Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Alejka nad brzegiem rzeki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Alejka nad brzegiem rzeki   02.05.15 12:32

First topic message reminder :

Alejka nad brzegiem rzeki

Wiecznie zamglony spacerniak nad brzegiem Tamizy to dość ponure, ale klimatyczne miejsce. Drogę rozświetlają wysokie, bogato zdobione latarnie, a szum wód zagłusza zgiełk miasta. Przy mostku unosi się przypięta do brzegu barka. Choć jest to samo serce miasta, wydaje się tu być nieco ciszej, niż w innych rejonach City of London. Przestrzeni nie ożywia żadna roślinność, alejka ułożona jest z nierównych, kocich łbów. Odpowiednie miejsce na samotne spacery i dekadenckie rozważania. Roztacza się stąd bardzo dobry widok na wieżę Big Bena majaczącą ponad innymi wysokimi budynkami.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
19
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   04.04.17 23:28

Bacznie obserwował każdy ruchy kobiety starając się wychwycić cokolwiek nienaturalnego w jej zachowaniu. Nie ufał ludziom – nawet tym, którzy mieli stanowić jedynie drugą stronę interesu, toteż za każdym razem dokładnie analizował wszelkie słowa i zagrania. Był strategiem, miał otwarty umysł i bezwzględny sposób działania, zatem wszelkie niepokojące go sygnały blokował urywając zupełnie kontakt tudzież rozprawiając się z ów kontrahentem w inny, mniej grzeczny sposób. Chronił za wszelką cenę swoje tajemnice, unikał dwuznacznych sytuacji przez wzgląd na zapobiegawczość, jednak szedł po trupach do celu, więc czasem przypadkowe wydarzenie wymagało krwi.
Nie interesowały go salony, kobieca moda, a tym bardziej rzekome ‘feministyczne ruchy’ o których nigdy nie słyszał, lecz zapewne gdyby było mu to dane to popukałby się danej osobie w czoło. Z domowych nauk wiedział, iż miejscem żony był dom, gromadka dzieci oraz wielka szafa zawierająca niezliczoną ilość wystawnych sukien. Pamiętał w końcu jak jego matka niejednokrotnie mimo biedy ubierała się niczym szlachcianka, by tylko zaprezentować fałszywy obraz własnej rodziny. Zakłamanie i obłuda leżały w jego naturze, ale w zupełnie innym celu. Było mu totalnie obojętne co kobieta miała na sobie, jak była uczesana i czy jej ciało zdobiła piękna biżuteria, albowiem to nie dawało mu żadnych korzyści poza rozkoszą dla oczu (choć czasem trafił się wizualny potomek goblina). Z uwagi na to nie przykładał do tradycji żadnej wagi, nie komentował jej, choć w głowie błądziło mu miliony myśli.
Wysłuchał jej z zainteresowaniem po czym tęczówki mu rozbłysnęły na wieść, iż jest w stanie przyrządzić coś jeszcze bardziej kuszącego. -Jaką będę mieć pewność, że zadziała? Co możesz zrobić bym uwierzył, że to nie pułapka?- zadał niekoniecznie proste, lecz niezbędne pytanie. Mogła wcisnąć mu wszystko, albowiem na eliksirach  znał się podobnie jak na magii leczniczej – czyli w ogóle.
Zaśmiał się pod nosem na drugą stronę medalu jakiej zażądała. Był na to przygotowany, więc nawet na moment nie odwrócił wzroku od jej dużych oczu. -Znasz moje usługi.- uniósł brew wyciągając dłoń w kierunku papierosa znajdującego się między jej palcami i chwyciwszy go wsunął do ust z rozkosznym uczuciem wypełnianych dymem płuc. Swojego zgasił niedługo wcześniej, a już zatęsknił za ów smakiem. Nikotyna była lekarstwem na wszystko, podobnie jak alkohol.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 https://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 https://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 https://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 https://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   05.04.17 11:36

Tak, też słyszała, że powinnością kobiety jest bycie dobrą matką, przykładną żoną i wzorową gospodynią. Słyszała też, że kobieta nie ma takich samych praw jak mężczyzna a jeśli je ma to jest to tylko jej fantasmagoria, wytwór wyobraźni, nie mieszczący się przecież w granicy dobrego, przyjętego smaku. A ona się z tym nie godziła i manifestowała to, może nawet za bardzo, jednak siedzenie cicho nie godziło się z jej naturą. Mogłaby udawać, obśmiewając w myślach wszystko to, co obśmiewa jawnie, ale nie wiedziała jak długo by jej się to udawało. Zresztą, skąd ona miała wiedzieć jak zachowują się kobiety? Przecież nie miała wzorca jako takiego i w gruncie rzeczy wychowywała się sama. Najwidoczniej powinna być zakłamana jak reszta magicznego półświatka i grać, udawać wbrew sobie, ale na swoją korzyść.
Tymczasem zaskoczyło ją pytanie Macnaira, w geście czego uniosła jedną z brwi i odwróciła wzrok. Co mu miała odpowiedzieć? Do tej pory nie zadawał podobnych pytań, więc nie musiała się nad nimi zastanawiać, jednak teraz...
- Mam powód, żeby zastawiać na ciebie pułapkę? - spytała wreszcie nie przejmując się papierosem, którego jej zabrał. Czuła na sobie jego wzrok, dlatego ponownie zerknęła na niego pełnym słodyczy, aksamitnym spojrzeniem.
- Skoro cenisz moją lojalność... - dodała jeszcze do poprzedniego pytania, uśmiechając się lekko. Ryzyko istniało dla obu stron, bo Ariadna nie miała pewności, że Drew nie ściągnie na nią kłopotów albo, że dostanie cokolwiek w zamian za uwarzony eliksir.
W tym momencie też nie wiedziała czego mogłaby chcieć w zamian. Nie planowała tego spotkania i nie zastanawiała się nad tym. Mogłaby chcieć świętego spokoju, choć tego nie mógł jej zaoferować prowadząc taki tryb życia.
- Mógłbyś mnie zaskoczyć. Teraz nie mam żadnego pomysłu co by mi się mogło przydać - odparła spokojnie, zgarniając za uszy pojedyncze pukle włosów, które co chwilę opadały nieznośnie na jej zaróżowione z zimna policzki.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
19
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   08.04.17 1:17

Gdyby znał jej myśli, powody i kwestie wychowania zapewne inaczej patrzyłby na owe elementy. Doskonale jednak oboje wiedzieli, że ich spotkania nie opierały się o wypłakiwanie w rękaw tudzież plotki ze świata codziennego, więc nie było możliwości wyciągnąć pewnych, prawidłowych wniosków. Macnair także nie miał wzorców, dorastał w obłudzie i kłamstwie wytworzonym przez jego rodzicielkę z taką perfekcją, iż sam czasem zaczynał w ów bujdy wierzyć, choć po powrocie do domu rzeczywistość zdawała się płatać kiepskie figle. Wysługiwania się innymi i co najgorsze czerpania z ich naiwności korzyści zaznał już od najmłodszych lat, stąd teraz przychodziło mu to jak z płatka. Nie miał oporów, żadnych granic i barier, a pojęcie sumienia było mu zupełnie obce.
Obserwował z uwagą zmieniającą się mimikę jej twarzy, która początkowo zdawała się nieco osłupieć, by płynnie przejść do nieco bardziej zaciętego wyrazu. Nie rozumiał jej zdziwienia, przecież normalnym było, iż po takim czasie nieobecności coś mogło się w ich interesach zmienić. W końcu mogła zająć wysokie stanowisko w pracy, przejść na stronę dobra i zacząć je czynić, bądź umyć ręce z tych wszystkich brudów, które przez te lata pozostawiały krwawe ślady. -Ciężko mi to wywnioskować, Ariadno.- rzekł nie spuszczając wzroku z wysokości jej tęczówek, albowiem chciał zabrzmieć poważnie w swych obawach. Oczywiście gdyby czuł mocne zagrożenie z jej strony to nawet nie chciałby się spotkać, jednak zapobiegawczości nigdy za wiele. Lubił dmuchać na zimne, by zbyt szybko się nie sparzyć i nie być zmuszonym do spontanicznych, a co za ty szło nieprzemyślanych, kroków.
-Cenię, dlatego teraz mamy przyjemność spędzić ten wieczór razem. Nie mów, że się nie cieszysz? Stęskniłaś się za moim uśmiechem, to pewne.- wygiął wargi w szyderczym wyrazie, a jego dłoń powędrowała w okolice opadających na jej oczy kosmyków włosów, które zaczesał za drobne ucho. -Możesz w ramach przyjaźni zrobić to dla mnie za darmo.- uniósł kącik ust licząc, że przemyśli jego propozycje. Skoro nie potrzebowała nic konkretnego, to po co dodawać mu zadań na siłę? Długów nie lubił, zatem pewnie by na taki nie przystał, choć wizja posiadanego eliksiru była naprawdę kusząca zważywszy na obecne zapotrzebowanie.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 https://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 https://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 https://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 https://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   09.04.17 13:26

Uniosła zdziwiona brwi. Cóż, najwidoczniej po takim czasie znowu będzie musiała napracować się, żeby zdobyć jego zaufanie, które prawdopodobnie dawniej w minimalnym stopniu posiadała. Ale nie miała mu tego za złe, bo rozumiała, że tego typu interesy - wiążące się z ryzykiem - najlepiej było traktować w taki sposób.
- Skąd ta wielka pewność siebie? - odparła natychmiastowo. Czy się stęskniła, czy nie - nie miała zamiaru mu tego mówić. Skoro byli tu tylko w interesach, spoufalanie się powinno być wykluczone już dawno. Ujęła dłoń Drew w chłodne palce, a potem zacisnęła je na niej, zbliżając się do niego. Gdy znalazła się ustami mniej więcej na wysokości jego ucha, ściszonym i przyjemnym tonem głosu, stwierdziła:
- Cóż to za przyjaźń bez zaufania? Poza tym, w tym świecie nie ma nic za darmo. Kto jak kto, ale ty powinieneś wiedzieć o tym najlepiej, prawda? - to nie tak, że była materialistką. Gdyby przyszło jej warzyć Veritaserum, antidotum na eliksir miłosny, czy cokolwiek nieznaczącego, mogłaby to zrobić bezinteresownie. W tej chwili rozmawiali o truciznach, przez które pewnie niejednokrotnie przyczyniła się pośrednio do czyjejś śmierci. Do tego wiele ryzykowała szukając już samych ingrediencji. W końcu podniosła się z ławki, ruchem dłoni wygładzając materiał płaszcza.
- Odezwę się na dniach - pożegnała się, posyłając mu całusa w powietrzu a potem ruszyła w swoją stronę.






Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
19
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   12.04.17 12:37

Swoich interesantów nigdy nie darzył zaufaniem, a jedynie względnym szacunkiem mającym być dowodem jego lojalności wobec zawartych umów. Przeważnie jeśli się do czegoś zobowiązywał to dotrzymywał słowa i wykonywał brudną robotę licząc na poważne podejście do sprawy drugiej strony. Jego praca głównie opierała się o ryzyko, więc musiał nie tyle, co być ostrożny, ale przede wszystkim zapobiegawczy umiejętnie ważąc korzyści z brawurą. Ambicja podsycana przez pewność siebie nierzadko brała górę i wtem dopiero po fakcie musiał podjąć decyzję o wycofaniu się z zadania z uwagi na czyhające niebezpieczeństwo. Niejednokrotnie po takiej sytuacji po prostu mydlił oczy kontrahenta i kłamał jak z nut byle tylko nie stracić na własnej wartości.
-Nie ma to z nią nic wspólnego, Roots.- uniósł brew wykrzywiając usta w szelmowskim wyrazie, kiedy poczuł na dłoni jej chłodne palce. Nie wiedział do czego dążyła i w zasadzie już miał się odsunąć, kiedy słodki podmuch głosu okalał jego ucho. Zadowolenie wymalowane na jego twarzy wcale nie znikło – a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej rozbłysnęło wraz z pewną iskrą w oku. -Wiem, że zawsze byłem twoim ulubieńcem.- odwrócił się w jej kierunku, a następnie sięgnął dłonią do paczki papierosów, która zalegała w wewnętrznej kieszeni jego marynarki. Wyciągnąwszy jednego wsunął go do ust pocierając przy tym kraniec wierzchem ręki, by od razu się odpalił. -Sądziłem, że skoro sobie ufamy i jesteśmy przyjaciółmi to ów drobna przysługa nie będzie niczym wielkim.- skwitował z fałszywym zawodem w głosie, a następnie uważnie obserwował jak wstawała z ławki. -Potrzebujesz tych dni na przemyślenia odnośnie strony, po której stoisz?- posłał jej pełne ciekawości spojrzenie w głowie powtarzając sobie, że jest to dowód na to, że coś się zmieniło. Może jakieś sytuacje miały miejsce, o których nie miał zielonego pojęcia i to wpłynęło na swego rodzaju hamulec w postaci tworzenia trucizn? Ariadna zawsze potrzebowała czegoś do swojej małej, psychodelicznej kolekcji przedmiotów i ingrediencji, stąd zdziwiło go to niezdecydowanie, a jeszcze bardziej fakt, że ruszyła w swoim kierunku nawet się nie żegnając.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 https://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 https://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 https://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 https://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   13.04.17 22:02

Nie stała po żadnej stronie. Nie wierzyła w nic, nie wierzyła w prawdę ani nieprawdę. Robiła to co uważała za słuszne i zgodne ze swoimi przekonaniami, a teraz nie była przekonana do tej przyjacielskiej przysługi. Chciała się zmienić, próbowała i obiecała to komuś, dlatego się po prostu wahała. Nie odezwała się już na słowa Macnaira z cichym westchnieniem idąc prosto przed siebie. Skoro powiedziała, że się odezwie to najprawdopodobniej to zrobi i mógł być spokojny. Mógł być również w kilku procentach pewien, że się zgodzi, chociaż sama jeszcze w to nie wierzyła. Wreszcie zniknęła z pola widzenia i jak się domyślała - Drew zrobił to samo.

zt oboje





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   26.05.17 22:28

| 21.04

Dzisiejszego dnia może nie miała do czynienia ze szczególnie skomplikowanymi przypadkami, ale i tak rano miała urwanie głowy. Kilkakrotnie była wysyłana przez uzdrowicieli po eliksiry i asystowała przy kilku przypadkach źle rzuconych zaklęć, które wywołały powikłania. Na szczęście niezbyt groźne, ale musiała wysłuchać długiej przemowy podstarzałego uzdrowiciela, któremu dziś asystowała, dotyczącej prawidłowego wymawiania inkantacji. Przywiędnięty, ale wciąż pełen pasji staruszek wziął sobie za punkt honoru przestrzec Josie, by nie skończyła tak, jak ich pacjent, który powiększył sobie uszy do rozmiaru słoniowych, a jego nos wydłużył się, przypominając trąbę.
Zbierała się właśnie do opuszczenia Munga, gdy na korytarzu dostrzegła znajomą sylwetkę należącą do dawnej przyjaciółki z lat Hogwartu. Przez chwilę się wahała, ale potem postanowiła zrównać się z Belle i zaczepić ją.
- Hej, zaczekaj! – zawołała za nią, doganiając ją. – Chciałabyś może wybrać się gdzieś po pracy? Jeśli już skończyłaś.
Josie zdążyła się już pozbyć limonkowej szaty i raczej nic nie wskazywało na to, by dzisiejszego dnia chciano od niej czegoś więcej. A zobaczenie Belle podsunęło jej pomysł, by zaproponować wspólne wyjście, choćby na krótko. Chociaż w Hogwarcie spędzały ze sobą dużo czasu mimo przydzielenia do różnych domów, po ukończeniu szkoły ich relacje zaczęły się rozluźniać. Wina za ten stan rzeczy spoczywała prawdopodobnie po obu stronach; Josie po Hogwarcie zaczęła kurs uzdrowicielski, a Belle... pewnego dnia po prostu zaczęła się odsuwać i niemalże unikać Josie, czego ta długo nie potrafiła zrozumieć. Dopiero, kiedy panna Cattermole zaczęła przychodzić do Munga w charakterze wolontariuszki, znowu zaczęły ze sobą rozmawiać, choć początkowo Josie miała wrażenie, że dawna przyjaciółka jej unika. Trochę trwało, zanim ich relacje wróciły do normy, ale nawet teraz Jocelyn nadal obawiała się, że Belle nagle może znowu się wycofać i zacząć jej unikać. Nie chciała tego, zależało jej na tej znajomości i odbudowaniu tego, co udało im się stworzyć w czasach szkoły. Obie miały ze sobą wiele wspólnego – córki szlachcianek oddanych czystokrwistym mężczyznom, odbierające odpowiednie wychowanie, zainteresowane sztuką i wrażliwe.
Ostatecznie zmaterializowały się w osłoniętej i spokojnej alejce nad brzegiem przepływającej przez Londyn rzeki. Nad jej brudnymi wodami krążyło leniwie kilka ptaków, a wiatr lekko mierzwił włosy dziewcząt. Josie zdarzało się tu przychodzić po pracy; mimo wszystko lubiła to miejsce i widoczne stąd zabudowania Londynu.
- Całkiem przyjemny dzień na krótką przechadzkę, prawda? – zapytała cicho celem rozpoczęcia rozmowy. Dawniej przychodziło im to naturalnie, teraz starała się bardziej uważać na słowa. Nie chciała znowu czegoś popsuć.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   26.05.17 23:51

Powoli kroczyła korytarzem myślami wracając do początków miesiąca. Tego dnia, gdy po raz pierwszy wpadła na swojego korespondenta z krwi i kości, również szła tą samą drogą. Wówczas to jednak podążała do kolejnego pacjenta, czekającego na jej opowieść. Dzisiaj zaś skończyła już swoje zadania. Zamierzała wrócić do domu, gdzie mogłaby oddać się literaturze, którą jakiś czas temu zaniedbała. Lubiła wczytywać się w kolejne dzieła i poznawać nowych twórców, jednakże kwiecień był dość dziwnym miesiącem, pełnym rozmyślań i dziwnych spotkań. Nie potrafiła znaleźć czasu, a bardziej ochoty na śledzenie losów kolejnych bohaterów. Na szczęście wiosenny miesiąc powoli dobiegał końca, a ona mogła mieć jedynie nadzieję, iż kolejny będzie o wiele lepszy.
Delikatnie pchnęła drzwi, skręcając w kolejny korytarzyk. Zamyślona z początku nawet nie dostrzegła znajomej sylwetki. Nie powinno to być jednak niczym dziwnym, bowiem Cattermole od zawsze bujała w chmurach, pochłonięta przez własne myśli czy pomysły. Dopiero znajomy głos ściągnął ją na ziemię. Gwałtownie zatrzymała się, patrząc na Jocelyn ze szczerym zaskoczeniem. Dopiero po chwili na ustach pojawił się uśmiech, a wcześniejszy wyraz zniknął.
- Wybacz, zamyśliłam się - powiedziała, usprawiedliwiając swoje zachowanie. - Z przyjemnością! Właśnie wyszłam od mojego ostatniego pacjenta!
Nie kłamała. Chociaż na początku nie myślała o spacerze, to ta wizja podsunięta przez przyjaciółkę spodobała jej się. Lubiła poruszać się pieszo i podziwiać uda natury, a szybko okazało się iż cel ich podróży jest jednym z miejsc szczególnie przyjemnych dla oka. I chociaż brzmiało to nieco dziwnie, bowiem dla zwykłej osoby wszystko mogło wydawać się szare i brudne, to dla Belle było to w jakiś sposób interesujące. Z przyjemnością patrzyłaby na to miejsce wieczorem podczas jakiejś ulewy. Może i zatańczyłaby?
- To prawda - odpowiedziała krótko. Nagle uderzył w nią sposób w jaki to zabrzmiało, toteż szybko postanowiła dodać kolejne słowa, tym samym podtrzymując rozmowę. - Już nie mogę doczekać się kolejnych miesięcy! Szczególnie stęskniłam się za malinami, a przecież już niedługo nastanie ich czas. Jeśli chcesz możemy nawet razem je pozbierać! Znam idealne miejsce, a i u mnie w ogrodzie pojawia się ich coraz więcej.
W duchu ulżyło jej, bowiem wszystko co powiedziała wydawało się brzmieć naturalnie, a nawet takie były. Było to niezwykle pocieszające, bowiem jeszcze niedawno każda zmuszona była ważyć słowa i wymyślać na siłę wręcz kolejne tematy byleby tylko kontynuować konwersację. Nie czuła się wówczas przyjemnie jednak wiedziała, iż wszystko było spowodowane ich niedawnym rozdzieleniem się. Ostatni rok nauki nieco poluźnił ich więzy, a główną przyczyną była utrata ukochanego. Od wielu znajomych Belle wówczas się odwróciła, starając się w ciszy poradzić z rozterkami. Tak było też o wiele wygodniej, nigdy nie lubiła się tłumaczyć. W ostatnim czasie jednak ich drogi ponownie się skrzyżowały gdy Cattermole postanowiła pracować w Mungu. Z początku dość niechętnie podchodziła do pomysłu ponownego zacieśniania więzów w dalszym ciągu czując się komfortowo w swoim malutkim kokonie, który wokół siebie stworzyła. Ten jednak powoli stawał się ją uciskać, by w końcu postanowiła zwrócić się w kierunku świata, a szczególnie Jocelyn. I chociaż pierwsze kroki były bardzo trudne, to wszystko szło w dobrą stronę.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   27.05.17 17:44

Nawet Jocelyn, mimo że nie należała do najbardziej towarzyskich osób, czasami potrzebowała czyjejś obecności i rozmowy. Wiele jej znajomości z Hogwartu rozpadło się po ukończeniu szkoły. Było to normalne, gdy każdy wracał do domu i wybierał własną drogę życia. Josie zdecydowała się na dość czasochłonne zajęcie, na czym ucierpiało i jej życie towarzyskie, choć zawsze starała się znajdować czas na interesujące wyjścia oraz na podtrzymywanie tych znajomości, które przetrwały. Z Belle sprawa była o tyle skomplikowana, że to ona sama w którymś momencie zaczęła się od wszystkich odsuwać, prawdopodobnie mając jakiś problem, z którym nie potrafiła się uporać. Josie żałowała, że tak wyszło, ale nic nie mogła poradzić; musiała po prostu czekać i być cierpliwą. Okazja do próby naprawienia relacji nadarzyła się później, kiedy Belle zaczęła pojawiać się regularnie w Mungu. Trudno było się ze sobą nie stykać i w końcu musiało dojść do pierwszej próby rozmowy, nawet jeśli przez dłuższy czas jeszcze musiały ważyć słowa, rozmawiać ze sobą ostrożnie z obawą, że ta krucha nić porozumienia znowu pęknie. Nie tylko Belle miała problemy; także Josie zmagała się z własnymi w postaci choroby matki, która miała wpływ także na relacje w rodzinie, oraz zaginięcia brata, który mniej więcej rok temu po prostu zniknął bez żadnego wyjaśnienia i od tamtej pory nie było wiadomo, co się z nim działo.
Gdy dotarły nad rzekę, Josie ponownie spojrzała na Belle. Cieszyła się, że panna Cattermole zgodziła się na to wyjście.
- Mam nadzieję, że nie miałaś żadnych pilnych planów, od których właśnie cię odciągnęłam – powiedziała, opierając się nieznacznie o murek. Początkowo nieco się speszyła lakonicznością wypowiedzi Belle, ale kiedy ta znowu się odezwała, na buzi Jocelyn znowu pojawił się lekki uśmiech. – Tak... też czekam na lato. Chętnie wzięłabym wtedy kilka dni wolnego i odpoczęła w jakimś cichym, przyjemnym miejscu. Może gdzieś nad morzem? – rozmarzyła się, przymykając na moment oczy i oddychając może niezbyt czystym, ale rześkim powietrzem. – I tak, maliny! Chętnie odwiedzę cię w porze malin i pozbieramy je razem. A potem możemy zrobić sobie piknik na łące i je wszystkie zjeść... Tak jak wtedy, kiedy byłam u ciebie w wakacje między drugim a trzecim rokiem, pamiętasz?
Snuła te wspomnienia, chcąc, by i Belle przypomniała sobie te stare, dobre czasy. A Josie może i była dobrze wychowaną młodą panienką, ale nawet ona potrzebowała trochę odpocząć zarówno od tej idealności wymuszanej przez matkę, jak i od trudów stażu, więc takie sielskie wyjście z dawną przyjaciółką zdecydowanie brzmiało zachęcająco, prawie jak posmak dawnych czasów. Kiedy były w Hogwarcie, to w wakacje czasami odwiedzały się wzajemnie i spędzały razem czas. Czasami jej tego brakowało, bo później to wszystko nagle się skończyło.
- A jak tam w pracy? Wydaje mi się, że pacjenci się cieszą, że ktoś ich odwiedza i dotrzymuje im towarzystwa. Niektórzy leżą tam dość długo, a nie mają rodzin, które mogłyby do nich regularnie przychodzić – powiedziała; to było ze strony Belle wspaniałomyślne zachowanie, że poświęcała swój czas obcym, często chorym i osamotnionym ludziom. Sama wiedziała na przykładzie matki, że życie z chorobą, szczególnie nieuleczalną i rozwijającą się całymi latami, jest bardzo trudne.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   29.05.17 23:22

Belle nie miała pojęcia o problemach Jocelyn, a i ona z pewnością nie wiedziała o sytuacji Cattermole. Naturalnie po Hogwarcie krążyły plotki, lecz trudno było je podeprzeć czymkolwiek, skoro jej ukochany rok wcześniej zakończył edukację. Jego wyjazd z miasta był zatem dość uzasadniony, bowiem równie dobrze mógł wyjechać w poszukiwaniu pracy bądź w związku z innymi "dorosłymi sprawami". Kobieta zaś starała się nie odpowiadać na pytania go dotyczącego. Nie chciała być uważana za ofiarę, a jej aktorskie umiejętności pozwalały jej kłamać bez żadnych problemów. Jedynymi osobami, które znały prawdę, byli ich wspólni znajomy, członkowie ich małego kółka teatralnego. Zaskakująco łatwo było się od nich odseparować, to jednak skutkowało rozpadem ich znajomości i małego teatrzyku, który sobie nawzajem urządzali. Postanowiła więc zatopić się w samotności i uciec w kierunku innych sztuk, które mogłyby jej pomóc. Nic jednak nie było w stanie pocieszyć ją wystarczająco, pozwolić zapomnieć dość szybko. Wtedy też zaczęła wcielać aktorstwo w swoje życie, posługując się nim w nieco bardziej życiowy sposób. I to jej pomogło, a gdy zły okres minął, mogła powoli wracać do normalności. Był to dość powolny proces, lecz nie potrzebowała rewolucji. Wolała wszystko robić wolniej, powoli. Może dlatego z początku unikała Jocelyn w Mungu?
- Możesz być spokojna, nie miałam żadnych planów - odpowiedziała po chwili. - A jeśli chodzi o maliny i piknik, to z przyjemnością! Poza tym mogłybyśmy spróbować coś upiec. Jadłaś może kiedyś tartę z malinami? Jest przepyszna! Zaprawdę nigdy jej nie robiłam, lecz zawsze musi być ten pierwszy raz!
Uśmiechnęła się szeroko mając przed oczami wizję ciasta, które kiedyś przygotowała dla niej jedna z kucharek rodu matki.
- Oj - powiedziała nagle wyraźnie poważniejąc na twarzy. Po chwili jednak roześmiała się. - Zapomniałam że nie umiem piec! A w zasadzie, to nigdy tego nie próbowałam... Cóż, próbowanie będzie bardzo ciekawe! To chyba nie może być trudne...
Podeszła do murku, by oprzeć się o niego i popatrzeć na rzekę. Nie zawsze zachowywała się tak, jak jej matka kazała. Czasami pozwalała sobie zapomnieć o szlacheckiej etykiecie, starając się być tą namiastką siebie, która tańczyła na korytarzach Hogwartu, nie przejmując się krzywymi spojrzeniami Ślizgonów. Wówczas jej życiem rządziła beztroska. Trudno było nie tęsknić do tamtych dni.
Słysząc słowa przyjaciółki, podniosła głowę by móc na nią spojrzeć.
- Mam nadzieję, że tak jest. To naprawdę miłe uczucie wiedząc, iż komuś pomagam poprzez wymyślanie tych historyjek i opowiadanie ich. Z początku nawet myślałam, że oni będą się ze mnie śmiać, bo przecież bajki są dla dzieci. A jednak jest inaczej...
Przed jej oczami na moment ponownie pojawiła się twarz nieznajomej staruszki, która była jej pierwszą nieoficjalną pacjentką, której opowiedziała jakąkolwiek historię. To ona była jej inspiracją i już zawsze miało tak pozostać.
- A jak tobie się podoba praca w Mungu? Z pewnością wiele od ciebie wymaga, ale chyba wydajesz się być szczęśliwa...




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   30.05.17 16:08

Zdumiewające, jak czasami problemy potrafiły wpływać na życie i na relacje z otoczeniem. Czasami wystarczyło, że posypał się jeden element, by zmienić wiele i w pozostałych. Ale Josie jakoś trzymała się w ryzach, miała lata, by przyzwyczaić się do choroby i ciężkiego charakteru matki, który poniekąd wynikał z tego, że była chora, nieatrakcyjna i nie mogła wyjść za mąż w obrębie swojego stanu. Zaginięcie brata było trudne, nadal bolało, ale... jakoś z tym żyła. Wbrew pozorom, mimo całej swojej wrażliwości była dość twarda, musiała być. Inaczej trudno byłoby dźwigać na barkach brzemię choroby matki, wymagań z jej strony, groźby, że może podzielić jej los, a także presji związanej z kursem uzdrowicielskim.
Takiego problemu jak Belle nie przeżyła nigdy, bo nikogo w jej sercu nie było. W Hogwarcie liczyła się przede wszystkim nauka, nie było czasu na chłopców, zresztą wiedziała, że matka nigdy nie wybaczyłaby jej związku z byle kim. Więc pozostawała zamknięta na tego typu relacje.
- Cieszę się – powiedziała. – Niestety też nie umiem piec, nigdy nie miałam okazji, żeby się tego nauczyć, ale... zawsze możemy znaleźć jakiś prosty przepis i spróbować. Nawet, jeśli ostatecznie nic nie wyjdzie, przynajmniej będziemy się dobrze bawić i może nauczymy się czegoś nowego. – A Josie lubiła dowiadywać się nowych rzeczy. Jej matka uważała jednak trywialne domowe czynności za rzeczy poniżej jej godności, więc nie zadbała o to, żeby jej córki umiały gotować i piec. W końcu miały w przyszłości zostać damami, nie zwyczajnymi, ciężko pracującymi kobietami.
Josie też nie zawsze ściśle trzymała się wytycznych matki. W Hogwarcie mogła się nieco uwolnić od jej presji. Tak samo w pracy też czasami robiła rzeczy, nad którymi Thea Vane z pewnością załamywałaby ręce i ubolewała, że jej córka robiła staż uzdrowicielski zamiast skupić się na sztuce i szukaniu męża. Dlatego o wielu rzeczach po prostu jej nie mówiła.
- Wydaje mi się, że są po prostu wdzięczni, że ktoś chce poświęcić im trochę czasu i uwagi. Samotność na oddziale musi być przytłaczająca dla tych spośród nich, którzy nie mają bliskich i ich jedynym towarzystwem są uzdrowiciele i inni pacjenci – powiedziała, gdy rozmowa zeszła na tematy bliższe pracy. – Wiesz, kiedyś przechodziłam obok sali, w której akurat opowiadałaś komuś historie. To zrobiło na mnie wrażenie, aż zatrzymałam się na moment, by posłuchać, póki przechodzący korytarzem uzdrowiciel nie odesłał mnie po eliksiry dla jego podopiecznych.
Josie nie miała daru do snucia opowieści. Przez większość czasu była dość cichą osobą, otwierała się bardziej przy ludziach, których znała, ale do nieznajomych często brakowało jej śmiałości.
- Tak... Staż jest dość wymagający i wciąż wiele muszę się nauczyć. Nawet, gdy wracam do domu, to nie koniec moich obowiązków, bo muszę czytać grube tomiszcza na temat anatomii, ten zawód wymaga dużej wiedzy i ciągłego jej poszerzania – wyjaśniła, opierając dłonie o chłodny murek. – Ale choć czasami bywa ciężko, a niektóre gorsze przypadki nawiedzają mnie w myślach, chcę skończyć ten staż.
Powiedzenie, że była szczęśliwa, było nieco na wyrost, zwłaszcza biorąc pod uwagę sprawę choroby matki, ale robiła coś, o czym myślała jeszcze w czasach szkolnych, i przyszłość pokaże, czy to był dobry wybór.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   01.06.17 19:48

Belle nie była twarda. Cechowała ją ogromna wrażliwość, emocje silnie w nią uderzały i nawet jeśli starała się je przed kimś skryć, to potrafiła szybko skryć się w zacisznym miejscu, by tam przeżywać wszystkie problemy i smutki. Niejednokrotnie zdarzało jej się też wyolbrzymiać problem czy wzruszać z byle powodu, co mogło wydawać się dziwne zważywszy na kłamstwa, których tak często się dopuszczała. Ona jednak zawsze była w pewien sposób skomplikowana, na co z pewnością miała wpływ jej artystyczna dusza, ale i wychowanie na granicy dwóch światów. Przez to właśnie postanowiła zamknąć się na innych - nie chciała kondolencji, wyrazów zrozumienia i pocieszeń. Nie lubiła ich, a i nie chciała się przy kimś rozkleić. Nie zwykła szukać ramienia, do którego mogłaby płakać. Tragedie przeżywała w samotności, przez co niejednokrotnie przyszło jej nosić w sercu ogromny ciężar. Kluczem do wszystkiego było zapomnienie, odciągnięcie myśli od złych chwil i skupienie się na wymyślaniu opowieści w Mungu czy dla nowo poznanych osób, które nigdy nie miały stać się bliskie. Dzisiaj jej uwagę miała odciągnąć praca oraz Jocelyn i chociaż samo spotkanie nie było zaplanowane, to Belle uważała je za mały dar od losu, wynagradzający żal ostatnich dni.
- Wierzę, iż tak właśnie jest. Samotność nie należy się nikomu, to parszywe uczucie - powiedziała, mając przed oczami samotną staruszkę na oddziale. Dla innych mogła wydawać się kroplą w morzu pacjentów, którym opowiedziała historię. Dla Belle jednak kobieta była pierwszą, która zapoczątkowała wszystko. Poza tym Cattermole spotkała ją w dniu jej śmierci, o czym dowiedziała się nieco później od jednego z lekarzy. Ponoć przed odejściem mówiła o pięknej bajce, którą niedawno słyszała, a gdy zaś zamknęła oczy by przenieść się na drugi świat, na jej ustach widniał uśmiech. Belle często starała się to sobie wyobrazić, a wizje te zawsze podnosiły kobietę na duchu.
- Praca uzdrowiciela to ogromny obowiązek, więc to zrozumiałe że wiele wiedzy musisz posiąść - odpowiedziała. - Ale zawsze byłaś zdolna i pojętna, więc jestem pewna, iż wszystko pójdzie dobrze i już niedługo będziesz mogła cieszyć się dumnym mianem uzdrowiciela.
Posłała w kierunku kobiety uśmiech.
- A skoro już mówimy o talentach, zainteresowaniach i nauce, to chciałam się spytać o twoje umiejętności malarskie. Namalowałaś coś ostatnio? Dawno nie miałam okazji oglądać twoich prac. - zagaiła. - Zawsze mówiłam, że byłabyś idealnym dzieckiem dla mojej matki. Zawsze czuła zawód w związku z moim brakiem talentu malarskiego. Jedynie szkicowanie mi się udawało w dzieciństwie, ale już dawno tego nie robiłam...
Matka Belle pochodziła z rodu Fawley'ów, którzy od zawsze znani byli ze swojej miłości do sztuki, a szczególnie malarstwa. Nic dziwnego więc, iż jej rodzicielka była bardzo utalentowana w tymże zakresie. Jej życie było jednak pełne rozczarowań, bowiem jej obrazy nigdy nie były docenione tak jak powinny, jej córka nie odziedziczyła jej talentu i jak na razie nie zapowiadało się, by Belle miała poślubić szlachcica. Podobnie jednak było z Jocelyn, która przecież miała matkę bardzo podobną do pani Cattermole. To właśnie to podobieństwo wytworzyło między nimi nić porozumienia i pozwalała na znajdywanie odpowiednich słów w obliczu braku docenienia ze strony rodzicielek.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   02.06.17 1:28

Josie sama czasami gubiła się w swoich uczuciach. Być może i w jej przypadku wpływ na to miało wychowanie na styku dwóch światów, to, że stawiano przed nią pewne oczekiwania, które musiała, chciała spełnić. Musiała także godzić dwie strony swojej natury; z jednej strony była osobą wrażliwą, spokojną artystyczną duszą od dziecka wychowywaną na przyszłą damę, z drugiej młodą stażystką uzdrowicielstwa muszącą mieć wystarczającą wytrzymałość, by nie mdleć na widok ciężkich ran, kiedy trzeba wypełniać polecenia i podejmować decyzje odnośnie rzucanych zaklęć. Musiała też oswoić się z faktem, że jej matka była nieuleczalnie chora i pewnego dnia Dotyk Meduzy ostatecznie zatriumfuje, przemieniając ją w nieruchomy posąg. Jeśli płakała, to wtedy, kiedy nikt tego nie widział. Nie chciała litości i współczucia, więc pozwalała swoim lękom i obawom wydostawać się z niej gdy była sama, na przykład wieczorami, gdy zasypiała w swoim łóżku i w ciemności mogła pozwolić płynąć łzom. I to nie zdarzało się codziennie, a tylko wtedy, gdy nagromadzone smutki przelewały czarę goryczy. Nawet Iris nie chciała obarczać wszystkim, co czuła.
Samotność była jednym z najgorszych uczuć, jakich można było doświadczyć, bo nawet wycofani, trzymający się na uboczu ludzie od czasu do czasu potrzebowali czuć, że nie są sami, szczególnie w trudnych chwilach. Podczas swojego stażu mogła to zaobserwować i przyznać rację takiemu przekonaniu.
- Jeszcze trochę czasu minie, zanim skończę staż i będę mogła nazwać siebie prawdziwą uzdrowicielką, ale dziękuję za pokładaną we mnie wiarę – powiedziała, odgarniając z twarzy pojedynczy kosmyk, który wiatr zwiał do jej oczu. Jak przystało na dawną Krukonkę była zdolna i lubiła się uczyć, ale wiedza z anatomii była trudna i wymagająca, a odpowiedzialna praca wymagała przyswojenia jej dokładnie, a nie po łebkach. – Za rok będę mogła wybrać specjalizację – jeśli uda jej się dotrwać do tego czasu; nie mogła przyjmować niczego za absolutny pewnik.
- Przyznaję, że ostatnio nie miałam wiele czasu na malowanie – odezwała się po chwili namysłu. – Od czasu do czasu wieczorami ilustruję zielnik, który pomaga mi w poszerzeniu wiedzy z zakresu zielarstwa. I czasem, gdy nie mam akurat nic ważniejszego do zrobienia, szkicuję na przypadkowo znalezionych kartkach... Zwykle nic wielkiego. Ostatni obraz namalowałam może kilka miesięcy temu, ale nie był szczególnie dobry, pewnie leży gdzieś w kącie i pokrywa się kurzem – odpowiedziała, nagle czując tęsknotę za tworzeniem. Nigdy nie miała wybitnego talentu, nie dorównywała matce z czasów jej świetności, ale potrafiła całkiem dobrze rysować i malować. Nie był to jednak poziom, który uczyniłby ją prawdziwą artystką, zresztą nigdy nie chciała nią być, rysunek był tylko przyjemną pasją w czasie wolnym. To jej matka była kiedyś zdolną malarką, dziś jedynie opłakującą zdruzgotane przez chorobę marzenia o wielkiej karierze i pokładającą nadzieje w córkach. To ona także wpoiła im odpowiednie obycie i wiedzę, także w zakresie sztuki, z którą Josie lubiła obcować, od czasu do czasu odwiedzając galerie i oglądając dzieła innych twórców. Zdawała sobie sprawę, że Belle także tego doświadczyła; wychowana przez matkę z rodu Fawley musiała odczuć pewną presję, może nawet zawód matki, gdy okazało się, że nie była odpowiednio utalentowana w tym zakresie.
- Cóż, moja też nie jest ze mnie w pełni zadowolona. Nie zostałam artystką, tylko uparłam się na ten staż, zresztą... No cóż, na horyzoncie nadal nie widać męża, jakiego chciałaby przy mnie zobaczyć. Wciąż utrzymuje, że nie zostało jej wiele czasu i chce dożyć zobaczenia mnie w ślubnej sukni, choć tata mówi, że wcale nie jest tak źle i że tylko nadmiernie dramatyzuje – powiedziała po chwili; ufała Belle na tyle, że mogła się z nią podzielić taką myślą. W końcu panna Cattermole już w Hogwarcie dowiedziała się wielu faktów o życiu Josie i jej relacjach z matką. – Chyba taki już nas los, że obrałyśmy nie do końca takie ścieżki, jakie wymarzyły sobie dla nas matki, choć w środku chyba zawsze będziemy w pewnym sensie artystycznymi duszami. – Ostatecznie Josie wciąż ceniła sztukę, a i Belle w pewnym sensie zajmowała się działalnością artystyczną, tylko w inny sposób.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   05.06.17 19:41

Kiwnęła głową, słysząc jej odpowiedź. Wcześniej nie wiedziała na jakim etapie stażu jest Jocelyn, lecz myślała, że jego koniec jest bliższy.
- Jestem pewna, że ani się obejrzysz, a będzie po wszystkim, a ty będziesz mogła dumnie przechadzać się po korytarzu jako pełnoprawny uzdrowiciel - odpowiedziała z uśmiechem.
Czas... Jakieś to pojęcie było trudne do dokładnego zdefiniowania. Belle kiedyś marzyła, by cofnąć się do lat beztroski, kiedy w Hogwarcie nie ciążył na niej wzrok matki. W dalszym ciągu tęskniła za tymi latami, lecz pojawiły się nowe pragnienia - by czas przyspieszył, a ona mogła żyć już w swojej dalszej przyszłości. Chciała być już na etapie, kiedy jej los i życie jest ustabilizowane. Była ciekawa jak jej losy się potoczą; czy pisane jest jej małżeństwo z jednym ze szlachciców czy wręcz przeciwnie. A może nigdy nie wyjdzie za mąż - zostanie starą panną bądź w niewyjaśnionych okolicznościach umrze młodo. Było tak wiele opcji i dróg, którymi mogłaby podążyć; decyzji, które może podjąć. A życie było tylko jedno i wszystko będzie miało tylko jedno zakończenie. Czy pisane jest jej szczęście? Niestety, nie była w stanie przeskoczyć tych kilku lub nawet kilkudziesięciu lat, a to tego właśnie chciała. Nie pragnęła wiedzieć, ale już być starsza. Przecież mogła się przełamać i pójść do dobrego jasnowidza, lecz to nie było to, co chciała. Pozostawało jej więc cierpliwie czekać i żyć minuta za minutą, godzina za godziną... I starać się przeżyć jak najlepiej to życie. Niestety, jak na razie nie udawało jej się to w dość dobrym stopniu.
- Mam nadzieję, że pomimo jego domniemanej słabej jakości, pokażesz mi go bym mogła sama go ocenić - odpowiedziała z uśmiechem wierząc, iż ocena obrazu jest jedynie wyrazem jej skromności. - Może mi też kiedyś coś namalujesz.. Miło byłoby wprowadzić do pokoju powiew świeżości a przy tym coś przyjaznego, co nie byłoby obrazem matki czy innych znakomitych twórców, których miałam naśladować.
Belle szczerze żałowała, że w dalszym ciągu mieszka z rodzicami. Po ukończeniu Hogwartu marzyła o przeprowadzce i nawet zaczynała szukać odpowiedniej lokacji. Kiedy jednak przedstawiła swoje zamiary rodzicielce ta stanowczo się sprzeciwiła, zmuszając córkę do pozostania w rodzinnym domu. Musiała więc zostać w pozornie bezpiecznych czterech ścianach, które póki co były jej klatką. Belle zaś była ptakiem, który nie potrafi się uwolnić.
- Moja również najchętniej przybrałaby mnie w biel i oddawała w obce ręce. W sumie powinnam być zaskoczona, iż nasze rodzicielki wspólnie nie planują naszej przyszłości, wymieniając się coraz to kreatywniejszymi rozwiązaniami - odpowiedziała z lekką dozą złośliwości, na którą jednak w obecności kobiety mogła sobie pozwolić. Nie zamierzała w tak bezpośredni sposób odkrywać swoje myśli, lecz słysząc szczerość w słowach przyjaciółki, sama również zechciała się z nią czymś podzielić. Zawsze przychodziło jej to łatwo w obecności Vane ze względu na to, jak bardzo ich historia była podobna. W pewien sposób brakowało jej tego, bo chociaż zawsze wolała trzymać wszytko w sobie, to każdy w końcu potrzebuje pozbyć się ciężaru. - Nie wiem dlaczego, ale czuję, że moja matka nie będzie już długo czekać. Miała nadzieję, że oczaruję jakiegoś szlachcica i ci sami się do mnie zgłoszą, lecz najwyraźniej tak nie jest. Ani się obejrzę, a matka będzie rozmawiać ze swoim ojcem lub nestorem, a potem zacznie się jeszcze dokładniej przyglądać mężczyznom krwi szlachetnej. Po wielu namysłach wypatrzy tego jednego, którego uzna za ideał i poruszy niebo i ziemię bym mogła zostać jego żoną... To takie upokarzające.
Dzieląc się swoimi spostrzeżeniami nie patrzyła na towarzyszkę, lecz przed siebie. Czuła, jak delikatny powiew wiatru muskał kosmyki jej włosów. Lubiła wiatr, bo wydawało się, że jest do niego podobna.
- Pocieszające jest, że póki co mamy namiastkę swobody. Ty możesz zdobyć upragniony zawód, a ja mogę opowiadać historię i przechadzać się po Londynie, doceniając jego piękno. Chociaż z drugiej strony moje zajęcie prawdopodobnie odpowiada mojej matce. W końcu to wydaje się być tak szlachetne... Ale chyba za dużo narzekam, wybacz. Dawno z nikim nie rozmawiałam o tym.
Przy ostatnim zdaniu zaśmiała się krótko, tym razem chcąc nieco rozluźnić atmosferę.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   06.06.17 0:56

Musiała przyznać jej rację – czas gnał tak szybko, że pewnie ostatni rok podstawowego kursu minie równie prędko, jak dwa pierwsze.
- Czasami sama nie umiem uwierzyć, że minęły już dwa lata. Są momenty, gdy wydaje mi się, jakby to było znacznie mniej czasu – przyznała, obserwując powierzchnię mętnej wody lekko zmarszczoną przez wiatr. – Jeśli tylko będziesz chciała, możesz przyjść do nas w odwiedziny, pokażę ci moją... najnowszą twórczość, jeśli tak można powiedzieć o trochę zaniedbanych pracach. I jeśli będziesz chciała, mogę ci coś namalować, ale nie obiecuję, że zrobię to szybko, ani tak dobrze jak prawdziwi artyści. Ale kto wie, może takie zadanie trochę mnie zmobilizuje, by wejść w rytm regularnego tworzenia.
Pracom Josie sporo brakowało do obrazów namalowanych przed laty przez jej matkę, w czasach świetności jej talentu. Ale sztuka była dobrą rozrywką i urozmaiceniem od pracy. Musiała do tego wrócić i się odstresować.
Jocelyn pod pewnymi względami odpowiadał obecny stan rzeczy, to, że nie musiała jeszcze wychodzić za mąż, mogła się uczyć, poznawać świat... i siebie samą. Oczywiście, że brakowało jej Hogwartu i lat beztroski, kiedy na pewien czas była odizolowana od matki, jej choroby, presji i oczekiwań, i mogła skupić się na swoim szkolnym życiu, na nauce, zawieraniu znajomości, przeżywaniu tego niezwykłego czasu. Po Hogwarcie to wszystko wróciło – ciężar presji, wymagań, obowiązek bycia idealną. Albo przynajmniej dostatecznie dobrą, bo do spełnienia ideału chyba jej trochę brakowało. Pojawiły się też nowe możliwości i nowe problemy, mimo sceptycyzmu matki do tego pomysłu postawiła na swoim i poszła na staż. Thea musiała nieco odwlec plany wydania córek za mąż, kiedy zaginął Tom, ale Josie mogła podejrzewać, że za parę lat wypominanie zmieni się w faktyczną presję, niemalże obsesję ze strony matki. Możliwe, że teraz liczyła, że córki po początkowym zachłyśnięciu się dorosłością same będą na tyle rozsądne, żeby rozejrzeć się za odpowiednimi kawalerami. Ale Josie nie ubiegała faktów. Robiła swoje, wierząc (może naiwnie), że może ów mężczyzna marzeń sam pojawi się na jej drodze. A jeśli nie, pewnego dnia przedstawi jej go matka. Thea, pogodziwszy się już z faktem, że jej życie zostało zaprzepaszczone lata temu, niczego tak nie pragnęła jak tego, by dobrze wydać córki za mąż. Tak, jak jej samej nie było to dane. Ale póki co ani Josie, ani Iris nie były bliskie, by spełnić marzenie matki.
Zastanawiało ją czasem, jak to wyglądało u Belle, czy jej matka miała podobne ambicje co Thea Vane, czy panna Cattermole musiała wysłuchiwać przemów o konieczności dobrego zamążpójścia. Jak się okazało po kolejnych słowach dziewczyny – podejścia ich matek nadal pozostawały bardzo zbieżne.
- Myślę, że obie z łatwością by się dogadały. I chyba nie zdziwię się, jeśli pewnego dnia to zrobią – W końcu, jak widać, wiele je łączyło i rzeczywiście aż trudno było uwierzyć, że nie połączyły sił w próbach planowania przyszłości swoich córek. – Moja pewnie zrobi to samo, gdy kiedyś się zorientuje, że upłynęło kilka kolejnych lat, a ja nadal nie znalazłam nikogo sama. Póki co wciąż czeka, jedynie od czasu do czasu wypominając mi, że spędzam zbyt dużo czasu nad podręcznikami do anatomii zamiast częściej odwiedzać miejsca, w których pojawiają się odpowiedni mężczyźni... A może po prostu uznała, że po... po zniknięciu Toma byłoby z jej strony niestosownym tak szybko planować życie moje i Iris? – Pozostawało faktem, że po zaginięciu Thomasa matka na pewien czas ucichła ze swoimi wielkimi planami, ale zapewne w końcu do nich powróci i będzie pilnować, by Jocelyn jeszcze częściej odwiedzała wydarzenia artystyczne i inne okazje uczęszczane przez wysoko urodzonych.
W pewnym sensie dobrze było podzielić się z kimś swoimi przemyśleniami i troskami. Zwłaszcza jeśli była to osoba, która przeżywała podobne doświadczenia i lepiej niż inni mogła ją zrozumieć.
- To przywilej młodości, to, że jeszcze możemy mieć tę swobodę i poszukiwać swojej ścieżki – przyznała, wiedząc jednak, że za parę lat rzecz może ulec zmianie. Matka nie pozwoliłaby jej zostać starą panną, jaką została niegdyś ona. – I nie, wcale nie uważam, że narzekasz. Rozumiem, że potrzebujesz porozmawiać z kimś na te tematy. Ja... czasami też potrzebuję. Nie możemy cały czas dusić trosk w sobie, bo to tylko pogarsza sprawę zamiast ją poprawić. Dobrze jest mieć obok siebie kogoś, kto wysłucha i zrozumie – dodała, spoglądając na nią znacząco, ale jakby z odrobiną niepewności. – Cieszę się... Że znowu ze sobą rozmawiamy. Tak... jak kiedyś.
Urwała, niepewna, jakie te słowa wywrą wrażenie na Belle, przyjaciółce, którą tak bardzo chciała odzyskać.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
 

Alejka nad brzegiem rzeki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18