Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Boczna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Boczna ulica   02.05.15 13:10

First topic message reminder :

Boczna ulica

Jedna z wielu bocznych uliczek Londynu, mniej zatłoczona, cichsza, otoczona raczej budynkami i kamienicami mieszkalnymi, niż sklepikami i restauracjami. Wzdłuż chodnika piętrzy się rząd przepięknych latarni, rozświetlających nocą gęste mroki nieprzeniknionej londyńskiej mgły. Raz na jakiś czas przejedzie mugolski samochód, kiedy indziej drogę przebiegnie dziecko. Wysoka zabudowa uniemożliwia rozpoznanie jakichkolwiek orientacyjnych punktów miasta w oddali, nie da się dostrzec stąd Big Bena. Łatwo się zgubić, jeśli nie zda się dobrze miasta.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   08.10.16 22:19

Za bardzo przywykłem do śmierci. Do tego, że ludzie po prostu znikają bez pożegnania, że wychodzą z domu i nigdy do niego nie wracają. W najlepszym przypadku ich nowym azylem zostaje warstwa gleby – ale przecież widziałem, jak czarnomagiczne klątwy potrafią sprawić, że człowiek po prostu znika. Staje się wspomnieniem, obecnym wyłącznie na ruchomych fotografiach. I pomimo tego, że Rossa od lat należała do bliskich mi osób, spoglądając na Eileen, która w emocjonalnej rozsypce nawet nie próbowała odgrywać niezłomnej, uświadomiłem sobie, że śmierć niepostrzeżenie wkradła się w moje życie, stając się elementem szarej codzienności. Ludzie odchodzili za szybko, a Londyn zdawał się powoli okrywać czarnym całunem.
Przyglądam się huraganowi papierów, a ich szelest prawie zagłusza uwagę młodszej Wilde o niepasującym elemencie układanki. Dopiero teraz przyglądam się szafce uważniej, przechodząc między zatrzymanymi w powietrzu zapiskami, by rzucić na nią okiem z bliska. Z odmętów pamięci próbuję wydobyć zapamiętany obraz pokoju, dość szybko dochodząc do wniosku, że mebel w istocie musiał być nabytkiem nowym. Połączenie tego faktu z zaklęciem ochronnym nasuwa jakiś niepokojący sygnał – a jak się okazuje po chwili, mogą być to jedynie krople w morzu.
- Nigdy. - Przytakuję mimowolnie, potwierdzając słowa Eileen, z dziwnym przeczuciem, że pośród wyplutej przez szuflady zawartości znajdziemy jeszcze wiele niepokojących elementów układanki. Żołądek nieprzyjemnie mi się kurczy, kiedy młodsza Wilde po chwili odczytuje zapisek z przypadkowo wybranego rulonu. - O n... - Enigmatycznie powtarzam za nią echem, a podświadomość jakby nasuwa mi gotową odpowiedź, z którą trudno jest się pogodzić. Przez chwilę patrzę na Eileen intensywnie, po czym wciągam kawałek pergaminu z jej dłoni. Czytam go uważnie trzy razy, aby przypadkiem nie pominąć żadnego słowa, badam charakter pisma, doszukując się jakichkolwiek niepokojących sygnałów.
I, choć wcale tego nie pragnę, jest ich więcej, niż się spodziewam.
- Mam złe przeczucia. Być może to nie hipogryf pozostawił te rany na ciele Rossy. - Krew zaczyna mi krążyć w żyłach szybciej, kiedy podsuwam świstek pod nos Wilde. Zabieram się za wertowanie kolejnych pergaminów, już bez moralnych oporów. Najwyraźniej rozbiliśmy właśnie bank... tylko jeszcze nie wiedzieliśmy czego.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   12.10.16 22:18

Do Eileen z kolei śmierć zapukała nagle. Oderwała ją od rzeczywistości tak bardzo, że nawet nie zdążyła nabrać powietrza do płuc. Łzy, które wyciskał z jej oczu pęd tego porwania, miały słony smak. Materiały terkotały na wietrze w czasie kolejnego, jesiennego dnia na kornwalijskiej ziemi jak białe flagi podnoszone podczas desperacji. Nie chciała już tego doświadczać, nie chciała zakładać szat pogrzebowych i udawać, że jeszcze do końca się nie posypała, że niektóre fragmenty tego zamku z piasku jeszcze stoją, ziejąc dookoła sztuczną nadzieją. Już całkiem niedługo zda sobie sprawę z tego, że Zakon wcale nie pomoże jej w podtrzymywaniu obietnicy, którą złożyła sama sobie. Wydarzenia w Tower i na Sabacie czarownic mówiły same za siebie.
W dodatku teraz, gdy Fred przerzucił się na tryb "chodzącej enigmy", zaczęła się jeszcze niepokoić jeszcze bardziej. Nie miała pojęcia, kim mógł być On, ten, który tak bardzo chciał zdobyć jakieś informacje od jej starszej siostry, tej dobrej, porządnej Rossy. Wzbierał się w niej gniew na tę bezradność i tajemnicę, którą owiana był Jego sylwetka.
- Nie hipogryf? Ale przecież ojciec widział jej rany. Na zaświadczeniu z Munga też było tak napisane - odpowiedziała na jednym wydechu. - Co podejrzewasz?
Dla niej jeszcze nic nie miało w tej chwili sensu. Śmierci nie łączyła z powodem, dla którego Zakon został stworzony, bo Barty nie przypomniał jej jeszcze o tym, co stało się w dzień, gdy strażnicy z Ministerstwa zabrali ich do Tower. Pozostawało jej się tylko domyślać, że Fred wiedział zdecydowanie więcej od niej. I modlić się w duchu, żeby to nie okazało się czymś pokroju góry lodowej, którego malutki koniuszek wystawał zza linii wody, pozostałą część ukrywając dokładnie pod nią.
Wzięła głęboki wdech i rozejrzała się dookoła. Chciała stąd coś zabierać? Oczywiście oprócz tych najbardziej osobistych rzeczy. Spojrzała na wisiorek w kształcie maku z jednym, mniejszym płatkiem odchylonym nieco w dół. Poskładała papiery, zebrała wszystkie zdjęcia z komody. Nie było tego wiele.
- Fred, czy ona... - zmarszczyła brwi, wpatrując się uparcie w podłogę. - Czy ona wplątała się w coś, w co wplątać się wcale nie chciała? Czy zrobiła to celowo, doskonale wiedząc co robi?
To mieszkanie przerażało ją ilością tajemnic, jakie się w nim zagnieździły.




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   17.10.16 21:07

Mogłem się mylić. Nie – ja wręcz chciałem się mylić. Chciałem, aby wszystkie prawdopodobne scenariusze, które zaczęła podsuwać mi podświadomość, okazały się jedynie skutkiem zbyt wybujałej wyobraźni. Ale kolejne zapiski, które znalazły się w zasięgu mojego wzroku wcale nie chciały wyprowadzić mnie z tego paranoicznego podejrzenia. Nigdzie nie padały żadne konkretne imiona, aż w końcu natrafiłem na świstek, którego zapewne miałem nadzieję nie zobaczyć. Lakoniczna notatka bez treści, ale za to z bardzo dosadnym hasłem.
Czarny Pan.
Powoli, wręcz niechętnie, podałem pergamin Eileen, która najwyraźniej nie do końca pojmowała moje działania, jak i obawy.
- Rozumiem, że wypadki podczas pracy się zdarzają, nawet najlepszym w swoim fachu. Ale wyrosłem już ze ślepego ufania w przykre zbiegi okoliczności. - Zamilkłem na chwilę, czekając, aż młodsza Wilde rzuci okiem na notatkę. - Chciałbym porozmawiać z twoim ojcem. Może nawet poprosić kogoś z Zakonu, by sprawdził jego wspomnienia. Nie ufałbym też ślepo w świstek papieru, pod którym podpisał się jakiś uzdrowiciel. Choć chętnie dowiem się, kto potwierdził przyczynę zgonu. - Ściągnąłem brwi, w głowie już przeczesując listę nazwisk pracowników szpitala. - Nie chcę niczego zakładać. Wydawało mi się, że znałem Rossę dość dobrze, ale obawiam się, że mogłem trwać w wielkim błędzie. Jeśli nie słyszałaś jeszcze o Czarnym Panu, ani o Rycerzach Walpurgii, powinnaś wiedzieć, że... być może twoja siostra mogła być z nimi jakoś powiązana. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego. Nie wiem zbyt wiele o ich działaniach, ale nie są poplecznikami Grindewalda, zdają się też działać odrębnie od Ministerstwa Magii. Pewne jednak jest to, że łączy ich wrogość do mugoli oraz wszystkich, którzy świat niemagiczny uważają za równy naszemu. - Przerwałem, widząc, jak będąca w rozsypce Eileen rozpada się do reszty na moich oczach. Podszedłem bliżej, mocno otaczając ją swoimi ramionami, jakby gest ten pomógł zatrzymać, a przynajmniej spowolnić nieuchronny proces rozkładu. Staliśmy tak chwilę w milczeniu, oboje sparaliżowani, nieprzygotowani do tego, by zmierzyć się z prawdą. - Chodźmy stąd, Eileen. - Powiedziałem, uwalniając młodszą Wilde z uścisku. - Zabierzmy wszystko jak najszybciej i wynośmy się, zanim okaże się, że nie jesteśmy jedynymi zainteresowanymi rzeczami zalegającymi w mieszkaniu twojej siostry.
Na nieszczęście – mogłem być znacznie bliżej prawdy, niż nam się wydawało.

zt x2





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/u731contact https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   01.11.16 22:29

Para nr 03

Był późny wieczór, gdy Raiden otrzymał list, którego nie mógł zignorować. Był już po pracy, ale po rozpoznaniu charakteru pisma musiał przynajmniej częściowo wrócić do swoich obowiązków. Zdawkowa wiadomość wskazywała na informatora, który od dawna wzbogacał jego wiedzę i pomagał mu w istotnej sprawie. Niestety, nie udało się go nigdy przekonać na ujawnienie, czym z pewnością Carter zaskarbiłby sobie przychylność zwierzchnika w pracy. Aż do dziś. Tajemniczy list zawierał godzinę i miejsce spotkania. Raiden czym prędzej ruszył na wskazaną londyńską ulicę, a jedyną wskazówką jaką otrzymał odnośnie jego wyglądu miało być ostatnie wydanie Proroka Codziennego.

Vitalij miał ze sobą paczkę. Nie była to jednak przesyłka, którą miał komuś przekazać. Jej zawartość była niezwykle cenna, a klient obiecał za nią słono zapłacić. Niestety, ostatecznie nie pojawił się w umówionym miejscu, czego z pewnością w niedalekiej przyszłości pożałuje. Znał jednak kogoś kto zapłaciłby za to równie niezłą sumę i to z pocałowaniem ręki, ale stacjonował z dala od ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Kiedy pojawił się pod jego drzwiami, ktoś go zatrzymał — kobieta w podartym płaszczu, rozczochranych włosach obwiązanych kolorową chustą. Spod rękawów wystawały błyskotki, a jej palce ozdobione były różnorakimi pierścieniami. Chwyciła Vitalija za rękę i pociągnęła w swoją stronę.
— Nadchodzi dla ciebie trudny okres, pełen wyzwań i ciężkiej pracy. Przewrotny los postawi przed tobą sprawy, o których nie miałeś do tej pory pojęcia. To będzie wielkie ryzyko dla ciebie i twoich bliskich, ale jeśli ci się powiedzie, poznasz w końcu smak szczęścia i satysfakcji…— powiedziała szybko, nie patrząc na niego. Wbijała wzrok w jego dłoń, gładząc ją delikatnie, lecz nagle puściła ją, jakby zapłonęła ogniem. Cofnęła się, spoglądając na Vitalija, a z dziurawej torby wyciągnęła gazetę, którą mu wręczyła. — Kiedy przyjdzie po nią powiedz mu co chce wiedzieć, a nie pożałujesz! Rozegraj to mądrze.
Patrząc ze strachem w oczach na Karkakowa wycofała się i odeszła.

W tej samej chwili Raiden znalazł się we wskazanym miejscu. Wiedział, że tym razem ta osoba może mieć dla niego kluczowe informacje na temat brutalnego morderstwa szanowanej rodziny czarodziejów. Byli przyjaciółmi przełożonego, więc to sprawa najwyższej wagi. Gdyby udało się dorwać sprawcę i przedstawić informatora szefowi jako rzetelne źródło, z pewnością spotkałby się z premią, jeśli nie awansem w ramach zasług. Nie miał pojęcia, że mężczyzna z Prorokiem Codziennym, do którego szedł wcale nie był człowiekiem, którego szukał. Jego prawdziwy informator, ubrany w łachmany chwilę wcześniej wróżył przypadkowo spotkanemu człowiekowi z dłoni, po czym włożył znak rozpoznawczy w jego ręce i oddalił się, licząc, że Carter wreszcie da mu święty spokój. Ten jednak musiał dowiedzieć się kim jest sprawca morderstw i przekonać swoje źródło, by udało się z nim do ministerstwa by złożyć raport przed szefem departamentu.

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   28.12.16 12:07

5 kwietnia
Wszystko zaczynało się zmieniać. Marzec rozciągał się do niemożliwie długiego okresu. Zupełnie jakby trwał nie trzydzieści jeden, a sto dni. Śmierć Cilliana, ciąża Artis, cholerny John Carter. Co jeszcze miało się wydarzyć? Nie uwierzyłby, gdyby ktoś mu o tym powiedział jeszcze miesiąc temu, że tyle graniczących ze sobą wydarzeń może wydarzyć się w tak krótkim czasie. Tak samo sprawa związana z gangiem, który między innymi handlował młodymi czarownicami i mugolaczkami. Niewidzialna Ręka. Co za beznadziejna nazwa, ale Carter właśnie z nią musiał się mierzyć i to teraz. W najmniej odpowiednim momencie. Dodatkowo nie tylko tę sprawę miał na głowie. Przez chaos wywołany na referendum i później po opublikowaniu wyników, magiczny świat zwariował. Był wściekły. Niemożliwe żeby taki duży procent społeczeństwa zagłosował w ten sposób. Już nawet pięćdziesiąt procent byłoby podejrzane, ale ponad osiemdziesiąt?! Nie, nie. Coś było nie tak i można było to wyczuć na kilometr. Przekupstwo i korupcja, która trawiła Ministerstwo Magii niczym zgnilizna. Rozrastała się jak choroba weneryczna i nikt nie znał na nią lekarstwa. Raiden czuł jej swąd pod skórą praktycznie ciągle. Wszyscy biegali jak poparzeni nie tylko w biurze, ale również w pozostałych Departamentach. Biedacy pozbawieni pracy musieli sobie radzić na innych, mniej zajmujących stanowiskach. Widział ich twarze, rozmawiał z nimi i czuł oddech wielkiego stwora władzy na karku Wilhelminy Tuft. Jedyną pociechą w tym wszystkim była Sophia i Artis. Obie starały się w jakiś sposób załagodzić jego gniew, ale równocześnie zgadzały się z nim co do słowa. Bez nich możliwe że dałby się pochłonąć tej nienawiści i zbulwersowaniu zachowaniem Minister Magii, która wprost łgała. Dlatego niemal z wdzięcznością przyjął wiadomość o spotkaniu ze swoim informatorem, który przez jakiś czas słał mu jedynie anonimowe listy do Ministerstwa. Nigdy bezpośrednio. Utrudniało to dowiedzenie się kim był ów człowiek, ale teraz chciał wyjść z cienia. Czyżby coś mu groziło? Krety nigdy nie były mile widziane, a na pewno nie były łaskawie traktowane szczególnie w podziemnych kręgach. A może chciał zniknąć wcześniej dając mu coś cennego w zamian? Nie mógł zignorować tej wiadomości i mimo że już wychodził z pracy, wrócił do niej. Taka prawda, że nigdy też jej nie opuszczał. Urzędnikiem można był być w biurze. Gliną zostawało się zawsze. Wcisnął kartkę papieru do kieszeni i udał się we wskazane miejsce.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
14
16
0
0
0
35
4
2
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   30.12.16 2:45

Bardzo nie lubiłem, kiedy dogadany kupiec decydował, że jednak nie ma odwagi, żeby kupować coś nielegalnie. Zdarzało się to jednak czasem, a ja zostawałem z problemem towaru, którego zupełnie nie potrzebowałem. Nie musiałem wiedzieć, co było w środku. Przerażeni czarodziejscy kupcy nie zwykli nabywać nic racjonalnie. Skarabeusze, przeklęte pierścienie albo co gorsza ciastka. Zero racjonalnego myślenia. Na szczęście podobna ekstrawagancja zdarzała się na tyle często, by móc spokojnie znaleźć kogoś na zastępstwo spanikowanego nabywcy. Zazwyczaj jednak niestety nie na Nokturnie. I oto byłem. Szedłem bez zbytniego pośpiechu, miałem czas. Nie spodziewałem się jednak kobiety, która pojawiła się przede mną z wróżbą. Nie zwykłem lekceważyć takich rzeczy. Słuchałem uważnie, co wieszczka ma mi do przekazania. Jej wróżba jednak brzmiała jak typowa opowiastka wciskana naiwniakom w celu wyłudzenia od nich kilku galeonów. Kogo nie czekało nic trudnego w nadchodzącej przyszłości? Chyba tylko martwych. Druga część wróżby była jednak bardziej interesująca. Przez chwilę byłem nawet gotów uwierzyć w nawet w jej prawdziwość, wszak tylko głupcy igrają z przyszłością, jednak coś podpowiadało mi, że ubrana w łachmany kobieta zwyczajnie kłamie. Głównie dlatego że wróżbici nie mają w zwyczaju zdradzać swoich wizji przypadkowym osobom i odchodzić bez zapłaty. Co gorsza w moim kierunku najwyraźniej zmierzała kolejna osoba, z którą nie miałem ani czasu, ani ochoty rozmawiać. Przyszedł to w konkretnym celu i nie było nim urządzanie sobie pogaduszek z nieznajomymi napotkanymi na ulicy. Wyrzuciłem gazetę do najbliższego śmietnika i obejrzałem się w ślad za wróżbitką, która zniknęła gdzieś w alejce. Sprawdziłem czy nie uszkodziła paczki - przez przypadek albo celowo. Nie wyglądało jednak na to, by coś z nią było nie w porządku. Spojrzałem na mężczyznę, który właśnie zmierzał w moim kierunku. Miałem nadzieję, że nie będzie mi wróżył, dla odmiany z portfela, bo i takie przypadki się zdarzają.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   30.12.16 21:35

Jadąc szalonym Błędnym Rycerzem, nie mógł praktycznie się doczekać, aż trafi w odpowiednie miejsce. Przecież to mógł być przełom! Oby tylko ten tajemniczy człowiek mu nie uciekł ani się nie rozmyślił. Jeśli potrzebował pomocy, Raiden zamierzał zrobić wszystko co w jego mocy, by nie dopuścić, by coś mu się stało. Lub jej. Nie znał nawet płci owego kreta, ale nie miało to znaczenia. W tej chwili liczył się tylko czas i wyjaśnienia. Morderstwa tak wysokich szych nie mogły być przypadkowe. Przeglądając papiery sprawy, zwrócił uwagę na pewien ciekawy szczegół. Morderca był mańkutem. Wszystkie rany rzucono z lewej ręki. Ustalono to po dokładnej próbie odtworzenia sceny zbrodni. Akurat nikt nie żałował pieniędzy na akurat tę sprawę, zmuszając niemal Raidena do zostawienie swoich aktualnych zajęć. Dlaczego właśnie on? Nie wiedział... Było wielu innych gliniarzy, którzy z chęcią zaimponowaliby swojemu przełożonemu. Carterowi zależało jednak na rozwiązaniu sprawy. Nie poklasku. Który i tak już miał.
Wysiadając w odpowiedniej dzielnicy, praktycznie pobiegł w stronę wyznaczonego miejsca spotkania. Informator miał mieć ostatnie wydanie Proroka Codziennego jako znak rozpoznawczy. Może nie był to najlepszy kamuflaż, ale o tej godzinie, na tej melinie raczej nie spodziewał się wielu zapaleńców podobnej lektury. Dostrzegł przed sobą dwie majaczące postaci. Jedna z nich właśnie się odwracała, by wrzucić coś do śmietnika. Carter przyspieszył, by zobaczyć co to było. Prorok! Wyciągnął go i odszukał spojrzeniem nieznajomego.
- Hej! - rzucił do odchodzącego człowieka. Nie wyglądał na informatora. Do tego wyraz jego twarzy przypominał Raidenowi coś, co widział tylko parę razy w życiu. Twarz prawdziwego szaleńca i zwyrodnialca. Ktoś taki miał być jego kontaktem? Ale tylko on pasował do tego miejsca i to... Wyrzucił ten numer Proroka, ale nie miało to znaczenia. Większość się zgadzała. - To pańskie? - spytał, podbiegając do najwyraźniej chcącego zbiec mężczyzny. Nic z tego! Raiden zamierzał dostać odpowiedzi na swoje pytania. I to teraz.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
14
16
0
0
0
35
4
2
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   14.01.17 18:30

Odprowadziłem wzrokiem znikającą w tłumie rzekomą wróżbitkę. Nie negowałem nigdy potęgi płynącej z poznawania przyszłości, nie śmiałem wątpić w słowa wieszczek. Kobieta jednak niespecjalnie wzbudzała zaufanie. Znałem Cassandrę i na podstawie tej znajomości oceniałem innych wróżbitów. I nie wyobrażałem sobie darmowych porad przyszłościowych w wykonaniu kogokolwiek z trzecim okiem. To był niezwykły dar. Fascynujący wręcz. Uważnie zawsze słuchałem opowieści Lysy o jej wizjach. O lwach, które ucztowały na przerażonych sarnach i wilkach czających się w cieniach. Jej niejasne, niewiele innym mówiące stwierdzenia, że płowy wilk ostrzy kły albo wielki mors patrzy przerażony. Czasem zastanawiałem się, jak wyglądają wizje. Jak sny, w których patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi? Wydawały mi się być niezwykle blisko poezji. Pełne metafor i niedopowiedzeń. Noc raz ciemna, raz taka jasna, gwiazdami płonie. Pozostawało to dla mnie tajemnicą, umiejętność rozróżniania wizji od zwykłego, zagmatwanego snu, nadawanie znaczeń, odczytywanie ich. Wydawało mi się to nawet trudniejsze od samego zobaczenia przyszłości. Ileż to przykładów w historii na złą interpretację wyroków losu tylko po to, żeby pogrążyć się w sytuacji bez wyjścia. Odwróciłem wzrok na zmierzającego w moim kierunku mężczyznę. Mogłem zagrać w grę małej wróżbitki i zobaczyć, gdzie mnie zaprowadzi. W końcu nie należy kpić z losu, jakikolwiek by się nie trafiał, a któryś z pewnością mnie właśnie dopadał.
- Wygląda na to, że już tak - odparłem uśmiechając się z zainteresowaniem do nieznajomego. Tak naprawdę niespecjalnie obchodziło mnie, czego chciał, a jedynie kim był. - Chce pan poczytać?
Obserwowałem uważnie. Nie powinno igrać się z losem, byłem tego świadom. Nikt jednak nie powinien bronić patrzeć i tylko lekko prowokować zdarzenia. Zaspokajać swoją ciekawość choćby w niewielkim stopniu. Teraz musiałem czekać na to, co zdarzy się dalej. Niewiele zależało już ode mnie, a sam poruszałem się na gruncie wielce niepewnym. Zbyt grząskim, by pozwalać sobie na nieprzemyślane kroki.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   16.01.17 14:18

- Nie czytam tego - odparł Raiden, wzruszając ramionami i czując jak dopadł go chłód. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu po plecach przez co lekko się zatrząsł. W takich uliczkach jak ta powiewy zimnego wiatru były normą, ale ten był naprawdę paskudny. W sumie dobrze że nieznajomy nie postanowił brać nóg za pas, bo by musiał go gonić, a na to Carter nie miał ochoty. Zresztą sam się do niego zgłosił. Czy to nie oznaczało, że nie powinien uciekać? Potrzebował informacji, a ten tajemniczy człowiek? Ochrony czy chciał zniknąć? Cokolwiek by to nie było, Raiden nie zamierzał odpuszczać i chciał dowiedzieć się za wszelką cenę o co chodziło z tym listem, który dostał. - To pana miałem teraz spotkać? - spytał, przyglądając się nieznajomemu jakby z samego spojrzenia miał się dowiedzieć czy to był ten jego tajemniczy informator. Może i wyglądał na gościa z Ulicy Śmiertelnego Nokturnu, ale reszta pozostawała zagadką. Podejrzany typ w podejrzanym miejscu o podejrzanej godzinie? Jako gliniarz Carter nie wierzył w przypadki, chociaż wolał nie działać pochopnie. Wpierw musiał się upewnić czy się nie pomylił. Mała szansa, żeby ktoś w takim miejscy jak to chadzał z wydaniem Proroka Codziennego jak gdyby nigdy nic, ale zawsze istniała. Najwidoczniej jednak mężczyzna nie wydawał się wiedzieć, o co mu chodziło. Nie wiedział lub tak świetnie grał? Możliwe. Kolejne cholerne domysły... Policjant westchnął, po czym poprawił dłonie w kieszeniach płaszcza. - Pan przysłał mi dziś tę wiadomość?
Koniec z podchodami. Walnął prosto z mostu, po co go zatrzymał. Jeśli to on, to świetnie. Musieli sobie pogadać. Jeśli nie, Raiden nie zamierzał już marnować czasu i musiał szukać dalej.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
14
16
0
0
0
35
4
2
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   24.02.17 0:27

Wzruszyłem ramionami wyrzucając gazetę do niedalekiego śmietnika. I tak widziałem już ten numer Proroka krzyczący donośnie o niezwykłych zmianach wprowadzanych przez Ministerstwo, o referendum, o policji antymugolskiej. W gruncie rzeczy było to dość nudne. Kręciło się wokół jednego, oklepanego tematu, w którym absolutnie nic nie zmieniało. Rządzący od lat sprawiali tylko pozory realnego rozwiązywania problemów, gdy w rzeczywistości ich kolejne pomysły zapętlały się po pewnym czasie, prowadziły zawsze do punktu wyjścia. I tak bez przerwy. Wilhelina Tuft, jej poprzednicy i zapewne następcy nie będą potrafili zrobić nic z impasem, w którym znaleźliśmy się jako czarodziejska społeczność wieki temu. Prorok zaś zawsze był jedynie tubą propagandową dla Ministerstwa.
Przyglądałem się obcemu mężczyźnie zastanawiają się, ile w naszym spotkaniu przypadku, istnej wróżby magicznej, a ile zwykłego tchórzostwa ze strony rzekomego jasnowidza. Kolejne pytanie nieznajomego kazało mi skłonić się ku drugiej możliwości. Ktoś ewidentnie sobie z nami pogrywał. Kimkolwiek był mój rozmówca, został wystawiony. I to jeszcze ze mną.
- Albo mamy wspólnego wróżbitę, albo ktoś nas obu okłamał - stwierdziłem beznamiętnie poszukując jakiegoś błysku zrozumienia w oczach mężczyzny. Cała sytuacja była dość kuriozalna. Mógłbym zaufać tajemniczemu jasnowidzowi brnąc w kolejne kłamstwa, wmawianie, że jestem tym, kim nie byłem. Prawda zapewne na jaw nie wyszłaby zbyt szybko. A nawet jeśli, nie byłaby już moim problemem. Tylko nie podobała mi się idea podążania za radami kłamcy i krętacza. Szczególnie, że nie wysłałem żadnej wiadomości, a już w szczególności nie do całkowicie obcego mi szatyna.
- Nie - odparłem równie szczerze i prosto z mostu. W zasadzie miałem już pewność, że zostałem wrobiony w niechciane spotkanie na miejsce, pożal się Salazarze, wróżbity. Kimkolwiek był, cokolwiek chciał, nie chciałem brnąć w jego bagno. Szczególnie mając przy sobie przesyłkę, z którą niebezpiecznie było wychodzić poza Nokturn. Na miejscu człowieka, który się po nią nie zjawił, unikałbym siebie już zawsze. Zwłaszcza, jeśli okaże się, że czekają mnie przez nią niechciane i zupełnie mi aktualnie niepotrzebne reperkusje.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   25.02.17 10:59

Badał spojrzeniem tę straszną twarz, która zapewne w grymasie uśmiechu była jeszcze bardziej diaboliczna niż w gniewie. Sam nie wiedział, dlaczego przebiegał mu nieprzyjemny dreszcz po plecach za każdym razem, gdy nieznajomy się odzywał. Przeczucie czy po prostu dziwne zrządzenie losu? Czy nie było to zabawne? Sądzić, że właśnie ten typ spod ciemnej gwiazdy miałby dać mu jakiekolwiek informacje, których pożądał? Czy wyglądał na takiego, który zdradziłby plany ludzi, w których towarzystwie przebywał? Czy mógłby należeć do tych, którzy szukają sprawiedliwości? Raiden znał odpowiedzi na każde z tych pytań, a przynajmniej podświadomość wypychała jedno słowo na powierzchnię i to tak boleśnie dotkliwie, że nie można było tego zignorować. Nie. Tak silne jak wypalone piętno. Nie wiedział, dlaczego instynkt mówił mu, żeby uważać. Nie mógł jednak zatrzymać przypadkowego człowieka na ulicy. Pod jakim pretekstem? Zresztą nie zrobił nic złego. A przynajmniej w tej właśnie chwili, w tym miejscu. Zaraz jednak odrzucił te myśli, chociaż nie było to takie proste. Musiał się skupić na tu i teraz, a tu i teraz oznaczało otrzymanie informacji od odpowiedniego człowieka. A ten mężczyzna najwidoczniej nie miał pojęcia o czym Carter mówił. Mógł wyglądać przerażająco, ale Raiden i tak obserwował za dużo różnych ludzi, za dużo reakcji jak i mimiki twarz widział, by nie dostrzec prawdy. Nieznajomy nie był pod wrażeniem, nie starał się niczego ukryć - był niewzruszony. Wręcz obojętny.
- Rozumiem - odpowiedział zawiedziony, ale zaraz podchwycił jedno ze słów wypowiedzi mężczyzny. - Czy ktoś przekazał panu tę gazetę?
Czysta ciekawość chociaż prawda była taka, że Carter na zawsze już miał pozostać uczepliwy. Czepianie się słów było jego specjalnością, ale do wyciągania pochopnych wniosków było mu daleko. Zawsze warto było spróbować. Najwyżej uzna go za kompletnego kretyna, który gania za ludźmi po nocach. Nie zamierzał robić problemów temu obywatelowi. Potrzebował informacji, nie marnowania cennego czasu.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   27.05.17 13:12

W uliczce było ciemno, ale w kociej postaci widział o wiele więcej niż w ludzkiej. Czasem przemieniał się w kota dla własnej czystej przyjemności poznania zwierzęcej perspektywy, oglądania świata z punktu widzenia kota. Jego uczucia i emocje były wówczas ograniczone, co pozwalało na pewien czas zapomnieć o problemach, które przynosiły ze sobą ostatnie dni i obowiązki, które coraz bardziej się przed nim piętrzyły. W tych chwilach mógł zdawać się na czysty instynkt, choć przy tym zachowywał swoją ludzką świadomość, wiedział, kim był i gdzie się znajdował. Minęło dobrych kilka lat, odkąd opanował zdolność animagii i jego przemiany nie były już tak chaotyczne jak te pierwsze, podczas których czuł się tak dziwacznie i nie potrafił połapać się w tych wszystkich bodźcach, które odbierały jego nowe kocie zmysły.
Ta postać była też przydatna z innego względu – jako kot mógł z łatwością przedostać się niezauważony w różne miejsca, gdzie w ludzkiej postaci natychmiast zwróciłby na siebie uwagę. A koty... ich nikt nie zauważał, gdyż były powszechne w niemal każdym, nawet najbardziej zapuszczonym zakamarku Londynu, przemykające zaułkami cicho i bezszelestnie tak jak teraz on. Było to przydatne w jego pracy aurora, gdzie umiejętność maskowania się i dostawania w trudno dostępne miejsca była bardzo ceniona. Już nie raz i nie dwa udało mu się dzięki temu zdobyć cenne informacje.
Wtedy, gdy skręcił w kolejną uliczkę, jego czujne uszy nagle wychwyciły głosy i nowe zapachy odcinające się od stęchłej woni ulicy. Podniósł nieco wyżej łebek i poruszył wąsikami, nasłuchując i węsząc. Dwie osoby, mężczyźni. Czyżby ci, których chciał dziś poobserwować? W końcu nie znalazł się tu całkowicie bez powodu. Jakkolwiek lubił przemykać przez Londyn jako kot, dzisiaj szukał konkretnej osoby, której miał za zadanie się przyjrzeć.
Ostrożnie przemykał wzdłuż ściany, dzięki czarnej sierści wtapiając się w ciemność. Słyszał głosy coraz wyraźniej, jeszcze chwila, i będzie mógł dokładniej przyjrzeć się twarzom mężczyzn i wychwycić ich wymianę zdań, by ocenić, czy któryś z nich jest tym, którego szukał... Kiedy nagle znowu wyczuł kolejny zapach i usłyszał głośne prychnięcie, po czym zza pobliskiego zardzewiałego kubła na śmieci wyskoczył prawdziwy kocur, który rzucił się na intruza. Animag ledwo uchylił się przed jego pazurami i zjeżył się, nie mając ochoty na tę konfrontację, w której zapewne byłby przegrany, a nie mógł teraz odzyskać ludzkiej formy, by przepędzić agresywnego kota. Niestety podczas swojego odwrotu wpadł na kubeł, strącając z niego powgniatane wieko, które z zadziwiająco głośnym łoskotem uderzyło w brudną, wilgotną kostkę brukową. Koci napastnik prychnął i umknął w przeciwnym kierunku, ale animag kontynuował swój odwrót i poszukiwanie kryjówki z dala od wzroku mężczyzn. Zapewne i tak został zauważony i musiał poczekać, zanim będzie mógł wrócić do przerwanego przez niefortunny zbieg okoliczności zadania. Oby okazało się, że żaden z mężczyzn nie był jego poszukiwanym...




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   31.05.17 10:50

Dziwna sprawa. Nie podejrzewał, że aż tak postać informatora postanowi go wykiwać, chociaż mogło się to zapowiadać na naprawdę interesujące spotkanie. W końcu mieli już przełomowe odkrycia w sprawie. Dlaczego więc ta osoba nagle zmieniła zdanie? Może się bała? A może zwyczajnie chciała uciec albo go tu zwabić. Cokolwiek by to nie było, musiał obejść się smakiem, chociaż jeszcze nie pogodził się z porażką. Nie zamierzał odwrócić się i odejść, nie wiedząc czy była szansa na dowiedzenie się, co z informatorem. Potrzebował tych informacji i nie chodziło wcale o to, żeby zabłysnąć przed Sinnerem. Miał wiele innych cenniejszych spraw, ale Carter lubił doprowadzać wszystko do końca. Szczególnie gdy zależało mu na czasie. Nie znajdował się w Anglii zbyt długo, ale zdołał się przekonać, że przestępczość na ojczystej ziemi nie różniła się tak diametralnie od tej w Ameryce. Oczywiście że były małe różnice, ale z łatwością potrafił znowu wczuć się w swoją rolę. Początkowo był nieco zdezorientowany przez śmierć rodziców, ale właśnie praca była jego lekarstwem. Mogąc analizować, odsuwał na bok emocje i skupiał się na faktach. Tak jak i przy tej sprawie, która była jak nieprzyjemny odcisk nie dający się wyleczyć. Mógł przecież być tak blisko rozwiązania i gdy miało dojść do spotkania, musiał się paskudnie rozczarować. To powodowało niesmak, którego Carter nie mógł się pozbyć. Dlatego zamierzał jeszcze pomęczyć nieznajomego o człowieka, który przekazał mu gazetę. Nie zdążył jednak odezwać się ponownie, gdy nagle usłyszał jakiegoś poruszenie za plecami. Raiden odwrócił się, by spojrzeć w tamtą stronę. Zauważył dwa zjeżone koty, które były powodem hałasu roznoszącego się po całej uliczce. Nie było to coś specjalnie niesamowitego, ale spowodowało, że jego towarzysz zdążył odejść. Policjant przeklął głupie zwierzęta i skierował się w stronę przeciwną od tej którą przyszedł. A mogło być tak pięknie... Cóż. Skoro mijany mężczyzna dopiero co się tutaj pojawił, oznaczało, że poszukiwana osoba nie mogła odejść zbyt daleko. Czy tego chciała czy nie - zamierzał jej szukać dalej. Zaklął w myślach raz jeszcze i poszedł dalej, mając nadzieję, że zauważy coś, co pomogłoby mu znaleźć swoją zgubę. Niech to szlag.

|zt x2




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Valerij Dolohov
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4909-dolohov-budowa#106821 https://www.morsmordre.net/t5027-valerij-dolohov#107940 https://www.morsmordre.net/t5028-wybuchowy-alchemik#107941 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t5026-valerij-dolohov
Alchemik, złodziej
30
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
6
2
29
0
0
6
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   13.09.17 20:08

|Noc z 11 na 12 maja

Lubił gdy wszystko miało swoje miejsce, było uporządkowane. Począwszy od myśli, poprzez fiolki w składziku, skończywszy na mapach, które nie powinny być tam gdzie były. Do tego nie należało jednak podchodzić szybko, nie należało się śpieszyć. Dlatego od dnia zebrania pozwolił sobie na dokładne przemyślenia co do zadania którego się podjął. Świat mugoli był dziwny, rozpraszający, nieplastyczny. Ciekawy jeśli rozpatrywało się przyjmowaną przez niego niemagiczną, toporną formę, lecz zacofany gdy spoglądało się na niego okiem uczonego. Należało więc być ostrożnym, a Valerij taki właśnie był. Nim zabrał się za obmyślanie w jaki sposób postanowi ukraść to co planował ukraść poświęcił odpowiednio dużo czasu by zrozumieć - skąd. Gdzie też miało się znajdować miejsce w którym mugolacy składowali takie pergaminy, mapy. Pierwsze co mu przyszło do głowy to biblioteka, lecz to było głupie. Co prawda mugolacy też posiadali książki oraz miejsca podobne do magicznych bibliotek, lecz na chłopski rozum wątpliwym było by posiadali tam mapy budynków niemieszkalnych, czy jakichkolwiek innych budynków. W Samych magicznych bibliotekach dostępne były schematy wnętrz najważniejszych zabytków. i to częściowo. budynek stojący w zapyziałej części portu...cóż, nie żeby to było nie niemożliwe, lecz szansa na znalezienie dokładnych planów tego czegoś były nikłe. wody na ziemi było jednak pod dostatkiem, a źródeł wiele. Wystarczyło się tylko rozejrzeć, wykazać odrobiną skrupulatności i samozaparcia by wywabić odpowiedzi/. tak tez było i tym razem. Rosjanin doszedł bowiem do informacji, że mugole składują podobne rzeczy w urzędach. Były to małe pokraczne kamienice czasem nieco szersze bądź wyższe od mugolskiego gniazda. To trochę uspokajało Valerijego i dodawało mu pewności. Czasem towarzyszył bratu w plądrowaniu mogolskich domów. Dziwnie było to robić tym razem samemu, jednak starał się o tym nie myśleć.
Kolejny dzień stracił na doprecyzowaniu tego, który to urząd i gdzie go w Londynie szukać. Nie było to trudne, lecz takie...niepraktyczne. no ale cóż. Nie posiadali magicznych szafek mieszczących każdą ilość dokumentów więc dało się to jakoś zrozumieć.Właśnie, z tego samego powodu Valerij jeszcze raz upewnił się do zapisu nazwy elektrowni i ulicy przy której się znajdowała. W końcu skoro nie posiadali magicznego archiwum to zapowiadały się żmudne poszukiwania.
Dolohov po przejściu fazy przygotowywań do podjęcia się przygotowań udał się na miotle do mugolskiego świata. Oczywiście uczynił to nocą, kiedy mugolskie wynalazki spały w przydomowych jaskiniach pod czujnym okiem swych właścicieli. Wylądował w jednej z wąskich uliczek, dwieście metrów od wejścia głównego. Nie miał zamiaru z niego jednak korzystać. Tak samo jak sceptycznie podchodził do siłowania się z zamkiem od drzwi pracowniczych. Trzymając się cienia i mroku obszedł budynek myśląc co dalej. Ostatecznie zdecydował się na sforsowanie okna. Wyjął narzędzia, które pomogły mu otworzyć szklaną taflę w drewnianej oprawie od zewnątrz. Do środka nie wpełzł jednak od razu. Przed tym, sięgnął do wewnętrznej kieszonki swojej szaty i wyciągną z niej jedna jedną fiolkę eliksiru kociego kroku. Roztworzył i zażył go. Odczekał po tym chwilę, a gdy był pewien że eliksir działa to podskoczył, zaparł się dłońmi na parapecie i podciągnął się wtarabaniając lądując miękko na podłodze niczym obłoczek. Tak. eliksir zdecydowanie działał. Valdek orientując się, że znajdował się w czyimś gabinecie starał się ostrożnie z niego wyjść i podążyć w stronę archiwum nim niefortunnie spotka się z jakimś stróżem. Obrane ścieżki i tropy kierowały go do piwnicy, a tam po raz kolejny napotkał przeszkodę. Trzy pary różnych drzwi...Dolohov zmarszczył czoło próbując zrozumieć po co, dlaczego...? Zreflektował się zaraz, że to nie czas i miejsce. Po prostu wybrał jedną parę drzwi z trzech i zabrał się za ich rozkluczowywanie, mając nadzieję, że za nimi znajdzie to czego poszukiwał - mapy dotyczących podziemi elektrowni z których wyczuto anomalie.

|Wykonuję a) dot. map zejścia do podziemi sposobem e) wykradnięcie odpowiednich dokumentów (st 75, dodajemy biegłość ukrywania się i zręcznych rąk łącznie);
|moje bonusy do rzutu: +5 biegłość zręczne ręce (poziom I), +10 biegłość ukrywanie się (poziom II), +26 do ukrywania się po zażyciu eliksiru kociego kroku


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   13.09.17 20:08

The member 'Valerij Dolohov' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 2


Powrót do góry Go down
 

Boczna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18