Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Rękaw Praplatanów
AutorWiadomość
Rękaw Praplatanów [odnośnik]17.07.17 1:28
First topic message reminder :

Rękaw Praplatanów

W Glocestershire, w oddali od większych miast, znajduje się niecodzienna alejka osłonięta tunelem tworzonym przez żywe drzewa; stary las, ukrywany przed mugolami w celu ochrony drogocennych roślin, stworzył tę ścieżkę sam, otwarcie witając odwiedzających to miejsce czarodziejów - wrogo traktując niemagicznych, których drwale stosunkowo często pojawiali się w okolicy, niosąc ze sobą zagrożenie. Z obu stron pną się ku górze imponujące platany, których korony zaplatają się nad drogą, tworząc naturalny rękaw. Jedynie Ollivanderowie posiadają pozwolenie na wydobywanie drewna z tego lasu do tworzenia różdżek.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rękaw Praplatanów - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]12.02.21 20:57
The member 'Stevie Beckett' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Rękaw Praplatanów - Page 3 CdzGjcQ
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rękaw Praplatanów - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]12.02.21 22:03
Dobrze było czasem wyrwać się z Londynu. Wiatr wydawał się całkiem inny niż ten portowy, w którym przeważała mieszanka smrodu ryb, rzygowin i solonej wody; wszystko oczywiście zależało od ulicy, ale zbyt dużej różnicy pomiędzy przyzwyczajonym węchem nie było. Wizyty u wujka Steviego stały się pewnym smaczkiem, do którego starał się przybierać własną postać. Z czasem zapomniał nawet, jak bardzo zapuszczone były jego włosy, których nikt nie ścinał od miesięcy; przecież wystarczyło mu obserwować wszystkich dookoła, a nie tylko siebie!
Listownie umówiwszy się na spotkanie, na którym miał przekazać pyłki do świstoklików, nawet nie sprawdzał kieszeni, pewien tego, co się w nich znajduje. Bardziej przejmował się odorem ryb, których nie był w stanie pozbyć się od dobrych kilku tygodni; zapach zaczął nabierać coraz bardziej na sile, co w końcu przykuło jego uwagę, kiedy ludzie z lepszych dzielnic zaczęli się rozglądać za charakterystycznym zapachem. Dodatkowo głupio było tak spotykać wujka ze śledzikiem na ramieniu - oczywiście nie tak dosłownie!
Po wyjściu poza Londyn teleportował się we wskazane miejsce, gdzie schadzki zdawały się na porządku dziennym. W tym przypadku nie było mowy o wielkich uniesieniach serc, choć trzeba przyznać, że uśmiechał się na myśl spotkania z twórcą świstoklików, bo kto by nie był?
- Wujku! - ucieszył się już z daleka, przyspieszając kroku, żeby tylko uścisnąć jego dłoń. Wydawał się nie zmienić, a przynajmniej w to chciał wierzyć rudzielec; w końcu każdy już zapracował sobie na ten błysk smutku w oczach. Podekscytowany możliwością spotkania z dżentelmenem oraz wyjściem z zaułków Londynu nawet nie zdążył upewnić się, że odpowiedni woreczek jest na swoim miejscu. - Świetnie! Znaczy nie w Londynie, ale że okazy. - przytaknął dosyć entuzjastycznie - Jest sporo restrykcji, ale zarejestrowanym nie uprzykrzają życia. - dokończył zaraz w gwoli wyjaśnienia - Słyszałem od znajomego, że takie różdżki mają - zaczął nieco konspiracyjnie, gotów podzielić się tą ważną wiedzą z wujkiem - namiar. - dokończył niemalże szeptem. Był przekonany, że Michael nie miałby nic przeciwko przekazania wiedzy komuś godnemu zaufania; Weasley był w stanie ręczyć za niego własnym życiem. Przecież wujaszek nie dość, że był krwi mugolskiej, to jeszcze miał dobre seruszko! Reggie zdążył się o tym przekonać jeszcze zanim tamten tworzył świstokliki dla uchodźców jeszcze przed Malfojowskimi dekretami! - Patrole są największym wrzodem. - stwierdził po chwili, nawet nie próbując ukryć faktu, że rzeczywiście miało to wpływ na komfort życia w stolicy. - Oczywiście, pokazać...oddać! - sprostował zaraz, sięgając po woreczek z proszkiem, a może bardziej pyłkiem? Głupcami są ci najpewniejsi siebie, czyż nie? - Słyszałem, że to bardzo mocny towar!
Rudzielec jak zwykle wykazał się szczególnym pomyślunkiem, przekazując woreczek pełen Wróżkowego Pyłu prosto w ręce wujka. Chyba na większą wtopę liczyć nie można, czyż nie?


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]22.02.21 15:37
Smętno się październik zaczął. Z frontu wciąż dochodziły nowe informacje, że miasta płoną, ludzie uciekają w popłochu, a tylko nielicznym faktycznie się to udaje. Jeśli tak miała wyglądać cała zima, bo zapowiadało się na to, że zasobów i tak nie starczy. Zarówno tych ludzkich, jak i tych żywieniowych.
- Trzymaj - wręczył mężczyźnie trzy małe świstokliki. - Dodałem tam notatkę gdzie dokładnie trzeba je zostawić - to zawsze wiązało się z ryzykiem, ale bez ryzyka nie ma nagrody, jak to mówi stare porzekadło. Nagrodą w tym wypadku miało być uratowanie ostatnich ocalałych w Londynie mugolaków, zabranie w bezpieczne miejsce i upewnienie się, że nikomu nie stanie się krzywda.
Namiary na różdżkach, też mi coś... Czy na tym polegał świat wolności?
- Ty rejestrowałeś różdżkę? Lepiej nie korzystaj z niej kiedy nie musisz... Kto wie jak szybko pobierają informacje.
Rejestracja różdżek brzmiała jak zwykle śledzenie każdego obywatela, upewnianie się, że działa według ścisłych restrykcji Ministerstwa. To żadna wolność. Dla tych łotrów wolnością był świat bez mugoli, bez osób takich jak nawet sam Beckett. Tymczasem jednak zgadzali się i, ba, nawet popierali zniewolenie ich samych z pomocą ministerialnych dekretów. Co będzie następne? Może na każdego nałożą namiar i będą podążać za każdym ruchem? Jeśli sytuacja będzie rozwijać się w tę stronę to ani się obejrzą, a cały świat będzie w pięści jednego człowieka. Voldemorta. Tak źle nie było nawet za czasów Grindelwalda, chociaż tamte wydawały się być potworne. Grindelwald był szaleńcem, potężnym czarnoksiężnikiem, ale nie chciał mieć aż tak bezpośredniego wpływu na życie wszystkich dookoła. Tymczasem ten cały Lord Voldemort, cała Anglia miała leżeć u jego stóp. Niedoczekanie.
- Reggie... - odparł cicho odbierając od chłopaka worek pełen pyłu.
To nie był ani sproszkowany meteoryt, ani srebrny gwiezdny pył, ani księżycowy pył, ani nawet proszek fiuu. Czy to były...? - Reggie! - zmarszczył brwi i napiął się. - Młodzieńcze, czy to są narko...? - nie dokończył.
Za drzewem dostrzegł czyjeś przerażone spojrzenie. Nie, dwa spojrzenia. Wielkie oczy wgapiały się w nich. Instynktownie wyciągnął różdżkę, a woreczek z towarem schował do kieszeni marynarki. Wolał nie pokazywać tego typu rzeczy przy obcych, kto wie czy są wrogo nastawieni?
- Przepraszam? - skierował spojrzenie w ich stronę, wcześniej spoglądając ostro na Weasleya, żeby ten też chwycił różdżkę w dłoń, na wszelki wypadek. - Czy panie... - dopiero dostrzegł twarze dwóch kobiet. Kompletnie wychudzone, z szarą cerą i wielkimi wyłupiastymi oczami. Pod powiekami widać było jedynie ich wielkie sińce i fioletowe wręcz wory. - Czy panie potrzebują pomocy? - zapytał ze ściśniętym w gardle głosem? - Są panie na coś chore?
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]25.02.21 12:41
Sięgnął po świstokliki, chowając je zaraz w jednej z powiększonych kieszeni. Trzy sztuki mieściły się tam jak ulał, a to oznaczało bardzo proste przejście pod spostrzegawczymi radarami ulicznymi. Wzrokiem przemknął po notatce, którą schował w tym samym miejscu co magiczne transportery. Zdecydowanie był to pracowity dzień, jeśli jeszcze dzisiaj miał dostarczyć je w konkretne miejsce, choć z drugiej strony nie był przecież alfą i omegą; czas dostawy zwykle mieścił się w dobie lub trzydziestu dwóch godzinach. Przeprowadzając interesy jako pośrednik wujka, zawsze starał się dostarczać wszystko praktycznie od razu, nie chcąc, napytać mu problemów.
- Tak wiem, staram się…może uda się komuś ukr…pożyczyć. – przytaknął na mądre słowa Steviego. Głupio byłoby się przyznawać, że teraz większość towarów była kradziona, a nie pozyskiwana drogą normalnego handlu. Beckett nie musiał żyć w tym samym świecie co on i rudzielec starał się, żeby tak zostało. Niestety czasem życie na kilku frontach komplikowało się tak niespodziewanie, że nawet jako właściciel całego tego bajzlu gubił się w zeznaniach, a nawet i zawartościach własnych płaszczów. Nie miał pojęcia, czy winą jego dzisiejszego roztrzepania było spotkanie z młodą dziewczyną poszukującą alchemika o nazwisku Flamel, czy też zwyczajne bycie sobą. Pewne było tylko jedno, a mowa oczywiście o przerażeniu, które pojawiło się na jego twarzy, kiedy wujek zauważył pewną nieprawidłowość. Słyszał ten ton, napięcie twarzy, ściągnięcie brwi i już wiedział, że dał dupy, a potem pojawiły się słowa wytłumaczenia narkotyki dokończył w myślach za niego. Ilość przekleństw i przerażających myśli porażała. Nie miał nawet ochoty myśleć o tym, jak bardzo wuj był zawiedziony, już nie wspominając o galopujących myślach związanych z przyszłością. Co, jeśli dowiedzą się rodzice, Ria, Neala? Miał ochotę sobie rozkwasić ten durny łeb, po co mu to było!!!
Cisza ze strony wuja była przerażająca, a wzrok Weasley’a dawno powędrował do nieco znoszonych, choć wciąż trzymających formę butów. Był zbyt zawstydzony przed jednym z mentorów, żeby być w stanie spojrzeć mu w oczy, czy znów miał zauważyć zawód? Nagły głos, a raczej słowa i ich waga przyciągnęły uwagę metamorfomaga. Poderwał głowę, wyłapując jeszcze ostry wzrok Beckett’a, na który mentalnie się skulił. Przecież, że nie przepraszał Ciebie! mruknął w myślach, wędrując tęczówkami za źródłem zainteresowania wuja, a były to kobiety…jak typowo.
Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że nie były to byle damy, a niemalże szkielety, na które naciągnięto skórę. Przerażony przemknął po okolicy, szukając jakiegoś haczyka, bo czy to możliwe? Dlaczego tutaj były?
Homenum Revelio – mruknął pod nosem, machając różdżką w celu sprawdzenia całej okolicy. Nie miał zamiaru nikogo straszyć, ale dawanie się w pułapkę było jedną z większych głupot, na które nie warto było dawać się nabrać. Wujek świetnie zaczął od rozmowy z Paniami, co ułatwiło Weasley’owi na pełne skupienie się przy próbie doglądnięcia, czy ktoś się czai za rogiem. Stevie wydawał się wspaniałym i wykwalifikowanym mówcą, szczególnie jeśli chodziło o uspokajanie. Ognistowłosy wiedział, że przy zaangażowaniu się w sprawę, wujek musiałby pohamować jego temperament.

| Homenum Revelio, ST 65-21=44


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]25.02.21 12:41
The member 'Reggie Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 44
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rękaw Praplatanów - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]22.03.21 22:52
Od kiedy Anglia przeszła swego rodzaju metamorfozę, Beckett znacznie bardziej przyglądał się osobom, które zamawiały od niego świstokliki. Za nic w świecie nie chciałby ani pomagać tym którzy czyhają na ludzkie życie, ani tym, którzy są w stanie zagrozić bezpieczeństwu jego, Zakonu Feniksa, albo, co najgorsze, Trixie. Reggiemu jednak mógł zaufać, znał go od kiedy był właściwie dzieckiem. Nieszczególnie rozumiał zależności pomiędzy tak zwanymi lordami a zwykłymi czarodziejami, nie zakładał też, że świat dzielił się na lepszych i gorszych, jednak Weasleye zawsze byli po prostu w porządku. Był zresztą wdzięczny temu swojemu przyszywanemu bratankowi, za to jaką pomoc mu okazywał w handlu i dostarczaniu świstoklików. Zawsze potrafił znaleźć pyły, wszędzie tam, gdzie wydawało się, że już nic nie można znaleźć. Beckett nie chciał nawet wnikać, jak on to robi, głęboko w duchu licząc, że nie jest to nic nielegalnego. Gdy jednak prosto pod nos dostał worek pełen dziwnej substancji, od razu się obruszył. Co też ten chłopak sobie myślał? Jeśli miał jakiekolwiek problemy, przecież mógł mu powiedzieć, ale żeby brać to świństwo...? Oczywiście, w latach młodości zdarzało się czasem zapalić diable ziele, ale nigdy czegoś takiego... Rozważania przerwał jednak wzrok wbity w Becketta i Weasleya zza drzew. Ostatnie karcące spojrzenie w stronę młodego chłopaka, przeniósł potem na dwie kobiety, wyłaniające się zza krzaków. Kompletnie przerażone, wychudzone i zasmucone. Nie odpowiedziały za pierwszym razem. Co tu teraz robić? Naciskać nie było jak, bo jeszcze mogłyby się wystarczyć, odpuścić też nie szło, skoro ewidentnie potrzebowały pomocy.
- Jesteście tu same? - spytał cicho, opuszczając różdżkę w dół, by nie czuły większego zagrożenia z ich strony. 
W końcu jedna dziewczynka odezwała się cicho, błądząc rozbieganym spojrzeniem gdzieś daleko za nimi.
- Uciekłyśmy... Ja i Amy... - pociągnęła nosem, trzęsąc się z zimna. - Stamtąd - wskazała palcem gdzieś za horyzont. - Zimno... Proszę i - dziewczyna padła na kolana, pociągając za sobą swoją koleżankę. 
Beckett niemal od razu rzucił się w ich stronę, kompletnie nie spodziewając się takiego posunięcia. Z barków zrzucił swój płaszcz, zarzucając go na jedną z kobiet. Trudno, Trixie uszyje mu nowy. Wzrok poleciał w stronę Reginalda, by ten zrobił to samo. W końcu byli mężczyznami i ich obowiązkiem było pomóc. 
- Co było w worku? - zapytała druga z nich, a głos miała nieco żywszy. Wpatrywała się w marynarkę Becketta, jakby widziała tam największy skarb i już wyciągała dłoń w jego stronę, gdy dostrzegł, jak koścista jest. Kobiety z bliska wyglądały niczym wychudzone blade trupy.
- To było... To - to dobre pytanie. Co w nim było?


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]24.03.21 13:27
Nie miał pojęcia co zrobić w takiej niecodziennej sytuacji; udawać, że nie wie, czym jest proszek, powiedzieć, że znalazł to przypadkiem, przyznać się do sprzedaży takich świństw dla ludzi? Przecież sami chcieli, zwykle nawet ich nie namawiał! Każda odpowiedź zdawała się błędna, a jednak coś musiał odpowiedzieć wujkowi, znaleźć odpowiednie wytłumaczenie czym się stał pomimo tego, jak bardzo sam tym gardził; niestety czasem środki wymagały poświęceń, a on był w stanie stanąć na wysokości tego zadania i tak brakowało mu sporo szacunku dla siebie, nieciężko więc było się zająć czymś, co znał, dzięki swojej pracy jako Strażnik.
Świat zabłysnął w miejscu, gdzie stały, czy też kuliły się dwie bardzo szczupłe, wręcz wychudzone kobiety, w otoczeniu nie było nikogo poza nimi. Uspokojony i skupiony już na dziewczętach lekko obniżył różdżkę, oglądając się po raz ostatni dookoła siebie. Bardzo niefortunnie byłoby zostać przyłapanym na rozmowie z… uciekinierkami? Momentalnie złapał wzrokiem trzęsącą się dziewczynę, która zaraz upadła ciągnąć za sobą swoją towarzyszkę. Oby to nie była pułapka, bo inaczej oboje byliby w sporych kłopotach. Wyczuł na sobie mocne spojrzenie rzucającego się do pomocy przyszywanego wujka; zrobił to niczym rasowy Gryfon, którym z pewnością był gdzieś tam głęboko w serduszku. Sam rudzielec, zanim w ogóle zdołał zareagować, przykuł uwagę do mniej zmęczonej panienki, która dopytywała, cóż takiego kryło się w woreczku. Zawęził oczy, skracając w dwóch krokach dystans. Wiedział, kim były.
- Proszek do świstoklików. – dokończył wręcz machinalnie, od razu rozpoznając w kobiecym oku narkomański błysk. Siłował się z takimi przynajmniej trzy razy w tygodniu, więc nic dziwnego, że znał te zagrywki na wylot. – Miej go przy sobie, szkoda, żeby się zgubił. – powiedział do wuja stanowczym tonem, jakby wcale przed chwilą nie kulił się ze wstydu… później przyjdzie czas na faktyczne odczuwanie całego zażenowania, teraz musieli działać i to szybko. – Skąd uciekłyście? Czy ktoś mógł zauważyć, że zniknęłyście? Macie gdzie iść? Mówcie, a zorganizujemy wam bezpieczeństwo i… trochę pyłu. – zaczął mocno w stronę bardziej żywej dziewczyny, starając się nie pokazywać zawahania przy ostatniej deklaracji, która ani trochę nie była prawdą; nauczony kłamać dla większego dobra był w stanie wystąpić w oczach poczciwego staruszka jako ktoś kompletnie nieznajomy.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]24.03.21 20:00
Naprawdę chciałby, aby wszystkie dzieciaki, które mówiły do niego wujku miały dobre i bezpieczne życie. Rzeczywistość była jednak nieco inna, a wojna odciskała piętno na każdym. Reginald zawsze był niezwykle zdolny, wszystkie jego talenty mogły przydać się w terenie, zapewnić mu sukces. Jeśli on to wszystko zaprzepaścił, aby handlować... Tym... Tym... Właśnie, co to właściwie było? Proszek do świstoklików, jak to określił go młody Weasley, proszkiem do świstoklików zdecydowanie nie był. Stevie wolał nawet nie myśleć, co dokładnie znajduje się w woreczku, ale miał swoje podejrzenia. Gdy wczoraj razem była u niego ta młoda dziewczyna Celinka, koleżanka Juliena, pomyliła jego pyły z jakimś narkotykiem. To zostało mu w pamięci, bardziej niżeli by chciał. Jeśli Regi wplątał się w coś podobnego... Oh, lepiej było nawet o tym nie myśleć. Porozmawia z nim potem, teraz należało zająć się tymi zmarzniętymi dziewczętami.
- Aha... A czy to nie jest...? - zaczęła Amy, która wcześniej pytała o zawartość torebki. Zanim jednak skończyła, jej koleżanka szturchnęła ją w ramię. - Ała! Jolene, to bolało - powiedziała jeszcze niemrawym głosem, odsuwając się od koleżanki. Wyglądały blado, trupio wręcz. Beckett przeraził się nie na żarty, dostrzegając jak szarą miały skórę, zachowywały się co najmniej dziwnie i pojęcia nie miał, co złego ich spotkało. Może ktoś trenował na nich czarną magię? Zmarszczył brwi na stanowczy głos przyszywanego bratanka i odwrócił się w jego stronę kompletnie zbity z tropu. Nigdy nie mów do niego takim tonem.
- Słuch- - już zaczął z pewnym oburzeniem, gdy do niego doszło, że przecież chłopak zwyczajnie grał na zwłokę. No tak... Beckett nie kłamał za często, nie miał ku temu powodów. Reginald jednak był przecież wiedźmim strażnikiem, to musiało leżeć w jego kompetencjach. - A tak, tak, będę go trzymać przy sobie - powiedział nieco sztywnym tonem, klepiąc się jeszcze w pierś, gdzie w wewnętrznej kieszeni marynarki spoczywał dziwny pył. - To jest mi bardzo potrzebne, to proszek do świstoklików - nie miał pojęcia, czy dziewczyny mu uwierzyły, nie miało to też zresztą dużego znaczenia. Szczerze wątpił, by mogły ich zaatakować, wyglądały na kompletnie zdruzgotane i obolałe, a przede wszystkim - wychudzone. Wzrok wbił ponownie w Reginalda, gestem sugerując mu, że powinien mu pomóc z ogrzaniem tych kobiet, a nie tak stać i je przesłuchiwać.
- Stamtąd - Jolene znów wskazała w ten sam punkt. - Z piwnicy Sauveterra - zapiszczała cicho, rozglądając się jeszcze dookoła. - Byłyśmy modelkami w Domu Mody Parkinson, ale wyrzucili nas za...
- Za krew - dokończyła za nią druga.
- Sauveterr zamknął nas tam na lepszą okazję... - Jolene znów zapiszczała, a niemal szklane łzy pociekły po jej policzkach. 
To cholerny łotr, żeby młode dziewczyny, zmarznięte i wychudzone, w ten sposób więzić... Beckett zmarszczył brwi, wypatrując w Weasleyu jakiegokolwiek pomysłu na to co zrobić z nimi dalej. Wtedy poczuł, jak dłoń Amy ociera się o jego marynarkę, tak jakby szukała dojścia do kieszeni. Na wszelki wypadek odsunął się odrobinę, gdy poczuł chłodny wiatr na karku. Był środek października, a one dwie wyglądały, jakby ubrały się jak na letnie ognisko.


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]24.03.21 21:50
Stan? Jeszcze nie agonalny, choć zdecydowanie część organów musiała już działać na ostatkach swoich zdolności. Mętny wzrok, rozbiegane spojrzenie spod opadających, zmęczonych powiek i ta wręcz trupia bladość. Widywał już te stany, niejednokrotnie na samym początku swojej przestępczej kariery zmuszony do oglądania prawdziwie skrajnych przypadków; teraz wiedział, w jaki sposób należało ich unikać, komu sprzedawać co i w jakiej ilości. Nie chodziło o oszustwa, chodziło o utrzymywanie ich... żywych. Narkotyczny głód potrafił czasem zamącić w głowie na tyle mocno, żeby spokojnie zdołali rzucić się na niego niczym wygłodniałe bestie, których nie było w stanie powstrzymać nic poza porządnym Petryfikusem. Czasem w ludzi wstępowało coś, a może po prostu uwalniało się to, co siedziało od samego początku, czego nikt nie był w stanie śmiało powiedzieć nagłos, kiedy demony zaczynały obejmować władzę nad ciałem i myślami...
W trakcie, kiedy tamte mówiły, rudzielec dyskretnie posprawdzał wszystkie wewnętrzne kieszenie, finalnie dochodząc do wniosku, że w płaszczu nie było nic powiązanego z jego działalnością, a tym bardziej czegoś, co mogłyby uznać za wartościowe. Ściągnął odzienie i podszedł bliżej jednej z dziewcząt, nakrywając ją. Nie potrzebował wzroku wuja, choć zdecydowanie czuł go na swojej twarzy.
- Piwnica Sauveterra, modelki z Domu Mody Parkinsonów... spokojnie, zajmiemy się wami... widziałyście się kiedyś z lordostwem? Kto was zatrudniał? Pamiętacie o jakichś zabezpieczeniach? - mówił nieco monotonnym, choć zdecydowanym głosem, podnosząc na końcu słów głowę i patrząc porozumiewawczo na starszego czarodzieja. Powinni dowiedzieć się od razu, tym bardziej, że stan dziewcząt nie był na tak wielkim skraju, że nie były w stanie mówić; w końcu od ich słów mogło zależeć wiele innych istnień, Mike z pewnością powinien się tym zainteresować...
- Pozwolicie dziewczęta, że wami się zajmiemy? Nie musicie się obawiać, jesteśmy przyjaciółmi. - stwierdził już nieco bardziej kojącym głosem, choć dobrze wiedział, że intonacja i tak nie dotrze do zadżumionych umysłów, które tak usilnie starały się dotrzeć do tego, co najpotrzebniejsze, a był to oczywiście pył. Ciekawe czy zrobiły to sobie same, czy też ktoś je zmusił... jeśli to drugie... rudzielec chciał być światkiem skazania delikwenta. Sprzedaż to jedno, zmuszanie innych to drugie.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]24.03.21 22:44
Gdy jedna z nich zaczęła płakać, zapewne zszokowana zupełnie stanem, w którym się znalazła, Beckett nie do końca wiedział jak się zachować. Poklepał ją tylko po ramieniu, mrucząc pod nosem - Już, już, będzie dobrze - chociaż Merlin jeden wiedział, czy faktycznie będzie dobrze, czy nie. Wpatrywał się tylko w Reginalda, zastanawiając się, jak młodzieniec zareaguje. Ostatecznie to on miał większe doświadczenie w terenie
- Pan Sauveterr - chlipnęła jedna, chwytając się kostek Regiego. - Lordostwa do nas nie dopuszczał... Tam jest jeszcze Kate, Kendall, Gigi, Cara, Ivanka i Heidi, pomożecie im?
No chyba nie mieli innego wyjścia, jak tylko pomóc. Stevie w głowie obmyślał już plan, musiał jednak do niego wykorzystać świstokliki, dziewczyny wydawały się być bezbronne i pozbawione...
- Macie różdżki? - spytał jeszcze, chociaż spodziewał się, że odpowiedź będzie przecząca. Zgodnie z przewidywaniami obydwie pokręciły głowami. Chociaż znał się na czarach, to nie nosił zapasowych różdżek przy sobie, takie zresztą było niezwykle ciężko dorwać. Właściwie było to niemal niewykonalne. - Tak myślałem... Zrobimy tak... Wskażecie mojemu - bratankowi? - przyjacielowi miejsce, w którym was przetrzymywali - dodał jeszcze, bo Reginald przecież musiał wiedzieć, z kim mogą mieć do czynienia. Jedna z nich jednak wzruszyła ramionami, pozbawiona jakiejkolwiek woli życia. Druga zaś wydawała się być zbyt pochłonięta wpatrywaniem się w marynarkę Becketta, gdzie teraz spoczywała dziwna substancja, którą otrzymał od chłopaka. W końcu Amy kiwnęła głową, po czym ponownie się rozpłakała. 
- Nie... Tylko dużo łańcuchów i kłódek. Zabrał nam różdżki, nie mogłyśmy sobie z nimi poradzić - odparła Jolene.
Było widać, że są skrajnie nieprzystosowane do warunków. Stevie podszedł od ich przodu i niczym własnym dzieciom, zapiał jeszcze płaszcze, tak by zasłonić ich nagie szyje. Jeszcze tego brakowało, by się tu przeziębiły.
- Zabierzemy was w ciepłe miejsce - skierował słowa do Weasleya, wyciągając z kieszeni kurtki świstoklik i mrugając jeszcze w jego stronę. Przezorny zawsze ubezpieczony, a jakby to wyglądało, jakby twórca świstoklików chodził bez jednego. Niemal tak samo jak szewc w dziurawych butach. - A potem ktoś wróci po resztę, Feniks wam pomoże - dodał na koniec, poinformują przecież, kogo trzeba. Nie mogliby wpakować się w to sami. - Tylko bez żadnych pyłów - dodał jeszcze, bacząc na chłopaka.
Najchętniej wysłałby list do jego ojca i przedstawił mu, co takiego dostał z rąk Reginalda, ale mógł mu odpuścić. Tym razem. Po prostu będzie miał na niego czujniejsze oko, porozmawiają o tym sobie potem, teraz musieli zająć się tymi kobietami. Gdy Reginald i dziewczęta byli gotowi, Stevie polecił, by złapali go za drewnianą łyżkę, którą zaraz miał zamiar aktywować, aby przenieść ich do Doliny Godryka. Nie musiały się już bać.

Stevie zt


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]31.03.21 0:42
Nie próbował tłumaczyć wujkowi co, gdzie, jak i dlaczego, choć bardzo starał się powstrzymać całą emocjonalną część, która dręczycielsko oskarżała go o nieczułość. Niestety w pewnym fachu i po wielu historiach przeżytych należało skupić się na konkretach, które pozwalały na dotarcie do tego, co najważniejsze. W tym momencie było to wyciągnięcie wszystkich możliwych informacji z roztrzęsionych narkomanek, nad których komfortem zajmował się Stevie. Dobry i zły policjant, choć szczerze powiedziawszy, wolał pełnić rolę bardziej opiekuńczego, przynajmniej miałby mniej argumentów na nienawidzenie samego siebie.
Pan Sauveterr, Kate, Kendall, Gigi, Cara, Ivanka i Heidi, imiona wręcz wyrywały się w głowie Weasley'a, który przez cały czas świadomie obserwował panienki i otoczenie. Zimno rąk na jego kostkach przykuło jednak uwagę do wychudzonej postaci. Błysk przerażenia przemknął przez jego oczy i myśl, tylko po to, aby zaraz zniknąć pod kołderką profesjonalizmu i stanowczości. Bardzo rzadko budził w sobie tak skrajną postać, którą stawał się tylko w podbramkowych sytuacjach.
- Pamiętacie coś z otoczenia? Woda? Góry? Cokolwiek? - dopytywał żarliwie, obserwując rysy ich szczęk. Delikatne ruchy głowy potwierdzały jedynie jego obawy, choć wypytać z pewnością byliby w stanie dopiero po uśmierzeniu niepokoju panien, jednak żaden z nich nie kwapił wyciągnąć w ich kierunku proszek. Dziwne zrządzenie losu. Czuł się nieswojo, choć przecież niejednokrotnie wcześniej znajdował się w takich sytuacjach, teraz wszystko wydawało się takie inne.
Dziękując niebiosom za Steviego i jego fach; obserwował z należną powagą na przedmiot tak prosty i błahy w wyglądzie, któremu nikt nie zarzuciłby bycia świstoklikiem. W mig pojął, co Beckett miał na myśli i nawet nie oponował, wręcz przeciwnie, zaczerwieniły mu się uszy ze wstydu!
- Oczywiście, że bez żadnych pyłków. - odpowiedział z powagą w oczach i potężnym poczuciem winy na twarzy. Był świadom tego, jak źle to wyglądało, jednakże nie miał sobie nic do zarzucenia! Przecież nie ćpał! Oby tylko wujek nie pomyślał, że rozsądnie byłoby przekazać jakiekolwiek informacje do jego rodziców... - Wytłumaczę później. - powiedział w jego kierunku, świadom tego, że dziewczęta nie były najbystrzejszymi z poznanych dam, mimo to należała im się pomoc jak każdemu człowiekowi! Pomagając jednej z nich utrzymać się na nogach, złapał za drewnianą łyżkę, kilka sekund później czując charakterystyczne szarpnięcie w pępku.

| zt.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]14.05.21 21:30

29 listopada 1957

Dzisiejszego wieczora miano przelewać wosk przez klucze, wystosowywać wróżby i świętować imieniny każdego Andrew w okolicy, a jednak panna Crabbe wolała popołudniem udać się do samotni, gdzie będzie mogła oddać się własnym rozmyślaniom. Chłodny wiatr targał spiętymi niedbale włosami, pociągając za sobą zapach bursztynu, róży i cynamonu, przełamany słodyczą mandarynki oraz świeżością mięty. Kobaltowa peleryna była niczym dziura w krajobrazie, wycinająca się z rzeczywistości, zupełnie tak jak zostało wyjęte jej dotychczasowe postrzeganie całokształtu rodziny przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące… Śmierć Alpharda przypomniała jej, jak to było stracić bliską osobę; okrutne spojrzenie ojca, przypominało o parszywych czynach; niewinne słowa kuzynki, świadczyły, w jakiej obłudzie tonęła. Wszechświat usilnie najwyraźniej próbował przywrócić pannie Crabbe brak ładu we własnej głowie. Drwiącą z jej prób podniesienia się po kolejnych uderzeniach, jakie dostawała od losu – ile jeszcze jej krewnych miało odejść? Ilu miało utknąć pod ziemią i stać się pożywką dla robactwa? Nie pojmowała, czemu to właśnie w jej życiu Śmierć przewijała się tak często. Może miała ją w jakiś sposób odkryć? Gdzież ta opowieść o Trzech Braciach, którą tak namiętnie czytywał jej brat. Czyżby los chciałby jej coś podpowiedzieć? Ale czegóż mogła szukać w takich historiach – różdżki i potęgi nie chciała; peleryny niewidki ją nie interesowały, a kamień wskrzeszeń nie mógł jej przysłużyć się do niczego innego poza bólem – jeśli miała skończyć jak jeden z braci, dojrzewając do okrutnego szaleństwa z rozpaczy? Och, nie, nie mogło chodzić o to. Być może Śmierć po prostu pokazywała jej, jak krąży wokół, a niebawem pochwyci i samą pannę Crabbe w swe szpony? A może była to jakaś nieczysta gra lub perfidny, okrutny flirt uprawiany przez Kostuchę? Toksyczny szantaż emocjonalny, popychające Forsythię wprost w ramiona Śmiercichy. Kroczyła poprzez knieję, pochłonięta takimi pytaniami, filozofująca na temat żywych i umarłych, czasem spoglądając tęskno w pogłębiającą się otchłań. Przepaść wołała ją do swego łona, pragnąc, otoczyć śmiertelną pępowiną, wtłaczając jedynie truciznę do jej płuc w postaci słonej wody, w której z pewnością utopiłaby się, o ile wcześniej nie połamałaby karku w zderzeniu z taflą zimnego oceanu. Fascynowało ją czasem, jak wyglądałaby w całunie pośmiertnym, kto pojawiłby się na jej pogrzebie, ile noszono by żałobę? Czy znalazłby się ktokolwiek, tak mocno cierpiący, jak ona po Perseusie? Po rodzinie? Po ideach?
Wzdrygnęła się na wspomnienie Aquili, która pochłonięta rozpaczą zdawała się cieniem dawnej siebie. A może to była jej cena? Cena za zdobyte informacje od losu – za wiedzę, jaką obdarzył ją Steffen i Asbjorn? Naciągnęła mocniej płaszcz, odrywając spojrzenie od pustki, ziejącej z odległych cieni między drzewami, wołających o krwawą ofiarę z jej ciała. Czy była w tym mrocznym wyobrażeniu wizja jej przyszłości? Niechybnego upadku, do którego wydawała się przygotowywać od tak dawna?
Wtem usłyszała nieopodal kroki, toteż raptownie obróciła się do tyłu, marszcząc brwi w głębokiej konsternacji. Znajoma urocza twarzyczka i płomienne włosy, iście rozjaśniające mrok, gdy resztki słońca, wydawały się padać na nie blaskiem. – Melody?


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]15.05.21 13:10
Pośród wichru wspomnień, w których szpony z wolna oddawała się podczas powolnego przechadzania się knieją, przodowały te o matce. Kalejdoskop pamięci kolejno podsuwał jej chwile beztroskie i sielskie, arkadyjskie nieomal, podczas których zatapiała się w reminiscencji zbierania bielących w słońcu stokrotek z soczyście zielonej trawy opodal domu w Ottery. Ten zaś, obecnie zionąc pustką, napominał wielokroć o stracie, która wyzierała dziurę w jej wrażliwym sercu. I tym razem nie była zdolna do przywołania dziarskiego uśmiechu na wargi; tego, który stanowił nieodłączne towarzystwo rudych fal i piegowatej buzi. Zaklęta w rozmyślaniach, w echu ojcowskich ramion, miękko zamykających ją w uścisku; w szyi matki, w której zgięciu układały się subtelne nuty róż i cedru, szła bezwiednie. Zacisnęła dłoń w pięść; tę, na której nadgarstku kostucha zwolna zaciskała swe trupie palce; tę, której długie palce pianistki napominała o barwnych dźwiękach, które matka wygrywała na fortepianie.
Natura stanowiła odwieczną opokę; chylące się ku ziemi gałęzie, ogołocone z niegdyś zielonkawych liści, obecnie wyścielających jesiennym dywanem ziemię, przypominały jej nią samą, zagubioną pośród miriad przemyśleń. Zamrugała kilkukrotnie, odganiając łzy wzbierające w kącikach oczu, szklące się w błękitnych tęczówkach. Dawno nie czuła się tak samotna; dawno nie była w rzeczywistości tak sama.
Ponownie zacisnęła dłonie w pięści, biorąc głęboki haust powietrza, który po chwili mile ulokował się w klatce piersiowej. Bo każdy dzień był jak wzbieranie wody w płuca; każdy dzień stanowił wyzwanie i choć kuzynostwo rozgramiało burzowe chmury kłębiące się nad jej głową, a lord Nott zataczał coraz szersze okręgi na proscenium myśli, dni takie jak ten, zawierały w sobie coś z rzewnej żałości.
Odchyliła głowę ku niebu, przysłanianego przez korytarz drzewny. Choć jego błękit nie był nader dostrzegalny przez gęste konary, widziała, że zbiera się na deszcz. Może tego właśnie potrzebowała? Chłodnych igieł, które uczynią z jej skóry spadające gwiazdy, barwną galaktykę; otrzeźwią umysł i odgonią myśli niepokorne.
Nie dostrzegła jej nawet, zatopiona w myślach do cna; wbijała tępe spojrzenie w grunt, na którym miarowo stawiała kroki. Ten głos jednak wyrwał ją z wszelkich odmętów umysłu, w których zaczynała tonąć. Może uśmiechnęłaby się na jej widok, wspominając listowne konwersacje, chwile dzielone na dwoje – nie wiedziała jednak, jak ma się zachować w konfrontacji z czernią włosów, z bladym obliczem.
Forsythia – rzekła w przestrzeń, a kąciki jej ust ugięły się w subtelnym uśmiechu. Od pamiętnej nocy nie miały kontaktu, a ich chwile dzielone na dwoje odeszły w niepamięć. Teraz jednak – niepokojąco rzeczywista, okrutnie namacalna, przywoływała mikrokosmos wspomnień.
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : 20
UROKI : 7
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]15.05.21 13:10
The member 'Melody Weasley' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Rękaw Praplatanów - Page 3 QxblXwt
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rękaw Praplatanów - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]15.05.21 19:22
Kiedy ostatnim razem widziała ten roztańczony płomień? Ile minęło miesięcy od momentu urwania kontaktu, choć może nie, aż tak bliskiego, jednak niewątpliwie znaczącego? Panna Weasley nie należała do grona, na które nie krzywiła się jej rodzina, nawet jeśli status krwi poświadczał o niewątpliwym szlachectwie. Biedni i wzgardzeni przez resztę, a jednak uparcie wciąż trzymający się swych ziem, by walczenie dzierżyć różdżkę przeciwko tym, którzy chcieli niszczyć wcześniejszą harmonię.
Sythia przy niej nigdy nie musiała silić się na zbytnie konwenanse, których uporczywie pilnowały jej inne arystokratyczne znajome. Wystarczyło więc kilka zwinnych kroków, miękko pląsających po ziemi, aby opleść się wokół ramion dawnej znajomej na znak uścisku, potwierdzającego niezmienny stosunek Sythii do młodej klątwołamaczki. I miało być idealnie. Bajecznie, gdy serce rozedrgane w zapachu płomieni ognistego temperamentu, chciało rozpłynąć się w podekscytowaniu. Sądziła, że traciła ich wszystkich, dawne przyjaźnie, a gdy wątpiła najbardziej – zjawiali się, prawie niczym opiekuńcze duchy. – Melodyjko… – mruknęła z westchnieniem, odsuwając się wreszcie. Jednak obłoku pary, wypływającego z własnych ust nie spodziewała się w tej sytuacji. Zrobiło się chłodno i ponuro, jak gdyby to chwilowe szczęście uleciało w niebyt, tworząc miejsce dla mroku, rozpościerającego ciemnym płaszczem kły mrozu. Szron syczał, wspinając się po tafli płytkich kałuż, a rośliny jeszcze dyszące ostatkami żywota, skręciły się w lodowatych kleszczach paraliżującego nieszczęścia. Ciemne oczy przebiegły po ścieżynie, gałązkach, odbitych chmurach w poprzecinanym szronem odbiciu płytkiej kałuży. Umysł pochłonęły płatki śniegu ze wspomnień, uderzające o rozgrzane policzki, gdy stanęła w drzwiach, widząc ojcowską twarz, by potem usłyszeć, że nie zdążyła – Perseus zmarł. Krzyk rozdzierający kolorowe lodowisko, wrześniowym rankiem, zakołysał się w uszach, a każdy wymierzony przez ojca cios, policzek i tortura, wydawały się nabiegać wybroczyną od nowa, przypominając o bólu popełnionych błędów.
Dyszenie nasiliło się, a dłonie bezwiednie oplotły się wokół panny Weasley, przyciągając ją pierwej do siebie, a potem oddzielając od dementora resztą ciała. Dopiero wówczas skostniałe palce przesunęły się do jednej z kieszeni, próbując odnaleźć różdżkę, lecz nawet nie mogła jej chwycić, więc mogła zaledwie stanowić fizyczną tarczę od mrocznej istoty. – Wyczaruj patronusa, jeśli nie odejdzie – wyszeptała, drżącym głosem wprost do ucha rudowłosej czarownicy, powoli odwracając spojrzenie ponownie na lewitującą ciemną opończę. Należało się ich bać - własne słowa, wypowiedziane całkiem nie tak dawno, zagrzmiały ponuro w myślach. Dementor jednak nie zaatakował, nie one były jego celem – na szczęście. Ciemna opończa załopotała w oddali ścieżki i istota odeszła, pozostawiając po sobie tnące zimno, na jakie najwyraźniej żadna z kobiet nie była gotowa. – Ch-chodźmy stąd – rzuciła wciąż przyciszonym głosem, biorąc Melody pod ramię, aby jak najprędzej oddalić się od dementora i chłodu, jakim je uraczył.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Rękaw Praplatanów
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach