Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zaplecze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Zaplecze   07.06.17 22:10

Zaplecze

Niewielkie pomieszczenie tuż obok pracowni; w zasadzie ma tam wstęp tylko właścicielka.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.



Ostatnio zmieniony przez Solene Baudelaire dnia 07.01.18 18:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Zaplecze   07.06.17 22:14

|28 kwietnia

Tego dnia przedmieściami Londynu zawładnęła wyjątkowo nieprzyjemna pogoda, tak dawno wyczekiwana przez zwolenników kojącego, chłodnego deszczu. Stojąc w oknie swojej sypialni obserwowała to uliczkę przycupniętą zapadłymi koślawo w ziemi domkami, nie tak wcale różniącą się od innych ulic Lavender Hill, to rozbijające się i spływające po szybie krople  wody, znikające równie szybko, co się pojawiły. Stała oparta bokiem o ścianę i zastanawiała się dlaczego właściwie nie zaplanowała sobie dzisiejszego dnia, wiedziona dziwnym przeczuciem, że w pewnym momencie on sam się ułoży, komplikując jej wcześniejsze założenia.
Zamyślona nie usłyszała zegara wybijającego równą godzinę, notabene godzinę, od której miała zacząć robić coś ambitnego poza kontemplacją moknących w deszczu krzewów kwiatów i rozkwitających drzew, usilnie rozważając sposób, w jaki mogłaby przemycić ów wzory na letnie projekty sukni. Rozważała wiele ewentualności, jednak żadna z nich nie była wystarczająca do zadowolenia wybrednej projektantki, w mniemaniu której wszystko musiało być perfekcyjne: ubrania określały daną osobę, wyrabiały wrażenie otoczenia, dlatego nie mogły być pospolite. Pospolite wiązało się z byle jakim, z niedbaniem o siebie i absolutnym brakiem zarówno gustu, jak i wyobraźni.
Wyraźnie podminowana do działania wzięła z pokoju notes oraz kilka próbek materiałów łącznie z niewielkim pudełkiem pełnym rozmaitych nici, guzików i igieł, by następnie zejść na zaplecze, w którym działa się cała (bądź część) magia. Pierw przejrzała wiszące na wieszakach kreacje w pracowni, w znacznej części odpowiadające płci pięknej, ale te w tej chwili wydawały jej się po prostu brzydkie, nijakie, niespełniające wymagań. Była nawet skłonna zrzucić wszystkie projekty w kąt, w przypływie chwilowej irytacji potomkini, ale wstrzymała się w ostatniej chwili; siedząc na krześle spróbowała wykorzystać jedną z technik nauczycielki malarstwa, zakładającą malowanie z zamkniętymi oczami, wedle tego, co podpowiada serce – i choć to wydawało się z pozoru głupie, czasami działało, przynosząc niespodziewane efekty. Zamknęła więc oczy, oddychając głęboko, a potem pozwoliła wprawnej dłoni trzymającej kurczowo ołówek "ponieść się" po kawałku niezapisanej kartki. Szkicując, próbowała przywołać do siebie kształt obserwowanych wcześniej kwiatów, wyobrażając sobie ich strukturę i zapach, a jednocześnie próbując połączyć je z przewiewnym materiałem sukni. Ale i to nie przyniosło spodziewanego efektu; postanowiła skupić się na granatowej marynarce, będącej częścią rzuconego jej wyzwania - ta była w zasadzie skończona, brakowało kilku detali, poprawek i prac wykończeniowych, jednak nie mogła tego uczynić bez osoby, dla której była uszyta.






Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.



Ostatnio zmieniony przez Solene Baudelaire dnia 21.06.17 23:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott https://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 https://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Zaplecze   07.06.17 23:14

Wiedziony wspomnieniem, w którym ostatni raz dane mu było ujrzeć żywą i prawdziwą Solange, Cassius przemierzał uliczki przedmieścia Londynu. Był niczym tropiciel polujący na swą zwierzynę, choć w tym wypadku, uświadomiwszy obie absurd sytuacji, to on był ofiarą wchodzącą prosto w pułapkę. Nie przeszkadzało mu to jednak w podążaniu wzdłuż kolejnych zabudowań, aż dotarł tam, gdzie przekonanie kazało mu stwierdzić, że budynek zamieszkiwała czarująca towarzyszka z Winiarni.
Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym, gdzie panna Baudelaire spędzała noce i uciekała przed życiem publicznym. Informację tę uważał za zbędną, dopóki nie zapragnął przekonać się, czy podjęte przez nią wyzwanie nie zostało porzucone. Myśl związana z niepewnością tego, co mógł zastać w środku, wprowadzała Cassiusa w ekscytację podejrzanego pochodzenia. Nie lubił przecież stawać przed czymś, co nie było pewne. Nade wszystko lubował się w sytuacjach jasnych i klarownych dla niego. Swojego rozmówcę mógł pozostawić w niewiedzy, by w trakcie rozmowy przejąć kontrolę i poprowadzić całość konwersacji w taki sposób, ażeby to jego było na wierzchu. Jednakże w przypadku rozmów z Solange, ciało jego ogarniała lekkość, podczas której nie odczuwał potrzeby dbania o szczegół, który tak często przywiązywał jego uwagę.
Abstrahując jednak od tego, co miało dopiero nastąpić, Cassius nie czuł jakichkolwiek oporów, przekraczając granice terenu. Pozostawał lordem, który stąpał niczym po swoim, podążając drogą prowadzącą do pracowni. Nie znalazłby jej w żadnej innej części budynku. Przeczucie upewniało go całkowicie, że pracowała nad jednym ze swoich projektów i nie zamierzał ulec pomyłce. Przekonanie zapuszczało coraz głębsze korzenie w umyśle wraz z każdym krokiem stawianym ku właściwym drzwiom. Dopiero metaforyczne starcie się z powierzchnią drewna ściągnęło go na ziemię. Cała buta i dostojność ustąpiły miejsca eleganckiej powadze i spokojowi nakrywających entuzjazm podszyty niezaspokojoną ciekawością.
Po raz pierwszy zawitał w progu prywatnego miejsca Solange. Klamka ustąpiła pod lekkim dotykiem, a zawiasy poinformowały właściciela o przybyciu gościa. Powoli wkroczył do środka, dając Solange chwilę na to, by mogła go przywitać jak przystało na damę, za którą ją uważał i którą przecież była. Nie zastał jednak nikogo w środku i z zamyślonym wyrazem twarzy powędrował do kolejnych, uchylonych drzwi, otwierając je. Jego oczom ukazało się zaplecze wypełnione tym, co niezbyt kulturalnie nazywał śmieciem, lecz wzrok sam powędrował w stronę odkrytych pleców panny Baudelaire. Obserwował nikłe ruchy, sycąc się nimi niczym najlepszym alkoholem, pozwalając jej omotać go swoim czarem i pięknem. Nie miał na to najmniejszego wpływu. Przy niej jego wargi wykrzywiały się w uśmiech, którym raczył bliskich liczonych na palcach jednej ręki. Mimowolnie odliczył ich wszystkich, prostując kolejne palce na powierzchni drzwi, delikatnie stukając opuszkami w drewno. Z pewnością nie zwróciła uwagi na te drobne dźwięki, lecz to w niczym nie przeszkadzało. To do niego należał – jak zawsze – pierwszy krok.
Nie widzę tu pomarańczy... Solange — odezwał się cicho, pragnąc wyrwać ją ze skupienia, werbalnie domagając się, by to jemu i tylko jemu poświęciła swoją uwagę. Był przecież kimś, kogo potrzeby należało zamienić w przyjemność.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Zaplecze   07.06.17 23:56

Była w swoim świecie, jak zawsze zresztą, gdy pracowała. Skupiając się na marynarce nawet nie usłyszała skrzypnięcia, informującego o czyimś przybyciu, ani późniejszego stukania we framugę drzwi – wyłączyła się na moment z tego co działo się wokół niej, a więc i w tej chwili stanowiła idealną ofiarę do wszelkiego rodzaju psikusów, kiedy w zamyśleniu na temat konkretnej osoby obserwowała materiał pod swoimi palcami. Na szczęście, nikt jej nie miał zamiaru atakować, a myśl najwidoczniej w cudowny sposób ściągnęła lorda Notta tuż do jej pracowni. Przesunęła opuszkami wzdłuż szwu, sprawdzając jego stan i to, czy spełniał odpowiednie wymagania, lecz słysząc głos dochodzący zza jej pleców, niemal podskoczyła w miejscu. Zaskoczył ją; i nie chodziło tu tylko o wystraszenie jej, ale i o niezapowiedzianą wizytę, choć przeczucie podpowiadało jej od rana, że dzisiaj nic nie pójdzie zgodnie z planem. A może sowa gdzieś zboczyła z trasy, gubiąc list? Ściągając delikatnie brwi, odwróciła się, w mimowolnym geście przytulając marynarkę do skrytej pod czarnym materiałem piersi.
- Zawsze możemy jakieś znaleźć. – Uśmiechnęła się na wspomnienie rozmowy w winiarni, by następnie wstać z miejsca i podejść do mężczyzny. Zatrzymała się jednak w większej odległości, niż ostatnio dbając zarówno o komfort swój, jak i jego. - Zwątpiłeś w to, że pamiętam o wyzwaniu? – Jak inaczej miała tłumaczyć sobie jego wizytę, niż jako zwyczajną kontrolę? - Czy może chciałeś mnie zobaczyć? – W tę wersję wydarzeń szczerze wątpiła, ale nie zaszkodziło spytać, czy może za celem wizyty krył się inny powód, zamiast podjętej próby, z pewnością bardzo jej schlebiający. Nie sądziła, że wykazała się większym nietaktem niż zaledwie kilka dni temu, kiedy otwarcie mówiła o niektórych swoich poglądach i nie sądziła też, by ponownie zeszli na oficjalny ton rozmowy. Oparła się bokiem o framugę drzwi, w milczeniu przesuwając wzrokiem po oczach i wyraźnie zakreślonych kościach policzkowych Cassiusa; myśl o pewnej osobie, u której zwróciła na to uwagę w pierwszej kolejności powróciła, jedynie na krótki moment absorbując jej głowę. Mimo przeciętnego humoru nie chciała go pogarszać na własne życzenie, ani tym bardziej dać tego po sobie poznać w obecności takiego gościa.
- Tak jak powiedziałam, nie poddaję się zbyt łatwo. - Wskazała na granatowy materiał znajdujący się w jej rękach, który kształtem przypominał produkt gotowy do noszenia. Chciała zobaczyć jego minę, gdy z kretesem przegra rzucone wyzwanie - wszak lord, który przegrywa z kobietą jest zjawiskiem rzadko spotykanym.





Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott https://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 https://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Zaplecze   08.06.17 18:59

Wargi same uformowały się arystokratyczny uśmiech pełen wspomnienia z ostatniego spotkania. Nie myślał o niczym innym. Niemalże z rozrzewnieniem wspominał spotkanie sprzed kilku dni w Winiarni, odczuwając swobodę, której brakowało mu w codziennych sytuacjach; a rozmowy z Solange nie należały do tej kategorii.
Może — odparł krótko, opierając się o framugę drzwi. Posłał jej przy tym jedno ze swych sztandarowych spojrzeń. Oceniał ją w każdy znany mu sposób bez najmniejszej krępacji. Musiała dostrzec to wszystko, co widział za każdym razem. Chciał, by zdawała sobie sprawę z władzy, którą mu odbierała, a którą miała obowiązek mu zwrócić. Ten, jeden z niewielu, powodów trzymał go na dystans od uroku, który wokół siebie roztaczała. Nie mógł pozwolić, aby jakakolwiek kobieta zawładnęła jego poukładanym(choć może nie dokładnie w tej chwili) życiem. Był lordem i to on, Cassius Nott sprawował władzę absolutną. Inny stan rzeczy nie miał prawa istnieć, choć w obecności Solange był niczym mgła utrudniająca poruszanie się. Przy niej dostrzegał mniej detali otaczającej go rzeczywistości i, choć myśl ta powinna go przerażać, czuł się absolutnie rad, że nie musiał dbać o wszelkie konwenanse. Szczególnie teraz, kiedy znalazł się w jej intymnym zaciszu. Oczywiście nie oznaczało to, że pozwoli sobie na więcej, niż pozwalała mu etykieta. Wciąż był spętany kajdanami arystokratycznych zachowań, lecz nie odczuwał ich ciężaru. Były mu niemal szczęściem, iż posiadał umiejętności, które dawały mu szacunek i posłuch pośród innych. Niemniej jednak odnosił wrażenie, że Solange nie zwracała zbytniej uwagi na to, jak się zachowywał, ale na słowa, które w jej kierunku czynił.
Wierzęna słowo, odparł, pomijając część absolutnej prawdy, która istniała w jego życiu. Pragnął widzieć efekty, nie czcze gadanie. Pięknymi słowami mógł mamić i obiecywać złote góry, jednak to czyny pozwalały ujrzeć wszystko jasno i przejrzyście. — Nawet widzę — rozejrzał się po zapleczu — że poważnie podchodzisz do stawianych ci wymagań. — Celowo zrobił krótką pauzę w swojej uzupełniającej odpowiedzi, pragnąc podkreślić słownie to, jak doceniał trud, który wkładała w spełnienie jego niewypowiedzianej zachcianki. Sam przed sobą przecież nie przyznał, że granatowa marynarka uszyta w innym miejscu niż Dom Mody Parkinsonów to coś, czego pragnął i potrzebował niczym powietrza.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Zaplecze   08.06.17 20:39

Kiedy miała go w tak bliskiej odległości, nie omieszkała ominąć dokładnego przyglądnięcia się. Był przystojny, nawet bardzo, a uśmiechem, którym obdarowywał ją chyba od początku ich znajomości stawał się dla niej bardzo intrygujący, przez co nie chciała wykorzystywać wobec niego swojego uroku. Był postawny i męski, zapewne w każdym tego słowa znaczeniu, a jego oczy – z bliska – były jeszcze ładniejsze, niż na odległość stolika w winiarni. Może. Uśmiechnęła się na te słowa, delikatnie i dziewczęco, z pozorną nieśmiałością schylając głowę, jakby właśnie zawstydził ją wyszukanym komplementem. Wiedziała bowiem, że w pewien sposób odbierała mu władzę, choć nie miała na to żadnego wpływu, ale nie chciała by czuł się przez to pokrzywdzony. Chciała, żeby był sobą, tym samym wyniosłym i w kulturalny sposób odgryzającym się na jej słowa mężczyzną, którego poznała, bo tę wersję lubiła chyba najbardziej ze wszystkich, które lord pozwolił jej poznać. I bynajmniej nie chciała odbierać mu władzy, znając swoje miejsce w świecie i  powinność – nawet jeśli buntowała się przeciwko temu, nie chciała wprowadzać prywatnych ruchów emancypacyjnych, choć poniekąd i tak w nich już uczestniczyła, poprzez własny biznes. Wolała zawładnąć mężczyzną naturalnie, niewymuszenie i z wzajemnością, o którą czasami było ciężko, zaburzając sobie nawzajem idealnie poukładane życia.
- Witam w moich skromnych progach, lordzie Nott. – Przywitała go wreszcie, z należytym szacunkiem i uwagą, kiedy zdążyła wyminąć stojącego naprzeciwko Cassiusa. Znajdując się na środku pracowni, zrobiła zgrabny obrót baleriny, którą kiedyś była, ruchem dłoni wskazując na dobrodziejstwo inwentarza znajdujące się na wieszakach. - W moim małym królestwie, konkretniej rzecz ujmując. Na wieszakach nieopodal znajdują się męskie kreacje, uszyte kiedyś. A to cudo – tu wskazała na przerzucone przez jej odsłonięte nieco ramię marynarkę - musimy wspólnie dokończyć. Szyłam je na oko. – Przyznała, jednak nie dodała z normalną dla siebie butą, że przecież wprawne oko potrafiło mniej więcej określić wymiary danej osoby. Była przede wszystkim w pracy, a w pracy stawiała głównie na profesjonalizm, niż pogaduszki przy herbacie i ciasteczku, upieczonym dzisiejszego ranka w jej kuchni i miała nadzieję, że każda z osób wkraczająca do jej świata szanuje takie podejście. Nie była alchemikiem, ani nie pracowała w ministerstwie, jednak wierzyła w to, że dobry ubiór był podstawą sukcesu i powagi, z którą odnoszono się do drugiej osoby, szczególnie na wysokim stanowisku.
- Nie rzucam słów na wiatr, Cassiusie, do każdego podchodzę indywidualnie. – Odwróciwszy się przez ramię, skontrolowała położenie swojego gościa i wreszcie narzuciła marynarkę na stojący nieopodal wieszak. - Chcesz się rozejrzeć, czy nie możesz doczekać się przegranej? – Spytała spokojnie, całkiem rozbawiona, kiedy właśnie skontrolowała drugi szew przeszyty srebrzącą się lekko nitką.




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott https://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 https://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Zaplecze   08.06.17 21:46

Zaśmiał się bezgłośnie, obserwując Solange przechodzącą przez drzwi. Mając ją tak blisko siebie nie sposób było nie poczuć powiewu ciepłego powietrza wypełnionego jej naturalnym zapachem. Nozdrza wypełnione wonią niemal zacisnęły się od nadmiaru rewelacji targających całe ciało. Cassius jednak pozostał arystokratycznie spokojny i zadowolony ze złożonej wizyty. Czuł się niczym na prawdziwym salonie w czasie jednego ze spotkań, kiedy dawał upust swoim towarzyskim zasadom i był duszą towarzystwa. Nie zawsze przecież stał z boku i spojrzeniem odpychał od siebie ludzi. Niemal widział siebie, jak krążył pośród wieszaków niczym między lordami i damami zgromadzonymi w konwersujące grupy. Nie umiał odnieść tego, jak Solange wskazywała dłonią na gotowe kreacje do wizyty w sklepie. To było zupełnie inne i należało tylko do niego. Chęć zawładnięcia pomieszczeniem wzrosła jeszcze bardziej, gdy jego spojrzenie spotkało się z granatowym materiałem marynarki. Błysk w oku był aż nadto widoczny i przez moment można by odnieść wrażenie, że Cassius stał się dzieckiem pragnącym nowej zabawki. Ale tylko przez bardzo krótka chwilę, bowiem jego twarz nie wyrażała niczego więcej niż zadowolenie, gdy nonszalancko odsunął się od otwartych drzwi i pokonał te kilka kroków, zbliżając się niebezpiecznie blisko Solange.
Pozwolę sobie zatem wyrazić nadzieję, że ślepota nie sięgnęła twoich oczu — powiedział półszeptem, nachylając się i spoglądając w jej oczy. Zaraz równie szybko wycofał się na nieco bezpieczniejszą pozycję, nie chcąc słyszeć bicia jej serca ani nie pozwalając, by ona usłyszała jego. Zręcznym ruchem dłoni ściągnął marynarkę przewieszoną przez ramię
Mnąc delikatnie materiał w dłoni, przymknął powieki. Nie czuł upływu czasu, sycąc się miękkością na opuszkach palców. Musiał jednak rozłożyć całość, co uczynił z wielką niechęcią, aby móc porównać zawartość szkicu, który widział w winiarni.
Jest... wyjątkowa — niemal wymamrotał, chowając w sobie inne słowa, których pragnął teraz użyć. Nie mógł przecież tak po prostu ulec zachwytom pospólstwa. Nie byłby sobą, gdyby wyraził absolutną aprobatę. — Ale to jeszcze nie to. Z pewnością wymaga jeszcze kilku poprawek. Nie chcemy przecież, żeby zniszczyła się przed pierwszym czyszczeniem. — Ciemnie spojrzenie Cassiusa błysnęło wyzwaniem, które ponownie rzucał przed Solange. Tym razem jednak sprawa, w jego mniemaniu rozchodziła się o zupełne nic. Ale czy rzeczywiście?




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Zaplecze   08.06.17 22:21

Wstrzymała oddech, kiedy znalazł się zdecydowanie za blisko, niebezpiecznie pochylając się do jej twarzy. Zmieszanie, które przemknęło przez jej drobną buzię szybko pomknęło wprost do klatki piersiowej pozostawiając po sobie lekko zaróżowione lica, a serce jak szalone przyśpieszyło swoją pracę. Zbyt gwałtowny ruch, którego nie przewidziała, nie spodobał jej się, jednak nie zaprotestowała odsuwając się do tyłu, by w ten sposób dać mu do zrozumienia, że zaburzył jej komfort. Z pewnością to zauważył – nie był przecież ani ślepy, ani tym bardziej głupi i domyślała się, że zadziałał celowo, chcąc przejąć kontrolę nad sytuacją. Nie odezwała się; na moment nawet zapomniała co powinna powiedzieć i jak się zachować (o tyle dobrze, że przypomniała sobie jak się oddycha), stojąc w bezruchu na środku niewielkiego pomieszczenia. Dopiero szybka opinia na temat świeżo uszytej marynarki wyrwała ją z dziwnego letargu.
- Nie jest skończona, przecież powiedziałam. – Westchnąwszy, podeszła do Cassiusa, odwracając delikatnie trzymany przez niego materiał na lewą stronę. - Ale z pewnością jest wyjątkowa i tylko twoja. – Opuszkiem kciuka przesunęła po wyszytych na podszewce złotą nitką inicjałach świadczących o przynależności do jednej konkretnej osoby. Spojrzała nań, będąc  ciekawa jego reakcji, szukając w spojrzeniu aprobaty, czy innej najmniejszej pozytywnej oznaki.
- Szwy wykonane są delikatną srebrną nitką, która w odpowiednim świetle odświeża i przeszywa głębię granatu. - Zaczęła, palcem wskazując na boki marynarki. - Wewnątrz wszyta jest kieszeń na różdżkę, z drugiej strony na papierośnicę. W końcu dużo palisz... - Robiąc pauzę pozwoliła, by jej usta wykrzywiły się w lekkim grymasie. Nie przepadała za palaczami, choć zauważyła, że gdy Cassius przebywał obok, starał się walczyć z nałogiem. Bądź jej wyobraźnia zrobiła małą nadinterpretację faktów. - Dla zachowania równowagi, minimalizmu i smaku guziki są w tym samym kolorze co szwy. - Przesuwając dłonią po materiale przypadkowo zahaczyła palcem o rękę lorda, nie cofając jej jednak w pośpiechu i wręcz udając, że tego nie widzi. Miał gładką skórę, co w przypadku mężczyzny było dość zaskakującym zjawiskiem, ale nie niemożliwym. - Przymierzysz? - Zaproponowała, zabierając w końcu obie ręce.





Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott https://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 https://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Zaplecze   10.06.17 0:38

Przez krótki, bardzo krótki moment sycił się niepowtarzalną reakcją Solange. Miał nad nią władzę, którą z łatwością mógłby wykorzystać, obracając stworzoną komitywę w proch. Mimo wszystko nie był w stanie znieść myśli, iż miałby utracić to wszystko, co działo się, kiedy posiadał wyłączność jej uwagi. Niewątpliwie stałaby się tragedia, lecz nie był pewien, które z nich poniosłoby większe konsekwencje. Ludzkie życie stawało się wyjątkowo kruche, gdy w dłoni dzierżyło się różdżkę, a na skinienie dłoni posiadało jednostki gotowe wprawić machinę niszczącej plotki w ruch. Byłby w stanie to uczynić; uczciwie przyznawał sam przed sobą, że potrafiłby tego dokonać, przekonując się o własnym szaleństwie. I nie odczułby choćby cienia żalu czy skruchy.
Moja — powtórzył za nią, choć nie do końca świadomie wypowiedział to słowo. Z jednej strony na pewno dotyczyło to marynarki, którą uszyła dla niego Solange, lecz z drugiej głos Cassiusa niewątpliwie podsiany był czymś, co powinno sugerować, że swą odpowiedź kierował w jej stronę. Nie miał jednak pewności, co obrać za prawdę, a co za złudzenie wyobraźni i lekkich myśli.
Mimo tak niepożądanej bliskości innej osoby, ciepło roztaczające się wokół Solange przynosiło dziwny spokój, który koniec końców przyprawiał o irytację. Nie dał jednak tego po sobie znać. Zachował kamiennie zadowolony wyraz twarzy, podążając spojrzeniem za dłońmi wędrującymi po materiale. To wszystko, o czym mówiła, nie niosło dla niego większego sensu. Po prostu wodził wzrokiem, wysłuchując jej słów, a nawet epitetów, że nader często otumaniał się papierosami. Jednakże żadna z tych rzeczy nie miała znaczenia, gdy poczuł obcy dotyk na skórze. Miękkość skóry Solange w pierwszej chwili przeraziła go. Sparaliżowała. Nie był w stanie uczynić czegokolwiek; ledwie zmusił się do powstrzymania odruchu gwałtownego wciągnięcia powietrza w płuca. Jego własna dłoń niemal płonęła, jakby sparzył się gorącym żelastwem albo wrzątkiem i nie mógł zareagować inaczej, niż naturalnie wybrnąć z całej sytuacji. Żadna z gwałtownych reakcji nie była na miejscu. Właściwie w tej konkretnej chwili nic nie znajdowało się tam, gdzie być powinno. Myśli Cassiusa wywróciły się do góry nogami, a on jednak pozostał poważny; jedynie znajomy Solange błysk w spojrzeniu uległ subtelnej, prawie niezauważalnej zmianie. Stał się odrobinę bardziej stalowy.
Jak sobie życzysz — odparł nieco oszołomiony, dziwiąc się słabości własnego głosu. Był cichy, jakby zdolność wydawania z siebie dźwięków zniknęła w mroku, a mimo to nadal stanowił ton charakterystyczny dla pewnego siebie lorda, jakby pojawiająca się nagła gwałtowność zmian w sytuacji między nim a Solange nie była niczym wielkim. Coś takiego mogło przecież wydarzyć się dosłownie wszędzie, a wtedy Cassius zgromiłby wzrokiem ofiarę i nie puścił tego wypadku płazem. Teraz jednak zdołał się wyprostować i wręczyć Solange marynarkę, by z wrodzoną elegancją rozpiąć guziki czarnego, obszernego płaszcza. Nieco wolniej przystąpił do odpięcia guzików marynarki, wszak było ich tak niewiele i zostawszy w ciemnoszarej koszuli w zielone prążki, wyciągnął prawą dłoń przed siebie.
Powinnaś pomóc mi ją ubrać — rzucił krótko, kpiąco unosząc kąciki ust do góry. — Mógłbym przez przypadek uszkodzić jeden z tych eleganckich szwów.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Zaplecze   10.06.17 11:02

Mogła być jego, gdyby tylko chciał, choć nie zdawała sobie sprawy ze śmiałości swoich myśli, kiedy wymówił cicho to słowo. Nie odezwawszy się, uznała, że pomyślał jedynie o marynarce, aniżeli o jej osobie, jednak to spojrzenie, ten ledwie zauważalny grymas wskazywał na tą drugą ewentualność. Nie znali się od niedawna, ale ich relacja dopiero od pewnego czasu wskoczyła na dziwne tory, o czym nie śmiała mówić na głos. Była kobietą obdarzoną taktem i szacunkiem wobec innych, tym bardziej też wobec stojącego przed nią lorda. Mimo to, była również nadzwyczajnym obserwatorem i już dawno spostrzegła, że Cassius zachowywał się w jej obecności jak zdystansowany małolatek, którego ciekawość nie potrafiła się zdecydować - pierw próbował się do niej zbliżyć, by zaraz potem, z bliżej nieokreślonego powodu, zrobić dwa kroki wstecz. Zresztą, ona wcale w tej kwestii nie była lepsza, pozwalając sobie na więcej dopiero ostatnio, w winiarni. Tylko wprawne oko zdołałoby dostrzec jak naprawdę wykpiwa obowiązujące arystokrację zasady, a raczej odpowiednio byłoby stwierdzić: jak nie może się nadziwić temu brakowi swobody. Czy dzisiaj w ogóle ktokolwiek był wolny? Śmiała w to wątpić, bo przykładowo jej wolność od dziecka była tylko pozorem, stwarzanym odpowiednio przez rodziców i grono guwernantek; smak tego uczucia poznała chyba dopiero w Hogsmeade, ale sytuacja tam nie skończyłaby się dla niej zbyt przyjemnie. Kto wie, czy w ogóle teraz by żyła? Wspomnienie o rudowłosym chłopcu, jej zbawieniu, powróciło na moment, wnet zaprzątając jej myśli. Nie wiedziała nawet jak miał na imię i nie sądziła, że spotka go ponownie. Ale... życie lubiło płatać różne figle.
Przejąwszy marynarkę, ustawiła werbalnie Cassiusa obok podestu, a sama na nim stanęła - była niższa, dopiero teraz prawie zrównując się z mężczyzną wzrostem. Bez słowa sprzeciwu pomogła założyć jeden rękaw, potem drugi, by na koniec obejrzeć go z każdej ze stron, docelowo wracając z powrotem na podest.
- Tak jak myślałam. - Uznała pod nosem, bardziej do siebie, niż do niego: jedynie rękawy marynarki były nieco za długie, co było kwestią chwili, reszta zaś była dobrze dopasowana, nie krępująca ruchów jak w przypadku innych marynarek. Odległość, która ich teraz dzieliła była nie większa niż szerokość jej drobnej dłoni. Bez słowa jęła się poprawiania kołnierzyka; słyszała jego oddech - zresztą, jej już od dłuższej chwili przestał być miarowy, spokojny. Słyszała też bicie serca, chociaż miała wrażenie, że jej własne zaraz wyrwie się z piersi. Nie wiedziała czemu wywoływał w niej tak dziwne uczucia i czemu coś, co robiła na co dzień, w jego przypadku było dla niej tak trudnym zadaniem. Odkąd pomogła z założeniem marynarki, nie spojrzała na jego twarz ani razu, nie wiedząc (albo uporczywie ignorując niemiłe pieczenie) o rumieńcach na policzkach, które na szczęście lekko przyćmiewała ciemność pomieszczenia.




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott https://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 https://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Zaplecze   10.06.17 15:03

Przez tę krótką chwilę był marionetką w rękach Solange. Usłużnie, bez najmniejszego słowa sprzeciwu spełniał jej polecenia, kiedy nadszedł moment przymierzenia marynarki. W milczeniu pozwolił na wykonanie wszystkich poprawek, myślami błądząc w zakamarkach pełnych wspomnień związanych z ojcem. Lekcja wymierzona w Sherwood wyryła się w pamięci jednym zdaniem. Tą jedną radą zdefiniowała całe jego życie. Według niej podążał każdego dnia. Unikał wszystkiego, co mogło go zranić, wszak najprostsze i najbardziej błahe zranienie potrafiło sprowadzić na niego śmierć, o czym wiedział jedynie ojciec. Nie sądził, by matka została poinformowana o okrutnej prawdziwe, choć pozostawała niezwykle sprytną kobietą i dowiadywała się wszystkiego, co uznała za istotne. Jeśli rzeczywiście miała aż tak wielkie pojęcie o jego życiu, był jej niezmiernie wdzięczny za fakt, że nie prowokowała rozmów i zwierzeń. W istocie, mimo choroby, zachowywała się jak na damę przystało, a Cassius odnosił złudne wrażenie, iż tradycja w znacznej części przypadków traciła na znaczeniu. W podobny sposób myślał o Solange. Nie postrzegał jej jako kogoś, kto przestrzegał wytycznych nakreślonych wieki temu. Była w dziwny sposób niezależna i tym samym jednocześnie Nottowi imponowała, jak i wprawiała go w zdumienie i odrazę. Przywoływała w jego kierunku sprzeczne emocje, które w całości zachowywał dla siebie. Nie musiał wiedzieć, jakie rozterki targały jego życiem, skoro w tej chwili liczyła się marynarka uszyta specjalnie dla niego.
O czym myślisz? — spytał, podchwytując jej słowa. Mimo zdecydowanie zbyt bliskiego kontaktu z jej ciałem, zachowywał powagę, przywołując na twarz nic innego aniżeli arystokratyczny uśmiech. Tkwił niczym statua, pozwalając jej na dokonanie poprawek. Z pewnością tego dotyczyła jej myśl, choć chciał wiedzieć, co dokładnie przemykało jej przed oczami. Niezręczne milczenie nie było tym, czego oczekiwał po dzisiejszym spotkaniu. Znał Solange dostatecznie długo, aby wiedzieć, że nie będzie mu dłużna wobec żadnej z uszczypliwości, choć w ostatnim czasie ilość wymieniany inwektyw zmalała wprost proporcjonalnie do ilości wspólnie wypitego wina. Niewątpliwie zasługa leżała po stronie alkoholu, jak i swobodzie, którą magicznie zyskiwał w towarzystwie panny Baudelaire. Jednak odnosił złudne wrażenie, iż nie była to prawdziwa wolność, skoro w pewnym sensie nadal otaczał się konwenansami nadającymi rytm każdemu spotkaniu.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Zaplecze   10.06.17 15:34

Chwila dłużyła się w nieskończoność, z kolei policzki swoim pieczeniem do żywego przestały dawać się ignorować. Chciała znaleźć wymówkę, by móc uciec na zaplecze, ale nie była w stanie się odsunąć. Zwłaszcza, gdy przyłapał ją na gorączkowych rozważaniach, które przyćmiły jej profesjonalizm.
- O naszym ostatnim spotkaniu. - Odparła niemal machinalnie, dopiero po chwili uświadomiwszy sobie, że wymówiła na głos to, co miała właśnie w głowie i czego nie chciała ujawniać. Z tak bliskiej odległości nie było nawet cienia szansy, by tego nie usłyszał, a więc pozostało jej udawanie, że dokładnie to chciała powiedzieć. Gdy wygładziła ruchem dłoni granatowy materiał, przez moment pozostawiła dłonie na torsie Cassiusa, by wreszcie przejść do jednego z rękawów; wywinąwszy go, szpilką wbitą w suknię zebrała ilość materiału do skrócenia.
- Sprawdź, czy nic cię nie krępuje i czy długość rękawów jest dobra. - Poprosiła, unosząc dość opornie twarz, by móc spojrzeć na swojego towarzysza. Wydawał się taki obojętny wobec zaistniałej sytuacji, choć nie była pewna na ile udawał, przybierając jedną z wyćwiczonych masek, a na ile naprawdę żywił ambiwalentny stosunek wobec niej.
- Jeśli wszystko będzie w porządku, wykończenie zajmie mi niespełna kilka minut i będziesz mógł ją zabrać ze sobą. - Dodała, wskazując ruchem dłoni lustro. Sama wreszcie ruszyła się, dość niespokojnie, podchodząc do zamkniętego okna; sprawnie rozprawiła się z otworzeniem go, pozwalając by chłód wpadł do pomieszczenia, zaś kropelki deszczu dostające się wraz z wiatrem opadły na jej zaróżowioną twarz. Stała odwrócona tyłem, ukazując kawałek nagich pleców, a gęsia skórka, która pojawiła się na śnieżnej skórze była chwilowym wybawieniem od gorąca, uderzającego jej ciało przez ostatnie kilka minut.
- Cassius? - Przerywając ciszę i lekko zgęstniałą atmosferę, zwróciła się przez ramię w stronę mężczyzny. - Chciałbyś kiedyś wybrać się tam, gdzie będziesz mógł na chwilę zapomnieć o obowiązujących zasadach? - Była ciekawa odpowiedzi; była ciekawa, czy potrafiłby uwolnić się ze spętania więzami etykiety i noszonego nazwiska, i przede wszystkim - czy w ogóle byłby w stanie się odważyć.





Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott https://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 https://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Zaplecze   10.06.17 18:26

Skinął w milczeniu głową, odtwarzając z pomocą wyobraźni po kolei każde ze spotkań, które miały miejsce w ostatnim czasie. Oczywiście ostatnie, naprowadzone słowami Solange, wybiło się ponad pozostałe. Każdą chwilę spędzoną kilka dni temu Winiarni pamiętał jak przez mgłę otaczającą jej osobę. Potrzebował dłuższej chwili, by przypomnieć sobie słowa, które wtedy padły. Spotkanie to zapamiętał jako miłe wspomnienie odrywające go od ponurej rzeczywistości. Nie dbał o detale tworzące to zdarzenie, lecz o obecność tego, kto zadbał o panujący wtedy nastrój.
To było miłe spotkanie — odparł cicho, przelotnie zerkając na zgrabne dłonie spoczywające na jego torsie, poświęcając nieco więcej uwagi wyrazowi twarzy ich właścicielki. W przypadku kogoś innego, kogoś zwykłego, natychmiastowo przywróciłby dystans odpowiadający towarzyskiemu komfortowi, jednakże coś w spojrzeniu Solange mówiło mu, że uczynienie czegoś takiego zostałoby odebrane jako afront; nie przyszedł do niej przecież po to, by dawać jej powody do zrezygnowania z wyzwania. Ostatecznie przekonał się, że tak bliski kontakt z kimś innym nie zawsze musiał kończyć się źle.
Postąpił, jak poprosiła, wszak nie było to dla niego niczym nowym. Tyle razy zjawiał się na przymiarkach, by nowa szata czy jakikolwiek inny, istotny element odzienia idealnie pasował do jego sylwetki, że właściwe było skojarzenie do manekina na wystawie sklepowej. tym razem jednak mógł bez przeszkód sprawdzić to, jak materiał układał się podczas wszelkich niezbędnych ruchów. Żadne zagniecenie czy nadmiar materiału przy pochyleniu nie mogły istnieć, dlatego bez krępacji wyciągnął przed siebie ramiona, obserwując obsuwające się rękawy; w końcu koszula musiała wystawać dokładnie dwa cale.
Jest... dobrze — odezwał się z nieznaczną aprobatą, nie chcąc przesadnie egzaltować rzuconego przezeń wyzwania. Wiedział jednak, że Solange nie była typową arystokratką, która piałaby zachwyty, słysząc tak skromny awans. Oszczędność słów Cassiusa stanowiła pewien wyznacznik zachowania. Im mniej dosadnie i kwieciście określał konkretne sytuacje, tym były dla niego bardziej istotne. W drugą stronę, wygłaszając porywającą perorę zapewne chciałby urazić odbiorcę, a wprawianie Solange w negatywne emocje nie było tym, czego oczekiwał.
Zdejmując marynarkę z wbitymi szpilkami krawieckimi, przeszedł na środek pomieszczenia, z uwagą obserwując elementy wystroju. Poświęcił nieco dłuższą chwilę własnemu odbiciu w lustrze, które z większej odległości wyglądało dużo lepiej, niż widywał samego siebie w trakcie porannej lub wieczornej toalety. Nieco stracił na swoim uroku, spędzając tak wiele czasu z dala od ludzi, jakby byli oni jego życiodajną siłą, jakby rzucił na nich czarnomagiczną klątwę, która wzmacniała go, kiedy przebywał między nimi; jakby ustalał nowe zasady pożycia publicznego, naginając je na własną korzyść.
Wszędzie obowiązują jakieś zasady — odpowiedział, nie przerywając obserwacji zawartości wieszaków. Dostrzegał dostatecznie dobre tkaniny, by ktoś zapragnął się w nie odziać, jednak to, co z nich powstało absolutnie nie było godne jego szlacheckiego rodu. Mimo to pozwolił Solange stworzyć coś tylko dla niego i był zadowolony. Zastanawiał się, jak do tego doszło i nie potrafił stworzyć dostatecznie realnej odpowiedzi. Każda z prób kończyła się bezdusznie fantazyjnym kłamstwem.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Zaplecze   10.06.17 19:16

Ta oszczędność pozytywnych epitetów jej nie przeszkadzała; wolała, by mówił to, co czuje, niż wysilał się na nieprawdziwy komplement. Umiała przyjmować konstruktywną krytykę, zatem gdyby marynarka była absolutnie nie trafiona w jego gusta, przyjęłaby ją ze spokojem, z pokorą przełykając smak porażki. Nie pierwszej i nie ostatniej w życiu. Nie była łasa na komplementy, więc i zwykłe "dobrze" było satysfakcjonujące.
Przetarła wilgotne policzki wierzchem dłoni, przymykając okno, następnie zaś odetchnęła głęboko i podeszła do Cassiusa.
- Owszem. - Krzyżując ręce pod biustem, przyglądała się teraz jego plecom, skrytym pod szarością i wyblakłą zielenią. - Ale są takie miejsca, w których nikt cię nie widzi i chociaż przez chwilę możesz być sobą. Nie musisz niczego ukrywać pod grą pozorów i masek. - W pewien sposób zarzuciła mu, że to właśnie robił, choć nie miała niczego złego na myśli i nie chciała, by tak odebrał jej słowa. Poniekąd pojawiła się w niej potrzeba skucia tej maski i sprawdzenia jaki był naprawdę, zachowując się dość niesprawiedliwie - sama przecież wiele ukrywała. - Wtedy, w winiarni chyba nie było najgorzej, prawda? - Z nieodgadnionym uśmiechem podeszła do wieszaka obok; zdjąwszy z niego koszulę w odcieniu podobnym do głębokiej barwy wina, przyłożyła ją do mężczyzny - w końcu uznała ostatnio, że taki kolor z pewnością będzie mu pasować.
- A tymczasem, lordzie Nott, śmiem twierdzić, że wygrałam zakład. - Po speszeniu nie zostało śladu, to zaś ustąpiło miejsca chwilowej pewności siebie, tej, która tak bardzo sama prosiła się o nauczkę. - Czy to jeszcze nie koniec wyzwania, monsieur? - Pomachała wesoło wieszakiem, spojrzeniem sugerując, by przekonał się sam, a gdy odwrócili się do lustra, stanęła obok. - Ta szarość i zieleń, w tym momencie, sprawia wrażenie większej bladości, niż w rzeczywistości. Pracownik ministerstwa na wysokim stanowisku powinien prezentować się jakby nigdy nic. - Zauważyła, że jego cera stała się szarawa, zmęczona i pozbawiona naturalnego blasku, ale i na to było wiele sposobów.





Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott https://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 https://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Zaplecze   11.06.17 13:55

Pomieszczenie przeciął tak obcy Cassiusowi odgłos jego własnego śmiechu, jakby należał zupełnie do innej osoby. Śmiał się w ten sztucznie prawdziwy sposób przez chwilę, nawet wierzchem dłoni otarł łzę rozbawienia, która nawet nie zaszkliła się w błyszczącym spojrzeniu; a chwilę później jego twarz przybrała śmiertelnie poważny wyraz, gdy podjął kontynuację tematu.
Wszędzie obowiązują nas konwenanse. Wszędzie — odparł, dobitnie akcentując ostatnie słowo, posyłając jej gromiące spojrzenie. — Bez względu na to, czy jesteśmy sami, czy przebywamy pośród innych czarodziejów bądź czarownic zawsze, ale to zawsze gramy według wcześniej ustalonych zasad. Czyni nas to ludźmi, najpotężniejszymi istotami władającymi tym światem. Wyzbycie się jakichkolwiek reguł uczyniłoby z nas zwierzęta, które kierują się jedynie instynktem samozachowawczym. Bylibyśmy bestiami zabijającymi bez najmniejszych skrupułów wszystko, co stanęłoby na drodze naszemu instynktowi. Nasz świat, nasza cywilizacja nie miałaby prawa istnieć, a ty i ja... nie moglibyśmy prowadzić tej uroczej konwersacji. — Uniósł kąciki ust w cynicznym uśmiechu, ujmując sedno tego, do czego dążył. I wiedział, że miał całkowitą rację. Nikt nie wmówiłby mu, że może być inaczej. Nie istniała w świecie siła, która zniszczyłaby wszystkie panujące reguły, choć – jak zdołał już doświadczyć – co i rusz gromadziły się jednostki pragnące zachwiania filarów rządzących czarodziejską społecznością. Ich upadek doprowadziłby do zniszczenia świata czarodziejów, do ujawnienia ich istnienia ślepym i rządnym potęgi mugolom. Szlamy w żaden sposób nie zasługiwały na dzielenie choćby cala świata, do którego rościły sobie prawa. Ich miejsce było pośród najgorszego z gatunku będącego chorobą tego świata. Nie mieli prawa zatruwać skąpanej w pięknej tradycji czystości krwi społeczności, do której Cassius należał. Solange powinna to wiedzieć, powinna mieć świadomość, że ta zasada istniała od samego początku, była filarem ich świata, a jej sprzeniewierzenie przynosiło nieuchronną zagładę.
Napiął delikatnie mięśnie, czując jej bliskość. Mimo uniesienia związanego z łamaniem zasad nie uczynił jednak nic, by zapobiec niechcianemu kontaktowi. Świadomie pozwalał łamać jej prawa, które ustanowił w swoim życiu, modląc się w duchu, żeby nie sprowadziła na siebie zagłady. Zniszczenie tak osobliwego piękna było złem, które był w stanie wyrządzić, gdyby zagrażało jego bezpieczeństwu. Teraz jednak tkwił w sytuacji, w której pragnął jak najmniejszych szkód i, choć nie był do końca przekonany co do prawidłowości czynu, podjął decyzję przynoszącą spokój.
Owszem, wygrałaś. Gratuluję, Solange — rzekł z nieco większą swobodą. — Jednak za wszystko należy zapłacić odpowiednią cenę. Podaj swoją — dodał, rzucając jej śmiałe spojrzenie, jakby po raz kolejny tego dnia rzucał jej wyzwanie. Nie był jednak przekonany, iż sytuację tę należało rozpatrywać w takich kategoriach. Zyskał zadowolenie, za które należało uiścić stosowną zapłatę. Przysługa w tym wypadku nie wchodziła w rachubę.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
 

Zaplecze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Przedmieścia :: Lavender Hill 100, domostwo krewnych Baudelaire'ów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18