Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Trakt kolejowy
AutorWiadomość
Trakt kolejowy [odnośnik]02.05.15 3:52
First topic message reminder :

Trakt kolejowy

Przez Dolinę Godryka przebiega trakt kolejowy, który pokonywany jest przez Hogwart's Express, pociąg dowożący uczniów do Hogwartu. Jeśli wierzyć mieszkańcom Doliny, dźwięk nadjeżdżającego pociągu słychać jednakże nie tylko dwa razy do roku - nikt jednak nie wie, po co, ani dokąd, Express przejeżdża przez ten obszar.
Sam trakt wygląda staro, niepozornie, jest to jednak najprawdopodobniej iluzja, która ma go uczynić nieatrakcyjnym dla mugoli.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 05.10.19 21:31, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 17 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Trakt kolejowy [odnośnik]30.08.21 21:53
To się zwykle nie działo — Cu był psem raczej grzecznym, pilnującym bardziej miski, niż tego, co działo się na zewnątrz. Dlatego właśnie Aurora bez większych oporów zawsze brała go na spacer na bardzo luźnej lince, a czasem, gdy upewniła się, że nikogo nie ma w pobliżu, puszczała go luzem.
Musiała sama przed sobą przyznać, że spacery z psem, zwłaszcza zimą, były szczególnie odprężające i dawały jej czas na przemyślenie nadchodzących i minionych dni. Tyle się ostatnio działo, a ona nie mając nowego zapasu notatników, nie miała w czym opisywać wydarzeń. Było to o tyle problematyczne, że myśli jej, nie znajdując ujścia na papierze, nie miały innego sposobu, by wyrwać się na zewnątrz, niż tego, żeby wypływały z jej ust. Wrócił więc nawyk ze szkoły — rozmów Aurory z nią samą.
Nie, żeby zdanie innych miała w poważaniu — znajdowała pewną ulgę w tym, że mogła wreszcie wyrzucić z siebie nadmiar emocji, których przecież nikt inny i tak by nie zrozumiał.
Ale tego dnia było inaczej — Cu, który początkowo, jak zawsze, grzecznie, szedł koło nogi, tak dzisiejszego wieczoru, nagle spłoszony pierw przystanął — zadarł przednią łapę, wielkie uszy zostały postawione w nieruchomym nasłuchiwaniu.
- Cu… co jest? - Spytała Aurora, chociaż wiadome przecież było, że pies choćby chciał, to nie mógłby odpowiedzieć. Ale zwykle w takich momentach jedno, czy dwa merdnięcia ogonem i można było iść do przodu. Tym razem jednak było zupełnie inaczej. Aurora nie mogła nawet przewidzieć tego, co stało się w kolejnych chwilach. Cu, jakby coś go spłoszyło jeszcze bardziej, szczeknął przeciągle dwa razy, a potem ruszył pędem ku granicy lasu, do której nigdy się nie zbliżali. - Cu!!! - Krzyknęła Aurora i spróbowała przebrnąć przez zaspy, które jej pies pokonywał z łatwością wielkimi susami, a w których jej przeszła długa sukienka, do której brzegu przyczepiał się lepki śnieg. - Cu! - Zawołała ponownie, ale pies tylko szczekając głośno, ruszył w kierunku traktu kolejowego, zupełnie ignorując właścicielkę.
Biegła trochę na oślep, nie wyjmując różdżki z jakiegoś powodu. Próbowała dogonić psa, ale on odstawiał ją wyraźnie. Skupiła na nim wzrok, żeby nie zgubić go w styczniowych ciemnościach. Może dlatego nie zobaczyła postaci, która szła wydeptaną ścieżką pomiędzy zaspami.
Aurora, biegnąc za Cu, postawiła nieostrożny krok i niemal spadła. Czy może raczej spadła, ale nie na ziemię, a na chłopaczka, czy też młodego mężczyznę, który akurat miał pecha tamtędy przechodzić. Z całym impetem wpadła na niego, a potem przewróciła go i niestety to on przyjął całą siłę upadku na siebie.
Aurora potrzebowała chwili, żeby zrozumieć, co się stało, bo nagle miała pod sobą pewnie wystraszonego mężczyznę, a na dodatek straciła z oczu psa. I poczuła coś jeszcze. Jej kostka… Musiała naprawdę źle postawić ostatni krok, bo czuła jak boleśnie napinają się jej mięśnie.
- Au…au...au - Jęknęła, zsuwając się z chłopaka i łapiąc za kostkę, ale też zaraz spróbowała wstać. - Cu!! - Spróbowała zrobić krok, ale krzyk wyszedł żałosny, bo kostka boleśnie ją zabolała. - Bardzo pana przepraszam, pies mi uciekł… - Powiedziała, bo szarówce nie umiała rozpoznać, czy znała poszkodowanego, czy też nie.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 17 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Trakt kolejowy [odnośnik]11.06.22 18:03
22 kwietnia '58

Wspomnienia wystukiwane w kolejnych krokach niosły po okolicy dudniące echo; trzewiki uderzające o ciężki metal kolejowych torów wydobywały charakterystyczny dźwięk, głuchy i prędko ginący gdzieś w odgłosach wiosennego popołudnia. Pogoda rozpieszczała, słoneczne ciepło muskało odważnie i śmiele, przeganiając ostatki mrozu, który utrzymywał się jeszcze w pierwszych dniach kwietnia. Słońce powoli zbliżało się do horyzontu, leniwie barwiąc okolice pomarańczową poświatą, która osiadała na powoli zieleniących się drzewach i nieśmiałych krzewach, które podrygiwały powoli z ziemi.
Kiedyś nie zwracała uwagi na to miejsce; nasyp kolejowy jak każdy inne, okolica otulona zielenią jak wiele tych, które trwały niewzruszone na długiej drodze do Hogwartu. Czerwony pociąg przejeżdżał tędy ilekroć należało przewieźć uczniów z zatłoczonego Londynu do chłodnych murów magicznego zamku. Coś na kształt nostalgii poczęło kiełkować w sercu, rozciągać się wzdłuż i wszerz, by w końcu ulotnić się z krótkim westchnięciem, które wcale nie przyniosło ulgi.
Zastanawiała się – i wtedy, i wiele razy przedtem – czy faktycznie mądrym było porzucać szkołę i czy kiedykolwiek będzie mogła jeszcze zobaczyć zamek; niegdyś dlań nieprzyjazny i stanowiący dziwną konieczność, dziś będący miejscem, w którym ulokowała wszystkie wspomnienia z dni, w których świat wyglądał zupełnie inaczej. Ale czy gdyby została, miałaby jakąkolwiek szansę odnaleźć Petera? Teraz nie miała wiele – ni materialnie, nie metaforycznie, nie miała nawet konkretnych informacji – ale skrawki śladów po bracie musiały jej wystarczyć, by wciąż mogła trzymać się nadziei, że niedługo znów się spotkają.
Dolina powoli budziła się do życia z zimowego snu; wielka pierzyna śniegu odeszła w niepamięć, okolica przyjmowała barwy słodkiego pomarańczu, nieśmiałej limonki i soczystej zieleni przeplatanej intensywnym różem, żółcią i czerwienią – małymi śladami kwiatów na gęstniejącej trawie. Wszystko wydawało się wracać do normy; powracać z martwych, nawet jeśli trakt kolejowy miał w sobie coś z faktycznego stanu wymarcia.
Słyszała tutaj tylko dźwięk własnych kroków i subtelny świergot ptaków, raz po raz odgłosy pobliskiego lasu poruszanego wiatrem. Ale kiedy żwir zaszeleścił – tym razem nie pod jej stopami – wrażenie samotności odeszło w niepamięć.
Tutaj nie miała się czego obawiać, znała okolicę bardzo dobrze dzięki długim miesiącom spędzonym w bezpiecznej Makówce; mimo to nauczona przezorności, sięgnęła po różdżkę, na moment stając w bezruchu; do źródła dźwięku – skraju między rozsypanym żwirem po lewej stronie torów a granicą lasu – decydując się podejść dopiero po chwili.


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 14
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540

Strona 17 z 17 Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17

Trakt kolejowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach