Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Dom Marianny, koniec 1954
AutorWiadomość
Dom Marianny, koniec 1954 [odnośnik]03.07.17 13:40
First topic message reminder :

Quin patrzył przez dłuższy czas na zegar naprzeciwko, obserwując jak jego wskazówki przesuwały się w określonym czasie. Niektóre wolniej, inne szybciej. Niby nic wielkiego, ale bez tego chaos panujący na świecie spotęgowałby się jeszcze bardziej. Ludzie i tak byli zacofanymi stworzeniami, które nie potrafiły kontrolować swojego czasu, marnując go lub wręcz podchodząc do niego bez przykładania należytej uwagi. Pomimo że Runcorn miał pracę taką jaką miał, dbał o pewne niuanse. Punktualność, perfekcja, ambicja. Trzy słowa, które mogły go opisywać, chociaż jego ludzka natura była o wiele bardziej skomplikowana. Nie był sentymentalny, a przyszedł do Marianny pomimo wszystko. Chyba przyzwyczaił się do jej obecności, podobnie jak ona do niego. Ze strony dziewczyny jednak było to coś więcej, coś czego nigdy nie miał jej dać, ale nie interesowało go to. Nie teraz gdy myślami był już gdzie indziej. Jego czas w Anglii dobiegał końca i nie wiedział na jak długo będzie na obcej ziemi, wykonując zadanie polecone mu przez jednego z przełożonych. Słowa starszego czarodzieja brzmiały dość konkretnie. Zadanie, które miał do wykonania we Francji było maskaradą, którą musiał odegrać, by przez ten czas przeniknąć jakoś do świata najściślejszego grona polityków we francuskim Ministerstwie Magii. Odgrywanie nawróconego pisarza, który pragnął uniesień, szukając ich w duchu Paryża jak i w ludziach tam mieszkających nie było wcale takie trudne. Większość jego obrazu i wyobrażenia była fikcją, którą zaszczepiał w umysłach bardziej podatnych na sugestie. Razem ze swoimi kłamstwami, zdolnością manipulacji był idealnym człowiekiem do wykonania tego zadania. Do tego był przystojnym młodym mężczyzną, co miało mu pomóc zdobyć zaufanie pokrzywdzonej przez los asystentki jednego z polityków, których miał przejrzeć. Sam ją sobie wybrał, zanim wyjechał i przedstawił ogólnikowy plan działania swoim przełożonym. Ci o delikatniejszych żołądkach i uczuciach, stwierdzali, że więcej nie muszą wiedzieć. Argumenty za odszukaniem tej właśnie osoby przemawiały same za siebie i nie mogło być żadnych przeciwwskazań, by takowe zadanie skupić właśnie na niej. Szczególnie że okoliczności były idealne. Yvonne była czarownicą o czystej krwi, chociaż nie przeszkadzały jej podziały i była cichą zwolenniczką równouprawnienia. Nie miała dzieci, właśnie odszedł od niej mąż, który był jednym z paryskich graczy quidditcha. Od dawna im się nie układało, dlatego nie dziwne, że oznajmił jej, że odchodzi. Dodatkowo atrakcyjność młodej Francuski jedynie sprawiała, że to zadanie miało być o wiele milsze i ciekawsze od strony Quinlana, który upatrzył sobie asystentkę właśnie z tego powodu. A gdy znalazł resztę - była celem idealnym.
W pewnym sensie cieszył się, że wyjeżdża. Anglia... Nienawidził tego miejsca. Chodziło o sam Londyn. O kupę gnoju zwaną stolicą i gdzie zasiadały najważniejsze instytucje państwowe. Jak robaczywe jabłko niszczyło się od wnętrza, a gdy serce było już nie do wykorzystania, pasożyt zabierał się za resztę soczystego kiedyś owocu. Dobrze było móc się z tego wyrwać i pobyć gdzieś z daleka od tego miejsca, od ludzi... Runcorn odwrócił się, by wyłapać spojrzeniem zarys sylwetki Marianny. Wiedział, że będzie go nienawidziła za to, że zostawi ją bez słowa. Młoda, naiwna panna Goshawk. Posiadała w sobie pewien urok, chociaż powoli zaczynała nudzić go tą swoją wizją świata.


Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Quinlan Runcorn
Zawód : szpieg wiedźmiej straży
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4827-skrytka-bankowa-nr-1214#103569 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053

Re: Dom Marianny, koniec 1954 [odnośnik]01.08.17 23:56
Przy następnym spotkaniu nie miało być tak miło. Kiedy znów się spotkają, zamiast pożądania i namiętności będzie złość, żal i urażona duma. Że dała się tak omamić, wykorzystać i, że sama mu na to pozwoliła. Miało ją to boleć jeszcze przez długi okres czasu i nie dać o sobie zapomnieć gdy za każdym razem będzie patrzeć w lustro albo wspominać Quinlana. Jednak zamiast wspominać go dobrze, ich wspólnie spędzony czas, to jakim uczuciem go darzyła, będzie widzieć tylko tchórza, zdrajcę i kłamcę. Osoba, na której nie powinna zatrzymywać swojego spojrzenia. A jednak coś ją do niego ciągnęło, sama nie do końca wiedziała co. Nazywała to miłością, bo jak inaczej mogła to określić?
Czekała na jego odpowiedź, na potwierdzenie, że on czuje to samo. Ale nie usłyszała niczego, zamiast tego została pociągnięta w stronę łóżka. Ciarki przeszły ją po całym ciele czując jego dłonie na swojej skórze. Ten dotyk był tak przyjemny, tak inny, tak niecodzienny. Czekało ją teraz coś nowego, coś czego nigdy wcześniej nie przeżyła i z pewną ufnością mu na wszystko pozwalała. Jego śmiech miał utkwić w jej głowie na najbliższy ponad rok, dopóki ponownie go nie spotka.
Wolałaby nie pamiętać, jej życie na pewno byłoby wtedy łatwiejsze. Wypłakała by mniej łez, a wieczór, którego nie pamiętała, szybko odszedł by w niepamięć. To jak znalazła się w Rycerzach też na pewno dałoby się jakoś wyjaśnić. A tyle cierpienia, złości i żalu by sobie oszczędziła. Następnym razem gdy by go spotkała nie pamiętała by nic. Pewnie przywitała by go lekkim skinieniem głowy i minęła, więcej nie zwracając na niego uwagi. Chociaż, jeśli człowieka przyciągnęło raz, to może przyciągnęło by po raz drugi. Czy ich znajomość wtedy przebiegła by inaczej? Być może.
Leżąc obok niego nago, wtulona w jego ciało czuła się bardzo rozluźniona. Nie wiedziała, czy to co się wydarzyło spełniło jej wymagania, nie wiedziała w końcu czego się spodziewać. Miała tylko nadzieję, że jej partnerowi było tak dobrze, jak jej. Oddychała spokojnie, przymykała oczy będąc zmęczoną całą tą sytuacją. Alkohol powoli ustępował zmęczeniu, więc była pewna, że zaraz oboje usną. Nie patrzyła na niego, gdy emocje opadły powrócił wstyd, a na policzkach Marianny ponownie zawitały rumieńce. Cieszyła się tą chwilą bliskości. Tak bardzo nie przypominała osoby jaką się stanie za jakiś czas. Pogrążoną w żalu, skupiającą się na medycynie, aby odciągnąć swoje myśli od Runcorna, poświęcającej się nauce Czarnej Magii, szukającej swojego miejsca na świecie, które tak gwałtownie straciła. Bo teraz wydawało jej się, że tu jest jej miejsce, obok Quinlana, co oczywiście nie było prawdą i zaraz miało zostać zweryfikowane. Za ten ponad rok, gdy staną naprzeciwko siebie, okaże się, że Marianna nie jest już w stanie powiedzieć komuś, że kocha. Po tym jak zostanie odrzucona jej wiara w to uczucie przestanie istnieć. Pociąg, chęć spędzenia czasu z mężczyzną? Tak. Ale miłość - nie.
Póki co była jeszcze tą małą dziewczynką nie świadoma wyzwań, które Quinlan przed nią postawi. Nieświadomą tego, że przez dzisiejszą noc zmieni się całe jej życie.
Mruknęła zadowolona, i wtulając swój policzek w jego tors podsunęła głowę pod jego dłoń, aby ten zagłębił swoje palce w jej włosach. Oddała się w objęcia Morfeusza czując ciepło mężczyzny dające jej, jakże złudne, bezpieczeństwo.


A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Marianna Goshawk
Zawód : Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t4637-skrytka-bankowa-nr-940#99756 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Re: Dom Marianny, koniec 1954 [odnośnik]02.08.17 9:46
Wszystko potoczyło się w pewnym zderzającym się rytmie. Marianna była niespokojna w przeciwieństwie do niego, który hamował całą sytuację. Ale wiedział, dlaczego tak było. Dlaczego dziewczyna reagowała właśnie w ten sposób. Zakochała się w postaci, która nie istniała - która była jedynie odbiciem jej pragnień, a Runcorn był narzędziem, które posłużyło za ten ideał. Nie można było powiedzieć, że zawsze kłamał, że zawsze udawał, ale nie wiadomo było kiedy ani gdzie. Był tak skryty i tak nieprzewidywalny, że nikt go nie znał. Jego własny ojciec miał go za słabego i chociaż czytał mu w myślach kilka razy, później się to nie zdarzało. A później zmieniało wszystko. Łącznie z samym Quinlanem a szczególnie z nim w centrum. Gdyby mężczyzna postanowił teraz odczytać myśli syna, musiałby się przygotować na zdezorientowanie. Ale nie żył i nie mógł już tego zobaczyć. Poniekąd świadomość, że jedyna osoba, która była w stanie zajrzeć do jego umysłu odeszła była wyzwalająca. Równocześnie jednak szła za tym nienawiść do osób, które to zrobiły, a nie miał wątpliwości, że należały do świata popierającego mugoli. Nikt nie mógł zabrać czegoś Runcornowi i być bezkarnym. Pewna płotka z biura aurorów zajmowała się tą sprawą, ale wciąż nie potrafiła dojść prawdy. Quin wiedział, że musiał się za to zabrać w pojedynkę. Dopiero jednak po powrocie. Niech odpowiedzialni sądzą, że sprawa się zakończyła. Przedawniła. Że nie ma już dowodów. Niech poczują się bezpieczni, a wtedy on przyjdzie.
Po wykonaniu zadania we Francji na wiedźmiego strażnika miało czekać wielu starych znajomych. W tym leżąca na łóżku i śpiąca Marianna. Patrzył na nią już od jakiegoś czasu. Ubrał się wcześniej, był gotowy do wyjścia, jednak jeszcze miał parę minut, żeby zostać. Obserwował spokojną, nieświadomą twarz; równy oddech praktycznie niesłyszalny; włosy rozrzucone na poduszce i gładkie ciało wtulone w pościel jakby podświadomie chciało zapełnić czymś pustkę po nim. Nigdy nie miała już wyglądać piękniej niż właśnie teraz i ten obraz wolał zostawić sobie we wspomnieniach. Na samą myśl ich ponownego spotkania uśmiechnął się lekko, wiedząc co miało się stać. Rok to zdecydowanie za mało, by zakopać dawne krzywdy i rozumiał to. Lepiej niż ktokolwiek inny. Podniósł spojrzenie na zegar, dostrzegając zbliżającą się godzinę czwartą nad ranem. Już czas.
- To już zawsze będę ja - mruknął, wiedząc, że śpiąca dziewczyna nie mogła nic usłyszeć, tonąc w świecie własnych snów. Quin pochylił się nad nią i pocałował delikatnie w czoło, przejeżdżając po raz ostatni dłonią po zarysie jej twarzy. Była naprawdę wspaniała, ale jeszcze nie miała się o tym dowiedzieć. Piękna, wyjątkowa, jego mała dziewczynka. Wyszedł z budynku, by deportować się do Magicznego Portu, gdzie miała czekać na niego odprawa, a także statek mający zabrać go do Hawr, a stamtąd Sekwaną do Paryża. Nad ranem Mari miała zrozumieć, że była sama. A on miał być już daleko z wiedzą, że następnym razem wciąż jakaś jej część będzie należała do niego.

|koniec


Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Quinlan Runcorn
Zawód : szpieg wiedźmiej straży
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4827-skrytka-bankowa-nr-1214#103569 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Dom Marianny, koniec 1954
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach