Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Las   17.07.17 1:24

Las

Świeże powietrze, cisza, spokój. Tak można by opisać las znajdujący się poza granicami miasta. Schodząc ze ścieżki i idąc po suchych liściach, po okolicy roznosi się charakterystyczny, jakże przyjemny dla ucha, szelest. Jest to miejsce dość odosobnione, a jasność zależy od ilości padających promieni słonecznych. Oczywiście żyją tu dzikie stworzenia, które można spotkać na swojej drodze i prędzej natrafi się na wiewiórkę czy sarnę, niż nieśmiałka pilnującego jednego z drzew. Wprawne oko czarodzieja, znającego się na magicznych stworzeniach, dostrzeże chochlika kornwalijskiego ukrywającego się w bujnych koronach, a podczas pełni na nieostrożnych czyhają wilkołaki. Jest to jednak piękne i, w gruncie rzeczy, bezpieczne miejsce. Warte odwiedzenia, gdy chce się odetchnąć od zgiełku miasta.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Las   02.08.17 18:51

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: Tej nocy, z kwietnia na maj, na niebie grzmiało wiele wyładowań, choć nie wyglądały na zwykłe wyładowania atmosferyczne. Nagle dostrzegłaś pajęczynę splecionych błyskawic, które pochłonęły wszystko w okół ciebie; uderzyły w pomieszczenie, w którym się znajdowałaś lub otoczyły cię na zewnątrz. Znalazłaś się w samym centrum dziwnego zdarzenia, nie miałaś szans na ucieczkę - wpierw poczułaś przeszywający ból, dopiero potem utraciłaś przytomność. Ktoś musi cię ocucić.
Obrażenia: oparzenia (120) od czarnej magii

Postać B: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Najpierw usłyszałaś hałas, dopiero później zatrzęsło się pomieszczenie, w którym się znajdowałaś. Dostrzegłaś grudy tynku opadające z sufitu, poczułaś impulsy pod stopami, dostrzegłeś walące się ściany, aż w końcu: sufit opadł ci na głowę. Obudziłaś się w gruzach i pozostałościach tego pomieszczenia daleko od miejsca, w którym się to wydarzyło.
Obrażenia: tłuczone (100) od czarnej magii


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Las   30.08.17 12:27

/przepraszam, że tak późno Sad

Spałam spokojnie w swoim domu, choć spokój to słowo użyte trochę w przesadzie. Na pewno koszmary nie nękały mnie aż tak straszne odkąd zamieniłam swoją samotnię na dzielenie się życiem ze wspaniałym mężczyzną, ale jednak nie mogłam się ich pozbyć tak nagle. Dzisiejsza noc okazała się być szczególnie drażliwa, wręcz inna od tych, które przeżywałam do tej pory. Zbudził mnie potworny hałas, który jak dotąd sądziłam miał swoje źródło w mojej własnej głowie. Zdziwiłam się, że to wszystko nagle stało się tak mocno rzeczywiste. Otworzyłam oczy przerażona, kurczowo trzymając się pościeli. Rozejrzałam się dookoła, ale dostrzegłam jedynie wszechogarniającą ciemność. Zdławiłam w sobie krzyk cisnący się do gardła, aż zaczęło się trząść całe pomieszczenie. Wstałam, choć nie miało to sensu, zaczęłam trząść się razem z fundamentami. Próbowałam krzyczeć coś do Aarona, ale nie wiem czy mi odpowiedział; przez ten donośny harmider nie byłam w stanie niczego dosłyszeć. Niczego prócz opadającego tynku oraz bicia własnego serca. Przestąpiłam kilka chwiejnych kroków po różdżkę, gorączkowo ściskając jej rękojeść.
- Protego totalum! – Usiłowałam wyczarować tarczę, która mogłaby mnie ochronić przed spadającym sufitem, ale ledwie błysnął promień zaklęcia, a ja musiałam stracić przytomność. Na pewno zbyt długo zwlekałam, ale rzucanie czarów w takich warunkach musiało skończyć się katastrofą.
Pojawiła się więc kolejna ciemność, choć zupełnie odmienna od tamtej panującej w sypialni. A chwilę (czy na pewno?) później mglista jasność kiedy otwierałam oczy. Odkaszlnęłam, czując nieprzyjemny pył na ustach oraz języku, podniosłam się do pozycji siedzącej. Złapałam się za bolącą głowę, choć bolało mnie całe ciało. Dostrzegłam gruzy dookoła, które bardzo mi się nie podobały. Czy nasz dom jeszcze stał? Co z Aaronem? Co z Jowiszem?
- Aaron? Jowisz! – zaczęłam nawoływać ile tylko miałam sił w płucach. Dostrzegłam leżącą obok różdżkę, którą szybko chwyciłam. Drżącymi nogami stanęłam w pozycji pionowej opierając się o jakieś drzewo. Gdzie ja do cholery byłam? Gdzie mój mąż, gdzie mój pies? Starałam się rozejrzeć dookoła, ale jedyne, na co natrafiłam, to nieprzytomne ciało nieznanej mi kobiety. Świetnie, jeszcze tego mi tutaj brakowało. Podeszłam do niej, kucnęłam podwijając długą koszulę nocną i wzięłam głęboki wdech. Nawoływania nie pomogły, dlatego musiałam uderzyć ją w twarz, ale miałam lekkie wyrzuty sumienia na myśl, że jest poparzona. Musiała się jednak wziąć w garść, sama sobie nie poradzę z powrotem do domu.

/130/230, kara -20





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Las   02.12.17 0:45

To była najdziwniejsza noc w jej życiu.
Właśnie zasypiała, kiedy nagle stało się to. Tylko na początku myślała, że to jakiś bardzo dziwny sen. Ostatnimi czasy miała sporo stresów, była wciąż młoda i podatna na targające nią lęki, każące ze strachem wertować stronice gazet w poszukiwaniu kolejnych złych wieści, chociaż zawsze miała nadzieję, że tym razem żadnych nie znajdzie. Że może to tylko jej paranoja, sprawiająca, że opuszczała dom z lękiem i szukała coraz to nowych sposobów uciekania od tak brzydkiej rzeczywistości. Mało to ludzi znikało bez śladu lub znajdowało się martwymi? Miała co prawda czystą krew, tylko czy to sprawiało, że miała być bezpieczna?
Tym razem opuściła go jednak nie z własnej woli. Jakaś siła wyrwała ją z łóżka; musiała stracić przytomność, bo ten moment rozmywał się w jej umyśle i ocknęła się dopiero na twardym podłożu, początkowo myśląc jeszcze, że to naprawdę sen. Wyjątkowo dziwny i zaskakująco świadomy jak na senne widziadło. Ciało ją bolało, w dodatku jakieś twarde przedmioty wbijały się w jej plecy. I było zimno i gorąco jednocześnie. Jęknęła głośno i otworzyła oczy, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że jest... w lesie?
Tak, to musiał być las. Problem w tym, że w okolicach jej domu żadnego nie było. Całe otoczenie było pogrążone w ciemności i obce, co zaniepokoiło ją jeszcze bardziej. Z jej ust wyrwał się stłumiony pisk; nie należała do najodważniejszych osób. Rzadko bywała w takich miejscach, a już na pewno nie o takiej porze ani w taki sposób. Nigdy dotąd nie zdarzyło jej się zniknąć bezwiednie w środku nocy... i dlaczego tak ją bolało ciało? Czuła się, jakby spadła z dużej wysokości, pewnie była cała w siniakach.
Ale chwilę później usłyszała dobiegający z niedaleka kobiecy głos, wołający coś, tak jakby czyjeś imiona. Na chwilę zamarła w przestrachu, niepewna, kto się tam czai. Leżała nieruchomo, wyczuwając, że to co uwierało ją w plecy to leżące na ziemi szyszki i igliwie. Wokół widziała tylko drzewa, niczego znajomego, co mogłoby ją podnieść na duchu i uspokoić po tym dziwnym zajściu. Nie pamiętała kiedy ostatni raz się tak bała, możliwe że nigdy. To naprawdę było jak koszmarny sen, ale nie potrafiła się z niego wybudzić.
Dopiero po chwili zdecydowała się lekko unieść. Usiadła, po czym zaczęła na czworakach zbliżać się do zarośli zza których słyszała głos. Igły wbijały się w jej dłonie i kolana, a ciało drżało pod materiałem koszuli nocnej i szlafroka.
- Jest tam ktoś? – wykrztusiła w końcu, mając nadzieję, że nie jest to nikt o złych zamiarach, a ktoś, kto mógłby jej pomóc się stąd wydostać. Cokolwiek się stało, chciała wrócić do domu.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Las   21.12.17 13:18

Kobieta nie otwierała oczu. Siedziałam tak nad nią dobre kilka minut, powoli tracąc nadzieję. Co, jeśli zmarła? Nieprzyjemny dreszcz przeszedł po całym moim ciele, powodując kolejną falę bólu głowy. Czułam się, jakby cały dom zwalił mi się na łeb i to dosłownie. Ujęłam bolące miejsce odczuwając narastające pulsowanie w płacie czołowym i nie tylko. Przeklęłam pod nosem szukając rozwiązania. Musiał być jakiś sposób, by wydostać się z tego koszmaru. Nawet się uszczypnęłam w rękę, ale oba bóle były za bardzo realne.
Wtem usłyszałam kobiecy głos w oddali. Zamarłam na chwilę, mocniej zaciskając palce na różdżce. Kto to był? Nie widziałam, by ktoś jeszcze krzątał się po lesie. Wyostrzyłam wzrok uważnie nasłuchując. Do moich uszu dotarł szelest rozchylanych liści oraz szurania po leśnej ściółce. Przełożyłam drewno robinii do wiodącej dłoni. Podniosłam się, chcąc mieć lepszą widoczność. Tylko na chwilę zerknęłam w stronę nieprzytomnej nadal kobiety, zaraz powróciłam do obserwacji. Wreszcie namierzyłam intruza.
- Czego chcesz? – spytałam zdenerwowana. – Lepiej odejdź, mam różdżkę i nie zawaham się jej użyć – dodałam równie głośno, z całą stanowczością. Nie chciałam, by ktoś mnie skrzywdził. Musiałam się bronić. Nas? Nie wiedziałam co z leżącą kobietą. Nie wiedziałam też jak ją przetransportować skoro nie odzyskiwała przytomności.
Co tu się u licha działo? I dlaczego? Myśli miałam rozbiegane w każdą możliwą stronę, serce biło mi jak oszalałe, a wątpliwości narastały z każdą chwilą. Wyciągnęłam robinię przed siebie, zgodnie z wypowiedzianą przed chwilą groźbą. Gotowa byłam do unieszkodliwienia napastniczki. Byłam zbyt nieufna, by choćby przez myśl mi przeszła możliwość o kolejnej ofierze tajemniczych wydarzeń. Ne wierzyłam w przypadki, zrządzenia losu oraz inne bzdury. Może to była zjawa? Albo czarnoksiężnik, który nas tu zesłał, a teraz mamił nierealną wizją? Możliwości było wiele, odpowiedzi nie istniały. Lub nikt nie odważył się ich powiedzieć na głos. Szkoda, bo mogłyby akurat wiele wyjaśnić; przeszedł mnie kolejny dreszcz kiedy przypominałam sobie pewne chwile z przeszłości, gdzie tak wiele detali zgadzało się z moim aktualnym położeniem. Zrobiłam wbrew zasadom, powinnam sama zaczaić się na zagrożenie, ale było już za późno. Krzyk został rzucony w przestrzeń.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Las   22.12.17 23:07

Dziewczyna wciąż była wystraszona, ale zmusiła swoje ciało do uniesienia się. Och, skąd ona wzięła się w tym obcym lesie? I dlaczego była taka obolała? Kiedy wieczorem kładła się spać, z pewnością czuła się dobrze. I nie spodziewała się, że może obudzić się w innym miejscu niż jej własne łóżko, w którym zasypiała każdego wieczora. Nigdy nie zdarzyło jej się lunatykować, nie cierpiała też jak dotąd na czkawkę teleportacyjną. Odruchowo przesunęła też dłońmi po ciele, z niepewnością szukając na skórze ran. Nie wyczuła rozcięć ani krwi, ale niektóre miejsca na jej skórze były bolesne. Gdyby w pobliżu było jakieś źródło światła, z pewnością mogłaby zauważyć na niej siniaki. Nie mogła się jednak rozszczepić, wtedy na pewno bolałoby bardziej. Słyszała kiedyś o rozszczepieniu i miała nadzieję że sama go nigdy nie doświadczy.
Przesuwała się niemrawo, cała drżąc z niepokoju. Miała ochotę krzyczeć i płakać, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku kazały jej zagryźć usta i być cicho. W końcu nie wiadomo, kto się tam czaił, nierozsądnym było prowokowanie tej osoby do ataku. Bała się naprawdę mocno, ale desperacko pragnęła wrócić do domu, cokolwiek się działo i gdziekolwiek była. Och, chciała znaleźć się z powrotem w łóżku, chciała, żeby to się okazało tylko snem! Ale niestety nadal się nie budziła.
Zza zarośli po chwili dobiegł zdenerwowany głos. Kobiecy. Tam była jakaś inna kobieta, czarownica, biorąc pod uwagę fakt, że mówiła o różdżce i groziła, że może jej użyć. A dziewczyna nawet nie miała przy sobie swojej, w końcu została wyrwana z łóżka, a różdżka zapewne pozostała na nocnym stoliku. Była bezbronna.
- P-Proszę, n-nic mi nie rób! – pisnęła, wyciągając ręce w górę, by pokazać, że nie miała w nich różdżki i nie miała zamiaru atakować. Kobieta być może była równie zdezorientowana jak ona, tak jej się przynajmniej wydawało, choć początkowo myślała, że trafiła na jakąś amatorkę nocnych spacerów po lesie.
- Trafiłam tu... sama nie wiem jak! N-nie wiem, co się stało! – jęknęła, wysuwając się zza zarośli. Wciąż nie czuła się na siłach, by wstać, bo miała wrażenie, że jak tylko to zrobi rozdygotane nogi ugną się pod nią w kolanach. – Spałam spokojnie w... w swoim domu... I nagle wylądowałam tutaj – ciągnęła, mając nadzieję, że nieznajoma kobieta nie rzuci na nią jakiegoś brzydkiego zaklęcia. I że może jej pomoże.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Las   07.01.18 20:04

Nie tylko ona była wystraszona. Też byłam, ale nie mogłam pozwolić na to, by strach mną zawładnął. I stłamsił zdrowe odruchy, które jeszcze posiadałam. W niewielkiej ilości, bo wciąż byłam otępiała przez spadający sufit, ale zachowywałam się jeszcze w miarę trzeźwo. Nie przeszkadzał mi las będący wręcz moim naturalnym środowiskiem, a fakt, że teraz nie miałam jednej poszkodowanej na głowie, a dwie. Dobrze, że przynajmniej jedna z nich była przytomna. Niestety to sprawiało, że była jawnym zagrożeniem, zarówno dla mnie jak i leżącej na ściółce czarownicy. Nie przestawałam mierzyć w drugą nieznajomą różdżką, wierząc, że ta broń była w stanie zapewnić mi bezpieczeństwo. Gdybym tylko wiedziała, że to magia była winowajcą tego dramatycznego zdarzenia i że od tej chwili zacznie nam płatać niezbyt miłe psikusy, straciłabym na pewności siebie prezentowanej w tamtym momencie. Różdżka była gwarantem, że nic mi się nie stanie dopóki ją miałam.
Wreszcie buta oraz arogancja opadły, kiedy usłyszałam rozemocjonowane słowa tamtej kobiety, a potem zauważyłam wyciągnięte w górę ręce. Chyba faktycznie nie miała złych zamiarów. Patrzyłam jednak na nią mocno podejrzliwie, oglądając od stóp do głów, koncentrując się przeważnie na twarzy. Chciałam wyczytać z niej czy na pewno mnie nie okłamuje; zwykle byłam na tyle spostrzegawcza, że potrafiłam to zrobić.
- Też spałam, aż sufit osunął mi się na głowę. I obudziłam się tutaj – odparłam w końcu, nieznacznie opuszczając rękę z magicznym drewnem między palcami. – Znasz się na medycynie? Próbowałam ją ocucić, ale dalej jest nieprzytomna – dodałam, wskazując na leżącą za mną nieznajomą. Może już nie żyła? Nawet jeśli, to nie powinnam zostawiać jej ciała na pastwę dzikich zwierząt; z drugiej strony kiedy te wyczują padlinę, zejdą się tu prędzej niż zdążymy pomyśleć co dalej. Dlatego przygryzłam usta nie będąc pewną co dalej.
Na szczęście wybawienie nadeszło chwilę później. Uniosłam znów różdżkę w miejsce, gdzie usłyszałam hałas. Zza zarośli wyszedł mężczyzna, leśniczy jak się okazało. Usłyszał dziwne dźwięki oraz zobaczył niecodzienne światła i łuny na horyzoncie, więc poszedł sprawdzić co się stało. Wziął nieprzytomną czarownicę na ręce i dzięki niemu mogłyśmy odnaleźć drogę wyjścia z lasu.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Las   08.01.18 0:17

Sytuacja niewątpliwie znacząco odbiegała od normalnej. Nie wiadomo, jak to się stało, że trzy zupełnie obce sobie kobiety nagle trafiły do tego lasu. Dziewczyna nie miała pojęcia że to zaledwie początek kłopotów, że kolejne dni upłyną pod znakiem nieustającego niepokoju i strachu przed złą magią, która będzie stanowić zagrożenie nawet podczas używania zwykłych zaklęć.
Teraz była skupiona na tu i teraz, nie myślała jeszcze o tym co będzie jutro, za tydzień czy za miesiąc. Drżała jak galareta na ściółce, obawiając się że ta zdecydowanie niechciana przygoda nie skończy się tylko na wylądowaniu w tym lesie ale też na oberwaniu jakimś zaklęciem. Zerkała z niepokojem na celującą w nią różdżkę; sama była nieuzbrojona więc nawet nie mogła obronić się przed ewentualnym atakiem. Chyba że próbując uciekać na bosaka przez ten obcy, nieznany jej las. To chyba nie był najlepszy pomysł, bo przecież w lesie mogły czaić się dzikie zwierzęta, pomijając już fakt że nie była odpowiednio ubrana ani przygotowana i nie znała okolicy, więc bardziej prawdopodobne było że jeszcze bardziej się zgubi. Lepiej już było zostać tutaj, mając nadzieję, że może druga kobieta znajdzie sposób jak się stąd wydostać.
- To... to naprawdę dziwne, to co się stało. Ja... nic nie rozumiem. Zupełnie nic... Nie wiem, dlaczego tu jesteśmy... – wydukała, a jej głos wciąż mocno drżał. Po chwili przełknęła głośno ślinę i mimowolnie przeniosła spojrzenie z kobiety z różdżką na drugą nieprzytomną sylwetkę. – Niestety... Nie wiem zbyt wiele. Nie umiem... leczyć – szepnęła. Zawsze była za bardzo panikarą by choć pomyśleć o karierze uzdrowicielki. To zdecydowanie nie było dla niej, raczej należała do osób które na widok krwi malowniczo mdlały a w kryzysowych sytuacjach traciły głowę.
Ale szczęśliwie dla nich okazało się, że chwilę później nadeszło wybawienie w postaci postawnego mężczyzny, leśniczego który najwyraźniej przechodził w okolicy i może usłyszał zamieszanie. Wziął na ręce nieprzytomną kobietę, a przerażona młódka i druga z kobiet mogły ruszyć za nim; obiecał im że wyprowadzi je z lasu i zapewni transport w bezpieczne miejsce. Starała się dotrzymać mu kroku, choć wciąż zastanawiała się co się w ogóle stało. Głos jednak uwiązł jej w końcu w gardle i umilkła, tylko zerkając to na kobietę, to na mężczyznę, który niedługo później wyprowadził je z lasu.

| zt.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Las   07.02.18 20:02

20 V 1956

Miejski zgiełk zdołał go przytłoczyć ponownie. Stało się to tak po prostu i nagle, gdy nagromadzone zewsząd bodźce uderzyły go wówczas, gdy opuszczał ministerialne mury po godzinie piętnastej. Za dużo było dźwięków, najbardziej jednak rażące było głośne trąbienie słyszalne gdzieś w oddali, mimo to niestłumione przez ludzki szum. I zapachy były rażące, powietrze zdawało się zbyt ciężkie, wypełnione wonią dymu, spalin, potem motłochu. Kolory zaś zdawały się bardziej jaskrawe niż zwykle, choć przez ich mnogość i tak najbardziej przebijała się szarość budynków, dróg, chodników, ale i szarość obliczy przechodniów pełnych beznamiętności, niezadowolenia. Wszystko to nie pasowało do pogody – do tych życiodajnych promieni słonecznych muskających lekkim ciepłem wszystko na swej drodze i spokojnego błękitu nieba. Ucieczka była jedynym rozwiązaniem. Nie zastanawiał się wiele, decyzję o teleportowaniu się jak najdalej podjął szybko. Odnalazł spokojne miejsce w wąskiej uliczce, z dala od ludzkich oczu i ścisnął swą różdżkę w dłoni, w myślach wizualizując cel podróży, wybrany pod wpływem chwili.
Gdy tylko poczuł solidny grunt pod nogami, zaraz otworzył oczy, aby rozejrzeć się wokół. Sceneria zmieniła się drastycznie, teraz zewsząd otaczała go zieleń. W leśnym labiryncie łatwo przyszło mu się odnaleźć. Z błogością zaciągnął się świeżym powietrzem, następnie wypuścił je z płuc bez żalu tylko dzięki świadomości, że znów przyjdzie mu się nim rozkoszować. Podążył niezbyt wydeptaną leśną ścieżką, próbują zidentyfikować las, w którym właśnie się znajdował. Bujne korony wysokich drzew sprawiały, że rzadko wyłapywał spojrzeniem nieliczne luki, dzięki czemu błękit nieba przełamywał soczystą zieleń. Ogarnął go jednak spokój, nawet jeśli uparcie trzymał w dłoni różdżkę.
Szelest leśnej ściółki, który stawał się coraz głośniejszy podpowiadał mu, że ktoś się do niego zbliża. Po powolnym tempie chodu przypuszczał, że nic mu nie zagraża, więc śmiało zszedł ze ścieżki, aby wyjść naprzeciw źródłu dźwięku, być może na spotkanie innej zbłąkanej duszy, choć raczej spodziewał się ujrzeć wędrującą o leśnym labiryncie sarnę. Kiedy jednak cel ukazał się jego oczom, na chwilę zamarł w bezruchu, zaskoczony widokiem, jaki zastał. Panna z magicznym wierzchowcem kroczącym przy jej boku nie była mu obca, może właśnie to tak bardzo go zdumiało. Nagle stracił chęć na zakłócanie czyjegoś spokoju swą obecnością, jednocześnie nie mógł przejść obojętnie obok. Wychylił się zza drzew, przyznając się do bycia nieproszonym gościem w lasach Yorkshire.
Lady Carrow – powitał ją uprzejmie, jak najbardziej łagodnym tonem, głos zniżając prawie do szeptu. Ostatnim czego chciał było wystraszenie jej.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again



Ostatnio zmieniony przez Alphard Black dnia 07.02.18 23:26, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Aurelia Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
opiekunka aetonanów
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
0
16
5
5
5
0
10
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Las   07.02.18 22:14

Samotne przejażdżki niezmiennie od dziecka stanowiły ulubione zajęcie lady Carrow. Kiedy tylko mogła i czas na to pozwalał wśród natłoku innych, szlacheckich obowiązków, starała się zabierać na spacery po okolicznych lasach każdego aetonana z osobna. Wprawdzie zwierzęta nie mogły narzekać na brak ruchu i zainteresowania ze strony stajennych, jednak panienka uważała, że lepiej czuły się z daleka od stajni - widziała to po subtelnych zmianach w ich zachowaniu, gdy pod jej opieką oddalały się od rodowej posiadłości. Jednym imponowała tego typu postawa, drugim zaś wydawało się to dziwne, co mówili otwarcie. Przez natłok podobnych rozmów w ostatnim czasie zaczynała się zastanawiać, czy może faktycznie tak tylko jej się wydawało i zarzut matki, że zbyt dużo czasu poświęca na zwierzęta wcale nie mijał się z prawdą? Starała się jednak nie zwracać na to uwagi, zajmując się częściowo tym, do czego szkolono ją od dziecka.
Dzisiejszego popołudnia kolej spaceru wypadała na jej ulubionego wierzchowca, który od wczorajszego wieczoru wydawał się być dość osowiały. Nie rozumiała z czego wynikała ta zmiana w zachowaniu Neptuna, jednak fakt, że dalej był łasy na końskie smakołyki zdawał się być w całej tej sytuacji pocieszający. Postanowiła, że dziś oszczędzi mu cwału wydeptanymi ścieżkami, a zamiast tego zaprowadzi go na polanę wgłębi. Pogoda definitywnie sprzyjała spacerom; świecące słońce nie parzyło delikatnej skóry szlachcianki, przyjemnie otulając ją co najwyżej swoimi promieniami przebijającymi się leniwie przez korony rozłożystych drzew.
Maszerowała spokojnie, pół kroku przed swoim towarzyszem trzymanym na lejcach, zupełnie naturalnie dla siebie opowiadając mu różnego rodzaju historie i od czasu do czasu głaszcząc lśniącą grzywę. W osobistym, dziwnym przekonaniu Aurelia sądziła, że zwierzętom podobają się opowiadania, a przynajmniej sprawiały, że stworzenie przyzwyczajało się do jej obecności na tyle, by w przyszłości nie przysporzyły kłopotów.
Kiedy niewiele dalej koń zatrzymał się, niespokojnie poruszając głową, dziewczyna przystanęła tuż obok, dobywając ze specjalnie wszytej w suknię kieszeni różdżki. Nie zamierzała jej używać: nauczona doświadczeniem jednak wolała mieć ją pod ręką, w razie realnego zagrożenia. Gdy intruz zdecydował się ukazać, widok znajomego lorda nieco ją zaskoczył. Nie spodziewała się, że Blackowie lubowali się w spacerach po Yorkshire.
- Lordzie Black. - Uśmiechając się uprzejmie, w pierwszej kolejności uspokoiła niepocieszonego Neptuna. Koń zdawał się być niezadowolony z obecności nieznajomej osoby, manifestując swoją nieufność po sprzedaży jego miłości o wiele bardziej. - Czym zasługujemy sobie na taką wizytę? W pobliżu jest przecież tyle pięknych miejsc. - Przesuwając dłonią po końskiej szyi, utkwiła zaciekawione spojrzenie w trzymanej przez Alpharda różdżce. Sama zresztą dalej dzierżyła w dłoni swoją, zapominając o tym drobnym szczególe.




FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Las   08.02.18 0:11

Gdyby nie reakcja zwierzęcia, które wyczuło jego obecność, być może dalej kryłby się za drzewami, aby wsłuchiwać się w głos Aurelii. Ten brzmiał tak niebywale ciepło, kiedy bez żadnego udawania przed innymi snuła swą opowieść tylko dla wierzchowca. Usłyszał zaledwie kilka zdań – niezbyt wyraźnie, bo słowa płynęły z daleka, ale nic też nie utrudniało im dotarcia do jego uszu – lecz natychmiast coś go ujęło w sposobie doboru słów, lekkiej intonacji i całkowitej swobodzie wyrażania myśli. Z pewnością niegodnym zachowaniem dla szlachetnie urodzonego lorda jest podsłuchiwanie jakiejkolwiek damy z ukrycia, ale ogromny żal budziło w nim przerwanie jej tej chwili beztroski. Chociaż jej nie wystraszył, czego obawiał się najbardziej, to jednak widocznie zmącił jej spokój. Uprzejmy uśmiech, w który szybko przyoblekła swą twarz, nie sięgał jej szarych oczu. Alphard tkwił jeszcze chwilę w bezruchu, nie będąc pewnym kogo właściwie chce w ten sposób przyzwyczaić do swej obecności – nieprzychylnego mu aetonana czy może wyrażającą wobec niego cień sympatii z samej grzeczności lady Carrow. Wciąż jednak nie schowała różdżki, dopiero wówczas zauważył, ze również trzyma swoją wyciągniętą, w pełnej gotowości. Schował ją szybko za marynarkę, pragnąc w ten sposób ukazać swoje pokojowe zamiary.
Cóż, ja… – chciał odpowiedzieć szybko, jednak zaraz urwał swą wypowiedź, gdy zdał sobie sprawę, że sam nie zna odpowiedzi na to pytanie. Zmarszczył brwi w jawnej konsternacji, sunąc pytającym spojrzeniem po dumnej postaci wierzchowca, jednak ten wcale nie kwapił się do tego, ażeby mu pomóc. Ta zwłoka w odpowiedzi, wydłużająca się z każdą kolejną chwilą, budziła w Blacku pewne onieśmielenie. – Tylko spaceruję – stwierdził w końcu, wyduszając z siebie to uzasadnienie jakby na próbę, nieco niepewnie, ale brzmiało naprawdę żałośnie, choć było prawdziwe. – Potrzebowałem na chwilę oderwać się od miasta, od pracy – dodał zaraz w ramach nieco bardziej szczegółowych wyjaśnień, ale nadal jego tłumaczenia zdawały się być niedorzeczne, przynajmniej dla niego samego. Uniósł dłoń do ust i niezbyt kulturalnie odkaszlnął, nieco zakłopotany.
W dzieciństwie miał okazje zapoznać się z lasami leżącymi wokół Yorku, gdy jego ojciec był zapraszany na polowania wraz z rodziną, z których zresztą chętnie korzystał. Dlaczego jednak to obraz tego leśnego labiryntu przemknął mu przez myśli, a nie lasów z obrzeży Charnwood, tych najbliższych jego sercu, gdzie wdrapywał się na drzewa mimo przygan drogiej matki? Nie miał pojęcia, zaś analizowanie własnej podświadomości nigdy nie przynosiło odpowiedzi, przeciwnie, nasuwało tylko więcej pytań.
Czy mógłbym ci towarzyszyć, lady? – spytał wreszcie, prostując się i ostrożnie poczynając trzy kroki w jej stronę. Ostrzegawcze rżenie wierzchowca nie pozwoliło mu zbliżyć się bardziej, ale rozumiał powściągliwość towarzysza Aurelii do swojej osoby, był obcy, zatem i był potencjalnym zagrożeniem.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Aurelia Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
opiekunka aetonanów
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
0
16
5
5
5
0
10
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Las   08.02.18 8:11

Aurelia daleka była od oceniania, z niewymuszonym spokojem obserwując stojącego nieopodal mężczyznę, a powód jego wizyty w tutejszych lasach - choć faktycznie brzmiał marnie - uznała koniec końców za całkiem zadowalający. W końcu chyba nie miał złych zamiarów, przez podejrzenie których musiałaby od razu alarmować rodzinę lub co gorsza, interweniować sama, potrzebę ucieczki od zgiełku i ludzi rozumiejąc aż zbyt dobrze. Sama, gdy tylko mogła, spędzała na spacerach, bądź wśród zwierząt, swój wolny czas, byleby tylko nie zmuszać się do rozmów z innymi. Oczywiście zdarzały się przypadki osób, z którymi lubiła rozmawiać, a przebywanie w ich towarzystwie nie było męczarnią, znacznie częściej jednak zdarzały się odwrotne sytuacje. Dziwiła się, że ktoś poza nią na swój odpoczynek wybierał spacery po lasach, niż chociażby popijanie drogiego alkoholu przy dźwiękach ulubionej muzyki w przytulnych komnatach swojej posiadłości. To zdecydowanie bardziej pasowało jej do lordowskiego oblicza od kontemplowania natury.
- Neptun, spokojnie, wszystko w porządku. - Zwróciła się łagodnie do wierzchowca, spoglądając mu przez krótki moment w oczy i po tym zdecydowała się ruszyć dalej. Wprawdzie towarzystwo dzisiejszego dnia nie było tym, czego się spodziewała, ale ostatecznie zgodziła się, by Alphard wraz z nimi zagłębił się w las. Przez kilka kolejnych kroków milczała, podejmując próbę podejścia do lorda wraz z upartym koniem, niż trzymania go w odległości kilku kroków od siebie, a gdy niezbyt jej się to udało, uznała, że nie powinna długo milczeć. Mimo wszystko nie chciała wyjść na dzikusa.
- Jest trochę niespokojny... od czasu sprzedania jego miłości innym właścicielom niezbyt chętnie podchodzi do nieznajomych. Chyba sądzi, że i jego może czekać podobny los. - Pośpieszyła z wyjaśnieniami, niezbyt przemyślanymi jak na początek rozmowy, dlatego szybko dodała: - Wybacz mi lordzie moją galopującą pamięć, ale przypomnij mi proszę, czym się zajmujesz zawodowo? - Liczyła, że jej gafa faktycznie zostanie między nimi, ale nie zamierzała udawać wszechwiedzącej, by potem nie popełnić być może gorszego błędu. Wystarczyło, że już teraz zaczęła rozmowę z rozmachem. Starszy brat Lupusa jednak zawsze pozostawał dla niej zagadką i człowiekiem, którego nie potrafiła odczytać. Zakochana w młodszym, nie poświęcała mu nigdy należytej uwagi, całą swoją uwagę gałęzi Blacków zamykając głównie tylko na jednej osobie, zaś od momentu ich niesnasek: wypierała istnienie tego rodu.




FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Las   09.02.18 18:52

Wcale nie raził go dystans tych kilku kroków zachowany między nimi, przeciwnie, dzięki niemu łatwiej mu było podejść do tego nieoczekiwanego spotkania. I tak już wiedział, że jego obecność w lesie nie jest upragniona, przynajmniej przez Neptuna, który swoją nieufność okazywał w jak najbardziej jawny sposób. Musiał przyznać, że w wierzchowcu było coś, dzięki czemu przypominał wzburzone morze, zatem i nadane miano bardzo do niego pasowała. Ujęła go również jego bezkompromisowa szczerość, nawet jeśli wynikała z braku bardziej rozwiniętego intelektu na wzór tego ludzkiego. Choć może bardziej zaintrygowała go postawa Aurelii, która spojrzała prosto w oczy wierzchowca, aby przelać na niego swój własny spokój.
Nie musisz się obawiać, nie czuję się urażony. W sumie to podziwiam instynkt samozachowawczy twojego towarzysza – odparł w końcu, przy okazji siląc się na uśmiech, jednak prawdopodobnie wyszedł mu z tego zaledwie grymas, za co skarcił się w duchu. – Oczywiście, nikomu nie zagrażam, ale lepiej dmuchać na zimne – dodał jeszcze nieco ciszej, niepewnie, próbując zdecydować, czy wierzchowiec mógł wyczuć od niego cień szaleństwa. Alphard niekiedy wpadał w szał, przez co bywał gwałtowny, jednak z wiekiem coraz lepiej tłumił podobne wybuchy. Czarodzieje wierzyli, że zwierzęta potrafią wyczuwać pewne rzeczy u ludzi – intencje, emocje, choroby. Co zatem bardzo zachowawczy Neptun dostrzegł w jego osobie, jeśli cokolwiek dostrzegł? Dobrze jednak, że jego myśli w tym kierunku przerwało kolejne pytanie. – Pracuję w Ministerstwie Magii – oznajmił szybko, mechanicznie. – A dokładniej to w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów – uściślił już po chwili. – Nie jest to złe zajęcie, jednak czasem mam dość natłoku obowiązków.
Nie przeszkadzały mu stosy dokumentów, to ludzie byli przede wszystkim problematyczni. Co dzień masa czarodziejów przelewała się przez Ministerstwo, będąc tak bardzo wymagającą przez swą roszczeniowość.
Jak twoje zdrowie, lady? – zaryzykował się wreszcie spytać, bo dość długo roztrząsał stosowność tego pytania. A przecież to takie naturalne, że ludzie pytają siebie nawzajem o samopoczucie. Cóż, dla Alpharda nie zawsze był to czymś łatwym, zwłaszcza przy jego obecnym nastroju, jakby jeszcze nie przemawiała do niego korzystna zmiana pogody. – Wciąż pamiętam twe zasłabnięcie tamtego wieczora – oznajmił dość niemrawo, może źle postępując, że wspomniał o ich ostatnim spotkaniu, które niespodziewanie nagle wydało mu się czymś niezwykle intymnym. Jak zawsze gubił się w definiowaniu własnych uczuć, bo zawsze było ich za wiele. W każdym razie zaraz zaczął żałować tego wytknięcia jej dawnej oznaki słabości. Może łatwiej by było iść przez las w całkowitym milczeniu? Chyba bardziej wolał, żeby Aurelia powróciła do snucia opowieści.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Aurelia Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
opiekunka aetonanów
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
0
16
5
5
5
0
10
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Las   10.02.18 15:23

Lady Carrow wierzyła, że zwierzęcy intelekt jest rozwinięty, nawet jeśli nie potrafiły mówić i zachowywać się jak ludzie. Wiedziała też, wyciągając wnioski ze swoich prywatnych obserwacji, że zwierzęta z pewnością lepiej potrafiły wyczuwać emocje, zamiary, a przede wszystkim zagrożenie, co z kolei powodowało, że zawsze były krok przed człowiekiem, któremu czasami podobnego instynktu brakowało. Zachowanie Neptuna wprawdzie nie dało jej teraz do myślenia, bo aetonan zawsze cechował się nieufnością wobec obcych, niezależnie od sytuacji i miejsca, chociaż chwilowo uspokoił się na tyle, by mogli dalej bez przeszkód kontynuować spacer. Wciąż od czasu do czasu kontrolowała kroczącego obok wierzchowca, głaszcząc go po szyi dla pokazania, że w jej obecności nic mu nie zagraża i że ich nowy towarzysz nie ma wobec nich złych zamiarów. Odpowiedź na zadane pytanie przyjęła kiwnięciem głowy, ale nie zamierzała jak na razie dopytywać o szczegóły. Widząc i zresztą słysząc w głosie mężczyzny lekką niechęć, uznała, że zmieni temat na coś przyjemniejszego; skoro lord uciekł do lasu od swoich obowiązków, nie sądziła, że to byłoby coś, o czym chciałby teraz rozmawiać. Po krótkiej chwili milczenia otworzyła usta, kiedy jednak Alphard zadecydował się zapytać o zdrowie, uśmiechając się, odwróciła twarz w przeciwnym kierunku. Również pamiętała tamten wieczór, kiedy jedynym o czym marzyła był powrót do swojej komnaty, niż przebywanie na oficjalnej kolacji w obecności rodziców i ich monotonnych przyjaciół. Krótki spacer po ogrodzie i towarzystwo lorda Blacka było jedyną miłą, uwalniającą ze znudzenia rzeczą tamtego dnia, niestety nietrwającą zbyt długo.
- W porządku, dziękuję, że pytasz. To nie było nic wielkiego. - Zasłabła przecież z powodu własnego nie pomyślunku i zbyt ciasno opiętej sukni, w której nawet oddychanie wymagało sporego wysiłku; nic innego, poważnego nie miało tutaj swojego wkładu, bo kiedy tylko zmusiła się do skubnięcia kilku kęsów jedzenia, wszystko wróciło do normy. - Zapomniałam ci podziękować. Za to, że utrzymałeś nasz sekret i nie powiedziałeś o tym nikomu. - Niepewność, która towarzyszyła Aurelii podczas powrotu na salę pełną ludzi, nie opuszczała jej jeszcze przez kolejne dwa dni po kolacji. Nie wiedziała, czy lord uszanuje jej prośbę, czy może jednak kierowany uczciwością i troską o dobro drobnej szlachcianki nie powie państwu Carrow o tamtym incydencie, tak, jak zapewne zrobiłby to ktoś inny. Zdziwiła się co prawda, że od tamtego dnia Alphard nie wysłał do niej żadnego listu kontrolnego - za co go oczywiście nie obwiniała - ale potem szybko dochodziła do wniosku, że mogło być to czysto taktyczne zagranie. W końcu gdyby ktoś przypadkowo przechwycił kopertę, bądź przeczytał go przez przypadek, to oboje mieliby kłopoty. Nie od dziś było wiadomo wśród bliskich, że już od samych narodzin mama Carrow zamartwiała się zdrowiem swojego dziecka, próbując doszukać się nawet najmniejszego powodu do wysłania jej pod opiekę uzdrowiciela.
- Za to ja pamiętam, że towarzystwo innej damy chyba niespecjalnie przypadło ci do gustu. - W głosie dziewczęcia rozbrzmiała rozbawiona nuta, kiedy przypomniała sobie minę Alpharda na wieść, że znaleziono mu towarzyszkę na resztę kolacji. Była przy tym, jak i później jeszcze chwilę obserwowała całą sytuację z odpowiedniej odległości, w myślach uznając, że ów panna ani nie była przyjemna dla oka, ani chyba też specjalnie mądra, całość nadrabiając umiejętnością mówienia bez przerwy.




FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Las   10.02.18 17:44

Poprosiłaś mnie o dyskrecję – stwierdził lekko, tym samym wyjaśniając ze swojej strony wszystko. Doskonale rozumiał, że Aurelia mogła chcieć uniknąć martwienia swojej matki, jak również mogła niechętnie podchodzić do chwalenia się tym, że towarzyszył jej podczas spaceru w ogrodzie. Ucieczka od reszty znamienitych gości podczas wydarzenia towarzyskiego, nawet jeśli mniej uroczystego, nie było wcale czymś mile widzianym. Oboje potrzebowali chwili wytchnienia, więc umknęli od ciekawskich spojrzeń, które szybko zmieniały się w te oceniające, a w przypadku Alpharda nierzadko w krytyczne. Nie chciał dawać innym pożywki do rozpowiadania kolejnych plotek na swój temat, więc całą sprawę zachował dla siebie. I choć myślał o wysłaniu listu, bał się, że tym samym może wyjść na człowieka natrętnego.
Mimowolnie skrzywił się na wspomnienie tamtej panny, która miała okazję siedzieć po jego lewicy. O wiele chętnie poświęcał swą uwagę wówczas lady Carrow, mimo wszystko starając się jak najrzadziej posyłać jej swe spojrzenia. Pragnął tylko upewnić się, że rzeczywiście czuje się lepiej, jak go zresztą wtedy gorąco zapewniała. Wiele nerwów kosztowało go utrzymanie maski spokoju pokrytą powłoką z chłodnej beznamiętności, kiedy non stop kierowano ku niemu słowa niemądre, płytkie, ale płynące niczym rwąca rzeka.
Nawet nie wyobrażasz sobie ile razy pomyślałem wtedy o rzuceniu na jej usta Zaklęcia Trwałego Przylepca – wyznał szczerze, po czym westchnął cierpiętniczo. Zaraz jednak uśmiechnął się nieco łobuzersko, rzucając przy tym spojrzenie na Aurelię, szukając na jej twarzy oznak rozbawienia. Nie znał powodu, dla którego chciał ją wprawić w dobry nastrój. Chciał, żeby czuła się dobrze w jego towarzystwie, skoro jemu jej obecność wcale nie przeszkadzała, przeciwnie, traktował ją niczym powiew świeżości. Rzadko miał okazję mówić z kimś w pełni swobodnie o rzeczach mało ważnych, jego myśli zawsze zaprzątały sprawy istotnej wagi oraz dylematy egzystencjalne. Przy lady Carrow nie musiał walczyć z niekończącymi się rozterkami, co było miłą odmianą. Gdyby przyszło mu przemierzać las w całkowitej samotności, prawdopodobnie zanurzyłby się myślami w matni abstrakcyjnych rozważań.
Zauważyłem, że ty z kolei nie mogłaś liczyć na podobne urozmaicenie kolacji – zauważył niby rozbawionym tonem, choć był świadom tego, że może poruszać niewygodny temat. Słyszał przecież o nieszczęściu Aurelii, gdy musiała pożegnać narzeczonego tydzień przed ślubem. Może rodzina nie chciała na nią naciskać i wymuszać na niej przyjęcia kolejnych oświadczyn. W te kwestie Black nie wnikał, bo zaraz ktoś mógłby spytać, dlaczego to on nigdy się żadnej pannie jeszcze nie oświadczył. – Uważam, że spotkało cię w ten sposób wielkie szczęście – dodał w końcu, próbując jakoś uniknąć niezręczności. Wcale nie śmiał zarzucić jej, iż żaden młody lord się nią nie interesuje i dopiero po chwili dostrzegł, że właśnie tak mogły zabrzmieć jego słowa.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
 

Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Yorkshire, York-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18