Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Część z miotłami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Część z miotłami - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Część z miotłami - Page 3 Empty
PisanieTemat: Część z miotłami   Część z miotłami - Page 3 I_icon_minitime17.06.17 18:56

First topic message reminder :

Część z miotłami

W sklepie można dostać różne modele Komet i Zmiataczy, zarówno nowych, jak i z drugiej ręki. Do każdej miotły wykwalifikowany personel może dołączyć zestaw do jej pielęgnacji, a także chętnie służy poradą dla początkujących. Zawsze można też uciąć sobie z pracownikami pogawędkę na temat ostatnio rozegranych meczy, a w okresie końca sezonu lub mistrzostw świata można w sklepie miotlarskim kupić bilety na najważniejsze wydarzenia.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.09.19 20:20, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Część z miotłami - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Część z miotłami   Część z miotłami - Page 3 I_icon_minitime03.09.19 11:16

List od brata zbił ją z tropu, założyła, że sklep zamknie wcześniej, a całe popołudnie wyjątkowo przeznaczy dla siebie. Chciała zrobić to wszystko, czego nie robiła od wieków. Wybrać dla siebie odpowiedni trój, udając, że ma dylemat dręczący każdą kobietę przed ważnym wyjściem, nawet jeśli go nie miała i doskonale wiedziała, co na siebie założyć od samego początku. Chciała wziąć długą kąpiel, na którą z pewnością i tak nie będzie miała zbyt wiele czasu, a później w łazience spróbować spleść misternie włosy, pomalować wargi karminową pomadą. Ale list od brata był też ważniejszy niż wszystko inne, nawet jeśli chodziło o miotłę — a może przede wszystkim, gdy chodziło o miotłę, a ona przecież doskonale rozumiała jego wewnętrzną rozterkę i nieszczęście. Poczekała więc w sklepie, siedząc na skrzyni w za dużym swetrze, ze splecionymi — wcale nie misternie — włosami w luźny warkocz, trzymając w dłoniach kubek z gorącą herbatą. Gdy tylko wparował do środka, owiał ją chłód z dworu, zimny i mroźny wiatr, a jego pęd dla bezpieczeństwa zmusił ją do odstawienia herbaty na bok, bo poparzyłaby ich oboje. I miała rację. Joe zamknął ją w niedźwiedzim uścisku, na który była przygotowana, bo obaj zawsze robili to samo z Benem, nie dając jej przez chwilę nawet szansy na oddech. Jego zimny, szorstki policzek odbił się dreszczem przemykającym jej po plecach i krótkim drżeniem, ale objęła go i poklepała, ciesząc się na jego widok szczerze.
— Aha — wydukała z siebie zupełnie bez przekonania, przeświadczona w tym, że zajmie im to więcej czasu niż twierdził. Pogodziła się już z faktem, że nie dotrą do Doliny Godryka, a przynajmniej nie ona. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego miotłę. Dwie butelki wina wyglądały jak alternatywny plan na wieczór i pokiwała głową na ten widok, ale uśmiechnęła się — nie mogłaby mu przecież odmówić, niezależnie od tego, jaki miał powód. — Nie wiem, czy po jednej butelce będę w stanie tam dotrzeć, ale skoro tak twierdzisz — mruknęła, unosząc brwi z powątpiewaniem. Może to nie była wcale taka kiepska propozycja. Może to wszystko, co planowała na dzisiejsze popołudnie miało oderwać ją tylko od myśli i stworzyć pozory chęci do dobrej zabawy, a tak naprawdę z przyjemnością zostałaby we własnym łóżku.
Zbliżyła się do kontuaru, na którym położył swoją miotłę, pomiędzy obiema butelkami, które ostatecznie odsunęła na bok. Nie musiała robić wnikliwej analizy, by wiedzieć, że była w kiepskim stanie — nie tylko z powodu samego wypadku. Była już zużyta, zniszczona, wyeksploatowana.
— Wiesz, że przydałaby ci się nowa, prawda?— spytała, zerkając na niego brązowymi oczami, ale tylko przelotnie. Równie dobrze wiedziała, że nie myślał o tym nawet, tak jak ona z przyjemnością korzystała ze starej miotły dziadka, która choć nijak miała się do tych, które sama sprzedawała, wiązała się z wieloma wspomnieniami i lubiła na niej siadać, czuła się pewnie i bezpiecznie. — Zawodnicy twoje pokroju wymieniają miotły co sezon. — Ale nie on. Naprawdę o nią dbał i widać było w niej wszystkie zabiegi, jakim ją poddawał. Nauki dziadka nie poszły w las, traktował ją z należytym szacunkiem, a ona z pewnością wciąż odwdzięczała mu się odpowiednim ruchem. — No nic, otwórz butelkę, nie mam niestety kieliszków, ale kubki znajdziesz na zapleczu. A ja zobaczę, co da się z nią zrobić. — Podwinęła rękawy swetra, a za kark, pod materiał wsunęła włosy, które niesfornie opadały jej do przodu. Sięgnęła też po różdżkę, a lewą dłonią delikatnie przeciągnęła po trzonku, na opuszkach wyczuwając wgłębienia.
Przywołała do siebie narzędzia jednym uchem dłoni. Szlif to nie wszystko, o co musiała zadbać — jak najmniej drewna należało wytrzeć przy tym zabiegu, by miotła nie straciła na ciężarze i odpowiednim wyważeniu, a później pozostanie lakierowanie i pastowanie — trochę czasu minie nim wszystko wyschnie.
— Pogoda ostatnio nie jest dla nas łaskawa, ale wygląda na to, że nadeszła w końcu prawdziwa, spokojna zima. Miałam serdecznie dość ten szalonej burzy — mruknęła pod nosem, zabierając się do pracy. Drobniuteńki pyłek zaczął sypać się na ziemie, kiedy papier pod wpływem magii — dziś już swobodnie użytej, zaczął ścierać nierówności. — A ty nie umówiłeś się z nikim na sylwestra? Mam nadzieję tylko, że dałeś sobie spokój z Desmond — dodała narzekająco i zerknęła w jego stronę.




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
Joseph Wright
Joseph Wright

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

Część z miotłami - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Część z miotłami   Część z miotłami - Page 3 I_icon_minitime08.09.19 14:34

- Dasz radę, dasz radę - mruknął prędko, zbywająco na jej wątpliwości co do dotarcia na Sylwestra po butelce wina. - Do imprezy jeszcze daleko, zdążysz wytrzeźwieć - dodał, jakby w ogóle nie brał pod uwagę, że po butelce czegokolwiek można być tak pijanym, żeby gdzieś nie dojść. Całkiem możliwe, że zupełnie zapomniał wkalkulować w te obliczenia to, że miał do czynienia ze swoją młodszą siostrzyczką. Zresztą trzeźwość lub nietrzeźwość w tej chwili kompletnie nie była ważna - należało się skupić na miotle, w którą wciąż wbijał to swoje strapione spojrzenie jasnych oczu, jakby ta właśnie umierała na blacie w sklepie miotlarskim Wrightów.
Skrzywił się, kiedy tylko wspomniała o nowej miotle. Na jego twarz wypłynął grymas niezadowolenia, jakby usłyszał coś, czego wcale usłyszeć nie chciał. Coś nieprzyjemnego, coś, czego w ogóle nie powinno się wypowiadać na głos. Nie odpowiedział, puszczając mimo uszu jej wypowiedź, ale Hania najwyraźniej nie zamierzała dawać za wygraną.
- Napraw ją, proszę - wszedł jej w słowo może trochę zbyt napastliwie, kiedy spróbowała ciągnąć temat. Nie podniósł jednak przy tym wzroku na siostrę. Nie, nie był na nią zły, po prostu...
Wiedział. Wiedział, że powinien zmienić miotłę, że choć w doskonałym stanie, zaczęła odbiegać od sprzętu pozostałych zawodników, że inni wymieniali miotły co sezon. Wiedział to, wszystko wiedział, ale stanowczo odsuwał od siebie tego typu myśli. Przecież tak wiernie mu służyła, wybawiła z wielu opresji, tak dobrze ją znał, wiedział jak reaguje, czego może od niej wymagać i co dzięki niej może osiągnąć. I naprawdę ją uwielbiał i o nią dbał i kochał o nią dbać i wiedział, że jeszcze długo mogłaby mu służyć - jeszcze miesiąc, dwa, pół roku, rok... jeszcze jakiś czas.
W każdym razie kiedy Hannah powiedziała, by otworzył butelkę, czym prędzej zostawił swą miotłę w jej rękach, a sam zajął się tym, w czym był ekspertem. Zniknął na zapleczu, by zaraz pojawić się ponownie z dwoma dużymi i kolorowymi kubkami idealnymi do herbaty, kawy... albo wina.
- Myślisz, że faktycznie nadeszła ta spokojna zima? - zapytał, zerkając na nią znad otwieranej właśnie butelki. - Wiesz... że to już koniec z anomaliami i burzami? Że to nie wróci? - był ciekaw co ona o tym myśli, bo sam wciąż nie był o tym przekonany. Tak długo to trwało, ten cały chaos, wciąż nie wiedział skąd się to cholerstwo wzięło i w jaki sposób odeszło... Szczerze mówiąc wciąż miał opory przed używaniem różdżki, choć coraz częściej je przełamywał. Ale skąd wziąć pewność, że anomalie nie pojawią się ponownie i to na przykład ze wzmożoną siłą?
Korek wyskoczył z butelki z charakterystycznym dźwiękiem, a Joe zajął się nalewaniem wina, a skoro do kubków, to lał jak herbatę - do pełna. Po co się co chwila fatygować z nalewaniem wina, prawda? Na koniec wziął oba i ruszył do siostry, ale kiedy właśnie miał odpowiedzieć na jej pytanie, zatrzymał się zmarszczył brwi.
- O co ci chodzi z Maxine? - zapytał trochę z ciekawości, a trochę rozbawiony, że jego siostra wciąż jest tak przeczulona na jej punkcie. Podał jej kubek pełen wina, coby miała jasność, że ma pokojowe zamiary i nie ma potrzeby, żeby zaraz wybuchała, czy coś.
- Myślałem, że to przez te wasze sprzeczki w szkole o quidditcha... ale to już było sto lat temu, a ona jest bardzo pię... fajną dziewczyną, świetną zawodniczką i ma dobry gust muzyczny, dobrze tańczy, ma cięty humor... co ci się w niej nie podoba? - zapytał, skrzętnie unikając również jej pozostałych walorów, bo, co chyba właśnie udowodnił, wcale nie skupiał się głównie na tym, że była bardzo urodziwą panną.




Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Część z miotłami - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Część z miotłami   Część z miotłami - Page 3 I_icon_minitime16.09.19 19:58

Spojrzała na niego z rezerwą i lekkim uśmieszkiem figlarnego rozbawienia. Oczywiście, jej bracia potrafili wlać w siebie hektolitry alkoholu, ale ona, pomimo bardzo bliskiego pokrewieństwa nie mogła powiedzieć o sobie tego samego. Możliwe, że w oczach niektórych dam i niektórych zacnych panów przez jej wysoki wzrost i proporcjonalną, choć wcale nie drobną budowę jej możliwości mogły być większe, ale w gruncie rzeczy upijała się bardzo szybko.
— Tak, tak — mruknęła, nie próbując ciągnąć tematu i z dość wyraźną rezerwą podchodząc do kwestii dzisiejszego picia. Wbrew podejrzeniom brata zamierzała dotrzeć do Doliny Godryka i zamierzała uczynić to jeszcze trzymając fason, zachowując pion bez konieczności walki z grawitacją.
Machnęła różdżką raz, a później drugi, spoglądając uważnie na miotłę Josepha. Nie musiała patrzeć na niego, by rozpoznać jego reakcję na jej propozycję, więc jedynie pokiwała głową, marszcząc brwi, a włosy zaczesała za ucho, by niesfornie opadające kosmyki nie leciały jej na twarz i nie przysłaniały widoku. Ubytki w drewnie były widoczne, poler to za mało. Odsunęła od siebie więc pierwsze przywołane narzędzia, by z zaplecza ściągnąć kolejne. Wzięła je do ręki — drewniany, specjalny hebel o ostrzu zaokrąglonym i dostosowanym do nadawania miotłom kształtu. Zamierzała tylko lekko przeciągnąć po niej, nie chcąc naruszyć konstrukcji i rdzenia.
—Naprawię, tylko nie stój tak nade mną, jak kołek. Usiądx, idź zaparzyć sobie herbaty, pospaceruj, nie wiem — mruknęła z wyraźnym niezadowoleniem, zerkając na niego z dołu, spod gęstym rzęs, unosząc przy tym jedną z brwi. Dmuchnęła na siebie, a grzywka poderwała się do góry, swobodnie opadając na boki, ułatwiając jej pracę. Kilka przetarć, a cieniutkie wióry posypały się na podłogę. Ale to wystarczyło, by lewitująca przed nią miotła nabrała ponownie odpowiedniego kształtu, a ubytki i drobno wystające drzazgi przestały w ogóle istnieć. Nie spojrzała na Josepha, kiedy wrócił z zaplecza z dwoma kubkami. Westchnęła, biorąc do ręki kolejne narzędzie, tym razem polerujące, by zmatowić ubytki i wygładzić zaostrzone heblowaniem miejsca, ujednolicić je. Jego pytanie na moment wybiło ją z rytmu. Spojrzała na niego ostrożnie, przez chwilę zastanawiając się, co powinna mu powiedzieć. Źle czuła się z myślą, że miała przed nim tajemnice. Wiedziała, że wsparłby ich sprawę i kibicował w tym, co robili, nawet jeśli nigdy nie był typem człowieka, który aktywnie wziąłby udział w jakiejkolwiek walce. Ale nie mogła tego zrobić, nie do niej należała ta decyzja.
— Nie, Joe, jeszcze długo w Anglii nie będzie spokoju — mruknęła, wracając do pracy. — Mamy wojnę, zmienił się rząd, wzmogły się represje, a ludzie będą cierpieć. — Nie o to pytał, ale nie miał nawet pojęcia, jak blisko tkwił temat anomalii i okropnych burz z sytuacją polityczną kraju. Jeszcze do niedawna sama nie miała o tym najmniejszego pojęcia. — Ale chyba możemy zapomnieć o anomaliach. Taką mam nadzieję. — Uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco, po chwili odwracając się znów do jego własności.
Wystrzelony korek, powiększył jej uśmiech, ale nie odrywała się przez dłuższą chwilę od polerowania. Przez rozbawienie związane z osobą Desmond, a raczej jej pytaniem o nią skwitowała prychnięciem i zmusiła go do tego, by stał przez chwilę z dwoma kubkami; niech mu ręce ścierpną.
— Nie lubię jej, to wszystko — mruknęła swobodnie, bez cienia emocji w głosie, w końcu odbierając od niego naczynie wypełnione alkoholem. Wypiła łyk, a może dwa, i obróciła się w jego stronę. — Znam wiele fajniejszych dziewczyn, mogę cię z którąś poznać — zaproponowała, przyglądając mu się podejrzliwie z uniesioną brwią.




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
Joseph Wright
Joseph Wright

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

Część z miotłami - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Część z miotłami   Część z miotłami - Page 3 I_icon_minitime24.09.19 15:27

Lubił obserwować siostrę podczas pracy. Miał wrażenie, że kiedy on się jeszcze zajmował dorywczo miotlarstwem, to robił to tak... rzemieślniczo. W jej wykonaniu to podchodziło pod sztukę. Mógł na to patrzeć i pat...
- Tak, tak, już sobie idę - odpowiedział czym prędzej, kiedy Hannah fuknęła na niego jak zirytowana kotka. Znał to fuknięcie - była to najwyższa pora, żeby się odsunąć i dać przestrzeń swojej siostrze. Zresztą... miał zajęcie, prawda? Wino. Czas otworzyć wino. I tylko podczas całego procederu zerkał na nią uśmiechając się pod wąsem. Dobrze ją było widzieć tak normalnie - bez żadnych świąt (o Sylwestrze na chwilę zapomniał), czy okazji (zniszczona miotła się nie liczy).
Zmarszczył jednak brwi, kiedy zagadnąwszy ją o anomalie i burze... wcale nie usłyszał od niej optymistycznej wizji, jak przypuszczał. Jasne, sam nie sądził, że "już po wszystkim" i że "teraz będzie puchoński spokój", ale... bez przesady!
- Hania, Haneczka... - odezwał się czym prędzej, uderzając w łagodne tony - wyolbrzymiasz teraz trochę. Zmienił się Minister i próbuje zamknąć usta Prorokowi (dość nieudolnie), a paru szaleńców lata i terroryzuje czarodziejskie cukiernie i lodziarnie... ale przecież nie jest aż tak źle, co? Gorzej było nie tak dawno temu, kiedy rządziła porąbana Tuft, a potem jej synalek - skrzywił się na samą myśl o nich. Wtedy to sam Joe wyszedł na ulice, żeby protestować przeciwko ich decyzjom - powstaniu Policji Antymugolskiej, wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów czy tym wszystkim łapankom - teraz w porównaniu z tamtym, to jest spokój. Wojną bym w każdym razie tego nie nazwał. Bo wojną między kim a kim? - wzruszył ramionami. Nie było kolorowo, to prawda, ale naprawdę uważał, że wcześniej było gorzej. Wtedy rząd uderzał w społeczeństwo, w jego rodzinę, przyjaciół, znajomych, ograniczał wolność, wprowadzał nowe porządki, z którymi Joe się nie zgadzał, a teraz? Oprócz tego, że Minister faktycznie ingerował w wolność słowa (ale na szczęście Prorok działał dalej) i pozwalał na panoszenie się terrorystów, co, umówmy się, uderzało pośrednio właśnie w niego - w Ministra - bo jawnie świadczyło o jego nieudolności w rządzeniu, to nie było tragicznie. Samym Ministrem Joe się specjalnie nie przejmował - zostanie zmieniony prędzej czy później jak jego poprzednicy - a sądząc po jego nieudolności w dorwaniu kilku drani, to raczej prędzej niż później. I dobrze... nikt za nim płakać nie będzie.
Poważne tematy świadczyły o tym, że nastał najwyższy czas na wino... i rozmowę o Maxine. Mimowolnie uśmiechnął się na to prychnięcie siostry. Cóż mógł na to poradzić, że tak go bawił stosunek Hani do panny Desmond? A jeszcze bardziej rozbawiła go propozycja siostry i to do tego stopnia, że zupełnie bez skrępowania parsknął śmiechem i sam również napił się wina ze swojego kubeczka.
- Czy według ciebie kiedykolwiek miałem problem z poznawaniem dziewczyn? - odparł wyzywająco wciąż szeroko uśmiechnięty, dzielnie przemilczając słowo "fajniejszych". - Chociaż racja... raz udało ci się mnie umówić z fajniejszą dziewczyną - dodał, zdając sobie właśnie sprawę, że gdyby nie wtedy interwencja Hani, to zapewne sam nigdy nie zwróciłby na tamte dziewczę uwagi... Może źle zrobił, że odpuścił? Nic nie odpisała na jego ostatni list... dlatego, że nie chciała czy może coś jej się sta... Momentalnie wyrzucił z głowy tę myśl.
Zaraz... czy on nie za długo tak stoi z kubkiem w ręce patrząc się nieobecnym wzrokiem w jakiś nieokreślony punkt przed sobą? Rozmarzenie, Joe? Naprawdę?
Odchrząknął czym prędzej i ponownie napił się wina.
- W każdym razie nie musisz się martwić - szybko zmienił temat. - Na Sylwestra umówiłem się z Fran... Tfu! - ugryzł się w język, kiedy zdał sobie sprawę, że właśnie się zdradził o kim tak rozmyślał jeszcze przed chwilą. - Z Florence - poprawił się czym prędzej - umówiłem się z Florence - powtórzył już spokojniej. - Przechodzi ciężkie chwile, mam nadzieję, że chociaż na chwilę oderwę jej myśli od lodziarni i tego, co się wydarzyło - dodał, a po upiciu kolejnego łyka wina, faktycznie cofnął się krok (żeby tak nie wisieć nad siostrą) i rozejrzał się po sklepie. A gdyby tak faktycznie kupić sobie nową miotłę...?
- A ty? - zerknął jeszcze na siostrę, choć starał się brzmieć tak na luzie. - Z kim idziesz? - dodał. Jest luzackim starszym bratem, który wcaaale nie będzie się uważnie przyglądał każdemu delikwentowi, który zbliży się do Hani.




Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Część z miotłami - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Część z miotłami   Część z miotłami - Page 3 I_icon_minitime04.10.19 22:58

Kiedy zabrał się za to pieszczotliwe zdrabnianie jej imienia, jakby przeczuwając, że coś zaraz nastąpi, przerwała na moment pracę i spojrzała na niego niepewnie, choć sposób w jaki się do niej zwrócił nie budził jej szczególnych podejrzeń. Raczej ton, z jakim zaczął mówić. Otworzyła usta i zmarszczyła brwi, chcąc od razu zaprotestować.
— Joe, chcesz powiedzieć, że terroryzowanie ludzi przez bandę czarodziejów uważających się za lepszych od większości społeczeństwa, morderstwa, ataki na przedsiębiorców kilkadziesiąt metrów od tego sklepu, cała ta cenzura proroka, zwalnianie ludzi z ministerstwa tylko przez wzgląd na poglądy, zamach stanu i obsadzenie w nim bezprawnie nowego ministra jest dla ciebie tylko wyolbrzymieniem? Czy ty słyszysz, co ty mówisz?— spytała z niedowierzaniem, dopiero po chwili zamykając usta i wzdychając ciężko. Był lekkoduchem, optymistą, a cały jego świat kręcił się wokół quidditcha, ale nie sądziła, że jest aż tak krótkowzroczny. — Ludzie się boją, Joe. Boją się jutra, tego, co się wydarzy. Ministerialne przesłuchania i policja antymugolska to nadużycia, a teraz... — Teraz ludzie mieszkający na Pokątnej zastanawiali się, czy nie zamykać rodzinnych, wielopokoleniowych interesów i uciekać daleko od centrum, w którym z każdym dniem działo się coraz gorzej. Nie wierzyła, że nie widział tego, nie wierzyła też, że ona miała oczy tak szeroko otwarte tylko i wyłącznie za zasługą Zakonu Feniksa. Źle się działo od dawna, a teraz wszystko wskazywało na to, że będzie coraz gorzej. Represje będą silniejsze, walki staną się intensywniejsze. — W mieście pojawiły się bojówki, ludzie protestują przeciwko władzy, a ludzie Malfoya są gotowi ich zamknąć i oskarżyć bez procesu, a wszystkich rebeliantów po prostu wytłuc jak zwierzęta. Dalej nie widzisz żadnych analogii do wojny?— spytała, powracając w końcu spojrzeniem do miotły, próbując doprowadzić ją do względnego porządku. Machnęła różdżką, unosząc ją nieco wyżej i sięgnęła dłonią do małego stalowego wiadereczka, w którym miała druciki wiązałkowe. Część witek wymagała lepszego spięcia i związania, niektóre — powyginanie można było jeszcze lekko przyciąć, czym się zajęła, przywołując z pracowni obcinaczki, które szybko wylądowały w jej dłoni. — Spokój — prychnęła pod nosem i włożyła do ust kilka drucików, przytrzymując je w najwygodniejszy dla siebie sposób. Palcami zaczęła oplatać końcówki miotły i wiązać fragmenty, które wydawały jej się słabo przytwierdzone klamrą. — Czy kiedy wsadzą mnie do Tower...— spytała, przytrzymując je wciąż między wargami.— Za pomaganie czarodziejom, którzy tej pomocy potrzebują, zauważysz, że jest źle? Czy wtedy, gdy będziesz musiał wyprawić mi lub Benowi pogrzeb? — Poczuła ukłucie irytacji. Za sprawę honoru przyjęła otwarcie mu oczu i wpojenie do głowy najważniejszych treści. Musiał rozejrzeć się dookoła, dostrzec coś więcej, nim będzie za późno.  Na chwilę odłożyła wszystko, zaciskając palce na kubku. Upiła łyk, jeden, drugi, a nim się zorientowała dopiła wszystko, co było w środku — może z powodu pragnienia, które nagle dało o sobie znać, a może przez rozmowę, którą zapoczątkował jej starszy brat. Oddała mu kubek i posłała przeciągłe spojrzenie, zerkając na jego własny. W pewien sposób wyzywający, nieco kpiący. Coś słabo mu szło to picie. A sądziła, że mocna głowa i niewylewanie za kołnierz było przypadłością rodzinną.
— Starzejesz się — zwróciła uwagę w końcu, unosząc brwi z powątpiewaniem. — Masz problem z poznawaniem fajnych i wartościowych dziewczyn. Zamiast tego chwytasz się tych ładnych, które mają trociny w głowie — mruknęła pod nosem, powracając tym samym do pracy. — Pamiętasz, co mawiała babcia? Z ładnej miski się nie najesz — przypomniała mu cierpko, spoglądając na niego już tylko przelotnie. Ponownie sięgnęła po przyrządy, tym razem po szorstką ścierkę, której używała do polerowania. Kiedy zawahał się z imieniem, wyprostowała się i skupiła na nim całą uwagę, przyglądając mu się podejrzliwie. — Franflorence? Może jednak Francis, nie Florence?— dopytywała, lustrując go wzrokiem. — Zakochałeś się? Joe?— Pochyliła się w jego kierunku i skoncentrowała na nim piwne oczy, tym samym zmuszając go, by na nią spojrzał. — Ja się wybieram... Cóż. Nie powiem ci. — Postawiła się, zadzierając wyżej brodę. Nie mogła tak łatwo odpuścić, coś za coś. Póki nie zamierzał jej się tu zwierzyć — skoro już zdążył palnąć coś, — jak na spowiedzi, ona nie mogła odwdzięczyć mu się tym samym.




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
 

Część z miotłami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Sklep z miotłami i sprzętem do quidditcha-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19