Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zaplecze
AutorWiadomość
Zaplecze [odnośnik]07.06.17 22:10
First topic message reminder :

Zaplecze

Niewielkie pomieszczenie tuż obok pracowni; w zasadzie ma tam wstęp tylko właścicielka.


[bylobrzydkobedzieladnie]


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.


Ostatnio zmieniony przez Solene Baudelaire dnia 07.01.18 18:41, w całości zmieniany 1 raz
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire

Re: Zaplecze [odnośnik]26.03.18 1:22
Nie zapomniała o spotkaniu, wszak pamięć do dat, godzin, twarzy i nazwisk swoich klientów miała wyśmienitą. Po prostu, po ludzku, zwyczajnie, zaspała po raz pierwszy w życiu i chociaż udawała, że nie widzi w tym nic złego, czuła się niezbyt komfortowo z tą świadomością. O ile jeszcze z Ramesesem, czy Nephthys, miała dobry kontakt i wiedziała, że żadne z nich nie poczułoby się urażone jej delikatnym spóźnieniem i zdezorientowaniem, tak w przypadku Zacharego miała pewien problem; nie umiała odczytać jego myśli, ani emocji, tak, jak miało to miejsce w wielu innych przypadkach, nie potrafiła nawet wyczuć granicy, której szukała podczas każdego spotkania dalej i dalej i czasami miała wrażenie, że praca z nim wymaga od niej szczególnego przygotowania psychicznego, którego dzisiaj nie posiadała, prezentując się w najbardziej naturalnej formie.
Uśmiechnęła się blado na słowa mężczyzny, jak i wyczuła życzenie, które równie szybko się spełniło. Gdy tylko przyjmowała któregoś klienta u siebie, dbała o to, by wszystko było w jak najlepszym porządku, prezentując godnie francuskie wychowanie i zwyczaje. Dlatego też informowała zawczasu ciotkę o ewentualnych wizytach, a ta współpracując z nią - bo i poznając przez to różne znakomite postacie z wyższych sfer - przychodziła po jakimś czasie z tacą z napojami i świeżo wypiekanymi ciastkami. Zazwyczaj znała preferencje swoich gości, co zawdzięczała długim obserwacjom i czasami małym oszustwom pod postacią zaszyfrowanego zapisu w notesie, ale wiedziała, że to była jedna z dróg do bycia najlepszą w swoim fachu, poza wyobraźnią i zdolnością do wypuszczania spod smukłych palców pięknych ubrań. Bez słowa zerknęła na kobietę, stawiającą właśnie tacę na stole, a kiedy ta łamanym francuskim, wyuczonym przez Solange, zapytała czy wszystko w porządku, potomkini odparła, że w jak najlepszym, niezbyt przejmując się faktem, że być może stojący przed nią lord nie zna francuskiego.
- Dziękuję za troskę, ale nie musisz się martwić. Dzisiaj akurat się wyspałam. - Skłamała gładko, gdy znów zostali we dwoje, i chociaż nie chciała skorzystać z jego porady, wiedziała, że prędzej czy później sytuacja ją do tego zmusi. Zawróciła do stołu, chwytając notes i wreszcie odszukała stronę poświęconą temu konkretnemu przypadkowi. Na kartce nie widniał żaden zapis, jakoby miała szyć szaty na specjalną okazję, a brak wylewności gościa sugerował jej, że sam nie wiedział czego chce. Ona z kolei nigdy nie proponowała od razu, czekając aż klient otworzy się przed nią i choćby da najmniejszą wskazówkę, której mogła się uczepić, co w przypadku znacznej klienteli męskiej było trudne. Przeważnie jednak wszyscy pożądali podobnych krojów w odpowiednich barwach, czyli smutnych i zwyczajnych.
- Herbaty? - Zaproponowała z dziwną satysfakcją, następnie zaś wskazała ruchem dłoni na kozetkę, którą po chwili zajęła. Po nieszczęsnym wypadku z Anthonym nie było na szczęście ani najmniejszego śladu, chociaż niemiłe wspomnienie tamtego wieczora lekko uwidoczniło się na bladej twarzy jasnowłosej. - To może od początku. Ubrania do pracy, na co dzień, czy na konkretną okazję? Cieplejsze, na niezapowiedziane opady śniegu, czy przewiewne? Czy może to i to na raz? - Zaczęła, spoglądając na swojego gościa spod wachlarza długich rzęs.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Zaplecze [odnośnik]26.03.18 21:21
Z dziwnym błyskiem w oku obserwował Solene, zdając sobie sprawę z tego, jakim był problemem. Nie był podobny do Ramesesa. Nieco odstawał od swojego rodzeństwa, prezentując raczej chłodny obraz, zamiast okazywać gorącokrwistość i uczucia związane z porywem serca. Panował nad ekspresją twarzy, choć okazywał stonowane zadowolenie. Było mu zdecydowanie łatwiej obnosić się w taki sposób niż pokazywać to, co ciążyło mu na sercu i umyśle. Prywatność Zachary’ego sięgała znacznie dalej i trudno było mówić o tym, gdzie istniała granica, lecz bardzo łatwo dawało się ją przekroczyć. Takie momenty trafiały się tak rzadko, iż miał problem, by przypomnieć sobie konkretną chwilę z własnego życia. Ubiegał ich i wycofywał się właśnie wtedy, gdy granica miała zostać przekroczona. Nie chciał, żeby ktoś wkraczał w jego życie tak dosadnie. Już sam fakt, że podjął się trudnego życia uzdrowiciela był dla niego ciężki, chociaż czerpał z tego przyjemność i satysfakcję. Nie mógł tkwić w miejscu i sączyć kolejnych kieliszków wina. Potrzebował aktywności wykraczającej poza istnienie zwykłego, przeciętnego szlachcica, bardziej lub mniej świadomie podążając ścieżką swoich starożytnych przodków. Szereg jego własnych pasji i działań wynikał z potrzeby ruchu. Poszerzanie własnej wiedzy było niewystarczające i w końcu Zachary stał się nieco częstszym bywalcem arystokratycznych salonów. Przebywał pośród mu równych, obcował z nimi, poznawał ich kulturę, zdania i opinie na różne tematy. Męczyło go to i za każdym razem pragnął uciec. Później trafiał w miejsca takie jak to – pracownia Solene Baudelaire była miejscem nad wyraz mu obcym i innym, dalece odbiegającym od tego, czym otaczał się na co dzień.
Tutaj, w tym konkretnym miejscu w Londynie, szczególnym aspektem była ona sama. Młoda czarownica w dziwny sposób go intrygująca. Zdawała się nie pasować do tego pomieszczenia, choć był pewien, że tutaj czuła swobodę, której nie potrafiłby sobie wyobrazić. Teraz, szczególnie teraz, kiedy przyłapywał ją na kłamstwie. Nie powiedział tego głośno, a jednak miał absolutną pewność, że jej słowa rozmijały się z prawdą. Nie był jakimś stażystą, by nie dojrzeć tego, z czym miał do czynienia w szpitalu. Część niego pragnęła upomnieć się o prawdę, o powrót słów i czynów na ich prawowite miejsce, lecz ta obecność kłamstwa dodawała mu wcześniej nieznanej pociechy. Niemal rozkoszował się dźwiękiem fałszu, choć Solene posyłał jedynie lekki, nieco nieodgadniony uśmiech.
Oczywiście — odparł, poruszając lekko głową na znak zgody, nie dając jednak jasnej odpowiedzi, na co wyrażał zgodę. Mógł równie dobrze zgadzać się z jej stwierdzeniem jak i propozycją wypicia zaoferowanej herbaty. Nie uraczył jej całkowitą świadomością tego, co naprawdę oznaczało to stwierdzenie. Niedopowiedzenie musiał tkwić między nimi, dopełniając atmosfery, którą czuł, patrząc w oczy Solene.
Nie krył się, że obserwował każdy jej ruch. Był ciekaw tego, jak zachowywała się we własnym, bezpiecznym miejscu, jak zareaguje i co odpowie. Nie umiał żyć inaczej niż poddawać wnikliwej analizie innych ludzi. Obserwacja wraz z wywiadem stanowiły absolutną podstawę w jego uzdrowicielskiej karierze, choć najwyraźniej role uległy odwróceniu i to Zachary był jej pacjentem. Kontekst tej myśli wywołał na jego twarzy nieco szerszy uśmiech, który leniwym gestem zasłonił przy pomocy filiżanki, zerkając bystrym spojrzeniem znad naczynia.
Powiedzmy — zaczął, po czym wziął niewielki łyk shay — że poszukuję czegoś oryginalnego i pasującego do każdej sytuacji. Angielskie stroje są takie — tu wymownie machnął ręką, wyrażając tym przemilczane słowa. — Oczywiście posiadam kilka strojów w tym tonie, jednak nie czuję się w nich dostatecznie swobodnie. Jestem pewien, że twoje utalentowane dłonie mogą coś na to zaradzić, panno Baudelaire. — Z każdym słowem brzmiał nieco ciszej, wolno odstawiając filiżankę, aż nazwisko Solene wypowiedział czymś na skraju szeptu, uśmiechając się do niej, zdając sobie sprawę, że odpowiedź na jej pytanie mogła zrodzić poważne wątpliwości.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Zaplecze [odnośnik]28.03.18 1:39
Była zaradna i wierzyła w swoje zdolności, więc wiedziała, że będzie w stanie poradzić sobie z każdym problemem, niezależnie od tego, czy była to rozkapryszona panna młoda, wybredna arystokratka, czy milczący lord, który wymagał odgadnięcia swoich myśli. Nie była jednak obeznana w sztuce legilimencji, zdając się tylko i wyłącznie na swoją kobiecą intuicję, przeczucie projektanta i doświadczenie, które było dość pokaźne jak na wiek. Ale skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie przepada za podobnymi, trudnymi przypadkami - ona wręcz je uwielbiała. Bo jak inaczej mogłaby wyćwiczyć swoją cierpliwość i upór? Jak nauczyłaby się sprostania każdym wymaganiom? Dążyła do miana najlepszej, chociaż fakt, że ubierała znaczną część arystokracji już stawiał ją na takim miejscu. W końcu jej konkurencją był dom mody Parkinsonów, marka sama w sobie, więc to, że wiele znakomitości postanowiło zaufać francuskiej projektantce z pracownią przy domu wujostwa mówiło samo za siebie. Wiedziała, że na początku drogi pomogły jej dobre słowa niektórych zaprzyjaźnionych lady, ale to, że później klienci wracali, przyprowadzając nowych już dawno spowodowało, że odrzuciła od siebie myśli o szeptanej pomocy.
Wiedziała, że Zachary na nią patrzy; czuła na sobie to spojrzenie, z którym mierzyła się prawie na co dzień i nie starała się nawet wymuszać delikatnych, pełnych lekkości ruchów; te przychodziły jej naturalnie, podobnie jak pełny gracji chód, gdy przemieszczała się po zaledwie kilku dzielących ich metrach. Uśmiechnęła się również subtelnie, widząc, że chociaż zgadzają się w kwestii angielskich strojów. Nie musiał więc kończyć zdania, by mogła dopowiedzieć sobie odpowiednie słowa; nudne, nijakie, ponure, szare, bez fantazji - tymi przymiotnikami nie mogła jednak określić tradycyjnego ubioru Shafiqów, a to z kolei było miłą odmianą pośród innych zleceń, gdzie nie mogła w pełni dać się ponieść fantazji.
- Obawiam się, że nigdy nie poczujesz się wystarczająco swobodnie w angielskich strojach. - Nie zawyrokowała, a pokusiła się o stwierdzenie, nie próbując doszukiwać się zadowolenia w męskiej twarzy. Musiała jednak przypomnieć mu o tym subtelnym, ale znaczącym, fakcie. - Jednak zawsze można dodać kilka odpowiednich elementów, wyróżniających się, ale nie na tyle, by było to w złym guście. - Była zwolenniczką zasady "jak cię widzą, tak cię piszą" i nikt nie był w stanie przekonać jej, że jest inaczej. Wiedziała, że gdyby teraz pokazała się publicznie w spodniach - wcześniej prezentując się w sukienkach i spódnicach, znając obowiązujące konwenanse - jej opinia wśród innych mogłaby ulec diametralnej zmianie. Podobnie było z tradycyjnymi ubraniami: ubieranie ich publicznie mogło spowodować, że ta osoba zostałaby okrzyknięta mianem ignoranta. Brytyjczycy nie należeli do osób pożądających zmian i obcości.
- Na początek proponuję ci ubrania w barwach rodu. - Powiedziała, zamykając notes i odkładając go obok siebie, a zamiast tego wzięła na kolana wystające spod kozetki kocię, z żywym zainteresowaniem przyglądające się kolejnej nieznajomej osobie. - Do tego dodałabym szatę we wzory lub chociaż szal, który zawsze się przyda. - Wzrokiem odszukała drugiego pupila, kamuflującego się pod jednym z wieszaków. - Moglibyśmy spróbować połączyć garnitur z koszulą z przewiewnego materiału, to byłoby dość optymalne rozwiązanie lub w całości postawić na inny gatunek włókna. - Zaproponowała na początku, w myślach wynajdując właśnie kolejne rozwiązania.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Zaplecze [odnośnik]15.04.18 16:08
Tkwiące w nim wewnętrzne przekonanie, że wizyta u czarującej panny Baudelaire będzie mu na rękę nieco zanikło. Wraz z nim ubyła także jego własna pewność siebie, a na twarz wstąpił wyraz nieodgadnionej próby zwalczenia własnych trosk. Fakt, że mieszkał w Anglii siedem lat niewiele zmienił w tym, co wiedział, choć stwierdzenie to zakrawało o absurd. Uczył się każdego dnia o zwyczajach, tradycjach i tym wszystkiego, czego wymagano od angielskiej arystokracji. Mimo nakładających się podobieństw, wciąż tkwił w rozerwaniu między tym, w co sam wierzył, a usilnymi próbami innych wpojenia mu przekonań, na które nie miał najmniejszej ochoty. Musiał jednak zgodzić się ze swoją rozmówczynią. Nigdy nie poczuje prawdziwej swobody i do końca życia będzie zmagał się z tęsknotą za tym, co było najbliższe jego pustynnemu sercu.
Nigdy — powtórzył cicho za nią, wyginając usta w krzywym uśmiechu. — Wierzę jednak, że znajdziesz jakiś sposób, by coś na tę niedogodność zaradzić. O ile moje szaty uzdrowicielskie są znośne, tak nie jestem w stanie przekonać się do klasyki waszej elegancki. Krępuje ruchy. — Skwitował, ostatecznie wzruszając ramionami w geście bezradności, nie chcąc przywoływać teraz wspomnień, kiedy to w posiadłości podejmował próby założenia garnituru. Był więcej niż rozczarowany sposobem, w jaki kreacja ta została stworzona i z jaką dozą sztywności musiała być traktowana. Nie reprezentowała niczego, co byłoby godne ani jego jako lorda, ani jego profesji, choć nie wyobrażał siebie w nagminnych zieleniach, które miały z nim tak niewiele wspólnego.
Jeśli widzisz w czerwcu kogoś, kto owinął się szalem — wymamrotał, uciekając spojrzeniem w bok. — To ja — dodał z rozbawieniem, jakby urąganie samemu sobie stanowiło szczyt jego humoru i prowadzenia swobodnej konwersacji, po czym sięgnął jeszcze raz po filiżankę, biorąc niewielki łyk herbaty, by jej gorycz pozwoliła mu przełknąć także żart, który wypłynął z jego ust. Nie był ani trochę zabawny, choć takim próbował go uczynić. Z resztą nie stanowił jednostki, która żyła komedią, a jednak potrzebowała jej bardzo mocno. Styczność z bólem i cierpieniem była dla niego jak powietrze, którym oddychał i epatowała zewsząd, ściskając go w ciasnym kokonie tego, czym nazywał życie.
Moja szafa emanuje złotem, Solene — zwrócił się do niej bezpośrednio jej imieniem, nie zdając sobie sprawy z tego, że ton rozmowy w jego oczach stawał się bardziej poufały. Gdyby jednak rzeczywiście tak było, prawdopodobnie nie zrobiłby nic, co zniszczyłoby tę atmosferę. Tutaj ona wiodła prym i wyciągała z niego okrutną prawdę. Przez te kilka chwil była jego prywatnym uzdrowicielem i zdobywała informacje, by stworzyć dla niego jak najlepsze lekarstwo. Nie potrafił wyobrazić sobie tego w inny sposób. Nie chciał, by jakiekolwiek kontakty z innymi, zwłaszcza z kobietami, przekładały się na jego prywatną sferę towarzyską. Zachowując to w otulinie publicznej konwersacji czuł się lepiej, choć nie dawało to pełni pożądanej swobody.
Jednak garnitur? — zapytał, gdzieś na moment zapominając o reszcie wypowiedzianego przez nią zdania. Nie miał chęci na sprzeczki i udowadnianie swojej racji oraz wyższości nad nią. Nie w tym celu znalazł się właśnie tutaj. — Może któregoś dnia zechciałabyś zerknąć do mojej szafy? — zadał kolejne pytanie, składając jej propozycję, by zaszczyciła swą obecnością jego komnaty. Myśl, że na to pozwalał kłębiła się wśród ostrzeżeń i stwierdzeń, że kobieta nie zasługiwała na wkroczenie w prywatną przestrzeń. Nie snuł przypuszczeń w tej materii. Doskonale wiedział, jak cała sytuacja byłaby postrzegana przez rodzinę, nestora czy dalszych krewnych albo i całą resztę arystokracji. Sam na siebie ściągał czujne spojrzenia tych, wobec których wykazywał troskę i musiał rozegrać to w należyty sposób.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Zaplecze [odnośnik]19.04.18 19:34
- Ich - poprawiła go łagodnie - nie utożsamiam się z Anglią - nie urodziła się tutaj, nie pobierała nauk w Hogwarcie a w Beauxbatons i gdyby nie konieczność, jej noga nie stanęłaby nigdy w Londynie. Nie utożsamiała się z angielską kulturą, strojami i zwyczajami, tęskniąc za bardziej swobodną Francją; za francuskimi ogrodami, smacznym jedzeniem i życzliwymi ludźmi. Za tym, że była na bieżąco z nowymi trendami w modzie, a tu niejednokrotnie miała problem ze zdobyciem dobrego materiału, takiego, jaki potrzebowała i który był godny swojej ceny. Dalej zresztą nieco kaleczyła język angielski, francuski akcent wyczuwalny był bez większego problemu w jej wypowiedziach; zmiękczała słowa, zdarzało się, że je przeinaczała, zapominała niektórych z nich, chociaż starała się, by taka sytuacja nie miała miejsca podczas spotkania z którymś członkiem arystokracji. W dużej mierze myślała po francusku, notatki sporządzała w tymże języku a gdy nadarzała się okazja do rozmowy w ojczystym języku - wykorzystywała ją od razu. Wiedziała, że gdyby nadarzyła się korzystna szansa powrotu w rodzinne strony - chwyciłaby ją, bo tutaj nie czuła się jak w domu; była obca, często dawano jej to odczuć - ale klasyka wcale nie musi być nudna. - Uśmiechnęła się jednak, rozumiejąc doskonale problem Zacharego i mogła go zapewnić, że dołoży wszelkich starań, by czuł się w nowych szatach tak, jak należy. Swobodnie, jak w drugiej skórze - wiedziała, że potrafi to uczynić, przypadek siedzącego obok Shafiqa traktując jak interesujące wyzwanie.
- Szal jest zawsze dobrym dodatkiem. Kaszmirowy szczególnie, zwłaszcza przy tak zmiennej pogodzie. - Uciekła myślą do wieczoru, gdy podczas porwania jej cudowny szal został nad Tamizą w kałuży pełnej błota a teraz prawdopodobnie już nic z niego nie zostało. Długo nie mogła pogodzić się z jego stratą, bo pomimo cudownego materiału, miał wartość sentymentalną - ale w końcu był tylko skrawkiem tkaniny, prawda? Z chwilowego zamyślenia nad tamtym dniem i bezwiednym rysowaniem w notesie wyrwały ją słowa mężczyzny. Zdziwiła się jego propozycją, śmiałą a jednocześnie taką, której nie spodziewałaby się po jego osobie; dotychczas przecież myślała, że niezbyt za nią przepadał. Była jednak ciekawa innego świata, orientalnego, zakładając, że prawdopodobnie posiadłość tego rodu utrzymana jest w swojej specyficznej kulturze.
- Myślę, że to dobry pomysł. Lepszy, niż projektowanie czegokolwiek od razu, kiedy jeszcze żadne z nas nie ma pojęcia co byłoby najlepszym rozwiązaniem - odparła po krótkim namyśle, przesuwając wzrok znad notesu na twarz uzdrowiciela - spróbujemy zatem przełamać nadmiar złota, które może zawstydzać wiele osób. - Nieczęsto zdarzało się, by zaglądała w szafy swoich klientów, ale nie wykluczała nigdy takiej możliwości; było to o tyle korzystne dla obu stron, że oni pokazywali, jakie ubrania preferują, zaś ona mogła wytworzyć na tej podstawie coś nowego, łączącego lubiane elementy. W ten sposób mogła uniknąć nieporozumień, a klient był zadowolony - świat od razu stawał się przyjemniejszy.
- Tymczasem, skoro już tu jesteś, pozwól, że zdejmę miarę i pokażę ci materiały, w porządku? - Zaproponowała, nie chcąc, by dzisiejsze spotkanie spełzło na niczym. Podniosła się z miejsca, rozwijając w smukłych palcach metr krawiecki. O swojej herbacie zapomniała, stopniowo, w miarę upływu czasu rozbudzając się.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Zaplecze [odnośnik]02.07.18 12:35
To była tragedia! Prawdziwa tragedia! Kiedy tylko Pani Baudelaire otrzymała wieści, niemal natychmiast wyruszyła po swoją bratanicę. Całe szczęście, że była w pobliżu. Spieszyła się. Oczywiście że się spieszyła, najszybciej jak tylko mogła - a kiedy wpadła na zaplecze, niemal uderzyła w drzwi - aż taki był impet jej wejścia! Zgarnięcie Solene było jednak w tej chwili dużo ważniejsze nawet niż jej własne ramię. Nie było czasu. Kobieta, kiedy już odnalazła wzrokiem bratanicę, skierowała się ku niej prędkim krokiem. Była świadoma, że przerwała Solene zapewne niezwykle intrygującą konwersację z pewnym młodym (i do tego całkiem przystojnym!) mężczyzną, ale kwestia, którą musiała jej przekazać, była zdecydowanie zbyt istotna, by czekać z nią aż to spotkanie się zakończy! Starsza kobieta zaraz dopadła więc do ręki młodej półwili i uchwyciła ją za nadgarstek.
- Szybko. Chodź! Nie ma czasu na wyjaśnienia. - zaczęła, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że jednak wypadałoby w jakiś sposób wytłumaczyć się przed towarzyszem jej bratanicy. Jakieś tycie, maciupkie wyjaśnienie. Albo chociaż przeprosiny. W końcu mężczyzna wyglądał dość dostojnie. Och na Merlina, miała szczerą nadzieję, że nie przeszkodziła im w schadzce! Nigdy by sobie tego nie darowała. Ale cóż, sytuacja naprawdę wymagała od niej tego, by zabrać stąd Solene. Była potrzebna gdzie indziej. Obie były - Najmocniej pana przepraszam, że przerywam rozmowę, ale to naprawdę sprawa niecierpiąca zwłoki! - zaczęła starsza kobieta, zaraz jednak potem ponownie skupiła się na Solene - trzymając jej rękę w uścisku pociągnęła dziewczynę, nie dając jej możliwości protestu. Wyciągnęła ją z zaplecza, wprawiając w osłupienie zapewne zarówno samą Solene, jak i jej rozmówcę.
Wyciągnęła ją jeszcze dalej, na ulicę - krzepę w rękach miała, była w końcu zielarką a zajmowanie się roślinami nie obejmowało tylko przycinania listków! Do tego często potrzeba było również znacznej siły fizycznej! Ciotka ciągnęła więc swoją bratanicę przez ulicę, niemal nie widząc i nie słysząc jej ewentualnych protestów.
- Psidwak cioci Sophii zaginął, musimy go szybko odnaleźć, zanim ta biedna kobieta popadnie w rozpacz! Sama wiesz, jak bardzo jest do niego przywiązana!


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Zaplecze - Page 3 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zaplecze [odnośnik]02.07.18 20:22
Zdołała pobrać miarę i ustalić ewentualną wizję przyszłego projektu, wybrać materiał i kolor oraz wyznaczyć termin odbioru, właściwie spotkanie dobiegało końca, gdy do pracowni wpadła ponownie ciocia Baudelaire, choć tym razem zbyt... podekscytowana? roztrzęsiona? Przeniosła na nią wzrok i właściwie niewiele zdołała powiedzieć, kiedy cioteczka szarpnęła ją za chudy nadgarstek w stronę wyjścia. Miała krzepę, fakt, jednak jasnowłosa zdołała wyrwać się na zaledwie kilka sekund.
Przepraszam za zamieszanie i... – wyrzuciła na jednym wdechu, nie kończąc myśli, kiedy już stąpała po ścieżce w ogródku. Nie zdołała spytać o co chodzi, próbując nadążyć za starszą kobieciną. Była pod wrażeniem jej zdrowia, siły i szybkiego chodu, chociaż teraz potrafiła zrozumieć dlaczego wuj się z nią związał – w końcu w ich związku to ciotka była głową, a wuj prowadził spokojne, bezstresowe życie ze świadomością, że jego żona poradzi sobie ze wszystkim.
Zaledwie kilka minut później dowiedziała się co było powodem tego nagłego zrywu i choć miało to swój urok, zdenerwowała się. Prosiła przecież, by nie przeszkadzano jej w pracy z byle powodu a na ten moment pies nie był żadnym powodem.
Kundel zawsze ucieka i wraca na drugi dzień. – Skwitowała krótko całą sytuację, lecz widząc gromiący wzrok ciotki i zapłakaną, czerwoną twarz pani Sophii, westchnęła. Wiedząc, że to wydarzenie może znacznie zaważyć na jej opinii z trudem ruszyła na poszukiwania psa a gdy już to uczyniła, nie myślała o odnalezieniu zwierzaka, tylko o tym, że zdołała chyba w minimalnym stopniu przebić się przez gruby mur lorda Shafiqa. Mogła więc wpisać to na listę swoich osiągnięć – taką przynajmniej miała nadzieję, bo nie była pewna, czy swoim porannym spóźnieniem i nietaktem ciotki nie utraci klienta. Ostatecznie psa odnalazły a kiedy wróciła do pracowni, zajęła się kolejnymi zleceniami.

zt


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Zaplecze [odnośnik]05.12.18 21:14
13 września

Trzynaście rozmieszań mieszanki ziołowej w kubku wystarczyło, by zioła nabrały odpowiedniego aromatu i barwy, gotowej do spożycia. Z kolei kolejnych pięć minut nieuwagi wystarczyło, by niedługo najadła się wstydu na najbliższych kilka dni, gdy z trzech rozstawionych na blacie identycznych naczyń wzięła to nieprzeznaczone dla niej, właściwie dla nikogo – w tym domu nikt przecież nie był szczególnie uważny.
Dzierżąc zdradziecki napój w ręce, powróciła do pracowni; musiała popracować, chociaż dzisiaj jak nigdy dotąd nie miała ochoty i zaczynała zauważać pewne braki w pracy wieczorami. Braki drugiej osoby, specyficznej i denerwującej ją jak nikt oczywiście. Dlatego informacja o odwiedzinach nawet ją ucieszyła. Nie czekała długo; zaledwie kilka minut, kiedy usłyszała skrzypnięcie drzwi, celowo niezamkniętych na klucz. Zwrócona tyłem z dekoltem na plecach odsłaniającym nieco ciała, obróciła się przez ramię, gdy stanął w progu pracowni. Nie spodziewała się, że zobaczy Drew ponownie, po tamtym wieczorze, w którym zwróciła mu wolność i powiedziała, że w przypływie dobroci serca znosi dług, którego nie musi już spłacać. Oczywiście później trochę tego żałowała, gdy uświadomiła sobie, że straciła potencjalnego pomocnika i osobę, która mogła się jej przydać, ale kierując się swoją dumą i rzeczonym słowem, nie była w stanie odezwać się pierwsza. Szczęściem w nieszczęściu wyglądało na to, że Macnair stęsknił się za jej osobą i wieczornymi rozmowami w leniwym świetle pracowni, co w dziwny sposób ją ucieszyło, ale i zaniepokoiło – już raz chciał wyrwać jej serce za minimalne użycie siły sugestii, uroku i uśmiechu, ogłupiając go na tyle, że bez większego problemu poddał się jej kaprysom. Czyżby przypomniał sobie o tym i zamierzał właśnie zemścić się za tamten niecny występek? Wiedziała – podejrzewała – że byłby do tego zdolny, w ostatnim czasie świat zaskakiwał ją coraz bardziej i odkrywał kolejne, nieznajome karty.
Stęskniłeś się? – Spytała na powitanie i robiąc zgrabny obrót na pięcie, podeszła do mężczyzny ze skrzyżowanymi za plecami rękoma. W porównaniu z ostatnim spotkaniem sprzed około miesiąca, dzisiaj prezentowała się zdecydowanie lepiej i pogodniej, a przede wszystkim na odsłoniętych przedramionach nie było śladów siniaków, które zagoiły się samoistnie, jednocześnie symbolicznie grzebiąc relację z Macmillanem. W całej sytuacji było jej szkoda jedynie najmłodszego dziedzica rodu, który znajdował się w gronie ulubionych dzieci, ale nic nie mogła na to poradzić: spotkanie Heatha wiązało się z rozmową o jego ojcu i wyjaśnieniami dlaczego tak dawno u nich nie gościła. A tego chciała uniknąć.
Nie musiałeś się fatygować, mogłeś wspomnieć o tym w swoim uroczym liście. – Dodała z prowokacyjnym uśmiechem a potem powróciła do stolika, ujmując w dłoń kubek z herbatą. Nie wiedziała jeszcze, że podczas krótkiego spuszczenia naczynia z oczu, ciotka pomyliła nie tylko kubki, ale i eksperymentalny eliksir, który przypadkowo trafił do jej herbaty i niósł za sobą słodko–gorzkie konsekwencje.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Zaplecze [odnośnik]05.12.18 21:42
Spotkania z Solene już dawno obrał jako czysto towarzyskie, bowiem ta nie była skłonna dawać mu zleceń pochodząc z zupełnie innego świata, co z czasem przerodziło się w ciekawą odskocznię od zgiełku codzienności. Wcześniej pochłaniała go jedynie praca, lecz od czasu powrotu na wysypy zaczął doceniać możliwość swobodnej rozmowy zupełnie od rzeczy, która pozwalała nie tylko oczyścić myśli, ale i po prostu odprężyć się. Picie w samotności też odstawił na bok, bowiem nie brakowało towarzyszów, którzy z chęcią podnosili kieliszki w geście coraz to bardziej irracjonalnych toastów.
Zjawił się w jej okolicy późnym wieczorem – jak miał w zwyczaju – a następnie bezceremonialnie otworzył drzwi stając w ich progu. Obserwując dziewczynę oparł się barkiem o framugę wyginając wargi w kpiącym uśmiechu, bowiem w jego pamięci wciąż pozostawało ostatnie ich spotkanie, kiedy to zaprezentowała mu jeden ze swoich gorszych nastrojów. Czyżby należało go kategoryzować jako foch numer dwa? Może jednak był to ten z trójką? Ciekawe ile ich miała, jednak był przekonany, że wcześniej czy później przyjdzie mu poznać je wszystkie.
-Niezmiernie.- rzucił unosząc nieznacznie brew będąc już przyzwyczajonym, że nie przystali witać się jak cywilizowani ludzie. Zawsze na pierwszy ogień szła kpina lub igiełka celująca we względnie wrażliwe punkty. -Widzę zmienna jak typowa kobieta.- skwitował pewnym tonem mierząc ją od góry do dołu i tym samym spostrzegając, że wcześniejsze, widoczne zasinienia zniknęły pozostawiając skórę wolną od wszelakich niedoskonałości. Płynęła w niej krew wili, nie mógł nic zrobić z faktem, że obserwowanie jej było czystą, nieświadomą przyjemnością. -Widocznie pomyliłaś nadawę kwiatuszku. Nie w moim stylu jest pisanie rozkosznych liścików.- posłał jej kpiący uśmiech, a następnie zamknął drzwi by po chwili ruszyć w głąb zaplecza zwinnie ją omijając. Trzymanie dystansu pozwalało zachować zdrowy rozsądek oraz kontrolę, a takowa była niezwykle istotną, a nawet fundamentalną wartością. -Zaparzyłaś sobie ziółka?- spytał czując nietypową woń. Nie chciał już wspominać, że naprawdę to śmierdziało.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaplecze [odnośnik]18.12.18 0:47
Musiała przyznać sama przed sobą, że zaskoczyła ją ta wizyta, gdy ostatnim razem dostał to, czego chciał. Wolności. Zdjęcia ciężaru przysługi, którą wobec niej miał. A tymczasem ponownie pojawiał się w jej skromnych progach, jakby nigdy nic i sugerował swoim zachowaniem tylko tyle, albo aż tyle, że nie wziął jej słów tamtego wieczoru na poważnie. Skoro twierdził, że się nie stęsknił i nie pojawił się tutaj tylko po to, by znowu z nią porozmawiać a przy okazji podnieść jej ciśnienie swoim złośliwym nastawieniem.
Pytanie Macnaira zwróciło z powrotem jej uwagę na kubek z ziołami stojący na stoliku i nie musiał dodawać, że napar wyjątkowo dziwnie pachniał. Zauważyła to już chwilę temu, lecz nie podejrzewała, że ciotka miała wobec niej złe zamiary lub że jakiś podstępny chochlik, duch domu czy ulicy, zmaterializował się z fiolką eliksiru w dłoni dolewając go do jej kubka. Uniosła brwi, bo mimo tak absurdalnych rozważań, była wyraźnie niepewna swoich myśli; a może tym razem rzeczywiście ktoś czyhał na jej życie i wybrał bardziej spektakularny sposób jak otrucie poprzez herbatę? Westchnęła; przecież świat miał lepsze zajęcia niż kolejna próba porwania jej osoby. Chyba.
Zioła nasenne – sprostowała, przyłapując się na tym, że prawdopodobnie nigdy nie rozmawiali o tym, dlaczego ich spotkania odbywały się w tak późnych godzinach wieczornych, nocnych, i dlaczego nie spała smacznie w swoim miękkim łóżku – zioła przeważnie śmierdzą – dodała szybko, pokazując mu, że potrafiła odgadnąć jego myśli – powinieneś kiedyś spróbować, może nieco stępią twój język – i po tych słowach bez większego namysłu ujęła kubek w dłonie, przystawiając go do ust. Wciąż nieprzekonana do wypicia zawartości dłuższą chwilę spoglądała w mętną otchłań, ostatecznie zmuszając się do upicia pojedynczego łyka.
Ciotka chyba dzisiaj miała zły humor – skwitowała pod nosem smak herbaty, krzywiąc się a potem odstawiła naczynie, w ostatniej chwili zresztą, gdy napar zaczął drażnić jej gardło. Zmuszona kaszlem, takim jakby miała zaraz wypluć płuca, usiadła na kozetce, choć wewnętrznie czuła, że coś jest nie tak. Ale mimo to, gdy się uspokoiła, wróciła do rozmowy. A przynajmniej tak planowała, dopóki przeczucie jakoby zły duch rzeczywiście istniał nie ziściło się naprawdę.
Jako obcego za wcześnie ujrzałam, jako lubego za późno poznałam!... – wyrecytowała doniośle... i równie szybko zatkała usta dłonią, ale to zdawało się mieć marny efekt, gdy dalszy ciąg Romea i Julii aż sam pchał się na język. – Dziwny miłości traf się na mnie iści, że muszę kochać przedmiot nienawiści!

Spoiler:


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Zaplecze [odnośnik]23.12.18 9:53
Macnairowi nie trzeba było powtarzać dwa razy. Często w oczach obcych osób wyglądał na lekkoducha, osobę pozbawioną wszelkich zasad, granic i nieznającą podstaw wychowania. Najczęściej jednak postronni oceniali przez pryzmat miejsc w jakich najczęściej się pojawiał tudzież językowi jakim się posługiwał. Był to jednak błąd, ocenianie książki po okładce, co w żaden sposób mu nie uwłaczało, a wręcz działało na korzyść zważywszy na zupełne zlekceważenie jego możliwości. Rzadko zdarzało mu się je przeceniać, doświadczenie nauczyło go rozważnie analizować plany i postawione cele.
O ziołach wiedział niewiele – właściwie tyle, że faktycznie wyjątkowo śmierdzą. Z dziedziną zielarstwa nie był za pan brat, często przyszło mu nie odróżniać najprostszych roślin, stąd najczęściej używał ogólnych nazw, aby po prostu nie wyjść na idiotę. -Śmiem wątpić.- rzucił w kwestii stępienia języka, a kącik jego ust powędrował ku górze wyginając twarz w kpiącym uśmiechu.
-Miewasz problemy ze snem?- spytał, choć nie do końca był ów kwestią zainteresowany. Każdy miał swoje zmartwienia uniemożliwiające nocny odpoczynek, dlatego nieszczególnie go to zdziwiło. Ponadto ostatnim razem nie była w najlepszym stanie – skoro jednak nie miała zamiaru poruszać ów tematu to nie zamierzał naciskać. Sam nie lubił, gdy ktoś pakował mu się z butami do jego codzienności. Może wywróciła się o miotłę, kiedy w końcu postanowiła ogarnąć panujący w pracowni nieład – pytanie tylko dlaczego nie skorzystała z magii? Irracjonalne, ale zaspokające ciekawość wytłumaczenie.
-Ciocia parzy Ci herbatki? Słodkie.- zaśmiał się pod nosem chwytając między palce jeden z jej szkiców. Przyglądając się mu uważnie zastanowił się po cholerę czarodzieje przykładali tak dużą wagę do tak nieistotnej kwestii jak ubiór i pakowali stertę galeonów byle tylko mieć coś wyróżniającego się z tłumu. Szatyn przeważnie zakładał to co wpadło mu akurat w rękę i wcale nie potrzebował jakichkolwiek dopasowanych szat.
Z zamyślenia wyrwał go głos dziewczyny. Obróciwszy się na pięcie zmarszczył brwi posyłając jej pełne politowania spojrzenie, a następnie zerknął w okolice jej rąk, czy aby przypadkiem czegoś nie czytała. -Siadło Ci na głowę od tego smrodu i czterech ścian?- pokręcił głową kompletnie nie wiedząc, co właśnie miało miejsce. Słysząc ostatnie słowa o mało nie wybuchnął śmiechem. Ona tak na serio?




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaplecze [odnośnik]23.12.18 10:26
Nie lubiła nieprzewidzianych sytuacji; gdy coś nie szło po jej myśli, bo los miał swój plan wobec niej, dokładnie tak jak dzisiaj. O ile obecność Macnaira nie przeszkadzała jej w ogóle, bo traktowała go od pewnego czasu jako nieodłączny element kilku wieczorów w miesiącu i zazwyczaj oczekiwała tego spotkania bardziej, niż byłaby skłonna się przyznać, tak zepsuty eliksir i fakt, że cytowała właśnie wyrywkowo Szekspira wystarczył, żeby się zdenerwowała. Nie zamierzała więc trzymać emocji na wodzy, ani też swojej złości i nagłego ocieplenia dłoni nawet nie próbowała w żaden sposób ratować. Może, pod małym pretekstem zezłoszczenia się na eliksir, mogła zrobić mu niewielką krzywdę w ramach zemsty za wszelkie złośliwości, którymi ją obdarował w ich znajomości?
Troska odbywa straż w oczach starego – wyrzuciła z siebie, prostując się dumnie; musiała pokazać, że zaistniała sytuacja nie wprawia w jej dyskomfort, nawet jeśli mijało się to z prawdą – a sen tych mija, których troski strzegą – przez myśl Francuzki przemknął pewien pomysł, jednak wątpiła w jego powodzenie. Bo jeśli Drew uważał się za oczytanego i śmiał skrytykować literaturę, którą czytała, to powinien przecież rozpoznać szekspirowskie wersy. W dłoń ujęła kubek i podeszła do mężczyzny, podsuwając mu naczynie pod nos a wnet wskazała na nie palcem, patrząc na niego sugestywnym wzrokiem; przecież nie mógł być tak głupi. Lub złośliwy, żeby nie spróbować chociaż zrozumieć. – ale gdzie czerstwa, wolna od kłopotów – zacisnąwszy wargi w wąską, ledwo widoczną, kreskę chciała ponownie przerwać recytowanie książki, ale to było silniejsze odeń – młódź głowę złoży, sen zawżdy przyjść gotów – a brak pomocy ze strony mężczyzny utwierdził ją w przekonaniu, że powinna sobie lepiej dobierać towarzystwo. W pierwszej chwili chciała wybiec z pracowni, obudzić ciotkę i wierzyć, że przynajmniej ona zrozumie bełkot wypływający z jej ust, potem jednak przypomniała sobie o swoim planie nauczki; bez namysłu zacisnęła palce rozgrzanej dłoni na jego odsłoniętym przedramieniu. Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek pokazała mu sposób, w jaki denerwowały się półwile.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Zaplecze [odnośnik]23.12.18 12:57
Początkowo był przekonany, że po prostu sobie z niego żartowała, jednak kiedy z jej ust płynęły kolejne słowa, a właściwie wersy nie mógł powstrzymać coraz bardziej kpiącego uśmiechu malującego się na jego ustach. Doskonale widział, że denerwowała się na skutek kompletnej bezradności, ale nie zamierzał w żaden sposób jej pomóc – po co psuć sobie rozrywkę? W snach by nie przypuszczał, że uda mu się przyjść w sam środek całkiem niezłej komedii.
-No, no, nieźle. Jeszcze trochę potrenujesz, a opuszczony amfiteatr stanie się domem jednego aktora, właściwie aktorki.- zadrwił odkładając projekt na biurko, po czym sięgnął do wewnętrznej kieszeni czarnej szaty i chwycił między palce piersiówkę. Wysunąwszy ją upił zawartości nie spuszczając wzroku z kobiety. -Nie mam nic wspólnego ze sztuką, ale doceniam, iż chciałaś pokazać swój ukryty talent.- wziął kolejnego łyka czując jak ognista przyjemnie drapała go w gardło. Całe szczęście, że nie wpadł na genialny pomysł, aby spróbować tych cuchnących ziółek, bowiem podobnie jak kobieta mówiły kompletnie od rzeczy.
Nie był zapalonym pochłaniaczem literatury, ale znał podstawy podstaw i bez trudu rozpoznał tytuł, z którego czerpała swą inspirację. Nauczyła się wszystkich aktów na pamięć? Godny podziwu zapał.
Czuł, że zmniejszenie dzielącej ich odległości nie było przypadkiem. Wskazanie wzrokiem kubka było dla niego jasnym sygnałem – ciotka zrobiła jej niezły numer. Planowała to? -To taka rodzinna tradycja?- uniósł brew pytająco, choć nie spodziewał się odpowiedzi. Wówczas prawiła tylko wierszem, a żeby tego było mało stricte ukierunkowanym na jednego twórcę. -Szukaj plusów, nauczysz się chociaż trudniejszych słów.- pokiwał wolno głową zaciskając wargi w cynicznym uśmiechu. Nie chciał być bezczelny, ale nie potrafił się opanować.
Wpierw nie rozumiał z jakiego powodu postanowiła go złapać za ramię, ale szybko mu przyszło mu się domyśleć, bowiem te zaczęło go paskudnie palić – jakoby żywym ogniem. Uniósł wzrok na jej twarz, a wolną ręką sięgnął do kieszeni szaty dobywając różdżki. Wydawało mu się, że byli umówieni – żadnych sztuczek. - Balneo.- wypowiedział licząc, że może to ostudzi jej gniew i tym samym jego przedramię.





The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaplecze [odnośnik]23.12.18 12:57
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 69

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Zaplecze - Page 3 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zaplecze - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zaplecze [odnośnik]23.12.18 19:07
Wiedziała; była pewna, że nie może liczyć z jego strony na jakąkolwiek pomoc i dziwiła się sobie w duchu, że miała minimalną nadzieję na inny obrót sytuacji. Był złośliwy, choć nie rozumiała dlaczego swoje kły jadowe wysuwał akurat zawsze, gdy przychodził tutaj, do pracowni; dlaczego tak wielką radość odnajdował w drażnieniu jej osoby, skoro wedle jego słów, nie była przecież wcale wyjątkowa. Chciała zapytać, po prostu, wprost, lecz nie teraz. Zresztą, podejrzewała, że na to pytanie również nie odpowiedziałby jej szczerze. Może powinna zapomnieć o umowie i potraktować go kilkoma sztuczkami?
Mów dalej, bo każde twe słowo leje pociechę do zbolałej duszy – przewróciła oczami i chcąc dodać coś jeszcze, zaniechała swojego czynu, bynajmniej nie z własnej woli a przymusu i niespodziewanego wymierzenia w nią balneo.
Kubeł lodowatej wody sprawił, że rzeczywiście zaniemówiła, odskakując pół kroku do tyłu i roztrzaskując niechcący trzymany kubek o podłogę, a kiedy tylko otrząsnęła się z pierwszego szoku, uniosła wzrok na Macnaira; początkowo zdezorientowany, stopniowo jednak przeradzający się w coraz większe rozjuszenie, bo jeśli sądził, że był tym w stanie ostudzić jej gniew, to był w ogromnym błędzie. Błękitna tęczówka pociemniała w momencie a dłonie zapiekły mocniej, kiedy tylko uświadomiła sobie, że nie dość, że czekało ją osuszanie drewnianej podłogi pracowni i mebli, które ucierpiały przy okazji, tak w dodatku lodowata woda spowodowała, że materiał sukienki przylepił się do jej ciała podkreślając zdecydowanie zbyt wiele; zwiewna tkanina uwydatniła wcięcie w talii Francuzki, opinając krągłe biodra i biust, a także szczupłe ramiona i o ile w innej sytuacji może nie zwróciłaby na to uwagi – ba! wykorzystała to na swoją korzyść – tak teraz straciła zdolność do obiektywnej oceny, normalnego zachowania. Absurdalność okoliczności podkreślał Szekspir, który ponownie cisnął się na jej blade wargi oraz rozłożona dłoń, którą wymierzyła mu policzek:
A gdzie dwa wściekłe spotkają się ognie, wszystko przetrawią, co im żywioł daje – prychnęła tym razem zaskakująco adekwatnie do sytuacji, kiedy nie była już w stanie zapobiec potencjalnej katastrofie. Właściwie nie chciała jej zapobiegać; nie mogła mu pokazać, że każdorazowo wszystko ujdzie mu na sucho. Ręce zwróciła więc na niego, żeby ocalić chociaż nowe projekty.

rzucam na ogień, bonus +40

[bylobrzydkobedzieladnie]


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.


Ostatnio zmieniony przez Solene Baudelaire dnia 23.12.18 19:11, w całości zmieniany 1 raz
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Zaplecze - Page 3 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire

Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zaplecze
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach