Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[Sen] Wyspa Wight
AutorWiadomość
[Sen] Wyspa Wight [odnośnik]08.07.17 23:40
Sen drugi

27 kwietnia
Znowu to czuł. Dziwną rzeczywistość, której nie potrafił określić. Zupełnie jakby był ciałem w jednym miejscu, a duchem w drugim, ale równocześnie oznaczało to całość. Przebijał się przez zimne wody, zastanawiając się czy kiedykolwiek wypłynie na powierzchnię. Słyszał wielokrotnie o ludziach topiących się trzykrotnie, a dopiero potem tonących. Topił się tak i wypływał od wielu dni, tygodni, miesięcy, a może dłużej? Ale nie tonął. Za każdym razem gdy był blisko powierzchni, oszałamiała go rzeczywistość i szedł znów na dno, otaczała go nicość. Odurzenia te były coraz dłuższe i to właśnie wtedy kiedy walczył o powietrze i życie. Walczył zbyt ciężko i wiedział o tym. Mężczyzna nie powinien zawsze walczyć. Jeśli tonie lub dusi się, powinien być sprytny i zachować resztki sił na ostateczny, finałowy, śmiertelny pojedynek. Nie miał pojęcia, kiedy w końcu wypłynął na powierzchnię. Wiedział tylko jedno - że słońce już wzeszło ponad horyzont. Być może nawet już dawno minęło południe, a on o tym nie wiedział. Dopiero teraz mógł poczuć jak przez noc zesztywniało mu całe ciało od zimna. Leżąc na nierównej skale, bolał go jeszcze bardziej bok, w którym jeszcze niedawno trwało drewno. Przejechał dłonią po lewej stronie żeber i trafił na paskudne zagłębienie, które jednak nie było ziejącą raną. Po części się zasklepiła, ale wciąż wyczuwalna była nierówność. Morgoth przesunął się, by oprzeć o wystający kamień i zastanowić, co miał zrobić dalej.
Chyba myślał nad tym jak bardzo chciałby wrócić do swojej drugiej postaci. W tej w której czuł się prawdziwie wyzwolony. Pojmowanie świata przez człowieka w niczym nie dorównywało odbieraniu bodźców pod postacią zwierzęcia. To nie była zwyczajna magia. Była dostępna jedynie w świecie snów. Jednak nie miało to znaczenia. Nie wiedział jak można było być nieczułym na to co się wtedy działo. Bycie człowiekiem, a smokiem różniło się. Było inaczej. Prościej i szybciej. Do jego zwierzęcej natury należały chaotyczne obrazy, sceny, wiedza, której nie dało się wyrazić słowami. Te wspomnienia były trochę jak sen. Nie było w nich słów ani porządku. Światło było ostrzejsze, dźwięki też. I zapachy. Tamten świat składa się z zapachów. I uczuć. Krótkich, ostrych i sensownych. Pragnień. Jedzenie, przestrzeń, lot, polowanie, jedzenie, atak, czasem był też strach albo gniew. Czuło się i robiło dokładnie to, co się czuło. Jako smok o wiele dokładniej wyczuwał jej zapach. Tak. Pamiętał tę specyficzną woń, która teraz nasunęła mu się w myślach. Być może dlatego że była blisko? Ale to było jak zapomniane wspomnienie. Przypominanie sobie go zza mglistej ściany oddzielającej to co było kiedyś i to co było obecnie nie należało do prostych rzeczy, a umysł lubił wykrzywiać nawet najlepsze z nich. Czy zatem ktoś naprawdę się zbliżał, czy ból sprawił, że zupełnie odchodził od zmysłów?



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]09.07.17 1:17
Czuła się tak, jakby skorzystała ze zmieniacza czasu; znowu znajdowała się na znajomym wybrzeżu, ubrana w tę samą sukienkę, bosonoga i odzyskaną różdżką w dłoni. Wszystko było tak podobne, że gdy tylko stało się wyraźne, Marine nieomal pisnęła z radości. Jedynie wiatr był nieco słabszy, niż wtedy, a słońce na nieboskłonie przyjemnie smagało ją po jasnej twarzy swoimi promieniami. Czy to możliwe…? Rozejrzała się dookoła i szybko zaobserwowała, że wszystko znajduje się nieomal na tym samym miejscu. Kojarzyła te skały i ścieżki, okolicę znajomą zarówno na jawie, jak i we śnie.
Z uśmiechem na twarzy ruszyła przed siebie, lecz uśmiech został szybko zastąpiony przez grymas niepewności, gdy wspomnienia z poprzedniego razu powracały niczym fale, które tak niedaleko stąd rozbijały się o brzeg. Jaskinia musiała być niedaleko stąd, lecz czy smok wciąż się w niej znajdował? Jeśli tak, Lestrange zbliżała się do niego z pustymi rękami; miała nadzieję, że mimo to pozwoli jej się do siebie zbliżyć. Przecież nie uroiła sobie tego, że połączyło ich pewnego rodzaju porozumienie. Napięte, grożące zerwaniem w każdej chwili, a jednak dotykające ich obojga w sposób, którego przynajmniej ona się nie spodziewała.
Bardzo starała się nie biec, pamiętając, jak skończyła się jej nieuwaga poprzednim razem. Nie chciała także zbyt gwałtownie pojawić się w zasięgu wzroku stworzenia, by nie wypłoszyć go lub nie przestraszyć. Ona – drobna i krucha – miałaby przestraszyć smoka? Uśmiechnęła się pod nosem, nie mogąc dłużej ukrywać faktu, że cieszy się na samą myśl ze spotkania z magicznym zwierzęciem. Każdy kolejny krok przybliżał ją do celu i chociaż być może powinna, nie odczuwała ani grama strachu. Po raz kolejny popisywała się głupotą pomieszaną z odwagą, niemalże pędząc na spotkanie ze stworzeniem, od którego nastroju zależał jej los. Ale och, jak bardzo ta świadomość jej nie przeszkadzała! Czyż to nie było podobne do wolności? Bycie od kogoś tak bardzo zależnym, że obojętność dotycząca własnego losu przeważała nad wszelkimi wątpliwościami i nawet strachem?
Po dobiegnięciu na skraj wybrzeża zamarła, zaskoczona widokiem obcego, znajdującego się całkiem blisko skał. Kompletnie nie spodziewała się obecności drugiego człowieka; była święcie przekonana, że będzie tu znowu sama ze smokiem. Dobyła różdżki, zaciskając na niej szczupłą dłoń, jednak ciekawość po raz kolejny wzięła górę. Nie znała mężczyzny, którego sylwetka majaczyła w oddali, lecz nie wyglądał na takiego, który mógłby ją w tej chwili skrzywdzić – był osłabiony, lub być może ranny, więc Marine skojarzyła fakty i natychmiast wzięła go za łowcę, który usiłował wcześniej zrobić krzywdę smokowi.
Mając nadzieję, że stworzenie jest bezpieczne i ukryte, ruszyła w kierunku nieznajomego, w końcu stając całkiem blisko niego.
- Kim jesteś i co tu robisz? – nie brzmiała przyjaźnie, lecz starała się zachować neutralność i nie wzbudzać podejrzeń.
Być może był to tylko fortel, wymierzony w naiwną obrończynię rannego smoka, a mężczyzna udawał, zastawiając pułapkę na nią oraz magiczne zwierzę. Lestrange podchodziła więc do niego niepewnie, trzymając różdżkę w pogotowiu i upewniając się, że mężczyzna zauważy ją i odechce mu się wszelkich niecnych zachowań. Nie miała pojęcia, że ta senna rzeczywistość jest tym razem o wiele bardziej skomplikowana.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
[Sen] Wyspa Wight 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]09.07.17 10:16
Nie pamiętał, tego co działo się wcześniej. Po zniknięciu dziewczyny tamtej nocy. Zupełnie jakby sam zapadł w głęboki sen, z którego już się nie obudził, nawet jeśli ktoś starałby się go ocucić. A może to nie było prawdą? Ciężko było mu stwierdzić szczególnie, że wszystko pomiędzy jakby nie istniało. Zniknęło i była ciemność. Wcale nie pomagał mu fakt, że jeszcze nikt go nie znalazł, a on mógł odetchnąć. Na jak długo? Jaskinia wciąż była taka sama jak wcześniej. Nawet ślad krewi wciąż znajdował się w tym samym miejscu, zaburzając wizję snu, a rzeczywistości. Dziwnie realny lub niepewna teraźniejszość rządziły się własnymi, podobnymi prawami. Jednak gdy znalazł się w tej przestrzeni, musiał przestrzegać jej reguł. Ale nawet tutaj nie opuścił go zdrowy rozsądek i jeśli ktokolwiek zamierzał się pojawić przy grocie, jego już tutaj nie miało być. A przynajmniej mógł przenieść się na plażę, gdzie kawałek dalej łatwiej byłoby zniknąć niż tutaj. Ale był zmęczony. Zmęczony i ranny, chociaż właśnie dlatego stanowił tak prosty cel. Skoro nawet dziecko go odnalazło. Czy znowu miała się pojawić? Wiedział, że ktoś się zbliżał i że mogła to być właśnie ona. Stawiał właśnie na nią. Przejechał dłonią po twarzy, czując, że nie mógł tutaj tkwić ani chwili dłużej. Podniósł się, wciąż nie rozumiejąc jakim cudem tak poważna i głęboka rana zasklepiła się, skoro nie posiadał daru szybszej regeneracji. A na pewno nie na takim poziomie. Podszedł do granicy jaskini, patrząc na rozciągające się przed nim morze i przeklinając w duchu swoją głupotę. Musiał akurat tutaj spaść? Na wyspę, z której nie było ucieczki? Rozejrzał się, szukając drogi zejścia na plażę. Nie było to takie proste zważywszy na to, że gdy ostatnio tu wchodził był znacznie większym stworzeniem, któremu niestraszne były wysokości. Sprawiło to, że nie potrafił w takim razie pojąć jak znalazła się tutaj tamta dziewczyna. Skoro on miał teraz problem, żeby zejść, jaki miała ona? Nie było to takie proste, ale w końcu dotknął miękkiego gruntu, czując ponownie jak mocna fala powietrza zza morza uderzyła go prosto w twarz. Było to przyjemnie chłodzące uczucie, które przypomniało mu o pewnej osobie, której postać znał, ale nie mógł jej przypisać do żadnego imienia. Zupełnie jakby blondynka, którą widział oczami wyobraźni przypisana była właśnie pod taką scenerię. Zaraz jednak usłyszał za sobą głos, który nie był mu również obcy. Wiedział, z kim będzie miał do czynienia. Odetchnął ciężko, zanim się odwrócił twarzą do niej. Wciąż wyglądała jak wcześniej, tym razem jednak nikłe światło nie upodabniało jej do zjawy. Była człowiekiem z krwi i kości zupełnie jak on. Jednak znowu się tutaj pojawiła... Czyli co się wydarzyło? Minęła noc? Kilka dni? Ciężko było powiedzieć, bo wszystko zdawało się wypierać prawdziwość drugiego. Widział drżącą końcówkę różdżki, która była skierowana w jego stronę i tę ukrytą złość, która kryła się pod słowami, które rzuciła w jego stronę. Aż tak zirytował ją fakt, że smok zniknął? Mógł również odepchnąć tą gwałtowną reakcję? Możliwe. W końcu wiedział, że różdżka znajdowała się tam, gdzie zawsze, czyli w rękawie koszuli. Ale nie zamierzał tego robić. Przypatrywał się jej przez chwilę, zanim się odezwał. Był to jednak długi moment.
- Wiesz kim jestem - odpowiedział jedynie, patrząc na nią tym samym spojrzeniem, co w nocy. Obserwował zmiany na jej twarzy, czekając na to co zrobi. Jaką decyzję więc podjęła.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]09.07.17 15:44
Zaniepokojona rozwojem wydarzeń, na twarzy nieznajomego szukała odpowiedzi na wszystkie pytania, kłębiące się w jej szlacheckiej główce. Mężczyzna nie był zbyt rozmowny, a jego słowa nie zaspokoiły ciekawości Marine, ani też nie uspokoiły jej ani trochę. Miała mętlik w głowie; nie wiedząc, czy smok faktycznie znajduje się w okolicy i kim naprawdę jest osoba znajdująca się przed nią, nie była w stanie podjąć następnego kroku. Między nimi zapadła cisza.
Kontakt ze zwierzęciem był o tyle łatwiejszy, że opierał się na prawdziwej, szczerej interakcji. To gesty były jej podwaliną, mimo wszelkiej ostrożności z czasem udawało się zbudować na nich zaufanie, bez pojawiających się z tyłu głowy natrętnych myśli lub ostrzegawczych sygnałów. Smok znał ją jako bezinteresownie nastawioną, niegroźną dziewczynę, która już raz mu pomogła, a ona pamiętała o względnym poczuciu bezpieczeństwa, jakie w pewnym momencie wreszcie poczuła w jaskini. Teraz było inaczej, kontakt z człowiekiem był skomplikowany, okraszony rzeczami, na które nie miała wpływu – już poznanie swoich nazwisk stawiałoby ich w pozycji odniesienia do rodzinnego tła, a mimo nawet najszczerszych intencji nie sposób było pozostawić piętna korzeni za sobą. Gdyby mężczyzna okazał się łowcą, Marine poczułaby do niego niechęć, a jeśli miała do czynienia z mugolakiem, nie potrafiłaby powstrzymać uprzedzeń. Chociaż chciała wiedzieć, z kim miała do czynienia, zadecydowała, że moment beztroskiej niewiedzy może pozytywnie wpłynąć na ich interakcję. A od niej przecież zależało tak wiele!
Stojąc blisko, mogła wreszcie lepiej przyjrzeć się nieznajomemu. Na jego mokrej koszuli wciąż widniała niewielka plama krwi, zmierzwione włosy i blada cera wskazywały na to, że jeszcze niedawno mógł walczyć o zdrowie, jeśli nie o życie. Wiesz, kim jestem. Czy to możliwe?
Spojrzała mu w oczy, zadając niewerbalnie to pytanie; wzrok mężczyzny wydawał jej się nie mniej znajomy, niż okoliczna plaża, ale przecież była pewna, że jego samego widziała po raz pierwszy w życiu. Nie mogła skojarzyć, czy może mignął jej kiedyś na łamach gazet lub nawet w Wielkiej Sali Hogwartu, czy był jednym z wielu znajomych ojca, podglądających ją w trakcie treningów tanecznych czy fortepianowych.
Odpowiedź nie była oczywista, nie mogła być. Przecież urągało to wszelkiej chłodnej logice i zasadom animagii. A jednak stał tu przed nią i z każdą chwilą Marine była coraz bardziej pewna, że potrafi odpowiedzieć na zadane wcześniej przez siebie pytanie.
- Jak to możliwe? – nie bez podziwu w głosie zwróciła się do mężczyzny, spojrzeniem ponownie obejmując całą jego sylwetkę.
Dłoń z różdżką była już opuszczona, a Lestrange studiowała fizjonomię jego twarzy, w pamięci szukając wspomnień z poprzedniego razu i starając się porównać ze sobą kilka obrazów na raz. Jak to możliwe, że zachowywał teraz tak stoicki spokój? Musiał ją znać, musiał już jej ufać choćby w najmniejszym stopniu, skoro sam nie dobył różdżki i nie zdecydował się na atak lub próby wyjaśnienia sytuacji i ewentualne prośby o pomoc.
- Pamiętasz? – zapytała jeszcze, tym razem dumnie unosząc głowę i spoglądając mu prosto w oczy.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
[Sen] Wyspa Wight 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]09.07.17 17:36
Gdyby postanowiła rzucić zaklęciem, nie miałoby to znaczenia. We śnie śmierć była jedynie początkiem obudzenia się, ale w takiej rzeczywistości, która właśnie trwała nie było sensu udawać, że ktoś chciałby w niej żyć. Wcześniej już pogodził się ze swoim końcem, gdy myślał, że przyjdzie mu zdechnąć w jaskini, która widniała nad ich głowami jak jama w ścianie. Gdyby podniósł spojrzenie, dostrzegłby ciemną plamę, która w nocy była jeszcze jego schronieniem. Nie oderwał jednak wzroku od twarzy dziewczyny, czując wewnętrzny spokój. Nie obchodziło go to, czy podejmie gwałtowniejsze działania, czy zdecyduje się zostawić go w spokoju. Wiedział już, że nie dana mu była samotność.
Nie przepadał za towarzystwem ludzi. Wolał przebywać sam, wiedząc, że nikt nie zakłóci mu tych chwil, które spędzał na obserwacji. Analizował i zapamiętywał, przy okazji wyrabiając sobie własną opinię na temat przeróżnych wydarzeń czy osób. Nigdy nie kierował się plotkami, preferując samemu dojść prawdy. I zawsze się tego trzymał, chyba że chodziło o głos ojca, któremu się nie przeciwstawiał. No, może raz, ale wtedy popełnił błąd, który miał go słono kosztować. Jeśli się nie mylił, dotyczyło tego dziwnego wspomnienia lub obrazu, który nawiedził go chwilę wcześniej. Czy właśnie to jej miał szukać? A może znał ją w przeszłości i już zapomniał? Sam miał mętlik w głowie, a sytuacja, w której trwał z nieznajomą wcale nie pomagała mu dojść do konkretnych wniosków. Owszem, zachowywał spokój, ale chciałby wiedzieć, co przed chwilą się wydarzyło. Co to za wspomnienie? Panowała między nim, a dziewczyną cisza, której żadne nie zamierzało przerywać. Morgoth również wolałby, gdyby nigdy już go nie spotkała i żeby oboje zapomnieli o swoimi istnieniu, dzięki czemu mogliby pójść dalej. On mógłby zniknąć, a ona wrócić do swoich i żyć dalej. W jego śnie nazwiska nie miały znaczenia. Tak samo jakby ta rzeczywistość rządziła się własnymi prawami, gdzie nawet imiona nie były czymś, co ich kształtowało. Widzieli siebie nawzajem i to wystarczyło mu, by potwierdzić istnienie. Imiona były jedynie pustymi, nic nie znaczącymi słowami, a te można było zmienić do własnej potrzeby. Owszem. Mógłby kłamać, ale nie miał powodów. Zresztą nigdy tego nie robił, a to czy zamierzała mu uwierzyć, nie leżało już w jego rękach. Podobnie zresztą jak życie, które było wyjątkowo osłabione.
Zniósł jej pytające spojrzenie, trwając przy swoim i nie odsuwając się. Nie był niczemu winny. Nie musiał się bronić. Czekał. Tak jak wtedy w jaskini obserwował reakcję nieznajomej, która pomogła mu odciągnąć od siebie cierpienie - teraz stała przed nim i nie poznawała go. Początkowo... Później jakby w pewnym momencie przejrzała, a zmarszczone czoło zaczynało się wygładzać. Nigdy wcześniej jej nie spotkał. Nie wiedział nawet jak miała na imię, jednak pod pewnym względem znali się lepiej niż sądziła. Poznała jego tajemnicę, chociaż mogła go obarczyć o zniszczenie wielkiego stworzenia. Mógł milczeć, mimo to odpowiedział na zadane pytanie ze względu właśnie na jej osobę. Nie przestałaby szukać swojego smoka, czując coraz większe rozgoryczenie jego brakiem. W pewnym sensie zasługiwała na prawdę, bo była jedyną osobą, którą nie życzyła mu śmierci. Gdy w końcu zrozumiała, nieświadomie opuściła różdżkę, podchodząc bliżej, a on zobaczył w jej oczach zainteresowanie. Jak to możliwe w takim świecie jak ten? Jeśli miałby odpowiedzieć na to pytanie, nie znałby odpowiedzi. Nie wiedział tak samo jak ona. Po prostu... Istniał. Odkąd pamiętał, chociaż ciężko było mu powiedzieć cokolwiek o przeszłości, bo była jedną wielką, czarną masą w jego umyśle i nie potrafił sobie niczego przypomnieć. Wiedział jednak co się wydarzyło tamtej nocy. Znał te kruche kości policzkowe i migdałowe, niebieskoszare oczy.
- Tak - odpowiedział po dłuższym momencie wyczekiwania, aż w końcu oderwał od niej wzrok i przeniósł uwagę na klif przed nimi. - Obyś jednak zapomniała - dodał, zerkając na chwilę na znajomą twarz i zrobił kilka kroków do tyłu. Musiał się stąd wydostać, jeśli nie chciał, żeby go znaleźli. To miejsce było już nieodpowiednie na ukrycie się. Odpoczynek, a potem znów mógłby wzbić się w powietrze i zniknąć za horyzontem, szukając odpowiedniej krainy na koniec. Odwrócił się i zaczął iść wzdłuż linii brzegu, nie zwracając uwagi na dziewczynę za plecami.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]09.07.17 21:58
A więc naprawdę znajdowała się w miejscu i czasie, w których wszystko było możliwe, a magia odciskała swe piętno na każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy. Jako czarownica, nie powinna być tym faktem zdziwiona tak bardzo, jak niewątpliwie była; jej młody wiek i brak doświadczenia były okolicznościami łagodzącymi, a długie lata zażywania Eliksiru Słodkiego Snu odarły ją z możliwości błogiego błądzenia po meandrach sennych mar i marzeń. Czy powinna dalej kwestionować pewne rzeczy, a może od razu poddać się ich biegowi? Odpuścić, zostawić wszystko za sobą i nie myśleć dwa razy przed podjęciem kolejnego kroku? Możliwość ta była tak kusząca, że Marine niemal natychmiast zdecydowała się po nią sięgnąć.
W momencie, gdy zdała sobie sprawę, że stojący przed nią mężczyzna i spotkany wcześniej smok to ta sama osoba, ten sam twór, wiele elementów układanki wskoczyło na swoje miejsce. Jego obecność tutaj, jego rana i osłabienie, to spokojne spojrzenie zielonych tęczówek, którym ją obdarzał… Dobrze, skoro takie rzeczy były możliwe, niech tak będzie. Marine przyjęła je do wiadomości i nie zamierzała już rozwodzić się nad nimi przez te cenne minuty, które będzie mogła spędzić z przybyszem. Bo czy naprawdę dalej mogła w pełni świadomie nazywać go nieznajomym?
Nie zarejestrowała nawet momentu, w którym na jej twarzy pojawił się delikaty uśmiech; strach o smoka ustąpił miejsca podekscytowaniu i oczekiwaniu na bieg wydarzeń. Oboje milczeli, lecz ta cisza wcale jej nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie – chętnie spędziłaby tak kolejne chwile, choć podświadomość kazała jej upewnić się, że życiu mężczyzny już nic nie zagraża. Przecież wyciągnęła wtedy lancę, prawda? Nie wiedziała, ile czasu minęło, lecz tutaj zdawał on się płynąć zupełnie nieznanym jej dotąd torem, liczyła więc na to, że magia miejsca zadziała na ich korzyść.
Gdy potwierdził jej słowa, poczuła ulgę, nawet przez chwilę nie wątpiąc, że usłyszała prawdę. Choć mogło się to wydawać dziwne, po prostu najzwyczajniej w świecie mu ufała. Lecz życzenie zapomnienia sprawiło, że między jej brwiami pojawiła się zmarszczka; Marine nie rozumiała, dlaczego jej towarzysz tak mówił, jakie miał ku temu podstawy. Czy dla niego to wspomnienie było czymś gorszącym, wstydliwym? Złym?
Cofnął się o dwa kroki, odwrócił i zaczął iść przed siebie, a ona przez dłuższą chwilę spoglądała na jego plecy, oniemiała zaistniałą sytuacją. Dlaczego ją tutaj zostawiał? Znowu zbyt wiele pytań kłębiło się w jej głowie, jednak postanowiła postąpić z nimi dokładnie tak, jak wcześniej – odpuścić, przestać analizować je kawałek po kawałku. Ruszyła więc za nim, początkowo bez słowa, w żaden sposób nieskrępowana i niczym nie ograniczona.
Ślady jej bosych stóp odbijały się na mokrym piasku; początkowo musiała podbiec kawałek, lecz już za chwilę zrównała się z mężczyzną. Na tym etapie musiał już zrozumieć, że chciała iść z nim, dokądkolwiek się wybierał. Był przecież jej jedynym towarzyszem, a ona chciała przynieść mu pomoc, ulgę, ukojenie. Widziała mnóstwo różnych powodów, by dalej zanim podążać i ani jednego, by zostać na plaży. Nie pytała o nic, po prostu wędrowała z nim ramię w ramię, w milczeniu, z nadzieją spoglądając na drogę przed sobą.
W tym jednym momencie wszystko było takie proste, że marzyła, by już zawsze takim pozostało.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
[Sen] Wyspa Wight 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]13.07.17 0:24
Ta sytuacja była równie niecodzienna, co naturalna. Chociaż na pierwszy rzut oka ciężko było się dopatrzeć czegokolwiek, co mogło mieć pokłady normalności. W końcu sam ich wygląd był tak odmienny. On w tej chwili chorowity i spowinięty w melancholię, ona zwinna, urocza i obdarzona nadmiarem sił żywotnych. Patrzyła na niego z tym błyskiem w oczach, które posiadały dziecięcy urok pewnej dozy naiwności zarezerwowanej tylko dla nich, a zanikających wraz z wiekiem; on żył sam w sobie, ciałem i duchem oddany rozmyślaniom oraz obserwacjom i analizom - ona wydawała się iść bez żadnych trosk przez życie, nie myśląc o konsekwencjach, które pojawiały się na jej drodze. Świadczyło o tym chociażby bezceremonialne zapuszczenie się samotnie na wzgórza, a potem stanięcie oko w oko ze smokiem. Która postać jej płci i w jej wieku dokonałaby czegoś takiego? Miał też dużo czasu wtedy, by dokładnie się jej przyjrzeć. Z postawy była smukła, nieco za szczupła, zaś w świetle księżyca mogła wyglądać nawet na wychudzoną. Musiał jednak przyznać, że widać było w jej ruchach dostojeństwo, a przy okazji spokojną swobodę w zachowaniu się. Do tego nawet teraz widział, że poruszała się z niezrównaną lekkością i sprężystością chodu. Gdy pojawiła się w jaskini, miał wątpliwości nad tym czy miał do czynienia z kobietą, czy to już zmysły zwodziły go na manowce w ostatnich chwilach życia. Była wtedy jakby rozblask dawno zapomnianych snów zza ściany mgły, niby napowietrzna, wymyślana zjawa. Nie mógł przecież ufać samemu sobie, czując ucisk przy sercu i gorączkę trawiącą całe ciało. Gdy stanął jednak z nią twarzą w twarz jako człowiek mógł szczerze powiedzieć, że nie było w jej twarz niczego, co w klasyczni pisarze obwieszczali za ideał piękna. Pomimo tego że zdawał sobie sprawę z braku tej prawidłowości, wiedział, iż miał do czynienia z urodą bardzo niezwykłą. Zastanawiał się z czym było związane to odczucie. Ciężko było jednak powiedzieć jednoznacznie, dlaczego ta myśl pojawiła się w jego głowie i kazała mu się zastanowić. Przyglądał się liniom wyniosłego, bladego czoła. Każdą najdrobniejszą cząstkę jej twarzy przebadał raz jeszcze jakby będąc smokiem, zapomniał o tych krzywiznach, w pewnym sensie spokojnych, ale też misternych. Ale nie zapomniał. Wystarczyła mu chwila, by jeszcze raz, jednym spojrzeniem ocenić, że najprawdopodobniej jednak znajdował się we śnie. Oczywiście, że podczas tego wszystkiego zauważył, że nie spodobała jej się uwaga o tym, by o nim zapomniała. Drgnęła jej delikatna, ale wyraźnie zarysowana brew. Nie dostrzegł jednak nic więcej, bo odwrócił się, czując, że właśnie tutaj powinni się rozejść. Nie chciał, żeby z nim szła nie z powodu tego, że tamta noc nie powinna była się wydarzyć. Oboje nie kontrolowali losów, które przed nimi postawiono, ale tak miało być lepiej. Będą go szukać, a im więcej śladów znajdą, tym szybciej dojdą i do niej. A już dość osób się z nim związało i pożałowało. Jak chociażby tamto wspomnienie... Które jakby zaczynało instynktownie mu powracać, nie wiedział jednak dlaczego. Idąc przed siebie, rozciągnął krawat, który zdecydowanie mu zawadzał i pozostawił w luźnej formie. Nie prezentował się najlepiej, ale przynajmniej nie był zupełnie obdarty z godności, którą powinien posiadać każdy człowiek. Zerknął mimochodem na bose stopy dziewczyny obok siebie. Podbiegła do niego w chwilę później jak się od niej odwrócił. W pewnym sensie nawet było to pocieszające, ale na krótką metę. Nie powinna była za nim iść. Ale wciąż widział, że była zadowolona. Nie miał pojęcia tylko dlaczego.
- Nie jest ci zimno? - spytał, nie zatrzymując się i czując, że bok coraz mocniej zaczynał się przypominać. Na szczęście pogoda nie dobijała go jeszcze bardziej i radził sobie co raz lepiej. Może byłby w stanie znów polecieć?



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]13.07.17 17:42
Jego nonszalancja nie była czymś, co mogłoby ją teraz odstraszyć; owładnięta ciekawością nie zamierzała poddać się tak łatwo i zaprzepaścić swoich szans na poznanie dalszego ciągu tej historii. Ich relacja miała w sobie wiele z baśni - zaczynając od malowniczego otoczenia, poprzez moment spotkania, a na magii przemiany mężczyzny w smoka kończąc – jednak w przeciwieństwie do historii spisanych na kartach ksiąg, tym razem Marine nie mogła wyczuć pod skórą zakończenia. Ani dobrego, ani złego. Nie potrafiła przewidzieć, co stanie się dalej i właśnie dlatego tak bardzo ją to interesowało. Lęku przed nieznanym wyzbyła się jeszcze w smoczej jaskini, teraz nie istniało już nic, z czym nie mogłaby sobie poradzić.
Tym bardziej, że mimo wszystko wciąż nie była sama. Podążyła za mężczyzną w pełni świadoma, że przecież niczego jej nie obiecywał i najprawdopodobniej pragnął samotności, ale w głębi duszy wiedziała, że w sytuacji zagrożenia on nie zawaha się jej pomóc. Spotkanie w jaskini zakończyło się pewnego rodzaju wyświadczoną przysługą i jeśli nawet zmiennokształtny nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego długu, intuicja podpowiadała Lestrange, że stanąłby na wysokości zadania.
Czy pytanie o chłód było oznaką troski, czy próbą nawiązania kontaktu z jego strony? Dziewczyna spojrzała na swoje stopy i zatrzymała się na moment. Nie, nie czuła zimna – być może właśnie ten bodziec powinna ustanowić sobie jako punkt odniesienia do oceny stanu rzeczywistości sytuacji. Prawda czy fikcja? Jawa czy sen? Pomyślność czy koszmar?
- Nie, jest mi dobrze – przyznała, ruszając za nim w dalszą drogę. Jednocześnie nie zamierzała tracić swojej okazji do zadania pytania – A jak ty się czujesz? Ta rana wciąż nie daje ci spokoju, prawda?
Choć nie mogła przecież zobaczyć jej przez materiał koszuli, grymasy na jego twarzy odczytywała całkiem dobrze. Odczuwał ból i wcale nie chciał prosić się o pomoc, był więc albo niezwykle dumnym osobnikiem, albo najzwyczajniej w świecie jej nie ufał.
Chciała zarzucić go soczystymi zapewnieniami o swojej bezinteresowności, o chęci pomocy; miała w głowie tyle pytań, jakie chciałaby mu zadać, jednak szybka ocena sytuacji kazała jej trzymać buzię na kłódkę. Zrażenie do siebie jedynego towarzysza podróży mogłoby się źle skończyć.
- Nie boję się – wyrwało jej się z ust, zanim zdążyła pomyśleć. Cóż stało się ze szlacheckim opanowaniem, czyżby zostało na poduszce dormitorium Ślizgonów?  - Chcę zobaczyć, co będzie dalej.
O wiele gorzej czułaby się pozwalając mu odejść; nawet jeśli konsekwencje wspólnej wędrówki miały okazać się przykre, wolała żałować, że się na nią zdecydowała, niż że w ogóle w nią nie wyruszyła. Fale nie były przecież groźne, a piasek nie był zdradziecki, podobnie jak wiatr nie szeptał im fałszywych drogowskazów. Mimo sukni z cienkiego materiału chłód nie był jej straszny, a rozwiane włosy układały się o wiele lepiej, niż przy pierwszym spotkaniu w jaskini. I choć Marine dostrzegała kontrast w wyglądzie swoim i mężczyzny, zdawała się nie zwracać na to większej uwagi. Wszystko miało swoją przyczynę, a niczego tutaj nie dawało się do końca racjonalnie wytłumaczyć. Po co więc pytać?
Przed nimi rozpościerała się plaża, której końca na razie nie było widać, a znajomą jaskinię z każdą chwilą zostawiali coraz bardziej za sobą. Choć okolica wydawała się pannie Lestrange dziwnie znajoma, to coś podpowiadało jej, że to wcale nie jest już rodzinna Wyspa Wight. Bezchmurne niebo wręcz zachęcało do podniebnych lotów, lecz jedno z nich nie umiało, a drugie nie było jeszcze w stanie latać. Pozostawała im piesza wędrówka w nieznane i pokorne przyjęcie tego, co postanowił zgotować los.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
[Sen] Wyspa Wight 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]13.07.17 20:59
Morgoth nie był człowiekiem, którego fascynowała fikcja. Nie czytał baśni, opowiadań, nigdy ojciec nie próbował ułożyć go do snu, gdy był młodszy z kwiecistą opowieścią na ustach. Był bardzo konkretny, lubował się w podaniach o dokonaniach jego przodków, którzy to zasłużyli się w krwawy i bezwzględny sposób w historii czarodziejskiego świata. Byli niczym wykuci ze skały tytani, których nie ruszały żadne silne wiatry, lata głodu, suszy. Świat się zmieniał, a oni dalej trwali na swoich miejscach, zdając sobie sprawę, że ich imiona mogą przeminąć, ale rodzina i pamięć o nich nigdy nie wyblaknie. Nie oczekiwał żadnego zakończenia tej historii. Ich historii. Nikt nie znał przyszłości, a jednak jego tak odmienna towarzyszka wyglądała na pewną siebie. Zupełnie jakby wiedziała, że pisane było im coś więcej. Coś ponad to jedno spotkanie, które wydawać by się mogło - nie prowadziło donikąd. Miał dość surowe podejście do życia i tego, co oferowało. Nigdy nie fantazjował, woląc twarde postrzeganie rzeczywistości. Daleko było mu do poetów czy innych bardów głoszących niesamowite opowieści, które nie miały w sobie nic więcej nad fikcję, której piękno mydliło ludziom oczy. A on nie zamierzał być zaślepionym nieprawdą. Wolał brutalną prawdę w każdej sytuacji.
Najwidoczniej świadomość, że to właśnie on był tym smokiem, który ją tak zafascynował, sprawiło, że przekonała się do niego szybciej niż ktokolwiek. Miał ją za naiwną i lekkomyślną, gdy z taką ufnością na niego patrzyła. Oczywiście że poszedłby jej na pomoc, gdyby coś się działo. Lub przynajmniej robił, co w jego mocy, bo z tym przebitym bokiem nie mogło być za prosto. Ale kto nie lubił wyzwań? Zauważył kątem oka, że przystanęła, gdy zadał pytanie. W pewien sposób było to rozbrajające, jeśli mówić o kimś, kto był bardziej otwarty emocjonalnie od niego. Nawet jeśli to był sen, nie można było wychodzić z roli i zapominać o dobrych manierach. Po tym poznawało się w końcu człowieka, który posiadał coś więcej niż jedynie znamię istnienia. Nie uważał się za kogoś godnego zaufania. Sam też nie obdarzał go nim łatwo innych. Tak naprawdę istniała garstka ludzi, którym by zawierzył. Nie pamiętał już kiedy ani gdzie ich widział. Chyba nawet nie pamiętał ich imion... Twarzy... Nic. Odwrócił spojrzenie w stronę morza, próbując jakoś nie dać się pochłonąć ziejącej ciemności wspomnień. Których nie miał. Których nie pamiętał. Czy jeśli nawet tego nie posiadał, nie wiedział kim był? Ani co robił? Na szczęście usłyszał pytanie, które kazało mu przenieść uwagę na coś innego. W tym wypadku na dziewczynę, która nie odstępowała go na krok.
- To nic - odpowiedział, wiedząc, że nie było to tym, co chciała usłyszeć, ale nigdy nie zamierzał iść na podobny kompromis. Nawet gdyby znał ją od wielu lat, odpowiedziałby dokładnie tak samo. Nie miało to związku z zaufaniem, a z jego charakterem i podejściem do niektórych spraw. Wiedział, że się różnił. Może i wyglądał młodo, ale wewnątrz czuł się zmęczony i stary. Zupełnie jakby przeżył już jeden świat i czekał na spokojne odejście z tego padołu. Sądził, że już nic go nie zaskoczy. Żadne stworzenie, żaden człowiek. Dlaczego więc tak dobrze było mu w jej towarzystwie? Przecież spisał już ludzi na straty i przestał w nich wierzyć. A ona uparła się, by przy nim być i tym samym w pewien sposób go zaciekawiła. Tak samo jak decyzja, którą podjęła.
- Dlaczego? - spytał w pewnym momencie, zatrzymując się, by spojrzeć jej w oczy. Bycie ciekawym to znaczyło wychodzić z pewnego nieruchomego centrum, usiłować uchwycić, ująć przedmiot, o którym miało się jedynie niejasne lub schematyczne wyobrażenie. W tym znaczeniu wszelka ciekawość skierowana jest ku peryferiom. I bez tego nie odkryto by wielu krain, lekarstw. Wszystko trwało by w dawnej epoce, a ludzkość się nie rozwinęła. Być może byłoby to coś dobrego, ale nie w tym rzecz. Ale dlaczego właśnie z nim zdecydowała się iść. Mogła wybrać każdego innego człowieka, po prostu przy nim przystać i ruszyć.
Już dawno jaskinia została za nimi, a przybrzeże zmieniało się w bardziej dzikie, ale wcale nie mniej piękne. Akurat wiedział, że to co było przyjemne dla oka potrafiło być zdradliwe. Czemu więc nie czuł tego w stosunku do niej? Czyżby zdołała uciszyć jego wewnętrzny instynkt, czy przyczyną tego odczucia było zupełnie co innego. Gdy morska bryza owiewała ich postacie, włosy dziewczyny falowały jak grzywa. Jednak nie tylko to sprawiało, że czuł się lepiej. Wiatr przypominał mu o wysokości i odnajdowaniu się w chmurach. Lecąc tam, wysoko ponad ich głowami był prawdziwie wolnym.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]14.07.17 18:11
Baśnie i legendy były jej opowiadane od małego, co nie znaczyło oczywiście, że pominięto zasługi jej przodków oraz ich wpływ na historię czarodziejskiego świata. Niektóre godne pozazdroszczenia, inne nawet niechlubne, ale znała je wszystkie – a przynajmniej te, które liczyły się naprawdę. Fikcyjne opowieści ubarwiały szarą rzeczywistość i były całkiem przyjemnym dodatkiem w ciężkim procesie dorastania, niosły jednak ze sobą bardzo ważną lekcję – w pewnym momencie dziecko musiało zorientować się, że to wszystko nieprawda i bajki nie dzieją się naprawdę, dlatego pozostają historiami opowiadanymi z rozrzewnieniem. Lestrange miała w dzieciństwie wyjątkowo ciężkie starcie z fikcją, lecz wyraźnie to nie oduczyło jej do końca i pozostały sentyment pozwalał jej teraz wierzyć, że w tej rzeczywistości czeka ją coś jeszcze.
Czeka ich; sama była pod wrażeniem tego, jak szybko pogodziła się z obecnością drugiej osoby, co w normalnych warunkach na pewno nie nastąpiłoby tak gładko. Jednak tutaj mogła być przecież lepszą wersją siebie i pozwolić sobie na więcej, ponieważ intuicja podpowiadała jej, że nie poniesie za to żadnych konsekwencji. Zdawała się jednak zapominać, że mimo wszystko wciąż pozostawała nastolatką, a więc zmysł ten nie był niezawodny. I coraz bardziej wzburzone fale, na które nie zwróciła jeszcze uwagi, wydawały się być tego zapowiedzią.
- Wydaje mi się, że niedaleko stąd znajduje się opuszczona rybacka chata – bo przecież gdyby to jednak była Wyspa Wight, również ona musiała tu być, prawda? – To dobre miejsce, jeśli zechcesz odpocząć.
Marine zdawało się, że mężczyzna przed kimś uciekał, lecz bez jego odpowiedzi nie mogła do końca ułożyć sobie tej układanki. Czy wróg wiedział, że nie znajdzie teraz smoka, a rannego człowieka? Czy jej obecność nie zmieniała niczego w tym rozdaniu?
Musiała wybrać, jakiej odpowiedzi mu udzieli. Czy powie mu coś, co myślała, że chciał usłyszeć, a może zdecyduje się na szczerość? Pierwsza wersja mogła się okazać o tyle nietrafiona, że Marine przecież nie znała go dobrze i nie wiedziała jaka odpowiedź może go usatysfakcjonować. Druga zakładała, że może uznać ją za głupią i naiwną, lecz jednocześnie była to opcja, w której Lestrange pozostawała wierna sobie. Długo nie musiała się więc wahać, którą wybiera.
- Nie wiem. Nie próbuję być dzielna na siłę, po prostu czuję, że to jeszcze nie koniec – przyznała, dzielnie wytrzymując jego spojrzenie. Była z siebie naprawdę dumna, a w tej chwili uczucie to nie uległoby zmianie niezależnie od opinii mężczyzny – A Ty nie jesteś ciekaw?
Zadając swoje pytanie, spodziewała się krótkiej, konkretnej odpowiedzi; przez tę niewielką ilość czasu, jaki zdołała spędzić ze zmiennokształtnym, zorientowała się, że jest oszczędny w słowach, unika zbędnej wylewności i emocjonalności. Nie starał się przypodobać jej na siłę, nonszalancko traktował ich relacje, a przynajmniej tak wydawało się na pierwszy rzut oka. Marine wciąż zastanawiała się, czy jest choćby odrobinę ciekawy ich dalszej przygody i jej samej. A może przeżył już to wszystko tyle razy, że kolejny nie robił na nim wrażenia? Senne błędne koło mogło zapętlać nierzeczywiste mary i co noc ukazywać im podobne sytuacje, więc mężczyzna równie dobrze mógł wędrować tą plażą setny raz, a wcześniej latać w tych przestworzach jako smok. Jednak coś w wyrazie jego twarzy podpowiadało ciemnowłosej, że nie wszystko chyba było dla niego wygodne. Przyszło jej się zastanowić nad tym, czy nieznajomy ze snu miał wpływ na swoje przemiany i jeśli nie, którą formę wolał. Ona sama wiedziała, że postawiona przed wyborem nie zastanawiałaby się ani chwili.
Z rozmyślenia wyrwała ją woda, uderzająca z impetem o jej nogi; zamoczyła rąbki sukienki, wtargnęła głębiej na plażę i cofnęła się do morza, lecz tylko po to, by przyszykować się do kolejnego uderzenia. Marine zmarszczyła brwi i na moment oderwała wzrok od zielonych oczu rozmówcy. Spojrzała na wzburzone fale i próbowała ocenić, czy ta nagła pogodowa anomalia powinna ich zaniepokoić; zanim woda ponownie dotarła do dwójki stojące na piasku, Lestrange zdążyła rozpoznać w morskiej bryzie ich przeciwnika.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
[Sen] Wyspa Wight 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]16.07.17 8:57
Zawsze zastanawiało go to, dlaczego ludzie woleli najwymyślniejsze fikcje od prawdy. Niektóre opowieści nie dorównywały wydarzeniom, które działy się w świecie realnym. Zupełnie jakby wyobraźnia od zawsze miała nad wszystkimi kontrolę i władzę, dając upustom przeciwwagę do zaskakującego życia. Ta przewaga brała się z ludzkich słabości i braku zdolności do czerpania z tego co mieli i sięgania po to co chcieli. Nie doceniali tego, co ich otaczało, woląc się mamić złudnymi wyobrażeniami, z góry zakładając że rzeczywistość nigdy nie dorówna ich marzeniom. A dla niego tylko ona się liczyła - twarde fakty, dzięki którym można było przeżyć i nauczyć się, by nie popełniać dalszych błędów. Z książki nie dało się wynieść morału dotyczącego dokładnie tego działania, którego od kogoś się oczekiwało. Książka nie załatwiała za nikogo problemów, była jedynie odpychaniem tego, co ważne na dalszy plan. Opowieści mogły być pouczające, ale powstały na kanonie realizmu, dlaczego więc nie można było skupić się tylko na nim? Odzwierciedlenie, zakrzywienie prawdziwej wizji było zupełnie niepotrzebne. Dlatego był wdzięczny ojcu, że nigdy go nie zwodził fałszywymi słowami. Oczekiwał od niego by był najlepszy, wytrwały, by potrafił sam podejmować najtrudniejsze decyzje. Bo kiedyś być może miał go zastąpić.
Morgoth był tutaj inny. Bardziej łagodny, bardziej otwarty. Gdyby wszystko działo się tak jak w rzeczywistości, zniknąłby z jaskini, nawet gdyby dziewczyna już tam była. Odciąłby się od niej, pomimo całego bólu i braku innych opcji. Ale zdecydował się, że zostanie, wiedząc, że konsekwencje nadejdą. I nawet jeśli były tylko nią, a właściwie aż nią, zastanawiał się czy było warto. Dla niego jednak skutki wciąż istniały i oboje jeszcze ich nie znali, ale zapewne już wkrótce mieli się z nimi spotkać. Twarzą w twarz. Skrzywił się lekko, gdy usłyszał jej głos. Nie spojrzał już w stronę nieznajomej, nie odpowiadając również na jej słowa. Nie zamierzał udawać się do żadnej rybackiej chaty. Nie chciał odpoczywać. Chciał jedynie iść dalej, jak najdalej od tego miejsca i zapomnieć o wszystkim, co go spotkało. Wiedział, że chciała dobrze, ale to dla niego nie było rozwiązanie. I tak zrobiła już zbyt wiele w tym całym spotkaniu, a on nie chciał, żeby musiała zmierzyć się z cieniem, który go ścigał. Chciał jej to powiedzieć, ale przecież musiała zdawać sobie sprawę, a on nie rzucał słów na wiatr, dlatego umilkł. Miał pewien dar rozpoznawania prawdy. Nie wiedział czy wynikało to z długotrwałej obserwacji ludzi i dopasowywania słów do czynów, czy może faktycznie miał pewną łatwość. Dlatego zdawałby sobie sprawę, że go okłamywała. A wtedy ta nić zaufania, chociaż praktycznie niewidoczna i krucha, pękłaby na zawsze. Gdy się odezwała, a on mógł obserwować przy tym jej twarz, uwierzył. Ale zamiast odpowiedzieć na zadane pytanie, ruszył dalej. Morgoth nie lubił niespodzianek i nie był wcale zainteresowany dalszym rozwojem. Czy przyjdzie mu tu zginąć, czy będzie żył dalej... Nie miało to znaczenia. Chciał tylko zginąć w odpowiedni sposób - nie jak tchórz, trzymający się kobiecej spódnicy. Musiał jednak przyznać, że dziewczyna sama w sobie wzbudziła jego zainteresowanie. Chociażby przez swój upór, a takich ludzi, trwających przy swoim zdaniu bez względu na wszystko, szanował, chociaż, żeby zasłużyć na to w pełni, musiało minąć wiele czasu. Naprawdę wiele. Obserwował przez chwilę jej zmagania z wodą, zastanawiając się, czy wiedziała ile niebezpieczeństwa mogło ją tam spotkać. Lecąc nad tą taflą, był świadkiem najdziwniejszych, najstraszniejszych bitew prowadzonych na otwartych wodach. I nie tylko człowieka z człowiekiem, ale człowieka z naturą. Gdy gwałtowniej odskoczyła, wyciągnął rękę, żeby ją podtrzymać za ramię. Chyba nigdy nie rozumiał podobnych zabaw, ale sam nie był do nich przyzwyczajony.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]16.07.17 21:25
Zasłyszane w dzieciństwie baśni zawsze kończyły się dobrze lub przynosiły morał na tyle kojący, by zatuszować nieszczęśliwe zakończenie. Fikcja była prostsza; ludzie nie chcieli nawet próbować, by nie mierzyć się później z goryczą porażki. Biorąc pod uwagę choćby życie młodych dam, czyli kwestię, w której Marine miała cokolwiek do powiedzenia, marzenia przeplatały się tam z rzeczywistością tak zgrabnie, niczym najdokładniejszy ścieg na pięknej sukni. Panny życzyły sobie wspaniałego ślubu i wyrozumiałego męża, fantazjując o wybranku, a w końcu idealizując to, co otrzymały. Łatwiej było opowiedzieć przyjaciółkom o mężu nieokiełznanym niczym wojowie ze starych baśni, niż płakać w ramionach matki , gdy on po raz kolejny podniósł różdżkę.
Lestrange miewała w dzieciństwie problemy z odróżnieniem fikcji od rzeczywistości, ale w osiemnastym roku jej życia wydawało się, że to wszystko dawno już zostawiła za sobą. Pilnowała się sumiennie, na wszelkie anomalie reagując krótko i stanowczo, a wieczorami sięgając po Eliksir Spokojnego Snu. Pragnęła tylko normalnego życia i nie bałaby się stawić czoła jego wyzwaniom, o ile tylko miały być one realne.
Sen takim nie był, lecz we śnie trwała w zawieszeniu, nie odczuwając nawet potrzeby obudzenia się, a jedynie chęć dalszego odkrywania kart losu. Stojąc na plaży w towarzystwie mężczyzny, który najwyraźniej był zbyt dumny, by na chwilę odpocząć i zregenerować siły, zastanawiała się kolejnymi zdarzeniami i tym, czy ma na nie jakikolwiek wpływ. A gdyby okazało się, że to właśnie oni mogą kreować obraz, w którym się znajdują? Jeśli myśląc o pewnej rzeczy, pojawiłaby się ona za chwilę w zasięgu ich wzroku, to zdawałoby się potwierdzać jej teorię. Czy spróbowanie warte będzie konsekwencji, jakie mogli ponieść oboje?
Mężczyzna ruszył dalej, więc Marine także podążyła jego śladem. Jakkolwiek odbierał jej upór, nie zaprotestował przeciwko dalszemu towarzystwu, dlatego dziewczyna trwała przy nim wiernie, jednocześnie mając wrażenie, że chociaż to ona była w pełni sił witalnych, on jest jej pewnego rodzaju opiekunem. Czy zmiennokształtny podobnie odbierał ich role? Nie przeszkadzało jej, że nie znają swoich imion, że nie prowadzą porywającej dyskusji, dopóki czuła, że wszystko jest na swoim miejscu. Nawet jeśli miała to być jedynie cisza przed burzą.
A ta zmierzała do nich od strony morza, wyposażona w wielkie fale oraz chłodną bryzę, siekającą ich po twarzach, gdy tak wędrowali dalej wzdłuż plaży. Kiedy kolejna parta wody wdarła się w głąb lądu, niemal zwalając Marine z nóg, on był na posterunku i podtrzymał ją za ramię. Obdarzyła go wdzięcznym spojrzeniem i odzyskała równowagę, postępując kilka kroków zanim następna fala nie dotarła do ich stóp. Nawet pomimo trzymanej w dłoni różdżki, walka z żywiołem nie miała sensu; Lestrange z coraz większym niepokojem spoglądała w stronę morza, próbując zrozumieć, co próbuje jej ono powiedzieć. Czy była to kara za jej arogancję i wielkie oczekiwania? A może po prostu nadchodził koniec wszystkiego i tak właśnie miał on wyglądać?
Nie musiała mówić tego na głos, oboje zaczęli iść w stronę wydm, jednak ocean okazał się być szybszy, niż oni. Rosnąca z sekundy na sekundę fala zbliżała się do nich i w końcu uderzyła, rozdzielając złączone dłonie. Marine poczuła, że znajduje się pod wodą, lecz nie miała okazji do reakcji; pozbawiona równowagi i tchu poddała się żywiołowi, licząc jedynie na bezbolesne przebudzenie.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
[Sen] Wyspa Wight 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: [Sen] Wyspa Wight [odnośnik]17.07.17 5:28
Nie miał wyobrażenia swojego dalszego życia. Życia z drugą osobą. Nie zastanawiał się nad tym, zdając sobie sprawę, że nie będzie mu to dane z tej prostej przyczyny, że jego czas się kończył. Podświadomie to czuł. Zresztą rana w boku sama mówiła o tym, że stał się mniej ostrożny lub łowca zbyt doświadczony. Nie miał pojęcia, które z tych słów było prawdą. Może oba po trochu, a może żadne. Czasy się zmieniały, a wraz z nimi również ludzie. Tylko on pozostawał wciąż taki sam, chociaż wcześniej gdy był młodszy dodawało mu to sił, tak teraz czuł się zmęczony wieczną walką. Zupełnie jakby ta nie miała końca i nie mogła zostawić go w spokoju. Nawet nie pamiętam, kiedy się urodził ani nawet ile już czasu spędził na ziemi. Na pewno nie był tak młody na jakiego wyglądał, jednak nie pomagało to w żadnej kwestii. Nawet odszukania rodziny, która była niesamowitą wartością. Nie pamiętał, czemu od nich odszedł ani gdzie mogli się znajdować. Dlaczego?
Każdy się czegoś bał. Nieznajoma mu dziewczyna obawiała się szaleństwa, a on powolnej egzystencji i zatracenia się w tym wszystkim. Nie chciał umierać w poniżający sposób. Zaszlachtowany przez postać, która szła za nim jak cień i pragnęła tylko jednego - by wymazać jego istnienie z powierzchni ziemi. Co prawda czekało ich jeszcze decydujące starcie, ale Morgoth chciał mieć pod kontrolą miejsce jak i czas spotkania. Zamierzał zderzyć się na swoich warunkach, a nie dać się zaskoczyć siłą i zwinnością tamtego jak ostatnio. W przeciwieństwie do niej nie zastanawiał się nad tym czy świat, który ich otaczał potrafili kształtować sami. Chciał znać fakty i możliwości bez względu na to czy to był sen, czy jednak nie było to związane z żadnym z nocnych odpłynięć. I nie. Nie odbierał w żaden sposób ich ról, bo uważał, że takowych nie było. Spotkali się i powinni się rozejść, a mimo to wciąż trwali przy swoim. Ona szła za nim, a on już nie zamierzał mówić jej, że nie powinna. Każdy kształtował swój los w pojedynkę. Nikt inny nie miał wpływu na to, co się działo. I chyba miała trochę racji w tym, że nie przeszkadzało mu to, że nie wiedział kim była. Bo zresztą i po co była mu ta wiedza? Skoro już się spotkali, nie mogli temu zaprzeczyć.
Szedł obok, dostrzegając kątem oka, co się działo po stronie morza i wspólnie z nieznajomą skierowali się bliżej linii lądu, gdy fale zaczynały uderzać raz po raz co raz bliżej. Możliwe że za późno zareagował lub nie dostrzegł nadciągającego niebezpieczeństwa. Poczuł na twarzy uderzenie zimnej wilgoci i momentalnie wzmocnij uścisk, ale nie trwało to zbyt długo. Ogromna masa wody powtórzyła natarcie, powodując rozłąkę. Stracił uścisk jej dłoni i w tej samej chwili coś szarpnęło nim, a Morgoth zobaczył sufit swojej sypialni. Czas we śnie się skończył, a on wciąż przez chwilę wpatrywał się w miejsce, gdzie zniknęła ręka dziewczyny.

|zt x2



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
[Sen] Wyspa Wight
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach