Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zapomniany pomost
AutorWiadomość
Zapomniany pomost [odnośnik]17.07.17 1:31
First topic message reminder :

Zapomniany pomost

Miejsce rzadko odwiedzenie przez ludzi - zarówno czarodziei jak i mugoli. Niewiele wie o jego istnieniu. Wejście na pomost znajduje się za zakrywającymi go zaroślami. Same zaś deski, z których jest zbudowany, skrzypią pod stopami ze starości i wilgoci, jaką przesiąknęły.
Nie jest to miejsce, w które zabiera się wybrankę na randkę, jednak sprawdza się idealnie gdy potrzeba prywatności i spokoju. A z racji swojego położenia i faktu, że mało osób wie o tym miejscu jest też bezpiecznym miejscem dla spotkań, które powinny pozostać tajemnicą.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zapomniany pomost - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zapomniany pomost [odnośnik]22.01.21 22:44
Możliwość pomocy przyjaciółce była zawsze istotną sprawą. Młoda czarownica planowała w najbliższych miesiącach, prócz podjęcia się nowych obowiązków, odzyskać najbliższych - Primrose, Rigela i Aquilę. Wierzyła, że wciąż jest dla nich szansa, nawet jeśli nie w znanej im dotychczas formie, to w choć okrojony sposób. Spotkania z każdym z osobna były sympatyczne i zapewniały choć namiastkę tego, czego potrzebowała, nic nie mogło się jednak równać z zebraniem ich wszystkich w jednym miejscu. To wśród nich nie bała się wyrażać uczuć i szczerze wygłaszać niepopularnych opinii. Oczywiście takich, które w żaden sposób nie łamały ogólnie przyjętych norm, w tym poruszonego przez nie tematu czystości krwii.
- Dobrze wiesz, że nie sympatyzuję - wtrąciła od razu, patrząc na nią z wyrzutem, grając przewidziany przez siebie scenariusz. Dlaczego nie ugryzła się w język, skoro wiedziała, że Primrose będzie o to pytać? To przejaw głupoty, mądrości po szkodzie czy po prostu chęć posiadania choć jednej osoby, przed którą nie musiała kłamać? Evandra miała problem z odrzuceniem czyjejś sympatii wyłącznie ze względu na krew. Nie pominęła oczywiście żadnej z lekcji o wyższości krwi szlachetnej ponad każdą inną, rozumiała każdy z podawanych jej argumentów, co jeśli jej własne doświadczenia mówiły coś innego? Doskonale pamiętała co wydarzyło się w szkole, zacisnęła więc usta w wąską linijkę, dając za wygraną. - Po prostu nie rozumiem napędzania się czystą nienawiścią. Chciałabym powstrzymać rozlew krwi, przestać żyć w ciągłym napięciu. Powiedz, czy jest nam to teraz potrzebne? - Także ściągnęła brwi i westchnęła cicho. - Nie twierdzę, że rebelianci czynią dobro, tylko że konflikt należy jak najprędzej zakończyć. - Zacisnęła palce na dłoni Primrose, chcąc szczególnie zwrócić jej uwagę na swoje słowa. - Ostatnie, co chcę znajdować w przeglądanej prasie, to nekrologi i listy gończe.
Musiała jednak przyznać, że na moment zawahała się nad tym, co mówi. Wydarzenia na Connaught Square wywarły na niej mocne wrażenie, już od pierwszych chwil czuła ich wpływ, począwszy od błagający u jej stóp jeden z wychwyconych elementów, który obrzuciła chłodnym spojrzeniem, kiedy prowadzono go na straceńczy podest. Musiała utrzymać silny wzrok podczas wykonywania wyroku, plama czerwieni rozlała się po drewnianych deskach. Pojawił się chłód i to dziwne mrowienie w dłoniach, zaraz za tym pustka. Ze skupienia wyrwało ją dopiero rzucone zaklęcie, później pamiętała już tylko ścisk w dole brzucha i niepokój związany z pospiesznym opuszczeniem placu.
Tajemnice. Co innego zdradzać własne, a co innego cudze. Przygryzła nerwowo wargę, gdy spuszczając wzrok na wilgotne deski pomostu zastanawiała się nad odpowiedzią. - Chciałabym móc odpowiedzieć na te pytania. Obawiam się jednak, że problem jest zbyt głęboko schowany, by móc ot tak rozwiązać go podczas jednej rozmowy. - Dochodziły do tego argumenty, o których istnieniu Evandra nie wiedziała. Nie umiała pozbyć się wrażenia, że wiele kwestii było przy niej pomijanych, zatajanych. Ostrzeżenia, jakie dostawała, były zbyt ogólne, by wyciągać wnioski; ignorowała wrodzoną ciekawość z obawy przed naruszeniem tematu, który wywołałby czyjąś złość. Przyjmowała milczenie za odpowiedź, godziła się z niedoinformowaniem, mimo iż straszliwie jej ciążyło. - Wspomniałam ci już podczas konnej przejażdżki, że zamierzam pokonać swoją bezradność i zaangażować. Wymagają ode mnie powagi i odpowiedzialności, o których rychłym nadejściu wiedziałam, lecz dopiero teraz dociera do mnie ich ciężar. - Wolną rękę przeniosła na drewnianą barierkę, wyczuwając pod palcami jej wyszczerbioną fakturę. Na twarzy Evandry pojawił się lekki uśmiech, mający choć trochę rozluźnić atmosferę. - Obecnie przygotowuję się mentalnie do rozmów z lady Cedriną. Poprosiłam ją o udzielenie mi kilku lekcji zarówno z historii rodu, jak i prowadzenia domu. Wspominała coś o różach, więc najpewniej chce przetestować moje umiejętności zielarskie, także życz mi szczęścia. - Herbowy kwiat Rosierów był pielęgnowany w Château Rose bez pomocy skrzatów, kwestią czasu było, by i Evandra przyczyniła się do rodzinnej tradycji. - A tobie jak idą badania? Wspominałaś o nauce run i nowych talizmanach. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że zamierzasz poprzestać na wykonywaniu zamówień dla klientów? - Rzemiosło w połączeniu z magią w wykonaniu lady Burke z pewnością prezentowało się rewelacyjnie, lecz to praca naukowa była od zawsze pragnieniem Primrose. Jak wiele zmieniło się w tej kwestii?



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]22.01.21 23:46
W czasach szkolnych raczej żadna z nich nie była w stanie przewidzieć jak się potoczą ich losy. Mieli ogólny zarys, wizje jaką snuli przed nimi rodzice, ale jak będzie to wyglądać w rzeczywistości? Ciężko było przewidzieć siedząc na szkolnych błoniach powtarzając do egzaminów lub wymieniając się plotkami. Jednak już wtedy Primrose zaglądała tam, gdzie jej przyjaciele nawet nie myśleli, że można.  Pomimo tego, że byli blisko każdy z nich miał swoje tajemnice. A młoda lady Burke powoli poznawała świat czarnej magii, która kusiła ją i wołała do siebie. Na początku nie miała odwagi, później zaczęła zajmować się artefaktami w rodzinnym biznesie, gdzie miała do czynienia z wieloma czarno magicznymi przedmiotami, aż w końcu trafiła na stare zwoje i zapiski. Wkroczyła na ścieżkę, z której nie było już odwrotu, choć ona sama miała jeszcze chwilę by jedna zdecydować się na inną drogę. Pytanie tylko czy chciała. Spojrzała na śliczny profil przyjaciółki, a na jej stwierdzenie, że nie sympatyzuje uniosła do góry jedną brew w powątpiewający minie. Ile lat się znały? I chociaż jako dorosłe kobiety kontakt miały słabszy to jednak przyjaźń pozostała, a pewne rzeczy się nie zmieniały. Naprawdę sądziła, że lady Burke nie będzie pytać? Na pewno to wiedziała. Być może jednak oczekiwała tych pytań, których nie zadawała sobie sobie albo nikt wcześniej nie wypowiedział ich na głos. Czasami zdawało się, że pewne rzeczy nie istnieją póki się ich głośno nie nazwie. Słowa, które padały tak bardzo przypomniały jej rozmowę jaką prowadziła z Aquilą, jednak wyglądała ona zupełnie inaczej. Aquila zdawała się nie być sobą. Jakby trzymała się pewnych zasad w obawie przed ostracyzmem. Primrose wiedziała, że lady Black nie mówiła wszystkiego. Jednak z czego wynikało wtedy to dziwne zachowanie, nie potrafiła stwierdzić.
-Każda wojna podejmowana jest w imię wolności i pokoju - odezwała się w końcu. - Zawsze będziemy ścigać te dwa ideały i nigdy nie zdołamy ich dosięgnąć.
Wyczuła uścisk dłoni Evandry wiedząc co ta czuje. Primrose sama nie rozumiała rozlewu krwi dla samej satysfakcji zabijania. Sianie terroru nigdy nie przyniosło niczego dobrego, ale niestety jeżeli zapominamy o własnej historii, jesteśmy skazani na jej powtórne przeżycie.
-Ludzie bywają nieprzewidywalni. Kierują się emocjami, odruchami, chwilowym pożądaniem. Władcy tracili korony, najczęściej wraz z głowami a całe dynastie upadały na skutek głupoty, durnego błędu lub niekontrolowanych emocji. Tym właśnie jest rozlew krwi.
Wzięła głębszy oddech czując jak chłód przenika przez nos aż do płuc i wypuściła powietrze ciężko. Z jednej strony rozumiała tą rządzę walki, chęć zabicia wroga, upokorzenia go, sprowadzenia do parteru. Tylko osoba złamana nie stawia oporu, ale złamania się leczą, a nawet jeżeli nie, to pojawi się inna jednostka gotowa dalej walczyć.
-Czasem dobrym traktatem można zdobyć więcej niż wojną, a kiedy lepiej podpisać traktat? - Ponownie spojrzała na przyjaciółkę a wzrok miała chłodny, opanowany i niczym nie przypominający pannę Burke z lat szkolnych. - Jak nie wtedy, gdy za piórem i pergaminem stoją tysiące żołnierzy? Siłą rzecz nie ma dobrych powodów by zabijać. Każdy z nich jest zły. Ale czy na pewno? Zabicie w obronie własnej? Ale to rozmowa o pojęciach.
Oparła się plecami o poręcz pomostu krzyżując ręce na piersi nadal patrząc uważnie i w skupieniu na lady Rosier.
-Zabijając w obronie czy dla kaprysu, czy po prostu zabijając robisz dokładnie to samo, nie ma w tym różnicy, pozbawiasz życia, dalej jest tylko dorabianie sobie pobudek by wybielić się przed oczami swoimi i cudzymi. Nadal jednak pozostajesz mordercą. Niektórzy tego nie akceptują i ubierają to w pstrokate słówka: Zabiłem bo się broniłem, zabiłem bo był szlamą. Nadal jednak pozostają mordercami, zwyczajnie chcą umniejszyć wagę swojej przewiny. Wojen nie wygrywa się tylko siłą magii i różdżki, ale też siłą umysłu, charakteru i wiedzą o przeciwniku. Czasami zdaje mi się, że ci którzy prowadzą działania o tym zapominają.
Była w pełni świadoma, że niekiedy nie ma jak uniknąć wojny, jest ona nieodwracalna. Jednak jeżeli Evandra chciała aby rozlew krwi się zakończył musi poznać jedną i drugą stronę tak aby wykorzystać siłę i słabość przeciwników. Pytanie tylko czy posiadała taką wiedzę, bo Primrose miała świadomość braku informacji. Podobnie jak przyjaciółka była trzymana w niewiedzy, a jedynym jej źródłem był Walczący Mag oraz pojedyncze słowa brata i kuzyna. Jednak trzeba było być ślepym aby nie widzieć tego w co się obrócił Londyn. Nawet arystokratki trzymane w bańce musiały coś dostrzegać, ale tylko nieliczne miały odwagę zadać pytanie i zastanawiać się czy dalsze działania mają sens.
-Nie musisz rozwiązywać problemu tu i teraz, ale wiedząc jakie pytania postawić, być może, pewnego dnia, odnajdziesz na nie odpowiedź. Nie sądzisz? - Odepchnęła się od balustrady aby znów stanąć obok przyjaciółki i dłońmi obleczonymi w czarne rękawiczki oprzeć się o chropowatą powierzchnię barierki, przy której ta stała. - Ważne jednak, że pytania zadajesz. Gdyby nie one nie bylibyśmy tu gdzie jesteśmy.
Jakkolwiek żyły w dość mrocznych czasach tak dzięki sztuce zadawania pytania, poszukiwania i wątpienia czarodzieje tak daleko zaszli i mogli zajść jeszcze dalej, tylko czy metody, które teraz były stosowane były słuszne? Nikt ich raczej nigdy nie zapyta o zdanie. Mogły rozmawiać między sobą - otwarcie. Primrose wierzyła, że Evandra nie zawiedzie jej zaufania. Hasła o odpowiedzialności i obowiązkach sprawiły, że Prim zastukała palcami o barierkę, jednak usłyszała informacje o prowadzeniu domu, historii rodu oraz pielęgnowaniu róż. Ktoś by mógł powiedzieć, że to żadne obowiązki, ale rodziny arystokratyczne nie przetrwałby gdyby nie hołubiły pewnym tradycjom.
-Mogłabyś uczyć sztuki dyplomacji - uśmiechnęła się do przyjaciółki zachęcająco.- Zawsze potrafiłaś odpowiednio pokierować rozmową, podtrzymać ją. Nie jeden mógłby się uczyć od ciebie tej subtelnej sztuki.
Nie było to puste pochlebstwo. Czasami kiedy spryt i upór Prim nie pomagał, tam potrafiła zdziałać cuda umiejętność władania słowem lady Rosier. Zerknęła z ukosa na przyjaciółkę kiedy ta zaczęła wypytywać. Zastanawiała się czy ta zrozumie pociąg lady Burke do odkrywania tajemnic dość mrocznych i dotykających sfery czarnej magii.
-Oczywiście, że nie. - Odpowiedziała po chwili. - Zamówienia dla klientów pozwalają mi się rozwijać i szlifować umiejętności. Jednak zajmuję się też badaniem artefaktów oraz poszukiwaniem informacji na temat tych zaginionych. Nie porzuciłam moich planów odnośnie wielkich wypraw do piramid Azteków.
Zaśmiała się dźwięcznie tym samym odganiając trochę ponurą atmosferę jaka się wokół nich wytworzyła gdy rozmawiały o wojnie.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Zapomniany pomost - Page 5 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]23.01.21 1:15
Bezpośredniość z jaką Primrose mówiła o brutalnym wymierzaniu sprawiedliwości nasunęła jej dawno nie widziane wnioski. Nie spodziewała się, że uda im się poruszyć tak bardzo temat wojny, jak i otwarcie przyznać do wątpliwości. Uwadze Evandry nie umknęło także padające z ust przyjaciółki słowo szlama, które przyjęła tylko ze skinieniem głowy.
- Chciałabym wiedzieć. - Uśmiechnęła się, przywołując swoje własne słowa, jakie zwykła przed laty powtarzać. Lubiła zadawać pytania, ale jeszcze bardziej lubiła słuchać, szukać odpowiedzi i zrozumienia. Wspinać się na wyżyny obiektywności, zestawiać informacje, podważać ich prawdziwość, a także dopuszczać prawdopodobieństwo powodzenia tam, gdzie nikt inny go nie zakładał. - Wciąż pozostajesz mordercą… - powtórzyła ciszej słowa Primrose. - Łatwo jest wypowiadać się na tematy, jakie znamy wyłącznie z teorii. Łatwo nam stwierdzić, że jest to przewinienie, wycofując się za kulisy i ślepo kładąc na szali kolejne dusze. Nie wiemy jak to jest zadać komuś ostateczny cios. - Nie znając szczegółów ostatnich kilku lat życia przyjaciółki nie wiedziała czy może wciąż wypowiadać się za oboje. - Może niedalekie od prawdy jest stwierdzenie, iż ludzkie istnienia są nierównej wartości? Jak wobec tego poznać ich wagę, kiedy samemu nie decydowało się o cudzym życiu? - Nie wymagała odpowiedzi na to pytanie, zresztą nie była wcale taka pewna czy chciałaby ją usłyszeć. I znów pojawił się ten znajomy ścisk w brzuchu, cichy głosik szeptał mantry, namawiał do przesunięcia kolejnej granicy. Dość! - Poza tym, Prim… Kim jesteśmy, jeśli nie ludźmi? Kierujemy się emocjami i chwilowym pożądaniem, jesteśmy nieprzewidywalni. Czy zamiast walczyć z samym sobą, skupiając się na powierzchownych pobudkach i pragnieniu korony, nie powinniśmy się zatrzymać, by być tu i teraz, okrywając to, co naprawdę do nas przemawia? - Znów wypłynęły idealistyczne wizje, które z uporem maniaka pojawiały się w jej umyśle, chcąc wyjść na światło dzienne. Na ile jednak były to prawdziwe przemyślenia i potrzeby zakłopotanego umysłu Evandry, a na ile próba zagłuszenia tego, co wciąż tkwiło uśpione głęboko wewnątrz jej duszy? Płytki oddech, nerwowo rozmywająca się plama o nieokreślonym kształcie.
Zerknęła na piegowatą twarz Primrose, gdy ta ze splecionymi na piersiach rękami zdecydowanym tonem głosiła wyznawane przez siebie racje. Czy nawet, jakby się z nią nie zgadzała, nie powinna uścisnąć jej i przyklasnąć za odwagę w zajmowaniu stanowiska? Dwa miesiące temu podczas zaręczyn Alpharda i Melisande panna Black wypowiadała się równie poważnym głosem na temat zmian w szkolnictwie. Evandra nerwowo przeskakiwała wtedy w duchu z jednej nogi na drugą, dyskretnie badając najdrobniejsze zmiany w zachowaniu zaproszonych gości w poszukiwaniu nieprawidłowości. Szczęśliwie się stało, że nie doszło do żadnego kryzysu, ale co się nastresowała to jej! Teraz odpowiadała na czujny wzrok Primrose, wytrzymując jego ciężar. Próba wyjścia poza własną bańkę mogła skończyć katastrofą; tym, przed czym wszyscy wokół starali się je uchronić, odwlekając nieodwracalne na ostatni moment. Mówi się, że zdobywają pełnoletniość, zdolność do samodzielnego myślenia, życia i decydowania o sobie, a mimo to traktuje się je jak dzieci, trzymając z dala od wszelkich epicentrów, niczym nadwrażliwa matka, która pragnie swe potomstwo zagłaskać i trzymać pod brzegiem spódnicy. Jak wygląda bilans zalet i wad dla uchylenia klosza w tak późnym czasie? Czy wcześniejsze oswajanie skutkowałoby wstrząsem i gwałtownym szokiem?
- Dyplomacja, manipulacja. - Z rozbawieniem wywróciła oczami, pamiętając jakże cenne nauki o wykorzystywaniu wszystkich posiadanych pod ręką informacji. - Ja po prostu znam wartość dobrego towarzystwa i staram się wyciągnąć z niego jak najwięcej. - Przyjemności z miło spędzonego czasu, ma się rozumieć. - Subtelność, to przecież moje drugie imię.
Znajomość czarnej magii zdawała się być w rodzinie Burke umiejętnością powszednią i Evandra rozumiała, że w życiu Primrose nadejdzie moment, gdy i ona zdecyduje o powiązaniu swojej duszy z potężną mocą. Wyczekiwała tej chwili z niepokojem, wciąż nie wiedząc jak zareagować - czy ta magia mogła dać jej to, czego prawdziwie pragnęła? Na to pytanie także nie znała odpowiedzi, pozwoliła pannie Burke znaleźć ją samodzielnie.
- Opowiedz mi o planach i o spisie zaginionych artefaktów. Znając ciebie, masz już je pogrupowane ze względu na trudność zdobycia, liczbę mil do pokonania oraz atrakcyjność pod kątem praktycznym. - Sugestywne spojrzenie i podtrzymany uśmiech; odepchnęła się od barierki, znów służąc przyjaciółce ramieniem w drodze powrotnej z zawilgoconego pomostu.

| zt x2



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]09.03.21 17:24
|4.10.1957

Od rana zastanawiam się, czy to dobry pomysł, żeby już wychodzić z cienia i zaczynać się spotykać z innymi. Z jednej strony - nie… Nadal nie mam pewności, czy ktoś właśnie w tej chwili nie próbuje mnie wyśledzić, albo, co gorsza, już to zrobił. I tylko czeka, żeby zaatakować. Z drugiej, bez uruchomionych bądź odświeżonych kontaktów nie da się pociągnąć dłużej w takiej sytuacji politycznej.
Nie.
Inaczej - da się, tylko ja nie potrafię. Praca w banku daje bezpieczeństwo finansowe i pewną rozrywkę, kiedy trafi się wyjątkowo oporny dłużnik. Ale tego mi mało. Potrzebuje zleceń, polowania, adrenaliny, krwi na rękach. Muszę się zmęczyć, aby słaniać się na nogach, prawie mdleć, czuć ból, nie móc policzyć siniaków i ran… Żeby ostatecznie paść na pysk i zasnąć, nie widząc żadnych snów.
Muszę zacząć znowu kontrolować swoje życie.
Tylko żeby to osiągnąć, muszę się dowiedzieć, na czym stoję. Miesiąc siedzenia w tym bagnie nie daje pełnego obrazu sytuacji. Dlatego wysyłam listy, sprawdzam, kto jest, kto spierdolił, na kogo można liczyć, a kogo lepiej zabić.
Do której kategorii mogę przyporządkować Clearwatera? Te siedem lat mogło wielu zmienić - życie ma w zwyczaju przeżuć i wypluć, pozostawić tylko resztki. Chociaż list wskazywał, że Kai pozostał tym cholernym Kaiem… albo to tylko takie pisemne kozaczenie. Kurwa. Za dużo niewiadomych.
Ciekawe, czy mnie rozpozna? Kiedy ostatni raz się widzieliśmy… byłam głupia i miałam piękne plany na przyszłość. Nierealne i kompletnie zjebane… jak to, że uda mi się prowadzić normalne życie i zajmować się tym, czym zawszę chciałam - domami. Tworzeniem miejsc, gdzie każdy czułby się dobrze i bezpiecznie. Ale życie jest chujowe i ustawia wszystko po swojemu.
Miejsce, w którym mamy się spotkać jest dosyć specyficzne. Zupełne odludzie - idealne na tego typu rozmowy.
Przychodzę przed czasem i dla pewności jeszcze sprawdzam, czy nie ma tu żadnych pułapek - zboczenie zawodowe, ale co poradzisz. Lepiej być żywym panikarzem niż martwym naiwniakiem.
Poprawiam kołnierz skórzanej kurtki, żeby zasłonić kark przed wiatrem i wilgocią, kładę ręce na balustradzie i opieram na nich głowę. Mgła spowija większość krajobrazu, kłębi się, przelewa, jakby była żywą istotą. Zamykam oczy, bo jej ruchy zaczynają mnie rozpraszać. A na to nie mogę sobie pozwolić. Muszę słuchać, czy ktoś się zbliża… i być gotową na każdą ewentualność - nawet na walkę.


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Zapomniany pomost - Page 5 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]20.03.21 16:07
Nie palił zbyt często. W czasach swojej beztroskiej świetności, przesadzał. I nie tylko ze zwykłym tytoniem. Ale całość wydawała się miejscami rozmywać. I nawet, jeśli stanowiły niezachwianą formę wspomnieniowej przyjemności, nie miał zamiaru powtarzać więcej pewnych doświadczeń w tak intensywnej formie. Projekcja wolności, którą kiedyś upatrywał w zmysłowych rozrywkach, spierzchły na dalszy plan. A powrót do mglistej Anglii na wszystkich płaszczyznach udowadniał mu, że wybrał właściwie. Być może, nie przez sypiące się zewsząd szczęście - wręcz odwrotnie - ale nie chciał sobie nawet wyobrażać, jakby wyglądała rzeczywistość, gdyby zachowywał się inaczej. Nie odmawiał sobie co prawda niektórych z przyjemności, jak pewne spotkania, czy boks, ale nie doprowadzał się do skrajności. I przede wszystkim, skupiał się na siostrze. I... sprawie zabitego brata - o tym ostatnim jednak nie miał zamiaru mówić. Była też praca, która pozwalała mu zapewnić odpowiednie utrzymanie siostry (nawet jeśli sama łapała zlecenia) oraz utrzymać w zasięgu marzenie, które od dawna mu towarzyszyło. I to praca przygnała go w okolicę Londynu. Nie bez ciekawości kierując kroki ku wyznaczonemu miejscu spotkania.
Praca. Niezależnie od czasu i okoliczności, autorka listu, jaki tak niespodziewanie otrzymał, kojarzyła mu się z korzyścią. Na bardzo różnych płaszczyznach - zawsze czymś mu się zarobkowym obrywało (i nie tylko). Minęło sporo czasu, gdy ostatnio się widzieli i równie wiele zmian przekształciło rzeczywistość, ale z krótkiej treści na pergaminie był w stanie wywnioskować, że Złotko, którą znał, w kwestii charakteru pozostała przynajmniej rozpoznawalna. Nie znał zbyt wielu kobiet, z którymi tak łatwo przychodziło mu złapać kontakt, rozplątać nawet język i czuć się w porządku bez konieczności zakładania kilku masek. I mimo (a może za?) ostrego charakteru, wydawała mu się po prostu urocza. Niezależnie do faktu, jak groźna być potrafiła i ile krwi widział na rozbitych knykciach drobnych pięści. Potrafiła być straszna, bardzo skutecznie stawiając do pionu, albo raczej degradując do gruntu potencjalnych przeciwników. Clearwater - czy to własnym urokiem, czy po prostu byciem sobą, szybko wplótł swoją obecność w towarzystwo narwanej półgoblinki.
Odludzie, do którego dotarł, zdążył już poznać. Miejsce, w którym spotykało się po to, by nie kusić losu o niechcianych obserwatorów i słuchaczy. Kai nie był ignorantem, by liczyć, że aktualna władza spełnia się w praktyce w całej, głoszonej propagandzie. Wystarczyło nieodpowiednie słowo w nieodpowiednim miejscu, by przypłacić to nieprzyjemna wizytą w Tower. Jemu już wystarczyło wrażeń w tej materii i bez konieczności, omijał Londyn łukiem. Wolał i tak pracować w terenie. I mimo wszystko był ciekaw propozycji Zlaty. I jeśli się nie pomylił, znalazłby nową ścieżkę dostępu do miejsc względnie (dla niego) niedostępnych. O tym jednak miał dopiero się przekonać.
Kaptur płaszcza zsunął już stawiając ciche kroki na pomoście. Drobna postać oparta o balustradę, raczej nie wymaga domysłów, ale na kretyńskie zagrywki było za wcześniej - A jednak się stęskniłaś... Złotko - odezwał się, gdy znalazł się wystarczająco blisko, by rozpoznała i jego. Nacisk położył mocniej, na ostatnie słowo. Imię, które kiedyś wywoływało w rozmówczyni dość charakterystyczną reakcję. I mimo ponurego klimatu otoczenia, zęby błysnęły, gdy usta rozciągnął zdawkowy, ale równie dla niego charakterystyczny uśmiech. Oczy ogniskował na jasnowłosej, by zgarnąć pierwsze, zaobserwowane zmiany.
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]24.03.21 18:58
-Mówiłam ci już kiedyś, że jeśli jeszcze raz przekręcisz moje imię, to ukręcę ci ten durny łeb przy samych jądrach? - mówię śmiertelnie poważnym tonem i powoli odwracam się w stronę Clearwatera. Na mojej twarzy rysuję się wyraz pełnego zniesmaczenia i zmęczenia, że po raz kolejny musimy zaczynać ten temat.
Nie mam wątpliwości, że stoi przede mną właściwa osoba - w końcu tylko Kai wypowiada to pseudoimię w taki... arcyirytujący sposób. Automatycznie podpieram bok zaciśniętą w pięść dłonią, lewą nadal trzymając na poręczy i nerwowo bębniąc palcami w rozmokłe drewno.
Wiem, że moje pytanie jest retoryczne. Oczywiście, że mu to mówiłam - ponad 40 razy. Chociaż... kalkulacja może się nie zgadzać. Były w naszym życiu momenty, kiedy byliśmy za bardzo pijani, żeby to zapamiętać… Cokolwiek zapamiętać.
Uszczypliwości to już chyba taka nasza tradycja. Rytuał. Hasło rozpoznawcze.
Chociaż nie byłoby mi źle, jeśli by w końcu przestał.
Prawdopodobnie.
-Chciałbyś. - marszczę brwi, ale po chwili lekko się uśmiecham. Dobrze było spotkać znajomą twarz w tym parszywym kraju. - Dobrze, że przyszedłeś.
Lustruję go wzrokiem i zauważam, że coś się w nim zmieniło od momentu, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. Nie chodziło tu o wygląd - wiadomo, czas zawsze zabiera swoje. Było tu coś innego, coś małouchwytnego na pierwszy rzut oka. No nic. Chce, to mi powie.
-Masz szlugi albo flaszkę? - nie chce wyjść na żebraka, ale rozmowa, którą mamy tu prowadzić nie będzie należała do najprzyjemniejszych. Ale można spróbować, choć odrobinę ją ulepszyć.
Opieram się z powrotem łokciami o wilgotną drewnianą balustradę. Jest trochę śliska - pokryta jakimś zielonym nalotem, który brudzi mi kurtkę.
-Nie jestem w Londynie w celach rozrywkowych. - zaczynam, ale nie wiem, czy na tym etapie chcę się zagłębiać w szczegóły. To by wymagało odtworzenia całego Tamtego Dnia. A ja... Nie chciałam tego robić. Przez ten cały czas, odkąd wyruszyłam z Leningradu, zajmowałam się sprawami bieżącymi, całą energię poświęcając na pracę… Jednak cholerny mózg nie dawał za wygraną, co noc racząc mnie koszmarami. Najpierw były to epizody, ale z każdą nocą było coraz gorzej. A od kiedy skończył się alkohol - moje życie zmieniło się w piekło.
-Zabawię tu pewnie dłużej, niż bym chciała… i potrzebuję dodatkowej roboty. - nigdy nie byłam dobra w pieprzenie o emocjach czy innej chujozie. - Ale tu jest taki rozpierdol, że ciężko jest nadążyć. To jak to teraz wygląda? Na czym można najlepiej zarobić? I gdzie.
Łapie się na myśli, że nie wyjaśniłam mu, o jaki rodzaj roboty mi chodzi, jednak uznaję, że z tym poczekam. Lepiej nie ryzykować.
-Nadal chwytam się różnych zleceń. - dodaję tylko, podkreślając odpowiednio przedostatnie słowo.
Przeczesuję dłonią swoje włosy, sprawiając, że wilgoć, która na nich osiadła, zbiera się w krople i wpada wprost za mój kołnierz. Kiedyś miałam piękne długie kudły. Niestety polowanie w 53’ uświadomiło mi, że lepiej nie dawać przeciwnikowi dodatkowych “narzędzi” do pochwycenia i obezwładnienia.
-A ty czym się teraz zajmujesz? - zerkam z ukosa w stronę Clearwatera. - Masz już tego hipogryfa?


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Zapomniany pomost - Page 5 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]15.04.21 22:25
Cienie z okolicy i sama kładka, nadawały spotkaniu - wcale nie dziwnie - ponurego wydźwięku. A mimo to, nawet przeciskający się przez kurtkę chłód nie zatrzymał go przed ripostą, która niemal natychmiastowo wykiełkowała na języku z lekkością, która była tak naturalna dla ich znajomości. Po tym też ją poznawał zawsze. Nikt nie potrafił podrobić sposobu w jaki się do niego odzywała. I bardzo sobie to cenił, odnajdując nawet specyficzna ulgę. To był ona - Mówiłaś - kiwnął powoli głową, nawet nie próbując zgasić szerokiego rozciągnięcia warg w uśmiechu - i to bardzo często - zgodził się raz jeszcze, przechylając głowę na bok, pozwalając ciemnym pasmom włosów wysunąć się zza ucha. Usta zminimalizowały początkowy grymas, jakby pozwalał sobie na moment refleksji - ale jak widać, mam wszystko na miejscu - dodał ostatecznie wzruszając ramionami, niemal teatralnie wzdychając w zderzeniu z cierpką miną towarzyszki - I nie, nie planuję tego zmieniać - uprzedził, jeszcze zanim uderzyła go przynajmniej złośliwą odzywką.
W jasnych źrenicach jeszcze przez moment pełgała iskra rozbawienia, tym bardziej, gdy mógł podziwiać znajomy gest dłoni i minę. Nie komentował jednak bardziej, nie chcąc - wyjątkowo - rozjuszyć półgoblinki. Przynajmniej teraz. Spotkanie z założenia nie miało być towarzyskie. To interesy sprowadziły ich ścieżki ku sobie. Znowu. I wcale mu to nie przeszkadzało. Powiedziałby nawet, że brakowało, przypominając ulotnie o beztrosce przeszłości. Dobry omen - i mam - zakończył przekomarzanie krótko, skupiając się na kolejnych słowach.
Błyskające wcześniej rozbawienie, rozmyło się już niemal całkowicie w ponownym kiwnięciu głową. Z większą uwagą przyjrzał się kobiecie. Cisnęło mu się na usta złośliwe pytanie, za ile sprzedała swoje złote włosy, ale pozostawił myśl niezwerbalizowaną, ogniskując wzrok na czubku jasnej głowy dłużej. Zmieniła się. I nie chodziło tylko o fryzurę.
- Diable ziele - wsunął dłoń w kieszeń płaszcza, wyciągając zawiniątko - Nieco suszu i dwa gotowe papierosy - podsumował, oferując zawartość Zlacie. Sam obrócił się na pięcie, by tuż obok kobiety, oprzeć się lekko o chwiejną i zdecydowanie obrośnięta próchnem balustradę - Domyślam się - skwitował, przekręcając głowę w stronę rozmówczyni, spoglądając z góry - Twój list wyglądałby nieco inaczej, gdybyś potrzebowała tylko pogawędki - zatrzymał sobie tylko jeden papieros, zawiniątko pozostawiając w rękach towarzyszki - jeśli tylko je przyjęła. Kątem oka obserwował reakcję. Coś mu umykało, coś, co chowała pod maską kwaśnej powagi. Ale z wyciąganiem cieni, miał jeszcze poczekać.
- Ładne podsumowanie, ale trafne - zmarszczył brwi, ale odpalony w międzyczasie papieros, odwrócił uwagę. Zaciągnął się, wstrzymując dym w płucach, by wypuścić go powoli, przez nos - Właściwie, odnajdziesz się nieźle w panującym klimacie zarobkowym. Mamy dokowe bójki, ochroniarzy wszelakich, handel i przemyt jeśli cię zainteresuje - zatrzymał się w odpowiedzi, spoglądając przed siebie, na ulatujący dym i wdychając woń ziela - z twoimi umiejętnościami, mogę polecić cię kilku moim zleceniodawcom plus… - zawiesił głos, pozwalając, by papieros zakołysał się na wargach. Przygryzł końcówkę zębami, symulując grymas uśmiechu - mi też się przydasz - zakończył krótko, chwytając zwitek w palce. Żarząca się końcówka, wydała mu się wyjątkowo interesująca. Zdawkowy uśmiech, niepodobny do błysku powagi w oczach, wciąż kołysał się na ustach - W gruncie rzeczy, poluję na ingrediencje. Dla wielu, całkiem luksusowy towar, a więc i chodliwe zajęcie - odpowiedział, nie odwracając się, chociaż czuł na sobie krótkie spojrzenie Raskolnikowej - Nie. Mam trochę dodatkowych wydatków - wzruszył ramionami, jakby strząsał klejące się ku niemu rozkojarzenie. Marzenie pozostawało marzeniem, które wciąż uznawał za realne. Ale rzeczywistość aktualnie, wykrzywiała jego plany. I musiał na nie zarobić. Więcej niż zazwyczaj.
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]02.08.21 17:51
Są na świecie rzeczy niezmienne. Słońce wstaje o świcie, ptaki odlatują na zimę na południe, ludzie są debilami, a Kai jest tak wkurwiający, że jeszcze jedno słowo i rozjebie mu nos.
-Jak będziesz chciał to zmienić, to wiesz, że z wielką chęcią się tym zajmę. Już wystarczająco długo na to czekam.
Mogłabym to robić cały dzień - odbijać docinki jak tenisową piłkę, ale w końcu nie po to się spotkaliśmy. Może innym razem, w bardziej przyjemnym miejscu… barze czy mojej obskurnej kuchni wrócimy jeszcze do tematu, kto komu co i w jaki ma urywać.
Skupiam wzrok na skręcie. Nie jestem jakąś miłośniczką narkotycznych wizji, wole proste zasady, jakie dyktuje alkohol - najebać się i zasnąć, ale nie mam co marudzić. Dobre i to.
-Może być. - odpowiadam i biorę jeden papieros, po czym od razu odpalam go opuszkami palców, bo nie chce się bawić w inkantacje i machanie różdżkami. - Kurwa, nie pamiętam, kiedy ostatni raz paliłam to świństwo.
Demonstracyjnie zaciągnęłam się mocniej, żeby poczuć znajomy, przyjemny dyskomfort i dać substancji zagościć na dobre w mojej krwi. Dym odlatuje, gubi się we mgle, łączy się z nią na dobre.
-Na pogawędkę jeszcze kiedyś znajdziemy czas. - wpatruję się gdzieś w pustkę, czując, jak ciało powoli się rozluźnia. - Solidnie wyjebało mi się w życiu.
W końcu jestem w stanie to przyznać. Wszystko się wypierdoliło, wszystko, nad czym pracowałam, o co dbałam. Jeden dzień. Niecała godzina… i pyk. Nie ma niczego. Tylko gruzy.
-Biorę to wszystko. - zdobywam się na coś na kształt uśmiechu. - Im więcej tyłków do skopania tym lepiej. A jeśli masz sprawdzonych kolesi, to śmiało, polecaj. Może nawet ci prowizje odpalę.
Podnoszę głowę i spoglądam pytająco na Clearwatera, przechylając głowę w bok.
-O, no popatrz. Znowu się władowałeś w jakieś gówno i muszę cię ratować?
Kolejny raz się zaciągam i jak Kai, wypuszczam dym nosem. Zmęczone mięśnie zaczynają dawać się we znaki, pulsują bólem. Ale tak to jest, jak przez cały czas człowiek skupia się na czym innym. Ból odchodzi gdzieś na drugi plan. Zawsze byłam w tym dobra.
-A no i owszem. Szczególnie te części zwierząt i roślinek, co są chronione. - kiwam głową, w końcu moja rodzina w tym biznesie siedzi od pokoleń. - A właśnie, teraz to cokolwiek jeszcze jest pod ochroną, czy wszystko już wolno? Bo podobno do czarnej magii się tu u was stosunek zmienił. Takie plotki słyszałam.
Przeciągam się, trzymając papierosa w zębach, żeby pozbyć się tego irytującego mrowienia w plecach i karku.
-To chujowo. Musimy coś z tym zrobić. Jak mi zapłacisz, to komuś zapierdole jakiś sensowny okaz.
W tym momencie mam poczucie, że kradzież hipogryfa nie jest niczym trudnym. Wystarczy znaleźć miejsce. Sterroryzować właścicieli, zabrać hipogryfa, unieszkodliwić, kogo trzeba i jesteśmy w domu. O tak. Mogę zrobić wszystko, a nawet więcej.


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Zapomniany pomost - Page 5 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]05.08.21 0:00
Przechylił głowę, posyłając czarownicy znacząco zaczepne spojrzenie. Błysk w oku drgał, wyraźniej podkreślając krótką zmianę pomiędzy wymianą interesownych informacji - Jasne, jak kiedyś sięgniesz mnie pięścią bez podskoku, to śmiało - oh, wiedział jak bardzo naciągał granicę wszystkich przyzwoitości, jak łatwo było sprowokować ją, by rzeczywiście spełniła swoje nie tak małe groźby. Wiedział do czego bywała zdolna. Widział i doświadczał. A jednak, wciąż balansowało to gdzieś pomiędzy. I niezależnie od Złotkowych zdolności - miał wystarczająco dużo siły i doświadczenia, by poradzić sobie z jej furią. Szczególnie, że dawno ni był pijany i na tyle lekkomyślny, by pójść za daleko. Dziś - potrzebowali podążyć inną, bo profesjonalną ścieżką. Przesuwał granicę, bo miał świadomość, ze tym razem to ona liczyła na przysługę. I bez względu na wszelkie okoliczności, należała do osób, którym nie chciał odmawiać pomocy.
- Ja też - czy był to wpływ jego powrotu, czy samej siostry, czy jego własnych decyzji, częściej odnajdował ukojenie po prostu w fizycznym wysiłku, niż używkach. Te schodziły na dalszy plan, dając też stosowną szansę, by częściej zastanawiał się nad tym, co dalej. Ale nie odmówił sobie przyjemności skorzystania z zasobów towarzystwa. Nie każde było zasadne, dla podobnych działań.
Obrócił w palcach zwitek, tylko po to, by wsunąć go w usta ponownie. Dym drażnił płuca, ale przytrzymywał go dłużej, jakby chciał przypomnieć sobie dawne przypadłości. Dym ulatniał się przez nos powoli, zupełnie jak smoki, jednocześnie przekręca głowę, by smuga popłynęła w górę. Nie przerywał, gdy półgoblinka w końcu wskoczyła na tor źródła ich spotkania. Krótki list, jaki dostał, nie mówił wiele. Była dumna. Nieczęsto prosiła o pomoc - Co się stało? - rzucił lakonicznie, pozbawiając głosu zwyczajowej iranizacji. Ktoś taki jak Zlata, nadawał się do bardzo wielu zleceń. Fakt, że posiadał w niej - nawet tymczasowego - sojusznika, było pocieszające. Na pewno w perspektywie pracy
- Mam, polecę - odpowiedział równie krótko - naprawdę jest teraz na to większe zapotrzebowanie. Czasem musisz po prostu robić za straszka, gdy inni grzebią w ingrediencjach - wzruszył ramieniem, rozluźniając bark - nie ja, mój brat - zabrzmiał nieco sztywno - nie żyje - dodał, ale pokręcił głową - pogadamy o tym innym razem - zmarszczył brwi, zaciągając się kolejnym haustem dymu. Czoło rozjaśniła zmarszczka, sugerująca szybką zmianę tematu - za tydzień, mam spotkanie w porcie z jednym kapitanem statku. Nowy klient, nowe zamówienie. Niekoniecznie podoba mi się cała oferta. Ale jeśli wypali, będzie stałe zlecenie - odwrócił się ku Raskolnikovej całym ciałem, posyłając znajomy już uśmiech - piszesz się? - w palcach został mu ledwie świstek, który bez namysłu rzucił za siebie, w brudną toń - nie wszystko, chociaż czasem bywają dziwne pomysły na składniki... i nie, nie chce mi się babrać w to ciemne gówno - skrzywił się wyraźnie, gasząc chwilowe rozbawienie. Nachylił się nad kobietą - a umiałabyś odróżnić ten sensowny okaz? - uniósł z powątpiewaniem jedną brew. Kącik warg zakołysał się, znowu wiedząc, że właśnie rzucał jej wyzwanie. I że była zdolna rzeczywiście nawet spróbować ukraść hipogryfa. Nie był tylko pewien, dla kogo skończyłoby się to gorzej.
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]06.08.21 0:46
-Jak kiedyś mnie odwiedzisz, to ci pokażę, że sięgnę bez zbędnego skakania. - usta zmieniają się w wąską linię. Taki prawie uśmiech, wywołany wspomnieniami wielu innych wspólnych nocy w przeszłości.
Praca była dobrym zamiennikiem wielu rzeczy, w końcu pozwalała odciąć się od wszelkich niepokojących zjawisk. Dzięki niej a drugi plan odchodził głód, niewyspanie, braki wódy i straszliwa, bolesna samotność. Zrozumienie tego, jak bardzo odzwyczaiłam się od braku ludzi w życiu, przychodziło powoli, ale w momencie, kiedy zaczęłam pisać do wszystkich moich duchów przeszłości, walnęło mnie jak ciężki kamień - prosto w durny łeb. I chyba też, niefortunnie, zahaczył o serce.
-No nie mów. W końcu spoważniałeś na starość? Jeszcze mi powiedz, że nie pijesz. - nie wiem, czy starość to dobre słowo. Przecież upłynęło tylko parę lat... aczkolwiek w tym czasie wydarzyło się tak wiele wszystkiego, iż miałam czasem wrażenie, że upłynęły całe wieki. Oboje zmęczyliśmy się ciężarem, jaki musimy nosić. Teraz widze to wyraźnie.
A może to tylko halucynacje?
Dym wiruje, mi też lekko kręci się w głowie. Zadzieram głowę do góry, aby utkwić wzrok w bezkresnej mleczno-białej przestrzeni. Uformowanie wypowiedzi graniczy z cudem, jednak jakimś sposobem w końcu udaje mi się wydusić z siebie krótkie zdanie.
-Skurwysyny zabiły osobę, którą kochałam i zwaliły całą winę na mnie.
Kolejne słowa uwalniały się z dymem, którym się zaciągnęłam, żeby pomóc sobie w zbieraniu myśli. Na szczęście wraz z kolejnymi wdechami ból ustępował - ten w głowie i ciele, dlatego można było skupić się na tematach zawodowych.
-Dzięki. - jak już udało mi się powiedzieć jedno trudne zdanie, to dam sobie radę z innym nielubianym słowem. Kolejne wiadomości pomagają mi zrozumieć, co się dzieje z Kaiem, a przynajmniej dają mi poczucie, że jestem blisko zrozumienia.
-To… chujowo. - podsumowuje. - Ktoś go zabił? - zadaje jeszcze jedno nurtujące mnie pytanie. - Takie rozmowy, to tylko z wódką. Niestety, mam tylko cholerne skrzacie wino.
Nigdy nie umiałam reagować na tego typu informacje, ale na szczęście temat ponownie wrócił na biznesowe tory.
-Jasne. Brzmi sensownie. A ofertę zawsze można poddać… - robię znaczącą pauzę. - Pewnym negocjacjom. I obiecuję - bez czarnomagicznego gówna.
Cóż, nie każdy musi to lubić. Nie oceniam.
-Oczywiście. Jak wiesz, moja rodzina kłusuje od pokoleń. - moja twarz jest poważna i nie wyraża żadnych emocji, jak maska. - Porządny okaz hipogryfa da się poznać po pierwsze - po błyszczącej sierści i piórach, po drugie - gładkim, ostrym dziobie oraz - serwuje mu porządnego, jak na moją niezbyt imponującą tężyznę fizyczną, klapsa w tyłek. - Dobrze umięśnionym zadzie.




Ostatnio zmieniony przez Zlata Raskolnikova dnia 08.08.21 14:22, w całości zmieniany 1 raz
Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Zapomniany pomost - Page 5 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]08.08.21 2:30
- Oho, a jednak tęsknisz - zmrużył oczy, pozwalając by nieco inna forma napięcia zafalowała między słowami - i to chyba nie tylko za moim profesjonalnym towarzystwem - odsłonił zęby w pełnym zawadiackiej iskry uśmiechu, nawet nie myśląc, by czuć jakikolwiek wstyd na wspomnienie nocy, niekoniecznie związanych z pracą. Na pewno - nie taką oczywistą. Spotkań, jak tamte, nie żałował, chociaż wiedział, że bardziej nieokiełznany tryb egzystencji, jaki wtedy prowadził, nie mógł się sprawdzić w aktualnych okolicznościach. I nie miał zamiaru nawet tego testować. Miał na głowie inne plany i zupełnie nowe perspektywy, ścieliły się przed nim otworem. szczególnie, w perspektywie wykonywanej profesji. Brakowało mu wypraw, dalekich podroży i przygody, która nieodmiennie kojarzyła mu się z wolnością. Ale - miał nieco inny skarb, który chciał odzyskać.
- Nie przesadzajmy - pokręcił głową, odsuwając na bok perspektywę, w której pozbywał się alkoholu. Zresztą ten, wydawał się jedną z ostatnich przyjemności, które miały szanse go jeszcze uratować - i mam inne rozrywki do dyspozycji - wzruszył ramieniem, ostatecznie porzucając pomysł dzielenia się ze Zlatą rewelacjami na temat podziemnych walk na pięści. Zarobek z nich mógłby być całkiem sensowny, ale - niezależnie od chęci i możliwości, w tych konkretnych walczyć nie mogła. Chociaż sądził, ze podobną rozrywkę i nawiązką galeonów, zapewniała siebie na co dzień teraz. A na pewno, zapewnić - z jego ewentualna pomocą - zapewnić mogła.
Nie starał się naciskać, uzyskując informację. Ta, wypłynęła niemal mimochodem, chociaż wiedział, ile wysiłku musiało kosztować ją wyznanie. Dym rzeczywiście rozmazał rzeczywistość, sprawiając, ze twarz jasnowłosej, na moment zniekształca się. Niemal w tym samym momencie i w nim emocja alarmuje znacząco, jakby okazja dostrzegła analogię - To...chujowo - wypowiedział frazę, która chwilę później znaczyła podsumowanie jego słów. Zupełnie skutecznie podsumowując sytuację. Być może nie był specjalistą w dostrzeganiu emocji, ale te, które malują się na twarzy kobiety, piszą niewypowiedziana historię - zemsta? - pytanie krótkie, lakoniczne, niekoniecznie wiążące do jakiejkolwiek odpowiedzi.
Skinął głową, chociaż nie był pewien, czy w otaczającej ich smudze, widziała jego gest. Zrobił to jednak powtórnie, tym razem odpowiadając na pytanie, które wierciło się na języku gorzkim pakietem goryczy. I winy, która ciążyła mu na barkach, niby młyński kamień. Czy rzeczywiście, to przez niego Caleb zginął? Przez jego prośbę i zlecenie, za którym brat podążył aż na Nokturn? Ale i wina i wspomnienie nie pojawiły się między słowami - Może uda mi się załatwić coś mocniejszego - skwitował lakonicznie, zmieniając też temat na tory profesji i źródła ich spotkania - I o to mi chodziło - nie uśmiechało mu się babrać w czarnomagicznych klątwach nawet, jeśli miano mu zapłacić więcej. Niezależnie od chęci, było w ciemnej magii coś, czego sprawdzać na własnej skórze nie chciał, trucizna, która mogła go wepchnąć w ciemność bez powrotu. A na aktualne zlecenia, nie narzekał. Rynek ingerencyjny, zdecydowanie nie narzekał na brak zapotrzebowania - Mhm - mruknął, wciąż pozostawiając wyraz powątpiewania na wygiętych ustach. Wypalone ziele osiągnęło swój zamysł. Rozluźnienie spłynęło na ramiona, niby płaszcz i być może dlatego, nie zareagował w porę, odsuwając się od nieoczekiwanego ataku. Drgnął zaskoczony, by zaraz potem parsknąć przeciągle w mieszance rozbawienia i konsternacji - Cieszę się, Złotko, że mój zad jest wystraczająco umięśniony, żebyś miała pasujące do argumentacji porównania - rzucił krytycznie - tylko następnym razem nie pomyl kolejności. Klepanie w tyłek hipogryfa może się wiązać z całkiem nieprzyjemnymi konsekwencjami - a śmierć podobno bywa nieprzyjemna. Okaleczanie też. I żadnej z nich nie życzył półgoblince.
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]08.08.21 14:45
Nie odpowiadam tym razem na zaczepkę, tylko lekko się uśmiecham. Może trochę. Może. To był ciekawy okres w naszym życiu, pełen pokrętnych decyzji, emocjonalnych wzlotów i upadków. Czy chciałabym powtórki? Nie wiem. Chyba żadnemu z nas nie jest to teraz potrzebne. Inne problemy kładą się cieniem na całej tej beztrosce - głupim echu przeszłości.
-Inne, powiadasz? To mi kiedyś pokaż, co może się równać z alkoholem, bo idzie tu oszaleć z nudów.
Nie, żebym się na to skarżyła, ale mimo wszystko moje życie obecnie jest tragicznie monotonne, tak że wszystko, co nie jest obszczanym Nokturnem, wąskim biurkiem w Gringottcie czy lokalnym pubem, w którym podeszwy przyklejają się do podłogi - było na wagę złota. Pewnie jak zaczął spływać zlecenia w większej ilości, to może ten schemat się przełamie i zrobi się ciekawiej.
Może to kwestia dymu, a może okoliczności, jednak poczułam, jakbyśmy na chwilę stali się swoimi lustrzanymi odbiciami - te same słowa i podobne ruchy.
-Ta. - odpowiadam krótko.
Dziwne, ale nie czuje winy za jej śmierć, mimo że te pierdolone gnidy próbowały za wszelką cenę mnie w tym utwierdzić. Żałuję tylko jednej rzeczy - że nie zabiłam ich wszystkich wcześniej i niepotrzebnie zwlekałam. Następnym razem każdy problem będę rozwiązywać konkretnie. Raz i na zawsze.
-Jak już będzie coś wiadomo, to daj mi znać listem, co dalej. Zgadamy się. - chwilę nad czymś myślę, a przez dym idzie mi ciężko. - Wiesz co, może lepiej mnie nie odwiedzaj. Nokturn to dziwna dzielnica, a jestem jeszcze… w trakcie wyznaczania granic tym mendom, co są niby moimi sąsiadami. Byłoby chujowo, gdyby zaczęli się przypierdalać do moich gości i psuć przyjemny nastrój ze spotkania.
Substancje we krwi były zdradzieckie i sprawiały, że do głowy przychodziły mi różne durne pomysły, którym nie mogłam się nie poddać.
-Nie schlebiaj sobie. Jeszcze ci trochę brakuję do porządnej… formy. - przewracam oczami. - Spokojnie, znajdę takiego, co będzie to lubić.
Nie znam się na zwierzętach aż tak dobrze, ale cholera go wie, czy nie trafiają się wśród nich też jakieś dziwadła.
-To jesteśmy umówieni. - nogi mam trochę miększe niż powinny być. Oh, powrót do domu będzie zabawny. Niedopałek wyrzucam gdzieś w zamgloną przestrzeń, ten uderza w poręcz, po czym zostaje pochłonięty przez pustkę.
-Bywaj. - unoszę rękę w pożegnalnym geście i pozwalam sobie na szerszy uśmiech. - Też dam ci znać, jak skołuję tego hipogryfa.
To zadanie brzmi jak ciekawa forma rozrywki. W sam raz na długie, nudne jesienne wieczory.

/zt


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Zapomniany pomost - Page 5 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Zapomniany pomost [odnośnik]08.08.21 22:16
Przeszłość wciąż jawi się jako cos ulotnego, coś, co się skończyło i nie sądził by miało wrócić w żadnej postaci. Ale powroty był w stanie wykorzystać na swoja korzyść. Oboje mogli. Posiadali umiejętności i zdolności, które mogły pomóc w osiągnieciu zarobku. I chociaż Clearwater trudnił się zajęciem, które już kiedyś łączyło się z ryzykiem, tak w zaistniałych okolicznościach dodawało problem z czynnikiem ludzkim. Wojenne napięcie nie pomagało nikomu w ustalaniu warunków zleceń i zawsze wolał - szczególnie przy nowych klientach, mieć ze sobą wsparcie w postaci dodatkowej różdżki. Nie sadził, by potencjalny zleceniodawca rzeczywiście chciał go wykiwać, ale posiadając właściwe argumenty, mógł liczyć na większą uczciwość. I znaczny zarobek.
- Jak się wykażesz na zleceniu, to chętnie - czy miała być to zachęta, czy zaczepka, nie zastanawiał się. Zapewne jedno i drugie - I myślę, że niedługo możesz tęsknić za nudą - to, z czym aktualnie mierzyli się mieszkańcy Anglii nie należało do... dobrych. Świat zwariował. On sam coraz chętniej odwiedzał okolice Anglii, sam Londyn omijając szokiem łukiem i odwiedzając w razie konieczności, tylko portową część. Tak ku odszukanej początkowo, mocno uszczuplonej rozrywce, jak i w samych interesach. Komplikowało się wszystko z każdym dniem. Nie widział siebie w roli powtórnego gościa w Tower. Raz mu wystarczył.
To trochę dziwny rodzaj ulgi słyszeć, że rzeczywistość równo cięła nieszczęściami niemal wszędzie. Nie z każdym jednak był w stanie rozmawiać bardziej poważnie o tym, co zakleiło cieniem jego aktualne cele. Była i siostra. Ale - sytuacja była wystarczająco świeża, skomplikowana, by umiał sobie z tym poradzić. Zemsta. Czy miał prawo pozwolić sobie na jej dokonanie? Myśl nie na dziś. Nie na teraz. I każde z nich zgadzało się na tę milczącą zgodę zachowania szczegółów.
- Jutro ci potwierdzę wszystko - skinął głową, z powagą przyjmując deklarację uczestnictwa w zleconym przedsięwzięciu - Zapamiętam, chociaż... przydałoby mi się twoje tam przewodnictwo - nieco dłużej przyglądał się kobiecie. To właśnie na Nokturn potrzebował się w najbliższym czasie wybrać. To tam w końcu, znaleźli jego brata. To tam - załatwiał dla niego interesy. Musiał się tylko dowiedzieć, u kogo dokładnie. Ale powaga problemów rozpływała się pod sączonym zielem rozluźnieniem. Na szczęście - No nie wiem czemu mam nie schlebiać. Jestem w całkiem niezłej formie - odbicie rzuconej zaczepki nie zajmuje mu dużo czasu. Z tego akurat był znany. Nigdy nie narzekał na bark pewności siebie. I na brak jego potwierdzenia w rzeczywistości - Powodzenia, chcę to zobaczyć - rzucił jeszcze, chociaż rozbawienie wykluczało jakąkolwiek formę szczerości.
- Napiszę - potwierdził, opierając się na powrót o barierkę pomostu - I trzymam za słowo - uniósł dłoń, gdy półgoblinka odwróciła się, by w końcu zniknąć mu z pola widzenia. Stał jeszcze tylko chwilę, by w końcu samemu zdecydować się na opuszczenie ponurego miejsca. Mógł wrócić do mieszkania. Podobno, mógł dziś liczyć na pieczoną rybę. I to ziemniakami. Nie był tylko pewien, czy lin, czy karp znajdzie się na jego talerzu. I które ostatecznie wylądowało w kociej misce. Bo na pewno nie szpinak. Lepsze to niż kanapki z miodem, które robił sobie sam. I nie dzielił z kotem.

| zt
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Zapomniany pomost
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach