Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Suszarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Suszarnia   01.06.17 21:40

First topic message reminder :

Suszarnia

Pomieszczenie znajdujące się tuż obok głównej sali pełniącej funkcję lazaretu, niewielkie, ciasne, to suszarnia, w której przechowywane są zioła na lecznicze maści i eliksiry. W powietrzu nieustannie unosi się tutaj ostry zapach roślin, które akurat zostały porozwieszane; od lawendy i lubczyku, przez pieprz, czosnek czy koper, po szałwię, rozmaryn, kolendrę i inne, znacznie mniej znane zioła. Łodygi suszonych roślin wiszą na upiętych pod sufitem. Światło wpuszcza do środka niewielkie, wąskie okno przyciemnione jasną zasłonką.
Pośród porozrzucanych ususzonych liści leżą dwa koce, kiedy lecznica jest przepełniona lub przyjmowani są pacjencji, którzy z innych powodów powinni zostać odizolowani od pozostałych, zwykle są - bez luksusów - kładzeni tutaj.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8/34
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   19.07.18 18:29

Była mądra. Inteligentna, z pewnością nie po ojcu - zresztą, po ojcu nie miała nic: a może do Cassandra widzieć niczego nie chciała. Kobieta, o której mówiła Lysa, miała na imię Maddy, stan zapalny na skórze był wynikiem oparów eliksirów, które tamtego dnia warzyła - a dziurawiec zmieszany z rumiankiem i szałwią usunął magiczne zakażenie.
- Zgadza się - pochwaliła córkę, z dumą, z pochwałą wyczuwalną w głosie, bo Lysa zawsze powinna czuć się dumna, kiedy przerastała wiedzą swoich rówieśników - a Cassandra nie miała wątpliwości, że tak się właśnie działo. - To dziurawiec - odpowiedziała w końcu; zagadka była trafiona, kiedy w nagrodę za jej rozwiązanie Lysa otrzymywała dalszą wiedzę - takim jak one to nie siła  a mądrość pozwalały przetrwać w miejscu takim jak to, ponurym, strasznym i dalekim od wszystkiego, co być może powinno znać dziecko w jej wieku. Wieku, z którym niekoniecznie się godziła - uśmiechnęła się ku niej zagadkowo, przez chwilę rachując jej pytanie w głowie tak, by odpowiedź przełożyć na język, który znała.
- Za czternastym razem, kiedy słońce wzejdzie na wschodzie i zajdzie na zachodzie po raz setny - odpowiedziała w końcu, cztery lata, nie całe tysiąc pięćset dni, tyle brakowało jej do otrzymania listu z Hogwartu. Mogła liczyć zachody słońca, dzień po dniu, choć była niemal pewna, że po kilkudziesięciu dniach najpóźniej ta zabawa okaże się wyjątkowo nudna. - Cierpliwość jest cnotą, na wielkie wydarzenia należy czekać z pokorą - pouczyła córkę, nie wątpiła w to, że pewnego dnia posiądzie tę sztukę - sama wiedziała już dzisiaj, jak bardzo użyteczna była i zamierzała jej tę użyteczność przekazać. Lysandra była bystra, jej matka nie mogła mieć żadnych wątpliwości, że podoła tej sztuce. Trudnej, pracochłonnej, ale też niezwykle pożytecznej. - Powinnaś się do tego czasu przygotować, nie zapominać nazw ziół i potrafić wymienić te, które służą za składniki poszczególnych eliksirów - Nie strofowała jej, jak na swój wiek i tak potrafiła bardzo dużo - ale zawsze mogła wiedzieć więcej. Póki nie mogła uczyć się animagii - miała czas koncentrować swoje myśli na tym, co leżało w jej zasięgu.
Inaczej niż kot, który z tego zasięgu uciekał; Cassandra mocno oplotła talię córki dłońmi, wyciągając ramiona i ostrożnie manewrując tak, by mieć ją pod kontrolą, a jednocześnie pozwolić złapać zwierzę; koty były pożyteczne, czego nie można było powiedzieć o widoku kota rozgniecionego szafą na oczach siedmiolatki. Ściągnęła niechętnie brew, słysząc pisk córki - wyglądając zza jej drobnego ramienia na zwierzę. - Niech go licho, jesteś pewna? - zapytała jedyne, tracąc przekonanie co do sensu ratunku półdzikiego kota; jeszcze nie wiedząc, że rzucone przekleństwo stanie się mianem zwierzęcia. Miała nadzieję, że nie był chory - i że w krew córki nei wda się zakażenie, ale tym mogła zająć się za moment - magiczna anomalia nie mogła przecież trwać wiecznie. Jednak, ledwie moment później jej córka uchwyciła zwierzę, które najwyraźniej pojęło, że to u Lysy może znaleźć ratunek - i wtuliło się w nią jak dziecko, było w tym obrazku coś dziwnie poruszającego.
- Koty bywają użyteczne - odparła córce, w rzeczy samej na głos zastanawiając się nad argumentami za i przeciw. Bywały też podłe, niezależne, egoistyczne i niezainteresowane innymi ludźmi. Cassandra w przyszłym życiu mogłaby być kotem. Prosząca postawa Lysy nie była bez znaczenia, koty też dużo spały - miała szansę znaleźć pokrewną duszę, mogli teraz spać razem. Od momentu pojawienia się anomalii, małej Lysie było wystarczająco ciężko. - Opiekuj się nim dobrze - dodała, kiedy anomalia przeminęła, a one jęły lekko opadać  na ziemię; rzucone lento sprawiło, że odnalazły grunt bezpiecznie - w przeciwieństwie do mebli. Będzie musiała pozbierać i pogrupować te wszystkie rozsypane zioła.
Stanąwszy pewniej na ziemi, wypuściła z objęć córkę - razem z kotem - nachylając się, żeby pocałować jej czoło. - Naprawdę - szepnęła tylko, to naprawdę ty, Lysa, anomalie sprawiły, że twoje moce są chaotyczne i nie potrafisz ich kontrolować. Ale poradzę sobie z tym: daj mi tylko trochę czasu. Dopiero wówczas z jej dłoni wyrwała się różdżka - i uderzyła w pobliską ścianę, wyrzucając z siebie snop iskier, nie miała wątpliwości, co do źródła dziwnego zdarzenia. Anomalie po raz kolejny dały o sobie znać. Zostawiła różdżkę, nie potrzebowała jej - zamiast tego łagodnie wyciągnęła dłoń w kierunku zaczerwienionego policzka córki. Te zdarzenia nie powinny jej przerażać, nie powinny budzić lęku ani - tym bardziej - wyrzutów sumienia. Nie chciała pokazać po sobie strachu - chociaż bała się okrutnie.
- Pokaż mi, gdzie cię podrapał - poprosiła - zajmiemy się raną, a potem wszyscy troje coś zjemy. Ten bałagan może chwilę poczekać. - Prawdopodobnie i tak nie poustawia tych szaf sama, potrzebowała pomocy kogoś silniejszego - nie miała zamiaru korzystać z magii, już nie. - Pokaż mu potem piwnicę, jakiś czas temu zalęgły się tam bahanki. - Z pewnością potrafił się nimi zająć.
To był już długi dzień, a przecież dopiero się rozpoczynał.


/zt x2,5





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   22.07.18 13:47

1 lipca

Szałwia, bergamotka, waleriana. Charakterystyczna mieszanka zapachu suszonych ziół, których nazwy znał ze słyszenia, a których nigdy nie byłby w stanie rozpoznać za pomocą wzroku. Nie znał ich właściwości, nie znał zastosowania w ziołolecznictwie i eliksirach, znał tylko ich zapach, teraz tak silnie zmieszany z zapachem starej krwi, wilgotnej ligniny i środków odkażających. Nie powinno go to dziwić, to miejsce było przesiąknięte podobnymi aromatami. Brakowało tylko zapachu miodu. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Czuł ciepło na brzuchu, klatce piersiowej i ramionach — słońce? Niemożliwe. Jeśli znajdował się wciąż na Nokturnie, a nie przypominał sobie, aby go opuszczał tej nocy, słońce nie przedarłoby się przez opary kotłów i dym buchający z kominów. Nie otwierał oczu, przedłużając moment przebudzenia już całkiem świadomie, desperacko chwytając się ostatnich chwil błogiego snu, który ostatnio tak rzadko zaspokajał go nocą. Czuł, że gdyby przewrócił się na brzuch i powrócił do swojej najwygodniejszej pozycji, nie zasnąłby ponownie. Nieważne, która była godzina, ani jaki był dzień tygodnia.
Ciepło przerodziło się wreszcie w gorąc, który zaczynał się robić uciążliwy. Ręką chciał zsunąć materiał, który musiał go grzać, lecz zamiast kawałka pościeli jego palce natrafiły na jakąś lepką maź. Nie przeraziło go to, choć na jego do tej pory spokojnej i śniętej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia; brwi ściągnęły się ku sobie, a między nimi pojawiła się pionowa bruzda. Niechętnie rozchylił powieki, zaczynając się wiercić. Kruczy warkocz w rozmiarze dziecięcym był pierwszym, co ujrzał. Dopiero po nim blade, lekko zaokrąglone lica, ciemną sukienkę i maleńkie rączki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ostrze, które błysnęło pomiędzy jej małymi paluszkami. Skierowane w jego stronę, w kierunku nagiego torsu, który — jak spostrzegł — umazany był jakąś zielonkawo żółtą substancją przypominającą smarki trolla. Tuż obok tkwiły jakieś pojemniczki, wyglądające na wyposażenie lecznicy, na stoliku obok fiolki z kolorowymi i mało zachęcającymi miksturami. Jedna z nich, dobrze zakorkowana, dymiła się w środku. Wśród całego osprzętu ujrzał również patyk, a może dziecięcą różdżkę i szmatę, którą doskonale kojarzył z lazaretu. Cassandra często używała jej do zimnych okładów na czoło, przemywała nią twarz i ciało chorego. Ta wyglądała na brudną, zużytą. Miniaturowa kopia Cassandry na moment zastanowiła go nad tym, czy ktoś ich nie zaskoczył — może był zbyt mało uważny, nie zareagował w porę. Przelotnie obejrzał się, poszukując oznak walki i śladów krwi, lecz nie dostrzegł na swoim ciele żadnych ran, co jedynie potwierdzało, że jego pamięć nie posiadała ubytków i dziwnych luk, a ta mała istota to jej córka, zgodnie z tym, co przypuszczał, odkąd ją tylko ujrzał.
— Dzień dobry— na końcu jego powitania rozbrzmiało pytanie, bo odkąd się obudził nie odezwała się do niego ani słowem, co przerażało go bardziej niż dziwny, piekący skórę glut na brzuchu. Powoli zamierzał się podnieść do pozycji siedzącej i oczyścić z dziwnych emulsji.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   23.07.18 12:47

Umhra strasznie opierał się, kiedy prosiła, żeby nasmarkał i napluł do pustego, malutkiego słoiczka. Nie pytał po co, zdolności jego małego móżdżku nie wykraczały poza bezpieczne granice przytakiwania na powierzone mu zadania, słuchania i burczenia w prostych odpowiedziach. Chciała to wykorzystać, nakłaniając go i próbując nadać swoim prośbom nieco władczy ton, który wyraźnie miał mu zaznaczyć, że potrzebuje jego wydzielin do badań – brała przykład z mamy, przecież ona też je prowadziła, tylko wykorzystywała zupełnie inne przedmioty. Łączył je jedynie fakt, że obie potrzebowały obiektów, na których mogłyby zastosować tworzone dopiero co środki. Ten wykreowany przez małą Lyssandrę nie miał jeszcze nazwy, ale była zdolna nadać mu odpowiednie właściwości, które opierały się na dezynfekujących cechach smarków trolla, chorobobójczych cechach jego śliny, uspokajających cechy olejku lawendowego, łagodzących szałwii i osłaniających miodu lipowego, który w lecznicy był niemal wszędobylski. Jego słodki aromat wdzierał się w każdy kąt, zagnieżdżał we włosach, na skórze i czarnych sukniach.
Dał się przekonać po tym, jak zaczęła lekko, nienachalnie, ale słyszalnie tupać z niecierpliwieniem niewielką, bosą stópką. Charknął i smarknął, a potem spojrzał bez przekonania na młodą kopię swojej pani. Uśmiechnęła się do niego, choć jej uśmiech nie zalśnił przy kącikach oczu.
Miksturę należało spożytkować jak najszybciej od momentu dodania jej ostatniego składnika, musiała się więc pospieszyć. Był wczesny ranek – na tyle wczesny, że przez okno w suszarni dostawały się tylko przymglone, mleczne smugi wschodzącego nad horyzontem słońca. Słyszała z dołu krzątaninę. Wrona.
Ciche kroki skierowała do suszarni, żeby zajrzeć do środka przez uchylone drzwi i upewnić się, że jej obiekt doświadczalny wciąż śpi. Nie myliła się, miała więc jeszcze krótką chwilę na to, by zgromadzić wszystkie potrzebne materiały. Jej różdżka, drobny patyczek, który znalazła na zewnątrz, pod jednym z domów na Nokturnie, zgięty w połowie, ale oczyszczone z blizn po liściach, pochwyciła w dłoń jako pierwszy, potem przyszła pora na napełnienie niewielkiej miski wodą – wylała ją z dzbanka w kuchni, który ledwo co udało jej się utrzymać w dłoniach. Ulało jej się odrobinę, ale wytarła mokrą plamę ścierką, którą po chwili namysłu również ze sobą zabrała. Na koniec połączyła wszystkie składniki swojego eliksiru w jednym słoiczku i zamieszała w nim różdżką, bo przecież musiał się w tym znaleźć element magiczny. To, że musiała przeżyć jeszcze wiele zachodów słońca do czasu, aż nauczy się czarować, nie znaczyło, że teraz musiała sobie tego odmawiać. Wrona przecież powiedziała jej niedawno, że jest zdolną czarownicą.
I za taką się uważała.
Dalej było już tylko łatwiej. Spał na plecach – nie byłaby w stanie przewrócić go z odwrotnej pozycji, nawet, gdyby chciała, a Umhra zrobiłby to zbyt mocno i pewnie obiekt natychmiast by się obudził. Ostrożnie odchyliła koc z jego klatki piersiowej, żeby przygotować odpowiednie pole badawcze. Wylała sobie na drobne palce trochę gęstej, lejącej się mieszaniny i… szybko zorientowała się, że rozsmarowanie jej na nagiej skórze nie będzie tak proste, jak sądziła. Dodała tylko trochę wywaru z piołunu stojącego na blacie i jeszcze raz zamieszała specyfik – w końcu zaczął współpracować. Ale chwila. Przecież to miało leczyć, a nie robić za maść na zmarszczki. Na niewielkiej półeczce leżał mały nożyk, zazwyczaj służący Cassandrze za narzędzie do ucinania ziół, uchwyciła więc go i przyjrzała się jeszcze raz klatce piersiowej obiektu, żeby znaleźć najlepsze miejsce. Pod żebrami? Nie, tam było za mało skóry i można było przebić się zbyt szybko do płuc. Chciała go tylko drasnąć, lekko uszkodzić, a nie powodować niekontrolowany upływ krwi.
Obiekt się przebudził. Westchnęła.
Dla ciebie nie taki dobry – odparła poważnie, szmaragdowe tęczówki ginęły co chwila pod kurtyną czarnych rzęs. – Niedługo zrobi się z tego ropa i wda się zakażenie, trzeba się tego pozbyć – nie pasował do niej ten język. Nie pasował do jej dziecięcego, drobnego ciałka i cienkiego, choć podobnego do matki głosu. Ale pasował do jej nazwiska, które dumnie nosiła – była Vablatsky i pewne ramy, zakreślane sztucznie granice jej nie obowiązywały. Dostrzegła jego ruch, natychmiast więc położyła na jego ramieniu ubrudzoną dziwną, aż nieszkodliwą mieszaniną dziecięcą dłoń. – Co ty robisz? Nie wolno ci się podnosić, leczę cię.
Utkwiła w nim uważne spojrzenie znanych mu oczu.

[bylobrzydkobedzieladnie]






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką


Ostatnio zmieniony przez Lysandra Vablatsky dnia 23.07.18 12:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   23.07.18 12:47

The member 'Lysandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   11.08.18 22:49

Dwa iskrzące kamienie ze złotych pierścieni, dwa utracone przez dawnych królów szmaragdy wydobyte z odmętów Tamizy iskrzyły dziwnym, metalicznym blaskiem, wpatrywały się w niego bacznie i czujnie, jak ślepia dzikiej bestii, która ocenia inne zwierzę. Nie bała się, nie, była na swoim terytorium. Wyrażała niechęć każdym, nadrobniejszym ruchem, niweczył jej plany swym przebudzeniem się, psuł zabawę odzywaniem się. W każdej najmniejszej sekundzie wyrażała swoje niezadowolenie, jak rozkapryszona panna, którą przecież nie była — w taki sam sposób, jak Cassandra, gdy coś nie szło po jej myśli. Czego innego mógł się po niej spodziewać?
Chciał odchrząknąć, a zaniósł się gruźliczym kaszlem, ochryple wydobywającym się z jego gardła. Bolały go płuca, bolały go plecy, kark i głowa. Było mu duszno, gorąco, lecz przynajmniej potworne dreszcze ustały. Uzdrowicielka poiła go swoimi specyfikami, ponoć dopadła go gorączka, chyba spadła — czuł się lepiej. Nie był mniej zaniepokojony po przebudzeniu, gdy w końcu udało mu się uspokoić pełen szmerów oddech. Połyskujące ostrze w dłoniach kilkulatki nie wyglądało na niewinną zabawkę, a potencjalne narzędzie zbrodni. W przypadku Lysandry — wiedział, był przekonany, że w grę wchodziło tylko to drugie. Nie spuszczał z niej wzroku, próbując w jej zwodniczych, zielonych jak avada oczach wyczytyać zamiary, lecz nawet jak na dziecko, doskonale je maskowała. Gdyby Cassandra pozwoliła jej go zabić, nie trudziłaby się leczeniem, nie marnowałaby na niego ingrediencji i eliksirów, które pozwalały mu spać, by pozwolić go uśmiercić córce dla zabawy, w ramach domowej edukacji, by przeprowadzić na nim sekcję zwłok. Był bardziej niż pewien, że po otwarciu do środka nie ujrzałaby niczego interesującego. Jego trzewia z pewnością były w opłakanym stanie, wszystko gniło od środka — czuł się tak od dawna, jakby psuło się od wewnątrz i zatruwało jego organizm. Wybałuszając mu bebechy widziałaby marną imitację ludzkich narządów, nic nie nadawałoby się do ponownego użytku — z pewnością i Umhra by tego nie zjadł na obiad, wzgardziłby jego ciałem. Był popsuty, zniszczony, zmizerniały, ale nie zamierzał umierać. Nie dziś i nie pod jej dyktandem.
— Z czego — spytał ochryple, mrużąc oczy. Próbował dostrzec na swoim ciele świeże rany — ponownie — żadne jednak nie widział, wszystkie uleczyła jej matka przed kilkoma dniami. A może to on bredził, może miał przywidzenia. Może w rzeczywistości umierał, a może nie widział jej wcale, była tylko złym duchem, który go nękał przed śmiercią. Instynktownie zawierzył jej słowom, zapominając na chwilę, że ma do czynienia z dzieckiem Cassandry, a nie z nią samą, że Lysa nie mogła znać tajników magii leczniczej, ani podstaw anatomii. Wsparł się na łokciach i nagle poczuł, że rozbolały go też ramiona. Był zmęczony i chciał znów zasnąć, ale myśl o dziewczynce z ostrzem w dłoni i tak nie pozwoliłaby mu zmrużyć oka, nawet gdyby upoił się eliksirem słodkiego snu.
— Gdzie jest Cassandra?— nie mogła jej tak po prostu pozostawić bez opieki, samą, samiutką. Jej drobna dłoń umazana czymś lepkim i straszliwie śmierdzącym wsparła się na jego nagim ramieniu. Z trudem wytrzymywał tę woń, choć odnosił wrażenie, że tylko jemu ona przeszkadzała.
Leczyła go, ach tak. Nie zrobił się przez to spokojniejszy, wręcz przeciwnie. Jego ciało na moment spięło się, rozluźnienie przyszło dopiero po chwili. Zmierzył ją wzrokiem uważnie, aż w końcu uległ pod naporem jej małej rączki i położył się, jak wzorowy pacjent, spoglądając mglistym wzrokiem w kierunku sufitu.
— Nie amputuj mi niczego — zakazał jej kategorycznie, starając się nie spoglądać w stronę ostrza. Lecz jeśli bawiła się w małą uzdrowicielkę, uczyła się też opieki — miał nadzieję, że nie zamierzała go nagle i niespodziewanie dźgnąć. — Przynieś mi wody.— Był spragniony. — Albo wina — gdyby szybko się upił może zniósłby jej zabawy i nie przeszkadzałyby mu ukłucia, jeśli tylko będzie w stanie znów zmrużyć oko choćby na chwilę.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   27.09.18 21:33

Wielokrotnie obserwowała, jak matka posługuje się narzędziami, żeby z wnętrza ciała wydobyć powód choroby albo, co już było ostatecznością, gdy delikwentowi los wydarł z płuc ostatni oddech, wydzierała spod tłustych fałd wszystkie części, które mogłyby się do czegoś nadać. Fascynowało ją to w stopniu, w jaki siedmiolatkę wychowaną na Nokturnie pod skrzydłami Cassandry Vablatsky może fascynować zajmowanie się ludzkim ciałem, odzyskiwanie z niego resztek, by mogły jeszcze raz przysłużyć się światu. Wielokrotnie oczyszczała drobne kostki dłoni (ucząc się ich nazw i układając z nich rymowanki), po to, żeby mogły je później sprzedać do Paliczków. Nauki płynące z przyglądania się, jak sprawnie rodzicielka obracała w dłoniach niewielki nożyk, nie poszły w las.
W las.
Spojrzała na niego badawczo, ale dając wrażenie, jakby go w ogóle nie słuchała. Mylne – uszy miała otwarte, zarówno na niebezpieczeństwa czające się w cieniu poznawania nowego przybysza dokładniej, jak i wszelkie bodźce płynące z jego ciała. Nie gorszył jej, często widziała rozchełstane koszule kryjące ledwo swoimi skrawkami obce męskie klatki piersiowe, kobiece piersi, odkryte uda. To było tylko ciało – każde będzie na końcu swojej wędrówki gniło w ziemi.
Z choroby – odparła pewnie. – To martwica na pewno – kontynuowała, wciąż mu się przyglądając. – Widziałam cię – jej niewielka dłoń, ta czysta, uniosła się do góry. Palce zahaczyły o górną wargę obiektu i uniosły ją. Skrzywiła się. – Ale nie masz ostrych kłów. Dlaczego?
Był przecież wilkiem. Czarnym ponurakiem kryjącym się za gałęziami owocującego głogu, upstrzonymi bladozielonymi kolcami. Błyskał jasnymi ślepiami, nie szczerzył jednak zębów na niewielkie gniazdo wron skryte za falującymi witkami starej wierzby.
Kiedy podparł się łokciami, przytrzymała mocniej paluszki na jego ramieniu, o wiele od niej większego, żeby nie wstawał, bo mieli tu jeszcze ważne sprawy do załatwienia. Zmarszczyła cieniutkie brewki, kiedy zapytał o Wronę.
Jest zajęta – przyklepała kilka razy rozsmarowaną maź, uparcie tłumacząc sobie, że to pomagało we wchłanianiu jej dobroczynnych wartości. Nikt nie musiał wiedzieć, że to była niewinna zabawa, a smarki trolla razem w połączeniu z jakimikolwiek ziołami nie robiły absolutnie nic. Prócz tego, że śmierdziały jak smocze łajno. Wyraźnie złagodniała, kiedy się jej posłuchał i położył. – Tym amputować? – pokazała mu nożyk. – Potrzebuję piły. Jak będziesz niegrzeczny, to po nią pójdę. Mama mi pokaże, gdzie jest.
Chwyciła z szafki przyniesioną szmatkę i położyła ją na jego ramieniu, materiał szybko wchłonął dziwny specyfik rozlany na skórze, ale dla pewności jeszcze go przycisnęła, dając nie tylko sobie, ale przede wszystkim swojemu pacjentowi pozory, że zna się na swojej pracy. Chwyciła za swoją różdżkę i zamknęła oczy, mamrocząc pod nosem zupełnie niezrozumiałe słowa, które najwyraźniej miały być zaklęciami. Machnęła patyczkiem kilka razy na różne strony i pozwoliła powiekom unieść się, odsłonić zielone tęczówki.
Wino? Co to wino? – zdziwiła się. Zaczęła zdejmować szmatkę z nieistniejącej rany, ścierając od razu resztki magicznej substancji, która wcale taka magiczna nie była. – Już jesteś zdrowy.






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   08.10.18 8:53

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   08.10.18 11:52

Martwica— brzmiała diagnoza. Wcale nie tak dramatyczna, jak mogłoby się wydawać. Obumieranie tkanek nie wydawało się drastyczne, ani tym bardziej zaskakujące. Nie dla niego. Przeczuwał, że coś z nim jest nie tak, że coś nie działa tak jak powinno, psuje się, zjada od środka, jakby w jego wnętrznościach pomieszkiwała larwa, która żywiła się nim samym; pasożyt, który pochłaniał swoje środowisko ostrożnie i niezauważalnie. I gdyby była to diagnoza młodej lekarki, poważna i ostateczna — zapytałby ją co może jeszcze dla niego zrobić, by spowolnić ten proces, lecz to była tylko zabawa dziecka, udającego swoją matkę, małpującego jej ruchy i powtarzającego słowa recytowane płynnie każdemu (lub prawie każdemu) umierającemu. Jego życie było najistotniejsze i z pewnością nie należało do najlepszych powodów do żartów. Ale Lysandra była mądrą dziewczynką, mądrzejszą niż jej rówieśniczki i mogła wyrosnąć na bardzo zdolną uzdrowicielkę. Niepraktycznie byłoby ją strofować, ograniczać nieszkodliwe sposoby nauki, choć wolałby nie być obiektem jej praktyk i prób uzdrawiania. Pomyślał o tym właśnie teraz - powinien przyprowadzić jej przyjaciela, odpowiednio słabego i uległego, może pod wpływem odpowiednich zaklęć. Takiego, który posłusznie położy się na stole, aby mogła przeprowadzić na nim pierwsze badania na żywym organizmie, a później będzie uczyła się go szyć, a później znów, rozpłata mu brzuch i wyciągnie bebechy, by rozpocząć mroczne eksperymenty, ostatecznie po wielu godzinach tortur zakończone sekcją zwłok. Powinien, z pewnością to zrobi przy najbliższej okazji.
Na wieść o tym, że go widziała od razu przeniósł na nią uważne spojrzenie szarych, skutych lodem oczu. Od razu wiedział, o czym mówiła, a jej słowa, choć wybrzmiewające głosem łagodnym, dziecięcym, wywołały w nim uczucie niepewności i lęku - o własne życie, o swoją przyszłość. Niedobrze, kiedy inny jasnowidz widział go w swoich wizjach, gdy wieszczył mu przyszłość. Szczególnie Vablatsky. Wierzył w to, że wizje dziecka nie będą przepowiadać wyłącznie nieszczęść, a zwierzęcy świat będzie dobrze przez nią znany i rozumiany.
— Co widziałaś?— spytał lekko poruszonym tonem. Jej paluszki rozhcyliłi lekko jego wargi, poszukiwała w nich czego — kłów. Kłapnął więc zębami jak zwierz, którego spodziewała się ujrzeć, aby ją przestraszyć. — To był sen. Ale bardzo ważny sen — wyjaśnił jej powoli, powstrzymując pragnienie podniesienia się do pozycji siedzącej, aby ją lepiej widzieć, śledzić zmiany na jej drobnej twarzy, wyrazy kłamstw i oszust, tak banalnych dla zwykłego dziecka. — Opowiedz mi o tym śnie — zaproponował, marszcząc brwi. Musiał usłyszeć, co widziała, co go czeka, jaka przyszłość — przed czym się wystrzegać, co naprawić, zmienić. — Rozmawiałaś o tym śnie z matką?— Czy Cassandra wiedziała? Gdyby coś mu groziło, ostrzegłaby go. Na pewno. Ohydnie śmierdząca substancja przestała mu przeszkadzać, choć wciąż rejestrował jej obecność. O wiele istotniejsze sprawy niż lepka maź i drobne ostrze błyskające w dłoni kilkulatki zaprzątało mu teraz głowę. Przyklepała leczniczą substancję. Ledwie spojrzał na nią, krzywiąc się przy tym. Jeszcze do niedawna sądził, że maść na oparzenia była najgorzej woniącym lekarstwem, ale to, czymkolwiek było i jakiekolwiek miało działanie — przekraczało wszystko, co do tej pory znał. Uniósł dłonie i lekko odsunął rękę małej wieszczki; już, zostaw to w spokoju, zetrzyj ze mnie.
— Piły?— spytał z niedowierzaniem. Sceptycznie na nią patrzył. Cassandra nigdy nie dałaby jej piły do ręki, a już na pewno nie po to, by mu cokolwiek odcięła. — Jestem grzeczniutki — mruknął niechętnie pod nosem, sięgając ręką do głowy, która znów go zaczynała boleć. Czoło zdawało się pulsować gorącem, znów miał gorączkę. Specyfik małej Vablatsky nie pomagał, chyba, że miałby nim sobie oblepić skronie.
— Wino jest w ciemnej butelce, na drugiej półce — pamiętał, gdzie je trzymała, pamiętał sposób, w jaki Cassandra zwykła instruować swoją córkę. — Wino jest najlepszym lekarstwem, głowa mnie boli, jak chcesz mnie uzdrowić to tylko tak — powiedział, spoglądając na nią spod otwartej dłoni, którą zsunął chwilę wcześniej na piekące oczy. — Idź przynieś. Ściąganie magicznej substancji wywołało w nim lekką ulgę. Miało pomóc przynajmniej pod względem samopoczucia. Usunięcie smrodu umili ten czas, w którym — w końcu — czuł się tak źle, najgorzej od niepamiętnych czasów. Nie spodziewał się, że mała uzdrowicielka naznaczy go piętnem swego przekleństwa zesłanego przez anomalie. Gdy ściągała szmatką specyfik, niespodziewanie zaczął się dymić, spod jej dłoni. Skóra rozgrzała się jeszcze bardziej, a stopniowe kłucie błyskawicznie przerodziło się w silny, przeszywający ból. Zaciśnięte zęby wypuściły przez siebie nerwowy syk, a później gardłowy warkot będący wyrazem bólu, któremu nie chciał dać upustu. Momentalnie poderwał się do góry, wyrywając spod jej dłoni. — Lysandra!— fuknął w odwecie. Tak szybko jak zaskoczył go ból, nadszedł spokój, kojący gwałtowną nerwowość. Siedząc opierał się rękami po obu stronach siebie, głowę opuścił do przodu, zawieszając ją ciężko na barkach. Oddychał ciężko, ale gniew momentalnie ustąpił zmęczeniu i słabości, która mu doskwierała.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   09.11.18 0:01

Nie wszyscy tak zachłannie pożądali informacji o tym, co czeka ich w dalekiej lub całkiem bliskiej przyszłości. Wielokrotnie była świadkiem odrzucenia słów matki, wieszczącej śmierć Wrony, która jako Vablatsky z krwi i kości była w stanie mówiąc tylko prawdę. Zbyt bolesną dla niektórych par uszu, naznaczoną zbyt dużym ciężarem. One uważały to za przestrogę, inni – za przekleństwo. Dlatego dociekliwe pytania obiektu doświadczalnego nieco zbiły ją z tropu, do tej pory wzrok skupiony, uniósł się i zmienił charakter. Przez chwilę można było dostrzec w tęczówkach blask zagubienia, niepewności. Do tej pory opowiadała o swoich snach tylko matce, nie czuła się więc w obowiązku uchylania mu rąbka tajemnicy, ale… coś mówiło jej, że powinna.
Zwierzęta się ciebie bały. I lis. I borsuk. Uciekły za drzewa, daleko. – patrzyła na niego z ukosa. – Ale Wrona się nie bała, patrzyła zza gałązek, kiedy podchodziłeś bliżej. I nie miałeś czerwonych ślepi – te kojarzyły się tylko źle. Kojarzyły się z nocą pełną koszmarów, nie snów. Kojarzyły się z niebezpieczeństwem i przymusem odlecenia z gniazda albo schronienia się w małej, ciasnej dziupli, gdzie stare, zmurszałe drewno wpijało się w pióra, urywało je. Obśliniony pysk i białe jak mleko zębiska, z których skapywała krew – krew zabitych zwierząt. To nie była piękna śmierć otulona dogasającym ciepłem zimowego futra, to była śmierć w najboleśniejszym wydaniu. W wydaniu, w którym słodką melodię traw zagłuszał agonalny jęk i krzyk zażywanych zwierząt. Tych, których Wrona nie mogła już uratować.
On był inny. I zaczynała dostrzegać, czego bały się w nim mieszkańcy Lasu. Jego spojrzenie mroziło krew, zmuszało do ucieczki, niemal udowadniało, że niedługo nadejdzie koniec – ale nie dla niej. To był jej Las i chociaż była zaledwie pisklęciem, które wciąż uczyło się latać, wiedziała o nim zdecydowanie więcej niż on, wilk.
Celowo nie odpowiedziała na pytanie, czy opowiadała o śnie matce. Nie opowiadała, ale zrobi to, żeby upewnić się co do symboliki, znaczenia. Bo uczyła się nie tylko latać.
Odtrącenie jej małej dłoni nie było szczególną sztuką, z kwaśna miną mu na to pozwoliła, chociaż teoretycznie nie miała na co się krzywić – zdążyła zetrzeć z jego ramienia smarki Umhry. Sądziła, że był zdrowy, ale wcale na takiego nie wyglądał. Wcześniej sama chciała zrobić mu krzywdę, żeby go uleczyć, drobną, nieszkodliwą, ale okazywało się, że o wiele szybciej została poddana próbie wiedzy. Dotknęła jego czoła zewnętrzną stroną dłoni, żeby sprawdzić, czy było z nim bardzo źle. Wiedziała, co w takiej sytuacji zrobić. Zeskoczyła z łóżka i zbiegła na dół, pod prośbą skierowaną w stronę Wrony zabierając glinianą miskę, świeży, wyprany niedawno przez nią ręcznik i jedną fiolkę mikstury, która miała mu pomóc. Zaniosła ekwipunek do suszarni i za chwilę wróciła do kuchni. Nie zabrała wina, tylko dzban z czystą wodą. Licho patrzyło na nią z dołu, oblizując czarny pyszczek, językiem czyszcząc zaraz miękkie futro na brzuchu. Kiedy wróciła do swojego obiektu, poszedł za nią, miaucząc z cicha.
Zajęła z powrotem miejsce obok niego, wciskając mu w dłoń fiolkę z eliksirem. Nie znała jego nazwy, ale jasna barwa i delikatny blask osadzający się na szkle mówiły wiele o jego właściwościach. Miał zbić gorączkę i złagodzić ból głowy.
Mama powiedziała, że ci pomoże, tylko musisz wypić całość – zamoczyła ręcznik w misce z wodą i już chciała ułożyć go na jego czole, kiedy pod jej dłonią, opartą o jego ramię, zaczęło się dymić. Szybko odskoczyła, finalnie spadając na podłogę. To była jej wina? Była przecież potężną czarownicą, tak mówiła jej mama.
Nie krzycz na mnie! – obruszyła się wyraźnie, podnosząc się z ziemi. – Próbuję ci pomóc!






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   09.11.18 0:01

The member 'Lysandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   11.11.18 0:56

Głuchy trzask rozbrzmiał w jego uszach, a wnętrze opanował lekki wstrząs. Jakby jego organy, poszczególne elementy organizmu, jak wyspy na jednym morzu doznały jednakowego trzęsienia ziemi. Woda wokół zawirowała i wzniosła się, by niczym tsunami zakryć je wszystkie i zrujnować doszczętnie. A po śmiercionośnej fali miała być tylko cisza. I pustka. I znów, upragniony spokój. Czekał na tąpnięcie, na moment, w którym usłyszy swą przyszłość, pozna swe przeznaczenie. Patrzył w twarz dziecka, czując, jak jej słowa chodzą po nim, jak karaluchy. Robactwo przechodziło z jej dłoni na jego pierś i rozchodziło się po skórze, docierając do najdalszych i najwilgotniejszych kawałków jego ciała. Tam się zalęgały, składały jaja, które wyklują się za jakiś czas. Będzie nosicielem, żywicielem. Będzie karmił strach i obawę o swą przyszłość, będzie pożywką irracjonalnych obaw, które zakorzeniło w nim dziecko — niezwykłe dziecko, wróżbitka. Córka Cassandry, wnuczka wielkiej Vablatsky. Jego krew płynęła w jej żyłach, a krew jej przodkiń w jego własnych. Małe odnogi szkodników dreptały po naskórku, wytyczając ścieżki, zawiłe sieci, które ciągnęły się pod ubraniem. Czuł je pod kocem, czuł pod bielizną. Wgryzały się pod pachami, chciały dostać do krwiobiegu.
Duże, wpatrzone w nią oczy koloru zimnej stali nie ustępowały. Jak dwie latarnie skierowane w jej stronę, wyczekiwały nadejścia sztormu. Jej słowa powinny nieść spokój, ale nie wzbudzały go wcale. Morze było wzburzone, woda kotłowała się u podnóży klifu.
— Wrony nie mają się czego bać — wyszeptał zachęcająco. Chciał, aby powiedziała mu wszystko, by zwierzyła się ze swoich koszmarów. A jeśli nie wszystkich — z tego jednego. Tego, w którym grał jakąś rolę. Chciał ją poznać, zrozumieć. Musiał się dowiedzieć wszystkiego. W jej spojrzeniu błyskała niepewność. Nie wiedziała, jak postąpić, co uczynić. Przeczuwał, że jak każdy ptak rozwinie skrzydła i ucieknie, kiedy tylko dostrzeże gwałtowny ruch.— Odczuwasz lęk w swoich snach?— spytał, marszcząc brwi, odsuwając się nieco, by ich krótki kontakt zelżał, aby ciśnienie zmalało, a temperatura opadła. By spadła na dobre. Było mu gorąco i zimno zarazem. Pocił się — parował, a lodowate krople spływały mu po kręgosłupie i po skroniach. W płucach miał kamienie. Całą stertę. Gruzowisko. Przez chwilę chciał, by wzięła do ręki nóż i otwarła jego klatkę, wyjęła to, co zalegało w środku i zdjęła ten paskudny ciężar.
Zniknęła, pozostawiając po sobie tylko przyjemny zapach dziecięcych włosów i ziół, którymi przesiąknęła. Tupot jej stóp wydawał się słyszalny w całej lecznicy, a może tylko mu się zdawało. Głuche echo kroków odbijało się w jego głowie. Gorączka wyolbrzymiała każdy efekt, docierający do mózgu z opóźnieniem bodziec. Czas się dłużył, a potem biegł zbyt szybko. Wstał powoli, zsuwając z siebie koc. W głowie mu się kręciło, nogi miał jak z waty. Paliły go oczy, nie mógł oddychać. Jaki był dzień i jaka godzina? Szukał wzrokiem swych ubrań, chciał wrócić do domu, do pracy. Usiadł szybko z powrotem, odnajdując w swym stanie poważną słabość, której nie potrafił wciąż przezwyciężyć. Nim się zorientował już była przy nim, a w jego dłoni spoczęła niezidentyfikowana fiolka. Spojrzał na nią z niewypowiedzianym pytaniem. Pytała matki — musiała spytać. Nie wzięłaby niczego bez jej wiedzy. Nie wybrałaby przypadkowych eliksirów, by mu podać, kłamiąc, że sama Cassandra kazała je wziąć.
— Co to jest?— spytał głucho, podpierając się rękami po obu stronach. Do skóry przyłożyła mu rozżeżone żelazo. Świeża rana po jej dotknięciu zdawała mu się aż dymić na skórze, czuł swąd palonego ciała. Echo jego głosu odbiło mu się w uszach, gniewnie patrzył na córkę Vablatsky. Nie pomagała. Mimo swoich najszczerszych chęci, nie pomagała. Była nieskuteczna — jej działania były odwrotne. Nie starała się. Dla niej to była tylko zabawa Dotknął palcami rany, a ból nadszedł z opóźnieniem. Przymknął powieki, zacisnął zęby. To nic z czym nie mierzył się do tej pory. Kilka godzin minie, nim przejdzie. Ale kiedyś przejdzie. —Opowiedz mi o tym śnie — poprosił łagodnie, opuszczając głowę nisko, zawieszając ją luźno na ramionach. Nic poza tym snem nie było tak ważne w tej chwili. — Zbliż się.— Odkorkował fiolkę, nie podnosząc na nią wzroku i wypił po chwili jej zawartość, nie wahając treści, jakby był pewien, że wtedy nie zmusi się by to zrobić. — Opowiedz mi, o tym co się stało. Gdzie były wrony?





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
 

Suszarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Lecznica-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18