krwi, lecz nie dostrzegł na swoim ciele żadnych ran, co jedynie potwierdzało, że jego pamięć nie posiadała ubytków i dziwnych luk, a ta mała istota to jej córka, zgodnie z tym, co przypuszczał, odkąd ją tylko ujrzał.
— Dzień dobry— na końcu jego powitania rozbrzmiało pytanie, bo odkąd się obudził nie odezwała się do niego ani słowem, co przerażało go bardziej niż dziwny, piekący skórę glut na brzuchu. Powoli zamierzał się podnieść do pozycji siedzącej i oczyścić z dziwnych emulsji.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   23.07.18 12:47

Umhra strasznie opierał się, kiedy prosiła, żeby nasmarkał i napluł do pustego, malutkiego słoiczka. Nie pytał po co, zdolności jego małego móżdżku nie wykraczały poza bezpieczne granice przytakiwania na powierzone mu zadania, słuchania i burczenia w prostych odpowiedziach. Chciała to wykorzystać, nakłaniając go i próbując nadać swoim prośbom nieco władczy ton, który wyraźnie miał mu zaznaczyć, że potrzebuje jego wydzielin do badań – brała przykład z mamy, przecież ona też je prowadziła, tylko wykorzystywała zupełnie inne przedmioty. Łączył je jedynie fakt, że obie potrzebowały obiektów, na których mogłyby zastosować tworzone dopiero co środki. Ten wykreowany przez małą Lyssandrę nie miał jeszcze nazwy, ale była zdolna nadać mu odpowiednie właściwości, które opierały się na dezynfekujących cechach smarków trolla, chorobobójczych cechach jego śliny, uspokajających cechy olejku lawendowego, łagodzących szałwii i osłaniających miodu lipowego, który w lecznicy był niemal wszędobylski. Jego słodki aromat wdzierał się w każdy kąt, zagnieżdżał we włosach, na skórze i czarnych sukniach.
Dał się przekonać po tym, jak zaczęła lekko, nienachalnie, ale słyszalnie tupać z niecierpliwieniem niewielką, bosą stópką. Charknął i smarknął, a potem spojrzał bez przekonania na młodą kopię swojej pani. Uśmiechnęła się do niego, choć jej uśmiech nie zalśnił przy kącikach oczu.
Miksturę należało spożytkować jak najszybciej od momentu dodania jej ostatniego składnika, musiała się więc pospieszyć. Był wczesny ranek – na tyle wczesny, że przez okno w suszarni dostawały się tylko przymglone, mleczne smugi wschodzącego nad horyzontem słońca. Słyszała z dołu krzątaninę. Wrona.
Ciche kroki skierowała do suszarni, żeby zajrzeć do środka przez uchylone drzwi i upewnić się, że jej obiekt doświadczalny wciąż śpi. Nie myliła się, miała więc jeszcze krótką chwilę na to, by zgromadzić wszystkie potrzebne materiały. Jej różdżka, drobny patyczek, który znalazła na zewnątrz, pod jednym z domów na Nokturnie, zgięty w połowie, ale oczyszczone z blizn po liściach, pochwyciła w dłoń jako pierwszy, potem przyszła pora na napełnienie niewielkiej miski wodą – wylała ją z dzbanka w kuchni, który ledwo co udało jej się utrzymać w dłoniach. Ulało jej się odrobinę, ale wytarła mokrą plamę ścierką, którą po chwili namysłu również ze sobą zabrała. Na koniec połączyła wszystkie składniki swojego eliksiru w jednym słoiczku i zamieszała w nim różdżką, bo przecież musiał się w tym znaleźć element magiczny. To, że musiała przeżyć jeszcze wiele zachodów słońca do czasu, aż nauczy się czarować, nie znaczyło, że teraz musiała sobie tego odmawiać. Wrona przecież powiedziała jej niedawno, że jest zdolną czarownicą.
I za taką się uważała.
Dalej było już tylko łatwiej. Spał na plecach – nie byłaby w stanie przewrócić go z odwrotnej pozycji, nawet, gdyby chciała, a Umhra zrobiłby to zbyt mocno i pewnie obiekt natychmiast by się obudził. Ostrożnie odchyliła koc z jego klatki piersiowej, żeby przygotować odpowiednie pole badawcze. Wylała sobie na drobne palce trochę gęstej, lejącej się mieszaniny i… szybko zorientowała się, że rozsmarowanie jej na nagiej skórze nie będzie tak proste, jak sądziła. Dodała tylko trochę wywaru z piołunu stojącego na blacie i jeszcze raz zamieszała specyfik – w końcu zaczął współpracować. Ale chwila. Przecież to miało leczyć, a nie robić za maść na zmarszczki. Na niewielkiej półeczce leżał mały nożyk, zazwyczaj służący Cassandrze za narzędzie do ucinania ziół, uchwyciła więc go i przyjrzała się jeszcze raz klatce piersiowej obiektu, żeby znaleźć najlepsze miejsce. Pod żebrami? Nie, tam było za mało skóry i można było przebić się zbyt szybko do płuc. Chciała go tylko drasnąć, lekko uszkodzić, a nie powodować niekontrolowany upływ krwi.
Obiekt się przebudził. Westchnęła.
Dla ciebie nie taki dobry – odparła poważnie, szmaragdowe tęczówki ginęły co chwila pod kurtyną czarnych rzęs. – Niedługo zrobi się z tego ropa i wda się zakażenie, trzeba się tego pozbyć – nie pasował do niej ten język. Nie pasował do jej dziecięcego, drobnego ciałka i cienkiego, choć podobnego do matki głosu. Ale pasował do jej nazwiska, które dumnie nosiła – była Vablatsky i pewne ramy, zakreślane sztucznie granice jej nie obowiązywały. Dostrzegła jego ruch, natychmiast więc położyła na jego ramieniu ubrudzoną dziwną, aż nieszkodliwą mieszaniną dziecięcą dłoń. – Co ty robisz? Nie wolno ci się podnosić, leczę cię.
Utkwiła w nim uważne spojrzenie znanych mu oczu.

[bylobrzydkobedzieladnie]






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką


Ostatnio zmieniony przez Lysandra Vablatsky dnia 23.07.18 12:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   23.07.18 12:47

The member 'Lysandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   11.08.18 22:49

Dwa iskrzące kamienie ze złotych pierścieni, dwa utracone przez dawnych królów szmaragdy wydobyte z odmętów Tamizy iskrzyły dziwnym, metalicznym blaskiem, wpatrywały się w niego bacznie i czujnie, jak ślepia dzikiej bestii, która ocenia inne zwierzę. Nie bała się, nie, była na swoim terytorium. Wyrażała niechęć każdym, nadrobniejszym ruchem, niweczył jej plany swym przebudzeniem się, psuł zabawę odzywaniem się. W każdej najmniejszej sekundzie wyrażała swoje niezadowolenie, jak rozkapryszona panna, którą przecież nie była — w taki sam sposób, jak Cassandra, gdy coś nie szło po jej myśli. Czego innego mógł się po niej spodziewać?
Chciał odchrząknąć, a zaniósł się gruźliczym kaszlem, ochryple wydobywającym się z jego gardła. Bolały go płuca, bolały go plecy, kark i głowa. Było mu duszno, gorąco, lecz przynajmniej potworne dreszcze ustały. Uzdrowicielka poiła go swoimi specyfikami, ponoć dopadła go gorączka, chyba spadła — czuł się lepiej. Nie był mniej zaniepokojony po przebudzeniu, gdy w końcu udało mu się uspokoić pełen szmerów oddech. Połyskujące ostrze w dłoniach kilkulatki nie wyglądało na niewinną zabawkę, a potencjalne narzędzie zbrodni. W przypadku Lysandry — wiedział, był przekonany, że w grę wchodziło tylko to drugie. Nie spuszczał z niej wzroku, próbując w jej zwodniczych, zielonych jak avada oczach wyczytyać zamiary, lecz nawet jak na dziecko, doskonale je maskowała. Gdyby Cassandra pozwoliła jej go zabić, nie trudziłaby się leczeniem, nie marnowałaby na niego ingrediencji i eliksirów, które pozwalały mu spać, by pozwolić go uśmiercić córce dla zabawy, w ramach domowej edukacji, by przeprowadzić na nim sekcję zwłok. Był bardziej niż pewien, że po otwarciu do środka nie ujrzałaby niczego interesującego. Jego trzewia z pewnością były w opłakanym stanie, wszystko gniło od środka — czuł się tak od dawna, jakby psuło się od wewnątrz i zatruwało jego organizm. Wybałuszając mu bebechy widziałaby marną imitację ludzkich narządów, nic nie nadawałoby się do ponownego użytku — z pewnością i Umhra by tego nie zjadł na obiad, wzgardziłby jego ciałem. Był popsuty, zniszczony, zmizerniały, ale nie zamierzał umierać. Nie dziś i nie pod jej dyktandem.
— Z czego — spytał ochryple, mrużąc oczy. Próbował dostrzec na swoim ciele świeże rany — ponownie — żadne jednak nie widział, wszystkie uleczyła jej matka przed kilkoma dniami. A może to on bredził, może miał przywidzenia. Może w rzeczywistości umierał, a może nie widział jej wcale, była tylko złym duchem, który go nękał przed śmiercią. Instynktownie zawierzył jej słowom, zapominając na chwilę, że ma do czynienia z dzieckiem Cassandry, a nie z nią samą, że Lysa nie mogła znać tajników magii leczniczej, ani podstaw anatomii. Wsparł się na łokciach i nagle poczuł, że rozbolały go też ramiona. Był zmęczony i chciał znów zasnąć, ale myśl o dziewczynce z ostrzem w dłoni i tak nie pozwoliłaby mu zmrużyć oka, nawet gdyby upoił się eliksirem słodkiego snu.
— Gdzie jest Cassandra?— nie mogła jej tak po prostu pozostawić bez opieki, samą, samiutką. Jej drobna dłoń umazana czymś lepkim i straszliwie śmierdzącym wsparła się na jego nagim ramieniu. Z trudem wytrzymywał tę woń, choć odnosił wrażenie, że tylko jemu ona przeszkadzała.
Leczyła go, ach tak. Nie zrobił się przez to spokojniejszy, wręcz przeciwnie. Jego ciało na moment spięło się, rozluźnienie przyszło dopiero po chwili. Zmierzył ją wzrokiem uważnie, aż w końcu uległ pod naporem jej małej rączki i położył się, jak wzorowy pacjent, spoglądając mglistym wzrokiem w kierunku sufitu.
— Nie amputuj mi niczego — zakazał jej kategorycznie, starając się nie spoglądać w stronę ostrza. Lecz jeśli bawiła się w małą uzdrowicielkę, uczyła się też opieki — miał nadzieję, że nie zamierzała go nagle i niespodziewanie dźgnąć. — Przynieś mi wody.— Był spragniony. — Albo wina — gdyby szybko się upił może zniósłby jej zabawy i nie przeszkadzałyby mu ukłucia, jeśli tylko będzie w stanie znów zmrużyć oko choćby na chwilę.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
 

Suszarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Lecznica-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18