Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Suszarnia
AutorWiadomość
Suszarnia [odnośnik]01.06.17 21:40
First topic message reminder :

Suszarnia

★★
Pomieszczenie znajdujące się tuż obok głównej sali pełniącej funkcję lazaretu, niewielkie, ciasne, to suszarnia, w której przechowywane są zioła na lecznicze maści i eliksiry. W powietrzu nieustannie unosi się tutaj ostry zapach roślin, które akurat zostały porozwieszane; od lawendy i lubczyku, przez pieprz, czosnek czy koper, po szałwię, rozmaryn, kolendrę i inne, znacznie mniej znane zioła. Łodygi suszonych roślin wiszą na upiętych pod sufitem. Światło wpuszcza do środka niewielkie, wąskie okno przyciemnione jasną zasłonką.
Pośród porozrzucanych ususzonych liści leżą dwa koce, kiedy lecznica jest przepełniona lub przyjmowani są pacjencji, którzy z innych powodów powinni zostać odizolowani od pozostałych, zwykle są - bez luksusów - kładzeni tutaj.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:03, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Suszarnia - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Suszarnia [odnośnik]04.04.21 22:14
Skinęła Sigrun głową, ze spokojem, łagodnie, kiedy nie tylko przechyliła zawartość ofiarowanej fiolki, ale i upewniła uzdrowicielkę w przekonaniu, że w szkle nie została już ani kropla; przyjrzała się uważnie jej gardłu, upewniając się, że Rookwood przełknęła całą zawartość, całkowitej pewności nabrawszy jednak dopiero wtedy, kiedy się odezwała. Wyciągnęła dłoń, odbierając od niej pustą fiolkę. Martwiła się. Jej stanem, jej zdrowiem, jej przyszłością. Robiła co mogła, by rozgonić te straszne mary, ale nie mogła być pewna, na ile jej leczenie będzie skuteczne. Na ile skuteczne być w ogóle mogła - tamtej nocy Rycerze zadarli z niewyobrażalnie potężnymi mocami, słyszała przecież opowieśći. Od Sigrun, od Deirdre, od Elviry. Słyszała zbyt wiele, by wątpić, a jednocześnie zbyt mało, by rozumieć wszystko: wciąż nie wiedziała - gdzie był Ramsey?
I gdzie była Sigrun, bo choć siedziała dzisiaj przed nią, dobrze wiedziała, że nie była w pełni sobą. Musiała się odnaleźć, w labiryncie własnych myśli, wspomnień, utkwiona pomiędzy światami, prawdziwym i tym z wyobrażeń.
Uśmiechnęła się ciepło na słowa skierowane do córki.
- Wyobrażasz sobie, co będzie za pięć lat? - zapytała łagodnie, po części odpowiadając i podtrzymując rozmowę czysto towarzysko, po części - badając. Jej reakcje, jej rozumienie rzeczywistości, jej umiejscowienie w przestrzeni, jej pamięć. Wciąż wiedziała, kim była Lysandra, wciąż rozumiała pojęcie czasu. Jej zagubienie się nie pogłębiało. Czy wycofywało? Miała nadzieję, wydawało jej się, że owszem - Sigrun zaczynała dostrzegać subtelne krzywizny rzeczywistości, zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, że nie wszystko, co widziała, istniało naprawdę. Ale przed nimi była jeszcze ciężka praca. - Prosiła, żeby przekazać ci życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Martwi się o ciebie - przyznała, otwarcie, jak otwarcie można było mówić o dziecku. Sigrun nie przepadała za dziećmi, ale to nie miało znaczenia, wiedziała, że Lysandra mogła jej ufać na tyle, by rzeczywiście snuć podobne zmartwienia. Siedząc na łóżku, naprzeciw niej, złożyła dłonie razem na podołku, wsłuchując się w jej słowa z kamienną miną. Szczerość między nimi była teraz najważniejsza, a najlichszy grymas powątpienia lub negacji mógłby zburzyć cienką linię zaufania, jakie w niej pokładała, mówiąc jej prawdę.
- Widzisz go, czujesz jego zapach i słyszysz - powtórzyła po niej bez zawahania, wyliczając wszystkie objawy. - Nie ma tutaj żadnych zwłok. Ja ich nie widzę. To omamy, jakie przywołuje czarna magia - mówiła dalej, choć powtarzała jej to już po stokroć. Musiała wiedzieć, musiała pamiętać. Musiała przekonać do tego samą siebie, bo choć wiedziała, to wciąż nie do końca jeszcze wierzyła. - Co się stanie, jeśli go dotkniesz? - zapytała, zastanawiając się, czy była w stanie dotknąć faktury jego skóry - czy jednak jej dłoń sięgnie powietrza. Nie chciała jednak zmuszać jej do niczego, na co nie była jeszcze gotowa. Musiały znaleźć sposób, na odróżnienie ułudy od rzeczywistości.
- O czym mówił Alphard? - A w słowach - w słowach najpewniej znajdą więcej o przyczynach, od przyczyn będzie bliżej wyleczenia.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Suszarnia [odnośnik]22.04.21 22:28
Nigdy chyba nie była w tak złym stanie jak jeszcze przed kilkoma dniami, gdy kompletnie nie wiedziała, nie rozumiała co dzieje się wokół, urojenia okazały się tak silne, że należało odebrać jej różdżkę, by nie uczyniła krzywdy innym i może przede wszystkim sobie samej. Opowiadała niegdyś Cassandrze, że jako dziecko przeszła przez Plagę Koszmarów, mówiła o tym niewielu, lecz ufała uzdrowicielce i uznała to za konieczne, aby mogła dobrać dla niej odpowiednie leczenie, dawkę eliksirów. W przypadku Rookwood musiały być silniejsze - jej organizm musiał już za młodu przyjmować silniejsze dawki, by nie pozwolić dziewczynce przekroczyć granicę, zza której nie było już odwrotu. Choroba przeminęła, lecz z talentem do Sigrun do pakowania się w kłopoty, z jej impulsywnością i skłonnością do podejmowania zbyt dużego ryzyka wielokrotnie prawie straciła życie. Cassandra widywała ją już poobijaną, okaleczoną, nie raz niemal wykrwawiła się na posadzce lecznicy; uzdrowicielka leczyła jej rany po zaklęciach, zadane własną czarną magią, ślady po stoczonej walce z wilkołakiem, czy ataku magicznego stworzenia, którego się nie spodziewała.
Nigdy jednak nie straciła rozumu aż tak. Nigdy chyba nie czuła się słabsza, choć wiedziała, że do słabych nie należała. Ten stan budził w Sigrun słuszny lęk. Bała się, że nie powróci do zdrowia jak zawsze, że jej śmierć to była ta granica, zza której nie było odwrotu - bała się, że pozostawiła w zaświatach cząstkę siebie, własny rozum i nie będzie już tą samą Sigrun Rookwood co wcześniej. W Vablatsky widziała chyba jedyną osobę, która mogła pomóc i gdy tylko to zrozumiała, choć musiało minąć wiele dni i należało wlać jej niemal siłą do gardła sporo fiolek wywarów uspokajających, zaczęła poddawać się woli czarownicy.
- Tak. Chyba tak - mruknęła, grzebiąc łyżką w zupie, zanim jeszcze przełknęła jej więcej. Nie dlatego, że nie smakowała, raczej wydawała się zastanawiać i szukać w pływających jarzynach kolejnych słów. - Za pięć lat... Na pewno będzie świetnie gotować albo... Za pięć lat będzie chyba w Hogwarcie? Tak? Ile ona ma lat? Osiem? Skrzaty będą gotować - mówiła głosem słabym, nie tak pewnym jak zwykle, trochę plątała się w tym co mówi, na bladej twarzy widniał wyraz skupienia, jakby próbowała skupić się na tym, co może wydarzyć się w ciągu pięciu lat.
Czy ona w ogóle przeżyje następne pięć lat? Rok? Miesiąc? Zadrżała i uniosła wzrok na Cassandrę. Wsadziła sobie do ust łyżkę zupy, nie podmuchała najpierw, wywar poparzył ją w język, lecz ten ból trochę Rookwood otrzeźwił.
- Martwi się? - zdziwiła się Sigrun. Nigdy nie sądziła, że Lysandra może pałać do niej sympatią, chyba nie należała do jej ulubionych ciotek - ona sama traktowała ją jednak inaczej. Rookwood zaczęło się wydawać, że Lysandra jest częścią Cassandry, Cassandra częścią Lysandry. Jakby nie mogły istnieć już bez siebie, młoda jasnowidzka miała w sobie cząstkę jej matki, może właśnie przez to ona też traktowała ją inaczej, niż inne dzieci. - To wyjątkowe dziecko. Powiedz jej, że wrócę do zdrowia - oświadczyła Sigrun, a jej głos zabrzmiał trochę pewniej. Musiała walczyć, nie mogła się poddać.
Słuchała z uwagą słów Vablatsky, która zapewniała, że żadnych zwłok tutaj nie ma, a to wszystko co widziała i czuła było nieprawdą, kłamstwem, halucynacją. Sigrun podążyła znów wzrokiem w kierunku, gdzie przed chwilą wskazała rzekome wzroki - wciąż je tam widziała, powtarzała sobie jednak w myślach słowa Cassandry.
- Wiesz, że... Używam czarnej magii często. Bardzo. Raniła mnie już. Nie raz, boleśnie, ale nie tak - wyrzekła cicho, udręczona, bo tak właśnie się czuła - udręczona tym bólem, strachem i niemożliwością odróżnienia koszmaru na jawie od rzeczywistości. - Czasami znika. Czasami po prostu trafiam dłonią w przestrzeń, ale on tam jest. Albo pojawia się gdzieś indziej - wyjaśniła. Cassandra zadawała jej pytania, na które tak trudno było Sigrun udzielić odpowiedzi - dotąd bowiem nie rozkładała tego, co widziała i czuła na czynniki pierwsze. Nie poddawała ich w wątpliwość, po prostu reagowała. Oparła się o ścianę, odchyliła przy tym głowę - teraz nie zdecydowała się wyciągnąć dłoni ani ku martwemu Wilkesowi, ani Alphardowi. - Dziś powiedział mi, że oddał tam za mnie życie, że... Wróciłam, bo on tam trafił - powiedziała cicho. Na twarzy Sigrun nie było jednak widać żadnych wyrzutów sumienia, czy żalu - jedynie strach.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Suszarnia [odnośnik]16.05.21 0:45
Przyglądała się jej z troskliwą uwagą, kiedy bełtała łyżką w podanej zupie, w całej tej surowej trosce po prostu się martwiła: ze wszystkich sił, całym sercem, silnym przekonaniem, nie była w stanie oszacować strat w jej umyśle, jeszcze nie teraz, nie wiedziała, które z nich się cofną, a które zostaną takimi, jakimi były, nie potrafiła jej pomóc natychmiast - a to zaczynało ją frustrować. Chciała się nią zając, musiała się nią zająć najlepiej, jak potrafiła, wyglądało jednak na to, że potrafiła w zasadzie niewiele. Zbyt niewiele.
- Skrzaty... - powtórzyła po niej z lekką nostalgią w głosie, skrzaty będą jej gotować? Przez chwilę pomyślała, że Sigrun całkiem odleciała, po chwili pojęła, że miała jednak rację: za pięć lat Lysandra nie będzie już z nią mieszkała. Czas płynął tak szybko, zbyt szybko, bardzo okrutnie, sama myśl, że miałaby rozstać się z córką, napełniała ją stanowczym mimowolnym sprzeciwem. Ale Lysandra musiała pójść do szkoły i wypełnić dom Roweny Ravenclaw dumą, nie czuła się bardzo przywiązana do domu, który ukończyła, ale znała dziewczynkę wystarczająco mocno, by wiedzieć, że jej mała tam właśnie trafi. - W marcu osiem - prawie osiem. Prawie jedna czwarta jej życia. Szmat czasu, rzeczywiście. Zamrugała gwałtownie, powracając spojrzeniem na twarz czarownicy - była trzeźwa na umyśle. Przewróciła oczyma i głośno wypuściła z ust powietrze, kiedy Sigrun - chyba umyślnie - oparzyła język zupą.
- Nie zamierzam jej okłamywać - odpowiedziała spokojnie, wpatrując się w zmęczoną twarz wiedźmy. - Powiem jej tak, kiedy nabiorę pewności - przestrzegła, zastanawiając się, czy dodatkowa motywacja mogła przyśpieszyć jej rekonwalescencję. Nie mogła mieć pewności, nawet jeśli podobna wybrzmiewała w słowach Rookwood. Wcześniej musiała się przekonać, że nie był to tylko chwilowy przebłysk a postanowienie, przy którym wytrwa znacznie dłużej. W milczeniu wysłuchała jej dalszych słów.
- Tam, na dole, mieliście do czynienia z bardzo potężną magią. Znacznie potężniejszą od tej, którą sięgasz na co dzień. Widziałam to po waszych ranach, Sigrun, widziałam po tym, co stało się z Elvirą - I wciąż nie wiem, gdzie jest Ramsey. Zbierała myśli, gestem zachęcając ją, by kontynuowała posiłek. - Być może coś nie chce, byś wróciła. Być może coś nie chce zaakceptować poświęcenia i daru Alpharda. Być może coś nie chce, byś odnalazła spokój. Być może moc tamtego miejsca wciąż zatruwa twój umysł swoim okrucieństwem z nadzieją, że tym sposobem doprowadzi cię do szaleństwa. Ale ty nie możesz się temu poddać, Sigrun. Eliksiry uspokajające to jedno, pomogą ci wyciszyć umysł, ale nawet wyciszony, jak teraz, może przejawiać problematyczną aktywność. Kluczem do wyjścia z tego jest zrozumienie - kontynuowała powoli, nie miała dużego doświadczenia z chorobami psychicznymi, ale odkąd miała tutaj Sigrun, dużo o tym czytała. - Oddał za ciebie życie, umarł. Jest martwy. Został w podziemiach locus nihil, Sigrun. Nie ma go tutaj. Nigdy go tutaj nie było. Nie może go tutaj być. Ani tutaj, ani nigdzie indziej. To tylko wytwór twojego zatrutego złą magią umysłu. - Powoli wyciągnęła dłoń, chcąc uchwycić jej. - Musisz o tym pamiętać. Powtarzać to za każdym razem, kiedy zobaczysz jego widmo.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Suszarnia [odnośnik]26.06.21 22:06
Chyba nikt nie okazywał Sigrun nigdy podobnej troski jak Cassandra Vablatsky. Czuła się niemal nieswojo pod wpływem jej prawie że matczynego spojrzenia, przez czuły, przyjacielski dotyk do jakich nie zdążyła przywyknąć. Nie stroniła od bliskości fizycznej, lecz to nie było to samo - od zniknięcia Christophera nie czuła, aby komukolwiek tak silnie zależało na jej zdrowiu jak Cassandrze. Zmarzniętej skórze zaś ciepły dotyk sprawiał ból, zwłaszcza teraz, kiedy była w takiej rozsypce. Czuła się zdezorientowana, bo nie wiedziała jak zareagować i czy w ogóle może to odwzajemnić.
- Duża dziewczyna - skomentowała jedynie. Czas płynął tak szybko. Sigrun mówiła, że przeciekał jej przez palce, a to ponoć to właśnie matkom mijał najszybciej - zanim się oglądały to ich ptaszyny wyfruwały z gniazda. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy Cassandra pośle swoją córkę do Hogwartu. Wydawało jej się to raczej oczywiste. Miejsce każdego czystokrwistego czarodzieja i czarownicy było właśnie tam. Jeszcze kilka lat temu nieco żałowała, że nie uczęszczała do Instytutu Magii Durmstrang, zwłaszcza po opowieściach Caelana Goyle, który mówił o nauce czarnej magii w tej szkole, lecz teraz wszystko się zmieni - gdy już wygrają wojnę i Czarny Pan przejmie pełnię władzy nad krajem. Wtedy zajmą się wszystkim.
Czy ona także?
Sigrun podniosła na Cassandrę zaniepokojone spojrzenie, kiedy ta stwierdziła, że nie będzie okłamywać Lysandry - zrozumiała, że uzdrowicielka nie miała pewności, czy Rookwood dojdzie do zdrowia, do pełni sprawności i to sprawiło, że szerzej otworzyła oczy.
- Musisz mi pomóc wrócić do zdrowia. Tylko ty możesz to zrobić. Tylko tobie tak ufam. Tylko ty to potrafisz, wiem to - powiedziała z naciskiem, wpatrując się w oczy Cassandry intensywnie, niemal szaleńczo. To właśnie w niej pokładała swoje nadzieje - dlatego słuchała każdej rady, piła eliksiry, zioła, napary, starała się stosować do jej rad i poleceń. - Tylko nie oddawaj mnie do Munga - burknęła i to wcale nie była prośba. Nie chciała tam trafić. - Dziękuję - mruknęła, gdy dojadła zupę i odłożyła pustą miskę na drewnianą tacę, dłonią zaś odwzajemniła uścisk Cassandry, która zacisnęła nań własną, przemawiając do niej rozsądnie i spokojnie.
- To było potężniejsze niż się spodziewałam. Tylko Czarny Pan może nad tym zapanować. Ja nie zdołałam - odpowiedziała powoli. Nie była pewna, czy wracanie wspomnieniami do Locus Nihil było teraz odpowiednie, ale czy Cassandra sama nie powiedziała właśnie, że kluczem do wyleczenia urojeń i halucynacji było zrozumienie? - Nie jestem pewna ile już o tym słyszałaś. Opowiedzieli ci o kamieniach? Nie mogłam się powstrzymać przed dotknięciem jednego. Wzywał mnie. Musiałam go zdobyć, a kiedy to dotknęłam czułam jakby... Jakby coś wypalało mnie od środka. Jakby trawiło moją duszę i zabierało ją dalej. Straciłam przytomność i obudziłam się dopiero tutaj. Czy to możliwe, aby ta magia, która zabrała Alpharda zamiast mnie odebrała mi jej cząstkę? A może ta śmierć podążyła tu za mną? - zastanawiała się, blednąc z każdą chwilą, rozglądając po suszarni z niepokojem, jakby za chwilę znowu miała ujrzeć Alpharda Blacka, którego tu nie było, który nie żył jak powtarzała jej uparcie Vablatsky, by wreszcie wbić to Sigrun do głowy. Miało jednak minąć jeszcze sporo czasu nim to to do niej dotrze. - Wydało mi się, że poznałam czym jest strach i zapanowałam nad tym - wyrzekła cicho, spoglądając na na Cassandrę z powagą i dziwnym, niepasującym do niej lękiem. Przetrwała Azkaban, przetrwała gniew Czarnego Pana, gdy zawiedli, przetrwała wiele zła. Z każdego bagna zdołała się jednak wykaraskać. - Mówiłam ci kiedyś, że jako dziecko chorowałam na plagę koszmarów?


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Suszarnia [odnośnik]28.07.21 14:15
Duża dziewczyna, tak, Lysandra dorastała w niesamowitym tempie, ale czasem wydawało jej się, że dziewczynka dorastała też szybciej od swoich rówieśników. Była w tym wina jej przeżyć, niewątpliwie, ponurych wizji, ale i w samym charakterze Lysandry kryła się wrażliwość pozwalająca dojrzeć szybciej. Może była w tym wina też otoczenia, w którym mieszkały, ale tego nigdy nie uznawała za wadę. Im wcześniej czarownica pozna swoje obowiązki, tym lepiej sprosta im w przyszłości. Straszna wojna niosła grozę, a ciała ścielające podłogi jej lecznicy tego to potwierdzały - od tego nawet mała Lysa nie mogła uciec.
- Nawet sobie nie wyobrażasz - westchnęła melancholijnie. - Ale jest też coraz większą pomocą - dodała, łagodnie się uśmiechając; przygotowanie posiłku dla Sigrun było tylko wyrywkiem z jej codzienności. Uchwyciwszy haftowane szaleństwem spojrzenie Sigrun nie utraciła powagi, martwił ją stan Rookwood. Była Śmierciożerczynią i jako taka była potrzebna Rycerzom z trzeźwym umysłem, ale przede wszystkim - była też jej drogą przyjaciółką. - Nie sądzisz chyba, że mogłabym cię zdradzić w ten sposób - upomniała ją z wyczuwalnym w głosie wyrzutem, nigdy nie oddała do Munga żadnego ze swoich pacjentów - a co dopiero żadnego pośród tych, których los rzeczywiście nie był jej obojętny. Wiedziała, że sama, że tutaj, zajmie się nią najlepiej. - Skrzywdziła cię bardzo potężna magia, Sigrun. Zrobię, co leży w mojej mocy, ale potrzebuję twojej współpracy, w porządku? Musisz mnie słuchać. Tego, co do ciebie mówię i tego, o co cię proszę. Przejdziemy przez to wspólnie - Odnalazła jej dłoń, by ścisnąć ją między własnymi palcami na kilka przedłużających się sekund. I milczała, kiedy Sigrun zaczynała się otwierać, opowiadjąc o tamtych przeżyciach. To musiało być trudne - psychiczny powrót ku tym zdarzeniom - ale było też absolutnie konieczne, by mogli dojść z jej myślami do ładu. Należało je przesegregować, ułożyć prawdziwe obok urojonych, a następnie utkać z nich prawdziwy krajobraz rzeczywistości. Ten nieprzekłamany iluzją magii, której żadna z nich pojąć nie potrafiła.
- Słyszałam o kamieniach, wpierw od Ramseya - jeszcze nim wyruszyliście - potem od Elviry - gdy już powróciła - bez ręki. Ale słuchała jej opowieści w ciszy, bo mniejsze znaczenie miał sens tych słów, a większe - by to ona przeszła przez nie ponownie. - Skoro żyjesz i siedzisz przede mną, jesteś niewątpliwie cała. Co dokladnie oznaczały tamte zdarzenia - jeszcze się dowiemy. Teraz najważniejsze jest, byś odpoczęła. Jego tu nie ma, pamiętasz? Przeniknęła do ciebie złowroga moc kamienia, moc śmierci. Ale śmierć jest w tobie, nie wokół ciebie. W tym pomieszczeniu jesteśmy tylko ty i ja - mówiła dalej, dbając, by jej głos się nie ugiął. Sigrun musiała jej zaufać. Uwierzyć. Tylko dzięki temu będą mogły przejść dalej. - Tylko głupcy nie lękają się niczego - skontrowała jej słowa, nie powinna robić sobie wyrzuty za zaznane słabości. Była tylko człowiekiem, czarownicą z krwi i kości. Miała swoje słabości jak każdy. - Nie - odpowiedziała, odkładając na bok naczynia po posiłku. - Opowiedz mi, proszę - Tyle musiało na dzisiaj wystarczyć, tyle z gonitwy myśli. Umysł musiał się uspokoić. Powrócić do czegoś, co było znajome. Plaga koszmarów mogła pozostawić na jej psychice blizny, nawet trwałe, a blizny te mogły się otworzyć pod wpływem kamienia. W ciele, w umyśle, wszystko pozostawało ze sobą powiązane. - Jak często miewałaś napady?




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Suszarnia [odnośnik]31.07.21 19:03
Nie wyobrażała tego sobie, to prawda. Sigrun nawet się nie starała. Uciekała myślami od wizji, w których sama jest matką. Nie widziała siebie w tej roli. Ani kiedyś, ani teraz, ani chyba nigdy nie będzie w stanie. Może po prostu niektóre kobiety, takie jak ona, nie nadawały się do tego. Nie znosiła dzieci. Lysandra była wyjątkowa, to fakt, może przez to, że miała tak wyjątkową matkę, do której wydawała się taka podobna. Kiedy jednak Sigrun myślała o tym, że mogłaby urodzić małą kopię samej siebie - to chyba jeszcze bardziej zrażała się do macierzyństwa.
Nie wytrzymałaby ze sobą, to pewne.
- Nie sądzę tak. Ufam ci - odparła od razu, wyczuwając wyrzut w głosie przyjaciółki, o który nie mogła mieć pretensji. Wolała przestrzec, taki miała już charakter, nie wierzyła jednak, aby Cassandra zdecydowała się na taki krok. Była ambitną i pewną siebie oraz swoich umiejętności czarownicą. Miała do tego pełne prawo. Niejednokrotnie dowodziła już swoich talentów, ratując życie i zdrowie licznych Rycerzy Walpurgii, nie pozwalając im dzięki swej różdżce, dłoniom i opiece przekroczyć linii śmierci, metaforycznie łapała ich za szaty i odciągała od tamtego światła.
Słowa te wiele dla Sigrun znaczyły i miała nadzieję, że dotrą do Cassandry. Zaufanie było rzeczą niezwykle delikatną, którą szafowała bardzo ostrożnie. Za bardzo szanowała swoje życie i własne tajemnice - miała jednak pewność, że przed Vablatsky może uchylić ich rąbka i wciąż spokojnie spać.
- W porządku. To, czego chcę, to wrócić do pełni sił. Czarny Pan mnie potrzebuje - przytaknęła na słowa Cassandry z niezachwianą pewnością. Wiedziała z czego wynikają. Zawsze zgrywała twardszą, niż była w rzeczywistości. Nierzadko zbywała zalecenia mruknięciem, zapewniała, ze jest lepiej, niż było, udawała, że wcale tak nie boli. Nie chciała wyjść na kogoś słabego. Uzdrowicielka musiała czuć się przy takich pacjentach trochę jak przy dzieciach, które należało ciągle pouczać i pilnować. Teraz jednak było inaczej. Sigrun czuła, że jest źle, że sama sobie z tym nie poradzi. Potrzebowała Cassandry i wiedziała, że tylko ona może jej pomóc - musiała więc jej słuchać, by powrócić do pełni zdrowia. Pełni sił. Czarny Pan nie tyle jej potrzebował, co żądał obecności i służby - nie chciała go zawieść. Lękała się narazić na jego gniew. W szeregach Rycerzy Walpurgii nie było miejsca dla kogoś słabego.
Opowiedziała Cassandrze o tamtej nocy, czuła wdzięczność, że szeptucha słuchała jej uważnie i w milczeniu, pozwalając zrzucić z siebie ten ciężar. Sigrun nie była pewna, czy pomoże jej to dobrać odpowiednie leczenie - ale nie o to chodziło. Musiała to z siebie wyrzucić.
- W mojej rodzinie mówi się, że strach tnie głębiej niż jakakolwiek klątwa. Paraliżuje człowieka. Trzeba nad nim zapanować - mruknęła ponuro. Tak rzeczywiście brzmiały ich rodowe słowa, powtarzane kolejnym pokoleniom Rookwoodów, z których surowym wychowaniem starano się wyplenić lęk i zaszczepić pokłady siły jakie pozwoliłyby im nad nim panować.
- Często. Czasami codziennie. Niekiedy miewałam dłuższe przerwy. Bardzo często wizje nawiedzały mnie w snach. Najczęściej. Na jawie też, niestety, ale rzadziej. Czasami nie potrafiłam odróżnić rzeczywistości od tego, co nieprawdziwe. Czułam to wszystkimi zmysłami. Eliksiry pomagały, ale dopiero moja magia wyleczyła mnie z tego - przyznała szczerze, wracając do bolesnych wspomnień, ale unikała tych najgorszych szczegółów - reakcji ojca, tego, co naprawdę widziała, chwil spędzonych w samotności. Miała i tak wielkie szczęście, że plaga koszmarów minęła wraz z objawieniem się magii. - Inaczej nie byłoby mnie tutaj w ogóle - westchnęła; doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak to mogło się skończyć. - Masz jeszcze coś, co pozwoli mi zasnąć i nie śnić? - spytała z nadzieją, zawieszając na twarzy Cassandry pytające spojrzenie. Wciąż czuła się zmęczona, ale przez koszmary nie mogła odpocząć naprawdę.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Suszarnia [odnośnik]01.08.21 16:26
Ufała jej - ufały sobie nawzajem - oczywiście, że tak, właśnie dlatego składała swój umysł w jej ręce, a ona wiedziała, że zrobi wszystko, dosłownie wszystko, żeby pomóc jej wrócić do zdrowia. Sigrun była ważna dla sprawy, ale dla niej przede wszystkim była ważna jako przyjaciółka - źle jej się patrzyła na to, jak cierpiała, nawet jeśli była niesamowicie silna, fizycznie, psychicznie, nawet jeśli ogrom jej emocji nie był ukazywany na zewnątrz, miała przecież wyobraźnię i mogła sobie wyobrażać, jak strasznym było ciągłe nawiedzenie przez mary zmarłych, bliskich zmarłych. Były takie moemnty, w których zastanawiała się, czy duch Alpharda naprawdę nie kręcił się w pobilżu, były i takie, gdy wieczorami rozpalała kadzidła odganiające duchy pod drzwiami Sigrun - upewniając się, że były tutaj same, bez niewidocznych bytów. Podobnie jak Sigrun i ona prawdziwie ufała niewielu.
- Wrócisz, w pełni wykonywać jego rozkazy - zapewniła ją z przekonaniem, które chciała zaszczepić również w niej; wiara we własne siły zawsze była istotną częścią rekonwalescencji, pierwsza poddaje się psychika, potem - ciało, podczas gdy tutaj mieli do czynienia ze swoistym połączeniem jednego i drugiego. Zdawała sobie sprawę z tego, jak ważne było ją teraz wysłuchać - nie poświęcała tak wielkiej uwagi wszystkim swoim pacjentom, ale najbliższych zawsze traktowała ze szczególnym wyczuleniem. - Mądre słowa - przyznała bez zawahania, z uznaniem, sama tkwiła w kajdanach strachu zbyt długo, tkwiła w nich wciąż, ale poznała już ciężar tych kajdan i nauczyła się z nimi żyć; Sigrun była znacznie odważniejsza od niej, ale wobec tego, co przeszła, najpotężniejszy nie pozostałby obojętny. - Okiełznamy te mary. Musisz być tylko cierpliwa - obiecała, nie miną od razu, nie miną nawet za miesiąc, ale w końcu przeminą - bo przemija wszystko, co złe.
W milczeniu wysłuchała opowieści Sigrun o jej dzieciństwie, o nawiedzającej ją pladze koszmarów, na moment odwróciła spojrzenie w bok, wspominając własne dzieciństwo: nawiedzające ją od najmłodszych lat koszmary miały z tym bliskie porównanie - lecz jej niosły prawdziwe obrazy, jej nie zniknęły z pojawieniem się magii, nie istniały też żadne eliksiry, które mogły odpędzić te wizje. Starała się odseparować od tych wspomnień, zdystansować, by móc na chłodno połączyć fakty. Nadwątlone w dzieciństwie nerwy musiały mieć wpływ na to, jak Sgrun radziła sobie z podobnymi zdarzeniami teraz. Musiała być na nie bardziej wrażliwa, bardziej niż inni. Być może dlatego u innych nie pojawiły się podobne objawy. Nie skomentowała tych słów w żaden sposób, zachowując przemyślenia dla siebie. Rzadko leczyła dzieci, tutaj, na Nokturnie, ale nie chciała mówić o tym głośno - mogłaby się zmartwić. Odwiedzi miejską bibliotekę, poszuka ksiąg, poczyta, znajdzie sposób, który pomoże jej dotrzeć do wszystkich możliwych powiązań. Który pozwoli jej dotrzeć do sedna labiryntu.
- Zapalę ci zioła, pomogą - Aromat uspokajał, zmieszany z żywicą zatli spokój, pozwoli odegnać złe sny. - Utkam ci łapacz snów - zadecydowała, na wszelki wypadek. Pod wieczór zacznie, wyśle Lysandrę, żeby poszukała piór. - Teraz to zabiorę. Odpoczywaj, zaraz wrócę - obiecała, zabierając tacę z posiłkiem i wkrótce zniknęła za drzwiami - które zamknęła za sobą na klucz. Ufała jej bezgranicznie, ale tylko wtedy, kiedy była zdrowa i kiedy była w stanie w pełni kierować swoim zachowaniem - samodzielnie.

/zt




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Suszarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach