Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Rękaw Praplatanów
AutorWiadomość
Rękaw Praplatanów [odnośnik]17.07.17 1:28
First topic message reminder :

Rękaw Praplatanów

W Glocestershire, w oddali od większych miast, znajduje się niecodzienna alejka osłonięta tunelem tworzonym przez żywe drzewa; stary las, ukrywany przed mugolami w celu ochrony drogocennych roślin, stworzył tę ścieżkę sam, otwarcie witając odwiedzających to miejsce czarodziejów - wrogo traktując niemagicznych, których drwale stosunkowo często pojawiali się w okolicy, niosąc ze sobą zagrożenie. Z obu stron pną się ku górze imponujące platany, których korony zaplatają się nad drogą, tworząc naturalny rękaw. Jedynie Ollivanderowie posiadają pozwolenie na wydobywanie drewna z tego lasu do tworzenia różdżek.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rękaw Praplatanów - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]13.11.21 20:40
Pokierowała ludzi w odpowiednią stronę, pomagając pozostałym znaleźć miejsce do schronienia w oczekiwaniu na pomoc, a reszcie zapewnić odpoczynek i regenerację.
Wybrała tę ścieżkę nie bez powodu. Z tylu pozostałych zawodów, jakich mogła się podjąć, wezwanie przeznaczenia powiedziało jasno, do czego została stworzona. Otrzymała moc, którą nie każdy doceniał w subtelnych zdolnościach. Ludzie otwierali przed nią nie tylko swe fizyczne słabości, ale też umysły pełne najbardziej tajemnych z głęboko wstydliwych i skrywanych sekretów, bo jej ufali. Sama musiała zrobić to samo. Otworzyć się na przyszłość i stanąć na progu tego, co czekało ich wszystkich. Nie bać się, powitać ją niczym starą przyjaciółkę, nawet jeśli miała przyjść pod postacią śmierci. Ronja była w stanie się z tym pogodzić. Może nie dzisiaj i nie jutro, ale myśli kobiety klarowały się jasno i zrozumiale. Niech nazwą ją naiwną. Niech zaśmieją się z serca, które potrafi jeszcze wierzyć. Ona sama wie, akurat w tym jednym przypadku, wie lepiej. Nie należy go nie doceniać, bowiem serce Fancourt walczyło w bitwach z największymi wrogami. Pokonywało przeciwności i burzyły mury nie do zburzenia. Każdy moment, gdy przeciwnik ignorował jej uczucia, stawał się chwilą, w której mógł odnieść sromotną klęskę.
- Zrobiłyśmy wszystko, co w naszej mocy. - Odezwała się cicho, podchodząc do blondynki i równając się z nią ramionami. Przeszły wspólnie od samego początku Rękawu Praplantów do tego momentu, a jeden rzut okiem do tyłu wystarczył, by porównać, jak bardzo złagodziły sytuację tragedii, w jakiej znaleźli się ocaleni. - Reszta nie należy do nas. Teraz czas tylko cierpliwie czekać. - Dodała, krzyżując ramiona w objęciu samej siebie. - Jeszcze. - Nie była pewna na ile tej cierpliwości kobiecie starczy. Cechy, którą mogła się poszczycić ponad wieloma innymi. Miała nadzieję, że próby, które czekały ich wszystkich, okażą się prowadzić do celu. Musiały. Bowiem perspektywa tego, iż na końcu tej bolesnej drogi czekała nicość przerażała Fancourt nawet bardziej od potencjalnego zła, jakie jeszcze miała przed sobą.

| zt. dla ronji


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]13.11.21 21:30
Po zajęciu się najcięższymi przypadkami przeszły do reszty i im służąc swoimi umiejętnościami i dobrym słowem. Byli zmarznięci, wykończeni i głodni, a to nie był koniec ich walki. Widziała jak ochotnicy podobnie jak one przechodzili się pomiędzy ludzi oferując pomoc, rozdając koce, ciepły napitek. Wciąż była nadzieja. Ludzie nawzajem się krzywdzili, ale też byli i tacy, którzy wyciągali pomocną dłoń, tacy, którzy walczyli o lepsze jutro, tacy którzy byli w stanie zaoferować wyłącznie ciepły uśmiech, ale czasem i to było potrzebne, nawet wystarczające. To takie chwile dodawały jej siły, wiary w to, że ludzkość jest jeszcze coś warta, że nie wszystkie wartości zostały utracone, że dobroć wciąż istnieje, jest w tych ludziach wokół niej, a za nią, za nich, warto jest walczyć. Nie uważała, że kiedykolwiek będzie jej to dane. Nie z jej umiejętnościami, ale zrobi co w jej mocy, aby im wszystkim pomóc bez względu na cenę jaką przyjdzie jej za to zapłacić. Składała przysięgę. Obiecywała pomagać każdemu w potrzebie i to właśnie miała zamiar uczynić.
Wpatrywała się w tych ludzi dziś wiele razy widząc przed sobą tak różne historie, niektóre z nich dane jej było nawet usłyszeć. Strata, pragnienia, smutek, nadzieja - wszystko to dzieliła z nimi, a oni z nią. Czarodziej, czy mugol, nie widziała różnicy. Spojrzała krótko na kobietę, która stanęła obok niej kiwając bezwiednie głową, aby znów przenieść wzrok na ludzi przed nimi. Faktycznie, zrobiły co mogły. Chciałaby być w stanie zaoferować im więcej, ale nie miała takiej mocy, takich możliwości. Jeszcze. Cierpliwość była niezbędna w ich pracy i nie wątpiła, że Ronja, podobnie jak ona sama, ma jej ogromne pokłady. Wszystko ma jednak swoje limity. One mają swoje limity. Oni wszyscy mają. Co się stanie, gdy je przekroczą? Poddadzą się? A może wręcz przeciwnie? Miała tylko nadzieję, że żadne z nich nie przemieni się w to z czym walczy.

| zt Yvette


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]14.05.22 13:09
17 IV 1958
wieczór


Kolejny, długi dzień w rezerwacie jednorożców dobiegł końca. Ten z pewnością lepszy był od poprzedniego — przyjęcie, które zorganizowała kuzynka Elvira pełne było dziwów i pierwszych razy, spośród których szczypiący płomień alkoholu na języku, w ustach i przełyku był chyba najdziwniejszym, najmocniejszym (a bo i pierwszym tego rodzaju) odczuciem w trakcie całego wieczoru. Następnego dnia z trudem wzniosła się z pościeli, nie do końca pewna, gdzie tak właściwie była. Szumienie, które rozlegało się w jej głowie wieczorem, nie było wcale takie złe — trochę zabawne, trochę łaskoczące, przytłumiające zmysły. Wokół same kobiety, chyba zero zagrożenia, wszystkie wyglądały na dojrzałe, w pewien sposób odpowiedzialne, a Maria, oddając się swemu młodzieńczemu zawierzeniu, nie kwestionowała tego, co działo się później. Szum poranny był jednak o wiele gorszy — skronie pulsowały, świat wydawał się jeszcze większy i jeszcze bardziej głośny niż zazwyczaj. Konieczność pracy w takim stanie nie była niczym, na co czekała z zapartym tchem, jednak praca fizyczna, przebywanie na świeżym powietrzu z pewnością miało dobry wpływ na jej samopoczucie.
Dziś wszystko wróciło do normy. Wychodząc z rezerwatu, ustawiła swój skórzany plecaczek przy bramie, poświęcając chwilę, by zapiąć trzy guziki, zaraz pod szyją. Guziki wysłużonej już peleryny, która miała ochronić ją w trakcie nadchodzącego lotu przed wiatrem, zimnem i wszystkimi nieprzyjemnymi warunkami atmosferycznymi. Odcień wpadać musiał kiedyś w naprawdę głęboki granat, teraz już zszarzały materiał spływał na ramiona dziewczęcia, nie sięgając jednak dalej niż do linii obojczyków. Nałożony na głowę kaptur posiadał szpiczaste zakończenie, jasne, mocno skręcone włosy spływały spod materiału, po dwóch stronach twarzy panny Multon. Poza kapturem miała na sobie jeszcze ciemny kożuszek, własnej roboty oczywiście i jak zawsze — wysokie buty z grubą podeszwą, wystające spod materiału długiej spódnicy. W ciemnościach nie powinna rzucać się szczególnie w oczy.
Nigdy nie bała się tej okolicy — znała ją już dość dobrze, od ponad pół roku wybierając tę drogę jako właściwą do pracy i do domu. Las, czy też leśny tunel, według legend wolny był od mugoli, dawał więc bezpieczeństwo czarodziejom. Kobiety, które napotykała na swej drodze, co rusz mówiły, by się nie przejmować, by się nie bać, by głowę trzymać wysoko, a skoro tak mówiły — nie jedna, nie dwie, tylko większość — to musiały mieć rację. A jednak słowa Celine, kreślone ostrożnie w listach, opowiadały historię zupełnie inną. Były niemalże krzykiem, krzykiem o pomoc, o szukanie bezpiecznej przystani. Serce Marii, wrażliwe na wszystkie bodźce... Wiedziało, że nierozsądnie jest ignorować głos kogoś, kto obdarzył cię miłością przyjacielską, tak przecież szlachetną, dobrą i bieluśką jak śnieg.
Chciała być czujna. Na miotle potrafiła latać naprawdę dobrze, była przecież ścigającą, potrafiła pojawić się przy kaflu niemal niezauważona, a potem posłać go poza zasięgiem obrońcy do odpowiedniej poręczy. Z ucieczką jest jak z grą w Quidditcha, myślała, gdy wiatr szarpał za jej włosy, choć nie ściągał zabezpieczonego guzikami kaptura. I nie ma się czego bać, uśmiechnęła się do siebie, gdy trzonek miotły skierowała niemal pionowo w dół, wlatując pomiędzy czekające już na nią drzewa.
Gloucestershire było spokojne. W gazetach pisali o wojnie, ale wojnie wygranej, rebelianci zostali rozbici i teraz już chyba naprawdę nie było się czego bać. Napisze to Celinie, gdy tylko wróci do domu. Do Okruszka nie było znowu tak daleko, może jakieś dwadzieścia minut lotu?
Noc była pogodna, choć ciemna. Księżyc w nowiu nie dawał światła, polegać musiała więc na swoich zmysłach, pamięci i uwadze. Sytuacji nie poprawiał fakt, że znajdowała się pod koronami powoli próbujących pokrywać się liśćmi drzew, ale przecież... Zawsze mogła zadrzeć głowę do góry, spróbować lecieć nad nimi i po prostu przyglądać się migoczącym światełkom gwiazd.


the dream of my life
is to lie down by the slow river
and stare at the light in the trees —
to learn something by being nothing
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożcy
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 10
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]18.05.22 2:54
17.04

Przed wyjściem z domu rzucił krótkie spojrzenie w lustro, zastanawiając się przelotnie, kim będzie dzisiaj. Nie Fenrirem, nim nie mógł już być - rozmawiał o tym z Ronją, z nowym magipsychiatrą o ciężkim irlandzkim akcencie i czasami z najlepszym przyjacielem. Było zresztą lepiej, tak myślał - choć miewał momenty, w których czuł się nie do końca sobą. Jak wtedy, gdy zobaczył wiadomość o swojej śmierci i korciło go Fenrira? ich, by sięgnąć za pióro.
Nie sięgnął. Justine, sprawy rodzinne i pójście na polowanie skutecznie oderwały go od myśli i pokus. Nieobecnie, zanim zmienił zdanie, znalazł (z pewnym trudem, pod łóżkiem) niegdyś kolorową wstążkę i wyrzucił ją w lesie, zakopując ją starannie butem. W Lancashire, tam było wiarygodnie. Zwykle ludzie umierają tylko raz, Michael Tonks umarł już raz w Norwegii, szybko i skutecznie. Michael Tonks, poszukiwany terrorysta, umarł pierwszego kwietnia i musiał zadbać o to, by umarł równie skutecznie. Chwilę zastanawiał się, co zrobi, jeśli dostanie list albo wyjca - szatańska pożoga, dobre sobie, samemu nie uwierzyłby w podobne rzeczy. Ale nie dostał listu - w lutym zabronił zresztą do siebie pisać.
Ciężkie milczenie, stanowczy list w lutym i taktyczne myślenie cechowały zresztą ludzi, tylko ludzi.
Wilki nie potrafiły być okrutne.
W każdym razie, nie mógł być już Fenrirem ani nie mógł być Michaelem Tonksem. Choć czasami go korciło i czasami skutecznie go wykorzystywał. Już dwukrotnie rozpoznali go szmalcownicy, w tym jeden znajomy z Ministerstwa. Dwóch aresztował, na początku kwietnia - zgodnie z prawem.
Jednego zabił. W samoobronie. Nikomu nie powiedział o tym, że odczuwał wtedy satysfakcję i że spoglądał chwilę z uśmiechem w oczy napastnika. Pozdrowienia zza grobu - syknął, zanim zakopał go w śniegu.
Nie licząc satysfakcji, naprawdę zabił go w samoobronie. Gdyby nie był zmuszony przejść do szybkiego kontrataku, zdążyłby go przesłuchać i nie paprałby się teraz w tym gównie. Znalazł przy trupie notatki, coś o kryjówce w Gloucestershire, już od dawna chcieli ich wykorzenić. Karaluchy panoszyły się na ziemiach Parkinsonów, najchętniej naszczałby na suknie Parkinsonów i podpalił ich cholerny sklep i obserwował jak lordowie szczają pod siebie ze strachu i nie myślał tego jako Fenrir, o nie, już nie. Jako Michael Tonks z każdym dniem nienawidził tych ludzi, coraz czyściej i coraz bardziej. Pierwszego kwietnia umarło coś więcej niż jego list gończy, umarły też wszelkie sentymenty o niewinnych szlachcicach, wieści o ceremonii odznaczenia bohaterów wojennych sprawiały, że chciało mu się rzygać. Rozumiał Justine, rozumiał ją coraz lepiej, z każdym dniem.
Też chętnie wysadziłby tamten plac i choć kilka miesięcy temu myślał o sobie inaczej, to dzisiaj nie poczułby niczego spoglądając w puste oczy jakiś szlachcianek. Każdy, kto tam poszedł był winny.
Zjednywaniem do siebie ludzi może się zajmować Elroy, zawsze był bardziej czarujący. Jeden z martwych Michaelów Tonksów też taki był, tamten przystojny auror o złotych włosach i błysku w oku - ten, który nie żył od dawna, to już dwa i pół roku.
Obecnie czuł się lepiej jako zbrojne ramię, wilk Longbottoma, prędkie Lamino. Myślał, że będzie brakowało mu pozorów i garnituru, ale nie, jednak nie.
John Smith? - pomyślał przed lustrem, licząc się z tym, że pomimo planowanego podniebnego lotu może jednak dziś na kogoś wpaść. Westchnął, wyobraziwszy sobie minę najlepszego przyjaciela. Mark Honks. - tym razem Thalia przewróciła w jego głowie oczyma, bo chyba użył kiedyś na ich wspólnej misji czegoś podobnie błyskotliwego.
Zaklął pod nosem. Castora nie było w domu, a siostrom się nie przyzna, że nie miał do tego talentu.
Chwycił za miotłę, usiłując pomyśleć o czymkolwiek sensownym.
-Liam Greyback. - uznał z satysfakcją, mając nadzieję, że nie wpadnie na żadnego Greybacka. W zimie zabił wreszcie jednego, którego od dawna miał na celowniku, powinien ich trochę przetrzebić. -Albo Lionel Took, matka Greyback. - powtórzył do siebie, Peregrin Took, była taka postać w jednej długiej książce, którą czytał lata temu i wiele rzeczy pozapominał. To chyba był król, który walczył z potworem, albo coś takiego. Albo może pomocnik króla, który walczył z potworem? Albo rycerz? Hm, nieważne.
Wsiadł na miotłę i pognał do Gloucestershire. Przeczesał tam już kilka lasów i nic, od kilku dni sprawdzał ślady tamtego cholernego szmalcownika, a drań drwiąco nawiedzał go w snach, jak oni wszyscy, można było zwariować, ale magipsychiatra zapewnił go - chyba żartem - że bardziej zwariować się nie da, a potem obiecał mu, że jest na dobrej drodze do wyzdrowienia. Michael chciał go lubić, ale magipsychiatrzy bywali cholernie irytujący.
Leciał długo, powoli tracąc nadzieję, aż dostrzegł na niebie postać. Szczupłą, w kapturze. Żywego ducha tu nie było.
Ktoś z nich?
Bo co ktoś robiłby na pustkowiu o tej porze?
Zmrużył oczy, trzymając się w bezpiecznej odległości i...
...postać zapikowała prosto w dół.
Przyśpieszył i ścigając się, zapikował za nią, gotów zaskoczyć intruza. Był przekonany, że nikt go nie widział, a dłoń instynktownie wędrowała do różdżki. To mogła być pułapka, ale będzie uważał.
A w kryzysowej sytuacji...
Księżyca nie było dzisiaj na niebie, ale to nie znaczyło, że nie mógł z niego skorzystać. Oswoił się z tą myślą, gdy był poszukiwany żywy lub martwy i bardzo chciał być znaleziony martwy. Nie mówił o tym najlepszemu przyjacielowi, nie chciał chyba widzieć jego miny, ale opowiedział już o tym magipsychiatrze - że klątwa może być czasem błogosławieństwem.

ekwipunek we wsiąkiewce, rzucam na latanie na miotle II


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 18.05.22 18:40, w całości zmieniany 2 razy
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Rękaw Praplatanów - Page 5 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Rękaw Praplatanów [odnośnik]18.05.22 2:54
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'Zdarzenia' :
Rękaw Praplatanów - Page 5 4ptNsps

--------------------------------

#2 'k100' : 27
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rękaw Praplatanów - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Rękaw Praplatanów
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach